busiu napisał/a:Tu chodzi o ignorowanie uczuć, potrzeb, szczęścia partnera.
Dlaczego od razu "ignorowanie uczuć"? Może ta osoba (rzekomo aseksualna) bardzo kocha swojego partnera i chce być z nim na zawsze?
tak może osoba rzekomo aseksualna chce być "na zawsze" z osobą seksualną i ją bardzo kocha ale nie może nie potrafi lub nie chce ZASPOKOIĆ POTRZEB osoby seksualnej. i tu nie ma rozwiązania bo tak jak osoba rzekomo aseksualna nie będzie brała prochów na podniesienie libido tak osoba seksualna nie zrobi sobie lobotomii lub nie wynie czegoś by libido znikło. jedna jak i druga osoba próbując zmienić coś w sobie będzie musiała zadać cios naturze własnej. a przecież nie o to chodzi w związku by być kimś innym niż w rzeczywistości się jest. bo to jest podwójne oszustwo siebie i partnera.
"Po pierwsze jestem mężczyzną.
Po drugie: Człowiek mający rodzinę dzieci pracę itd. potrzebuje bezzwłocznie spokoju celem psychicznej regeneracji bo nie można robić 24/h bo człowiek nie jest przecież robotem. Wiążemy się z kimś z myślą, że to jest partner do końca życia bo składamy przysięgę przed Bogiem(a wierz mi to dla wielu coś znaczy)i będziemy ze sobą na DOBRE I NA ZŁE, a nie wtedy gdy się komuś będzie nudzić(!!!) albo, że już nie mamy ze sobą wspólnych tematów itp. Dziw mnie bierze, że przez kulturę współczesną propagująca lekkie podejście do życia tak wielu młodym umysłom mąci w głowie. Trzeba być ze sobą nie dla pozoru tylko dla poczucia czegoś trwałego stabilnego co w dzisiejszym ,bardzo chwiejnym świecie jest niezwykle ważną rzeczą."
to jest "typowe" męskie podejście do kwesti ewentualnych nieporozumień problemów w związku. dla wielu "nie ma sprawy" "o co ten hałas" "przecież jest dobrze więc po co zmieniać" "jesteś księżniczką w głowie ci się pokręciło" "nudzisz się weź się do roboty" "przesadzasz" "wielkie halo o nic" i wiele wiele innych "wytłumaczeń" (czyt. wykrętów) dlaczego nie "warto podejmować wysiłku w celu zrozumienia o czym parterka mówi i czego chce". dla mnie sprawa jest prosta. nie dobraliście się dobrze macie różne potrzeby nie jesteście w stanie nawazajem siebie zaspokajać. ona chce mówić...... ty nie chcesz słuchać...... ona chce cię wysłuchać...... ty nie chcesz mówić..... hmm... jaki to związek dla mnie ŻADEN. (oczywiście piszę to nie dosłownie o tobie ale o schemacie jaki sama w małżeństwie przechodziłam i o którym wciąż słyszę wśród kobiet). ja już odkryłam swoją prawdę że nie można tworzyć szczęśliwego związku milcząc (moje doświadczenie). ale też nie można tworzyć szczęśliwego związku dużo rozmawiając gdy na słowach się kończy a niezaspokojone potrzeby nadal wprowadzają do związku ból ciepienie rozgoryczenie osoby niezaspokojonej (moje doświadczenie). bycie ze sobą umęcznie się bo złożyłem przysięgę Bogu jest według mnie bezsensowne bo pokazuje jakie ten Bóg ma dla mnie znaczenie. ja to widzę tak jeśli Bóg jest dla mnie taaakim ważnym duchowym przewodnikiem i jeśli wierzę w dekalog i jego nauki nie mam żadnych rosterek i nie cierpie z tytułu niezaspokojonych potrzeb które odbiegają od nauki kościelnej bo tak mocno jestem związana z tym w co wierzę że odnajduję w tym źródło i siły i sposobu jak zaspokoić moje potrzeby zgodnie z tymi naukami. i nie ma wówczas dylematu. jednak nie dla wszystkich Bóg i jego nauki stanowią jedynie słuszną drogę podążania. bycie ze sobą NA DOBRE I ZŁE jest dobrym rozwiązniem i ma wszelkie podstawy do tego aby się udało JEŚLI OBIE OSOBY WCHODZĄ W ZWIĄZEK DOJRZAŁE ŚWIADOME SIEBIE SWOJEGO ŚWIATOPOGLĄDU WŁASNYCH POTRZEB I GRANIC. a jak dobrze wiemy ludzie pobierają się kompletnie sami siebie nie znając ufając w kult dziewictwa i innych jak dla mnie farmazonów i potem jest płacz zgrzytanie zębami bo oto nagle okazuje się że DOROSŁAM DOROSŁEM i oooo jestem inny. kobiety są w tym temacie przyznam bardziej beznadziejne niż mężczyźni bo mamione są jakąś irracjonalną wizją miłości wychowane na bajkach o królewnach i innych pierdołach. i jak zaczyna się szarobure życie księżniczka nie wytrzymuje i staje się wiedźmą a rycerz zsiada z konia i zamienia się w tyrana. i tak zacieśnia się spirala wspólnych oskarżeń obrażeń na siebie i całej reszty.
"Trzeba być ze sobą nie dla pozoru tylko dla poczucia czegoś trwałego stabilnego co w dzisiejszym ,bardzo chwiejnym świecie jest niezwykle ważną rzeczą."
nieczego nie TRZEBA. MOŻNA chcieć jedynie. ale chcenie nie załatwia sprawy. bo ty chcesz a druga strona ma "ALE" z prostej przyczyny bo twoje patrzenie na związek nie współgra z jej patrzeniem na związek. i kto rozstyrzygnie które "PATRZENIE" jest "lepsze, mądrzejsze, bardziej wlaściwe"??
pozdrawiam ciepło
karolina