Głupie gadanie "szuka nie wiadomo czego". Sam należę do szaleńców mających wiarę w zrządzenie losu, przeznaczenie i cenie pewne wartości, często wygasłe w dzisiejszych czasach, wręcz się nimi kieruje. Najzwyczajniej miło porozmawiać, usłyszeć co słychać u drugiej osoby, pomóc, pośmiać się czy być wysłuchanym. Czym sen dla ciała, tym przyjaźń dla ducha. Brakuje mi takiego odświeżenia sił. To, że świat "zapierdala" nie musi oznaczać deptania dobrego wychowania czy sentymentów. Jeśli ktoś szuka azylu, romantyzmu to ma do tego prawo.
Podobne tematy
Małżeństwo "z rozsądku"? A tak mnie naszło ![]()
Mi się podejście Rossanki podoba. Zna siebie dobrze, wie jakie relacje jej nie satysfakcjonują i jacy faceci w ogóle nie są w jej typie. Dlaczego miałaby się z kimś wiązać tylko z rozsądku? Te czasy dawno za nami.
Ale też dla mnie jest to poniekąd potwierdzenie danych statystycznych, że kobiety o wiele lepiej znoszą życie singla. Nie potrzebują partnera jako warunku koniecznego do szczęścia - faceci często się na tym kompletnie fiksują.
Piszesz, że zawsze byłaś w związkach z rozsądku i zawsze się kończyły, ale myślisz o wejściu w taki związek?? Trochę się to kupy nie trzyma. To już nie średniowiecze, żeby wchodzić w takie związki. A taki związek przetrwałby gdybyś miała mega zakochanego w tobie faceta, ale raczej każdy wcześniej czy później się zorientuje, że szału ni ma. Poza tym taki facet raczej też prędzej niż później odejdzie, bo się zakocha w kimś innym. Musiałabyś chyba trafić na mega desperata coby w takim związku chciał dzisiaj trwac
Z tym znoszeniem życia singla, to choćby to forum zdaje się mówić coś zupełnie innego, ale kłócić się nie będę. Człowiek, który potrafi być choć przez pewien czas sam, doceniając pewne swobody życia singla, zna swoją wartość i nie potrzebuje po prostu koniecznie kogoś, aby go o tej wartośći bez przerwy przekonywał.
Mi się podejście Rossanki podoba. Zna siebie dobrze, wie jakie relacje jej nie satysfakcjonują i jacy faceci w ogóle nie są w jej typie. Dlaczego miałaby się z kimś wiązać tylko z rozsądku? Te czasy dawno za nami.
I dlatego od lat jest sama.
Jak widzisz, to działa doskonale ![]()
Ale też dla mnie jest to poniekąd potwierdzenie danych statystycznych, że kobiety o wiele lepiej znoszą życie singla. Nie potrzebują partnera jako warunku koniecznego do szczęścia - faceci często się na tym kompletnie fiksują.
Widziałem dziś z samego rana te wszystkie szczęśliwe starsze singielki.
Aż mi się żal zrobiło.
Gdyby Ross była taka dojrzała i pelna wgladu w siebie, to od 10 lat by nie smęciła o tym jak strasznie nie potrafi znależć faceta.
Problem w tym, że ona może związku chce, tak deklaratywnie, ale tak naprawde sie go boi, więc sabotuje się na każdym kroku.
Foxterier napisał/a:Mi się podejście Rossanki podoba. Zna siebie dobrze, wie jakie relacje jej nie satysfakcjonują i jacy faceci w ogóle nie są w jej typie. Dlaczego miałaby się z kimś wiązać tylko z rozsądku? Te czasy dawno za nami.
I dlatego od lat jest sama.
Jak widzisz, to działa doskonaleFoxterier napisał/a:Ale też dla mnie jest to poniekąd potwierdzenie danych statystycznych, że kobiety o wiele lepiej znoszą życie singla. Nie potrzebują partnera jako warunku koniecznego do szczęścia - faceci często się na tym kompletnie fiksują.
Widziałem dziś z samego rana te wszystkie szczęśliwe starsze singielki.
Aż mi się żal zrobiło.
Awww jaki Ty jesteś fantastycznie współczująco-empatyczny i status związku odczytujesz z czoła obcych ludzi. Dobrze że te szczęśliwe singielki mają cię, righly so, w dupie.
Foxterier napisał/a:Mi się podejście Rossanki podoba. Zna siebie dobrze, wie jakie relacje jej nie satysfakcjonują i jacy faceci w ogóle nie są w jej typie. Dlaczego miałaby się z kimś wiązać tylko z rozsądku? Te czasy dawno za nami.
I dlatego od lat jest sama.
Jak widzisz, to działa doskonaleFoxterier napisał/a:Ale też dla mnie jest to poniekąd potwierdzenie danych statystycznych, że kobiety o wiele lepiej znoszą życie singla. Nie potrzebują partnera jako warunku koniecznego do szczęścia - faceci często się na tym kompletnie fiksują.
Widziałem dziś z samego rana te wszystkie szczęśliwe starsze singielki.
Aż mi się żal zrobiło.
To się trzeba było zakręcić wokół którejś i ją wyciągnąć z tego singielstwa.
Gdyby Ross była taka dojrzała i pelna wgladu w siebie, to od 10 lat by nie smęciła o tym jak strasznie nie potrafi znależć faceta.
Problem w tym, że ona może związku chce, tak deklaratywnie, ale tak naprawde sie go boi, więc sabotuje się na każdym kroku.
Znaleźć to potrafię, tylko uciekają do innych.
No więc cos robisz nie tak, że nie przyciagasz, a odpychasz.
Mam wrażenie, że na siłę robisz swoje wymagania tak wysokie i zupelnie mało dookreślone, bo zawsze mozesz znaleźć wygodną furtkę by się wycofać. I też, nawet jeżeli jest to podświadome, wybierasz mężczyzn Tobą niezainteresowanych. Poza tym Twoja wizja związku to jakiś koszmar. Naprawde sądzisz, że przeciętny facet chce mieć w domu kobietę, która we wszystkim mu przytakuje z miną męczennicy? Szczerze, jakbym miala z kims takim być nie mialabym dla niego żadnego szacunku i z samej irytacji bym go zostawiła dla bycia samej.
No więc cos robisz nie tak, że nie przyciagasz, a odpychasz.
Mam wrażenie, że na siłę robisz swoje wymagania tak wysokie i zupelnie mało dookreślone, bo zawsze mozesz znaleźć wygodną furtkę by się wycofać. I też, nawet jeżeli jest to podświadome, wybierasz mężczyzn Tobą niezainteresowanych. Poza tym Twoja wizja związku to jakiś koszmar. Naprawde sądzisz, że przeciętny facet chce mieć w domu kobietę, która we wszystkim mu przytakuje z miną męczennicy? Szczerze, jakbym miala z kims takim być nie mialabym dla niego żadnego szacunku i z samej irytacji bym go zostawiła dla bycia samej.
Ale sama zobacz. Na forum roznectematy: mąż np skarży się ze żona nie chce częstego seksu, albo żona skarży się, że mąż mało zajmuje się dzieckiem, albo narzeczona chce ślubu kościelnego a jemu starczy cywilny, albo ona chciałaby aktywnie spędzać czas a mąż w fotelu prze tv. I te wątki są maglowane tygodniami. A wystarczyłoby aby druga strona się zgadzała na pomysły autora danego wątku, to nie byłoby problemu. Czyli moje potakiwanie i zgoda na wszystko nie jest takie głupie, mąż nie miałby się do czego doczepić. Czy aby kogoś szanować musi in mieć inne zdanie?
Nie mam wymagań. Właśnie sama się dziwię, bo moje koleżanki które znam od lat, one miały takie wymagania, że dziś powinny być same. Skreslaly facetów za wszystko, za wzrost nie taki, a to że inny był łysy, albo za mało zarabial, albo że nie czuły do niego chemii, albo nie pasowało im cokolwiek. A to one już od dawna są w małżeństwach. Powychodziły za faceci którzy mieli te cechy. Wcale nie z łapanki i z desperacji. A ja żadnemu nie odmówiłam spotkania nawet jak wyjątkowo mi się nie podobał ani z wyglądu ani jak się okazywało z charakteru.
Nawet jako nastolatka nie miałam chłopaka a całowałam się pierwszy taż po 30stce, jak poznałam ex. To już całkiem porażka. Przed pandemii mieliśmy spotkanie klasowe z koleżankami. Jak to na spotkaniu zeszły opowieści na tematy, gdy miałyśmy po naście lat, dziewczyny wspominały, jak to ukradkiem całowały się na wycieczkach czy za garażami szkoły w czasie przerwy. A ja się wstydziłam cokolwiek powiedzieć i tylko słuchałam. Porażka na całej linii.
W życiu nikomu nie przytakiwałam dla przytakiwania i jakos nikt mnie z tego powodu nie zostawił. Do rozpadu zwiazków dochodziło właśnie dlatego, że jeżeli zbytnio sie różniliśmy, to nie było sensu tego ciągnąć. W taki sposób doszłam do Misia, z którym naturalnie sie zgadzamy w 80%, a z reszta nie mamy problemu się ze sobą nie zgadzać.
Jeżeli facet jest normalny i zrównoważony, to nie szuka kogoś bez własnego zdania.
W życiu nikomu nie przytakiwałam dla przytakiwania i jakos nikt mnie z tego powodu nie zostawił. Do rozpadu zwiazków dochodziło właśnie dlatego, że jeżeli zbytnio sie różniliśmy, to nie było sensu tego ciągnąć. W taki sposób doszłam do Misia, z którym naturalnie sie zgadzamy w 80%, a z reszta nie mamy problemu się ze sobą nie zgadzać.
Jeżeli facet jest normalny i zrównoważony, to nie szuka kogoś bez własnego zdania.
A jak mi coś nie pasuje, to słyszę, że księcia szukam bo ideału nie znajdę, cobyśmy się we wszystkim zgadzali. To spotykałam się na siłę i spotykałam z osobami, z którymi nie chciałam.
Ex mi wlasnie na odchodne powiedział, że za bardzo uległa byłam i się na wszystko zgadzałam. Ale jak były sytuację, że się nie zgadzałam, to znowu kręcił nosm. Trudno czytać komuś w myślach.
Ale też dla mnie jest to poniekąd potwierdzenie danych statystycznych, że kobiety o wiele lepiej znoszą życie singla. Nie potrzebują partnera jako warunku koniecznego do szczęścia - faceci często się na tym kompletnie fiksują.
Może dlatego, że kobiety na każdym kroku otrzymują komplementy i są kokietowane, dlatego też mają z tyłu głowy, że są w stanie znaleźć jakiegokolwiek faceta w każdej chwili.
U mężczyzn czegoś takiego nie ma żeby kobiety przepuszczały ich w drzwiach i nie ma również sytuacji, w których kobiety podchodzą na ulicy i proszą o telefon (a jak już to promil takich sytuacji?).
Tak więc facet wie, że jak nie zapoluje to zdechnie sam w 4 ścianach, zaś kobieta wie, że nie musi polować bo zawsze ktoś się nawinie, więc nie ma ciśnienia na podboje.
To tak samo jakbym miał 10 milionów na koncie - miałbym w dupie odnośnie do tego czy stracę pracę czy też nie ale jakbym miał na koncie tylko 200 złotych to już codziennie bym się stresował.
Rozumiesz już?
Nie mam wymagań. Właśnie sama się dziwię, bo moje koleżanki które znam od lat, one miały takie wymagania, że dziś powinny być same. Skreslaly facetów za wszystko, za wzrost nie taki, a to że inny był łysy, albo za mało zarabial, albo że nie czuły do niego chemii, albo nie pasowało im cokolwiek.
Zobacz jak pracuje Twój mózg ![]()
Nie masz wymagań ale wcześniej pisałaś, że musisz czuć do faceta jakąś chemię bo bez tego nie stworzysz związku - czyli jednak masz wymaganie, musi być chemia i koniec.
W powyższym cytacie potwierdziłaś, że czucie do mężczyzny chemii jest wymaganiem, które definiuje to czy z nim będziesz czy też nie, dałaś nawet przykład, że koleżanki też miały takie wymaganie
I piszesz, że jednak tych wymagań nie masz.
Sama sobie przeczysz.
Żyjesz w jakimś świecie zamkniętej bańki, masakra.
Nawet jako nastolatka nie miałam chłopaka a całowałam się pierwszy taż po 30stce, jak poznałam ex. To już całkiem porażka.
Średnio atrakcyjne dziewczyny są rozchwytywane przez facetów jak tylko pójdą do szkoły średniej.
Te naprawdę ładne już mają bagaż doświadczeń w połowie szkoły średniej (16-18 lat).
Ty pierwszy pocałunek miałaś po 30stce.
Zatem są dwie opcje.
Albo w Twoim wyglądzie jest przynajmniej jedna rzecz, która odpycha dosłownie każdego mężczyznę. Może masz jakiegoś pryszcza nad okiem albo z buzi zapaszki jak z wysypiska śmieci.
Albo coś jest nie tak w Twoim zachowaniu/psychice skoro nie możesz znaleźć faceta.
Pisałaś, że byli faceci, którzy chcieli z Tobą być ale Ty ich odprawiłaś bo nie było chemii czyli prawdopodobnie opcja nr. 2 miałaby tutaj zastosowanie.
Foxterier napisał/a:Ale też dla mnie jest to poniekąd potwierdzenie danych statystycznych, że kobiety o wiele lepiej znoszą życie singla. Nie potrzebują partnera jako warunku koniecznego do szczęścia - faceci często się na tym kompletnie fiksują.
Może dlatego, że kobiety na każdym kroku otrzymują komplementy i są kokietowane, dlatego też mają z tyłu głowy, że są w stanie znaleźć jakiegokolwiek faceta w każdej chwili.
U mężczyzn czegoś takiego nie ma żeby kobiety przepuszczały ich w drzwiach i nie ma również sytuacji, w których kobiety podchodzą na ulicy i proszą o telefon (a jak już to promil takich sytuacji?).Tak więc facet wie, że jak nie zapoluje to zdechnie sam w 4 ścianach, zaś kobieta wie, że nie musi polować bo zawsze ktoś się nawinie, więc nie ma ciśnienia na podboje.
To tak samo jakbym miał 10 milionów na koncie - miałbym w dupie odnośnie do tego czy stracę pracę czy też nie ale jakbym miał na koncie tylko 200 złotych to już codziennie bym się stresował.
Rozumiesz już?
rossanka napisał/a:Nie mam wymagań. Właśnie sama się dziwię, bo moje koleżanki które znam od lat, one miały takie wymagania, że dziś powinny być same. Skreslaly facetów za wszystko, za wzrost nie taki, a to że inny był łysy, albo za mało zarabial, albo że nie czuły do niego chemii, albo nie pasowało im cokolwiek.
Zobacz jak pracuje Twój mózg
Nie masz wymagań ale wcześniej pisałaś, że musisz czuć do faceta jakąś chemię bo bez tego nie stworzysz związku - czyli jednak masz wymaganie, musi być chemia i koniec.
W powyższym cytacie potwierdziłaś, że czucie do mężczyzny chemii jest wymaganiem, które definiuje to czy z nim będziesz czy też nie, dałaś nawet przykład, że koleżanki też miały takie wymaganie
I piszesz, że jednak tych wymagań nie masz.Sama sobie przeczysz.
Żyjesz w jakimś świecie zamkniętej bańki, masakra.
rossanka napisał/a:Nawet jako nastolatka nie miałam chłopaka a całowałam się pierwszy taż po 30stce, jak poznałam ex. To już całkiem porażka.
Średnio atrakcyjne dziewczyny są rozchwytywane przez facetów jak tylko pójdą do szkoły średniej.
Te naprawdę ładne już mają bagaż doświadczeń w połowie szkoły średniej (16-18 lat).Ty pierwszy pocałunek miałaś po 30stce.
Zatem są dwie opcje.
Albo w Twoim wyglądzie jest przynajmniej jedna rzecz, która odpycha dosłownie każdego mężczyznę. Może masz jakiegoś pryszcza nad okiem albo z buzi zapaszki jak z wysypiska śmieci.
Albo coś jest nie tak w Twoim zachowaniu/psychice skoro nie możesz znaleźć faceta.Pisałaś, że byli faceci, którzy chcieli z Tobą być ale Ty ich odprawiłaś bo nie było chemii czyli prawdopodobnie opcja nr. 2 miałaby tutaj zastosowanie.
Czemu miałabym byc w zwiazku z facetem, z którym nie mam chemii i nie pociąga mnie seksualnie??
W szkole średniej nie miałam chłopaka, uważałam się za opasłego grubasa z brzydką twarzą. Z resztą zwykle podpieralam.sciany na dyskotekach.
Czemu miałabym byc w zwiazku z facetem, z którym nie mam chemii i nie pociąga mnie seksualnie??
Każdy po swojemu interpretuje rzeczywistość.
Nikt Ci nie każde być z facetem, do którego nie czujesz chemii.
Tylko nie miej pretensji do sklepu, że nie ma w nim takiego towaru jaki chcesz kupić.
Albo dostosowujesz się do systemu albo zostajesz wolnym strzelcem
W obydwu przypadkach bierzesz wszelkie konsekwencje na swoją klatę.
rossanka napisał/a:Czemu miałabym byc w zwiazku z facetem, z którym nie mam chemii i nie pociąga mnie seksualnie??
Każdy po swojemu interpretuje rzeczywistość.
Nikt Ci nie każde być z facetem, do którego nie czujesz chemii.Tylko nie miej pretensji do sklepu, że nie ma w nim takiego towaru jaki chcesz kupić.
Albo dostosowujesz się do systemu albo zostajesz wolnym strzelcemW obydwu przypadkach bierzesz wszelkie konsekwencje na swoją klatę.
Dostosować się do systemu czyli sypiać z kimś z kim nie chce sypiać. Ty się aby dobrze czujesz?
Ty się aby dobrze czujesz?
Nie
Foxterier napisał/a:Ale też dla mnie jest to poniekąd potwierdzenie danych statystycznych, że kobiety o wiele lepiej znoszą życie singla. Nie potrzebują partnera jako warunku koniecznego do szczęścia - faceci często się na tym kompletnie fiksują.
Może dlatego, że kobiety na każdym kroku otrzymują komplementy i są kokietowane, dlatego też mają z tyłu głowy, że są w stanie znaleźć jakiegokolwiek faceta w każdej chwili.
U mężczyzn czegoś takiego nie ma żeby kobiety przepuszczały ich w drzwiach i nie ma również sytuacji, w których kobiety podchodzą na ulicy i proszą o telefon (a jak już to promil takich sytuacji?).Tak więc facet wie, że jak nie zapoluje to zdechnie sam w 4 ścianach, zaś kobieta wie, że nie musi polować bo zawsze ktoś się nawinie, więc nie ma ciśnienia na podboje.
To tak samo jakbym miał 10 milionów na koncie - miałbym w dupie odnośnie do tego czy stracę pracę czy też nie ale jakbym miał na koncie tylko 200 złotych to już codziennie bym się stresował.
Rozumiesz już?
Nie tylko o to chodzi (choć jest w tym pewnie nieco prawdy), bardziej o to że kobiety są w stanie tworzyć satysfakcjonujące relacje nieromantyczne częściej niż mężczyźni. Innymi słowy - 30-letnia singielka ma wianuszek przyjaciółek i zjajomych na których może polegać, a 30-letni singiel często ma jednego kumpla na krzyż albo wcale.
Kobiety mają też większą chęć nauki i rozwoju niż mężczyźni i częściej sięgają po różne dodatkowe formy kształcenia.
A to że w naszym społeczeństwie dalej pokutuje (krzywdzące w mojej opinii) twierdzenie że jak kobieta chce mieć seks to wystarczy że podniesie rękę i ma 10 chętnych a facet jak chce to ma o wiele gorzej. Owszem, tak jest, ale 1) kobieta też nie chce iść do łóżka z kimś kto ją nie pociąga (patrz - Ross), 2) faceci mają opcję prostytutki która jest o wiele bardziej "znormalizowana" niż męski chłopak do towarzystwa.
216 2022-09-04 00:05:52 Ostatnio edytowany przez Goldi01 (2022-09-04 00:06:53)
Nie tylko o to chodzi (choć jest w tym pewnie nieco prawdy), bardziej o to że kobiety są w stanie tworzyć satysfakcjonujące relacje nieromantyczne częściej niż mężczyźni. Innymi słowy - 30-letnia singielka ma wianuszek przyjaciółek i zjajomych na których może polegać, a 30-letni singiel często ma jednego kumpla na krzyż albo wcale.
Kobiety mają też większą chęć nauki i rozwoju niż mężczyźni i częściej sięgają po różne dodatkowe formy kształcenia.
Ale jakie to są formy kształcenia?
Sorry, ale jakoś w to nie uwierzę. Przeciętny facet jest bardziej ogarnięty i wykształcony od kobiety.
Sensownie wykształcony, bo jakaś administracja czy pedagogika to pod to nie podpada.
Z tymi znajomymi to zależy od człowieka, a nie od płci.
Znam kobiety samotniczki, znam facetów samotników.
Znam też dusze towarzystwa po obu stronach.
Wszyscy to single.
217 2022-09-04 09:00:29 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2022-09-04 09:05:38)
Nie wiem, skąd Foxterier bierze te dane, ale raczej na co dzień tego nie widzę. Zarówno faceci, jak i kobiety w moim otoczeniu mają raczej sporo znajomych, niezależnie już czy są singlami czy nie. Poza tym skąd takie przeświadczenie, że jednak trzeba ich mieć całe mnóstwo? Jeśli obracam się w jakiejś grupie, która skupia ludzi w miarę mi bliskich, to owszem, mogę poznawać więcej osób, ale tych rzeczywiśćie bliskich mam jednak garstkę. I co z tego? Oznacza, że nie czuję się zadowolony? Takie statystyki to jednak tylko suche liczby, bo nie pokazują tych wzajemnych relacji "od kuchni". Sam mogę powiedzieć za siebie lub wyciągać wnioski z obserwacji ze swojego otoczenia, ale już jak jest gdzie indziej, to nie mam pojęcia.
Dokładnie tak samo jest z rozwojem, kształceniem pracą czy zainteresowaniami. Strasznie mnie irytuje to mierzenie ambicji czy rozwoju LICZBĄ czy rozmaitością zajęć. Owszem możąn, ale mam wrażenie, że mężczyźni mają w tym pewien umiar. W takim rozumieniu, żę oni chyba prędzej znajdą coś, co ich na tyle ciekawi, że potrafią przy tym dłużej wytrwać i na tym się skupić, niekoniecnzie potrzebując jeszcze czegoś nowego, i jeszcze, i jeszcze. Tak jakby wyznacznikiem tej "jakośći" było właśnie x różnych ścieżek zawodowych czy zajęć i nie można było być zadowolonym z życia w pełni, mając jedne zawód czy zajęcia kręccą się wokół jednej branży a po godzinach zajmowąc się 1 czy 2 rzeczami a nie chwytać 100 srok za ogon. Serio, to jest miara wartośći człowieka? I to ma decydować o tym, czy jestem szczęśliwym czy nie? Sam jestem gdzieś pośrodku, nie prowadzę gnuśnego życia, ale też nie uważam, że muszę się zajmować milionem zeczy, aby czuć się zadowolonym. To gloryfikowanie życia, gdzie ma się x skońćzonych kierunków, zajęć czy zainteresowań staje się powoli śmieszne. Tak jakby od tego zależało tylko i wyłącznie udane życie, poczucie wartści czy postrzeganie mnie przez innych.
Co do tych relacji romantycznych, to właśnie raczej widać coś odwrotnego - trzeba często uważać, jak się do kobiety mówi, bo ta czy tamta może sobie od razu coś pomyśleć a romantyzmem to wiele z nich żyje.
Nie wiem, skąd Foxterier bierze te dane, ale raczej na co dzień tego nie widzę. Zarówno faceci, jak i kobiety w moim otoczeniu mają raczej sporo znajomych, niezależnie już czy są singlami czy nie. Poza tym skąd takie przeświadczenie, że jednak trzeba ich mieć całe mnóstwo? Jeśli obracam się w jakiejś grupie, która skupia ludzi w miarę mi bliskich, to owszem, mogę poznawać więcej osób, ale tych rzeczywiśćie bliskich mam jednak garstkę. I co z tego? Oznacza, że nie czuję się zadowolony? Takie statystyki to jednak tylko suche liczby, bo nie pokazują tych wzajemnych relacji "od kuchni". Sam mogę powiedzieć za siebie lub wyciągać wnioski z obserwacji ze swojego otoczenia, ale już jak jest gdzie inedziej, to nie mam pojęcia.
Dokładnie tak samo jest z rozwojem, kształceniem pracą czy zainteresowaniami. Strasznie mnie irytuje to mierzenie ambicji czy rozwoju LICZBĄ czy rozmaitością zajęć. Owszem możąn, ale mam wrażenie, że mężczyźni mają w tym pewien umiar. W takim rozumieniu, żę oni chyba prędzej znajdą coś, co ich na tyle ciekawi, że potrafią przy tym dłużej wytrwać i na tym się skupić, niekoniecnzie potrzebując jeszcze czegoś nowego, i jeszcze, i jeszcze. Tak jakby wyznacznikiem tej "jakośći" było właśnie x różnych ścieżek zawodowych czy zajęć i nie można było być zadowolonym z życia w pełni, mając jedne zawód czy zajęcia kręccą się wokół jednej branży a po godzinach zajmowąc się 1 czy 2 rzeczami a nie chwytać 100 srok za ogon. Serio, to jest miara wartośći człowieka? I to ma decydować o tym, czy jestem szczęśliwym czy nie? Sam jestem gdzieś pośrodku, nie prowadzę gnuśnego życia, ale też nie uważam, że muszę się zajmować milionem zeczy, aby czuć się zadowolonym.
Co do tych relacji romantycznych, to właśnie raczej widać coś odwrotnego - trzeba często uważać, jak się do kobiety mówi, bo ta czy tamta może sobie od razu coś pomyśleć a romantyzmem to wiele z nich żyje.
Twoje otoczenie bagienniku NIE JEST reprezentatywne dla ogółu społeczeństwa i tyle. Taki trochę dziecinny sposób myślenia prezentujesz.
Dziecinny spośób myślenia oznacza, że jestem w stanie być zadowolonym z życia, jak jednak nie mam 5 fakultetów, nie znam 4 jezyków i nie chwytam się 100 zajęć, byle tylo zacząć coś nowego? Ok, jednak nie jestem tutaj wyjątkiem, jak się okazuje, kiedy się rozglądam wokół siebie. Wcale też nie czuję się z tego powodu gorszy, ale to właśnie z zewnątrz jesteśmy bombardowani tym, jak to trzeba się wiecznie rozwijać, boinaczej się nie przeżyje w tym przej**nym świecie. A jak ktoś znajdzie swój kąt, gdzie nie musi wiecznie zapie**ć jak chomik w kółku i jest szczęśliwy, to zostaje uznany za dziwaka.
Co do charakteru czy liczby znajomych, to widzę to podobnie,, jak Goldi01 Poza tym, jakoś nie widzę wokół siebie tego tłumu facetów, którzy usychają z tęsknoty, bo nie mogą nawiązać "romantycznych relacji".Osobiście bardzo sobie cenię relacje, które niekoniecznie ocierają się o tą całą aurę czy tym bardziej mają jakieś eortyczne podstawy. Takich jest po prostu mniej niż zwyczajnych znajomości.
Dziecinny spośób myślenia oznacza, że jestem w stanie być zadowolonym z życia, jak jednak nie mam 5 fakultetów, nie znam 4 jezyków i nie chwytam się 100 zajęć, byle tylo zacząć coś nowego? Ok, jednak nie jestem tutaj wyjątkiem, jak się okazuje, kiedy się rozglądam wokół siebie. Wcale też nie czuję się z tego powodu gorszy, ale to właśnie z zewnątrz jesteśmy bombardowani tym, jak to trzeba się wiecznie rozwijać, boinaczej się nie przeżyje w tym przej**nym świecie. A jak ktoś znajdzie swój kąt, gdzie nie musi wiecznie zapie**ć jak chomik w kółku i jest szczęśliwy, to zostaje uznany za dziwaka.
Co do charakteru czy liczby znajomych, to widzę to podobnie,, jak Goldi01 Poza tym, jakoś nie widzę wokół siebie tego tłumu facetów, którzy usychają z tęsknoty, bo nie mogą nawiązać "romantycznych relacji".Osobiście bardzo sobie cenię relacje, które niekoniecznie ocierają się o tą całą aurę czy tym bardziej mają jakieś eortyczne podstawy. Takich jest po prostu mniej niż zwyczajnych znajomości.
Bagiennik, ja o mydle ty o powidle. U ciebie jest tak jak piszesz, bo niby czemu miałbyś koloryzować, ale u innych ludzi jest zgoła inaczej z tymi znajomościami itd. Tylko o to mi chodzi ![]()
bagienni_k troszeczkę odkleja się od rzeczywistości ale to nic złego, każdy ma prawo żyć w swoim świecie ![]()