Oj juz przestancie z tym nowoczesnym liberalizmem. Trzeba odciac sie od przeszłości ale życzyć katowi szczęścia? Nie ma co pływać w nienawiści, ale nie dajcie sie tez wkrecic w jakies wznoszenie sie ponad naturalne odruchy. Jesli ktos mnie skrzywdził to nie bede sie bawiła w Matke Terese. Nie mam obowiązku go lubic i zyczyc szczęścia tylko dlatego ze kiedys go kochałam. Okolicznosci sie zmieniły. Mysle ze bronienie swoich granic w takich sutuacjach jest naturalne.
456 2022-02-23 14:50:07 Ostatnio edytowany przez PainIsFinite (2022-02-23 14:51:00)
Podobne tematy
Oj juz przestancie z tym nowoczesnym liberalizmem. Trzeba odciac sie od przeszłości ale życzyć katowi szczęścia? Nie ma co pływać w nienawiści, ale nie dajcie sie tez wkrecic w jakies wznoszenie sie ponad naturalne odruchy. Jesli ktos mnie skrzywdził to nie bede sie bawiła w Matke Terese. Nie mam obowiązku go lubic i zyczyc szczęścia tylko dlatego ze kiedys go kochałam. Okolicznosci sie zmieniły. Mysle ze bronienie swoich granic w takich sutuacjach jest naturalne.
Nie bardzo rozumiem Pain - nikt tu Manuelce nie każe przecież wysyłać BM kwiatów i kartki z życzeniami wszystkiego dobrego na nowej drodze życia.
Raczej chodzi o to,żeby przestała się zadręczać, a juz na pewno nie szukała winy w sobie. To Manuelka została skrzywdzona, a nie jej bm - choć ze wszystkich sil stara się przedstawic się jako ofiara.
Dla Manuelki najlepsze byloby calkowite odcięcie się, emocjonalne odseparowanie od bm. Musi przezyć żałobę po swoim związku, po mężu, ktorego miała za dobrego człowieka po to,żeby mogła dalej normalnie żyć - nie taplając się wiecznie w przeszłości.
Merle i Pain macie rację.
Merle - piękne słowa! Szczególnie fragment o odpowiedzialności za dzieci, za rodzinę. Tak bardzo w dzisiejszym świecie brakuje właśnie odpowiedzialności za czyny, słowa, wybory, decyzje...
Manuelka, czuję dokładnie to co Ty. Trzymaj się.
Jestem z Wami dziewczyny.
Napiszcie jaka była relacja rodziny bm na to co zrobił?Znajomych? Macie wsparcie, możecie liczyć na ich pomoc?
Do pewnego momentu miałam nadzieję, że mój m się opamieta, że to nie może być prawda ale niestety kiedy zdałam sobie sprawe jak bardzo zależy mu na tej osobie-wiedziałam że odszedł na zawsze, że już nigdy nie wróci.
Poprostu przestałam być dla niego ważna i kochana. Stałam się tylko matka jego dzieci-wtedy już nic nie da się zrobić.Ten człowiek już mnie nie chciał...
Trzymajmy się razem, musimy dać sobie radę i nie rozpamiętywać bo to nic nie da.
Oni nie myślą o NAS.
U mnie rodzina i znajomi byli prawie w takim szoku jak ja. My serio żyliśmy fajnie, razem. Spacery, rodzinne spotkania, wyjścia ze znajomymi, wakacje, plany na przyszłość i to bardzo konkretne, wspólne posiłki każdego dnia, rozmowy itd. i nagle zaczął się dziwnie zachowywać, ona przyszła do niego do pracy i strzeliła strzała amora. Hmmm miłość życia poznał widocznie. Ja, dwie małe córeczki, nasze wspólne życie przestało się liczyć. Zaraz pewnie usłyszę, że musiały być jakieś sygnały wcześniej. Ja ich nie wiedziałam, a plany kupna drugiego mieszkania, czy kolejnego dziecka w przyszłości widać przysłoniły mi jego kłamstwa i uśpiły czujności. Chyba, że rzeczywiście to uczucie do tamtej kobiety przyszło nagle i sam był zaskoczony. Nie wiem. Teraz to już nie ten sam człowiek, jest inny dla mnie, dzieci, rodziny.
Chodziło mi o ten fragment: "Pomyśl jednak, że go kochasz/kochałaś, więc pragniesz/pragnęłaś jego szczęścia."
U mnie było podobnie.Zero sygnałów ,do końca buziaczki chodzenie za rękę.Wszyscy znajomi i rodzina byli w szoku ,zresztą do tej pory są.Nikt nawet nie pomyślał,że on taki dobry taki rodzinny i zdolny do czegoś takiego...
U mnie było podobnie.Zero sygnałów ,do końca buziaczki chodzenie za rękę.Wszyscy znajomi i rodzina byli w szoku ,zresztą do tej pory są.Nikt nawet nie pomyślał,że on taki dobry taki rodzinny i zdolny do czegoś takiego...
I dlatego to bardzo boli, bo okazuje się, że to było oszustwo, kłamstwo i robienie że zdradzanej osoby idioty.
Często czytam, że dochodzi do takich sytuacji, bo był kryzys i dodatkowo, że wina leży po obu stronach. Otóż nie, nie zgadzam się z tym, bo jaką winę ponosi człowiek oszukiwany, niosący na swych barkach rodzinę, ufający i wierzący w kłamstwa?
Kryzys to dobra wymówka dla zdrajcy i usprawiedliwienie na miłosne spotkania, niekończące się rozmowy i pisanie po kryjomu.
Szkoda też, że o tym rzekomym kryzysie dowiadujemy się po odkryciu romansu. Też o tym jacy byli nieszczęśliwi i samotni w związku. Czasem naprawdę okazuje się, że nie znamy osoby, z którą dzieliliśmy życie wiele lat i to jest ten największy szok.