Już poszedł pozew o rozwód z jego winy....to moja odpowiedź na to jak naklamal w swoim pozle....zobaczymy co będzie
Podobne tematy
262 2021-09-02 11:51:16 Ostatnio edytowany przez Jasminn (2021-09-02 11:51:45)
Już poszedł pozew o rozwód z jego winy....to moja odpowiedź na to jak naklamal w swoim pozle....zobaczymy co będzie
Dobrze będzie Manuelko! Wygrasz nowe życie, a on pewno kiedyś gorzko pożałuje, że miał wspaniałą rodzinę, którą zniszczył przez własna głupotę.
Już poszedł pozew o rozwód z jego winy....to moja odpowiedź na to jak naklamal w swoim pozle....zobaczymy co będzie
Mąż wie, jakie jest Twoje stanowisko? Jeśli tak, to jak zareagował?
Trzymam kciuki za Ciebie. Ja też jak otrzymam pozew to moje stanowisko będzie z orzekaniem o jego wyłącznej winie.
Manuelka11 napisał/a:Już poszedł pozew o rozwód z jego winy....to moja odpowiedź na to jak naklamal w swoim pozle....zobaczymy co będzie
Mąż wie, jakie jest Twoje stanowisko? Jeśli tak, to jak zareagował?
Trzymam kciuki za Ciebie. Ja też jak otrzymam pozew to moje stanowisko będzie z orzekaniem o jego wyłącznej winie.
Już wie,ale nie rozmawiałam z nim na ten temat.
i tak trzymaj Manuelko!
Dlaczego piszesz Witek że nie zawsze ? czy myślisz o swoim przypadku ?
Przecież u Ciebie Ty sam przyznałeś że to Twoja wina.
Człowiek po jakimś czasie dochodzi do siebie, i nabiera dystansu, perspektywy.
Jestem po kilku udanych spotkaniach ze specjalistami, i pewne rzeczy mi się krystalizują.
Kwestia winy jest bezsporna - oboje w tym byliśmy, oboje zawiniliśmy.
Różnica jest tylko w tym, jak podeszliśmy do tego co się zadziało między nami.
Dzisiaj pomału patrzę na moją sytuację z dystansem. To co się dzieje, jest w pewien sposób oczyszczające, i dające szanse na cos nowego.
Z nią lub bez niej.
i tak trzymaj Manuelko!
Dziękuję Ania2019.Wierze,że kiedyś przyjdzie taki dzień,że on gorzko zapłacze nad tym,że dla jakiejś dupy rozwalił taką fajną rodzinkę.
....Wierze,że kiedyś przyjdzie taki dzień,że on gorzko zapłacze nad tym,że dla jakiejś dupy rozwalił taką fajną rodzinkę.
nie oczekuj tego.
Na razie jesteś rozbita ale to minie, oj minie ... wtedy będzie Ci to obojętne
269 2021-09-03 16:25:34 Ostatnio edytowany przez Britan (2021-09-03 16:25:57)
Ania2019 napisał/a:i tak trzymaj Manuelko!
Dziękuję Ania2019.Wierze,że kiedyś przyjdzie taki dzień,że on gorzko zapłacze nad tym,że dla jakiejś dupy rozwalił taką fajną rodzinkę.
A mi się wydaje, że nie. I wiesz co? To dla Ciebie dobra informacja bo pozbyłaś się chwasta ze swojego ogrodu życia z życia.
Tacy ludzie nie żałują swoich decyzji. Są zbyt egoistyczni.
Manuelka11 napisał/a:Ania2019 napisał/a:i tak trzymaj Manuelko!
Dziękuję Ania2019.Wierze,że kiedyś przyjdzie taki dzień,że on gorzko zapłacze nad tym,że dla jakiejś dupy rozwalił taką fajną rodzinkę.
A mi się wydaje, że nie. I wiesz co? To dla Ciebie dobra informacja bo pozbyłaś się chwasta ze swojego ogrodu życia z życia.
Tacy ludzie nie żałują swoich decyzji. Są zbyt egoistyczni.
No to skoro nie pożałuje ,że rozwalił i zostawił taką fajną rodzinkę to znaczy,że mu na nas nie zależało .Czyli taki człowiek nie jest nic wart.
271 2021-09-03 20:22:29 Ostatnio edytowany przez Britan (2021-09-03 20:22:43)
Britan napisał/a:Manuelka11 napisał/a:Dziękuję Ania2019.Wierze,że kiedyś przyjdzie taki dzień,że on gorzko zapłacze nad tym,że dla jakiejś dupy rozwalił taką fajną rodzinkę.
A mi się wydaje, że nie. I wiesz co? To dla Ciebie dobra informacja bo pozbyłaś się chwasta ze swojego ogrodu życia z życia.
Tacy ludzie nie żałują swoich decyzji. Są zbyt egoistyczni.No to skoro nie pożałuje ,że rozwalił i zostawił taką fajną rodzinkę to znaczy,że mu na nas nie zależało .Czyli taki człowiek nie jest nic wart.
Dokładnie. Więc wszystko dobrze się skończyło ![]()
Kochana!!! Bij mu brawo na szczęście... ja miałam to samo , u mnie mija rok i jestem mega szczęśliwa jak chcesz pogadać napisz służę pomocą
Manuelka co u Ciebie?
Co u mnie? Źle.Brak słów na moją głupotę.Przepraszal,mówił że żałuję ,że kocha ,że szkoda tych 15lat razem,że mu nas brakuje i wzięłam go spowrotem .A on po 6 dniach się wyprowadził i wrócił do niej.Pewnie to wszystko było po to,żeby coś sobie ugrał do rozwodu,żeby nie był z jego winy....Teraz czuję się wykorzystana i znów oszukana....wiem głupia byłam,że mu dałam szanse
Manuelka11 napisał/a:Dostałam dziś pozew rozwodowy.Widzialam się dziś z mężem.Ja go jeszcze kocham.A on jedzie sobie z nią i jej córka nad morze.Nie dam mu rozwodu wystąpię o separację
Szybko działa... Takie szybkie ruchy są zadko spotykane, z tego co obserwuję nawet na tym forum... Zdążyłaś już być u prawnika? Pozew za porozumieniem stron, czy uznał swoją winę?
Skontaktuje się z prawnikiem i detektywem. Dowody świadczące o rozpadzie związku z jego winy będą bardzo pomocne.
Co u mnie? Źle.Brak słów na moją głupotę.Przepraszal,mówił że żałuję ,że kocha ,że szkoda tych 15lat razem,że mu nas brakuje i wzięłam go spowrotem .A on po 6 dniach się wyprowadził i wrócił do niej.Pewnie to wszystko było po to,żeby coś sobie ugrał do rozwodu,żeby nie był z jego winy....Teraz czuję się wykorzystana i znów oszukana....wiem głupia byłam,że mu dałam szanse
Możliwe, ale również mogli być tak, że pokłócił się z nią...
Żałosny...
Nie jesteś głupia, rozumiem Twój ból i smutek.
Trzymaj się i nie ulegaj już jego zagrywkom, tak dla swojego dobra.
Pozwu chyba nie wycofałaś?
277 2021-09-28 19:45:36 Ostatnio edytowany przez Manuelka11 (2021-09-28 19:46:02)
Nie,pozwu nie wycofałam.Ale znów rozdrapal rany...taki kochany był przez chwilę taki mój...Dzisiaj był po resztę swoich rzeczy i nawet z dziećmi nie posiedział...a ponoć tak mu ich brakuje....
Jest mi źle,jest mi smutno.Moj jeszcze mąż tak mnie znów oszukał ..wykorzystał...mówił ,że kocha...że żałuję...że mu nas brakuje...To wszystko były tylko kłamstwa,żeby tylko wrócić na parę dni do domu przespać się ze mną i ugrać coś sobie do rozwodu...Jak można być tak podłym wyrachowanym człowiekiem?Teraz czasem przyjeżdża do dzieci taki zadowolony w dobrym humorze.Widac życie z nią bez obowiązków mu służy.W końcu ma miłość swojego życia ,nie ważne jakim kosztem ...czy na czyimś nieszczesciu można zbudować swoje???
Manuelko, Nikt za Ciebie dla Ciebie mądrą nie będzie.
Taki kochany, taki mój? ...Ogarnij się kobieto!
Nie dawaj sobie prawa do takiej naiwności
Łatwo powiedzieć "ogarnij się", nawet jeśli to sensowne słowa, to jest to jeszcze ten etap i ten czas kiedy jest po prostu trudno. Różne zachowania są nieracjonalne i być może naiwne, ale na tym etapie po prostu takie są. I tyle.
Manuelko, zaakceptuj to co było, zdarzyło się, wyciągnij wnioski, potraktuj jak życiowe doświadczenie i przyjrzyj się swoim uczuciom, sobie, zaopiekuj się tym co czujesz. Pozwól sobie to poczuć, nie oceniaj siebie, niech to wszystko przepłynie przez ciebie i da miejsce nowemu. Może złości, żałobie po związku, może nowej sile do życia, radości - bo to przyjdzie, ale trzeba czasu. I czasami pomocy. Mi bardzo pomogła terapia w powrocie do siebie, pomyśl o tym, żeby zadbać przede wszystkim o siebie, ale bez oceniania i dobijania się tym co było, czy co zrobiłaś ty. Przytulam mocno. Trzymaj się.
Minęły 4 miesiące odkąd dowiedziałam się o kochance.Moze za rok będzie lepiej? Może mniej będzie tych dni z płaczem żalem i złością...
282 2021-10-08 11:24:00 Ostatnio edytowany przez bullet (2021-10-08 11:32:15)
Brak słów na moją głupotę.Przepraszal,mówił że żałuję ,że kocha ,że szkoda tych 15lat razem,że mu nas brakuje i wzięłam go spowrotem .A on po 6 dniach się wyprowadził i wrócił do niej.Pewnie to wszystko było po to,żeby coś sobie ugrał do rozwodu,żeby nie był z jego winy....Teraz czuję się wykorzystana i znów oszukana....wiem głupia byłam,że mu dałam szanse
To nie Twoja głupota, to uczciwość i chęć ratowania rodziny ale głównie chęć powrotu do przeszłości wykorzystana przez jm, a tam już się wrócić nie da.
On również w tym momencie zadziałał instynktownie, nie z chęci ugrania czegoś.
Mechanizm jest prosty.
Pokłócili się, mocno i prawdopodobnie "zerwali". On, jak już wspomniałem, instynktownie zwrócił się do miejsca bezpiecznego, które znał.
Po kilku dniach pogodzili się i dla niego "nie było tematu", dla niego nie liczą się twoje uczucia, samopoczucie, bo mówiąc kolokwialnie to co czujesz mu koło ch.ja lata.
Gdy to zrozumiesz, będzie łatwiej zrozumieć czemu tak zrobił.
Znam to niestety z autopsji, tyle że ja byłem głupi i pozwoliłem na to kilkukrotnie.
Ty bądź mądrzejsza, nie dopuść do tego ponownie, już NIGDY NIE UWIERZ w jego dobre chęci, nawet gdyby góry przestawiał dla Ciebie.
On już odszedł mentalnie i jeśli nawet by wrócił to wyfrunie ponownie.
Potraktuj to jako nauczkę, a nie głupotę.
pokazałaś słabość i czas to zmienić, przekuć w siłę.
moje ulubione hasło, które musisz wdrożyć w zycie:
TWOJA SŁABOŚĆ JEST JEGO SIŁĄ, TWOJA SIŁA JEST JEGO SŁABOŚCIĄ
Bullet to jak ja mam żyć dalej? On zawsze będzie się gdzieś koło mnie kręcił bo mamy dzieci.Na chwilę obecną po tym co mi zrobił nie chce nawet z nim rozmawiać...a on taki zadowolony ,w dobrym chumorze...Jak można byc tak podłym,zostawić wszystko dla jakiejś baby...przekreślić całe nasze życie...
284 2021-10-08 11:45:35 Ostatnio edytowany przez bullet (2021-10-08 12:00:37)
...nie chce nawet z nim rozmawiać..
I nie rozmawiaj, nie ma obowiązku
..a on taki zadowolony ,w dobrym chumorze..
pozornie, skoro się u nich sypnęło raz, sypnie się ponownie, a Ty nie daj się w to wkręcać, nie pozwól mu wrócić. Masz mu się zaśmiać w twarz i pokazać siłę. Płakać i stękać wyłącznie w poduszkę
..Jak można byc tak podłym,zostawić wszystko dla jakiejś baby...przekreślić całe nasze życie...
przeczytaj to co napisałem wcześniej, on już odjechał mentalnie od Ciebie i to "se ne wrati", on już jest z nią i nie odszedł do niej, dla niego teraz stwierdzenie prawidłowe jest, że "był z Tobą", powtórzę:
... dla niego nie liczą się twoje uczucia, samopoczucie, bo mówiąc kolokwialnie to co czujesz mu koło ch.ja lata.
zrobiłaś coś ze sobą w ostatnim czasie ? Poświęcasz czas sobie ?
Zadbaj teraz o siebie. Możesz poszukać informacji na Internecie jak przetrwać ten okres, np takich podcastów:
Byłam u psychologa.Staram się wprowadzac jego rady i Wasze również do życia.Mam już dużo więcej lepszych dni ,ale to wciąż boli...Boli to ,że mnie nie chciał,nas nie chciał.Bullet ja wątpię,że oni się pokłócili jak on wrócił,bo on miał prawie cały czas z nią kontakt gdy był u nas...Czyli razem mieli pewnie jakiś plan co tu ugrać żeby rozwód nie był z jego winy...
Minęły 4 miesiące odkąd dowiedziałam się o kochance.Moze za rok będzie lepiej? Może mniej będzie tych dni z płaczem żalem i złością...
Manuelka - mniej płaczu i żalu a więcej złości. Złość dobrze ukierunkować, nie dusić w sobie ani nie kierować przeciw sobie tylko wykorzystać jako trampolinę dla swojego rozwoju. Twój mąż Cię niszczy, jest jak plaga egipska, nie ma co dłużej płakać że odszedł i nie wróci. Siedząc i płacząc tracisz kolosalne ilości energii, energii którą możesz wykorzystać dla swojego dobra albo dla dobra dzieci.
nie zgodzę się że sam czas coś załatwia.
Coś trzeba w tym czasie robić. Ale jak ktoś chce sie taplać długo- to będzie trwać długo.
współczuję i pozdrawiam- ale taka jest prawda że od Ciebie zależy najwięcej.
288 2021-10-08 12:26:14 Ostatnio edytowany przez bullet (2021-10-08 12:32:10)
...wątpię,że oni się pokłócili jak on wrócił,bo on miał prawie cały czas z nią kontakt gdy był u nas....
tak, kłócili się nadal.
Do Ciebie też miał przecież kontakt jak odszedł, w końcu bez kontaktu by się nie pogodzili, nie uważasz ?
Bullet skąd pewność,że się pokłócili?Chociaż ja na 3 dzień jak on był w domu napisałam z jego telefonu smsa do niej"kocham" a ona odpisała "to czemu nie odpisujesz" i on się strasznie na mnie za to wkurzył ...i potem zaczął gadki wstawiać,że jak tu nie wyjdzie to wróci do niej.I po 3 dniach sam się wyprowadzil
290 2021-10-08 13:36:00 Ostatnio edytowany przez bullet (2021-10-08 13:38:26)
Bullet skąd pewność,że się pokłócili?Chociaż ja na 3 dzień jak on był w domu napisałam z jego telefonu smsa do niej"kocham" a ona odpisała "to czemu nie odpisujesz" i on się strasznie na mnie za to wkurzył ...i potem zaczął gadki wstawiać,że jak tu nie wyjdzie to wróci do niej.I po 3 dniach sam się wyprowadzil
Nie wiem po co jej to napisałaś z jego telefonu i nie wnikam ale sama odpowiedziałaś na zadane przez siebie pytania:
Chronologicznie:
-pokłócili się
-Ona po po jakimś czasie zaczęła go bombardować smsami, on nie odpisywał, to wynika z treści smsa
-"Ty" wysłałaś odpowiedź, możliwe, ze jm jeszcze tego nie chciał ale generalnie zintensyfikowałaś kontakty
-Pogodzili się
-wrócił do niej
Tylko utwierdziłaś moje przekonanie, a skoro jej nie odpisywał to nie mogli być w zmowie, czyli nie mogli wspólnie grać na rozwód bez orzekania.
To co powiedział nie ma znaczenia, czy dni 2 czy 3 ..4,5 ... 20.... n
wcześniej czy później by odszedł.
Ale to widać wcale u nich nie jest tak różowo (mieszkają razem dopiero 2 miesiące) czyli może życie pokarze,że się rozstaną i on zostanie sam .
292 2021-10-08 18:22:06 Ostatnio edytowany przez Pronome (2021-10-08 18:26:47)
Manuelko, przepraszam, ile Ty masz lat? Napisalas, ze minela Wam w tym roku 15 rocznica slubu. Podejrzewam wiec, ze jestes po co najmniej 40, wiec o zyciu, bolaczkach, niespelnionych nadziejach i trudach, powinnas juz troche wiedziec, szczegolnie jesli wychowywalas swoje dzieci . Czy jestes samodziena finansowo, masz kase na adwokata, jakies oszczednosci. Malzenstwo to nie kontrakt na 50 lat z gwarancja dozywotniej lojalnosci. Nie ma czegos takiego. Radzilabym skonczyc z naiwnoscia i wziac sie za siebie. Wiem, ze latwo sie mowi, ale to jedyna droga wydostania sie z tego bagna i za jakis czas otwarcia szampana, bo sie udalo zmienic swoje zycie i zaczac nim kierowac, tak jak chcemy. Maz cie nie szanuje, nie szanowal dlugo zanim jeszcze cie zdradzil, co idzie wyczytac z twoich postow. Jestes zbyt ulegla, brakuje ci pewnosci siebie, wlasnego zdania - jesli tego nie zmienisz, stracisz wiele. Maz sie zakochal w innej. Zdarza sie, wez to na klate, nie ma innej opcji. Zycie nie jest rozowe, moze do tej pory tak je postrzegalas, ale cos sie zmienilo. Nie wiem po co sypiasz ze zdradzaczem i jeszcze przyjmujesz go w domu, po tym jak pol godziny temu wdychal zapach innej. Cos jest nie tak z twoim instynktem. FAcet zadal ci cos w plecy. Powinno ci sie zrobic niedobrze. Im dluzej bedziesz rozmyslac, czekac na nie wiem co, nie podejmowac wewnetrznej decyzji jakie sa twoje kolejne kroki, tym wiecej tracisz. Wasze malzenstwo sie rozpadlo, nic nie wskazuje na to, ze da sie to posklejac. Nie musisz lubic tego postu, ale uwierz mi, ze bez dzialania kazdy dzien, w takich okolicznosciach, jest dla ciebie dniem starconym. Wez prawnika!
Manuelko, przepraszam, ile Ty masz lat? Napisalas, ze minela Wam w tym roku 15 rocznica slubu. Podejrzewam wiec, ze jestes po co najmniej 40, wiec o zyciu, bolaczkach, niespelnionych nadziejach i trudach, powinnas juz troche wiedziec, szczegolnie jesli wychowywalas swoje dzieci . Czy jestes samodziena finansowo, masz kase na adwokata, jakies oszczednosci. Malzenstwo to nie kontrakt na 50 lat z gwarancja dozywotniej lojalnosci. Nie ma czegos takiego. Radzilabym skonczyc z naiwnoscia i wziac sie za siebie. Wiem, ze latwo sie mowi, ale to jedyna droga wydostania sie z tego bagna i za jakis czas otwarcia szampana, bo sie udalo zmienic swoje zycie i zaczac nim kierowac, tak jak chcemy. Maz cie nie szanuje, nie szanowal dlugo zanim jeszcze cie zdradzil, co idzie wyczytac z twoich postow. Jestes zbyt ulegla, brakuje ci pewnosci siebie, wlasnego zdania - jesli tego nie zmienisz, stracisz wiele. Maz sie zakochal w innej. Zdarza sie, wez to na klate, nie ma innej opcji. Zycie nie jest rozowe, moze do tej pory tak je postrzegalas, ale cos sie zmienilo. Nie wiem po co sypiasz ze zdradzaczem i jeszcze przyjmujesz go w domu, po tym jak pol godziny temu wdychal zapach innej. Cos jest nie tak z twoim instynktem. FAcet zadal ci cos w plecy. Powinno ci sie zrobic niedobrze. Im dluzej bedziesz rozmyslac, czekac na nie wiem co, nie podejmowac wewnetrznej decyzji jakie sa twoje kolejne kroki, tym wiecej tracisz. Wasze malzenstwo sie rozpadlo, nic nie wskazuje na to, ze da sie to posklejac. Nie musisz lubic tego postu, ale uwierz mi, ze bez dzialania kazdy dzien, w takich okolicznosciach, jest dla ciebie dniem starconym. Wez prawnika!
Mądry post.Dziekuje za rady .Prawnika mam.Mam też czyste sumienie ,on nie.Mam dzieci i będę żyć dalej. Moze jeszcze go kocham,ale rozum mówi ,że on tego nie wart .Nieodpowiedzialny egoista.
Pronome napisał/a:Manuelko, przepraszam, ile Ty masz lat? Napisalas, ze minela Wam w tym roku 15 rocznica slubu. Podejrzewam wiec, ze jestes po co najmniej 40, wiec o zyciu, bolaczkach, niespelnionych nadziejach i trudach, powinnas juz troche wiedziec, szczegolnie jesli wychowywalas swoje dzieci . Czy jestes samodziena finansowo, masz kase na adwokata, jakies oszczednosci. Malzenstwo to nie kontrakt na 50 lat z gwarancja dozywotniej lojalnosci. Nie ma czegos takiego. Radzilabym skonczyc z naiwnoscia i wziac sie za siebie. Wiem, ze latwo sie mowi, ale to jedyna droga wydostania sie z tego bagna i za jakis czas otwarcia szampana, bo sie udalo zmienic swoje zycie i zaczac nim kierowac, tak jak chcemy. Maz cie nie szanuje, nie szanowal dlugo zanim jeszcze cie zdradzil, co idzie wyczytac z twoich postow. Jestes zbyt ulegla, brakuje ci pewnosci siebie, wlasnego zdania - jesli tego nie zmienisz, stracisz wiele. Maz sie zakochal w innej. Zdarza sie, wez to na klate, nie ma innej opcji. Zycie nie jest rozowe, moze do tej pory tak je postrzegalas, ale cos sie zmienilo. Nie wiem po co sypiasz ze zdradzaczem i jeszcze przyjmujesz go w domu, po tym jak pol godziny temu wdychal zapach innej. Cos jest nie tak z twoim instynktem. FAcet zadal ci cos w plecy. Powinno ci sie zrobic niedobrze. Im dluzej bedziesz rozmyslac, czekac na nie wiem co, nie podejmowac wewnetrznej decyzji jakie sa twoje kolejne kroki, tym wiecej tracisz. Wasze malzenstwo sie rozpadlo, nic nie wskazuje na to, ze da sie to posklejac. Nie musisz lubic tego postu, ale uwierz mi, ze bez dzialania kazdy dzien, w takich okolicznosciach, jest dla ciebie dniem starconym. Wez prawnika!
Mądry post.Dziekuje za rady .Prawnika mam.Mam też czyste sumienie ,on nie.Mam dzieci i będę żyć dalej. Moze jeszcze go kocham,ale rozum mówi ,że on tego nie wart .Nieodpowiedzialny egoista.
Nigdy więcej nie przyjmuj go z powrotem, bo nigdy się nie zmieni. Gdyby chciał naprawiać wasz związek, to by ci to powiedział wyraźnie wcześniej (wybrał inną, łatwiejszą dla siebie drogę). Wyraźnie - tzn. tak żebyś zrozumiała powagę sytuacji, mężczyźni są prości w tym zakresie (prawie wszyscy).
Sam jestem w trudnej sytuacji, ale czytając Twój wątek widzę, że Twoje szczęście jest możliwe tylko bez niego.
Masz przyjaciół, znajomych? Mnie jak tylko będę fizycznie w stanie się ruszyć wyciągną z domu w dni, kiedy nie będę zajmował się szkrabami. To bardzo, bardzo budujące, jak wali ci się świat i okazuje się, że grupa ludzi (mała lub duża) chce cię wesprzeć i pokazuje, że życie może toczyć się dalej z twoim udziałem.
WindyBoy tak mam znajomych i jego rodzinę za sobą i dzieci.Taka byłam zła żona ,że cała jego rodzina stoi za mną....A Ty sam chowasz dzieci???
WindyBoy tak mam znajomych i jego rodzinę za sobą i dzieci.Taka byłam zła żona ,że cała jego rodzina stoi za mną....A Ty sam chowasz dzieci???
Skończy się opieką naprzemienną lub dzieci zostaną z jż, ale co drugi cały tydzień ze mną i bez niej w mieszkaniu (żeby ich nie przenosić z miejsca na miejsce), tylko u nas sytuacja wygląda inaczej - na chwilę obecną nikt nikogo nie krzywdzi, rozmawiamy, moje mroczne podejrzenia o całkowicie zlai wolę jz nie potwierdziły sie. Żona ma dużo dylematów do rozwiązania.
Na razie są wyrzuty, że za szybko odpuszczam ratowanie związku z jednej strony i nie daję jej spokoju, żeby mogla uporządkować swoje myśli z drugiej strony, czyli co nie zrobię, będzie źle.
Muszę poczekać, aż opadną emocje i wstanę z łóżka (jeszcze ponad tydzień nie mogę nawet wyjść z domu).
Jeśli u nas się nie uda, to wierz mi - wolałbym mieć już teraz sytuację tak klarowną jak u Ciebie - łatwiej byłoby ruszyć mi dalej.
Skoro jednak mamy szansę, to wiem że jej nie odpuszczę i może przez to ucierpię jeszcze bardziej. Jak nie spróbuję, to żałować będę dużo dłużej.
Trzymaj wysoko gardę, twój chcę Cię celowo zniszczyć, osłabić, żeby ugrać coś dla siebie. Traktuj go jak przeciwnika w szachy - patrz na kilka ruchów do przodu, na chłodno. W każdym jego zachowaniu zakładaj złą wolę. Może za którymś razem miło się zaskoczysz, ale to będzie przypadek, a nigdy nie dasz się ograć.
Porozmawiać jak ludzie będziecie mogli jakiś czas po rozwodzie, podziale majątku i opieki. Może za parę lat nawet się polubicie, czego wam życzę:)
WindyBoy to jeszcze macie szansę,że może się Wam uda posklejać ta Wasza rodzinę.U mnie już szansy nie ma,bo on nawet takiej szansy nie chciał.Trudno muszę się z tym pogodzić.Mam 43 lata to może po rozwodzie i ja jeszcze uloze sobie z kimś życie...A on jak ma jeszcze jakieś ludzkie uczucia i sumienie i jak już mu ten haj na punkcie nowej kobiety minie ,to pożałuje co zrobił...
WindyBoy to jeszcze macie szansę,że może się Wam uda posklejać ta Wasza rodzinę.U mnie już szansy nie ma,bo on nawet takiej szansy nie chciał.Trudno muszę się z tym pogodzić.Mam 43 lata to może po rozwodzie i ja jeszcze uloze sobie z kimś życie...A on jak ma jeszcze jakieś ludzkie uczucia i sumienie i jak już mu ten haj na punkcie nowej kobiety minie ,to pożałuje co zrobił...
Posklejać to my nic nie posklejamy - do tego doszedłem dosyć szybko akurat. Jeśli już, to może uda się nam zbudować coś nowego - pretensje i żale sięgają zbyt daleko wstecz. Tylko na chwilę obecną jż nie widzi takiej opcji (i to obiektywnie jest uczciwym postawieniem sprawy) - ileś czasu musi minąć i jak wtedy na siebie spojrzymy to równie dobrze mogę usłyszeć "spróbujmy" lub "nie, to nie ma sensu". Takie dywagacje (zwłaszcza jak leżę praktycznie unieruchomiony obecnie) strasznie źle na mnie działają, ale nie potrafię tego powstrzymać.
Koniec końców wiem, że nie ruszę dalej dopóki będę żył mniejszą lub większą nadzieją i to miałem na myśli pisząc, że Ty możesz ruszyć dalej już teraz:) Przejdziesz wszystkie etapy żalu, gniewu, tęsknoty aż do obojętności i akceptacji i będzie ok (chociaż to potrwa).
Ja będę próbował zmusić siebie do pewnych zmian (co by nie było - taka sytuacja przynajmniej u mnie dosyć jasno pokazała mi, co mi samemu się we mnie nie podoba), bo załamywanie się na pewno nie zadziała na korzyść jakiejkolwiek relacji.
Jak poczytasz sobie forum, to w sytuacji takiej jak moja większość par się jednak nie schodzi (albo nieudanie próbują), ale dla mnie do akceptacji takiego stanu rzeczy będą musiały minąć raczej lata (niezależnie co udaję sam przed sobą).
Patrząc na samotne matki, z którymi miałem/mam styczność dzielą się na kilka kategorii:
1. Złe na cały świat co je spotkało.
2. Smutne, przygniecione życiem codziennym.
3. Szukające na siłę partnera od razu na całe życie.
4. Zadowolone ze swojego własnego towarzystwa, świadome własnej wartości.
Tylko te ostatnie układają sobie życie, mają hobby, pasje, wypełniony czas (z różnym skutkiem, ale te wszystkie frazesy z forum się sprawdzają - tylko sami jesteśmy źródłem szczęścia, a związki mogą być tylko uzupełnieniem). Skup się na tym, Twoje życie dopiero się zaczyna:)
tylko sami jesteśmy źródłem szczęścia, a związki mogą być tylko uzupełnieniem). Skup się na tym, Twoje życie dopiero się zaczyna:)
To czysta psychologia ![]()
WindyBoy napisał/a:tylko sami jesteśmy źródłem szczęścia, a związki mogą być tylko uzupełnieniem). Skup się na tym, Twoje życie dopiero się zaczyna:)
To czysta psychologia
Może i tak, ludzie w naszym stanie nie ogarniają rzeczywistości i bardzo brutalnie zderzają się ze schematami zachowań stron związku w takich sytuacjach - to jak bardzo, bardzo przyspieszony kurs organoleptycznej psychologii.
Na przyszłość ta wiedza się pewnie przyda, ale mi wiele rzeczy (również tu na forum) wbijano niemal siłą do głowy zanim chociaż dopuściłem myśl, że to może być słuszne. Dlatego uważam, że z osobami w kryzysie trzeba postępować jak z idiotami, bo emocje przesłaniają elementarny rozsądek. Moja jż dzisiaj z koleżanką wychodzi na drinka, wiem że nic złego się nie stanie, a i tak się rozsypuję w zasadzie nie wiedząc dlaczego.
WindyBoy życzę Ci wszystkiego dobrego,przede wszystkim zdrowia.Widze,że jesteś dobrym człowiekiem .Sam masz problemy w małżeństwie a mimo to pomagasz innym dobrą radą.Dzieki Tobie i temu forum"staje na nogi".Dziś mam optymistyczny dzień i mimo tego,że mój największy przyjaciel mąż okazał się ostatnim dupkiem,uważam że warto żyć i życie jest fajne.Mam super dzieci ,obowiązki,pracę , przyjaciół...Da Bóg,że za te krzywdy zaznane od męża i mnie spotka jeszcze miłość...I tego również Tobie życzę:)
Przeczytałem sobie dzisiaj "Ostatni brzeg" i to zdecydowanie nie był dobry pomysł - moja psychika zalicza właśnie mocny zjazd.
Dla mnie moja sytuacja jest moją największą życiową porażką jako człowieka i jako faceta. Jeśli się nie zejdziemy (a siląc się na obiektywizm trudno nie zakładać takiego rozwiązania jako najbardziej prawdopodobnego), to będzie mi bardzo, bardzo ciężko się pozbierać. Pocieszam się, że mogę sobie chcieć się rozsypywać, wpadać w depresję itd., ale jako tata zawieść nie mogę w żadnym wypadku i dzień za dniem, mechanicznie będę działał do momentu, aż poczuję się lepiej. Pracownicy (finalnie udało się zbudować fajny zespół, który lubi to co robi) też mogliby nie być super zadowoleni jakbym położył firmę, więc może to i lepiej...
Do niedawna byłem dla wszystkich oazą spokoju, niezachwianego optymizmu życiowego, człowiekiem zawsze trafiającym na zielone światło na drodze, osobą nieznającą pojęć "nie da się" lub "problem nie do rozwiązania". Teraz to wszystko we mnie umarło, bo moje życie się rozpada i nie mam absolutnie żadnego wpływu na to, jak to się skończy - zastanawiam się co zrobić i jak zrobić, żeby nie pogrzebać tego do końca, co może być trudne skoro moja samoocena jest na poziomie mułu w dnie.
Nie będę więcej dzisiaj pisał, żeby nie ciągnąć nikogo w dół ze sobą moimi emocjami. Jutro też wstanie dzień.
WindyBoy przechodziłam to samo.Tez czułam się jak dno,też miałam niską samoocenę..Ale mam dzieci i każdy mówił ,że muszę być silna.I chyba jestem...
WindyBoy przechodziłam to samo.Tez czułam się jak dno,też miałam niską samoocenę..Ale mam dzieci i każdy mówił ,że muszę być silna.I chyba jestem...
Kobiety ponoć wbrew pozorom statystycznie lepiej i łatwiej (jeśli w ogóle można to tak określić) znoszą takie sytuacje - chociaż każdy ma swój indywidualny próg.
Widzę, że siedzenie w domu bardzo pogarsza sprawę i pewnie dlatego mentalnie jestem tu, gdzie jestem, więc nie idź tą drogą co ja obecnie:)
Jutro zobaczę się z dzieciakami i jż przy okazji kontroli - z jednej strony dzieciaki bardzo poprawiają mój stan, z drugiej rozmowa z jż to wielka huśtawka emocji. Jeśli chcę, żeby to się ułożyło to powinienem skupić się na miłym spędzeniu czasu bez trudnych tematów, ale wszystko w rozmowie zawsze ma jakiś podtekst, kontekst, drugie dno itd...
Pewnie jutro wieczorem będę miał tak czy inaczej mętlik w głowie i sprzeczne wnioski co do przyszłości, ale na razie jest lepiej, sloneczne dni pomagają:)
hej.długo nie bedziesz w stanie tego ogarnac jak mozna po nastu latach isc do innej kobiety... mam podobna sytuacje maz mnie zdradzil nie rozwiedlismy sie ale to ja chodze do lekarzy biore leki i wiecznie sie zadreczam co zle zrobilam i kiedy. moje zycie w tej chwili jest paskudne nie umiem sie usmiechac nawet z dowcipu wszystko robie bo musze ale ogolnie nie chce mi sie nie mam sily schudlam koło 8kg nie czuje potrzeby picia jedzenia no bo w sumie po co. jedno w glowie co mam to staram sie zrozumiec jak mozna niszczyc cos co sie zalozylo "rodzine" zwlaszcza dla innej osoby ktora zna sie chwile albo wcale. nie bede nas porownywac bo nie o to chodzi kazdy i tak cierpi w rozny sposob.ja nie mam z kim rozmawiac o calej sytuacji ktora w ten o to sposob zostaje tak jakby "zamiecina pod dywan" ale jesli masz komu sie zwierzyc ze swoich mysli to zrób to jak najszybciej bo pozniej jest tylko gorzej i ciezko w tym trwac.pozdrawiam
hej.długo nie bedziesz w stanie tego ogarnac jak mozna po nastu latach isc do innej kobiety... mam podobna sytuacje maz mnie zdradzil nie rozwiedlismy sie ale to ja chodze do lekarzy biore leki i wiecznie sie zadreczam co zle zrobilam i kiedy. moje zycie w tej chwili jest paskudne nie umiem sie usmiechac nawet z dowcipu wszystko robie bo musze ale ogolnie nie chce mi sie nie mam sily schudlam koło 8kg nie czuje potrzeby picia jedzenia no bo w sumie po co. jedno w glowie co mam to staram sie zrozumiec jak mozna niszczyc cos co sie zalozylo "rodzine" zwlaszcza dla innej osoby ktora zna sie chwile albo wcale. nie bede nas porownywac bo nie o to chodzi kazdy i tak cierpi w rozny sposob.ja nie mam z kim rozmawiac o calej sytuacji ktora w ten o to sposob zostaje tak jakby "zamiecina pod dywan" ale jesli masz komu sie zwierzyc ze swoich mysli to zrób to jak najszybciej bo pozniej jest tylko gorzej i ciezko w tym trwac.pozdrawiam
Przede wszystkim wiedz ,że to nie Ty coś źle zrobilas.Nawet jeśli nie byłaś żoną idealna to najpierw się rozmawia co nie pasuje i próbuje się rozmawiać .Faceci już widać w większości tacy są -latwiej zdradzić gdy dopadła ich rutyna dnia codziennego ,niż coś z żoną naprawiać.Nie myślą o tym,że z kochanką tez kiedyś będzie rutyna i nuda . Naprawdę współczuję Ci,że nie masz z kim pogadać bo to naprawdę dużo daje.Ja sama na początku myślałam,że to moja wina ,że mąż znalazł inną bo nie byłam dość dobra.Jednak każdy mi mówił,że to on podjął decyzję o zdradzie i to wyłącznie on ponosi odpowiedzialność za rozbicie naszej rodziny...Teraz po tym czasie też tak myślę.Małrzenstwo i rodzina to nie jest tylko cud miód itd.To są problemy ,obowiązki,rutyna i wspólne wychowanie dzieci i dbanie o to.Moj mąż też nie raz mnie wkurzał itp i nigdy nie pomyślałam ,żeby go zostawić ,bo dzieci bo rodzina bo jednak go kocham....a on poleciał na łatwiznę.Odpowiedzialni przyzwoicie ludzie tak nie robią...A motyle w brzuchu to każdy dorosły wie są na chwilę...
307 2021-10-11 12:25:26 Ostatnio edytowany przez bullet (2021-10-11 12:26:30)
... .Faceci już widać w większości tacy są -latwiej zdradzić gdy dopadła ich rutyna dnia codziennego ,niż coś z żoną naprawiać....
To nie prawda, zdrada nie zna płci. Rozumiem Twoje rozgoryczenie ale ta teza nie jest prawdziwa.
Manuelka11 napisał/a:... .Faceci już widać w większości tacy są -latwiej zdradzić gdy dopadła ich rutyna dnia codziennego ,niż coś z żoną naprawiać....
To nie prawda, zdrada nie zna płci. Rozumiem Twoje rozgoryczenie ale ta teza nie jest prawdziwa.
Dokładnie.
Niestety.
bullet napisał/a:Manuelka11 napisał/a:... .Faceci już widać w większości tacy są -latwiej zdradzić gdy dopadła ich rutyna dnia codziennego ,niż coś z żoną naprawiać....
To nie prawda, zdrada nie zna płci. Rozumiem Twoje rozgoryczenie ale ta teza nie jest prawdziwa.
Dokładnie.
Niestety.
Ok.Faktycznie przesadziłam z ta teza.Powinnam napisać ,że niektórzy ludzie mają takie charaktery,że łatwiej im odejść do nowego życia i partnera niż naprawiać to stare...
Hej. Dziękuję za odpowiedź. Pewnie duzo czasu minie zanim u mnie się coś zmieni narazie jestem tak jakby w martwym punkcie. Taka nicość mnie ogarnia tak jak ja czuję się nikim nic nie wartym człowiekiem tak moje życie raczej nie jest teraz nic warte..pozdrawiam
Niestety.
Ok.Faktycznie przesadziłam z ta teza.Powinnam napisać ,że niektórzy ludzie mają takie charaktery,że łatwiej im odejść do nowego życia i partnera niż naprawiać to stare...
Rownie dobrze moglabys byc to ty. Nigdy nie mow nigdy. Czasami robimy rzeczy, o ktore bysmy sie nawet nie posadzili. Poza tym, choc po takim ciosie samoocena leci na leb na szyje, to zawsze warto spojrzec trzezwym okiem na to: nie ma przymusu pozostawania w relacji, ktora cie unieszczesliwia. Ktos mogl po prostu nie chciec juz tego sklejac, pojsc inna droga, zaczac od nowa. Kajdanami nikogo nie przykujesz do siebie.
Manuelka11 napisał/a:Niestety.
Ok.Faktycznie przesadziłam z ta teza.Powinnam napisać ,że niektórzy ludzie mają takie charaktery,że łatwiej im odejść do nowego życia i partnera niż naprawiać to stare...Rownie dobrze moglabys byc to ty. Nigdy nie mow nigdy. Czasami robimy rzeczy, o ktore bysmy sie nawet nie posadzili. Poza tym, choc po takim ciosie samoocena leci na leb na szyje, to zawsze warto spojrzec trzezwym okiem na to: nie ma przymusu pozostawania w relacji, ktora cie unieszczesliwia. Ktos mogl po prostu nie chciec juz tego sklejac, pojsc inna droga, zaczac od nowa. Kajdanami nikogo nie przykujesz do siebie.
Pronome, masz rację. Jesteśmy jednak dorosłymi ludźmi i choćby przez minimalny szacunek dla osoby, z którą szło się tyle lat przez życie można odejść mając na uwadze jej uczucia - bez zdrady (cholera, nawet lepiej ją ukrywając na czas rozstania), z elementami przyzwoitości. Świństwo pozostanie świństwem i fakt, że rzadko kiedy ludzie odchodzą bez alternatywnego partnera w tle nie jest dla mnie wytłumaczeniem i w moim postrzeganiu "bycia człowiekiem" się nie mieści.
Jeśli ja po pogodzeniu faktem rozstania z jż potrafię się nie mścić, rozmawiać bez kłamstw i mieć na uwadze głównie dobro dzieci i uczciwy podział wypracowanego przez lata majątku (który traktuję jako wspólny, skoro ja zarabiałem a jż ogarniała dom i dzieci), to jż mogłaby powstrzymać pierdolnik w swojej głowie na miesiąc - dwa i nie ranić mnie dodatkowo. To, że "nie myśli logicznie", "kierują nią emocje", "zaślepiona jest" to dosyć tanie usprawiedliwienie dla ludzi starszych niż nastolatkowie z burzą hormonów.
W moich najgorszych momentach ostatniego miesiąca przy życiu (literalnie, myśli były mroczne) trzymały mnie dzieci, a ja poza rozstaniem nie mam kompletnie żadnych innych trosk (finansowych, zdrowotnych itd.) i jestem odbierany przez otoczenie jako nieprzebrane źródło optymizmu. Podziwiam wiele osób, których wątki tu czytałem - nie byłbym chyba tak silny, żeby znieść opisane sytuacje, a one finalnie pozbierały się i próbują budować sobie życie na nowo.
Dlatego zdradę zawsze będę traktował jako intencjonalne krzywdzenie bliskiej osoby, na poziomie bicia własnych dzieci, katowania zwierząt, okradania chorych itd.
Z czasem pewnie jż wybaczę i będę życzył jej dobrze. Nie zapomnę tego co zrobiła jednak już nigdy.
Jeny nie mogę sobie z tym poradzić ,że mój jm latał do tej swojej kochanki i gadał na mnie jaka jestem niedobra....Teraz razem mieszkają i pewnie dalej gada :ona taka zajebista a ja beeeee
Jeny nie mogę sobie z tym poradzić ,że mój jm latał do tej swojej kochanki i gadał na mnie jaka jestem niedobra....Teraz razem mieszkają i pewnie dalej gada :ona taka zajebista a ja beeeee
No gada o Tobie i wiadomo gada same najgorsze rzeczy. Dawno temu podrywałnie pewiem żonaty i też gadał ma swoją żonę, że np wkładała do pralki brudne pieluchy z kupą w środku, bo podobno była leniem i fleja, że gdy kupił do domu komplet garnków z pokrywami, to miała pretensje, ze specjalnie kupił takie, żeby pokrywy spadały jej na stopy przy gotowaniu. Robił z kretynkę, babę nie do życia, awanturnice, babę bezczelna, chytra i rozdarta. To normalne. Nie zmienisz tego, bo niby jak miałabyś to zrobić? Nie przejmuj się.
315 2021-10-18 21:38:04 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-10-18 21:40:25)
Jeny nie mogę sobie z tym poradzić ,że mój jm latał do tej swojej kochanki i gadał na mnie jaka jestem niedobra....Teraz razem mieszkają i pewnie dalej gada :ona taka zajebista a ja beeeee
nie zajmuj się tym,a to jest proste jak budowa cepa .
Jak jm nie będzie gadał źle o Tobie to nie zamoczy ,bo jak zacznie gadać dobrze to go ta pani popędzi.Teraz widocznie czuje się lepsza od Ciebie i wspiera ukochanego w walce o "sprawiedliwość "co świadczy kiepsko w ogóle o jej samoocenia jako kobiety ,bardzie podszyte jest to desperacją i głodem.
On się poza tym Twoim złem czuje rozliczony i kwita choć pewnie odkrył Twoje zło jak przeleciał tamtą lub się w niej zauroczył .
Bardzo często elementem romansu i potem nowego niby związku jest awersja niechęć do byłej żony to scala nowy związek ,zmowa i wspólny wróg,słabo to się kończy na ogół ,ale nie uprzedzajmy faktów.Dlatego jakiś czas po rozwodzie wiele takich związków się rozlatuje ,nie ma już wroga ,pod warunkiem że ty zajmiesz się sobą a nie walką z nimi i różnymi prowokacjami z ich strony potencjalnymi .
Ciężko o tym wogole nie myśleć.Są gorsze i lepsze dni,teraz chyba te gorsze.Nie ogarniam tego jak mozna być aż taką świnią jak moj jm.Dbalam o niego o dom o dzieci tyle lat a on mnie zdeptał jak starą zabawkę...Ta jego kochanka to też chyba bez mózgu skoro wierzy w to co on jej gada,a cała rodzina jego i moja się od niego odwróciła...
Ciężko o tym wogole nie myśleć.Są gorsze i lepsze dni,teraz chyba te gorsze.Nie ogarniam tego jak mozna być aż taką świnią jak moj jm.Dbalam o niego o dom o dzieci tyle lat a on mnie zdeptał jak starą zabawkę...Ta jego kochanka to też chyba bez mózgu skoro wierzy w to co on jej gada,a cała rodzina jego i moja się od niego odwróciła...
Ej, moja jż pewnie też tak sobie to tłumaczy (czy kolejnym nowopoznanym co parę dni facetom również - nie wiem). Staram się to olać, bo szukam mieszkania i pierwsze dni w nowym miejscu będą dla mnie na pewno bardzo trudne.
Już niedługo będę mógł przestać zbierać informacje na ten temat (jak tylko domkniemy rozwód) i będą łączyć nas chyba tylko dzieci, bo jż na razie idzie mocno autodestrukcyjnym kursem (któremu w jej mniemaniu jestem w 100% winien i czuje się usprawiedliwiona i rozgrzeszona).
Manuelka11 napisał/a:Ciężko o tym wogole nie myśleć.Są gorsze i lepsze dni,teraz chyba te gorsze.Nie ogarniam tego jak mozna być aż taką świnią jak moj jm.Dbalam o niego o dom o dzieci tyle lat a on mnie zdeptał jak starą zabawkę...Ta jego kochanka to też chyba bez mózgu skoro wierzy w to co on jej gada,a cała rodzina jego i moja się od niego odwróciła...
Ej, moja jż pewnie też tak sobie to tłumaczy (czy kolejnym nowopoznanym co parę dni facetom również - nie wiem). Staram się to olać, bo szukam mieszkania i pierwsze dni w nowym miejscu będą dla mnie na pewno bardzo trudne.
Już niedługo będę mógł przestać zbierać informacje na ten temat (jak tylko domkniemy rozwód) i będą łączyć nas chyba tylko dzieci, bo jż na razie idzie mocno autodestrukcyjnym kursem (któremu w jej mniemaniu jestem w 100% winien i czuje się usprawiedliwiona i rozgrzeszona).
Mój jm też uważa ,że ja jestem wszystkiemu winna ,nawet temu,że znalazł sobie kochankę,no bo przecież ja taką złą kobietą byłam.
Windy, Manuelka - to co dziś widzicie jako swoją osobistą tragedię, jest dla Was tak naprawdę błogosławieństwem, i wierzę, że za jakiś czas to zobaczycie. Z waszego życia odchodzi kłamca i oszust. Wolelibyście, żeby te osoby zostały w Waszym życiu?
Pewnie,że nie.Ale mamy dzieci i jednak jakieś kontakty ze względu na dzieci będą.Juz mnie trzęsie na myśl o tym,że mój jm będzie przed tą swoją nową miłością grał dobrego tatusia ...o ile dzieci będą chciały ją poznać,bo narazie nie chcą..
Pewnie,że nie.Ale mamy dzieci i jednak jakieś kontakty ze względu na dzieci będą.Juz mnie trzęsie na myśl o tym,że mój jm będzie przed tą swoją nową miłością grał dobrego tatusia ...o ile dzieci będą chciały ją poznać,bo narazie nie chcą..
Dobrze Ci radzę - nie mów im źle o ich tacie, i nic o tej wybrance nowej - o ile już im tego nie powiedziałaś. Yo wciąganie dzieci w brudne gry dorosłych, ich parentyfikacja, więcej im dadzą złego niż dobrego.
Pewnie,że nie.Ale mamy dzieci i jednak jakieś kontakty ze względu na dzieci będą.Juz mnie trzęsie na myśl o tym,że mój jm będzie przed tą swoją nową miłością grał dobrego tatusia ...o ile dzieci będą chciały ją poznać,bo narazie nie chcą..
Dobrze Ci radzę - nie mów im źle o ich tacie, i nic o tej wybrance nowej - o ile już im tego nie powiedziałaś. Yo wciąganie dzieci w brudne gry dorosłych, ich parentyfikacja, więcej im dadzą złego niż dobrego.
On już sobie u niej gniazdko wije,pozabieral wszystkie swoje rzeczy z domu więc raczej planują wspólna przyszłość.Zastanawiam się tylko co z niej za człowiek skoro tak chętnie związała się z facetem żonatym i dzieciatym(raptem teraz znają się 4,5 miesiąca).Czekam teraz na pozew ,który on złożył.To nie jest już ten sam człowiek .Taki był rodzinny i za mną i za dziećmi.I tak szybko nas olal
Klasyk. Jak tylko rzeczywistość zajrzy mu do dupy, to zmięknie. Kochanki nie lubią problemów. Zmieniają wtedy kochanka.
Windy, Manuelka - to co dziś widzicie jako swoją osobistą tragedię, jest dla Was tak naprawdę błogosławieństwem, i wierzę, że za jakiś czas to zobaczycie. Z waszego życia odchodzi kłamca i oszust. Wolelibyście, żeby te osoby zostały w Waszym życiu?
Niby tak, ale Manuelka i ja chyba po prostu tęsknimy za tym, co było wcześniej, co mogłoby być - nawet jeśli wiemy, że to nie wróci.
Nie katuję się tym, że jest mi cholernie źle - ustawiam sobie jakieś cele i idę małymi krokami do przodu. Z czasem się ułoży, wsparcie przyjaciół i m.in. tego forum bardzo dużo daje. Świadomość, jak postępowanie jż oceniają jej najbardziej lojalne przyjaciółki (przynajmniej te, które same nie obwiniają facetów za wszystkie życiowe niepowodzenia) uświadamia mi, że jednak nie zwariowałem i naciskanie na szybki rozwód to jedyna droga do uniknięcia wojny.
Manuelka11 napisał/a:On już sobie u niej gniazdko wije,pozabieral wszystkie swoje rzeczy z domu więc raczej planują wspólna przyszłość.Zastanawiam się tylko co z niej za człowiek skoro tak chętnie związała się z facetem żonatym i dzieciatym(raptem teraz znają się 4,5 miesiąca).Czekam teraz na pozew ,który on złożył.To nie jest już ten sam człowiek .Taki był rodzinny i za mną i za dziećmi.I tak szybko nas olal
Klasyk. Jak tylko rzeczywistość zajrzy mu do dupy, to zmięknie. Kochanki nie lubią problemów. Zmieniają wtedy kochanka.
O tej słyszałam,że lubi facetów i nie patrzy czy żonaty czy nie.Takie plotki nie biorą się z nikąd.A on myśli , że to miłość jego życia.