Co to znaczy żyć? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Co to znaczy żyć?

Strony Poprzednia 1 28 29 30

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1,886 do 1,937 z 1,937 ]

1,886

Odp: Co to znaczy żyć?
Palec Boga napisał/a:

Ach przepraszam, nie wymieniłem Ciebie w tym gronie smile. Ale skoro poczułeś się wywołany do tablicy to Misiu, zbyt duży ładunek emocjonalny z Twojej strony towarzyszy temu wątkowi, aby dało się to zakwalifikować w kategoriach neutralnych smile


Emocje, które widzisz są w tobie.

Zobacz podobne tematy :
Odp: Co to znaczy żyć?
Palec Boga napisał/a:

Zmiana w zachowaniu Shiniego jest duża i widoczna.

Dlaczego jej nie opiszesz konkretami? Dlaczego najbardziej zainteresowane pozytywnym odbiorem autora, nie zrobiły tego?

Palec Boga napisał/a:
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Czyli te same potrzeby jak u większości.

"Większość"...stwierdzenie będące jakże wspaniałym gruntem do rozwoju racjonalizacji smile

Stwierdzenie obrazujące, że wszyscy podlegamy podobnym prawom. Ty, ja i inni piszący w tym wątku też.



Palec Boga napisał/a:

„Odpuściłem, ale wróciłem” smile. Strasznie dużo energii idzie w udowadnianie, że jednak ten wątek ich nie interesuje, a Shini to wcielenie zła smile
Dla postronnego obserwatora pijącego właśnie kawę (to Ja!) jest to bardzo mocno niespójne logicznie smile

To jest logiczne, nawet jesli tego nie widzisz, a Ty jakąś manipulację tu próbujesz uskuteczniać.

Gdyby mnie wątek nie interesował, nie zajrzałbym tutaj. Interesuje na tyle, by co rok- dwa rzucić okiem i coś czasem napisać.

Jeśli zaś o Shiniego chodzi, to już grubo pojechałeś.
Opisuję mechanizm jego zachowania tutaj, w tym temacie. Odnosząc się do konkretów.
Nigdzie nie pisałem i nie piszę nt tego jaki on jest, bo skąd miałbym to wiedzieć.
Tutaj zachowuje się toksycznie, może gdzie indziej tej maniery nie ma, na co wskazywałyby uwagi Szczęśliwej Panny.

1,888 Ostatnio edytowany przez Palec Boga (2026-04-11 15:13:25)

Odp: Co to znaczy żyć?
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
Palec Boga napisał/a:

Zmiana w zachowaniu Shiniego jest duża i widoczna.

Dlaczego jej nie opiszesz konkretami? Dlaczego najbardziej zainteresowane pozytywnym odbiorem autora, nie zrobiły tego?

Niezmiernie ciężko by mi było wypowiadać się w ich imieniu ze względu chociażby na fakt, że nie znam ich motywacji kontynuacji tejże konwersacji.
Ale własnym punktem widzenia podzielić się mogę i chętnie to uczynię smile
Shini z incela, który dodatkowo sprowadzał każdą dyskusję w której się udzielał na tym forum na własną osobę i swoje problemy, starając się usilnie znaleźć zainteresowanie, zmienił się w gościa który: poszedł drugi raz na terapię, wydającą się teraz w jego przypadku nareszcie skuteczną, znalazł sobie w pewnym momencie dziewczynę, a na forum udziela się praktycznie tylko w swoim wątku. A obecne Jego śladowe wypowiedzi w innych nie są już tak jawnym wołaniem „patrzcie teraz na mnie” .

Zaiste niezauważalna zmiana smile
Mogła rzeczywiście umknąć w ferworze gorącej konwersacji wink
Ale spoko, nie musisz dziękować za jej przybliżenie big_smile




RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
Palec Boga napisał/a:
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Czyli te same potrzeby jak u większości.

"Większość"...stwierdzenie będące jakże wspaniałym gruntem do rozwoju racjonalizacji smile

Stwierdzenie obrazujące, że wszyscy podlegamy podobnym prawom. Ty, ja i inni piszący w tym wątku też.

Ach, moje ulubione. "Bo większość tak ma" wink
Ja nie mam potrzeby wypowiadania się tutaj. Jedynie dzisiejsza kawa i zaspane dziecko skłoniły mnie do zwrócenia uwagi na pewien ciekawy mechanizm i dynamikę tego wątku smile
Strasznie tychże antagonistów wciąga w niekończące się dysputy, mające na celu w zasadzie głównie zdyskredytować autora wink


RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
Palec Boga napisał/a:

„Odpuściłem, ale wróciłem” smile. Strasznie dużo energii idzie w udowadnianie, że jednak ten wątek ich nie interesuje, a Shini to wcielenie zła smile
Dla postronnego obserwatora pijącego właśnie kawę (to Ja!) jest to bardzo mocno niespójne logicznie smile

To jest logiczne, nawet jesli tego nie widzisz, a Ty jakąś manipulację tu próbujesz uskuteczniać.

Gdyby mnie wątek nie interesował, nie zajrzałbym tutaj. Interesuje na tyle, by co rok- dwa rzucić okiem i coś czasem napisać.

Ależ Drogi Rozrabiako, gdzież tutaj manipulacja? Daleko jestem (jeszcze tongue) od tego.
Nie jest logiczne.
Logika nakazuje nie kontynuować konwersacji i nie powielać w niej w kółko tych samych argumentów, jeżeli widzisz, że nie trafiają one na podatny grunt.
Logika nakazuje wtedy zastanowić się, dlaczego ten grunt jest niepodatny.
Logika nakazuje w dalszej kolejności zastanowić się, czy nasz punkt widzenia na całość sytuacji, poparty naszą indywidualną wiedzą i doświadczeniem, jest w tym wypadku słuszny. I dopuścić do umysłu możliwość, że inne punkty widzenia, poparte najwyraźniej innymi doświadczeniami i wiedzą, mogą być w tym konkretnym wypadku lepsze. I to Pani Happiness i Muqin mogą mieć rację smile

Jak wspomniałem – uwolnij swój umysł!

1,889 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-04-11 14:47:38)

Odp: Co to znaczy żyć?
Palec Boga napisał/a:

Nie jest logiczne.

Jest.


I dopuścić do umysłu możliwość, że inne punkty widzenia, poparte najwyraźniej innymi doświadczeniami i wiedzą, mogą być w tym konkretnym wypadku lepsze. I to Pani Happiness i Muqin mogą mieć rację smile

Ale nie mają - czego dowodzi pogorszony stan Shiniego w porównaniu do jego początków na tym forum.

-edit-  Przy czym nawet się nie kryły, że nie czytały jego postów i kolejnych wątków, w których przeczy sam sobie. Kompletnie to pomijają, udają, ze to nie istnieje. A przecież nie tylko ja to zauważam, ale Priscilla (choćby na poprzedniej stronie) czy inni, na przestrzeni lat jego aktywności na tym forum również.

1,890 Ostatnio edytowany przez WesołaDziewczyna007 (2026-04-11 15:40:17)

Odp: Co to znaczy żyć?
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Gdyby autor poszedł na jakieś normalne męskie forum lub grupę, dostałby wsparcie i szereg konkretnych rad. Miałby przestrzeń by się wygadać i kredyt zaufania, ale nie bezgraniczny.
Po jakimś czasie zaczęłyby padać pytania o konkrety, o to co zamierza realnie robić i co robi. O CEL.
Pewnie dostałby pomóc w opracowaniu PLANU, ale byłyby też wymagania- pytania o realizację.

Gdyby zachowywał się jak tutaj, po jakimś czasie byłby co najwyżej obiektem żartów. Większość jego tłumaczeń by nie przeszła, bo rozmawiałby z ludźmi którzy przeszli niejedno i wiedzą co można a co nie.
Wreszcie, przestałby wzbudzać uwagę I zainteresowanie.

Do pewnego momentu rola obu miejsc podobna, choć mężczyźni byliby o wiele bardziej techniczni w swoim wsparciu.
W ich gronie ta sytuacja nie mogłaby mieć miejsca w dotychczasowej formie, przez lata.

Autor postawiony przed pytaniami, wymaganiami, mógłby rzeczywiście część z nich wprowadzać w życie,  a wtedy miałby ciągłą pomoc, albo mógłby tego nie dźwignąć i sobie pójść.

Wtedy prawdopodobnie doszedłby do tego punktu dyskomfortu, od którego zaczyna się zmiana.
Zawsze o to chodzi, gdy mamy problemy- zmianę zaczynamy gdy korzyści z nich płynące zaczynają być mniejsze niż dyskomfort.

Mógłby też pójść na kobiece forum, gdzie byłby stale wzmacniany przez część rozmówczyń, niezależnie od swojej postawy.
W ten sposób, próg dyskomfortu i bólu oddałaby się raz za razem- więc realna zmiana też.

Bardzo ładna fantazja na temat braterstwa i konsekwencji mężczyzn. Nie to co głupie kobietki wink Zauważ, że poza 2 dziewczynami, które otwarcie przyznają, że ich celem jest sprawianie,żeby Shini czuł się dobrze, większość użytkowniczek szybko go olała, albo ucina dyskusje i nie czyta jego kolejnych bajek.
Jack pełni funkcję męskiego forumowicza i koleś dalej oporny.
Nie,to nie jest wina złego forum, złych użytkowniczek, które nie dorastają w praktyczne życie do pięt mężczyznom. Priscilla dała mu linka do pracy w straży miejskiej, Anewe do mieszkania, wyliczyła koszty życia. Bertowi się odpala tryb poczciwego dziadka i sorry, ale trochę bełkocze. Zobacz jak moja córka jest samodzielna, bo jej co miesiąc wysyłam kasę na konto. Odkleja. Przykro mi ale dziewczyny są praktyczne, też go mają dość. Po prostu poza Jackiem i Muqi nikt nie jest zaangażowany na tyle w forum żeby tu konsekwenie regularnie pisać i w tym uczestniczyć, więc tej irytacji i praktycznych rad nie widać. Tak na męskim forum też by ludzie się znudzili poza jakimś dziadkiem maruderem.
No i sorry ale ty niby jesteś facetem, a będziesz jak potłuczony i poza memicznymi komentami to za bardzo nie pełnisz tej funkcji mentalnego przewodnika młodszego kolegi o której fantazjujesz.

1,891 Ostatnio edytowany przez WesołaDziewczyna007 (2026-04-11 15:49:11)

Odp: Co to znaczy żyć?
Palec Boga napisał/a:

Samutna i Rozrabiaka...a co WAM daje ciągłe udzielanie się w tym wątku? Jakie WASZE potrzeby za tym stoją?
Ponieważ tak obserwując z boku, coś jednak tutaj Was ciągle przyciąga...
Ciekawe co...

A to na forum trzeba przychodzić z listem motywacyjnym? Nie wiedziałam o.O

1,892

Odp: Co to znaczy żyć?
Jack Sparrow napisał/a:

-edit-  Przy czym nawet się nie kryły, że nie czytały jego postów i kolejnych wątków, w których przeczy sam sobie.


A to akurat, w odniesieniu do mnie jest zwyczajne, ordynarne kłamstwo mające na celu zdyskredytowanie mojej osoby.
Obronić się przed czymś takim za bardzo się nie da i uprzedzę ciąg dalszy - owszem, był moment (czas) kiedy to stwierdzenie było prawdziwe, ale to przeszłość, innymi słowy nadrobiłam zaległości.
Zdania skutkiem nadrobienia zaległości nie zmieniłam.
"Shini to kłamca" w wykonaniu Jacka  po raz kolejny obecne , tym razem w wersji nieco złagodzonej czyli "przeczy sam sobie" .

Odp: Co to znaczy żyć?
Palec Boga napisał/a:

na forum udziela się praktycznie tylko w swoim wątku. A obecne Jego śladowe wypowiedzi w innych nie są już tak jawnym wołaniem „patrzcie teraz na mnie” .

Zaiste niezauważalna zmiana smile
Mogła rzeczywiście umknąć w ferworze gorącej konwersacji wink
Ale spoko, nie musisz dziękować za jej przybliżenie big_smile

O tym to akurat sam pisałem wcześniej , ale rozumiem że mogło Ci umknąć w ferworze gorącej konwersacji;)

Co z tą dziewczyną, Shini sam ją wyrwał i doprowadził do relacji, która była zdrowa i w której był szczęśliwy? No i co się z tym stało? Gdzie ona?

Druga terapia? Super, tyle że ja się pytam o relane efekty w życiu. O to gdzie jest teraz patrząc na to gdzie był.
Jasne, życie się toczy i różne rzeczy po drodze. Mamy jednak wciąż do czynienia z młodym chłopakiem który nie ogarnia podstaw, choć ponoć chciałby i ma problem kiedy mu ktoś pisze że da się je ogarniać.
To też Ci umknęło w ferworze?


Palec Boga napisał/a:

Ach, moje ulubione. "Bo większość tak ma" wink
Ja nie mam potrzeby wypowiadania się tutaj. Jedynie dzisiejsza kawa i zaspane dziecko skłoniły mnie do zwrócenia uwagi na pewien ciekawy mechanizm i dynamikę tego wątku smile
Strasznie tychże antagonistów wciąga w niekończące się dysputy, mające na celu w zasadzie głównie zdyskredytować autora wink

Uwaga odnosiła się do mnie, kiedy pytałeś o motywy.

Poza tym, dalej manipulujesz, plus nie widzisz czegoś jeszcze.

Dokładnie na tej samej zasadzie ja tu przyszedłem i dokładnie takie same rzeczy sprowokowały mnie do wypowiedzenia się nt mechanizmów które zauważyłem.
Żadne niekończące dysputy, kolego. Czy tam kolezanko.
Kilka postów i tydzień obecności tutaj.
Żadne dyskredytowanie autora. Opis mechanizmów na których opiera się ten wątek, którymi kieruje się autor i inni.
Piszesz głupoty nie mające odzwierciedlenia w tym co się tu dzieje i nie jesteś w stanie zauważyć że robisz dokładnie to samo co zrobiłem ja, choć momentami ponosi Cię fantazja- wpadłeś tu bo coś zobaczyłeś, postanowiłeś się tym podzielić w lekko prowokacyjnej formie i nawiązuje się dyskusja.

Robisz to samo a próbujesz pouczać big_smile



Palec Boga napisał/a:
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
Palec Boga napisał/a:

„Odpuściłem, ale wróciłem” smile. Strasznie dużo energii idzie w udowadnianie, że jednak ten wątek ich nie interesuje, a Shini to wcielenie zła smile
Dla postronnego obserwatora pijącego właśnie kawę (to Ja!) jest to bardzo mocno niespójne logicznie smile

To jest logiczne, nawet jesli tego nie widzisz, a Ty jakąś manipulację tu próbujesz uskuteczniać.

Gdyby mnie wątek nie interesował, nie zajrzałbym tutaj. Interesuje na tyle, by co rok- dwa rzucić okiem i coś czasem napisać.

Ależ Drogi Rozrabiako, gdzież tutaj manipulacja?

Twoja manipulacja w tym fragmencie polega na tym, że twierdzisz że gdzieś tu strasznie dużo energii poszło.
Na tym, że udowadniam że mnie wątek nie interesuje, co jest tylko i wyłącznie Twoją tezą nie wiadomo na czym opartą, bo jest oczywiste i logiczne że interesuje skoro się wypowiadam.
"Wcielenie zła"? Albo coś w tej kawie było, albo już całkiem odpłynąłeś.
A powyżej wręcz wprost piszesz, że Cię ten wątek nie interesuje, biorąc w nim udział. Dokładnie to zarzucasz mi, tyle że ja nigdzie nie piszę że mnie ten wątek nie interesuje.

Wreszcie, to co pisałem powyżej. Powielasz moje zachowanie, które krytykujesz, dodając jednak zestaw manipulacji by lepiej brzmiało.
To tutaj brak logiki jeśli już. A raczej świadomości.

Palec Boga napisał/a:


I to Pani Happiness i Muqin mogą mieć rację smile

Na ile ją mają, widać wyraźnie po efektach. Ich zachowanie jest nieskuteczne jeśli za cel przyjąć zmianę.
Jeśli chodzi o towarzyskie rozmowy, pewnie się sprawdza. Tyle że gdzie tu racja?

Dosyć duzo argumentów podałem tlumacząc dlaczego tak myślę, można z nimi polemizować. Ty tego w wiekszosci nie robisz, skupiając się na projekcji swojej fantazji chyba, bo przypisujesz rzeczy ktore nie mają miejsca, pisząc nawet a jakichś atakach personalnych czy odkrywając czyjeś chęci. No telepata jakiś;)

Palec Boga napisał/a:


Jak wspomniałem – uwolnij swój umysł!


Powtórz do lustra;)




@Smutna

Dyskredytowanie tego miejsca, kobiet i peany na cześć innych miejsc, mężczyzn  to Twoja interpretacja, niczego takiego nie pisałem.
Porównałem dwa rodzaje zachowań, ale być może zrobiłem to na wyrost jeśli jest tak jak piszesz.
Możliwe, pewnie znasz ten temat lepiej ode mnie.

1,894

Odp: Co to znaczy żyć?
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

[
Dosyć duzo argumentów podałem tlumacząc dlaczego tak myślę, można z nimi polemizować.

Polemizować z argumentami błazna i prowokatora?
Można, ale po co?

1,895

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

-edit-  Przy czym nawet się nie kryły, że nie czytały jego postów i kolejnych wątków, w których przeczy sam sobie.


A to akurat, w odniesieniu do mnie jest zwyczajne, ordynarne kłamstwo mające na celu zdyskredytowanie mojej osoby.
Obronić się przed czymś takim za bardzo się nie da i uprzedzę ciąg dalszy - owszem, był moment (czas) kiedy to stwierdzenie było prawdziwe,

I to kończy temat. Bo postawiłaś swoje tezy zanim przeczytałaś jego tematy i posty. Kłócąc się z osobami, które dyskutują z shinim od początku jego obecności tutaj. A potem je głupio broniłaś cały czas. I robisz to dalej. Żeby nie wyszło przypadkiem, że twoi rozmówcy mieli rację. O tobie. Bo o shinim można napisać cokolwiek i będzie pasować to do jakiejś wersji jego życia, którą tu opisywał. Wystarczy sobie dopasować do jednej z wielu wersji alternatywnych.



RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Druga terapia? Super, tyle że ja się pytam o relane efekty w życiu. O to gdzie jest teraz patrząc na to gdzie był.
Jasne, życie się toczy i różne rzeczy po drodze. Mamy jednak wciąż do czynienia z młodym chłopakiem który nie ogarnia podstaw, choć ponoć chciałby i ma problem kiedy mu ktoś pisze że da się je ogarniać.
To też Ci umknęło w ferworze?

Warte zaznaczenia jest tutaj to, że to nie jest stan z tej chwili. W takim sensie, że to nie jest coś, co wyszło w ciągu jednej dyskusji. To jest stan utrwalony latami jego obecności tutaj. Słowo klucz - LATAMI. Jakby ktokolwiek czytający miał wątpliwości o jakich ramach czasowych rozmawiamy.

1,896

Odp: Co to znaczy żyć?

Takiej aktywności w moim wątku dawno nie było, dziękuję wszystkim piszącym, szczególnie tym, którym mój los nie jest obojętny.

Ostatnio osoby tu piszące zdają się dzielić na dwie grypy. Ci, którzy popierają metody terapeutyczne takie jak moja terapia. I ci, którzy twierdzą, że jeszcze za mało oberwałem żeby to zadziałało w jakiś wyzwalający sposób. Metody terapeutyczne działają tyle, że bardzo wolno i jest to ledwo widoczne. W takim tempie jak obecnie to faktycznie zajmie wiele lat. Sama terapia oczywiście nie wystarczy, leki też nie. Jednak zarówno terapia jak i leki mogą w jakimś momencie zwiększyć tempo zmian, że z lat zrobią się miesiące. To jest możliwe i miałem już na to dowód w postaci dziewczyny. Gdyby z tym moim związkiem nie wydarzyło się to co pisałem to bardzo możliwe, że do tej pory już by mi się udało nawet wyprowadzić. Jednak sytuacja jest jaka jest i cały misterny plan poszedł wiadomo dokąd. Z drugiej strony metody dowalenia jeszcze bardziej mimo już nieciekawej sytuacji raczej ciężko żeby zadziałały jakoś wyzwalająco. To trochę tak jakby ktoś był ranny i krwawił więc zranimy go bardziej to może się ruszy i zajmie tymi ranami. To nie może zadziałać bo ktoś kto krwawi staje się coraz słabszy od upływającej krwi. Najpierw trzeba zatamować to krwawienie, a potem robić coś dalej. W moim przypadku to są te lęki, przekonania, ciągły stres, nieskończone analizy, a także ciągła senność i przebodźcowanie. Jedna terapia nie wystarczy na tyle różnych przypadłości ale bez niej byłoby jeszcze gorzej.

Na plus działa w tym wszystkim fakt, że trafiłem ostatnio na lekarza, który na prawdę jest zainteresowany wszystkim co mówię. Zaczęło się od zwykłej wizyty z powodu przeziębienia, a teraz jestem u niego prawie co tydzień, robię kolejne badania i zapisuję się do specjalistów. Już nie wiem ile razy zgłaszałem różnym lekarzom tą senność, dopiero ten powiedział, że to wcale nie musi być efekt przebodźcowania czy diety tylko jedna z najprostszych rzeczy czyli bezdech senny. Będę robił dalsze badania w tym kierunku. Może się okaże, że jednak nie wszystko jest w głowie i będę mógł się pozbyć choć części moich dolegliwości dzięki odpowiedniemu leczeniu. Już samo uwolnienie się od tej ciągłej senności przez, którą jestem średnio przytomny w ciągu dnia byłoby ogromną zmianą. A skoro już przy zdrowiu jesteśmy to pasło tu twierdzenie, że jestem zdrowy i wysportowany. To drugie może i tak choć o wiele poniżej poziomu mnie zadowalającego. Zdrowy to ja na pewno nie jestem. Po pierwsze depresja i leki, bez których wręcz nie mogę funkcjonować. Po drugie ta senność, ja na prawdę nieraz wręcz zasypiam na stojąco, na niczym nie mogę skupić uwagi, a coś takiego jak koncentracja nie istnieje. Po trzecie przebodźcowanie i ciągły ból głowy. Oczywiście to wszystko jest niczym przy ludziach chorych na ciężkiego choroby stale zagrażające życiu. Dodatkowo te wszystkie lęki, negatywne przekonania i problemy psychiczne inne niż wyżej wymieniona depresja. To wszystko jest więcej niż wystarczające by nie być zdrowym. A i jeszcze fakt iż w każdą wiosnę i jesień przynajmniej raz choruję tak, że bez antybiotyku ani rusz. Katar i ból gardła w tych porach roku też mam prawie cały czas. Co ciekawe ten lekarz zalecił mi dokładniejsze niż kiedyś badania alergologiczne bo to właśnie może być źródłem tego kataru i bólu gardła. Tyle tylko, że na wizytę u alergologa trzeba czekać pół roku.

Co do męskich forów to już takich próbowałem wliczając słynnych Braci Samców. Użytkownicy z tych forów zwykle też dzieli się na dwie grupy. Tacy, którzy nienawidzili wszystkiego i wszystkich, a w szczególności kobiet. I samozwańczych samców alfa lub sigma, którzy na wszystko mieli gotowe rozwiązania na zasadzie "idź pobiegaj". Jeśli trening lub "wzięcie się w garść" nie działało to wyzywali od ciot i słabeuszy. Na żadnym męskim forum nie dostałem nawet takich rad jak od męskich użytkowników tego forum. Gdyby nie użytkowniczki, które nadal wyrażają chęć pisania ze mną nie miałbym prawie w ogóle z kim rozmawiać nie licząc najbliższej rodziny. Jeszcze mniejsza ilość kontaktów społecznych miałaby mi jakoś pomóc?

1,897

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Bertowi się odpala tryb poczciwego dziadka i sorry, ale trochę bełkocze. Zobacz jak moja córka jest samodzielna, bo jej co miesiąc wysyłam kasę na konto. Odkleja.

Juz Ci na to samo odpowiadałem. Najwyraźniej nie jestes w stanie zrozumieć

1,898 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-04-11 18:09:32)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

. Metody terapeutyczne działają tyle, że bardzo wolno i jest to ledwo widoczne. W takim tempie jak obecnie to faktycznie zajmie wiele lat.

W międzyczasie dojdą kolejne problemy. Tak naprawdę uwsteczniłeś się w porównaniu do swojego pierwszego tematu/postu. I to nie na zasadzie pogorszenia przed poprawą tyko doszła świadomość jednego z kamieni milowych w życiu - 30stki. Znalazłeś sobie grono potakiwaczek i się tego trzymasz. Gdyby nie to, to zniknąłbyś stąd tak samo jak zniknąłeś z męskich forów. A dzięki temu możesz sobie dalej tkwić w tym samym miejscu.


Jednak zarówno terapia jak i leki mogą w jakimś momencie zwiększyć tempo zmian, że z lat zrobią się miesiące. To jest możliwe i miałem już na to dowód w postaci dziewczyny.

Nie. To tak nie działa. A wątek z dziewczyną można potraktować humorystycznie. Bo to nie jest tak, że zacząłeś zagadywać, podrywać, bywałeś na rankach i kogoś wybrałeś samemu będąc wybranym. Nawet Priscillę uderzył sposób w jaki ją (i waszą relację) opisywałeś.


Z drugiej strony metody dowalenia jeszcze bardziej mimo już nieciekawej sytuacji raczej ciężko żeby zadziałały jakoś wyzwalająco. To trochę tak jakby ktoś był ranny i krwawił więc zranimy go bardziej to może się ruszy i zajmie tymi ranami.

Masz wyższe wykształcenie, dach nad głową, pewną pracę i ZERO jakichkolwiek zobowiązań (czy to kredytowych czy jakichkolwiek innych). Jaka to jest ta ciężka sytuacja i gdzie te rany? Bo ci się nie chce ruszyć dupy i wziąć odpowiedzialność za siebie samego mając 30 lat na karku?


Już nie wiem ile razy zgłaszałem różnym lekarzom tą senność, dopiero ten powiedział, że to wcale nie musi być efekt przebodźcowania czy diety tylko jedna z najprostszych rzeczy czyli bezdech senny.

Tak tylko przypominam, ze chwaliłeś się kiedyś, że miałeś badania snu robione. I co - nie zauważyliby bezdechu? jednego z najczęściej diagnozowanego zaburzenia snu jakie istnieje? Serio chcesz nam tutaj taką bajkę wcisnąć?


A skoro już przy zdrowiu jesteśmy to pasło tu twierdzenie, że jestem zdrowy i wysportowany. To drugie może i tak choć o wiele poniżej poziomu mnie zadowalającego. Zdrowy to ja na pewno nie jestem.

Masz 30lat i niczego poza depresją ci nie zdiagnozowano do tej pory.


Po drugie ta senność, ja na prawdę nieraz wręcz zasypiam na stojąco, na niczym nie mogę skupić uwagi, a coś takiego jak koncentracja nie istnieje. Po trzecie przebodźcowanie i ciągły ból głowy.

Przestań walić konia i oglądać porno oraz zrób porządek ze swoją śmieciową dietą to problem magicznie zniknie sam po 8-12 tygodniach. Od samego czytania co jesz i jakie błędy popełniasz to można dostać depresji.


Jeśli trening lub "wzięcie się w garść" nie działało to wyzywali od ciot i słabeuszy.

Zasadniczo - mieli rację. Bo teorię trzeba przekuć w praktykę czego uparcie odmawiasz robić. Bo nie ma ku temu obiektywnie istniejących przeszkód. Po prostu uparcie nie chcesz wziąć za siebie samego odpowiedzialności i tyle.


Na żadnym męskim forum nie dostałem nawet takich rad jak od męskich użytkowników tego forum.

A to już jest takie samo kłamstwo jak z twoim zainteresowaniem sportem i wiecznego "nikt mi tego nie mówił" w momencie jak problematyka tego typu jest podnoszona absolutnie wszędzie. Od męskich forów, przez fora dla narkusów po komentarze pod filmami na yt. Sam ci dawałem kilkukrotnie linki do fundacji i stowarzyszeń wyspecjalizowanych w pomocy takim ludziom jak ty więc nie pierdol, że w męskich kręgach się o tym nie mówi i się nie pomaga.

1,899

Odp: Co to znaczy żyć?

Ha! Shini - jak widać element losowy zdziałał na Twoją korzyść - mam na myśli tego lekarza. Teoretycznie wiadomo, że są tacy naprawdę zainteresowani diagnozą i nie idący po linii najsłabszego oporu,  ale weź znajdź! Bardzo się cieszę, że na niego trafiłeś. Przeczytałam ciut o tym bezdechu i może to rzeczywiście to? Byłoby super - wiem, głupio brzmi cieszyć się z możliwej choroby, ale w Twojej sytuacji jeśli pewne rzeczy mają inne źródło niż psychika...  błędne koła mają słabsze i mocniejsze miejsca? Może w Twoim błędnym kole słabszym miejscem jest właśnie to? Choroba, którą zwyczajnie można leczyć?

1,900

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

Ha! Shini - jak widać element losowy zdziałał na Twoją korzyść - mam na myśli tego lekarza. Teoretycznie wiadomo, że są tacy naprawdę zainteresowani diagnozą i nie idący po linii najsłabszego oporu,  ale weź znajdź! Bardzo się cieszę, że na niego trafiłeś. Przeczytałam ciut o tym bezdechu i może to rzeczywiście to? Byłoby super - wiem, głupio brzmi cieszyć się z możliwej choroby, ale w Twojej sytuacji jeśli pewne rzeczy mają inne źródło niż psychika...  błędne koła mają słabsze i mocniejsze miejsca? Może w Twoim błędnym kole słabszym miejscem jest właśnie to? Choroba, którą zwyczajnie można leczyć?

Jeszcze nie da się powiedzieć czy to rzeczywiście to ale wiele na to wskazuje, wszystkie objawy się zgadzają. Terapeutka powiedziała, że ta senność też może być jednym z moich mechanizmów obronnych. Jednak to mało prawdopodobne żeby mechanizm obronny utrzymywał się niemal bez przerwy. Tamto badanie snu robiłem chyba z 10 lat temu i wtedy jeszcze nic niepokojącego z niego nie wyszło. Wtedy może to był jedynie mechanizm obronny ale teraz to mało prawdopodobne, nie przy takim nasileniu. Chciałbym żeby to było "tylko" to bo tak jak piszesz to da się leczyć. Jeśli uda się wyleczyć jedną rzecz może będzie się dało wyleczyć też inne.

1,901

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:
Muqin napisał/a:

Ha! Shini - jak widać element losowy zdziałał na Twoją korzyść - mam na myśli tego lekarza. Teoretycznie wiadomo, że są tacy naprawdę zainteresowani diagnozą i nie idący po linii najsłabszego oporu,  ale weź znajdź! Bardzo się cieszę, że na niego trafiłeś. Przeczytałam ciut o tym bezdechu i może to rzeczywiście to? Byłoby super - wiem, głupio brzmi cieszyć się z możliwej choroby, ale w Twojej sytuacji jeśli pewne rzeczy mają inne źródło niż psychika...  błędne koła mają słabsze i mocniejsze miejsca? Może w Twoim błędnym kole słabszym miejscem jest właśnie to? Choroba, którą zwyczajnie można leczyć?

Jeszcze nie da się powiedzieć czy to rzeczywiście to ale wiele na to wskazuje, wszystkie objawy się zgadzają. Terapeutka powiedziała, że ta senność też może być jednym z moich mechanizmów obronnych. Jednak to mało prawdopodobne żeby mechanizm obronny utrzymywał się niemal bez przerwy. Tamto badanie snu robiłem chyba z 10 lat temu i wtedy jeszcze nic niepokojącego z niego nie wyszło. Wtedy może to był jedynie mechanizm obronny ale teraz to mało prawdopodobne, nie przy takim nasileniu. Chciałbym żeby to było "tylko" to bo tak jak piszesz to da się leczyć. Jeśli uda się wyleczyć jedną rzecz może będzie się dało wyleczyć też inne.

Wiesz ja myślę, ze warto zebys poszedl do lekarza, zrobil badania krwi i inne

1,902

Odp: Co to znaczy żyć?
Julia life in UK napisał/a:

Wiesz ja myślę, ze warto zebys poszedl do lekarza, zrobil badania krwi i inne

Krwi już zrobione, teraz jestem na etapie innych.

1,903

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

Wiesz ja myślę, ze warto zebys poszedl do lekarza, zrobil badania krwi i inne

Krwi już zrobione, teraz jestem na etapie innych.

To dobrze, zrob wszystkie potrzebne badania

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

[
Dosyć duzo argumentów podałem tlumacząc dlaczego tak myślę, można z nimi polemizować.

Polemizować z argumentami błazna i prowokatora?
Można, ale po co?

A to nie wiem przecie, pytaj tych którzy polemizują;)

Się kwoczka oburzyła, bo jej chcą pisklątko spod skrzydełka wyszarpać. Albo co gorsza, posłucha i samo pójdzie! tongue big_smile

Miała się do mnie nie odzywać, nie wytrzymała tongue

1,905

Odp: Co to znaczy żyć?

Ciebie chyba coś dzisiaj ugryzło. Przyznaj się! wink


RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
Palec Boga napisał/a:

na forum udziela się praktycznie tylko w swoim wątku. A obecne Jego śladowe wypowiedzi w innych nie są już tak jawnym wołaniem „patrzcie teraz na mnie” .

Zaiste niezauważalna zmiana smile
Mogła rzeczywiście umknąć w ferworze gorącej konwersacji wink
Ale spoko, nie musisz dziękować za jej przybliżenie big_smile

O tym to akurat sam pisałem wcześniej , ale rozumiem że mogło Ci umknąć w ferworze gorącej konwersacji;)

Co z tą dziewczyną, Shini sam ją wyrwał i doprowadził do relacji, która była zdrowa i w której był szczęśliwy? No i co się z tym stało? Gdzie ona?

Nie wiem smile. Nie wnikam gdzie jest teraz gdyż-ponieważ nie jest to w kręgu moich zainteresowań smile
Ale również nie wiem dlaczego starasz się umniejszyć fakt, że Shini jednak był (jest) w jakimś związku, w powyższej wypowiedzi stosując formę sugerującą „No ale patrzcie. Nie utrzymał tej relacji!” . Pachnie mi to podejściem ekwiwalentnym do podejścia Jacka Sparrowa wink
Odwróćmy konwersację i stańmy przed lustrem ( wink ). Drogi Rozrabiako: Czy z pierwszą dziewczyną, z którą byłeś jesteś teraz? No-ale-dlaczego-nie? „Co jest z Tobą nie tak?” wink Czy każda relacja w której byłeś była zdrowa? Czy nauczyłeś się relatywnie dobrze wybierać oraz czego chcesz dopiero za którymś razem?
Jeżeli nie widzisz, że 30 letni incel robi taki postęp, to jest mi bardzo przykro i pozostaje mi tylko pochylić się w zadumie nad tak tunelowo wąskim spojrzeniem na sytuację.


RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Druga terapia? Super, tyle że ja się pytam o relane efekty w życiu. O to gdzie jest teraz patrząc na to gdzie był.

Ach ten ferwor wink
Pisałem o tym wyżej.
Popatrz chociażby na Jego aktywność tutaj i kilka lat temu. Obecna „chyba” jest mniejsza? I nawet Jacka już się nauczył pięknie olewać w dyskusji. Znaczy, że doszedł do wniosku, że nie musi z nim koniecznie gadać.


RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Jasne, życie się toczy i różne rzeczy po drodze. Mamy jednak wciąż do czynienia z młodym chłopakiem który nie ogarnia podstaw, choć ponoć chciałby i ma problem kiedy mu ktoś pisze że da się je ogarniać.
To też Ci umknęło w ferworze?

Ależ Broń Boże! Nie umknęło w ferworze!
Tak, występuje tutaj wyjątkowy opór materii w tej kwestii ogarnięcia.
I właśnie to, dokładnie to powinno zastanowić Szanowne Grono Interlokutorów i podsunąć pytanie „dlaczego ten opór materii jest tak niesamowicie silny”, logicznie prowadząc do dalszego wniosku, że na tak silny opór materii standardowe teksty w stylu „a weź się w końcu w garść. Wyjdź na siłkę czy coś” są wysoce nieskuteczne. A więc logiczne jest zastosowanie metod niestandardowych, co akurat widać w podejściu do dyskusji Pani Happines i Muqin (sorry, jeżeli takie powoływanie się na Was odbija Wam się dziewczyny jakąś czkawką teraz wink ), których nastawienie jest inne niż całego Szacownego Grona. I nagle okazuje się, że z Shinim da się pogadać smile. I nie jojczy smile.  I coś tam zaczyna drgać w Jego życiu w sensie zaczyna coś ogarniać. Delikatnie, ale zauważalnie. I przede wszystkim nie musi się na każdym kroku bronić przed ukrytą agresją stojąca za większością wypowiedzi skierowanych tutaj do niego.

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
Palec Boga napisał/a:

Ach, moje ulubione. "Bo większość tak ma" wink
Ja nie mam potrzeby wypowiadania się tutaj. Jedynie dzisiejsza kawa i zaspane dziecko skłoniły mnie do zwrócenia uwagi na pewien ciekawy mechanizm i dynamikę tego wątku smile
Strasznie tychże antagonistów wciąga w niekończące się dysputy, mające na celu w zasadzie głównie zdyskredytować autora wink

Uwaga odnosiła się do mnie, kiedy pytałeś o motywy.

Gdyż ponieważ świetnie płyniesz z głównym nurtem tego wątku, sprowadzającym się głównie do wyżywania się na jego autorze, że jeszcze „nic przecież nie osiągnął” smile


RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Poza tym, dalej manipulujesz, plus nie widzisz czegoś jeszcze.
(...)
Żadne niekończące dysputy, kolego. Czy tam kolezanko.

No wiesz co! Jesteś nienowoczesny! Nie wymieniłeś wszystkich obecnych płci!


RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Kilka postów i tydzień obecności tutaj.
Żadne dyskredytowanie autora. Opis mechanizmów na których opiera się ten wątek, którymi kieruje się autor i inni.

Tak, jest to dyskredytacja, gdy ironicznie zacząłeś swoją wypowiedź tutaj tekstem

„Jak tam po czterech latach prawie i niemal 2000 postów? Jakieś realne zmiany czy wciąż u rodziców i szwagra, narzekając na swoje życie, jednak wiedzac wszystko lepiej i mając wymówkę i usprawiedliwienie na każdą radę?
Shini dalej szuka uwagi i kawałka piersi do przytulenia i wyżalenia się, a chętne udostępniają jedno i drugie?

Sugerującym, że w tym wypadku zmiana na pewno nie zaszła.

Zdaję sobie sprawę, że jeżdżenie po Shinim to sport tego forum smile
Ale ciekawe wydało mi się, dlaczego Ty w tym zacząłeś uczestniczyć.
Smutna – ok, jej huśtawki nastrojów są już legendarne.
Sparrow – ok, koniecznie musi się na kimś powyżywać jak ma gorszy okres.
Ale Ty? W tym gronie?

P.S. a może Ty zazdrościsz takiej uwagi i takiego przytulania do piersi jak ma Shini wink. Hę? Przyznaj Się!




RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Piszesz głupoty nie mające odzwierciedlenia w tym co się tu dzieje i nie jesteś w stanie zauważyć że robisz dokładnie to samo co zrobiłem ja, choć momentami ponosi Cię fantazja- wpadłeś tu bo coś zobaczyłeś, postanowiłeś się tym podzielić w lekko prowokacyjnej formie i nawiązuje się dyskusja.

Robisz to samo a próbujesz pouczać big_smile

Awwww!!! W końcu trafiłem na Final Bossa w dziedzinie manipulacji! smile.
Zarzucać osobie coś, co samemu się robi, okraszając to dodatkowo wycieczką osobistą, celem zmuszenia tejże osoby do reakcji w formie obrony smile.Mistrzu Rozrabiako! Prowadź mnie!

Nadmienię również, Drogi Rozrabiako, że przemycanie w wypowiedziach krytyki, a potem pisanie, że „przecież żartowałem i spełniam tutaj rolę błazna” – również jest formą manipulacji. Perfidną, ponieważ dla  standardowego rozmówcy ukrytą i ograniczająca przez to mocno pole do obrony.




RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Twoja manipulacja w tym fragmencie polega na tym, że twierdzisz że gdzieś tu strasznie dużo energii poszło.

Oczywiście, że dużo energii jest wkładane w udowodnienie faktu, że Shini nie zmienił nic w swoim życiu. Także od Ciebie smile




RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

A powyżej wręcz wprost piszesz, że Cię ten wątek nie interesuje, biorąc w nim udział.

Wątek – nie. Ale mechanizm ciągłego parcia na dołowanie Shiniego, widoczny u większości rozmówców tutaj, już tak. Stąd i moja dziecięca ciekawość w szukaniu odpowiedzi na pytanie "dlaczego".
Kawy w to nie mieszam dzisiaj. Normalna była. Bez prądu wink



RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
Palec Boga napisał/a:


I to Pani Happiness i Muqin mogą mieć rację smile

Na ile ją mają, widać wyraźnie po efektach. Ich zachowanie jest nieskuteczne jeśli za cel przyjąć zmianę.

Skoro nie widzisz realnych zmian, które wymieniłem, to spoko smile.  Niemniej jednak nie sugeruje to posiadania przez Ciebie umiejętności szerszego spojrzenia na całość tej konkretnej sytuacji. Przypomnę:  Mówimy o Incelu, który nosa nie wyściubił spoza komputera i który nagle zastanawia się gdzie wynająć hotel, żeby spędzić czas po imprezie ze swoją dziewczyną. Zaiste, jest to zatrzymanie się w miejscu na przestrzeni lat wink

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:
Palec Boga napisał/a:


Jak wspomniałem – uwolnij swój umysł!

Powtórz do lustra;)

Nie muszę smile
Mój jest bardzo otwarty na różne punkty widzenia i nie ograniczam się do założenia, że moja prawda jest najmojsza smile
Szczerze polecam takie podejście! Przyda Ci się!

A teraz - Chill i Peace for All

Odp: Co to znaczy żyć?

@Palec


Przypominam Ci że Ciebie ten wątek nie interesuje, Ty tu tylko w przelocie przy kawie;)
Innych tak, Ciebie nie.

Ale pisz, pisz. Będą mieli łatwiej zgadnąć Twoje drugie konto, kiedy zaczynasz się odkrywać tongue

Co zaś do autora wątku, co chciałem przekazać, przekazałem. Pewnie go to nie ruszy, wpadnę za rok czy dwa zobaczyć.
Póki co, wystarczy tych pieszczot. Na które wyraźnie nabierasz ochoty big_smile

1,907

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:
Muqin napisał/a:

Ha! Shini - jak widać element losowy zdziałał na Twoją korzyść - mam na myśli tego lekarza. Teoretycznie wiadomo, że są tacy naprawdę zainteresowani diagnozą i nie idący po linii najsłabszego oporu,  ale weź znajdź! Bardzo się cieszę, że na niego trafiłeś. Przeczytałam ciut o tym bezdechu i może to rzeczywiście to? Byłoby super - wiem, głupio brzmi cieszyć się z możliwej choroby, ale w Twojej sytuacji jeśli pewne rzeczy mają inne źródło niż psychika...  błędne koła mają słabsze i mocniejsze miejsca? Może w Twoim błędnym kole słabszym miejscem jest właśnie to? Choroba, którą zwyczajnie można leczyć?

Jeszcze nie da się powiedzieć czy to rzeczywiście to ale wiele na to wskazuje, wszystkie objawy się zgadzają. Terapeutka powiedziała, że ta senność też może być jednym z moich mechanizmów obronnych. Jednak to mało prawdopodobne żeby mechanizm obronny utrzymywał się niemal bez przerwy. Tamto badanie snu robiłem chyba z 10 lat temu i wtedy jeszcze nic niepokojącego z niego nie wyszło. Wtedy może to był jedynie mechanizm obronny ale teraz to mało prawdopodobne, nie przy takim nasileniu. Chciałbym żeby to było "tylko" to bo tak jak piszesz to da się leczyć. Jeśli uda się wyleczyć jedną rzecz może będzie się dało wyleczyć też inne.

Mechanizmy obronne to czysta psyche. Bezdech senny ma różne przyczyny, na tle psyche też podobnież może powstać, ale nadal - daje się leczyć, jako odrębna choroba. Poza tym oprócz psyche ma inne przyczyny, z tego co czytałam całkiem ich sporo.
10 lat temu mogłeś tego bezdechu zwyczajnie nie mieć i tyle. Z dowolnych powodów. Takie choroby się rozwijają czasem całkiem długo nim dojdą do stadium, w którym się je da jednoznacznie zdiagnozować.
Naprawdę z tym lekarzem to szczęście smile

1,908 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2026-04-11 19:39:54)

Odp: Co to znaczy żyć?
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

@Palec


Przypominam Ci że Ciebie ten wątek nie interesuje, Ty tu tylko w przelocie przy kawie;)
Innych tak, Ciebie nie.

Ale pisz, pisz. Będą mieli łatwiej zgadnąć Twoje drugie konto, kiedy zaczynasz się odkrywać tongue

Co zaś do autora wątku, co chciałem przekazać, przekazałem. Pewnie go to nie ruszy, wpadnę za rok czy dwa zobaczyć.
Póki co, wystarczy tych pieszczot. Na które wyraźnie nabierasz ochoty big_smile

Dokładnie dobry pomysł. Palec coś się ostatnio zmienil, tak jakby bardziej spowaznial na tym forum big_smile aż go nie poznaje,że to on!

1,909 Ostatnio edytowany przez Palec Boga (2026-04-11 19:42:27)

Odp: Co to znaczy żyć?

...

Edit: Jednak się ugryzłem w język.

1,910

Odp: Co to znaczy żyć?
Palec Boga napisał/a:

...

Edit: Jednak się ugryzłem w język.

No i po co ?
Boli ?

1,911 Ostatnio edytowany przez Muqin (2026-04-11 20:06:53)

Odp: Co to znaczy żyć?

Drogi Palcu,
dzięki za troskę o mój dobrostan psychiczny, nic mi się czkawka nie odbija. smile
Moje podejście do Shiniego i jego problemów od początku jest jakie jest, zmianie nie uległo, jak na razie nic nie wskazuje na to, iżby się zmienić miało.

1,912 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-04-12 10:52:59)

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:

Terapeutka powiedziała, że ta senność też może być jednym z moich mechanizmów obronnych.


O tym że to jeden z twoich objawów psychosomatycznych podobnie jak IBS-D pisaliśmy ci już kilka lat temu.


Muqin napisał/a:

Moje podejście do Shiniego i jego problemów od początku jest jakie jest, zmianie nie uległo, jak na razie nic nie wskazuje na to, iżby się zmienić miało.


Dodajmy - pomimo kolejnych, oczywistych konfabulacji shiniego. Jak ta powyżej. Bo to są takie podstawy podstaw i jedna z oczywistości do odhaczenia w ciągu 1-2 wizyt i kilku podstawowych badań. Póki co jakoś dziwnym trafem "terapeutka" i "kolejni lekarze" jedyne co robią to potwierdzają to, co w zasadzie wszyscy mu wytykają. Poza tobą i Mrs.Happiness.

Tak się zarzekałaś, że czytałaś posty i tematy Shiniego. To teraz w świetle ostatniej strony-dwóch wróć do pierwszej strony tego tematu i je przeczytaj. Szczególnie elementy dotyczące jego terapii, jej przebiegu i zakończenia (fragmenty rozmowy z Loką) i diagnozę psychiatryczną jaką ówcześnie dostał. I zobacz gdzie jest teraz. Po ~4 latach jego mentalnej masturbacji na tym forum i bez wprowadzania żadnych zmian życiowych. Nazwij to postępem. I dare you.

1,913

Odp: Co to znaczy żyć?

Te posty to akurat czytałam już dawniej, zanim napisałam pierwszego posta w tym wątku. Na temat pierwszej terapii Shiniego zdanie wyraziłam i też nie mam podstaw, by je zmienić.
Zdołałam też zauważyć, ze wszelkie "wytykanie" Shiniemu kompletnie nie działa na niego tak, jak wytykający uważają, że powinno zdziałać z czego wysnułam wniosek, że sensu ono nijakiego nie ma. Nadal nie działa i nadal nie ma, jedno co się zmieniło to reagowanie Shiniego na to wytykanie.

1,914 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-04-12 16:01:29)

Odp: Co to znaczy żyć?
WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Można uczestniczyć w rozmowie dla własnego dobrego samopoczucia, a można dla dobrego samopoczucia rozmówcy. Najlepiej jest, kiedy jest zachowana równowaga, ale czasem niestety nie jest to możliwe. Akurat to nie świadczy na niekorzyść nikogo, że obcowanie z osobą problemową wyczerpuje cierpliwość.

Jak męczy mnie rozmowa z kimś, to ograniczam kontakt z tą osobą do niezbędnego minimum.

Każdy przychodzi tu z własnej woli. Nikt nie namawia, nikt nie prosi o uczestnictwo.
Można w dowolnej chwili przestać się udzielać. To nie jedyny temat i nie jedyny dział na forum.
Shini nie jest uciążliwym członkiem Twojej rodziny, którego siłą rzeczy musisz znosić przy niedzielnym obiedzie, czy na jakichś uroczystościach.
Jest obcym mężczyzną, do którego tematu regularnie zaglądasz, żeby go wyszydzić, podkreślić jaki to nie jest męczący, albo, gdy akurat masz lepszy dzień, "uświadamiać" zebranych, że brzmi jakby był w ciężkiej depresji i mógł sobie zrobić krzywdę, a Ty przecież nie życzysz mu AŻ TAK źle.
Swoją drogą, ciekawy dobór słów.

WesołaDziewczyna007 napisał/a:

Taka osoba z definicji jest bardziej wymagającym rozmówcą i to dość naturalne, że nie każdy ma ochotę traktować forum towarzyskiego jako dodatkowe wyzwanie w życiu, gdzie trzeba się czymś wykazać.

Forum towarzyskie? Jesteś pewna, że na takim właśnie się znajdujesz?

1,915

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

Forum towarzyskie? Jesteś pewna, że na takim właśnie się znajdujesz?

Tak to forum traktuje, takie tematy zakładam. Jakiś problem?

1,916

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

Każdy przychodzi tu z własnej woli. Nikt nie namawia, nikt nie prosi o uczestnictwo.
Można w dowolnej chwili przestać się udzielać. To nie jedyny temat i nie jedyny dział na forum.
Shini nie jest uciążliwym członkiem Twojej rodziny, którego siłą rzeczy musisz znosić przy niedzielnym obiedzie, czy na jakichś uroczystościach.
Jest obcym mężczyzną, do którego tematu regularnie zaglądasz, żeby go wyszydzić, podkreślić jaki to nie jest męczący, albo, gdy akurat masz lepszy dzień, "uświadamiać" zebranych, że brzmi jakby był w ciężkiej depresji i mógł sobie zrobić krzywdę, a Ty przecież nie życzysz mu AŻ TAK źle.
Swoją drogą, ciekawy dobór słów.

Taki argument tez można odwrócić. Nie jestem twoją ciocią przy stole wielkanocnym to po jakiego grzyba do mnie piszesz? List motywacyjny na jutro, raz!

1,917

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

Mechanizmy obronne to czysta psyche. Bezdech senny ma różne przyczyny, na tle psyche też podobnież może powstać, ale nadal - daje się leczyć, jako odrębna choroba. Poza tym oprócz psyche ma inne przyczyny, z tego co czytałam całkiem ich sporo.
10 lat temu mogłeś tego bezdechu zwyczajnie nie mieć i tyle. Z dowolnych powodów. Takie choroby się rozwijają czasem całkiem długo nim dojdą do stadium, w którym się je da jednoznacznie zdiagnozować.
Naprawdę z tym lekarzem to szczęście smile

Bardzo możliwe, że jest właśnie tak jak piszesz. Jeśli to faktycznie bezdech to kiedy robiłem kiedyś te badania albo mogło go jeszcze nie być albo nie rozwinięty wystarczająco by został rozpoznany. Zobaczymy co teraz z tego wyjdzie. Sam byłem zaskoczony tym o ile rzeczy wypytywał. Podobnie jak u psychiatry.

1,918 Ostatnio edytowany przez Muqin (2026-04-12 22:23:31)

Odp: Co to znaczy żyć?

@Shini
Lekarz który wypytuje to skarb, wart swojej wagi w złocie,  trochę szczęścia tu chyba dostałeś od losu, należy ci się. smile
Poza tym wyniki badań jednak często lekarz interpretuje, a Ty nie jesteś w grupie podwyższonego ryzyka bezdechu sennego, nawet jeśli te 10 lat temu coś tam było nie idealnie to myśl lekarza wówczas mogła nie wziąć pod uwagę akurat zaczynającego się bezdechu. Przy okazji naprawdę niesamowita jest  Twoja wytrwałość w tym chodzeniu po lekarzach, chyba trochę Cię nawet podziwiam. Serio.

@Smutna, nawet na forum towarzyskim czy gdziekolwiek zwykle człowiek unika tych, którzy go irytują. Nawet u wujka na imieninach unikamy irytującej cioci jeśli tylko się da.

1,919

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

@Smutna, nawet na forum towarzyskim czy gdziekolwiek zwykle człowiek unika tych, którzy go irytują. Nawet u wujka na imieninach unikamy irytującej cioci jeśli tylko się da.

Ale po co do mnie piszesz? Może zastosuj się do swoich własnych rad i skup na rozmowach z przyjemnymi użytkownikami?
Rozmawiałam z Rozrabiaką, nawet nie na temat Shiniego, ale jego dziwnej idealizacji męskich forów, które nie działają tak jak sobie wyobraża, tylko dlatego, że są tam mężczyźni nie kobiety. Także argument że musisz bronić Shiniego, bo zła Dziewczyna mu dokucza słabo pasuje.

1,920 Ostatnio edytowany przez WesołaDziewczyna007 (2026-04-13 11:26:34)

Odp: Co to znaczy żyć?

.

1,921 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2026-04-13 15:58:31)

Odp: Co to znaczy żyć?
RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Czyli te pochwały nt zachowania się autora dotyczą kontaktu pv?
Ja się odnosiłem do zauważalnego schematu na forum. Z jednej strony ogromne skupianie się na swoich problemach, negowanie jakichkolwiek rad ludzi chcących pomóc i zero jakiejś wesołości, radości.
W normalnym życiu takich ludzi się unika, bo są niesamowicie obciążający, toksyczni.
Być może na pv jest inaczej, być może w realu też, ja się odnoszę do tego co tutaj.

Na forum, gdy pisaliśmy sobie na luzie w założonych przeze mnie tematach (Plaża nudystów, Muzykoterapia) o filmach, grach, muzyce, anime itp. też już wykazywał zainteresowanie. I to nie tylko ze mną tak rozmawiał, bo jeszcze na przykład z Lunką. Oczywiście wtedy również znalazły się osoby, którym coś nie pasowało, jak Jack, który się musiał przyczepiać, że rozmowa jest za mało „wnikliwa” jak na kogoś, kto pasjonuje się horrorami / anime, albo że Shini „pieprzy głupoty”, bo przecież wszyscy mieli z czymś tam styczność / każdego uczyli tego w szkole etc.
Sami najpierw go prowokują, żeby pisał o sobie, czy się tłumaczył z braków / niewiedzy na jakiś temat, a potem się czepiają, że to robi. Nie raz już byłam tego świadkiem, że wątek był o kimś zupełnie innym, Shini nie brał udziału w dyskusji, a nagle pojawiał się np. wpis Jacka odnoszący się do jego osoby.
A potem lament na forum, że atencjusz Shini zawłaszcza dla siebie wszystkie tematy. LOL.
Jak wróciłam na forum, to się dowiedziałam o jego istnieniu właśnie z takiej dyskusji prowadzonej na jego temat bez jego udziału.
Zauważ, że on nawet tu, we własnym temacie, pisze mniej niż pozostali rozmówcy.

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Nie dawały Ci do myślenia, jeśli padały wiele razy? Zgaduję, że głównie z męskiej strony?

Ze strony Jacka i Smutnej. Także… bez urazy dla nich, ale nie są dla mnie żadnym autorytetem w tych kwestiach. 

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Ok. Faktycznie, byłaś w gronie osób które się kiedyś głęboko pochylały nad autorem, którym mógł wylewać swoje żale i które były gotowe wysłuchać i pocieszyć, ale które niczego nie wymagały. Czyli takie rozmawianie 'po babsku', z którego nic nie wynika.

Ale dlaczego ja miałabym od niego czegokolwiek wymagać?
Nie jestem jego kołczem, terapeutą, sensei.
On nie musi mi nic udowadniać.
Zwłaszcza, że jak się od kogoś wymaga konkretnych działań, to należałoby potem wziąć współodpowiedzialność za ewentualne konsekwencje. Tu na forum ludzie łatwo oceniają i narzucają swoją wolę, bo to nie ich życie, nie oni zapłacą cenę w razie pomyłki.

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Że nie wynika, wystarczy spojrzeć na datę pierwszego postu, ilość wiadomości w temacie i zestawić z sytuacją autora kiedyś i dziś. Jakie problemy kiedyś i jakie dziś.

Z takich "materialnych" zmian, to na przykład udało mu się zdobyć dziewczynę, więc już nie jest trzydziestoletnim gościem, który nigdy nie był w związku.

A jeśli chodzi o ilość wiadomości w temacie, proszę. Podsumowanie ostatnich sześciu miesięcy aktywności:
Posty Shiniego: 37
Posty innych użytkowników: 264
Z lekkim marginesem błędu, bo aż tak dokładnie mi się liczyć nie chciało, ale tak się to przedstawia na ten moment.
Wstrętny atencjusz przez sześć miesięcy napisał w swoim temacie aż 37 postów big_smile

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Napisałem 'po babsku', bo Wy kobiety lubicie sobie tak regulować emocje, rozmawiając i Wam to pomaga. My mamy trochę inaczej, czego zdajecie się nie rozumieć. Wasze zachowanie w tym temacie nie pomaga realnie, a moim zdaniem przeszkadza.

Po pierwsze, znam mężczyzn, którym też pomaga szczera rozmowa, taka bez oceniania, bez presji, bez wciskania na siłę złotych rad.
Po drugie, regulacja emocji, to regulacja emocji.
To nie znaczy, że po "wypłakaniu się komuś w rękaw" nie podejmiemy żadnych działań.

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

To prawda, do pewnego momentu.
Dlatego trzeba obserwować co ktoś robi z daną mu uwagą, czy wykorzystuje by poprawić swój stan, czy chodzi jedynie o chwilową poprawę samopoczucia, co jest na dłuższą metę szkodliwe.

Jeszcze raz podkreślam, nie prowadzę z nim domowej terapii.

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Ale to on tu przyszedł po pomoc, bo sobie nie radzi. Przynajmniej teoretycznie.
Zachowywałaś się w taki sposób, kiedy potrzebowałaś pomocy I ktoś chciał Ci pomóc?

Niestety tak, zdarzało się, że na coś narzekałam, a gdy w odpowiedzi otrzymałam radę, broniłam się przed nią, szukając argumentów, które miały udowodnić, że nie mam możliwości wprowadzić jej w życie, czy że sytuacja generalnie jest z tych bez wyjścia.
Tak działają te mechanizmy.
A jak jeszcze było się za dzieciaka często zmuszanym do jakichś aktywności, to każdy dodatkowy nacisk człowieka „odpala”, bo to jak atak na jego suwerenność.
Przy czym ja jestem z tych, co rzadko proszą ludzi o pomoc, więc tylko garstka miała styczność z tą mocno upierdliwą stroną mnie.

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Oczywiście że tak, to nie jest coś niemożliwego czy bardzo trudnego, praca nad swoim nastawieniem i przekonaniami. Ktoś, kto naprawdę ma problem, chwyci się wszystkiego by sobie pomóc.

To nie jest niemożliwe, prawda, ale zdecydowanie bywa bardzo trudne. Gdyby takie nie było, nikt nie potrzebowałby pomocy specjalistów.

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

Najpierw bije, potem krzyczy. I jeszcze by grzecznie chciała, a przecież wie do kogo pisze. Że rozrabiać on lubi.

Wie też, że i on chciałby kawałka piersi do przytulenia… a innym wypomina!

RozrabiakaWmalinowymGaju napisał/a:

No nie da się z nimi sad

Trudno tak razem być nam ze sobą… tongue

1,922

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

@Shini
Lekarz który wypytuje to skarb, wart swojej wagi w złocie,  trochę szczęścia tu chyba dostałeś od losu, należy ci się. smile
Poza tym wyniki badań jednak często lekarz interpretuje, a Ty nie jesteś w grupie podwyższonego ryzyka bezdechu sennego, nawet jeśli te 10 lat temu coś tam było nie idealnie to myśl lekarza wówczas mogła nie wziąć pod uwagę akurat zaczynającego się bezdechu. Przy okazji naprawdę niesamowita jest  Twoja wytrwałość w tym chodzeniu po lekarzach, chyba trochę Cię nawet podziwiam. Serio.

To chyba pierwszy raz kiedy spotkałem lekarz, który tak drąży. Może faktycznie coś mi się trafiło.

Ten problem z sennością mam już na prawdę od dawna. Już w liceum miałem z tym problem choć wtedy nie był nawet w połowie taki jak teraz, a wtedy spałem po 5 godzin dziennie. Teraz śpię po 7, a jest o wiele gorzej niż wtedy. Chcę sprawdzić co tylko się da w tej kwestii bo to się wydaje wręcz nieprawdopodobne żeby przyczyną było tylko przebodźcowanie czy na przykład dieta. Znam ludzi, którzy mają dietę złożoną z kaszanki, salcesonu, smalcu, kiełbasy i kilku browarów dziennie. O treningu nie słyszeli i też sporo siedzą na komputerze czy telefonie, a są w lepszej ogólnej formie niż ja. Stąd to moje chodzenie po lekarzach. Nawet jeśli nie da się tego wszystkiego wyleczyć to chcę chociaż się dowiedzieć jak najwięcej. Czy to jakiś problem typowo zdrowotny, czy to jakaś choroba czy może to efekt zbyt dużego stresu. Serio chciałbym choć przez jeden dzień nie być zmęczony, senny i żeby nic nie bolało. Chciałbym móc się skoncentrować i choć spróbować nauczyć się czegoś nowego. Choć przez jeden dzień mieć jasność umysłu, bez ciągłego stresu, presji i ciągłych myśli.

1,923

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:
Muqin napisał/a:

@Shini
Lekarz który wypytuje to skarb, wart swojej wagi w złocie,  trochę szczęścia tu chyba dostałeś od losu, należy ci się. smile
Poza tym wyniki badań jednak często lekarz interpretuje, a Ty nie jesteś w grupie podwyższonego ryzyka bezdechu sennego, nawet jeśli te 10 lat temu coś tam było nie idealnie to myśl lekarza wówczas mogła nie wziąć pod uwagę akurat zaczynającego się bezdechu. Przy okazji naprawdę niesamowita jest  Twoja wytrwałość w tym chodzeniu po lekarzach, chyba trochę Cię nawet podziwiam. Serio.

To chyba pierwszy raz kiedy spotkałem lekarz, który tak drąży. Może faktycznie coś mi się trafiło.

Ten problem z sennością mam już na prawdę od dawna. Już w liceum miałem z tym problem choć wtedy nie był nawet w połowie taki jak teraz, a wtedy spałem po 5 godzin dziennie. Teraz śpię po 7, a jest o wiele gorzej niż wtedy. Chcę sprawdzić co tylko się da w tej kwestii bo to się wydaje wręcz nieprawdopodobne żeby przyczyną było tylko przebodźcowanie czy na przykład dieta. Znam ludzi, którzy mają dietę złożoną z kaszanki, salcesonu, smalcu, kiełbasy i kilku browarów dziennie. O treningu nie słyszeli i też sporo siedzą na komputerze czy telefonie, a są w lepszej ogólnej formie niż ja. Stąd to moje chodzenie po lekarzach. Nawet jeśli nie da się tego wszystkiego wyleczyć to chcę chociaż się dowiedzieć jak najwięcej. Czy to jakiś problem typowo zdrowotny, czy to jakaś choroba czy może to efekt zbyt dużego stresu. Serio chciałbym choć przez jeden dzień nie być zmęczony, senny i żeby nic nie bolało. Chciałbym móc się skoncentrować i choć spróbować nauczyć się czegoś nowego. Choć przez jeden dzień mieć jasność umysłu, bez ciągłego stresu, presji i ciągłych myśli.

Nie żebym Cie miala zmartwic czy co,ale moje chroniczne zmęczenie tez tak z poczatku wyglądalo, wiec lepiej sobie zrob wszystkie potrzebne badania na te senność

1,924

Odp: Co to znaczy żyć?

Lekarz ewidentnie Ci się trafił, Shini. Niech drąży. smile
5 godzin spałeś w liceum, serio? Kurczę, to teoretycznie okres zwiększonego zapotrzebowania na sen, a Ty poniżej statystycznej normy. 7 to też wcale nie tak znowu dużo.
Dieta tak snu nie rozwala, bez przesady. Jakiś tam wpływ na sen ma zapewne, ale nie na taką skalę.
Przebodźcowanie to trochę nie wiadomo co, jak się bliżej przyjrzeć, na pewno podłączenie do kompa/smartfona ma wpływ na neurologię czyli pośrednio na sen. I raczej nie jest to wpływ dobry.
W ogóle o problemach ze snem współczesna medycyna niby coś wie, ale tak naprawdę wie nie tak znowu wiele, o czym się miałam okazję przekonać, bo akurat problemy ze snem mam od lat. Dosyć szybko się słyszy że to mianowicie stres jest przyczyną i co kurczę pacjent ma z tym fantem począć? A to się nakręca, im gorzej śpisz tym gorzej funkcjonujesz, od  gorszego funkcjonowania stres rośnie i błędne koło.
Trzymam kciuki żeby te badania coś wyjaśniły.

1,925

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

Lekarz ewidentnie Ci się trafił, Shini. Niech drąży. smile
5 godzin spałeś w liceum, serio? Kurczę, to teoretycznie okres zwiększonego zapotrzebowania na sen, a Ty poniżej statystycznej normy. 7 to też wcale nie tak znowu dużo.
Dieta tak snu nie rozwala, bez przesady. Jakiś tam wpływ na sen ma zapewne, ale nie na taką skalę.
Przebodźcowanie to trochę nie wiadomo co, jak się bliżej przyjrzeć, na pewno podłączenie do kompa/smartfona ma wpływ na neurologię czyli pośrednio na sen. I raczej nie jest to wpływ dobry.
W ogóle o problemach ze snem współczesna medycyna niby coś wie, ale tak naprawdę wie nie tak znowu wiele, o czym się miałam okazję przekonać, bo akurat problemy ze snem mam od lat. Dosyć szybko się słyszy że to mianowicie stres jest przyczyną i co kurczę pacjent ma z tym fantem począć? A to się nakręca, im gorzej śpisz tym gorzej funkcjonujesz, od  gorszego funkcjonowania stres rośnie i błędne koło.
Trzymam kciuki żeby te badania coś wyjaśniły.

To prawda sen musi uregulowac i powinno byc lepiej

1,926

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

Lekarz ewidentnie Ci się trafił, Shini. Niech drąży. smile
5 godzin spałeś w liceum, serio? Kurczę, to teoretycznie okres zwiększonego zapotrzebowania na sen, a Ty poniżej statystycznej normy. 7 to też wcale nie tak znowu dużo.
Dieta tak snu nie rozwala, bez przesady. Jakiś tam wpływ na sen ma zapewne, ale nie na taką skalę.
Przebodźcowanie to trochę nie wiadomo co, jak się bliżej przyjrzeć, na pewno podłączenie do kompa/smartfona ma wpływ na neurologię czyli pośrednio na sen. I raczej nie jest to wpływ dobry.
W ogóle o problemach ze snem współczesna medycyna niby coś wie, ale tak naprawdę wie nie tak znowu wiele, o czym się miałam okazję przekonać, bo akurat problemy ze snem mam od lat. Dosyć szybko się słyszy że to mianowicie stres jest przyczyną i co kurczę pacjent ma z tym fantem począć? A to się nakręca, im gorzej śpisz tym gorzej funkcjonujesz, od  gorszego funkcjonowania stres rośnie i błędne koło.
Trzymam kciuki żeby te badania coś wyjaśniły.

5 godzin jeśli dobrze poszło. Miałem dość daleko, z mojej miejscowości jeździł tylko PKS i kiedyś nie było obwodnicy więc na drodze dojazdowej do Warszawy zawsze był mega korek. Bardzo często jeszcze nie było już miejsc siedzących w tym PKS więc w drodze nie dało się spać. Wychodziłem z domu o 6, wracałem koło 17-18 i jeszcze trening, a potem lekcje. Nie było kiedy więcej spać. Przez to nie raz się zasypiało na lekcjach. Teraz też nie ma kiedy spać więcej niż 7, a i tak czasami się wybudzam po 3-4 razy. A najgorsze jest to, że nawet jeśli mi się uda spełnić ten chwilowo największy cel czyli zmienić pracę to znów będę spał mniej niż te 7 godzin. Jeśli ktoś kiedyś wynajdzie lek na stres to powinien dostać Nobla. To na pewno ma duże znaczenie szczególnie, że ja jestem niemal bez przerwy w stanie wysokiego stresu.

1,927

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:
Muqin napisał/a:

Lekarz ewidentnie Ci się trafił, Shini. Niech drąży. smile
5 godzin spałeś w liceum, serio? Kurczę, to teoretycznie okres zwiększonego zapotrzebowania na sen, a Ty poniżej statystycznej normy. 7 to też wcale nie tak znowu dużo.
Dieta tak snu nie rozwala, bez przesady. Jakiś tam wpływ na sen ma zapewne, ale nie na taką skalę.
Przebodźcowanie to trochę nie wiadomo co, jak się bliżej przyjrzeć, na pewno podłączenie do kompa/smartfona ma wpływ na neurologię czyli pośrednio na sen. I raczej nie jest to wpływ dobry.
W ogóle o problemach ze snem współczesna medycyna niby coś wie, ale tak naprawdę wie nie tak znowu wiele, o czym się miałam okazję przekonać, bo akurat problemy ze snem mam od lat. Dosyć szybko się słyszy że to mianowicie stres jest przyczyną i co kurczę pacjent ma z tym fantem począć? A to się nakręca, im gorzej śpisz tym gorzej funkcjonujesz, od  gorszego funkcjonowania stres rośnie i błędne koło.
Trzymam kciuki żeby te badania coś wyjaśniły.

5 godzin jeśli dobrze poszło. Miałem dość daleko, z mojej miejscowości jeździł tylko PKS i kiedyś nie było obwodnicy więc na drodze dojazdowej do Warszawy zawsze był mega korek. Bardzo często jeszcze nie było już miejsc siedzących w tym PKS więc w drodze nie dało się spać. Wychodziłem z domu o 6, wracałem koło 17-18 i jeszcze trening, a potem lekcje. Nie było kiedy więcej spać. Przez to nie raz się zasypiało na lekcjach. Teraz też nie ma kiedy spać więcej niż 7, a i tak czasami się wybudzam po 3-4 razy. A najgorsze jest to, że nawet jeśli mi się uda spełnić ten chwilowo największy cel czyli zmienić pracę to znów będę spał mniej niż te 7 godzin. Jeśli ktoś kiedyś wynajdzie lek na stres to powinien dostać Nobla. To na pewno ma duże znaczenie szczególnie, że ja jestem niemal bez przerwy w stanie wysokiego stresu.

Moze jakies sposoby na relaks Ci.pomoga? Moim zdaniem to za duzo bylo zajec jak chodziłes do szkoly i ciagly pospiech,potem jest stres

1,928

Odp: Co to znaczy żyć?
Julia life in UK napisał/a:

Moze jakies sposoby na relaks Ci.pomoga? Moim zdaniem to za duzo bylo zajec jak chodziłes do szkoly i ciagly pospiech,potem jest stres

Próbowałem jogi, medytacji, afirmacji i chyba wszystkich innych znanych w internecie sposobów, jeszcze nigdy nic z tego nie zadziałało. Wtedy było dużo zajęć i już było ciężko to wszystko wytrzymać, a przecież byłem sporo młodszy. Teraz jeśli uda się osiągnąć ten cel zmiany pracy i wyprowadzki będzie jeszcze więcej niż kiedykolwiek będąc przy tym sporo starszy niż wtedy.

Co do stresu to okres zdawania egzaminu na prawo jazdy czyli zaraz po skończeniu 18 lat był jednym z najbardziej stresujących w dotychczasowym życiu. Stresowałem się tym tak bardzo, że dosłownie ledwo mogłem utrzymać kierownicę bo tak się trząsłem. Potem już było tylko coraz więcej stresu, a teraz jest niemal bez przerwy.

1,929

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

Moze jakies sposoby na relaks Ci.pomoga? Moim zdaniem to za duzo bylo zajec jak chodziłes do szkoly i ciagly pospiech,potem jest stres

Próbowałem jogi, medytacji, afirmacji i chyba wszystkich innych znanych w internecie sposobów, jeszcze nigdy nic z tego nie zadziałało. Wtedy było dużo zajęć i już było ciężko to wszystko wytrzymać, a przecież byłem sporo młodszy. Teraz jeśli uda się osiągnąć ten cel zmiany pracy i wyprowadzki będzie jeszcze więcej niż kiedykolwiek będąc przy tym sporo starszy niż wtedy.

Co do stresu to okres zdawania egzaminu na prawo jazdy czyli zaraz po skończeniu 18 lat był jednym z najbardziej stresujących w dotychczasowym życiu. Stresowałem się tym tak bardzo, że dosłownie ledwo mogłem utrzymać kierownicę bo tak się trząsłem. Potem już było tylko coraz więcej stresu, a teraz jest niemal bez przerwy.

Ja po jodze dostalam ataku paniki. A moze cos kreatywnego, podroze,spacery, niewiem rysowanie cokolwiek... I co zdales prawko?

1,930

Odp: Co to znaczy żyć?
Julia life in UK napisał/a:

Ja po jodze dostalam ataku paniki. A moze cos kreatywnego, podroze,spacery, niewiem rysowanie cokolwiek... I co zdales prawko?

Mi się nawet podoba, to taki wolniejszy i spokojniejszy trening. Robię ćwiczenia rozciągające z jogi. Spacerów akurat nie próbowałem. Na podróże mnie nie stać, a rysowania próbowałem się nauczyć wielokrotnie i nigdy nie starczało mi do tego cierpliwości. Zdałem ale podejść było wiele i tak na prawdę do dziś nie wiem jak mi się to wtedy udało.

1,931

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

Ja po jodze dostalam ataku paniki. A moze cos kreatywnego, podroze,spacery, niewiem rysowanie cokolwiek... I co zdales prawko?

Mi się nawet podoba, to taki wolniejszy i spokojniejszy trening. Robię ćwiczenia rozciągające z jogi. Spacerów akurat nie próbowałem. Na podróże mnie nie stać, a rysowania próbowałem się nauczyć wielokrotnie i nigdy nie starczało mi do tego cierpliwości. Zdałem ale podejść było wiele i tak na prawdę do dziś nie wiem jak mi się to wtedy udało.

Jest całe mnostwo hobby i sposobow na relaks które mozesz wyprobowac... moze tez herbaty ziolowe pij albo witamin brakuje b12,b6 ,zen szen to na stres dobre jest

1,932

Odp: Co to znaczy żyć?
Julia life in UK napisał/a:

Jest całe mnostwo hobby i sposobow na relaks które mozesz wyprobowac... moze tez herbaty ziolowe pij albo witamin brakuje b12,b6 ,zen szen to na stres dobre jest

Niestety tu nie chodzi tylko o sposoby czy witaminy. Akurat witamin mi nie brakuje, a przynajmniej tak wynika z ostatnich badań. B12 biorę od jakiegoś czasu, herbaty ziołowe też piję. Większy problem jest w mojej głowie. Stale się o wszystko obwiniam, ciągle jestem niewystarczający dla samego siebie, podświadomie karam się za coś czego już nawet nie pamiętam i ciągle mam wrażenie, że na coś nie zasługuję. To generuje sporą część mojego stresu, napędza lęki i negatywne przekonania. Jak już pisałem, to jest kilka błędnych kół przeplatających się ze sobą. Nie wiem czy stan relaksu jest w ogóle możliwy przy czymś takim.

1,933

Odp: Co to znaczy żyć?
Shinigami napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:

Jest całe mnostwo hobby i sposobow na relaks które mozesz wyprobowac... moze tez herbaty ziolowe pij albo witamin brakuje b12,b6 ,zen szen to na stres dobre jest

Niestety tu nie chodzi tylko o sposoby czy witaminy. Akurat witamin mi nie brakuje, a przynajmniej tak wynika z ostatnich badań. B12 biorę od jakiegoś czasu, herbaty ziołowe też piję. Większy problem jest w mojej głowie. Stale się o wszystko obwiniam, ciągle jestem niewystarczający dla samego siebie, podświadomie karam się za coś czego już nawet nie pamiętam i ciągle mam wrażenie, że na coś nie zasługuję. To generuje sporą część mojego stresu, napędza lęki i negatywne przekonania. Jak już pisałem, to jest kilka błędnych kół przeplatających się ze sobą. Nie wiem czy stan relaksu jest w ogóle możliwy przy czymś takim.

Za duzo siebie krytykujesz moim zdaniem, musisz zacząć myśleć dobrze o sobie. Na dobre rzeczy nie trzeba zasluzyc,na te zle tez nie. Dobre rzeczy sie przytrafiaja zlym.ludziom i zle dobrym i na odwrot oczywiście też.

Acceptance and Commitment Therapy to by bylo cos dobrego dla Ciebie. Ja mam psychoterapie raz w miesiącu obecnie i widzialam na innej grupie maja ten rodzaj psychoterapii i ludziom to pomaga.  Ja mam inny rodzaj terapii

1,934

Odp: Co to znaczy żyć?
Mrs.Happiness napisał/a:

Jest obcym mężczyzną, do którego tematu regularnie zaglądasz, żeby go wyszydzić, podkreślić jaki to nie jest męczący

Czy znany jest ci koncept wolności wypowiedzi? Wiesz, że można zabierać głos w dyskusji w inny sposób niż przymilając się i potakując?


Ja w tym momencie Shiniego traktuję tak jak Julkę. Wątpię, aby to były prawdziwe, realne persony. Bo za dużo tu sprzeczności logicznych. Nie da się skończyć studiów i być aż tak odklejonym w podstawach (praktycznych aspektów życia jak to np było w dyskusji z nim o załatwieniu pracy). Nie da się jednocześnie twierdzić tak wielu i tak sprzecznych historii swojego życia będąc bez poważnej diagnozy (osobowość mnoga, schizofrenia) jednocześnie będąc pod opieką specjalistów i być na tyle poukładanym, aby ogarniać biznesowe sprawy urzędowe, szkolenia pracowników itp.





WesołaDziewczyna007 napisał/a:
Mrs.Happiness napisał/a:

Forum towarzyskie? Jesteś pewna, że na takim właśnie się znajdujesz?

Tak to forum traktuje, takie tematy zakładam. Jakiś problem?


Bo z definicji takie to forum właśnie jest - towarzyskie.


Rozmawiałam z Rozrabiaką, nawet nie na temat Shiniego, ale jego dziwnej idealizacji męskich forów, które nie działają tak jak sobie wyobraża, tylko dlatego, że są tam mężczyźni nie kobiety.

Ale wiele miejsc tak działa (lub działało) jak to on opisał.

1,935 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-04-15 09:39:36)

Odp: Co to znaczy żyć?
Muqin napisał/a:

Dieta tak snu nie rozwala, bez przesady.


Oczywiście, że dieta potrafi kompletnie rozpierdolić sen. Mało co tak rozpierdala sen jak obiadokolacja przed położeniem się spać popita tradycyjnym kubkiem herbaty. Tak samo jak ogromny wpływ ma brak higieny snu i ciągłe walenie konia. Co shini uskutecznia od jednego do kilku razy dziennie odkąd wszedł w dojrzewanie. Weźcie w końcu się doedukujcie w podstawach jakie skutki niesie ze sobą codzienna masturbacja i wystawianie się na porno oraz smartfona odkąd się otworzy oczy z rana do ich zamknięcia na spoczynek nocny. Bo pierdolicie tak odklejone od współczesnej wiedzy farmazony, że nie wierzę, że można się było uchować przed informacjami z ostatnich 20 czy 30 lat.


Przebodźcowanie to trochę nie wiadomo co, jak się bliżej przyjrzeć, na pewno podłączenie do kompa/smartfona ma wpływ na neurologię czyli pośrednio na sen. I raczej nie jest to wpływ dobry.

Nie pośredni tylko bezpośredni. I wiadomo o tym od dziesiątek lat. Same filtry światła niebieskiego w okularach mają ponad 20 lat.


W ogóle o problemach ze snem współczesna medycyna niby coś wie, ale tak naprawdę wie nie tak znowu wiele, o czym się miałam okazję przekonać, bo akurat problemy ze snem mam od lat. Dosyć szybko się słyszy że to mianowicie stres jest przyczyną i co kurczę pacjent ma z tym fantem począć? A to się nakręca, im gorzej śpisz tym gorzej funkcjonujesz, od  gorszego funkcjonowania stres rośnie i błędne koło.

Pierdololo rodem z "Przyjaciółki". Jak stres jest przyczyną to trzeba zmienić przyzwyczajenia życiowe - pracę, rozkład dnia, dietę, a nierzadko trzeba przemeblować mieszkanie (lub się przeprowadzić) czy zmienić styl ubierania. Bo źle dobrana odzież (np rozmiar biustonosza lub typ i rozmiar obuwia) też ma swoje konkretne konsekwencje, bo może to wpływać na mechanikę ruchu lub sposób oddychania.

1,936

Odp: Co to znaczy żyć?

@Shini lekarstwo na stres?
Definicyjnie stres to reakcja organizmu na czynniki zakłócające stan równowagi, jakbyśmy nie reagowali na zmiany tobyśmy chyba długo nie pożyli smile. Rozumiem, co chiałeś powiedzieć pisząc o tym lekarstwie na stres, za dużo negatywnych i organizm zwyczajnie nie wyrabia.
Stresujące są też wydarzenia dobre, chciane, zmieniające coś ku lepszemu. Łatwo o tym zapomnieć. Rzecz nie w likwidacji stresu jako takiego.
To myślenie o samym sobie w sposób, jaki opisałeś - ewidentnie Ci szkodzi, co oczywiście wiesz. Pozostaje trzymać kciuki żebyś powoli i stopniowo to myślenie dal radę zmienić. W miarę zmieniania myśenia z wieloma sprawami będzie Ci łatwiej.

Jak piszesz o tym swoim dojeżdżaniu do liceum to zaiste należysz do tych, co mieli mocno "pod górkę". Tak, wiem, dzieci w Afryce miewają gorzej, niektóre w Europie też, ale serio, łatwo to nie miałeś. Było, minęło, ale coś "użył" to Twoje. Trudniej mieć dobre stopnie jak człek zasypia ze zmęczenia.

Tak przy okazji zmiany przyzwyczajeń życiowych to wiąże się to miedzy innymi ze ...stresem. Stąd miedzy innymi powstaje czasem błędne koło.
Zmień pracę, dietę, przyzwyczajenia, przeprowadź się - ile to punktów w skali Holmes'a i Rahe'a? A ta skala jak wiadomo jest uśredniona, ludzie mają różne poziomy rezyliencji czyli  łatwo wylać dziecko z kąpielą stosując nierozważnie i wprost takie uogólnione rady we własnym życiu.

1,937

Odp: Co to znaczy żyć?
Julia life in UK napisał/a:

Za duzo siebie krytykujesz moim zdaniem, musisz zacząć myśleć dobrze o sobie. Na dobre rzeczy nie trzeba zasluzyc,na te zle tez nie. Dobre rzeczy sie przytrafiaja zlym.ludziom i zle dobrym i na odwrot oczywiście też.

Acceptance and Commitment Therapy to by bylo cos dobrego dla Ciebie. Ja mam psychoterapie raz w miesiącu obecnie i widzialam na innej grupie maja ten rodzaj psychoterapii i ludziom to pomaga.  Ja mam inny rodzaj terapii

Wiem ale to będzie dość trudne do osiągnięcia. Najgorsze, że ja sam sobie narzucam wymagania do pomyślenia o sobie dobrze, które są niemal niemożliwe do spełnienia. Kolejne błędne koło. Ja widzę to tak, że źle rzeczy są tymi naturalnymi danymi z automatu, a na dobre właśnie trzeba zasłużyć. Nawet bym powiedział, że źli ludzie częściej mają te dobre rzeczy bo po prostu je sobie biorą, bez żadnych moralnych wątpliwości.

Jaka dokładniej jest twoja terapia i z jakiego konkretniej powodu na nią poszłaś?

Muqin napisał/a:

@Shini lekarstwo na stres?
Definicyjnie stres to reakcja organizmu na czynniki zakłócające stan równowagi, jakbyśmy nie reagowali na zmiany tobyśmy chyba długo nie pożyli smile. Rozumiem, co chiałeś powiedzieć pisząc o tym lekarstwie na stres, za dużo negatywnych i organizm zwyczajnie nie wyrabia.
Stresujące są też wydarzenia dobre, chciane, zmieniające coś ku lepszemu. Łatwo o tym zapomnieć. Rzecz nie w likwidacji stresu jako takiego.
To myślenie o samym sobie w sposób, jaki opisałeś - ewidentnie Ci szkodzi, co oczywiście wiesz. Pozostaje trzymać kciuki żebyś powoli i stopniowo to myślenie dal radę zmienić. W miarę zmieniania myśenia z wieloma sprawami będzie Ci łatwiej.

Jak piszesz o tym swoim dojeżdżaniu do liceum to zaiste należysz do tych, co mieli mocno "pod górkę". Tak, wiem, dzieci w Afryce miewają gorzej, niektóre w Europie też, ale serio, łatwo to nie miałeś. Było, minęło, ale coś "użył" to Twoje. Trudniej mieć dobre stopnie jak człek zasypia ze zmęczenia.

Tak przy okazji zmiany przyzwyczajeń życiowych to wiąże się to miedzy innymi ze ...stresem. Stąd miedzy innymi powstaje czasem błędne koło.
Zmień pracę, dietę, przyzwyczajenia, przeprowadź się - ile to punktów w skali Holmes'a i Rahe'a? A ta skala jak wiadomo jest uśredniona, ludzie mają różne poziomy rezyliencji czyli  łatwo wylać dziecko z kąpielą stosując nierozważnie i wprost takie uogólnione rady we własnym życiu.

Ja wolałbym nie reagować wcale nawet ryzykując życie niż reagować w taki sposób jak teraz. Nie chodzi tylko o stres sam w sobie ale też o to co mu towarzyszy. Ciągłe napięcia mięśniowe dodatkowo wyczerpujące fizycznie. Ciągłe poczucie stanu zagrożenia. Różne paranoje, w których uzależniam zmniejszenie stresu od zrobienia czegoś niemal niewykonalnego. Nie dość, że już mam kilka błędnych kół to ciągle powstają nowe. Nie widzę możliwości zmiany tego myślenia. Mam wrażenie, że coraz bardziej popadam w te paranoje. Od paru dni ponownie próbuję znaleźć doradcę zawodowego i za każdym razem odpalają się mechanizmy obronne tak, że dosłownie wszystko mnie od tego odciąga. Teraz jeszcze natknąłem się na coś takiego jak coach kariery i już totalnie nie wiem co wybrać.

Nie dało się mieć lepszych ocen bo dosłownie nie było kiedy się czegoś uczyć. To jeżdżenie PKS to był dla mnie wręcz traumatyczny czas. Dlatego też zrobienie prawa jazdy było dla mnie tak ważne, narzuciłem sobie tak dużą presję, że stres mnie wykańczał. Gdyby w końcu się nie udało zrobić tego prawa jazdy to do dziś byłbym pewnie już całkowicie odizolowany o ile w ogóle jeszcze bym żył. Wracając do czasów szkolnych to zgadza się, niemal cały czas byłem w trybie zombie. Choćby z tego powodu nie dało się funkcjonować jak normalna osoba w tym wieku. Nawet gdybym miał możliwości to nie było tam miejsca na to wszystko za czym teraz tęsknię typu nastoletnie związki czy ogólnie nie bycie totalnym przegrywem.

Dokładnie tak, takie rady choć mogą pochodzić ze szczerej chęci pomocy nie mają możliwości pomóc. Weźmy na przykład moich rodziców. Wiedzą o sporej części tego co się że mną dzieje, wiedzą o terapii, o lekach od psychiatry, o moich lękach itd. Mimo to ciągle słyszę "zmień tą pracę", "skończyłeś dobre studia" itd. Ciągle mi gadają żebym wysyłał CV do państwowych instytucji typu ministerstwa, a ja nawet nie wiem czy to CV się do czegoś nadaje, nie wspominając już o listach motywacyjnych bo takiego nigdy nie pisałem. Dodatkowo jeszcze państwowe instytucje zwykle mają wieloetapowe rekrutacje, oczywiście jeśli w ogóle sprawdzają zgłoszenia zwykłych ludzi spoza rodziny i znajomych.

Posty [ 1,886 do 1,937 z 1,937 ]

Strony Poprzednia 1 28 29 30

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » STRES, LĘK, NERWICA, DEPRESJA » Co to znaczy żyć?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024