netkobietyWszystkie działy
Seks, seksualność, psychologia

Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

1 523 odpowiedzi414 926 wyświetleńzałożony przez Aldona27, 13.05.2010

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » SEKS, SEKSUALNOŚĆ, PSYCHOLOGIA » Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

Strony Poprzednia 1 … 5 6 7 8 9 … 24 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 391 do 455 z 1 524 ]

391

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.
karolcia_38 napisał/a:

bo dla mnie seks to chyba najcudowniejsza forma bliskości z drugim człowiekiem.

Święte słowa - szkoda, że tak często ludzie nie potrafią tego pojąć właśnie w ten sposób. Kiedyś będąc młodym facetem, jak słyszałem o kwiatach, romantycznych wieczorach i tych innych pierdołach odbierałem to jako babskie wymysły. Czego one chcą????? Czy to nie można się pomiziać, pocałować, bzyknąć i ogólnie jest sympatycznie. Zrozumiałem to trochę później - tu nie chodzi o jakieś romantyczne pierdoły, tu chodzi o dopełnienie całości. O wzbogacenia naszej więzi o coś więcej niż tylko mechaniczne zaspokojenie własnego napięcia seksualnego. Seks jest ważny i to bardzo.... to właśnie za jego pośrednoctwem dopełniamy więź pomiędzy parą. Jako element składowy jest tak istotny, że bez niego będzie bardzo ciężko, a jak widać czasami się nie da.

Najcudowniejsza forma bliskości z drugim człowiekiem...... najcudowniejsza forma sprawienia przyjemności drugiej osobie, która przez moment poczuje się jak w niebie - siedząc z rozdziawioną gębą przed telewizorem przez pół godziny... wink smile która pomyśli, że chciałaby obdarować tym samym swojego partnera. Wtedy człowiek ma powód by żyć, siłę by przenosić góry i kochać wszystko co na to zasługuje - po prostu jest szczęśliwy.

Niestety problem w tym, że nie wszyscy preferują taką formę dążenia do osiągnięcia szczęścia. Dla nich seks to dodatek do czegoś tam. Szkoda, że nie potrafią tego oznajmić na początku znajomości, człowiek nie brnąłby w związek, który skazany jest na wieczną walkę o to, czego potrzebuje jego ciało i umysł. Potem zamiast przyjemności tylko łzy, frustracja, złość i stracone lata na uczuciowej wegetacji....

392

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

Witajcie,
jestem facetem, ponad rok po ślubie, 10 lat w związku z żoną, córeczka nam się urodziła niedawno. Swój "problem" opisywałem już na tym forum ( http://www.netkobiety.pl/t56591.html ). Powiem szczerze, że nigdy nie myślałem, że moja sytuacja może mieć miejsce w drugą stronę (że faceci nie chcą się kochać ze swoimi kobietami).  Dla mnie rzecz niezrozumiała, grotestkowa wręcz. My z żoną mamy ewidentnie różne temperamenty, poza tym nasze małżeństwo jest niemal idealne. Dogadujemy się świetnie, uzupełniamy jako para, ale w łóżku jest marnie. I bardzo wpływa to na moje samopoczucie, na postrzeganie samego siebie. Przychodzą najgorsze, najbardziej kosmate myśli do głowy (włącznie ze zdradą niestety). Dopiero teraz uzmysławiam się jak ważne jest dopasowanie seksualne.

393

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.
maniek212 napisał/a:
karolcia_38 napisał/a:

bo dla mnie seks to chyba najcudowniejsza forma bliskości z drugim człowiekiem.

Święte słowa - szkoda, że tak często ludzie nie potrafią tego pojąć właśnie w ten sposób. Kiedyś będąc młodym facetem, jak słyszałem o kwiatach, romantycznych wieczorach i tych innych pierdołach odbierałem to jako babskie wymysły. Czego one chcą????? Czy to nie można się pomiziać, pocałować, bzyknąć i ogólnie jest sympatycznie. Zrozumiałem to trochę później - tu nie chodzi o jakieś romantyczne pierdoły, tu chodzi o dopełnienie całości. O wzbogacenia naszej więzi o coś więcej niż tylko mechaniczne zaspokojenie własnego napięcia seksualnego. Seks jest ważny i to bardzo.... to właśnie za jego pośrednoctwem dopełniamy więź pomiędzy parą. Jako element składowy jest tak istotny, że bez niego będzie bardzo ciężko, a jak widać czasami się nie da.

Najcudowniejsza forma bliskości z drugim człowiekiem...... najcudowniejsza forma sprawienia przyjemności drugiej osobie, która przez moment poczuje się jak w niebie - siedząc z rozdziawioną gębą przed telewizorem przez pół godziny... wink smile która pomyśli, że chciałaby obdarować tym samym swojego partnera. Wtedy człowiek ma powód by żyć, siłę by przenosić góry i kochać wszystko co na to zasługuje - po prostu jest szczęśliwy.

Niestety problem w tym, że nie wszyscy preferują taką formę dążenia do osiągnięcia szczęścia. Dla nich seks to dodatek do czegoś tam. Szkoda, że nie potrafią tego oznajmić na początku znajomości, człowiek nie brnąłby w związek, który skazany jest na wieczną walkę o to, czego potrzebuje jego ciało i umysł. Potem zamiast przyjemności tylko łzy, frustracja, złość i stracone lata na uczuciowej wegetacji....

wiesz co ja ogólnie wyznaję trochę taką filozofię że ludzie którzy nie lubią seksu stronią od bliskości z drugim człowiekiem mają "jakiś problem" ze sobą. oczywiście dopuszczam do siebie istnienie istot które w swej naturze już są "zamknięte" na owa bliskość i jest to jak najbardziej normalne. niemniej gdzieś tam moja intuicja podpowiada mi że dojrzała głęboka miłość nierozerwalnie jest związana z pragnieniem bliskości drugiej osoby. poza tym gdy się drugiego człowieka kocha to właśnie samo sprawianie przyjemności bywa bardziej zaspokajające niż to że jest się samemu zaspokajanym. no u nas w związku to tak działa. niekiedy obie walczymy ze sobą by móc sprawić drugiej stronie przyjemność niczego więcej nie oczekując i by zobaczyć zadowolenie i szczęście na twarzy ukochanej.

394 Ostatnio edytowany przez Medith (2013-07-26 15:10:08)

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

Karolcia - czytam i czytam i jeszcze raz czytam Twoje wypowiedzi z uśmiechem na ustach. Dziękuję że jesteś :-) i cieszę się, że Ci się udało :-)  Śledząc różne fora dochodzę do wniosku, że udało się tylko tym kobietom, które się rozstały.

Lilka - on ma 40 lat, kochaliśmy się bardzo, byłam najszczęśliwszą zakochaną, ale seks zawsze był słaby, tzn jego podejście i to ja w 99% inicjowałam, nigdy żadnego spontanu. Fakt, prawie nigdy mi nie odmawiał, ale ja nigdy też nie czułam seksualnego zainteresowania z jego strony. Teraz mnie zapewnia o swojej miłości, że niby wszystko przemyślał itp, ale w jaki sposób nagle poczuje ochotna seks? Przecież to normalne, że będzie musiał się zmuszac, skoro nie odczuwał naturalnej potrzeby?

Gamble - przeczytałam posty w temacie jaki załozyłeś. Niestety witaj w naszym klubie :-(  Różnica temperamentów i chyba nic już z tym nie zrobimy. Sama własnie zaczęłam wątpić, że jakikolwiek seksuolg coś naprawi. I chyba tak jak pisze Karolcia marnujemy swoje życie.

395 Ostatnio edytowany przez karolcia_38 (2013-07-26 15:50:55)

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.
Medith napisał/a:

Karolcia - czytam i czytam i jeszcze raz czytam Twoje wypowiedzi z uśmiechem na ustach. Dziękuję że jesteś :-) i cieszę się, że Ci się udało :-)  Śledząc różne fora dochodzę do wniosku, że udało się tylko tym kobietom, które się rozstały.

Lilka - on ma 40 lat, kochaliśmy się bardzo, byłam najszczęśliwszą zakochaną, ale seks zawsze był słaby, tzn jego podejście i to ja w 99% inicjowałam, nigdy żadnego spontanu. Fakt, prawie nigdy mi nie odmawiał, ale ja nigdy też nie czułam seksualnego zainteresowania z jego strony. Teraz mnie zapewnia o swojej miłości, że niby wszystko przemyślał itp, ale w jaki sposób nagle poczuje ochotna seks? Przecież to normalne, że będzie musiał się zmuszac, skoro nie odczuwał naturalnej potrzeby?

Gamble - przeczytałam posty w temacie jaki załozyłeś. Niestety witaj w naszym klubie :-(  Różnica temperamentów i chyba nic już z tym nie zrobimy. Sama własnie zaczęłam wątpić, że jakikolwiek seksuolg coś naprawi. I chyba tak jak pisze Karolcia marnujemy swoje życie.

Medith :-*

pamiętam jak ci kibicowałam tak mi jakoś zależało byś zrozumiała że nie warto poświęcać swojego życia na ołtarzu "w imię celów wyższych". ja funkcjonowałam bardzo podobnie do wielu z was. i czysty przypadek sprawił że pomroczność jasna opuściła moje zwoje mózgowe. w sumie po raz kolejny powinnam podziękować mojemu byłemu parterowi że dopuścił się czynów haniebnych i spowodował moją wściekłość i furię która rozerwała mi pęta jakimi sama siebie przywiązałam do jego osoby. zaprawdę powiadam wam że nie zmieni się nic ani żaden diabeł nie opęta waszych parterów i partnerki. seksuolog to nie szaman czarów nie odprawi. będziecie więdnąć co poniektórzy ulegną samospaleniu. wszystko zależy od preferencji osobowościowych. w łagodnym stanie może wylądujecie w białym kaftanie z prochami w dłoni. no ja o mało nie stałam się alkoholiczką. zastanówcie się czy warto. dziś już czas mnie goni ale w tym temacie ja już "zęby zjadłam" i chętnie podzielę się moimi doświadczeniami i zdobytą wiedzą podczas wydeptywanych ścieżek do seksuologów z pytaniem "co ze mną nie tak?".

pozdrawiam wszystkich cieplutko :-D

396

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

Hmmm...na pewno nie ma temperamentu skoro nie ma ochoty na sex,to pewne..Bo nawet jak lubi sam sie zadowalac to znaczy ze potrzebe ma i skozysta z kazdej okazji.Mysle ze to po prostu zmeczenie i jakis stres lub jakis kompleks.

397 Ostatnio edytowany przez Aerith (2013-07-26 23:00:42)

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

Witajcie!
Czytam, czytam te wszystkie historie i powiem szczerze, jestem załamana. Przeglądam internet i natrafiłam już na masę haseł "nie pociągam mojego faceta", przeczytałam wiele historii i... żadna z nich nie skończyła się jak w bajce sad Miłość nie zwyciężyła i albo para się rozstała, albo męczy się ze sobą dalej.
Piszę to, ponieważ jestem w podobnej sytuacji. Jestem ze swoim chłopakiem w związku już od 7,5 roku, a on nie bardzo wykazuje zainteresowanie seksem...
Ja zawsze miałam ognisty temperament, on był spokojny, łagodny. Nigdy nie ukrywałam swoich potrzeb i preferencji, ale on to raczej chyba traktował jak moje "gadanie" i fanaberię. Przez te 7,5 roku, jak ze sobą jesteśmy, spaliśmy ze sobą może 10-12 (?) razy. Oprócz tego dochodziły zabawy oralne, ale raczej to on mi zawsze dogadzał (bo ja zazwyczaj się "przymilałam"), on generalnie nie miał potrzeb na zaspokajanie w ten sposób. Raz na ruski rok i dziękuję.
On chyba nie bierze na poważnie moich potrzeb oraz tego, jak wielki dramat przez to przeżywam. Czuję się paskudna, jak cegła, szary pustak, kompletnie nieatrakcyjna. Jakbym była w związku z własnym bratem! Brakuje mi czułości, bliskości, pieszczot, tej magicznej więzi, która wytwarza się między kochankami... Ostatnio zapytał ?To naprawdę aż takie ważne dla ciebie?!? ;(
On mówi, że to wszystko przez to, że nie mieszkamy razem, "nie mamy  warunków" (nienawidzę już tego zwrotu), ale gdy tylko nadarzy się jakaś okazja i jesteśmy sami, to jeśli ja nie zainicjuję jakiejś bliskości, to on nie robi nic... Jestem załamana, czuję się upokorzona. Często się kłócimy, a wszystko zazwyczaj kończy się i zaczyna na jednym: na seksie, a raczej jego braku i na tym, że chodzę jak odbezpieczony granat. Mam ciągłe napady histerii i chyba jestem o krok od depresji, o ile już jej nie mam.
Sprawy nie ułatwia fakt, (jakże to szablonowe) że poza tym jest on bardzo uczciwym, dobrym facetem.
Teraz w ogóle większość czasu spędza ze swoim dobrym kolegą i ja tak sobie myślę, że do niczego mu już nie jestem potrzebna. W sumie to i mieszkanie z mamą mu wystarczy, bo skoro nie ma potrzeb seksualnych, to mama zaspokoi wszelkie pozostałe (gotowanie, sprzątanie itp.).
W sumie, to jeszcze bardziej mnie dobiło, jak przeczytałam to co napisałam. To nie tak, że ja jestem święta... Mam straszne problemy ze schizem ciążowym, ale ilekroć mówię, byśmy to jakoś załatwili, to jest oczywiście "tak, tak", a potem sama rób co chcesz. Sam nie zabierze głosu w sprawie skutecznej antykoncepcji. Teraz nawet okazało się, że nie mogę pigułek brać. Ja się załamałam, ale jemu to jest chyba na rękę, bo wizja konieczności współżycia jeszcze bardziej oddaliła się w przyszłości.

Stwierdziłam w końcu, że skoro on nie chce, to ja musze tak zrobić, by też nie chcieć. Nie wiem, może sa jakieś leki czy coś innego na obniżenie libido... Cokolwiek... Jakaś terapia... Inaczej zwariuję ;(

Przepraszam, że to wszystko napisałam, ale jestem zrozpaczona i musiałam się wygadać sad Czuję się strasznie samotna i zdołowana. Nikomu na tym świecie chyba już nie jestem do niczego potrzebna sad

398

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

http://blog.onet.pl/42310,1,archiwum_goracy.html

Dobry artykuł. Jednym słowem jesteśmy w beznadziejnej sytuacji....:-\

399

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

Nie ma takiej rzeczy na świecie- ani terapii, ani tabletki, która po połknięciu sprawi, że zmienisz swoją naturę. A naturalną sprawą dla każdego człowieka jest potrzeba czułości i bliskości, tej fizycznej również. Wiele się naczytałam o aseksualności, wydaję mi się, że jeśli to naprawdę aseksualność, nie da się nauczyć "chcieć".

400

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

Medith, na prawdę dobry artykuł. Dobrze by było, gdyby któryś z naszych partnerów (partnerek) na niego trafił  i przeczytał... może chociaż w 1/10 zrozumiałby co czuje odtrącana połówka. Myślę, że to błby już sukces. Bardzo dobrze Ciebie rozumiem. To nie jest nic miłego czuć, że nasz partner zmusza się do seksu z nami. Mało tego... czuć że kogoś molestujesz.

Maniek,  napisałam na privat. Dostałeś wiadomość?
Twoja żona też nie zdaje sobie sprawy jak bardzo cierpisz. Może pora jej to jakoś uświadomić? Kobiety chętniej godzą się na rozmowy psychologami. Może jakaś terapia zdałaby u Was egzamin?

" Mam ciągłe napady histerii i chyba jestem o krok od depresji, o ile już jej nie mam."
Aerith... Zrób coś tylko dla siebie. Źle napisałam... Nie zrób, ale rób! Wprowadź jakieś zmiany na stałe, które nie pozwolą wpadać w takie stany. Ja psychicznie upadłam już bardzo nisko, ale na szczęście podniosłam się po paru miesiącach. Nie uzależniaj swojego poczucia szczęścia od tego czy partner okaże Tobie jakieś uczucia. Czy ma chętnie seks z Tobą, czy też nie.
Ja ostatnio robię dużo z myślą o sobie, o moim dobrym samopoczuciu ... i jest mi coraz lepiej.
Najlepsza decyzja w tym kierunku, to regularny sport. Zapisałam się na fitness i staram się przynajmniej dwa razy w tygodniu realizować mój plan ćwiczeń...

Wiecie... Ja po prostu trwam i czekam nadal na poprawę sytuacji. Nie wiem czy nastąpi ona w sferze seksualnej, ale staram się nauczyć czegoś, wynieść dla siebie jakąś lekcje z życia i zmienić parę rzeczy w sobie. Jeżeli moja zmiana nie polepszy relacji z mężem...to jest druga opcja - Będziemy po prostu oddalać się od siebie. Czas pokaże co będzie...

401

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.
Lilia86 napisał/a:

Medith, na prawdę dobry artykuł. Dobrze by było, gdyby któryś z naszych partnerów (partnerek) na niego trafił  i przeczytał... może chociaż w 1/10 zrozumiałby co czuje odtrącana połówka.

Na przykładzie mojego męża powiem, że próbowałam już tego, i nic to nie dało. W ogóle nie zwraca uwagi na pozostawione przeze mnie otwarte w przeglądarce artykuły czy leżące na widoku książki. Jeśli mu zasugeruję, żeby zerknął, mówi, że nie będzie czytał tych głupot. Że mi się w głowie poprzewracało i to ja mam problem z seksoholizmem - no faktycznie, bo chciałabym choć raz w tygodniu przeżyć fajny, czuły i całuśny seks, a nie coś podobnego do filmu porno, gdzie kobieta jest tylko potrząsana... Ręce opadają.

402

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

Witam
Szukam odpowiedzi - najpierw wstęp żeby się zbratać w bólu smile, a potem pytanie może ktoś podpowie.

Strasznie dużo tego wszystkiego we wceśniejszych postach. I widzę że nikt nie znajduje rozwiązania a może wszyscy je znamy tylko ze starchu pred samotnością nikt nic nie robi, a na pewno ja.
W skrócie: w związku od 10 lat (może dużej) - nie chce tego liczyć. Z seksem nigdy nie bylo rewelacji (zawsze z moiej iniciatywy). Wydawało mi się że to brak ślubu tak działa bo bardzo wierząca była- kościół co tydzień itp i mama tak samo, ale po ślubie kościelnym było go zero. Teraz jakby niewierząca bo do kościoła nie chodzi.Ja nigdy tam nie zaglądałem za często. Seksu brak, ciągle wymówki a to to tamto. Myslalem że jak ja nie będę iniciował to jej się zachce.NIC z tego i to tak trwa. Dziś chce to zmienić. Była jedna próba u seksuologa takiego przy kościele -na samym początku, ale to była klapa,potem poszła ze mną do seksuologa prywatnie. Pani stwierdziła że z Nią popracuje, ale po 2, 3 razach powiedziała że nie będzie chodzić obcej babie się zwierzać. Nic to, czas uciekła.Był moment że prawie się rozwiedliśmy bo ja już nie wyrabiałem, ale jak doszło co do czego to NIESTEY JA namowiłem zeby może jednak jeszcze spróbować. Ale z żadnej strony nie ma aktywności.I pomimo że Ona jest atrakcyjną kobietą, a ja jakiś odpychający nie jestem, to nic się nie dzieje.
Ja nie mam ochoty na nią, nie wiem, traktuje ją jak rodzeństwo, dziwne to, ale nie jestem wstanie się znią nawet całowąć już chyba z kolegą szybciej bym się pocalował.Nie wiem cemu tak jest, ale tu moje pytanie.
I głupie jestjeszcze toże poznaje óżne kobiety i nawet jest" okazja" ale ja się nie decyduję choć bym chciał bo co jej mam powiedzieć że zonaty jestem,?? ale się rozwiodę, pachnie mi to telenowelą, choćpewnie niekórzy się na to nabierają

I tu najwaniejsze
Chce się rozwieść i potrzbuje wsparcia, bo tu mentalnie cięzko: do KOGO powinienm pójść : psycholog, seksuolog, psychoterapeuta?
żeby pomógł mi sobie z tym poradzić,bo sam znajduje sobie setki wymówek, że już tyle lat i tak się nie robi, że ją skrzywdzę, że sobie rady nie da, że tak można było ale zaraz po ślubie.i jeszcze kilkla innych...
Do kogo pownienem pójść, ja problemu z seksem nie mam (na dziś niestety substyt ut wszystkim znany).

Nie wiem czy tu jeszcze ktoś zagląda z osób z pierwszych postów bo to już prawie 3 lata ten wątek się ciągnie co u nich się wydarzyło.

403

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

Zaglądamy, zaglądamy . Masz rację, tkwimy chyba w tym wszystkim ze strachu przed samotnoscią, przed utratą bezpieczeństwa, bo wiele z nas ma dzieci, jest po ślubie albo ich partnerzy poza seksem są wręcz idealni. Ja jestem tak zdesperowana, że zamierzam napisać (tylko mnie nie wyśmiać proszę big_smile choć wiem, że tak będzie) do wróżki....:-P

404

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.
Lilia86 napisał/a:

Maniek,  napisałam na privat. Dostałeś wiadomość?

Chyba nie, być może Ty dostałaś moją wysłałem przed chwilą. A tak przy okazji gdzie tu jest jakiś panel z wiadomościami??????? Nie mogę wyszukać, czy go nie ma???? Może już stary i ślepy jestem... smile:):)

405 Ostatnio edytowany przez maniek212 (2013-07-29 14:38:49)

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.
Aerith napisał/a:

Ostatnio zapytał ?To naprawdę aż takie ważne dla ciebie?!? ;(
On mówi, że to wszystko przez to, że nie mieszkamy razem, "nie mamy  warunków" (nienawidzę już tego zwrotu), ale gdy tylko nadarzy się jakaś okazja i jesteśmy sami, to jeśli ja nie zainicjuję jakiejś bliskości, to on nie robi nic... Jestem załamana, czuję się upokorzona. Często się kłócimy, a wszystko zazwyczaj kończy się i zaczyna na jednym: na seksie, a raczej jego braku i na tym, że chodzę jak odbezpieczony granat. Mam ciągłe napady histerii i chyba jestem o krok od depresji, o ile już jej nie mam.

Pamiętam stare lata i wiem co dzieje się ze mną w chwili obecnej..... "nie mamy warunków"???? Jak człowiek czegoś pragnie to je sobie stworzy. To tylko kwestia motywacji i priorytetów. Jak widać jemu ich brakuje, a przynajmniej na płaszczyźnie tworzenia-pielęgnowania Waszego związku. Ciekaw jestem czego on tak faktycznie od Ciebie oczekuje. Jak słyszę teksty, pt.

Aerith napisał/a:

Ostatnio zapytał ?To naprawdę aż takie ważne dla ciebie?!? ;(

to mnie od razu rzuca. Gdyby nie było, to by człowiek o tym nie mówił i nie stwarzał sobie problemu.

10-12 razy w łóżku przez okres 7,5 roku (czy jak dobrze zrozumiałem???) - Aerith to masz dziewczyno anielską cierpliwość i stalowe nerwy. W świecie gdzie wszystko aż ocieka seksem trafić na partnera, z którym tak faktycznie się tylko zamieszkuje - to porażka sad:(:(.

Mogę stwierdzić, że będąc w Twojej sytuacji byłbym rozwodnikiem od 6 lat, bez względu na wszystko. Za chwile pewnie mnie tu zlinczują wink , że myślę tylko o jednym, ale nie wyobrażam sobie by być z kimkolwiek w związku przez tyle lat i wręcz "praktykować" celibat. Sorki dla mnie to już egoizm, by nie zastanowić się, że partnerka chce poczuć się jak kobieta, która jest dla swojego wybranka piękna, atrakcyjna, seksowna i czuć, że on to zauważa i docenia. Problem jest i to wielki, aczkolwiek zbyt mało danych by móc dojść jaka jest tego przyczyna. To nie jest normalne i tu niestety musisz z tym coś zrobić. Mam jakieś dziwne przeczucie, że czeka cię samotna walka w tej sprawie - czy to o wolność, czy o wykazanie inicjatywy przez niego.


Aerith napisał/a:

Sprawy nie ułatwia fakt, (jakże to szablonowe) że poza tym jest on bardzo uczciwym, dobrym facetem. (

Uczciwych i dobrych jest na potęgę, lecz tutaj jak widać trafiają tacy, którzy potrzebują dodatkowo zrozumienia, spełnienia na bardzo ważnej płaszczyźnie jaką jest życie seksualne i związane z tym podejście drugiej strony. Gdybym miał patrzeć tylko na to o czym tu mówisz, musiałbym moją połówkę całować po stopach ( no prawie smile), bo prócz opieszałości i braku zaangażowania w sypialni cała reszta to ideał.

Niestety jak widać, życie to nie tylko "dobroć" lecz funkcjonowanie RAZEM!!!!!!!! na wielu płaszczyznach i chęć dbania o związek, z nie uczestniczenia w nim jako statysta.

Jedyne co mogę powiedzieć, to musisz przeprowadzić szczegółową analizę własnych potrzeb i stwierdzić, czy z tym mężczyzną uda Ci się je zaspokoić. Czy jest na to w przyszłości jakaś szansa. Musisz wziąć pod uwagę okres który już minął, jego nastawienie i to co Cię może czekać. Niejednokrotnie podjęcie ciężkiej decyzji, okazuje się lepszym rozwiązaniem, niż trwanie w związku bez przyszłości. To Cię zamęczy i odbierze chęci do działania. Nie wszystkim pisane jest życie razem, jeśli uważasz, że jest odwrotnie - to czeka Cie ciężka przeprawa. Życzę powodzenia...:):):)

Lilia86 napisał/a:

Twoja żona też nie zdaje sobie sprawy jak bardzo cierpisz. Może pora jej to jakoś uświadomić? Kobiety chętniej godzą się na rozmowy psychologami. Może jakaś terapia zdałaby u Was egzamin?

Psycholog w tym przypadku nie dał by rady.... wink moja małża to trudny przeciwnik....:) Ostatnio po wielkiej wojnie coś do niej dotarło, do mnie z resztą też, jest tak jak nie było chyba nigdy wcześniej. Niestety rozmów wcześniejszych było wiele i zawsze kończyło się tak samo. Zobaczymy jak wyklarujemy sobie naszą przyszłość. Cały czas uważam, że lepiej razem dbać o związek niż go niszczyć, przez nieróbstwo. Widać światełko w tunelu.... ja zmieniłem jedna swoje podejście do całego tematu. Albo będzie dobrze, albo żegnamy się raz na zawsze i tego się będę trzymał. Teraz pokazuję, że może być dobrze i nie wymaga to totalnego poświęcenia. Chyba zauważyła to samo....:):):)

To co ostatnio dzieje się w sypialni.... big_smile:D:D:D:D tak proszę do końca życia.....

406

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.
maniek212 napisał/a:

[:(:(.
Jedyne co mogę powiedzieć, to musisz przeprowadzić szczegółową analizę własnych potrzeb i stwierdzić, czy z tym mężczyzną uda Ci się je zaspokoić. Czy jest na to w przyszłości jakaś szansa. Musisz wziąć pod uwagę okres który już minął, jego nastawienie i to co Cię może czekać. Niejednokrotnie podjęcie ciężkiej decyzji, okazuje się lepszym rozwiązaniem, niż trwanie w związku bez przyszłości. To Cię zamęczy i odbierze chęci do działania. Nie wszystkim pisane jest życie razem, jeśli uważasz, że jest odwrotnie - to czeka Cie ciężka przeprawa. Życzę powodzenia...:):):)...

Święte słowa Maniek.
A teraz pytanie do wszystkich. Czy nie jest też tak, że Wasi partnerzy są Was pewni, tzn wiedzą ze nie rzucicie ich w każdej chwili, nie macie swoich własnych mieszkan do których w każdej chwili możecie się wyprowadzić i bez trudu się utrzymać? Bo taka świadomość bardzo działa na pożądanie.

407

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.
Medith napisał/a:
maniek212 napisał/a:

[:(:(.
Jedyne co mogę powiedzieć, to musisz przeprowadzić szczegółową analizę własnych potrzeb i stwierdzić, czy z tym mężczyzną uda Ci się je zaspokoić. Czy jest na to w przyszłości jakaś szansa. Musisz wziąć pod uwagę okres który już minął, jego nastawienie i to co Cię może czekać. Niejednokrotnie podjęcie ciężkiej decyzji, okazuje się lepszym rozwiązaniem, niż trwanie w związku bez przyszłości. To Cię zamęczy i odbierze chęci do działania. Nie wszystkim pisane jest życie razem, jeśli uważasz, że jest odwrotnie - to czeka Cie ciężka przeprawa. Życzę powodzenia...:):):)...

Święte słowa Maniek.
A teraz pytanie do wszystkich. Czy nie jest też tak, że Wasi partnerzy są Was pewni, tzn wiedzą ze nie rzucicie ich w każdej chwili, nie macie swoich własnych mieszkan do których w każdej chwili możecie się wyprowadzić i bez trudu się utrzymać? Bo taka świadomość bardzo działa na pożądanie.

Widzicie kochani według mnie to absolutnie nie jest tak. owszem "oni" mają nadzieję że pewne przeszkody was zatrzymają o ile faktycznie płynie w nich miłość do was. jednak ja jestem PEWNA że jeśli ten stan utrzymuje się dłuższy czas i nie jest to kilka miesięcy czy nie jest to czas zaraz po jakimś traumatycznym doświadczeniu to powód dla którego nie ma zbliżeń jest dość prosty do "zdiagnozowania" i jestem przekonana, że gdyby ktoś zaufany poważnie i spokojnie porozmawiał z osobą unikającą tych zbliżeń ona w klarowny i prosty sposób byłaby w stanie dokładnie określić gdzie jest diabeł pochowany i dlaczego tak się dzieje. najczęszczą przyczyną według mnie są różnice w potrzebach. i bywa że są one bardzo rozbieżne. pop nich zaraz problemem już nie są same potrzeby ale gotowość do pracy nad związkiem. zwykle jedna ze stron ta o mniejszych potrzebach ignoruje monity partnera że coś złego dzieje się w związku. a przecież nie powinna skoro kocha jest odpowiedzialna i dojrzała. tu jest pies pogrzebany. a nie jak to większość się skupia na niespełnionych obietnicach poprawy. czego wy oczekujecie? osoba przyciskana do muru będzie wam prawić to co chcecie usłyszeć ale nie BĘDZIE TEGO CZUĆ!! dlatego tak trudno im się zmienić. bo oni wcale nie chcą. a wy uparcie walicie głową w mur. a to dlatego ze w "związku z tym związkiem :-)" ponieśliście już masę kosztów i emocji. to spowalnia was w pojęciu decyzji o ewentualnym opuszczeniu partnera/rki. nikt nie lubi zostać z niczym gdy się tak dużo siebie zainwestowało w związek. no i do tego oczywiście dochodzi sama niechęć do zmian.


Medith

jesteś w 100% odpowiedzialna za własne życie i jego jakość. za kilkanaście kilkadziesiąt lat patrząc wstecz będziesz mogła zweryfikować swoją satysfakcję z podejmowanych wyborów. ja zrozumiałam że nie ma sensu czekać. teraz ja weryfikuję moją satysfakcję niemalże każdego dnia bo wiem że za ileś tam lat nikt ABSOLUTNIE NIKT nie będzie odpowiedzialny za moje rozterki czy dokonywane wybory i wszyscy ci którzy mówili mi jak mam żyć z czego się cieszyć sami staną ze sobą twarzą w twarz i zrobią sobie rachunek sumienia ale będą daleko ode mnie i będą zajęci własnym życiem i rachowaniem. i nie ma inaczej Medith no kur....a nie ma inaczej. zadbaj wreszcie o siebie!

pozdrawiam wszystkich cieplutko
karolina

408

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.
karolcia_38 napisał/a:

Widzicie kochani według mnie to absolutnie nie jest tak. owszem "oni" mają nadzieję że pewne przeszkody was zatrzymają o ile faktycznie płynie w nich miłość do was. jednak ja jestem PEWNA że jeśli ten stan utrzymuje się dłuższy czas i nie jest to kilka miesięcy czy nie jest to czas zaraz po jakimś traumatycznym doświadczeniu to powód dla którego nie ma zbliżeń jest dość prosty do "zdiagnozowania" i jestem przekonana, że gdyby ktoś zaufany poważnie i spokojnie porozmawiał z osobą unikającą tych zbliżeń ona w klarowny i prosty sposób byłaby w stanie dokładnie określić gdzie jest diabeł pochowany i dlaczego tak się dzieje. najczęszczą przyczyną według mnie są różnice w potrzebach. i bywa że są one bardzo rozbieżne. pop nich zaraz problemem już nie są same potrzeby ale gotowość do pracy nad związkiem. zwykle jedna ze stron ta o mniejszych potrzebach ignoruje monity partnera że coś złego dzieje się w związku. a przecież nie powinna skoro kocha jest odpowiedzialna i dojrzała. tu jest pies pogrzebany. a nie jak to większość się skupia na niespełnionych obietnicach poprawy. czego wy oczekujecie? osoba przyciskana do muru będzie wam prawić to co chcecie usłyszeć ale nie BĘDZIE TEGO CZUĆ!! dlatego tak trudno im się zmienić. bo oni wcale nie chcą. a wy uparcie walicie głową w mur. a to dlatego ze w "związku z tym związkiem :-)" ponieśliście już masę kosztów i emocji. to spowalnia was w pojęciu decyzji o ewentualnym opuszczeniu partnera/rki. nikt nie lubi zostać z niczym gdy się tak dużo siebie zainwestowało w związek. no i do tego oczywiście dochodzi sama niechęć do zmian.

karolcia_38 problem już dawno jest zdiagnozowany..... jeżeli przyczyną "seksualnego lenistwa" w związku nie jest jakaś choroba, lub nie leży gdzieś w psychice człowieka to może ona wynikać tylko z różnic w potrzebach i wtedy mówimy o temperamencie. I tu wskakujemy w to o czym mówisz.... praca nad związkiem.... Niech dwie strony pracują. Każdy wyruszy ze swojego punktu i spotkajmy się gdzieś po środku. Każdy coś otrzyma i da coś w zamian. Nie przemawiają do mnie argumenty ofiary przypartej do muru. Dla mnie to zwykłe lenistwo, słowa bez pokrycia nie poparte żadnym działaniem, a potem tłumaczenie, że ktoś tam czegoś nie czuje.... To lepiej niech poczuje i stanie do zadania budowania związku we dwoje a nie pojedynczo - dla dobra dwojga, nie tylko swojego.

A co z tym co wali głową w ścianę - jak piszesz - z tym co poniósł masę kosztów i emocji????? Ten nie jest sfrustrowany????? Robi coś by związek nie był partnerską wegetacją i widzi drugą stronę, która tylko czuje się osaczona, jego aktywnością. Chce działać i nie może, bo mniejsze potrzeby sprawiają, że drugi jest szczęśliwy i nie widzi powodu do zmartwień. To może dlatego "tak trudno im się zmienić" bo po co.... każdemu jest trudno, lecz zamiast nad tym ubolewać, że trzeba, warto spróbować, bo może się to okazać kluczem do sukcesu. Trwanie w bezczynności jest gorsze niż działanie.

Wiem, że życie nie jest proste. Musimy podejmować wiele trudnych i niechcianych decyzji i ponosić ich konsekwencje. Życie z gościem, który ma problemy z budowaniem związku jest też taką decyzją, z którą człowiek musi się potem zmierzyć. Trzeba dokonać wyboru, ustalić swoje priorytety i nie dać się wciągnąć w życiowy marazm, który dość często praktykowany jest przez tych, którzy z uwagi na mniejsze potrzeby usiłują nam wmówić, że wszystko jest OK i to z nami jest problem. Problem tak naprawdę jest ze związkiem, a nie pojedynczą stroną, gdyż do tanga trzeba dwojga.... W pojedynkę albo się stoi przy murze i narzeka, że jest ofiarą, albo się toczy wojny z takimi ofiarami co też wpędza tego walczącego w zły stan i zmienia życie w wojnę o  osiągnięcie swoich marzeń lub czego tam sobie człowiek tylko nie wymyśli.... znam ten schemat bardzo dobrze i właśnie przez niego trafiłem na to forum szukając informacji o rozwodzie.

409

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.
maniek212 napisał/a:

karolcia_38 problem już dawno jest zdiagnozowany..... jeżeli przyczyną "seksualnego lenistwa" w związku nie jest jakaś choroba, lub nie leży gdzieś w psychice człowieka to może ona wynikać tylko z różnic w potrzebach i wtedy mówimy o temperamencie. I tu wskakujemy w to o czym mówisz.... praca nad związkiem.... Niech dwie strony pracują. Każdy wyruszy ze swojego punktu i spotkajmy się gdzieś po środku. Każdy coś otrzyma i da coś w zamian. Nie przemawiają do mnie argumenty ofiary przypartej do muru. Dla mnie to zwykłe lenistwo, słowa bez pokrycia nie poparte żadnym działaniem, a potem tłumaczenie, że ktoś tam czegoś nie czuje.... To lepiej niech poczuje i stanie do zadania budowania związku we dwoje a nie pojedynczo - dla dobra dwojga, nie tylko swojego.

A co z tym co wali głową w ścianę - jak piszesz - z tym co poniósł masę kosztów i emocji????? Ten nie jest sfrustrowany????? Robi coś by związek nie był partnerską wegetacją i widzi drugą stronę, która tylko czuje się osaczona, jego aktywnością. Chce działać i nie może, bo mniejsze potrzeby sprawiają, że drugi jest szczęśliwy i nie widzi powodu do zmartwień. To może dlatego "tak trudno im się zmienić" bo po co.... każdemu jest trudno, lecz zamiast nad tym ubolewać, że trzeba, warto spróbować, bo może się to okazać kluczem do sukcesu. Trwanie w bezczynności jest gorsze niż działanie.

Wiem, że życie nie jest proste. Musimy podejmować wiele trudnych i niechcianych decyzji i ponosić ich konsekwencje. Życie z gościem, który ma problemy z budowaniem związku jest też taką decyzją, z którą człowiek musi się potem zmierzyć. Trzeba dokonać wyboru, ustalić swoje priorytety i nie dać się wciągnąć w życiowy marazm, który dość często praktykowany jest przez tych, którzy z uwagi na mniejsze potrzeby usiłują nam wmówić, że wszystko jest OK i to z nami jest problem. Problem tak naprawdę jest ze związkiem, a nie pojedynczą stroną, gdyż do tanga trzeba dwojga.... W pojedynkę albo się stoi przy murze i narzeka, że jest ofiarą, albo się toczy wojny z takimi ofiarami co też wpędza tego walczącego w zły stan i zmienia życie w wojnę o  osiągnięcie swoich marzeń lub czego tam sobie człowiek tylko nie wymyśli.... znam ten schemat bardzo dobrze i właśnie przez niego trafiłem na to forum szukając informacji o rozwodzie.

... Niech dwie strony pracują...... otóż to maniek bardzo często właśnie jest tak jak piszesz że osoba o mniejszym temperamencie nie chce "pracować" bo jej jest dobrze. nie widzi problemu dewaluuje prośby partnera czy partnerki bywa też tak że zaczyna manipulować i odwracać kota ogonem atakując tekstami typu "tobie tylko seks w głowie", "tobie na niczym innym nie zależy", "jesteś uzależniona/uzależniony od seksu idź się lecz". ale o to mi właśnie chodzi tego typu człowiek JEST PRZYCIŚNIĘTY DO MURU i gada to co druga strona chce usłyszeć by w KOŃCU PRZESTAŁA BIADOLIĆ O SEKSIE. bo przecież partner czy partnerka która jest dojrzałym odpowiedzialnym człowiekiem nie wydusi z siebie tak powierzchownie traktującego drugiego człowieka zdania. bo osoba dojrzała i ODPOWIEDZIALNA a w zasadzie współodpowiedzialna za związek będzie dążyć do zapoznania się z problemem i jego satysfakcjonującego rozwiązania dla OBU stron. tak działa współodpowiedzialność. nie ignoruje się partnera nie zbywa nie dewaluuje jego problemów nie wmawia mu się złej woli nie szydzi się z jego potrzeb.


"a co z tym co wali głową...." nic. maniek po prostu nic. wali głową dalej jeśli na drugą stronę nie zostanie zesłana łaską dobrej woli. i tak jak piszesz trwanie w bezczynności jest gorsze niż działanie. kiedyś ksiądz bardzo trafnie porównał ten stan. jesteś koniem który SAMOTNIE ciągnie cały wóz zwany związkiem. drugi koń jedynie drepcze trochę za tobą. pytanie na ile starczy ci sił na ciągnięcie i kiedy padniesz ze zmęczenia. ja bym od siebie dodała że ta walka i brak reakcji z drugiej strony jest jak wypalanie wnętrza pytanie ile środka ognioodpornego jest w tobie i jak długo to potrwa zanim nie spalisz się na popiół.

co do reszty nie zgadzam się. zrozumiałam że suma summarum jakby nie odwrócić problem jest z tobą w związku. zrozumiałam że gdybym odrzuciła wszelkie "przeszkody" sprawa nagle stała by się oczywista. i wcale nie chodzi o to by podejmować pochopne decyzje. bardzo często ludzie nie wiedzą czego chcą jakie są ich potrzeby. i wcale nie szukają odpowiedzi na te pytania bo im się nie chce. bazują na braku decyzji drugiej strony która cały czas walczy i ma nadzieję że coś drgnie.

pozdrawiam ciepło karolina

410 Ostatnio edytowany przez maniek212 (2013-08-01 11:58:24)

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.
karolcia_38 napisał/a:

co do reszty nie zgadzam się. zrozumiałam że suma summarum jakby nie odwrócić problem jest z tobą w związku.

Nie wiem czy dobrze odczytałem Twoją powyższą wypowiedź... Twoim zdaniem to ja jestem problemem w związku?????? hmm:/

karolcia_38 napisał/a:

bardzo często ludzie nie wiedzą czego chcą jakie są ich potrzeby.i wcale nie szukają odpowiedzi na te pytania bo im się nie chce. bazują na braku decyzji drugiej strony która cały czas walczy i ma nadzieję że coś drgnie.

I z tym się zgodzę - to właśnie typ partnera, który nie wie czego chce, nie zna swoich potrzeb. Nie szuka odpowiedzi na nurtujące pytania (bo go nic nie nurtuje) i korzysta z tego co dobre bazując na drugiej stronie która cały czas walczy i ma nadzieję, że coś drgnie - której zależy na czymś więcej niż tylko wegetowaniu w związku. I dlatego właśnie takie ofiary losu trzeba gnać z życia, by nie pasożytowały na kimś, kto chce od życia czegoś więcej niż tylko doczekania w spokoju późnej starości w związku bez odrobiny namiętności, pożądania i fizycznej bliskości drugiego człowieka.

Takie wieczne proszenie się o to by ktoś wykrzesał z siebie odrobinę życia do działania jest męczące, a po kilku(nastu) latach odbiera chęć walki i ratowania czegokolwiek. Człowiek staje się oziębły i w końcu nie zwraca uwagi na drugą osobą. Potem to już myśli tylko o tym by się od tego uwolnić za wszelką ceną lub siedzi w takim bagnie nie mając odwagi przerwać tej farsy bo razem żyje się łatwiej (co z tego że obok siebie, najważniejsze że łatwiej).....

411

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.
maniek212 napisał/a:

I z tym się zgodzę - to właśnie typ partnera, który nie wie czego chce, nie zna swoich potrzeb. Nie szuka odpowiedzi na nurtujące pytania (bo go nic nie nurtuje) i korzysta z tego co dobre bazując na drugiej stronie która cały czas walczy i ma nadzieję, że coś drgnie - której zależy na czymś więcej niż tylko wegetowaniu w związku.

Widzę ktoś mądre słowa głosi. Czasami można to przełożyć na zwykłe relacje w związku.

412

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.
maniek212 napisał/a:
karolcia_38 napisał/a:

co do reszty nie zgadzam się. zrozumiałam że suma summarum jakby nie odwrócić problem jest z tobą w związku.

Nie wiem czy dobrze odczytałem Twoją powyższą wypowiedź... Twoim zdaniem to ja jestem problemem w związku?????? hmm:/

karolcia_38 napisał/a:

bardzo często ludzie nie wiedzą czego chcą jakie są ich potrzeby.i wcale nie szukają odpowiedzi na te pytania bo im się nie chce. bazują na braku decyzji drugiej strony która cały czas walczy i ma nadzieję że coś drgnie.

I z tym się zgodzę - to właśnie typ partnera, który nie wie czego chce, nie zna swoich potrzeb. Nie szuka odpowiedzi na nurtujące pytania (bo go nic nie nurtuje) i korzysta z tego co dobre bazując na drugiej stronie która cały czas walczy i ma nadzieję, że coś drgnie - której zależy na czymś więcej niż tylko wegetowaniu w związku. I dlatego właśnie takie ofiary losu trzeba gnać z życia, by nie pasożytowały na kimś, kto chce od życia czegoś więcej niż tylko doczekania w spokoju późnej starości w związku bez odrobiny namiętności, pożądania i fizycznej bliskości drugiego człowieka.

Takie wieczne proszenie się o to by ktoś wykrzesał z siebie odrobinę życia do działania jest męczące, a po kilku(nastu) latach odbiera chęć walki i ratowania czegokolwiek. Człowiek staje się oziębły i w końcu nie zwraca uwagi na drugą osobą. Potem to już myśli tylko o tym by się od tego uwolnić za wszelką ceną lub siedzi w takim bagnie nie mając odwagi przerwać tej farsy bo razem żyje się łatwiej (co z tego że obok siebie, najważniejsze że łatwiej).....

niestety nie miałam dość czasu by wykrzesać bardziej szczegółową odpowiedź. tak problem w związku jest z tobą i to ty go masz. bo to ty chcesz czegoś co parter/parterka nie chce ci dać to ty walczysz a tą walką parter/parterka nierzadko są zmęczeni a bywa że znudzeni. to ty jesteś problemem w związku a w zasadzie twoje niezaspokojone potrzeby. i gdyby tak przestać się spinać usiąść wygodnie w fotelu zapalić "fajkę pokoju" i na chwilę przestać coś udawać okazałoby się że decyzja jest oczywista i nie ma sensu jej przekładać w nieskończoność bo...... . ja mam maksymę życiową "nic na siłę" i generalne to daje efekty bo nikogo do niczego nie zmuszam albo sam chce albo musimy się pożegnać. oczywiście działa to w dwie strony i ja przykładam się mocno do okazania "chcenia" i przepraszam gdy dopadnie mnie pycha czy niezdrowy egoizm. kiedyś szczególnie właśnie "ci" którym się "nie chciało" za wszelką cenę (i w sumie udało im się to) chcieli mnie przekonać że w życiu nie można mieć "wszystkiego" i że "zawsze" są gorzkie kompromisy i inne "męczarnie". dziś wiem że można mieć "prawie wszystko" a kompromisy lądują na marginesie życia i są niezwykle rzadkie. jest tylko jedna zasada od której nie ma żadnych odstępstw. od razu na dzień dobry dzień po dniu dbamy o związek problemy rozwiązujemy po minucie bezwzględnie szanujemy się i nigdy nie zaprzeczmy uczuciom emocjom przeżyciom drugiej strony. i rozmawiamy duuużo rozmawiamy. na dzień dzisiejszy nie widzę innej drogi do prawdziwie szczęśliwego pełnego związku.

pozdrawiam ciepło karolina

413 Ostatnio edytowany przez gma (2013-08-01 20:35:49)

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

Maniek absolutnie się z Tobą zgadzam. po wypróbowaniu wszystkich opcji pozostają dwie opcje, albo się poddać i zakończyć ten rozdział swojego życia albo poddać się i zaakceptować sytuację taką jaka jest - zatracając siebie.

Nie uważam również żeby to właśnie strona, która wymaga czegoś więcej (ze względu na swoje potrzeby) była problemem. Problem jest wspólny. Problemem jest pewien dysonans, który należy wspólnie niwelować.
Nie chodzi tutaj o wymaganie, przymuszanie kogoś do czegokolwiek. Tylko porozumienie i dojście do konsensusu. Pewnych rzeczy nie da się przeskoczyć ale być może uda się zbliżyć do granicy (przekroczenie jej być może będzie niewykonalne dla drugiej strony, lecz samo zbliżenie może być krokiem milowym w związku). Chodzi mi tu raczej o jakieś wyuzdane propozycje, które niekoniecznie mogą wszystkim pasować.

Bliskość fizyczna jest bardzo ważna w związku. Oczywiście są pary, którym niski poziom zbliżenia jest wystarczający (chwała im za to że dobrali się pod tym względem), ale w momencie kiedy jedna strona ma większe potrzeby, druga mniejsze trzeb a dążyć do konsensusu i spotkać się pośrodku. W dalszej perspektywie może to całkiem dobrze funkcjonować. Jeżeli nie, to któraś ze stron może być pokrzywdzona. Konsekwencje mogą być różne, zarówno brak szczęścia, rozstanie, skoki w bok i inne. Najważniejszym jest by znaleźć nić porozumienia i aby problem zauważały dwie strony i działały w kierunku poprawy "warunków". Bez tego - ani rusz.

Karolino - mam wrażenie żę z Twojego punktu widzenia (w dużym uproszczeniu) wygląda to tak: najpierw trzeba się dobrze dobrać, dotrzeć się i sprawdzić - jak nie pasuje to zmienić, a jak pasuje - to pielęgnowąc i czerpać z związku pełną garścią (bo jest z czego).
Ale co w sytuacji kiedy już jesteś i tkwisz w tym związku, kochasz tę drugą osobę i ona ciebie (jak mniemam) ale coś nie gra w tym czy innym aspekcie. zacząć się biczować i próbować hamować swoje potrzeby, mając poczucie unieszczęśliwiania się? Czy też dać za wygraną, przekreślić związek i szukać bardziej dobranego partnera?

414 Ostatnio edytowany przez karolcia_38 (2013-08-01 21:22:44)

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

widzicie i ja wciąż o tym piszę i nie jestem rozumiana bo wciąż walicie głową w mur i jak mantrę powtarzacie że "powinno" że "po środku" że "konsensus" że "obydwoje" że wspólny problem. kochani gdyby było tak w RZECZYWISTOŚCI, nie było by problemu, bo rozwiązało by go dwoje dorosłych dojrzałych empatycznych kochających się ludzi. choć przyznam, że dopuszczam taką ewentualność że rzeczywiście jedynym i nierozwiązywalnym problemem jest zbyt duża różnica temperamentów. bo ja żyjąc już lat niemalże 40 uważam, iż nie da się jej w żaden sposób tego problemu rozwiązać i naprawdę lepiej przestać się męczyć nawzajem. osobiście nie wierzę w żadne pół drogi szczególnie właśnie jeśli sprawa dotyka tak intymnej sfery jaką jest seks intymna bliskość. za dużo przeszłam za dużo walczyłam za dużo analizowałam etc. i było wszystko ze strony partnera i chęć i rozmowa i naprawianie i seksuolog ale nie było CZUCIA TEGO. na dłuższą metę efekt opłakany. teraz mam porównanie i to porównanie jest "bez porównania". unosiłam oczy i ręce do góry w zdumieniu w jakiej iluzji żyłam ile lat straciłam na samotną walkę ile w tym czasie siebie zniszczyłam i położyłam na ołtarzu poświęcenia. jedyne co z tego teraz mam to to że odarłam się z iluzji mam duże doświadczenie i nikt już mi wody z mózgu nie zrobi.

"Ale co w sytuacji kiedy już jesteś i tkwisz w tym związku, kochasz tę drugą osobę i ona ciebie (jak mniemam) ale coś nie gra w tym czy innym aspekcie." i widzisz gma założę się o wszystko co posiadam że to "niegranie" było już od samego początku ale było bagatelizowane bądź ulegało iluzji "jakoś to będzie" czy też niedajboże "on/ona się zmieni jak się zakocha" czy "to nic przyzwyczaję się i damy radę" i generalnie od początku bo głupio się czepiać to cicho sza. a później zaczyna się efekt kuli śniegowej i zaczynają rosnąć żale. i właśnie o tym piszę. nie DPOUSZCZAĆ DO TAKICH sytuacji i rozwiązywać ustalać rozmawiać od razu po minucie od wystąpienia problemu i zastanowić się od razu gdy się powtórzy i negocjować już nie z parterem/partnerką tylko ZE SOBĄ na ile jesteś my w stanie znieść owy "problem" i gdzie kończy się NASZA granica do której parter/parterka mogą dojść byśmy my czuli się jeszcze szczęśliwi. jeśli zaczniesz dewaluować własne potrzeby miej świadomość klęski własnej. nie da się to jak życie w kłamstwie życie nie będąc sobą. ile masz żyć by oszukiwać i siebie i otoczenie? ja mam jedno i chcę je przeżyć szczęśliwie. i też tak czynię. każdego dnia zaczynam od początku i tak w kółko. mam nadzieję że nieco rozświetliłam moją życiowa postawę i moje motywacje w dokonywanych wyborach.

pozdrawiam ciepło karolina

415 Ostatnio edytowany przez gma (2013-08-01 22:22:58)

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

Karolino - staram się zrozumieć Twoje podejście i faktycznie to, co piszesz a sens. Twoja filozofia jest słuszna jak mniemam można Ci tylko pozazdrościć tego co udało się Wam uzyskać w związku.
Z tą kulą śniegową jak najbardziej trafione - ale co zrobić gdy już ją masz? Masz np.10-cio letni związek, niedogranie w aspekcie bliskości, masę rozmów czy wiele niedomówień? Czy z Twojej perspektywy i doświadczenia raczej zakończyłabyś to, pomimo uczucia? A może to nie jest już miłość tylko przywiązanie, przyzwyczajenie?

Widzisz ja raczej jestem z tych, którzy walczą o miłość i związek. Z M. rozmawiamy, kłócimy się, milczymy i kochamy. Zdarzają się nieporozumienia, niedopowiedzenia i problemy. I Rozwiązanie ich nie trwa minuty, tylko czasami nawet tygodnie. Pewne rzeczy trzeba sobie wytłumaczyć a inne jemu.

Dopóki jest sens walczyć to trzeba to robić, dopóki są jeszcze możliwości których można spóbować w rozwiązywaniu problemów. Ale gdy chęci nie widać to sensu też nie.

Rozumiem że najlepiej jest dobrać ię od samego początku ale w życiu nie zawsze jest tak wspaniale i kolorowo i pytanie czy jedynym rozwiązaniem poblemu jest rozwiązanie związku.

A co w przypadku gdy temperament zmienia się w trakcie związku? Np.po ciąży czy urazie, chorobie itd.

416 Ostatnio edytowany przez maniek212 (2013-08-02 08:59:26)

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.
karolcia_38 napisał/a:

tak problem w związku jest z tobą i to ty go masz. bo to ty chcesz czegoś co parter/parterka nie chce ci dać to ty walczysz a tą walką parter/parterka nierzadko są zmęczeni a bywa że znudzeni. to ty jesteś problemem w związku a w zasadzie twoje niezaspokojone potrzeby. i gdyby tak przestać się spinać usiąść wygodnie w fotelu zapalić "fajkę pokoju" i na chwilę przestać coś udawać okazałoby się że decyzja jest oczywista i nie ma sensu jej przekładać w nieskończoność bo...... . ja mam maksymę życiową "nic na siłę" i generalne to daje efekty bo nikogo do niczego nie zmuszam albo sam chce albo musimy się pożegnać.

Przykro mi karolciu_38, ale pomimo twojego bogatego doświadczenia o jakim wspominasz powyższą teorią dajesz przykład płytkiej analizy zagadnienia. Cały czas wspominasz tylko i wyłącznie o tej biernej stronie w związku, która cierpi poprzez nasze z reguły większe potrzeby. Przerzuciłaś tak faktycznie odpowiedzialność za taki stan rzeczy na jedną stronę jakoś łaskawym okiem spoglądając na tych, którzy tak naprawdę w związku nic nie robią. Oni oczekują tylko tego, że od nich się nic nie wymaga, gdyż w ich świecie wszystko jest idealne.

karolcia_38 napisał/a:

jest tylko jedna zasada od której nie ma żadnych odstępstw. od razu na dzień dobry dzień po dniu dbamy o związek problemy rozwiązujemy po minucie bezwzględnie szanujemy się i nigdy nie zaprzeczmy uczuciom emocjom przeżyciom drugiej strony. i rozmawiamy duuużo rozmawiamy. na dzień dzisiejszy nie widzę innej drogi do prawdziwie szczęśliwego pełnego związku.

Najbardziej spodobało mi się cyt. " i nigdy nie zaprzeczmy uczuciom emocjom przeżyciom drugiej strony" .......  Wikipedia - "Zaprzeczanie to fałszowanie obrazu teraźniejszości poprzez nieprzyjmowanie do wiadomości realnych faktów" - więc dlaczego wymaga się ode mnie bym się nie spinał, nie przyjmując do wiadomości realnych faktów o moich większych potrzebach, które chciałbym zaspokoić wspólnie z moją partnerką, z jej pomocą i przy jej aprobacie....!!!!!!! Skoro druga strona właśnie robi to co dla Ciebie jest zasadą od której nie ma żadnych odstępstw, dlaczego więc ja stanowię problem..... Do całej reszty przychylam się i chylę czoła....:)

Związek to duet, para. W związku są ważne problemy-potrzeby dwóch stron. Jak widzę dokonujesz podziału "WY" ( Ci z potrzebami ) i "ONI" Ci nękani przez "WY". Mówisz, że to my się mamy nie spinać - negując nieopanowanie naszych potrzeb. Jakoś nie zauważyłem by ta druga strona w Twoim mniemaniu miała coś zrobić, włożyć coś od siebie do puli dobra. Uwierz mi, że nie wystarczy tylko to że się jest. gdyby tak było, nie dyskutowalibyśmy teraz na forum.

Z całym szacunkiem dla Twojego doświadczenia, pojmowania życia - nikt mi nie wmówi, że człowiek, który rozmawia - jak to mówisz - się spina, nie przystawiając drugiemu lufy do głowy jest problemem. Twierdzenie, że to my mamy się nie spinać by było dobrze, a jeśli nie to musimy się pożegnać to chyba najprostsze z możliwych rozwiązań jakie przyszło Ci do głowy. Od ponad 10 lat siedzę w związku z moją żoną, już od samego początku widziałem, że pod względem naszych potrzeb jesteśmy rozjechani i to mi jakoś nie przeszkadzało. Wierzyłem i wierzę, że człowiek może się zmienić i dopracować swoje partnerstwo. problem pojawia się dopiero wtedy, gdy jedna strona zamiast budować orzeka, że jest wciąż atakowana, a tak faktycznie to tylko przez swoje lenistwo nie stara się porozumieć, a ten niby atak jest tylko formą jej obrony przez wysiłkiem dla ciała i ducha.

Jestem w stanie przyznać Ci rację w jednym, że człowiek chyba faktycznie powinien zrobić większe rozpoznanie partnera przez decyzją, że zacznie z nim żyć. Choć wiadomo, że jak drugiej ( mniej potrzebowskiej stronie ) na czymś zależy, to skutecznie przez nawet kilka lat jest w stanie być wzorem idealnego partnera, który szybko się zmieni po osiągnięciu tego czego pragnie. Mnie w tym wszystkim nie irytuje to, że wiedziałem wcześniej, że jesteśmy różni, tylko to , że przez ten cały czas ktoś broni się wszystkim czym tylko się da, by nie dać od siebie więcej ni to co można zaoferować drugiej stronie tylko tym, że się po prostu w związku jest. Czyli jestem jaki jestem i lepiej się nie spinaj bo już więcej nic ode mnie nie dostaniesz.....

Gdyby człowiek w swojej naturze szedł tylko na łatwiznę to raczej nie byłoby żadnego rozwoju cywilizacyjnego. Nikt nie wymyślił by telefonu, prądu, komputera. Przecież najprościej nie mieć potrzeb lub mieć tylko niewielkie, to nie wymusza na nas działania, wysiłku.... Myślę, że to w tym jest problem. W podejściu do związku jednej jak i drugiej strony.

Zawsze tłumacze mojej małży jedną rzecz - czy widzi, że nasz związek się rozsypuje???? Odp. Tak i tu z reguły pada słowotok, jaki to jestem winny rozpadowi..bla, bla,ble, ble....;) po zakończeniu stwierdzam, że doszliśmy już razem do tego jednego dobrego wniosku. Wiemy, że coś się sypie. Teraz jednak czeka nas praca no i najważniejsze, co teraz zrobimy by to naprawić. I w tym czasie następuje mój monolog..... aktywność werbalna koleżanki M spada niesłychanie z nastawieniem na odbiór. Już wtedy nie ma wiele do powiedzenia. Okazuje się, że to tylko ja mam problem bo mi czegoś brakuje, ona niczego więcej ode mnie nie oczekuje, tylko żebym nie był problematyczny...... W tym wszystkim nie widzi jednej rzeczy...... to NAM!!!!!!!!!!!!!! się rozpada małżeństwo a nie TYLKO MI!!!!!! Jeżeli w związku jedna strona ma problem to rzeczą niepodważalną jest fakt, że już w tym momencie dwie osoby mają problem... To takie proste, a jak pokazuje życie tak trudne do zrozumienia.... Nie wiem jak Ty, ale zawsze wydawało mi się, że w związku problemy rozwiązuje się razem , a nie osobno.... a może się mylę...... przecież Errare humanum est.;)

417

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.
gma napisał/a:

Karolino - staram się zrozumieć Twoje podejście i faktycznie to, co piszesz a sens. Twoja filozofia jest słuszna jak mniemam można Ci tylko pozazdrościć tego co udało się Wam uzyskać w związku.
Z tą kulą śniegową jak najbardziej trafione - ale co zrobić gdy już ją masz? Masz np.10-cio letni związek, niedogranie w aspekcie bliskości, masę rozmów czy wiele niedomówień? Czy z Twojej perspektywy i doświadczenia raczej zakończyłabyś to, pomimo uczucia? A może to nie jest już miłość tylko przywiązanie, przyzwyczajenie?

Widzisz ja raczej jestem z tych, którzy walczą o miłość i związek. Z M. rozmawiamy, kłócimy się, milczymy i kochamy. Zdarzają się nieporozumienia, niedopowiedzenia i problemy. I Rozwiązanie ich nie trwa minuty, tylko czasami nawet tygodnie. Pewne rzeczy trzeba sobie wytłumaczyć a inne jemu.

Dopóki jest sens walczyć to trzeba to robić, dopóki są jeszcze możliwości których można spóbować w rozwiązywaniu problemów. Ale gdy chęci nie widać to sensu też nie.

Rozumiem że najlepiej jest dobrać ię od samego początku ale w życiu nie zawsze jest tak wspaniale i kolorowo i pytanie czy jedynym rozwiązaniem poblemu jest rozwiązanie związku.

A co w przypadku gdy temperament zmienia się w trakcie związku? Np.po ciąży czy urazie, chorobie itd.

co zrobić..... hmm.... to zależy na ile te rozbieżności czynią cię nieszczęśliwą. bo wierzę w to że zdarzają się różnice które niwelują inne ważne wartości jakie posiada parter/partnerka. jednak bywa też tak że parter/parterka posiada owszem dużo pięknych i wartościowych cech szczególnie cenionych wśród innych ale za diabła nie przystających do naszej piramidy wartości. ja tak miałam. będzie konkretny przykład. miałam męża który mało rozmawiał w seksie był "normalny" peszyło go większość intymnych tematów ale za to był super tatą i głową rodziny. zapewniał nam byt dużo powyżej przeciętnej. samochody wycieczki sratata. i co z tego skoro unikał rozmowy bliskości a później seksu. brak tego doprowadziło mnie to stanu zombi i początków alkoholizmu. wmówiono mi że pieniądze są najważniejsze a ja jestem leniwą słabą istotą żerującą na pracowitości męża (oczywiście tak sądził on). odszedł. wymienił mnie na inny model. zmusił do zastanowienia się co w życiu jest najważniejsze. poznałam jego przeciwieństwo. ooo matko jaka byłam szczęśliwa. godzinami rozmawiał. prawił mądrze był umiarkowanie pracowity niesamowicie spokojny (może w 5letnim związku raz krzyknął) dobry i poukładany. psuć się zaczęło po około 2 latach gdy zauważyłam że coś nie teges. nie kręcę go zwyczajnie on nigdy nie inicjował seksu zawsze ja. i zaczęłam się temu przyglądać i oczywiście rozmawiać. rozmowy trwały kilka lat. był seksuolog. były oskarżenia gdy już miał dość mojego wiercenia w brzuchu że "ty jesteś uzależniona od seksu". ba nawet w to uwierzyłam i podjęłam kroki ku leczeniu. seksuolożka jedynie pukała się w głowę. moje rozgoryczenie przyjęło postać kul śniegowej. ale też zaczęłam głębiej wchodzić w temat. jednak wciąż z ogromnym poczuciem winy że tak bardzo potrzebuję seksu i bliskości. i nastąpił przełom. zupełnie przez przypadek dowiedziałam się dlaczego tak się działo. otóż mój parter lubił sex przez telefon i lubił polować. ukrywał to pięknie i to przez lata. a że ja jestem bardzo tolerancyjna nie chciałam kończyć od razu związku tylko zastanowić się na tym jak to zmienić choć wewnątrz rozgrywały się igrzyska śmierci. wiedziałam też że muszę jakoś odreagować. i znalazłam sposób. ja byłam biseksualna i wiedziałam że mój partner nie widzi w tym zdrady. więc zaproponowałam mu że będę spotykać się z kobietami. na co on wręcz ochoczo przystał. owszem miał lęki z tym związane ale ja odrzuciłam od razu jego obawy. i stało się. i zaraz po pierwszym spotkaniu i seksie prawda spłynęła na mnie jak wiekuista światłość. i moje życie rozpadło się na dwie części "przed" i "po". i wówczas pojęłam wszystko. siedziałam z rozdziawioną gębą w amoku dobre pół godziny. świat mi wirował na moje ciało rozlał się balsam. z trudem i niechęcią wracałam do rzeczywistości. i moje życie już nigdy nie było takie same. po raz pierwszy w życiu 38 letnim zostałam w pełni zaspokojona na wszystkich poziomach duchowym intelektualnym emocjonalnym fizycznym. nie da się tego opisać. dlatego w dniu dzisiejszym mam to każdego niemalże dnia. oczywiście raz jest lepiej raz gorzej ale poziom szczęścia i satysfakcji ze związku nie ma większych wahań. i tego dnia dowiedziałam się czegoś bardzo cennego w moim życiu a mianowicie że u mnie seks jest NA RÓWNI z miłością. nie chce nie potrafię żyć inaczej. całe moje rozgoryczenie poszło w cholerę zrobiłam się bardzo spokojna przyjazna ludziom i wszelkim stworzeniom dużo się uśmiecham czuje się bezpiecznie. tak poważne zmiany zachodzą w człowieku gdy wreszcie w zaczyna być zaspokojony. świat wygląda inaczej. dosłownie. jeśli chodzi o czasowe niedyspozycje to przecież wiadomo że gdy człowiek kocha dotychczas był zaspokajany raczej nie będzie miał większego problemu z tym by obdarzyć partnera/ parterkę zaufaniem że jest to sytuacja która minie. co do zmieniającego się temperamentu uważam tak samo jak wcześniej wszystko zależy na ile cię to unieszczęśliwia. jeśli bardzo to lepiej odejść. ja w ogóle podchodzę do tego z tym moim mottem nic na siłę. i jeśli coś w związku czyni cię bardzo nieszczęśliwym znaczy się że związek nie spełnia podstawowego zadania mianowicie ma nas czynić szczęśliwymi a nie ponurakami którzy prowadzą jakieś walki podjazdowe. po jaką cholerę komu taki życiowy balast? no po co ? jedynie względy finansowe i mieszkaniowe kładą się cieniem na to pytanie bo są w większości przypadków koronnym argumentem dlaczego "należy" trwać w czymś co nas głęboko unieszczęśliwia tym samym robiąc nam krzywdę.

pozdrawiam cieplutko karolina

418 Ostatnio edytowany przez karolcia_38 (2013-08-02 10:22:25)

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

maniek tak na szybko. naprawdę co z tego że obie strony są ZOBOWIĄZANE do brania pod uwagę wzajemnych potrzeb skoro jedna ze stron tego nie czyni. czy musi? otóż NIE! nie maniek nie musi. ona może chcieć jedynie! a skoro tego nie robi znaczy się że NIE CHCE! nie komplikujmy prostych zależności nie dajmy się zwieźć manipulacjom tej drugiej strony jak to na poczet naszych win wszelakich ona umywa ręce i ma w du...pie. i zostajesz sam ze sobą i nie zaspokojonymi potrzebami. dalej te niezaspokojone potrzeby są TWOIM I JEDYNIE TWOIM problemem. owszem one przekładają się na życie drugiej strony ale ją to MAŁO interesuje. czytam dalej :-).

"Związek to duet, para. W związku są ważne problemy-potrzeby dwóch stron. Jak widzę dokonujesz podziału "WY" ( Ci z potrzebami ) i "ONI" Ci nękani przez "WY". Mówisz, że to my się mamy nie spinać - negując nieopanowanie naszych potrzeb. Jakoś nie zauważyłem by ta druga strona w Twoim mniemaniu miała coś zrobić, włożyć coś od siebie do puli dobra. Uwierz mi, że nie wystarczy tylko to że się jest. gdyby tak było, nie dyskutowalibyśmy teraz na forum."

maniek ale ja tak uważam niemniej rozpatruję tu przykład związku gdzie jedna strona NIE CHCE współodpowiedzialności lub jej NIE ROZUMIE z różnych powodów. to o czym piszesz to zdrowy fajny związek. no ale gdybyś właśnie taki miał nie pisałbyś na forum. możesz ŻĄDAĆ od drugiej strony poszanowania i zaspokajania twoich potrzeb ale czy ona na to przystanie? otóż to! ona MOŻE  cię wysłucha ale wcale nie musi nie jesteś w stanie nikogo do tego zmusić. więc decyzja zostaje w twoich rękach. piszę MY czy WY bo tak to się rozkłada w związkach gdzie mocno zaburzona jest komunikacja. w związku "my" każdy problem rozwiązuje się razem z głębokim poszanowaniem drugiej strony.

419

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.
karolcia_38 napisał/a:

maniek tak na szybko. naprawdę co z tego że obie strony są ZOBOWIĄZANE do brania pod uwagę wzajemnych potrzeb skoro jedna ze stron tego nie czyni. czy musi? otóż NIE! nie maniek nie musi. ona może chcieć jedynie! a skoro tego nie robi znaczy się że NIE CHCE! nie komplikujmy prostych zależności nie dajmy się zwieźć manipulacjom tej drugiej strony jak to na poczet naszych win wszelakich ona umywa ręce i ma w du...pie. i zostajesz sam ze sobą i nie zaspokojonymi potrzebami. dalej te niezaspokojone potrzeby są TWOIM I JEDYNIE TWOIM problemem. owszem one przekładają się na życie drugiej strony ale ją to MAŁO interesuje. czytam dalej :-).

"Związek to duet, para. W związku są ważne problemy-potrzeby dwóch stron. Jak widzę dokonujesz podziału "WY" ( Ci z potrzebami ) i "ONI" Ci nękani przez "WY". Mówisz, że to my się mamy nie spinać - negując nieopanowanie naszych potrzeb. Jakoś nie zauważyłem by ta druga strona w Twoim mniemaniu miała coś zrobić, włożyć coś od siebie do puli dobra. Uwierz mi, że nie wystarczy tylko to że się jest. gdyby tak było, nie dyskutowalibyśmy teraz na forum."

maniek ale ja tak uważam niemniej rozpatruję tu przykład związku gdzie jedna strona NIE CHCE współodpowiedzialności lub jej NIE ROZUMIE z różnych powodów. to o czym piszesz to zdrowy fajny związek. no ale gdybyś właśnie taki miał nie pisałbyś na forum. możesz ŻĄDAĆ od drugiej strony poszanowania i zaspokajania twoich potrzeb ale czy ona na to przystanie? otóż to! ona MOŻE  cię wysłucha ale wcale nie musi nie jesteś w stanie nikogo do tego zmusić. więc decyzja zostaje w twoich rękach. piszę MY czy WY bo tak to się rozkłada w związkach gdzie mocno zaburzona jest komunikacja. w związku "my" każdy problem rozwiązuje się razem z głębokim poszanowaniem drugiej strony.

Czytając Twoją odpowiedź oraz w kontekście Twojej historii przedstawionej w poście powyżej, chyba rozumiem Twoją postawę. Masz za sobą dwa związki które Ci się rozpadły - oba chyba na płaszczyźnie niezaspokojenia Twoich potrzeb. Loty po specjalistach nic nie dały, choć dam sobie łeb urwać, że byłaś tą, która miała swoje potrzeby, a partner je olewał. W końcu nie dając rady znalazłaś spełnienie w związku z kobietą nie potrafiąc uratować czy to jednego czy też drugiego swojego wcześniejszego związku - bo przecież nikt nic nie musi. teraz znalazłaś spełnienie, masz to  czego potrzebowałaś, dlatego też cała reszta jest mało ważna. W takiej sytuacji człowiek faktycznie nic nie musi - jest wolnym i robi to co chce. Niestety w związku nie jesteśmy sami, jest nas dwoje i nie robimy tego co chcemy tylko to co sprawi, że będziemy mogli funkcjonować jako para. Ciekaw jestem jaka byłaby Twoja postawa, gdybyś nadal tkwiła w związku z facetem i nie byłoby "gdzie odreagować".....

Coś Ci powiem..... byłbym najszczęśliwszym facetem pod słońcem, gdyby moja żona pozwoliła mi chodzić na boki i gdybym też sam chciał to zrobić. Mogę Ci tylko pozazdrościć, że znalazłaś idealne dla siebie rozwiązanie, niestety nie każdy tak może w sytuacji gdy druga strona preferuje styl psa ogrodnika, lub chce się zaspokajać swoje potrzeby z osobą którą się kocha czy też na której człowiekowi zależy.

karolcia_38 napisał/a:

dalej te niezaspokojone potrzeby są TWOIM I JEDYNIE TWOIM problemem. owszem one przekładają się na życie drugiej strony ale ją to MAŁO interesuje.

Więc skoro ją to mało interesuje to wtedy trzeba to otwarcie powiedzieć a nie pier..... że jest inaczej. Wtedy idziemy do sądu, mówimy że mało mas interesują potrzeby drugiej strony lub dajemy przyzwolenie na to bym je zaspokoił z kimś innym ( o ile tego chce) i wtedy już nikt nie ma problemu. Ty z tego skorzystałaś.......

karolcia_38 napisał/a:

ja byłam biseksualna i wiedziałam że mój partner nie widzi w tym zdrady. więc zaproponowałam mu że będę spotykać się z kobietami. na co on wręcz ochoczo przystał. owszem miał lęki z tym związane ale ja odrzuciłam od razu jego obawy. i stało się. i zaraz po pierwszym spotkaniu i seksie prawda spłynęła na mnie jak wiekuista światłość. i moje życie rozpadło się na dwie części "przed" i "po". i wówczas pojęłam wszystko. siedziałam z rozdziawioną gębą w amoku dobre pół godziny. świat mi wirował na moje ciało rozlał się balsam. z trudem i niechęcią wracałam do rzeczywistości. i moje życie już nigdy nie było takie same. po raz pierwszy w życiu 38 letnim zostałam w pełni zaspokojona na wszystkich poziomach duchowym intelektualnym emocjonalnym fizycznym. nie da się tego opisać. dlatego w dniu dzisiejszym mam to każdego niemalże dnia.

Jak dla mnie wybrałaś najprostsze i najlepsze dla Ciebie rozwiązanie. Nie każdy tak chce i dlatego dowiaduje się, że jest problematyczny.....

420 Ostatnio edytowany przez lasouris (2013-08-02 17:17:59)

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

Postanowiłam wrzucić wyniki ankiety, której pytanie brzmiało: Dlaczego według mężczyzn zaprzestali współżycia seksualnego. Punkty na liście badani uporządkowali od "zdecydowanie tak" do "zdecydowanie nie". Poniższa lista przedstawia w porządku malejącym, jaki procent mężczyzn zgadzał się z poszczególną przyczyną (podaję pierwszych dziesięć opcji):

1. Nie jest dla mnie wystarczająco śmiała w seksie - 68 %
2. Seks nie daje jej przyjemności - 61 %
3. Jestem na nią zły - 48 %
4. Interesuje mnie seks z innymi, ale nie z żoną - 44 %
5. Jestem znudzony - 41 %
6. Ona ma depresję - 40 %
7. Przybrała dużo na wadze - 38 %
8. Mam depresję - 34 %
9. Przestała być dla mnie atrakcyjna pod względem fizycznym -32 %
10. Cierpię na zaburzenia erekcji - 30 %

.
.
.
.
.

...Masturbacja, zmęczenie i brak czasu zajmują dalekie miejsca na liście i są poza tą dziesiątką. Tylko 3 % podaje, że nigdy nie było zainteresowanych seksem, a 1 % przyznaje się do homoseksualizmu.



Źródło: Berkowitz Bob, Yager-Berkowitz Susan: Bezseksowny mąż. Co robić, gdy mu do miłości chęci nie staje.

421 Ostatnio edytowany przez karolcia_38 (2013-08-02 22:08:51)

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.
maniek212 napisał/a:
karolcia_38 napisał/a:

maniek tak na szybko. naprawdę co z tego że obie strony są ZOBOWIĄZANE do brania pod uwagę wzajemnych potrzeb skoro jedna ze stron tego nie czyni. czy musi? otóż NIE! nie maniek nie musi. ona może chcieć jedynie! a skoro tego nie robi znaczy się że NIE CHCE! nie komplikujmy prostych zależności nie dajmy się zwieźć manipulacjom tej drugiej strony jak to na poczet naszych win wszelakich ona umywa ręce i ma w du...pie. i zostajesz sam ze sobą i nie zaspokojonymi potrzebami. dalej te niezaspokojone potrzeby są TWOIM I JEDYNIE TWOIM problemem. owszem one przekładają się na życie drugiej strony ale ją to MAŁO interesuje. czytam dalej :-).

"Związek to duet, para. W związku są ważne problemy-potrzeby dwóch stron. Jak widzę dokonujesz podziału "WY" ( Ci z potrzebami ) i "ONI" Ci nękani przez "WY". Mówisz, że to my się mamy nie spinać - negując nieopanowanie naszych potrzeb. Jakoś nie zauważyłem by ta druga strona w Twoim mniemaniu miała coś zrobić, włożyć coś od siebie do puli dobra. Uwierz mi, że nie wystarczy tylko to że się jest. gdyby tak było, nie dyskutowalibyśmy teraz na forum."

maniek ale ja tak uważam niemniej rozpatruję tu przykład związku gdzie jedna strona NIE CHCE współodpowiedzialności lub jej NIE ROZUMIE z różnych powodów. to o czym piszesz to zdrowy fajny związek. no ale gdybyś właśnie taki miał nie pisałbyś na forum. możesz ŻĄDAĆ od drugiej strony poszanowania i zaspokajania twoich potrzeb ale czy ona na to przystanie? otóż to! ona MOŻE  cię wysłucha ale wcale nie musi nie jesteś w stanie nikogo do tego zmusić. więc decyzja zostaje w twoich rękach. piszę MY czy WY bo tak to się rozkłada w związkach gdzie mocno zaburzona jest komunikacja. w związku "my" każdy problem rozwiązuje się razem z głębokim poszanowaniem drugiej strony.

Czytając Twoją odpowiedź oraz w kontekście Twojej historii przedstawionej w poście powyżej, chyba rozumiem Twoją postawę. Masz za sobą dwa związki które Ci się rozpadły - oba chyba na płaszczyźnie niezaspokojenia Twoich potrzeb. Loty po specjalistach nic nie dały, choć dam sobie łeb urwać, że byłaś tą, która miała swoje potrzeby, a partner je olewał. W końcu nie dając rady znalazłaś spełnienie w związku z kobietą nie potrafiąc uratować czy to jednego czy też drugiego swojego wcześniejszego związku - bo przecież nikt nic nie musi. teraz znalazłaś spełnienie, masz to  czego potrzebowałaś, dlatego też cała reszta jest mało ważna. W takiej sytuacji człowiek faktycznie nic nie musi - jest wolnym i robi to co chce. Niestety w związku nie jesteśmy sami, jest nas dwoje i nie robimy tego co chcemy tylko to co sprawi, że będziemy mogli funkcjonować jako para. Ciekaw jestem jaka byłaby Twoja postawa, gdybyś nadal tkwiła w związku z facetem i nie byłoby "gdzie odreagować".....

Coś Ci powiem..... byłbym najszczęśliwszym facetem pod słońcem, gdyby moja żona pozwoliła mi chodzić na boki i gdybym też sam chciał to zrobić. Mogę Ci tylko pozazdrościć, że znalazłaś idealne dla siebie rozwiązanie, niestety nie każdy tak może w sytuacji gdy druga strona preferuje styl psa ogrodnika, lub chce się zaspokajać swoje potrzeby z osobą którą się kocha czy też na której człowiekowi zależy.

karolcia_38 napisał/a:

dalej te niezaspokojone potrzeby są TWOIM I JEDYNIE TWOIM problemem. owszem one przekładają się na życie drugiej strony ale ją to MAŁO interesuje.

Więc skoro ją to mało interesuje to wtedy trzeba to otwarcie powiedzieć a nie pier..... że jest inaczej. Wtedy idziemy do sądu, mówimy że mało mas interesują potrzeby drugiej strony lub dajemy przyzwolenie na to bym je zaspokoił z kimś innym ( o ile tego chce) i wtedy już nikt nie ma problemu. Ty z tego skorzystałaś.......

karolcia_38 napisał/a:

ja byłam biseksualna i wiedziałam że mój partner nie widzi w tym zdrady. więc zaproponowałam mu że będę spotykać się z kobietami. na co on wręcz ochoczo przystał. owszem miał lęki z tym związane ale ja odrzuciłam od razu jego obawy. i stało się. i zaraz po pierwszym spotkaniu i seksie prawda spłynęła na mnie jak wiekuista światłość. i moje życie rozpadło się na dwie części "przed" i "po". i wówczas pojęłam wszystko. siedziałam z rozdziawioną gębą w amoku dobre pół godziny. świat mi wirował na moje ciało rozlał się balsam. z trudem i niechęcią wracałam do rzeczywistości. i moje życie już nigdy nie było takie same. po raz pierwszy w życiu 38 letnim zostałam w pełni zaspokojona na wszystkich poziomach duchowym intelektualnym emocjonalnym fizycznym. nie da się tego opisać. dlatego w dniu dzisiejszym mam to każdego niemalże dnia.

Jak dla mnie wybrałaś najprostsze i najlepsze dla Ciebie rozwiązanie. Nie każdy tak chce i dlatego dowiaduje się, że jest problematyczny.....

ale maniek nie każdy ma odwagę cywilną by być sobą i mówić prawdę. poza tym mało kto jest na tyle odważny by przeciwstawić się społecznym stereotypom i otwarcie przyznać tak jestem egoistą mam w dupie współodpowiedzialność będę robił/ła to co uważam za stosowne bez patrzenia się na druga stronę. dlatego to na nas spoczywa weryfikacja tego. i jeszcze jedno ja jestem w standardowym związku bez żadnych "drzwi otwartych" a wręcz przeciwnie mam zdecydowanie mniej swobody niż z byłymi moimi parterami. jednak wcale mi to nie przeszkadza bo niczego za zewnątrz nie szukam. oczywiście wszystko mieści się w jakiś tam normach i nie mam ani założonej obroży ani smyczy i także jej nie zakładam mojej partnerce. jest za to dynamika i ścieranie się ale wszystko w oparach obopólnego poszanowania potrzeb nawet tych czasami absurdalnych czyli chcę cię umieścić w klatce. wówczas jest rozmowa i szukanie jakie bodźce uruchamiają ten proces i chęć zamknięcia kogoś w klatce i chęć zniewolenia. z reguły wystarcza rozmowa wyjaśnienie dlaczego tak się dzieje i seks "na zgodę". działa jak lekarstwo.

422

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.
karolcia_38 napisał/a:

ale maniek nie każdy ma odwagę cywilną by być sobą i mówić prawdę. poza tym mało kto jest na tyle odważny by przeciwstawić się społecznym stereotypom i otwarcie przyznać tak jestem egoistą mam w dupie współodpowiedzialność będę robił/ła to co uważam za stosowne bez patrzenia się na druga stronę. dlatego to na nas spoczywa weryfikacja tego. i jeszcze jedno ja jestem w standardowym związku bez żadnych "drzwi otwartych" a wręcz przeciwnie mam zdecydowanie mniej swobody niż z byłymi moimi parterami. jednak wcale mi to nie przeszkadza bo niczego za zewnątrz nie szukam. oczywiście wszystko mieści się w jakiś tam normach i nie mam ani założonej obroży ani smyczy i także jej nie zakładam mojej partnerce. jest za to dynamika i ścieranie się ale wszystko w oparach obopólnego poszanowania potrzeb nawet tych czasami absurdalnych czyli chcę cię umieścić w klatce. wówczas jest rozmowa i szukanie jakie bodźce uruchamiają ten proces i chęć zamknięcia kogoś w klatce i chęć zniewolenia. z reguły wystarcza rozmowa wyjaśnienie dlaczego tak się dzieje i seks "na zgodę". działa jak lekarstwo.

Karolciu i nie wiem czy zauważyłaś, ale już odeszliśmy od tematu.....;)

karolcia_38 napisał/a:

ale maniek nie każdy ma odwagę cywilną by być sobą i mówić prawdę.

Ja - jako problematyczny, mam odwagę i mówię prawdę. Mówię czego potrzebuje i czego oczekuje. Staram się dojść do konsensusu by i druga strona była zadowolona..... niestety na gadaniu się zawsze kończy. Nie szukam boków bo to nie rozwiązanie dla mnie i wciąż wierze, że jak człowiek chce to potrafi... Może jestem naiwny, lecz niestety - nikt nie jest doskonały....:)

423 Ostatnio edytowany przez karolcia_38 (2013-08-03 14:28:41)

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

"Ja - jako problematyczny, mam odwagę i mówię prawdę. Mówię czego potrzebuje i czego oczekuje. Staram się dojść do konsensusu by i druga strona była zadowolona..... niestety na gadaniu się zawsze kończy. Nie szukam boków bo to nie rozwiązanie dla mnie i wciąż wierze, że jak człowiek chce to potrafi... Może jestem naiwny, lecz niestety - nikt nie jest doskonały....smile "

no widzisz na gadaniu się kończy ponieważ druga strona tak naprawę nie chce nie czuje tego o czym ciebie zapewnia czy próbuje w sobie zmienić. ja też tak miałam że za wszelką cenę chcąc utrzymać kogoś przy sobie obiecywałam jak to ja się zmienię ale zwykle nic z tego nie wychodziło. proste bo to nie byłam ja ta prawdziwa ja z moim temperamentem potrzebami czy osobowością. przyrzekając komuś te moje zmiany choć wydawało mi się to zupełnie naturalne po latach pojęłam że oszukiwałam siebie i tą druga stronę. bo ja wcale nie chce się zmieniać i nie chcę rezygnować z moich potrzeb oraz nie potrafię panować nad własnym temperamentem by nim sterować pod dyktando partnera czy partnerki. jestem zdolna do kompromisów ale takich które nie godzą w moje najważniejsze fundamentalne potrzeby czy wartości.

maniek ja ci generalnie bardzo współczuje bo znam ten ból walenia głową w mur. jak dla mnie prawisz bardzo rozsądnie i masz jakby to wszystko ładnie wyważone. zawsze mi się wydawało że to kobiety są bardziej skłonne do wszelakich prac nad związkiem czy rozmów itp. poza tym ja zauważyłam że właśnie osoby kreujące się na "ofiary" robią to paradoksalnie by przejąć kontrolę nad związkiem w jakimś stopniu. bo to osoba chcąca coś zmienić będzie zabiegać niejako o uwagę "ofiary" i będzie uzależniona od jej odpowiedzi. a "ofiara" albo odpowie albo nie. wiesz co to jest temat rzeka. ja na tym zęby zjadłam. bo gdy jest problem ja od wielu wielu lat stosuję się do zasady że zaczynam od siebie. niemniej bez woli drugiej strony możesz się skichać i nic nie zrobisz do niczego nie dojdziesz. poza tym jest jeszcze coś takiego że kobiety choć mężczyźni także seks traktują jako kartę przetargową typu jak będziesz grzeczny grzeczna to ja ci dam. to według mnie najbardziej perfidna zagrywka. oczywiście opakowane jest to w ładny papierek typu bo ty.... to ja..... . dziwnym jednak trafem jakoś "ofiara" nie ma ochoty rozwiązać problemu wymiguje się od konfrontacji odpowiedzi na trudne pytania czy wzięcia za siebie odpowiedzialności. wciąż słychać ja to robię ponieważ ty zrobiłeś "to". i jak mantrę to powtarza. czemu ma to służyć. no jak dla mnie by nie doszło do rozwiązania problemu albo robione jest to celowo po złości bo "ofiara" doskonale zdaje sobie sprawę o co chodzi "katowi" i dlaczego dąży on do rozwiązania problemu.

424

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

Rzućcie aseksualnych partnerów po co się męczyć nie jesteście zakonnicami z resztą kapłankami niestety nie mogliście by być więc nikt was do niczego nie zmusza, powinniście myśleć w takich przypadkach tylko i wyłącznie o sobie, warto zawczasu o tym wiedzieć czy partner jest aseksualny czy nie jeśli nie przyznał się do tego to znaczy że was oszukał, więc tylko rozwód z jego winy!!!

425

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

Witam, nie zamierzam się mądrzyć,jednak podobny problem dotyczył i mnie,jakiś czas temu. Rozmowy sugestie,pootwierane artykuły-nic nie działało....Kiedyś powiedziałam w złości,do męża " dziwie Ci się,że nie obawiasz się,że skoczę w bok by mieć w końcu odrobinę przyjemności". Byłam zaskoczona reakcją. On się tylko dziwnie uśmiechnąl, a ja poczułam się ,jak nieatrakcyjna stara kobieta(mimo,że nie jestem stara). Pół roku później na wypoczynkowym wyjeżdzie zobaczyłam plakat reklamujący spektakl pewnego dośc znanego aktora. Mąż swierdził,że nie idzie-ja poszłam i tak się złożyło,że po występie poszłam z kwiatkiem za kulisy. Zostałam zaproszona na drinka...nie zdobyłam się na zdradę.Jednak pewna dawka czułości nastąpiła smile Wszystko w bardzo kulturalnej atmosferze. Następne dni chodziłam ,jak na skrzydłach. Mąż zauważył i zaczął żartować głupio. W końcu powiedziałam Mu...zaznaczyłam,że fizycznie Go nie zdradziłam ale miałam mega orgazm smile Dwa dni milczal. Nie wiem czy sam fakt,że ktoś się mną zainteresował czy ,że był to aktor,ktorego mógł widzieć zaowocowały drastyczną zmiana,ktora póki co trwa smile Jedyny minus,że serialu, w którym grał w/w -zabronił mi oglądać smile

426

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.
karolcia_38 napisał/a:

no widzisz na gadaniu się kończy ponieważ druga strona tak naprawę nie chce nie czuje tego o czym ciebie zapewnia czy próbuje w sobie zmienić. ja też tak miałam że za wszelką cenę chcąc utrzymać kogoś przy sobie obiecywałam jak to ja się zmienię ale zwykle nic z tego nie wychodziło. proste bo to nie byłam ja ta prawdziwa ja z moim temperamentem potrzebami czy osobowością. przyrzekając komuś te moje zmiany choć wydawało mi się to zupełnie naturalne po latach pojęłam że oszukiwałam siebie i tą druga stronę. bo ja wcale nie chce się zmieniać i nie chcę rezygnować z moich potrzeb oraz nie potrafię panować nad własnym temperamentem by nim sterować pod dyktando partnera czy partnerki. jestem zdolna do kompromisów ale takich które nie godzą w moje najważniejsze fundamentalne potrzeby czy wartości.

I tu niestety muszę się z Tobą zgodzić. Wychodzi jednak na to, że problematyczne w takim związku są dwie strony. Czy to "ofiara", która świadomie oszukuje "kata" by mieć święty spokój, czy to "kat" zmuszający "ofiarę" do określonego zachowania by zaspokoić własne potrzeby. I bez względu na winę którejś ze stron efekt tego jest taki, że razem przyczyniamy się do rozpadu związku, świadomie lub nie, robiąc to pod sztandarem budowania czy też ratowania własnej przyszłości. Człowiek destrukcyjna istota i tak zawsze wszystko zniszczy.....:(

427 Ostatnio edytowany przez karolcia_38 (2013-08-04 21:12:13)

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

"I tu niestety muszę się z Tobą zgodzić. Wychodzi jednak na to, że problematyczne w takim związku są dwie strony. Czy to "ofiara", która świadomie oszukuje "kata" by mieć święty spokój, czy to "kat" zmuszający "ofiarę" do określonego zachowania by zaspokoić własne potrzeby. I bez względu na winę którejś ze stron efekt tego jest taki, że razem przyczyniamy się do rozpadu związku, świadomie lub nie, robiąc to pod sztandarem budowania czy też ratowania własnej przyszłości. Człowiek destrukcyjna istota i tak zawsze wszystko zniszczy.....sad "

ehh.... maniek dlatego pisałam o "zapaleniu fajki pokoju i wyluzowaniu". tkwisz w tym w czym ja przez ponad 16 lat. wciąż tkwisz w złudnej iluzji że "musi" że "powinien". a tu dupa ani nie musi ani w zasadzie nie musi "powinien" zawsze i wszędzie ewentualnie "może". i kurde nie ma na to żadnej ani recepty ani rady. razem przyczyniamy się do rozpadu związku bo albo nie pasujemy do siebie albo jedno albo oboje nie jesteśmy dojrzali. no jest jeszcze kwestia nierozpoznanych potrzeb i nieznajomości siebie co i tak podpinam pod niedojrzałość. to o czym piszesz to nie jest budowanie czegokolwiek a walka o pozycję w związku i możliwość "rządzenia". ludzie się boja współodpowiedzialności. wolą uciekać w silne projekcje i przewalanie się wina za własne reakcje. to jest pierwszy i chyba najważniejszy gwóźdź do trumny. nie potrafimy tworzyć zdrowych zależności. nie chcemy brać odpowiedzialność za jakość naszego związku. zapominamy że nasze zachowania generują energię która oddziałuje w sumie na CAŁY związek. łatwiej nam pielęgnować urazy i żale niż pochylić się nad tym czego oczekuje od nas parter i czynnie uczestniczyć w budowaniu każdego pojedynczego dnia. bo ten proces toczy się od rana a kończy następnego dnia rano i tak od początku. i nie wolno przekładać ważnych spraw w nieskończoność i je wciąż odkładać ad acta. bo w końcu ten stos niezałatwionych spraw udusi cały związek ten ciężar powali każdego.

gdybyś choć na chwilkę zastosował zasadę "nic na siłę" usiadł byś wygodnie w fotelu naprzeciwko żonki i rozważył to w czym teraz tkwicie. mogło by się okazać że w zasadzie to męczycie siebie nawzajem i to nie ma najmniejszego sensu. według mnie w zdrowym związku chęć jest zawsze i wcale tu nie chodzi o gotowość do współżycia i łóżkowych ekwilibrystyk na żądanie partnera czy parterki ale o dialog i chęć poprawienia sytuacji. to się robi od razu a nie czeka na niewidadomoco. często to niewiadomoco jest celowym odwlekaniem sprawy bo druga strona czegoś usilnie nie chce ale też i nie chce się do tego przyznać i wziąć za to całkowitej odpowiedzialności. jednym słowem odwleka coś co dla niej jest niewygodne. a ty sobie to tłumaczysz na różne sposoby bo przecież to nie może być żeby to tak różne było od tego co ty oczekujesz.

428

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

Czytam o tym wszystkim i zastanawiam się jakby było u mnie, gdybym z dnia na dzień stał się aseksualny? W ubiegłym tygodniu naliczyłem seks 6 razy. To nawet wynik ok, chociaż o 1 za mało do nirwany big_smile Większość zbliżeń ja inicjuję, tak jak opisujące tu kobiety. Dlatego też po seksie sobotnim wymyśliłem, że zrobię taki próbny aseksualizm przez tydzień czasu :-) Zobaczę kiedy żona zauważy że coś jest nie tak i jak ona będzie się do mnie przymilać big_smile Zadanie jest cholernie trudne do wykonania, bo przez ten tydzień będę musiał walczyć sam ze sobą sad Wiem, że tydzień to mało i należałoby sprawdzić w większym odstępie czasu w różnym okresie, ponieważ raz są takie dni a raz takie. Jednak spróbuję, wczoraj nie robiłem nic i seksu nie było, ale wiem, że była zmęczona :-) O wynikach poinformuję za tydzień tongue

429

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.
karolcia_38 napisał/a:

gdybyś choć na chwilkę zastosował zasadę "nic na siłę" usiadł byś wygodnie w fotelu naprzeciwko żonki i rozważył to w czym teraz tkwicie. mogło by się okazać że w zasadzie to męczycie siebie nawzajem i to nie ma najmniejszego sensu. według mnie w zdrowym związku chęć jest zawsze i wcale tu nie chodzi o gotowość do współżycia i łóżkowych ekwilibrystyk na żądanie partnera czy parterki ale o dialog i chęć poprawienia sytuacji. to się robi od razu a nie czeka na niewidadomoco. często to niewiadomoco jest celowym odwlekaniem sprawy bo druga strona czegoś usilnie nie chce ale też i nie chce się do tego przyznać i wziąć za to całkowitej odpowiedzialności. jednym słowem odwleka coś co dla niej jest niewygodne. a ty sobie to tłumaczysz na różne sposoby bo przecież to nie może być żeby to tak różne było od tego co ty oczekujesz.

Karolcia, gdybym usiadł wygodnie w fotelu i zastosował zasadę"nic na siłę" to patrzyłbym jak mi życie samotnie przez palce przecieka, bo koleżanka małżonka jest zainteresowana swoją pracą, a na całą resztę nie ma siły. Gdy jednak dochodzi do jakiegoś "dialogu" to jest to raczej mój monolog co zrobić by było lepiej, a już do mnie dotarło , że "co zrobić by MI było lepiej". Teraz formalnie powinienem zdać sobie sprawę, że się razem wzajemnie męczymy i szkoda czasu na to byśmy razem z sobą żyli, bo mamy zupełnie inne priorytety w życiu. Co tam kredyty, dzieci etc.... jest nam źle więc zabieramy zabaweczki z piaskownicy i każdy idzie w swoją stronę....

Więc jakoś odnoszę wrażenie, że Twoja zasada nic na siłę, to chyba raczej zasada pójścia na łatwiznę. Piękne logiczne wytłumaczenie, że człowiek w życiu nic nie musi, nie ma żadnych obowiązków, jeśli już podejmuję jakąś walkę o coś, to musi ona wynikać z chęci obojga, a nie tylko jednego....... Jak to mówią można zrobić lub nie zrobić wiele, byle by sobie tylko to odpowiednio uzasadnić, wytłumaczyć.

W sumie chyba każdy z nas ma jakieś swoje wyobrażenie o życiu, tym co musi czego nie, co potrzebuje czego nie i tylko bagaż naszych doświadczeń ma wpływ na to jaką droga pójdziemy. Niekiedy górę na tym wszystkim bierze nasza osobowość i charakter. Jedno o coś walczą, inni olewają.

Osobiście uważam, że człowiek będzie o coś tam walczył tylko wtedy jeżeli na czymś mu zależy. gdy ma wszystko gdzieś nie podejmuje walki.  Temat wątku to "Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu." Jedna strona nie chce, drugiej na tym zależy, więc człowiek o to walczy. Mój "wygodny fotel" w tym wypadku to nic na siłę, nie chcesz?? nie musisz - a ja idę na bok, jak Ci się zachce to wiesz gdzie mnie szukać.....

Niestety to zapewne skuteczne rozwiązanie, lecz niestety jeszcze nie mieści się w "moich" normach. Dlatego też jedyne co mi zostaje to walczyć, próbować i walić głową w mur. To i tak lepsze niż zdrada....

430

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.
maniek212 napisał/a:
karolcia_38 napisał/a:

gdybyś choć na chwilkę zastosował zasadę "nic na siłę" usiadł byś wygodnie w fotelu naprzeciwko żonki i rozważył to w czym teraz tkwicie. mogło by się okazać że w zasadzie to męczycie siebie nawzajem i to nie ma najmniejszego sensu. według mnie w zdrowym związku chęć jest zawsze i wcale tu nie chodzi o gotowość do współżycia i łóżkowych ekwilibrystyk na żądanie partnera czy parterki ale o dialog i chęć poprawienia sytuacji. to się robi od razu a nie czeka na niewidadomoco. często to niewiadomoco jest celowym odwlekaniem sprawy bo druga strona czegoś usilnie nie chce ale też i nie chce się do tego przyznać i wziąć za to całkowitej odpowiedzialności. jednym słowem odwleka coś co dla niej jest niewygodne. a ty sobie to tłumaczysz na różne sposoby bo przecież to nie może być żeby to tak różne było od tego co ty oczekujesz.

Karolcia, gdybym usiadł wygodnie w fotelu i zastosował zasadę"nic na siłę" to patrzyłbym jak mi życie samotnie przez palce przecieka, bo koleżanka małżonka jest zainteresowana swoją pracą, a na całą resztę nie ma siły. Gdy jednak dochodzi do jakiegoś "dialogu" to jest to raczej mój monolog co zrobić by było lepiej, a już do mnie dotarło , że "co zrobić by MI było lepiej". Teraz formalnie powinienem zdać sobie sprawę, że się razem wzajemnie męczymy i szkoda czasu na to byśmy razem z sobą żyli, bo mamy zupełnie inne priorytety w życiu. Co tam kredyty, dzieci etc.... jest nam źle więc zabieramy zabaweczki z piaskownicy i każdy idzie w swoją stronę....

Więc jakoś odnoszę wrażenie, że Twoja zasada nic na siłę, to chyba raczej zasada pójścia na łatwiznę. Piękne logiczne wytłumaczenie, że człowiek w życiu nic nie musi, nie ma żadnych obowiązków, jeśli już podejmuję jakąś walkę o coś, to musi ona wynikać z chęci obojga, a nie tylko jednego....... Jak to mówią można zrobić lub nie zrobić wiele, byle by sobie tylko to odpowiednio uzasadnić, wytłumaczyć.

W sumie chyba każdy z nas ma jakieś swoje wyobrażenie o życiu, tym co musi czego nie, co potrzebuje czego nie i tylko bagaż naszych doświadczeń ma wpływ na to jaką droga pójdziemy. Niekiedy górę na tym wszystkim bierze nasza osobowość i charakter. Jedno o coś walczą, inni olewają.

Osobiście uważam, że człowiek będzie o coś tam walczył tylko wtedy jeżeli na czymś mu zależy. gdy ma wszystko gdzieś nie podejmuje walki.  Temat wątku to "Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu." Jedna strona nie chce, drugiej na tym zależy, więc człowiek o to walczy. Mój "wygodny fotel" w tym wypadku to nic na siłę, nie chcesz?? nie musisz - a ja idę na bok, jak Ci się zachce to wiesz gdzie mnie szukać.....

Niestety to zapewne skuteczne rozwiązanie, lecz niestety jeszcze nie mieści się w "moich" normach. Dlatego też jedyne co mi zostaje to walczyć, próbować i walić głową w mur. To i tak lepsze niż zdrada....

cóż nie wiem gdzie ja tu umieściłam w tekście przyzwolenie na zdradę w małżeństwie. ja ci piszę o wieloletniej walce z marnym skutkiem. ja w takiej sytuacji byłam i dziś wiem że ona (walka) jest bez sensu bo nic się nie zmieni. walcz wal głową w mur lecz guzy powstrzymuj się aż dojrzejesz i zrozumiesz że to bezcelowe. nauczyłam się że jeśli przez dłużysz czas czegoś nie ma to tego nie będzie w ogóle więc albo ja zmienię do tego stosunek albo poszukam tego gdzieś indziej. ja mam krótkie życie które chcę fajnie przeżyć bo tylko ja za nie odpowiadam i mnie będą z niego rozliczać. poczytaj posty innych ludzi którzy mieli takie problemy. większość w końcu dochodzi do wniosku że to bez sensu lub zatracają się w depresjach nerwicach mrocznych stanach umysłu. ciało im choruje dusza im choruje oni chorują. oczywiście każdy z nas dokonuje indywidualnego wyboru zgodnie z własnymi priorytetami wartościami własnym sumieniem. ja naprawdę uważam że to jest temat rzeka. tylko że ja mam teraz porównanie do tego co było przed i jest po. i różnica jest niewyobrażalna wręcz. może dlatego łatwo mi się pisze o tym by zawalczyć o siebie gdy druga strona jednak permanentnie nie jest walką zainteresowana. to trochę takie według mnie oszukiwanie siebie na siłę. walczę i walczę i walczę i czekam i czekam i czekam a tu od lat nic się nie wydarza już mój rozum zaczyna mi mówić no dość koniec ale nie ja dalej walczę i walczę. no ja owszem walczyłam ale już nawet mój ex małżonek mówił do mnie drukowanymi literami że on ma to wszystko w d..pie i mu dobrze jest tak jak jest. a ja dalej walczyłam. później się ocknęłam ale dużo później. i teraz już wiem dlaczego pod maską walki ukrywałam niechęć do podjęcia odpowiedzialności za własne życie i szczęście skoro mój mąż nie był tym zupełnie zainteresowany. strach. mną akurat rządził strach. dlatego wciąż widziałam światełko w tunelu i kurczowo trzymałam się walki. choć rzeczywistość tak naprawdę była przytłaczająca. smutno przytłaczająca.

431

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

Moja szanowna druga połowa niestety nie mówi mi , że ma to wszystko w du... i może właśnie dlatego i ja mam przed oczami jakieś światełko. Być może sam siebie oszukuje, choć po ostatniej domowej zadymie coś we mnie pękło. Chyba to zauważyła, pierwszy raz od wielu rozmów coś się faktycznie zmieniło. Nie wiem na jak długo.. zobaczymy. Po tym wszystkim wiem jedno - wiem jak nie chcę już żyć i na co już sobie nie pozwolę. O tym powiedziałem otwarcie i z pełną świadomością. Okazało się, że to co było wcześniej nieosiągalne teraz jest dostępnę, co więcej!!!!! Nie trzeba się wcale wiele poświęcać..... i można.

Nie chciałbym zapeszyć i przechwalić. Zobaczymy czy światełko moje nie wygaśnie, jeśli tak to przyjdzie żyć osobno. Nie będę wegetował. Lepiej czegoś nie mieć, niż mieć i nie móc z tego korzystać. W końcu pewnie nie pierwszy i nie ostatni, który zmieni swoje życie...;)

432 Ostatnio edytowany przez karolcia_38 (2013-08-06 11:58:07)

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.
maniek212 napisał/a:

Moja szanowna druga połowa niestety nie mówi mi , że ma to wszystko w du... i może właśnie dlatego i ja mam przed oczami jakieś światełko. Być może sam siebie oszukuje, choć po ostatniej domowej zadymie coś we mnie pękło. Chyba to zauważyła, pierwszy raz od wielu rozmów coś się faktycznie zmieniło. Nie wiem na jak długo.. zobaczymy. Po tym wszystkim wiem jedno - wiem jak nie chcę już żyć i na co już sobie nie pozwolę. O tym powiedziałem otwarcie i z pełną świadomością. Okazało się, że to co było wcześniej nieosiągalne teraz jest dostępnę, co więcej!!!!! Nie trzeba się wcale wiele poświęcać..... i można.

Nie chciałbym zapeszyć i przechwalić. Zobaczymy czy światełko moje nie wygaśnie, jeśli tak to przyjdzie żyć osobno. Nie będę wegetował. Lepiej czegoś nie mieć, niż mieć i nie móc z tego korzystać. W końcu pewnie nie pierwszy i nie ostatni, który zmieni swoje życie...;)

Maniek

ja sądzę że twoja małżonka nie tyle "usłyszała" że macie problem ale go POCZUŁA. jak cię czytam mam wrażenie że w tobie zapadły pewne decyzje które powodują określone wibracje jakie ona odczuwa i zaczyna się zastanawiać. i w tym kontekście jest to chyba jedyna droga do sukcesu. bo jednak masz przynajmniej dowód na to że szanowna małżonka odbiera jakieś twoje fale. być może potrzebuje więcej czasu być może sama musi sobie odpowiedzieć na kilka pytań. ja osobiście wierzę że można "otworzyć" drugiego człowieka poprzez zmianę własnych paradygmatów. mnie w tym wszystkim jednak przytłacza ta niechęć drugiego człowieka do brania w 100% odpowiedzialności za jakość związku gdzie w głębokim rozumieniu wiążących nas zależności rozwiązujemy nasze codzienne problemy i bolączki. stąd wciąż wracam do tego "nic na siłę" i nie oznacza to wcale poddanie się zdradę czy olanie problemu ale oznacza stanowisko drugiej strony. kochanie nie rób nic na siłę rób to co nakazuje ci twoje wnętrze twoje sumienie bądź prawdziwa do bólu to jest jedyna droga do prawdziwego porozumienia i systematycznego codziennego budowania naszej rzeczywistości gdzie każde z nas jest na równi ważne jest na równi szanowane słuchane i na równi brane są pod uwagę jego potrzeby. kurde i mnie się wydaje że to wcale nie jest trudne ale wymaga jedynie świadomości własnego wkładu i odpowiedzialności no może trochę pokory by się przydało to tego.

http://zwierciadlo.pl/2013/seks/partnerstwo/5-cech-dojrzalej-milosci

czego ci nie czego WAM z całego serca życzę.
pozdrawiam karolina

433 Ostatnio edytowany przez Marsjanin (2013-08-06 14:42:27)

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

Piszę z perspektywy wieloletniego "aseksualnego". W moim związku seks się skończył z dwóch zasadniczych powodów, które wzajemnie się wzmacniały. 1. Po Jej stronie: od samego początku znajomości niemal codzienne histeryczne zachowania i "humorki". Po jakimś czasie, nawet w chwilach, gdy była przymilna, nie potrafiłem się oddać czułościom tylko czekałem kiedy znowu wybuchnie złością  (by za chwilę mnie przepraszać). 2. Po mojej stronie: problemy z erekcją. Miłość choć była między nami aż do chwili rozstania, nie wystarczyła.

Jeszcze jedna uwaga. Wielu kobietom chyba się wydaje, że wystarczy atrakcyjność fizyczna. Stąd często w Waszych postach: zakładam seksowną bieliznę, robię makijaż, dbam o włosy. Ważna jest jednak także atrakcyjna osobowość dająca poczucie emocjonalnego bezpieczeństwa. Po moich doświadczeniach, za najważniejszą cechę partnerki uznałbym stabilność emocjonalną.

Czytając niektóre posty mam też wrażenie, że czasami kobiety zapominają, że w przeciwieństwie do nich, mężczyzna nie może odbyć stosunku bez podniecenia i wzwodu. Nawet jeśli chciałby to robić tylko dla waszego zaspokojenia, to jest to fizycznie niemożliwe. Dlatego u mężczyzny "nie" znaczy "nie" i nie pomoże dobra wola.

Oczywiście, to co opisałem to konkretny przypadek. Pewnie wasze są inne.

434

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.
karolcia_38 napisał/a:

stąd wciąż wracam do tego "nic na siłę" i nie oznacza to wcale poddanie się zdradę czy olanie problemu ale oznacza stanowisko drugiej strony. kochanie nie rób nic na siłę rób to co nakazuje ci twoje wnętrze twoje sumienie bądź prawdziwa do bólu to jest jedyna droga do prawdziwego porozumienia i systematycznego codziennego budowania naszej rzeczywistości gdzie każde z nas jest na równi ważne jest na równi szanowane słuchane i na równi brane są pod uwagę jego potrzeby. kurde i mnie się wydaje że to wcale nie jest trudne ale wymaga jedynie świadomości własnego wkładu i odpowiedzialności no może trochę pokory by się przydało to tego.

Karolcia.... jednej rzeczy w tym wszystkim nie rozumiem, nie przyswajam, nie ogarniam. Być może to tylko kwestia terminologii... NIC NA SIŁĘ!!!!!! W przypadku mojej koleżanki M jesteśmy w czarnej d... jak student. Ona do pracy, ja w domciu, z seksem nie zawracaj mi głowy, jak będę miała chęć i ochotę to się dowiaduj, może udzielę Ci audiencji. Stał bym z boczku i czekał no to co spadnie mi z pańskiego stołu. Nic na siłę w jej wykonaniu byłoby równoznaczne z rób co chcesz, i do niczego mnie nie zmuszaj, nic ode mnie nie chcij

Myślę, że nie u wszystkich to się sprawdzi. Co po niektórzy potrzebuję dobrego słowa, inni pałą w łeb by zrozumieć, że trzeba się trochę zastanowić nad swoim postępowaniem. Wiem co mówię - kazdy z nas jest inny i na każdego trzeba znaleźć swój sposób....

karolcia_38 napisał/a:

ja sądzę że twoja małżonka nie tyle "usłyszała" że macie problem ale go POCZUŁA.

ja też się z tym zgadzam..... chyba pierwszy raz od początku naszych problemów....:):):)

435

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

"Karolcia.... jednej rzeczy w tym wszystkim nie rozumiem, nie przyswajam, nie ogarniam. Być może to tylko kwestia terminologii... NIC NA SIŁĘ!!!!!! W przypadku mojej koleżanki M jesteśmy w czarnej d... jak student. Ona do pracy, ja w domciu, z seksem nie zawracaj mi głowy, jak będę miała chęć i ochotę to się dowiaduj, może udzielę Ci audiencji. Stał bym z boczku i czekał no to co spadnie mi z pańskiego stołu. Nic na siłę w jej wykonaniu byłoby równoznaczne z rób co chcesz, i do niczego mnie nie zmuszaj, nic ode mnie nie chcij"

oj maniuś maniuś :-) hahahaha ależ ogarniasz ogarniasz ale przyswoić nie chcesz bo stajesz przed bardzo trudnym pytaniem na które przyjdzie ci samemu odpowiedzieć bo żonka nie ma na to najmniejszej ochoty. "nic na siłę" nie jest tożsame z "rób co chcesz". nic na siłę oznacza że niech ona będzie sobą przez cały czas i teraz przyjrzyj się co widzisz? nie zmuszaj do niczego mów czego ci brakuje rozmawiaj spokojnie prowadź z nią dialog informuj o swoich uczuciach emocjach bez obarczania jej winą bez fochów bez tłamszenia z szacunkiem dojrzałością i głęboką świadomością na czym polega współodpowiedzialność w związku. w sumie jak dla mnie sam sobie odpowiedziałeś co się będzie działo. i tego nie możesz przyswoić. bo wiesz że nic się nie stanie. zostaniesz sam jak palec ze swoimi potrzebami z wypowiedzianymi uczuciami czy emocjami. rozpłynie się to w powietrzu i nie będzie żadnego odzewu. i gdybyś zastosował zasadę do rozpatrywania tegoż faktu z ideą "nic na siłę" zrozumiałbyś że tu nie ma o co walczyć bo PRAWDZIWA twoja żona NIE CHCE TEJ WALKI męczysz ją próbujesz nagiąć do OSOBY KTÓRĄ ONA N I E  CHCE BYĆ. bo widzisz maniek ona w tej chwili jest sobą. na ten moment ona jest prawdziwa gdy dajesz jej spokój. zaczyna się zmieniać pod wpływem presji i nalegań z twojej strony. a bo może tak powinno być bo przecież jest twoją żoną i w sumie "powinna" "to" czuć  a bo może czuje trochę poczucia winy że nie czuje tego do ciebie o co ją prosisz a może sama ma wiele wątpliwości. ale na dziś konkretnie ona jest sobą. nie chce cię zwyczajnie po ludzku. drugim istotnym pytaniem to DLACZEGO nie chce ciebie? o ale o to należałoby zapytać małżonkę. przyczyn może być masa mogą się one przenikać jedna z drugiej wypływać i takie tam to niestety domena kobiet. i nawet jeśli tak byłoby w istocie ie zwalnia ją to z odpowiedzialności za wasz związek. wydajesz się być tego bardziej świadom ale też wiem z doświadczenia że to pociąga za sobą widmo podjęcia stosownych decyzji. zarówno o pozostawaniu w związku jak i jego zakończeniu.

436 Ostatnio edytowany przez maniek212 (2013-08-06 23:57:56)

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

Ja jestem wtedy faktycznie z Marsa...AAAAAAAAAAAAAAA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! a moja z Wenus......

To o czym prawisz to pewnie i jakaś życiowa prawda, którą człowiek może przystosować do swojego życia. Pewnie jako facet myślę schematycznie, do tego mój skrajny realizm dość skutecznie wybija mnie z alogicznych posunięć, które kobiety potrafią z pasją praktykować. Tak sobie myślę, że gdybym teraz chciał zastosować Twoją dewizę nic na siłę etc.... musiałbym zniszczyć z jakieś 45% siebie. Zabić w sobie kilka potrzeb i zostać mistrzem cierpliwości. Ciekaw jestem co by jednak było, gdyby się okazało, że zasada "nic na siłę"nie działa na moją małżę?????? Jakaś głowa by poleciała....;);)

Stosowałem już wszelkie znane mi formy nacisku, gróźb, próśb i kwiatki, czułe słówka, trzaskanie łapą w stół i szantaż emocjonalny i co tylko możliwe (prócz siły fizycznej..:):)) by zmobilizować drugą stroną do działania. O swoich potrzebach, wizjach, chęciach, pragnieniach, obawach informowałem ustnie, na piśmie i drogą elektroniczną. Wiem jedno.... pozostawienie jej w spokoju to jak wygrana w lotka. Człowiek wciąż o niej marzy lecz nigdy nie wygrywa.....`

W tym oczekiwaniu na "szczęście" mogę nie zauważyć jak mi życie przeminie i przyjdzie usadzić tyłek na bujanym fotelu. Znalazłem już swoje rozwiązanie.... zrobić wszystko co możliwe by było dobrze, a jak się nie uda każdy z nas idzie w swoją stronę. Szkoda czasu by oczekiwać czegoś co nigdy nie nastąpi. I być może małża w końcu "poczuła" nasz problem (celowo nie wspominam mój) i coś do niej dotarło. W końcu i tak w tym wszystkim jest ważny cel. Dla Was kobiet dodatkowo dochodzą jeszcze środki i to jest to, czego my faceci musimy się uczyć przez całe życie....heheh smile:):):)

karolcia_38 napisał/a:

PRAWDZIWA twoja żona NIE CHCE TEJ WALKI męczysz ją próbujesz nagiąć do OSOBY KTÓRĄ ONA N I E  CHCE BYĆ.

Jestem w stanie to zrozumieć, że nie chce być kimś, kim nie jest. Niestety swoim zaniechaniem wymusza na mnie bym sam był kimś, kim nie chce i nie jestem. To działa w dwie strony. Musze zrezygnować z czegoś czego potrzebuje, by nie być katem dla drugiej strony co i tak powoli wpędza mnie w stan frustracji. Ogólnie powiem tak -  jak dla mnie to bardzo karkołomne posunięcie poddając się "nic na siłę". Tak faktycznie niby o czymś tam mówimy, niby o czymś informujemy nie oczekując nic w zamian (no bo przecież nie można). To od nas wymaga się anielskiej cierpliwości czekając jak druga strona łaskawie raczy zauważyć, że także istniejemy w jej życiu i czegoś nam potrzeba.

Mam lepsze rozwiązanie - wywalić z chałupy, lub samemu się wyprowadzić i zostawić "ofiarę" z wszystkim. Dopiero jak straci, to faktycznie doceni z czego mogła korzystać i czego nie zrobiła. Jeśli nie, to żadna strata i będzie świadectwem tego, że podjeliśmy słuszną decyzję. Za dużo tych próśb i cackania się z życiowymi indywidualistami. Chce niezależności - bardzo proszę - może ją mieć jako singiel ( z dziećmi i długami smile:)) Może wtedy spłynie jakaś mądrość i okaże się że słowo "razem" nabierze zupełnie innego wymiaru....

437

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

Wczoraj odegrałam się w końcu :D

Zaaranżowałam seks, był lodzik, a gdy czułam, że jest już blisko... po prostu przerwałam, wstałam i poszłam do łazienki! Po powrocie zachowywałam się tak, jakby nic się nie stało, nie wiem, czy sobie sam dokończył, czy nie, i nie obchodzi mnie to szczerze mówiąc. Faktem jest, że dziś od samego rana był PRZEMIŁY i cały czas wokół mnie skakał :)

Wygląda na to, że znalazłam metodę na wszystkich tych pożal się boże impotentów i aseksualnych facetów, na których tak żalą się kobiety. Tak więc, drogie panie - już wiecie, co macie następnym razem zrobić :))

438 Ostatnio edytowany przez Wielki_Kot (2013-08-12 15:20:42)

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

Uważasz, że to jest lek na twoje nieszczęście? Zobacz co będzie się działo w dłuższej perspektywie :-)

Ps. zerknij do maila wink

439

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.
Wielki_Kot napisał/a:

Zobacz co będzie się działo w dłuższej perspektywie :-)

W dłuższej perspektywie będzie tak samo, dopóki go nie wytresuję :P

440

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.
lasouris napisał/a:
Wielki_Kot napisał/a:

Zobacz co będzie się działo w dłuższej perspektywie :-)

W dłuższej perspektywie będzie tak samo, dopóki go nie wytresuję tongue

Sama pisałaś, że dla niego seks to "rżnięcie jak w pornolu" Tresurą chcesz nauczyć go czułości? :-)

441

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.
Wielki_Kot napisał/a:
lasouris napisał/a:
Wielki_Kot napisał/a:

Zobacz co będzie się działo w dłuższej perspektywie :-)

W dłuższej perspektywie będzie tak samo, dopóki go nie wytresuję :P

Sama pisałaś, że dla niego seks to "rżnięcie jak w pornolu" Tresurą chcesz nauczyć go czułości? :-)

Zobaczymy; na razie chociaż coś się dzieje ;P

442

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

Jestem Ciekaw rozwoju sytuacji :-) Dziwię się tylko, że on nie poszedł za Tobą. Chyba że to jest człowiek w pełni kontrolujący swoje podniecenie i bez problemu je schładza. Ja tak nie potrafię.

443

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.
Wielki_Kot napisał/a:

Jestem Ciekaw rozwoju sytuacji :-) Dziwię się tylko, że on nie poszedł za Tobą. Chyba że to jest człowiek w pełni kontrolujący swoje podniecenie i bez problemu je schładza. Ja tak nie potrafię.

Pewnie sam sobie "strzepał", jak on to lubi mawiać :P Cóż za problem, ja tyle razy zaspokajałam się sama, on też może, korona mu z głowy nie spadnie :P

444

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

Rozwala mnie tylko jego określenie "Idź sobie strzepać i daj mi spokój". Jakbyś była facetem i miała co trzepać.
A działają na niego seksowne stroje? Na mnie jak czerwona płachta na byka. Odgrywanie ról jest fajne :-)

445

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.
Wielki_Kot napisał/a:

A działają na niego seksowne stroje?

Taak, czasem działają, ale wkurza mnie, że muszą być ZA KAŻDYM RAZEM. Lubię coś takiego założyć, ale gdy robię to po to, żeby wyprosić seks, a i tak prawdopodobnie na 90% "nic nie będzie", odechciewa mi się.

446

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

Facet powinien pożądać swoją kobietę taka jaka jest naturalnie. Tutaj już nic Ci nie poradzę, ponieważ nie mam takiego problemu z własnym popędem, raczej odwrotnie big_smile
Jeżeli rozmowy nie pomagają, prośby, podstępy, to mnie się wydaje, że nic nie będzie już z tego życia erotycznego. Może trzeba sobie postawić pytanie jak zrobić aby zaczął jeść Ci z ręki :-)

447

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.
Wielki_Kot napisał/a:

Może trzeba sobie postawić pytanie jak zrobić aby zaczął jeść Ci z ręki :-)

Wygląda na to, że po wczorajszej akcji coś niecoś już zaczął ;)

448

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

Witam..Do tej pory myślałam,że jestem jedną z nielicznych w tym temacie. Nie sypiam z moim facetem pół roku a on nie widzi problemu, mówi,że kocha, stara się znosić moje frustracje, awantury itp. Przez chwilę myślałam,że to może ja jestem zboczona i coś ze mną nie tak...Przytyłam 20 kg po urodzeniu syna, schudłam 10, teraz staram się znowu nie przytyć ale co robić jak wieczorem leżąc samotnie w łóżku pozostaje mi czekolada, jedyna przyjemność.Czuję się zupełnie nie atrakcyjna i odrzucona. Chyba widać po mnie brak seksu bo mój sąsiad i przyjaciel mojego faceta zaproponował mi randkę. Facet miły, atrakcyjny ale nie mój....Popędziłam w cholerę. Z drugiej strony zastanawiam się ile jeszcze wytrzymam i czy można tak dalej żyć, każde zbliżenie to moja inicjatywa, czym dłuższa przerwa tym jestem gorsza, nie umiem zdradzać przynajmniej na razie. Tkwić w tym też nie bardzo umiem. Przyjaciółka radzi mi trzymać związek dla dobra dziecka ale po co dziecku matka wariatka??? Leczyć się mój chłop nie zamierza, mówi,że jest zupełnie zdrowy. Nie potrafię żebrać o uczucia, nie umiem tego robić.

449

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

Moja dobra znajoma ma ten sam problem, i kurcze tak sobie myślę że ja narzekam na mojego faceta który można powiedzieć że jest w każdej chwili gotowy, ale taki facet aseksualny no to już jest masakra:/

450

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

Przeczytałam cały wątek i jestem załamana, ale przynajmniej wiem, że nie jestem z tym sama. Około miesiąca temu postanowiłam, że albo coś z tym robimy, albo się żegnamy. I od miesiąca trwa walka, niekończące się rozmowy, obietnice itp.
Czytając wszystkie wypowiedzi nasuwa się jeden wniosek: zostawić, bo już nic z tego nie będzie. Jednak jest mi bardzo trudno, bo tak jak u wielu reszta relacji jest wręcz idealna.
Nie mam wiedzy na ten temat, dlaczego może ktoś mi powie: czy można się stać aseksualnym tak nagle, po ponad roku związku? (Wcześniej wszystko było w najlepszym porządku). Nie wiem czy to aseksualność, ale w tym momencie podejrzewam już wszystko. Czy rozstanie to jedyna opcja? Wiem, że decyzję muszę podjąć sama, ale nie chcę sobie wyrzucać do końca życia, że zrezygnowałam z ukochanej osoby. Planujemy razem przyszłość, wspieramy się, jest między nami dużo czułości i miłości, tylko sfera seksu została kompletnie wyeliminowana.
Myślałam o seksuologu, nie proponowałam mu tego, ale myślę, że mógłby się zgodzić. Tylko jaki sens ma taka wizyta, skoro on nawet sam przed sobą nie chce się przyznać, że jest problem?

451

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.
Aerith napisał/a:

Witajcie!
Czytam, czytam te wszystkie historie i powiem szczerze, jestem załamana. Przeglądam internet i natrafiłam już na masę haseł "nie pociągam mojego faceta", przeczytałam wiele historii i... żadna z nich nie skończyła się jak w bajce sad Miłość nie zwyciężyła i albo para się rozstała, albo męczy się ze sobą dalej.
Piszę to, ponieważ jestem w podobnej sytuacji. Jestem ze swoim chłopakiem w związku już od 7,5 roku, a on nie bardzo wykazuje zainteresowanie seksem...
Ja zawsze miałam ognisty temperament, on był spokojny, łagodny. Nigdy nie ukrywałam swoich potrzeb i preferencji, ale on to raczej chyba traktował jak moje "gadanie" i fanaberię. Przez te 7,5 roku, jak ze sobą jesteśmy, spaliśmy ze sobą może 10-12 (?) razy. Oprócz tego dochodziły zabawy oralne, ale raczej to on mi zawsze dogadzał (bo ja zazwyczaj się "przymilałam"), on generalnie nie miał potrzeb na zaspokajanie w ten sposób. Raz na ruski rok i dziękuję.
On chyba nie bierze na poważnie moich potrzeb oraz tego, jak wielki dramat przez to przeżywam. Czuję się paskudna, jak cegła, szary pustak, kompletnie nieatrakcyjna. Jakbym była w związku z własnym bratem! Brakuje mi czułości, bliskości, pieszczot, tej magicznej więzi, która wytwarza się między kochankami... Ostatnio zapytał ?To naprawdę aż takie ważne dla ciebie?!? ;(
On mówi, że to wszystko przez to, że nie mieszkamy razem, "nie mamy  warunków" (nienawidzę już tego zwrotu), ale gdy tylko nadarzy się jakaś okazja i jesteśmy sami, to jeśli ja nie zainicjuję jakiejś bliskości, to on nie robi nic... Jestem załamana, czuję się upokorzona. Często się kłócimy, a wszystko zazwyczaj kończy się i zaczyna na jednym: na seksie, a raczej jego braku i na tym, że chodzę jak odbezpieczony granat. Mam ciągłe napady histerii i chyba jestem o krok od depresji, o ile już jej nie mam.
Sprawy nie ułatwia fakt, (jakże to szablonowe) że poza tym jest on bardzo uczciwym, dobrym facetem.
Teraz w ogóle większość czasu spędza ze swoim dobrym kolegą i ja tak sobie myślę, że do niczego mu już nie jestem potrzebna. W sumie to i mieszkanie z mamą mu wystarczy, bo skoro nie ma potrzeb seksualnych, to mama zaspokoi wszelkie pozostałe (gotowanie, sprzątanie itp.).
W sumie, to jeszcze bardziej mnie dobiło, jak przeczytałam to co napisałam. To nie tak, że ja jestem święta... Mam straszne problemy ze schizem ciążowym, ale ilekroć mówię, byśmy to jakoś załatwili, to jest oczywiście "tak, tak", a potem sama rób co chcesz. Sam nie zabierze głosu w sprawie skutecznej antykoncepcji. Teraz nawet okazało się, że nie mogę pigułek brać. Ja się załamałam, ale jemu to jest chyba na rękę, bo wizja konieczności współżycia jeszcze bardziej oddaliła się w przyszłości.

Stwierdziłam w końcu, że skoro on nie chce, to ja musze tak zrobić, by też nie chcieć. Nie wiem, może sa jakieś leki czy coś innego na obniżenie libido... Cokolwiek... Jakaś terapia... Inaczej zwariuję ;(

Przepraszam, że to wszystko napisałam, ale jestem zrozpaczona i musiałam się wygadać sad Czuję się strasznie samotna i zdołowana. Nikomu na tym świecie chyba już nie jestem do niczego potrzebna sad

Jak to przeczytałam, to aż mnie zatkało, wydaje mi się, że sama to napisałam. Te same wymówki, to samo zachowanie. Jedyna różnicą jest mniejszy staż i to, że biorę pigułki. Smutne to wszystko.

452

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

biała pietruszko kochana!!!! Nie łam się, ja mam dziecko z moim facetem, myślałam o tym wczoraj, wlazłam na forum czytałam długo, zastanawiałam się...Miałam wcześniej faceta, rzucał się na mnie wszędzie, miałam wrażenie,że traktuje mnie jak przedmiot, jak gumową lalę..... poznałam faceta z którym można pogadać, być przyjaciółką, chodzić na spacerki ale w łóżku pusto....Ja mam syna, ty chyba nie masz więc uciekaj, to się nie zmienia, problem narasta, atrakcyjna kobieta czuje się jak szczotka do kibla....Znajdz takiego co będzie kochankiem i przyjacielem. Ja też dorastam do rozstania.

453

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

Tak mi was szkoda dziewczyny. Myślę, że rozstanie to jedyne wyjście.
Wkurzają mnie tacy partnerzy co nie mają za grosz szacunku do czyiś potrzeb i uczuć. Zdecydować za kogoś, że ta osoba nie będzie mieć życia seksualnego? I nie powiedzieć tego od razu?
Chamstwo i okrucieństwo.

454

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

Też chyba powoli dorastam do rozstania, ale jest mi bardzo ciężko. On jest moim najlepszym przyjacielem, oparciem, zawsze jest przy mnie, nigdy mnie nie zawiódł. Dlatego długo starałam się nie zauważać problemu, zwłaszcza, że zawsze miał bardzo racjonalne tłumaczenie.
Nie mamy dzieci ani ślubu, nic nas w taki sposób nie łączy, jednak trudno jest zrezygnować z kogoś tak bliskiego.
Ale z tym decydowaniem za kogoś, że kończymy życie seksualne, to fakt. Tak to właśnie widzę.

455

Odp: Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

"nigdy mnie nie zawiódł" Jak najbardziej Cię zawiódł.  Bo gdzieś ma to do jakiego stanu doprowadza Cię tłumienie potrzeby bliskości i tłumienie potrzeb seksualnych, to może doprowadzić do uszczerbku na zdrowiu psychicznym i fizycznym. Dla mnie to wielki zawód, kiedy ktoś kto jest niby przyjacielem takie coś robi.
Skoro on chce się tak zachowywać to niech zostanie Twoim kolegą, a nie pcha się do miana partnera. Nawet takie dekle jakie tu Panie kochane opisujecie, muszą  wiedzieć, że większość ludzi CHCE seksu.
Więc skoro oni mają z tym problem i poważny powód powinni powiedzieć partnerce jaki jest powód, bez kręcenia, albo skoro po prostu nie chcą i nie mają ochoty bez żadnego powodu i są aseksualni to poinformować o tym na samym początku. Jeśli nie potrafią ani jednego ani drugiego. Udają, obiecują i wymyślają wymówki to dla mnie tacy ludzie do związku nie dorośli i w niczym nie można na nich polegać tak naprawdę, bo zawsze postawią siebie na pierwszym miejscu i ukryją i wymyślą wymówki na wszystko co im będzie nie wygodnie leżeć.

Posty [ 391 do 455 z 1 524 ]

Strony Poprzednia 1 … 5 6 7 8 9 … 24 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » SEKS, SEKSUALNOŚĆ, PSYCHOLOGIA » Żony aseksualnych mężczyzn - gdy on nie chce seksu.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026