polis napisał/a:SaraS napisał/a:Dalej nie rozumiesz. Nie chcę partnera, który mnie przytula, bo mu powiem. Chcę partnera, który sam z siebie będzie mnie przytulał. Sprawdzę to, właśnie nie mówiąc mu i obserwując.
Jeżeli nie chcę faceta, który nosi ciągle dresy, to nie chcę. Nie biorę się za takiego w dresach i nie mówię, że chce, żeby się przebrał.
To jest oczywiście twoja sprawa, moim zdaniem narażasz się tym samym na większą ilość nieudanych związków, które też będą trwać dłużej niż potrzeba, bo prosta rozmowa mogłaby szybciej rozwiać twoje wątpliwości w tej sprawie, ale oczywiście to twój wybór.
Teoria sobie, a życie sobie, bo akurat - nie licząc niepoważnego nastolatkowego związku - związek miałam i mam jeden, nie narzekam
(chociaż to akurat dlatego, że nigdy nie miałam potrzeby bycia z kimś, więc mogłam sobie bez spiny czekać na swój ideał
).
No i kwestia przytulania to akurat przykład z tego wątku tylko, bo mój partner od początku lubił dotyk. Po prostu jak najbardziej rozumiem, że są rzeczy, które się chcę otrzymywać bez mówienia, bo to, że ktoś robi je sam z siebie, stanowi istotną część ich wartości. Podobnie jest z oświadczynami na przykład - niektóre będą chciały po prostu małżeństwa, więc o tym porozmawiają, inne - oświadczą się same, a dla jeszcze innych wartością będzie to, że mężczyzna oświadczy się bez informowania go, że się oświadczyn chce.
polis napisał/a:Ale tutaj to co pisze rossanka wydaje się pasować do manioli, która przecież pisze, że się zaangażowała. To raczej dumanie w drugą stronę, że jak idzie do łóżka to niekoniecznie coś czuje jest zbyt wydumane w tym temacie.
Ale nie ma znaczenia, jak było naprawdę w przypadku autorki. Chodzi o to, czy facet musiał pomyśleć, że skoro z nim poszła do łóżka, to się zaangażowała. I skoro ustaliliśmy, że istnieją kobiety, które chodzą do łóżka bez zaangażowania, to fakt, że autorka z nim sypiała, o zaangażowaniu nie świadczył.
rossanka napisał/a:A mnie to wygląda na pogrywanie z drugą osobą.
Widział jak jest, że autorka powoli się angażowała, ale szło do przodu, to bardzo parę, kontakty, telefony, wyznania uczuć, i powoli powoli ona przekonywała się coraz bardziej, a jak już się zaczeka bardziej angażować to zerwał kontakt sugerując jeszcze, że teraz jej ruch.
Niektórzy wola gonić króliczka.
Moim zdaniem ona zachowywała się rozsądnie, pomału rozwijała znajomość, a nie tak jak u jej partnera, od razu strzała amora i fajerwerki. Szybko się zapalił i szybko się zgasił.
Terapeuta mi kiedyś to tłumaczył i to by podpadało pod ten wzór. Chyba, że są jeszcze inne okoliczności.
No ja akurat w opisach autorki zaangażowania nie widzę wcale, poza tymi postami, gdzie po prostu twierdzi, że się zaangażowała. Nie wiem, gdzie on miał to zaangażowanie dostrzec. W tym, że w ogóle nie inicjuje dotyku, żadnych czułości, tylko seks? To pokazuje, że ma ochotę na seks, a nie że jej zależy. W tym, że kiedy on myślał o czymś dla nich, ona myślała o czymś tylko dla siebie? Dla mnie byłby to jasny znak, że to nic poważnego, że nie widzi ze mną przyszłości.
Strzała amora i fajerwerki? OMG, przecież ten związek się w wolnym tempie rozwijał, ani wspólnego mieszkania, ani nic. Gdzie to szalone tempo? Że on wspomniał, że mogliby mieć kiedyś psy i za rękę ją trzymał? Przecież to jak pierwsze randki, oni z tego etapu nawet na dobrą sprawę nie wyszli.
I tak sobie myślę, że jest coś pomiędzy dziką miłością (namiętnością, chyba) od pierwszego wejrzenia, a nieokazywanien czułości i nieuwzględnianiem partnera w swoich planach przez pół roku.