netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

146 odpowiedzi21 176 wyświetleńzałożony przez Olinka, 02.06.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 147 ]

66

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

aha , masz rację, bo ta strona, jest w stanie dostrzec to czym związek jest i jaką ma prawdziwą wartość. Dla zdradzającego nowy start nie jest tym samym, to tylko głównie rezygnacja z trzeciej osoby w związku. Ewentualnie szansa dla związku, lecz nadal bez docenienia jego prawdziwej istoty. I praca tego który został zdradzony, nie ogranicza się jedynie do przyjęcia przeprosin, ewentualnych starań, zniesienia bólu, ale też do tego, by pokazać jaki ten związek ma wartość.
Bo gdyby nie miał wartości warto by było walczyć o niego?

67 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-09-02 19:05:06)

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?
Dunkis napisał/a:

no dobra, o ile doszliśmy do wniosku, że zdrady się nie da usprawiedliwić, jako aktu który się dokonuje, to czy można usprawieliwiać okoliczności, które do niej prowadzą? Zaniedbanie, zimno, oddalenie się, brak chęcie do życia z innym człowiekiem, brak możliwości odejścia od niego, chęc przżycia życia tak by mieć choć odrobinę z niego więcej, niż gehennę dnia codziennego wspomnienie które trzeyma na powierzchni, pozwala oddychać? Jeśli ktos powie że tak, w takim razie trzeba by było rozpatrywać zdradę w innch kategoriach.... ale Zazdrość mi pewnie powie, że to juz nie zdrada, jeżeli nastąpił rozkład pożycia małżeńskiego, dużo wcześniej... niż powiedzmy doszło do rozprawy

Nie ma takiej sytuacji, ze nie mozna odejsc w sensie obiektywnym... "nie mozna odejsc" to cos co stosujemy jako alibi gdy nie potrafimy otwarcie i konkretnie powiedziec co nas trzyma przy partnerze.
Mozna powiedziec jestem z nim/z nia bo nie jestem samodzielna osoba, bo nie umiem sobie dawac rady w zyciu, bo chce byc z kims kto mnie rani i takiej pozywki  potrzebuje moja psychika... ale latwiej powiedziec "nie moge odejsc" "jestem z nim z litosci" albo, co jest juz karygodne "jestem z nim dla dzieci" (co za bzdura swoja droga, bo dzieci powinny byc pierwszym powodem dla ktorego sie odchodzi. Nie wiem dlaczego nasze "popapranie" emocjonalne nie jest dla nas wystarczajaca wskazowka, ze w zyciu tych malych istot to wlasnie swiat emocjonalny jest wazniejszy niz materialny.)

Mozna usprawiedliwic okolicznosci ktore doprowadzily do zdrady.
a zatem mozna usprawiedliwic, ze ochlodzily sie stosunki i emocjonalnie ludzie sie oddalili bo obie lub jedna strona zaniedbala zwiazek, bo byla za bardzo zmeczona, bo miala wlasnie kryzys osobowosciowy, z glupoty niezmierzonej, z eskalacji bledow etc etc
Nikt nie jest idealny, mamy pomrocznosci jasne, otepienie, gluchote, slepote i swoje subiektywne widzenie tego co sie w zwiazku dzieje.
To mozna usprawiedliwic. To sa te okolicznosci.
Jesli jedyna refleksja po zauwazeniu oddalenia emocjonalnego od partnera jest .."odejde rownez fizycznie" albo "poszukam sobie pozytywnych emocji z dala od partnera" to jest jak jawna deklaracja, szybkie i czyste ciecie. Takiej jawnej deklaracji, ze nam juz nie zalezy absolutnie na partnerze nie da sie usprawiedliwic.

Moim zdaniem nie ma czegos takiego jak wybacznie zdrady. Nie chcialam o tym napisac wczesniej bo sie Was balam. Nawet Bog mowi "nie bedziesz mial innych Bogow przede mna"... czy wybaczy zatem? a co dopiero marny okruch jakim jest czlowiek.
Mozna miec chwile zapominania o zdradzie. Tylko tyle.
Mozna tez odpoczac od siebie (konieczny dystans) i budowac nowy zwiazek z tym samym partnerem od nowa. Czasem warto wlasnie dla dzieci. Albo dlatego, ze nadal sa powody dla ktorych partner jest dla nas wyjatkowy.
Od poczatku podryw, kolacyjki, flirt...itd itp
Nie zapominajmy jednak ze partner to rozwodnik big_smile i wiemy co w jego malzenstwie nie gralo i jak on zawodzil.... a my tez juz jestesmy po przejsciach, wiec moze czas jakies wnioski wyciagac. Wtedy na tamta zdrade patrzymy jak na przeszlosc partnera, ktora nas juz nie dotyczy. Nie mozna byc zazdrosnym o bylych kochankow sprzed naszego zwiazku, nawet jak to bylismy my sami big_smile
Jesli mysl o tymczasowym rozstaniu i wyprowadzce nas przeraza to znaczy, ze mamy powazny problem ze soba, swoja samoocena, samodzielnoscia i kompleksami.
taaa... i co Wy na to?

68

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

A  ja na to raz jeszcze , ze zdrady nie moza usprawiedliwiac, a okolicznosci zdrady,  tym bardziej, zdrada to zwykle oszustwo . cos komus obiecujemy , dajemy nadzieje, ukladamy nasze relacje i co ? Nagle bum, trafila sie okazja to juz i jestesmy w lozku z kims innym? Przepraszam , ale mam 40 lat , moze inaczej patrze nato co wszyscy mowia, ale tak samo pragne szczescia, oddania i szacunku, wlasnie szacunek, szacunek do samego siebie i do osoby, ktora z nami jest , a i jescze zaufanie do siebie i do osoby bliskiej. A co z tych wartosci zostaje, jesli ja zdradze albo mnie ktos zdradzi , nic, czyli zdrada zabija wszystko co dobre, ..... moze potrzeba czasu , by to zaakceptowac, ale dzis wiem , ze nie da sie zapomniec, probowalam , zawszepamietasz, ...i zawsze podejrzewasz , ze to sie znow to dzieje. Kazdy ma prawo wyboru.... nie usprawiedliwiam zdrady w zadnym wypadku.....

69 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-09-02 22:28:04)

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?
slodka1970 napisał/a:

Przepraszam , ale mam 40 lat

No tu poczulam sie urazona!
a ja mam  ciuteczke wiecej...to juz chyba pozostalo mi na kolanach..... neutral
Co Ty lasko czterdziestoletnia wygadujesz.... big_smile
Taki wiek to skarb... a na kazda zmarszczke musialas ciezko zapracowac... i oddajesz to tak bez walki jakby nie mialo zadnej wartosci!
Dewaluujesz moje zmaszczki... big_smile i innych czterdziech

Uwaga! nasze akcje spadaja! ktos sie wyprzedaje ponizej ceny gieldowej!


slodka1970 napisał/a:

moze inaczej patrze nato co wszyscy mowia " (...) nie usprawiedliwiam zdrady w zadnym wypadku..../

Alez Slodka, mowisz dokladnie to co wszyscy. Przeczytaj uwaznie.
a slowo "okolicznosci" nie rowna sie slowu "uzasadnienie"..
w mojej wypowiedzi pisalam o usprawiedliwieniu okolicznosci... czyli usprawiedliwieniu pewnego rodzaju zagubienia sie i zaniedbania zwiazku.
ale zaraz pod spodem naisalam, ze nawet usprawiedliwione okolicznosci (sytuacja w zwiazku) nie sa usprawiedliwieniem dla zdrady.

Napisalam tak choc wiem, ze Dunkisowi chodzilo o okolicznosci, ktore usprawiedliwiaja zdrade a nie o usprawiedliwianie okolicznosci big_smile
Przewrotna jestem czasem gdy bawie sie slowami.

70

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?
Zazdrosc napisał/a:

Napisalam tak choc wiem, ze Dunkisowi chodzilo o okolicznosci, ktore usprawiedliwiaja zdrade a nie o usprawiedliwianie okolicznosci big_smile
Przewrotna jestem czasem gdy bawie sie slowami.

No i właśnie o to chodzi ! Bawmy się, a bawienie się słowami, to najpiękniejsza rzecz, która przytrafia się ludziom, szczególnie w świecie, w którym wykształcenie, inteligencja i umiejętność posługiwania się słowami i rozumem ma tak niewielkie znaczenie. Bo dzisiejszy świat stawia na cwaniaków, dorobkiewiczów, dupolizców i innej maści kretynów. Stawiam na Zazdrość, Dunkisa i jeszcze kilka innych osób z tego forum i siebie troszkę też.

71

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?
Zazdrosc napisał/a:

Moim zdaniem nie ma czegos takiego jak wybacznie zdrady. Nie chcialam o tym napisac wczesniej bo sie Was balam. Nawet Bog mowi "nie bedziesz mial innych Bogow przede mna"... czy wybaczy zatem? a co dopiero marny okruch jakim jest czlowiek.
Mozna miec chwile zapominania o zdradzie. Tylko tyle.
Mozna tez odpoczac od siebie (konieczny dystans) i budowac nowy zwiazek z tym samym partnerem od nowa. Czasem warto wlasnie dla dzieci. Albo dlatego, ze nadal sa powody dla ktorych partner jest dla nas wyjatkowy.
Od poczatku podryw, kolacyjki, flirt...itd itp
Nie zapominajmy jednak ze partner to rozwodnik big_smile i wiemy co w jego malzenstwie nie gralo i jak on zawodzil.... a my tez juz jestesmy po przejsciach, wiec moze czas jakies wnioski wyciagac. Wtedy na tamta zdrade patrzymy jak na przeszlosc partnera, ktora nas juz nie dotyczy. Nie mozna byc zazdrosnym o bylych kochankow sprzed naszego zwiazku, nawet jak to bylismy my sami big_smile
Jesli mysl o tymczasowym rozstaniu i wyprowadzce nas przeraza to znaczy, ze mamy powazny problem ze soba, swoja samoocena, samodzielnoscia i kompleksami.
taaa... i co Wy na to?

A ja się z Tobą jednak nie zgodzę. Bez wybaczenia nie mogłabym nadal żyć ze zdrajcą, akceptować go, kochać, pożądać. Bez wybaczenia nie byłoby już nic, nawet szansy na to co nowe. To tak jak z przyjaciółką, która zdradziła- jeśli jej nie wybaczysz nie będziesz mogła normalnie (czytaj: z sympatią i akceptacją) nadal z nią plotkować. Bo wybaczenie to pierwszy krok do budowania. Lecz wybaczenie to jedno, a przerobienie zdrady, godzenie się z nią jako faktem dokonanym, zrozumienie motywów jakimi zdrajca się kierował, a wreszcie zapominanie- to są dopiero kolejne etapy dochodzenia do równowagi.

Hmmm... Nowy związek z tym samym partnerem od nowa? Jak najbardziej, ale trzeba byłoby chyba doznać amnezji, aby wcielić w życie Twój plan i o wszystkim zapomnieć, wykasować. Wiesz, nawet próbowałam grubą kreską odciąć tamtego ,,dawnego" człowieka i poznać od zera tego ,,nowego" , ale... to było do bani, nie udało się. Bo przecież wiem, że do śniadania pije kawę z mlekiem i dwiema łyżeczkami cukru. Ale jakie śniadanie??? Przecież my nie byliśmy jeszcze razem w łóżku big_smile.

72

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

a ja przerabiam zwiazek "na nowo", bo nie umialam wybaczyc w starym...
i nie mam pewnosci czy z nim bede. Wiesz poznajemy sie dopiero... On sie zmienil, ja sie zmienilam... To co sie stalo nas zmienilo.
Jak obcy ludzie?
Czy on mnie polubi taka? Czy ja go polubie? Nie wiem. Jest fajnie. Jestem baaaardzo ostrozna. Jutro mam randke.

73

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?
Dunkis napisał/a:

aha , masz rację, bo ta strona, jest w stanie dostrzec to czym związek jest i jaką ma prawdziwą wartość. Dla zdradzającego nowy start nie jest tym samym, to tylko głównie rezygnacja z trzeciej osoby w związku. Ewentualnie szansa dla związku, lecz nadal bez docenienia jego prawdziwej istoty. I praca tego który został zdradzony, nie ogranicza się jedynie do przyjęcia przeprosin, ewentualnych starań, zniesienia bólu, ale też do tego, by pokazać jaki ten związek ma wartość.
Bo gdyby nie miał wartości warto by było walczyć o niego?

Wiesz, w ten sposób o tym nie myślałam, ale to bardzo trafne spostrzeżenia i po raz kolejny muszę się z Tobą zgodzić smile. Jest to też zresztą bardzo dobry argument w dyskusjach dlaczego to właśnie nam jest trudniej. Rzeczywiście tamta strona głównie rezygnuje z osoby trzeciej, zdradzeni natomiast wykonują cały ogrom pracy. Choć niekoniecznie zdradzający nie widzą wartości związku. Bywa bowiem tak, że mają świadomość tego, że zdradzając popełnili ogromny błąd, za który będą musieli w ten czy inny sposób zapłacić. I często wtedy właśnie wdziera się strach, że mogą utracić coś czego do tej pory tak naprawdę nie doceniali. Zaczynają więc widzieć ogromną wartość partnera, jego uczucie, zaangażowanie, coś co do tej pory było czymś tak naturalnym i oczywistym, że dopiero tak drastyczna sytuacja otwiera oczy. Człowiek to taka istota, która skupia się na tym czego jej brakuje, nie dostrzegając wartości stanu posiadania. I tu należy po raz kolejny zwrócić uwagę, że zdrada może być (paradoksalnie) lekarstwem na tę ślepotę.

Zazdrosc napisał/a:

a ja przerabiam zwiazek "na nowo", bo nie umialam wybaczyc w starym...
i nie mam pewnosci czy z nim bede. Wiesz poznajemy sie dopiero... On sie zmienil, ja sie zmienilam... To co sie stalo nas zmienilo.
Jak obcy ludzie?
Czy on mnie polubi taka? Czy ja go polubie? Nie wiem. Jest fajnie. Jestem baaaardzo ostrozna. Jutro mam randke.

Gratuluję i...zazdroszczę, nam się to niestety nie udało. Co prawda na randki też chodzimy, ale jak para z trochę dłuższym stażem smile.  Choć rzeczywiście czasem w żalu i rozpamiętywaniu ludzie tak potrafią się zapętlić, że już nie ma odwrotu i wtedy pozostaje już tylko rozstanie. Znalazłaś więc chyba złoty środek i to jest w takim przypadku naprawdę dobre rozwiązanie. 
Tak czy inaczej udanej randki życzę smile.

74 Ostatnio edytowany przez slodka1970 (2010-09-03 07:46:14)

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

Moje kochane czterdziestoletnie, PRZEPRASZAM WAS WSZYSTKIE I SIEBIE TEZ, nie bede sie tlumaczyc , napisalam tak , bo byl to ciezki dzien i rozgoryczenie wielkie. Macie racje , to najlepszy czas na zmiane w zyciu, by uporzadkowac swoje sprawy. A poza tym popatrzylam na siebie  przychylniejszym okiem i ...nie mam zmarszczek, mimo , ze dostaje kopy od zycia wielkie, ale jakos udawalo mi sie wyjsc ze wzystkiego . Tym razem , tez tak bedzie. Kiedy tak czytam wasze slowa , to moze powinnam tez zmienic swoj tok rozumowania. Zazdrosc , podziwiam i moze troche zazdroszcze, ze masz mozliwosc sprobowania na nowo, moje przezycia sa zbyt swieze i nie zawsze potrafie obiektywnie podejsc do problemu. Zycie mija szybko i  powinnysmy bawic sie cZasem i mozliwosciami. Znam kogos kto zyje z osoba , ktora zdradzila juz 12 lat ...a moze to nie jest tak , ze wszystko zdrada przekresla.......     Paulo Coelho w swym zbiorze"Zycie-mysli zebrane" napisal:" Kleski sie zdarzaja. Nikt ich nie uniknie. Dlatego czasem lepiej przegrac bitwe o swoje marzenia niz  zostac pokonanym , nie wiedzac po co sie walczylo". Wniosek z tego nasuwa sie sam , probujmy ulozyc sobie zycie zgodnie ze swoimi potrzebami , marzeniami . Mysle , ze milosc jaka mamy w sercu wybaczy i usprawiedliwi wszystko, a rozum niech spi...

75 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-09-03 09:31:04)

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

kazdy ma mozliwosc sprobowania na nowo.
Tylko ten pospiech niepotrzebny... jakby swiat sie skonczyc mial jutro i ponaglamy siebie niepotrzebnie... do wybaczania, do zapominania.
Lykamy tabletki na uspokojenie... jakby bylo cos zlego w placzu.
Bywalo, ze cala noc plakalam skulona i samotna na wielkim lozku, po ciemku i bezglosnie by dzieciom nie zadawac bolu moim cierpieniem... i dzis dobrze to wspominam. Kocham siebie tamta placzaca, zapuchnieta, zasluzowana.... na wspmnienie o tym az mam ochote siebie sama przytulic. To byla moja cena za mnie. Mam teraz jak Lilusia to powiedziala luksus "patrzenia sobie prosto w oczy" Moj partner nie ma tego luksusu. Sam sie okaleczyl.
Ciesze sie, ze nie przespalam tego wszystkiego ogluszona chemia. Z tego cierpienia jestem nowa ja.
Nie bojmy sie plakac...

a jesli lubisz Coelho to zacytuje cos o zazdrosci:

Paulo Coelho napisał/a:

Nawet jesli zycie ja nauczylo, ze nikt nikogo nie moze miec na wlasnosc- a ten, kto tak uwaza, oszukuje sam siebie- i tak nie potrafila zapanowac nad zazdroscia. Na temat zazdrosci mozna snuc dlugie, madre wywody albo uznac ja za oznake slabosci, ale chyba nigdy nie uda sie czlowiekowi zazdrsci poskromic.
Najsilniejsza jest taka milosc, ktora nie walczy ze swoja slaboscia. Tak czy inaczej, jezeli to prawdziwa milosc(a nie tylko sposob by sie rozerwac, oszukac, zabic czas, ktory w tym miescie dluzy sie niemilosiernie), to wczesniej czy pozniej poczucie wolnosci wezmie gore nad zazdroscia i meczarniami jakie ze soba niesie. Kazdy kto uprawia sport wie, ze dla osiagniecia dobrych wynikow trzeba pogodzic sie z codzienna dawka bolu. Na poczatku cierpienie zniecheca, ale z czasem okazuje sie, ze to tylko pewien etap na drodze do dobrego samopoczucia, az w koncu staje sie oczywiste, ze bez bolu nie sposob nic osiagnac.
Niebezpiecznie jest natomiast nastawiac sie na ten bol, w kolko o nim myslec (....)

Olinko, moj .....(no i nie wiem jak go zatytuowac) ON, mieszka 30km ode mnie. Wykopyrtnelam go z zycia, zasiegu wzroku i zasiegu mojej chorej milosci... i to chyba sprawilo, ze mozemy teraz na "nowo".. gdyby tego nie bylo... gdyby byl obok, gdybym mogla nadal samookaleczac sie myslami, wspomnieniami,  bedac w jego ramionach.... zapomnialabym pomyslec o sobie.

a dla rozweselenia przypomnienie cudownie smiesznego Zauckiego http://mp3bear.com/marian-zaucki-rozwod-po-polsku

76

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?
slodka1970 napisał/a:

Moje kochane czterdziestoletnie, PRZEPRASZAM WAS WSZYSTKIE I SIEBIE TEZ, nie bede sie tlumaczyc , napisalam tak , bo byl to ciezki dzien i rozgoryczenie wielkie. Macie racje , to najlepszy czas na zmiane w zyciu, by uporzadkowac swoje sprawy. A poza tym popatrzylam na siebie  przychylniejszym okiem i ...nie mam zmarszczek, mimo , ze dostaje kopy od zycia wielkie, ale jakos udawalo mi sie wyjsc ze wzystkiego . Tym razem , tez tak bedzie. Kiedy tak czytam wasze slowa , to moze powinnam tez zmienic swoj tok rozumowania. Zazdrosc , podziwiam i moze troche zazdroszcze, ze masz mozliwosc sprobowania na nowo, moje przezycia sa zbyt swieze i nie zawsze potrafie obiektywnie podejsc do problemu. Zycie mija szybko i  powinnysmy bawic sie cZasem i mozliwosciami. Znam kogos kto zyje z osoba , ktora zdradzila juz 12 lat ...a moze to nie jest tak , ze wszystko zdrada przekresla.......     Paulo Coelho w swym zbiorze"Zycie-mysli zebrane" napisal:" Kleski sie zdarzaja. Nikt ich nie uniknie. Dlatego czasem lepiej przegrac bitwe o swoje marzenia niz  zostac pokonanym , nie wiedzac po co sie walczylo". Wniosek z tego nasuwa sie sam , probujmy ulozyc sobie zycie zgodnie ze swoimi potrzebami , marzeniami . Mysle , ze milosc jaka mamy w sercu wybaczy i usprawiedliwi wszystko, a rozum niech spi...

1. czuję się pominięty, ale co tam

Zdzisław Bocheński
Mężczyzna żonaty traci głos - żona mu go odbiera.

2. myślę że Paulo Coelho miał ciut co innego na myśli, pisząc cytowane słowa.

Nie oszukuj się kobitko, że to za świeże, gdybyś miała taka możliwośc sma byś pewnie pognała na randkę, nawet tydzień temu. I na tym się chcę skupić, nie ma co czekać, bo życie stygnie Ci przed nosem, ruchy ruchy i w świat. Ćwicz codziennie wykopy, bo jak się nie uda, a nie jest powiedziane, że za pierwszym razem się uda i nie ma co marnować czasu, to taki wykop sie uda.... no zobacz zazdrość ćwiczyła o wykopyrtneła aż na trzydziesty kilometr, to się nazywa wykopyrtnięcie.
slodka1970 myśl o sobie, tylko o sobie i zamiast patrzeć się w lustro co najwyżej zabiraj je ze sobą, i przyglądaj tylko wtedy gdy będziesz poprawiała włosy po gorącym spotkaniu z Twoją randką....która czeka... gdzieś tuz tuż

77

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

witam
widze ze wszyscy macie zdanie zdrady sie nei wbacza i wogole jest bleee...
choc pewnie czesto jest to naduzywane ale nie myslisz ze CZASEM partner jest wspolwinny zdradzie? ze przynajmniej powod zdrady mozna zrozumiec?? slysze ze zazdrosc mowi ze jak jest zle to zamiast zdradzac to odejsc, pewnie to byloby najlpesze nie raniloby sie nikogo i nie zyloby sie w klamstwie ale co jesli sie kocha i niechce sie odejsc a ta druga osoba niechce zaspokoic pragnien drugiej osoby?? powiecie ze jak sie kocha to sie nie zdradza a co jesli kocha sie i to bardzo od lat pracuje sie zeby bylo lepiej, rozmawia sie prosi krzyczy daje sie mu czas, daje sie mu wszystko a on dalej nie umie zaspokoic i to wcale nie temu ze ona tak duzo chce tylko temu ze on nie ma takich potrzeba a poza tym jest leniwy i co wtedy?? nie da sie zrozumiec? pewnie zdrada osobe zdradzona bedzie bolec i roznie sobie z nia radza ale jesli ta druga osoba ma wyzuty sumienia to chyba dobrze, a moze nigdy nie mowic o zdradzie? widze ze teraz tak sie robi, malzenstwo jest ok w dzien a wieczorami...nic.
dunkis zna moja sytulacje, staje od lat zeby z mezem bylo dobrze, pewnie odejsc jak od lat nie jest dobrze, ale to nigdy nie jest proste, mam za duzo powodow zeby zostac: kocham go, wspaniale sie dogadujemy w sprawach praktycznych, mamy maltkie dzieci(mlodszy syn ma 9miesiecy) dobrze idzie nam radzenie w codziennosci i uzupelniamy sie w obowiazkach domowych przy dzieciach i zarobkowych, naparwde jest dobrze ale gdy zostajemy sami, gdy jest czas tylko nam nie ma nas:( to sie nazywa inny pociag seksualny, i to jest jedyny powod zeby odejsc-male libudo meza-czy to wystarczajacy powod zeby odejsc? CZY TO WYSTARCZAJACY POWOD ZEBY ZDRADZIC? jak dlugo mozna walczyc? sex raz w tygodniu lub raz na miesiac mnie nie satysfakcjonyje a choc z nim rozmawialam i wszystkiego porbowalam i on zawsze obiecuje ze juz teraz bedzie super i fakt jest lepiej przez 3-5dni i znow jest post...
a ja...jestem mloda, nie dopieszczona i strasznie spragniona, mowie mu nawet ze znjade se kogos jak on jest gluchy i slepy na mnie, wiem ze kocha tylko on nie umie byc z kobieta, wiem ze wyniusl to z domu(tam to byla masakra) powiecie do ucz jego jak byc z toba, jak dbac o kobiete, ja nie estem ulomna, mowie mu w prost, mowie na okretne zeby sie wysilil i pomyslal i nic.
za dlugo to trwa zebym wierzyla w cud swiata i sie odmieni.
i co nie mozna zdrady usprawiedliwic??

78

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

nie mozna...

ponosisz konsekwencje niedojrzalej decyzji o malzenstwie z takim mezczyzna
i to juz nie jest kwestia roznicy temperamentow... on Cie ZANIEDBUJE... i sorki ale takie zaniedbanie uwazam tez za zdrade.
To on Cie zdradzil.... nie zalezy mu na Tobie i ma gdzies Twoje potrzeby....
KAzdy kto lekcewazy potrzeby seksualne partnera jest nieuczciwym egoista... a co do dogadywania sie... W najwazniejszych sprawach sie nie dogadujecie neutral
Najcudowniejszy seks jest z osoba, ktora kochamy... takie zaspokajanie potrzeb bez emocji to jak masturbowanie sie przy pomocy jakiegos ciala.
dlatego wszystkie prostytutki kojarza mi sie z narzedziem do masturbacji.... a nie seksem
Prawdziwy seks, pelny, akt duchowego i cielesnego zespolenia... mozna by rzec tantryczny jest z kims kogo kochamy
wolalabym wibrator niz zdrade

79 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2010-09-03 11:17:15)

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?
syla135 napisał/a:

witam
widze ze wszyscy macie zdanie zdrady sie nei wbacza i wogole jest bleee...

wypowiedź # 31 Dunkis - zdrade można wybaczyć

wypowiedź # 39 slodka1970 - zdradę można wybaczyć

wypowiedź # 42 maxi - zdradę można wybaczyć

wypowiedź # 47 zazrdosc - zdradę można wybaczyć

co do reszty masz rację, ale wiedz że ludzie którzy tu piszą podobie jak TY potrafią wierzyć w wybaczenie i wierzą w nie, jesli nawet im nie pomaga to odbudować zwiąku jest jedym ze sposobów to sposób na ulżenie w bólu.

Zdrowa Zdradość, zostałem przez Syle wywołany do tablicy, zatem musze powiedzieć, że nie nazwałbym tego niedojżałą decyzją o małżeństwie, ale raczej w tym przypadku deską ratunkową. Zauważ, że syla Cierpi głónie na brak czułości szczególnie smuci ją pustka w sypialnianej alkowie. Ona kocha tego swojego męża, zaniedbanie wynika z tego że się przepracowuje, martwi i jest uczynny, a może dlatego że dostal juz wszystko. Zgadzam się z Tobą, że jest to nieuczciwe jeżeli się zaniedbuje partnera w łóżku, ale właśnie w ten sposób dotknełaś sedna problemu. Nie wiem czy to najważniejsza rzecz, konicznie niezbędna, bo jak sama widzisz syla się dusi w tym wszystkim, nie jest zdolna do zdrady - to juz wiem.
Za to ten wibrator.... no wiesz ja też tak uważam.... ale syla myśli inaczej.
Wiem chciałaś ją zmobilizować to bardzo dobrze, bo ja chyba nie potrafię, to znaczy potrafię, nawet pisałem że ... ale to juz zupełnie inna sprawa.
Fakt jest faktem, najlepsza technika przynosząca najlepsze doznania seksualne, orgazmy i odloty, nie równają się z doznaniami które się osiąga kochając się z kochaną osobą, to coś, o czym wibratory mogą pomarzyć.



eeee i nie piszcze tak szybko bo nie nadążam edytować postów  smile

80 Ostatnio edytowany przez syla135 (2010-09-03 11:52:32)

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

zazdrosc napisala-ponosisz konsekwencje niedojrzalej decyzji o malzenstwie z takim mezczyzna- byc moze tylko ze stwierdzenie takiego faktu jest juz nie istotne bo juz jets po facie i to pare lat.
mowisz ze on mnie zdradza bo zaniedbuje...ciekawe, nigdy o tym tak nie myslalam...wibrator zamias zdrady?? nie umialabym sama siebie zaspokajac, wole jak to ty mowisz "jakies cialo do masturbacji" niz sama siebie. ja dugo tak nie wytrzymam i skonczy sie zdrada.
dunkis-ok zdrade da sie wybaczyc a co dalej?? a moze wogole nie mowic i wtedy wszyscy sa szczesliwi, jego nie mecze na sex bo jestem zaspokojona a mi jest dobrze bo dorwalam innego:P-to przyklad ktory jest byc moze jeliej jest go zrealizowac niz zyc "na glodzie"
wybaczyc da sie ok przepraszam z ablad a zrozumiec powod? a czy czesciej po zdradzie wyciaga sie wnioski zeby cos zmienic na lepsze czy raczej sie rozchodzi?? o moze najczesciej zyje sie w takiej martwicy?(jest sie razem ale jedna strona nie umie wybaczya a druga zdradzila)

81

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

Jeszce raz powtorze milosc i serce wybaczy.  Dunkis... co do randki raz jeszcze , nie wiem , pewnie masz racje , ze pgnalabym na skrzydlach.... a ten moj ON sam sie wykopyrtnal na 300km ode mnie. Zazdosc sama pazbyla sie partnera jak rozumiem , inaczej to wyglada jesli partner pozbywa sie nas bez slowa, wtedy moze jeszcze bardziej czujesz te bol. A CO DO RANDEK TUZ , TUZ.....uwazam , ze by zaczac cos nowego trzeba miec spokoj w duszy ...

82

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

a moze to nie najlepszy sposob ale skuteczny zaleczyc jedno drugim slodka??

83

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

slodka, ale pamiętasz że ja CIę wciąż mobilizuję i podszczypuje w tyłek, ale tylko z uprzejmości a nie ze złości?
jesteś kobietą świadomą swego potencjału, a wykopy ćwicz po to bo teraz mając doświadczenie będzies zmogła przerabiać pęczki facetów, aż znajdziesz tego jedynego , a dla reszty zostaw te wykop... 300k no to pobiłaś zazdrość, zapomniałem,pisałaś juz o tych 300 km.

Syla, chyba mamy do pogadania na priv.

84

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

DUNKIS PODPORO MoJA , CZUJE TE TWOJE PODZSZCZYPYWANIE KAZDEGO DNIA.Ja nie potrafie zaleczyc tego w taki sposob, jesz\cze nie teraz...zbyt duzo jest przede mna, a krzywdzic kogos i szukac tylko pociechy a ten ktos oczekuje wiecej....nie dla mnie

85

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

widzisz Dunkis widze ze sie rozpisales o mojej sytulacji...ok niech bedzie.
widzicie dla mnie nie ma wyjscia, ja nie lubie masturbacji (probowalam nie odpowiada mi) ja bym wolala z facetem, najelpiej z takim ktory bedzie mnie zauwazal i zadba o moje potrzeby, probowalam i probuje z mezem, nie wiem jak dugo wytrwam.
wiernym byc mimo wszystko? mimo swojej przyjemnosci??
aha dunkis orgazm jest zawsze przy kazdym zblizeniu wiec nie wiem czemu maz nie chce tego powtarzac co jest wspaniale (za kazdym razem jest orgazm meza...z moim jest roznie w koncu egoista dba tylko o siebie)

86

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

Jasny gwint, a Ty nie oczekujesz czegoś więcej? Nie oczekujesz, że znajdziesz kogoś, kto swoją osobą przesłoni Ci Ziemię i Niebo? Czy to nie sposób na to by zetreć z Twoich zwojów mózgu smak przegranej, straconych chwil, one tam będą, ale zupełnie w innym garnku się będą gotowały, gdy piec będziesz sobie w piecyku jakieś fajne ciacho. Nie bądź naiwna, faceci nie chodzą po ulicach z wywieszonymi tabliczkami oczekuję czegoś więcej innych związków nie chce. Nawet Ci co chcą biorą pod uwagę, że spotykając się z kimś nie będą brali wszystkiego z łapanki, tylko najpier trzeba się przekonać co i jak. Masz doświadczenie i wiesz że miłość, zauroczeni i pociąg seksualny to dużo, ale za mało by trwało wiecznie. Nic nie może przecież wiecznie trwać tlalalla...Krzywdzić po co od razu takie wielkie słowa. Spróbować - no to jest odpowienie. Nikt przeciez też nie ma metryki wywieszonej po której się dobiera z opisanymi wadami i zaletami. A uderzać w Ciemno? Cóż z tego jesli będzie smakowało mu jego ciasto,  i wymieni antenę na dachu smile bo ta mu się nie będzie podobała, skoro będzie lubił bardziej kawę late od Twojej ulubionej fusiastej - no cóż trzeba wtedy będzie spojrzeć prawdzie w oczy i powiedzieć, skoro lubisz late - to się nie dogadamy. Jej no nie stój, mimo wszystko w takiej sytuacji. A spokój duszy osiągniesz jak CIe złożą w ciemnej mogile. Teraz swoją duszę naszpikuj rogami i niech bryka po świecie, jak ostygnie, to trzeba będzie będzie szukać ogromnego ogniska by ja rozgrzać.
eh, no co jest, co to mnie tak parzy w .....
to mój umysł który nakierował się na Ciebie i chce Cie podglądać jak szalejesz z uśmiechem na twarzy.
cyk cyk cyk idę sobie coś strzelić, może filiżaneczkę kawusi.... eeeej na pewno takiej, której nie lubisz... masz swoje podwórko nie patrz na moją stronę, znajdź duszyczkę i zamień to tuż tuż, na właśnie byłam, chciałabym się podzielić wrażeniami....

87

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

Dunkis na litosc , nie odpuscisz sobie?Pewnie, ze czekam , ze chce poznac kogos kto przesloni swiat, ze zapomne , kiedy z nim bede, jak mam na imie, tylko ... nie umiem CI tego wytlumaczyc , bo masz racje , ale to nijak nie pasuje do mojego stanu. Mam przed soba trudny czas i chce w tym okresie byc sama,chce miec spokoj.

88

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

Czy my tak naprawdę wiemy, od którego momentu zaczyna się zdrada? Nasz umysł tylko czeka na odpowiednią chwilę aby stworzyć dla nas przyjemną fantazje. Tworzy "bank zdjęć", który umiejętnie, pobudza nasze zmysły do przeżycia niezapomnianych chwil. Każdy z nas przynajmniej raz w życiu miał tego typu fantazje. Mamy później poczucie winy? Nie robimy nic złego, a jednak myślimy o tym. Czy fantazjowanie można zaliczyć do zdrady? smile Dlaczego zdradzamy? Ponieważ czujemy potrzebę bycia kochanym, pożądanym? Z ciekawości doznań seksualnych z kimś nowym? smile A może szukamy - idealnego kochanka? A jeśli pojawi się zdrada, słyszymy: to był tylko "sex", "przygoda" - nic więcej. Czy aby na pewno? smile Może i bym wybaczyła zdradę, ale braku poczucia winy - nigdy.

89

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

slodka nie odpuszczę sobie , będę CIe nękał, nawet po nocach. No może po nocach to nie bardzo. Ale ja lubię być przekorny, zatem Twój komentarz to dla mnie woda na młyn smile
czekała, czekała, aż jej zarosła
do mojego stanu nie pasuje widok jak czekasz.
Jeśli będziesz do tego tak podchodziła to się doczekasz :                                               : to się nazywa pustka.
Jeśli zbudujesz w swoim umyśle, że teraz masz trudny czas, że chcesz być sama i mieć spokój to nic innego nie zobaczysz.
nie mogę znaleźć pewnego powowiadania by tu wkopiowa, ale leciało to mniej więcej tak:


Siedział mędrzec na skałce,  podchodzi do niego wędrowiec, patrząc na miasto w oddali i pyta się:
- czy w tym mieście znajdują się ludzie smutni, poniżani, biedni, zyjący z dnia na dzień?
Na co dostał odpowiedź: tak w tym mieście znajdziesz ludzi smutnych, poniżaniych, biednych, zyjących z dnia na dzień?
po jakims czasie podchodzi do skałki z mędrcem kolejny wędrowiec i się pyta:
- czy w tym mieście znajdują się ludzie weseli, życzliwi, radośni, pełni wiary?
Na co dostał odpowiedź: tak w tym mieście znajdziesz ludzi wesołych, życzliwych , radosnych, pełnych wiary.

90

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

Hej, Dunkis, nie męcz już tak Słodkiej smile, to widocznie jeszcze nie jej czas na miłość. A dopóki się na nowe uczucie nie otworzy będzie mieć poczucie, że to takie połowiczne, takie na siłę. Przyjdzie jeszcze czas na zakochanie, może nie dziś, nie jutro, ale może za tydzień. A jeśli kogoś jeszcze nie potrafi wpuścić do serca to go z góry odrzuci. I bedzie jej z tym pewnie jeszcze gorzej. Dobrze myślę, Słodka?

91 Ostatnio edytowany przez slodka1970 (2010-09-03 17:35:31)

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

Dokladnie tak Olina, bo wogole nie mysle o nikim , tylko o sobie, o sobie-czlowieku, potrzebuje tej ciszy , takiej samotnosci, choc nie jest ona dokladnie z mojego wyboru.....Dunkis moja podporo, ja doskonale rozumiem co Ty chcesz  mi pokazac , wiem co to poswiadomosc, wiem co to pozytywne myslenie, co to nabijanie sobie glowy czarnymi myslami, czesto wracam do "Potegi podswiadomosci", ale mam w swoim zyciu okres "czarnowidztwa", jesli chodzo moje uczucia, bo moj zwiazek chc sie skonczyl to tak naprawde sie nie skonczyl , bo ten ktos jest w moim sercu , choc mysl o nim wywoluje bol i wrecz mordercze mysli i bedzie dlugo z przyczyn , o ktorych pisalam juz, wiec to nie jest czas na nowa przygode.

92

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

Dunkis napisał w którymś z poprzednich postów mniej więcej tak: ...."katowanie wspomnieniami nie jest katowaniem, jest sposobem na uwalnianie z siebie bólu ...". I dokładnie tak samo czuję, jak Dunkis napisał. I się tak katuję chwila po chwili, dzień po dniu. Wyrzucam z siebie MOJE złe wspomnienia, moje frustracje i zsyłam, tak jak Dunkis tego "trzeciego" kogoś" na podłogę. Wdeptuję w glebę. Udręka wspomnień, która towarzyszy mi w nowo tworzonym związku ze zdradzającym Eksiem jest ogromna. Ale powiem jeszcze tak: gdyby mój Eksio nie spróbował sobie zawiązania związku z kimś innym, miałby do mnie i do siebie wielki żal, że nie spróbował. A gdy spróbował i do mnie wrócił, to znaczy, że przekonał się, jak bez  sensu postąpił. Nie mogę tej świadomości w nim zabić. Więc staram się ocalić nasze fundamenty pod budynkiem nazwanym "nowym związkiem" .... przepraszam, nie wiem od kogo zaczerpnęłam ten tekst, ale tekst jest bardzo mądry i bardzo mnie budujący ..... Od Zazdrości zaczerpuję siły do mojej walki z SAMĄ SOBĄ, od Oliny czerpię bardzo subtelne widzenie sprawy zdrady, a od Dunkisa mądre słowa w zupełnie odwrotnym widzeniu zdrady.

93

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

"katowanie wspomnieniami nie jest katowaniem, jest sposobem na uwolnienie z siebie bolu", wiecej dodac nie mozna. Ja robie to samo kazdego wieczora, kiedy gasze swiatlo, wiem , ze to zabrzmi glupio , ale mowie do niego glosno jak mnie zranil, ile zadal bolu, on tego nie slyszy , ale ja slysze siebie i ten moj monolog do poduszki ma mi pomoc przekonac sama siebie , ze nie mam za czym tesknic. Czy uda mi przekonac siebie, nie wiem, ale wspominam i przezywam to od nowa.

94

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

Lilusiu, to były moje słowa i cieszę się, że coś z nich udało Ci się wyłuskać dla siebie.
Wiesz, zazdroszczę Ci tej pewności, że powrót do Ciebie był jego świadomą decyzją, niestety mnie wciąż dręczy pytanie jaki byłby ciąg dalszy, gdyby ktoś nie dopomógł tego rozwalić. Mówisz subtelne widzenie zdrady? Ja chyba po prostu staram się zrozumieć... Może też mi samej jest łatwiej kiedy wiem, że jestem z kimś, kto nie jest do końca zepsuty. Tu tak naprawdę nic nie jest proste, oczywiste, pewne, nic do końca czarne, ani do końca białe, pewne rzeczy trzeba chcieć po prostu zobaczyć, ale do tego trzeba mieć szeroko otwarte oczy.

Dunkis, kobietki mają rację, ta myśl jest genialna...

Ludziki Wy moje smile, aż mi lżej kiedy piszecie o katowaniu się wspomnieniami, bo już wiem, że nie zwariowałam do końca. Bo ileż to razy przez głowę przewijały mi się te wszystkie obrazy, klatka po klatce, klatka po klatce, każdy gest, każde słowo, potem replay i znów od nowa.

95

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?
Olina napisał/a:

Lilusiu, to były moje słowa i cieszę się, że coś z nich udało Ci się wyłuskać dla siebie.

Olinko, bardzo mi zapadło w pamięć to Twoje określenie związku, czepiłam się tej myśli wczoraj, bo jeśli fundament jest jeszcze, to ja nie chcę być pijanym murarzem i postawić na nim krzywe ściany. Więc muruję cegła po cegle w trudzie, a przez głowę dokładnie tak, jak Tobie przewijają się różne obrazy, a rozum ogarniają wątpliwości, ale widzę tak wielką chęć u mojego Eksia, żeby ten fundament ocalić, żeby spróbować go ochronić. On pomaga mi na nowo spojrzeć na to, co się stało. Może jednak to jest możliwe, jeśli się bardzo postaramy ? I będę wówczas żywym przykładem, że nic w życiu nie dzieje się bez celu i sensu.

Olina napisał/a:

Tu tak naprawdę nic nie jest proste, oczywiste, pewne, nic do końca czarne, ani do końca białe, pewne rzeczy trzeba chcieć po prostu zobaczyć, ale do tego trzeba mieć szeroko otwarte oczy.

Bez pewności i bez wiary nie uda się nawet najtęższej głowie postąpić nawet małego kroczku do przodu. A człowiek, który mniej wie, spokojniej śpi. Dlatego wyzbywam się też tych szeroko otwartych oczu. Będę czujna, ale wyzbywam się małostkowości.

96

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?
slodka1970 napisał/a:

"katowanie wspomnieniami nie jest katowaniem, jest sposobem na uwolnienie z siebie bolu"

cytuję cytat swojego cytatu
niedawno przekonałem się, że to co wydaje nam się głupie i powoduje, że czujemy się we własnych oczach nienormalni, bo odstające od wmówionych nam norm, w sytuacji gdy zostaliśmy skrzywdzenie w specyficzny sposób, wcale nie jest takie nienormalne. Wszyscy tak mają, choć boją się przyznać nawet przed sobą, nie mówiąc już o puszczeniu tego w eter.
Nawet ten wspomniany cytat, okazuje sie, że mimo iż opisuje samoistną reakcję, która działa jak ochrona, jest niezrozumiała dla innych. Nawet dla tych, którzy stoją dostatecznie blisko. Ale nie ważne co mówią inni, ważne że działa.
Słodka dałem Ci chwile wytchnienia, powiedz co z nią zrobiłaś, jak ją wykorzystałaś?

97

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

Czesc Dunkis, wcale nie wykorzystalem , bo nic nie zrobilam, bo co moge zrobic? Katowalam sie wspomnieniami, doszlam do wniosku , ze jestem totalna idotka, Atlantyk podniosl sie o metr od moich lez, a poza tym jest super , moje doniesienie to tylko mydlenie sobie oczu , ze mozna znalezc sprawiedliwosc, nie mam dowodow, moje slowo przeciwko jemu... trzeba zacisnac zeby i splacic to wszystko, cale 4 lata. Napisales mi kiedys ,ze pieniadze to tylko pieniadze pewnie tak ,ale ...zawsze jest jakies ale.jest mi ciezko na duszy , przeraza mnie mysl ,ze leczenie sie ze zwiazku trwa tyle samo co zwiazek , czyli co mam czekac cale 5 lat, zeby poczuc sie kobieta raz jezscze , dzis tego nie czuje, mam dosc...pewnie nie tego oczekiwales, ale lzy mi leca na klawiature , tusz kapie w slonych kroplach , a ja sie wyzalam obcemu facetowi na forum, czy juz jestem na samym dnie?

98

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

Słodka, to nie dno, to ludzkie uczucia, do których masz prawo. I Ty daj sobie to prawo. I jeśli tego potrzebujesz to płacz, wykrzycz złość, wyrzuć z siebie emocje. I choćby to było sto razy, choćby tysiąc, rób dokładnie wszystko co przynosi Ci ulgę. I tylko pamiętaj, że żałoba po związku kiedyś się kończy, a im krócej trwa tym szybciej można się z niego otrząsnąć i otworzyć na to co nowe. Najgorsze co możesz teraz zrobić to zamknąć się w czterech ścianach sama ze sobą i z tym swoim bólem, pielęgnować uczucia, które są teraz w Tobie, pozwolić im zawładnąć umysłem i duszą. Uwierz, czas jest twoim najlepszym sprzymierzeńcem. I to co najważniejsze- dzisiaj patrzysz na to jak na koniec życia, ale paradoksalnie to może być początek nowego, pięknego, nawet jeśli teraz w to nie wierzysz i wydaje Ci się tylko czystą utopią.

99

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?
slodka1970 napisał/a:

Czesc Dunkis, wcale nie wykorzystalem , bo nic nie zrobilam, bo co moge zrobic? Katowalam sie wspomnieniami, doszlam do wniosku , ze jestem totalna idotka, Atlantyk podniosl sie o metr od moich lez, a poza tym jest super , moje doniesienie to tylko mydlenie sobie oczu , ze mozna znalezc sprawiedliwosc, nie mam dowodow, moje slowo przeciwko jemu... trzeba zacisnac zeby i splacic to wszystko, cale 4 lata. Napisales mi kiedys ,ze pieniadze to tylko pieniadze pewnie tak ,ale ...zawsze jest jakies ale.jest mi ciezko na duszy , przeraza mnie mysl ,ze leczenie sie ze zwiazku trwa tyle samo co zwiazek , czyli co mam czekac cale 5 lat, zeby poczuc sie kobieta raz jezscze , dzis tego nie czuje, mam dosc...pewnie nie tego oczekiwales, ale lzy mi leca na klawiature , tusz kapie w slonych kroplach , a ja sie wyzalam obcemu facetowi na forum, czy juz jestem na samym dnie?

Leczenie sie ze zwiazku trwa dokladnie polowe czasu jego trwania big_smile uff no to u mnie tylko 11 lat
Pieniadze to tylko pieniadze... ale wtedy gdy mamy mozliwosc wymienic je na cos w sklepie lub biurze turystycznym.
W Twoim przypadku pieniadze to zadluzenie dla oszusta.
I nie mow ze Twoje slowa nic nie znacza w konfrontacji z jego slowami. Stawiasz sie od razu po sytronie przegranej.
A jakbys musiala isc do wiezienia za te pieniadze to tez bylyby to tylko pieniadze? a wiezienie to urlop?
Domagaj sie prawa dla siebie.

100

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

Zazdrosvc ...dziekuje, chyle glowe , bo czytam wiele twoich postow..potrzebny byl mi kop od rana..

101

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?
Dunkis napisał/a:

niedawno przekonałem się, że to co wydaje nam się głupie i powoduje, że czujemy się we własnych oczach nienormalni, bo odstające od wmówionych nam norm, w sytuacji gdy zostaliśmy skrzywdzenie w specyficzny sposób, wcale nie jest takie nienormalne. Wszyscy tak mają, choć boją się przyznać nawet przed sobą, nie mówiąc już o puszczeniu tego w eter.
Nawet ten wspomniany cytat, okazuje sie, że mimo iż opisuje samoistną reakcję, która działa jak ochrona, jest niezrozumiała dla innych. Nawet dla tych, którzy stoją dostatecznie blisko.

Dokładnie tak jak piszesz, sami nie rozumiemy swoich reakcji, więc się ich boimy, a lęk jest zawsze największy przed nieznanym i tym nieoswojonym. Kiedy ktoś zadaje cios w najczulsze miejsce to niejako automatycznie włącza nam się instynkt samozachowawczy, a że nikt nas wcześniej na takie sytuacje nie przygotował, nie nauczył, nie pokazał jak z tym walczyć- to działamy po omacku i sami się sobą przerażamy.
Jednak o tym, że nie jest to takie nienormalne niech świadczy choćby fakt, że niemal wszyscy tu piszący w konfrontacji ze sobą dochodzimy do wniosków, że działamy według podobnych schematów. Co więc jest normą, a co od niej odstaje???
I szkoda tylko, że prawie nikt z zewnątrz tego nie rozumie, a najbardziej szkoda jeśli są to Ci, którzy zawinili.

102

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

Mysle, ze najbardziej bol zdrady moze odczuc ktos kto jej doznal na wlasnej skorze. Wszystkie inne opinie sa tylko wyobrazaniem sobie... choc zapewne warto poszerzyc swoje horyzonty mysleniowe.
A gdyby tak na moment w ramach eksperymentu naukowego wczuc sie w role osoby zdradzajacej, ktora bardzo zaluje i che wszystko naprawic, cofnac czas... etc? Czy mamy w sobie tyle empatii by poczuc ta gorycz z jaka musi sie uporac... bo to przeciez poza staraniem sie na nowo o zaufanie i walka o partnera jest jeszcze bolesne przyznanie sie samemu przed soba jakim dupkiem sie bylo, jakimi prymitywnymi instynktami kierowalismy sie w chwili zdrady... etc...
Moze latwiej bedzie nam wtedy wybaczyc gdy warto.

Jestem ZA lamaniem stereotypow mysleniowych,
oraz
ZA lamaniem glupich tradycji obyczajowych wnoszonych nam do domu przez tesciowe i ZA wylamywaniem sie z rywalizacji kobiet o mezczyzne.
... i co do trzeciego punktu... ZAWSZE MOWIE o kobietach znajomych, kolezankach, przyjaciolkach a zwlaszcza cudzych zonach same dobre rzeczy. Jestem nieufna wobec kobiet zle mowiacych o innych kobietach. Dlatego wszystkie kochanki zonatych mezczyzn uzalajace sie nad biedakiem z powodu jego zony, sa dla mnie zalosne i glupiutkie. Nie ma takiego czlowieka na ziemi o ktorym nie da sie powiedziec dobrej rzeczy... dlaczego wiec niektore panie mysla ze wyjatkiem sa byle zony lub niestety  jeszcze obecne? Dlaczego uwazaja, ze to one wniosa do JEGO zycia ten kaganek oswiaty, cieplo ogniska domowego, ognisty seks,  dobry gust... slowe wszystko czego tamta zona mu nie dala.
Czasem jak widze kobiety nadskakujace w wyreczaniu mojego meza gdy poprosze go o przyniesienie przypraw do ogrodka bo robie wlasnie dla gosci grila z tekstem "Oj zostan, kuchnia to babskie sprawy... " neutral i biegnacej w trymiga by go wyreczyc ...  a przeciez wczesniej siedziala na lezaczku i nie podniosla swego cialka do tegoz grila przy ktorym ja sie uwijalam... nie czula wtedy powolania do kuchennych zajec? Czy to wlasnie te role jej wpojono, czy moze to ciagla rywalizacja??? Nie rozumiem tego.
Zawsze wtedy mysle.. co z nami kobiety jest nie tak???

103

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?
a_normalna napisał/a:

Wg mnie nic nie usprawiedliwia zdrady. Zdrada to zdrada i koniec.

Dokładnie.

104

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

Zazdrosc, hmmm.... faktycznie ciekawie byłoby wejść w głowę zdradzającego. I masz rację, na pewno byłoby nam o wiele, wiele łatwiej wybaczyć, a może i zapomnieć. Problem w tym, że nawet jeśli człowiek przejawia takie skłonności do empatii to i tak często się blokuje, zwyczajnie nie chce nawet tego rozumieć, odrzuca wszelkie racjonalne  pobudki, którymi zdrajca mógł się kierować, bo jakiekolwiek by one nie były i tak będą uderzać w nasze ego.

A co do drugiej części Twojej wypowiedzi... To jest tak, że kiedy kobiety źle mówią o innych kobietach to mają złudne poczucie, że w ten sposób w oczach innych dyskwalifikują potencjalną rywalkę. Zauważ też, że robią tak głównie osoby niezadowolone z własnego życia, zgorzkniałe, posiadające niskie poczucie wartości własnej, bojące się utraty męża czy uczucia jako takiego. Kobieta zakochana, czująca się pewnie we własnej skórze i w związku, a więc jednocześnie bez poczucia jakiegokolwiek zagrożenia- bez oporów komplementuje inne kobiety.

A te kochanki użalające się nad biednymi facetami, którzy są unieszczęśliwiani przez żonę to chyba zwyczajnie same siebie rozgrzeszają. A dlaczego im się wydaje, że są lepsze? Bo jak im facet tak mówi to w to wierzą. No bo jaki facet szczęśliwy w swoim małżeństwie będzie szukał kochanki? Lub jaki facet szukający kochanki będzie jej zachwalał walory żony?

105 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-09-11 20:40:13)

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

zastamnawia mnie dlaczego osoby zdradzone czesto ida na psychoterpie a zdradzajace nie. Przeciez to Ci co zdradzili maja klopot z osobowoscia....

hmm... ja nie myslalam o USPRAWIEDLIWIENIU zdrady... tego nie da sie usprawiedliwic. Myslalam o wczucie sie w sytuacje kiedy juz jest POzdradzie w przypadku gdy partnerowi zalezy, prosi o wybaczenie, czuje se podle z tym co zrobil. Gdy zadaje sobie pytania... Wczulam sie w ta sytuacje i...

Mysle ze trudno wybaczyc gdy ktos domaga sie wybaczenia z racji tej ze jest, ze juz dwa razy pozmywal garnki albo powiedzial, ze kocha.
Mysle, ze po naprawde glebokim wejrzeniu w swoje wnetrze... taki czlowiek idzie na terapie. Bo pierwsza rzecz jaka mu przychodzi do glowy to to ze cos z ta glowa jest nie tak.
Wszystkie inne proby "ratowania" malzenstwa po zdradzie to zwykle oszustwo. Odgrywanie roli skruszonego. Okazywanie skruchy na skutek strachu przed  konsekwencjami... a jednoczesnie potwierdzanie, ze zdrada, oszustwo jest wpisane w jego osobowosc... co stara sie skrzetnie ukryc w egzaltacji przeprosin... no bo na zdrowy chlopski rozum, jak czlowiek odkrywa nagle, ze robi rzeczy wbrew swojej woli, osobowosci, moralnosci, nie rozumie motywow dzialania i jest uczciwie zgorszony tym co zrobil to chyba IDZIE DO PSYCHOLOGA. Daje nam znac, ze odciana sie od siebie tamtego, wstydzi sie tego co zrobil... nie mowi ze sie wstydzi, pokazuje, ze sie wstydzi.
Jesli ktos zaklada ze "trudno zdradzilem" ale to nie tylko moja wina bo przeciez.....
"trudno zdradzilem" ale juz czas zeby mi wybaczyc a ty taka/taki niewybaczalski jestes
"trudno zdradzilem" ale przeciez przeprosilem no to co mam jeszcze zrobic zyly sobie podciac?
to chyba znaczy ze skupiamy sie nad wybaczeniem  a wlasciwie wymuszeniem wybaczenia przez szanataz emocjonalny.
a wybaczenie przychodzi samo... gdy poczujemy ze mozna wybaczyc. Dlaczego mamy zaprzeczac wlasnym odczuciom?
... i moze to wybaczenie przyjdzie gdy zdradzajacy zajmie sie swoja psychika ze wszystkimi jej patologiami.

co Ty na to Olinko?

i moze wybaczylabym mojemu gdyby przyszedl i powiedzial: "nie wiem dlaczego to zrobilem, wstydze sie siebie przed samym soba. Kocham Cie i jestes dla mnie najwazniejsza.
Zapisalem sie do psychologa, zeby pomogl mi zreperowac moje myslenie bo chyba jesem charakteropata albo cos w tym rodzaju.
Czy zgodzilabys sie na mnie poczekac az z tego wyjde... bo jedyna rzecz jakiej jestem pewny to to ze nie chce Cie stracic."
Ale czy on do tego dojdzie? watpie. Za bardzo pochloniety jest odgrywaniem roli cierpiacego w oczekiwaniu na wybaczenie. Sam sobie nie robi prania mozgu jakie ja sobie robie...
... czyzby mu nie przyszlo do glowy ze cos z nim nie tak?... czyli ze zaakceptowal swoj uczynek i osobowosc ktora dopuszcza do takich zachowan?
taaa

106

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

Zazdrosc, nie wiem czy pamiętasz, ale całkiem niedawno zadałam tutaj takie pytanie:

Olina napisał/a:

Czy nie macie przypadkiem wrażenia, że więcej pracy w związek ,,,po zdradzie" wkłada jednak strona zdradzona??? Bo to ta strona (...) próbuje zrozumieć, znaleźć przyczynę, pojąć, zabić własne myśli, wybaczyć, zapomnieć, coś zmienić, męczy się z przeszłością, wkłada mnóstwo pracy i zaangażowania, niewspółmiernie zresztą do własnej winy (jeśli w ogóle można się jej gdzieś tu dopatrywać). Czy to tylko ja mam takie wrażenie, czy się ze mną zgadzacie?

Na co Dunkis odpowiedział:

Dunkis napisał/a:

aha , masz rację, bo ta strona, jest w stanie dostrzec to czym związek jest i jaką ma prawdziwą wartość. Dla zdradzającego nowy start nie jest tym samym, to tylko głównie rezygnacja z trzeciej osoby w związku. Ewentualnie szansa dla związku, lecz nadal bez docenienia jego prawdziwej istoty. I praca tego który został zdradzony, nie ogranicza się jedynie do przyjęcia przeprosin, ewentualnych starań, zniesienia bólu, ale też do tego, by pokazać jaki ten związek ma wartość. Bo gdyby nie miał wartości warto by było walczyć o niego?

I myślę, że w tych słowach przynajmniej częściowo zawiera się odpowiedź na Twoje pytanie i wątpliwości. Bo faktycznie to głównie my mamy tu największy problem z radzeniem sobie w nowej sytuacji i jej akceptacją, problem, z którym sobie nie radzimy, a nasz świat przewraca się do góry nogami, czujemy się potwornie oszukani, upokorzeni, sponiewierani. A zdradzający? Oni tylko rezygnują z tej trzeciej osoby, a poza tym ich świat się nie zmienia i to dlatego im tak łatwo jest przejść nad tym co się stało do porządku dziennego. Im tak, ale nie nam. Oni tylko stwierdzają ,,chcę być z Tobą, nie z tamtą", świadomie dokonują wyboru i dla nich już jest w porządku, i dla nich powinno być po staremu. Ale nie jest.

Wiesz, nigdy nie patrzyłam na ,,takie" skruszenie jak na szantaż emocjonalny, ale masz rację, naprawdę masz rację (!) i jak dla mnie jest to epokowe odkrycie! Bo ja przynajmniej raz usłyszałam dokładnie każde z przytoczonych przez  Ciebie zdań.  I rzeczywiście w końcu wywołało to u mnie poczucie winy, że jestem jaka jestem i że...nie potrafię.

Zdrady można rozpatrywać w różnych kategoriach, a ta z którą mi przyszło się zmierzyć jest chyba najłagodniejszą ze wszystkich, a więc i najłatwiejsza do pogodzenia się z nią i oswojenia tych nieznośnych myśli. Ale ja właśnie wciąż czułam i czuję taki emocjonalny niedosyt skruszenia, coś, co pozwoliłoby mi odciąć ,,tamto? grubą kreską, raz na zawsze i radykalnie wyrzucić poza nawias. I wcale niekoniecznie musiałaby być to decyzja o psychoterapii (bo chyba jednak nie każdy jej potrzebuje, choć na pewno każdemu pozwoliłaby uporządkować myśli i zrozumieć własne zachowanie), ale coś co definitywnie i namacalnie pozwoli zamknąć ten koszmarny etap.

Wiesz, ja  ,,tuż po? dostałam Paryż, okazał się bez znaczenia, cały czas dostaję też to, o czym Ty piszesz (mówi, że kocha, że rozumie co czuję- bzdura, bo przecież nie ma pojęcia!, że jestem najważniejsza, że zrobi wszystko, abym ponownie zaufała, pokazuje też jak bardzo mu źle z tym co się stało, widziałam w jego oczach ból, łzy).  I tak właściwie to nie mam dziś najmniejszych podstaw, aby mu nie ufać i tak naprawdę to już chyba nawet ufam, wierzę w szczerość tych wszystkich słów, ale... czegoś mi w tym jednak brakuje i jest to coś, czego naprawdę nie umiem nazwać.

107

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

usprawiedliwiać zdradę mogą tylko zdradzający....dla nas niestety jest ona FAKTEM, którego nie powinnyśmy usprawiedliwiać - tym samym zgodziłybyśmy się na nią

108 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-09-13 04:54:54)

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

Mysle Olinko, ze to czego brakuje to jakiejs pracy nad soba i nad swoja psychika... chcialabym dostrzec ze leczenie naszych relacji po zdradzie (jako urazie) jest nie tylko dzialanie dorazne, przyciwbolowe (kwiatki, Paryz, slowka) ale konkretny zabieg, ktory oczysci rane i pozwoli jej sie zagoic. Dla mnie jest to przyznanie sie przed samym soba do psychicznego problemu... i dzialanie w tym kieunku by naprawic siebie.
Bo te zabiego zazwyczaj przypominaja mi reperowanie samochodu po stluczce: "No o co kochanie Ci chodzi, Przeciez pomalowalem go?"" i siedzenia ze skory paryskiej sa a Tobie ciagle malo i malo"
hmmm... malo bo silnik nie dziala NAPRAW SILNIK!
a ten popsuty silnik to ich glowa, ktorej nie widza potrzeby naprawiac... Dlaczego?
Czyzby zakladali ze z nmi jest wszystko ok.... ze to tylko kwestia wyboru kogo wola?
Nie sadze. To wg mnie totalny brak kregoslupa moralnego... i z tym musza sobie poradzic u psychologa.

109 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2010-09-13 11:45:44)

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

Olina, Zazdrosc i pozostałe Panie, pozwolicie że dołożę swoje 3 grosze do tego tematu, który poszedł w bardzo ciekawym kierunku. Wejście w głowę zdradzającego na miescju osoby zdradzonej jest raczej niemożliwe. Chyba żeby taka osoba wyłączyłaby w sobie połowę siebie. Będąc zdradzony, samemu potem zdradzając lub usiłując nawet teoretycznie wcielić się w drugą stronę, mimo wszystko będzie się patrzyło przez pryzmat osoby zdradzonej. Wybaczcie, ale tak sie nie da, nic to nie da. Zawsze jakaś cząstka, osoby zdradzonej będzie miała na to wpływ. Mogoby się wydawać, że nawet osoba zdradzona, która sama by zdradział, miała by największe na to szanse by zrozumieć to. Nic bardziej jednak mylnego, właśnie taka osoba ma moim zdaniem najmniejsze szanse na to będzie już totalnie zakręcona, jej obraz będzie spatrzony. Doskonałym rozwiązaniemy byłoby, najpierw zdradzić,a potem samemu być zdradzony. No to wtedy miałoby się komplet doświadczeń i można, by było coś na ten temat powiedzieć. Ale co tam....

Przejdę do tego co mnie zainspirowało by Was trochę przeszlifować i zadać odrobinę bobu i wyprosotwać niektóre niefortunne spojrzenia i tłumaczenia na kobiety, które albo zasatawaiją sidła na facetów będących w związkach, albo takich, które się w taki układ wplątały z innych przyczyn, ale walczą o kochanka i na swoje potrzeby to argumentują.
Kobieta jak wiadomo do swojego istnienia potrzebuje wiele siły, siły te zbiera poprzez czerpanie ze swoich fanów jak i przeciwników. Taka owa dowartościouje swoją kobiecość, w sposób sobie jedynie znany i jej potrzebny. Podobnie jak facet który macha swoim bicepsem przed luserkiem, zastanawijąc się ile lask na nigo wyrwie. Mówię o tym bicepsie poniżej pasa, bo temat który chcę poruszyć , sprowadza się mniej więcej do tych okolic.
Należy wyjść od tego, że znakomita większość kobiet-kochanek, mówi o innych kobietach tak by mówiąc poczuć się od nich lepszymi. Zakładając świadomie bądź nie, że ma doczynienia z potencjalną rywalką obecną lub przyszła, co i tak nie ma większego dla niej znaczenia. Zawsze przecież kiedyś może od niej przejąć jakiegoś pana potworka, na zachowanie którego będzie się żaliła jego partnerka.
Kochanki wdeptują w ziemię partnerki swoich kochanków, dłośno głównie przed nimi, choć nie wyłącznie wyłącznie dla nich samych, a raczej główniedla siebie. By doznać orgazmu poczucia wyższości, że są lepszymi od innych tych, mijanych na ulicy, tych z rozkładówk, albo choćby tej jedynej, która obecnie jako prawowita partnerka, mogłaby rozkładać nogi zamiast niej przed tym facetem. Takei rozważania nakręcają i mobilizują do żwawszego poruszania do przodu i do tyłu głową podczas cięgnięcia tego tematu, jedyne co wtedy może przeszkadzać, to tylko myśł o tym, że trzeba było wyciąć migdałki o które się haczy. Współczując swoim kochankom, rysują ich dotychczasowe związki, na bazie zasłyszanych od kochanka okropieńśtw,  jako niudolne karykatury. Przedstawiają albo wyobrażając sobie ich baby jako takie co nawet dobrze nie potrafiły strugać marchewki. Pędu nadaje walka i rywalizacja, choćby zdradzana nawet o tym nie miała pojęcia, to wymyślona walka z wiatrakami, co nie ma najmniejszego znaczenia. Ważne by facet nie tylko zyskał zadowolenie, ale także lepsze samopoczucie, bo wtedy będzie się mocniej żalił na sowją sytuację, co odpowienio potem przerobione da kochanec to czego oczekuje ponad wszystkie  ze jest lepsza od innych a przynajniej tej jednej, a to już daje siłę. I daje więcej w łóżku, niż swoim normalnie zdobytym facetom, bo ma przecież konkurtnkę, którą może namacać dotykając wyprasowanych przez nią koszul, które może z niego ściągnąć z poczuciem wygranej, nawet chętnie ściągnie z niego majtki, bo to przeciez ona dla niego mu przygotowała, a teraz nie będzie nwaet wiedziala że korzysta z tego kto inny. Kochanki chcą dawać więcej, niz ich rywalki w każdej dziedzinie. Co nie przeszkadza im czerpać z głupiej i mrówczej pracy nieśiwadomej partnerki kochanka. A ponieważ zazwyczaj jest jedynie czas na rozmowe albo gorący numerek, to bzykają się jak króliki, ale to wystarczy bo ona jest lepsza, bo to ona się bzyka, spuszczając z niego nasienie, a nie jego żona. Najlepsze to, to, że to bzykanie, ze świadomością, że one pewnie daje lepiej, bo stara się mocniej niz dotychczas - wystarczy że to staranie jest większe tylko dla niej samej, to skoro juz ten facet zawędrował między jej lędźwia i przysparza im orgazmów - to jest bardziej kobieca od innych głupich gąsek i kurek domowych. Czule współczują sowim kochankom i wciskaja, że są lepsze, by się właśnie tak poczuć we włanych głowach. Budują w wyobraźni faceta, jak i sowjej swój próżny ideał i nakreślają jednym tchem perspektywy jak to z nimi im byłoby lepiej, że ona by tak nigdy, że jak on mógł to znosić.... Wiadomo, nie są do końca szczere, bo kusić nie można codziennośćią, ale lepiej przecież o tym nie myśleć, to problem, dla innych, albo na później, a wogóle to one sa lepsze... One teraz czerpią i sie ładują, szczególnie wtedy, gdy są łądowane kolejnymi pchnięciami jedo telefonó, sms, on to robi dla niej , po kryjomu - ona zwycięża, juz czuje zapach kolejnej zużytej pościeli. Wtedy to najatwiej przychodzi, taki facet, też z tego coś ma, chce ładować, a wtedy mimochodem opowiada też bajery, albo lepiej historyjki z życia, tej paskudnie urządzonej rutyny, w które ona chce wierzyć, że istnieją i wymyśla jak to by ona zrobiła poświęcając się tylko po to by miał siły na kolejny numerek. Obchodzą z daleka oczywiście te rzeczy, w którch potencjalnie mogłby, byc gorsze lub jeśli nie mają wyjścia, zachwalają końcóweczkę swojego ogonka bo ona jest ważniejsza lub odwaracaja uwagę. Po to by ciągle mieć zródło zachwytu nad swoją kobiecością. Zapewniając przy okazji, że się jeszcze bardziej postarają, albo banalizując sprawy. Kochanki uzalezniają swoich kochanków od siebie, mamiąc ich, tylko po to, by móc ujrzeć same sibie w żarze jego oczu, nie zwracając przy tym uwagi, że taki sam wyraz oczu ma wtedy, gdy kończy nad jakimkolwiek świersczykiem. Same widzą się wtedy siebie , spełnione jako kobiety w lepszym świetle, na tle jakiejśc wywłoki - czyli jego byłej, albo jescze obecnej, co nie potrafiła dać temu biedakowi szczęścia, przytulenie, zrozumienia i rozkoszy na jaką ją tylko stać. I nie ma tu mowy o konieczności rozgrzeszania czy wyrzutach sumienia. Można by było o tym mówić jedynie, gdyby grzeszyły, ale one przecież pomagają, ofiarują siebie, poświęcają się dla biedaka, skrzywdzonego przez jaką inna babę, dając siebie dymać jak nigdy dotąd, odbierając to jak poświęcenie i tym mocniej się do tego przykładają. Spływa na nie błogosławieńśtwo spełnienia, wypełnienia roli życiowej wartośćiowej i potrzebnej istoty, istne Matki Tere.. dają przecież wsparcie, ciepło. Potem, gdy wychodzą po wszystkim z domu, samochodu, czy hotelu czują lepkość na majtkach tym wyżej podnoszą dumne kobiece głowy, tym intensywniej przepełnia je poczucie wyższością, spełnienia i kobiecością.

Ci co zdradzili przecież mają napchane sieką mózgi, usłyszeli potwierdzenie swoich odczuć. Usłyszeli przecież swoje słowa odpowiedznio przemielone tak by kochanak też miała o czym gadać. Wracają słowa odpowienio wzmocnione, potwierdzjące  że ich partner jest do bani, katuje ich , nie rozumie, nie spełnia potrzeb - minimalnych , tych które u kochanki mają jako naturalne, należne i nieodzowne. Oni mają po takim spotkaniu podbity za każdym razem bilet, potwierdzający terapię, że codzienność ich jest katorgą. Że żyli z osobą która jest tak dalece niedoskonała, że pierwsa lepsza kochanka, czy kochanek dał im w krótkim czaseie to czego nie doznali przez lata i pewnie nie doznają. Bo ciągle słyszeli, że jak to się skończy , to będa musieli wrócić do codziennośći. Takie bilety sprzedają kochankom przy każdym spotkaniu i w każdej pozycji, nawet jak mają zapchane usta, uśmiechem i jękiem przypominaja o tym. Kochankowie zbliżając się do kochanków nie otrzymują jedynie orgazmistycznych spazmów - oni znajdują zrozumienie swoich potrzeb i lęków. Po co zatem się z tego komukolwiek tłumaczyć, przecież ta osoba co im daje mozliwośc sprawdzenia jak wygląda prawdziwa kamasutra - musi mieć racje przyznając im racje co do tgo że  mieli racje iz szukali gdzie indziej - oni mają już swojego psychologa mają swoje usprawiedliwienie, mają swoje wsparciw w słowach kochanków, którzy rzygają potwierdzeniami ich trudnej sytuacji w dotychczaswowym związku , oni sa niewinni, usłyszeli to co jest im potrzebne, usłyszeli potwierdzenia, że jest im źle, potwierdzenia ich przypuszczeń, którymi teraz mogli sie podzielić, między sesjami. Mało tego najlepiej wymyśleć coś nowego by to pocieszanie byo bardzeiej intensywne, a może wtedy też ślizganie narządów płciowych będzie również bardziej wmocjonujące, wizje jak może być lepiej doleją oleju do całego ognia wyuzdanych igraszek, trzeba być bardziej namiętny w słowach, kłąmstwach i zapewnieniach, by ich prwywatny terapeuta kochanek, kochana, kochankowie, mogli się jescze bardziej wykazać, więcej się użalasz, więcej dostajesz. A jak wyjdzie na jaw... no cóż, po co ten cały terapetua? By zburzył to co sie udało zdobyć? - potwierdzenie tego jakim to się jest wspaniały, a jaką to zołzę ma się na w domu - lepiej przeciez można zainwestować swój czas. A w najciemniejszych zwojach mówgowych obija się myśl, nie ma co iść, bo może to co słyszało się z ust kochanki to było kłamstwo, przecież fajnie tak od czasu do czasu byłoby pomyśleć jakby to wszystko się spełniło.
Olinko jest to rozwinięcie mojej myśli, że prawdziwą wartość potencjalnie traconego związku mogą dostrzec jedynie zdradzeni, bo zdradzającym, ciągle po zwojch obija się to, co usłyszeli od tej trzeciej osoby i nie będą potrafiły zrozumieć jaki ból zadały.
Czy to jednak cześćiowo ich nie usprawieliwia?
Pozostaje pytanie czy oni potrafia przez to odciąć to wszystko gruba kreską?
Ps.
użyte sformułowania, mogący być uznane za wulgaryzmy , zostały zastosowane z pełną świadomością.

110 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-09-13 23:45:12)

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?
Dunkis napisał/a:

Będąc zdradzony, samemu potem zdradzając lub usiłując nawet teoretycznie wcielić się w drugą stronę, mimo wszystko będzie się patrzyło przez pryzmat osoby zdradzonej. Wybaczcie, ale tak sie nie da, nic to nie da.

i to sie nazywa empatia... takie patrzenie przez pryzmant osoby zdradzonej.. czego wlasnie zdradzajacym zycze
Myslac o wczucie sie w sytuacje nie mam na mysli jednosci duchowej i usprawiedliwienia. Mysle racze o tym co moze myslec ten wyjatkowy egzemplarz, ktoremu zalezy na partnerce w odroznieniu od tego co boi sie konsekwencji, wstydu, potepienia rodziny, strat finansowych czy zwyklej codziennej obslugi Obydwaj przepraszaja... no ale co takiego rozni tego pospolitego udawacza, szantazyste emocjonalnego od tego co zbladzil i brzydzi sie tego co zrobil? Czy ich zachowania beda jednakowe wodbiorze?

111

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?
Dunkis napisał/a:

Pozostaje pytanie czy oni potrafia przez to odciąć to wszystko gruba kreską?

Ha, Dunkis, gdyby ktoś to wiedział... Oni sami pewnie nie wiedzą co jest prawdą, a co tylko wyobrażeniem o niej. Gruba kreska? Czym ona jest tak naprawdę? Zapomnieniem, wyrzuceniem z pamięci tego co się usłyszało, poznało, poczuło? A gdzie to podbudowane ego, które tak bardzo urosło? Czy można to wyrzucić poza nawias? Każdy jest choć po trochu egoistą, egoizmu się człowiek tak łatwo nie pozbywa. A przecież żona na powitanie i od progu już się tak nie zachwyca jak kochanka, nie mówi, że wspaniały, jedyny, wyjątkowy. Żona zanim piękna i zauważa ma te tysiące czynności do zrobienia, tych, aby on miał te koszule do zdjęcia uprasowane, tamta jest od razu piękna, gotowa na miłosne igraszki, jej nie widzi w tych prozaicznych zwykłych czynnościach. W zamian dostaje to, na co żonie próżno czekać, bo ta przecież walczy z codziennością. Jakiż tu fałsz i obłuda, zakłamanie. Czy takie myśli tak łatwo się odrzuca??? Choćby tylko potajemnie miały karmić? Więc co to takiego ta gruba kreska? Dla mnie taka, przez którą NIC nie przenika. Ale wspomnienia będą przenikać jeśli dają choć cień zadowolenia, choć złudne poczucie bycia wyjątkowym w oczach tej, z którą zdradzał.

112

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

zazdrosc, oh zazdrosc, wczoraj przeczytałem twój post jeszcze sprzed tego jak go wyedytowałaś, ale na swoje pewnie szczęście nie pamiętałem hasła by się z innego kompa zalogować na forum bo ..... bys sie na mnie obraziła, ale ciesze się że suma sumarum że go zmieniłaś. I dziękuję bardzo za przypomnienie mi co to jest empatia, pewnie do tej pory uzywając tego słowa nie rozumiałem.
Wywód, ten cały długi wywód właśnie po to zrobiłem bo uzmysłowiłem sobie, że nie da się poczuć choćby przy staraniach nie wiem jak wielkich i jak wielkiej empatii dowiedzieć się co czują strony zdrady. Kompletnie inaczej oceniają te same rzeczy. No może kompletnie to za duże słowa - ale kompletnie inaczej widzą szczegóły. Następstwem jest to, że zarówno jedna jak i druga strona wzbudza w sobie odmienne stany obronne. Przekonałem się o tym choćby wczoraj, albo pisząc inaczaj, utwierdziłem się w swoim przekonaniu, mało tego jestem w stanie powiedzieć że żadna zdrada drugiej jest nierówna, bo to zależy od udziału który się do tego wniosło.
Co do odbioru zachowań szantażysty, czy kogoś kto zbłądzi,ł to pytasz się o to serio, czy mam to potraktować jako pytanie retoryczne? Dobrze dam się przez sekundę ponieść fantazji i założę, że pytasz - dla mnie nie ma znaczenia czy oni byli tacy czy siacy, czy podkład był ten , czy inny (nawet te ostatnio modne tematy o zdradzie wirtualnej) ich odbiór zalwżeć będzie wyłącznie od tego na jaki to grunt padnie i kim będzie odbiorca. Dla mnie zdrada interentowa mogła by być np. fajną zabawą , do której bym się dołączył na trzeciego i wystapił jako dziewica orleańska, np taka 16 latka, która ma ochotę wejść w romans 30-kilkulatków i dobrze bym się przy tym bawił. Ale inna osoba... eh, wystarczy poczytać fora.
Ale cholera, spodziewałem się dłuższego komentarza po Tobie, a nie tylko to, że będziesz definiowała moje zwroty.
Olina , a my mamy do pogadania sobie.
Tymczasem Ci napiszę, że to podbudowane ego, Ci którzy zdradzają mocno i głęboko sobie chowają na zapas, a walka z codziennością o odnalezienie równowagi w rozchwianym związku, to rodzaj pokuty. To obudowane wspaniałościami przez kochanka, czy kochankę - ego musi na długo wystarczyć, bo od osoby, którą się zdradziło szybko lukrem na powrót go nie obłożą. Głupie, nie? Oni k.... nie wiedzą, nie zdają sobie sprawy, co zrobili swoim ... już chciałem napisać "bliskim"bez cudzysłowia, ale się powstrzymam bo bym się zagalopował.

113

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

No wlasnie, wiec jak mozna zyc w takim ciaglym konflikcie? Zdradzony nigdy nie uzna, ze zdrajca poniosl dostateczna pokute. Zdrajca wciaz bedzie wypatrywal rozgrzeszenia, bo przeciez tak ciezko pokutuje, wiec ile jeszcze moze? Jak dlugo mozna to ciagnac? Czy ten konflikt nie prowadzi do nieuniknionego rozkladu? Czy to nie jest reanimacja trupa? Ja jakos nie czuje tej swiadomej milosci. Dla mnie milosc jest jedna: ta druga osoba jest dla mnie wazna rownie bardzo, jak ja sama, moje mysli sa skierowane (pozytywne) w kierunku ukochanej osoby, wszystko co robie, robie przez pryzmat szczescia, bezpieczenstwa, zadowoleniapoczucia bezpieczenstwa i stabilnosci tejze osoby, o ile to nie nie jest sprzeczne z normami etycznymi, bla bla bla. Jesli tego nie ma, nie ma milosci. Jak mozna zapomniec, ze sie kogos kocha? Jak po zdradzie mozna doznac olsnienia, ze jednak sie kocha? Gdzie byla ta milosc, jak nasi wspolmalzonkowie nas zdradzali? Czy ich poczucie winy mozna porownac do tego, co czujemy my, zdradzeni?

114

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

czyli wy uwazacie ze zdrada to wylacznie wina zdradzajacego??
nie jest tak ze to wszystko dzieli sie na pol?? obawiam sie ze stanie po jednej ze stron powoduje wasze przezycia...
rozumiem was doskonale, zdrada boli i napewno nie jestem w stanie se wyobrazic jak bardzo.
Dunkis pisze(ja napisze w skrocie:P) ze pochanka jest po to zeby poprostu poprawic sobie nastroj-i pewnie tak jest, ale sa i takie przypadki gdzie to jest tylko sport-brzydko mowiac. chec ulzenia sobie i nie ma zadnego uzaleznienia od kochanki bo dzis jest ta jutro nastepna, uzaleznienie jest od zony(nie zawsze uczuciowe) a jest i czasem tak ze zdadzany szuka uczucia nie tylko sexu i to jest chyba gorsze niz zdrada dla samego sexu.
a kochanka, aj ta zla kochanka...nie zawsze jest taka zla, czesto to ona jest ciagana za nos bo mysli ze on jest kawalerem, lub mowi ze jest w tkarkcie rozwodu, lub ze jeszcze miesiac, 2miesiace 3,4...i bedzie wolny-napewno wam nie szkoda takich...pan niezbyt madrych ktore w to wierza i zauwazaja ze sa tylko do wyproznien.
ja widze roznice miedzy tymi zdradzajcymi, pewnie boli tak samo mocno kazda zdrada ale jesli zdrada jest tylko-choc to nie najlepsze slowo, jesli zdrada jest na podlozu fizycznym to chyba jest nadzieja ze BYC MOZE po naprawieniu cos tam miedzy malzonami zdrady nie bedzie, zdradzil bo czegos tam nie bylo w ich zwiazku-pewnie zaraz zacznie sie wisk ze by nie obwiniac tej zdradzanej...a ja mysle ze czasem nie ma innego wyjscia, czasem zdrada to ratunek, otworzenie oczu, a moze i decyzja na rozejscie ktora po latach zauwazy sie ze byla zbawienna.
i napewno pokusa ze kochanka nie bedzie chciala karty kredytowej(choc nie kazda) czy nie bedzie jeczec ze smieci nie wyniesione jest duza...kochanka=same przyjemnosci to tak naprawde chyba najglubszy zdradzajcy wie ze zwiazek nawet z ta kochanka nie bedzie tak wygaldal(jak nie wie od razu to dowie sie bo jakims czasie)
zazdrosc dla tego ja uwazam...byc moze tylko ja ze jest roznica miedzy chamem ktory przeprasza za zdrade raczej dla jakis zaleznosci(kasa, dzieci, kredyt) a tak naprawde mysli jaka pozycje przyjac z nastepna kochanka, a taki ktoremu serce peka ze to zrobil, wstydzi sie i jestw  stanie zrobic wszystko zeby to cofnac.
wiem ze osoba zdradzona zawsze ma bol w sercu i mysli o zdradzie o tym co bylo i latami to przelamuje i pewnie nigdy nie zapomni, ale ta zdradzajca jesli szczeze zaluje(a zakladam ze zona/maz umial to rozpoznac) tak samo sie mecza z tymi myslami, ztym bolem, wstydem i zaklopotaniem.
nie mowie zeby go glaskac po glowie ze zblodzil ale moze dac szanse jesli CZUJEMY ZE JEST TEGO WART
zakladam ze zwiazke bedzie inny, moze nie zawsze gorszy?

115

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

Czyba musze edytowac kilka moich wypowiedzi bo mnie nie zrozumiano sad
Rzeczywiscie wypowiedz byla krotka bo mialam natlok mysli i ie moglam sie powstrzymac przed komantarzem zanim wyszlam do pracy...
jako i teraz gonieeee i potem napisze o co mi chodzilo z tym wczuwaniem sie

116 Ostatnio edytowany przez Zazdrosc (2010-09-14 14:10:49)

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

Syla zacytuje to co napisalam w innym watku
    inna napisał: " za pojawienie się "tej trzeciej osoby" zawsze odpowiadają obydwoje (mąż i żona) Nie zależnie od tego,które zdradza to drugie przykłada się do tego.
    Sorry, nie ma zdrady w związku, gdzie wszystko jest ok.
    Po prostu nie ma !"
a ja odpisala, :
1. nieprawda, ze za pojawienie sie tej lub tego trzeciego odpowiada maz i zona. Za zdrade zawsze odpowiada tylko i wylacznie osoba zdradzajaca.

2. Nie mozna tlumaczyc niegodziwosci, oszustwa, zdrady czy przestepstwa tym ze partner nam sie do tego przylozyl (takie myslenie jest infantylne i swiadczy o unikaniu odpowiedzialnosci za swoje czyny. Jest to objaw niedojrzalosci emocjonalnej. Najpierw odpowiadali za nasze czyny rodzice a teraz partner.... no dobra troche doroslismy wiec odpowiadam tylko troche tak na 50% a za druga polowe moich czynow odpowiada moj partner. Zatem kiedy bede odpowiedzialny za siebie w 100%? Nigdy czy po 60tce?
dla zrozumienia przyklad:
- Jesli jestem glodna, to nie okradam sasiadow..  nie mowie ze to moja wina i mojego meza po polowie bo on jest bezrobotny. Mialam inne mozliwosci rozwiazania problemu jak: praca, obiad u mamy, pomoc spoleczna
- jesli mam ochote na seks to nie gwalce pierwszej lepszej staruszki na ulicy i nie mowie ze winna jest w polowie moja a w polowie zony bo umarla. Mialem inne mozliwosci rozwiazania problemu jak: masturbacja, nowy zwizek, leki uspokajajace etc.
-Jesli w zwiazku wszystko nie jest OK to nie zdradzam partnera. Mialam/em inne mozliwosci rozwiazania problemu jak: rozmowa, psychoterapia malzenska, urlop we dwoje.

3. Oczywiscie, ze nie ma zdrady w zwiazku w ktorym wszystko jest OK. Niemniej jednak godnym zauwazenia jest fakt, ze to ta zdradzajaca strona jest tym slabym ogniwem, ktora to jako lekarstwo na uratowanie zwiazku wybiera zdrade... hmmm.. o czym to swiadczy? infantylizm? charakteropatia? Zatem ten zdradzajacy jes tak bardzo nie OK, ze nikogo juz nie interesuja wady zdradzonej strony. Takie zycie...
Kto madry nie wybiera sobie na partnera zonatego charakteropaty. On bedzie slabym ogniwem w kazdym zwiazku. Nawet jesli nam sie wydaje , ze jestesmy tak wyjatkowe, i piekne, i mlode.. i ... i... nie wiem co jeszcze, a jego zona to glupia stara baba co nam do piet nie dorasta.... to badzmy pewne ze nasz zonaty charakteropata ze swoim lowczym instynktem upoluje kolejna wyjatkowa "zwierzyne" ktorej do piet nie bedziemy dorastac... (zwlaszcza worki pod oczami od wyczekiwania po nocach w oknie beda dzialaly na nasza niekorzysc)

117 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2010-09-14 14:41:51)

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

Aga333 myślę że doskonale obrazujesz to co napisałem, choć z innej strony. Masz rację przydałoby sie podsumowanie. Miłość jest fundamentem, miłość scala te różnice, miłość pozwala na wybaczenie. Trupa się niereanimuje - to nie podlega dyskusji, nawet frankenstein jest jedynie fantazją, tak samo ze związkiem, zimy związek - wspomniany trup to trup i nic więcej. Ważne jest to by przed reanimacją, upewnić się czy tli się w tym ciele jescze iskra życia - miłości - nadzieja bez miłości też umrze , choć to akurat pewnie trwa dłużej. Jak długo można to ciągnąć piszesz - do końca życia. Przyznaj prosze, że wiele osó zdradzonych tutaj często pisze, że wie iz nawet jeśli się poukłada rozsypane puzzle, to nie bedzie juz nigdy takie samo. TO chyba pierwsza trzeźwa myśl która przychodzi do głowy takim ludziom, bo jest tak oczywisa. Ci którzy się przed nią bronią są głupcami, albo idealistami. Fakt pozostanie faktem, nawet dla niech nie będzie nigdy tak samo. Ale właśnie w tym jest nadzieja, bo po co wracać do stanu, który spowodował zdradę? To oznacza że wcale nie było idealnie, wręcz przeciwnie.... NIe mozna zakładać że nastąpi rozkład - to jedynie w przypadku martwego ciał, a w przypadku zywego - będzie inne, będzie dryfowało w innym kierunku, niż przedtem. A tylko miłość bedzie się liczyła i od niej zależy, czy to nowe będzie na tyle atrakcyjne, że druga miłośc się z nią mocno zwiąże - a związać się może jeśli jest. BO jak nie to nadal mówimy o trupie.
Jeszcze jedno. Można zapomnieć, że się kogoś kocha, patyna i nuda zżerająca związki, rutyna, pozwala zapomnieć o takich rzeczach, pomimo że miłość jest.  Kiedyś ktoś napisał, śpieszcie się kochać ludzi, tak szybko umierają... trzeba dalszych wyjaśnień? Przypomina się o takich rzeczach gdy się je traci - daj się proszę przekonać, że zdrada w niektórych przypadkach tak działa - cholera, znów krążę koło śmierci. Ale parafrazując, inaczej utratę miłości będzie "widział" trup, a inaczej żałobnik. Dlatego podkreślałem z całą mocą, że zdradzony nie zrozumie zdradzonego i na odwrót, bo szczegóły będą odczywytwać rozbierznie.
Syla135 wyciągasz zbyt daleko idące wnioski, rozmawiamy nie o winie. Ale o tym, że strony zdrady się nie zrozumieją. Nie pisz, że uważamy że zdrada to wyłącznie wina zdradzającego. To znaczy nie, chwila, zagalopowałem się.... od początku - akt - zdrady jest tak precyzyjny, że należy stwierdzić, iż jest wyłącznie z winy zdradzającego!
Czyli dosłownie, zdrada - pukanie się, zrobienie obietnicy, wyjawienie uczucia i dodatkowo powtórzę, zależy na jaki grunt ta zdrada padnie. Jak na "wrażliwą" osobę to niewinny smsm - bedzie zdradą i pogrzebie związek, a dla innego donośne okrzyki "spazmów" z zaściany będa kichaniem. Ale ogólnie rzecz biorąc sms, czy te spazmy z za ściany mają podstawy w całokształcie związku. Zdrada bierze się z zachowania realacji, zazwyczaj długo się na nia pracuje.
Syla, zbyt dosłownie wziełaś moje słowa, myślałem że na tyle wyraźnie skarykaturowałem, by stało się jasne to co powinno. Kochanka - pisząc o kobiecie, oprócz seksu szuka w takim związku podbudowy emocjonalnej. Utrzymanie kogoś z kim w ten sposób sie wiąże, najprościej uzyskać wspierając go w rzeczach, z którymi sie boryka. A że zazwyczaj ta osoba spiera się lub nie rozumie ze swoim parnterem, to dzieląc się z kochankiem swoimi krzywdami staje się świetnym materiałem na podryw.
Gdybyś mi powiedziała np. że masz męża, który Cię kocha, ale nie ma czasu z Tobą spędzać wolnych chwil, nie chce się z Tobą kochać, że masz rozpalone lędźwie, które płoną i Twoje pragnienia nie są gaszone, że jesteś zaniedbywana jako kobieta, to myślisz na co bym Cię podrywał? Na szmpon do włosów? Kochanek czy kochanka daje i bierze to raczej symbioza i bliżej jej mutualistycznej niż luźniejszej. Dlatego właśnie przestaje się wtedy trzeźwo myśleć, obojętnie czy sa to wyrzuty czy zatracenie.
Syla mówmy ogólniej, nie o przykładach, wg mnie zdradę można wybaczyć, zapomnieć się jej nie da. Usprawiedliwienia dla aktu zdrady nie ma. Ale są okoliczności, sytuacje, gdzie bedę bronił ludzi, którzy zdradzili, bo zostali odepchnięci, zaniedbani, okłamywani, bici. Powtarzał będę, że będę stał za nimi. Ale też będę im tłukł do głowy, że lepszym rozwiązaniem byłoby rozejść się. Bo zdrada nawet w sytuacji na tą chwilę nazwijmy ją "usprawiedliwioną" jest i będzie ZDRADĄ. Dlatego bardzo mi się gęba śmieje - złośliwie zresztą, gdy czytam wypowiedzi ludzi - zdradziłem, albo zdradziłam, ale sobie nie mogę z tym teraz poradzić. Bo uważam, że jeżeli zdradzili w jakichkolwiek okolicznościach to zrobili źle.
Zdrada dla samego seksu - sama w to nie wierzysz przecież. Gdybyś była mężczyzną - byłbym w stanie uwierzyć. Ale ostrzegam, może się okazać, że dla swojego kochanka, będziesz mizernie kiepska w łóżku i więcej się z Tobą nie spotka. Czy też wtedy będziesz potrafiła traktować tego bez podkładu emocjonalnego?
Czy czasem zdrada to ratunek? hmmm, tak czasem to ratunek, ale jeśli nawet zostanie uzyta jako narzędzie, natury jej nie zmienisz. Klasyfikacje zostaw sobie dla siebie.
tak na marginesie,
kochanka = same przyjemności. No, to by wtedy dopiero się działo...niestety niektórzy tak myślą.

118

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

Wciaz jednak nie wiem, jak zyc w ciaglym konflikcie zdrajca kontra zdrodzony. Czy to w efekcie nie bedzie powodowac narastania wzajemnych pretensji? Dlaczego przez 18 lat nie przeszkadzalo mi, ze maz nie wyznaje mi milosci codziennie, bo ja czulam, a dzis kiedy robi to kilka razy dziennie, czuje jakby kpil ze mnie? Wina zawsze lezy gdzies po srodku, czemu nie umiem dopatrzec sie jej u siebie? Cholera, nawet on sam do tej flondry powiedzial, ze bardzo mnie kocha i nie ma zamiaru niczego zmieniac. Dunkis, piiszesz o nudzie i patynie. Nigdy ich nie bylo. Nie pamietam dwoch podobnych do siebie miesiecy, a o latach juz nie wspomne. Tyle smutkow i problemow dzielonych na dwoje i radosci mnozonych przez dwa. Jak mozna jednego dnia wybierac plytki do kuchni, planowac rozbudowe domu, spuszczac sie nad tym, ze cos zostalo juz zrobione, cieszyc, ze udalo sie odlozyc jakies pieniadze na nastepny etap budowy, zalic sie na problemy w pracy, radzic o cos, przegadac caly dzien razem, nawet kochac sie, a potem za chwile byc zwierzeciem i zdradzic jak pies, ktory polecial za suka? Jak dzis mam odnalezc w sobie milosc, rozpoznac ja? Ja mam wsobie taka gmatwanine uczuc. I niekoniecznie pozytywnych. Czy zal zdrajcy moge porownac ze swoim bolem? Nie sadze. Czy jest jakis czas przeznaczony na pokute? Nie sadze. Wiec jak znalezc kompromis? Jak zdrajca moze odczuwac wyrzuty sumienia, jak nawet nie jest swiadom, co uczynil z psychika partnera? Jak te wyrzuty sumienia moga byc adekwatne do popelnienej zbrodni?

119

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

MOZE NIE UMIEM UBRAC SWOICH MYSLI W TAK MADRE I PIEKNE SLOWA JAK DUNKIS CZY ZAZDROSC, ALE ZDRADZAJACY NIE MA SUMIENIA. Przaykro mi , bo moze to dotknac osoby ktore staraja sie odbudowac swoje zwiazki po zdradzie, ale tak uwazam. Napewno nie maja sumienia w chwili  , kiedy to robia, a potem  przychodzi zwatpienie i zaczyna ich cos gryzc, moze sumienie sie przepycha, nie wiem.Zdrada robi tak wielkie spustoszenie w naszej psychice , ze ciezko odnalezc siebie , czesto sie udaje ludziom wrocic do swiata, ktory kiedys razem stworzyli, ale zastanawiam sie czy zyja ze soba czy obok siebie? Czy po zdradzie nie tworzy sie uklad zamiast prawdziwego zwiazku, ? Byc moze zycie samo zmusza nas do bycia ze soba, bo jak pisze aga333 cos zaczeli razem robic , mieli plany , ktore sa w trakcie realizacji, co raz wiecej watpliwosci a coraz wiecej pytan, na ktore nie znajdziemy odpowiedzi dzis , moze kiedys po latach spojrzymy na zdrade i czas po niej inaczej. AGA333 pyta jak ma pdnalezc w sobie milosc jak ja rozpoznac, mysle ze ta milosc caly czas maszx w sercu , tylko inaczej odbierasz osobe, z ktora jestes, nie mozna przestac kochac kpogos w jednej chwili , to nie mozliwe, poprostu kochasz i cierpisz!

120

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

YVETTE COŚ tak mądrego dawno nie czytałem,a co jeśli wybaczam bo tak bardzo Kocham

121

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?
Dunkis napisał/a:

są okoliczności, sytuacje, gdzie bedę bronił ludzi, którzy zdradzili, bo zostali odepchnięci, zaniedbani, okłamywani, bici.

Moja mysl w tej sprawie i calej reszty Twojej wypowiedzi....  Moge takim ludziom wspolczuc, moge im pomoc w miare mozliwosci....
Jesli ktos w zwiazku byl odpychany, zaniedbywany, oklamywany i bity.. to jakby "kochac za bardzo"?!
Czyli, ze na kochanie za bardzo moga cierpiec rowniez zdradzajacy... hmmm! No i o to mi chodzilo..... big_smile
A zatem jest to dobra okolicznosc na wizyte u psychologa.:D
Caly czas bede twierdzic ze to zdradzajacy ma kolosalne powody by pojsc do psychologa, choc moze nie cierpi tak glosno jak zdradzony. Nie mowie tu o zdradzajacym z "trupa malzenskiego" bo tam nie ma ratunku nawet jesli to tylko polowa jest zbutwiala i toczy ja martwica a druga polowa nie wyczuwa jak bardzo zawansowana jest choroba i jak bliski koniec ..
Zdradzony moze obnosic sie ze swoim nieszczesciem wszedzie. Wsrod znajomych, rodziny w kosciele i na roznych forach. Wszedzie znajdzie wspolczucie. I zdradzony wie ze jest POKRZYWDZONY. Moze sie wyplakac wszedzie. Zdradzajacy z reguly jest sam ze soba. Tlumi w sobie emocje. Nie znajduje akceptacji nigdzie... Zaczynaja dzialac mechanizmy obronne:
1. szukanie winnego...( bo obydwoje sie przyczynilismy do tego, bo sam pchnal mnie w jego ramiona, bo mnie unieszczesliwial.)
2. szukanie winy w okolicznosciach zewnetrznych..( bo daleko mieszkamy, bo nuda sie wkradla, bo wyjechal za granice do pracy)
3. wszyscy mezczyzni zdradzaja i to jest normalne
4. bo za duzo wypilem
5. bo zostalem, zostalam uwiedziona

Czy ktos kto skupia cala energie na bronieniu sie przed SAMYM SOBA i na tworzeniu falszywych podwalin ( czyli uwierzenie w wine zewnetrzna) dla samoakceptacji... jest w stanie tak uczciwie i gleboko, zajac sie soba...
no, bo gdyby znalazl na to czas i samotnosc na myslenie... to moze doszedl by do prostego wniosku, ze ma problem. Gleboki problem. Moze wtedy podjalby kroki do wyleczenia... i bylby wiarygodnie zalujacym swego czynu.

Dlatego moze rozstanie po zdradzie jest dobre by stworzyc zdradzajacemu mozliwosc myslenia... (??)
no i rozpatrujemy te nieliczne wyjatki w ktorych zdradzajacy kocha zdradzonego a nie o przypadkach gdy zdradzajacy jest niesamodzielny, uzalezniony finansowo i zyciowo. Zwiazek z takim czlowiekiem to juz skazanie sie na zycie w trupim zwiazku.
Co by tu nie pisac... wszyscy potrzebujemy psychoterapeuty, lekcji psychologii i rozoju osobistego... Dlaczego tego nie ma w szkole? Przeciez ludzie, ktorzy uporaliby sie ze soba mieliby wieksze szanse na udany zwiazek i szczesliwe dziecinstwo swoich wlasnych dzieci

122

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?
pio napisał/a:

YVETTE COŚ tak mądrego dawno nie czytałem,a co jeśli wybaczam bo tak bardzo Kocham

Jesli kochasz kogos kto Cie kocha to wybaczenie moze sie zdarzyc
Jesli wybaczasz BO tak bardzo kochasz... no coz, to znaczy ze cierpisz na "kochac za bardzo"

123

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?
Zazdrosc napisał/a:
Dunkis napisał/a:

są okoliczności, sytuacje, gdzie bedę bronił ludzi, którzy zdradzili, bo zostali odepchnięci, zaniedbani, okłamywani, bici.

Moja mysl w tej sprawie i calej reszty Twojej wypowiedzi....  Moge takim ludziom wspolczuc, moge im pomoc w miare mozliwosci....
Jesli ktos w zwiazku byl odpychany, zaniedbywany, oklamywany i bity.. to jakby "kochac za bardzo"?!

Moja Droga Zazdrosc, dla mnie nie ma pojęcia kochać za bardzo - kocha się tak jak się potrafi. Kochać to ocena ludzi z zewnątrz, ale dla człowieka który kocha - przekonany jestem, że taki człowiek nie potrafi sterować miłością i przykręcać ja kurkiem, jak lejącą się wodę.

A pomagać warto wszystkim, wogóle warto być dobrym człowiekiem i być dobrym dla innych. Choć jednak musze zawęzić ten krąg, wyłączając z niego ludzi głupich. Bo tych organicznie nie cierpię.

124

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

Kiedyś w dawnych czasach, to mąż mnie kochał za bardzo, wprost przytłaczał mnie swoim uwielbieniem i oddaniem. Wyszłam za mąż bo byłam w ciąży. Niestety mimo, że naprawdę On bardzo się starał, ja się bardzo oddalałam. W końcu oddaliłam się na tyle, że w grę wchodził tylko rozwód. Zdradziłam męża choć nigdy się do tego Jemu nie przyznałam. Mąż błagał mnie, płakał, obiecywał, że będzie jeszcze lepszym mężem ( i tak był doskonałyym), tylko żebym nie odchodziła, a ja myślałam tylko o tym, że nie chcę tej Jego miłości. Dzisiaj po blisko  czternastu latach, wiem jaki straszny bład popełniłam i jak wielką byłam egoistką. Dzisiaj to ja jestem kochająca za bardzo, porzucona i zdradzona. Spotkała mnie kara? Być może. Moim skromnym zdaniem, zdrady w żaden logiczny sposób nie można usprawiedliwić.

125 Ostatnio edytowany przez Dunkis (2010-09-15 11:02:36)

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

Monia139 nie bierz do siebie tego w ten sposób, że to kara za to co kiedyś zrobiłaś, to tak nie działą. W życiu spotyka nas nie to co nam się wydaje że z jakigoś powodu sobie zasłużyliśmy, to zabobon. Spotyka nas to, co nam zycie przynosi i tyle. Ważne by wyciągnąć wnioski. Poczytaj sobie trochę wypowiedzi zazdrosci, one powinny Ci trochę pomóc. Szczególnie tam gdzie pisze o partnerstwi. I pamiętaj, każdy popełnia błędy. Pytanie jak sobie z tym poradzisz.
Popatrz z głową do góry co Ci pod Twoim Nickiem napisali, małe ale zawsze jakieś pocieszenie.

126

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

Dzięki Dunkis, w takim razie, będę czekała co też jeszcze to życie może mi przynieść. Bo na razie, to cóż... Zresztą nie, zgrzeszyłabym mówiąc, że nic dobrego. Przecież mam pięknego, zdrowego syna, fajne rodzeństwo, wspaniałych przyjaciól, dobrą pracę. A , ze porzucona, zdradzona? Widocznie to nie ten facet z którym dane mi było się zestarzeć.
A napis pod Nickiem, hehe, podoba mi się.

127

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

Zazdrosc mysle ze mnie nie rozumiesz, uwazam w 100% ze zdrada to krzywda dla zony-meza-partnera! tego jestem pewna, wiem ze to wiele zmienia i bardzo boli to wiem.
to co napisal Dunkis ze sa ludzie"zaniedbani" w zwiazakch malzeskich temu szukaja gdzie indziej tej bliskosci, i co wtedy nie jest wspolna wina?? tego partnera ze mimo ze np brobowal wiele razy odbudowac zwiazek i bliskosc nie wytrzymal i poszedl na latwizne znajdujac se kochanka, a drugiej polwoki ze byla taka sucha i nie czula na patrnera...mineli sie...
pewnie ze z ta kochanka/kochankiem bedzie latwiej...bo tam sex...na poczatku same przyjemnosci ale zdaje mi sie ze z czasem i to si ekonczy.
zdrada to tchórzostwo, bo niby dlaczego nie odejsc od meza/zony i wtedy sobie szukac kogos innego??
tlumacza sie ludzie-bo kocham, ale czegos mi tam nie daje moja druga polowa
tlumaczy sie ze...maja wspolny kredyty, dzieci, pieniadze, nie ma dokad pujsc...

obawiam sie ze nie jest to wszystko tak jednoznaczne...oczywiscie ze zdrada to cos zlego i tak sobie mysle...czy osobe zdradzona obchodzi w ogole jak sie czuje zdradzajacy jak jej serece krwawi ze wszystkich sil??

128

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

syla135, zanim zazdrosc odpowie wtrące swoje 3 grosze. Etycznie, sprawiedliwiej, doroślej i odpowiedzialnie byłoby zrobić to w kolejności takiej jak przedstawiłaś pomiędzy wierszami - rozejść się, a potem wiązać się z nową osobą, choćby tylko dla seksu. Ale prościej jest zdradzić, a ponieważ ludzie są ułomni zazwyczaj wybierają prostsze rozwiązania. Problem tylko w tym, że to rozwiązanie jedynie z pozoru jest łatwiejsze, o ile mówimy tu oczywiście o przypadku, gdy ten zdradzający poddaje walkę o związek i wybiera tego rodzaju swego środek jakim jest zdrada. Zatem zdrada to właśnie brak wymienionych zachowań i w gruncie rzeczy tchórzostwo. Ale skoro piszesz, że zdrada to coś złego - hmmm przecież, gdyby to było samo zło to by nikt nie zdradzał.

129

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

a nie zauwazyles ze to walsnie zlo najbardziej kreci i kusi ludzi??
Ewa tez miala nie jesc jablka, wiedziala ze to swego radziu zlo a mimo to....

130

Odp: Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

syla, miałem to napisać że zło kusi, właściwie że owoc zakazany kusi, ale toż to takie oczywiste. Ostatnio tłumaczyłem dzieciom co znaczą słowa piosenki ... to nie ja byłam Ewą, to nie ja skradłam niebo ... i tym oto sposobem doszedłem do jabłka, które do tej pory stoi w gardle Adama.

Posty [ 66 do 130 z 147 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Czy w pewnych okolicznościach zdradę można usprawiedliwić?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026