KoralinaJones napisał/a:Jack Sparrow napisał/a:KoralinaJones napisał/a:Ale dla tych dziewczyn już jest
.
Proszę, jak można zbudować sobie filozofię własnej atrakcyjności
.
yyy....co?
No, dokładnie to. Niezłomna wiara w moc własnej atrakcyjności. Żeby Ci zagubieni 30-latkowie mieli choć mały procent tego, co tutaj zostało przez was zaprezentowane...
Znowu sobie coś dorobiłaś do zdania wyrwanego z kontekstu.
Na seminarzystę kreował się mój kolega z czasów jak mieliśmy jakieś 20-22 lata i miał na to branie i było to w kontekście rozmowy o popularnej fantazji z niedostępnością i władzą w tle. Co mają do tego 30stolatkowie niby? Już skończ. Naprawdę. Dorabiasz ideologię do absolutnie każdego fragmentu. Zupełnie bez sensu.
Shinigami napisał/a:Jack Sparrow napisał/a:To nie jest tak, że te małolaty czy inne studentki naprawdę w to wierzyły. One chciały w to wierzyć. Bo to fajna historia. A to ona się liczy w jednorazowych przygodach, żeby mieć co wspominać lub z czego się śmiać z koleżankami. Coś na zasadzie "nie wiem jak miał na imię, ale krzyczałam mu O BOŻEEEE!!!!"
Tym bardziej nie mogę tego zrozumieć. Jak można świadomie dawać się oszukiwać.
To nie jest oszukiwanie siebie. To gra pozorów na potrzeby realizacji własnych fantazji i potrzeb.
Nie idziesz na randkę w domowych wycieruchach, tylko ubierasz lepszy ciuch, aby się zaprezentować i sprzedać. Jak chcesz poderwać to nie mówisz, że jesteś przeciętnym studentem utrzymującym się za pieniądze stypendium socjalnego, co darabia na lewo, żeby mieć na piwo, panienki i rekreacyjne używki. Jak chcesz prawić komplementy, to tak, aby dać przede wszystkim dobre wrażenie o sobie samym, bo komplementem na zasadzie 'fajna fryzura' to się możesz podetrzeć i bardziej tym wkurwisz niż osiągniesz cokolwiek innego. Jak dwoje ludzi chce sobie poruchać bez zobowiązań, przeżyć przygodę, to kreują sytuację na taką, aby to faktycznie przygodą było. A nie ustawką na ruchanie w kiblu studenckiego klubu. W tym wypadku sprzedajesz opakowanie - a nie produkt.
Sytuacja zmienia się, kiedy budujesz trwałą relację. Wtedy chodzi ci o zaprezentowanie i sprzedanie produktu (który, aby się sprzedał, to musi być dobry jakościowo), bo opakowanie zawsze można zmienić i nie ma sumarycznie aż tak wielkiego znaczenia.
SaraS napisał/a:A to nie, jeżeli miarą, ee... sukcesu małolaty ma być rozwód, ślub itd., to nie. Miałam na myśli takie ogólne sterowanie w relacji seks za przysługi czy gadżety itd., gdzie on jest przekonany, że rozdaje karty, bo ona taka głupiutka, a nie dostrzega, że daje się wodzić za nos. Przecież granie pierwszej naiwnej to taka podstawa podstaw i robią to już dziewczynki w wieku przedszkolnym.
Wy gracie...a my wiemy, że to gra i udajemy, że się na to nabieramy. To działa przecież w obie strony. Bo fajnie i zdobywać i fajnie być zdobywanym. Flirt, budowanie napięcia....w końcu to ma być dobra zabawa dająca satysfakcję obu stronom, a nie wspomniana wyżej ustawka na ruchanie.