netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Koniec romansu - czy na pewno?

327 odpowiedzi35 131 wyświetleńzałożony przez Raf19784, 03.08.2021

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Koniec romansu - czy na pewno?

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 328 ]

66 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-08-05 20:53:34)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
lalkaalka napisał/a:
Raf19784 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Nie wszystkie romanse  zaczynają się jak piszesz BB.
I chętnych na romanse może być wielu, łatwo odrzucić. 
Wychodzenenie z romansu poprzez umniejszanie tej drugiej osoby może jest szybsze, ale fałszywe i odbije się czkawką.
Bo nie każdy romans jest dla da mu i podbudowania ego wbrew pozorom.
Mniej by bolało,  gdyby to było po wspólnych ustaleniach  że trzeba to zakończyć, po otwartej rozmowie, a nie komunikacie: postanowiłam dac szansę  mężówi.
Jeżeli w małżeństwie nie ma więzi,  to i tak się rozpadnie. Trudno też zaakceptować  brak bliskości gdy się jej z kimś zaznalo.
Chyba najlepiej zrobisz autorze sam udając się po wsparcie , tylko do kogoś  mądrego, doświadczonego, kto nie wyda szybkich osądów..
Uczucia są  skomplikowane, a chęć bycia z kimś blisko to nie luksus, tylko potrzeba serca.
Wiele osób jednak odbywa się bez tego w małżeństwie.
Dobre związki moim zdaniem wzmacniają  się same, słabsze są zawsze narażone. 
I prawdziwa miłość  wybacza pewnie słabość.
Bo wybija się ponad wszelkie egoizmy.
Pewnie mało kto Ci to napiszę tu, ale ja współczuję. Żonę w tym chroń, jeśli jest lojalna, ale może ona też zasługuje na więcej, którego Ty zaznałeś, w sensie byłeś w stanie więcej z siebie dać  tej drugiej.
A ponieważ na końcu jest miłość  czyli brak egoizmu i akceptacja innych ludzi, kompletna, to tam jest brzeg,  gdzie można odpocząć.

Nie odpuszczam ani mojego małżeństwa ani kochanki.
Nadal mam wrażenie że to może być miłość - idealny zwiazek.
Ale nic na siłę - obie strony muszą to czuć - a teraz nie jestem już tak kochanki pewnien.
Co do małżeństwa - rozmawiamy, spędzamy razem czas.. Zobaczymy czy da się jeszcze wspolnie patrzec w przyszłość..
Dziś mam takie wrażenie że mógłbym kochać je obie.. Że to są zupełnie inne rodzaje relacji..

Co to za podejście?
Wydaje mi się tylko czy pisałeś, że romans z kochanką Ci nie starcza i chcesz z nią związku? To po co trzymać się żony ? Co jeśli kochanka się rozmyśli i nagle zostawi męża i zechce przeszłości z Tobą? Wtedy zostawisz żonę, ale gdyby nie to w razie Co lepiej żonę jeszcze przetrzymać? Tak na wszelki wypadek?
Prawie uwierzyłam,  że się naprawdę zakochałeś i zbłądziłeś , a tak na prawdę powielasz schematy.
Zanim zaczniesz walczyć o romans albo małżeństwo i zrobisz błagan w głowach tym kobietom powinieneś sam sobie na parę pytań Szczerze odpowiedzieć.
Może chcesz tkwić w małżeństwie i mieć romans? Może nie chcesz rezygnować z nich obu ? Ale to nie to samo Co: " chcę związku z kochanką, a żony nie kocham " . Zanim cokolwiek zdecydujesz , zastanów się nad tym Co naprawdę czujesz i czego naprawde chcesz . Licz się z konsekwencjami.  Niektórzy zdradzają i są szczęśliwi w małżeństwie,  ale czy to u Ciebie mozliwe skoro uczucia do kochanki są większe Jak do żony ? To nic nie da jesli masz uczucie,  że jestes z żoną za karę i szansa na idealny zwìązek Ci ucieka między palcami. Ja zawsze powtarzam,  że łatwiej jest wybaczyć zdradę z kimś Kto nie ma dla zdradzacza żadnej większej wartości niż zdrada+ bycie dla faceta mojego zycia nr.  2, kimś zastępczym,  niewystarczalnym,  mniej waznym, mniej wartościowym. Takiej zdrady nie wybaczyłabym nigdy w życiu.  To zabieranie osobie zdradzanej szansy na (pełno)wartościowe traktowanie i szczerą miłość. Ty nie dosc , ze w ten sposob zdradzasz to zdecydowałes sie dalej te relacje pielegnowac. To w moim odczuciu gorsze od zdrady samej w sobie.
Wyobraź sobie,  że Twoja,  wielka , idealna miłość robi to z Tobą. Chciałbyś mimo wszystko być z tym kimś mimo , że wiesz ze latami byles nr 2 i jest ktos kogo ona pragnie bardziej ?
Ja wiem, że jeszcze ciezko jest takie deyzje podejmować,  jakiekolwiek czy w prawo czy w lewo.  Ale jesli chcesz cos z tym stanem zrobic i nie jęczeć za nastèpne 3 lata , że nie mozesz byc szczesliwy z miloscia swoja zycia i Twoja zona albo jej mąż stoją wam na drodze. to musisz po malu chociaz zrobic parę refleksji i Co najważniejsze byc ze sobą szczerym. I liczyc się  z konsekwencjami,  niezaleznie od tego Co zdecydujesz. I wiedziec , że wszystko jest w Twoich rękach. 

Ja swój romans zakańczałam bardzo długo,  parę miesięcy ochładzałam relacje , następne parę Go przygotowywalam na to, że rodzina jest dla mnie wazniejsza( dalismy sobie z partnerek szanse,  on nie wiedzial o zdradzie)( mimo ze wtedy jeszcze uczucia byly bardzo silne i raczej mialam wrazenie ze Go tymi slowami oklamuje) nastèpne pare miesięcy pisalismy tylko i sie nie spotykalismy i tez ryczalam  w lozku z tesknoty i walczylam ze soba zeby tam nie pojechac. Po jakims roku od niewidzenia dopiero bylam w stanie Go wszedzie zablokowac i po malu coraz wiecej bylam "cala" u Partnera i dziecka,  tak na 100% . Cale te " konczenie" trwalo 1,5 roku.
To rowniez zanim sie wewnetrznie zdecydowalam na koniec , bo zanim " konczylam" chłonęłam każdą chwilę z nim Jak jakas opetana.
Moj kochanek Jak juz wiedzial , że nie zostawie rodziny , chcial tylko romans, Co jeszcze bardziej mi utrudnialo "ten koniec". Jednak ja chcialam 100% skupic sie na rodzinie i pragnelam Szczerej relacji , gdzie nie ma miejsca na nikogo z zewnatrz. Troche latwiej bylo mi w moim partnerze odnalezc "tego mężczyzne" na cale zycie bo on w podobnym czasie " przestawil sie " na zycie rodzinne i "Tylko mnie" ( z calkiem innych powodów niz zdrada). To jednak nie znaczy ze z miejsca przestalam " kochac " tamtego.
Do dzis dnia zaluje , że mojego wtedy zdradzalam tyle czasu mimo ze on wtedy jeszcze dupkiem byl. Chodzi o wlasne sumienie. Jesli byl dupkiem to moglam Go zostawic a nie emocjonalnie sie angazowac w Co innego. To bym mogla zrobic po rozstaniu.  W koncu ten romans nie byl powodem rozstania.  Każdy zdradzajacy jest o tym przekonany.  Malo Kto powie : chce się rozstac bo kogos poznalam,  zawsze sa inne powody,  ktore niby byly wczesniej ale zaczeli sie je wyolbrzymiac Jak sie miało juz kogos na boku.

Ja Ci życzę mądrych refleksji i wyborów , bo niezaleznie Jak wybierzesz to dluga i ciezka droga przed Tobą ale im dłużej bedziesz wybieral " pol na pol" tym ciezej bedzie i dłużej bedzie trwala ta gehenna;)

lalkaalka teraz sobie ciebie przypominam z Twojego jednego wątku .
Jeżeli jest tak z Tobą jak piszesz i tego wszystkiego dokonałaś a wierzę że tak, to wyrazy uznania ode mnie -  gratuluje i pozdrawiam
da się co nie ? smile

67

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

Nie rozumiem. Mamy Ci współczuć, że wróciłeś do żony, a czujesz coś wciąż do kochanki, tak?

68 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-08-05 21:03:46)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
67Eve napisał/a:

Nie rozumiem. Mamy Ci współczuć, że wróciłeś do żony, a czujesz coś wciąż do kochanki, tak?

Jak sobie przypomnę to rozumiem Rafała chociaż  jak miałem romans byłem sam  i mu współczuje przegwizdane ma teraz a momentami przesrane ,co z tego że niby na własne życzenie ,decyzja decyzją, wybór wyborem,albo brak decyzji rozdarcie i dysonanse, a emocje wibrują pulsują siłą rozpędu i to przymulenie fantomowe, neurotyczne bóle rozproszone "ja" ,chęć ucieczki etc - .

69 Ostatnio edytowany przez lalkaalka (2021-08-05 21:16:18)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
paslawek napisał/a:
lalkaalka napisał/a:
Raf19784 napisał/a:

Nie odpuszczam ani mojego małżeństwa ani kochanki.
Nadal mam wrażenie że to może być miłość - idealny zwiazek.
Ale nic na siłę - obie strony muszą to czuć - a teraz nie jestem już tak kochanki pewnien.
Co do małżeństwa - rozmawiamy, spędzamy razem czas.. Zobaczymy czy da się jeszcze wspolnie patrzec w przyszłość..
Dziś mam takie wrażenie że mógłbym kochać je obie.. Że to są zupełnie inne rodzaje relacji..

Co to za podejście?
Wydaje mi się tylko czy pisałeś, że romans z kochanką Ci nie starcza i chcesz z nią związku? To po co trzymać się żony ? Co jeśli kochanka się rozmyśli i nagle zostawi męża i zechce przeszłości z Tobą? Wtedy zostawisz żonę, ale gdyby nie to w razie Co lepiej żonę jeszcze przetrzymać? Tak na wszelki wypadek?
Prawie uwierzyłam,  że się naprawdę zakochałeś i zbłądziłeś , a tak na prawdę powielasz schematy.
Zanim zaczniesz walczyć o romans albo małżeństwo i zrobisz błagan w głowach tym kobietom powinieneś sam sobie na parę pytań Szczerze odpowiedzieć.
Może chcesz tkwić w małżeństwie i mieć romans? Może nie chcesz rezygnować z nich obu ? Ale to nie to samo Co: " chcę związku z kochanką, a żony nie kocham " . Zanim cokolwiek zdecydujesz , zastanów się nad tym Co naprawdę czujesz i czego naprawde chcesz . Licz się z konsekwencjami.  Niektórzy zdradzają i są szczęśliwi w małżeństwie,  ale czy to u Ciebie mozliwe skoro uczucia do kochanki są większe Jak do żony ? To nic nie da jesli masz uczucie,  że jestes z żoną za karę i szansa na idealny zwìązek Ci ucieka między palcami. Ja zawsze powtarzam,  że łatwiej jest wybaczyć zdradę z kimś Kto nie ma dla zdradzacza żadnej większej wartości niż zdrada+ bycie dla faceta mojego zycia nr.  2, kimś zastępczym,  niewystarczalnym,  mniej waznym, mniej wartościowym. Takiej zdrady nie wybaczyłabym nigdy w życiu.  To zabieranie osobie zdradzanej szansy na (pełno)wartościowe traktowanie i szczerą miłość. Ty nie dosc , ze w ten sposob zdradzasz to zdecydowałes sie dalej te relacje pielegnowac. To w moim odczuciu gorsze od zdrady samej w sobie.
Wyobraź sobie,  że Twoja,  wielka , idealna miłość robi to z Tobą. Chciałbyś mimo wszystko być z tym kimś mimo , że wiesz ze latami byles nr 2 i jest ktos kogo ona pragnie bardziej ?
Ja wiem, że jeszcze ciezko jest takie deyzje podejmować,  jakiekolwiek czy w prawo czy w lewo.  Ale jesli chcesz cos z tym stanem zrobic i nie jęczeć za nastèpne 3 lata , że nie mozesz byc szczesliwy z miloscia swoja zycia i Twoja zona albo jej mąż stoją wam na drodze. to musisz po malu chociaz zrobic parę refleksji i Co najważniejsze byc ze sobą szczerym. I liczyc się  z konsekwencjami,  niezaleznie od tego Co zdecydujesz. I wiedziec , że wszystko jest w Twoich rękach. 

Ja swój romans zakańczałam bardzo długo,  parę miesięcy ochładzałam relacje , następne parę Go przygotowywalam na to, że rodzina jest dla mnie wazniejsza( dalismy sobie z partnerek szanse,  on nie wiedzial o zdradzie)( mimo ze wtedy jeszcze uczucia byly bardzo silne i raczej mialam wrazenie ze Go tymi slowami oklamuje) nastèpne pare miesięcy pisalismy tylko i sie nie spotykalismy i tez ryczalam  w lozku z tesknoty i walczylam ze soba zeby tam nie pojechac. Po jakims roku od niewidzenia dopiero bylam w stanie Go wszedzie zablokowac i po malu coraz wiecej bylam "cala" u Partnera i dziecka,  tak na 100% . Cale te " konczenie" trwalo 1,5 roku.
To rowniez zanim sie wewnetrznie zdecydowalam na koniec , bo zanim " konczylam" chłonęłam każdą chwilę z nim Jak jakas opetana.
Moj kochanek Jak juz wiedzial , że nie zostawie rodziny , chcial tylko romans, Co jeszcze bardziej mi utrudnialo "ten koniec". Jednak ja chcialam 100% skupic sie na rodzinie i pragnelam Szczerej relacji , gdzie nie ma miejsca na nikogo z zewnatrz. Troche latwiej bylo mi w moim partnerze odnalezc "tego mężczyzne" na cale zycie bo on w podobnym czasie " przestawil sie " na zycie rodzinne i "Tylko mnie" ( z calkiem innych powodów niz zdrada). To jednak nie znaczy ze z miejsca przestalam " kochac " tamtego.
Do dzis dnia zaluje , że mojego wtedy zdradzalam tyle czasu mimo ze on wtedy jeszcze dupkiem byl. Chodzi o wlasne sumienie. Jesli byl dupkiem to moglam Go zostawic a nie emocjonalnie sie angazowac w Co innego. To bym mogla zrobic po rozstaniu.  W koncu ten romans nie byl powodem rozstania.  Każdy zdradzajacy jest o tym przekonany.  Malo Kto powie : chce się rozstac bo kogos poznalam,  zawsze sa inne powody,  ktore niby byly wczesniej ale zaczeli sie je wyolbrzymiac Jak sie miało juz kogos na boku.

Ja Ci życzę mądrych refleksji i wyborów , bo niezaleznie Jak wybierzesz to dluga i ciezka droga przed Tobą ale im dłużej bedziesz wybieral " pol na pol" tym ciezej bedzie i dłużej bedzie trwala ta gehenna;)

lalkaalka teraz sobie ciebie przypominam z Twojego jednego wątku .
Jeżeli jest tak z Tobą jak piszesz to gratuluje i pozdrawiam
da się co nie ?


Paslawek,  Dziękuję.
Da się, trzeba tylko umieć spojrzeć na siebie krytycznym okiem i Co najważniejsze opowiedzieć sobie szczerze na pytanie : czego chcę ? Przestać być egoistą ( najpierw dać sobie sprawę, że się nim jest). Zdradzacze najczesciej robia tylko rachunek zysków i strat zamiast rachunek sumienia( "kochanka mnie nie chce -to będę walczyc o rodzinę !")

Bardzo bolesne doświadczenie,  z drugiej strony Jak sie ze sobą jest szczerym to się mozna duzo o sobie samemu dowiedziec .

Ja wiem jedno zadna nadzwyczajna sila nie pcha nas do romansu,  zadna sila nas nie trzyma w związku.  Zawsze mamy wybór.  Każdy wybór niesie ze sobą konsekwencje. Relacje mozna albo pielegnowac albo zaniedbac, albo o nie walczyc albo z nich zrezygnowac. Mój wybór gdzie sie angazuje i na ile sie angazuje. Trzeba tylko sobie zdac z tego sprawe wink

70 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-08-05 21:42:02)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

Tylko , że tak nieśmiało zauważę, sytuacja Laalki była inna niz autora.
Przecież On miał długo romans i nic to w sumie nie uwierało chyba był szczęśliwy z tymi dwiema kobietami w życiu.
To było poukładane.
Tymczasem Lalka Ciebie to zaczęło męczyć  i postanowiłaś zakończyć,  chociaż było ciężko.
Miałaś mu temu motywację. 
A on jest po prostu porzucony  i cierpi. Kropka.
Czy w tamtym małżeństwie coś się pogorszyło w wyniku romansu? No nie byłabym taka pewna. Pewnie jest jak było, tylko teraz autor wie, że coś innego jeszcze można od kobiety uzyskać. A teraz ma to zabrane.
Bo widocznie tak Lalka, kochanką poczuła że to jej nie starcza, albo koszty są  za duże.
Sama Lalka przyznajesz, że zmiana zachowania męża miała wpływ na decyzję czy że się z nią zbiegla. A jakby mąż był dalej jak to napisałaś: dupkiem? Zrezygnowalabyś z kochanka?

71 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-08-05 22:04:11)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Ela210 napisał/a:

Tylko , że tak nieśmiało zauważę, sytuacja Laalki była inna niz autora.
Przecież On miał długo romans i nic to w sumie nie uwierało chyba był szczęśliwy z tymi dwiema kobietami w życiu.
To było poukładane.
Tymczasem Lalka Ciebie to zaczęło męczyć  i postanowiłaś zakończyć,  chociaż było ciężko.
Miałaś mu temu motywację. 
A on jest po prostu porzucony  i cierpi. Kropka.

Różnica jest Elu kompletnie nieistotna ,kto kogo porzucił tak naprawdę i kiedy ,
w odczuwaniu to nie znaczy tak logicznie .
A Rafał napisał ,że jednak ma więcej wątpliwości co do miłości do żony i nie czuł się przed romansem szczęśliwy ,teraz to ma mnóstwo zamieszania i ambiwalentnych uczuć i sporo trudnych spraw do wyboru,
Sytuacja Lalki i Rafała jest tylko pozornie różna ,jak chce się odejść ,to więcej mniejszych ran się sobie zadaje przed zerwaniem, wzbudzone urazy ,rozczarowania, bolesne i bolące wątpliwości są przed a nie po ,a nadzieje wcale nie ulatują automatycznie ,jak się samemu zrywa kontakt 
tak czy siak się cierpi.

Z wątku Laki pamiętam że ona sam zaczęła patrzeć na partnera trochę inaczej na siebie również (pewnie dlatego zapamiętałem wątek Lalki) co wcale nie jest masowym zjawiskiem po romansach i wreszcie zaczęli rozmawiać ze sobą ,a kochanek jak to kochanek był draniem i słabym oparciem ,nie miał zamiaru i nie rokował na związek z nim,co wcale nie uwalnia z uzależniających mechanizmów urazami, niechęcią  ad hoc.

72 Ostatnio edytowany przez lalkaalka (2021-08-05 22:17:15)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Ela210 napisał/a:

Tylko , że tak nieśmiało zauważę, sytuacja Laalki była inna niz autora.
Przecież On miał długo romans i nic to w sumie nie uwierało chyba był szczęśliwy z tymi dwiema kobietami w życiu.
To było poukładane.
Tymczasem Lalka Ciebie to zaczęło męczyć  i postanowiłaś zakończyć,  chociaż było ciężko.
Miałaś mu temu motywację. 
A on jest po prostu porzucony  i cierpi. Kropka.
Czy w tamtym małżeństwie coś się pogorszyło w wyniku romansu? No nie byłabym taka pewna. Pewnie jest jak było, tylko teraz autor wie, że coś innego jeszcze można od kobiety uzyskać. A teraz ma to zabrane.
Bo widocznie tak Lalka, kochanką poczuła że to jej nie starcza, albo koszty są  za duże.
Sama Lalka przyznajesz, że zmiana zachowania męża miała wpływ na decyzję czy że się z nią zbiegla. A jakby mąż był dalej jak to napisałaś: dupkiem? Zrezygnowalabyś z kochanka?

No nie wiem czy mu bylo dobrze, z żoną było źle , a od kochanki chciał więcej niz romans. To troche dalekie od cieplego wygodnego gniazdka w domu i dobrego seksu u kochanki.

I to nie zmiana meza miala wplyw na zakończenie romansu.
W tym czasie Co dla siebie postanowilam skonczyc z kochankiem , chcialam tez skonczyc z mezem , bo byl dupkiem i wydawało mi sie ze tyle juz zepsute,  budowane na klamstwie - bez sensu. Ale wtedy maz ( wtedy jeszcze nie maz) sie " obudzil" Jak powiedziałam ze chce się rozstac. Zaczelismy zmieniac sie oboje na lepsze,  w tym samym czasie. Ale co najwazniejsze : na koniec z kochankiem zdecydowalam sie zanim mi przez glowe przeszlo cos z moim ratowac, bo ja juz naprawde nie widzialam zadnych szans na bycie razem.

Edit: Co do Twojego pytania,  przeoczyłam sorry. Tak zrezygnowalabym,  Co wlasnie zrobilam wtedy .  Mielismy super seks,  mega Chemie,   silne emocje , chcial slubu dzieci,  teraz zaraz , zrobilby wszystko dla mnie. Ale nic poza tym, totalnie oderwany od rzeczywistosci,  juz tyle razy wpadli w bagno i nic sie z tego nie nauczyl. Takie perspektywy z dzieckiem? Bez dziecka pewnie bym w to weszla , nawet jakby miało to tylko 5 lat trwac albo 10 i nic by mi to nie dalo.  Ale z dzieckiem bylo mi to ja heavy.

Wtedy tez zostawilam swojego bo nie widzialam sensu. On byl dupkiem i ja mialam uczucie ze po tym Co wyprawialam nie moge niczego wymagac. I wtedy tez po malu przestawal byc dupkiem i zaczęłam się przekonywac , do niego , do związku z nim.
Mój mi zawsze na początku dawal uczucie ze Jak nie ja To nastepna,  nie mialam poczucia ze mnie wybral,  że chce spedzic ze mna resztę zycia,  nie liczyl sie ze mna,  mogli by mnie nie byc smile po dlugich rozmowach  wiedziałam dlaczego. Niektorym ciezej zrezygnowac z zainteresowania innych na rzecz stabilizacji, takie bycie dupkiem to taka samoochrona przed czyms " nieodracalnym " , jakies angazowanie sie w zwiazki skoro samemu zylo sie tak dobrze wink

73 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-08-05 22:31:38)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

smile Jakby naprawdę  chcial związku z kochanką  to by nie czekał 4 lata. 
Teraz po prostu mu jej brak i tyle.

74 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-08-05 23:19:28)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Ela210 napisał/a:

smile Jakby naprawdę  chcial związku z kochanką  to by nie czekał 4 lata. 
Teraz po prostu mu jej brak i tyle.

To że mu brak to oczywiste ,odcięty od źródła i wyzwalacza Rafał jest teraz został sam z tym
choć jeszcze przed chwilą był niby dwóch relacjach

A co w romansie jest tak naprawdę ? smile Rafał z obrazkami, wyobrażeniami, odlotem marzenia, jednocześnie z tym co poczuł czuje i dwie kobiety z krwi i kości również z własnymi myślami i widzeniem Rafała ,uczuciami, wpływami, reakcjami etc i tym co na co dzień co zwyczajne oczywiste coraz słabiej oceniane i coraz mniej wartościowe - z rodziną.

Niby dwa związki które na niby i nie na niby,bo jest w tym działanie i odczucia, czuje się emocje na prawdę pod różnym wpływem zdeterminowane ,
relacje wpływające na siebie ,które niby się uzupełniają,dopełniają ,jeden swoją słabością niby dopala drugi niby go rozpalając rozwijając daje dużo emocji ,
ten drugi niby pozwala niby z tym ogniem przetrwać w tym pierwszym tym słabym dołującym obowiązkowym,
z jednej strony same niby i złudzenia a z drugiej prawdziwie odczuwane odsłony słabości,marności i niby silnych ale powierzchownych emocji, roszczących sobie przez ich niecodzienność i intensywność prawo do czegoś większego głębszego i ciągną do siłą pożądania ,pragnienia , powtarzania znanego już i żądania coraz więcej nieznanego nowszego jeszcze wspanialszego czegoś na przyszłość , a stały związek daje złudzenie stabilności normalności zasłony ,jest jednak straszliwy dysonans pomiędzy próbami oddzielania a wpływem relacji jednej na drugą.Taka niby równowaga niby tu i niby teraz ,w rzeczywistości to sama przeszłość i wizje roszczenia na przyszłość z ubocznymi skutkami wyrzutów i obaw tłumione notorycznie hajem
z rodzącego się przymusu,przyzwyczajenia powiązań i  namiętnego pragnienia pełnego kłamstw przy okazji co dale iluzje innego rodzaju - panowania nad sytuacją to pozór, on rodzi mur blokadę u wielu ludzi . oddala i nie zbliża, w gruncie rzeczy odbiera energię ,bo nie da się tak siebie pokawałkować z tym co się ma z uwarunkowań wychowania przeszłości, przekonań ,postaw i moralności a przynajmniej jej resztek.

75

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

Właśnie Paslawek,  " Prawo do czegos głębszego " - silne emocje , intensywność relacji,  wzajemne zrozumienie, dzikie pożądanie. Jak się nie spojrzy trzeźwo na romans i siebie samego to można się tak w nieskończoność turlać w błocie Jak świnia , upaprać się i jeszcze uważać , że  to super sprawa.

Haj , w jakim się  jest, nie pozwala nam tak łatwo z tego zrezygnować. Ja mam wrażenie,  że my nie tylko okłamujemy partnerów,  ale równiez sami siebie.  Romans to życie w obłudzie. Chyba , że ( tak Jak Autor na początku) ma się uczucie , że to miłość i coś się w tym kierunku robi. Autor zrezygnował ( chociazby z tego by zakonczyc nieszczesliwe malzenstwo) , poniewaz kochanka się zdystansowała , a Autor nie chcial zostać bez niczego, nagle żona jest wystarczająca. Czyli Co? Żona zła póki kochanica dobra ? smile
Bycie szczerym ze sobą w takich momentów to droga do sukcesu. Znam starsza parę około lat 70 , Co około 50 wdali sie w romans i są ze soba 20 lat razem. Też się da , Jak się chce.  Autor by chcial gdyby kochanka chciała,  teraz musi się zadowolic żoną.  Niestety takie są realia.  Obłuda za obłudą.

Wam pisałam,  że ja zdradzałam , a mój był w tamtym czasie dupkiem. Bardzo długo było to usprawiedliwieniem dla mojego sumienia, bo az rok. To duzo biorąc poduwagę intensywność relacji. Po roku bylam wykonczona,  fizycznie i psychicznie.
Prawda jest taka , że bym mojego wtedy zdradziła równiez gdyby tym dupkiem nie byl. 
Jesli sie w zwiazku nie uklada( ma sie dupka;)), mozna odejsc- to żadne usprawiedliwienie dla zdrady, że się nie ukladało. Bardzo ważny wniosek dla mnie w tamtym momencie. 

Nastepny,  bardzo ważny: zawsze mamy wybór: trwać nieszczesliwie u boku Partnera ( albo skonczyc to ) czy wejsc w romans. O ile wierzę i potwierdzam , że konczenie romansu gdy jego intensywność na najwyzszych obrotach jest to czysty masochizm,  tak samo wierze i wiem ze takim relacjom mozna zapobiec.  Przeciez mysli i intencje pojawiaja sie wczesniej , sami wiemy najlepiej czy ta kawa/ rozmowa / Flirt jest mi obojetne / neutralne czy nie moge spac po nocach i jestem mokra na dole,  bo " ktos " tak na mnie dziala albo nie moge przestac o kimś myslec i wyczekuje z utesnienieniem,  radoscia nastepnego spotkania,  rozmowy:) Jak sie w to wtedy wejdzie to niestety ale ten ktos sam jest sobie winien.  Osobiscie nie uważam tego jeszcze za zdradę,  ale za " pozwolenie " na rozwoj akcji juz tak. Czy warto? Każdy potrafi myslec  więc niech kazdy się w takich momentach sam nad tym zastanowi,  wybiera i... liczy sie z konsekwencjami;) tylko tyle i az tyle.

76 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-08-06 08:04:47)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
lalkaalka napisał/a:

Czyli Co? Żona zła póki kochanica dobra?.

Lalka.gratuluję że Ci się poukladalo, ale nadal nie widzisz różnicy.
TY byłaś wykończona po roku, zrozum że autor nie był wykończony po 4 latach.
Żoną była dobra tak samo jak była, i kochanką też.
Więc on nie dążył do zerwania z żoną ani z kochanką.
Przynajmniej  tak zrozumiałam.
Niech mnie autor poprawi jak źle.
Być może jego kochanką czuła jak Ty ale jemu o tym nie powiedziała. .

Dlatego napisałam że te sytuację są  dla mnie nieporównywalne.
Porównywalne sytuację masz z Paslawkiem i innymi, których romans mocno zmęczył wyrzutami sumienia i po prostu chcieliście to zakończyć dla siebie, chociaż nie było łatwo.
Ale jak coś nam szkodzi i jest trujące to mimo wszystko motywacja jest.:)
Jak ząb boli to do dentysty pójdziesz.
A autor powinien poczytać wątki o rozstaniu  niechcianym z kobietą z którą  się pracuje.
O zerwaniu niespodziewanym.
Wg mnie wasza ścieżka może pomóc  wielu osobom które znalazły się w tym samym punkcie psychicznym, ale czy autorowi?

Po przenysleniach: ma do przerobienia najpierw rozstanie. A potem dopiero zbliżanie się do żony, jeśli chce coś naprawić. 
Inaczej faktycznie będzie ona robić  za plaster.

Droga robienia z romansu błota  to zawracanie Wisły kijem w jego przypadku, a błoto jest robione w celu oderwania się od człowieka który był bliski, A nie dlatego że było to błoto wcześniej.Sorry, tak to widzę. 
Po paru miesiącach, to może ma się haj, ale po 4 latach to ma się już i bliskość  i przywiązanie, już nie chodzi tylko o nakręcanie się emocjami.
Ale może dla wielu to jedyna droga,  przepraszam jak wam to źle zabrzmi,  nie chcę nikogo urazić.
Autor teraz po prostu płaci za związek podwyższonego ryzyka jakim był romans.
Trzeba to skalkulować już na początku.

77

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Ela210 napisał/a:
lalkaalka napisał/a:

Czyli Co? Żona zła póki kochanica dobra?.

Lalka.gratuluję że Ci się poukladalo, ale nadal nie widzisz różnicy.
TY byłaś wykończona po roku, zrozum że autor nie był wykończony po 4 latach.
Żoną była dobra tak samo jak była, i kochanką też.
Więc on nie dążył do zerwania z żoną ani z kochanką.
Przynajmniej  tak zrozumiałam.
Niech mnie autor poprawi jak źle.
Być może jego kochanką czuła jak Ty ale jemu o tym nie powiedziała. .

Dlatego napisałam że te sytuację są  dla mnie nieporównywalne.
Porównywalne sytuację masz z Paslawkiem i innymi, których romans mocno zmęczył wyrzutami sumienia i po prostu chcieliście to zakończyć dla siebie, chociaż nie było łatwo.
Ale jak coś nam szkodzi i jest trujące to mimo wszystko motywacja jest.:)
Jak ząb boli to do dentysty pójdziesz.
A autor powinien poczytać wątki o rozstaniu  niechcianym z kobietą z którą  się pracuje.
O zerwaniu niespodziewanym.
Wg mnie wasza ścieżka może pomóc  wielu osobom które znalazły się w tym samym punkcie psychicznym, ale czy autorowi?

Po przenysleniach: ma do przerobienia najpierw rozstanie. A potem dopiero zbliżanie się do żony, jeśli chce coś naprawić. 
Inaczej faktycznie będzie ona robić  za plaster.

Droga robienia z romansu błota  to zawracanie Wisły kijem w jego przypadku, a błoto jest robione w celu oderwania się od człowieka który był bliski, A nie dlatego że było to błoto wcześniej.Sorry, tak to widzę. 
Po paru miesiącach, to może ma się haj, ale po 4 latach to ma się już i bliskość  i przywiązanie, już nie chodzi tylko o nakręcanie się emocjami.
Ale może dla wielu to jedyna droga,  przepraszam jak wam to źle zabrzmi,  nie chcę nikogo urazić.
Autor teraz po prostu płaci za związek podwyższonego ryzyka jakim był romans.
Trzeba to skalkulować już na początku.


Elu ja widzę te różnice,  ale widzę także wiele podobieństw.
Autor pisał na samym początku,  że żona fajna,  ale jej nie kocha. Teraz rozmawiają, ale tylko upewnia się w tym , że się nie rozumieją, że podchodzą do wielu spraw inaczej. To z kochanką była miłość , idealny związek. Romans mu nie starczał. I spoko, ciężko , ale też się takie rzeczy da strawić.
Dla mnie jest jedno niejasne , a mianowicie skoro to nie obłuda i nie wyolbrzymianie uczuć,  nie idealizowanie kochanki i "związku" jaki tworzyli to co robi(ł) przy żonie ? Co mi da trwanie u boku kogoś kogo nie kocham i wzdychanie do kogoś innego, już pomijając czy ta kochana osoba ze mną chce być czy nie. Do wniosków , że jej nie kocha doszedł wcześniej,  teraz nagle gdy kochanka z niewiadomych powodów romans zakończyła to twierdzi, że chyba kocha je obie. Dlatego tego nie łykam. Typowy zdradzacz,  robiący rachunek zysków i strat.  Chyba nie myślisz, że  to z żoną byłoby aktualne gdyby kochanka jednak stwierdziła,  że chce związku z autorem albo przynajmniej romansu. Wtedy żona znowu nagle przestałaby coś znaczyć. Wybrał ją " z braku laku "  nie dlatego , że sam z siebie ( i to jest chyba w takich sytuacjach kluczowe ) chce coś zmienić. Dlatego uważam,  że Autor nie jest ani z nami  ani ze sobą do końca szczery. I w takich sytuacji jest mi tych zdradzanych jeszcze bardziej szkoda.
Dla mnie romans to zawsze świństwo,  kłamsto i obłuda- stąd porownywanie do błota. Niezaleznie Jak zainteresowany to przedstawi. Zanim mnie romans trul,  dodawal mi skrzydel.  Truc  zaczelo jak zaczelam sie nad tym zastanawiac i rozdzielac moje uczucia i czyny na czynniki pierwsze. Nie powiem , bo to ze moj kochanek nie nadawal sie do zycia " na dluzsza mete " a ja mialam male dziecko , ktore stalo na pierwszym miejscu , troche pomagalo wytrwac w swoim postanowieniu. Jesli kochanek bylby " porzadniejszy" pewnie by mi bylo trudniej. Ale jak juz mowilam , to bylabym wtedy z kochankiem , a mojego ( dupka wtedy ) zostawila. Ale to i tak lepsze jak trwanie w takim stanie, uzalanie sie i niechec robienia czegokolwiek w jakims kierunku. Bo wybory z braku laku to dla mnie zadne wybory. Albo wiem czego chce i do tego daze albo biore to co zostało. Moja ciotka 10 lat temu dla kochanka zostawila meza po 5 latach romansu , kochanek sie nie odwdzieczyl ale spotykaja sie dalej. On ja tez niby kocha. Ciotka do tej pory wierna jest kochankowi,  bo Go kocha.
Coz , każdy ma inna definicje milosci. W moin odczuciu stracila szanse na prawdziwa milosc i najlepsze swoje lata.

78

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Ela210 napisał/a:

Przecież On miał długo romans i nic to w sumie nie uwierało chyba był szczęśliwy z tymi dwiema kobietami w życiu.
To było poukładane.
A on jest po prostu porzucony  i cierpi. Kropka.
Czy w tamtym małżeństwie coś się pogorszyło w wyniku romansu? No nie byłabym taka pewna. Pewnie jest jak było, tylko teraz autor wie, że coś innego jeszcze można od kobiety uzyskać. A teraz ma to zabrane.

Bardzo w punkt.
Moje małżeństwo leży od bardzo dawna, tylko czy to był powód żeby odchodzić ? To nie jest żadna patologia, mamy dzieci, dom, zobowiązania. Można by powiedzieć że było jałowo ale nie tragicznie.
Każde z nas poszło nieco w swoją stonę, w swoje zainteresowania. Ale nadal tworzyliśmy rodzinę - na zew wręcz odbierani jako bardzo zgraną rodzinę.
Mówi się że rodzina to przystań, miejsce spokoju, taka proza życia jaką ma 90% osób. I ok, ja też potrafię tak żyć.
Ale okazuje się że mnie nosi najzwyczajniej, że ja od czasu do czasu potrzebuję czegoś więcej. Bodźców i emocji. Stad moje zawsze duże zaangażowanie w pracę, projekty. Ostatnie 3 lata to romans - w nim dostawałem bodźce i emocje. Poniekąd taki związek bym chciał mieć - ale nie w postaci romansu.
Romans pokazał mi że można być szczęśliwym, trzeba tylko mieć koło siebie osobę która tak samo czuje, myśli i ma te same pragnienia. I wydawało mi się że te 3 lata pokazały że właśnie na taką osobę trafiłem (i ona również).
Ale czy tak może być zawsze, czy jednak z biegiem czasu wszystko blednie ?
Mam problem ze sobą  - wiem o tym, szukam siebie ciągle, swoich pragnień i szczęścia. Ale może źle szukam - może właśnie stabilny dom i kochająca mnie żona to jest to coś o czym większość ludzi marzy.
Niestety rozmowy z żoną coraz bardziej uświadamiają nam że mamy inne spojrzenie na świat. Inne charaktery. Innych rzeczy potrzebujemy.
Związek to kompromis - tylko czy na wszystkich płaszczyznach i w każdej prawie kwestii. Aktualnie wygląda to tak że jedno z nas powinno odpuścić i dostosować się do drugiego - niestety nieco wbrew sobie i swoim pragnieniom. Tak wygląda miłość ?
Widzicie gdybym ja kochał żonę tak mocno jak kochankę - już byłoby cudownie - ona (żona)świata poza mną nie widzi - brakuje tylko mnie w tym wszystkim.
Pogubiony jestem w tym wszystkim, w definicji szczęścia, miłości, swoich pragnień, defektów.
Może ja się nie nadaję do długoletnich związków - a może wogóle nie nadaję się do związków.
Można by rzecz - stary a głupi - może i prawda...Co dziwne mam takie "jazdy" dopiero od momentu powrotu kochanki do męża.

79

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

"Nie odpuszczam ani mojego małżeństwa ani kochanki." Taki dojrzały z Ciebie facet? To co proste to robisz-bierzesz inną jak masz żonę. Ale powiedzieć żonie całą prawdę to już za trudno? Narobiłeś bałaganu to go posprzątaj, dorośli ludzie powinni umieć ponosić kosekwencje tego, co robią. Tak to wygląda jakbyś jednak nie umiał być sam:jak z jedną nie wyjdzie to zostaje druga i odwrotnie. A pomyślałeś, że może oprócz Ciebie ktoś jeszcze tutaj cierpi? Zabiłabym chyba gdybym się kiedyś dowiedziała, że mąż mnie zdradzał i to ukrywał. Nie chciałabym żyć z oszustem i kłamcą i nikomu tego nie życzę.

80

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
MyszkaMiki napisał/a:

"Nie odpuszczam ani mojego małżeństwa ani kochanki." Taki dojrzały z Ciebie facet? To co proste to robisz-bierzesz inną jak masz żonę. Ale powiedzieć żonie całą prawdę to już za trudno? Narobiłeś bałaganu to go posprzątaj, dorośli ludzie powinni umieć ponosić kosekwencje tego, co robią. Tak to wygląda jakbyś jednak nie umiał być sam:jak z jedną nie wyjdzie to zostaje druga i odwrotnie. A pomyślałeś, że może oprócz Ciebie ktoś jeszcze tutaj cierpi? Zabiłabym chyba gdybym się kiedyś dowiedziała, że mąż mnie zdradzał i to ukrywał. Nie chciałabym żyć z oszustem i kłamcą i nikomu tego nie życzę.

Czepiasz się cytatu który sprostowałem, źle to napisałem i zostało źle zrozumiane. Nie biorę żadnej z nich jako koła ratunkowego.
"Nie odpuszczam małżeństwa" oznacza że rozmawiamy teraz, szczerze - tak jak się powinno w związku rozmawiać. I to jest priorytet.
"Nie odpuszczam kochanki" oznacza że nie zmieszam jej z błotem. Znamy się bardzo długo, rozumiemy się doskonałe - nie zrobię z niej osoby której nienawidzę.

81 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-08-06 09:41:34)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

Może rozważ  własną  terapię  by poukładać to z kimś z dystansu, zanim stworzysz piętrowe teorie.
Dla mnie osobiście w związku jakimkolwiek nie musi być  emocjonalnych porywów wielkich, chociaż bywają:)
Ale musi być akceptacja i intymność.
Teraz pytanie: czy masz akceptację  żony?

Natomiast nigdy nie miałam nudnego życia zawodowego  czy towarzyskiego.A w związku szukałam przystani właśnie nie huśtawki.
Dla mnie to nie oznacza nudy, ale ludzie różnie mają.

82 Ostatnio edytowany przez lalkaalka (2021-08-06 10:41:18)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

Podpinam się pod Elę sam przyznajesz , że się pogubiłeś. Myślałeś , że wiesz czego chcesz i to miałeś , ale niespodziewanie się to skończyło. Teraz masz wątpliwości.
Dlatego chyba to bardziej czas dla Ciebie i Twojej głowy , a dopiero potem dla małżeństwa. Mówiłeś, że żona bardzo Cię kocha , więc pewnie tez wesprze.  Jeśli jest to kobieta Twojego życie i chcesz z nią być, bez względu na to czy na horyzoncie pojawi sie bądz wróci ktoś lepszy.

Też się zastanawiałam czy można tworzyć z kimś związek i silne emocje. I Szczerze nie wydaje mi się.  Może na początku,  może potrwa to dłużej bez większej odpowiedzialności i bez obowiązków. W domu raczej odpoczywasz od stresu w pracy,  nadmiaru obowiązków w pracy, Jak dochodzaą do tego też obowiazku w domu ( np wspólne dzieci ) to bardzo łatwo o wymianę zdań a trudniej o utrzymanie jakies specjalnej atmosfery. I wydaje mi się że na codziennosc nie ma mocnych smile ale to tylko moje zdanie.

Moze sprobuj sobie odpowiedziec na pytanie dlaczego Cię do takich silnych emocji pcha i dlaczego do nich dążysz.  Raczej nie jest to zdrowe zjawisko. smile

EDIT:
Z drugiej strony pomyśl , dzieci potrzebują stabilizacji i bezpieczeństwa. Nie chodzi o to byś z tego powodu zostawał przy żonie ( chyba masz tez inne powody ?) Ale wychowywanie dzieci w huśtawce emocji ( silne emocje biorąc się z pewnych zachowan,  pomyśl jakich?) To chyba nienajlepsza perspektywa.
Może jakis powiew swiezosci,  czas we dwoje coś was ( przede wszystkim w Tobie ) odzywi? Czy Twoja zona zawsze dązyla do stabilizacji i spokoju ? Kiedy zaczelo sie cos zmieniac,  u Ciebie , u niej ?
Nie rozczaruj sie tylko , że to nie takie uniesienia Jak z kochanką,  ale mysle ze bardziej bys sie za pare lat rozczarowal Kiedy w twoim idealny związku z kochanką rowniez by znormalnialo. 
Silne emocje biorą się z pewnych zachowań i to na pewno nie wspólne rachunki,  gotowanie obiadow i odrabianie lekcji z dzieciakami i seks raz na miesiąc.

I jednak założenie z kimś rodziny , staranie się o dzieci , budowanie przyszłości to też miłość.  Dla mnie najbardziej wartościowa.  Może nie szalona,  nie namiętna , ale wiele bardziej wartościowa. Szczerze brak mozliwosci bycia obecnym w zyciu moich , za to wychowywanie " obcych " dzieci nijak sie ma do odczuwania silnych emocji i bodzcow. Myslisz ze warto z tego zrezygnowac ?Pytanie co jest dpa Ciebie wazniejsze ? Albo czy nie dusilbys sie za pare lat i czy nie skomplikuje to jeszcze bardziej Twoich mysli jesli byłbys  w Obu "zwiazkach"?  Co , jesli i z kochanką w normalnym oficjalnym zwiazku zacznie być jałowo ? Jakie wyciągnąłbyś wtedy wnioski? Bylo warto czy nie warto ?

83

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Raf19784 napisał/a:

Moje małżeństwo leży od bardzo dawna, tylko czy to był powód żeby odchodzić ? To nie jest żadna patologia, mamy dzieci, dom, zobowiązania. Można by powiedzieć że było jałowo ale nie tragicznie.

Nie Twoje małżeństwo nie leży, Ty tak je widzisz a tak naprawdę masz kochająca i oddaną Tobie zonę. I Ty to wiesz.

Raf19784 napisał/a:

ona (żona)świata poza mną nie widzi

To Ty niszczysz swoje małżeństwo idealizując kochankę która nie jest tego warta ale nie chcesz tego przyznać.

Raf19784 napisał/a:

Ale okazuje się że mnie nosi najzwyczajniej, że ja od czasu do czasu potrzebuję czegoś więcej. Bodźców i emocji. Stad moje zawsze duże zaangażowanie w pracę, projekty. Ostatnie 3 lata to romans - w nim dostawałem bodźce i emocje. Poniekąd taki związek bym chciał mieć - ale nie w postaci romansu.

A gdybyś go dostał to po jakim czasie stałby się zwykły, codzienny, nudny? Z cało dobowo dostępną kochanką/partnerką/żoną? Skąd wiesz że ona nie znudziłaby się tak jak żona- bo pewnie o żonie na początku związku myślałeś tak jak o kochance.

Raf19784 napisał/a:

Romans pokazał mi że można być szczęśliwym, trzeba tylko mieć koło siebie osobę która tak samo czuje, myśli i ma te same pragnienia.

I zobacz jak się pomyliłeś w swojej ocenie, bo gdzie ona teraz jest?
Idealizujesz wciąż i nadal kochankę a deprecjonujesz żonę i swoje małżeństwo.

Raf19784 napisał/a:

Niestety rozmowy z żoną coraz bardziej uświadamiają nam że mamy inne spojrzenie na świat. Inne charaktery. Innych rzeczy potrzebujemy.

Ty w żonie szukasz swojego klonu? Moja żona też ma inny charakter, inne spojrzenie na świat ale to nas uzupełnia i dodaje siły, to jest pozytyw a Ty robisz z tego problem.
Chcesz powiedzieć że dopiero teraz poznajesz żonę? po latach małżeństwa i dwójce dzieci widzisz różnicę? Żona jest inna i to Ci przeszkadza? To nie ona ma z tym problem ona Ciebie koca bezwarunkowo Twoje zalety i wady, problem masz Ty bo powinieneś przyjąć te różnicę wchłonąć je w siebie i iść dalej a Ty robisz  z tego problem - bo moja żona nie jest jak moja kochanka - i ciesz się z tego bo tak jak kochanka mogłaby Ciebie zdradzać.

Raf19784 napisał/a:

Aktualnie wygląda to tak że jedno z nas powinno odpuścić i dostosować się do drugiego - niestety nieco wbrew sobie i swoim pragnieniom. Tak wygląda miłość ?

Tak. Z miłości do innego człowieka ustępujesz mu, nie jesteś tylko Ty i Twoje pragnienia jest też ta druga osoba - i nie robisz tego z przymusu tylko z miłości do tego drugiego człowieka.

Raf19784 napisał/a:

Pogubiony jestem w tym wszystkim, w definicji szczęścia, miłości, swoich pragnień, defektów.
Może ja się nie nadaję do długoletnich związków - a może wogóle nie nadaję się do związków.
Można by rzecz - stary a głupi - może i prawda...Co dziwne mam takie "jazdy" dopiero od momentu powrotu kochanki do męża.

Biedny Ty.
Dziwisz się ze masz teraz takie jazdy? a co w tym dziwnego miałeś romans - czyli fajna dupę na boku(niby miłość) i poukładany świat w małżeństwie. W małżeństwie legalne i całodobowe pukanko(bo z żoną przez ten czas sypiałeś, prawda?) i na boku też pukałeś, tylko to był zakazany owoc i stąd te emocje.
Zejdź na ziemie napraw swoje podejście do zony bo zostaniesz sam, jako niedzielny tatuś.

84

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
lalkaalka napisał/a:

Podpinam się pod Elę sam przyznajesz , że się pogubiłeś. Myślałeś , że wiesz czego chcesz i to miałeś , ale niespodziewanie się to skończyło. Teraz masz wątpliwości.
Dlatego chyba to bardziej czas dla Ciebie i Twojej głowy , a dopiero potem dla małżeństwa. Mówiłeś, że żona bardzo Cię kocha , więc pewnie tez wesprze.  Jeśli jest to kobieta Twojego życie i chcesz z nią być, bez względu na to czy na horyzoncie pojawi sie bądz wróci ktoś lepszy.

Też się zastanawiałam czy można tworzyć z kimś związek i silne emocje. I Szczerze nie wydaje mi się.  Może na początku,  może potrwa to dłużej bez większej odpowiedzialności i bez obowiązków. W domu raczej odpoczywasz od stresu w pracy,  nadmiaru obowiązków w pracy, Jak dochodzaą do tego też obowiazku w domu ( np wspólne dzieci ) to bardzo łatwo o wymianę zdań a trudniej o utrzymanie jakies specjalnej atmosfery. I wydaje mi się że na codziennosc nie ma mocnych smile ale to tylko moje zdanie.

Moze sprobuj sobie odpowiedziec na pytanie dlaczego Cię do takich silnych emocji pcha i dlaczego do nich dążysz.  Raczej nie jest to zdrowe zjawisko. smile

EDIT:
Z drugiej strony pomyśl , dzieci potrzebują stabilizacji i bezpieczeństwa. Nie chodzi o to byś z tego powodu zostawał przy żonie ( chyba masz tez inne powody ?) Ale wychowywanie dzieci w huśtawce emocji ( silne emocje biorąc się z pewnych emocji,  pomyśl jakich?) To chyba nienajlepsza perspektywa.
Może jakis powiew swiezosci,  czas we dwoje coś was ( przede wszystkim w Tobie ) odzywi? Czy Twoja zona zawsze dązyla do stabilizacji i spokoju ? Kiedy zaczelo sie cos zmieniac,  u Ciebie , u niej ?
Nie rozczaruj sie tylko , że to nie takie uniesienia Jak z kochanką,  ale mysle ze bardziej bys sie za pare lat rozczarowal Kiedy w twoim idealny związku z kochanką rowniez by znormalnialo. 
Silne emocje biorą się z pewnych zachowań i to na pewno nie wspólne rachunki,  gotowanie obiadow i odrabianie lekcji z dzieciakami i seks raz na miesiąc.

I jednak założenie z kimś rodziny , staranie się o dzieci , budowanie przyszłości to też miłość.  Dla mnie najbardziej wartościowa.  Może nie szalona,  nie namiętna , ale wiele bardziej wartościowa. Szczerze brak mozliwosci bycia obecnym w zyciu moich , za to wychowywanie " obcych " dzieci nijak sie ma do odczuwania silnych emocji i bodzcow. Myslisz ze warto z tego zrezygnowac ?Pytanie co jest dpa Ciebie wazniejsze ? Albo czy nie dusilbys sie za pare lat i czy nie skomplikuje to jeszcze bardziej Twoich mysli jesli byłbys  w Obu "zwiazkach"?  Co , jesli i z kochanką w normalnym oficjalnym zwiazku zacznie być jałowo ? Jakie wyciągnąłbyś wtedy wnioski? Bylo warto czy nie warto ?

Większość z tych pytań które zadajesz zadaję też sobie. Nie ma jednak jednoznaczniej odpowiedzi. Kwestia moich emocji i dążenia do nich też skądś wynika - zawsze taki byłem - zmieniały się tylko źródła tych emocji.
Te pytania ? dopóki nie spróbujesz możesz nie dostać odpowiedzi - pytanie czy żałować całe życie że się nie spróbowało czy jednak spróbować i być może żałować tego wyboru - a może nie - może właśnie to byłoby to.
Kwestia dzieci - są dla mnie najważniejsze, kocham je nad życie.

85

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
maku2 napisał/a:

Dziwisz się ze masz teraz takie jazdy? a co w tym dziwnego miałeś romans - czyli fajna dupę na boku(niby miłość) i poukładany świat w małżeństwie. W małżeństwie legalne i całodobowe pukanko(bo z żoną przez ten czas sypiałeś, prawda?) i na boku też pukałeś, tylko to był zakazany owoc i stąd te emocje.
Zejdź na ziemie napraw swoje podejście do zony bo zostaniesz sam, jako niedzielny tatuś.

Tak maku2 - cenne uwagi. Bardzo.
I bardzo łatwe do zastosowania dla osób które patrzą na sytuację z zewnątrz. Całkiem inaczej wygląda sprawa z punktu widzenia osoby która w tym "siedzi".

Oczywiście ze sypiałem z żoną - pod tym względem było i jest świetnie. Romans nigdy nie był szukaniem lepszego sexu. Chodzi o to zrozumienie się. I nie piszcie mi o zauroczeniu - zauroczony to ja byłem kochanką pół roku - później to weszło na zupełnie inny etap.

86

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

Jest takie powiedzenie: jak się nie ma co się  lubi, to się lubi to co ma.
Tylko nie wszyscy są  w stanie zastosować to do związków, jaki pech. Niektórzy się w tych różnicach z żoną  świetnie niby uzupełniają, ale różnice też potrafią ciągnąć w dół cały związek.
I ta akceptacja różnic musi być prawdziwa, dla tego człowieka, a nie dla dzieci, które odchodzą  w swoje życie.

87

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

Ale się z tym kurewiczem tu cackacie. Wyjdzie jeszcze na to, że to biedny miś, a żona zło wcielone i nie miał wyjścia i ta druga to też zła kobieta była. Słabo.

88 Ostatnio edytowany przez lalkaalka (2021-08-06 12:13:05)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

Rafał, skoro dostajesz cenne uwagi to się nad nimi zastanów , nie neguj ich tylko z tego powodu , że dla Ciebie to niewygodna prawda.
Romans ma to do siebie,  że się kochanka/ kochankę idealizuje. Partner może stanąć na głowie,  a i tak nie dorówna kochankowi. Sam pielęgnujesz myśli, że Twoj związek ma się nijak do potencjalnego wymarzonego  związku z kochanką. Na tym etapie rozmowy i "walki" o małżeństwo nie wniosą nic. Ty masz dalej uczucie straty,  wręcz jestes przekonany, że z kochanką czekałby Cię lepszy związek. A zona pewnie stara się Ciebie zrozumieć i nie zna prawdziwych pobudek. Chociaż z szacunku jej tego oszczędź , to nie czas na rozmowy o małżeństwie jeśli Ty sam masz w głowie burdel.Związek z żoną jest stabilny,  ale jałowy.  Romans okazał się niestabilny,  ale szałowy. 
Nie zbuduje sie domu bez zadnych fundamentów, prawda ? Tak samo jest w związku. No chyba że Ci wystarczy domek z kart;) Makuma rację,  gdzie jest teraz Twoja Pani ? Widać wybrała co jest dla niej wazniejsze. Ty jeszcze nie , Ty bierzesz to co zostało. Niestety.
Straciłeś miłość życia czy straciłeś kogoś dzięki Komu odczuwałeś silne emocje ? Jeśli to miłość to takie trwanie u boku żony i naprawianie czegoś czego nie ma to jest po prostu świństwo.
Dla dzieci równiez,  romanse często się wydają przez głupi przypadek i dochodzi do rozpadu rodziny. A Ty te ryzyko podjąłeś. Mi się aż w głowie kręci Jak sobie pomyślę ze moje dzieci moglaby stracić ukochanego tatę , ktory jest ich bohaterem i najlepszym kumplem albo ze miałabym widywac i wychowywac obce wiecej Jak swoje. A Ty mimo wszystko dalej to pielęgnujesz i celebrujesz,  teraz nie pośrednio przez spotkania , ale we własnej głowie. I to tylko dlatego tylko w glowie,  bo kochanka to skonczyla.
O ile rozumiem na tym etapie jeszcze brak pogodzenia się że stratą , tak nie rozumiem refleksji w całkiem przeciwnym kierunku ( umieram,  kochanka mnie zostawila,  dlaczego to moglby byc idealny zwiazek , wzdycham i cierpie vs walka o małżeństwo  i rozmowy z żoną. Wtf?!)

Rafale,  nie zrozum mnie źle,  to nie tak , że ja ( inni pewnie też) Ci nie życzę,  by Ci się udało albo nie wierzę by się wam mogło udać.  Chyba Jak kazdy  lubie Happy end'y:D ciągle odbieram w Twoich postach za duzo tolerancji dla wlasnych egoistycznych pobudek. Niestety poki w Twoim przekonaniu kochanka jest lepsza (  Co dalej zaparcie podtrzymujesz ) , tak żadne kompromisy,  rozmowy i walki z żoną o małżeństwo nie pomoga.  Ty nie chcesz spojrzeć na swoje uczucia do kochanki " trzeźwym okiem" . Dla Ciebie wazniejszy koniec romansu niz podupadajace małżeństwo.  Walczyc to ty pragniesz o kochanke  a nie o żonę,  niestety nie mozesz , bo ona sie na 3 lata romansu nagle wypięła, ale czyms trzeba się zajac,  gdzies stracone nadzieje znowu pokładać, w kogos to wszystko czego kochanka niestety ze soba nie wziela ( uczucia, chec bliskości,  zrozumienia) angazowac.  Na odstrzal poszla wlasna rodzina. Nie jest Ci chociaz troche wstyd przed samym sobą ? Przeciez wiesz ze to nie żony pragniesz to po Co Ci ta szopka?

Ela210 napisał/a:

Jest takie powiedzenie: jak się nie ma co się  lubi, to się lubi to co ma.
Tylko nie wszyscy są  w stanie zastosować to do związków, jaki pech. Niektórzy się w tych różnicach z żoną  świetnie niby uzupełniają, ale różnice też potrafią ciągnąć w dół cały związek.
I ta akceptacja różnic musi być prawdziwa, dla tego człowieka, a nie dla dzieci, które odchodzą  w swoje życie.

Czy Ty,  Elu,  uwazasz,  że ta akceptacja u Aurora jest prawdziwa ?
Bo o tym cały czas trąbie.  Z żoną jest , bo nie ma jaj się o swoich dylematach przekonać. Bo dzieci , bo zobowiązania,  bo w sumie źle nie jest.  Dla mnie słabo i bardzo nieszczerze w stosunku do żony.

89

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

Ja tak szczerze to Ci życzę abyś  stworzył nową rodzinę... z kochanką, widzę że z Twojej strony jest chęć walki o nią, kochankę ( jak rozumiem to ona Cię zostawiła i wybrała męża ) masz uczucie, masz pewność że to ta jedyna to z czym masz skrupuły....żonę i tak ranisz tylko teraz nie jest świadoma, dzieci nie pierwsze które będą chowane przez matkę, jesteś młody i pewnie możecie mieć jeszcze wspólne z kochanką, musisz spróbować w końcu życie jest jedno zacznij mieć na nie wpływ

90 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-08-06 12:31:02)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Ranna_Panna napisał/a:

Ja tak szczerze to Ci życzę abyś  stworzył nową rodzinę... z kochanką, widzę że z Twojej strony jest chęć walki o nią, kochankę ( jak rozumiem to ona Cię zostawiła i wybrała męża ) masz uczucie, masz pewność że to ta jedyna to z czym masz skrupuły....żonę i tak ranisz tylko teraz nie jest świadoma, dzieci nie pierwsze które będą chowane przez matkę, jesteś młody i pewnie możecie mieć jeszcze wspólne z kochanką, musisz spróbować w końcu życie jest jedno zacznij mieć na nie wpływ

tylko że na takie decyzje był moment z rok, dwa lata temu?
przez 4 lata nie poruszany temat był? po wyprowadzce jej męza nie pojawił się? nie wierzę.

91

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Ela210 napisał/a:
Ranna_Panna napisał/a:

Ja tak szczerze to Ci życzę abyś  stworzył nową rodzinę... z kochanką, widzę że z Twojej strony jest chęć walki o nią, kochankę ( jak rozumiem to ona Cię zostawiła i wybrała męża ) masz uczucie, masz pewność że to ta jedyna to z czym masz skrupuły....żonę i tak ranisz tylko teraz nie jest świadoma, dzieci nie pierwsze które będą chowane przez matkę, jesteś młody i pewnie możecie mieć jeszcze wspólne z kochanką, musisz spróbować w końcu życie jest jedno zacznij mieć na nie wpływ

tylko że na takie decyzje był moment z rok, dwa lata temu?
przez 4 lata nie poruszany temat był? po wyprowadzce jej męza nie pojawił się? nie wierzę.

Pojawił się ale żadne z nas nie potrafiło ostatecznie zdecydować. Ja nie powiedziałem "wprowadzam się", ona nie powiedziała "wprowadź się". Po jakimś czasie pojawił się mąż i zaproponował "nowy początek". Zgodziła się.

92

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

smile

93

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

Jak ona mogłaby Ci nakazać przeprowadzkę???
To było po Twojej stronie. Teraz to już jasne więcej.

94 Ostatnio edytowany przez Roxann (2021-08-06 13:23:34)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

Raf, szczerze mówiąc nie bardzo rozumiem sens i cel tego wątku. No chyba, że chodzi o zwykłe wygadanie się bo rady tu dobrej nie ma. Twój romans się skończył. Było miło... itd. Ona wybrała męża, a Tobie została "tylko" żona. Jej jak rozumiem nie chcesz zostawić ani przyznać do zdrady. No więc co Ci pozostaje? Albo od nowa odnaleźć szczęście w małżeństwie albo czekać aż kochanka znudzi mężem i/lub zechce wrócić do romansu albo poszukać nowej kochanki (emocji, adrenaliny).
Ktoś kiedyś napisał (chyba Hrefi), że romans obniża jakość małżeństwa o 2 poziomy, także jak było na 4 teraz jest na 2. Kochankę/kochanka zawsze się idealizuje bo taki "związek" to iluzja, nawet jak się spędza ze sobą wiele czasu w pracy czy na jakichś wyjazdach.
Gdyby kochance na Tobie zależało (i Tobie na niej), to już dawno bylibyście razem. Romans, jak każdy związek też ma swoje etapy i się wypala. 3 lata to bardzo długo, wystarczająco by podjąć konkretne decyzje. Ona podjęła - powrót do męża. Ty zostałeś postawiony przed faktem dokonanym. Teraz te Twoje rozkminy co by było gdyby są trochę bez sensu bo już raczej pozamiatane.
Ja wiem, że sypiasz z żoną ale jak dla mnie miłość=wierność. Dziwne, że nie przeszkadzało(by) Ci to, że Twoja niby ukochana tuż przed lub po spotkaniu z Tobą sypiała z innym (i na odwrót). Ok, nie chcieliście by romans wydał, potrafiliście to przez długi czas rozgraniczyć czy łączyć ale taki czworokąt to nie są fundamenty zdrowej relacji, a tym bardziej "miłości". Obojgu Wam pasował romans ale ta formuła się "przejadła", przynajmniej dla niej. Może i fajnie było na początku ale ileż można tak żyć? W kłamstwie i rozkroku. Skoro nie podjęliście żadnych decyzji wcześniej, to znaczy, że jednak nie było to nic wartego takich kroków. Tak, wiem ... bo dzieci, ale to tylko wymówka.
Teraz musisz się pogodzić z tym, że ona wybrała męża i Wasz romans się skończył.
Różnica między Wami jest jednak taka, że ona wybrała męża bo chciała, a Ty? Jesteś na przymusowym detoksie i miotasz się jak ryba w sieci.

95

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Ela210 napisał/a:

Jak ona mogłaby Ci nakazać przeprowadzkę???
To było po Twojej stronie. Teraz to już jasne więcej.

Doprecyzuje - ona nadal była w małżeństwie... poniekąd trochę czekała na decyzję męża...Poniekąd nie spodziewała się że on wróci i będzie chciał "naprawiać"...
Z jednej strony to był najlepszy moment na bycie razem, z drugiej bardzo duże emocje u niej związane z jego wyprowadzką i byciem samą przez jakiś czas.
I może nie wykorzystałem tej szansy wtedy...
Dziś widzę jednak sprawy nieco inaczej, jak ktoś już wyżej napisał boli mnie tak szybki zwrot akcji z jej strony, bolą mnie słowa które mówiła przez 3 lata...Nie umiem sobie wytłumaczyć tej decyzji...
Ona twierdzi że to mniejsze zło, że powinniśmy te relację przekształcić w coś innego...W porządku - tylko jak skoro ciągle coś do niej czuję.
Do tego dochodzi refleksja nad samym sobą - nad brakiem umiejętności podejmowania decyzji i konsekwencji z tym związanych.
I moje małżeństwo - zaniedbane od lat (obustronnie) - teraz gdy rozmawiamy wiele rzeczy wychodzi. wiele tematów które powinny być przegadane bardzo dawno temu.
Tylko że ja wolałem później z kochanką rozmawiać - te rozmowy były swobodne, niczym nie skrępowane, naturalne i o wszystkim bez żadnego tabu. i takie powinny być z żoną.
W pewnym momencie ciężko jest zawrócić - człowiek mądry po fakcie...

96

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Roxann napisał/a:

Jesteś na przymusowym detoksie i miotasz się jak ryba w sieci.

Dokładnie tak jest.

A sens wątku - wygadać się, poznać Wasze opinie, poznać samego siebie. Mogę jeszcze wygadać się kochance wink
W żadnym wypadku nie szukam tu porady co zrobić. Każdy jest inni, każdy ma inne priorytety, nie ma rad uniwersalnych...

97

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Raf19784 napisał/a:

I moje małżeństwo - zaniedbane od lat (obustronnie) - teraz gdy rozmawiamy wiele rzeczy wychodzi. wiele tematów które powinny być przegadane bardzo dawno temu.
Tylko że ja wolałem później z kochanką rozmawiać - te rozmowy były swobodne, niczym nie skrępowane, naturalne i o wszystkim bez żadnego tabu. i takie powinny być z żoną.
W pewnym momencie ciężko jest zawrócić - człowiek mądry po fakcie...

Chyba wiesz, że trawa u sąsiada zawsze bardziej zielona. Trudno byś teraz nagle zaczął rozmawiać swobodne, bez skrępowania z żoną, skoro w Tobie takie emocje i nadal musisz kłamać. Romans to decyzja, i jak każda niesie za sobą konsekwencje. Żona nigdy nie będzie kochanką (z romansu), a romans to zupełnie coś innego niż normalny związek.

98

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Raf19784 napisał/a:
Roxann napisał/a:

Jesteś na przymusowym detoksie i miotasz się jak ryba w sieci.

Dokładnie tak jest.

A sens wątku - wygadać się, poznać Wasze opinie, poznać samego siebie. Mogę jeszcze wygadać się kochance wink
W żadnym wypadku nie szukam tu porady co zrobić. Każdy jest inni, każdy ma inne priorytety, nie ma rad uniwersalnych...

Mieliście sporo czasu by podjąć konkretne kroki, nawet bardzo sprzyjającą sytuację - wyprowadzka jej męża. Nie zrobiliście tego. Ona zdecydowała do niego wrócić. No i nad czym tu rozkminiać?

99

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Roxann napisał/a:

Chyba wiesz, że trawa u sąsiada zawsze bardziej zielona. Trudno byś teraz nagle zaczął rozmawiać swobodne, bez skrępowania z żoną, skoro w Tobie takie emocje i nadal musisz kłamać. Romans to decyzja, i jak każda niesie za sobą konsekwencje. Żona nigdy nie będzie kochanką (z romansu), a romans to zupełnie coś innego niż normalny związek.

Dokładnie tak.. Dlatego nie przekreślam swojego małżeństwa - są rozmowy, spędzamy razem więcej czasu.. i może właśnie tego czasu tu potrzeba jeszcze więcej...czasu żeby wyciszyć emocje, zmniejszyć zapotrzebowanie na adrenalinę..Czasu żeby nauczyć się być szczęśliwym z dziećmi, domem i żoną.

100 Ostatnio edytowany przez Roxann (2021-08-06 13:45:31)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Raf19784 napisał/a:
Roxann napisał/a:

Chyba wiesz, że trawa u sąsiada zawsze bardziej zielona. Trudno byś teraz nagle zaczął rozmawiać swobodne, bez skrępowania z żoną, skoro w Tobie takie emocje i nadal musisz kłamać. Romans to decyzja, i jak każda niesie za sobą konsekwencje. Żona nigdy nie będzie kochanką (z romansu), a romans to zupełnie coś innego niż normalny związek.

Dokładnie tak.. Dlatego nie przekreślam swojego małżeństwa - są rozmowy, spędzamy razem więcej czasu.. i może właśnie tego czasu tu potrzeba jeszcze więcej...czasu żeby wyciszyć emocje, zmniejszyć zapotrzebowanie na adrenalinę..Czasu żeby nauczyć się być szczęśliwym z dziećmi, domem i żoną.

Raf, serio nie przeszkadzało Ci to, że ta niby Twoja wielka miłość sypia z innym (nawet jeśli to mąż)? Przecież to jak zdrada. Piszesz, że nie o seks chodziło, ale przecież to jest najbardziej intymna forma bliskości 2 osób. Rozmowy? No proszę Cię...
Zresztą, w drugą stronę to samo.

101

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

Jest jeszcze szansa, ze jej sie z mężem nie ułoży i może wtedy wróci do Ciebie, zaproponuje wspólne życie.
Problem by się pewnie wtedy rozwiązał.

102

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Roxann napisał/a:

Raf, serio nie przeszkadzało Ci to, że ta niby Twoja wielka miłość sypia z innym (nawet jeśli to mąż)? Przecież to jak zdrada. Piszesz, że nie o seks chodziło, ale przecież to jest najbardziej intymna forma bliskości 2 osób. Rozmowy? No proszę Cię...
Zresztą, w drugą stronę to samo.

Mam bardzo otwarte podejście jeśli chodzi o sex.

103

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Raf19784 napisał/a:
Roxann napisał/a:

Raf, serio nie przeszkadzało Ci to, że ta niby Twoja wielka miłość sypia z innym (nawet jeśli to mąż)? Przecież to jak zdrada. Piszesz, że nie o seks chodziło, ale przecież to jest najbardziej intymna forma bliskości 2 osób. Rozmowy? No proszę Cię...
Zresztą, w drugą stronę to samo.

Mam bardzo otwarte podejście jeśli chodzi o sex.

Czyli jakby kochanka miała jeszcze 3 fagasa nie przeszkadzałoby Ci to?

104

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Ania2019 napisał/a:

Jest jeszcze szansa, ze jej sie z mężem nie ułoży i może wtedy wróci do Ciebie, zaproponuje wspólne życie.
Problem by się pewnie wtedy rozwiązał.

Oby nie...

105

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Tancerkaja napisał/a:

Czyli jakby kochanka miała jeszcze 3 fagasa nie przeszkadzałoby Ci to?

No już bez przesady..

106

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Raf19784 napisał/a:
Tancerkaja napisał/a:

Czyli jakby kochanka miała jeszcze 3 fagasa nie przeszkadzałoby Ci to?

No już bez przesady..

No to jesteś otwarty czy nie jesteś? Co to za różnica. O żonie mężu to nawet nie wspomnę w końcu to tylko rzecz jak robót kuchenny.

107

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Tancerkaja napisał/a:

No to jesteś otwarty czy nie jesteś? Co to za różnica. O żonie mężu to nawet nie wspomnę w końcu to tylko rzecz jak robót kuchenny.

Akceptuję układy większe niz 1+1 jeśli o to Ci chodzi.

108

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Raf19784 napisał/a:
Tancerkaja napisał/a:

No to jesteś otwarty czy nie jesteś? Co to za różnica. O żonie mężu to nawet nie wspomnę w końcu to tylko rzecz jak robót kuchenny.

Akceptuję układy większe niz 1+1 jeśli o to Ci chodzi.

Czyli kochanka, Ty i jej mąż. Nad czym się jeszcze zastanawiasz. Układ idealny. Bardziej chodziło mi o to że ma jeszcze jednego kochanka. Skoro mąż Ci nie przeszkadza to i 3 i 4 też nie powinien.

109

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Tancerkaja napisał/a:

[
Czyli kochanka, Ty i jej mąż. Nad czym się jeszcze zastanawiasz. Układ idealny. Bardziej chodziło mi o to że ma jeszcze jednego kochanka. Skoro mąż Ci nie przeszkadza to i 3 i 4 też nie powinien.

Jeśli ten 3 lub 4 ma być urozmaiceniem życia łóżkowego lub posłużyć do spełniania fantazji (wspólnych) to nie widzę problemu.

110

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Raf19784 napisał/a:
Roxann napisał/a:

Raf, serio nie przeszkadzało Ci to, że ta niby Twoja wielka miłość sypia z innym (nawet jeśli to mąż)? Przecież to jak zdrada. Piszesz, że nie o seks chodziło, ale przecież to jest najbardziej intymna forma bliskości 2 osób. Rozmowy? No proszę Cię...
Zresztą, w drugą stronę to samo.

Mam bardzo otwarte podejście jeśli chodzi o sex.

Oczywiście nie dotyczy to Twojej żony, tak?

111

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
maku2 napisał/a:
Raf19784 napisał/a:
Roxann napisał/a:

Raf, serio nie przeszkadzało Ci to, że ta niby Twoja wielka miłość sypia z innym (nawet jeśli to mąż)? Przecież to jak zdrada. Piszesz, że nie o seks chodziło, ale przecież to jest najbardziej intymna forma bliskości 2 osób. Rozmowy? No proszę Cię...
Zresztą, w drugą stronę to samo.

Mam bardzo otwarte podejście jeśli chodzi o sex.

Oczywiście nie dotyczy to Twojej żony, tak?

Oczywiście że dotyczy, dlaczego by nie.

112

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Raf19784 napisał/a:
maku2 napisał/a:
Raf19784 napisał/a:

Mam bardzo otwarte podejście jeśli chodzi o sex.

Oczywiście nie dotyczy to Twojej żony, tak?

Oczywiście że dotyczy, dlaczego by nie.

Czyli gdyby miała kochasia to spoko?

113

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Raf19784 napisał/a:
Tancerkaja napisał/a:

[
Czyli kochanka, Ty i jej mąż. Nad czym się jeszcze zastanawiasz. Układ idealny. Bardziej chodziło mi o to że ma jeszcze jednego kochanka. Skoro mąż Ci nie przeszkadza to i 3 i 4 też nie powinien.

Jeśli ten 3 lub 4 ma być urozmaiceniem życia łóżkowego lub posłużyć do spełniania fantazji (wspólnych) to nie widzę problemu.

Nie, że sypacie w 3.Ona sypia z 3. Do trójkąta przecież mogła być Twoja żoną lub jej maż. Wszyscy byliby zadowoleni. Szczerze odejdź od żony. Traktujesz ją jak rzecz. Powinieneś iść do kochanki i pić ta ambrozje z jej słodkich ust litrami pomiędzy praniem gaci alimentami i proza życia. Pogardą u dzieci, żony i otoczenia. Jesteś po prostu tchórzem, który nie chce brać odpowiedzialności za rozwalenie wszystkiego. Dzieci to tylko zasłona dymna. Jak by Ci na nich tak zależało to żadnego romansu by nie było. A te rozkminy jak cierpisz, jak kochanka cierpi to brak słów... Prawdziwie cierpieć to będzie Twoja żoną i dzieci i Ty i tylko Ty jesteś za to odpowiedzialny.

114

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
maku2 napisał/a:
Raf19784 napisał/a:
maku2 napisał/a:

Oczywiście nie dotyczy to Twojej żony, tak?

Oczywiście że dotyczy, dlaczego by nie.

Czyli gdyby miała kochasia to spoko?

Raf19784 napisał/a:

Jeśli ten 3 lub 4 ma być urozmaiceniem życia łóżkowego lub posłużyć do spełniania fantazji (wspólnych) to nie widzę problemu.

115

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Raf19784 napisał/a:
maku2 napisał/a:
Raf19784 napisał/a:

Oczywiście że dotyczy, dlaczego by nie.

Czyli gdyby miała kochasia to spoko?

Raf19784 napisał/a:

Jeśli ten 3 lub 4 ma być urozmaiceniem życia łóżkowego lub posłużyć do spełniania fantazji (wspólnych) to nie widzę problemu.

Jakoś nie wierzę.

116

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

"Dlatego nie przekreślam swojego małżeństwa - są rozmowy, spędzamy razem więcej czasu.. i może właśnie tego czasu tu potrzeba jeszcze więcej...czasu żeby wyciszyć emocje, zmniejszyć zapotrzebowanie na adrenalinę..Czasu żeby nauczyć się być szczęśliwym z dziećmi, domem i żoną."
                                                                 ........................................
Oooo to wielki dobrodziej z Ciebie a dlaczego nie przekreślasz, przecież to ciągle ta sama żona, która 'obustronnie' zaniedbała wasze małżeństwo,  Ty odbudowę swojej rodziny uzależniasz od decyzji kochanki, jak się jej odwidzi mąż i zwróci do Ciebie to co ? nie przekreślisz swojego małżeństwa ?

117

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Raf19784 napisał/a:
Ela210 napisał/a:

Jak ona mogłaby Ci nakazać przeprowadzkę???
To było po Twojej stronie. Teraz to już jasne więcej.

Doprecyzuje - ona nadal była w małżeństwie... poniekąd trochę czekała na decyzję męża...Poniekąd nie spodziewała się że on wróci i będzie chciał "naprawiać"...
Z jednej strony to był najlepszy moment na bycie razem, z drugiej bardzo duże emocje u niej związane z jego wyprowadzką i byciem samą przez jakiś czas.
I może nie wykorzystałem tej szansy wtedy...
Dziś widzę jednak sprawy nieco inaczej, jak ktoś już wyżej napisał boli mnie tak szybki zwrot akcji z jej strony, bolą mnie słowa które mówiła przez 3 lata...Nie umiem sobie wytłumaczyć tej decyzji...
Ona twierdzi że to mniejsze zło, że powinniśmy te relację przekształcić w coś innego...W porządku - tylko jak skoro ciągle coś do niej czuję.
Do tego dochodzi refleksja nad samym sobą - nad brakiem umiejętności podejmowania decyzji i konsekwencji z tym związanych.
I moje małżeństwo - zaniedbane od lat (obustronnie) - teraz gdy rozmawiamy wiele rzeczy wychodzi. wiele tematów które powinny być przegadane bardzo dawno temu.
Tylko że ja wolałem później z kochanką rozmawiać - te rozmowy były swobodne, niczym nie skrępowane, naturalne i o wszystkim bez żadnego tabu. i takie powinny być z żoną.
W pewnym momencie ciężko jest zawrócić - człowiek mądry po fakcie...

Zaraz zaraz. Co znaczy czekała na decyzje męża? Czyli jego decyzja ważyła na tym jak potoczą się wasze sprawy?
Chciała być sama , duże emocje związane z wyprowadzką męża? Serio ? A Ty to tak łukasz?
Przecież Cię tak Mocno kochała, powinna poczuć ulge,  że się jej wrota do szczęścia z Tobą otworzyły. Jeden Post gdzie dokładnie masz wywalone Jak kawa na ławe że mąż nie było jej obojętny,  wręcz ważniejszy od Ciebie. W dodatku zaproponował powrót i Ona na to od razu przystała na to , konsekwentnie Cię olewając.
Chyba się bardziej zagalopowałeś Jak ta Twoja kochanica,  jej romans wystarczał.
Roxann ma rację,  3 ( czy 4?) lata to wystarczajaco długo na podjęcie decyzji. Gra nie była dla niej warta świeczki. Ot,  cała filozofia.  Gadać kazdy może,  ja tez gadalam o spedzeniu zycia z kochankiem o wspolnym mieszkanie i slubie ( którego on najbardziej na swiecie chcial ) mimo ze wiedziałam,  że nic z tego nie bedzie. Romans to obłuda,  kłamiemy nie tylko bliskich ale i siebie samych by poczuc te silne emocje. Zyles i dalej chcesz zyc w iluzji i się dziwisz że nie jesteś stanie przyziemnych decyzji podejmować. Obudz  się chłopie,  może i zblădziles ale Ci sie na tych manowcach podoba.

118

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Ranna_Panna napisał/a:

Oooo to wielki dobrodziej z Ciebie a dlaczego nie przekreślasz, przecież to ciągle ta sama żona, która 'obustronnie' zaniedbała wasze małżeństwo,  Ty odbudowę swojej rodziny uzależniasz od decyzji kochanki, jak się jej odwidzi mąż i zwróci do
Ciebie to co ? nie przekreślisz swojego małżeństwa ?

Obustronnie czyli wspólnie ze mną. Nie uzależniam tej decyzji od decyzji kochanki. Ona już wybrała - czy jak kto woli - zrobił to jej mąż. Moim problemem są uczucia do niej.
A co będzie w przyszłości  - przecież nikt tego nie wie. Nie da się zaplanować swojego życia od A do Z.. Jestem już na tyle duży że wiem z własnego doświadczenia że życie potrafi bardzo zaskakiwać.

119

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
lalkaalka napisał/a:

Zaraz zaraz. Co znaczy czekała na decyzje męża? Czyli jego decyzja ważyła na tym jak potoczą się wasze sprawy?

Roxann ma rację,  3 ( czy 4?) lata to wystarczajaco długo na podjęcie decyzji. Gra nie była dla niej warta świeczki. Ot,  cała filozofia.  Gadać kazdy może,  ja tez gadalam o spedzeniu zycia z kochankiem o wspolnym mieszkanie i slubie ( którego on najbardziej na swiecie chcial ) mimo ze wiedziałam,  że nic z tego nie bedzie. Romans to obłuda,  kłamiemy nie tylko bliskich ale i siebie samych by poczuc te silne emocje. Zyles i dalej chcesz zyc w iluzji i się dziwisz że nie jesteś stanie przyziemnych decyzji podejmować. Obudz  się chłopie,  może i zblădziles ale Ci sie na tych manowcach podoba.

Zgadza się - myślę że tak właśnie było - jego decyzja ważyła na naszej sprawie - teraz to widzę.
Oczywiście że Roxann ma rację.
I tak - zbłądziłem - ale wcale mi się tam nie podoba - ograniczam kontakt do minimum, z żoną rozmawiam... Próbuję to wszystko prostować powoli. Wszystko trwało latami - więc teraz nie potrwa kilka tygodni prostowanie czegokolwiek.. Odkochać też się z dnia na dzień nie idzie.

120

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Raf19784 napisał/a:
Ranna_Panna napisał/a:

Oooo to wielki dobrodziej z Ciebie a dlaczego nie przekreślasz, przecież to ciągle ta sama żona, która 'obustronnie' zaniedbała wasze małżeństwo,  Ty odbudowę swojej rodziny uzależniasz od decyzji kochanki, jak się jej odwidzi mąż i zwróci do
Ciebie to co ? nie przekreślisz swojego małżeństwa ?

Obustronnie czyli wspólnie ze mną. Nie uzależniam tej decyzji od decyzji kochanki. Ona już wybrała - czy jak kto woli - zrobił to jej mąż. Moim problemem są uczucia do niej.
A co będzie w przyszłości  - przecież nikt tego nie wie. Nie da się zaplanować swojego życia od A do Z.. Jestem już na tyle duży że wiem z własnego doświadczenia że życie potrafi bardzo zaskakiwać.

Chyba Ty jedyny wolisz wierzyc,  że to mąż za nią zdecydował. Chyba jej do trwania w małżeństwie nie zmusił. Poza tym Ona nie tylko zdecydowała się  zostać przy męża, ale także postanowiła Cię kopnąć w 4 litery. Zadziwiające Jak konsekwentnie wypierasz fakty. Ale musi Ci być z tym lepiej skoro jestes taki oporny na Argumenty innych.

121

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Raf19784 napisał/a:
lalkaalka napisał/a:

Zaraz zaraz. Co znaczy czekała na decyzje męża? Czyli jego decyzja ważyła na tym jak potoczą się wasze sprawy?

Roxann ma rację,  3 ( czy 4?) lata to wystarczajaco długo na podjęcie decyzji. Gra nie była dla niej warta świeczki. Ot,  cała filozofia.  Gadać kazdy może,  ja tez gadalam o spedzeniu zycia z kochankiem o wspolnym mieszkanie i slubie ( którego on najbardziej na swiecie chcial ) mimo ze wiedziałam,  że nic z tego nie bedzie. Romans to obłuda,  kłamiemy nie tylko bliskich ale i siebie samych by poczuc te silne emocje. Zyles i dalej chcesz zyc w iluzji i się dziwisz że nie jesteś stanie przyziemnych decyzji podejmować. Obudz  się chłopie,  może i zblădziles ale Ci sie na tych manowcach podoba.

Zgadza się - myślę że tak właśnie było - jego decyzja ważyła na naszej sprawie - teraz to widzę.
Oczywiście że Roxann ma rację.
I tak - zbłądziłem - ale wcale mi się tam nie podoba - ograniczam kontakt do minimum, z żoną rozmawiam... Próbuję to wszystko prostować powoli. Wszystko trwało latami - więc teraz nie potrwa kilka tygodni prostowanie czegokolwiek.. Odkochać też się z dnia na dzień nie idzie.


I Ty to nazywasz MIŁOŚCIĄ? Czymś więcej Jak romans ?
Po mału musisz chyba też dostrzegać absurd , ktory inni próbują Ci tu uświadomić.

122

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
lalkaalka napisał/a:
Raf19784 napisał/a:
Ranna_Panna napisał/a:

Oooo to wielki dobrodziej z Ciebie a dlaczego nie przekreślasz, przecież to ciągle ta sama żona, która 'obustronnie' zaniedbała wasze małżeństwo,  Ty odbudowę swojej rodziny uzależniasz od decyzji kochanki, jak się jej odwidzi mąż i zwróci do
Ciebie to co ? nie przekreślisz swojego małżeństwa ?

Obustronnie czyli wspólnie ze mną. Nie uzależniam tej decyzji od decyzji kochanki. Ona już wybrała - czy jak kto woli - zrobił to jej mąż. Moim problemem są uczucia do niej.
A co będzie w przyszłości  - przecież nikt tego nie wie. Nie da się zaplanować swojego życia od A do Z.. Jestem już na tyle duży że wiem z własnego doświadczenia że życie potrafi bardzo zaskakiwać.

Chyba Ty jedyny wolisz wierzyc,  że to mąż za nią zdecydował. Chyba jej do trwania w małżeństwie nie zmusił. Poza tym Ona nie tylko zdecydowała się  zostać przy męża, ale także postanowiła Cię kopnąć w 4 litery. Zadziwiające Jak konsekwentnie wypierasz fakty. Ale musi Ci być z tym lepiej skoro jestes taki oporny na Argumenty innych.

Gdzie wypieram fakty ? Znam je doskonale i nic nie wypieram.
Jak umiesz się odkochać w kilkanaście dni i zapomnieć o kimś z kim się było bardzo blisko przez 3 lata to zdradź mi ten sekret. Tu jest problem - uczucia do niej.
Nie zamierzam za nią latać, prosić się czy czekać aż jej się mąż znudzi lub nie.

123 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-08-06 17:47:15)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Raf19784 napisał/a:
Tancerkaja napisał/a:

No to jesteś otwarty czy nie jesteś? Co to za różnica. O żonie mężu to nawet nie wspomnę w końcu to tylko rzecz jak robót kuchenny.

Akceptuję układy większe niz 1+1 jeśli o to Ci chodzi.

Teoretycznie ?
Bo w praktyce to coś poszło nie tak jak widać,nie sprawdził się żaden filozoficzny konstrukt poliamorycznej teoretycznej idei.
Układ zachowałeś skrycie tylko dla siebie , wszystko nic nie warte bo w kłamstwach i to niby tych" białych"  z poświeceniem i dla dobra rodziny oraz przy okazji ze strachu ,obawy przed obciachem w pracy i w rodzinie i że żona da kopa na rozpęd po wielkich deklaracjach o byciu zwolennikiem, wolnej miłości otwartych związków itp ,no i wygodny układ pójdzie w p.....u .
Ciemne mroczne strony egoizmy ,to to bez tej idealistycznej otoczki racjonalizowania zdrady złamanego słowa .
Tyle o sobie wiemy ile nas sprawdzono i tyle jesteśmy warci ile nasze słowo .
Rafale sprawdzany jesteś ,ja Ciebie nie potępiam bo to nic nie da i pewnie za wcześnie jest dla ciebie na takie refleksje,skoro jeszcze nie wszedłeś w fazę złości po dostawieni przez kochankę ,czekasz z nadzieją że zmieni zdania i wróci ,to wysoce prawdopodobne jak uładzi układy ze swoim mężem uspokoi go i zamydli mu oczy,zejdziecie wtedy trochę głębiej w konspiracji i wszystko niby wróci do normy,wtedy zweryfikujesz być może też swoją zazdrość o męża i ich seks .
Zaaprobowanie zastanej sytuacji małżeńskiej i seksu kochanki z mężem to pikuś ,to też można sobie łatwo zracjonalizować bez trudu
ego pomaga wtedy i ma narzędzia w postaci porównywania się z mężem bycia w myśleniu od niego lepszym kochankiem i różne inne sztuki tylko że to nie są w życiu pewne punkty stałe i nienaruszalne - to się zmienia ,czasem bardzo powoli ,czasem szybciej.
Zaproponuj żonie poliamoryczny otwarty związek ,przecież chyba  jesteś przeciwnikiem tradycyjnej monogamii nie zrobiłeś tego przez 3 lata .
Ach czemuż to Autorze ?
Egoizm,ostracyzm wygoda ? Tchórzostwo ?
Słaba coś ta filozofia i akceptowanie ,brak siły i odwagi a przecież uczucia dają ponoć tyle mocy uskrzydlają niby ,płynąc z tej miłości,
z pozycji kanapy i fotela to se można aprobować co się chce ,inaczej jak ma się do podjęcia jakąś decyzje .
Ja w pierwszy romansie poległem również tayk jak Ty teraz ,dlatego Ciebie nie oskarżam ,ale nie ściemniaj Rafale bo to co napisałeś o poglądach jest mało wiarygodne.

124

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
lalkaalka napisał/a:

[

I Ty to nazywasz MIŁOŚCIĄ? Czymś więcej Jak romans ?
Po mału musisz chyba też dostrzegać absurd , ktory inni próbują Ci tu uświadomić.

tak - nazywałem to miłością... oczy się powoli otwierają po tej decyzji powrotu do męża i zamknięciu "tematu" w tempie ekspresowym.

125

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?

Rafi   -  (obustronnie) rozumiem co pisałeś, zawsze jak sobie skrócę to jestem posądzona o niezrozumienie smile
Twoja kochanka wybrała męża co nie znaczy że im się uda, Ty nie wybrałeś żony, chciałeś do kochanki ale ona zgodziła się na naprawę swojego małżeństwa, Myślisz że żona Cię kocha, może.....tylko pewnie kocha wyobrażenie o Tobie, bo ona nie wie o zdradzie ? czy tak ?  Ja będąc na jej miejscu nie chciałabym męża, który mnie zdradził, mój zdradził i go nie mam, dla mnie to już nie jest mój mężczyzna i tyle. Nie znam Cię mogę jedynie wyrobić sobie po Twoich postach jakąś opinię, według niej nie jesteś w momencie zrozumienia istoty swych błędów, nawet nie masz poczucia winy, ot nie wyszło w romansie to jest dom i może łaskawie w nim zaistniejesz

126

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
paslawek napisał/a:

Zaproponuj żonie poliamoetczny otwarty związek ,przecież chyba  jesteś przeciwnikiem tradycyjnej monogamii nie zrobiłeś tego przez 3 lata .
Ach czemuż to Autorze ?
Egoizm,ostracyzm wygoda ? Tchórzostwo ?
Słaba coś ta filozofia i akceptowanie ,brak siły i odwagi a przecież uczucia dają ponoć tyle mocy uskrzydlają niby ,płynąc z tej miłości,
z pozycji kanapy i fotela to se można aprobować co się chce ,inaczej jak ma się do podjęcia jakąś decyzje .
Ja w pierwszy romansie poległem również tayk jak Ty teraz ,dlatego Ciebie nie oskarżam ,ale nie ściemniaj Rafale bo to co napisałeś o poglądach jest mało wiarygodne.

Tak się składa że żona miała kiedyś takie same podejście do tematu jak moje.
Jej się to z czasem zmieniło - mnie nie.
I rozmawiamy otwarcie na te tematy - nie ma tabu - jest inne podejście.

127 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-08-06 17:48:11)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Raf19784 napisał/a:
lalkaalka napisał/a:

[

I Ty to nazywasz MIŁOŚCIĄ? Czymś więcej Jak romans ?
Po mału musisz chyba też dostrzegać absurd , ktory inni próbują Ci tu uświadomić.

tak - nazywałem to miłością... oczy się powoli otwierają po tej decyzji powrotu do męża i zamknięciu "tematu" w tempie ekspresowym.

Nigdy nie mów nigdy .
Jeszcze wiele scenariuszy może się wydarzyć i nie ma jednego wzoru w romansach - polecisz na pierwsze skinienie jak w małżeństwie kochanki się nieco uspokoi tak bywa dość często ,ale już nie będzie jak dawniej .
Idealizowanie uczuć i jej osoby nie będzie takie samo ,będzie niepewne ,to super porozumienie też już będzie mniejsze.
Przed tobą jeszcze fala złości i urazy ,ciekawe jak to zniesiesz i przetrwasz no chyba że jesteś z innej gliny niż my .

128

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Ranna_Panna napisał/a:

Rafi   -  (obustronnie) rozumiem co pisałeś, zawsze jak sobie skrócę to jestem posądzona o niezrozumienie smile
Twoja kochanka wybrała męża co nie znaczy że im się uda, Ty nie wybrałeś żony, chciałeś do kochanki ale ona zgodziła się na naprawę swojego małżeństwa, Myślisz że żona Cię kocha, może.....tylko pewnie kocha wyobrażenie o Tobie, bo ona nie wie o zdradzie ? czy tak ?  Ja będąc na jej miejscu nie chciałabym męża, który mnie zdradził, mój zdradził i go nie mam, dla mnie to już nie jest mój mężczyzna i tyle. Nie znam Cię mogę jedynie wyrobić sobie po Twoich postach jakąś opinię, według niej nie jesteś w momencie zrozumienia istoty swych błędów, nawet nie masz poczucia winy, ot nie wyszło w romansie to jest dom i może łaskawie w nim zaistniejesz

Niestety mam to poczucie winy. Mam poczucie że rzeczy powinny być wyjaśnione dawno temu w moim małżeństwie. Refleska przyszła po długim czasie.
Narazie to próbuję zrozumieć siebie i skąd wynika ten wieczny pęd za emocjami itp.

129

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
paslawek napisał/a:
Raf19784 napisał/a:
lalkaalka napisał/a:

[

I Ty to nazywasz MIŁOŚCIĄ? Czymś więcej Jak romans ?
Po mału musisz chyba też dostrzegać absurd , ktory inni próbują Ci tu uświadomić.

tak - nazywałem to miłością... oczy się powoli otwierają po tej decyzji powrotu do męża i zamknięciu "tematu" w tempie ekspresowym.

Nigdy nie mów nigdy .
Jeszcze wiele scenariuszy może się wydarzyć i nie ma jednego wzoru w romansach - polecisz na pierwsze skinienie jak w małżeństwie kochanki się nieco uspokoi tak bywa dość często ,ale już nie będzie jak dawniej .
Idealizowanie uczuć i jej osoby nie będzie takie samo ,będzie niepewne ,to super porozumienie też już będzie mniejsze.
Przed tobą jeszcze fala złości i urazy ,ciekawe jak to zniesiesz i przetrwasz no chyba że jesteś z innej gliny nią my .

Nie jestem taki pewny czy polecę. Nie idealizuję już jej tak. Generalnie to już mam na nią złość i wkurzenie od jakiegoś czasu. Nie rozumiem jej decyzji ale muszę ją zaakceptować.
O wiele łatwiej byłoby gdybyśmy nie pracowali razem - blokady wszędzie i do widzenia.
Niestety tak nie jest - pracujemy razem i to bardzo blisko. I tego się obawiam - tego mixu moich uczuć do niej i jej fizycznej bliskości przez kilka godzin dziennie.

130 Ostatnio edytowany przez paslawek (2021-08-06 15:31:12)

Odp: Koniec romansu - czy na pewno?
Raf19784 napisał/a:
paslawek napisał/a:

Zaproponuj żonie poliamoetczny otwarty związek ,przecież chyba  jesteś przeciwnikiem tradycyjnej monogamii nie zrobiłeś tego przez 3 lata .
Ach czemuż to Autorze ?
Egoizm,ostracyzm wygoda ? Tchórzostwo ?
Słaba coś ta filozofia i akceptowanie ,brak siły i odwagi a przecież uczucia dają ponoć tyle mocy uskrzydlają niby ,płynąc z tej miłości,
z pozycji kanapy i fotela to se można aprobować co się chce ,inaczej jak ma się do podjęcia jakąś decyzje .
Ja w pierwszy romansie poległem również tayk jak Ty teraz ,dlatego Ciebie nie oskarżam ,ale nie ściemniaj Rafale bo to co napisałeś o poglądach jest mało wiarygodne.

Tak się składa że żona miała kiedyś takie same podejście do tematu jak moje.
Jej się to z czasem zmieniło - mnie nie.
I rozmawiamy otwarcie na te tematy - nie ma tabu - jest inne podejście.

Ale to wszystko w teorii tylko i wyłącznie z tego nic nie wynika Rafale oprócz gadania ,które przynosi intelektualne przyjemności i rozterki nic ponad to ,jak widzisz koncepcje ,podejścia, nastawienia są też nie trwałe i się zmieniają

Raf19784 napisał/a:

Nie jestem taki pewny czy polecę. Nie idealizuję już jej tak. Generalnie to już mam na nią złość i wkurzenie od jakiegoś czasu. Nie rozumiem jej decyzji ale muszę ją zaakceptować.
O wiele łatwiej byłoby gdybyśmy nie pracowali razem - blokady wszędzie i do widzenia.
Niestety tak nie jest - pracujemy razem i to bardzo blisko. I tego się obawiam - tego mixu moich uczuć do niej i jej fizycznej bliskości przez kilka godzin dziennie.

To dobrze że nie jesteś jednak z innej gliny - w gruncie rzeczy to nieźle rokuje na przyszłość ,gorzej jak byś uznał się za kogoś wybitnie szczególnie wyjątkowego - mówię ci .
Wahadełko teraz masz mocno rozchwiane to ledwie kilka dni ,zobaczysz jeszcze nie jedno u siebie i w sobie co wyprawia się z myśleniem o sobie samym o tej kobiecie i o żonie mnóstwo rożnych emocji myśli i uczuć czasem skrajnych ,przygotuj się na coś czego nie przeżyłeś jeszcze do tej pory ,bo jednego faktycznie nie da się zaplanować - utraty pewnej zdolności do kierowania swoim życiem i utraty nad jego częścią panowania,zaskakujące jest to jak można się poczuć bezsilnym i bezradnym zagubionym i samotnym .

Posty [ 66 do 130 z 328 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 6 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Koniec romansu - czy na pewno?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026