netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Koniec romansu - czy na pewno?

327 odpowiedzi35 133 wyświetleniazałożony przez Raf19784, 03.08.2021

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Koniec romansu - czy na pewno?

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 196 do 260 z 328 ]

196 Ostatnio edytowany przez Alea (2021-08-12 15:40:09)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
paslawek napisał/a:
Alea napisał/a:

Serio?

Tak "śmiertelnie" smile ,a ludzie są trochę jak dzieci ,a czasem nie są .

Mądrość rodem z Konopielki: " słońce wschodzi na wschodzie, a zachodzi na zachodzie...":)
A tak "śmiertelnie" serio, z wiekiem rozumku raczej przybywa, trzeba z niego tylko częściej korzystać.

197

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

Taka przenośnia z tą piaskownicą smile smile


Alea napisał/a:

... z wiekiem rozumku raczej przybywa, trzeba z niego tylko częściej korzystać.

Kubuś Puchatek chyba jest tutaj wyjątkiem smile smile

198

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Gary napisał/a:

Taka przenośnia z tą piaskownicą smile smile


Alea napisał/a:

... z wiekiem rozumku raczej przybywa, trzeba z niego tylko częściej korzystać.

Kubuś Puchatek chyba jest tutaj wyjątkiem smile smile

Gary, wiem, że przenośnia, czy tam porównanie, ale niektórzy panowie ( czasem i panie) zachowują się, jakby nigdy z tej piaskownicy nie wyrośli.
Chociaż lubię Kubusia i jego filozofię, to nie jest to jednak mój drogowskaz życiowy:)

199

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

Update.. Tydzień temu wrocilismy do biura.. Siedzę 6m od byłej kochanki.. Wszystko wróciło - myśli o niej, patrzenie za nią.. Już było całkiem ok - kontakt bardzo sporadyczny.. I teraz od nowa..
W domu całkiem pozytywnie - zmienilem praktycznie cały swój rytm dnia.. Z żoną dużo rozmawiamy, spędzamy razem czas.. Nie wiem jak to ogarnąć? Jak przestać myśleć i kochać, jak przestać za nią patrzeć, słuchać jej głosu.. Jeden z gorszych dni od wielu wielu tygodni sad

200

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

Wiele osób tu piszących obraża się. Niektórzy przesadzają ale większość ,,radząc" tak naprawdę opisuje co by zrobiło bazując na własnych doświadczeniach lub obserwacjach innych w rzeczywistości. Nie oznacza że trzeba tak zrobić bo każdy powinien postąpić według własnego zdania, mądrości i sytuacji w jakiej się znalazł. W zasadzie każdy ma inne zdanie w tej samej sprawie ale jest jedna prawda : wszyscy oprócz autora lub autorki patrzymy na sytuacje chłodno, z boku, bez emocjonalnie, bez gniewu, zwątpienia itp. Więc każdy zwracający się do forum portalu o zdanie powinien zapoznać się z nim i przeanalizować je. Autor wplątał się w tragiczną dla siebie sytuację z której nie może jak twierdzi ( w zasadzie nie chce ) wyjść. Autorze ochłoń z emocji, uswiadom sobie co możesz zyskać a co możesz stracić bezpowrotnie żałując z biegiem lat. Dzisiaj kogoś ,,kochamy" aby za chwilę czuć tylko obojętność. Związek wieloletni wytwarza u partnerów pewne mechanizmy zależności pomiędzy osobami które szczególnie gdy są tworzone w młodym wieku zostają na bardzo długi czas z nami. Czy po wielu latach od rozwodu nie myślimy i byłym/ej ? Patrz niektórzy wdowcy / wy nie wchodzą z nowymi partnerami a jak już to nie jest to samo. Musisz określić najważniejsze dla ciebie z perspektywy czasu priorytety. Ciężko lekko żyć a szczęśliwe w życiu są tylko chwile. I właśnie te chwile budują obraz całego związku.

201

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Raf19784 napisał/a:


Nie odpuszczam ani mojego małżeństwa ani kochanki.
Nadal mam wrażenie że to może być miłość - idealny zwiazek.

Fuj fuj fuj!
Czyli po prostu trzymasz biedna żone w odwodzie. Nie odpuscisz jej mimo, ze masz ją, jej zdrowie, jej uczucia głęboko...wiesz gdzie.
Ale jest użyteczna prawda? Dziecmi sie zajmie, obiad ugotuje, dom posprząta, ogarnie codzienne sprawy. A Ty bedziesz z tego korzystał, a jakże. A na boku urabiał kochanke.
W Twoich postach jestes tylko TY. Tam nie ma Twojej żony, która jest prawdziwa ofiarą Ciebie i Twojej kochanki.
Zycze Ci zeby romans sie wydał i ta żona kopnela Cie w 4 litery, a jak juz wyjdzie z traumy - zeby ktos sie w niej zakochał. A Ty śnij o tej swojej pożal sie Boze kochanicy.

202

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
PainIsFinite napisał/a:
Raf19784 napisał/a:


Nie odpuszczam ani mojego małżeństwa ani kochanki.
Nadal mam wrażenie że to może być miłość - idealny zwiazek.

Fuj fuj fuj!
Czyli po prostu trzymasz biedna żone w odwodzie. Nie odpuscisz jej mimo, ze masz ją, jej zdrowie, jej uczucia głęboko...wiesz gdzie.
Ale jest użyteczna prawda? Dziecmi sie zajmie, obiad ugotuje, dom posprząta, ogarnie codzienne sprawy. A Ty bedziesz z tego korzystał, a jakże. A na boku urabiał kochanke.
W Twoich postach jestes tylko TY. Tam nie ma Twojej żony, która jest prawdziwa ofiarą Ciebie i Twojej kochanki.
Zycze Ci zeby romans sie wydał i ta żona kopnela Cie w 4 litery, a jak juz wyjdzie z traumy - zeby ktos sie w niej zakochał. A Ty śnij o tej swojej pożal sie Boze kochanicy.


Podpisuję się pod tym co napisała PainIsFinite, żonę traktujesz jak stabilizator życia, jest ci tylko potrzebna do prozy codziennego życia, a z kochanki zrobiłeś sobie obiekt uwielbienia, który dostarcza ci przyjemności i szczęścia. Chyba czas najwyższy zejść na ziemie i docenić, to co w życiu ważne, bo nawet kochanka poznała się na tobie i wybrała swojego męża. Zrozum i ogarnij się wreszcie, bo czas pokazuje, że nie potrafisz dokonać wyboru i tylko żonie marnujesz życie swoim niezdecydowaniem. Jeżeli nie potrafisz zdystansować się od kochanki i wybrać życie z żoną, to zakończ, to małżeństwo z honorem i nie zabieraj żonie czasu, kiedy z kimś innym mogłaby być w pełni szczęśliwa. Najważniejszymi fundamentami małżeństwa jest wierność, uczciwość i lojalność, a jak widać ty te fundamenty w tej chwili burzysz do końca zamiast starać się je odbudować.
Tak, dobrze by się stało aby ten romans się wydał i abyś został sam ze swoim zakłamaniem, może wówczas doceniłbyś co miałeś, a co tak łatwo zniszczyłeś. Twoja żona zasługuje na szczęście i na prawdziwego mężczyznę z klasą (którym ty oczywiście nie jesteś), a ty zasługujesz na to by oglądać ją i swoje dzieci w pełni szczęśliwe tylko u boku innego mężczyzny.

203

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

Painisfinite oraz Jasminn - mam nadzieję że Wam ulżyło.

Nie interesuje się kochanką i nie zabiegam o nią.. Swój update zrobiłem żeby wyrzucić z siebie to co czułem wczoraj.. To był niestety jeden z gorszych dni.. Tygodnie i dni mijają i jest coraz lepiej.. Jednak fakt ponownego spotkania się w biurze nieco to wszystko zaburzył..
Ci z romansów też mają uczucia, często takie których wcale nie chcą, z którymi walczą.. A wbrew pozorom wcale tak dużo czasu nie upłynęło żeby ów czas zrobił swoje.

204

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

Twoja zona tez ma uczucia. Podejrzewam, ze nieraz by chciala zeby ją przytulił kochający ją facet a nie mąż.drewno śniący o kochance. Ale mimo to trwa  u Twojego boku. Bez sensu bo nigdy tego nie docenisz.
Wiesz, zakochałes sie no sobie dałeś na to prawo. Kazda kawa z koleżanką, kolejna i kolejna...Wiedziales ku czemu zmierza. Ale brnąłeś. Wiec Twoje uczucia to Twoj wybór.
Najgorsze ze zona marnuje swoj cenny czas z Tobą

205 Ostatnio edytowany przez Ania2019 (2021-09-02 20:46:18)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

Dlatego ciągle się upieram, że kobieta zdradzana powinna się dowiedzieć i sama decydować co dalej

206

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

Dokładnie. Kolega Młody Werter cierpiący po cichutku rozporzadza zyciem biednej żony, nie dając jej szansy na decyzję czy JEJ pasuje taki maz który od lat bzyka na boku.
Narcyzm i rtle. Użytkowe traktowanie ludzie. Zarówno autor jak i kochanica

207

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
PainIsFinite napisał/a:

Dokładnie. Kolega Młody Werter cierpiący po cichutku rozporzadza zyciem biednej żony, nie dając jej szansy na decyzję czy JEJ pasuje taki maz który od lat bzyka na boku.
Narcyzm i rtle. Użytkowe traktowanie ludzie. Zarówno autor jak i kochanica

Painisfinite przemawiasz z punktu widzenia zdradzonej żony i wszędzie widzisz tylko jej krzywdę. Zrozum jednak, że jak człowiek cierpi to niestety, ale skupiony jest na sobie i to nie jest wina autora, że rozkminia swój ból. To tak jak ty rozkminiasz swój ból.

Raf musisz najpierw uporać się ze swoim bólem i siebie wzmocnić, dopiero wtedy będziesz w stanie skupić się na żonie. Jeżeli jesteś zdecydowany uciąć to uczucie, ktore nadal żywisz do kochanki to szukaj pomocy specjalistów, wg mnie samemu będzie ci bardzo ciężko się z tym uporać.

208 Ostatnio edytowany przez Jasminn (2021-09-03 02:26:24)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Raf19784 napisał/a:

Painisfinite oraz Jasminn - mam nadzieję że Wam ulżyło.

Nie interesuje się kochanką i nie zabiegam o nią.. Swój update zrobiłem żeby wyrzucić z siebie to co czułem wczoraj.. To był niestety jeden z gorszych dni.. Tygodnie i dni mijają i jest coraz lepiej.. Jednak fakt ponownego spotkania się w biurze nieco to wszystko zaburzył..
Ci z romansów też mają uczucia, często takie których wcale nie chcą, z którymi walczą.. A wbrew pozorom wcale tak dużo czasu nie upłynęło żeby ów czas zrobił swoje.

Raf, zabolało? To dobrze, to znaczy, że masz jeszcze jakieś ludzkie uczucia. Już byłeś słaby i przez to popełniłeś błędy, więc teraz musisz być silny i wytrwać przy swoich postanowieniach. Nie pielęgnuj wspomnień związanych z kochanką, bo nigdy nie wyrzucisz jej z pamięci. Przekieruj swoje myśli na żonę i dzieci, bo naprawdę zrobiłeś im niewyobrażalną krzywdę, a przecież nie krzywdzi się najbliższych. Zrozum, zabawiłeś się w Pana Boga, sam zadecydowałeś o życiu swojej żony bez jej udziału, nie dałeś jej żadnego wyboru. Wiesz, może naprawdę byłoby lepiej dla ciebie aby o wszystkim dowiedziała się żona, kim naprawdę jesteś i na co cię stać. Może wówczas jakbyś zobaczył, że teraz, to ona ma zadecydować o waszym życiu, czy chce dalej być ze zdrajcą, zaczął byś się bardziej starać, docenił byś ją w końcu, miałaby dla ciebie większe znaczenie niż kochanka. Musiałbyś na nowo walczyć o uczucia żony i dzieci, starałbyś na nowo odzyskać ich zaufanie, wówczas myśli i wspomnienia o kochance zaczęły by blednąć i łatwiej byłoby ci o niej zapomnieć. Tak nowe, gorące uczucia ciężko wygasić, ale można je przekierować na kogoś innego, a ty masz na kogo to zrobić, więc to rób sukcesywnie i zdecydowanie, nie patrz wstecz, bądź silny i nie pozwalaj sobie na kolejne błędy.

Przed tobą długa droga, czekają cię jeszcze długie miesiące, a nawet lata trudnej walki, przede wszystkim z sobą samym. Musisz teraz wszystko uporządkować, musisz zdecydować, czego chcesz się trzymać. Musisz wiedzieć, co trwa, a co przeminęło, co jest ważne, a co należy sobie po prostu odpuścić. Musisz pokazać charakter, siłę i swoją wartość, a przede wszystkim musisz sobie sam udowodnić, że potrafisz zawalczyć o siebie i swoją rodzinę. Dlatego napisałam ci w poprzednim poście wiele gorzkich słów, bo już na początku nowej drogi zacząłeś sobie pobłażać i rozczulać się nad sobą. Pamiętaj - droga powstaje kiedy idziesz, więc jeśli zdecydowałeś się walczyć o swoją rodzinę, to niech nic i nikt cię nie rozprasza, nie zbaczaj z obranej drogi.

209

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

Drogie panie Jasminn i PainisFinite piszecie z perspektywy zdradzonych kobiet i widać bardzo Waszą cheć zemsty na całym gatunku meskim..
Ja byłem i po jednej i po drugiej stronie jeśli chodzi o zdrady.. Żadna zdrada nie jest winą jednej strony - chyba że mówimy o zdradzaczach notorycznych..
I sobie i Wam życzę dużo spokoju i czasu który to wszystko wyprostuje i uleczy..

210 Ostatnio edytowany przez Pwgen (2021-09-03 08:26:00)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Raf19784 napisał/a:

Drogie panie Jasminn i PainisFinite piszecie z perspektywy zdradzonych kobiet i widać bardzo Waszą cheć zemsty na całym gatunku meskim..
Ja byłem i po jednej i po drugiej stronie jeśli chodzi o zdrady.. Żadna zdrada nie jest winą jednej strony

Widzę, że wierzysz w garbate Aniołki, swoje kłamstwa i wymówki....
Przedstawie ci teraz męski punkt widzenia bo chyba sam zaczynasz się gubić w trzeźwym osądzie.

Za zdradę odpowiada tylko osoba zdradzająca, w końcu to ona dopuszcza się zdrady, to ona podtrzymuje i często rozpala namiętność z późniejszym kochankiem/kochanką, świadomie buduje relację na boku. To nie jest nigdy tak że dostaniesz strzałą amora i już nic nie jesteś w stanie poradzić - oj jaki ja biedny, co mogłem zrobić jak rzuciła na mnie urok, jedno spojrzenie i nie mogłem nic zrobić tylko musiałem zaprosić ją na randkę.... Każdy człowiek już w wieku nastu lat potrafi w miarę świadomie podjąć decyzję. A to zdradzasz odpowiada za to że dopuścił do "zauroczenia" się drugą osobą i odpłynął w romansik.

Potrafię jeszcze zrozumieć jednorazowy wyskok pod wpływem alko/dragów, czy tak zwanej "chwili" albo okazji - ot facet nie będzie potrafił się oprzeć napalonej na niego kobiecie (lub w drugą stronę). Zdarzło się, nie byliśmy w pełni świadomi, to nie była zdrada planowana tygodniami z podchodami, nie było "zapoznawczych" kawek, został popełniony błąd. Trzeba to wtedy wziąć na klatę i uciąć dalsze "zdradzanie" - no chyba, że chcemy świadomie krzywdzić swojego partnera dalej.... To zupełnie inny rodzaj zdrady, mający osobną kategorię, zupełnie inny zaś kaliber ma ROMANS. W takim układzie zdradzacz świadomie, z premedytacją, doskonale wie co robi i planuje swoje działania, napędza spiralę kłamstw aby zdobyć albo zostać zdobytym. W przypadku romansu nie ma miejsca na obustronną winę, bo to zdradacz był całkowicie nieuczciwy wobec partnera, jawnie go oszukiwał i krzywdził. To zdradzacz po prostu był "dupkiem" i/lub tchórzem, i nie miał odwagi odejść i dopiero potem rozwijać nową relację.

211

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Pwgen napisał/a:
Raf19784 napisał/a:

Drogie panie Jasminn i PainisFinite piszecie z perspektywy zdradzonych kobiet i widać bardzo Waszą cheć zemsty na całym gatunku meskim..
Ja byłem i po jednej i po drugiej stronie jeśli chodzi o zdrady.. Żadna zdrada nie jest winą jednej strony

Widzę, że wierzysz w garbate Aniołki, swoje kłamstwa i wymówki....
Przedstawie ci teraz męski punkt widzenia bo chyba sam zaczynasz się gubić w trzeźwym osądzie.

Za zdradę odpowiada tylko osoba zdradzająca, w końcu to ona dopuszcza się zdrady, to ona podtrzymuje i często rozpala namiętność z późniejszym kochankiem/kochanką, świadomie buduje relację na boku. To nie jest nigdy tak że dostaniesz strzałą amora i już nic nie jesteś w stanie poradzić - oj jaki ja biedny, co mogłem zrobić jak rzuciła na mnie urok, jedno spojrzenie i nie mogłem nic zrobić tylko musiałem zaprosić ją na randkę.... Każdy człowiek już w wieku nastu lat potrafi w miarę świadomie podjąć decyzję. A to zdradzasz odpowiada za to że dopuścił do "zauroczenia" się drugą osobą i odpłynął w romansik.

Potrafię jeszcze zrozumieć jednorazowy wyskok pod wpływem alko/dragów, czy tak zwanej "chwili" albo okazji - ot facet nie będzie potrafił się oprzeć napalonej na niego kobiecie (lub w drugą stronę). Zdarzło się, nie byliśmy w pełni świadomi, to nie była zdrada planowana tygodniami z podchodami, nie było "zapoznawczych" kawek, został popełniony błąd. Trzeba to wtedy wziąć na klatę i uciąć dalsze "zdradzanie" - no chyba, że chcemy świadomie krzywdzić swojego partnera dalej.... To zupełnie inny rodzaj zdrady, mający osobną kategorię, zupełnie inny kaliber ma ROMANS gdzie zdradacz świadomie, doskonale zdając sobie sprawę co robi planuje swoje działania, kłamstwa i nieuczciwość wobec partnera. W przypadku romansu nie ma miejsca na obustronną winę...
Zdradzacz po prostu był "dupkiem" i tchórzem który nie miał odwagi odejść i dopiero potem szukać nowego związku (bo w starym było mu źle albo niewygodnie).

Tak masz racje.. Każdy romans z czegoś wynika..
Jest takie powiedzenie że prawie każdego meza/zone da się poderwać.. Nie da się jedynie poderwać osoby naprawdę zakochanej.. To teraz spójrzmy ile jest zdrad/romansow - czyzby ta wielka miłość do grobowej deski jednak nie była tak często spotykana? Też kiedyś byłem bardzo zakochany - jednak moja owczesna żona po wielu latach razem widziała te sprawy nieco inaczej..

212

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

I to niby usprawiedliwia podwójne życie, jakie przez tak długi czas prowadziłeś?
Żona nie była w Tobie aż tak zakochana, jak tego oczekiwałeś i za karę miałeś wieloletni romans?
Lub też Ty nie byłeś w żonie aż tak bardzo zakochany i aby siebie ukarać miałeś wieloletni romans?
Dobre sobie ...

213 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-09-03 08:48:18)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Raf19784 napisał/a:
Pwgen napisał/a:
Raf19784 napisał/a:

Drogie panie Jasminn i PainisFinite piszecie z perspektywy zdradzonych kobiet i widać bardzo Waszą cheć zemsty na całym gatunku meskim..
Ja byłem i po jednej i po drugiej stronie jeśli chodzi o zdrady.. Żadna zdrada nie jest winą jednej strony

Widzę, że wierzysz w garbate Aniołki, swoje kłamstwa i wymówki....
Przedstawie ci teraz męski punkt widzenia bo chyba sam zaczynasz się gubić w trzeźwym osądzie.

Za zdradę odpowiada tylko osoba zdradzająca, w końcu to ona dopuszcza się zdrady, to ona podtrzymuje i często rozpala namiętność z późniejszym kochankiem/kochanką, świadomie buduje relację na boku. To nie jest nigdy tak że dostaniesz strzałą amora i już nic nie jesteś w stanie poradzić - oj jaki ja biedny, co mogłem zrobić jak rzuciła na mnie urok, jedno spojrzenie i nie mogłem nic zrobić tylko musiałem zaprosić ją na randkę.... Każdy człowiek już w wieku nastu lat potrafi w miarę świadomie podjąć decyzję. A to zdradzasz odpowiada za to że dopuścił do "zauroczenia" się drugą osobą i odpłynął w romansik.

Potrafię jeszcze zrozumieć jednorazowy wyskok pod wpływem alko/dragów, czy tak zwanej "chwili" albo okazji - ot facet nie będzie potrafił się oprzeć napalonej na niego kobiecie (lub w drugą stronę). Zdarzło się, nie byliśmy w pełni świadomi, to nie była zdrada planowana tygodniami z podchodami, nie było "zapoznawczych" kawek, został popełniony błąd. Trzeba to wtedy wziąć na klatę i uciąć dalsze "zdradzanie" - no chyba, że chcemy świadomie krzywdzić swojego partnera dalej.... To zupełnie inny rodzaj zdrady, mający osobną kategorię, zupełnie inny kaliber ma ROMANS gdzie zdradacz świadomie, doskonale zdając sobie sprawę co robi planuje swoje działania, kłamstwa i nieuczciwość wobec partnera. W przypadku romansu nie ma miejsca na obustronną winę...
Zdradzacz po prostu był "dupkiem" i tchórzem który nie miał odwagi odejść i dopiero potem szukać nowego związku (bo w starym było mu źle albo niewygodnie).

Tak masz racje.. Każdy romans z czegoś wynika..
Jest takie powiedzenie że prawie każdego meza/zone da się poderwać.. Nie da się jedynie poderwać osoby naprawdę zakochanej.. To teraz spójrzmy ile jest zdrad/romansow - czyzby ta wielka miłość do grobowej deski jednak nie była tak często spotykana? Też kiedyś byłem bardzo zakochany - jednak moja owczesna żona po wielu latach razem widziała te sprawy nieco inaczej..

Wynika z decyzji ,tylko i wyłącznie reszta to p.....nie  kłamstwa .Też jak Ty  Rafale byłem po dwóch stronach tylko że dawno temu i mam dystans - nie ja jeden z resztą .Mam to przepracowane nieźle .
Winny zdrady jest tylko ten kto łamie dane słowo .
Takie racjonalizowanie obciążaniem kogoś za swoje wybory i decyzje jest - użalaniem się nad sobą jest infantylne i nietrzeźwe.
Bardzo nabuzowany widać jeszcze jesteś .

214 Ostatnio edytowany przez Ania2019 (2021-09-03 09:09:53)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

Jak sie przekroczy pewną granicę w samym sobie to zmienia sie człowiek, zmienia się jego postrzeganie ludzi, świata, wrażliwość itd...

Jak coś nie gra to się to naprawia, a jak się nie da to się rozstaje. Ta nowa wielką prawdziwa miłość za rogiem chyba to zniesie i poczeka chwilkę.

Mam żal do mojego męża wielki o to wlasnie, ze nie walczyl o nas albo ze nie odszedl - bo po tylu latach człowiek zasługuje po prostu na szacunek, a nie odstawia się jakieś dziecinady z małolatą z pracy na boku.

Dlatego uważam, że żona wiedzieć powinna, chociaż to moze byc dla niej trauma, ale lepsza trauma w prawdzie niż udawane życie w kłamstwie.

Moj mąż dlugo dochodził do siebie po tym co sie stalo, a tak naprawdę to nie wiem, czy juz sie z tym uporał. To go w jakis sposób określiło i naznaczyło, czasami to nawet mi go żal.

215 Ostatnio edytowany przez Pwgen (2021-09-03 09:22:41)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Raf19784 napisał/a:

Tak masz racje.. Każdy romans z czegoś wynika..
Jest takie powiedzenie że prawie każdego meza/zone da się poderwać.. Nie da się jedynie poderwać osoby naprawdę zakochanej.. To teraz spójrzmy ile jest zdrad/romansow - czyzby ta wielka miłość do grobowej deski jednak nie była tak często spotykana? Też kiedyś byłem bardzo zakochany - jednak moja owczesna żona po wielu latach razem widziała te sprawy nieco inaczej..

Mylisz zatem zakochanie/zauroczenie z miłością.
Miłość to proces, gdzie namiętność nieuniknione spadnie po kilku latach. Zostaje wówczas intymność, przywiązanie, zaangażowanie, współzależność, wspólne cele, aktywności i wiele innych rzeczy które razem "zbudowaliście" w trakcie trwania związku.

Jeśli dajesz się ponieść "zakochaniu" i całej tej chemii która temu towarzyszy z nową osobą wówczas świadomie zabijasz miłość do starego partnera. To nigdy nie jest tak że - stało się samo... Po prostu masz na to ochotę i tylko czekasz, aż przyjdzie okazja.

Uczciwie to jest odejść i dopiero dać się ponieść nowej namiętności, a nie "tkwić" u boku starego partnera, często tylko dla własnej wygody. Nie musisz wtedy w pokrętny sposób tłumaczyć sam sobie swojej dwulicowej moralności. Udając się w podróż zwaną romansem świadomie krzywdzisz starego partnera, rodzinę, najbliższych w imię swoich egoistycznych pobudek, swoje wyrzuty sumienia uciszasz wmawiając sobie - do póki się nie wyda nikogo nie krzywdzę.

Lubię proste porównania więc celowo porównałem wchodzenie w romans do podróży:
Podróżując z rodzinną, czy partnerem za którego jesteś odpowiedzialny musisz wyprawę zaplanować, spakować się, zorganizować choć ten pierwszy nocleg czy pierwsze punkty docelowe. Będąc "wolnym" możesz po prostu wyjść z domu, trzasnąć drzwiami, spontanicznie dać się ponieść na 2 koniec świata - i za rok powiedzieć "Jakoś samo tak wyszło".

Więc proszę nie bądźmy hipokrytami i nie wmawiaj sobie, że białe jest jednak takie szare, a właściwie to może być już taki odcień, że już prosty chłop nie odróżniający miliona barw nazwał by to czarnym.

216

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Ania2019 napisał/a:

Jak sie przekroczy pewną granicę w samym sobie to zmienia sie człowiek, zmienia się jego postrzeganie ludzi, świata, wrażliwość itd...

Jak coś nie gra to się to naprawia, a jak się nie da to się rozstaje. Ta nowa wielką prawdziwa miłość za rogiem chyba to zniesie i poczeka chwilkę.

Mam żal do mojego męża wielki o to wlasnie, ze nie walczyl o nas albo ze nie odszedl - bo po tylu latach człowiek zasługuje po prostu na szacunek, a nie odstawia się jakieś dziecinady z małolatą z pracy na boku.

Dlatego uważam, że żona wiedzieć powinna, chociaż to moze byc dla niej trauma, ale lepsza trauma w prawdzie niż udawane życie w kłamstwie.

Moj mąż dlugo dochodził do siebie po tym co sie stalo, a tak naprawdę to nie wiem, czy juz sie z tym uporał. To go w jakis sposób określiło i naznaczyło, czasami to nawet mi go żal.

Jesteście razem nadal? Przepraszam ale nie znam Twojej historii

217

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

Żródlem Twojego cierpienia jest Twój brak przytomności, Brak punktów których należy się trzymać, Brak decyzji na ewentualną zmianę kierunku. Brak myślenia.
I brak miłości do którejkolwiek z tych kobiet. I szacunku do żony
A czasu na myślenie miałeś jak nadto, bo to długi romans, ale chyba uważasz tę czynność za zbędną .

218

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Raf19784 napisał/a:

Jesteście razem nadal? Przepraszam ale nie znam Twojej historii

Tak. Jesteśmy.
Trudny to był czas bardzo i dla niego i dla mnie, zobaczymy czy warto było,
czas pokaże smile

Długi był ten Twój romans, naznaczył Cie w jakiś sposob wewnętrznie, przez zagłuszenie sumienia, kłamstwa itd.

Kazdy i kazda historia sa inne. Mój mąż dlugo wracał do siebie, około 2 lata po wszystkim zaczyna być tym człowiekiem, którym był kiedyś.

219 Ostatnio edytowany przez Raf19784 (2021-09-03 09:43:24)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Ania2019 napisał/a:
Raf19784 napisał/a:

Jesteście razem nadal? Przepraszam ale nie znam Twojej historii

Tak. Jesteśmy.
Trudny to był czas bardzo i dla niego i dla mnie, zobaczymy czy warto było,
czas pokaże smile

Długi był ten Twój romans, naznaczył Cie w jakiś sposob wewnętrznie, przez zagłuszenie sumienia, kłamstwa itd.

Kazdy i kazda historia sa inne. Mój mąż dlugo wracał do siebie, około 2 lata po wszystkim zaczyna być tym człowiekiem, którym był kiedyś.

Tak był bardzo dlugi.. I wbrew pozorom nie planowany.. Nigdy ciagot do kobiet nie miałem żeby flirtowac/romansowac. Aż się trafiła kopia mnie w spodnicy.. Do dziś dzień zastanawiam się czy to jest miłość? 3lata chyba zauroczenie nie trzyma...
Edit: myślę że ten romans mnie nie zmienil.. On ujawnił to co się stało ze mną po zdradzie mojej pierwszej zony.. Bardzo długo trwało moje wychodzenie na prostą - i tu moim zdaniem moje wartości bardzo się pozmienialy..

220

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Ania2019 napisał/a:

przez zagłuszenie sumienia, kłamstwa itd.

To, to.

Człowiek zaczyna żyć w kłamstwie, wchodzi mu to w krew i już inaczej nie umie.

A źle się żyje w kłamstwie, szczególnie, że trzeba okłamywać praktycznie wszystkich dookoła, nawet kochankę.

Uważam, że nigdy nie jest za późno, by zacząć żyć właściwie. Przeszłości nikt nie wymaże, błędów nie da się cofnać. Szczerość jednak uwalnia.

Autorze, olej kochankę. Skup się na naprawieniu relacji z żoną. Przestań żyć w kłamstwie. Tak będzie lepiej dla wszystkich zainteresowanych, z Tobą samym włącznie.

Stara prawda głosi, że nie da się jednocześnie mieć ciastka i je zjeść. Pobłądziłeś i trzeba by teraz wziąć na klatę konsekwencje. Nie jest łatwo, ale o ile przyjemniej będzie się patrzyło w lustro.

221

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
merle napisał/a:
Ania2019 napisał/a:

przez zagłuszenie sumienia, kłamstwa itd.

To, to.

Człowiek zaczyna żyć w kłamstwie, wchodzi mu to w krew i już inaczej nie umie.

A źle się żyje w kłamstwie, szczególnie, że trzeba okłamywać praktycznie wszystkich dookoła, nawet kochankę.

Uważam, że nigdy nie jest za późno, by zacząć żyć właściwie. Przeszłości nikt nie wymaże, błędów nie da się cofnać. Szczerość jednak uwalnia.

Autorze, olej kochankę. Skup się na naprawieniu relacji z żoną. Przestań żyć w kłamstwie. Tak będzie lepiej dla wszystkich zainteresowanych, z Tobą samym włącznie.

Stara prawda głosi, że nie da się jednocześnie mieć ciastka i je zjeść. Pobłądziłeś i trzeba by teraz wziąć na klatę konsekwencje. Nie jest łatwo, ale o ile przyjemniej będzie się patrzyło w lustro.

Czytajcie proszę że zrozumieniem.. Ten romans to czas przeszly.. Fakt dużo czasu nie upłynęło ale temat jest zamkniety..

222 Ostatnio edytowany przez Ania2019 (2021-09-03 09:54:38)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
merle napisał/a:
Ania2019 napisał/a:

przez zagłuszenie sumienia, kłamstwa itd.

To, to.

Człowiek zaczyna żyć w kłamstwie, wchodzi mu to w krew i już inaczej nie umie.

A źle się żyje w kłamstwie, szczególnie, że trzeba okłamywać praktycznie wszystkich dookoła, nawet kochankę.

Uważam, że nigdy nie jest za późno, by zacząć żyć właściwie. Przeszłości nikt nie wymaże, błędów nie da się cofnać. Szczerość jednak uwalnia.

.

Uważam tak samo.
Chociaż powiem Wam, ze bardzo ciężko jest zaufać kłamcy, ale uwazam, ze chyba tylko kredyt zaufania może mu pomóc. Nie ma innej drogi do przemiany moim zdaniem, jak świadomość, ze ktos nam wierzy.
Nawet jeśli ten dający szansę ktoś czuje sie czasem jak frajer smile

Raf19784 napisał/a:

Czytajcie proszę że zrozumieniem.. Ten romans to czas przeszly.. Fakt dużo czasu nie upłynęło ale temat jest zamkniety..

Wiem... Ale moim zdaniem ciężko bedzie Ci samemu się z tym uporać, tym bardziej, jak będziecie sie widywac. Ona moze znowu chcieć Ciebie i co wtedy...
Moj maz skonczyl z ta swoja, albo ona z nim, kto ich tam wie, próbował sam sie pozbierac, ale slabo mu szło, brnął w klamstwa dalej.

223

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Ania2019 napisał/a:
merle napisał/a:
Ania2019 napisał/a:

przez zagłuszenie sumienia, kłamstwa itd.

To, to.

Człowiek zaczyna żyć w kłamstwie, wchodzi mu to w krew i już inaczej nie umie.

A źle się żyje w kłamstwie, szczególnie, że trzeba okłamywać praktycznie wszystkich dookoła, nawet kochankę.

Uważam, że nigdy nie jest za późno, by zacząć żyć właściwie. Przeszłości nikt nie wymaże, błędów nie da się cofnać. Szczerość jednak uwalnia.

.

Uważam tak samo.
Chociaż powiem Wam, ze bardzo ciężko jest zaufać kłamcy, ale uwazam, ze chyba tylko kredyt zaufania może mu pomóc. Nie ma innej drogi do przemiany moim zdaniem, jak świadomość, ze ktos nam wierzy.
Nawet jeśli ten dający szansę ktoś czuje sie czasem jak frajer smile

Raf19784 napisał/a:

Czytajcie proszę że zrozumieniem.. Ten romans to czas przeszly.. Fakt dużo czasu nie upłynęło ale temat jest zamkniety..

Wiem... Ale moim zdaniem ciężko bedzie Ci samemu się z tym uporać, tym bardziej, jak będziecie sie widywac. Ona moze znowu chcieć Ciebie i co wtedy...
Moj maz skonczyl z ta swoja, albo ona z nim, kto ich tam wie, próbował sam sie pozbierac, ale slabo mu szło, brnął w klamstwa dalej.

Pomogła psychoteria dopiero?

224

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Raf19784 napisał/a:

Czytajcie proszę że zrozumieniem.. Ten romans to czas przeszly.. Fakt dużo czasu nie upłynęło ale temat jest zamkniety..

No i?
Czy to oznacza, że moralnie wszystko już w jak najlepszym porządku?
Romans się zakończył, więc można już uczciwie nie kochać żony i nadal wzdychać do byłej kochanki?

Tak szczerze. Czy zakończenie romansu zmienia cokolwiek?

225

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
IsaBella77 napisał/a:
Raf19784 napisał/a:

Czytajcie proszę że zrozumieniem.. Ten romans to czas przeszly.. Fakt dużo czasu nie upłynęło ale temat jest zamkniety..

No i?
Czy to oznacza, że moralnie wszystko już w jak najlepszym porządku?
Romans się zakończył, więc można już uczciwie nie kochać żony i nadal wzdychać do byłej kochanki?

Tak szczerze. Czy zakończenie romansu zmienia cokolwiek?

Z takim podejściem to wg Ciebie powinnem się biczowac codziennie i na kolanach do Czestochowy w ramach pokuty..

226 Ostatnio edytowany przez Ania2019 (2021-09-03 10:03:27)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

Chodzilam na terapię najpierw sama, chodziliśmy pozniej tez razem. Na pewno w jakimś stopniu to pomogło, ale nie mogłam już. Pomoglo mi uwierzyć w jego historię.

Śmieszne jest to, ze jak wcześniej prosiłam go o terapię, to sie wyśmiewał, ze glupoty, naciagacze, ze to ja mam problem itd, i stalo sie...
a potem sam mnie woził, sam chodził...

Pomoglo chyba dopiero to, jak dotarło do niego co mi zrobił i co mógł stracić i zrezygnował ze swojego egoizmu.

227

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Ania2019 napisał/a:

Chodzilam najpierw sama, chodziliśmy pozniej tez razem. Na pewno w jakimś stopniu to pomogło, ale nie mogłam już. Pomoglo mi uwierzyć w jego historie.

Śmieszne jest to, ze jak wcześniej prosiłam go o terapię, to sie wyśmiewał, ze glupoty, naciagacze, ze to ja mam problem itd, a potem sam mnie woził, sam chodził...

Pomoglo chyba dopiero to, jak dotarło do niego co mi zrobił i co mógł stracić i zrezygnował ze swojego egoizmu.

Masz racje.. W wielu wypadkach psychoteria jest jedyną drogą do zrozumienia siebie..

228 Ostatnio edytowany przez Ania2019 (2021-09-03 10:06:06)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

Twierdze tez ze moj maz jest wewnetrznie pogubiony, poraniony i szukał nie wiadomo czego.
Ale.moze do niego dotarlo.

Naprawde mi go zal.

229

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Ania2019 napisał/a:

Twierdze tez ze moj maz jest wewnetrznie pogubiony, poraniony i szukał nie wiadomo czego.
Ale.moze do niego dotarlo.

Naprawde mi go zal.

Dlaczego z nim zostalas? Ja po zdradzie żony biłem się długo z decyzja.. Ostatecznie złożyłem pozew o rozwod.. Uważam że to była bardzo dobra decyzja..

230

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Raf19784 napisał/a:

Z takim podejściem to wg Ciebie powinnem się biczowac codziennie i na kolanach do Czestochowy w ramach pokuty..

Nie, i niepotrzebnie ironizujesz.
Niby masz fantazję, a najprostsze rozwiązania - takie jak szczerość w stosunku do żony i najbliższych, uczciwość i otwartość, jakoś nie przychodzą Ci do głowy?

231

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
IsaBella77 napisał/a:
Raf19784 napisał/a:

Z takim podejściem to wg Ciebie powinnem się biczowac codziennie i na kolanach do Czestochowy w ramach pokuty..

Nie, i niepotrzebnie ironizujesz.
Niby masz fantazję, a najprostsze rozwiązania - takie jak szczerość w stosunku do żony i najbliższych, uczciwość i otwartość, jakoś nie przychodzą Ci do głowy?

To zajmij się proszę swoją fantazją.. I daruj sobie umoralnianie.. Nie zawsze proste rozwiązania są najlepsze..

232 Ostatnio edytowany przez Ania2019 (2021-09-03 10:19:45)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Raf19784 napisał/a:

Dlaczego z nim zostalas? Ja po zdradzie żony biłem się długo z decyzja.. Ostatecznie złożyłem pozew o rozwod.. Uważam że to była bardzo dobra decyzja..

Bo znam go 21 lat i skoro on mógł, to straciłam trochę wiarę w ludzi, bo mimo sprzeciwu wewnętrznego to chyba uwierzyłam w tę jego historię, bo jest dobrym ojcem a dziecko go potrzebuje, bo jest teraz nam dobrze i spokojnie i jest mi po prostu wygodnie. Zostałam, bo wiem, ze mogę odejść i dam sobie sama rade, on tez to wie, sama ta świadomość mnie wzmacnia.

233

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

.. nie da rady chyba poznać czlowieka tak do konca, nieważne ile lat się go zna... ba.. sami do konca chyba siebie nie znamy..
niektórzy małżonkowie nie chcą terapii, nie chcą rozmawiać, bo przeciez wszystko jest dobrze, choc nie jest.... . ale własnie dobrze "funkcjonują" jako rodzina, dla tych dzieci chociażby tkwią w tym małżenstwie dalej... czy słusznie robią to pewnie czas pokaze...
Raf... co żona na pozew????

234

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
cześka8 napisał/a:

.. nie da rady chyba poznać czlowieka tak do konca, nieważne ile lat się go zna... ba.. sami do konca chyba siebie nie znamy..
niektórzy małżonkowie nie chcą terapii, nie chcą rozmawiać, bo przeciez wszystko jest dobrze, choc nie jest.... . ale własnie dobrze "funkcjonują" jako rodzina, dla tych dzieci chociażby tkwią w tym małżenstwie dalej... czy słusznie robią to pewnie czas pokaze...
Raf... co żona na pozew????

To historia mojego pierwszego malzenstwa.. Podpisała papiery choć długo to trwało wszystko.. Moje odkochiwanie się z niej chyba najdłużej

235

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

czyli pamietasz jak się czułes, nie dałeś rady i rozstałeś się... i teraz.. ok... rozumiem, że obecne małzenstwo starasz sie ratować... 
żona chce terapii?

236

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
cześka8 napisał/a:

czyli pamietasz jak się czułes, nie dałeś rady i rozstałeś się... i teraz.. ok... rozumiem, że obecne małzenstwo starasz sie ratować... 
żona chce terapii?

Obecna żona o niczym nie wie.. Romans się skończył.. Chcę ratować malzenstwo.. Jednocześnie wiem jaki to cios dowiedzieć się o zdradzie - o tak długim romansie tym bardziej.. Z perspektywy moich doświadczeń uważam że lepiej nie wiedzieć..

237 Ostatnio edytowany przez cześka8 (2021-09-03 10:56:09)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

to wspołczuję widywać byłą codzien w pracy....  a znależć dobrego terapeute nie jest prosto, z dobrą pracą też różnie..

238 Ostatnio edytowany przez Raf19784 (2021-09-03 11:09:01)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
cześka8 napisał/a:

to wspołczuję widywać byłą codzien w pracy....  a znależć dobrego terapeute nie jest prosto, z dobrą pracą też różnie..

Stąd był mój wpis - update..
Siedzi kilka metrów odemnie.. Widzę ją, słyszę.. I tak 9h codziennie.. Choć przyznam że życia nie utrudnia - też z tym walczy (na to wyglada).
No właśnie możnaby rozważać zmianę pracy.. Niestety mam tu taka posadę że o inną będzie mega trudno.

239 Ostatnio edytowany przez Ania2019 (2021-09-03 11:21:00)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

To ciężko będzie na dłuższą metę przez ten kontakt. Ludzie tez dużo widzą i widzieli.

Mój mąż twierdził, ze nikt nie wiedział w pracy. A ja mu mowie, ze wiedzieli, a kobiety to maja radar, może mu odczuć nie dali po prostu.

Decyzję podjąłeś Raf, więc powodzenia, jakkolwiek to brzmi w ustach zdradzonej żony:)

240

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Ania2019 napisał/a:

To ciężko będzie na dłuższą metę przez ten kontakt. Ludzie tez dużo widzą i widzieli.

Mój mąż twierdził, ze nikt nie wiedział w pracy. A ja mu mowie, ze wiedzieli, a kobiety to maja radar, może mu odczuć nie dali po prostu.

Decyzję podjąłeś Raf, więc powodzenia!

Może lockdown wroci.. Będzie łatwiej na home office smile

241 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-09-03 11:34:26)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

Naprawdę..Planeta ziemia taka wielka, a Wy musicie no musicie siedzieć  parę metrów od siebie. W wolnym kapitalistycznym kraju, gdzie można pokombinować i przenieść się do innej firmy, na inne stanowisko itd.
Powiedziałabym, że w takiej sytuacji dobrym wyjściem jest zachowanie przyjaźni i wdzięczności za dobre chwile, ale do tego w takiej relacji musiałaby być wcześniej prawdziwa obustronne szczerość i przyjaźń.  Wtedy nie trzeba że sobą walczyć czy bać się spotkań, bo wszystko filtruje się przez szacunek dla decyzji drugiej osoby.
Ale w Twoim przypadku tego nie ma, więc lepiej jej unikać po prostu.
A teraz żoną. Wielu namawia Cię tu do walki o małżeństwo. Jak nie ma miłości, nie ma sensu ani dla niej, ani dla Ciebie.

242

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Ela210 napisał/a:

Naprawdę..Planeta ziemia taka wielka, a Wy musicie no musicie siedzieć  parę metrów od siebie. W wolnym kapitalistycznym kraju, gdzie można pokombinować i przenieść się do innej firmy, na inne stanowisko itd.

Tak tak - jak żyć? Weź kredyt i zmień pracę smile

243 Ostatnio edytowany przez Ania2019 (2021-09-03 11:31:40)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

Czytałam gdzieś w madrej ksiązce, że całkowite zerwanie kontaktu to podstawa, to forma zadośćuczynienia dla malzonka.

Ty tez bys "zdrowiał".

244

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Ania2019 napisał/a:

Czytałam gdzieś w madrej ksiązce, że całkowite zerwanie kontaktu to podstawa, to forma zadośćuczynienia dla malzonka.

Ty tez bys "zdrowiał".

Tak jest to prawda.. Niestety procz pracy mamy nadal inne wspólne rzeczy.. I nie da się tego ot tak uciac..

245

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

No tak...
Prawda jest taka, że w tej pracy zawsze coś bedzie wspólnego, impreza, delegacja, wyjazd, czyjś ślub czy nawet jakieś zebranie, lunch, projekt, kawa itd...
A wy macie jeszcze coś poza.

Może sobie to jakoś ogarniesz i poukładasz.
Ale bez wsparcia (ktoś bliski, terapia, wiara...) moze byc ciężko. Tym bardziej, ze sam nie zakończyłeś tamtej relacji, tylko ona.

246

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

.... forum czasem bywa dobrą terapią, z resztą dlatego też tu jestes..my....  ;]

247 Ostatnio edytowany przez Raf19784 (2021-09-03 11:58:13)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
cześka8 napisał/a:

.... forum czasem bywa dobrą terapią, z resztą dlatego też tu jestes..my....  ;]

Tak też to traktuje.. Jako miejsce ujścia emocji, wygadania sie.
Najgorsze były pierwsze dni powrotu.. Nie widzieliśmy się i nie mieliśmy długo żadnego kontaktu.. W te pierwsze dni wspomnienia wróciły - mam nadzieję że to minie wszystko z czasem.

248

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Raf19784 napisał/a:
Ania2019 napisał/a:

Czytałam gdzieś w madrej ksiązce, że całkowite zerwanie kontaktu to podstawa, to forma zadośćuczynienia dla malzonka.

Ty tez bys "zdrowiał".

Tak jest to prawda.. Niestety procz pracy mamy nadal inne wspólne rzeczy.. I nie da się tego ot tak uciac..

Z kochanką masz jakieś inne wspólne rzeczy poza pracą???

249

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Ewe131 napisał/a:
Raf19784 napisał/a:
Ania2019 napisał/a:

Czytałam gdzieś w madrej ksiązce, że całkowite zerwanie kontaktu to podstawa, to forma zadośćuczynienia dla malzonka.

Ty tez bys "zdrowiał".

Tak jest to prawda.. Niestety procz pracy mamy nadal inne wspólne rzeczy.. I nie da się tego ot tak uciac..

Z kochanką masz jakieś inne wspólne rzeczy poza pracą???

Tak.. Trochę tego jest.. Nazbieralo się przez 3 lata.. Docelowo można to ucinac wszystko - ale nie da się odrazu

250 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-09-03 12:39:19)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Raf19784 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Naprawdę..Planeta ziemia taka wielka, a Wy musicie no musicie siedzieć  parę metrów od siebie. W wolnym kapitalistycznym kraju, gdzie można pokombinować i przenieść się do innej firmy, na inne stanowisko itd.

Tak tak - jak żyć? Weź kredyt i zmień pracę smile

Po co kredyt ? smile
Zostając w tej pracy tak z ręką na serduszku zawsze jest maleńki cień nadziei, powrotu do siebie ,uchylona furtka ,niedomknięte drzwi w jedynie słusznym przekonaniu że TA praca jest najlepsza na świecie i jak zmienisz ją to stanie się tragedia,zostaniesz zupełnie sam ze sobą  - jesteś pod ścianą sam się tam postawiłeś.Zmiana i brak kontaktu jest bardziej naturalnie upraszczająca drogą do zamknięcia przeszłości ,Ty dalej w niej tkwisz aktywnie .
Rozkminy,myslówy,wspomnienia ,skojarzenia ,różne emocje ,ucieczki od nich w inne emocje, codziennie do tłumienia w mylnym przekonaniu że samo się kiedyś skończy i minie ,że zobojętniejesz za jakiś czas patrząc na zegarek .Nigdy nie zapomnisz i zawsze coś zostaje - nawet po latach (zmienia się tylko znaczenie i miejsce w pamięci ),taka walka z pamięcią w kontakcie każdego dnia, tylko porusza, utrwala i wzmacnia przekornie wspomnienia i emocje jest odwrotnie to bywa często droga do powrotu takie mocowanie się .Nie zakończyłeś romansu w głowie jeszcze i wcale nie chodzi o moralność czy wymuszanie na sobie poczucia winy i skruch ,chodzi o istotę błędu ,Dla Ciebie to "miłość " a nie żaden błąd ,żal Ci tylko że macie przerwę albo że to nigdy się już nie wróci ,
Ratowanie małżeństwa to ściema Rafale - nie ma czego ratować ,możesz jedynie zbudować inną fasadę ,z pozorów i na pokaz ,
podumaj, pomedytuj co masz w sobie to co jest po wierchu i głębiej ,samemu trudno to zrobić .Ocenianie tego co było to też tylko pewien etap wcale nie najważniejszy moim zdaniem ,zmiany dają siłę a nie rozmyślanie i kombinacje .
Zona i kochanka to nie terapeutki ,na Twoje wybrakowane,puste,wadliwe ,głodne ego .Później zobacz czy masz coś dobrego prawdziwego dla żony ,niesztucznie pod pompowanego ,tylko dlatego że kochanka zmieniła zdanie na które tak naprawdę nie zgadasz się choć nie masz nic do gadania .

251

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

Chyba zmierzasz w złym kierunku, szkoda. Teraz to nawet żona jest współodpowiedzialna za TWOJĄ zdradę.
Za wypalenie,  nijakość,  rutynę- owszem.  Ale zdrada to była TWOJA decyzja i Ty sam jedyny jesteś winny tego, że do tego doszło. To Twój Problem,  Twój deficyt- nie żony.
Chyba tylko kubeł zimnej wody pozwoliłby sięTobie ocknąć. Bardzo szybko byś się wtedy zreflektował i przewartościował swój romans i swoje małżeństwo raz jeszcze.

252

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Raf19784 napisał/a:

To zajmij się proszę swoją fantazją.. I daruj sobie umoralnianie.. Nie zawsze proste rozwiązania są najlepsze..

To nie jest umoralnianie.
To jest ukazywanie skali zakłamania w jakim żyjesz.

253

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

Osobiście jestem przeciwna temu, by traktować żonę/męża jak użyteczny sprzęt gospodarstwa domowego. Żona jako pilnowaczka dzieci, ogarniaczka porządku domowego, współpłacąca ratę kredytu, wygodna towarzyszka na rodzinnych imprezach, nadająca mężowi stateczny status głowy rodziny.  Fuj. Żona to też kobieta, o którą można zadbać, powiedzieć jej komplement, uśmiechnąć siw do niej. Jestem pewna, że gdyby poświęcić jej tyle czasu, co kochance, odwdzięczyłaby się tym samym i na nowo w waszym związku rozbłysnąłby ten ogień.

Zdradziłeś, bo chciałeś,  a nie dlatego, że żona jest taka czy inna. Jak Ci nie pasuje, to ją uczciwie o tym poinformuj i zwróć wolność,  bo każdy zasłguje na to, by być najważniejszy dla tej jednej osoby na świecie. Żona jako opcja numer 2, bo kochanka nie chciała, to kiepski kapitał na przyszłość i krzywda, jaką wyrządzasz tej kobiecie.
Znam kilka żon - ładnych fajnych babek. Ogarniętych, zapracowanych - bo i dzieci i praca tego wymagają. A ich mężowie, jakby mogli,  to będą romansować. Rozwieść się? Nie, to niewygodne. Trzeba by szukać mieszkania,  płacić alimenty. Lepiej nasciemniać żonie,  naściemniać kochance i jakoś się prześlizgać przez życie.  Karaluchy mają więcej honoru niż tacy ludzie.

254

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

"....Zaznaczę że żona mnie bardzo kocha.. Ja natomiast chyba już od dawna nie."

Jeśli możesz Raf to napisz skąd taka pewność u Ciebie, co w innym człowieku i czemu taka niepewność co w sobie ? jestem autentycznie ciekawa co Ciebie skłania do takiego wniosku ?

tym razem zgadzam się z Tobą Dayzee po całości

255 Ostatnio edytowany przez bullet (2021-09-03 15:08:41)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Raf19784 napisał/a:

To zajmij się proszę swoją fantazją.. I daruj sobie umoralnianie.. Nie zawsze proste rozwiązania są najlepsze..

Raf: niestety próbujesz dorobić teorię do skur...stwa które wytworzyłeś ... a jest nim zdrada. Kręgosłup moralny zgubiłeś dawno i nie wiesz gdzie. Zgodzę się, że umoralnianie Ciebie należy sobie darować.
Tu proste rozwiązanie byłoby najlepsze, powiedzieć żonie prawdę , dać jej szansę na ułożenie sobie życia z kimś kto na nią zasługuje.

IsaBella77 napisał/a:

To jest ukazywanie skali zakłamania w jakim żyjesz.

to nawet nie zakłamanie, wg mnie świadoma próba wybielenia siebie, figura jaką próbuje wykonać każdy zdradzacz.
Żona nie wie, a Raf czuje się podle więc forum mam być takim wybielaczem i wybaczaczem, poklepaczem po plecach

256

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Ranna_Panna napisał/a:

"....Zaznaczę że żona mnie bardzo kocha.. Ja natomiast chyba już od dawna nie."

Jeśli możesz Raf to napisz skąd taka pewność u Ciebie, co w innym człowieku i czemu taka niepewność co w sobie ? jestem autentycznie ciekawa co Ciebie skłania do takiego wniosku ?

tym razem zgadzam się z Tobą Dayzee po całości


A mnie dodatkowo ciekawi - dlaczego kochająca żona nie zauważa u kochanego męża kilkuletniego romansu. Przecież u osoby, którą się kocha zauważa się zachodzące zmiany. Czy byłeś takim świetnym aktorem, czy też żonie tak naprawdę nie zależało już na tobie.

257

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

No ale nawet jeśli żona nie zauważa to nie ma znaczenia. Najprawdopodobniej jest w trybie ogarniania zycia i czasem trudno sie rozdwoic i oprocz pracy, domu i dzieci dbac o ego meza. Ja tez nie wiedzialam ze w moim malzenstwie cos nie halo. Byly seksy, wspolne wieczory, nawet w urodziny zostawiliśmy dzieci z moja mama i szlismy w dwojke na randke. Wiec sorry..

258 Ostatnio edytowany przez memo331 (2021-09-04 13:30:08)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
bullet napisał/a:

Tu proste rozwiązanie byłoby najlepsze, powiedzieć żonie prawdę , dać jej szansę na ułożenie sobie życia z kimś kto na nią zasługuje.

Tym bardziej, że po zdradzie swojej pierwszej żony, rozwód z nią uznał za najlepsze ( w tej sytuacji wink ) rozwiązanie smile
Co ja Ci powiem Autorze. Rację ma paslawek walisz ściemę z ratowaniem swojego małżeństwa, bo dzisiaj nie ma czego ratować. Swoją żonę traktujesz instrumentalnie. Najpierw bandażowałeś nią zranione ego ( zdrada I żony) , teraz zranione serduszko (nielojalność kochanki:) Twoje małżeństwo jest iluzją, jego uczestnicy nie mają równych praw. Jest takie powiedzenie: prawda nas wyzwoli, ale Ciebie nie stać na prawdę względem nikogo: żony, kochanki, siebie. Dlatego nadal będziesz odgrywał przed światem wyuczoną rolę. Bo, jak każdy tchórz niestety, boisz się konsekwencji swoich decyzji. Swoich. Nie żony, z którą rozjechały Ci się 'priorytety, nie ma flow i chemii, ale trzymasz ją w odwodzie ze strachu. Nie kochanki, z którą masz porozumienie dusz, yang i yin, ale przez 3 lata bujałeś ją...w obłokach. Tkwisz w ciągłym rozkroku, czekając aż ktoś zacznie za Ciebie żyć. To co robisz jest nie tylko głupie, bo na dłuższą metę bez szans ( gdyby było inaczej, już byłbyś po rozwodzie ), ale i okrutne, bo decydujesz w imieniu innych (żony, dzieci, rodziny). Odnośnie Twojej obecnej ( tudzież ex, bo nie wiadomo smile ) panny: może zdrajca i manipulant był okej jako dawca emocji, ale długofalowo wątpliwy? smile Jak robić dalekosiężne plany, kiedy lojalność na pstrym koniu jeździ? smile Dostałeś tutaj wiele cennych rad. Od osób, które miały podobne doświadczenia. Nie skorzystasz z nich, bo traktujesz je jako atak w siebie (głupota) no i masz swoją prawdę objawioną i monopol na "prawdziwą miłość" ( oj, nie takie historie to Forum widziało smile ).  Więc zacznijmy od tego,: czy chcesz realnie coś zmienić, czy tylko wymiauczeć tu swój żal.

259

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

Słuszne memo te Twoje podsumowanie wszystkich kombinacji autora, przecież ten 3 letni romans to nie bele co tylko romans z wyjazdami, budzeniem i ogólną kosmiczną miłością a tu jednak żadne zmiany nie nastąpiły, nie nastąpiły bo żona w niewiedzy a kochanka bez wymagań jednak zawsze bardziej fascynująca niż np dzieci......tylko teraz kochanka z dnia na dzień podziękowała za współpracę bo próbuje odbudować rodzinę a może po prostu zauroczenie jej minęło, bo te 3 lata romansu mogło spowszednieć, pewnie u takich 'miłujących niezwykle i mocno osób' ekscytacje się zmieniają bo niby na jakiej podstawie ma to być stałe jeśli z jednej czy drugiej strony nie ma żadnych świętości do uszanowania i tu problem Rafa czyli cierpiące po stracie kochanki ego a może serce ( niech będzie) to problem, który można wyrzucić z siebie właśnie na takim forum bo raczej trudno wtajemniczać w takie  sprawy znajomych w realu, ot i całe zmartwienie to to jak poczuć się lepiej

260

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

Raf czy ty w ogóle kochasz jeszcze żonę? Czy w ogóle ją kochałeś kiedyś takim mocnym szalonym uczuciem? Czy była trochę jednak z rozsądku po pierwszym nieudanym małżeństwie? Coś mi się wydaje, że to trwanie w tym związku się nie uda. Że to jest kwestia czasu jak to się rozpadnie. Pytanie czy chcesz marnować swój i jej czas. W ogóle dla mnie trochę kosmos że ona się nie zorientowała przez tyle lat.

Posty [ 196 do 260 z 328 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Koniec romansu - czy na pewno?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026