lasouris bo piszesz glupoty. Powinnas odejsc od niego, a nie siebie leczyc z czegos co Ci nie dolega dziewczyno. Jak facet Cie bedzie bil to bedziesz brala leki przeciwbolowe i smarowala sie mascia znieczulajaca?
Uwazam, ze Twoja rada to rada kobiety, ktora poszla w zla strone.
Podobne tematy
522 2013-09-18 05:52:47 Ostatnio edytowany przez lasouris (2013-09-18 05:53:51)
Ja uważam, że w złą stronę idą te kobiety, które wymagają od swoich partnerów wysokiego libido, gdy to libido z natury mają oni niskie. Dlaczego? Facet ma mały popęd i jest mu z tym dobrze, więc nie odczuwa potrzeby, żeby coś z tym robić. Kobieta ma duże potrzeby, jest jej z tym źle i ciężko - więc to ONA powinna w tym przypadku coś zdziałać, zmienić, jako ta strona, której coś przeszkadza. Jeśli mi źle - zmiany zaczynam od SIEBIE, a nie wymagam ich od kogoś, kto jest zadowolony ze swojego życia.
Porównywanie niskich potrzeb seksualnych do bicia jest co najmniej nietrafione.
Ja już mam moją 100% odpowiedź. Szkoda, że raczył mnie poinformować dopiero teraz, 8 miesięcy po rozstaniu, co było powodem braku jego chęci do seksu.. Rozmawialiśmy, prosił o kolejną szansę, więc powiedziałam, że nawet mi przez myśl nie przejdzie powrót jeśli mi wreszcie konkretnie nie powie co było grane. Nastękał się, namlaskał, i w końcu wyznał, że jest uzależniony od porno i od masturbacji. Że seks z kobietą sprawia mu przyjemność tylko, gdy jest to dopiero co poznana kobieta, każda "cieleśnie" szybko mu się nudzi. I do tego problemy z dojściem i tym podobne rzeczy. Wszystko mi się posklejało w kupę i się cholernie zgadza.. Np. kiedyś nawet trafiłam u niego na komputerze na strony z dziwkami i filmiki porno, ale on mi wyjaśnił, że to jego brata. Tyle że po tym razie już dostępu do jego kompa nie miałam, hasło założył i nie pozwalał mi nigdy skorzystać. Tego typu historyjek miałam pełno, więc zgadza się wszystko i mam już swoją odpowiedź. 5 lat z uzależnionym onanistą, który wmawiał mi, że to ja jestem zboczona, bo chciało mi się seksu z własnym facetem.
jagoda.01 tak bardzo Ci współczuję! To straszne dowiedzieć się czegoś takiego po TAKIM czasie! W głowie mi się nie mieści, jak można kogoś oszukiwać przez 5 lat.
Gratuluję rozstania i życzę Ci prawdziwego mężczyzny, a nie marnej podróbki.
Po takich wypowiedziach z coraz większym lękiem zastanawiam się, jaką niespodziankę ma dla mnie mój... Biorę pod uwagę już wszystko. Mówiłam mu o moich podejrzeniach to twierdzi, że szukam za daleko i w ogóle wszystko jest ok. No nic, czekam, obserwuję, nie odpuszczam.
BialaPietruszka, on w trakcie związku zawsze wmawiał mi, że jest wszystko ok, że nie ma żadnego problemu i manipulował mną w sposób "dlaczego czepiasz się takich rzeczy skoro jest nam tak dobrze, idealnie cię traktuję i zawsze możesz na mnie liczyć". Naprawdę wmówił mi, że seks to jakaś drobnostka, o którą nie ma co sobie głowy zawracać skoro poza nim w związku jest wszystko ok. Skończyło się depresją, jak już wspominałam. Naprawdę się starałam. Gdyby mi powiedział o swoim problemie wtedy, gdy próbowałam coś zmienić, naprawdę postarałabym się to zrozumieć i pomóc mu. Bo jakby nie było taki problem jest chorobą, moim zdaniem, i przy woli dwóch stron może udałoby się coś z tym zrobić. Ale jego woli właśnie nie było nigdy, na każde moje pytanie co jest nie tak, mówił, że przecież wszystko ok.
Teraz za późno, nie potrafiłabym już być z kimś, kto w taki sposób oszukiwał mnie przez 5 lat, wmawiając jednocześnie, że to nie z nim, ale ze mną jest coś nie tak. Szczerze ulżyło mi, ale jednocześnie też w głowie mi się nie mieści jak ja mogłam być tyle czasu z człowiekiem, którego tak naprawdę nie znałam..
Dziękuję Ci, to była najlepsza decyzja mojego życia, już się raczej pozbierałam i powoli znów nabieram pewności siebie, wiary w swoją kobiecość i także nadziei, że są na świecie faceci, którzy tego nie spieprzą. ![]()
Nie chcę Cię martwić, ale to co piszesz dokładnie przypomina mi mój związek, facet zachowywał się identycznie. Nie słuchaj go, że jest wszystko w porządku, że wymyślasz. Nie daj sobie tego wmówić. Problem jakiś jest i wbij sobie to do głowy koniecznie. Ja również przez lata płakałam na filmach, gdy ktoś się całował. A jak była scena erotyczna, przewijałam, bo kończyło się to spazmami. Jak facet doprowadza kobietę do takiego stanu, jest po prostu egoistą, skupionym jedynie na sobie i własnych potrzebach. Nie zapominaj o tym. ![]()
Powodzenia życzę Tobie i wszystkim kobietkom. I siły, ogromnej siły. ![]()
Za każdym razem jak czytam ten wątek, to się zastanawiam, który z moich znajomych jest taki aseksualny. Bo z tego co widzę, jest takich facetów dużo, a mnie się to w głowie nie mieści.
527 2013-09-18 17:33:32 Ostatnio edytowany przez nielot (2013-09-18 17:34:54)
A ja napiszę ze swojej perspektywy...
Mam żonę z ogromnym temperamentem (słowo ogromne nie jest przesadzone, właściwie nie oddaje istoty sytuacji całkowicie).
Jestem z żoną po ślubie od ponad 8 lat, w pierwszym roku seks codziennie lub kilka razy dziennie był dla mnie do zrozumienia. Pod 2 latach... zacząłem wątpić czy ona kiedykolwiek się męczy
Błędnie zakładałem, że problem jest w Niej, było kilka sprzeczek na ten temat, bo mi faktycznie wystarczyłby seks raz na miesiąc może odrobinę częściej i nie chodzi tu o to, że nie pożądam żony, że mi się nie podoba, mi wystarczy trochę czułości i przytulania
Ja się wykręcałem od seksu niczym przysłowiowe kobiety (boli mnie głowa), a żona cierpiała, była zgaszona i mniej przebojowa niż zawsze, w końcu NA SPOKOJNIE kazała mi się wybrać do specjalisty, który znalazł rozwiązanie i przyczyny probemów. Wina oczywiście była po mojej stronie, to że żona chce się kochać codziennie znaczy tylko, że ma duży temperament i potrzebuje dużo bliskości i zainteresowania Jej osobą.
Teraz mam 8 lat za sobą i dostosowałem się do rytmu żony, musiałem się po prostu na nią otworzyć, nauczyć słuchać. Teraz zdarza mi się czasem nalegać na seks, więc jest to ogromna poprawa... nie wiedziałem tylko, że w ciąży potrzeby kobiety wzrastają 10 krotnie
)))
Kiedyś uciekałem teraz sam się pcham... a to co kiedyś uważałem za skaranie boskie (temperament żony) teraz jest błogosławieństwem, jak słyszę kolegów jak narzekają, że zawsze boli ją głowa to doceniam skarb jaki ja mam
Wniosek... wizyta u specjalisty jest konieczna.:)
lasouris facet ktory nie chce seksu niech o tym informuje z gory. W innym razie jest egoistycznym palantem.
Nie przeskoczysz tego, do konca zycia chcesz pic ziola bo Cie maz zmanipulowal?
Pij.
Ale nie namawiaj innych kobiet, zeby sobie psychiczna krzywde robily.
Czasami kobieta ma że tak powiem w tyłku - ogień, to wtedy żaden facet nie poradzi nic ani terapia żadna. Zamęczy się facet i tyle, a kobietka i tak sobie znajdzie kogoś.
Coś w stylu seksoholik, seksoholiczka.
Na to nie ma leku.
A ziółka - jak najbardziej, nikomu jeszcze nie zaszkodziły. Lepiej pić ziółka i mieć fajny związek niż nie pić i być samemu!
Remi wyobraz sobie ze masz zone, ona chce seksu fajnie wam w lozku. A pozniej juz nie chce. WCALE. Chyba ze wyblagasz to z wielkim poswieceniem. Nie , ze ona ma rzadko ochote, tylko wcale.
Jesli kobieta chce seksu 2 razy w tygodniu a facet wcale to NIGDY nie bedzie zadnego zwiazku. To nie jest zwiazek tylko przyjazn. Sorry i ziola nie pomoga, na cos tak powaznego jak tlumienie potrzeb seksualnych do zera, poczytaj co seksuolog mowi o skutkach takiego powstrzymywania sie.
A jaką masz radę jeśli libido się różni, jedna osoba chce raz na tydzień a druga raz na dzień?
Rozejść się jak związek jest dobry i wspólne plany, czy spróbować inaczej i nawet ziółka brać?
Ja wolałbym brać ziółka.
albo faktycznie przejść się do seksuologa
bo to pomaga... i wydaje mi się, że nie na każdą frustracje ziółka pomogą... a jak tak patrzyłem na żonę, to nic tak nie dobija jak żona która z Twojej winy pije litry melisy ![]()
Ja już mam moją 100% odpowiedź. Szkoda, że raczył mnie poinformować dopiero teraz, 8 miesięcy po rozstaniu, co było powodem braku jego chęci do seksu.. Rozmawialiśmy, prosił o kolejną szansę, więc powiedziałam, że nawet mi przez myśl nie przejdzie powrót jeśli mi wreszcie konkretnie nie powie co było grane. Nastękał się, namlaskał, i w końcu wyznał, że jest uzależniony od porno i od masturbacji. Że seks z kobietą sprawia mu przyjemność tylko, gdy jest to dopiero co poznana kobieta, każda "cieleśnie" szybko mu się nudzi. I do tego problemy z dojściem i tym podobne rzeczy. Wszystko mi się posklejało w kupę i się cholernie zgadza.. Np. kiedyś nawet trafiłam u niego na komputerze na strony z dziwkami i filmiki porno, ale on mi wyjaśnił, że to jego brata. Tyle że po tym razie już dostępu do jego kompa nie miałam, hasło założył i nie pozwalał mi nigdy skorzystać. Tego typu historyjek miałam pełno, więc zgadza się wszystko i mam już swoją odpowiedź. 5 lat z uzależnionym onanistą, który wmawiał mi, że to ja jestem zboczona, bo chciało mi się seksu z własnym facetem.
Jagoda, coś czuję że większość naszych facetów ma z tym problem i nie zdziwiłabym się gdyby to dotyczyło mojego parntera. A czy on Ci odmawiał seksu? Bo mój mi nie, ale często widziałam jego wkurzoną minę,gdy ja inicjowałam. Seks praktycznie był tylko wtedy, gdy ja inicjowałam. Teraz nie kochaliśmy się 1,5 roku temu, fakt w tym czasie też rozstaliśmy się, mieszkając razem. Ale od maja jest OK między nami, a ja czekam aż om zainicjuje i on dobrze o tym wie. (Podobno boi się, że odmówię).Czyżby nie mial w ogole potrzeby takiej bliskości? Wierzyć mi się w to nie chce! Oni muszą być na prrawdę od czegoś uzależnieni!
jagoda.01 napisał/a:Ja już mam moją 100% odpowiedź. Szkoda, że raczył mnie poinformować dopiero teraz, 8 miesięcy po rozstaniu, co było powodem braku jego chęci do seksu.. Rozmawialiśmy, prosił o kolejną szansę, więc powiedziałam, że nawet mi przez myśl nie przejdzie powrót jeśli mi wreszcie konkretnie nie powie co było grane. Nastękał się, namlaskał, i w końcu wyznał, że jest uzależniony od porno i od masturbacji. Że seks z kobietą sprawia mu przyjemność tylko, gdy jest to dopiero co poznana kobieta, każda "cieleśnie" szybko mu się nudzi. I do tego problemy z dojściem i tym podobne rzeczy. Wszystko mi się posklejało w kupę i się cholernie zgadza.. Np. kiedyś nawet trafiłam u niego na komputerze na strony z dziwkami i filmiki porno, ale on mi wyjaśnił, że to jego brata. Tyle że po tym razie już dostępu do jego kompa nie miałam, hasło założył i nie pozwalał mi nigdy skorzystać. Tego typu historyjek miałam pełno, więc zgadza się wszystko i mam już swoją odpowiedź. 5 lat z uzależnionym onanistą, który wmawiał mi, że to ja jestem zboczona, bo chciało mi się seksu z własnym facetem.
Jagoda, coś czuję że większość naszych facetów ma z tym problem i nie zdziwiłabym się gdyby to dotyczyło mojego parntera. A czy on Ci odmawiał seksu? Bo mój mi nie, ale często widziałam jego wkurzoną minę,gdy ja inicjowałam. Seks praktycznie był tylko wtedy, gdy ja inicjowałam. Teraz nie kochaliśmy się 1,5 roku temu, fakt w tym czasie też rozstaliśmy się, mieszkając razem. Ale od maja jest OK między nami, a ja czekam aż om zainicjuje i on dobrze o tym wie. (Podobno boi się, że odmówię).Czyżby nie mial w ogole potrzeby takiej bliskości? Wierzyć mi się w to nie chce! Oni muszą być na prrawdę od czegoś uzależnieni!
Odmawiał mi prawie że zawsze. Próbowałam zainicjować seks tak średnio raz na dwa tygodnie, a on szybko się zrywał i mówił, że nie może dziś, bo się źle czuje, bo zgłodniał albo że nie ma czasu. Gdy tak odmawiał z 6 razy, to w końcu chyba mu się głupio robiło, więc raz na 3 miesiące raczył przespać się ze mną, bez żadnej gry wstępnej, bez rozbierania mnie, nawet bez pocałunków (bo on nie lubił się całować).
Mój również nie miał potrzeby bliskości, jak widzisz i ja również miesiącami czekałam aż coś on zainicjuje. Bo w pewnym momencie fakt proszenia się o seks uderzył w moją dumę. No i w ten sposób potrafiliśmy się nie kochać pół roku, co jemu pasowało, a ja znów zaczęłam się prosić... Jeden jedyny raz wykazał inicjatywę i chciał mnie rozszarpać - jak był pijany. Teraz już wiem, że pewnie po pijaku wyobrażał sobie mnie jako cycatą murzynkę ze świeżo ściągniętego pornoska. hah ![]()
Smutne to strasznie, ale wydaje mi się, że tak prawdziwie aseksualnych mężczyzn jest jakaś garstka, a ci nasi, o których tu rozmawiamy aseksualni wcale nie są, że problem tkwi zupełnie gdzie indziej. Ciekawa jestem, jakie wasi skrywają niespodzianki. :>
A wyjawił Ci może, czemu się uzależnił od pornografii i masturbacji?
lasouris facet ktory nie chce seksu niech o tym informuje z gory. W innym razie jest egoistycznym palantem.
Nie przeskoczysz tego, do konca zycia chcesz pic ziola bo Cie maz zmanipulowal?
Pij.
Ale nie namawiaj innych kobiet, zeby sobie psychiczna krzywde robily.
A w odwrotnej sytuacji, kobiety nie powinny informować z góry?
Ja poinformowałam mojego obecnego męza z góry. I albo wydawało mu się, że mnie "rozbudzi", albo że mi się wydaje, że nie chcę i nie lubię seksu, albo że... nie wiem, co mu się jeszcze mogło wydawać. Jemu też się wydawało, że mu się będzie chcialo mniej ;]
Tymczasem jestem fizycznie zdrowa, niczym się nie nakręcam (filmy itp), nie masturbuję się, nie mam fantazji... ot, chce mi się raz na jakiś rzadki czas. Jestem kompletnym leniem ;F Ale robię mojemu mężczyźnie masaż, przytulamy się,całujemy...Jestem romantyczna, jedno z drugim się nie gryzie, tak mi powiedział specjalista.
Ja uważam, że osoba, która nie chce seksu, powinna informować partnera/partnerkę niezależnie od płci. To raczej dość istotne.
Ja miałem czas na sprawdzenie wcześniej, więc nie było problemu :-)
Wielki_Kot oczywiscie, ze kobieta powinna powiedziec rowniez!
Dla mnie jak ktos udaje, ze chce seksu, albo ukrywa , ze nie chce seksu , albo ukrywa uzaleznienie od porno to jest tak samo jakgdyby ktos nie powiedzial, ze jest z zawodu prostytutka, ma HIV albo wystepowal w filmach porno w przeszlosci. To wazny fakt, ktory wplywa na caly zwiazek!
Remi, ja chce nawet dwa razy dziennie, a mam raz , dwa razy na tydzien. I nie pije ziol, dla mnie to inna sprawa niz 0 seksu, albo seks raz na miesiac. To nie jest tak, ze nie moge sie powstrzymac przeciez.
NinaLafairy, Twoje słowa są przesadzone. Porównujesz małe libido do bicia, a ukrywanie tego faktu do prostytucji czy hiv. Nie wiem, czy te porównania są bardziej śmieszne, czy straszne.
Rozwiązanie jest takie, że trzeba obniżyć potrzeby jednej ze stron, lub podwyższyć libido drugiej strony. W moim związku nie udało się podnieść libido mojego męża z tego prostego powodu, że jemu więcej niż raz na tydzień-raz na dwa tygodnie do szczęścia nie potrzeba, ma się zmuszać?
Też dostawałam przez bity rok wścieklizny macicy, płakałam w poduszkę, a moja frustracja znajdowała ujście w niewspółmiernych do sytuacji atakach wściekłości i gniewu. Powoli, powoli dojrzałam do zmiany swojego nastawienia. W końcu nie od dziś wiadomo, że to, co myślimy, kreuje nasze życie. Więc zamiast użalać się nad swoim związkiem i brakiem seksu w nim, zaczęłam pracować nad innym spojrzeniem, nad swoim spokojem wewnętrznym, zaczęłam widzieć dobre strony tego związku, a nie tylko patrzeć na wyimaginowane braki. W końcu życie nie kręci się wokół d.... .
I w końcu jestem spokojna, zadowolona, a w moim małżeństwie panuje zgoda. Jeśli Wy chcecie dalej marnować energię na dywagowanie, czemu w Waszych związkach jest tak czy siak a nie inaczej, szukać rozwiązań, szarpać sobie nerwy i truć swój organizm czarnymi myślami - proszę bardzo. Możecie też się rozejść, oczywiście. Tylko zawsze można trafić z deszczu pod rynnę, nikt nie da Wam gwarancji, że seks będzie zawsze i że będzie wspaniały, może się coś popsuć po roku, a może po 20 latach. I co wtedy? Będziecie znowu zakładać tematy na forum i szukać nowego partnera?
542 2013-09-19 18:25:15 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2013-09-19 18:27:07)
Osoby z tak roznym libido nie powinny byc razem.
A co do Twojej sytuacji, to wyobraz sobie, ze to jest calkiem cos innego od dziewczyn tutaj, ktorym proponujesz picie ziolek.
Oni wcale nie chca seksu. Seks raz na miesiac i to wymuszony przez nia? Ktoraś juz od kilku miesiecy nie miala, niektore od roku.
Nie ma seksu, nie ma zwiazku. Z tego powodu mozna sie rozwiesc bardzo latwo i wykazac wine tego kto wcale nie chce seksu, a ukrywal swoja aseksualnosc (czy inne powody)
Chamowanie swojego popedu seksualnego , do ZERA jest niezdrowe i skutkuje problemami z głową. Niestety.
Stąd takie związki nie mają szans.
Potrzeby seksualne człowieka są tak samo ważne , jak potrzeba snu czy potrzeba bezpieczeństwa.
Dlatego bardzo łatwo mogę to porównywać do bicia.
Jeśli ktoś świadomie, wprowadzając w błąd nie informuje o swoim zerowym libido, albo tym, że jarają go bardziej laski na ekranie to znaczy, ze decyduje za drugą osobę, że ta osoba nie będzie miała normalnego życia seksualnego.
A brak owego prowadzi do nerwicy, depresji a nawet problemów fizycznych.
Nie taktem jest tym biednym kobietom polecanie picia ziółek w takiej sytuacji jak ich egoistyczni, faceci, którzy ich nie kochają nie chcą seksu wcale.
Związek bez seksu, kiedy jedna strona ma potrzeby jest bez sensu i nie jest związkiem.
I nie mówimy tu o seksie raz w tygodniu, bo dla niektorych to wrecz marzenie, zeby on chcial tak czesto.
543 2013-09-19 18:30:35 Ostatnio edytowany przez lasouris (2013-09-19 18:31:03)
Ty masz swoje racje, a ja mam swoje racje. Tylko powtarzam: nikt im nie da gwarancji, że w kolejnym związku będzie lepiej. A bez seksu da się żyć, i nikomu się od tego w głowie nie pomiesza ani nie umrze z braku seksu, bo nie jest to potrzeba taka jak jedzenie, picie czy sen. Da się żyć bez, choć tzw. "seksuolodzy" usilnie wmawiąją ludziom, że nie.
A wyjawił Ci może, czemu się uzależnił od pornografii i masturbacji?
Nie wyjawił czemu, a jedynie tyle, że ma tak od liceum, czyli już jakoś mniej więcej od 12 lat.
lasouris sama sobie krzywde robisz takim myśleniem, lekarz lepiej wie od Ciebie, a i te kobiety wiedzą jak się czują.
Moim zdaniem jesteś kobietą uzależnioną od męża i przez niego omamioną, i Ciebie nigdy nie zrozumiem bo mi się nigdy coś takiego nie zdarzyło.
Zawsze jeszcze można się masturbować, jak już ktoś naprawdę ma duże potrzeby i musi - zamiast zmuszać na siłę partnera do seksu czy terapii.
Jak się temat czyta, to kobiety chcą seksu często i chętnie, nie masturbują się, nie myślą o niczym innym niż seks ze swoim ukochanym. A faceci to źli, bo im się nie chce wiecznie, bo uzależnieni od porno widać są, albo bóg wie czemu nie skaczą na żonę lub dziewczynę jak stonoga na ziemniaki...
Wiadomo,że 90 procent kobiet się masturbowało, praktykuje to często, rynek vibratorów jakoś nigdy nie zamarł... Tak samo często oglądają porno filmy, szukają wszystkiego co by ten facet wskoczył na nią.
Czemu facet nie chce seksu z kobietą?
Bo go nie podnieca, bo na samą myśl o seksie a jak nie da go to wieeelki problem i ma dość tej kobiety. Wieczny stress, bo ona chce i chce, to frustrujące, a przy okazji to znajomość seksu i męskich pragnień leży jak beton na posadzce. Jedyne rzeczy jakie przychodzą do głowy kobietom to - on jest jakiś dziwny, woli porno, co z niego za facet. A prawda jest taka że facet to nie maszyna, to nie vibrator. Kobieta myśli - kupię fajny ciuch, super sexy jak inne mi kobiety radzą, albo kolacja romantyczna i potem seks. Ale to kobiece myślenie i to nie działa na facetów.
Co działa - kompletna zmiana, nawet jak zacznie się śmiać, to coś co on nie widział na żywo, ale to musi być na serio, a nie jakieś żarty. To otwartość na faceta - bo każdego podnieca choćby zrobienie mu lodzika, tylko trzeba umieć, trzeba zrobić to inaczej i nie wiecznie tak samo! Męskie fantazje są przeogromne - poznać je a facetowi zawsze się będzie chciało, gdy zdrowy, nie ma stresów, nie pije.
548 2013-09-20 05:28:13 Ostatnio edytowany przez lasouris (2013-09-20 05:28:36)
Jak się temat czyta, to kobiety chcą seksu często i chętnie, nie masturbują się, nie myślą o niczym innym niż seks ze swoim ukochanym.
No właśnie, to też jest jakaś rada! Żeby nie doprowadzać do stanu wścieklizny macicy, kiedy libido wylewa się już uszami - nie lepiej po prostu samej sobie ulżyć? Tyle jest fajnych wibratorów, to już nie to, co kiedyś; mają fikuśne kształty, kolory, są miłe dla oka i zabawne. Jeśli facet jest fajny i odpowiedzialny na innych polach, potrafi utrzymać rodzinę, to nie ma co robić halo z tego, że ma małe potrzeby seksualne, tylko:
1) wyciszyć swoje libido;
2) realizować je solo.
Bo można trafić znacznie, znacznie gorzej. Mieć seks dwa razy na dzień i dodatkowo raz każdej nocy, a facet może się okazać przy tym np. niewierny.
Remi, świetnie napisane spostrzeżenia z męskiego punktu widzenia.
Kobiety często nie zdają sobie sprawy, że swoimi przebierankami, naciskami, kolacjami są po prostu nachalne i odstręczające dla mężczyzny.
Jagoda, mój też raczej nie przepadal za calowaniem, przynajmniiej nigdy nie zainicowal pocałunku.
A powyższych wpisów to nawet mi się nie chce czytać: od kiedy kobiety się nie masturbują i nie mają fantazji? Chyba tylko wtedy, gdy piją ziółka :-P
550 2013-09-20 08:32:57 Ostatnio edytowany przez Mrs.Ice (2013-09-20 08:39:25)
Jagoda, mój też raczej nie przepadal za calowaniem, przynajmniiej nigdy nie zainicowal pocałunku.
A powyższych wpisów to nawet mi się nie chce czytać: od kiedy kobiety się nie masturbują i nie mają fantazji? Chyba tylko wtedy, gdy piją ziółka :-P
Medith, nigdy nie zrozumiesz drugiej strony medalu. Tak jak jednym się chce, tak innym nie chce się w ogóle. Dla każdej ze stron jest to naturalny stan rzeczy, nie wymagający leczenia . Bo z czego się leczyć? Z chcenia czy z niechcenia? Z niechcenia jeszcze nikt wścieklizny macicy i rozstroju nerwowego nie dostał, bo zwyczajnie obce mu są takie uczucia. Jesli to pojmiesz, będziesz szczęśliwsza. Lasouris zdecydowała się na kompromis, obecny w wielu związkach. Oskarżacie partnerów o egoizm, moim zdaniem ktoś kto za wszelką cenę (czyt. grożąc rozpadem związku) próbuje postawić na swoim wymuszając współżycie jest albo skrajnym egoistą, albo bardzo naiwną osobą. Można zmienić drobne przyzwyczajenia, dietę, sposób ubierania się, ale nie temperament drugiej osoby. Po cholerę kogoś na silę uszczęśliwiać? Skoro, jak tu ktoś napisał wcześniej 'jemu jest tak dobrze, jak jest'? W drugą stronę powinno być podobnie. Ja z siebie trochę więcej, ty dla mnie trochę mniej. Nastawałabym raczej na kompromis w tej sprawie. Większość prawdziwie aseksualnych facetów poczuje się z pewnością mniej zaszczutymi, kiedy powiecie, że chcecie być przytulane i całowane w środku dnia, bez podtekstu pt. zaraz będziesz mnie musiał bzyknąć. Ściemniacze na to nie przystaną.
Medith, poza tym...masz dzieci? Dobrze sypiasz? Wiążesz ledwo koniec z końcem, mając na karku kredyt na 25 lat? Zastanawiasz się nad tym, jak kupić węgiel, naprawić dach, że auto znów szwankuje,a w pracy grozą zwolnieniami? Takie problemy skutecznie zabijają każde libido...
Blokady psychiczne u faceta.... Jeśli dwoje uprawia seks bardzo długo, ale on nie daje jej orgazmów, a ona przy nim nie może sobie łechtaczki dotknąć, to taka frustracja może zabić seks -- on nie chce, bo nie da jej orgazmu, a ona nie chce, bo nie ma satysfakcji. Sytuacji zmienić nie mogą.
Partnerka nie podnieca swojego faceta.... ciągle krótkie włosy, ciągle krótkie pazurki, nigdy się nie opali, nie zrobi makijażu, nosi albo tenisówki, albo spodnie ala-babcia i grzeczne bluzeczki w serek. Potem idzie taki gość i się ogląda w centrum handlowym za wylaszczonymi trzydziestkami. Niestety kobieta powinna wykrzesać z siebie trochę seksualnośći. Tak samo jak facet nie może mieć tłustych włosów, brudnych paznokci, dużego brzucha.
Dotyk, skóra przy skórze... Wielu nie rozumie, że ważny jest dotyk, bycie blisko, skóra przy skórze, bycie razem bardzo blisko. Facet jak widzi babę na plakacie, to by chciał włożyć, orgazm, wyjąć i koniec. Nie fascynuje go głaskanie, całowanie, bycie blisko. I tego się nie da zmienić niestety. Seks staje się niesatysfakcjonujący, ogranicza się do stosunku płciowego, po którym wcale tych dwoje nie czuje się szczęśliwymi.
Różne pozycje, urozmaicenia... Wg mnie to jest jakiś mit, bzdura. Jeśli ktoś lubi tiramisu do kawy, to lubi zawsze. Sensem tiramisu do kawy jest właśnie tiramisu do kawy. Nie trzeba urozmaicać tiramisu, bo ono samo jest najważniejsze. Tak samo z seksem -- jak sprawia radość, to ciągle może być tak samo... możemy mieć kilka fajnych, ulubionych pozycji i czerpać z tego przyjemność całymi latami. Można się pokochać "na żyrandolu", albo "w morzu", ale jeśli tego nie robimy, to nic nie tracimy -- do seksu wystarczy dwoje chętnych
.
Masturbacja jest ważna, bo można w ten sposób wyrównać libido w związku. Kobieta powinna móc się będąc razem z facetem wymasować tak jak lubi -- to takie zabezpieczenie, na wypadek gdyby nie dostała orgazmu przez pieszczoty męża. To gwarancja, że zawsze jest super-zadowolona po seksie. To samo dotyczy facetów, którzy mogą godzinę stosunku, a nie dostają orgazmu.
552 2013-09-20 10:58:51 Ostatnio edytowany przez kathon (2013-09-20 10:59:57)
To taki problem dzisiejszych czasów. Mężczyzna to musi być jak ten robot - znakomity kochanek, mąż, ojciec gromadki dzieci. Najlepiej prezes firmy, od biedy praca dająca środki wystarczające na spokojne życie na poziomie. Zawsze gotowy kiedy trzeba pomóc, kiedy coś się w domu zepsuje. Na każde skinienie kiedy jest płaczliwy dzień, wyrozumiały kiedy zaczyna sie pms. Zgodnie z równouprawnieniem ma sprzątać, stać w kuchni i gotować. A wszyskto to, aby Was drogie Panie uszczęśliwić.
Gdzie w tym miejsce dla nas? Co robicie dla nas? Czym chcecie nas zachęcić do czułości i zbliżenia z wami?
Pisałem o tym parę stron temu.
Strony porno są łatwiejsze, tam dziewczyny nie zrzędzą, nie wymagają, nie szczują się nawzajem na nas na damskich forach.
Agencje pękają w szwach od klientów, dodzwonić się nie można na seks-ogłoszenia.
A wg ostatnich badań zdecydowana większośc klientów, to panowie w związkach.
Nie, nie jesteśmy aseksualni.
Po prostu z Wami, drogie partnerki, nam się po prostu nie chce.
To taki problem dzisiejszych czasów. Mężczyzna to musi być jak ten robot - znakomity kochanek, mąż, ojciec gromadki dzieci. Najlepiej prezes firmy, od biedy praca dająca środki wystarczające na spokojne życie na poziomie. Zawsze gotowy kiedy trzeba pomóc, kiedy coś się w domu zepsuje. Na każde skinienie kiedy jest płaczliwy dzień, wyrozumiały kiedy zaczyna sie pms. Zgodnie z równouprawnieniem ma sprzątać, stać w kuchni i gotować. A wszyskto to, aby Was drogie Panie uszczęśliwić.
Gdzie w tym miejsce dla nas? Co robicie dla nas? Czym chcecie nas zachęcić do czułości i zbliżenia z wami?
Pisałem o tym parę stron temu.
Strony porno są łatwiejsze, tam dziewczyny nie zrzędzą, nie wymagają, nie szczują się nawzajem na nas na damskich forach.
Agencje pękają w szwach od klientów, dodzwonić się nie można na seks-ogłoszenia.
A wg ostatnich badań zdecydowana większośc klientów, to panowie w związkach.
Nie, nie jesteśmy aseksualni.Po prostu z Wami, drogie partnerki, nam się po prostu nie chce.
Kathon, a gdzie przez setki lat były prawa kobiet.Ich szczęście?A myślisz , że nam się w niektórych przypadkach chce.Patrzę na swoich rówieśników i zasadniczo większość jest aseksualna.Starsi panowie z brzuszkami , łysinką , a przede wszystkim bez błysku w oku, znudzeni i totalnie zmęczeni.Często 8 godzinną pracą za biurkiem .
Niestety przeciętna kobieta nie będzie cycatą murzynką, która lubi ostrą jazdę bez grama czułości.
Rozmawiamy o tym, co jest teraz, a nie co było przez setki lat. Myślę, że wtedy żadna z Was nie narzekałaby na brak seksu, bo wtedy kobiety panowie brali sobie jak chcieli i kiedy chcieli. Tak więc omawiajmy może problemy dostosowując je do czasów, w jakich występują, bez odnoszenia się do historii i kamienia łupanego.
Dla mnie Panie w Twoim wieku zasadniczo również są aseksualne. Nie mają błysku w oku, są sterane życiem, sfrustrowane, zrzędliwe i marudzące. A nie mam problemów z libido.
I uwierz mi, zdecydowana większość Panów nie jest zainteresowana cycatą murzynką lubiącą ostrą jazdę bez grama czułości. Takie rzeczy mogą kręcić tylko w porno, nigdy w życiu.
Mężczyźni również potrzebują czułości. Nie tylko ostrego rżnięcia i loda o poranku na dzień dobry przed kawą.
Powinnaś to już wiedzieć.
Do wypowiadajacych się w tu facetów: jestestem zadbaną, bardzo atrakcyjną kobietą przed 30stką, która uwielbia seks, jest otwarta na wszystko, na zmiany, lubi zabawy, dotyk, pocałunki i często rozmawia ze swoim mężczyzną. Akceptowałam niskie libido mojego partnera przez tyle lat, ale w końcu zauważym że on robi to z musu. Przestałam inicjiwać i....nic! Koniec! Niskie libido nie znaczy chyba calkowitego braku ochoty prawda? Skoro on nawet na seksualnego smsa nie odpisywał....
Nie mam dzieci, jestem aktywna i prawie nigdy nie zmęczona. Dlatego nie rozumiem jego zachowania i podejścia.
556 2013-09-20 13:14:16 Ostatnio edytowany przez karolcia_38 (2013-09-20 13:52:20)
taaaa ehh..... a dla mnie seks to świętość i stoi na równi z miłością. wiem powtarzam się (pisałam o tym wielokrotnie). uwielbiam kocham pożądam zatapiam się i między innymi dla niego (seksu) żyję. i właśnie z jego powodu a raczej jego braku opuściłam mojego partnera. były ziółka rozmowy seksuologowie bicie głową w ścianę zaciskanie ud zamykanie oczu zasłanianie uszu nabieranie wody w usta szokoterapia próba zmiany siebie wmawianie sobie "choroby" ojjjjj całe 4 lata cuda wianki. skończyło dramatycznie i wielkim przycupem. i powiem wam że już NIGDY WIĘCEJ. nigdy więcej nie pozwolę na to by oszukiwać samą siebie mamić pierdołami i marnować czas na frustracje. rozmów było setki a finał taki że zbierałam szczękę z podłogi. okazało się że mój facet ma sztab kobiet na telefon i on generalnie woli raz ciach szybko pojęczeć i już. no i oki jak dla mnie może być ale z dala ode mnie. w wieku 38 lat zostałam pierwszy raz w życiu prawdziwie zaspokojona i to na wielu poziomach bo przecież seks zaczyna się w głowie i nie są to jedynie ruchy posuwisto zwrotne. i tak zostało do dziś. i teraz mam dwa życia przed i po. i nadal nadziwić się nie mogłam w jakim złudnym przeświadczeniu i oszustwie żyłam te 38 lat. różnica jest tak kolosalna że wpłynęła znacząco na inne aspekty mojego życia podniosła jakość mojego życia wpłynęła na moją osobowość uspokoiła mnie dzięki czemu wyostrzył mi się obraz rzeczywistości bo nie jojcze nie zaprzątam sobie głowy moją potrzebą. nie będę namawiać bo każdy musi do tego dojrzeć. inni składają ofiary ze swoich przyjemności (tej związanej stricte z seksem czyli wszelakie uniesienia erotyczne orgazmy i całej maści czułości) na ołtarzu małżeństwa/związku inni próbują walczyć i spalają się inni walczą i docierają do miejsc które są już do zaakceptowania dla nich. każdy ma swoją niepowtarzalną drogę. byle nie tracić w tym siebie. no to moje prywatne zdanie poparte doświadczeniem.
pozdrawiam cieplutko karolina
557 2013-09-20 13:32:04 Ostatnio edytowany przez kenobi (2013-09-20 13:32:55)
Do wypowiadajacych się w tu facetów: jestestem zadbaną, bardzo atrakcyjną kobietą przed 30stką, która uwielbia seks, jest otwarta na wszystko, na zmiany, lubi zabawy, dotyk, pocałunki
Super! Powinnaś mieć kogoś, kto Cię adoruje, głaszcze, tuli, mizia, całuje. Wiem -- też tak uważasz, tylko rozwiązania nie ma. Ja też nie znam rozwiązania. Co najwyżej zdradę... albo romans, flirt... chociaż od podniesienia samooceny przyjemności z mężem nie przybędzie.
i często rozmawia ze swoim mężczyzną. Akceptowałam niskie libido mojego partnera przez tyle lat, ale w końcu zauważym że on robi to z musu. Przestałam inicjiwać i....nic! Koniec!
To jakaś plaga... chyba że kobiety dopiero zaczęły o tym głośno mówić.
Karolcia jest odważna i na dobre jej to wyszło. Jak nie ma dzieci i kredytu to chyba jest łatwiej...
558 2013-09-20 13:47:50 Ostatnio edytowany przez karolcia_38 (2013-09-20 13:50:37)
Do wypowiadajacych się w tu facetów: jestestem zadbaną, bardzo atrakcyjną kobietą przed 30stką, która uwielbia seks, jest otwarta na wszystko, na zmiany, lubi zabawy, dotyk, pocałunki
Super! Powinnaś mieć kogoś, kto Cię adoruje, głaszcze, tuli, mizia, całuje. Wiem -- też tak uważasz, tylko rozwiązania nie ma. Ja też nie znam rozwiązania. Co najwyżej zdradę... albo romans, flirt... chociaż od podniesienia samooceny przyjemności z mężem nie przybędzie.
i często rozmawia ze swoim mężczyzną. Akceptowałam niskie libido mojego partnera przez tyle lat, ale w końcu zauważym że on robi to z musu. Przestałam inicjiwać i....nic! Koniec!
To jakaś plaga... chyba że kobiety dopiero zaczęły o tym głośno mówić.
Karolcia jest odważna i na dobre jej to wyszło. Jak nie ma dzieci i kredytu to chyba jest łatwiej...
:-) dwoje dzieci 30 letni kredyt gwoli ścisłości :-D. ale tak zdecydowanie zgadzam się łatwiej duuużo łatwiej bez bagażu i balastu.
Strony porno są łatwiejsze, tam dziewczyny nie zrzędzą, nie wymagają, nie szczują się nawzajem na nas na damskich forach.
Przyznaję rację, chociaż jestem kobietą ;) Sama też przez rok zrzędziłam, trułam, marudziłam, prosiłam, podnosiłam głos etc. etc. Teraz dopiero widzę, jakie to było podłe wobec mojego męża. Jakbyście się Wy, które tutaj piszecie, czuły, gdybyście nie miały ochoty na seks, a Wasi partnerzy wciąż i wciąż wałkowaliby temat, wysyłali do seksuologa, wkurzali się, szykowali dla Was romantyczne kolacje w tak desperacki sposób, że z daleka czuć by było, co tak naprawdę chcą w ten sposób uzyskać? Na pewno opędzałybyście się rękami i nogami od tematu seksu.
Powtórzę jeszcze raz: wszystko zależy od sposobu myślenia, od tego, co ma się w głowie. Jeśli chcecie widzieć tylko to, że związek się rozpada, bo nie ma seksu, to ok, Wasz wybór. Sama przez rok też skupiałam się na takich negatywach i po tym, jak teraz jest mi dobrze w moim małżeństwie, nie chciałabym znowu wracać do tamtych czasów. Wszystko zależy od Waszego podejścia. Jeśli dzień w dzień trujecie swoim partnerom, że znowu nie ma seksu, to nic dziwnego, że faktycznie go nie ma - prawo przyciągania, proste.
Do wypowiadajacych się w tu facetów: jestestem zadbaną, bardzo atrakcyjną kobietą przed 30stką, która uwielbia seks, jest otwarta na wszystko, na zmiany, lubi zabawy, dotyk, pocałunki i często rozmawia ze swoim mężczyzną. Akceptowałam niskie libido mojego partnera przez tyle lat, ale w końcu zauważym że on robi to z musu. Przestałam inicjiwać i....nic! Koniec! Niskie libido nie znaczy chyba calkowitego braku ochoty prawda? Skoro on nawet na seksualnego smsa nie odpisywał....
Nie mam dzieci, jestem aktywna i prawie nigdy nie zmęczona. Dlatego nie rozumiem jego zachowania i podejścia.
No właśnie, co z takimi osobami? Ja mam niecałe 25 lat, dbam o siebie, może nie mam figury modelki ale do nadwagi mi daleko, nie zbrzydłam też znacznie w ciągu ostatnich lat. Lubię seks, to dla mnie mnóstwo przyjemności oraz wyraz miłości między partnerami.
I nie wzięłam sobie żyjącego w celibacie mnicha, którego chciałam nawrócić. Nic na początku nie zapowiadało problemu, jaki między nami powstał. On był chętny nie rzadziej niż ja. I wszystko było tak super, że nawet nie zauważyłam, kiedy całe nasze życie intymne ograniczyło się do wręcz wymuszonych przeze mnie zbliżeń, nie mówiąc już o kompletnym braku zainteresowania czymkolwiek co związane z seksem. Pikantny sms? Brak reakcji, zmiana tematu.
Co do ziółek... może dla kogoś jest to sposób, ale ja sobie tego nie wyobrażam. Nie uważam, żeby moim problemem była wieczna chcica czy nimfomania. Ja po prostu chcę seksu z moim partnerem. Może ja chcę i mogę codziennie, ale wystarczy mi raz na tydzień, tylko, żeby on chciał! Ja też bywam zmęczona albo po prostu chcę się przytulić, ale skoro u niego zanikło wszystko na tak długo?
Nie mamy dzieci, nie mamy kredytów, nie mamy praktycznie większych problemów. Nawet ze sobą nie mieszkamy. Więc co jest...?
Nic na początku nie zapowiadało problemu, jaki między nami powstał. On był chętny nie rzadziej niż ja. I wszystko było tak super, że nawet nie zauważyłam, kiedy całe nasze życie intymne ograniczyło się do wręcz wymuszonych przeze mnie zbliżeń, nie mówiąc już o kompletnym braku zainteresowania czymkolwiek co związane z seksem.
I właśnie dlatego nie jestem za porzucaniem partnera tylko dlatego, że jemu zmalało libido - bo po wejściu w nowy związek niby wszystko będzie super, ekstra seks, najlepszy w życiu, a po paru latach może się skończyć tak, jak wyżej. I co? Kolejny partner i znowu ta sama historia?
Seks jest przereklamowany, jak tak spojrzeć na to trzeźwym okiem, naprawdę nie ma o co robić tyle szumu. Ja cenię sobie teraz bardziej spokój i stabilizację, niż miłosne uniesienia.
Do czasu...
Facet to człowiek. To nie jakiś pies który na widok tej samej od lat cipki będzie biegł z wywieszonym jęzorkiem i lizał jak szalony...
A widzę, że tego się oczekuje. Spory błąd myśleniowy.
564 2013-09-20 18:24:17 Ostatnio edytowany przez NinaLafairy (2013-09-20 18:32:45)
Nikt tego nie oczekuje Remi.
Czego sie oczekuje to to, zeby ktos kto nie chce seksu w zwiazku od razy mowil, ze chce miec zwiazek bez seksu i tyle.
Tak jak ktos nie chce dzieci i mowi z gory.
Dzis zobaczylam sklad tabletek, ktore biore i na skladzie maja to samo co herbatka tu polecana na zmniejszenie Libido. Biore 8 tabletek dziennie i moje libido jest jak bylo.
lasouris , moja babcia byla mezatka przez 60 lat , powiedziala mi , ze nie wiesz co mowisz i, ze jestes zagubiona w sytuacji, 'Picie ziółek do konca zycia?, a po co skoro mozna byc szczesliwym bez ziolek w powaznym zwiazku?' i mowi to kobieta, ktora nie musiala brac niczego zeby miec udany zwiazek.
Ale to niemożliwe stwierdzić od razu czy za parę lat nie odechce się seksu albo libido spadnie, czyż nie?
W wiekszosci takich sytuacji Remi, to jest wina problemow ze zdrowiem fizycznym (testosteron) albo zdrowiem psychicznym (depresja, uzaleznienie od pornografii, zdradzanie , znudzenie partnerka)
A są to problemy, które trzeba leczyć.
Seks jest powodem dla którego powstaliśmy, seks był w naszej naturze przed czymkolwiek innym. Seks jak śmierć dotyczy każdego zwierzęcia i człowieka.
Instynkt do tego, jest praktycznie jak instynkt do posiadania potomstwa. Nie wszyscy go mają, ale nie umniejszajmy znaczenia tego.
Jeśli coś stało się z libido, zawsze można się zbadać, pójść do seksuologa. Można porozmawiać o powodach, a nie wymyślać wymówki z dupy, za przeproszeniem.
567 2013-09-20 20:16:16 Ostatnio edytowany przez lasouris (2013-09-20 20:23:59)
Dzis zobaczylam sklad tabletek, ktore biore i na skladzie maja to samo co herbatka tu polecana na zmniejszenie Libido. Biore 8 tabletek dziennie i moje libido jest jak bylo.
Kwestia nastawienia psychicznego, jeśli Twoje myśli krążą wciąż tylko wokół seksu, seksu i jeszcze raz seksu, to libido szaleje.
moja babcia byla mezatka przez 60 lat , powiedziala mi , ze nie wiesz co mowisz i, ze jestes zagubiona w sytuacji, 'Picie ziółek do konca zycia?, a po co skoro mozna byc szczesliwym bez ziolek w powaznym zwiazku?' i mowi to kobieta, ktora nie musiala brac niczego zeby miec udany zwiazek.
To pogratulować idealnego dobrania, ale nie zawsze można mieć wszystko w związku.
Znudzenia partnerką nie trzeba leczyć, polecam poczytać sobie Psychologię miłości B. Wojciszke. "Na namiętność niewiele da się poradzić ? pojawia się, a potem znika bez naszej woli, a już na pewno pomimo niej. Ze swej natury może ona tylko rosnąć, co jest po prostu niemożliwe(...) Mimo że z zanikiem namiętności niewiele możemy zrobić, to jednak przyjaźń i intymność to coś, o co możemy zadbać."
Walka z zanikiem namiętności to jak walka z wiatrakami.
Nie mamy dzieci, nie mamy kredytów, nie mamy praktycznie większych problemów. Nawet ze sobą nie mieszkamy. Więc co jest...?
To proste. Między wami nic nie ma.
Lasuris, ale my nie wymagamy od naszych parnetrów codziennego seksu, chociaz bysmy chciały, ale jakigokolwiek zainteresowania seksualnego. Czy to znaczy, że facet już do konca życia ma nie zainicjować seksu? Jakaś paranoja.
Czy to znaczy, że facet już do konca życia ma nie zainicjować seksu?
Jak jest w kółko osaczany tym tematem, to nic dziwnego, że nie inicjuje! Już pisałam parę postów wyżej: czy gdybyście to Wy nie miały ochoty na seks, a Wasi partnerzy w kółko truli by Wam na ten temat, wkurzali się, wysyłali do seksuologa - chciałoby Wam się cokolwiek działać w tym temacie? Na 100% mogę w ciemno powiedzieć, że NIE! Miałam tak z jednym z poprzednich partnerów: wciąż chciał się bzykać, widzieliśmy się co 2-3 dzień i zawsze się do mnie dobierał, a na mnie to działało wręcz odpychająco. I cóż z tego, że miał taki gorący temperament, jeśli pracy nie miał, prowadził jakieś szemrane interesy i ciemne sprawki, gniazdka nie potrafił w kuchni naprawić?
Jeśli facet przestanie być wciąż zmuszany, a Wy zajmiecie się sobą (melisa albo wibrator, jak kto woli), to po jakimś czasie zacznie wykazywać inicjatywę. Wyjątek od tej reguły jest taki, że jeśli będzie czuł, że macie nadal żal o brak seksu, chodzicie naburmuszone, złe i sfrustrowane - SEKSU NIE BĘDZIE I NAWET ROK. Facet to świetnie wyczuje, czy Wasze intencje są szczere, czy tylko udajecie i czekacie niecierpliwie, kiedy w końcu będzie SEKS. Jeśli natomiast zajmiecie się autentycznie i z zadowoleniem same sobą, z uśmiechem na twarzy, spróbujecie go zrozumieć, postawić się w jego sytuacji, wtedy na pewno będzie efekt.
Zmiany zawsze zaczyna się od SIEBIE. I WCALE nie chodzi tutaj o sexy koszulki, pończochy, szpilki. Chodzi o zmiany wewnętrzne, a nie zewnętrzne. Desperackie wbijanie się w seksowną bieliznę, gdy towarzyszy jeszcze temu frustracja i przekonanie, że pewnie i tak to nic nie da, daje żałosny efekt, dokładnie taki, jakiego się spodziewacie. Prawo przyciągania.
Amen ;)
choć nie potrafiłabym żyć tak jak lasouris to całkowicie się z nią zgadzam pod jednym względem. czytając wszystkie posty i wasze walenie głowami w mur stwierdzam że nie macie wyjścia z kanarka orła nie zrobicie i to się wam nigdy nie uda więc macie dwa wyjścia "pić ziółka" do końca życia (zakładając że jesteście z tym właśnie partnerem) zmienić siebie ( porada lasouris) lub wreszcie podjąć ta trudną decyzję i ODEJŚĆ dając sobie szanse na poszukanie partnera o zbliżonym temperamencie i podejściu do życia (wszak życie nie składa się jedynie z seksu).
wielokrotnie pisałam w tym temacie próbując wam przekazać jedną rzecz którą dowiedziałam się (dzięki bogu) dopiero w wieku 38 lat. do tej pory prawie WSZYSCY (z naciskiem na tych od których czegoś oczekiwałam czy potrzebowałam) wciąż i wciąż WMAWIALI mi że nie można mieć w życiu WSZYSTKIEGO. w szczególności dotyczyło to powiązania szczęścia w miłości szacunku partnera/rki zrozumieniu drugiego człowieka empatii dopasowania w seksie czy podstawy związku jakim jest dialog i uważność na potrzeby partnera/rki. nie jestem żadną szczęściarą zaryzykowałam jedynie i postanowiłam szukać dalej i mam TO WSZYSTKO. i wcale nie jestem wolna od słabości złych nawyków czy nieporozumień i cierpień w związku. jednak posiadając choć odrobine z każdej z tych rzeczy można stworzyć fajny szczęśliwy związek.
mnie poraża w postach jedna sprawa która według moich standardów dyskwalifikuje związek. nie wyobrażam sobie postawy partnera/rki który zakładając że mnie kocha miłością prawdziwą i dojrzałą informuje mnie o tym że on/ona taki jest nie zamierza nic z tym zrobić i ogólnie radź sobie sam/sama. zwracam wam uwagę że tu nie mam mowy o związku a jest to rodzaj autorytaryzmu gdzie dewaluowane są potrzeby partnera/rki. i nie ma dla mnie żadnych argumentów że jest inaczej. ani kredyt ani dzieci do mnie nie przemawiają za tym że partner/rka ma jakieś specjalne prawo do takiego zachowania. nie ma dialogu nie ma uważności na potrzeby obojga partnerów NIE MA ZWIĄZKU nie ma współzależności współodpowiedzialności. jest za to UKŁAD. i wiele małżeństw (łącznie z moim ex małżeństwem) tkwi właśnie w takich UKŁADACH. oboje małżonkowie minimalizują swoje oczekiwania tłamszą naturalne potrzeby zamrażając cześć siebie by przetrwać w tym układzie. wciąż jak mantrę powtarzając NIE MOŻNA MIEĆ WSZYSTKIEGO. i śnią całe życie ich wnętrze ulega powolnemu spalaniu. ja z obu "układów" z mężem i parterem wychodziłam na zgliszczach siebie samej. nie było mnie były ich racje i ich postawy. ja siebie zakopałam żywcem. to dla przestrogi. a każdy z nas ma wybór. wolny wybór. tak jak pisze lasouris. ona wybrała.
pozdrawiam ciepło karolina
Dobrze powiedziane.
Z tym 'nie zawsze mozna miec wszystko w zwiazku' to jest jak z 'pieniadze nie maja znaczenia' mi tak mowiono, a jednak chciałam się w kasie pławić i kiedy już mam tyle pieniędzy to widzę, że to bzdury co mówią na kiepskie pocieszenie,
Dlatego polecam każdej kobiecie dążyć do posiadania wszystkiego w związku, tak samo jak polecam ludziom dażyć do dużych pieniędzy jeśli na tym im zależy.
Gdybym ja słuchała takich porad, że nie można mieć wszystkiego dziś może byłabym kasjerką w sklepie w małym miasteczku w Polsce.
573 2013-09-21 19:27:50 Ostatnio edytowany przez Medith (2013-09-21 19:29:55)
NinaLafairy, super post, bardzo motywujący :-) Oczywiscie Karolcia też :-)
574 2013-09-22 14:29:49 Ostatnio edytowany przez BialaPietruszka (2013-09-22 14:30:04)
BialaPietruszka[/quote napisał/a:Nie mamy dzieci, nie mamy kredytów, nie mamy praktycznie większych problemów. Nawet ze sobą nie mieszkamy. Więc co jest...?
To proste. Między wami nic nie ma.
Chyba trochę nie zrozumiałaś mojej wypowiedzi, ale ok, dzięki za wyrażenie opinii.
A NinaLafairy dobrze gada, teraz tylko trzeba wcielić to w życie ![]()
575 2013-09-23 19:26:47 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2013-09-23 19:36:30)
NinaLafairy napisał/a:Dzis zobaczylam sklad tabletek, ktore biore i na skladzie maja to samo co herbatka tu polecana na zmniejszenie Libido. Biore 8 tabletek dziennie i moje libido jest jak bylo.
Kwestia nastawienia psychicznego, jeśli Twoje myśli krążą wciąż tylko wokół seksu, seksu i jeszcze raz seksu, to libido szaleje.
NinaLafairy napisał/a:moja babcia byla mezatka przez 60 lat , powiedziala mi , ze nie wiesz co mowisz i, ze jestes zagubiona w sytuacji, 'Picie ziółek do konca zycia?, a po co skoro mozna byc szczesliwym bez ziolek w powaznym zwiazku?' i mowi to kobieta, ktora nie musiala brac niczego zeby miec udany zwiazek.
To pogratulować idealnego dobrania, ale nie zawsze można mieć wszystko w związku.
Znudzenia partnerką nie trzeba leczyć, polecam poczytać sobie Psychologię miłości B. Wojciszke. "Na namiętność niewiele da się poradzić ? pojawia się, a potem znika bez naszej woli, a już na pewno pomimo niej. Ze swej natury może ona tylko rosnąć, co jest po prostu niemożliwe(...) Mimo że z zanikiem namiętności niewiele możemy zrobić, to jednak przyjaźń i intymność to coś, o co możemy zadbać."
Walka z zanikiem namiętności to jak walka z wiatrakami.
Sądzę, że błędnie interpretujesz słowa Wojciszke. Ja też trochę czytałam tę książkę i sądzę, że autor jej miał na myśli, że po prostu namiętność nie jest po czasie taka jak na początku, owszem ochota na seks może spaść, ale właśnie widzę tu większość panów nie podaje żadnego konkretnego powodu i nie chce nic z tym zrobić. Ja robiłabym wszystko, by odbudować seks z partnerem, by był udany, nie oznacza to seksu codziennie, ale po prostu, by nadal była satysfakcja seksualna. Jak ktoś chce, to się po prostu stara.
Co do tego co dalej napisałaś, na pewno jest wiele kobiet, które za bardzo naciskają na seks, nawet, gdy nie ma go dopiero miesiąc z jakichś względów, ale myślę, że tu na forum jest wiele kobiet, które właśnie miały wiele zrozumienia, czekały cierpliwie, ale teraz jeśli seksu nie ma np rok (bo niektóre chyba pisały, że tak jest), to nic dziwnego, że cierpliwość się kończy. Były już wystarczająco cierpliwe. Ja też bym zrozumiała taką niedyspozycję, nie naciskałabym, ale np po roku to już co innego, wtedy na pewno drążyłabym... No bo to bardzo dużo czasu. Nie można tego raczej porównać z sytuacją, gdy Twój partner naciskał na seks co 2-3 dni i nie rozumiał, że możesz nie mieć ochoty. Tu faktycznie nie wykazał się zrozumieniem... bo to normalne, że w takim krótkim odstępie czasu mogłaś nie mieć ochoty.
Ja męża nie mam jeszcze,m ale chłopaka, jesteśmy 4 i pół roku razem, nie mieszkamy ze sobą, ale na szczęście brak ochoty na seks nas nie spotkał, praktycznie kiedy tylko możemy się kochamy
Choć oczywiście zdarza się, że któreś nie ma ochoty, wtedy nie ma naciskania, jest zrozumienie. No ale ogólnie mamy na siebie bardzo dużą ochotę cały czas, choć wiem, to nie ma się nic do małżeństw, które mieszkają razem i są ze sobą np od 10 lat codziennie mają siebie obok, a my nie mamy się codziennie i nie mamy za bardzo jak teraz codziennie się widywać, ale staramy się tak co 2-3 dni się widzieć, choć czasem i bywały okresy, że tydzień czy dwa niestety nie mogliśmy się spotkać. Teraz jest z tym lepiej ![]()
Choć fakt, widziałam tu chyba historie kobiet, których faceci od początku rzadko mieli ochotę, rzadziej od nich, a one miały nadzieję na zmianę.. no cóż, tu nie widzę winy faceta, tylko kobiety, że wchodziła w związek mając świadomość, że jej to nie odpowiada.
Podsumowując, jak pewnie widzicie zgadzam się z karolcią_38, Waszym facetom brakuje przede wszystkim uwagi na Wasze potrzeby. Jeśli komuś naprawdę zależy, to stara coś się z tym zrobić. Samo staranie się to już coś. A tutaj tego brakuje, dlatego czujecie się z tym same. Zawalczcie o siebie! Właśnie.. seks, intymność to też ważne elementy związku, nikt nie mówi, że takie same będą po latach. Owszem, nie będzie już takiej namiętności jak na początku, kochania się w każdej możliwej chwili, ale nadal można cieszyć się udanym życiem seksualnym.
Cała sprawa rozbija się o to, że to my staramy się być w "związku" - tolerować, wybaczać, rozumieć, pic ziółka, a gdzie do jasnej ch.. jest druga strona ? Ona nie powinna tez być w związku? Może tak odrobina uwagi i z drugiej strony? Ja mam rozumieć męża, że on ma niskie libido, że jest zmęczony, przepracowany i co tam w danej chwili wymyśli, a może on postara się zrozumieć mnie. Fajne tłumaczenie, ty się dostosuj, przecież on nie widzi problemu, jemu jest dobrze tak jak jest. O zapewne jest dobrze, kochająca tolerancyjna żona, ciepłe obiadki, domek pełen zrozumienia i miłości, on może się realizować... Tylko dlaczego to ta baba ma dostawać depresji, czuć się nieatrakcyjna, stłamszona, nieszczęśliwa. Związek to dwie osoby i to obydwu ma być razem ze sobą fajnie, obie mają być szczęśliwe. Nie przemawia do mnie tłumaczenie, że można trafić gorzej, ceń to co masz - pij ziółka i się dostosuj. Walcz, walcz o to aby było lepiej, walcz o związek, o to by z kimś być na prawdę a nie dla czyjejkolwiek wygody. Jeżeli ja mam być żoną i przyjaciółką , to obok chcę mieć męża i przyjaciela. Kogoś kto wysłucha, zrozumie i razem ze mną rozwiąże problem- co dwie głowy to nie jedna. Zawsze jest jakieś wyjście z sytuacji i na pewno nie są to ziółka.
Cała sprawa rozbija się o to, że to my staramy się być w "związku" - tolerować, wybaczać, rozumieć, pic ziółka, a gdzie do jasnej ch.. jest druga strona ? Ona nie powinna tez być w związku? Może tak odrobina uwagi i z drugiej strony? Ja mam rozumieć męża, że on ma niskie libido, że jest zmęczony, przepracowany i co tam w danej chwili wymyśli, a może on postara się zrozumieć mnie.
Zajebista sprawa
. W końcu role się odmieniły. Ot, zachciało Wam się równouprawnienia i partnerstwa, to teraz męczcie się tak jak my
.
Bo mnie na ten przykład zmęczyło rozumienie drugiej strony, że ma niskie libido, jest przepracowana, zmęczona, głowa boli, kolanko boli, a w ogóle to najlepiej abym zrobił coś w domu a nie zawracał głowę.
Cóż, macie teraz tak jak my - dla mnie ok.
Skoro mnie tyle razo odmawiano, odmawiać będę i ja
.
Czyżby drogie panie zapomniały już, naczelnej odpowiedzi "bo głowa boli"?
Teraz nas głowa boli.
Tylko dziwne, że to zawsze mężczyzna jest winny - raz, bo ciągle naciska, a Wam się nie chce, drugi raz, jak odmawia, bo Wam się chce.
Zdecydujcie się w końcu czego chcecie.
Mnie nigdy "głowa nie bolała", wręcz przeciwnie byłabym wniebowzięta gdyby mój Szanowny Pan i Władca czasami po prostu spontaniczne zaszedł mnie od tyłu, szarpną za włosy, dał klapsa, nazwał "suką" i bzykał jak mu się podoba. Proponuję żeby próbować nowych rzeczy, spełniać fantazje czy też może podpatrzeć coś z porno skoro tak lubi je oglądać, może to go nakręci ... i co ? i nic, niestety, chyba że spanie pół dnia i oglądanie tv to jakaś nowoczesna forma zaspokajania potrzeb :-) Bo żartem odpowiada " z żona nie wypada takich rzeczy robić" ale tak się składa że sam do świętych w tym temacie nie należy. Może to wina tych cholernych stereotypów - facet myśli tylko o jednym, a babę ciągle boli głowa . przez pojawia się wielkie zdziwienie że w zyciu nie jest tak jak to o tym trabili w tv , gazetach czy durnych pisemkach dla kobiet.
O stereotypach jest właśnie w wątku obok "mam wielkie libido i fantazje - ale on jest letni w łóżku".
Cytuję autorkę wątku: "Jestem w ciąży, 10 l. małżeństwa, od niedawna mam rozbuchane libido - jakiego nigdy wcześniej nie miałam."(...) "Powiedziałam o tym mężowi, łaszę się, kilka razy doszło już do seksu z mojej inicjatywy, ale problemem jest... że on jest jakiś podejrzanie letni. Przyznam że wcześniej miałam raczej rzadko potrzeby, trzeba mnie było namawiać, on dawniej inicjował seks, i był "taki sobie" często z mojej winy, bo ja miałam średnią ochotę i chciałam szybko skończyć".
Nic dodać, nic ująć.
Zajebista sprawa
. W końcu role się odmieniły. Ot, zachciało Wam się równouprawnienia i partnerstwa, to teraz męczcie się tak jak my
.
Bo mnie na ten przykład zmęczyło rozumienie drugiej strony, że ma niskie libido, jest przepracowana, zmęczona, głowa boli, kolanko boli, a w ogóle to najlepiej abym zrobił coś w domu a nie zawracał głowę.
Cóż, macie teraz tak jak my - dla mnie ok.[...].
Lubię to ![]()
Tylko dlaczego to ta baba ma dostawać depresji, czuć się nieatrakcyjna, stłamszona, nieszczęśliwa. Związek to dwie osoby i to obydwu ma być razem ze sobą fajnie, obie mają być szczęśliwe.
A jak wytłumaczysz fakt, że odkąd zmieniłam swoje podejście do seksu i zaczęłam pić tak tutaj wyśmiewane przez wszystkich i traktowane pobłażliwie "ziółka", w moim małżeństwie układa się IDEALNIE, nie ma kłótni, jest dużo przytulania, miłych gestów, są upominki i prezenty z jego strony? Gdy z kolei przez wiele miesięcy dawałam do zrozumienia, że brak seksu to dla mnie problem, była między nami wieczna wojna, kłótnie, krzyki, ciche dni i obrażanie się z jego strony, odsuwanie się od siebie? Dlaczego teraz jest IDEALNIE? Dlaczego teraz w końcu jest mi w tym związku DOBRZE?
582 2013-09-24 20:20:18 Ostatnio edytowany przez truskaweczka19 (2013-09-24 20:21:04)
Mnie nigdy "głowa nie bolała", wręcz przeciwnie byłabym wniebowzięta gdyby mój Szanowny Pan i Władca czasami po prostu spontaniczne zaszedł mnie od tyłu, szarpną za włosy, dał klapsa, nazwał "suką" i bzykał jak mu się podoba. Proponuję żeby próbować nowych rzeczy, spełniać fantazje czy też może podpatrzeć coś z porno skoro tak lubi je oglądać, może to go nakręci ... i co ? i nic, niestety, chyba że spanie pół dnia i oglądanie tv to jakaś nowoczesna forma zaspokajania potrzeb :-) Bo żartem odpowiada " z żona nie wypada takich rzeczy robić" ale tak się składa że sam do świętych w tym temacie nie należy. Może to wina tych cholernych stereotypów - facet myśli tylko o jednym, a babę ciągle boli głowa . przez pojawia się wielkie zdziwienie że w zyciu nie jest tak jak to o tym trabili w tv , gazetach czy durnych pisemkach dla kobiet.
Hehe rozumiem Cię, bo ja też nie należę do kobiet, które "boli głowa" i też mam często ochotę na seks, nie wstydzę się go inicjować (tzn kiedyś trochę się wstydziłam, ale teraz nie). . Twój partner powinien być wzniebowzięty ![]()
truskaweczka19 tak się składa że mój Mężczyzna zamiast być wniebowziętym to niestety, mam nadzieje że chwilowo, stał się aseksualny, co jest absurdalne i strasznie irytujące bo tak na prawdę to on mnie wszystkiego nauczył i pomógł pozbyć się wstydu.. tak więc stworzył potwora czy może uczeń przerósł mistrza i stwierdził nic tu po mnie, tej Pani już podziękujemy ? ;-)
To taki problem dzisiejszych czasów. Mężczyzna to musi być jak ten robot - znakomity kochanek, mąż, ojciec gromadki dzieci. Najlepiej prezes firmy, od biedy praca dająca środki wystarczające na spokojne życie na poziomie. Zawsze gotowy kiedy trzeba pomóc, kiedy coś się w domu zepsuje. Na każde skinienie kiedy jest płaczliwy dzień, wyrozumiały kiedy zaczyna sie pms. Zgodnie z równouprawnieniem ma sprzątać, stać w kuchni i gotować. A wszyskto to, aby Was drogie Panie uszczęśliwić.
Gdzie w tym miejsce dla nas? Co robicie dla nas? Czym chcecie nas zachęcić do czułości i zbliżenia z wami?
Pisałem o tym parę stron temu.
Strony porno są łatwiejsze, tam dziewczyny nie zrzędzą, nie wymagają, nie szczują się nawzajem na nas na damskich forach.
Agencje pękają w szwach od klientów, dodzwonić się nie można na seks-ogłoszenia.
A wg ostatnich badań zdecydowana większośc klientów, to panowie w związkach.
Nie, nie jesteśmy aseksualni.Po prostu z Wami, drogie partnerki, nam się po prostu nie chce.
No i mi się momentalnie przekora włączyła. ![]()
To taki problem dzisiejszych czasów. Kobieta musi być jak ten robot - pornogwiazdą, żoną, matką. Oczywiście pracującą, żeby nadmiernie nie przeciążać swojego mężczyzny. Kiedy w domu coś się zepsuje, powinna naprawić to sama. Swoją emocjonalność powinna schować głęboko i przywdziać uśmiechniętą maskę, w każdy dzień miesiąca, nawet jeśli skurcze nie pozwalają jej myśleć. Bez szemrania powinna sprzątać po swoim małżonku, po powrocie z pracy przygotować dwudaniowy obiad + deser. Wszystko, żeby Panów uszczęśliwić.
I tak dalej.
Zgadza się, strony porno są łatwiejsze. A wibrator nie wymaga prasowania koszuli i nie truje, że mamusia gotowała lepiej.
Zdaje mi się, że instytucja żigolo też nie powstała wczoraj i również znajdują klientki.
Tylko, czy na takich związkach komukolwiek zależy? On i ona radzą sobie na własną rękę, a są ze sobą... właściwie po co? Bo kredyt?
I czy to jeszcze małżeństwo czy rodzeństwo?
Czytam ten wątek nieregularnie. Odniosę się do paru spraw.
Masturbacja jako wyrównywanie libido - ok, ale nie sądzę, żeby się sprawdziła w sytuacji, gdy jedna ze stron całkowicie unika zbliżeń. Na dłuższą metę raczej zafunduje poczucie porażki.
Ziółka - ok, ale jak wyżej. Tak chcesz przeżyć resztę życia?
Ktoś tu pisał również, że sobie odpuścił temat i w małżeństwie zaczęło się układać idealnie. I tu z autopsji - też przeżyłam taki etap. Schowałam biologiczne potrzeby. Żeby było dobrze. Było tak doskonale, że skończyłam z deprechą. Mam nadzieję, że masz silniejszą konstrukcję psychiczną.
ona43 napisał/a:Tylko dlaczego to ta baba ma dostawać depresji, czuć się nieatrakcyjna, stłamszona, nieszczęśliwa. Związek to dwie osoby i to obydwu ma być razem ze sobą fajnie, obie mają być szczęśliwe.
A jak wytłumaczysz fakt, że odkąd zmieniłam swoje podejście do seksu i zaczęłam pić tak tutaj wyśmiewane przez wszystkich i traktowane pobłażliwie "ziółka", w moim małżeństwie układa się IDEALNIE, nie ma kłótni, jest dużo przytulania, miłych gestów, są upominki i prezenty z jego strony? Gdy z kolei przez wiele miesięcy dawałam do zrozumienia, że brak seksu to dla mnie problem, była między nami wieczna wojna, kłótnie, krzyki, ciche dni i obrażanie się z jego strony, odsuwanie się od siebie? Dlaczego teraz jest IDEALNIE? Dlaczego teraz w końcu jest mi w tym związku DOBRZE?
W tym związku nie jest dobrze.Seks jest potrzebny do życia jak woda, jedzenie i sen.Kto twierdzi, że nie jest hipokrytą i okłamuje samego siebie.Brak seksu to problemy zdrowotne i nie tylko te psychiczne, ale i fizyczne.Nie jest chyba tajemnicą, że osoby pozbawione życia intymnego dziwaczeją, zapadają na choroby psychiczne, są sfrustrowane i nieszczęśliwe.
Nie wyobrażam sobie, szlabanu na seks BEZ powodów zdrowotnych, zagrożonej ciąży, totalnego zmęczenia.
Twój związek Lasouris to nie małżeństwo, to kpina .To związek brata i siostry, dwojga heteroseksualnych przyjaciół tej samej płci.Kobieto szykujesz sobie menopauzę w wieku lat 40 i deprechę na maxa. Jeśli się jakąś chorobą psychiczną nie skończy.Upominki i prezenty to kupowanie sobie wolności.
Twój facet wybacz jest poważnie chory i egoistyczny jak diabli.