netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

175 odpowiedzi26 750 wyświetleńzałożony przez krzychu666, 20.05.2023

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 176 ]

66

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
Farmer napisał/a:

Prawo się zmieniło.

Oj, nie wiedziałem.  Dzięki za informacje!
W końcu zmieniono te archaiczne przepisy...

67

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
wieka napisał/a:

Ja się zgadzam z Agnes, dobrze mówić jak się stoi z boku, można być nieszczęśliwym w związku i bez niego.

Bo Ci z boku nie są uwikłani w ten układ.
Można - to po co tkwić w czymś co nas dołuje?

wieka napisał/a:

Znam małżeństwa, gdzie zdrada była na porządku dziennym i trwały do śmierci jednego, akurat tego co zdradzał.

I tam sobie też odmawiali seksu? Dotyku? Namiastki czułości? - jak u autora?
No i ten przykład jak ma pomóc autorowi?

wieka napisał/a:

To jest chyba też przyzwyczajenie jak do choroby, najpierw szok, potem codzienność, uczymy się żyć z chorobą, tak musi być też w takich małżeństwach, jak autora.

Fakt że kręgosłup chory chyba od dzieciństwa ale problemy z erekcją pojawiły się w momencie gdy żona odmawiała przez lata seksu - a innym nie.
Uważam że ona weszła w małżeństwo z innych powodów niż autor. Czyli go od początku oszukiwała/wykorzystała.

wieka napisał/a:

Minie bunt i wszystko wróci do "normy", bo rozważa się też, gdzie mnie będzie lepiej... Do tego z takimi problemami.

Pewnie tak. Chyba autor przez swoje problemy godzi się na takie traktowanie. Chociaż ja wolałbym być sam niż robić za wycieraczkę.

wieka napisał/a:

A co tu domagać się seksu, jak się nie może... No tak faceci, nie może, a się chce big_smile
Nie miał żony sobie radził, to i dalej poradzi smile

Taa...a mógł bzykać na mieście póki nie miał problemu...zwłaszcza gdy dowiedział się o jej zdradach....

68 Ostatnio edytowany przez paslawek (2023-05-25 07:49:30)

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
wieka napisał/a:

Ja się zgadzam z Agnes, dobrze mówić jak się stoi z boku, można być nieszczęśliwym w związku i bez niego.
Znam małżeństwa, gdzie zdrada była na porządku dziennym i trwały do śmierci jednego, akurat tego co zdradzał.

To jest chyba też przyzwyczajenie jak do choroby, najpierw szok, potem codzienność, uczymy się żyć z chorobą, tak musi być też w takich małżeństwach, jak autora.

Minie bunt i wszystko wróci do "normy", bo rozważa się też, gdzie mnie będzie lepiej... Do tego z takimi problemami.
Dlatego ja po części rozumiem takie osoby.

Pogoni żonę do roboty, nie będzie jej zamiatał pyłku sprzed nóg, zaraz poczuje się lepiej...
A co tu domagać się seksu, jak się nie może... No tak faceci, nie może, a się chce big_smile
Nie miał żony sobie radził, to i dalej poradzi smile

Czyli Autor ma do wyboru "celibat",zaciskanie zębów i pośladków,masturbację i terapię jako "lek" na to wszystko a jeszcze niech se znajdzie hobby jakieś i inne sposoby na wypełnianie pustki,frustracje notoryczne poczucia braku i niespełnienia - ping-pong,rower i na siłownie niech chodzi  znaczy ma się przymusowo dobrowolnie bez szemrania pogodzić że żyje z puszczalską oschłą oziębłą nie szanującą go żoną,która prawdopodobnie nieco się zapuściła bo nie ma chwilowo nowego ruchacza pod ręką i jest teraz jakby zagrożona w swoim komforcie życia,  nie na swój rachunek i komforcie puszczania się, bo mąż wie o starych ruchaczach, dlatego niby się na pokaz i na pozór zmienia i prawdopodobnie się kryje,zaprzecza, przemilcza odsuwa konflikty,problemy a raczej jeden główny problem to że nie kocha męża i nigdy nie kochała, czasem da mu poruchać żeby się uspokoił, coś tam  ugotuje ,może czeka jak tylko pojawi się możliwość i być może nowy amator (starzy chyba na razie spaleni, poszli w odstawkę albo do rezerwy na orbitę ) aż sprawy przycichną to......
chyba, że już się wyszumiała i wyszalała to może odpuściła se ruchaczy,teraz nagle  dojrzała wydoroślała,ale niekoniecznie smile
Na divy Autor nie może pójść ( i nie pójdzie zresztą } bo to nieładnie,niehonorowo, musi być czysty i nieskalany big_smile rycerzyk - pantofel spec od utrzymywania lenia i nieroba w domu, co kurwi(ła) się na prawo i lewo, no chwilowo się nie  kurwi, sprawy się trochę skomplikowały big_smile jakby się wydała radosna działalność żony na bokach w :"przeszłości"
Krzychu tak do pięćdziesiątki niech pociągnie i dociągnie,  potem to wiadomo faceci kapcanieją i nie mogą bzykać a nawet podobno nie mają żadnej chęci na to:D tak zleci życie szczęśliwe rodzinne fasadowe w zamiecionym pod dywan konflikcie elegancko bo z terapiami w tle i niby pracą nad sobą , bo z boku to łatwo powiedzieć radził sobie to sobie poradzi po takiej terapii na pewno:D
czyli klasyczne niemieckie "08/15" niby modyfikacje zmiany zmiany  a wszystko zostaje po staremu jak było big_smile

69 Ostatnio edytowany przez Kaszpir007 (2023-05-25 08:05:01)

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

Szczerze ?

Kop w dupę i zakończyć związek z tą kurwą ...

Tak kurwą bo to nie jest żadna żona tylko zwykła kurwa która dawała dupy na lewo i prawo zamiast dawać dupy mężowi ...

Każdy NORMALNY facet po tym jakby się dowiedział że żona (partnera) go zdradziła dałby jej kopa w dupę (tak jak poprzedni mąż jak dowiedział się że ożenił się z kurwą).
Ale tutaj mamy pantofla, faceta bez jaj i honoru. Faceta który by przyłapał we własnym łóżku jak jego żona pierdoli się z obcym facetem to by jeszcze poprawił im kołdrę aby za zimno  nie było im  ..

Żaden normalny facet w takim syfie nie chciałby zyć. Wolałby sam. A ojcem i tak będzie niezależnie czy będą małżeństwem czy też nie ...
No chyba że okaże się że jego "syn" to syn jednego z ruchaczy ...

Sądzę że pytający chciał się tylko "poskarżyć" ale nie szuka rozwiązania problemu.
Na terapię to powinien pójść po rozwodzie i po wyrwaniu tego chwasta ...

Ja jednie się dziwię pytającemu, bo chyba w lustro nie potrafi spojrzeć.

70

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
Agnes76 napisał/a:

Od lat nic się nie dzieje - czyli obecna sytuacja nie wynika ze skłonności żony do innych mężczyzn.
Dopadła Was nuda, brakuje Ci ciepła w związku i zacząłeś szukać obecnego stanu rzeczy w sprawach historycznych.
Czy to Ci w czymś pomoże? Czy obwinianie żony poprawi Waszą sytuację małżeńską?
Czy w razie rozwodu jesteś wygrany?

Z tego co wnioskuję masz 1/3 własności mieszkania a żona 2/3. Jak myślisz, kto z tego mieszkania wyjdzie?
Gdzie chcesz  mieszkać i z kim? jakie masz szanse na wspaniały związek ze swoimi problemami zdrowotnymi i erotycznymi?
Czy samotność w pustym, wynajmowanym za ciężkie pieniądze mieszkaniu i alimenty sprawią, że Twoje życie rozkwitnie gdy odejdziesz od rodziny?

Ja bym Ci życzyła wszystkiego co najlepsze, tylko co z tego? Trzeba w życiu być realistą.
Mężczyźni, którzy Ci tutaj doradzają rozstanie z żoną są samotni, chociaż nie mają takich problemów jak Ty i o wiele lepszą sytuację materialną. Nie tak łatwo stworzyć nowy związek.
Masz dobry kontakt z synem a potem nie wiadomo co będzie.
Nawet jeśli żona nie pragnie z Tobą bliskości to nie jest wobec Ciebie agresywna, nie poniża Cię. Nie każdy może tak powiedzieć o swoim nieudanym małżeństwie.

Jeśli chcesz sobie poprawić życie to musisz zrobić to  sam. Jak dobrze zauważyłeś powinieneś zbudować siebie na nowo.
Zadbaj o swoje rozrywki i przyjemności będąc w tym małżeństwie. W życiu tak bywa, że gdy człowiek staje się samodzielny i emocjonalnie silny przyciąga do siebie innych ludzi. Może i tak się zdarzyć, ze żona zobaczy Cię w innym świetle jako innego człowieka. To nie jest łatwe, ale jeśli jej zaimponujesz swoją zmianą może się nawet zakochać w Tobie po latach.

Oboje weszliście w ten związek niejako z braku lepszych możliwości. Ona chciała mieć dziecko i męża, Ty żonę i rodzinę. Oboje przymykaliście oko na wiele swoich niedociągnięć by zrealizować cele. Nie ma w tym niczego złego ani nawet dziwnego - na świecie nie żyją same księżniczki i królewicze, najwięcej jest przeciętnych ludzi, którzy akceptują się nawzajem by razem stworzyć rodzinę i mieć bliskie sobie osoby.

Postaw na siebie. Sam o siebie dbaj, a rodzinie daj  tyle ile chcesz, bez wyliczania i wymagań. To sprawi, że poczujesz się pewny i niezależny. Brak wymagań to brak rozczarowań więc i spokój ducha.
Życie trzeba przejść na własnych nogach, a partner to tylko towarzysz podróży zwanej życiem.

Twoja postawa, z a którą serdecznie dziękuję to pogląd z drugiej strony barykady. W pewnym sensie jak to czytam, to odnajduję w tym mój dotychczasowy tok myślenia i zaraz swoje lęki i fobie.

W razie rozwodu na pewno nie będę się czuł wygrany, jeżeli się na to zdecyduję, to tylko dlatego żeby nie wykończyć się psychicznie. Dla mnie rodzina była zawsze najważniejsza, wiem z innych wątków, że ludzie muszą się potem na nowo przyzwyczaić do samotności, co  nie jest łatwe. I pewnie dlatego to mnie odsuwa od ostatecznej decyzji.

Cały czas rozwijam swoje pasje, staram się podreperować zdrowie.

71

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
oozz napisał/a:

Jak ktoś, wcześniej napisał ( Gary?),
Co jesteś gotów zrobić? Jakie decyzję podjąć?
Nie zadawajmy pytań, gdy nie jesteśmy gotowi usłyszeć WSZELKIE odpowiedzi.

Zawsze warto postawić na rozwój.  Zainteresowania,  hobby. Samorozwój,  wiarę w siebie.

Będziesz gotowi na decyzję, wtedy można myśleć o konfrontacji.

Bardzo dziękuję za ten głos. Taką strategię na razie przyjąłem podreperować siebie, przygotować się do walki. Brat doradził mi spotkanie z prawnikiem, przedyskutowanie różnych możliwości od strony prawnej. Muszę w końcu zabezpieczyć swój byt.

kaszpir007 bardzo dziękuję za ostry głos z Twojej strony. Taki kubeł zimnej wody chyba jest mi potrzebny.

paslawek słusznie prawisz, kolejny kubeł mi się przyda.

Dziękuję za wszystkie głosy. Czekam na kolejne. Myślę, że już zapoczątkowałem w sobie zmianę. Przestałem się ślepo godzić na rzeczywistość. Zaczynam zwracać uwagę na manipulacje z jej strony.

72 Ostatnio edytowany przez Kaszpir007 (2023-05-25 09:57:19)

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

Krzychu ...

Ja byłem żonaty 16lat a byłą znałem łącznie 18lat. Mam dwie córki które ciągle są moimi córkami a ja ich ojcem. To że jestem rozwiedziony nie oznacza że straciłem z nimi kontakt i nie jestem ich ojcem ..

Z córkami się spotykam. Moja była znalazła innego faceta z którym chyba jest szczęśliwa. Ja znalazłem inną kobietę i też jestem szczęśliwy ...

Rozwód zawsze jest porażka, ale często jedynym najlepszym rozwiązaniem.
Trwanie w czymś martwym, bez miłości, uczuć to idiotyzm ...

Ja żyłem w "martwym" związku przez ostatni rok małżeństwa. To był dla mnie najgorszy czas w moim życiu. Stres , nerwy , brak sexu spowodował że byłem wrakiem człowieka.
Była propozycja aby było o "białe małżeństwo" ale to nie dla mnie. Ja jestem osobą która lubi czuć że jest się kochany i okazywać czułość i miłosc.
Bez uczuć związek dla mnie nie ma sensu.

U Ciebie to co napisałeś to jakiś horror.

Jesteś młodym facetem i masz PRAWO mieć normalną kochającą cię kobietę i udany związek.
Poświęcanie się ze wzgledu na "dzieci" to największa głupota, bo dzieci WIDZĄ co się dzieje w związku i później te same błędy powielają.
Więc nawet ze względu na dziecko zakończ to coś ..

Szczęśliwy facet to szczęśliwe dziecko ...

Ja wiem że jest ciężko. Uwierz jak wiedzałem że będzie rozwód to byłem wręcz wrakiem człowieka. Po rozwodzie miałem myśli samobójcze bo bardzo kochałem swoją byłą i nie potrafiłem bez niej żyć.
Moje życie było bez sensu. Straciłem chęć życia.
To jest normalne po takiej stracie.
Ale u Ciebie po tym co napisałeś raczej powinieneś być szczęśliwy kończąc to.

Jesteś młody i naprawdę masz jeszcze szansę ułożyć sobie życie. Może będzie tak że syn zostanie z Tobą a jak nie to i tak przecież będziesz się z nim widywał i spędzał czas.

73 Ostatnio edytowany przez wieka (2023-05-25 10:45:38)

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

"... tam sobie też odmawiali seksu? Dotyku? Namiastki czułości? - jak u autora?"

Nie wiem, prześcieradłem nie byłam big_smile
Ale znam jeden przypadek, gdzie facet całe życie zdradzał z innymi kobietami, a w przerwach używał żonę, nie patrząc na jej niechęć... Ona nie widziała możliwości rozwodu, nawet o tym nigdy nie mówiła, jakoś tam razem żyli... Do tego lubił zdrowo popić.
,
To już taki niecodzienny przypadek, ale nie można mówić, że trzeba się rozwodzić, jak uczucie minęło, bo całe życie je niszczymy wspólnie i prawie każdy na stare lata musiałby się rozwodzić.
Zapytaj dzieci, czy mimo to nie wolą, żeby mama i tata byli razem, nie mówię tu o skrajnych. przypadkach, gdzie dzieci same namawiają na rozwód.

Dlatego matki nie myślą tylko o sobie, a głównie o dzieciach. Ojcowie też, bo wydaje się, że rozpad małżeństwa przeważnie jest z winy faceta, jest różnie, a wina leży pośrodku.

Edit.
Taa...a mógł bzykać na mieście póki nie miał problemu...zwłaszcza gdy dowiedział się o jej zdradach...."

Tego nie wiemy... nic nie pisał autor, że zaczelo się w tym czasie. Raczej przyzwyczajenie do ręki, pogłębiło problem.

74

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
wieka napisał/a:

"... tam sobie też odmawiali seksu? Dotyku? Namiastki czułości? - jak u autora?"

Nie wiem, prześcieradłem nie byłam big_smile
Ale znam jeden przypadek, gdzie facet całe życie zdradzał z innymi kobietami, a w przerwach używał żonę, nie patrząc na jej niechęć... Ona nie widziała możliwości rozwodu, nawet o tym nigdy nie mówiła, jakoś tam razem żyli... Do tego lubił zdrowo popić.
,
To już taki niecodzienny przypadek, ale nie można mówić, że trzeba się rozwodzić, jak uczucie minęło, bo całe życie je niszczymy wspólnie i prawie każdy na stare lata musiałby się rozwodzić.
Zapytaj dzieci, czy mimo to nie wolą, żeby mama i tata byli razem, nie mówię tu o skrajnych. przypadkach, gdzie dzieci same namawiają na rozwód.

Dlatego matki nie myślą tylko o sobie, a głównie o dzieciach. Ojcowie też, bo wydaje się, że rozpad małżeństwa przeważnie jest z winy faceta, jest różnie, a wina leży pośrodku.

Edit.
Taa...a mógł bzykać na mieście póki nie miał problemu...zwłaszcza gdy dowiedział się o jej zdradach...."

Tego nie wiemy... nic nie pisał autor, że zaczelo się w tym czasie. Raczej przyzwyczajenie do ręki, pogłębiło problem.

Wieka, zatrzymałaś się z poglądami 100 lat wstecz. To, że jedna kobieta znosiła niemal gwałty i alkoholika, nie znaczy, że każdy tak powinien żyć. Krzychu, współczuję sytuacji, ale według mojej opinii będziesz ostatnim baranem zostając w tym związku. Teraz ojcowie po rozwodach starają się o opiekę naprzemienną i dostają ją, mamy XXI wiek, więc braku kontaktów z dzieckiem nie trzeba sie bać, choć rozumiem lęk przed rozpoczynaniem życia na nowo.

75

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
krzychu666 napisał/a:
Agnes76 napisał/a:

Od lat nic się nie dzieje - czyli obecna sytuacja nie wynika ze skłonności żony do innych mężczyzn.
Dopadła Was nuda, brakuje Ci ciepła w związku i zacząłeś szukać obecnego stanu rzeczy w sprawach historycznych.
Czy to Ci w czymś pomoże? Czy obwinianie żony poprawi Waszą sytuację małżeńską?
Czy w razie rozwodu jesteś wygrany?

Z tego co wnioskuję masz 1/3 własności mieszkania a żona 2/3. Jak myślisz, kto z tego mieszkania wyjdzie?
Gdzie chcesz  mieszkać i z kim? jakie masz szanse na wspaniały związek ze swoimi problemami zdrowotnymi i erotycznymi?
Czy samotność w pustym, wynajmowanym za ciężkie pieniądze mieszkaniu i alimenty sprawią, że Twoje życie rozkwitnie gdy odejdziesz od rodziny?

Ja bym Ci życzyła wszystkiego co najlepsze, tylko co z tego? Trzeba w życiu być realistą.
Mężczyźni, którzy Ci tutaj doradzają rozstanie z żoną są samotni, chociaż nie mają takich problemów jak Ty i o wiele lepszą sytuację materialną. Nie tak łatwo stworzyć nowy związek.
Masz dobry kontakt z synem a potem nie wiadomo co będzie.
Nawet jeśli żona nie pragnie z Tobą bliskości to nie jest wobec Ciebie agresywna, nie poniża Cię. Nie każdy może tak powiedzieć o swoim nieudanym małżeństwie.

Jeśli chcesz sobie poprawić życie to musisz zrobić to  sam. Jak dobrze zauważyłeś powinieneś zbudować siebie na nowo.
Zadbaj o swoje rozrywki i przyjemności będąc w tym małżeństwie. W życiu tak bywa, że gdy człowiek staje się samodzielny i emocjonalnie silny przyciąga do siebie innych ludzi. Może i tak się zdarzyć, ze żona zobaczy Cię w innym świetle jako innego człowieka. To nie jest łatwe, ale jeśli jej zaimponujesz swoją zmianą może się nawet zakochać w Tobie po latach.

Oboje weszliście w ten związek niejako z braku lepszych możliwości. Ona chciała mieć dziecko i męża, Ty żonę i rodzinę. Oboje przymykaliście oko na wiele swoich niedociągnięć by zrealizować cele. Nie ma w tym niczego złego ani nawet dziwnego - na świecie nie żyją same księżniczki i królewicze, najwięcej jest przeciętnych ludzi, którzy akceptują się nawzajem by razem stworzyć rodzinę i mieć bliskie sobie osoby.

Postaw na siebie. Sam o siebie dbaj, a rodzinie daj  tyle ile chcesz, bez wyliczania i wymagań. To sprawi, że poczujesz się pewny i niezależny. Brak wymagań to brak rozczarowań więc i spokój ducha.
Życie trzeba przejść na własnych nogach, a partner to tylko towarzysz podróży zwanej życiem.

Twoja postawa, z a którą serdecznie dziękuję to pogląd z drugiej strony barykady. W pewnym sensie jak to czytam, to odnajduję w tym mój dotychczasowy tok myślenia i zaraz swoje lęki i fobie.

W razie rozwodu na pewno nie będę się czuł wygrany, jeżeli się na to zdecyduję, to tylko dlatego żeby nie wykończyć się psychicznie. Dla mnie rodzina była zawsze najważniejsza, wiem z innych wątków, że ludzie muszą się potem na nowo przyzwyczaić do samotności, co  nie jest łatwe. I pewnie dlatego to mnie odsuwa od ostatecznej decyzji.

Cały czas rozwijam swoje pasje, staram się podreperować zdrowie.

Rodzina to nie tylko seks.
Ludzie zaczęli coraz więcej żądać od swoich partnerów, jakby ich potrzeby były najważniejsze, a ta druga strona była odpowiedzialna za ich spełnienie. Jeśli nie dostają wszystkiego  czego oczekują, czują się oszukani, okradzeni z tego co im się "święcie należy", nie cenią żadnych innych ważnych rzeczy, które im rodzina daje.
Potem gdy zostają sami starają się chociaż w części odzyskać te dobre rzeczy ze związku, a najczęściej nawet tego nie są w stanie zdobyć.

Paradoksem naszych czasów są coraz większe wymagania wobec naszych życiowych partnerów. Mam wrażenie, że ludzie zaczynają myśleć w ten sposób: Sprzątam mu i gotują, to on powinien tak o mnie dbać, żebym była szczęśliwa. Chodzę co dzień do pracy i ciężko zasuwam, przynoszę kasę to w zamian powinienem dostać wszystko by czuć się szczęśliwy. Tymczasem prawda jest prozaiczna. Sprząta się w domu i gotuje,  żeby mieć czyste mieszkanie i ciepły posiłek. Chodzi się do pracy, żeby się utrzymać - mieć na czynsz, media, buty dla dziecka. Nikt tak naprawdę nie robi nic tylko dla drugiej osoby. A jeśli robi to niech przestanie i zacznie robić to, co jemu da korzyść i zadowolenie.
Każdy sam musi zadbać o swoje szczęście, rozrywki, radości, a jak chce sprawić drugiej osobie przyjemność to się z nią tym dzieli. Sam brak darów od drugiej osoby to jeszcze nie jest żadna krzywda, a jeśli uważasz, że dajesz zbyt dużo, to daj tyle ile chcesz, tak żebyś nie czuł się wykorzystywany. Bo zazwyczaj jest tak, że nasze dobre uczynki coś nam dają, czemuś służą. Nie bądźmy hipokrytami i nie wmawiajmy sobie, że tylko się poświęcamy dla tej naszej żony czy męża. Nie należy się poświęcać tylko dbać, aby w związku była równowaga, a moje potrzeby to moja broszka.
Fajnie jest rano obudzić się przy drugiej bliskiej osoby i z uśmiechem, powiedzieć jej dzień dobry. Fajnie jest wrócić do domu w którym ktoś na nas czeka i powitać go pocałunkiem w policzek. Fajnie jest razem obejrzeć film, wspólnie coś robić w domu dzieląc się obowiązkami i potem wieczorem położyć się spać obok osoby, która jest nam życzliwa. Dobrze jest kilka razy w ciągu dnia powiedzieć sobie coś miłego, wykonać jakiś miły gest wobec partnera, za coś go docenić, czymś się podzielić, pośmiać się razem kilka razy dziennie z drobnych żartów. To właśnie  takie drobne sprawy decydują czy żyje nam się razem dobrze czy trudno ze sobą wytrzymać. Tych gestów trzeba się nauczyć a nie tylko oczekiwać, że ktoś ma je wobec nas wykonywać.
Związek to wcale nie jest w pierwszej kolejności seks i kasa.
To przede wszystkim bliska osoba która dzieli z nami trudy życia, jest wsparciem w czasie problemów, jest towarzyszem w czas radości i czas smutku.

76

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
wieka napisał/a:

Ale znam jeden przypadek, gdzie facet całe życie zdradzał z innymi kobietami, a w przerwach używał żonę, nie patrząc na jej niechęć...

Czyli w przeciwieństwie do Krzycha to żona faceta miała bzykanko a "nasz" Krzychu miał sobie dogadzać za pomocą...drzwi i futryny?
I musisz się zdecydować czy byłaś prześcieradłem czy sobie dopisujesz...bo skąd wiedza że żona była niechętna?

wieka napisał/a:

Tego nie wiemy... nic nie pisał autor, że zaczelo się w tym czasie. Raczej przyzwyczajenie do ręki, pogłębiło problem.

Pierwszy post autora

krzychu666 napisał/a:

Już przed ślubem zaczęliśmy starać się o dziecko

Czyli seks był przed ślubem i pewnie chwilę po ślubie bo później

krzychu666 napisał/a:

Ciąża była zagrożona więc przez cały jej okres nie uprawialiśmy seksu.

krzychu666 napisał/a:

Ale już wtedy miałem żal do żony, że zostałem z tym wszystkim sam. Że nie mam w niej oparcia, tylko ona mnie wykorzystuje. Do tego nadal nie uprawialiśmy seksu, cały czas tłumaczyła się brakiem libido po ciąży.

krzychu666 napisał/a:

Czekałem 4 lata na pierwszy sex

4!!!! lata - powinien dostać jakiś medal że w tym trwał

krzychu666 napisał/a:

Teraz coś o zdradzie

krzychu666 napisał/a:

W 2015 roku przypadkiem stało się coś co mnie jeszcze bardziej dobiło.

Wtedy zdaje się byli 4 lata po ślubie i Krzych załapał 4 letni zakaz seksu.

krzychu666 napisał/a:

Okazało się, że miała romans z kolesiem od internetu.

krzychu666 napisał/a:

Zdradzała mnie z nim jeszcze w czasie chodzenia zdradzała po ślubie.

Tylko z tym facetem zdradzała go przez lata, jakieś 3-4 lata. I to jechali bez gumy.
Chyba jednak wiemy.

77 Ostatnio edytowany przez maku2 (2023-05-25 16:30:34)

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
Agnes76 napisał/a:

Rodzina to nie tylko seks

Rzekłbym że rodzina z seksem ma bardzo mało ale małżeństwo z seksem już bardzo dużo. Seks zbliża ludzi, pomaga pogłębiać więzi. Jest istotną składową małżeństwa, zwłaszcza u młodych ludzi.
A żona Krzycha wykastrowała młodego faceta odmawiając mu seksu a z innym się bzykając.
Jeśli jest nie istotny to dlaczego sama się puszczała/bzykała?

Agnes76 napisał/a:

Ludzie zaczęli coraz więcej żądać od swoich partnerów, jakby ich potrzeby były najważniejsze, a ta druga strona była odpowiedzialna za ich spełnienie.

Żona jest odpowiedzialna za spełnienie męża/Krzycha - bez jej udziału nie ma seksu.

Agnes76 napisał/a:

Każdy sam musi zadbać o swoje szczęście, rozrywki, radości, a jak chce sprawić drugiej osobie przyjemność to się z nią tym dzieli... Nie należy się poświęcać tylko dbać, aby w związku była równowaga, a moje potrzeby to moja broszka.

Poważnie?
Czyli Krzychu powinien zadbać sam o swoje potrzeby...czyli masturbacja czy zdradzać żonę?
Przecież to młody facet, wtedy miał 30 lat, który ma naturalne potrzeby a ona mu odmawiała.

Agnes76 napisał/a:

Paradoksem naszych czasów są coraz większe wymagania wobec naszych życiowych partnerów. Mam wrażenie, że ludzie zaczynają myśleć w ten sposób: Sprzątam mu i gotują, to on powinien tak o mnie dbać, żebym była szczęśliwa. Chodzę co dzień do pracy i ciężko zasuwam, przynoszę kasę to w zamian powinienem dostać wszystko by czuć się szczęśliwy.

A dlaczego mam nie oczekiwać że partner będzie starał się mnie uszczęśliwiać?

Agnes76 napisał/a:

Tymczasem prawda jest prozaiczna. Sprząta się w domu i gotuje,  żeby mieć czyste mieszkanie i ciepły posiłek. Chodzi się do pracy, żeby się utrzymać - mieć na czynsz, media, buty dla dziecka.

W tym przypadku również żeby utrzymać bezrobotną żonę, która ma gdzieś męża.

Agnes76 napisał/a:

Nikt tak naprawdę nie robi nic tylko dla drugiej osoby.

Problemem nie jest robienie Krzycha tylko nie robienie jego żony. Albo robienie nie z nim.

Agnes76 napisał/a:

A jeśli robi to niech przestanie i zacznie robić to, co jemu da korzyść i zadowolenie.

Tylko jak to zrobić jeśli on chce bzykać zonę a ona nie chce?

Agnes76 napisał/a:

Fajnie jest rano obudzić się przy drugiej bliskiej osoby i z uśmiechem, powiedzieć jej dzień dobry. Fajnie jest wrócić do domu w którym ktoś na nas czeka i powitać go pocałunkiem w policzek. Fajnie jest razem obejrzeć film, wspólnie coś robić w domu dzieląc się obowiązkami i potem wieczorem położyć się spać obok osoby, która jest nam życzliwa.

Fajnie, szkoda że Krzych tego nie doświadcza.

Jak czytam co piszesz to odnoszę wrażenie że tak pewnie żona Krzycha go wykastrowała.
Żeby tylko mu nie dać i nie stracić bankomatu.
Agnes autor trafił na wyrachowaną babę i dawno powinien ją pogonić a Ty mu opisujesz jak powinien wyglądać związek.
Masz rację - tak jest w zdrowych związkach ale u Krzycha związek zbudowany jest na kłamstwie/oszustwie. I osobiście uważam że Krzychu tkwi w tym ze względu na swoją ułomność.

Ogólnie co do tego jak powinien wyglądać zdrowy związek to się z Tobą zgadzam.

Krzychu tak powinno wyglądać małżeństwo.

78

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

Seks był, ale jaki? Nie wiemy, można się domyślać... A kobieta zaprawiona w bojach big_smile

79

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

Agnes:

Dorosłość to przede wszystkim obowiązki.
Jako mąż masz obowiązki względem żony.
Jako ojciec masz obowiązki względem dzieci.
Jako dziecko masz obowiązki względem swoich rodziców.
Nawet jako przyjaciel, masz obowiązki względem swoich przyjaciół.
Jako pracownik masz obowiązki względem szefa.
A jako szef masz obowiązki względem swoich pracowników.

Kluczem w życiu jest tak dobrać sobie swoich wierzycieli (poza rodzicami,bo wiadomo ich sie nie wybiera) aby te swoje zobowiązania wykonywać z przyjemnością.
Bo gdy zaprzestajemy wykonywać swoich powinności, to spotykają nas za to konsekwencje:

Gdy nie wykonamy swoich obowiązków jako pracownik: Tracimy prace
Gdy nie wykonujemy swoich obowiązków jako rodzic: Dzieci urywają z nami kontakt/maja problemy społeczne/popadają w kłopoty z prawem
Gdy nie wykonujemy swoich obowiązków jako małżonek :czeka nas rozwód/problemy finansowe/mieszkaniowe

Zona nie ma prawa narzucać celibatu na swojego męża.
Ani mąż na swoja żonę.

Mało tutaj czytałaś historii skrzywdzonych takim postępowaniem kobiet i mężczyzn, który popadają w niewyobrażalne kompleksy i problemy emocjonalne, bo cały czas szukają winy w sobie?
I nie wiem co gorsze, to że nie mogą jej znaleźć, czy to że nawet gdy uzmysłowia sobie, za pomocą terapii, ze to nie jest ich wina, to przecież ich potrzeby magicznie same nie znikną.
Co maja zrobić? truć się jakimiś specyfikami na spadek libido?
Masturbować sie?
To uwłaczające i poniżające.
Jak funkcjonuje człowiek, który widzi swojego męża czy żonę, sfrustrowanego seksualnie/popadającego w kompleksy/ czy zwyczajnie smutną, i mu odmawia, wymyślając jakieś głupie wymówki.
O jakiej miłości my tu mówimy?
Kochający człowiek przygląda sie gdy jego ukochany cierpi, i ma to w dupie?
Trywializując problem
"E tam nic mu/jej nie bedzie"

Piszesz o wspólnym zasypianiu i budzeniu się.
Zdajesz sobie sprawę, jako to musi byc TORTURA, po kilku tyg/miesiącach czy latach leząc obok ukochanej osoby, która sie pragnie, czuje jej skórę, jej zapach i jednoczesie zdając sobie sprawę że ona cie nie pragnie, że tym razem znów ci odmówi?
Tak robi kochająca osoba?

Żona ma obowiązek sypiać ze swoim mężem.
Mąż ma obowiązek sypiać ze swoja zoną.
A ilość stosunków powinna byc dopasowana do tego, który ma wyższe libido.

Naprawdę fajnie o tym aspekcie życia małżeńskiego pisze i mówi seksuolog Lew Starowicz
Gdy zapominamy,że seks jest jedna z podstaw małżeństwa, to nasze małżeństwo zaczyna sie sypać, i oddziałuje to na inne filary związku.

80 Ostatnio edytowany przez Agnes76 (2023-05-25 17:14:36)

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

maku2 nie możesz twierdzić, że żona nie ma dla Krzycha żadnych ciepłych uczuć tylko na tej podstawie, że nie chce uprawiać z nim seksu.
Tak ogólnie mam wrażenie, że w małżeństwach trwa nieustanna walka, by zmusić drugą osobą do  spełniania moich potrzeb.
U jednych jest to seks - i tu najczęściej pokrzywdzeni czują się faceci, u innych za mało atencji, potem brak wspólnych rozrywek, niechęć do wspólnych podróży jak to ma miejsce w innym wątku, za mało/dużo czasu spędzanego razem, rozliczanie z kasy albo oczekiwania prezentów i spełniania materialnych wymagań - no po prostu festiwal oczekiwań.
I jak tego nie dostaję to jestem pokrzywdzony, wiec nie będę się uśmiechać, nie powiem nic miłego, będę się kładł obrażony spać i taki wstanę rano, i całą swoją osobą i postawą będę krzyczeć, że nie dostałem/łam tego co chcę.
I tak rozpadają się małżeństwa, bo ludzie nie potrafią ograniczyć swoich żądań wobec partnera.
Żona Krzycha nie chce z nim uprawiać seksu. Coś za tym musi się kryć. Najpewniej brak satysfakcji i przyjemności z tego aktu. Trudno jest służyć swoim ciałem jeśli wszytko w człowieku tego nie chce a ciało się buntuje.
Czy mimo tego jego żona musi bo ma obowiązek?
Jeśli dla kogoś te sprawy decydują o pozostaniu w związku to jak widać nie ma powodu by w tym związku być.
Jeśli mimo tego jest w stanie cieszyć się innymi aspektami rodziny to trzeba na wszystko spojrzeć jak na rachunek zysków i strat.

Edit
Szeptuch jeśli będziemy widzieć swoje życie jako jeden wielki obowiązek wobec innych to nasze życie nie będzie miało żadnych radości.
Ludzie którzy żyją tylko dla obowiązków są głęboko nieszczęśliwi. Człowiek nieszczęśliwy nie da nikomu szczęście, bo nie możesz dać czegoś, czego nie masz.
I tak większość ludzi spędza życie w cichej desperacji, obwiniając wszystkich, których mogą, o swoje przegrane życie.

81

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

Agnes:
Ja uważam dokładnie odwrotnie, przegrywają życie Ci, którzy swoich obowiązków nie wypełniają
Bo doganiają ich konsekwencje ich czynów.
Każdy nasz wybór niesie za sobą jakieś konsekwencje.
W końcu nawarstwiając sie do tego stopnia, ze w nich toniemy.

niestety kobiety bardzo często manipulują ta sferą, przyrównując cos  NATURALNEGO I NORMALNEGO  do jakiś zwierzęcych odruchów.
to z faceta robiąc tego złego:
"Hlip hlip faceci to zwierzęta, wniósł o rozwód, bo nie chce uprawiać z nim seksu, co za zwierze zostawia żonę i dziecko z tego powodu"
Nie wykonywałaś swoich obowiązków, wiec spotkały cie konsekwencje, tak działa świat.
to nie facet jest tutaj tym złym, tylko kobieta.

82

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
Szeptuch napisał/a:

Agnes:
Ja uważam dokładnie odwrotnie, przegrywają życie Ci, którzy swoich obowiązków nie wypełniają
Bo doganiają ich konsekwencje ich czynów.
Każdy nasz wybór niesie za sobą jakieś konsekwencje.
W końcu nawarstwiając sie do tego stopnia, ze w nich toniemy.

Oczywiście, że tak. Każda decyzja ma konsekwencje.
Tylko trzeba rozróżnić to co  chcemy dać, od tego czego nie chcemy a ktoś nas zmusza.
To co dla jednego jest obowiązkiem dla drugiego będzie przekroczeniem osobistych granic.
Czy rodzić ma prawo zmuszać swoje dziecko by z nim mieszkało, bo tak widzi jego obowiązki wobec siebie?
Czy 25 letni syn mieszkający z matką ma prawo do obiadków i czystych ciuchów, bo tak widzi obowiązki matki wobec dziecka?
Nie wszystko jest obowiązkiem tylko dlatego, że komuś tak akurat wygodnie.

niestety kobiety bardzo często manipulują ta sferą, przyrównując cos  NATURALNEGO I NORMALNEGO  do jakiś zwierzęcych odruchów.
to z faceta robiąc tego złego:
"Hlip hlip faceci to zwierzęta, wniósł o rozwód, bo nie chce uprawiać z nim seksu, co za zwierze zostawia żonę i dziecko z tego powodu"
Nie wykonywałaś swoich obowiązków, wiec spotkały cie konsekwencje, tak działa świat.
to nie facet jest tutaj tym złym, tylko kobieta.

No i co z tego, że sobie będzie ta kobieta tak chlipać.  Niech sobie chlipie, skoro nie byli w stanie się wymienić korzyściami płynącymi ze związku. Gorzej jak facet potem też chlipie, że nie ma go kogo ust otworzyć w pustym domu, a ta zła kobieta ściąga z niego alimenty na dziecko, którego on nie chciał.
I tak sobie potem wszyscy chlipią.

83 Ostatnio edytowany przez paslawek (2023-05-25 18:26:57)

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
Agnes76 napisał/a:

Żona Krzycha nie chce z nim uprawiać seksu. Coś za tym musi się kryć. Najpewniej brak satysfakcji i przyjemności z tego aktu. Trudno jest służyć swoim ciałem jeśli wszytko w człowieku tego nie chce a ciało się buntuje.
Czy mimo tego jego żona musi bo ma obowiązek?
.

Autor wspomniał o problemach zdrowotnych z krążeniem i konsekwencjach tego na erekcję oraz potencję - na swoje "nieszczęście" wspomniał bo teraz jest "winny"  braku satysfakcji u żony z seksu i stosunków,tyle że to nie jest standardowa historia gdzie mąż się zapuścił i pożądanie wygasło z czasem rutyną zaniedbaniami etc.Wyglada na to teraz że nigdy nie kręcił żony jako facet była zajęta innymi facetami w tej dziedzinie życia i relacji.
Jako narzeczona i dziewczyna to  obecna małżonka ze szczerą chęcią "udostępniała" ciało swe innym facetom, co daje powody przypuszczać, że już dużo i o wiele wcześniej wcale nie traktowała go jako kochanka poważnie i nie pożądała nie kręcił jej jako mężczyzna, tylu boczniaków w tak krótkim czasie ,kontynuacje romansów już podczas małżeństwa,chęć odejścia i ten rozsądek z kalkulacją w sprawie mieszkania też nie świadczą dobrze o wierności,motywacjach i intencjach tej kobiety
To nie ten przypadek chyba niestety (co trudniej przyjąć), że brak satysfakcji z seksu z mężem doprowadził i niby jest usprawiedliwieniem i uzasadnieniem dla zdrad oraz jej oziębłości i oschłości 4letniego celibatu dziecko i wychowanie syna to też słaba marna wymówka,zdrady były od początku relacji, czyli ten wariant racjonalizowania jej zdrad i niewierności odpada tu i nie ma zastosowania.Zadziwiające i w sumie niezadziwiające że facet tak żył i przyjmował to niby zgadzał na to.
Po za tym Autor się leczył i rozwiązał swój problem zdrowotny,być może nie stał się ogierem i super hiper czadem, ale może uprawiać seks ,nic to nie zmieniło u żony dalej się puszczała,ponieważ to lubiła i lubi a Krzychu to tylko taki azyl, baza wypadowa, bezpiecznik i alibi, fasada dla rodziców i otoczenia,,tylko teraz jak zdrady wyszły na jaw Krzychu dostaje poruchać od czasu do czasu, czyżby widmo rozwodu działało stymulująco i wzbudzało pożądanie i satysfakcję ze stosunków nagle i cudownie choć dalej sporadycznie i niesatysfakcjonująco dla męża jednak ?
Kryje się za tym co innego raczej to że żona była kryta przez innych na tyle satysfakcjonująco że już dla męża nie starczyło chęci takim był tymczasowym zabezpieczeniem tylko logistycznym .

84

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

Agnes, czego byś nie napisała, to przecież i tak nie obronisz faktu, że ta kobieta traktowała i traktuje swojego męża bardzo podle.
Może to taki gatunek kobiety, że byłaby chora, gdybyś kogoś nie zdradzała.
Nie uczy się na błędach, nie potrafi ich przeanalizować, przepracować, by w przyszłości już ich nie popełniać.
Pierwszego męża zdradzała i to z jego przyjacielem ( super przyjaciel tak na marginesie), a potem korzystała z jego pomocy, by na koniec wszystko zmarnować.
Tam musiało być nieźle z jej strony ( jej zdrada musiała być szczególnie perfidna), skoro odwrócili się od niej wszyscy ich wspólni znajomi a nawet rodzina.
Czy ta kobieta to przypadkiem nie zwykła ludzka świnia?
Nie ma takich kobiet Agnes?
Oczywiscue, że są.
Nawet więcej, łapią one najlepszych facetów na męża, bo są już na tyle wycwanione, że nie grozi im, by dostały się w łapy narcyza na przykład.
Nie, to im nie grozi.
Na mężów wybierają tych porządnych i uczciwych, jednak czy potrafią ich uszanowac i docenić?
Nie potrafią, bo natura zawsze ciągnie wilka do lasu i jak zdradzała pierwszego męża, tak i drugiego zdradzała, ale robiła to z jeszcze większym rozmachem.
Przecież autor to młody mężczyzna.
Może i nie ułoży sobie życia z żadną kobieta, ale nigdy nie wiadomo.
Będzie mu ciężko, ale czy nie lepiej wyjść z bagna z twarzą i chociaż na koniec pokazać, że nie było się takim głupim, za jakiego nas brano?

85

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
paslawek napisał/a:
Agnes76 napisał/a:

Żona Krzycha nie chce z nim uprawiać seksu. Coś za tym musi się kryć. Najpewniej brak satysfakcji i przyjemności z tego aktu. Trudno jest służyć swoim ciałem jeśli wszytko w człowieku tego nie chce a ciało się buntuje.
Czy mimo tego jego żona musi bo ma obowiązek?
.

Autor wspomniał o problemach zdrowotnych z krążeniem i konsekwencjach tego na erekcję oraz potencję - na swoje "nieszczęście wspomniał bo teraz jest "winny"  braku satysfakcji u zony,tyle że to nie jest standardowa historia gdzie mąż się zapuścił i pożądanie wygasło z czasem rutyną zaniedbaniami.
Jako narzeczona i dziewczyna obecna małżonka ze szczerą chęcią "udostępniała" ciało swe innym facetom, co daje powody przypuszczać że wcześnie wcale nie traktowała go jako kochanka poważnie i nie pożądała nie kręcił jej jako mężczyzna tylu boczniaków w tak krótkim czasie chęć odejścia i ten rozsądek z kalkulacją w sprawie mieszkania też nie świadczą dobrze o wierności tej kobiety
To nie ten przypadek chyba że brak satysfakcji z seksu doprowadził jako usprawiedliwienie i uzasadnienie do zdrady,zdrady były od początku relacji czyli ten wariant racjonalizowania niewierności odpada tu i nie ma zastosowania
Po za tym Autor się leczył i rozwiązał swój problem zdrowotny,być może nie stał się ogierem i super hiper czadem, ale może uprawiać seks ,nic to nie zmieniło u żony dalej się puszczała,ponieważ to lubiła i lubi a Krzychu to tylko taki azyl baza wypadowa bezpiecznik i alibi fasada dla rodziców i otoczenia,,tylko teraz jak zdrady wyszły na jaw Krzychu dostaje poruchać od czasu do czasu czyżby widmo rozwodu działało stymulująco i wzbudzało pożądanie i satysfakcję ze stosunków ?
Kryje się za tym co innego raczej to że żona była kryta przez innych na tyle satysfakcjonująco że już dla męża nie starczyło chęci .

Mogę się z Tobą zgodzić, że od początku nie traktowała  Krzycha poważnie jako kochanka, nie kręcił jej jako mężczyzna. O ich związku zdecydowała kalkulacja.
Późniejsze kłopoty mogły ten brak zainteresowania utrwalić i tak to zostało. On czuje się coraz mnie pożądany co wzmaga jego kłopoty, a ona też coraz mniej tego chce.

Dla mnie bardzo znaczący jest ten fragment:

Od lat nic się nie dzieje, nie blokuje telefonu, mam dostęp do jej konta, poczty. Do wszystkiego. Chyba że ma coś ukrytego, ale raczej nic na to nie wskazuje. Ona się mocno zapuściła z wyglądu, nie ubiera się wyzywająco. Ma kompleksy na punkcie swojego wyglądu.

Od lat nic się nie dzieje!
Nie pisałabym tego wszystkiego gdyby aktualnie sprawa wyglądała inaczej.

Krzychu musi się dobrze zastanowić jak chce dalej żyć. Ile z tego małżeństwa da się uratować a co zmienić na lepsze. Czy są w stanie być swoimi przyjaciółmi nawet gdy nie będą kochankami itp.
Po prostu trzeba brać pod uwagę wszystkie za i przeciw.

86

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
Agnes76 napisał/a:

nie możesz twierdzić, że żona nie ma dla Krzycha żadnych ciepłych uczuć tylko na tej podstawie, że nie chce uprawiać z nim seksu.

Autor tak o tym pisze

krzychu666 napisał/a:

Chłód dotyczy naszych małżeńskich relacji.

krzychu666 napisał/a:

Ale nie nastąpiły żadne zmiany w sferze emocjonalnej, tej której mi najbardziej brakuje.

Jak pamiętam ona nawet nie trzyma go za ręce, nie całuje w policzek - seks jest gdy wyżebrał, jak sam stwierdził można go policzyć na obu rękach...małżeństwo z 12-letnim stażem.
Nie widzę żeby z jej strony było jakieś uczucie/odczucie/emocje wobec męża.

Agnes76 napisał/a:

Tak ogólnie mam wrażenie, że w małżeństwach trwa nieustanna walka, by zmusić drugą osobą do  spełniania moich potrzeb.

Nie wiem czy jesteś mężatką, czy w jakimś związku ale przecież jeśli zależy Ci na bliskiej osobie to z przyjemnością ją zadowalasz i to w różnym aspekcie nie tylko seksie. To sie robi naturalnie.
Jeśli Krzych musi walczyć z żoną o namiastkę bliskości...dla mnie to nie związek tylko koszmar za który on płaci zdrowiem.

Agnes76 napisał/a:

U jednych jest to seks - i tu najczęściej pokrzywdzeni czują się faceci, u innych za mało atencji, potem brak wspólnych rozrywek, niechęć do wspólnych podróży jak to ma miejsce w innym wątku, za mało/dużo czasu spędzanego razem, rozliczanie z kasy albo oczekiwania prezentów i spełniania materialnych wymagań - no po prostu festiwal oczekiwań.

Tak mają ci co wchodzą w związki z własnym wyobrażeniem małżeństwa jak i postawy partnera - takie chciejstwo, życzeniowosć nie mająca nic wspólnego z faktami.

Agnes76 napisał/a:

Żona Krzycha nie chce z nim uprawiać seksu. Coś za tym musi się kryć. Najpewniej brak satysfakcji i przyjemności z tego aktu. Trudno jest służyć swoim ciałem jeśli wszytko w człowieku tego nie chce a ciało się buntuje.

Być może a może z powodu jego ułomności a on miał służyć tylko za pewny port.
Nie wiemy ile razy oni bzykali się w czasie narzeczeństwa - a był tam boczniak, może (przysłowiowo) tamten miał większą różdżkę - ale jeśli ona nie była zadowolona to po co się w to pchała? Mi wychodzi że z wyrachowania.
Jej ciąża - tuż przed ślubem zaczęli starać się o dziecko i dzień po ślubie...bingo jest w ciąży...tylko że wtedy bzykała się z gościem od internetu...ba w 2013 bali się że wpadli...
Autorowi też chyba oczy zarosły ci.ką że nie słuchał tego co ona mówiła a mówiła że zdradziła/zdradzała męża za jego rzekomą zdradę nie mając na to dowodów.
Rodzi się pytanie dlaczego nie odeszła a zrobiła to co rzekomo zrobił mąż czyli zdradziła, dodajmy jakiegoś przyjaciela z którym dla zdrowia się bzykała, fotografa...
Jaką mamy pewność że gościu od bzykania którego podobno pożegnała to nie gościu od internetu?
Po co wyszła za Krzycha skoro on taki słaby? Po co prosiła go o "rękę"?

Agnes76 napisał/a:

Czy mimo tego jego żona musi bo ma obowiązek?

Czy mąż musi ją utrzymywać?
Czy winien jest jej wierność wiedząc o zdradach?
Dlaczego nie odeszła skoro on ją brzydzi?
Nie podnieca?
Nie zadawala?
Wynika ze jest z nim bo ją utrzymuje oraz ona ma go za mięczaka który nie odejdzie bo nie jest w stanie.
Generalnie to jest mi żal jej i jego.

Agnes76 napisał/a:

Jeśli dla kogoś te sprawy decydują o pozostaniu w związku to jak widać nie ma powodu by w tym związku być.

Ty tak na poważnie?
Siedziałabyś z facetem gdyby nie chciał Ciebie bzykać przez lata bo mu libido spadło? Siedziała byś z facetem mając wiedzę że byłaś zdradzana?
Przecież to Krzych zrobił i robi wszystko żeby to małżeństwo było - ja bym tak nie potrafił.
Gdyby mi żona zafundowała rok bez seksu po porodzie jakoś bym to przyjął ale po roku gdyby się nie zmieniło a ona nic z tym by nie robiła to bym odszedł.
Ja bym nie żebrał.

Agnes76 napisał/a:

Jeśli mimo tego jest w stanie cieszyć się innymi aspektami rodziny to trzeba na wszystko spojrzeć jak na rachunek zysków i strat.

Ale to już nie jest małżeństwo tylko jakiś układ.

87

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

Dziękuję za wszystkie odpowiedzi, zrobiła się tutaj bardzo ciekawa i ważna dla mnie analiza.

Parę rzeczy muszę jednak sprostować, bo albo źle się wyraziłem, albo zostałem źle zrozumiany. Na początku naszego związku ona bardzo się starała, było nam ze sobą dobrze. Do urodzenia się dziecka było nam ze sobą dobrze. Okres do 1 roku młodego był koszmarny i ciężki miałem do niej wiele pretensji o nadmierne eksploatowanie mojej osoby. Problemy z erekcją miałem od samego początku. Ona o tym wiedziała. Dlatego podjąłem leczenie. Potem dopiero je zarzuciłem, bo koszty rosły, a ona nie chciała zbliżeń. Jak było mało pieniędzy, to musiałem z czegoś zrezygnować. Zrezygnowałem z leczenia. Dla mnie kluczowy był ten fakt wiagry, którą wypisał mi lekarz, kosztowała ponad 200 zł i poszła do kosza. jak chciała coś uzyskać to i na sex nabierała ochoty. Tyle, że ja ją przestałem rozpieszczać. Bo zauważyłem brak starania z jej strony. Nie żebrałem sexu, dlatego były takie długie przerwy.

On mi syna nie odbierze i tego się nie boję. Sypie się moje zdrowie mam bardzo chory kręgosłup i jestem na coraz mocniejszych lekach przeciwbólowych. Coraz poważniejsze jest ryzyko, że w razie nawet drobnego wypadku zostanę sparaliżowany. Żyję z tą chorobą już ponad 20 lat. Ale jest tak jak ostrzegali lekarze, po 40 wejdzie w kolejną dolegliwszą fazę. Może to jest dodatkowy czynnik powodujący to, że przy niej jestem. Sam w pewnym momencie mogę sobie nie poradzić. Mogę wymagać opieki.

Ktoś pytał o moją rodzinę to ojciec z mamą tkwią w beznadziejnym związku. U braci też jest słabo także nie jestem wyjątkiem. Także wypisz wymaluj nie ma innego wzorca do naśladowania.

Kiedy wróciła to były mąż pomógł jej z lokum, ale na tym jego rola się skończyła. Ot taka przysługa.

Jeszcze napiszę dlaczego nie odeszła do swojego przyjaciela. Bo gość jest w naszym wieku, nie pracuje, mieszka z mamą. To raczej ona robiłaby za bankomat i robota domowego. To ją pewnie odpycha od niego. Ale kiedyś mąciła mu w głowie. Seksu za mojej kadencji nigdy nie uprwaiali. Moja teściowa go nie znosi i cały czas miała i ma na niego oko, żeby się koło niej nie plątał.

88 Ostatnio edytowany przez paslawek (2023-05-25 20:55:42)

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
Agnes76 napisał/a:

Dla mnie bardzo znaczący jest ten fragment:

Od lat nic się nie dzieje, nie blokuje telefonu, mam dostęp do jej konta, poczty. Do wszystkiego. Chyba że ma coś ukrytego, ale raczej nic na to nie wskazuje. Ona się mocno zapuściła z wyglądu, nie ubiera się wyzywająco. Ma kompleksy na punkcie swojego wyglądu.

Od lat nic się nie dzieje!
Nie pisałabym tego wszystkiego gdyby aktualnie sprawa wyglądała inaczej.

Krzychu musi się dobrze zastanowić jak chce dalej żyć. Ile z tego małżeństwa da się uratować a co zmienić na lepsze. Czy są w stanie być swoimi przyjaciółmi nawet gdy nie będą kochankami itp.
Po prostu trzeba brać pod uwagę wszystkie za i przeciw.

Będę tym złym gliną "Od lat nic się nie dzieje!" albo Krzychu nic nie wie nowego,nawet jak pilnuje dzień i noc żony,monitoruje telefon pocztę komunikatory social media,śledzi obserwuje to i tak jej nie upilnuje kiedy jest w pracy, a ona w domu nie ma siły, to jak ze złodziejem złodziej upilnuje prędzej i ukradnie w odpowiedniej chwili.Tym bardziej, że on sam jest pilnowany bacznie obserwowany trzymany w sprzecznym komunikacie sprytnie gdzie jego kompleksy,zaszłości, niedoleczone traumy,poczucie wartości i niska samoocena jest wykorzystana przeciw niemu,z jednej strony żadna inna Ciebie nie zechce z drugiej pies ogrodnika takie przekonania artykułuje i to w żonie siedzi też jak wielu zdradzających jest zaborcza wygodna i zazdrosna - skutek się liczy.
To że żona przepracowała zdrady i przeszłość,swoje toksyczne związki i romanse,odpuściła sobie ,zmądrzała dorosła uspokoiła libido albo dała sobie radę sama z potencjalnym z nałogiem wydaje się dużo mniej prawdopodobne a w życiu jednak występują takie zmiany rzadziej choć ludzie się potrafią zmienić , to że nic się nie dzieje latami nie świadczy o tym że pokochała męża, tam nie ma co naprawiać chyba że Krzychu znowu ma założyć klapki na oczy i wytworzyć nowe iluzje złudzenia o uczuciach i postawie zony wobec niego teraz pewnie przegina w drugą stronę tak bywa i to naturalne wahanie.
Drugie te lata to nie są jakieś eony czy nawet dekady oni nie są małżeństwem od 40 lat.
Do głowy żony niema dostępu a jego wpływ na nią okazał się inny od zamierzonego taki kryzys przez duże K jest przed nimi
nawet jeżeli Autor będzie na terapii i przepracuje przeszłość żony i swoją to skutkiem terapii akceptacji nie musi być trwanie w tym układzie a nie związku,który ma wszelkie znamiona toksycznego związku ponieważ jak wyżej napisałem skutek się liczy a nie iluzje a skutek jest taki że Krzychu ma dość jednak tego czegoś i raczej nie wydziwia widzi że był pantoflem przez lata i rogaczem co z tym zrobi to jego .
Pilnowanie czy nie pilnowanie kogoś w związku to nie jest dobry pomysł na życie a związek tylko po to żeby trwał to nie jest dobra sprawa - moim zdaniem oczywiście.

89

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
Agnes76 napisał/a:

Gorzej jak facet potem też chlipie, że nie ma go kogo ust otworzyć w pustym domu

Lepsze to niż kłótnie czy ciche dni. Lepsze to niż żona która z faceta robi szmatę. A jak będzie chciał pogadać to spotka się z przyjaciółmi czy rodziną. Albo poszuka wrażeń na mieście.

Agnes76 napisał/a:

a ta zła kobieta ściąga z niego alimenty na dziecko

Jak się okaże że nie jego to i alimentów nie będzie.
A jak znajdzie dobrą papugę to może syn zostanie z nim.

Agnes76 napisał/a:

którego on nie chciał

A skąd pomysł że nie chciał?
Szkoda że ona mu nie wyjaśniła jak to małżeństwo ma wyglądać.

90 Ostatnio edytowany przez wieka (2023-05-25 21:18:48)

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

...przecież jeśli zależy Ci na bliskiej osobie to z przyjemnością ją zadowalasz i to w różnym aspekcie nie tylko seksie. To sie robi naturalnie."

Taaa... o sobie się w ogóle nie myśli tylko, żeby zadowolić partnera, szczególnie w seksie big_smile nawet wbrew sobie.. No nie da się, zresztą my się wzajemnie nie rozumiemy... Nie na darmo funkcjonuje powiedzenie, że kobiety są z Wenus, a faceci z Marsa wink

91

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
Agnes76 napisał/a:

Od lat nic się nie dzieje!
Nie pisałabym tego wszystkiego gdyby aktualnie sprawa wyglądała inaczej.

Krzychu musi się dobrze zastanowić jak chce dalej żyć. Ile z tego małżeństwa da się uratować a co zmienić na lepsze. Czy są w stanie być swoimi przyjaciółmi nawet gdy nie będą kochankami itp.
Po prostu trzeba brać pod uwagę wszystkie za i przeciw.

Ale co z tego że od lat według autora nic się nie dzieje skoro zdradzała go przez lata?
To nie było jednorazowe, przypadkowe - tylko planowane/realizowane.
Co z tego że od lat nic się nie dzieje skoro ich małżeństwo praktycznie jest martwe?
Tego małżeństwa nie ma i nie będzie, nawet jeśli ona zmieni zdanie i zacznie mu dawać raz na kwartał, czy tam w urodziny, czy z okazji świąt.

Fakt winą autora jest to że kochał za dwoje i był (jest?) słaby żeby odejść 8 lat temu.

Mają być przyjaciółmi?
Chciała byś przyjaciela który Ciebie oszukiwał, zdradzał, manipulował, kastrował...chciała byś? Ja nie.
Autor ma jakieś zasady które mu uniemożliwiają zdradę - dlaczego w wieku 40 lat ma godzić się na celibat? Bo ona raczej nie zgodzi się na wolny związek.

Krzychu zawsze możesz wymusić pewne zachowanie na żonie - pokaż jej co masz zagroź rozwodem albo...niech ona wymyśli żebyś tego nie zrobił.

92

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
wieka napisał/a:

...przecież jeśli zależy Ci na bliskiej osobie to z przyjemnością ją zadowalasz i to w różnym aspekcie nie tylko seksie. To sie robi naturalnie."

Taaa... o sobie się w ogóle nie myśli tylko, żeby zadowolić partnera, szczególnie w seksie big_smile nawet wbrew sobie.. No nie da się, zresztą my się wzajemnie nie rozumiemy... Nie na darmo funkcjonuje powiedzenie, że kobiety są z Wenus, a faceci z Marsa wink

A kto broni czerpać z tego przyjemność? Przecież wszyscy mają mieć z tego frajdę.
Ja tam z zadawalaniem partnerek nie miałem problemu tongue ... chyba że udawały...ale tego już się nie dowiem czyli byłem kozak i tego będę się trzymał a co...

A na poważnie czy oni nie bzykali się przed ślubem? Nie wiedziała że jej nie zadawala? Do ślubu było git a po ślubie celibat bo jej nie zadawala?

Jesteśmy z tej samej planety tylko próbuje się nam wmówić że kobiety są nie zrozumiałe przez facetów bo one takie inne...bzdura babki to takie same ku.asy jak faceci...tylko bez ku.tasów big_smile

93

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

"Sypie się moje zdrowie mam bardzo chory kręgosłup i jestem na coraz mocniejszych lekach przeciwbólowych. Coraz poważniejsze jest ryzyko, że w razie nawet drobnego wypadku zostanę sparaliżowany. Żyję z tą chorobą już ponad 20 lat. Ale jest tak jak ostrzegali lekarze, po 40 wejdzie w kolejną dolegliwszą fazę. Może to jest dodatkowy czynnik powodujący to, że przy niej jestem. Sam w pewnym momencie mogę sobie nie poradzić. Mogę wymagać opieki."

A piszący tu szczególnie panowie, mierzą Ciebie swoją miarą...

W ogóle nie bardzo umiemy żyć w związkach, szanować się, bo nie myśli się o starych latach.

Żyjecie w pewnej symbiozie, zależności, więc starajcie się żyć jak najlepiej potraficie, a dla Twojego zdrowia seks prędzej zaszkodzi niż pomoże, więc nawet na plus jest jego brak, a wiagra to by Cię wykończyła, to nie było leczenie, tylko doraźna pomoc...

94 Ostatnio edytowany przez Agnes76 (2023-05-25 21:56:47)

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
maku2 napisał/a:

Czy mąż musi ją utrzymywać?
Czy winien jest jej wierność wiedząc o zdradach?
Dlaczego nie odeszła skoro on ją brzydzi?
Nie podnieca?
Nie zadawala?
Wynika ze jest z nim bo ją utrzymuje oraz ona ma go za mięczaka który nie odejdzie bo nie jest w stanie.
Generalnie to jest mi żal jej i jego.

Krzychu  nie musi jej utrzymywać, nie musi być jej wierny i nie musi z nią być.
Generalnie nic nie musi. Ona podobnie.
Nikt z nas niczego nie musi. I dobrze sobie zdawać z tego sprawę, bo nic tak człowieka nie obciąża jak uczucie przymusu.
Każdy z nas tak naprawdę robi co chce, a potem ponosi konsekwencje. Tego musimy być świadomi.



Ale to już nie jest małżeństwo tylko jakiś układ.

Małżeństwo to też układ i to od samego początku. Czy tego chcesz czy nie.


Ja tutaj nie trzymam niczyjej strony. Staram się być najbardziej obiektywna. Chcę mu pokazać różne możliwości wyboru i zachowań.
Krzychu musi podjąć decyzję sam, a potem będzie z nią żyć.
Nikt z nas go nie podniesie gdy upadnie na przedpokoju.
Każde z nich coś z tego związku ma i coś go to kosztuje. Czy koszty przewyższają zyski sami muszą ocenić.

Nie chcę się odnosić do swojego związku i co ja bym w takiej sytuacji robiła, bo nie czuję się być autorytetem dyktującym jak należy żyć. Mnie jest dobrze jak jest, niemniej i ja płacę swoją cenę za bycie w dobrym małżeństwie. A najszczęśliwsza jestem od czasu gdy zrozumiałam, że niczego nie muszę. Od tego czasu wszystko co daję, daję z miłością i radością. Wszystko co robię robię przede wszystkim dla siebie, a jeśli robię  dla innych, to też jest mi to do czegoś potrzebne, coś z tego mam. Przestałam się czuć ofiarą, przestałam czuć, że się poświęcam. Jeśli mam na coś ochotę to staram się to zrealizować, bo to mój obowiązek, żeby mi w życiu było dobrze. Nie ma nic piękniejszego niż poczucie wolności przy jednoczesnej świadomości, że każdy wybór ma konsekwencje.

95 Ostatnio edytowany przez paslawek (2023-05-25 21:57:13)

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
wieka napisał/a:

"Sypie się moje zdrowie mam bardzo chory kręgosłup i jestem na coraz mocniejszych lekach przeciwbólowych. Coraz poważniejsze jest ryzyko, że w razie nawet drobnego wypadku zostanę sparaliżowany. Żyję z tą chorobą już ponad 20 lat. Ale jest tak jak ostrzegali lekarze, po 40 wejdzie w kolejną dolegliwszą fazę. Może to jest dodatkowy czynnik powodujący to, że przy niej jestem. Sam w pewnym momencie mogę sobie nie poradzić. Mogę wymagać opieki."

.

Biznes jest geszeft i po co był ten wątek, symbioza nawet toksyczna niech będzie dalej jak była,pies trącał szacunek do siebie
strach i jego podtrzymywanie priorytetem,lepsza taka żona jak żadna a i tak żadnej gwarancji że jak Autora  sparaliżuje to ona z nim zostanie.
Tylko sposoby jak się urządzić w tym czymś mile widziane żadnych rewolucji.Sposoby na niby pogodzenie i akceptacje - dupościsk i szczękościsk milczenie i terapia na otarcie łez czyli ersatze .

wieka napisał/a:

kobiety są z Wenus, a faceci z Marsa wink

przereklamowane tongue
halo tu Ziemia !

96

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
wieka napisał/a:

"Sypie się moje zdrowie mam bardzo chory kręgosłup i jestem na coraz mocniejszych lekach przeciwbólowych. Coraz poważniejsze jest ryzyko, że w razie nawet drobnego wypadku zostanę sparaliżowany. Żyję z tą chorobą już ponad 20 lat. Ale jest tak jak ostrzegali lekarze, po 40 wejdzie w kolejną dolegliwszą fazę. Może to jest dodatkowy czynnik powodujący to, że przy niej jestem. Sam w pewnym momencie mogę sobie nie poradzić. Mogę wymagać opieki."

A piszący tu szczególnie panowie, mierzą Ciebie swoją miarą...

W ogóle nie bardzo umiemy żyć w związkach, szanować się, bo nie myśli się o starych latach.

Żyjecie w pewnej symbiozie, zależności, więc starajcie się żyć jak najlepiej potraficie, a dla Twojego zdrowia seks prędzej zaszkodzi niż pomoże, więc nawet na plus jest jego brak, a wiagra to by Cię wykończyła, to nie było leczenie, tylko doraźna pomoc...

A Ty jaką miarą mierzysz żonę autora?

Może Ty nie umiesz żyć w związku bo ja nie narzekam. Szanuję żonę, szanuję siebie i dlatego nie potrafiłbym żyć tak jak Krzych.

Taa i ona z dobroci serca...ba przewidując jego problemy wprowadziła mu 4 letni celibat.
Jak się chajtali i wcześniej to jego wajcha była sprawna. Czyli jego stan zdrowia nie przeszkadzał mu bzykać. Według żony nie przeszkodziło mu to nawet spłodzić syna.
Zdajesz sobie sprawę że on mógł bzykać ale ona wolała innych?
Czy ona wprowadzając mu celibat zrobiła to samo? Miała jego zgodę na bzykanko na boku bo mu nie stawał? Czy też stawał a ona nie pytała?

To nie symbioza tylko uzależnienie autora od swoich zasad lub sumy strachów.
Czytając Ciebie czy Agnes wychodzi na to że żona autora to spoko babka a on bidulek ma zamknąć gębę stanąć w kącie i cieszyć się że ona jest z nim.

97

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
maku2 napisał/a:

Czytając Ciebie czy Agnes wychodzi na to że żona autora to spoko babka a on bidulek ma zamknąć gębę stanąć w kącie i cieszyć się że ona jest z nim.

Proszę Cię, nie staraj się wkładać w moje posty słów i  znaczeń jakich ja nie użyłam.
Krzychu jest wolnym człowiekiem i może zrobić co chce.

Gdyby naprawdę było mu w tym małżeństwie źle i nic z niego nie miał, to by odszedł.
Ja tam nie wierzę, że gdyby miał szanse na wspaniałe życie u boku lepszej partnerki to poświęcił by siebie by utrzymywać swoją żonę.

98 Ostatnio edytowany przez wieka (2023-05-25 22:31:49)

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
maku2 napisał/a:
wieka napisał/a:

"Sypie się moje zdrowie mam bardzo chory kręgosłup i jestem na coraz mocniejszych lekach przeciwbólowych. Coraz poważniejsze jest ryzyko, że w razie nawet drobnego wypadku zostanę sparaliżowany. Żyję z tą chorobą już ponad 20 lat. Ale jest tak jak ostrzegali lekarze, po 40 wejdzie w kolejną dolegliwszą fazę. Może to jest dodatkowy czynnik powodujący to, że przy niej jestem. Sam w pewnym momencie mogę sobie nie poradzić. Mogę wymagać opieki."

A piszący tu szczególnie panowie, mierzą Ciebie swoją miarą...

W ogóle nie bardzo umiemy żyć w związkach, szanować się, bo nie myśli się o starych latach.

Żyjecie w pewnej symbiozie, zależności, więc starajcie się żyć jak najlepiej potraficie, a dla Twojego zdrowia seks prędzej zaszkodzi niż pomoże, więc nawet na plus jest jego brak, a wiagra to by Cię wykończyła, to nie było leczenie, tylko doraźna pomoc...

A Ty jaką miarą mierzysz żonę autora?

Może Ty nie umiesz żyć w związku bo ja nie narzekam. Szanuję żonę, szanuję siebie i dlatego nie potrafiłbym żyć tak jak Krzych.

Taa i ona z dobroci serca...ba przewidując jego problemy wprowadziła mu 4 letni celibat.
Jak się chajtali i wcześniej to jego wajcha była sprawna. Czyli jego stan zdrowia nie przeszkadzał mu bzykać. Według żony nie przeszkodziło mu to nawet spłodzić syna.
Zdajesz sobie sprawę że on mógł bzykać ale ona wolała innych?
Czy ona wprowadzając mu celibat zrobiła to samo? Miała jego zgodę na bzykanko na boku bo mu nie stawał? Czy też stawał a ona nie pytała?

To nie symbioza tylko uzależnienie autora od swoich zasad lub sumy strachów.
Czytając Ciebie czy Agnes wychodzi na to że żona autora to spoko babka a on bidulek ma zamknąć gębę stanąć w kącie i cieszyć się że ona jest z nim.


Właśnie ja nie mierzę swoją miarą, tylko wczuwam się w sytuację autora.

Od 20 lat Krzysztof ma problem z seksem, a Ty się upierasz, że był pełnosprawny w tej sferze... skoro musiał brać wiagrę. To, że spłodził dziecko nie ma tu nic do rzeczy.
Piszesz ja, ja, ja..., a to o niczym nie świadczy, bo różni jesteśmy i różne są sytuacje, więc nie porównuj wszystkiego do siebie.

Absolutnie nie bronię żony autora, wręcz przeciwnie, ale to był i jest jego wybór.

99

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
Agnes76 napisał/a:

Krzychu  nie musi jej utrzymywać, nie musi być jej wierny i nie musi z nią być.
Generalnie nic nie musi. Ona podobnie.
Nikt z nas niczego nie musi. I dobrze sobie zdawać z tego sprawę, bo nic tak człowieka nie obciąża jak uczucie przymusu.
Każdy z nas tak naprawdę robi co chce, a potem ponosi konsekwencje. Tego musimy być świadomi.

Nikt nic nie musi...róbta co chceta? Dam kasę na dzieci...nie dam kasy...zapłacę rachunki albo nie...będę wierny albo nie będę...
Jedna wielka samowolka.
Krzychu ponosi konsekwencję ale jej róbta co chceta ona nie poniosła żadnej konsekwencji swoich zdrad czy też działań przeciwko mężowi.

Agnes76 napisał/a:

Małżeństwo to też układ i to od samego początku. Czy tego chcesz czy nie.

Oczywiście, tylko co zrobić jeśli ktoś jednostronnie zmienia układ/umowę/przysięgę?
Układ jaki ona sobie wymyśliła od początku ranił Krzycha - czyli to nie był układ tylko oszustwo.
Co do reszty...

Agnes76 napisał/a:

Nie chcę się odnosić do swojego związku i co ja bym w takiej sytuacji robiła, bo nie czuję się być autorytetem dyktującym jak należy żyć.

Ale to robisz...ja to robię...właściwie każdy kto jest lub był patrzy na inne związki poprzez pryzmat swojego...i nic tego nie zmieni.

Agnes76 napisał/a:

Mnie jest dobrze jak jest, niemniej i ja płacę swoją cenę za bycie w dobrym małżeństwie.

Ciekawie to ujęłaś.
Nigdy bym nie pomyślał że płacę jakąś cenę bo jestem szczęśliwy/zadowolony/jest mi dobrze w związku. No ciekawe.

Agnes76 napisał/a:

Przestałam się czuć ofiarą...

No a Krzych tak czuje się od ślubu...i to nie mija.

100 Ostatnio edytowany przez Farmer (2023-05-25 22:32:21)

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
krzychu666 napisał/a:

Na początku naszego związku ona bardzo się starała, było nam ze sobą dobrze.

Musiała ciebie przyciągnąć i przytrzymać.

krzychu666 napisał/a:

Do urodzenia się dziecka było nam ze sobą dobrze. Okres do 1 roku młodego był koszmarny i ciężki miałem do niej wiele pretensji o nadmierne eksploatowanie mojej osoby.

Po urodzeniu wyczuła, że nie musi się starać i pokazała swoje prawdziwe oblicze.

krzychu666 napisał/a:

Problemy z erekcją miałem od samego początku. Ona o tym wiedziała. Dlatego podjąłem leczenie. Potem dopiero je zarzuciłem, bo koszty rosły, a ona nie chciała zbliżeń. Jak było mało pieniędzy, to musiałem z czegoś zrezygnować. Zrezygnowałem z leczenia. Dla mnie kluczowy był ten fakt wiagry, którą wypisał mi lekarz, kosztowała ponad 200 zł i poszła do kosza. jak chciała coś uzyskać to i na sex nabierała ochoty. Tyle, że ja ją przestałem rozpieszczać. Bo zauważyłem brak starania z jej strony.

Od początku wiedziała i jej nie przeszkadzało, ale po dziecku, to już zaczęła się bawić.

krzychu666 napisał/a:

Nie żebrałem sexu, dlatego były takie długie przerwy.

U ciebie na pewno, u niej nie.

krzychu666 napisał/a:

On mi syna nie odbierze i tego się nie boję.

Przynajmniej jeden pozytyw.

krzychu666 napisał/a:

Sypie się moje zdrowie mam bardzo chory kręgosłup i jestem na coraz mocniejszych lekach przeciwbólowych. Coraz poważniejsze jest ryzyko, że w razie nawet drobnego wypadku zostanę sparaliżowany. Żyję z tą chorobą już ponad 20 lat. Ale jest tak jak ostrzegali lekarze, po 40 wejdzie w kolejną dolegliwszą fazę. Może to jest dodatkowy czynnik powodujący to, że przy niej jestem. Sam w pewnym momencie mogę sobie nie poradzić. Mogę wymagać opieki.

Kręgosłup to operacja i długa rekonwalescencja, albo wózek, czy łózko.
Uważasz, że ona będzie ciebie pielęgnować? Latami?

krzychu666 napisał/a:

Ktoś pytał o moją rodzinę to ojciec z mamą tkwią w beznadziejnym związku. U braci też jest słabo także nie jestem wyjątkiem. Także wypisz wymaluj nie ma innego wzorca do naśladowania.

W wielu związkach tak wygląda, ale nie każdy się przyznaje.

krzychu666 napisał/a:

Kiedy wróciła to były mąż pomógł jej z lokum, ale na tym jego rola się skończyła. Ot taka przysługa.

Bo ona na nic więcej nie zasłużyła.

krzychu666 napisał/a:

Jeszcze napiszę dlaczego nie odeszła do swojego przyjaciela. Bo gość jest w naszym wieku, nie pracuje, mieszka z mamą. To raczej ona robiłaby za bankomat i robota domowego. To ją pewnie odpycha od niego. Ale kiedyś mąciła mu w głowie. Seksu za mojej kadencji nigdy nie uprwaiali. Moja teściowa go nie znosi i cały czas miała i ma na niego oko, żeby się koło niej nie plątał.

Powyższy opis bardzo dużo o niej mówi.
Jeśli masz dobry kontakt z teściową, to się jej zapytaj co ona sądzi o waszym małżeństwie i dlaczego cię nie ostrzegła.

101 Ostatnio edytowany przez wieka (2023-05-25 22:43:49)

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

"..właściwie każdy kto jest lub był patrzy na inne związki poprzez pryzmat swojego...i nic tego nie zmieni."

No, nie wszyscy, ale większość, aż do znudzenia, bo ile razy można porównywać i opisywać swój zwiazek, mnie interesuje związek autora, nie mój, czy Twój...wystarczająco znam różne.

102 Ostatnio edytowany przez maku2 (2023-05-25 22:52:34)

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

"..właściwie każdy kto jest lub był patrzy na inne związki poprzez pryzmat swojego...i nic tego nie zmieni."

"No, nie wszyscy, ale większość, aż do znudzenia, bo ile razy można porównywać i opisywać swój zwiazek, mnie interesuje związek autora, nie mój, czy Twój...wystarczająco znam różne."

Wszyscy patrzą przez pryzmat własnego życia jak i związku w jakim był czy jest i nic tego nie zmieni. Ty tego też nie zmienisz.
Czy ja gdzieś opisałem swój związek? Chyba mi umknęło.

103

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
maku2 napisał/a:

"..właściwie każdy kto jest lub był patrzy na inne związki poprzez pryzmat swojego...i nic tego nie zmieni."

"No, nie wszyscy, ale większość, aż do znudzenia, bo ile razy można porównywać i opisywać swój zwiazek, mnie interesuje związek autora, nie mój, czy Twój...wystarczająco znam różne."

Wszyscy patrzą przez pryzmat własnego życia jak i związku w jakim był czy jest i nic tego nie zmieni. Ty tego też nie zmienisz.
Czy ja gdzieś opisałem swój związek? Chyba mi umknęło.

Chodzi o o porównywanie do siebie, przy każdej nadarzającej się okazji, a jak ktoś siedzi kilka lat na forum, to się przelewa ta wiedza big_smile
Ja, ja, ja.. wychodzi, że ma być wzorem do naśladowaniania, bo ja, ja, ja... wszystko robię najlepiej...

104

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
wieka napisał/a:
maku2 napisał/a:

"..właściwie każdy kto jest lub był patrzy na inne związki poprzez pryzmat swojego...i nic tego nie zmieni."

"No, nie wszyscy, ale większość, aż do znudzenia, bo ile razy można porównywać i opisywać swój zwiazek, mnie interesuje związek autora, nie mój, czy Twój...wystarczająco znam różne."

Wszyscy patrzą przez pryzmat własnego życia jak i związku w jakim był czy jest i nic tego nie zmieni. Ty tego też nie zmienisz.
Czy ja gdzieś opisałem swój związek? Chyba mi umknęło.

Chodzi o o porównywanie do siebie, przy każdej nadarzającej się okazji, a jak ktoś siedzi kilka lat na forum, to się przelewa ta wiedza big_smile
Ja, ja, ja.. wychodzi, że ma być wzorem do naśladowaniania, bo ja, ja, ja... wszystko robię najlepiej...

Ale czytasz co piszę ? To co napisałem? Czy sobie dopisujesz?
Pisząc tutaj korzystam z własnego życiowego doświadczenia...czyli musi być ja...inaczej się nie da.
Pisząc tutaj porównuje swoje doświadczenie z innymi tutaj wypowiadającymi się.
Nawet gdy z Tobą dyskutuję korzystam z własnego doświadczania, czyli...ja, ja, ja...mam udawać kogoś innego?
Czy mam być wzorem? a uważasz że to będzie dobry wzór? Jeśli tak to korzystaj a jak nie to nie korzystaj...kto jak woli.
I tak wiele rzeczy robię dobrze...czy najlepiej to zależy kto ocenia smile
Dziwne są Twoje zarzuty, mam się zawstydzić czy co? Jakaś moja wypowiedź Ciebie osobiście ubodła?

105

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

Autorze, na Twoim miejscu nie liczylbym ze strony tej kobiety na "w zdrowiu i chorobie oraz że Cię nie opuszczę... (bla bla bla)". Ona była taka zawsze i taka pozostanie, ktoś inny ślizgnąłby ją już lata temu, jakby tylko połapał się co to za persona. Z synem też nie byłbym na 100% pewny czy aby na pewno nim jest, ale po tylu latach nie ma to już właściwie znaczenia.

106

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
Agnes76 napisał/a:

maku2 nie możesz twierdzić, że żona nie ma dla Krzycha żadnych ciepłych uczuć tylko na tej podstawie, że nie chce uprawiać z nim seksu.
Tak ogólnie mam wrażenie, że w małżeństwach trwa nieustanna walka, by zmusić drugą osobą do  spełniania moich potrzeb.
U jednych jest to seks - i tu najczęściej pokrzywdzeni czują się faceci, u innych za mało atencji, potem brak wspólnych rozrywek, niechęć do wspólnych podróży jak to ma miejsce w innym wątku, za mało/dużo czasu spędzanego razem, rozliczanie z kasy albo oczekiwania prezentów i spełniania materialnych wymagań - no po prostu festiwal oczekiwań.
I jak tego nie dostaję to jestem pokrzywdzony, wiec nie będę się uśmiechać, nie powiem nic miłego, będę się kładł obrażony spać i taki wstanę rano, i całą swoją osobą i postawą będę krzyczeć, że nie dostałem/łam tego co chcę.
I tak rozpadają się małżeństwa, bo ludzie nie potrafią ograniczyć swoich żądań wobec partnera.
Żona Krzycha nie chce z nim uprawiać seksu. Coś za tym musi się kryć. Najpewniej brak satysfakcji i przyjemności z tego aktu. Trudno jest służyć swoim ciałem jeśli wszytko w człowieku tego nie chce a ciało się buntuje.
Czy mimo tego jego żona musi bo ma obowiązek?
Jeśli dla kogoś te sprawy decydują o pozostaniu w związku to jak widać nie ma powodu by w tym związku być.
Jeśli mimo tego jest w stanie cieszyć się innymi aspektami rodziny to trzeba na wszystko spojrzeć jak na rachunek zysków i strat.

Edit
Szeptuch jeśli będziemy widzieć swoje życie jako jeden wielki obowiązek wobec innych to nasze życie nie będzie miało żadnych radości.
Ludzie którzy żyją tylko dla obowiązków są głęboko nieszczęśliwi. Człowiek nieszczęśliwy nie da nikomu szczęście, bo nie możesz dać czegoś, czego nie masz.
I tak większość ludzi spędza życie w cichej desperacji, obwiniając wszystkich, których mogą, o swoje przegrane życie.

Agnes ale w czym problem ?
Mąż może zadowolić seksualnie żonę nie tylko przez kontakt dopochwowy wink
Gdzieś czytałem że większość kobiet nie osiąga orgazmu podczas normalnego stosunku i potrzebna jest stymulacja łechtaczki smile

Więc naprawdę jak zawodzi penis to może i tak zrobić żonie dobrze wink

Więc myślę że naprawdę nawet problem ze "sprzętem" nie powoduje że kobieta może nie osiągnąć orgazmu smile

Po prostu uprawiać sex taki aby dawał przyjemnośc obu stronom.

A widać ta pani jak pisałem to dla mnie zwykła kurwa bo dawała dupy na lewo i prawo przez kilka lat.
Dla takich kobiet nie mam żadnego szacunku.
I myślę że każdy normalny facet który ma szacunek do samego siebie i jest facetem dał by jej kopa w dupę już dawno. Tak samo jak dał kopa w dupę jej były mąż, bo zobaczył że poślubił kurwę a nie kobietę ..

A gadanie o "dopasowaniu" się i "walczeniu o związek" w tym przypadku jest żałosne i tragiczne ...

107 Ostatnio edytowany przez Kaszpir007 (2023-05-26 07:28:52)

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
krzychu666 napisał/a:

Dziękuję za wszystkie odpowiedzi, zrobiła się tutaj bardzo ciekawa i ważna dla mnie analiza.

Parę rzeczy muszę jednak sprostować, bo albo źle się wyraziłem, albo zostałem źle zrozumiany. Na początku naszego związku ona bardzo się starała, było nam ze sobą dobrze. Do urodzenia się dziecka było nam ze sobą dobrze. Okres do 1 roku młodego był koszmarny i ciężki miałem do niej wiele pretensji o nadmierne eksploatowanie mojej osoby. Problemy z erekcją miałem od samego początku. Ona o tym wiedziała. Dlatego podjąłem leczenie. Potem dopiero je zarzuciłem, bo koszty rosły, a ona nie chciała zbliżeń. Jak było mało pieniędzy, to musiałem z czegoś zrezygnować. Zrezygnowałem z leczenia. Dla mnie kluczowy był ten fakt wiagry, którą wypisał mi lekarz, kosztowała ponad 200 zł i poszła do kosza. jak chciała coś uzyskać to i na sex nabierała ochoty. Tyle, że ja ją przestałem rozpieszczać. Bo zauważyłem brak starania z jej strony. Nie żebrałem sexu, dlatego były takie długie przerwy.
.

Krzychu takie pytanie smile

Jak budzisz się rano czy masz wzwód ? Może i śmieszne pytanie ale ja sam miałem problemy z erekcją i lekarz mi powiedział że jak rano jest wzwód to oznacza że wszystko jest ok ze sprzętem a problem jest w .... głowie ..
Bo aby doszło do erekcji organizm nie może być wykończony, zestresowany i itd.
Uwierz to nie tak że masz wzwód na żądanie. Czym człowiek starszy tym więcej musi być bodźców i większa stymulacja.
Uwierz kochająca kobieta potrafi rozpalić korzeń wink I często okazuje się że z jedną kobietą nie ma wzwodu a z inną możesz kilka razy dziennie uprawiać sex smile
Jak 4 lata nie było sexu to wcale się nie dziwię że masz problemy ...

U mnie problemy z erekcją się skończyły jak poznałem inną kobietę smile Teraz nawet kilka razy dziennie nie jest żadnym problemem ...
I pytała się czy biorę Viagrę wink

108 Ostatnio edytowany przez ulle (2023-05-26 08:18:00)

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

W tym wątku jest jeszcze jedna kwestia, która daje troszkę do myślenia.
Chodzi mianowicie o to, że ta kobieta od czterech lat bardzo się zapuściła, nie dba o siebie no i oczywiście nie pracuje, tylko jak to się mówi siedzi w domu.
Pomyślałam więc, że być może ona ma jakąś depresję albo przynajmniej częste stany depresyjne?
Autor ma absolutna pewność, że od lat nie ma żadnego boczniaka, że kobieta siedzi w domu i z roku na rok wygląda coraz gorzej, zrobiła się gnuśna i niechętna, jakby na niczym jej nie zależało.
Może więc należałoby troszkę skupić się na tym aspekcie?
Od postawienia na nogi żony zacząć, żeby ona w ogóle dostrzegła, iż jej małżeństwo na poważne się sypie?
Może coś by w niej drgnelo?
Nie wiem, ja tak tylko pomyślałam, bo przeczytałam wszystko jeszcze raz i zwróciłam uwagę na stan psychiczny tej kobiety.
Przez pierwsze lata koncentrowała się na innych facetach, nie dostrzegała męża.
Musiała mieć z nimi różne przeboje, nic jej się z żadnym z nich nie udawało, więc ma koniec poddała się i jakby pogodziła z losem na zasadzie " no ok, mam takiego męża i trudno, nic z tym nie zrobię, niech już tak będzie, w końcu jest syn itd"
Nie zbudowała żadnej więzi z mężem i zraziła go do siebie poprzez odrzucenie go.
W efekcie ludzie ci żyli obok siebie, jakby byli dla siebie obcy, ale na co dzień poprawni politycznie.
To wpłynęło fatalnie na nich oboje.
Oboje byli bardzo samotni.
Ona rozczarowana i znokautowana przez rzeczywistość, on też rozczarowany i niespełniony.
Minęły lata i doszło w końcu do punktu kulminacyjnego.
Mąż nie wytrzymuje już czegoś takiego i pragnie rozwiązania bez względu na wszystko.
Ona, być może, nieco się obudziła, coś tam próbuje robić, ale generalnie przez lata nagromadziło się w ich domu tyle syfu, że nie wiadomo, z której strony ugryźć ten problem, żeby porządnie posprzątać.
Istna stajnia Augiasza.
Należałoby wezwać Herkulesa.
W sumie rozwalenie tego małżeństwa wydaje się najlepszym i najszybszym  rozwiązaniem, tylko czy rzeczywiście tak jest?
Jest autor, który bardzo potrzebuje wsparcia bliskiej osoby, jest nastolatek i jest mocno zagubiona kobieta, która popełniła w życiu masę błędów, aż doszła do takiego punktu, jakby się poddała.
Co można byłoby zrobić, żeby postawić te rodzinę do pionu?
Takie oto pytania zadaje sobie odkąd przeczytałam o stanie psychicznym tej kobiety.
Ona od lat chodzi zaniedbana, przygaszona, żyje z dnia na dzień, prawie wegetuje.
To tak, jakby kopać leżącego.

Szczerze mówiąc zrobiło mi się jej bardzo żal, autora żałowałam oczywiście od pierwszego posta i dlatego tak dzisiaj napisałam.

109

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
ulle napisał/a:

Chodzi mianowicie o to, że ta kobieta od czterech lat bardzo się zapuściła, nie dba o siebie no i oczywiście nie pracuje, tylko jak to się mówi siedzi w domu.


Autor ma absolutna pewność, że od lat nie ma żadnego boczniaka, że kobieta siedzi w domu i z roku na rok wygląda coraz gorzej, zrobiła się gnuśna i niechętna, jakby na niczym jej nie zależało.

W pewnym wieku zainteresowanie mężczyzn zanika.

ulle napisał/a:

Od postawienia na nogi żony zacząć, żeby ona w ogóle dostrzegła, iż jej małżeństwo na poważne się sypie?
Może coś by w niej drgnelo?

Ona tego małżeństwa nigdy nie traktowała poważnie.

ulle napisał/a:

Przez pierwsze lata koncentrowała się na innych facetach, nie dostrzegała męża.
Musiała mieć z nimi różne przeboje, nic jej się z żadnym z nich nie udawało, więc ma koniec poddała się i jakby pogodziła z losem na zasadzie " no ok, mam takiego męża i trudno, nic z tym nie zrobię, niech już tak będzie, w końcu jest syn itd"

Męża traktowała za zło konieczne, a sama służyła jako materac dla innych (i nic więcej).

ulle napisał/a:

Nie zbudowała żadnej więzi z mężem i zraziła go do siebie poprzez odrzucenie go.
W efekcie ludzie ci żyli obok siebie, jakby byli dla siebie obcy, ale na co dzień poprawni politycznie.
To wpłynęło fatalnie na nich oboje.
Oboje byli bardzo samotni.

Nie rób ofiary ze sprawcy.

ulle napisał/a:

Ona rozczarowana i znokautowana przez rzeczywistość, on też rozczarowany i niespełniony.
Minęły lata i doszło w końcu do punktu kulminacyjnego.

Rzeczywistość potrafi dopiec.

ulle napisał/a:

Mąż nie wytrzymuje już czegoś takiego i pragnie rozwiązania bez względu na wszystko.

To skutki jej działania.

ulle napisał/a:

Ona, być może, nieco się obudziła, coś tam próbuje robić, ale generalnie przez lata nagromadziło się w ich domu tyle syfu, że nie wiadomo, z której strony ugryźć ten problem, żeby porządnie posprzątać.
Istna stajnia Augiasza.
Należałoby wezwać Herkulesa.
W sumie rozwalenie tego małżeństwa wydaje się najlepszym i najszybszym  rozwiązaniem, tylko czy rzeczywiście tak jest?

Ona przez tyle lat się nie obudziła, to się teraz też nie obudzi.

ulle napisał/a:

Jest autor, który bardzo potrzebuje wsparcia bliskiej osoby, jest nastolatek i jest mocno zagubiona kobieta, która popełniła w życiu masę błędów, aż doszła do takiego punktu, jakby się poddała.

Auto zaraz będzie potrzebował opieki, a nie zanosi się, żeby żona się nim zajęła.
On zarabia na rodzinę.

ulle napisał/a:

Co można byłoby zrobić, żeby postawić te rodzinę do pionu?
Takie oto pytania zadaje sobie odkąd przeczytałam o stanie psychicznym tej kobiety.
Ona od lat chodzi zaniedbana, przygaszona, żyje z dnia na dzień, prawie wegetuje.
To tak, jakby kopać leżącego.

Życie ją rozliczyło.

ulle napisał/a:

Szczerze mówiąc zrobiło mi się jej bardzo żal, autora żałowałam oczywiście od pierwszego posta i dlatego tak dzisiaj napisałam.

Oczywiście "zbłądziła".

110 Ostatnio edytowany przez Farmer (2023-05-26 09:35:04)

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

.

111

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
Kaszpir007 napisał/a:

Krzychu takie pytanie smile

Jak budzisz się rano czy masz wzwód ? Może i śmieszne pytanie ale ja sam miałem problemy z erekcją i lekarz mi powiedział że jak rano jest wzwód to oznacza że wszystko jest ok ze sprzętem a problem jest w .... głowie ..
Bo aby doszło do erekcji organizm nie może być wykończony, zestresowany i itd.
Uwierz to nie tak że masz wzwód na żądanie. Czym człowiek starszy tym więcej musi być bodźców i większa stymulacja.
Uwierz kochająca kobieta potrafi rozpalić korzeń wink I często okazuje się że z jedną kobietą nie ma wzwodu a z inną możesz kilka razy dziennie uprawiać sex smile
Jak 4 lata nie było sexu to wcale się nie dziwię że masz problemy ...

U mnie problemy z erekcją się skończyły jak poznałem inną kobietę smile Teraz nawet kilka razy dziennie nie jest żadnym problemem ...
I pytała się czy biorę Viagrę wink

Nie mam wzwodu, jeszcze jakiś czas temu miałem teraz już nie. Ale jej widok nadal mnie podnieca. Jak czasem widzę ją nago, lub w bieliźnie to sprzęt jest w gotowości. Też o tym myślałem, że może my nie jesteśmy dopasowani w sexie. Zresztą w czasie stosunków ona za wiele się nie stara, pozycja klasyczna jest dla mnie niewygodna. 2-3 dni po stosunku "odchorowuje" mój kręgosłup (zwiększone dolegliwości bólowe, drętwienie rąk).

112

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
ulle napisał/a:

W tym wątku jest jeszcze jedna kwestia, która daje troszkę do myślenia.
Chodzi mianowicie o to, że ta kobieta od czterech lat bardzo się zapuściła, nie dba o siebie no i oczywiście nie pracuje, tylko jak to się mówi siedzi w domu.
Pomyślałam więc, że być może ona ma jakąś depresję albo przynajmniej częste stany depresyjne?
Autor ma absolutna pewność, że od lat nie ma żadnego boczniaka, że kobieta siedzi w domu i z roku na rok wygląda coraz gorzej, zrobiła się gnuśna i niechętna, jakby na niczym jej nie zależało.
Może więc należałoby troszkę skupić się na tym aspekcie?
Od postawienia na nogi żony zacząć, żeby ona w ogóle dostrzegła, iż jej małżeństwo na poważne się sypie?
Może coś by w niej drgnelo?
Nie wiem, ja tak tylko pomyślałam, bo przeczytałam wszystko jeszcze raz i zwróciłam uwagę na stan psychiczny tej kobiety.
Przez pierwsze lata koncentrowała się na innych facetach, nie dostrzegała męża.
Musiała mieć z nimi różne przeboje, nic jej się z żadnym z nich nie udawało, więc ma koniec poddała się i jakby pogodziła z losem na zasadzie " no ok, mam takiego męża i trudno, nic z tym nie zrobię, niech już tak będzie, w końcu jest syn itd"
Nie zbudowała żadnej więzi z mężem i zraziła go do siebie poprzez odrzucenie go.
W efekcie ludzie ci żyli obok siebie, jakby byli dla siebie obcy, ale na co dzień poprawni politycznie.
To wpłynęło fatalnie na nich oboje.
Oboje byli bardzo samotni.
Ona rozczarowana i znokautowana przez rzeczywistość, on też rozczarowany i niespełniony.
Minęły lata i doszło w końcu do punktu kulminacyjnego.
Mąż nie wytrzymuje już czegoś takiego i pragnie rozwiązania bez względu na wszystko.
Ona, być może, nieco się obudziła, coś tam próbuje robić, ale generalnie przez lata nagromadziło się w ich domu tyle syfu, że nie wiadomo, z której strony ugryźć ten problem, żeby porządnie posprzątać.
Istna stajnia Augiasza.
Należałoby wezwać Herkulesa.
W sumie rozwalenie tego małżeństwa wydaje się najlepszym i najszybszym  rozwiązaniem, tylko czy rzeczywiście tak jest?
Jest autor, który bardzo potrzebuje wsparcia bliskiej osoby, jest nastolatek i jest mocno zagubiona kobieta, która popełniła w życiu masę błędów, aż doszła do takiego punktu, jakby się poddała.
Co można byłoby zrobić, żeby postawić te rodzinę do pionu?
Takie oto pytania zadaje sobie odkąd przeczytałam o stanie psychicznym tej kobiety.
Ona od lat chodzi zaniedbana, przygaszona, żyje z dnia na dzień, prawie wegetuje.
To tak, jakby kopać leżącego.

Szczerze mówiąc zrobiło mi się jej bardzo żal, autora żałowałam oczywiście od pierwszego posta i dlatego tak dzisiaj napisałam.

Bardzo słuszna uwaga, w ogóle w moim wątku zrobiło się bardzo merytorycznie i takie analizy dają mi dużo do myślenia. Ona może mieć depresję, twierdziła że miała poporodową. Nie przepracowała traumy po utraconym dziecku, po rozwodzie z eks. Do dzisiaj unikała psychologów, psychiatrów. Na pewno jest nieprzepracowana. Teraz ostatnio pod moim naporem oświadczyła mi, że idzie do psychiatry. Niestety droga daleka bo dojść nie może. Napisała tylko do poradni na NFZ maila, oni odpisali, że trzeba zadzwonić na rejestrację. Ona nic nie robi nie wiem na co czeka. Na razie odbieram to jej mówienie o depresji jako kolejny element jej gry i manipulowania moją osobą. Terminy na NFZ są na sierpień, wiem bo dowiadywałem się. Ale ja nie czekam na NFZ idę prywatnie już w najbliższy poniedziałek. Zobaczymy, co powie lekarz. Ona czeka nie wiem na co.

113

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
ulle napisał/a:

Chodzi mianowicie o to, że ta kobieta od czterech lat bardzo się zapuściła, nie dba o siebie no i oczywiście nie pracuje, tylko jak to się mówi siedzi w domu

Zapuściła bo dla kogo ma dobrze wyglądać? Dla faceta którego nie szanuje?

ulle napisał/a:

Pomyślałam więc, że być może ona ma jakąś depresję albo przynajmniej częste stany depresyjne?

Ulle ja się zgadzam że ona ma nie halo z głową ale depresji bym nie szukał.

ulle napisał/a:

Autor ma absolutna pewność, że od lat nie ma żadnego boczniaka, że kobieta siedzi w domu i z roku na rok wygląda coraz gorzej, zrobiła się gnuśna i niechętna, jakby na niczym jej nie zależało.

Krzychu twierdzi że jest to wynikiem prawdopodobnej wpadki w 2013r. gdzie się wystraszyła. Jej zależy na sobie i tutaj raczej nic się nie zmieniło i dlatego od czasu do czasu pozwala mężowi bzyknąć.

ulle napisał/a:

Od postawienia na nogi żony zacząć, żeby ona w ogóle dostrzegła, iż jej małżeństwo na poważne się sypie?
Może coś by w niej drgnelo?

Przecież to ona doprowadziła małżeństwo do tego stanu. Zdradzając Krzycha od zawsze i jednocześnie nie dbając o niego nie zdawała sobie co robi? Myślisz że nie zdawała sobie sprawy co robi?
Myślę że wiedziała tylko miała się nie starzeć a Krzychu miał nie fikać.

ulle napisał/a:

Przez pierwsze lata koncentrowała się na innych facetach, nie dostrzegała męża.
Musiała mieć z nimi różne przeboje, nic jej się z żadnym z nich nie udawało, więc ma koniec poddała się i jakby pogodziła z losem na zasadzie " no ok, mam takiego męża i trudno, nic z tym nie zrobię, niech już tak będzie, w końcu jest syn itd"

Przypominam ona już miała jednego męża którego też zdradzała. Czyli ona zawsze gdy była młodsza koncentrowała się na portkach innych facetów.
I nie mów że jej się z innymi nic nie udawało - bzykała się i to bez zabezpieczenia ino furczało.
Ja uważam że ona wybrała Krzycha z uwagi na jego postawę.

ulle napisał/a:

Nie zbudowała żadnej więzi z mężem i zraziła go do siebie poprzez odrzucenie go.
W efekcie ludzie ci żyli obok siebie, jakby byli dla siebie obcy, ale na co dzień poprawni politycznie.

Zbudowała więź męża do siebie. Oczywiście oszukując go że ona też go kocha. Że tylko on.
Żyli obok siebie bo Krzych godził się właściwie na wszystko - postawa która była podstawą wyboru jego na męża.

ulle napisał/a:

To wpłynęło fatalnie na nich oboje.Oboje byli bardzo samotni

Ale tutaj już sobie dopisujesz bo nie wiemy czy taka sytuacja jej nie pasuje a jeśli pasuje to ona uważa że jest ok.
I zauważ że w tej sytuacji w tym układzie to Krzych od dnia ślubu jest samotny z papierową żoną, ona skolei miała swoich przybocznych którzy dbali o jej wygodę.

ulle napisał/a:

Ona rozczarowana i znokautowana przez rzeczywistość, on też rozczarowany i niespełniony.

Dopisujesz. Przecież to jej wybory, włącznie z wyborem męża któremu się oświadczyła. To dlaczego ma być rozczarowana?
Co do Krzycha zgoda.

ulle napisał/a:

Mąż nie wytrzymuje już czegoś takiego i pragnie rozwiązania bez względu na wszystko.
Ona, być może, nieco się obudziła, coś tam próbuje robić, ale generalnie przez lata nagromadziło się w ich domu tyle syfu, że nie wiadomo, z której strony ugryźć ten problem, żeby porządnie posprzątać.

I tu jest wina Krzycha który zdobył dowody na jej zdrady nic z tym nie zrobił. Już dawno mógł mieć spokój.

ulle napisał/a:

W sumie rozwalenie tego małżeństwa wydaje się najlepszym i najszybszym  rozwiązaniem, tylko czy rzeczywiście tak jest?

Ma zostać tak jak jest?
Uważam że Krzych powinien wykorzystać dowody żeby wstrząsnąć żoną.
Wydaje mi się że ostatnią rzeczą o jakiej Krzych myśli jest rozwód.
On oczekuje więcej uczuć z jej strony jak i więcej seksu, może to na niej wymóc. Ale czy tak to ma wyglądać?
A jeśli ona się nie zmieni to Krzych co ma zrobić? Ma 40 i poczucie przegranego życia bo trafił na wyrachowaną babę.
Jeżeli tam nic się nie zmieni to Krzych powinien postawić sobie graniczną datę i odejść. Może znajdzie jeszcze kogoś kto go obdarzy uczuciem a nie wymaganiami.

ulle napisał/a:

Jest autor, który bardzo potrzebuje wsparcia bliskiej osoby, jest nastolatek i jest mocno zagubiona kobieta, która popełniła w życiu masę błędów, aż doszła do takiego punktu, jakby się poddała.

Dlaczego uważasz że ona się poddała? Bo nie ma kochanków? Przecież jej postawa w tym małżeństwie się nie zmieniła. Jaka była wobec Krzycha taka jest.

ulle napisał/a:

Co można byłoby zrobić, żeby postawić te rodzinę do pionu?

Tak naprawdę nic nie jest wstanie Krzych zrobić żeby ona się zmieniła sama z siebie względem jego osoby.
Używając dowodów i groźby rozwodu może ją zmusić do pewnych zachowań.
Ale tak to ma wyglądać? Nadal smutno/tragicznie.

ulle napisał/a:

Takie oto pytania zadaje sobie odkąd przeczytałam o stanie psychicznym tej kobiety.Ona od lat chodzi zaniedbana, przygaszona, żyje z dnia na dzień, prawie wegetuje.
To tak, jakby kopać leżącego

A stan psychiczny Krzycha? Co on czuje od lat wiedząc że ona go zdradzała od samego początku?
Czy Krzych jest kwitnący?
Czy nie żyje z dnia na dzień czekając na gest dobrej woli od strony żony?
Czy ona nie kopała go przez całe ich małżeństwo?
Czy nadal go nie kopie?
Tak jak Agnes pisała - decyzje powodują konsekwencje wcześniej czy później.
To jej postawa, jej decyzje, jej wybory doprowadziły ich do takiego stanu.

Ja wyrachowanej baby nie żałuje.

114 Ostatnio edytowany przez paslawek (2023-05-26 11:31:21)

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
krzychu666 napisał/a:

Ona czeka nie wiem na co.

Ona czeka aż Ty zdecydujesz coś, wtedy albo się zgodzi, albo stanie w kontrze i będzie jęczeć ,marudzić,straszyć,grozić etc.
Sporym częstym błędem jak pojawia się słowo "depresja " jest reakcja = szkoda mi jej,litość bardzo niebezpieczne uczucia którymi nawet osoby świadome swojej depresji i leczące się potrafią wykorzystywać,manipulować delikatna sprawa litość i zgadzanie się na wszelkie pomysły i też zaniechania takiej osoby bywają bardzo szkodliwe ale też wpływ bywa żaden ,jest beznadziejnie ,bezcelowo marnie bezradnie i bezsilnie musi często dojść do wstrząsu jakiegoś rodzaju jak przy nerwicach i uzależnieniach wtedy czasem coś drgnie i zaczyna się zmieniać,ale niekoniecznie musi to oznaczać sielankę małżeńską idylle i happy end częściej jest rozstanie i uwolnienie z toksycznej symbiozy czy się to drugiej stronie podoba czy nie. U Twojej żony jak był by chętny następca depresja szybko by się ulotniła i poszła w niepamięć
robienie z ludzi demonów i stygmatyzowanie osób chorych jest błędem ale błędem jest też robienie z nich biedactw niemot życiowych .
To któryś z rzędu wątek gdzie niewierna zdradzająca w przeszłości lub aktualnie osoba ma niby depresję może ma może niema najgorzej że jak wreszcie pójdzie i powie lekarzowi że ma depresję to może trafić na takiego co wypisuje recepty hurtowo i wtedy już zaklepane ma depresję kuniec filma nie podskoczysz.Żona Wndeygo,Merle,Pjacka,Deszcza,Clasha ,były mąż Pain,eks Anny Zakochanej też depresje  - depresje jakie chcesz: pandemia, plaga można bić na alarm i monitować ministerstwo zdrowia.do jakichś działań,apelować itp itd i narzekać że takie czasy złe,straszne wyścig szczurów,znieczulica,wojna a  zdrady idę na dalszy plan niby usprawiedliwione, zamiecione pod dywan niby odpuszczone.

115

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
krzychu666 napisał/a:

Bardzo słuszna uwaga, w ogóle w moim wątku zrobiło się bardzo merytorycznie i takie analizy dają mi dużo do myślenia. Ona może mieć depresję, twierdziła że miała poporodową. Nie przepracowała traumy po utraconym dziecku, po rozwodzie z eks. Do dzisiaj unikała psychologów, psychiatrów. Na pewno jest nieprzepracowana. Teraz ostatnio pod moim naporem oświadczyła mi, że idzie do psychiatry. Niestety droga daleka bo dojść nie może. Napisała tylko do poradni na NFZ maila, oni odpisali, że trzeba zadzwonić na rejestrację. Ona nic nie robi nie wiem na co czeka. Na razie odbieram to jej mówienie o depresji jako kolejny element jej gry i manipulowania moją osobą. Terminy na NFZ są na sierpień, wiem bo dowiadywałem się. Ale ja nie czekam na NFZ idę prywatnie już w najbliższy poniedziałek. Zobaczymy, co powie lekarz. Ona czeka nie wiem na co.

Krzychu przestań ją sobie tłumaczyć bo tym sposobem to nic u Ciebie się nie zmieni.
Czy miała czy ma depresję to tego nie wiesz a stwierdzić to może fachowiec.
Tylko czy to coś u Ciebie zmieni?

Przecież ona Ciebie oszukuje od samego początku, myślisz że jej zdrady wynikały z depresji?
Nadal chcesz się bawić w biało rycerza? Teraz będziesz ją leczył?
A Ty gdzie w tym będziesz?

116 Ostatnio edytowany przez Kaszpir007 (2023-05-26 12:27:52)

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
maku2 napisał/a:

Przecież ona Ciebie oszukuje od samego początku, myślisz że jej zdrady wynikały z depresji?
Nadal chcesz się bawić w biało rycerza? Teraz będziesz ją leczył?
A Ty gdzie w tym będziesz?

Szkoda czasu. Jemu nie można pomóc bo on nie chce pomocy.
On chce ponarzekać i wrócić do tego szamba.
Lubi się pławić w gównach ...

Normalny facet po pierwsze by nie ożenił się z kobietą która zdradziła męża.
Normlany facet po informacji że żona go zdradziła kazał by jej wypierdalać i wywalił z domu i od razu wniósł o rozwód.
Normlany facet nie chciałby spojrzeć na kobietę mając świadomość że inny facet ją całował i uprawiał z nią sex.

A tutaj wie że przez lata go zdradzała w nie wiadomo iloma facetami. Nie ma pewności że jego syn jest jego.
Nie ma sexu, nie ma szacunku.

A on się cieszy że ma ... żonę i myśli że jak będzie chory to się nim zaopiekuje big_smile

Ten facet już wiele lat temu powinie być rozwiedziony. Olbrzymia szansa że opiekę nad synem by on uzyskał ...
Miałby szanse znaleźć NORMALNĄ kobietę i być szczęśliwy ..

Jak się nie ma szacunku do samego siebie to ma się tragiczny związek i tutaj to widać ...
I zapewne taki sam związek będzie miał w przyszłości jego syn.

117 Ostatnio edytowany przez Pwgen (2023-05-26 13:37:22)

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
Kaszpir007 napisał/a:

Normlany facet po informacji że żona go zdradziła kazał by jej wypierdalać i wywalił z domu i od razu wniósł o rozwód.

Jakoś to forum pokazuje, że tak nie jest. Każdy ma najpierw wyparcie, a walizki za drzwi idą dopiero po jakimś czasie. Mało która osoba przy 1 spotkaniu ze zdradą partnera działa jedynie słusznie i odruchowo, tak działają tylko ludzie zdradzeni w przeszłości, albo nie kochający którym na rękę jest odejście partnera. Nawet posiadacze największych jajec z doświadczenia (życiowego i forumowego) tak nie robią jak opisujesz.

Normlany facet nie chciałby spojrzeć na kobietę mając świadomość że inny facet ją całował i uprawiał z nią sex.

Tutaj to już odleciałeś...  Tak to może było i w średniowieczu albo zostało gdzieś w krajach 3-go świata gdzie dziewictwo kobiety jest kwestią absolutnie wymaganą do zawarcia ślubu.

Ale rozumiem, ideę twojego przekazu, trzeba ocucić autora tego wątku, bo ewidentnie nie myśli trzeźwo.

118

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
Pwgen napisał/a:

Tutaj to już odleciałeś...  Tak to może było i w średniowieczu albo zostało gdzieś w krajach 3-go świata gdzie dziewictwo kobiety jest kwestią absolutnie wymaganą do zawarcia ślubu.

Ale rozumiem, ideę twojego przekazu, trzeba ocucić autora tego wątku, bo ewidentnie nie myśli trzeźwo.


Chłopie, mowa o czasie gdy są razem a nie co było wcześniej jak się nie znali ...

Nie znam żadnego męża który by nie miał nic przeciwko aby jego żona dawała dupy na lewo i prawo wink
Może nie jestem nowoczesny ale ja tego bym nie tolerowal, ale widać pytający jest nowoczesny bo mu to nie przeszkadzało i nie przeszkadza ...

119

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

Autor coraz dziwniej się zachowuje.
Jakby sondował i zależało mu jedynie na opiniach. Grzecznie dziękuje za wypowiedzi i prosi o więcej opinii. W ogóle widać dość wysoki poziom posługiwania się słowem. Raz na jakiś czas podrzuci „kość”, żeby forumowicz mieli co obwąchać. W jego wypowiedziach jest minimalny poziom, jeśli nie zero emocji. Coś tu nie gra.

120

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
Pwgen napisał/a:

Nawet posiadacze największych jajec z doświadczenia (życiowego i forumowego) tak nie robią jak opisujesz.

ale powinni

121

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
MagdaLena1111 napisał/a:

Coś tu nie gra.

Kaszpir007 napisał/a:

Normalny facet .

Takie cudo w przyrodzie nie występuje big_smile

122 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2023-05-26 16:44:28)

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
paslawek napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:

Coś tu nie gra.

Kaszpir007 napisał/a:

Normalny facet .

Takie cudo w przyrodzie nie występuje big_smile

Facet pewnie jest normalny, ale „reporterski” sposób prezentowania przez niego jakby nie patrzeć jego własnej historii i ten taki wyraźny nacisk, żeby zebrać jak najwięcej, jak najbardziej różnorodnych opinii jest … dziwaczny. Nie ma przy tym żadnych emocji, na początku myślałam, że stał się emocjonalną zmarzliną, żyjąc tyle lat w chłodzie emocjonalnym, ale to chyba nie to.

123

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
MagdaLena1111 napisał/a:

Nie ma przy tym żadnych emocji, na początku myślałam, że stał się emocjonalną zmarzliną, żyjąc tyle lat w chłodzie emocjonalnym, ale to chyba nie to.

skutek lat bycia podnóżkiem

124

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
paslawek napisał/a:
krzychu666 napisał/a:

Ona czeka nie wiem na co.

Ona czeka aż Ty zdecydujesz coś, wtedy albo się zgodzi, albo stanie w kontrze i będzie jęczeć ,marudzić,straszyć,grozić etc.
Sporym częstym błędem jak pojawia się słowo "depresja " jest reakcja = szkoda mi jej,litość bardzo niebezpieczne uczucia którymi nawet osoby świadome swojej depresji i leczące się potrafią wykorzystywać,manipulować delikatna sprawa litość i zgadzanie się na wszelkie pomysły i też zaniechania takiej osoby bywają bardzo szkodliwe ale też wpływ bywa żaden ,jest beznadziejnie ,bezcelowo marnie bezradnie i bezsilnie musi często dojść do wstrząsu jakiegoś rodzaju jak przy nerwicach i uzależnieniach wtedy czasem coś drgnie i zaczyna się zmieniać,ale niekoniecznie musi to oznaczać sielankę małżeńską idylle i happy end częściej jest rozstanie i uwolnienie z toksycznej symbiozy czy się to drugiej stronie podoba czy nie. U Twojej żony jak był by chętny następca depresja szybko by się ulotniła i poszła w niepamięć
robienie z ludzi demonów i stygmatyzowanie osób chorych jest błędem ale błędem jest też robienie z nich biedactw niemot życiowych .
To któryś z rzędu wątek gdzie niewierna zdradzająca w przeszłości lub aktualnie osoba ma niby depresję może ma może niema najgorzej że jak wreszcie pójdzie i powie lekarzowi że ma depresję to może trafić na takiego co wypisuje recepty hurtowo i wtedy już zaklepane ma depresję kuniec filma nie podskoczysz.Żona Wndeygo,Merle,Pjacka,Deszcza,Clasha ,były mąż Pain,eks Anny Zakochanej też depresje  - depresje jakie chcesz: pandemia, plaga można bić na alarm i monitować ministerstwo zdrowia.do jakichś działań,apelować itp itd i narzekać że takie czasy złe,straszne wyścig szczurów,znieczulica,wojna a  zdrady idę na dalszy plan niby usprawiedliwione, zamiecione pod dywan niby odpuszczone.


Bardzo celna uwaga, depresja bardzo czesto jest idealna zaslona dymna, zeby zrobic siebie ofiare, a z drugiej strony oprawce. Moja zona powiedziala mi, ze czula sie tak samotna w zwiazku, ze miala mysli samobojcze (tyle, ze zapomniala mi powiedziec zarowno o tym, ze sie czuje samotna, jak i ze ma mysli samobojcze). W tym samym czasie mniej wiecej nasi dobrzy znajomi tez przechodza kryzys i chyba sa juz na ostatniej prostej do rozstania. Tam tylko roznica jest taka, ze to on ewidentnie nawala, bo oglada sie za mlodszymi. Ta kumpela to naprawde madra dziewczyna i zal mi jej. Skonczylo sie to na prawdziwych probach samobojczych, ale na szczescie sama oprzytomniala i poszla do psychiatry i jakos sie trzyma. Ja powiedzialem mojej zonie czemu nie poszla tak samo do psychiatry skoro miala takie czarne mysli. Odwrocila kota ogonem, ze probuje z niej zrobic wariatke, do tego zamkneliby ja w szpitalu i kto by sie dziecmi opiekowal? Powiedzialem, ze wizyta u psychiatry to nie powod do wstydu, ja sam bylem dwa razy po prochy, psychiatra powiedzial, ze do szpitala sie zamyka w przypadku obawy, ze pacjent z myslami samobojczymi bedzie odmiawial przyjmowania lekow. Oczywiscie moje argumenty zostaly puszczone mimo uszy.

ulle: jestem w trakcie pisania II tomu moich przygod, niedlugo dokleje je do mojego watku.

125

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
Deszcz napisał/a:
paslawek napisał/a:
krzychu666 napisał/a:

Ona czeka nie wiem na co.

Ona czeka aż Ty zdecydujesz coś, wtedy albo się zgodzi, albo stanie w kontrze i będzie jęczeć ,marudzić,straszyć,grozić etc.
Sporym częstym błędem jak pojawia się słowo "depresja " jest reakcja = szkoda mi jej,litość bardzo niebezpieczne uczucia którymi nawet osoby świadome swojej depresji i leczące się potrafią wykorzystywać,manipulować delikatna sprawa litość i zgadzanie się na wszelkie pomysły i też zaniechania takiej osoby bywają bardzo szkodliwe ale też wpływ bywa żaden ,jest beznadziejnie ,bezcelowo marnie bezradnie i bezsilnie musi często dojść do wstrząsu jakiegoś rodzaju jak przy nerwicach i uzależnieniach wtedy czasem coś drgnie i zaczyna się zmieniać,ale niekoniecznie musi to oznaczać sielankę małżeńską idylle i happy end częściej jest rozstanie i uwolnienie z toksycznej symbiozy czy się to drugiej stronie podoba czy nie. U Twojej żony jak był by chętny następca depresja szybko by się ulotniła i poszła w niepamięć
robienie z ludzi demonów i stygmatyzowanie osób chorych jest błędem ale błędem jest też robienie z nich biedactw niemot życiowych .
To któryś z rzędu wątek gdzie niewierna zdradzająca w przeszłości lub aktualnie osoba ma niby depresję może ma może niema najgorzej że jak wreszcie pójdzie i powie lekarzowi że ma depresję to może trafić na takiego co wypisuje recepty hurtowo i wtedy już zaklepane ma depresję kuniec filma nie podskoczysz.Żona Wndeygo,Merle,Pjacka,Deszcza,Clasha ,były mąż Pain,eks Anny Zakochanej też depresje  - depresje jakie chcesz: pandemia, plaga można bić na alarm i monitować ministerstwo zdrowia.do jakichś działań,apelować itp itd i narzekać że takie czasy złe,straszne wyścig szczurów,znieczulica,wojna a  zdrady idę na dalszy plan niby usprawiedliwione, zamiecione pod dywan niby odpuszczone.


Bardzo celna uwaga, depresja bardzo czesto jest idealna zaslona dymna, zeby zrobic siebie ofiare, a z drugiej strony oprawce. Moja zona powiedziala mi, ze czula sie tak samotna w zwiazku, ze miala mysli samobojcze (tyle, ze zapomniala mi powiedziec zarowno o tym, ze sie czuje samotna, jak i ze ma mysli samobojcze). W tym samym czasie mniej wiecej nasi dobrzy znajomi tez przechodza kryzys i chyba sa juz na ostatniej prostej do rozstania. Tam tylko roznica jest taka, ze to on ewidentnie nawala, bo oglada sie za mlodszymi. Ta kumpela to naprawde madra dziewczyna i zal mi jej. Skonczylo sie to na prawdziwych probach samobojczych, ale na szczescie sama oprzytomniala i poszla do psychiatry i jakos sie trzyma. Ja powiedzialem mojej zonie czemu nie poszla tak samo do psychiatry skoro miala takie czarne mysli. Odwrocila kota ogonem, ze probuje z niej zrobic wariatke, do tego zamkneliby ja w szpitalu i kto by sie dziecmi opiekowal? Powiedzialem, ze wizyta u psychiatry to nie powod do wstydu, ja sam bylem dwa razy po prochy, psychiatra powiedzial, ze do szpitala sie zamyka w przypadku obawy, ze pacjent z myslami samobojczymi bedzie odmiawial przyjmowania lekow. Oczywiscie moje argumenty zostaly puszczone mimo uszy.

ulle: jestem w trakcie pisania II tomu moich przygod, niedlugo dokleje je do mojego watku.

O matko, to ja już sobie to wyobrażam, bo Twoje życie osobiste naprawdę jest bardzo bujne, więc masz co opisywać, chociaż z drugiej strony jestem w szoku, że dalej trwa Twoja szarpanina.
Osobiście czekam na ciąg dalszy.
Pozdrawiam Cię serdecznie.

126 Ostatnio edytowany przez krzychu666 (2023-05-28 17:53:25)

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
MagdaLena1111 napisał/a:

Autor coraz dziwniej się zachowuje.
Jakby sondował i zależało mu jedynie na opiniach. Grzecznie dziękuje za wypowiedzi i prosi o więcej opinii. W ogóle widać dość wysoki poziom posługiwania się słowem. Raz na jakiś czas podrzuci „kość”, żeby forumowicz mieli co obwąchać. W jego wypowiedziach jest minimalny poziom, jeśli nie zero emocji. Coś tu nie gra.

Sugerujesz, że mój przypadek jest zmyślony??

Nie jest, a nie pokazywałem się tutaj, bo potrzebowałem nabrać dystansu. Nie da się ukryć, że otworzyliście mi oczy na pewne kwestie. Ale na razie jestem mocno przybity. Targają mną emocje, ale co mam ją tu zacząć wyzywać, czy co?? Staram się dyskutować kulturalnie, bo tak zostałem wychowany. Emocje są i to wielkie. Jak czyta się tutaj mnóstwo smutnych historii to głowa boli jak ludzie potrafią jedni drugim niszczyć życie. Każdą opinię czytam każda wnosi coś mądrego i być może istotnego. Dlatego zależy mi na różnych poglądach.

Dla mnie słowo pisane jest bardzo ważne dlatego staram się posługiwać polskimi literami unikać błędów. To jak się wypowiadamy świadczy o nas podobnie jak to jak się zachowujemy.

No i jeszcze jedno jutro mam pierwszą wizytę u psychiatry. To chyba najlepiej świadczy o tym, że targają mną emocje i to wielkie.

Jest takie powiedzenie kto z kim przystaje taki się staje, może właśnie upodobniłem się do swojej żony.

127 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2023-05-29 11:57:09)

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
krzychu666 napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:

Autor coraz dziwniej się zachowuje.
Jakby sondował i zależało mu jedynie na opiniach. Grzecznie dziękuje za wypowiedzi i prosi o więcej opinii. W ogóle widać dość wysoki poziom posługiwania się słowem. Raz na jakiś czas podrzuci „kość”, żeby forumowicz mieli co obwąchać. W jego wypowiedziach jest minimalny poziom, jeśli nie zero emocji. Coś tu nie gra.

Sugerujesz, że mój przypadek jest zmyślony??

Nie jest, a nie pokazywałem się tutaj, bo potrzebowałem nabrać dystansu. Nie da się ukryć, że otworzyliście mi oczy na pewne kwestie. Ale na razie jestem mocno przybity. Targają mną emocje, ale co mam ją tu zacząć wyzywać, czy co?? Staram się dyskutować kulturalnie, bo tak zostałem wychowany. Emocje są i to wielkie. Jak czyta się tutaj mnóstwo smutnych historii to głowa boli jak ludzie potrafią jedni drugim niszczyć życie. Każdą opinię czytam każda wnosi coś mądrego i być może istotnego. Dlatego zależy mi na różnych poglądach.

Dla mnie słowo pisane jest bardzo ważne dlatego staram się posługiwać polskimi literami unikać błędów. To jak się wypowiadamy świadczy o nas podobnie jak to jak się zachowujemy.

No i jeszcze jedno jutro mam pierwszą wizytę u psychiatry. To chyba najlepiej świadczy o tym, że targają mną emocje i to wielkie.

Jest takie powiedzenie kto z kim przystaje taki się staje, może właśnie upodobniłem się do swojej żony.

Hm… Twój „przypadek”? Wolałam jak używałeś określeń w stylu „moja historia” ;-)
Historia może być nawet prawdziwa, już tu niejedno widzieliśmy. Sama we własnej historii mam takie rzeczy, o których tu nigdy nie napisałam, bo odbiegają od „standardu”, wiec część użytkowników forum by mi nie uwierzyła, część uważałaby to za przechwałki, a jeszcze inni za to samo by mnie ostro zdeprecjonowali :-D więc taka sytuacja.
Jednak dziwi mnie Twoja emocjonalna jałowość. Emocje kojarzą Ci się z wyzwiskami? :-O
Może zamiast pisać ogólnikami, relacjonując nam swój  „przypadek” ;-), fajnie jakbyś dodał coś od siebie, co się w Tobie dzieje, skoro to Twoja „historia”, zamiast badać, co dzieke się w innych osobach, czytających Twoją relację o relacji.

A na koniec może spróbuj odpowiedzieć na pytanie, jak chcesz budować relację z kobietą, która traktuje Cię jak skrzyżowanie bankomatu z wyrobnikiem? Skoro opisujesz ją jako osobę z minimalną świadomością, bez systemu wartości, bez zasad, które Ty szanujesz , to jak wg Ciebie macie funkcjonować w związku?

128

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
MagdaLena1111 napisał/a:

Hm… Twój „przypadek”? Wolałam jak używałeś określeń w stylu „moja historia” ;-)
Historia może być nawet prawdziwa, już tu niejedno widzieliśmy. Sama we własnej historii mam takie rzeczy, o których tu nigdy nie napisałam, bo odbiegają od „standardu”, wiec część użytkowników forum by mi nie uwierzyła, część uważałaby to za przechwałki, a jeszcze inni za to samo by mnie ostro zdeprecjonowali :-D więc taka sytuacja.
Jednak dziwi mnie Twoja emocjonalna jałowość. Emocje kojarzą Ci się z wyzwiskami? :-O
Może zamiast pisać ogólnikami, relacjonując nam swój  „przypadek” ;-), fajnie jakbyś dodał coś od siebie, co się w Tobie dzieje, skoro to Twoja „historia”, zamiast badać, co dzieke się w innych osobach, czytających Twoją relację o relacji.

A na koniec może spróbuj odpowiedzieć na pytanie, jak chcesz budować relację z kobietą, która traktuje Cię jak skrzyżowanie bankomatu z wyrobnikiem? Skoro opisujesz ją jako osobę z minimalną świadomością, bez systemu wartości, bez zasad, które Ty szanujesz , to jak wg Ciebie macie funkcjonować w związku?

Moja historia jest bardzo pogmatwana wierz mi, że są osoby które znają ją z moich opowieści, to mówią wprost, że ich zdaniem powstałby z tego dramat obyczajowy.

Chciałabyś wiedzieć co się we mnie dzieje. Jestem zdruzgotany. Jestem pogubiony, mam wahania nastroju nie śpię po nocach. Dzisiaj idę do psychiatry, bo czuję, że pęknę, że zrobię coś czego będę żałować. Mało tego oprócz problemów z żoną zbiegają się inne problemy rodzinne, których jest teraz prawdziwa kumulacja. Do tego ciężko w pracy. Ja nadal ją kocham, oprócz sfery emocjonalnej i tego, że mnie zdradziła ogólnie dobrze mi się z nią współpracuje. Nie mogę się pozbierać po tym, że ktoś mi bliski może mnie tak skrzywdzić.

Niestety nie należę do osób, które działają pod wpływem impulsu. Rozważam w sobie, co należy zrobić. Ciągle waham się żeby dać temu jeszcze szansę, a z drugiej zakończyć to małżeństwo. Odbyłem z żoną kolejną ciężką rozmowę w piątek. W końcu coś w niej pękło, bo się popłakała patrząc mi w oczy. Coś czego wcześniej nie było. Może to gra z jej strony, a może zaczyna do niej docierać, że nie żartuję i że musi zacząć poważniej podchodzić do mojej osoby. Chcę iść z nią na terapię małżeńską, niech ona w końcu wyrzuci z siebie, to co jej leży na sercu. Ja też, może to będzie nowe otwarcie. Albo koniec naszego związku.

Na razie ona wyjechała załatwiać sprawy do rodzinnej miejscowości. Ja zostałem sam z synem. Odpoczynek dobrze nam zrobi. Widzę jeszcze cień nadziei. Jeżeli jednak dalej będzie mnie zwodzić to trzeba będzie zakończyć ten związek, bo to będzie znaczyło, że dalej nic nie zrozumiała. To forum i dyskusja nad moją historią daje dużo do myślenia. Cieszę się, że ludzie na podstawie własnych doświadczeń doradzają podpowiadają i uświadamiają. Dzięki temu inaczej patrzę na to co jest między mną a żoną. U mnie w rodzinie nie było "wzorców do naśladowania", więc tym bardziej ciężko z kimś o tym pomówić. Popełniłem w życiu wiele błędów i przyjdzie mi za nie prędzej, czy później zapłacić.

129

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle
krzychu666 napisał/a:

Niestety nie należę do osób, które działają pod wpływem impulsu. Rozważam w sobie, co należy zrobić. Ciągle waham się żeby dać temu jeszcze szansę, a z drugiej zakończyć to małżeństwo

Poważnie?
8 lat temu dowiedziałeś się o jej zdradach...8 lat...ile lat potrzebujesz żeby się zdecydować co masz zrobić?

130

Odp: Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

różnie ludzie reagują, różnie postępują więc nie dziw się że inaczej niż tobie się wydaje reagują i radzą. Na pewno wszystkiego nam nie przekazałeś bo się nie da (powieści tutaj nikt nie przeczyta tylko zarys). Twoje postępowanie na pewno nie należy do standardowych ale jakie są ? w większości tylko schematyczne gdzie wynik jest zbliżony. Z tego co piszesz co się działo już dawno powinieneś coś z tym zrobić (sobą i nią). Nie masz twardych dowodów i raczej o nie nie zabiegałeś a twoje domysły i przeczucia robią z mózgu papkę emocjonalną którą dusisz. Rozmowa z małżonką była, jej reakcja zaskoczyła ciebie i dalej nic nie wiadomo. Zrozum zdradzacz nie przyzna się choćby w łóżku został nakryty, będzie kręcił mataczył i kłamał. Do rzadkości należy przyznanie się i powiedzenie prawdy któa jest w większości mocno spłycona i zakłamana. Teraz nie masz jak się dowiedzieć co powoduje że żyjesz w domysłach bo jak jej wierzyć w cokolwiek ??!! Nie doczytałem czy zrobiłeś testy DNA (po cichu bez jej wiedzy ) bo to by trochę uspokoiło twoje emocje albo by dało impuls do skonczenia małżeństwa a tak chyba będziesz się miotał. Przemyśl sobie konsekwencje rozstania (rozwód) i pozostania w takim związku z takimi emocjami. Co dalej? wez kartkę i spisz pozytywy i negatywy trwania w małżeństwie. Ludzie rozwodzą się z powodu zdrady emocjonalnej przez telefon i komunikator nawet bez widzenia siebie na żywo bo dostają wyrażny sygnał że ,,już nie kocha" i obecność denerwuje zauroczoną osobę. A może ona nie zdradziła tylk taka jest seksualna i emocjonalna a ty dla niej jesteś takim współlokatorem i kolegą ? Szkoda że nie chce jednak wyrzucić co jest ,,grane" bo i żona odczuwa pewnie taką sytuację negatywnie. Wykonczycie się na dłuższą metę.

Posty [ 66 do 130 z 176 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Moja historia z oziebłością i zdradą w tle

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026