Tak mi się po glowie dziś tłuką od rana banalne tematy. Zastanawia się gdzie zniknęły moje drewniane grzebyki. Te ciągłe przeprowadzki... może gdzieś zostawiłam. I za nimi poszła dalsza myśl o naturze w otoczeniu i naszym z nią kontakcie. To jak ciagle sypiemy piasek w szprychy naszego zdrowia i jak tego nie dostrzegamy. Przeciez czeszemy się codziennie i czym? jest to kontakt ze skórą głowy, czyli najważniejszą częścią nas samych i nie mam na myśli tylko piekności wlosów. To dawne pokolenia były od nas w kwestii grzebyków dużo mądrzejsze.O ile używały onych. Bo były one kościane. Plastikowce a potem problemy z włosami, nie wiedzieć czemu i nie tylko z włosami. Kupiłam sobie na Ukrainie drewniany grzebyk. Bardzo go lubiłam. No i wcięło. Widziałam w sieci, człowieka który robi drewniane grzebyki. Niestety były one drogie. Ten na Ukrainie kupiłam za grosze. No ale fakt wykonanie takowych z drzewa to zajmuje czas. A co zajmuje czas bywa drogie. Tak że mnie nie dziwi cena. Jak wiecie, bo nie raz pisałam o tym, że lubię kontakt z naturą i nie lubię sztuczności. Ale nawet mnie nie udaje się to tak w 100%. Bo i z powodów cen i ludzi wokół mnie, którzy mają całkiem inne podjście do tego. Żyjemy w czasach jakich żyjemy. I męczące bywa na dłuższą metę bycie dziwakiem. Ale im więcej przerabiam tę biochemię, tym bardziej wydaje się to być ważne.
Unikałam jak mogłam tego szturania do nosa, przy badaniach na on nieszczęsny wirus celebryta. Ale jeden raz mnie dopadli, bo inaczej nie mogłabym jechać na chrzest mojego wnuka. Dlaczego unikałam? Bo niestety wiem jak ważny jest nos dla ludzkiej osobliwości. I jak niewielka odległość, dzieli go od naszego mózgu. I nie za bardzo chciałam aby mi ktokolwiek szturał do mojego mózgu. Tak, że jak widać święta nie jestem, ani super niezależna, ale jak mam wybierać i mogę wybierać, to zawsze wybiorę naturę.
Amita bardzo jestem ciekawa tego octu z nasturcji. Ja chyba nawet zrobiłam kilka lat temu, ale te nieszczęsne przeprowadzki i na pewno wywalili mi na smietnik. tak, że nie zdążyłam nawet poeksperymentować nim. W Krakowie usilowałam siać nasturcje, ale poległy na froncie warunków?, ślimaków? niepewnych nasion? Na wysiane 6 torebek widziałam jedną cherlawą nasturcję. W poprzednim ogródku też siałam nasturcie i to były cuda. Cale zwisające murki pnącego kwiecia. I tak kwitły cudniaście do pierwszych przymrozków.








