Nie mam bardzo sprecyzowanego planu i nie wiem, co wyniknie z tego spotkania. Czuję, że nie powinnam wprost prosić o szansę i przekonywać do swoich racji, bo to tylko wyraz braku akceptacji i szacunku do jego decyzji i zdaję sobie sprawę, że to mało atrakcyjne.
Chciałabym natomiast przekonać się, co miał na myśli, mówiąc, że on już myślał o przyszłości i poczuć, czy coś tam jeszcze może jest, a jeśli tak, zapewnić, że ja chciałam tego samego i wyjaśnić z czego wynikały moje blokady i że będę nad tym pracować.
Nie chcę być z kimś, kto ma co do mnie wątpliwości i nie potrafi rozmawiać o swoich potrzebach, ale tutaj kilka osób bardzo pomogło mi zrozumieć, że nie o wszystkim chcemy i możemy rozmawiać i o ile to, co sam mi mówił, było szczere, to już znacznie lepiej rozumiem jego perspektywę, a wręcz mam podobną. Tutaj szczególnie do mnie przemówiło stwierdzenie o tym, że to, że coś wychodzi naturalnie od nas, stanowi integralną część wartości tego. I ja mam dokładnie tak samo, jak np. z zaręczynami – mam koleżanki, które powiedziały wprost facetom, że oczekują pierścionka. Ja nigdy bym czegoś takiego nie zrobiła. Nawet, gdyby sam w końcu odgadł i się domyślił, to już nie to samo – ja chcę, żeby facet sam z siebie chciał mi się oświadczyć. W przeciwnym razie nie miałoby to dla mnie absolutnie żadnej wartości.
I nawet w podobnym jak nasz przypadku - ja byłam zaskoczona, że to tak szybko i nagle, że nic wcześniej nie powiedział, ale widzę, że to trochę niesprawiedliwe, bo sama nie chciałabym musieć nikogo prosić o większe zaangażowanie i wyrażanie uczuć.
Tylko pewnie bardziej, jak np. Rossanka, gdybym była w kimś zakochana, czekałabym dużo dłużej i właśnie wyolbrzymiała każdy najmniejszy przejaw czułości do granic możliwości, czekając, aż coś się zmieni. Jednak jak widać są i osoby, jak OneDay, które potrafią dużo szybciej to uciąć i np. odejść po 8 miesiącach (my z tym chłopakiem zresztą też znaliśmy się łącznie właśnie około 8 miesięcy). A są i takie, które mimo wszystko powiedzą, co im przeszkadza i dadzą szansę na zmianę, zanim zdecydują się odejść.
Któryś z panów zresztą zauważył też, że jaką on tak naprawdę mógł mieć gwarancję, że moje "otwieranie się" nie zajmie kolejne pół roku. Sam on podobnie mi mówił, że skoro już teraz ma obawy, to lepiej to przerwać w tym momencie, niż czekać, aż się stopniowo zacznie zniechęcać i wycofywać, a ja głowić, co może być nie tak i zamartwiać, aż w końcu i tak po roku byśmy się rozstali.
Także dziękuję za wszystkie wpisy i perspektywy, jak widać nie ma jedynej słusznej i tak naprawdę opcji jest wiele. Co by nie było, prawdopodobnie mogę wykluczyć „pojawienie się innej”, a przynajmniej na pewno powrót do byłej, bo znając historie o niej, prędzej by mi wydłubała oczy, niż doszłoby do jakiegokolwiek spotkania. 