jligota@gmail.com napisał/a:WitchQueen napisał/a:gdy niechęć wynika z uzależnienia od porno albo masturbacji
Co to jest uzaleznienie od porno lub masturbacji? Bo jak facet lubi porno i lubi masturbacje i lubi seks z kobieta - a ta chodzi zadowolona, to jest chyba ok?
Uzależnienie od porno i masturbacji jest wtedy jak dla faceta jest to substytutem bycia z partnerką - wtedy, kiedy nie chce tego robić, ze swoją kobietą, bo wygodniej mu sobie zwalić konia przed monitorem.
Ja też lubię porno i masturbację, ale oczywiście seks z moim partnerem jest dla mnie ważniejszy.
Snake - jak chcesz, to zarzucaj mi seksizm, czy cokolwiek chcesz, naprawdę niewiele mi to zrobi. Wystarczyło napisać - jestem facetem. Ok? Jakoś odruchowo założyłam, że jesteś kobietą, właśnie dlatego, że to jest kobiece forum.
Dobrze, ustępstwa są niezbędne, ale kto ma w takim razie ustąpić w kwestii seksu? Strona, która seksu chce, czy strona, która seksu nie chce? A może spotkamy się pośrodku, ale dalej będzie nam źle? Czy to uratuje związek, jeżeli ktoś ustąpi? Wątpię. Nadal nie jest rozwiązany problem frustracji którejś ze stron. Ktoś ustąpi właśnie z tej szumnej miłości, ale czy będzie szczęśliwy? Seks jest niestety taką dziedziną życia, że nie da się tak lekko zdecydować - zrobimy po mojemu/twojemu. Byłabym nieszczęśliwa jakby facet nie chciał tego ze mną robić i jakby się zmuszał też. Nie mówię, że nie należy szukać pomocy, iść na terapię, ale jeżeli by się upierał, że on problemu z tym nie ma, po prostu nie chce, to ja nie widzę innego wyjścia z sytuacji jak rozstanie. Nie chcę być w życiu nieszczęśliwa, a we wspomnianej sytuacji w żaden sposób nie mogłabym tego szczęścia znaleźć. Przecież to oczywiste, że bez seksu oddalilibyśmy się od siebie, narastałaby frustracja i w ogóle wątpię, że skończyłoby się dobrze. Dla mnie związek bez seksu to nie związek. Nie wszystko się da rozwiązać za pomocą prostego kompromisu.
Po pierwsze - dzieci zostaw, bo nie planuję ich mieć. Pomijam powody i kwestie mojego zdrowia. Uprzedzam, że sugerowanie mi, że jeszcze zechcę zwyczajnie mnie wk****a.
Nic nie usprawiedliwia zdrady, ale czasami nie dziwię się facetom, którzy zostawiają, albo zdradzają matki-wariatki, dla których rozczulanie się nad kupą dziecka jest tak absorbujące, że seks przestał dla nich istnieć (nie mówię tu o okresie tuż po porodzie, bo wiadomo o co chodzi). Dziecko już prawie w przedszkolu, a seksu jak nie było tak nie ma, a ona dalej uważa, że jest ok, bo skoro ma dzieci, to seksu nie potrzebuje. To jest taka sama sytuacja jak ta z facetem, który seksu nie chce. Nie twierdzę, że to ładne i szlachetne, ale to w ogóle nie jest temat, który da się wyczerpać jednym postem. Dlaczego uważasz, że lepsze dla kobiety/faceta jest trwanie w związku, który ich frustruje albo odradzasz od razu najbardziej radykalne rozwiązania. Można się rozstać, ale utrzymywać kontakt z dziećmi itd. Sporo ludzi się rozchodzi, ale nie musi to oznaczać końca świata.
Uważasz, że lepiej jest być męczennikiem, który dla dobra innych odrzuca własne potrzeby całkiem i udaje, że nic się nie stało? Ja uważam, że o swoje potrzeby powinno się dbać. Dbać, nie realizować kosztem innych, ale czasami nie da się zrobić tak, żeby wszyscy byli zadowoleni. Pewnie, że rozstanie jest przykre, ale to jest czasami mniejsze zło.
Wybacz, ale nie zamierzam zakładać, że mój związek okaże się kompletną klapą pod względem naszego życia seksualnego, bo z takim założeniem nie warto nawet związku zaczynać. Nie jest to mój pierwszy związek, trochę już w życiu przerobiłam chorych sytuacji, wiem, że może się coś popsuć. Niemniej czuję się bardzo szczęśliwa, mimo, że mój facet często wyjeżdża za granicę i nie zawsze mamy dla siebie tyle czasu ile byśmy chcieli, to jest nam razem super.
Nie widzę też powodu by zakładać czarny scenariusz dlatego, że znam masę ludzi w dłuuuugich związkach, których życie seksualne nie umarło. Zawsze dążę w życiu do tego, czego pragnę i póki co ta taktyka się sprawdza. Poza tym nie wierzę, że miłość przetrzyma wszystko - już się przekonałam, że nie wytrzymuje ani obojętności, ani ignorancji wobec wzajemnych potrzeb. Jak uważasz, że podchodzę do tego przedmiotowo tylko dlatego, że nie chcę kiedyś być zmuszona zrezygnować z własnego szczęścia, to trudno. Przeżyję to, zapewniam Cię.