netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?

295 odpowiedzi18 528 wyświetleńzałożony przez SanWieIng, 29.09.2022

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 261 do 296 z 296 ]

261

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?
Nowe_otwarcie napisał/a:
SanWieIng napisał/a:

Nowe_twarcie i Salomonka Wy się znacie z innych wątków czy poznaliście się tutaj i powstał spór? Różnica poglądów jest przecież sprawą naturalną i nie trzeba przekonywać do swoich racji smile

Na tę mizoandryczną hipokrytkę natknąłem się już wcześniej, to fakt. W wątku przytoczonym przez MagdaLenę1111 miałaś bardzo ładny przykład jej hipokryzji i myślenia w stylu "punkt widzenia zależy od punktu siedzenia" (nawet sama OIDP zauważyłaś tę hipokryzję kiedy tam faceta w analogicznej do Twojej sytuacji spuściła na drzewo, a Tobie radziła cisnąć faceta ile się da).  Popis dała też w dyskusji o alimentach gdzie nie było takiego wydatku poniesionego przez matkę (i który matka usiłowałaby wetknąć w wyliczenie alimentów) którego nie uznałaby za więcej niż uzasadniony (choć ja i moi znajomi płci obojga mamy doświadczenie z sądami w kwestii ustalania alimentów i wiemy jak często takie wyliczenia z kosmosu są spławiane przez sędzię). No cóż, widocznie dla niej dobry facet to tylko taki którego można maksymalnie wydoić; chore tylko jest że swoje praktyki z wynajmu swoich mieszkań (maksymalizacja zysku przez wynajmującego) przenosi na kwestie mieszkaniowo-uczuciowe. Ale nawet w jej ostatniej odpowiedzi dla Ciebie widać jakiś uraz do facetów, pewnie stąd te ciągoty do zemsty i cyckania z nich kasy ile się da wink

Najważniejsze że Ty zdołałaś się dogadać ze swoim facetem, bo rozmowa to podstawa. Jak widzisz tak naprawdę żadne z Was nie planuje wydoić tego drugiego, co IMHO dobrze wróży Wam na przyszłość. Myślę że jeśli tu zostaniesz, to za ileś miesięcy (może za minimalną liczbę lat) dowiemy się że wskoczyliście na wyższy level, czego szczerze Wam życzę smile

Ja pierniczę smile Ty to powinieneś ksiązki pisać, najlepiej SF smile

262 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2022-10-04 09:29:45)

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?
Salomonka napisał/a:

Ja pierniczę smile Ty to powinieneś ksiązki pisać, najlepiej SF smile

Yasssneee. Tylko że (dzięki uprzejmości MagdaLeny1111) gołym okiem widać co pisałaś wtedy i co napisałaś tutaj. Sama się totalnie zaorałaś i pokazałaś dobitnie że napiszesz wszystko byle by to było zgodne interesem twoim lub strony za którą się opowiadasz. Czyli wiarygodność i obiektywizm równe ZERO...

Żałuję jedynie że na tym forum nie ma takiej użytecznej funkcji znanej z innych. Ta funkcja to "ignor". Bez wahania bym cię tym "obdarzył" big_smile

263

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?
Nowe_otwarcie napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Ja pierniczę smile Ty to powinieneś ksiązki pisać, najlepiej SF smile

Yasssneee. Tylko że (dzięki uprzejmości MagdaLeny1111) gołym okiem widać co pisałaś wtedy i co napisałaś tutaj. Sama się totalnie zaorałaś i pokazałaś dobitnie że napiszesz wszystko byle by to było zgodne interesem twoim lub strony za którą się opowiadasz. Czyli wiarygodność i obiektywizm równe ZERO...

Żałuję jedynie że na tym forum nie ma takiej użytecznej funkcji znanej z innych. Ta funkcja to "ignor". Bez wahania bym cię tym "obdarzył" big_smile

Wystarczy że się ode mnie odczepisz, życiowy nieudaczniku smile Żadna inna opcja nie jest ci potrzebna.

264 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2022-10-04 10:23:23)

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?
Salomonka napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Ja pierniczę smile Ty to powinieneś ksiązki pisać, najlepiej SF smile

Yasssneee. Tylko że (dzięki uprzejmości MagdaLeny1111) gołym okiem widać co pisałaś wtedy i co napisałaś tutaj. Sama się totalnie zaorałaś i pokazałaś dobitnie że napiszesz wszystko byle by to było zgodne interesem twoim lub strony za którą się opowiadasz. Czyli wiarygodność i obiektywizm równe ZERO...

Żałuję jedynie że na tym forum nie ma takiej użytecznej funkcji znanej z innych. Ta funkcja to "ignor". Bez wahania bym cię tym "obdarzył" big_smile

Wystarczy że się ode mnie odczepisz, życiowy nieudaczniku smile Żadna inna opcja nie jest ci potrzebna.

Twoja opinia na mój temat ma wartość zużytego papieru toaletowego, więc jeśli chciałaś mi pocisnąć, to udało ci się jedynie mnie rozśmieszyć. Cholera, może jednak straciłbym dobrą zabawę z czytania twoich wypocin gdybys dostała tego ignora? big_smile

265

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?
Nowe_otwarcie napisał/a:

Zresztą mam trochę podobne podejście jak tutaj, bo jeśli kobieta nie jest roszczeniowa i nie oczekuje, to będę się starał by dostała więcej niż oczekiwała; roszczeniową zaś i uważającą że jej się należy z pełną premedytacją i przyjemnością spuszczę jak najmocniej na dupę, tak by to klapnięcie jak najmocniej ją zabolało.

No tak, kobieta ma nie mieć oczekiwań i siedzieć cicho. W sumie czego można się po Tobie spodziewać, w końcu sam siebie określiłeś jako nieudacznik czy też osoba nieogarnięta życiowo. Ty po prostu nie masz nic do zaoferowania kobiecie i nie ma to nic wspólnego z jakimikolwiek zasadami. Dlatego irytują Cię te, jak np. Salomonka, które wymagają czegoś więcej od siebie i życia ale też partnera niż by tylko był.

266 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2022-10-04 11:43:09)

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?
Roxann napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:

Zresztą mam trochę podobne podejście jak tutaj, bo jeśli kobieta nie jest roszczeniowa i nie oczekuje, to będę się starał by dostała więcej niż oczekiwała; roszczeniową zaś i uważającą że jej się należy z pełną premedytacją i przyjemnością spuszczę jak najmocniej na dupę, tak by to klapnięcie jak najmocniej ją zabolało.

No tak, kobieta ma nie mieć oczekiwań i siedzieć cicho. W sumie czego można się po Tobie spodziewać, w końcu sam siebie określiłeś jako nieudacznik czy też osoba nieogarnięta życiowo. Ty po prostu nie masz nic do zaoferowania kobiecie i nie ma to nic wspólnego z jakimikolwiek zasadami. Dlatego irytują Cię te, jak np. Salomonka, które wymagają czegoś więcej od siebie i życia ale też partnera niż by tylko był.

W którym miejscu tak dokładnie o sobie napisałem? Naćpałaś się czy TK mózg ci samodzielnie jakieś wizję wytworzył? big_smile
Chociaż nie dziwię się ze podobne odpaly do niej odwalasz. Już pokazałaś że jesteś nie tylko hipokrytką,ale i tchórzem (wtedy gdy chciałaś i tu napisać co myślisz naprawdę,tylko Magdalena cię wkopala i wiedziałaś że się zaorzesz. Czyli podobny,fałszywy sort co Salomonka.

267 Ostatnio edytowany przez Roxann (2022-10-04 11:51:55)

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?
Nowe_otwarcie napisał/a:

Chociaż nie dziwię się ze podobne odpaly do niej odwalasz. Już pokazałaś że jesteś nie tylko hipokrytką,ale i tchórzem (wtedy gdy chciałaś i tu napisać co myślisz naprawdę,tylko Magdalena cię wkopala i wiedziałaś że się zaorzesz. Czyli podobny,fałszywy sort co Salomonka.

Nie wiem co Ty bierzesz czy też to zwyczajnie skutek zerowej inteligencji ale bredzisz bez ładu i składu.  Nie wiem co i komu chcesz udowadniać ale sam z siebie robisz pośmiewisko, nie widzisz tego? Aż tak Cię boli to, że kobiety mają wymagania, są zaradne i MYŚLĄ?
Sorry ale do Twego poziomu rynsztoka nie będę się zniżać.

268

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?
Salomonka napisał/a:

Ja pierniczę smile Ty to powinieneś ksiązki pisać, najlepiej SF smile

Z takim nastawieniem i stosując takie techniki upokarzania, to trudno z Tobą wytrzymać na co dzień

269

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?
Farmer napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Ja pierniczę smile Ty to powinieneś ksiązki pisać, najlepiej SF smile

Z takim nastawieniem i stosując takie techniki upokarzania, to trudno z Tobą wytrzymać na co dzień

Bingo smile Niektórzy niech nawet nie próbują big_smile

270

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?
Roxann napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:

Chociaż nie dziwię się ze podobne odpaly do niej odwalasz. Już pokazałaś że jesteś nie tylko hipokrytką,ale i tchórzem (wtedy gdy chciałaś i tu napisać co myślisz naprawdę,tylko Magdalena cię wkopala i wiedziałaś że się zaorzesz. Czyli podobny,fałszywy sort co Salomonka.

Nie wiem co Ty bierzesz czy też to zwyczajnie skutek zerowej inteligencji ale bredzisz bez ładu i składu.  Nie wiem co i komu chcesz udowadniać ale sam z siebie robisz pośmiewisko, nie widzisz tego? Aż tak Cię boli to, że kobiety mają wymagania, są zaradne i MYŚLĄ?
Sorry ale do Twego poziomu rynsztoka nie będę się zniżać.

Na razie to rynsztok zrobiłyście ty i Salomonka po tym jak wypunktowałem waszą hipokryzję; czarno na białym widać było że piszecie zupełnie co innego w zależności od sytuacji i zamiast stulić yszy po sobie po złapaniu na gorącym uczynku zaczynacie atakowania, wyzywając od nieudaczników... To też właśnie zabawne: podobny sposób hipokryckiego myślenia,to i kontratak bardzo podobny, co się w sumie dziwić? W przypadku jednej i drugiej normalny facet będzie się trzymać na odległość, zaraz jak tylko się zorientuje z kim ma do czynienia big_smile

271

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?

Nowe otwarcie, zajmij się lepiej swoimi sprawami, moje zostaw mnie. Sam jesteś hipokrytą i zwyczajnym kłamcą, kręcisz wątkiem jak ci pasuje żeby tylko wyszlo na twoje i jesteś takim człowiekiem, który wzbudza we mnie wstręt. Przypierdzieliłeś się do mnie, bo boli cię jak diabli, że nie stękam jak to mi brakuje fcaeta i świetnie sobie radzę w życiu. Rzucasz wyzwiskami pod moim adresem, porównujesz do krwiopijcy który ciemięży biednych najemców swoich mieszkań (swoją drogą nieźle mnie tym ubawiłeś) i próbujesz mnie oczerniać na każdym kroku, choć nic o mnie nie wiesz i zwyczajnie konfabulujesz. Tak, mam spory majątek i choćby cię żółć zalala, nic na to nie poradzisz smile Na wszystko zapracowałam sama i nikt mi niczego nie dal. Miałam to nieszczęście, że wychował mnie bidul i czasami rodzina zastępcza, a dziecko które urodziłam w wieku 17 lat wychowałam sama, bez faceta bo czasem lepiej go nie mieć, ale chyba twoja żona do podobnego wniosku doszla smile Nieraz byłam w życiu głodna i często dziecko jadło, a dla mnie już nie starczyło. Dzięki Bogu mam to już za sobą i dziś żyję naprawdę dobrze, mam pracę w której nie muszę tyrać fizycznie i dodatkowo płacą w euro i to całkiem nieźle smile Jestem już zabezpieczona doskonale na przyszlość i moja córka także, choć tego nie potrzebuje bo radzi sobie świetnie i bardzo dobrze zarabia, jest architektem. Mam świetną córkę, wspaniałych przyjaciól, grono fajnych znajomych i żyje mi się fantastycznie, żeby tylko zdrowie było. Nie należę do kobiet które muszą mieć kalesony kręcące się po domu aby funkcjonować, co nie znaczy że jestem sama wink Wszystko do czego doszlam zawdzięczam sobie, nauczek też wiele od życia odebralam i wiem, co tacy goście jak ty mogą człowiekowi zrobić gdy potrafią znienawidzić czlowieka tylko dlatego, że mu się lepej powodzi.

Kończę już dyskusję w tym temacie, bo powodujesz u mnie mdłości a mam dziś zaplanowane wiele przyjemnych rzeczy na popołudnie i nie chce sobie tego psuć.

272 Ostatnio edytowany przez Roxann (2022-10-04 13:24:08)

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?
Nowe_otwarcie napisał/a:

Na razie to rynsztok zrobiłyście ty i Salomonka po tym jak wypunktowałem waszą hipokryzję; czarno na białym widać było że piszecie zupełnie co innego w zależności od sytuacji i zamiast stulić yszy po sobie po złapaniu na gorącym uczynku zaczynacie atakowania, wyzywając od nieudaczników... To też właśnie zabawne: podobny sposób hipokryckiego myślenia,to i kontratak bardzo podobny, co się w sumie dziwić? W przypadku jednej i drugiej normalny facet będzie się trzymać na odległość, zaraz jak tylko się zorientuje z kim ma do czynienia big_smile

Nie mam wpływu na to, że nie umiesz czytać ze zrozumieniem i dopowiadasz sobie rzeczy których nie ma. Zarzucasz mi w sumie nawet nie wiem co bo walisz na oślep. Przecież to chyba naturalne, że w zależności od sytuacji można mieć inne zdanie. Przecież tamten czy inny wątek nie pisała ta sama osoba więc nie wiem w czym widzisz problem. Tak ciężko jest pojąć, że ktoś patrzy na sprawę szerzej niż Ty? Mimo, że wątki są podobne, to jednak sytuacja zainteresowanych osób zupełnie inna.
A co do rynsztoku, to z tego co zauważyłam jesteś jedyną osobą, której poziom wypowiedzi jest daleki od tego, co można nazwać kulturą. Nikt nie jest winien tego w jakiej jesteś sytuacji i serio słabe jest leczenie kompleksów poprzez próbę obrażania innych na anonimowym forum. W ogóle widzisz jak to brzmi? Sam wijesz się jak piskorz i miotasz w tym co piszesz bo zwyczajnie brakuje ci argumentów.

273 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2022-10-04 13:52:15)

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?

Nowe_otwarcie Ale po co taka histeryczna dyskusja? Co Ci to da, że się tutaj powściekasz czy pokrzyczysz? Wiadomo, że każda osoba ma swój punkt widzenia, choć może czasami nie do końca obiektywny, jeśli patrzy wyłącznie przez pryzmat swoich przeżyć czy doświadczeń. Ty najwidoczniej miałeś taką zołzę i księżniczkę, która przy niczym palcem nie kiwnęła, oburzając się na to, że ma płacić za możliwość mieszkania z Tobą. Ok, masz rację, takie osoby najlepiej sprowadzać do partneru. Nie chciałbym mieć do czynienia z taką paniusią, jak z Twojego opisu, w ogóle do czynienia, bo takie zasługują na porządnę zderzenie z ziemią..

Tylko jaki jest sens obrzucania się tutaj wyzwiskami, jeśli od początku wiadomo było, o co chodzi. O to, żeby facet DOKŁADAŁ się do utrzymania domu, sumą adekwatną do swoich możliwości i kosztów, jakie ponosi to utrzymanie. Tam nie dało się zauważyć nic, co by świadczyło o roszczeniowości Autorki. Wydaje się, że za szybko przyszła na to forum(chociaż jej pomogło), bo zwykła rozmowa, obgadanie sprawy po raz drugi, okazało się zbawianne, dając pozytywne rezultaty. Temat i wątek dotyczy tej konkretnej sytuacji, więc po co się odnosić do innych, kiedy tamte okazują się po prostu INNE..?
Ciężko sobie wyobrazić, że człowiek żyję z kimś pod jednym dachem, gdzie to mieszkanie nie jest jego a on nawet złamanego grosza na utrzymanie nie dołoży(czy tez jakąś śmiesznie małą stawkę).

Słabo się czyta kolejną wojenkę i podjazdy damsko-męskie, kraszone wątpliwej jakości słownictwem...

274

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?
Roxann napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:

Na razie to rynsztok zrobiłyście ty i Salomonka po tym jak wypunktowałem waszą hipokryzję; czarno na białym widać było że piszecie zupełnie co innego w zależności od sytuacji i zamiast stulić yszy po sobie po złapaniu na gorącym uczynku zaczynacie atakowania, wyzywając od nieudaczników... To też właśnie zabawne: podobny sposób hipokryckiego myślenia,to i kontratak bardzo podobny, co się w sumie dziwić? W przypadku jednej i drugiej normalny facet będzie się trzymać na odległość, zaraz jak tylko się zorientuje z kim ma do czynienia big_smile

Nie mam wpływu na to, że nie umiesz czytać ze zrozumieniem i dopowiadasz sobie rzeczy których nie ma. Zarzucasz mi w sumie nawet nie wiem co bo walisz na oślep. Przecież to chyba naturalne, że w zależności od sytuacji można mieć inne zdanie. Przecież tamten czy inny wątek nie pisała ta sama osoba więc nie wiem w czym widzisz problem. Tak ciężko jest pojąć, że ktoś patrzy na sprawę szerzej niż Ty? Mimo, że wątki są podobne, to jednak sytuacja zainteresowanych osób zupełnie inna.
A co do rynsztoku, to z tego co zauważyłam jesteś jedyną osobą, której poziom wypowiedzi jest daleki od tego, co można nazwać kulturą. Nikt nie jest winien tego w jakiej jesteś sytuacji i serio słabe jest leczenie kompleksów poprzez próbę obrażania innych na anonimowym forum. W ogóle widzisz jak to brzmi? Sam wijesz się jak piskorz i miotasz w tym co piszesz bo zwyczajnie brakuje ci argumentów.

Sytuacja w tamtym wątku i w tym była BARDZO podobna, tylko tam był facet; Raxann, wszystko było widać gołym okiem tam i tu. Nie da się "odzobaczyć" tego co tam napisałaś i mocno się to kłóci z tym co napisałaś tutaj. I znów się wijesz próbując wmawiać że sytuacja była inna. NIE< NKE BYŁA! A innym stanowiskiem tylko się pogrążasz. Zresztą dalszy ciąg pasuje to tej "sprzeczności", tu już naprawdę niczego nie trzeba wyjaśniać.
Zwykle te roszczeniowe babki (nie tylko tutaj) są bardzo czułe na wypunktowanie im tej "dwoistości myślenia" i często potrafią się pokusić o niewybredną (jak twoja z nieudacznikiem) kontrę. Tyle.


@Salomonka, myślisz że twoja historia mnie zdziwiła? Nie, jest bardzo typowa dla tych dzieci z bidula, którym nikt nie pomógł (co ciekawe: wiele z tych, które dostały pomoc, należy do najbardziej życzliwych i pomocnych innym ludzi) w starcie w dorosłe życie (tak samo typowa dla tych pochodzących z pełnych rodzin, ale biednych czy patologicznych. Do dziś pamiętam jak o jednej koleżance z klasy mojej siostry (córce alkoholika notabene, który to po pijaku często wszczynał awantury) moja matka powiedziała że "X musi sama o siebie zawalczyć, bo nikt o nią nie zawalczy". Jej starsza siostra wyszła z tego samego założenia: wykształciła się i zaraz po studiach wyszła za zamożnego i dużo starszego gościa. Czy tam było uczucie? Wątpię.

Czy te dzieci stają się bardziej samodzielne od innych? Zdecydowanie mogę odpowiedzieć że tak, mają większą motywację. Ale są i skutki ubocznę: ciąg do celu po trupach, podejście w stylu "ja nikomu nic nie zawdzięczam, nie mam powodów mieć żadnych zobowiązań wobec kogokolwiek, a więc i skrupułów", dbanie tylko o wąziutkie grono najbliższych osób, a reszcie nie popuścić ani grosza. Często i współistnieje z tym niechęć do tych, którzy mieli łatwiej. Więc poużywaj sobie: mnie aż do skończenia studiów rodzice pomagali (i to mimo pewnych wpadek na studiach).

A razi mnie w tobie głównie twoja hipokryzja, nic nie mam do twojego majątku (jest twój, miej go sobie); dlatego m.in. doceniłem konsekwencję Beki_Smiechu w tym i tamtym wątku, choć delikatnie mówiąc nie przepadam za nim (tak samo oddałem co ich pozostałym, którzy się wypowiedzieli konsekwentnie w obu wątkach). Nie przerabiaj więc na swoją modłę tego co napisałem wink

275

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?
bagienni_k napisał/a:

Nowe_otwarcie Ale po co taka histeryczna dyskusja? Co Ci to da, że się tutaj powściekasz czy pokrzyczysz? Wiadomo, że każda osoba ma swój punkt widzenia, choć może czasami nie do końca obiektywny, jeśli patrzy wyłącznie przez pryzmat swoich przeżyć czy doświadczeń. Ty najwidoczniej miałeś taką zołzę i księżniczkę, która przy niczym palcem nie kiwnęła, oburzając się na to, że ma płacić za możliwość mieszkania z Tobą. Ok, masz rację, takie osoby najlepiej sprowadzać do partneru. Nie chciałbym mieć do czynienia z taką paniusią, jak z Twojego opisu, w ogóle do czynienia, bo takie zasługują na porządnę zderzenie z ziemią..

Tylko jaki jest sens obrzucania się tutaj wyzwiskami, jeśli od początku wiadomo było, o co chodzi. O to, żeby facet DOKŁADAŁ się do utrzymania domu, sumą adekwatną do swoich możliwości i kosztów, jakie ponosi to utrzymanie. Tam nie dało się zauważyć nic, co by świadczyło o roszczeniowości Autorki. Wydaje się, że za szybko przyszła na to forum(chociaż jej pomogło), bo zwykła rozmowa, obgadanie sprawy po raz drugi, okazało się zbawianne, dając pozytywne rezultaty. Temat i wątek dotyczy tej konkretnej sytuacji, więc po co się odnosić do innych, kiedy tamte okazują się po prostu INNE..?
Ciężko sobie wyobrazić, że człowiek żyję z kimś pod jednym dachem, gdzie to mieszkanie nie jest jego a on nawet złamanego grosza na utrzymanie nie dołoży(czy tez jakąś śmiesznie małą stawkę).

Słabo się czyta kolejną wojenkę i podjazdy damsko-męskie, kraszone wątpliwej jakości słownictwem...

Bagiennik, właśnie o to chodzi! U niej nie było roszczeniowości, właśnie ani 1/10 tego co u jej tutejszych samozwańczych "doradczyń". I dlatego tak się świetnie dogadała z facetem. Ona go nie chciała naciągać, on to czuł i zaoferował układ korzystniejszy dla niej niż ten do którego w jakikolwiek sposób mógłby być zobowiązany (tymczasem lokalne sępice już wieszały na nim psy). I to jeszcze raz pokazuje żeby najważniejsze by ludzie potrafili ze sobą rozmawiać, na spokojnie, a nie z pyskiem i pięścią dowodzili co się komu niby należy. W tym zgoda.

Ale NIE MA ZGODY że wątek "Mości pana" był inny, bo pokazywał praktycznie identyczną sytuację, z tym że tam w sytuacji autorki tego wątku był facet. Zresztą o czym mówimy jeśli nawet autorka tego wątku dostrzegła hipokryzję pewnych osób, które wypowiedziały się tam i tu, lecz w jakże innym tonie...?

276

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?
Nowe_otwarcie napisał/a:

Sytuacja w tamtym wątku i w tym była BARDZO podobna, tylko tam był facet; Raxann, wszystko było widać gołym okiem tam i tu. Nie da się "odzobaczyć" tego co tam napisałaś i mocno się to kłóci z tym co napisałaś tutaj. I znów się wijesz próbując wmawiać że sytuacja była inna. NIE< NKE BYŁA! A innym stanowiskiem tylko się pogrążasz. Zresztą dalszy ciąg pasuje to tej "sprzeczności", tu już naprawdę niczego nie trzeba wyjaśniać.
Zwykle te roszczeniowe babki (nie tylko tutaj) są bardzo czułe na wypunktowanie im tej "dwoistości myślenia" i często potrafią się pokusić o niewybredną (jak twoja z nieudacznikiem) kontrę. Tyle.

Tyle, że ja tam wypowiadałam się podobnie, co tu więc nie wiem po czym mówisz? Ani tu ani tam nie pisałam by ktokolwiek dokładał do kredytu. Poza tym rzeczywiste koszty i tak wyjdą zawsze w praniu bo połowa czynszu czy mediów to przecież zaledwie niewielki %. Tam się rozchodziło bodajże o 200zł, bo połowa czynszu to było 400. Podobnie tu też pisałam, że te 150 czy 200 zł to na dobrą sprawę jedne większe zakupy czy bilet do teatru więc naprawdę bez sensu o nie spierać. Dla Ciebie to miotanie się, a dla mnie realne podejście do sprawy bo kredyt to jedno, czynsz/media drugie, a życie codzienne (nie tylko jedzenie) to trzecie. I to trzecie zwykle pomijane ma tak naprawdę największe znaczenie i udział w wydatkach. Przynajmniej u mnie.
Na siłę próbujesz coś mi udowodnić czy zdyskredytować ale tylko się kompromitujesz.

277

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?

Nowe_otwarcie Nie dziwi mnie częste wyciąganie zbyt pochopnych wniosków, tym bardziej, kiedy opinie różnych użytkowników sa tak bardzo odmienne. Dochodzą emocje i łatwo wtedy o takie pyskówki, jak tutaj. Każdy ma inny styl wypowiedzi, ale nie warto tak bardzo czepiać się tego, co tak naprawdę nie jest ważne. Czasami ktoś coś nieopatrznie zrozumie i dochodzi do nieporozumień.Różnice w podejśćiu wynikają z osobistych doświuadczeń: Ty masz nieco inne, niż pozostali użytkownicy, stąd pojawiają się zgrzyty.

A na wątek mościpana to sobie zajrzę z ciekawości smile

278 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2022-10-04 17:29:27)

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?
Roxann napisał/a:

Tyle, że ja tam wypowiadałam się podobnie, co tu więc nie wiem po czym mówisz? Ani tu ani tam nie pisałam by ktokolwiek dokładał do kredytu. Poza tym rzeczywiste koszty i tak wyjdą zawsze w praniu bo połowa czynszu czy mediów to przecież zaledwie niewielki %. Tam się rozchodziło bodajże o 200zł, bo połowa czynszu to było 400. Podobnie tu też pisałam, że te 150 czy 200 zł to na dobrą sprawę jedne większe zakupy czy bilet do teatru więc naprawdę bez sensu o nie spierać. Dla Ciebie to miotanie się, a dla mnie realne podejście do sprawy bo kredyt to jedno, czynsz/media drugie, a życie codzienne (nie tylko jedzenie) to trzecie. I to trzecie zwykle pomijane ma tak naprawdę największe znaczenie i udział w wydatkach. Przynajmniej u mnie.
Na siłę próbujesz coś mi udowodnić czy zdyskredytować ale tylko się kompromitujesz.

Dobrze:

Roxann napisał/a:

To ile ona płaci za wynajem, to jest jej sprawa, podobnie to ile Ty płacisz za kredyt. Ona nie ma obowiązku dokładać Ci do niego.
Chcesz ją mieć jako współlokatorkę czy partnerkę?
Pół czynszu, rachunków i codziennych wydatków jest jak najbardziej ok.

Ile W TYM TEMACIE wynosiła połowa pozostałych rachunków i opłat z pominięciem kredytu?

279

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?
bagienni_k napisał/a:

Nowe_otwarcie Nie dziwi mnie częste wyciąganie zbyt pochopnych wniosków, tym bardziej, kiedy opinie różnych użytkowników sa tak bardzo odmienne. Dochodzą emocje i łatwo wtedy o takie pyskówki, jak tutaj. Każdy ma inny styl wypowiedzi, ale nie warto tak bardzo czepiać się tego, co tak naprawdę nie jest ważne. Czasami ktoś coś nieopatrznie zrozumie i dochodzi do nieporozumień.Różnice w podejśćiu wynikają z osobistych doświuadczeń: Ty masz nieco inne, niż pozostali użytkownicy, stąd pojawiają się zgrzyty.

Tak, jeszcze powiedz choć słowo że doświadczenia Salomonki nie wpływają na jej podejście wink

280

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?

Szlag mnie trafia że gdy ktoś się wprowadza do mieszkania które partner spłaca to nagle "nie będę płacić bo ty płacisz za kredyt", natomiast gdy to samo mieszkanie jest wynajmowane to się płaci po połowie grzecznie. Chyba lepiej płacić za wynajem partnerowi niż obcej osobie? Poza tym to jest żerowanie na właścicielce, która tak czy siak ponosi koszty.

Chłop powinien w zębach przynosić te 1100 zł bez dyskusji, a nie nagle ma za darmo.

281

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?
Nowe_otwarcie napisał/a:
Roxann napisał/a:

Tyle, że ja tam wypowiadałam się podobnie, co tu więc nie wiem po czym mówisz? Ani tu ani tam nie pisałam by ktokolwiek dokładał do kredytu. Poza tym rzeczywiste koszty i tak wyjdą zawsze w praniu bo połowa czynszu czy mediów to przecież zaledwie niewielki %. Tam się rozchodziło bodajże o 200zł, bo połowa czynszu to było 400. Podobnie tu też pisałam, że te 150 czy 200 zł to na dobrą sprawę jedne większe zakupy czy bilet do teatru więc naprawdę bez sensu o nie spierać. Dla Ciebie to miotanie się, a dla mnie realne podejście do sprawy bo kredyt to jedno, czynsz/media drugie, a życie codzienne (nie tylko jedzenie) to trzecie. I to trzecie zwykle pomijane ma tak naprawdę największe znaczenie i udział w wydatkach. Przynajmniej u mnie.
Na siłę próbujesz coś mi udowodnić czy zdyskredytować ale tylko się kompromitujesz.

Dobrze:

Roxann napisał/a:

To ile ona płaci za wynajem, to jest jej sprawa, podobnie to ile Ty płacisz za kredyt. Ona nie ma obowiązku dokładać Ci do niego.
Chcesz ją mieć jako współlokatorkę czy partnerkę?
Pół czynszu, rachunków i codziennych wydatków jest jak najbardziej ok.

Ile W TYM TEMACIE wynosiła połowa pozostałych rachunków i opłat z pominięciem kredytu?

To dopiero wyjdzie w praniu jak razem zamieszkają. Przecież pisałam kilka razy że nie ma co się spierać o te 150 czy 200 zł. bo pozostałe wydatki są znacznie większe i według mnie te 1100 zł. to absolutne minimum, które i tak pewnie okaże się zbyt małą kwotą.
Ja np. nie oczekiwałabym by mi facet płacił mi czynsz ale wziął na siebie inne koszty czy obowiązki związane z naszym codziennym życiem. Ale ja nie mam w zwyczaju rozliczać się do złotówki. Po prostu jak ja coś organizuje czy planuję, to ja płacę i na odwrót. Nie obchodzi mnie ile facet zapłacił za zakupy skoro obiad zrobiony. Podobnie ile za wypad weekendowy. Innym razem ja za podobne rzeczy płacę według własnego uznania.

282

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?
Nowe_otwarcie napisał/a:
Roxann napisał/a:

Tyle, że ja tam wypowiadałam się podobnie, co tu więc nie wiem po czym mówisz? Ani tu ani tam nie pisałam by ktokolwiek dokładał do kredytu. Poza tym rzeczywiste koszty i tak wyjdą zawsze w praniu bo połowa czynszu czy mediów to przecież zaledwie niewielki %. Tam się rozchodziło bodajże o 200zł, bo połowa czynszu to było 400. Podobnie tu też pisałam, że te 150 czy 200 zł to na dobrą sprawę jedne większe zakupy czy bilet do teatru więc naprawdę bez sensu o nie spierać. Dla Ciebie to miotanie się, a dla mnie realne podejście do sprawy bo kredyt to jedno, czynsz/media drugie, a życie codzienne (nie tylko jedzenie) to trzecie. I to trzecie zwykle pomijane ma tak naprawdę największe znaczenie i udział w wydatkach. Przynajmniej u mnie.
Na siłę próbujesz coś mi udowodnić czy zdyskredytować ale tylko się kompromitujesz.

Dobrze:

Roxann napisał/a:

To ile ona płaci za wynajem, to jest jej sprawa, podobnie to ile Ty płacisz za kredyt. Ona nie ma obowiązku dokładać Ci do niego.
Chcesz ją mieć jako współlokatorkę czy partnerkę?
Pół czynszu, rachunków i codziennych wydatków jest jak najbardziej ok.

Ile W TYM TEMACIE wynosiła połowa pozostałych rachunków i opłat z pominięciem kredytu?

To dopiero wyjdzie w praniu jak razem zamieszkają. Przecież pisałam kilka razy że nie ma co się spierać o te 150 czy 200 zł. bo pozostałe wydatki są znacznie większe i według mnie te 1100 zł. to absolutne minimum, które i tak pewnie okaże się zbyt małą kwotą.
Ja np. nie oczekiwałabym by mi facet płacił mi czynsz ale wziął na siebie inne koszty czy obowiązki związane z naszym codziennym życiem. Ale ja nie mam w zwyczaju rozliczać się do złotówki. Po prostu jak ja coś organizuje czy planuję, to ja płacę i na odwrót. Nie obchodzi mnie ile facet zapłacił za zakupy skoro obiad zrobiony. Podobnie ile za wypad weekendowy. Innym razem ja za podobne rzeczy płacę według własnego uznania.

283

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?
Nowe_otwarcie napisał/a:
bagienni_k napisał/a:

Nowe_otwarcie Nie dziwi mnie częste wyciąganie zbyt pochopnych wniosków, tym bardziej, kiedy opinie różnych użytkowników sa tak bardzo odmienne. Dochodzą emocje i łatwo wtedy o takie pyskówki, jak tutaj. Każdy ma inny styl wypowiedzi, ale nie warto tak bardzo czepiać się tego, co tak naprawdę nie jest ważne. Czasami ktoś coś nieopatrznie zrozumie i dochodzi do nieporozumień.Różnice w podejśćiu wynikają z osobistych doświuadczeń: Ty masz nieco inne, niż pozostali użytkownicy, stąd pojawiają się zgrzyty.

Tak, jeszcze powiedz choć słowo że doświadczenia Salomonki nie wpływają na jej podejście wink

Czy ty naprawdę nie umiesz czytać, analfabeto? Napisałam wyraźnie, że kredyt to kredyt, a koszty życia to inna sprawa. Mnie i moje doświadczenia zostaw w spokoju a weź się do jakiejś porządnej pracy, to może będziesz miał z czego zapłacić choć najkrótsze kolonie dla syna, żebyś go nie musiał z sobą ciągać do pracy i przypinać sobie za to laurkę.

Biedne dziecko smile

284 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2022-10-04 18:20:32)

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?
Roxann napisał/a:

To dopiero wyjdzie w praniu jak razem zamieszkają. Przecież pisałam kilka razy że nie ma co się spierać o te 150 czy 200 zł. bo pozostałe wydatki są znacznie większe i według mnie te 1100 zł. to absolutne minimum, które i tak pewnie okaże się zbyt małą kwotą.
Ja np. nie oczekiwałabym by mi facet płacił mi czynsz ale wziął na siebie inne koszty czy obowiązki związane z naszym codziennym życiem.

Jak zawsze diabeł tkwi w szczegółach, a wytłuszczony fragment zabrzmiał bardzo enigmatycznie. Ja wcześniej proponowałem WSZYSTKIE POZOSTAŁE KOSZTY POZA KREDYTEM na pół (czyli począwszy od wody, prądu, gazu przez internet i tv na żarciu, środkach czystości i wyjściach rozrywkowych kończąc)  uznając że to uczciwa wersja. Policz więc ile to normalnie wychodzi i czy to jest "na krzywy ryj"?

Roxann napisał/a:

Ale ja nie mam w zwyczaju rozliczać się do złotówki. Po prostu jak ja coś organizuje czy planuję, to ja płacę i na odwrót. Nie obchodzi mnie ile facet zapłacił za zakupy skoro obiad zrobiony. Podobnie ile za wypad weekendowy. Innym razem ja za podobne rzeczy płacę według własnego uznania.

To ostatnie zdanie zrozumiałem tak że według własnej wizji organizujesz obiad (czyli to co Ty byś na ten obiad planowała) i wypady (miejsce według Twojego pomysłu). Czy dobrze interpretuję?
Bo według tej wizji i ja się spotykam z moją. I bilans sumaryczny zarówno naszych spotkań jak i naszego wspólnego urlopu na pewno (i to bez kalkulatora) jest na jej korzyść, ale jest na jej korzyść a nie po połowie BO JA TAK CHCIAŁEM, a nie dlatego że tak powinno być lub coś mnie zobowiązywało do podziału mniej korzystnego dla mnie niż pół na pół.

Czyli nie chodzi o to co konkretnie zdecyduję się zrobić tylko O ZASADĘ! I ZASADA nie zmienia się w zależności od tego kogo dotyczy!

285 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2022-10-04 18:33:51)

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?
Salomonka napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:
bagienni_k napisał/a:

Nowe_otwarcie Nie dziwi mnie częste wyciąganie zbyt pochopnych wniosków, tym bardziej, kiedy opinie różnych użytkowników sa tak bardzo odmienne. Dochodzą emocje i łatwo wtedy o takie pyskówki, jak tutaj. Każdy ma inny styl wypowiedzi, ale nie warto tak bardzo czepiać się tego, co tak naprawdę nie jest ważne. Czasami ktoś coś nieopatrznie zrozumie i dochodzi do nieporozumień.Różnice w podejśćiu wynikają z osobistych doświuadczeń: Ty masz nieco inne, niż pozostali użytkownicy, stąd pojawiają się zgrzyty.

Tak, jeszcze powiedz choć słowo że doświadczenia Salomonki nie wpływają na jej podejście wink

Czy ty naprawdę nie umiesz czytać, analfabeto? Napisałam wyraźnie, że kredyt to kredyt, a koszty życia to inna sprawa. Mnie i moje doświadczenia zostaw w spokoju a weź się do jakiejś porządnej pracy, to może będziesz miał z czego zapłacić choć najkrótsze kolonie dla syna, żebyś go nie musiał z sobą ciągać do pracy i przypinać sobie za to laurkę.

Biedne dziecko smile

Co za jełopka...

Primo, upośledzona istoto: jest już za duża na kolonie.

Secundo: sumarycznie doszła do wniosku że ten wyjazd i tak znacznie przewyższył to co mógłby zaoferować jakiś wyjazd na dwa tygodnie w jedno miejsce, tym bardziej że było i sporo zwiedzania, a w wielu miastach i słynnych obiektach muzealnych była pierwszy raz. Wawel, kopalnia soli w Wieliczce, muzeum porcelany w Ćmielowie i kilka innych; kilka noclegów w zamku (o obskoczeniu takich miast jak Sandomierz, Kielce, Kraków, Wrocław, Zielona Góra, Legnica nie mówiąc) to ubogi program? O dodatkowych atrakcjach jakie to "biedne dziecko" miało nawet nie będę pisać. Weź nie pieprz już...

I nie ty mi będziesz mówić jaka praca jest porządna; gdybym pracował za minimalną w Biedrze, to jeszcze byś mogła coś pieprzyć, tylko że mimo wszystko pracuję gdzie indziej i za nieco powyżej średniej krajowej (średniej krajowej dla facetów w moim wieku, a nie dla kobiet). Może więc nie wysoko, ale i nie nisko. Normalnie.

286

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?
Nowe_otwarcie napisał/a:
Salomonka napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:

Tak, jeszcze powiedz choć słowo że doświadczenia Salomonki nie wpływają na jej podejście wink

Czy ty naprawdę nie umiesz czytać, analfabeto? Napisałam wyraźnie, że kredyt to kredyt, a koszty życia to inna sprawa. Mnie i moje doświadczenia zostaw w spokoju a weź się do jakiejś porządnej pracy, to może będziesz miał z czego zapłacić choć najkrótsze kolonie dla syna, żebyś go nie musiał z sobą ciągać do pracy i przypinać sobie za to laurkę.

Biedne dziecko smile

Co za jełopka...

Primo, upośledzona istoto: jest już za duża na kolonie.

Secundo: sumarycznie doszła do wniosku że ten wyjazd i tak znacznie przewyższył to co mógłby zaoferować jakiś wyjazd na dwa tygodnie w jedno miejsce, tym bardziej że było i sporo zwiedzania, a w wielu miastach i słynnych obiektach muzealnych była pierwszy raz. Wawel, kopalnia soli w Wieliczce, muzeum porcelany w Ćmielowie i kilka innych; kilka noclegów w zamku (o obskoczeniu takich miast jak Sandomierz, Kielce, Kraków, Wrocław, Zielona Góra, Legnica nie mówiąc) to ubogi program? O dodatkowych atrakcjach jakie to "biedne dziecko" miało nawet nie będę pisać. Weź nie pieprz już...

I nie ty mi będziesz mówić jaka praca jest porządna; gdybym pracował za minimalną w Biedrze, to jeszcze byś mogła coś pieprzyć, tylko że mimo wszystko pracuję gdzie indziej i za nieco powyżej średniej krajowej (średniej krajowej dla facetów w moim wieku, a nie dla kobiet). Może więc nie wysoko, ale i nie nisko. Normalnie.

Co za jełop... Nawet nie pamięta co napisał w wątku obok:

Nowe_otwarcie napisał/a:

Ja też nie miałem w tym roku kasy na to by wziąć dziecko na wakacje ( a dodawszy aktualną sytuację w kraju, to na pewno wiesz że takich ludzi było ZNACZNIE więcej), choć ja akurat miałem jeszcze inną furtkę, którą wykorzystałem (mam delegacyjny tryb pracy, więc wziąłem dziecko kilka razy ze sobą w delegację, płacąc za nią jedynie różnicę ceny w hotelu między pokojem 2-osobowym i 1-osobowym - w niektórych hotelach wyszło to bardzo korzystnie- i dzięki temu każdego dnia po pracy zapewniłem dziecku w sumie atrakcyjniejsze wakacje niż wyjazd w jedno, stacjonarne miejsce).

Rzeczywiście szczyt osiągnięć życiowych smile

I nie ty mi będziesz mówił, jak mam żyć smile  Ogarnij się facet, to nie będziesz musiał kobiet którym się nieźle powodzi, stalkować na kobiecym forum smile

287 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2022-10-04 18:56:30)

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?
Salomonka napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:
Salomonka napisał/a:

Czy ty naprawdę nie umiesz czytać, analfabeto? Napisałam wyraźnie, że kredyt to kredyt, a koszty życia to inna sprawa. Mnie i moje doświadczenia zostaw w spokoju a weź się do jakiejś porządnej pracy, to może będziesz miał z czego zapłacić choć najkrótsze kolonie dla syna, żebyś go nie musiał z sobą ciągać do pracy i przypinać sobie za to laurkę.

Biedne dziecko smile

Co za jełopka...

Primo, upośledzona istoto: jest już za duża na kolonie.

Secundo: sumarycznie doszła do wniosku że ten wyjazd i tak znacznie przewyższył to co mógłby zaoferować jakiś wyjazd na dwa tygodnie w jedno miejsce, tym bardziej że było i sporo zwiedzania, a w wielu miastach i słynnych obiektach muzealnych była pierwszy raz. Wawel, kopalnia soli w Wieliczce, muzeum porcelany w Ćmielowie i kilka innych; kilka noclegów w zamku (o obskoczeniu takich miast jak Sandomierz, Kielce, Kraków, Wrocław, Zielona Góra, Legnica nie mówiąc) to ubogi program? O dodatkowych atrakcjach jakie to "biedne dziecko" miało nawet nie będę pisać. Weź nie pieprz już...

I nie ty mi będziesz mówić jaka praca jest porządna; gdybym pracował za minimalną w Biedrze, to jeszcze byś mogła coś pieprzyć, tylko że mimo wszystko pracuję gdzie indziej i za nieco powyżej średniej krajowej (średniej krajowej dla facetów w moim wieku, a nie dla kobiet). Może więc nie wysoko, ale i nie nisko. Normalnie.

Co za jełop... Nawet nie pamięta co napisał w wątku obok:

Nowe_otwarcie napisał/a:

Ja też nie miałem w tym roku kasy na to by wziąć dziecko na wakacje ( a dodawszy aktualną sytuację w kraju, to na pewno wiesz że takich ludzi było ZNACZNIE więcej), choć ja akurat miałem jeszcze inną furtkę, którą wykorzystałem (mam delegacyjny tryb pracy, więc wziąłem dziecko kilka razy ze sobą w delegację, płacąc za nią jedynie różnicę ceny w hotelu między pokojem 2-osobowym i 1-osobowym - w niektórych hotelach wyszło to bardzo korzystnie- i dzięki temu każdego dnia po pracy zapewniłem dziecku w sumie atrakcyjniejsze wakacje niż wyjazd w jedno, stacjonarne miejsce).

Rzeczywiście szczyt osiągnięć życiowych smile

I nie ty mi będziesz mówił, jak mam żyć smile  Ogarnij się facet, to nie będziesz musiał kobiet którym się nieźle powodzi, stalkować na kobiecym forum smile

Pamiętam dokładnie co napisałem. Dzieciaki z kolonii by się zwinęły z zazdrości wziąwszy pod uwagę program i miejscówki (nigdzie nie zeszliśmy niżej hotelu 3-gwiazdkowego).

Rzeczywiście , jesteś dobrym przykładem na to że człowiek z dołów wyjdzie, ale doły z człowieka już nie... Forsy może przybyło, ale tępą, zaciętą babą pozostałaś.

288

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?
Nowe_otwarcie napisał/a:
Salomonka napisał/a:
Nowe_otwarcie napisał/a:

Co za jełopka...

Primo, upośledzona istoto: jest już za duża na kolonie.

Secundo: sumarycznie doszła do wniosku że ten wyjazd i tak znacznie przewyższył to co mógłby zaoferować jakiś wyjazd na dwa tygodnie w jedno miejsce, tym bardziej że było i sporo zwiedzania, a w wielu miastach i słynnych obiektach muzealnych była pierwszy raz. Wawel, kopalnia soli w Wieliczce, muzeum porcelany w Ćmielowie i kilka innych; kilka noclegów w zamku (o obskoczeniu takich miast jak Sandomierz, Kielce, Kraków, Wrocław, Zielona Góra, Legnica nie mówiąc) to ubogi program? O dodatkowych atrakcjach jakie to "biedne dziecko" miało nawet nie będę pisać. Weź nie pieprz już...

I nie ty mi będziesz mówić jaka praca jest porządna; gdybym pracował za minimalną w Biedrze, to jeszcze byś mogła coś pieprzyć, tylko że mimo wszystko pracuję gdzie indziej i za nieco powyżej średniej krajowej (średniej krajowej dla facetów w moim wieku, a nie dla kobiet). Może więc nie wysoko, ale i nie nisko. Normalnie.

Co za jełop... Nawet nie pamięta co napisał w wątku obok:

Nowe_otwarcie napisał/a:

Ja też nie miałem w tym roku kasy na to by wziąć dziecko na wakacje ( a dodawszy aktualną sytuację w kraju, to na pewno wiesz że takich ludzi było ZNACZNIE więcej), choć ja akurat miałem jeszcze inną furtkę, którą wykorzystałem (mam delegacyjny tryb pracy, więc wziąłem dziecko kilka razy ze sobą w delegację, płacąc za nią jedynie różnicę ceny w hotelu między pokojem 2-osobowym i 1-osobowym - w niektórych hotelach wyszło to bardzo korzystnie- i dzięki temu każdego dnia po pracy zapewniłem dziecku w sumie atrakcyjniejsze wakacje niż wyjazd w jedno, stacjonarne miejsce).

Rzeczywiście szczyt osiągnięć życiowych smile

I nie ty mi będziesz mówił, jak mam żyć smile  Ogarnij się facet, to nie będziesz musiał kobiet którym się nieźle powodzi, stalkować na kobiecym forum smile

Pamiętam dokładnie co napisałem. Dzieciaki z kolonii by się zwinęły z zazdrości wziąwszy pod uwagę program i miejscówki (nigdzie nie zeszliśmy niżej hotelu 3-gwiazdkowego).

Rzeczywiście , jesteś dobrym przykładem na to że człowiek z dołów wyjdzie, ale doły z człowieka już nie... Forsy może przybyło, ale tępą, zaciętą babą pozostałaś.

Masz rację smile Musiałam sobie niezły dół wykopać, żeby się zrównać z tobą poziomem smile

289 Ostatnio edytowany przez Nowe_otwarcie (2022-10-04 19:05:12)

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?
Salomonka napisał/a:

Masz rację smile Musiałam sobie niezły dół wykopać, żeby się zrównać z tobą poziomem smile

Tylko wiesz, jest jeden problem, który chyba przeoczyłaś. Pamiętasz oznaczenie poziomu, z którego startowałaś do tego kopania? Ta pozioma kreska przy cyfrze oznaczającej poziom to nie była rysa; to był minus... wink

Nie szukaj więc na tym poziomie do którego się dokopałaś, bo musisz zawrócić... a nawet i to ci nie pozwoli mnie odnaleźć.

290 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2022-10-04 19:47:50)

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?

Wy to chyba się czerpiecie przyjemnosć z wzajemnego dogryzania sobie... wink


Wiadomo, że na początku wszystko się wydaje proste, kiedy dane koszty dzielone są na pół. Jednak w praktyce wychodzi zupełnie inaczej. Nie da się prawie nigdy rozliczać co do złotówki, skwapliwie zapisując wszystko w notatniku czy Excelu. Poza tym, w związku to raczej normalne, że raz coś planuje czy ogranizuje jedna strona, rasz druga. Ponadto, skoro ja np. jednego dnia robię zakupy czy płacę w kanjpie to nie oczekuję od razu dokładnego rozliczenia, ale zapewne następnym razem to moja partnerka za to zapłaci, przynajmniej jeśli jest uczciwa.

291

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?
bagienni_k napisał/a:

Wiadomo, że na początku wszystko się wydaje proste, kiedy dane koszty dzielone są na pół. Jednak w praktyce wychodzi zupełnie inaczej. Nie da się prawie nigdy rozliczać co do złotówki, skwapliwie zapisując wszystko w notatniku czy Excelu. Poza tym, w związku to raczej normalne, że raz coś planuje czy ogranizuje jedna strona, rasz druga. Ponadto, skoro ja np. jednego dnia robię zakupy czy płacę w kanjpie to nie oczekuję od razu dokładnego rozliczenia, ale zapewne następnym razem to moja partnerka za to zapłaci, przynajmniej jeśli jest uczciwa.

Bagiennik, zdradzę Ci tajemnicę: tak realnie wygląda "ponoszenie połowy wydatków". Nikt nie wbija wszystkiego do excela, wiadomo także że nie robi się za każdym razem identycznych zakupów. Chodzi o to by obie strony w miarę równomiernie ponosiły te koszty. Czyli tak jak jest teraz u mnie (innymi słowy: w realu TEŻ można) smile

292

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?

2 lata temu mój narzeczony wprowadzał się do mnie. Mieszkanie było już moje i ze spłaconym kredytem. Ja proponowałam narzeczonemu, żebyśmy po prostu dzielili opłaty na pół. On tak nie chciał, bo jest trochę tradycjonalistą i czuł się niekomfortowo z tym, że to on mieszkałby u mnie w moim mieszkaniu. Dlatego chciał dopłacać coś jeszcze jak za najem pokoju. Ja z kolei uważałam to za głupie, jednak jesteśmy parą, a nie wynajmującą i najemcą.
Na szczęście ustaliliśmy kompromis, który do dziś działa, że on będzie płacił wszystkie rachunki w całości, ale nie będzie płacił mi nic za najem. Dobry kompromis, bo dla niego to taniej niż gdyby wynajmował mieszkanie czy pokój, ale zarazem nie uraża jego męskiej dumy mieszkanie u mnie.
W planach mamy kupić wspólnie własne mieszkanie, może w przyszłym roku albo za 2 lata.

293

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?
R_ita2 napisał/a:
67Eve napisał/a:

2 lata temu mój narzeczony wprowadzał się do mnie. Mieszkanie było już moje i ze spłaconym kredytem. Ja proponowałam narzeczonemu, żebyśmy po prostu dzielili opłaty na pół. On tak nie chciał, bo jest trochę tradycjonalistą i czuł się niekomfortowo z tym, że to on mieszkałby u mnie w moim mieszkaniu. Dlatego chciał dopłacać coś jeszcze jak za najem pokoju. Ja z kolei uważałam to za głupie, jednak jesteśmy parą, a nie wynajmującą i najemcą.
Na szczęście ustaliliśmy kompromis, który do dziś działa, że on będzie płacił wszystkie rachunki w całości, ale nie będzie płacił mi nic za najem. Dobry kompromis, bo dla niego to taniej niż gdyby wynajmował mieszkanie czy pokój, ale zarazem nie uraża jego męskiej dumy mieszkanie u mnie.
W planach mamy kupić wspólnie własne mieszkanie, może w przyszłym roku albo za 2 lata.

W mojej opinii podejście Twojego narzeczonego jest bardzo ok. Z kolei mój mąż jest już mocno tradycyjny jeśli o to chodzi, ma swoją "dumę i honor" i uważa za naturalne, że na barkach mężczyzny spoczywa utrzymanie wszystkiego, a już w ogóle utrzymanie rodziny, którą założył więc od kiedy mieszkamy razem (jeszcze na sporo przed ślubem) to zarówno kredyt, rachunki, jedzenie, inne opłaty były na jego głowie, mimo, że jeszcze miałam kasę z L4 i potem macierzyński, kasa była dla mnie i tyle. Ale też nie ma co porównywać zarobków, bo jako COO miał xxxx razy większe od moich.  Ale dla niego brakiem honoru byłoby branie pieniędzy od kobiety nawet gdyby te zarobki były porównywalne ale to też dlatego, że on jest bardziej typem opiekuna niż partnera. I nic nie zrobisz, tak wychowany (z innej kultury).

Ja zarabiam troszkę więcej od narzeczonego.

294

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?

Tragedia.
Pieniądze faceta są wspólne.
Pieniądze kobiety są jej.

Dlaczego mężczyźni robią sobie coś takiego.
Takiego zachowanie to jest właśnie ta " toksyczna męskość "

W odwrotnej sytuacji, gdy kobieta wprowadza się do faceta to nikt ( zarówno ta kobieta jak i facet ) nie wpadnie na tak" genialny " pomysł jak to że ona bierze wszystkie opłaty na siebie. A facet który by się na coś takiego zgodził byłby zaraz przez feministki okrzyknięty skąpcem i że żyje sobie bez kosztowo na rachunek kobiety. A w odwrotnej sytuacji, wszystko spoko.

295

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?
Szeptuch napisał/a:

Tragedia.
Pieniądze faceta są wspólne.
Pieniądze kobiety są jej.

Dlaczego mężczyźni robią sobie coś takiego.
Takiego zachowanie to jest właśnie ta " toksyczna męskość "

W odwrotnej sytuacji, gdy kobieta wprowadza się do faceta to nikt ( zarówno ta kobieta jak i facet ) nie wpadnie na tak" genialny " pomysł jak to że ona bierze wszystkie opłaty na siebie. A facet który by się na coś takiego zgodził byłby zaraz przez feministki okrzyknięty skąpcem i że żyje sobie bez kosztowo na rachunek kobiety. A w odwrotnej sytuacji, wszystko spoko.

Jeszcze trochę, a zostaniesz okrzyknięty mizoginem smile

296 Ostatnio edytowany przez Szeptuch (2022-10-16 12:23:04)

Odp: Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?
Farmer napisał/a:
Szeptuch napisał/a:

Tragedia.
Pieniądze faceta są wspólne.
Pieniądze kobiety są jej.

Dlaczego mężczyźni robią sobie coś takiego.
Takiego zachowanie to jest właśnie ta " toksyczna męskość "

W odwrotnej sytuacji, gdy kobieta wprowadza się do faceta to nikt ( zarówno ta kobieta jak i facet ) nie wpadnie na tak" genialny " pomysł jak to że ona bierze wszystkie opłaty na siebie. A facet który by się na coś takiego zgodził byłby zaraz przez feministki okrzyknięty skąpcem i że żyje sobie bez kosztowo na rachunek kobiety. A w odwrotnej sytuacji, wszystko spoko.

Jeszcze trochę, a zostaniesz okrzyknięty mizoginem smile

Średnio mnie to interesuje.
Jak napisze coś o obowiązkach faceta to piszą że się podlizuje kobietą. Pantoflarz itp
A jak napisze coś o obowiązkach kobiety, to pojawiają się teksty że nienawidzę kobiet, i że musiałem zostać skrzywdzony.
Ale taka jest cena posiadania swojego zdania.
A nie zastępowania rozumu ideologią

Posty [ 261 do 296 z 296 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Jak rozwiązać problem wspólnych opłat za mieszkanie?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026