chmurny napisał/a:Co nie ważne?
Szukasz cwaniaka to zadaj sobie dwa elementarne pytania: kto to wymyślił i kto ma w tym układzie gorzej finansowo a na dokładkę trzecie: kto ma plan i prosi na forum o opinie co do sposobu realizacji. Będziesz miała cwaniaka.
Już sam tytuł jest bardzo wymowny!
Nie brzmi "wydaje mi się że nie mogę polegać na swoim mężczyznie" (a te finanse to przykład) tylko jeb z grubej rury: jak go naliczyć za mieszkanie.
Wiesz co chmurny, myślę że możesz być w lekkim błędzie, bo mam wrażenie że Autorka (którą autentycznie dociskające raty kredytu skłoniły do takich rozkmin)jest tutaj i tak znacznie łagodniej nastawiona niż kilka etatowych forumowiczek (jak Salomonka czy jeneste92) , które całkiem wyraźnie dają do zrozumienia że oskubałyby gościa znacznie bardziej niż jej w ogóle w najśmielszej wersji przeszło przez myśl. Najlepsze jest to że dorabiają do tego taką "legendę" że jeszcze za chwilę (same nakręcone swoimi wywodami) zaczną dowodzić że nawet jak facet sfinansuje jej cały kredyt (no powinien przecież biednej, słabej kobietce, nieprawdaż?), to i tak jeszcze na tym skorzysta. Uzasadnienia też są pokrętne i skrzętnie pomijają oczywiste dla najemcy okoliczności (dlatego może ja je wymienię):
- lokalizacja: silnie powiązana z ofertą komunikacyjno-handlowo-gastronomiczno-rozrywkową. Nawet w dużym mieście dobrze idą mieszkania zlokalizowane w pobliżu centrum (właśnie ze względu na powyższe czynniki), mieszkania w bloku na obrzeżach praktycznie nie wynajmiesz (co najwyżej zdesperowanej rodzinie z dziećmi i samochodem, którą pospławiano bliżej centrum). Wynajęcie domu to poza większym metrażem i ewentualnie ciszą same minusy;
- wprowadzając się do autorki jej facet ma znacznie mniejszą swobodę niż miałby w wynajmowanym przez siebie mieszkaniu, bo jest u niej, na jej warunkach. Przykładowo jak ja wynajmuję mieszkanie od kogoś, to w okresie wynajmu jestem tam sobie (w rozsądnym zakresie, pomijając demolkę i pijackie imprezy z wzywaną policją) panem: jak chcę, to po podłodze walają się brudne gacie i opakowania po pizzy i nikt mi nic nie powie; tutaj tak nie będzie. Poza tym wszystkie meble są do mojej dyspozycji, pracuję kiedy chcę i nie muszę się do nikogo dostosować; tu tak nie będzie. Łazienka jest tylko moja, jem to co ja chcę...
Gdyby nad tym trochę pomyśleć, to jeszcze coś się znajdzie i to pewnie niemało.
Tak więc moi drodzy: mieszkanie u swojej lubej czy swojego lubego NIE JEST JAK WYNAJEM, bo co prawda opłaty nie te, ale swoboda i prawa też nie te.