To straszne jak wiele masz racji. Tak, zawiódł mnie, pomimo moich prób rozmowy, wiecznego proszenia, dopytywania, za każdym razem to lekceważył. A ja głupia myślałam, że skoro przecież tak bardzo mnie kocha, to nie ma co ciągle dręczyć go pretensjami i psuć tak idealny związek.
Żałuję, że tak późno się obudziłam i zignorowałam wcześniejsze sygnały alarmowe.
A kiedy ostatnio wymusiłam rozmowę, podał tylko jako powód "brak warunków". I że oczywiście to się zmieni. No i podobno nie wiedział, że mnie tak to rani.
Nie chcę tego kończyć, nie wyobrażam sobie tego na chwilę obecną, ale powoli dojrzewam do rozstania. Chciałabym tylko dowiedzieć się DLACZEGO, ale z tego co tu czytam szanse są znikome.
Podobne tematy
Jest to bardzo okrutne, ze on obiecuje Tobie, prawdopodobnie wiedzac, ze sie nie zmieni. Dlaczego? Moze jego ego jest wazniejsze od waszej relacji i woli ja poswiecic, sprawic bys byla w wielkiej niewiadomej niz tak naprawde wiedziala co sie dzieje i , ze z jego winy byc moze.
Widzisz, tacy mezczyzni lapia kobiete w zasadzke. Bo tak naprawde, jaka osoba rozstaje sie z powodu seksu?
Kobieta zakochana, dobra jako czlowiek nie bedzie dazyla do rozstania. Taki facet jest mily w kazdej innej kwesti, a przy tym nie ma seksu, trudno sie do czegos przyczepic na pierwszy rzut oka.
I tak siedza kobiety w takich zwiazkach, bo przeciez sa skonfundowane, bo on dobry jest poza seksem.
Chcialabym zauwazyc, ze sam facet naumyslnie wysmiewa wartosc seksu i lekcewazy. Wiec tym bardziej jest sie zmieszanym.
Chodza po glowie pytania 'A moze to ja przesadzam, przeciez jest dobry, to tylko seks'
Moze pomoze taki maly eksperyment.
Zmienmy seks ze spaniem. Wyobrazmy sobie , ze partner jest dobry , ale pozwala nam spac godzine na dobe, bez slowa wyjasnienia. I lekcewazy potrzebe snu.
Takie spanie po czasie, wykancza, doprowadza do zaburzen w psychice.
Tak jak chamowanie potrzeb seksualnych.
Czy wtedy tez ktoras mialaby watpliwosci, ze on nie ma szacunku do waszych uczuc i wcale nie jest dobry?
Cala ta dobroc i unikanie odpowiedzi, a takze nie poinformowanie na poczatku o swoim podejsciu wraz z lekcewazeniem znaczenia seksu w zyciu czlowieka i jego wplywu na psychike sa manipulacja.
I nie jest to manipulacja kogos kto jest wam przyjacielem.
Dziewczyny macie w zupelności rację, ale co z tego gdy tak trudno podjąć decyzję... :-(
Biala pietruszko, dosłownie jak bym czytała siebie, swoje dylematy, bo mój związek oprócz seksu był niemal idealny. I ta perfekcja, cudowne wspomnienia nie pozwalają mi odejść. Wypowiadałam się tu wiele razy, pierwszy raz chyba rok temu. Seksu nadal nie ma. Ja nie inicjuję, bo wiem że wtedy nie odmówiłby mi dla świętego spokoju, ale dlaczego on tego nie zrobi po już chyba stukrotnych naszych rozmowach? Obiecał że pójdziemy do seksuologa, ale nawet nie wiecie jakie to byky obietnice. Naprawdę każdy by uwierzył. I co?
Biała Pietruszko, a w jakiej jesteś sytuacji? Mieszkasz z nim, on jest Ciebie na maksa pewny? Ja też jestem z nim 7,5 roku, bez całe szczęście ślubu i dziecka.
Witam. Czytam Wasze wypowiedzi i pociesza mnie myśl, że nie jestem osamotniona. Tylko czy to pocieszenie? Coraz bardziej utwierdzam sie w przekonaniu, że znajde kochanka. Cóz mozna miec związek bez seksu, mozna miec seks bez zwiazku. Osiem lat szarpaniny juz mnie wykańcza. Próbowałam rozmów, fochów, straszenia- i nic. Nie chcę sie rozwodzic, nie chce go stracic, ale nie chce tez tracic siebie. Lata uciekaja niestety.
No właśnie lata uciekają...Kiedy my sobie to uświadomimy?
Zapomniałam dodać, że kiedyś byłam radosną, towarzyską osobą, charakteruzuja się tym, ze wszystko kojarzyło mi się z seksem. A teraz? Jestem wręcz przeciwiemstwem tamtej osoby. Byłam już na kilku randkach i non stop mam jakieś propozycje. Ale niestety wciąż chyba kocham mojego parntera i boje się, że już nigdy nie odnajdę się w żdnym związku...
Bardzo Wam współczuję dziewczyny. Przechodziłam przez to. Idzie oszaleć. Frustracja i ból nie do opisania.
Nie ma chyba gorszego uczucia.
Mój staż związku jest o wiele krótszy, jesteśmy ze sobą tylko 3 lata. Nie mieszkamy ze sobą, ale planowaliśmy pod koniec jesieni razem zamieszkać. Czy jest mnie pewny? Chyba tak, chociaż jak wspomniałam o rozstaniu reagował wręcz histerycznie, że nie chce mnie stracić itp i kolejne obietnice bez pokrycia. Zastanawiające jest to, że na początku, przez ok rok, było zupełnie inaczej, seks wręcz iskrzył, zaczęło się zmieniać stopniowo, powoli, niepostrzeżenie. Znudzenie? Tak szybko? Dodam, że w naszym życiu nie było rutyny, w łóżku ani w innych sferach. Przez dłuższy czas związku największym problemem było czy pójść wieczorem do kina czy do teatru. Nie było mowy o siedzeniu w kapciach przed tv. Nie mamy płaczących dzieci, nie jesteśmy na nic chorzy, na zewnątrz wyglądamy jak świeżo zakochana para - chodzimy za rękę, całujemy się co jakiś czas, on mnie co chwilę obejmuje. Ja wiem, że to nic takiego, ale chodzi o to, że nie ma między nami w codziennych relacjach chłodu. Problem zaczyna się, gdy po jakimś czasie znowu zaczynam się zastanawiać, czemu seks go w ogóle nie interesuje, czemu spotykamy się jak przyjaciółki czy rodzeństwo. Naprawdę zastanawiam się, co ze mną jest nie tak, skoro było tak dobrze aż tu nagle doszliśmy do takiego stanu, kiedy rozważam rozstanie.
A jakie u was padają odpowiedzi na pytania co się dzieje i dlaczego? Po prostu BO NIE, czy coś więcej?
Kochane, ja się już wypowiadałam wiosną w tym wątku, ale przypomnę się, bo minęło też trochę czasu, a z nim człowiek łapie jeszcze większego dystansu. :-)
Mam za sobą kilkuletni związek, w którym seks był raz na parę miesięcy, i to tylko "wybłagany". Gdy uniosłam się raz dumą i stwierdziłam, że więcej się prosić nie będę, wytrzymałam pół roku, a jemu, ku mojemu zdziwieniu, było to zupełnie na rękę. Choć wiele razy próbowałam z nim o tym rozmawiać (bez wyrzutów, zawsze byłam naprawdę delikatna, bo nawet martwiłam się, że może mu coś dolega?), on nigdy problemu nie dostrzegał i nawet nie starał się zmienić. Przed tym związkiem byłam pewną siebie, towarzyską i radosną kobietą. Parę lat związku bez seksu doprowadził mnie do stanu wraka - jeden wielki chodzący kompleks, nerwica, potem depresja. W porę się ogarnęłam, stwierdziłam, że jeśli dalej tak pójdzie, stracę życie. Mogłabym trwać w tym związku, ale skończyłby się on: a)psychiatrykiem b)rozwodem c)zdradą. Nie muszę chyba wam mówić, że poza tą jedną kwestią nasz związek był idealny. ;-) Dogadywaliśmy się świetnie, uwielbialiśmy spędzać ze sobą czas. Spacery za rączkę, przytulanie, cmokanie - kto na nas spojrzał, był w szoku, że po tylu latach wciąż para zakochańców. A w łóżku zupełna pustka - był dla mnie bardziej kumplem niż partnerem.
Szalenie go kochałam, ale podjęłam decyzję, że w tej sytuacji muszę pokierować się tylko i wyłącznie rozsądkiem. Dla własnego dobra.
Muszę was zasmucić, że niestety rozstanie wydaje się być jedynym wyjściem w tej sytuacji. Ja przez lata próbowałam naprawdę wszystkiego. On nie wykazywał inicjatywy W OGÓLE, a na niemalże każdą moją miał milion wymówek: "jestem śpiący/zmęczony/głodny/przejedzony/nie mam czasu". Na pytanie CO jest nie tak, zawsze mówił, że przecież jest wszystko w porządku, że nie wie zupełnie o co mi chodzi, przecież jest nam tak dobrze.. :-)
Do tej pory walczy o mnie, ale odnoszę wrażenie, że on dalej nie rozumie co było powodem rozstania. Bo obiecuje mi gruszki na wierzbie, ale tematu seksu w ogóle nie porusza. Jego zdaniem żadnego problemu nie było..
Moja rada: walczcie o to tak długo, ile dacie radę - próbujcie rozmawiać, zmienić cokolwiek. Ale gdy uświadomicie sobie, że pewna granica jest przekroczona, że czujecie się źle we własnym ciele, że wpadacie w kompleksy i w tym związku czujecie się cholernie samotne - skończcie to. Lata mijają, a tu się nic już nie zmieni.
Ah .. skąd ja to znam. Czytałam was i czytam dalej. Byłam w związku prawie 5 lata. Mój eks był dobrym i kochanym człowiekiem, ale było jedno "ale". Na początku było super- iskrzyło itp. Potem zaczeły się schody. Mój facet miał problemy w pracy, przestał interesować go seks. Na dobre. Poza tym- nigdy , ale to nigdy nie umiałam go doprowadzić do wytrysku (czy to oralnie czy normalnie , nijak). Nie dało się. On sam siebie- jak najbardziej. Na początku prosiłam, byłam delikatna, rozmawiałam, płakałam, krzyczałam, proponowałam lekarza, bałam się, że może kiedyś będzie problem z zajściem w ciąże przez to. A on kiwał głową, uśmiechał się i mówił, że będzie ok, że to nie moja wina. Ja rozumiem- delikatny temat, ale ile można? Prosiłam prawie dwa lata, w końcu doszło do tego, że jak zaczął się do mnie dobierać to mnie wkurzał i ja nie miałam ochoty. Nie jesteśmy już razem, z innych powodów, a ja do tej pory mam uraz pewnego rodzaju. Lubię i lubiłam seks, ale boję się,że to wszytsko moja wina. (mimo,że wiem, że nie ). Płakałam nocami, szukałam na forach pomocy, a on nic.
W takim problemie trzeba zauważyć, że łatwiej jest osobie odmawiającej seksu, bo przecież osoba potrzebująca go, powinna panować nad swoim popędem i nie można do niczego nikogo zmuszać (mam nadzieję,że rozumiecie ironię tej sytuacji i mojej wypowiedzi). W pewnym momencie zaczełam się bać,że jestem zboczona, niewyżyta itp. A ja po prostu potrzebowałam czułości i bliskości swojego faceta.Wiadomo,że seksu dla seksu też. Ale to wszystko złączyło się w wielką bolącą ranę. Wystarczyła scena seksu w filmie, książce, a ja w ryk. I co z tego, że niby mnie kochał? Najgorsze było kiedy niby zaczynaliśmy uprawiać seks,a ja widziałam w jego oczach, wyrazie twarzy, że się zmusza, że go to nie cieszy. Mam nadzieję,że jeszcze kiedyś będzie mi dane być z kimś kto będzie mnie pożądał i kochał, i nie będę musiała powtarzać tak smutnego scenariusza. On potrzebował seksu może nie tak bardzo rzadko, jak niektórzy tu opisują, ale raz na 1,5 miesiaca -spokojnie. Dla mnie za mało. Stanowczo. Poza tym nawet jak coś inicjował, to było to bez ognia. Wiedział co lubię, ale nigdy nie spróbował. Co ciekawe- już w czasie seksu, było mi super. Dbał o mnie, o to zeby było mi dobrze. Na to nie mogłam narzekać, ale 5letnie narzeczeństwo nie powinno mieć takich problemów. Poza tym ja też chciałam żeby on się cieszył naszymi zbliżeniami i ich chcial.
Żeby płakać na scenach erotycznych to już szczyty... oczywiście też tak mam. Tak jak ktoś wcześniej napisał, pewnie jakbym się postarała, poprosiła i zorganizowała te "Warunki" to by się zgodził. Ale co to za chora sytuacja, żeby ktoś się łaskawie zgadzał?! Czy to nie powinna być radość dla obojga? Na początku chciałam się dowiedzieć, co by chciał, może jakieś zmiany, może jakieś propozycje? Odp była zawsze taka sama: że jest cudownie tak jak jest. No i w ogóle przecież tak nam dobrze razem. Też próbowałam wziąć go na "przeczekanie", nie inicjować, nie rozmawiać, poczekać aż zauważy, że coś jest nie tak. A on z wyraźną ulgą, że już nie marudzę, żył sobie szczęśliwie, snując plany o naszym mieszkaniu.
I to poczucie winy, że jest tak słodko, tak miło, on dobry, zakochany, a ja szukam dziury w całym i niszczę takie piękne uczucie. Muszę jeszcze dodać, że fizycznie było z nim wszystko ok, jak już cudem do czegoś doszło było naprawdę bardzo dobrze. Ale co z tego, skoro nie wywoływało to u niego żadnej chęci do działania?
Kiedyś ciągle gadaliśmy o seksie, rzucaliśmy seksualne aluzje i cieszyliśmy się z każdej chwili razem. Teraz kiedy ja coś powiem na ten temat odpowiada bez najmniejszego zainteresowania, jakby z grzeczności. Straszne to. Nadal walczę, ale już coraz bardziej uświadamiam sobie bezsens tej walki w pojedynkę.
466 2013-09-11 21:26:08 Ostatnio edytowany przez mokoko (2013-09-11 21:27:37)
Ja zawsze się zastanawiałam- jak zdrowy facet, oglądający porno czasem (nigdy nie miałam z tym problemu) - uprzedzam - nie był uzależniony -nie chcę kochać się ze swoją kobietą. Ale czy był zdrowy? Ja już sama nie wiem... Najgorsze było poczucie,że ja go do czegoś zmuszałam. Czułam do siebie wstręt. Łatwiej jest społecznie powiedzieć "Nie wolno kogoś zmusić do seksu" niż "To że ona jest zmuszona do tego by tłumić swoje potrzeby bo ty nie chcesz "bo nie" jest bardzo nie w porządku". Wiadomo- seks nie jest najważaniejszy,ale jednak b. wazny. Pisze o tym szczerze i otwarcie pierwszy raz. Nigdy nie mogłam z nikim o tym pogadać. Frustracja rosła i nadal jest gniew, że zmarnowałam tyle czasu mimo że kochałam.
467 2013-09-11 21:39:22 Ostatnio edytowany przez BialaPietruszka (2013-09-11 21:42:45)
Też czuję, że marnuję czas. Nawet nie zauważyłam, kiedy minął prawie rok, od kiedy nie czuję już od niego najmniejszej chęci. I gryzę się z tym, męczę siebie i jego. Analizuję, zastanawiam się, wymyślam wciąż nowe powody i rozwiązania. Ciągle wierzę, że jeszcze coś się zmieni, ale niby co? Nagle mnie zapragnie? A może będzie się zmuszał dla świętego spokoju? Beznadziejna sytuacja, bo sama nie widzę z niej wyjścia.
No właśnie, czy był zdrowy? Czy oni wszyscy są zdrowi? Jeśli tak, to o co więc chodzi? Jak można skazywać podobno ukochaną osobę na setki domysłów? Już bym wolała, żeby powiedział wprost: nie interesuje mnie seks, możemy się przytulać, nic więcej. Wiedziałabym chociaż na czym stoję. A tak tylko wykręty, wymówki, obietnice, że będzie lepiej. A miesiące mijają i NIC nie jest lepiej.
No własnie - ja czułam się zwodzona, żyłam nadzieją,że jutro będzie lepiej. I nie było. nic a nic. Doszło do takiego dziwnego stanu, że kiedy pod koniec związku on miał dwa razy ochotę na seks (!), a ja mu dwa razy odmówiłam (po prostu wkurzał mnie jego dotyk już ) to potem czułam się winna (?).. jeju. jakie to powalone.
Ja jestem teraz wolna, ale wiem że gdybym z nim była, to pewnie walczyłabym jak tylko długo bym jeszcze uciągnęła (nie rozstaliśmy się z tego powodu). Ale ile mogłabym ciągnąć? No ile?
Dziewczyny, nie ma sensu byc z takimi partnerami. Oni maja problemy (czy z erekcja, czy z seksualnoscia, czy z libido), ktore sami powinni rozwiazac, a nie meczyc druga osobe.
Teraz to wiem, ale jednak ciężko jest powiedzieć tak sobie "poddaje się, nie walczę". Dla mnie to było nie do pomyślenia. Teraz wiem,że bym się umęczyła , mimo ze kochałam. Czasem się tylko zastanawiam dlaczego taak było. Wydawało mi się wręcz,że niektórzy faceci daliby się pokroić za moje libido u ich kobiet. Mam teraz małe opory zeby uwierzyć, że kiedyś ktoś będzie mnie porządał.
Dziewczyny, nie ma sensu byc z takimi partnerami. Oni maja problemy (czy z erekcja, czy z seksualnoscia, czy z libido), ktore sami powinni rozwiazac, a nie meczyc druga osobe.
ciekawe podejście. no tu pokazałeś charakter
Pokazales? Facet, ja dziewczyna jestem.
adlernewman napisał/a:Dziewczyny, nie ma sensu byc z takimi partnerami. Oni maja problemy (czy z erekcja, czy z seksualnoscia, czy z libido), ktore sami powinni rozwiazac, a nie meczyc druga osobe.
ciekawe podejście. no tu pokazałeś charakter
Nikt nie mówi o rzucaniu kogoś bo ma problemy, a o rzucaniu, bo nie chcę ich rozwiązać . I ta zasada tyczy się zarówo sfery seksualnej związku jak i innych
Tylko chyba trudniej przyznać się "odeszłam bo nie było seksu", niż do "odeszłam, bo np. wydzielał mi pieniądze".
Podpisuje sie, Mokoko. Nie zerwalabym, bo mamy klopoty w lozku, ale dlatego, ze moj partner chronicznie nie chce ich rozwiazac->nie szanuje mnie->nie zalezy mu na moim szczesciu-> nie kocha mnie.
Zresztą czytając cały ten wątek widać,że to często partnerzy, którym się odmawia seksu , chcą coś zmienić, próbują rozmawiać, ratować, prosić, stawać na głowie.
Otóż to. Ja nie wymagam od faceta bycia maszyną do seksu. Rozumiem, że może być zmęczony, nie w humorze, chory, smutny czy cokolwiek innego. Jakby miał jakieś problemy, rodzinne, zdrowotne czy każde inne, to bym go wspierała a nie wymagała seksu. Jakby wyjechał na rok to bym nie poleciała go zdradzić, bo "mi się chce". Ale kiedy pozornie wszystko gra, a przez grubo ponad rok spotkania wyglądają jak w przedszkolu, on ignoruje moje obawy, pytania, co chyba coś tu nie gra?
Jak ma jakiś problem medyczny, niech mi powie, zrozumiem, pomogę. Jak mu się nudzi w łóżku - niech coś zaproponuję, zawsze byłam otwarta na nowości. Jak nie może na mnie patrzeć, niech odejdzie, a nie wpędza mnie w obłęd, utrzymując, że wszystko jest super!
Ale samo stawanie na glowie niczego nie zmieni gdy partner jest niechetny. Nie oszukujmy sie, sa mezczyzni z problemami, ktorzy w swoim egoizmie, wola zwodzic kobiete, byle tylko niczego nie zmieniac.
tak wiem jesteś kobietą. to wina podpowiedzi w tel.
Ale jesteś feministką i to widać. podyskutowalbym ale jestem w pracy
Nie wiem, czy okreslilabym sie jako feministka, ale jestem za rownoscia ludzi bez wzgledu na ich plec, orientacje, kolor skory czy sprawnosc. Jestem demokratka ![]()
Otóż to. Ja nie wymagam od faceta bycia maszyną do seksu. Rozumiem, że może być zmęczony, nie w humorze, chory, smutny czy cokolwiek innego. Jakby miał jakieś problemy, rodzinne, zdrowotne czy każde inne, to bym go wspierała a nie wymagała seksu. Jakby wyjechał na rok to bym nie poleciała go zdradzić, bo "mi się chce". Ale kiedy pozornie wszystko gra, a przez grubo ponad rok spotkania wyglądają jak w przedszkolu, on ignoruje moje obawy, pytania, co chyba coś tu nie gra?
Jak ma jakiś problem medyczny, niech mi powie, zrozumiem, pomogę. Jak mu się nudzi w łóżku - niech coś zaproponuję, zawsze byłam otwarta na nowości. Jak nie może na mnie patrzeć, niech odejdzie, a nie wpędza mnie w obłęd, utrzymując, że wszystko jest super!
Nie wierzę, że facet któremu dobrze w łóżku zrezygnuje z seksu z daną kobietą. To strzał w stopę.
Może by poczytać poradniki, podszkolić się...?
Nie wierzę, że facet któremu dobrze w łóżku zrezygnuje z seksu z daną kobietą. To strzał w stopę.
Może by poczytać poradniki, podszkolić się...?
No to my tu prowadzimy debaty na kilkanaście stron, a kolega nam dał odpowiedź ot tak - po prostu jesteśmy kiepskie w łóżku! ![]()
Jakoś w poprzednich moich związkach nikt nigdy nie narzekał, przeciwnie - odkleić się ode mnie nie mogli i mieli ochotę bez względu na porę i miejsce.
Może Tobie, jako "normalnemu" facetowi się to w głowie nie mieści jak można nie mieć ochoty na swoją kobietę, więc rozpatrujesz to pod kątem "co by się musiało dziać, żeby MI się nie chciało". Niestety problem jest bardziej złożony.
Już bardziej by mi pasowało to, że po prostu JA, jako kobieta, go nie pociągałam. Ok, mogę to zrozumieć - może gustuje w innym typie. Tylko po co zawracać wówczas głowę drugiej osobie, planować z nią przyszłość.. Nie w porządku, zdecydowanie. Jak go zapytałam raz czy go nie pociągam, odpowiedział "och kochanie co ty pleciesz, pociągasz mnie najmocniej na świecie", po czym seksu i tak jak nie było, tak nie było. Robienie z kobiety idiotki, ot co. Ja się tak przynajmniej czułam.
to może z innego koszyczka. Wiadomo w męskim gronie w realu inaczej się rozmawia Ale fakt pozostaje faktem. Przynajmniej kilku jest w związku ma dzieci a wolą mężczyzn do seksu, mało tego on żony nie zdradzi z kobietą a z facetem tak. Pozostaje zapytać w jakim celu jest z żoną? dla wygody, obiadu i prania?
BialaPietruszka napisał/a:Otóż to. Ja nie wymagam od faceta bycia maszyną do seksu. Rozumiem, że może być zmęczony, nie w humorze, chory, smutny czy cokolwiek innego. Jakby miał jakieś problemy, rodzinne, zdrowotne czy każde inne, to bym go wspierała a nie wymagała seksu. Jakby wyjechał na rok to bym nie poleciała go zdradzić, bo "mi się chce". Ale kiedy pozornie wszystko gra, a przez grubo ponad rok spotkania wyglądają jak w przedszkolu, on ignoruje moje obawy, pytania, co chyba coś tu nie gra?
Jak ma jakiś problem medyczny, niech mi powie, zrozumiem, pomogę. Jak mu się nudzi w łóżku - niech coś zaproponuję, zawsze byłam otwarta na nowości. Jak nie może na mnie patrzeć, niech odejdzie, a nie wpędza mnie w obłęd, utrzymując, że wszystko jest super!Nie wierzę, że facet któremu dobrze w łóżku zrezygnuje z seksu z daną kobietą. To strzał w stopę.
Może by poczytać poradniki, podszkolić się...?
To uwierz. Albo przestań pisać tak kretyńskie uogólnienia.
Nie masz do czynienia z nastolatkami tylko kobietami, które naprawdę przechodzą dramatyczne chwile. Wątek ma kilkanaście stron i Ty myślisz, że wszystkie są kiepskie w łóżku.
Masakra.
Pisać takie głupoty w tak delikatnym temacie i to na kobiecym forum to naprawdę żenada.
Dla mnie jest to wszystko jakieś takie totalnie nie do ogarnięcia. Bo jak już dochodzi do zbliżenia, to jest naprawdę w porządku-potrafi go ponieść, staje się wulkanem namiętności. Tylko,że ten wulkan wybucha raz na miesiąc, czasem raz na dwa i to z reguły z mojej inicjatywy. Czasem jak próbuję zacząć to potrafi pojechać mi takim tekstem, że po prostu się obrażam, bo czuję jakbym dostała w twarz. Jak się obrażam, to nawet nie rozumie o co mi chodzi. Kiedyś jak rozmawialiśmy (a rozmów było wiele) powiedział, że przecież on "mi nie odmawia". Fakt-łaskę mi robi. Przy tym wszystkim jest między nami tyle czułości, dobrze czujemy się w swoim towarzystwie, mamy tysiące wspólnych spraw. Próbuje nie popaść w kompleksy, dowartościowuje mnie zainteresowanie innych mężczyzn. Trwam w wierności, ale bywają takie dni, że po prostu mam ochotę rzucić się na pierwszego lepszego faceta. Totalna porażka. Ciekawe ile jeszcze dam radę?
Dla mnie jest to wszystko jakieś takie totalnie nie do ogarnięcia. Bo jak już dochodzi do zbliżenia, to jest naprawdę w porządku-potrafi go ponieść, staje się wulkanem namiętności. Tylko,że ten wulkan wybucha raz na miesiąc, czasem raz na dwa i to z reguły z mojej inicjatywy. Czasem jak próbuję zacząć to potrafi pojechać mi takim tekstem, że po prostu się obrażam, bo czuję jakbym dostała w twarz. Jak się obrażam, to nawet nie rozumie o co mi chodzi. Kiedyś jak rozmawialiśmy (a rozmów było wiele) powiedział, że przecież on "mi nie odmawia". Fakt-łaskę mi robi. Przy tym wszystkim jest między nami tyle czułości, dobrze czujemy się w swoim towarzystwie, mamy tysiące wspólnych spraw. Próbuje nie popaść w kompleksy, dowartościowuje mnie zainteresowanie innych mężczyzn. Trwam w wierności, ale bywają takie dni, że po prostu mam ochotę rzucić się na pierwszego lepszego faceta. Totalna porażka. Ciekawe ile jeszcze dam radę?
Tak samo jak u mnie. Jak już do czegoś dochodzi cudem, to jest wspaniale. Nigdy nic mu nie opadło, co ciekawe nawet nie trudno go postawić w stan gotowości. Nie kończy za szybko, nie zauważyłam kompletnie żadnych problemów podczas (wybłaganego) zbliżenia.
Może się nie znam, ale nie wygląda też wtedy na znudzonego czy niezadowolonego. Nigdy go nie krytykowałam w łóżku, nie porównywałam do nikogo, wręcz przeciwnie, zawsze mu powtarzam, jak bardzo jest mi dobrze.
Dlaczego więc nigdy do tego nie dąży? Dlaczego na moje jakiekolwiek starania reaguje uprzejmie, lecz wydaje się się być bardziej zainteresowany prognozą pogody??
Mnie już nic nie dowartościowuje. Czuję się z tym fatalnie o otwarcie mu o tym mówię, na co on coś w stylu: Jak to? Nie czuj się tak! Jesteś przecież.... (miejsce na najbardziej wykwintne komplementy).
Dobre pytanie, ile jeszcze dam radę?
Kochane,
tylko nie dajcie sobie wmówić, iż bliskość zamiast seksu jest ważna, że seks już niekoniecznie.
Że coś z Wami nie tak, że jesteście niewyżyte, zboczone, chore! Że "nic" się nie dzieje, no właśnie - nic, ale to jest PROBLEM.
To wszystko Wasze decyzje, ja po związku z podobnym facetem, wiem jedno "never ever".
Mój mąż ma 39 lat - kipi namiętnością, jego temperament gasi nawet mój, a mam dość spory.
A eks, cóż, potrafił powiedzieć: "kładziesz się znowu smutna bo Cię nie pieprzę". Wy macie nieco gorzej bo partnerzy poza się sprawdzają, mój dodatkowo był chamem.
Cały ten cyrk z przebierankami przeszłam by tylko dostać okruszek ze stołu.
Koszmar.
: "kładziesz się znowu smutna bo Cię nie pieprzę".
O rany...
Cóż za uroczy człowiek!!
Ale to fakt, o wiele łatwiej jest odejść do chama, co innego od dobrego, kochanego chłopaka, który sprawę przedstawia tak, że jasne, bardzo chętnie, gdyby tylko nie czas/miejsce/skrzypiące łóżko/faza księżyca/inne powody mniej lub bardziej wymyślne.
Wtedy zaczynam się zastanawiać, że może rzeczywiście on ma rację i gdyby tylko usunąć te wszystkie przeszkody, wszystko byłoby takie jak powinno. I mam wyrzuty sumienia, że on taki dobry, taki skupiony na mnie, robi dla mnie tak wiele, a ja się złoszczę o coś takiego.
Ehh naiwność.
Tak ja się zachowywałam do tej pory Pietruszko, miałam taki tok myślenia. Jednak po przeczytaniu forum stwierdziłam, że nie tędy droga i zaczęłam wojnę. Bo to nie moja wina,że jemu coś nie "bangla". Chce mieć dobrą i kochającą żonę, chce żebym rozumiała jego potrzeby , to niech on zrozumie moje. Ja idę na kompromis, niech idzie i on. Po każdym jego głupim tekście, że niby ja taka zboczona, po prostu się obrażam. Nie ma rozmów, nie ma śniadanek, nie ma miłej ciepłej domowej atmosfery, a jak pyta co się stało, odpowiadam tak jak on- ale o co chodzi, jaki widzisz problem? Teraz zastanawiam się jeszcze nad ustaleniem grafika seksu. Może ktoś stwierdzi, że to głupie, że powinno być spontanicznie itd., jednak wyczytałam (drążąc temat), ze takie jasne umawianie się na seks działa pobudzająco i motywująco i bywa zbawienne dla długich związków. Poza tym regularny seks powoduje jego większa potrzebę- nie mój wymysł, a jakiegoś badacza.
Zaraz oburzą się panowie, że na siłę się nic nie da, ale ja niczego nie chcę na siłę. Nie musi dojść do pełnego zbliżenia, niech to będą pieszczoty, bliskość, dotyk. Może seks też może z czasem staje się nałogiem?
czy się mylę? to, że on ma większe potrzeby to należy się rozstać?
Remi napisał/a:BialaPietruszka napisał/a:Otóż to. Ja nie wymagam od faceta bycia maszyną do seksu. Rozumiem, że może być zmęczony, nie w humorze, chory, smutny czy cokolwiek innego. Jakby miał jakieś problemy, rodzinne, zdrowotne czy każde inne, to bym go wspierała a nie wymagała seksu. Jakby wyjechał na rok to bym nie poleciała go zdradzić, bo "mi się chce". Ale kiedy pozornie wszystko gra, a przez grubo ponad rok spotkania wyglądają jak w przedszkolu, on ignoruje moje obawy, pytania, co chyba coś tu nie gra?
Jak ma jakiś problem medyczny, niech mi powie, zrozumiem, pomogę. Jak mu się nudzi w łóżku - niech coś zaproponuję, zawsze byłam otwarta na nowości. Jak nie może na mnie patrzeć, niech odejdzie, a nie wpędza mnie w obłęd, utrzymując, że wszystko jest super!Nie wierzę, że facet któremu dobrze w łóżku zrezygnuje z seksu z daną kobietą. To strzał w stopę.
Może by poczytać poradniki, podszkolić się...?Zielony_Domek napisał/a:To uwierz. Albo przestań pisać tak kretyńskie uogólnienia.
Czyli jeśli ktoś ci nie wierzy to jest k..... no no no...
Zielony_Domek napisał/a:Nie masz do czynienia z nastolatkami tylko kobietami, które naprawdę przechodzą dramatyczne chwile. Wątek ma kilkanaście stron i Ty myślisz, że wszystkie są kiepskie w łóżku.
Nie wątpię, że to dramatyczne chwile jak nie można wybranka zagonić do łóżka. Też nie napisałem, że jakakolwiek jest kiepska w łóżku, być może są dobre, ale człowiek całe życie się uczy, a nie tylko składa pobożne życzenia w stylu - jestem otwarta na wszystko...
jak dla mnie takie sytuacje są w niektórych opisach trudne by pojąć zachowania, bo ja jako pocieszyciel przyjął bym każdą kobietę. Śmieszne to ale.........
Ja sama kilka lat temu nie uwierzyłabym, że takie sytuacje istnieją. Nigdy wcześniej nie miałam do czynienia z tego typu mężczyzną, z reguły to mnie ciągnięto do łóżka, na pralkę, podłogę, czy gdzieś tam i faktem jest , że nigdy nie bywałam oporna. Wciąż zastanawia mnie, czy to niski poziom libido, czy jakieś podłoże psychiczne. Jak libido, to może są na to leki?
Chciałabym, żeby była na to cudowna pigułka. Zażywałabym żeby mój mąż nie był nieszczęśliwy.. chociaż raz w miesiącu.
jak dla mnie takie sytuacje są w niektórych opisach trudne by pojąć zachowania, bo ja jako pocieszyciel przyjął bym każdą kobietę. Śmieszne to ale.........
Nawet taką niechlujną, nie dbającą o siebie, mającą zero pomysłów na seks prócz marzeń w głowie? Nawet taką co nie pomyśli, że warto iść pod prysznic, umalować się lub sexy ubrać, bo wszak ona i tak najpiękniejsza?
Przyjąłbyś każdą?
Szczerze w to wątpię.
Faceci szukają podświadomie dobrych w łóżku kobiet, a one się nigdy nie znudzą. Jak to się mówi - mają ikrę ![]()
Brak seksu.Seks raz na miesiąc.Wyrzucanie sobie samej ,że mam zbyt duże potrzeby,że to(czytaj seks) się nie liczy,że jestem egoistką,ze to nie jest aż takie ważne.On zmęczony ,on zestresowany,on sądzi,że jestem wymagająca,on ma bóle w plecach.Nalegam,niezbyt często, nalegam raz w miesiącu - dowiaduje się,że nie byłam dzisiaj dosyć uprzejma,że po kłótni się nie da,że po alkoholu się nie da,że po zakupach sie nie da i po antybiotykach się nie da.Nalegam dalej -agresja.Tym razem nie tylko nie byłam dziś dosyć miła,tym razem mam zbyt wiszące cycki,innym-jestem zbyt szeroka (tak,tam gdzie myślisz)
Mam wtedy 25 lat i schiza.Faceci oglądają się za mną na ulicy,podrywają,adorują.Myślę- jestem chora,to moje fantazje,a nawet jeżeli tak jest, to tylko dlatego,że nie widzieli mnie nagiej,gdyby zobaczyli-uciekli by jeden z drugim, taka jestem brzydka,szeroka,zbyt mokra,nieatrakcyjna,nietaka.
Po 5 latach nie poznaję siebie samej.Mam ddepresję,jestem przerażona najdrobniejszą przeciwnością losu,jestem tak zakompleksiona,że opuszczam wzrok kiedy mężczyzna się do mnie uprzejmie uśmiecha sprzedając mi gazetę czy chleb.
Biore za dużo tabletek nasennych,za dużo piję.
W końcu postanawiam,że mam dosyć,Mówie mężowi-dłużej nie mogę,rozstańmy się,nie chcę Cię zdradzić a zrobię to,bo chciałabym się poczuć kobieta,choć na chwilę kobietą,nie siostrą,nie matką-kobietą.
Przez 2 tygodnie On się stara,jest intymność w weekendy-nie ma najmniejszego problemu ze wzwodem,z utrzymaniem wzwodu,z dojściem.3 cudowne weekendy i konieec bajki.Kolejne miesiące nie mówię już nic,czuję,że nie ma już nic do powiedzenia.
Kilka miesięcy później zdradzam go z zadurzonym we mnie kolegą.Kolega ma na mnie ochote cały czas.Nie pojmuję,bo kolega jest atrakcyjny i widzę masę pięknych kobiet dookoła niego.Myślę sobie-to niemożliwe,to ten chłopak ma coś nie tak z głową.Seksu z mężem nie ma.Nie domagam się seksu,mój mąż wydaję się bardzo zadowolony z tego faktu.
Podejmuje k...ewską decyzję.Chce wiedzieć więcej o sobie w oczach innych,chcę się dowartościować przed podjęciem decyzji o rozstaniu bo...może to wina moja i moich kompleksów?!Wybieram faceta.Kawaler,bardzo przystojny,dobrze sytuowany,wysportowany,sympatyczny, nieco przemądrzały.Jest zainteresowany zanim nawet dam mu jakikolwiek znak.oddycham z ulgą -nie wiem jak podrywać,to wymagałoby jakiś strasznych akrobacji z mojej strony.
Nie czuję nic.Zdradzam.Słucham.Słucham komplementów,słucham zwierzeń.Jego mama ma raka,jego siostra kończy studia,czyta coś po hiszpańsku w oryginale,nie pamiętam co,ale myślę sobie po co mu ja?po co te całe wyjścia do teatru,do restauracji ,do klubów?po co?przecież są takie piękne dziewczyny i wolne i bez doła.Kochanek twierdzi,że mąż mnie nie kocha,albo ma kogoś albo ma poważny problem.
Po kolejnej rozmowie zakończonej kłótnią mówię mężowi,że go zdradzam.Wychodzi.Wraca po kilku godzinach,mówi,ze mnie kocha i przeprasza za całkowite oddalenie.Mówi też,,ze myślał,że za bardzo go kocham,żeby go zdradzić.Myślę k...znowu się przejęzyczył czy właśnie to chciał powiedzieć?
Proszę go po raz pierwszy by poszedł do seksuologa,odmawia.
Postanawiamy zacząć wszystko od nowa.Wracamy do Polski.
Jest coraz gorzej.Nie ma go-pracuje.Zamykam się w sobie,wyrzucam sobie zdrady,myślę,że to było egoistyczne,nie chce więcej nigdy więcej,odmawiam kontaktu z otoczeniem w stopniu większym niż minimum.Siedzę w domu i oglądam tv kiedy go nie ma.Spędzam tak masę wieczorów,Tyję,czuję się jeszcze gorzej.
On wreszcie decyduje się na dziecko.Trzy lata starań, a właściwie to...seks raz na dwa razy w miesiącu,cud,ze zaszłam w ciążę.
Dzieciątko wszystko zmienia-dużo czułości między nami.Tracimy je w 6 miesiącu.
Rok później jestem w ciąży nieplanowanej tym razem.
Radość i strach.
W 4 miesiącu ( na końcu) dowiaduje się że jest uzależniony od porno,gogo barów i prostytutek
A teraz mnie kocha, i nawet dlatego właśnie mi o tym mówi.
Długa historia.Starałam się w telegraficznym wręcz skrócie ją przekazać.
Moje dziecko ma roczek.Jestem z moim mężem pomimo faktu,że go już nie kocham.Planuje się rozwieśc.On jest przeciwny.Twierdzi,że teraz ma mi dług miłości do spłacenia,ojcostwo zmieniło go totalnie itp.
Nie wierzę mu.
Reasumując
Naiwne kobiety widzą wszystko,tylko nie to,że ktoś codziennie powtarzający ''kocham cie,jesteś sensem mojego życia''..z nich kpi.
Nie chce się z tobą kochać?to nie zmęczenie, to oxana,lidja,ula,alexandra,tijana i inne ..
Remi masz rację. Ale aż żal tych proszacych się kobiet o seks.
SoulMusic, świetnie że napisałaś. Może Twój post otworzy nam oczy. Mój partner na pewno na prostytutki nie chodzi, bo nawet nie wychodzi z domu, porno?-w tym przypadku nic nie moge powiedzieć, bo nie przeglądam jego telefonu, z którego często korzysta, natomiast w swoim kompie jeśli już, to kasuje. Ale bardziej pociągają go gry w sieci.
Ja w ogóle zastanawiam się jak Ty funkcjonujesz! Ja tez zdradziłam, było fajnie, ale nadal tkwię w związku bez celu, w którym ciągle slyszę obietnice. Ale nigdy nie zdecydowałabym się na dziecko, bo mimo że on byłby dobrym ojciec, dziecko byłoby doskonałą wymówką na brak seksu i o seksie mogłabym zapomnieć na zawsze.
mam znajomego ktory twierdzi ze jesli uklada sie w sypialni wszystko inne tez bedzie ok i moim zdaniem cos w tym jest, uwazam ze jesli partner nie wykazuje zainteresowania seksem powinien to powiedziec jeszcze przed slubem inaczej to nie fair..takie malzenstwo moim zdaniem nie ma przyszlosci
mam znajomego ktory twierdzi ze jesli uklada sie w sypialni wszystko inne tez bedzie ok i moim zdaniem cos w tym jest, uwazam ze jesli partner nie wykazuje zainteresowania seksem powinien to powiedziec jeszcze przed slubem inaczej to nie fair..takie malzenstwo moim zdaniem nie ma przyszlosci
Tak powinno być, ale ilu młodych ludzi przekonało się na własnej skórze, że olewając tak ważny temat w rozmowie albo licząc że "jakoś to będzie,jakoś się rozkręci" zwichnęło sobie życie? Ci w n-tych związkach już podobno też wiedzą,na co zwracać uwagę .I co? I czasem tak jak ja mogą wdepnąć w gówno po uszy, bo ich partnerowi wydawało się itd itp.
Nie uprawia często z wami seksu bo was zdradza rzadziej jest impotentem bo uprawia seks, tak to jeden z objawów zdrady, faceci to wiedza ale solidarność jąder zabrania o tym wspominać.
501 2013-09-14 18:50:25 Ostatnio edytowany przez Katarzynka82 (2013-09-14 18:56:35)
czy się mylę? to, że on ma większe potrzeby to należy się rozstać?
A jak jest odwrotnie to tak się dzieje facet odchodzi a żona nazywana jest zimną.
PiotrrtoiP napisał/a:jak dla mnie takie sytuacje są w niektórych opisach trudne by pojąć zachowania, bo ja jako pocieszyciel przyjął bym każdą kobietę. Śmieszne to ale.........
Nawet taką niechlujną, nie dbającą o siebie, mającą zero pomysłów na seks prócz marzeń w głowie? Nawet taką co nie pomyśli, że warto iść pod prysznic, umalować się lub sexy ubrać, bo wszak ona i tak najpiękniejsza?
Przyjąłbyś każdą?
Szczerze w to wątpię.Faceci szukają podświadomie dobrych w łóżku kobiet, a one się nigdy nie znudzą. Jak to się mówi - mają ikrę
A ja nie przyjmę faceta co nie goli swoich okolic łonowych i śmierci potem, bądź śmierci mu z gęby.
Remi masz rację. Ale aż żal tych proszacych się kobiet o seks.
Skąd z ta solidarnością jąder, prawda jest taka że winę za brak seksu z mężem dla sądu ponosi kobieta a w odwrotną stronę to nie idzie ba klerchy często głoszą że kobieta nie muszą odczuwać orgazmu.
Taki facet zdradza i tyle stąd ta niechęć do seksu, jeśli przyczyna jest inna niech się leczy.
mam znajomego ktory twierdzi ze jesli uklada sie w sypialni wszystko inne tez bedzie ok i moim zdaniem cos w tym jest, uwazam ze jesli partner nie wykazuje zainteresowania seksem powinien to powiedziec jeszcze przed slubem inaczej to nie fair..takie malzenstwo moim zdaniem nie ma przyszlosci
Dokładnie
Medith mam nadzieję,że ten problem nie dotyczy Twojego faceta,mam szczerą nadzieję,że to jakaś przejściowa niedyspozycja(!?)myślę,że wiesz sama lepiej co i jak.
Z mojego doświadczenia wynika,że pomysły na realizację swoich fantazji seksualnych panowie mają niesamowite.Toaleta z tabletem,telefon w piwnicy,wyjście''na papierosa'' do garażu.Do głowy by mi nie przyszło,że można zadawać sobie tyle trudu by oszukiwać partnera zamiast po prostu się rozstać.
On nie musi chodzić na ''panie'' co tydzień - to raczej stan umysłu.Na codzień wystarczy samozadowalanie się w toalecie myśląc o posturach i ciałach tancerek gogo,o chwilach spędzonych na obserwowaniu tych ''pań'' przy barze,na wspominkach o super sexi miss szesnastolatek widzianej na stronach dla panów.
Trudno opisać 15 lat życia (a właściwie jeden jego aspekt) w kilkunastu zdaniach.
Najczęściej wiemy,że coś jest nie tak,każdy ma intuicję,zagłuszamy ją i zamykamy oczy.Mój niezdarny niewątpliwie post mi samej pomógł-pierwszy raz opisałam ten wycinek życia,wyplułam z siebie z trudem kilka zdań na ten trudny temat.Wiele z nas przeżywa to samo,pojawiają się te same uniki ze strony partnerów,te same argumenty by uniknąć zbliżenia,czasami te same zdania jota w jotę.Gdybym tylko mogła pomóc jakiejś młodej dziewczynie podjąć decyzje o tym,że nie chce kontynuować takiego związku,byłabym szczęśliwa,bo ja zmarnowałam wiele lat sądząc,że jestem z facetem o bardzo niskich potrzebach i bardzo zapracowanym dla dobra rodziny.
Moja śmiała teza,i dlatego piszę w tym wątku, jest taka :aseksualność to bardzo rzadka przypadłość.Najczęściej chodzi o zdradę ,równie często odmowa współżycia wynika z pójścia na łatwiznę-łatwiej się zadowolić samemu.A zadowalać się dzisiaj samemu łatwo-bodźców nie brakuje.Oczywiście jest to skrajny egoizm,człowiek bierze ze związku co chce,resztę olewa.
Katarzynka -bardzo ciekawie i słuszne uwagi.Mężczyźni z zamiłowaniem pielęgnują pewne archaiczne przekonanaia na temat seksualności kobiet by usprawiedliwić swoje''słabości''
katarzynka. nie cytuje Ale przytoczę. napisałaś to samo co ja Ale odwrotnie ze ona zimna. dosłownie to samo. Ale zawsze jest ktoś winny i tego nie rozstrzygniemy bo ktoś opisuje swoją sytuację a ktoś chce doradzić na podstawie własnych doświadczeń i to tylko dyskusja kto ma rację. Można podać przykład dlaczego ktoś nie chce seksu a powodów jest dużo. No i o ile kobieta w złości powie jemu ze ma małego a wcześniej to jej nie przeszkadzało to jemu odechce się seksu. to przykład z wcześniejszej wypowiedzi. i pełno takich przykładów. A jak co do higieny czy czegoś tam to nadstawiam się i możesz mnie golic bo jeżeli druga strona chce tego to należy się zgodzić. To samo z innymi sprawami ale nie koniecznie seks w innych układach bo to wierność partnera i tu musi być zgoda dwóch stron bez nalegania bo to spowoduje upokorzenia i zrobi to bo go lub ją kocha. No co golisz?
SoulMusic, aż mi się płakać chce, gdy to czytam i teraz zastanawia mnie dlaczego mój partner deklarując że kocha mnie najbardziej na świecie, że zrobi wszystko żeby naprawić związek nie chce iść ze mną do seksuologa? Czyżby się bał że wyjdzie na jaw coś o czym nie wiem? Może już mam schizy, ale naprawdę zaczęłam się nad tym zastanawiać....
Cześć Aldona. Bardzo Ci współczuję i rozumiem Cię. Powiedz mi czy wy chcecie mieć dzieci? Czy twoi rodzice i jego rodzice chcą mieć wnuki ? Czy wasza praca zawodowa was satysfakcjonuje. Co jest dla was motorem do życia ? itd...to, że on poszedł z Tobą do lekarza - sexuologa to też dużo, że się przemógł itd....Powiedz mi też czy on miał wcześniej kobiete, z którą współżył ?
Medith mi zajęło wiele lat namówić go na wizytę.W dodatku popełniłam błąd posyłając go tam samego.(Nie chciałam by czuł się skrępowany gdyby miał opowiadać coś o mnie).
Przyszedł zadowolony twierdząc,że problem jest taki,że on nie ma czasu na nic poza pracą i domem.Wyszukał sobie sport i zaczął go uprawiać w weekendy.Tyle się zmieniło po tamtej wizycie. Przyznał mi później,że w ogóle się nie otworzył,trochę pokłamał,trochę pokoloryzował i już.A znaczyłoby to jasno,że już wiedział,że jednak ma problem skoro miał obawy i wymyślił sobie wersje do opowiedzenia.Idź z nim koniecznie.Seksuolog będzie miał jego i twoją wersję,to ważne, w końcu jesteście razem i cała ta terapia ma służyć temu,żebyście razem zostali i by było wam lepiej niż wcześniej.
SoulMusic, ale jak mamy iść na terapię skoro on nie chce? A ja nie chcę go zmuszać bo to bez sensu. Jeśli on nie chce naprawić naszego życia seksualnego to moje zmuszanie go nic nie da. Ten związek chyba naprawdę nie ma sensu, on jest mnie pewien na 100% (mieszkam z nim, w jego mieście, w którym nie znam nikogo, ale mam tu dobrą pracę) i wie, że nie wyniosę się nigdzie w każdej chwili. Nienawidzę więc tego miasta i nawet pracy! A poza tym jesteśmy naprawdę dobrymi, wspierającymi się przyjaciółmi. I co z tego skoro mniej więcej co tydzień powtarzam mu, że pragnę partnera a nie przyjaciela, że związek opiera się też na intymności, a nie tylko przyjaźni. On potrafi mnie jedynie przytulić. Jestem swiadoma tego, że gdybym teraz zainicjowala seks, to by nie odmówił (żeby było dobrze międz nami) i sielanka trwałaby kilka miesięcy. Ale czy faceci nie rozumieją że my także chcemy się czuć pożądane, pragniemy zainteresowania seksualnego z ich strony?
Ja też poważnie rozważam seksuologa, co ciekawe, on powiedział, że by poszedł, jeśli miałoby to nam pomóc, jednocześnie dodając, że obecnie nie widzi potrzeby, bo powody są takie jakie podał. No i koło się zamyka. Ale właśnie, co dałaby taka wizyta, skoro on by upierał się przy swojej wersji?
No właśnie, taka wiziyta chyba niczego by nam nie dała oprócz krotkiej satysfakcji z tego, że się razem tam wybraliśmy.
Kurcze, dziewczyny, od dlugiego czasu śledzę wątki na ten temat, kiedyś na o2 byl naprawdę ciekawy, nawet najciekawsze wypowiedzi zapisywałam sobie i niestety rzadko, wręcz nigdy (jakieś 3%) nie doszlo do poprawy. A jeśli doszlo to wtedy kiedy kobieta olała sobie wszystko, zaczęła bj dbać o siebie, to znaczy o swoje potrzeby, zaczęła wychodzić częsciej lub zdradzać, wtedy facet czuł się zagrożony i zaczął się starac. W moim przypadku to nie zadziałalo.
Ja teraz postanowiłam już nie odpuszczać, oznajmiłam, że albo coś z tym robimy, albo się pożegnamy. Nie widzieliśmy się już dość długo, on się tłumaczy, obiecuje, czyli to co zawsze. Poczekam. Tylko mam dziwne przeczucie, że nawet jeśli coś się poprawi to na kilka tygodni, a potem wróci to, co jest teraz. Ale nadal cicho wierzę i czekam.
To ja tak czekam ponad rok, czyli 1.5 bez seksu. Nieźle nie?
Ja bardzo długo borykałam się z problemem braku seksu w związku i brakiem chęci ze strony mojego męża. Stale chodziłam "naładowana" i wściekła z tego powodu. Mi pomogła zwykła herbata z apteki za parę złotych, w skład której wchodzą szyszki chmielu, melisa, rumianek i jeszcze parę innych ziół. Te trzy przede wszystkim działają hamująco na libido, poza tym człowiek się uspokaja, ma lepsze i pogodniejsze nastawienie do życia. Tak jak dotąd codziennie musiałam sama "robić sobie dobrze" (czasem 2-3 razy), tak teraz nie robię tego tydzień-dwa, kompletnie nie mam potrzeby. Nie ubolewam z tego powodu, wyciszyłam się, uspokoiłam, z mężem też dogadujemy się znacznie, znacznie lepiej - zmiana o 180 stopni. Nie kłóciliśmy się od 3 tygodni! Wystarczy mi teraz przysłowiowe buzi w polik i spać. A jak on chce się kochać raz na dwa tygodnie, ja wręcz nie mam zbytniej ochoty. I tak jest mi lepiej, niż parę miesięcy temu - z awanturami, krzykami, płaczem i depresją.
Biała Pietruszka - to chyba najlepsza metoda.Czytałam bardzo wiele na ten temat,także wyznania facetów.Niektórzy się zmieniają,ale do tego potrzebują elektroszoku.O dziwo to nie sama zdrada partnerki będzie decydującym czynnikiem a możliwość utraty ukochanej i rodziny.
Niektórzy zmieniają się po fakcie,wtedy dopiero podejmują leczenie i mają ochotę na zrozumienie samych siebie i problemu w związku.
Tak gadać to można latami,same widzicie,że nic się nie zmienia pomimo obietnic.
Nie chcą dostrzec problemu albo bagatelizują go.Dlaczego?
Medith jakiego argumentu twój facet używa,żeby na terapię nie iść?Twierdzi,że wszystko gra?
Też dodam, że jak faceci mają laskę na boku, często się masturbują, dużo piją alkoholu, albo im własna kobieta obrzydła to im się seksu nie chce.
Pozostaje zagonić do fizycznej roboty, bo nic tak jak praca nie dodaje facetom testosteronu. I pilnować by się w łazience nie masturbowali albo nie pili z nudów co 2 dzień.
Remi. czy aż tak to nie wiem. może na własnym przykładzie to mówisz. Szanowne Panie. Sporo piszę z facetami na te tematy i piszą o swoich potrzebach i zboczeniach jeżeli można tak nazwać ich niektóre zachowania. Może o ile chcecie by Wasz partner coś chciał powiedzieć wyzalic się a może coś podpowiem to czekam za wiadomością. Nie jestem psychologiem ani seksuologiem Może on potrzebuje zwykłej męskiej rozmowy?
516 2013-09-15 20:28:19 Ostatnio edytowany przez P&P (2013-09-15 20:29:20)
Ktoś tu napisał, że osób aseksualnych jest zaledwie (albo i aż) 1%. Patrząc jednak po wpisach tutaj, to powinna być plaga albo nowa choroba cywilizacyjna. Myślę, że w większości przypadków, za unikaniem seksu stoi pornografia, zdrady, znudzenie, alkohol i tym podobne. Tylko niekoniecznie facet/kobieta się tym chwali. Większość osób być może po prostu nie zdaje sobie z tego sprawy, bo mąż jest taki kochany/ inne sfery naszego życia są udane.
Myślę, że to pojęcie jest bardzo naginane.
o ile ktoś mnie czytał gdzieś powyżej i w podobnych tematach ten wie o czym piszę. Czytajcie uważnie. Wasze zachowanie jest bardzo częstym ich problemem seksualnym. A nie jesteście świadome ilu małżonków chce Was oddać innemu facetowi do seksu. Niektórzy z braku odwagi na rozmowę i propozycję trójkąta ubijając żonę oddaje ją innemu a on się przygląda. inni mają jakieś środki usypiajace. Mąż ma małego i żona mu nie daje bo nie czuje przyjemności i są w związku i jej warunek on musi godzić się na tego trzeciego z większym a on nawet nie jest przy tym. Tak więc jest różnie. Co mam dodać.
Nie rozumiem, czemu nikt się nie odniósł do mojego posta. To nie jest żadna reklama, nazwy nie podałam. Idziecie do apteki i prosicie o herbatę na uspokojenie, która w składzie ma przede wszystkim melisę, rumianek i szyszki chmielu. Wszystkie próbujemy - ja też taka byłam jeszcze parę miesięcy temu - dopasować naszych mężczyzn do naszych potrzeb, jedyne rozwiązanie, jakie widzimy to to, żeby jemu podnieść libido.
A może warto spróbować w drugą stronę? Obniżyć swoje?
Dawno nie było tak dobrze w moim małżeństwie, a był taki czas, że wszystko wisiało praktycznie na włosku i wręcz była mowa o rozwodzie.
Tak więc: marsz do apteki, do tego trochę samoświadomości i technik uspokajających i chcica zniknie ![]()
Kiedy kochałam się z moim mężem dwa dni temu, po 2 tygodniach przerwy, nawet nie miałam na to specjalnej ochoty. Owszem, było miło, chociaż nie doszłam, i potem nie byłam tym faktem w ogóle sfrustrowana.
o ile ktoś mnie czytał gdzieś powyżej i w podobnych tematach ten wie o czym piszę. Czytajcie uważnie. Wasze zachowanie jest bardzo częstym ich problemem seksualnym. A nie jesteście świadome ilu małżonków chce Was oddać innemu facetowi do seksu. Niektórzy z braku odwagi na rozmowę i propozycję trójkąta ubijając żonę oddaje ją innemu a on się przygląda. inni mają jakieś środki usypiajace. Mąż ma małego i żona mu nie daje bo nie czuje przyjemności i są w związku i jej warunek on musi godzić się na tego trzeciego z większym a on nawet nie jest przy tym. Tak więc jest różnie. Co mam dodać.
P jak projekcja. To bije z Twojego postu. Bardzo mi przykro ![]()
Projekcja??????
to co napisałem to od panów z którymi pisałem. a z mojego podwórka no z bloku piętro wyżej kobieta tłucze faceta wzywa policję gdy wypije nawet spał na trawniku bo nie wypuściła go do domu ale sama się puszcza z innymi. no i parę pań z bloku to robi jawnie sprowadzając facetów . Sami znacie takie przypadki. Aseksualnosc panów czy pań? a czy obniżać własne libido? kto jak woli. np ja padlem ofiarą obnizonego libido drugiej strony a ten środek nazywa się jej pracocholizmem. Dalej nie komentuje tego wątku.