A ty wiesz ze to wszystko możliwe? mój stary też był wylelkany przez mamusię. czasem mam wrażenie że traktuje mnie jak swoją matkę w niepowodzeniach to mi 'beczy' w cyce ale potem kłamać i wywijac to wie co robi i sam to potrafi. ja już go chyba nie kocham nawet. tyle świństw mi zrobił ze nie szanuje go i nie mam sił żeby z nim być.
Podobne tematy
Widzę, że nie jestem przypadkiem odosobnionym...
Jestem młodą kobietą, z moim partnerem jesteśmy rówieśnikami. Borykam się z niezwykłymi, jak dla mnie, problemami.
Nigdy dotąd, tzn.w poprzednich związkach, nie doświadczyłam uczucia odrzucenia, krytyki związanej z wyglądem, zarzutu braku kobiecości STRASZNE! wierzcie mi. Na początku związku było cudownie, po prostu sielanka. Jednak odkąd mieszkamy razem seks jest coraz rzadszym gościem w naszym łóżku. Najpierw zachęcałam mojego partnera..ubiorem, potem wymyślną bielizną, tańcem co tylko przyszło mi do głowy. Potem przyszła frustracja... jestem młoda, atrakcyjna, czy powinnam stawać na rzęsach i się o To prosić??? od czasu do czasu usłyszałam, że mam nieładne sukienki, mało kobiecą talię- to naprawdę przykre, niekobiece zachowania, i wiele innych krytyk... Poczułam, że rośnie między nami mur. Jak mogę być bardziej kobieca, kwitnąć przy moim mężczyźnie i rozwijać swoją miłość, skoro On tłamsi mnie w zarodku. Ścina mnie z nóg! Nadszedł czas gdy przestałam zabiegać, okazałam żal i ochłodziłam moje wylewne i ciepłe serce. Nie wiem co można zrobić z kimś, kto co dzień mówi mi "Kocham Cie, jesteś taka kochana..." po czym nie kocha się z Tobą częściej niż 3x w miesiącu, a i to odbieram jako pewnego rodzaju obowiązek z jego strony. Brak jest w nim namiętności, czułości, pożądania do mnie. Jedyna odpowiedź jaką słyszę, na pytanie dlaczego tak jest? Nie wiem, nie mam pojęcia, naprawdę nie umiem nic z tym zrobić. Czy to już koniec miłości? Poprostu nie mogę tak żyć, to jest chore!
Dziewczyny...ja tez mam podobny problem. Sypiam z mezem raz na 2-3 miesiace. Strazznie mnie to juz wkurza... do tego stopnia ze zaczal podobac mi sie podobac mezczyzna z kregu mojej pracy.Nawet fantaziuje o nim.Dzis niby mamy z mezem sie kochac wieczorkiem, ale pewnie mecz bedzie ogladal
hej:) ja tez mam ten problem..sex 2x w miesiacu...zenada:/ nawet juz mi sie nie chce z nim o tym rozmawiac ani nic robic..mysle, ze w ten sposob rodzi sie zdrada..mysli o niej..i choc wiem, ze to zle itp to nie widze innego rozwiazania niz zaczac sypiac z innymi..bo ile mozna czekac, prosic, rozmawiac, wkurzac sie, plakac, czekac...mowilam i ostrzegalam juz tak dlugo-i nic-ze dzis mam randke..ide bo skoro nie dostaje w domu tego o co sie prosze a co powinnam skoro jestesmy w zwiazku to jaki sens sie wahac? skoro on mowi tylko rob co chcesz to wlasnie to zrobie i zaloze sie, ze nawet nie zauwazy...nie ma co sie zastanawiac ani byc smutna..;) bo kogo to obchodzi? faceta???? nie sadze..:)
Przyznam szczerze, że cholernie mi trudno uwierzyć w sytuację kiedy facet odmawia kobiecie bo mu się nie chce?!? - zakładając, że nie ma nikogo na boku oczywiście i nie jest ukrytym homosiem. Jasne iż zdarzają się sytuacje kiedy wolimy zrobić coś innego ale mimo to zawsze wybiera się tete-a-tete. Naprawdę ciężko pojąć tak liche libido.
201 2012-06-10 01:14:28 Ostatnio edytowany przez ma réalité (2012-06-10 01:16:37)
o kur....wa! czytam, nie wierzę własnym oczom i teraz to już nie wiem co dalej
nie bd opisywała mojej sytuacji, powiem tylko, że czuje sie jak dziwka prosząc wiecznie o seks
a on mi z tekstem: "tylko to Cie interesuje!
ŻAL nic więcej.
wiecznie zmęczony, styrany pracą hehe jak to ja bym nigdy nie pracowała.takie tłumaczenia mam gdzieś, bo pracujemy w tym samym miejscu i ja jako kobieta daję radę, nie narzekam... ide spać
współczuje wszystkim kobietom i mężczyznom
i tez szukam rozwiązania, bezskutecznie
Przyznam szczerze, że cholernie mi trudno uwierzyć w sytuację kiedy facet odmawia kobiecie bo mu się nie chce?!? - zakładając, że nie ma nikogo na boku oczywiście i nie jest ukrytym homosiem. Jasne iż zdarzają się sytuacje kiedy wolimy zrobić coś innego ale mimo to zawsze wybiera się tete-a-tete. Naprawdę ciężko pojąć tak liche libido.
oj uwierz, uwierz... życie, samo życie. nie każdy jest takim ogierem
( w tym przypadku to komplement)
oj uwierz, uwierz... życie, samo życie. nie każdy jest takim ogierem
( w tym przypadku to komplement)
THX,)
ale i tak nie jest to normalne, szczerze to ja nigdy nie słyszałem o takiej sytuacji, w pewnym sensie to dla mnie szok.
wiecznie zmęczony, styrany pracą hehe jak to ja bym nigdy nie pracowała.takie tłumaczenia mam gdzieś, bo pracujemy w tym samym miejscu i ja jako kobieta daję radę, nie narzekam...
Nie wiem jak musiałbym być zmęczony, żeby nie mieć ochoty na seks.... Chyba musiałbym paść na ryj i nie móc się ruszyć.
To zmęczenie to tylko wymówka, ja w to nie wierzę. Ciężko mi również wyobrazić sobie sytuację, że facet wieczorem, kładzie się obok kobiety, odwraca się i zasypia. Może ja jestem zbyt młody i mało w życiu się wyszalałem..... nie wiem, ale nie byłbym wstanie położyć się koło kobiety i nic nie robić tylko spać
.
hej:) ja tez mam ten problem..sex 2x w miesiacu...zenada:/ nawet juz mi sie nie chce z nim o tym rozmawiac ani nic robic..mysle, ze w ten sposob rodzi sie zdrada..mysli o niej..i choc wiem, ze to zle itp to nie widze innego rozwiazania niz zaczac sypiac z innymi..bo ile mozna czekac, prosic, rozmawiac, wkurzac sie, plakac, czekac...mowilam i ostrzegalam juz tak dlugo-i nic-ze dzis mam randke..ide bo skoro nie dostaje w domu tego o co sie prosze a co powinnam skoro jestesmy w zwiazku to jaki sens sie wahac? skoro on mowi tylko rob co chcesz to wlasnie to zrobie i zaloze sie, ze nawet nie zauwazy...nie ma co sie zastanawiac ani byc smutna..;) bo kogo to obchodzi? faceta???? nie sadze..:)
Całkowicie Cię rozumiem. Też mam podobnie ze swoja żoną i myśli o zdradzie czasem się przewijają w głowie. Nie szukam nikogo na boku ale czasem nie szukając można znaleźć...
Mimo że nie uważam zdrady za dobre wyjście z sytuacji to jednak w takich przypadkach jak opisujesz kiedy jedna strona wciąż jest niezaspokojona a druga zupełnie to "olewa" to niestety bardzo często dochodzi jednak do zdrady. Ile można czekać aż partner(ka) sobie o nas przypomni i pozwoli łaskawie na zbliżenie...
Dysproporcje w temperamencie i potrzebach często są początkiem końca dla związku...
Całkowicie Cię rozumiem. Też mam podobnie ze swoja żoną i myśli o zdradzie czasem się przewijają w głowie. Nie szukam nikogo na boku ale czasem nie szukając można znaleźć......
Trafnie powiedziane, znałem kilka takich par których różnice w temperamencie wysadziły związek od środka. Sam pamiętam jak kiedyś z Moją skoczyliśmy sobie do gardeł i przez 3 m-ce trwała "zimna wojna" (oczywiście z mojej winy,)) to przyznam sam, że mnie nosiło jak żaglowiec podczas 10 w skali Beauforta, Ją zresztą też, ale daliśmy radę - ja na pewno,)
Przyznam szczerze, że cholernie mi trudno uwierzyć w sytuację kiedy facet odmawia kobiecie bo mu się nie chce?!? - zakładając, że nie ma nikogo na boku oczywiście i nie jest ukrytym homosiem. Jasne iż zdarzają się sytuacje kiedy wolimy zrobić coś innego ale mimo to zawsze wybiera się tete-a-tete. Naprawdę ciężko pojąć tak liche libido.
"Aseksualizm, inaczej aseksualność ? trwałe nieodczuwanie pociągu seksualnego wobec innych osób. Od niedawna uznawany w części środowisk naukowych za jedną z orientacji seksualnych lub za brak orientacji seksualnej.Szacuje się, że 1% społeczeństwa jest aseksualny.
Aseksualizm nie jest tym samym, co abstynencja seksualna, która jest powstrzymaniem się od aktywności seksualnej pomimo odczuwania pociągu seksualnego. Niektórzy aseksualiści są aktywni seksualnie pomimo nieodczuwania pociągu seksualnego, np. by zaspokoić potrzeby partnera.
Aseksualizm nie jest też tożsamy z hipolibidemią (brakiem lub utratą potrzeb seksualnych). Część aseksualistów posiada libido, lecz nie jest ono zwrócone w stronę innych osób."
Witajcie,
Strasznie smutne to, co piszecie, ale też niekiedy doświadczam takich sytuacji, a mamy z partnerem po 20kilka lat. On niekiedy w kłótni krzyczy na mnie, że go nie podniecam, nie pociągam seksualnie. Dla mnie jest to strasznie przykre, ale kiedy on chce się kochać, to mówi, że nie mógłby ze mną być, gdybym go nie podniecała. Poza tym, kiedy śpię obok niego (nago), dotyka mnie i staje na wysokości zadania ![]()
Ale nieraz jest tak, że ma okres bez seksu po kilka tygodni. Doskonale Was rozumiem, jak to jest prosić się o seks w związku i jak to się odbija na naszym poczuciu atrakcyjności. Żeby było śmieszniej, to często słyszę komplementy od innych facetów, że jestem seksowna, kobieca, dają mi odczuć, że im się podobam, ale ja już przestałam w to wierzyć, taką mam zrytą psychikę ![]()
Jeśli żona nie chciałaby się ze mną kochać to albo bym poszukał innaj zony albo kochanki nie da się żyć bez seksu i być szczęśliwym !
Jeśli żona nie chciałaby się ze mną kochać to albo bym poszukał innaj zony albo kochanki nie da się żyć bez seksu i być szczęśliwym !
na razie (przynajmniej ja wolę popróbować rozmowami i wyjaśnieniami po co? jak? i dlaczego? na spokojnie (różnie to bywa na głodzie
). i powiem Wam, że albo na p-rawdę kochaniutkie moje zdało sobie sprawę z problemu, albo tak bardzo nie chcę mnie stracić. ogólnie na jedno wychodzi
idziemy do lekarza wowww
No cóż... ja jestem dokładnie w odwrotnej sytuacji (czyli jakby w większości, bo statystycznie ten problem jednak bardziej dotyka facetów).
Rodzina, dwójka dzieci i kilkunastoletni staż w zasadzie wykluczają sprawę rozwodu, zresztą poza problemami w tej sferze w zasadzie sobie radzimy.
Przed ślubem nie uprawialiśmy "pełnego" seksu - ot wzajemne pobudzanie, ale moja przyszła żona nie chciała nic więcej, a ja uszanowałem to (chociaż już wtedy męczyła mnie ta sytuacja, to wytrzymałem 5 lat). Uznałem, że nie chce seksu przed ślubem ze względu na religię.
Po ślubie ten pierwszy raz dość źle przeżyła, w dodatku tydzień później zaszła w ciążę. Przemogła się jednak i stwierdziła, że musi się tego seksu nauczyć dla mnie. Także po dość miłych dla mnie początkach pojawił się problem ciąży - w zasadzie od czwartego miesiąca ciąży zaprzestaliśmy stosunków, a ta przerwa trwała rok. Potem już był koszmar - raz na miesiąc, czasem na dwa. Po dwóch latach w zasadzie przestałem się starać o intymne sytuacje - zauważyłem z przykrością, że raz w miesiącu jej starczy bez względu na to, czy się staram, czy nie... ale to spostrzeżenie było trochę zdrowsze dla mojej psychiki... zwyczajnie pytałem - czy może dzisiaj, jeśli nie, to nawet nie robiłem sobie nadziei. Potem zauważyłem, że w zasadzie podczas okresu jej libido rośnie, a stosunek był zaraz po okresie (rzadko zdarzało się, że były dwa, dzień po dniu, potem znowu długo nic).
Co ciekawe - zawsze miała orgazm, zawsze też twierdziła, że lubi seks, tylko nie potrzebuje go w takiej ilości....
Przeczytałem tony literatury w tym temacie, przeprowadziłem setki rozmów w tym temacie, prosiłem, zachęcałem, groziłem rozwodem, chciałem siłą wymusić (na swoje szczęście nie posunąłem się do tego). Nic nie pomagało. No prawie.... gdzieś po 10 latach zauważyłem, że ma jednak swój "słaby" punkt. Jak powiedziałem w którejś rozmowie, że nie chcę z nią seksu gdy będzie babcią, to dość szybko zmieniła swoje nastawienie - co prawda bez większego przekonania, ale jednak "pomagała" mi osiągnąć orgazm, sama nie chcąc własnej przyjemności, a częstotliwość wzrosła do raz na tydzień, czasem raz na dwa tygodnie...
Jest to oczywiście dalekie od mojego ideału (dla zaspokojenia muszę mieć 2-3 razy w tygodniu, ideał byłby codziennie, przynajmniej raz na parę tygodni no i gorąca partnerka), ale i tak odczuwam poprawę.
Specjalnie dawałem jej odczuć, że po seksie jestem przyjemniejszy na codzień, a przy dłuższej przerwie zaczynałem być opryskliwy, niemiły (chociaż nie zawsze to działało)... starałem się pokazać różnicę, w zachowaniu, gdy jestem zaspokojony i gdy nie jestem... no i pewien skutek, jak pisałem, przyniosło.
Tak sobie filozoficznie myślę, że problemem nie jest w naszym przypadku fizyczny pociąg płciowy (przynajmniej nie jest to podstawowy powód), tylko wychowanie. Ja byłem samodzielnym, zazwyczaj samodzielnie poznającym świat dzieckiem, moja żona była dopieszczaną i pilnowaną dziewczynką, wychowaną w silnym duchu katolickim. Mam nadzieję, że nikogo nie obrażę, ale wydaje mi się, że właśnie głębokie katolickie wychowanie przeszkadza w rozwinięciu seksualności - ponieważ się z nim wzajemnie kłóci. Ja z wiarą katolicką od dłuższego czasu nie jestem w zgodzie...
Moja żona zna i wydaje się rozumieć (przynajmniej częściowo) moje duże potrzeby, czasem żartuje, że w filmach pornograficznych mógłbym nieźle zarobić... Pewnie wybaczyłaby mi nawet skok w bok, tylko ja nie mam ochoty na takie testy naszego małżeństwa, prostytutki też mnie specjalnie nie kręcą... Za bardzo cenię nasz związek oraz nasze spokojne życie.
Dobrze, do czego zmierzam....
Na podstawie mojej historii wydaje mi się, że NIE MA SZANS na pełną satysfakcję. Jeśli do takiej dążycie - spróbujcie znaleźć chociażby jeden przykład, w którym partner mniej aktywny nagle chciałby się kochać kilka razy w tygodniu... Mnie się takiego przykładu nie udało znaleźć.
Może narażę się na krytykę, ale wydaje mi się, że kobiety mogą sobie częściowo poradzić z chłopami za pomocą farmacji - jednak Viagra pobudza do działania, ale oczywiście musi to być uczciwie powiedziane - za jego wiedzą i zgodą.
Myślę też, że kochający mąż nieco częściej zgodzi się na erotyczny masaż z drażnieniem stref intymnych, nawet jeśli sam nie planuje stosunku czy swojego orgazmu. Szczególnie, że czasem można tego typu pieszczotami nieco "pohandlować", obiecując w zamian inne pieszczoty, jakiś dobry obiad, deser, czy coś, co partner sobie ceni. Mnie taki handel częściowo uchronił przed większą depresją w kryzysowych czasach...
Są też różnego rodzaju kluby dla ludzi o wysokim libido (mylone często z klubami go go lub klubami swingersów) oraz portale "randkowe"... ale to dość kontrowersyjna dla mnie metoda na radzenie sobie z własną seksualnością, chociaż pewnie niewątpliwie prosta i skuteczna w krótkim okresie czasu.
Pozdrawiam
Tak na zdrowy chłopski rozum. Po co to komu. Są ciekawsze zajęcia. Sex przez media i popkulturę stał się przereklamowany i tym samym zdegradowany do roli "zwykłego" podwieczorka.
Kawy z bromem nie piłem, a mimo to mnie to nie kręci. Moim skromnym zdaniem w miarę postępów seksualizacji "życia codziennego" będzie wzrastała liczba ludzi aseksualnych z 1 do 5 a potem może 10% :-)
Ja tez jestem w podobnej sytuacji ,ja lubie i potrzebuje wszystkiego co sie z seksem ,czułoscia wiąże , uwielbiam sie kochac porządnei piescić partnerkę ,sprawiać jej niespodzianki ,zrobić odpowiedni nastrój (ostatnio zapaliłem ponad 40 swieczek i rozsypałem płatki kwiatów to usłyszałem ze szkoda towaru),czy to tylko co z tego ,ze ona nigdy nie chce,nie ma ochoty a jak juz ,to po 5 minutach słyszę ,co tak długo.... męczę sie tak juz pare lat ,rozmowy prośby i kłótnie nic nie dały ,jestem juz w takiej sytuacji i tak zdesperowany ze jak poznam odpowiedna kobietę to na pewno pójdę z nią do łózka. Pozdrawiam
Jestem tu nowa, ale mnie też niestety dotyczy ten problem.
Mam 28 lat, mój partner 40. Jesteśmy razem 7 lat. On w zasadzie nigdy nie pałał do częstego seksu, to przeważnie ja podejmowałam inicjatywę. I tak naprawdę gdyby nie ja, nie kochalibyśmy się miesiącami. Co roku nas związek przechodzi przez to kryzys. Nie rozumiem jak można nie mieć chęci na seks? Za nami już wiele poważnych rozmów na ten temat. Jest dobrze przez miesiąc, a potem znów klapa. Poza seksem nasz związek jest wręcz idealny.
Natomiast ja czuję się atrakcyjną kobietą i nieustannie myślę o seksie. Ale już nie z Nim. Gdybym mogła go zdradzić, nie wahałabym się ani chwili i... zastanawiam się czy miałabym wyrzuty sumienia.
Tak na zdrowy chłopski rozum. Po co to komu. Są ciekawsze zajęcia. Sex przez media i popkulturę stał się przereklamowany i tym samym zdegradowany do roli "zwykłego" podwieczorka.
Kawy z bromem nie piłem, a mimo to mnie to nie kręci. Moim skromnym zdaniem w miarę postępów seksualizacji "życia codziennego" będzie wzrastała liczba ludzi aseksualnych z 1 do 5 a potem może 10% :-)
trochę rozumiem twój punkt widzenia bo rzeczywiście media robią gówno z mózgu. Jednak to nie media kierują twym życiem tylko ty sam więc nie zwalałbym winy na nie. Ja nie stawiam seksu na piedestale ale nie jestem w stanie bez niego żyć ![]()
.....i paradoksalnie jestem monogamistą....
Jestem tu nowa, ale mnie też niestety dotyczy ten problem.
Mam 28 lat, mój partner 40. Jesteśmy razem 7 lat. On w zasadzie nigdy nie pałał do częstego seksu, to przeważnie ja podejmowałam inicjatywę. I tak naprawdę gdyby nie ja, nie kochalibyśmy się miesiącami. Co roku nas związek przechodzi przez to kryzys. Nie rozumiem jak można nie mieć chęci na seks? Za nami już wiele poważnych rozmów na ten temat. Jest dobrze przez miesiąc, a potem znów klapa. Poza seksem nasz związek jest wręcz idealny.
Natomiast ja czuję się atrakcyjną kobietą i nieustannie myślę o seksie. Ale już nie z Nim. Gdybym mogła go zdradzić, nie wahałabym się ani chwili i... zastanawiam się czy miałabym wyrzuty sumienia.
Ponieważ rozmowa nic nie daje, napisałam do niego smsa. A on mi odpowiedział, że obiecuje że nadrobimy. Gdy dziś próbował mnie dotykać, ja wręcz nie miałam ochoty, tzn ochoty na Niego. Wygarnęłam mu, że nigdy mnie nie dotyka itp.
I teraz to już chyba pies na dobre pogrzebany... :-(
216 2012-07-12 02:00:20 Ostatnio edytowany przez perelkaa7 (2012-07-12 02:03:43)
Życie kobiet aseksulanych mężczyzn jest trudne..
Medith napisał/a:Jestem tu nowa, ale mnie też niestety dotyczy ten problem.
Mam 28 lat, mój partner 40. Jesteśmy razem 7 lat. On w zasadzie nigdy nie pałał do częstego seksu, to przeważnie ja podejmowałam inicjatywę. I tak naprawdę gdyby nie ja, nie kochalibyśmy się miesiącami. Co roku nas związek przechodzi przez to kryzys. Nie rozumiem jak można nie mieć chęci na seks? Za nami już wiele poważnych rozmów na ten temat. Jest dobrze przez miesiąc, a potem znów klapa. Poza seksem nasz związek jest wręcz idealny.
Natomiast ja czuję się atrakcyjną kobietą i nieustannie myślę o seksie. Ale już nie z Nim. Gdybym mogła go zdradzić, nie wahałabym się ani chwili i... zastanawiam się czy miałabym wyrzuty sumienia.Ponieważ rozmowa nic nie daje, napisałam do niego smsa. A on mi odpowiedział, że obiecuje że nadrobimy. Gdy dziś próbował mnie dotykać, ja wręcz nie miałam ochoty, tzn ochoty na Niego. Wygarnęłam mu, że nigdy mnie nie dotyka itp.
I teraz to już chyba pies na dobre pogrzebany... :-(
Medith- Waszym problemem może być spora różnica wieku między Wami. Jeśli twój partner ma 40 lat to ma już szczyt swoich możliwości (i potrzeb seksualnych) za sobą. A Ty tak naprawdę właśnie wchodzisz w swój najbardziej "szalony"okres. Kobiety osiągają go zwykle koło 30-tki. Tak więc może być tak że w najbliższych latach jeszcze bardziej się oddalicie od siebie właśnie przez niedopasowanie potrzeb i możliwości. Po 40-tce spada u faceta poziom testosteronu a do tego czasem zdarzają się pierwsze problemy z potencją. Po kilku takich nieudanych prubach facet czasem woli unikać dalszych podobnych sytuacji i zaczyna się wykręcać zmęczeniem ,stresem, brakiem czasu itp. A partnerka staje się caraz bardziej zła że zostawia ją samą niezaspokojoną. Męska psychika jest bardzo delikatna i dość słabo znosi presje ze strony kobiety. Im ona częściej podnosi ten temat tym on bardziej się wycofuje do swojej "jaskini".
Nie ma na to jednego cudownego leku ale nie wolno zostawiać tematu aż sam się rozwiąże bo czasem takie rozwiązanie to koniec związku kiedy kobieta znajduje kogoś kto potrafi się nią" zająć".
Niektórym facetom wystarcza wziąść "niebieską tabletkę" aby znów poczuć się młodziej ale czasem to za mało bo trzeba jeszcze chcieć ją wziąść...
Nie mam z kim się podzielić swoją historią,net jest dość anonimowy,więc jakoś tak łatwiej...Jestem mężatką (jeszcze) i mam podobny problem jak przedmówczynie.Tylko,że w zasadzie zdecydowanie bardziej rozciągnięty w czasie.Ale zacznę od początku.Pobraliśmy się w 1996 roku.Wielka miłość,pożądanie,te sprawy...W zasadzie nie było żadnych problemów z seksem.Wiadomo,że po początkowej fazie fascynacji i chęci powtarzania wspaniałych doznań częstotliwość ustala się na poziomie "statystycznym".W ciążę zaszłam w 3 lata po ślubie.I wtedy się zaczęło...W zasadzie od tego,że pewnej nocy (byłam w 4-tym miesiącu ciąży) obudziłam się i zobaczyłam,że mój mąż leżąc obok mnie,w tym samym łóżku,onanizuje się przy włączonym i wyciszonym pornosie...Oczywiście nie byłam szczęśliwa,ale przepraszał,próbował tłumaczyć że nie wiedział,że kobieta w ciąży może uprawiać seks,robił wszystko,żeby mnie uspokoić.Seks już wtedy zrobił się bardzo sporadyczny,czułam,że on mnie unika.Niestety,w półtora miesiąca póżniej sytuacja się powtórzyła...Ale byłam na tyle naiwna lub łatwowierna,że dałam sobie znowu to wytłumaczyć podobnymi argumentami.Po urodzeniu dziecka przez pewien czas nie powinno się uprawiać seksu,w zasadzie wszyscy o tym wiedzą.Ale ja nie jestem szczególnie pruderyjna,chciałam jakoś ulżyć mężowi,myślałam,że taki czas abstynencji może nie być dla niego łatwy.Okazało się,że wieczorami zwleka z pójściem do łóżka,że wynajduje sobie zajęcia,żeby tylko jak najpóżniej się położyć.Niestety,stało się to normą.W zasadzie żyję tak od 12 lat.Wiele razy próbowałam z nim rozmawiać na ten temat,ale zbywał mnie ogólnikami.Twierdził,że kocha mnie i syna,że jesteśmy dla niego wyjątkowo ważni,itp.Dostawałam świra,myślałam,że ma kochankę,że może prowadzi podwójne życie,że może jest gejem...Doszło do tego,że zaproponowałam mu,że jeśli to tak,że znudził się mną,to jeśli ma jakieś fantazje,to możemy je wcielić wspólnie w życie.Naprawdę byłam na takim etapie,że chciałam bardzo pokazać mu,że go kocham,i dla niego zrobię wszystko i jeszcze więcej.Ale to nic nie dawało,na krótką chwilę było miło,i po tym wszystko szybko wracało do normy.Wiele razy próbowałam rozmawiać.Bywały kryzysy,bo nierozładowane napięcie powodowało u mnie ogromną drażliwość i nerwowość.Do najpoważniejszego kryzysu doszło półtora roku temu.Nie chciało mi się za każdym razem szukać strony banku w zakładkach,i włączyłam w kompie zapamiętywanie historii przeglądanych stron.I od tej pory wiem już chyba wszystko.Ostra pornografia,to była przyczyna.Tym razem miałam dowody,i zmusiłam go do rozmowy.Przepraszał,przysięgał że będzie się leczyć,że wszystko się zmieni.Zanim się przyznał,to posunął się do tego,że próbował winę zrzucić na naszego 10-letniego wtedy syna...Prosił o ostatnią szanse.Ze względu na to,że wtedy jeszcze żywiłam do niego jakieś ciepłe uczucia zgodziłam się.Powiedziałam mu,że taka sytuacja jest odpowiedzialna za to,że wpadam w depresję,mam zaniżoną samoocenę,czuję się odtrącona,niechciana,i w zasadzie to wolała bym dostać w twarz,niż być postawiona w takiej sytuacji.Prosił,żeby nie wnosić sprawy o rozwód,że wszystko się zmieni,że będzie się leczył,że zrobi wszystko,żeby było tak jak kiedyś.Nie powiem,nawet przez miesiąc się starał.Tylko że ja czułam,że robi to na siłę...Po tym czasie wszystko zaczęło wracać do smutnej normy.Na moje dyskretne pytanie o seksuologa (żeby nie być zbyt prostolinijna,to spytałam,czy seksuolog nie chciał,żebym przyszła razem z nim,i czy chce może żebym tam była razem z nm,że może będzie mu łatwiej) odpowiedział,że był,i że lekarz stwierdził,że to u niego jest normalne,że nie odczuwa pociągu seksualnego.Czy był u lekarza,i co mu powiedział nie mam pojęcia.Jakoś mi się wydaje że niestety mnie oszukał...Kilka dni temu nastąpiła powtórka.Z racji tego,że mam urlop,z powodu męża wyjazdu na kilka godzin zastępowałam go w firmie.Włączyłam komputer.Z nudów chciałam wejść na jeden z portali społecznościowych,a wiedząc że mąż ma go dodanego w zakładkach weszłam w nie.To już nawet nie była niewykasowana historia.na firmowym komputerze ma pododawane zakładki do ulubionych stron porno...Właśnie jestem po spotkaniu z prawnikiem.Jestem pewna,że przegrałam z pornografią,a jego zapewnienia o uczuciu to strach przed moim odejściem.Można powiedzieć,że ukradł mi 12 lat z życia.mam 42 lata,i czuję się jak stara kobieta,która już nie ma prawa do szczęścia.Doszło do tego,że oskarżałam siebie,że miałam wyrzuty sumienia,że czasem próbuje inicjować zbliżenie...Wiele razy płakałam,bo nie potrafiłam zrozumieć dlaczego jestem odtrącana przez mężczyznę,który twierdzi,że mnie kocha.Najgorsze w tym jest to,że to jest naprawdę fajny facet.Nie mam zamiaru robić z niego bydlaka na sali sądowej,bo na to nie zasługuje.Ma tylko problem,z którym sobie nie radzi,a ja nie jestem w stanie mu pomóc.Żle mi z tym,że tak jest,czuję,że i ja zawiodłam,ale z drugiej strony patrząc,to co jeszcze mogłam zrobić?Chcę się rozwieść nie po to,żeby zacząć się "puszczać" na prawo i lewo,ale po to,żeby mieć wybór,żeby nie czuć,że go zdradzam.I również po to,żeby mógł sobie ułożyć życie po swojemu.Nie wiem co będzie po rozwodzie,na pewno nie będzie mi lekko,w końcu to 16 lat związku...
Dodam jeszcze,że opisałam swoją historię również ku przestrodze.Owszem,każdy przypadek jest inny,każdy problem jest skutkiem innych zaszłości,ale objawy podobne,i schemat taki sam.Chyba nie ma co liczyć na to,że partnerowi "przejdzie".Metoda na przeczekanie -jak widać z mojego przypadku-raczej nie zadziała...Rozmowy,prośby,błagania,zaklinania,płacz,awantury,ciche dni,nic nie zadziała na dłuższą metę.Dochodzę do wniosku,że faceci z takim problemem po prostu go ignorują,i żyją w przeświadczeniu,że jak będą się kochać z własną partnerką raz na półtora roku,to i tak jest ok,przecież oni mogą się spełnić seksualnie w dowolnie wybranej chwili,w zasadzie włączenie porno filmu to tylko chwila...I to chyba też nie tak,że że ignorują nasze potrzeby.Wydaje mi się,że społeczny mit,że facet zawsze musi się prosić o seks,a kobietę głowa boli,pomaga im w tym,że myślą,że poprostu nie zmuszają nas do tego,czego nie lubimy.Może zbytnio mędrkuę,ale to takie spostrzeżenie z własnych doświadczeń.Czy dobrze robię,że składam sprawę o rozwód?
Dodam jeszcze,że opisałam swoją historię również ku przestrodze.Owszem,każdy przypadek jest inny,każdy problem jest skutkiem innych zaszłości,ale objawy podobne,i schemat taki sam.Chyba nie ma co liczyć na to,że partnerowi "przejdzie".Metoda na przeczekanie -jak widać z mojego przypadku-raczej nie zadziała...Rozmowy,prośby,błagania,zaklinania,płacz,awantury,ciche dni,nic nie zadziała na dłuższą metę.Dochodzę do wniosku,że faceci z takim problemem po prostu go ignorują,i żyją w przeświadczeniu,że jak będą się kochać z własną partnerką raz na półtora roku,to i tak jest ok,przecież oni mogą się spełnić seksualnie w dowolnie wybranej chwili,w zasadzie włączenie porno filmu to tylko chwila...I to chyba też nie tak,że że ignorują nasze potrzeby.Wydaje mi się,że społeczny mit,że facet zawsze musi się prosić o seks,a kobietę głowa boli,pomaga im w tym,że myślą,że poprostu nie zmuszają nas do tego,czego nie lubimy.Może zbytnio mędrkuę,ale to takie spostrzeżenie z własnych doświadczeń.Czy dobrze robię,że składam sprawę o rozwód?
Według mnie bardzo dobrze robisz, starałaś się tyle lat pomóc, tłumaczyłaś, mówiłaś, prosiłaś i nic... Tyle lat chciałaś aby Wam mimo wszystko wyszło - on jak widać nie, pewno sądził, że skoro tyle już jesteś i to znosisz to już zawsze tak będzie a on tylko cyklicznie potulnie jak baranek będzie przepraszał i obiecywał... Miałam bardzo podobnie... z tym, że ja zmądrzałam po 3 latach, na szczęście przed ślubem jeszcze. Non stop pornole, portale, dziwki itd, ile można poniżać osobę, którą się kocha? Gdyby mu zależało potrafił by wyjść z tej chorej pasji, jednak za każdym razem widział, że odejść nie potrafię. I korzystał, i śmiem twierdzić, że za te kilka lat byłabym w identycznej sytuacji jak Ty... Dlatego potraktuj rozwód, jako początek nowego, lepszego życia
Dla poprawy samopoczucia i samooceny po latach męczarni, zafunduj sobie kosmetyczkę, fryzjera, głowa do góry i idź na przód, a zobaczysz, że cały świat będziesz miała u stóp
Moja mama mniej więcej w Twoim wieku odeszła od męża (ojcem nawet go nie nazwę) i znalazła szczęście u boku innego
Teraz jest szczęśliwą, pełną życia i spełnioną kobietą
PS. obecnie jestem w związku z (chyba) aseksualnym facetem... Nie będę się już dalej rozpisywać dokładnie, ale seks raz na 2-3 miesiące od niechcenia to raczej nie zbyt zdrowy objaw... Przez to czuje się zaniedbana, nieatrakcyjna, zakompleksiona, nic nie warta itd... Zaczyna mnie to już przerastać, ale ponieważ jestem mądrzejsza o poprzednie doświadczenie, nie będę zwlekać tak długo, jeśli ta sytuacja jest spowodowana tym, że woli zabawiać się samemu dzięki pornolom, przez to mnie nie tykając już prawie 3 miesiąc.... to ja się wycofuję, za dużo się już przez to wycierpiałam by to powtarzać...
Byc może rozwód w Waszej sytuacji to juz jedyne wyjście bo skoro mąż dostał juz tyle czasu i szans od Ciebie i zawsze w końcu wybierał pornografie w necie to chyba już za późno na zmiany dla niego. Jest silnie uzależniony i sam nawet pewnie nie widzi w jakiej jest sytuacji.
Ale nie obwiniaj się za taki stan rzeczy. Z Twojego opisu wynika że jesteś otwarta, inteligentną i wyrozumiałą osobą.Do tego dbasz o siebie i nie unikałaś bliskości i sexu. Mąż z pewnością nie mógł się tłumaczyc że Cie wciąż "boli głowa " a że wybrał inaczej. Nie wiem czym to jest podyktowane u niego. Mając chętną, sexowną partnerkę wybiera filmiki w necie... Niezrozumiałe dla mnie. Może czuł presje że musiałby Cię zadowolić i sie wykazać a że jest leniem to woli robić to sam. Nie wiem. W każdym razie ja nie widzę powodów abyś Ty miała przez to kompleksy.
Inna sprawa to ocena wspólnych lat. Nie myśl o tym tylko przez pryzmat złych chwil. Napewno były też i lepsze momenty. Nawet nieudane związki coś nam dają.
Wciąż jesteś młoda i z takim nastawieniem do życia (optymizm i otwartość) myślę że bez trudu możesz znaleźć sobie kogoś ciekawego z kim możesz byc szczęśliwa jeśli zdecydujesz się na rozwód. Przykro patrzeć jak ktoś przez tyle lat w związku czuje sie opuszczony,niekochany, nieatrakcyjny.
Masz pełne prawo do szczęścia...
Linka89,Przemo77 dziękuję za odpowiedz na mój post.Smutne to,ale potwierdzacie tylko moje myśli i przypuszczenia.Przemo,moja ocena wspólnych lat jest jak najbardziej obiektywna.Uwierz mi,że gdyby nie ta jedna sprawa,to mogła bym powiedzieć,że jestem szczęśliwą kobietą w szczęśliwym związku.Fakt,jestem bardzo otwarta,nigdy nie miałam żadnych problemów ze sferą intymną,zwyczajnie cieszyłam się seksem,bliskością,intymnością.Żeby być szczera wobec siebie,muszę powiedzieć,że był taki okres,że przestałam o siebie dbać.Nie chodziłam do fryzjera,żadnych ciuchowych zakupów,nawet zrezygnowałam z codziennego makijażu..To był zły czas,wbiłam sobie wtedy w głowę,że to co się dzieje to moja wina,że jestem niepotrzebna,nieatrakcyjna,i w zasadzie to nie mam się po co starać,bo to i tak nic nie da.Że jestem brzydka,gruba,głupia,nieatrakcyjna,niewarta niczyjej uwagi,i w zasadzie powinnam być niewidoczna.Na szczęście bliska mi osoba zaprowadziła mnie do psychologa,diagnoza brzmiała : depresja.Złożyło się na nią kilka składników,jednym był nasz problem z pożyciem.Przez rok brałam środki antydepresyjne,przeszłam terapię,jakoś z ogromnym trudem udało mi się wrócić do jako takiej równowagi psychicznej.Trudne to było podwójnie,bo w zasadzie jedna z głównych przyczyn depresji nie znikła...Trochę się obawiam,co będzie po rozwodzie.Zastanawiam się,czy przebiegnie spokojnie,czy mój mąż zrozumie co mną kieruje,czy nie będzie próbował mnie za wszelką cenę zatrzymać.Tak,wiem,jestem dużą dziewczynką,i pewnie sobie ze wszystkim poradzę,ale tkwi we mnie taki irracjonalny strach przed nieznanym.Bardzo Wam dziękuję za kilka ciepłych słów.Problem z którym się zmagam niestety nie da się "obgadać" w gronie rodzinnym,ani w gronie przyjaciół.Nie chcę narażać męża na śmieszność.Piszę chyba trochę chaotycznie,ale trudno mi zachować spokój...
Anćka - nasze przeżycia są nieomal jednakowe. Też przegrałam z porno i masturbacją (żeby nie było łatwo były wyświadczył mi jeszcze parę innych uprzejmości). Też przypłaciłam to leczeniem. I ostatecznie rozwodem.
Serdecznie, z całej duszy nienawidzę pornografii. Obawiam się, że takich przypadków będzie coraz więcej. Ogólna dostępność pornografii, absolutne przyzwolenie różnych bravo-specjalistów na masturbację, bo to przecież takie naturalne i zdrowe... Kurczę, zdrowe to było trzymanie rączek na kołderkach.
Dobra, pojechałam jak dewota. Nie zawsze tak myślałam...
Nic nie poradzę. Nadal dla mnie w seksie największą wartość stanowi połączenie przyjemności cielesnej z emocjonalną, z poczuciem bliskości, oddania i akceptacji ze strony drugiej osoby. Z przekomarzaniem się, z drobnymi niezręcznościami, z ciepłem, z wariackimi pomysłami nie zawsze trafionymi...
Nosz, znowu się poryczałam.
To nieprawdopodobnie bolesne, jeśli trafia się w związku na osobę, która seks traktuje tylko jako drogę do orgazmu - byle się podniecić, pomachać ręką i jak najszybciej osiągnąć rezultat, łatwo i przyjemnie, po co komu druga osoba.
To nieprawdopodobnie bolesne, jeśli trafia się w związku na osobę, która seks traktuje tylko jako drogę do orgazmu - byle się podniecić, pomachać ręką i jak najszybciej osiągnąć rezultat, łatwo i przyjemnie, po co komu druga osoba.
wierzę na słowo i nie chciałbym się nigdy o tym przekonać na własnym przykładzie.
Niewesoła- patrzysz na to przez pryzmat swoich doświadczeń ( i masz do tego prawo) ale traktujesz sprawe masturbacji zbyt jednostronnie. A autoerotyzm często jest dla wielu ludzi jedyna formą rozładowania napięcia czy osiągnięcia orgazmu. Dla ludzi młodych jest nauką własnego ciała i poznawaniem swoich reakcji na różnorodne bodźce. Dla wielu kobiet jedyną drogą do osiągnięcia spełnienia.
Ale jeśli chodzi o związek to oczywiście przyznaje Ci racje że w udanym związku takie zabawy powinny być raczej tylko dodatkiem ,czasem jako gra wstępna czy jeśli partnera(rki) akurat nie ma kilka dni. Natomiast seks, czułość i pieszczoty zwykle na tyle absorbują czas i uwagę pary( a do tego dają jej spełnienie) że nie ma już potrzeby(i czasu) na częste dopieszczenie się w pojedynkę.
Tyle że teoria sobie a życie sobie...
Całe to moje pisanie "psu na bude" kiedy czyta się Wasze historie. Przykro się robi kiedy masturbacja przy oglądaniu pornografi wygrywa ze wspólnym namiętnym sexem i udanym dla obojgu stron pożyciem. Nie wiem co myśleć o facecie który woli sam się zabawiać niż kochać się ze swoją partnerką. Musiałbym wysłuchać jego wersji ( jeśli taką ma) bo zupełnie nie mogę tego zrozumieć.
Ja sam traktuje to tylko w kategoriach zastępstwa kiedy żona dlugo nie ma ochoty na sex czy kiedy jestem długo na delegacji ale gdy mam wybór to nawet się nie zastanawiam i autoerotyzm nigdy nie wygra ze wspólną gorącą nocą z chętną partnerką.
Niewesoła- patrzysz na to przez pryzmat swoich doświadczeń ( i masz do tego prawo) ale traktujesz sprawe masturbacji zbyt jednostronnie. A autoerotyzm często jest dla wielu ludzi jedyna formą rozładowania napięcia czy osiągnięcia orgazmu. Dla ludzi młodych jest nauką własnego ciała i poznawaniem swoich reakcji na różnorodne bodźce. Dla wielu kobiet jedyną drogą do osiągnięcia spełnienia.
Ale jeśli chodzi o związek to oczywiście przyznaje Ci racje że w udanym związku takie zabawy powinny być raczej tylko dodatkiem ,czasem jako gra wstępna czy jeśli partnera(rki) akurat nie ma kilka dni. Natomiast seks, czułość i pieszczoty zwykle na tyle absorbują czas i uwagę pary( a do tego dają jej spełnienie) że nie ma już potrzeby(i czasu) na częste dopieszczenie się w pojedynkę.
Tyle że teoria sobie a życie sobie...
Owszem, patrzę jednostronnie i pewnie przemawia przeze mnie zgorzknienie, jestem jak w szoku pourazowym, totalny zanik libido i całkowity celibat. Jeszcze się poleczę i może wrócę kiedyś do normy.
Sądzę, że brakuje w edukacji na temat masturbacji chyba czegoś w rodzaju ostrzeżeń, jak na niektórych medykamentach (tu polazłam do apteczki): "Suplement diety nie może być stosowany jako substytut zróżnicowanej diety".
Porównanie masturbacji do piguł wydaje mi się o tyle słuszne, że to szybka i lekka matoda na likwidację niedogodności, a takie podejście robi się niebezpiecznie popularne. Utyłeś? Weź pigułkę, kto by tam biegał. Boli cię? Weź pigułkę, po co szukać przyczyn. Odczuwasz napięcie seksualne? Zredukuj łapką, po co się wysilać z tym całym dostosowaniem do partnera.
Musiałbym wysłuchać jego wersji ( jeśli taką ma) bo zupełnie nie mogę tego zrozumieć.
Oj, też bym chciała poznać jego wersję. Niestety poruszanie tematu było jak zaklajstrowanie delikwentowi ust butaprenem. "Dlaczego?". I cisza. "Coś robię nie tak?". I cisza.
Czasem coś się przebiło przez ten butapren, mianowicie "Nie wiem". Widać było, że temat wzbudza poczucie winy. Czułam się koszmarnie widząc, że po prostu go męczę, wymagam czegoś na co może nie ma wpływu - ale po prostu czasem nie mogłam milczeć. Po takich rozmowach sama miałam poczucie winy, że nie wytrzymałam i próbowałam się czegoś dowiedzieć. Nie próbujesz rozmawiać - źle, próbujesz rozmawiać - fatalnie.
Co parę miesięcy się postarał, ale szybciutko wracał do swoich metod.
Spróbuję zapomnieć. I wytłumaczyć sobie jakoś, że sama - nie miałam szans.
Czytam powyższe wpisy i chce mi się płakać.Dziękuję Przemo77 za odpowiedzi.
Nie wiem jak jest w moim przypadku. Tzn nie wiem jak jest z masturbacją. Dopóki nie zabrałam kabla od PlayStation, to cały czas grał. Ale problemy z seksem zaczęły się jeszcze przed jego namiętnym graniem.
Teraz niby obiecuje, że to się zmieni, że wie że popełnił błąd i teraz będzie częściej inicjował.., bla bla bla.
A ja jestem tak zdołowana i nie wiem co o tym myśleć :-/
Przeczytałam wszystkie wypowiedzi i postanowiłam odbyć poważną rozmowę z moim mężem i skończyło się jak przypuszczałam, on do lekarza seksuologa nie pójdzie bo po co on nie ma problemu, to ja mam problem bo ciągle chce się bzykać... Prawda jest taka, że w ciągu ostatnich 3 lat seks między nami był tylko raz i jeszcze skończył się tym, że on zrobił swoje a ja pytam co ze mną, a on na to, przyjemności trzeba sobie dawkować. To bolało, oczywiście jak większość kobiet najpierw myślałam,że to stres związany z pracą, później obwiniałam siebie więc zmieniłam fryzurę, ubiór i nic. Jak w każdym takim związku zostały tylko wspomnienia jak przez kilka pierwszych lat było cudownie (a może mi się tylko wydawało).
Jestem jego żoną, ale gdy go dziś zapytałam jaka jest według niego definicja "żony" to nie usłyszałam odpowiedzi. Piorę, prasuje, sprzątam, gotuje, pracuje zawodowo i czuje się jak jego mamusia a nie żona. On ma kolegów, którzy po 30bstce mieszkają z rodzicami i w pracy ciągle mówią o obiadkach, co dziś dostaną od mamusi i śmieje się z nich a nie widzi, że sam jest taki sam. Czuje się jak mamusia, która ma przerośniętego synka jak go się zmusi to posprząta po sobie w sobotę z kolegami pójdzie na piwko w ciągu tygodnia na basen, no w sobotę jak jestem na uczelni to obiad zrobi.
Ktoś powie,że sama sobie jestem winna bo na to pozwoliłam i ma racje tylko na początku się naprawdę starał, z upływem lat przestało mu zależeć i ciągle słyszałam o bólu głowy wiecznym zmęczeniu...
Dziś wyskoczył z tekstem, że on miał ochotę na sex a mi jak zwykle coś nie pasuje, przez ostanie 3 lata ciągle słyszałam no pojutrze, w sobotę, w niedziele, w przyszłym tygodniu bo ten to mam taki ciężki tydzień itp.
Jestem zgrabną ładną kobietą, zawsze otaczali mnie mężczyźni, na początku był bardzo zazdrosny ale postawiłam sprawę jasno i na swoim. Na studiach miałam więcej kolegów niż koleżanek i w pracy też większość to mężczyźni.
Obecnie ciągnę kolejny kierunek studiów bo dusze się w domu, nic nie sprawia mi radości ale przed rodziną i znajomymi robię dobrą minę do złej gry...
Możliwości do zdrady mam co nie miara, jeszcze tego nie zrobiłam, ale nie chce nagle w wieku 40lat stwierdzić, że te wspólne lata to czas stracony i będę żałować, że go w ogóle poznałam.
Najgorsze w tym wszystkim jest to gdy ktoś mówi jakiego fajnego masz męża, że ma takie poczucie humoru, super gotuje (jak ma ochotę zrobić popisówke jaki to on jest, cudowny człowiek), nazywają go skarbem... do tego wszyscy pytają kiedy będziemy mieć dzieci a ja w duchu sobie odpowiadam dzieci nie z tym mężczyzną.
Jak większość kobiet w głowie kłębią mi się myśli, może jest gejem, może ma podwójne życie ze mną takie sielskie anielskie a jest ta drugą, która ma ten zadziorny pazur który go kręci.
Kiedyś lubił moją spontaniczność, szalone pomysły, teraz nawet do kina nie chce ze mną wyjść ani do restauracji do supermarketu na zakupy jedziemy zawsze rano od razu po otwarciu "bo wtedy nie ma kolejek i tylu ludzi między którymi trzeba się przepychać". Tygodniowy wspólny urlop razem za granicą z roku na rok jest coraz większym koszmarem.
Witam,
Znam problem z własnego doświadczenia.
Uciekajcie z takiego związku, zanim pojawi się dziecko. Później jest znacznie trudniej odejść i mogą pojawić się problemy typu depresja, nerwica.
Poczytajcie o osobowości schizotypowej/schizoidalnej. Czasem to jest przyczyna niechęci do seksu.
230 2012-11-28 10:56:16 Ostatnio edytowany przez Lilia86 (2012-11-28 10:58:15)
Witam wszystkich, i wszystkim strasznie współczuję.
Po przeczytania wszystkich wypowiedzi jestem w lekkim szoku.
Mam bardzo podobny problem z moim mężem jak niektóre z Was kobitki.Zdawałam sobie sprawę, że jest dużo kobiet narzekających na za częsty sex. Czego ja nie rozumiałam nigdy, bo mój mąż od początku nie był wielkim ogierkiem:( A mój SZOK stąd , że jest aż tyle mężczyzn unikających zbliżeń z kochaną żoną. Myślałam , że należę do wyjątków!
od 7 lat jesteśmy małżeństwem.Można powiedzieć, że od początku borykamy sie z mało satysfakcjonującym sexem. Męża libido zawsze było mniejsze od mojego. Ale po 3 latach odechciało mi się inicjowač zbliżeń. Tymbardziej, że Może 2 razy udało mężowi doprowadzić mnie do orgazmu. Myślę, że to wszystko mogło ograbić go z chęci do zbliżeń.
Mąż potrafi pół roku nie okazywać zainteresowania mną. Czuję, że nie pociągam go.Obojętnie czy miałam 5 kilo więcej czy mniej. Ogólnie otrzymuję sporo komplementów od innych osób.
Po wielu rozmowach, histeriach,łzach nie było żadnej poprawy. Momentami czułam się taka bezsilna .Po odmowach upokorzona, nawet Mu mówiłam, że czuję się jak dzi... Miewałam stany depresyjne, nawet myśli samobójcze. Ale ogarniałam się. Bardzo kochałam męża, ale teraz moja miłość bardzo osłabła.
On uważa , że się stara, ale ja nie czuję się przez niego porządana.A tego tak bardzo potrzebowałam. Jest przemęczony pracą, ale mało robi żeby coś zmienić.
Teraz nie wiem czy chcę jeszcze się starać o poprawę. Coś we mnie porządnie pękło.Sama już od roku nie czuję potrzeby współżycia z mężem. Jak dojdzie do zbliżenia to myśl, że on został do tego zmuszony nie daje mi później spokoju. No i niestety, mimo moich niejednokrotnych starań nasze współżycie kończy sie po 5, 7 minutach łacznie z grą wstępną. On prawie w ogóle nie interesuje moim ciałem. Robiłam już różne rzeczy, żeby go rozochocić, ale kończyło się zawsze tak samo.
Boję się. Już mi nie zależy, żeby walczyć o jego zainteresowanie, a wiem , że to do nikąd dobrego małżennstwa nie doprowadzi.Juz chyba sie poddałam. Jak ja to zostawię to nasze małżeństwo się rozpadnie. Może już się rozpadło, tylko jesteśmy wspólnymi lokatorami....
Gdzieś ktoś polecał tą książkę na problemy takie.
Esther Perel "Inteligencja-erotyczna-Seks-klamstwa-i-domowe-plesze
Witam wszystkie i wszystkich!
zapisałam się na forum, by dodać swój watek. Nie mam z kim o tym porozmawiać, zwyczajnie wstydzę się tego problemu! Bardzo Wam wszystkim współczuję, bo doskonale Was rozumiem i wiem, jaki to strasznie trudny i wielowątkowy problem.
Podobnie do niektórych tu opisanych historii mam męża, który przed ślubem był chętny i bardzo aktywny. Mniej więcej 6 m-c przed ślubem COŚ się zmieniło i tak sobie trwa do dziś, czyli juz prawie 4 lata. Przeciętnie 2 razy na miesiąc i to tylko dlatego, że ja nalegam! Wręcz żądam. Gdy nie inicjuję miesiąc przerwy jest normą, tylko że ja tyle nie daję rady! Czuje się podobnie do Was, jest mi wstyd, biorę całą sytuację do siebie, czuję się mało atrakcyjna...ale co najgorszę przenosi się to wszystko na nasze życie. Jestem drażliwa, kłótliwa i coraz częsciej mój mąż staje mi się obojetny.
Już nie patrze na niego z taka miłością, oddalamy się od siebie... jesli ja nie zadbam o atmosferę to jej zupełnie nie ma....a mnie juz się nie chce tego robić! Z rzeczy, które próbowałam to oczywiście wygląd, zabawki, wyjazdy wspólne bez dzieci, groźby, błagania, płacz, rozmowy, szantaż.... Mąż twierdzi, że mnie kocha, że jestem atrakcyjna, że mnie uwielbia, że nie ma problemu, najwyżej jest nieco zmęczony... ale zero reakcji! Ostatnio powiedział w żartach, że muszę się ładnie ubrać i go zachęcić, to może dostanę. Poczułam się jak płatna panienka. Juz mi sie nie chce! Mam dosyć tego tematu, jednostronnego starania sie i udawania, że mi to wszystko odpowiada.
Jak już dochodzi do zbliżenia jest niby bardzo dobrze, mąż bardzo stara się bym to ja miała przyjemność. Zabawy są długie, niby powinno mi być dobrze, niby na to czekałam. Ale coraz częściej łapię się na tym, że już nie umiem, że chcę kończyć. O tym nie rozmawialiśmy, bo sama tego jeszcze nie rozumiem. Moje odczucia nie są rewanżem, nie okazuję mężowi, że nie mam przyjemności. Po prostu ciężko mi dojść do orgazmu. Zastanawiam się, na ile w tym wszystkim zawiniło to, ze przez tak długie okresy wstrzemięźliwości musiałam sobie jakoś radzić (i jak wiele z Was myślałam o zdradzie, której tak na prawdę nie chciałam i nie chcę) i zaczęłam bawić się sama. Znalazłam klucz do szybkiej i mocnej satysfakcji. Mąż wie, że się masturbuje i nie przeszkadza mu to....ani nie chce w tym brać udziału. Ostatnio po upojnym seksie położyłam się do łóżka i gdy mąż wyszedł sama dałam sobie orgazm. Stałam się samowystarczalna? To jest nowe odczucie, i jak napisałam sama go nie rozumiem do końca.
Nie chcę sama się bawić. Nie chcę udawanego życia. Chcę, by to on chciał.... a to najtrudniejsze.
pozdrawiam noworocznie!
Hm... Gdybym zobaczyła, że mój mężczyzna onanizuje się przed pornosem, obejrzałabym tego pornosa. Jakiej stymulacji potrzebuje? Czy jestem w stanie mu ją dać? Może wystarczy blond peruka? Może szpilki? Może gorset? Może go związać? Może uszczypnąć? Może... Nie wiem, jest tego cała masa.
Skoro się onanizuje, to potrzeby ma, nie jest asem.
Witajcie,
Po wielu miesiącach zdecydowałam się napisać na forum o moim problemie. Chyba sobie już z tym wszystkim nie radze i mam po prostu ludzką potrzebę opowiedzenia o tym komuś.
Podobnie, jak reszta tutaj mam problemy z moim facetem. Ma on 26 lat i nie chce uprawiać ze mną seksu. Nie kochaliśmy się już 2 miesiące. Jesteśmy w związku od 2,5 roku. A problemy zaczęły się jakoś od roku.
Kiedyś kiedy patrzyłam w jego oczy widziałam porządnie, kochaliśmy się nawet 6 razy jednej nocy. A teraz mój luby zamiast kochać się ze mną (mieszkamy razem) woli grać wieczorami w gry. Czuje się straasznie.... Kumulują się we mnie tak negatywne emocje... Nikomu nie życzę takiego upokorzenia.
Problemy zaczęły się jeszcze za nim ze sobą zamieszkaliśmy. Wówczas tłumaczył się, że nie mamy jak tego robić, że nie mamy miejsca, gdzie nikt by nam nie przeszkadzał. Łudziłam się,że jak razem zamieszkamy to to się zmieni. Jednakże jeszcze się pogorszyło.:(((
Przeprowadziliśmy mnóstwo poważnych rozmów na ten temat. Żadna nie pomogła. Za każdym razem on podawał inny powód swojej abstynencji. Usłyszałam już takie przyczyny, jak strach przed ciążą, stres, że go nie zadowalam, że on ma jakieś problemy, że sobie obiecał. Reasumując pewnie sam nie wie, jaki jest powód jego zachowania. Jednakże dobrze wie że mnie tym rani, ale to jakoś mało go chyba obchodzi.
Oczywiście próbowałam też wszystkiego, uwodziłam go, robiłam striptiz, pieściłam go, płakałam, krzyczałam, wyzywałam... Nic to nie dało:(
I teraz nasuwa się pytanie... Co ja mam zrobić? Z dnia na dzień jestem coraz bardziej nieszczęśliwa. Mam 23 lata i potrzebuje nie tylko "mieć" chłopaka. Czy powinnam odejść? Tylko że nadal go kocham.... Poza tym boje się zostać sama. Przeraża mnie sama myśl o tym, żeby go nie było w moim życiu...
Co ja mam zrobić? Z dnia na dzień jestem coraz bardziej nieszczęśliwa. Mam 23 lata i potrzebuje nie tylko "mieć" chłopaka. Czy powinnam odejść? Tylko że nadal go kocham.... Poza tym boje się zostać sama. Przeraża mnie sama myśl o tym, żeby go nie było w moim życiu...
nie jestem jakims ekspertem ale chyba sama sobie dopowiedzialas na pytanie " z dnia na dzien jeste coraz bardziej nieszczesliwa " .. jak przeczytasz wczesniejsze posty to zauwazysz, ze cieeeezko jest z tym walczyc ! I baardzo rzadko wszystko wraca do normy ! niestety ... na pewno twoj facet nie widzi zadnego problemu - to zle ! kochasz go- to naturalne, ale bedac znim "musisz" godzic sie na wszystko .. no chyba ze pojdziecie razem na terapie. Moze na poczatku, zakomunikuj mu, ze jesli sie nie poprawi miedzy wami to poprostu rozejdziecie sie! moze taka szokowa terapia cos zdziala ... albo po prostu wyprowadz sie na kilka dni I powiedz mu , ze musisz sie zastawnowic nad kilkoma rzeczami
Hm... Gdybym zobaczyła, że mój mężczyzna onanizuje się przed pornosem, obejrzałabym tego pornosa. Jakiej stymulacji potrzebuje? Czy jestem w stanie mu ją dać? Może wystarczy blond peruka? Może szpilki? Może gorset? Może go związać? Może uszczypnąć? Może... Nie wiem, jest tego cała masa.
Skoro się onanizuje, to potrzeby ma, nie jest asem.
Mój ogląda, wiem co, dokładnie wyszukuje konkretne aktorki porno, czasem wystarczą zdjęcia, czasem filmy z udziałem konkretnej i teraz co, mam się upodabniać do każdej (czyli co jakieś 3 dni do innej...) żeby go kręcić? Każda jest zupełnie inna, inny wygląd, inne "bodźce" i jak Twoja radę przełożyć na moją sytuację?
Cały czas uważam, że w związku to partner / partnerka powinien być na 1. miejscu, to jego w pierwszej kolejności powinno się pożądać, nie dopuszczać do zaniedbania... a nie stymulacja przy ekranie... to takie upokarzające, mnie nie tknie palcem, ciała mojego w ogóle nie ciekaw (nagle, z dnia na dzień..), mogę być zarówno w kombinezonie jak i w bikini i nic, nie okaże zainteresowania... a inne babki nago ogląda hurtowo... ktoś sugerował, że może w ten sposób próbuje przywrócić sobie ochotę na seks jeśli ją stracił, ale od tego powinien mieć mnie... Ciekawe ile łez jeszcze wyleje...
Tak czytam i czytam netkobiety wasze utyskiwania ze facet Wasz nie ma ochoty na seks z Wami,gdy on slyszy podobne lamenty od rana plus plyte nr-7 o cieknacym kranie,a po powrocie z pracy plyta nr-2 wynies smieci to ma tak zbudowany pociag ze raczej mu sie nawet nie chce o tym myslec.Poznalem pare kobiet w zyciu i wystarczyl blysk w ich oczach,szelmowski usmiech,lub delikatne musniecie cialem o mnie,w kuchni czy na imprezie,znalem tez takie ktore baranim wzrokiem patrzaly na mnie wieczorem-wtedy wybieralem Canal+Sport.A jak na dodatek traktowaly seks jako karte przetargowa to moje zainteresowania sportem powiekszalem zachwytem nad Discovery lub Planet.Zanim powysylacie swoich facetow do super specjalistow doczekujac sie ze tez natychmiast oni uderza do jakiejs"specjalistki"To moze nalezy pomyslec czasem......Z powazaniem.
A co do"zabaw" przed ekranem to porazka i kompromitacja dla "faceta"
238 2012-12-28 15:44:04 Ostatnio edytowany przez Lilia86 (2012-12-28 15:47:53)
"czytam i czytam netkobiety wasze utyskiwania ze facet Wasz nie ma ochoty na seks z Wami,gdy on slyszy podobne lamenty od rana plus plyte nr-7 o cieknacym kranie,a po powrocie z pracy plyta nr-2 wynies smieci to ma tak zbudowany pociag ze raczej mu sie nawet nie chce o tym myslec"
Jak ja nie lubię uogólnień! Nie można wrzucać wszystkich netkobiet , mających problemy łóżkowe, do jednego worka.
Po drugie, po takim narzekaniu na forum i opiniach osób trzecich, taka "upierdliwa" kobieta, odtwarzająca w kóło 7 płyt, może zda sobie sprawę co źle robi i zacznie nad sobą pracować.
Jak dla mnie to ona jest w lepszym położeniu, bo przynajmniej szuka rozwiązania problemu, a nie ucieka w w świat gier, czy też programów telewizyjnych.
239 2012-12-28 16:35:35 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2012-12-28 16:37:59)
Mayk222 może rzeczywiście uogólnia, i na pewno to, co opisał, nie dotyczy wielu kobiet w tym temacie (może nawet wiekszości). Z drugiej jednak strony, warto sobie jego rady wziąć do serca i skorzystać. Ja na pewno tak zrobię.
Mayk222, pytanie: co to znaczy ''kobiety gapiące się baranim wzrokiem''? Głupie? Łatwe, podające się na tacy? Jak to rozumieć?
mogę być zarówno w kombinezonie jak i w bikini i nic, nie okaże zainteresowania... a inne babki nago ogląda hurtowo... ktoś sugerował, że może w ten sposób próbuje przywrócić sobie ochotę na seks jeśli ją stracił, ale od tego powinien mieć mnie... Ciekawe ile łez jeszcze wyleje...
Hm, linka89r, akurat mi sie przypomniałaś dziś. Po prawie miesięcznej rozłące mój chłopak przytulał mnie i całował właściwie tylko pierwszego dnia, przez 2 kolejne nic. I już mi tego brakuje, zaczynam czuć, jakby mu nie zależało. I przypomniałaś mi się ty. Szczerze mówiąc, nie wytrzymałabym chyba tyle w twojej sytuacji. (Bo jak pamiętam, u ciebie czułości jest dosłownie zero?) Ja bym się czuła niewazna, niekochana, a jeszcze te pornosy na necie.. to już w ogóle. Czułabym, że mu wcale nie zależy, cokolwiek by mówił. Bo patrzy się na zachowanie, a nie słowa. Słowa mozna wymyslać nonstop, a udawać czegoś na dłuzszą metę się nie da.
Według mnie nie masz co liczyć na to, że on się zmieni (zresztą, musiałby diametralnie, nie ''trochę"). Więc przed tobą decyzja, czy chcesz, aby tak wyglądał związek, czy szukasz szczęścia dalej.
Mój zadnych pornosów nie ogląda, seks jest całkiem często, a ja moge wyobrazić sobie jak się czujesz już bez zwykłych codziennych czułości. Co dopiero twoja sytuacja. Szkoda łez, moja droga ![]()
Do Pauliny.Wspomnialem o blysku w oku a cielecy czy tez barani wzrok to nie to co kreci.Drobiazgi i pomyslowosc w wysublimowanej zachecie, delikatny sygnal-ja Cie pragne,tu i teraz i to zaraz,plus atmosfera budowana np.od rana.Wiele innych uwarunkowan tez odgrywa duza range.Pozdrawiam.
Dziewczyny, kilka miesięcy temu wypowiadałam się w tym temacie. Byłam pełna nadziei, że coś się zmieni. Ale niestety nic nie ruszyło. Po 7 latach on nadal milczał, gdy tylko zeszło się na temat seksu i nie zrobił NICZEGO (mimo obietnic i zapewnień), żeby naprawić nasz związek.
Zaproponowałam rozstanie. I tak sobie mieszkamy razem, w osobnych pokojach.
To bardzo boli. Nie potrafię zrozumieć jak on może mnie tak ranić? Wciąż mi pomaga, troszczy się o mnie, rozmawiamy normalnie.
Płaczę niemal każdego dnia i mam poczucie winy, ze rozstaje się, bo on nie inicjował seksu (poza tym wszystko układało nam się doskonale).
Może teraz za bardzo idealizuję, już nie pamiętam depresyjnych dni z powodu odrzucenia, utraty kobiecości i atrakcyjności...
Czy jest na forum kobieta, której się udało?
Wyjeżdzam wkrótce za granicę, czas zacząć nowe życie. Ale to poczucie winy, żal i rozczarowanie jego milczącą postawą nie daje mi żyć :-(
Płaczesz, a jedziesz za granicę sobie żeby zacząć nowe życie. Coś tu nie halo. Ten płacz musi być dość słaby, skoro zamiast dążyć do wyjaśniania, olewkę masz i wyjeżdżasz...Wszystko doskonale, ale On nie inicjował seksu, więc płaczesz i sobie wyjeżdżasz. Przypomina to zabawę w piaskownicy - On miał foremkę, co robiła fajne kółka z piasku, ale nie chciał mi jej pożyczyć, więc poszukałam innej piaskownicy.
dziewczyny! nie wiem jak trafiem tu ale moze nie rozwiazwe swoich problemow ale komus pomoge!!!
SZUKALEM i znalazlem milosc. Nadzieja to cos, co zaklucajac rzeczywistosc sfera ogrania nas mimo to ,ze wiemy,ze to bez sensu. Jestem na milosci fazie ale dziewczyny wiedza, o co chodzi..... na pewno. Albo nie
A na serio - kocham od 17 lat i wiem, ze mimo wszystko laczy nas "tylko" milosc - sex taki sobie, upodobania rozne, marzenia .........
.......... zebysmy sie dobrze zrozumieli - nawet nie wiem czy szukam .... qde moze pogadac chce ? A czy od tego sie nie zaczyna ?????
Płaczesz, a jedziesz za granicę sobie żeby zacząć nowe życie. Coś tu nie halo. Ten płacz musi być dość słaby, skoro zamiast dążyć do wyjaśniania, olewkę masz i wyjeżdżasz...Wszystko doskonale, ale On nie inicjował seksu, więc płaczesz i sobie wyjeżdżasz. Przypomina to zabawę w piaskownicy - On miał foremkę, co robiła fajne kółka z piasku, ale nie chciał mi jej pożyczyć, więc poszukałam innej piaskownicy.
Płaczę bo jest mi żal. Zrobiłam wszystko co mogłam. Na terapię on nie chce iść, ani zrobić testów hormonalnych. Jeśli on reaguje milczeniem, to na co ja mam czekać? Bo już nawet się nie łudzę, że on się zmieni.
Przeczytałam setki wypowiedzi na forum i żadnej optymistycznej. Zazdrość też na niego nie działa.
Wybacz, ale nie chcę żeby moje życie tak wyglądało....
Płaczesz, a jedziesz za granicę sobie żeby zacząć nowe życie. Coś tu nie halo. Ten płacz musi być dość słaby, skoro zamiast dążyć do wyjaśniania, olewkę masz i wyjeżdżasz...Wszystko doskonale, ale On nie inicjował seksu, więc płaczesz i sobie wyjeżdżasz. Przypomina to zabawę w piaskownicy - On miał foremkę, co robiła fajne kółka z piasku, ale nie chciał mi jej pożyczyć, więc poszukałam innej piaskownicy.
W błędzie jesteś drogi Remi. Ona i tak za długo zwlekała z tą decyzją i bardzo dobrze robi, ze wyjeżdża. Wystarczyłaby wyprowadzka, tudzież inne miasto, ale skoro chce wyjechać z kraju to droga wolna. Można powiedzieć, że przerabiałem to samo, a przynajmniej coś bardzo zbliżonego.
Można starać się, można wyjaśniać...ale do tego potrzebne są chęci dwóch stron. W tym układzie jedna udaje, że się nic nie dzieje. Dosłownie. Mówisz, prosisz, grozisz....i nic. Jak grochem o ścianę. A ty się sypiesz od środka jak domek z kart. Frustracja spowodowana brakiem seksu, brakiem poczucia bycia atrakcyjnym i pożądanym dla NAJBLIŻSZEJ osoby rzutuje na wszystkie aspekty twoje życia. Tracisz pewność siebie. Przechodzisz różne etapy złości, żalu, gniewu - wobec świata, wobec drugiej osoby.....i w końcu wobec siebie. Tak się nie da żyć na dłuższą metę. Ale coś czujesz, starasz się, walczysz. Jednak przychodzi taki moment, że masz już naprawdę i serdecznie dość i aby kompletnie się w tym bagnie nie zatracić to odchodzisz, choć z wielkim bólem serca. I dokładnie na tym etapie jest Medith.
Youghurtoo7!
Bardzo dziękuję za Twój wpis i zrozumienie!
247 2012-12-30 23:07:07 Ostatnio edytowany przez Lilia86 (2012-12-30 23:11:05)
Medith,
Rozumiem co przechodzisz....
Tak i tak długo walczysz o Waszą miłość.
Ja od 7 lat tkwię w podobnym związku, aczkolwiek od 4 jest tragicznie pod względem życia seksualnego. Nie tracę jednak nadziei, że będzie lepiej.
Do naprawienia tych relacji potrzeba dwojga w związku. Niestety jedna osoba nie jest w stanie zbyt wiele zdziałać.
Ja nie przekreślam mojego małżeństwa. Mój mąż niby zdaje sobie sprawę z powagi problemu, ale za wiele nie robi, aby coś samemu zmienić.
Jedyny plus to, że nie odmawia wizyty u seksuologa. To jest moja ostatnia nadzieja.
Podobnie, jak Ty szukałam wypowiedzi, które dałyby mi motywację i nadzieję na poprawę, ale spotkałam się tylko z jednym takim przypadkiem. Może dlatego, że ludzie w chwilach desperacji piszą na forach, taka forma " krzyku o pomoc", a gdy jest trochę lepiej to zapominają o zmartwieniachi już nie piszą dalej.
Czy odejdziesz, czy zostaniesz, czy dasz mu czas na przemyślenie, to Twoja decyzja...
Ja wiem, że zbyt wiele mogłabym stracić i chyba nigdy nie podejmę tej 1 decyzji....
Prędzej nauczę się żyć bez seksu ![]()
248 2012-12-31 01:27:23 Ostatnio edytowany przez Medith (2012-12-31 01:57:06)
Czy odejdziesz, czy zostaniesz, czy dasz mu czas na przemyślenie, to Twoja decyzja...
Ja wiem, że zbyt wiele mogłabym stracić i chyba nigdy nie podejmę tej 1 decyzji....
Prędzej nauczę się żyć bez seksu
No właśnie ja też bardzo wiele stracę i się tego boję. Stracę przede wszystkim największą miłość, oparcie, przyjaźń, poczucie bezpieczeństwa i miłość partnera do mnie.
Z drugiej strony nie mamy dziecka i to jest pewne, że gdyby się ono pojawiło, mogłabym o seksie zapomnieć już do końca życia. Boję się tego, a przeczytałam setki wypowiedzi kobiet, które żałują że nie odeszły w porę. Młodość im szybko minęła i teraz pogrążają się w depresji i nienawiści do swoich mężów.
Zazdroszczę Ci Lilia, że Twój zdecydował się na seksuologa, to duży krok.
I obawiam się, że gdy już będę wyjeżdzać, to Mój w ostatniej chwili też się na to zdecyduje, ale już będzie za późno. I pęknie mi serce. Myślę o tym niemal cały czas. A rozmawiać się z nim nie da.
W ciągu ostatniego roku napisałam trochę prywatnych wiadomości do kobiet, które opisywały podobny problem i niestety wiele z nich albo się rozstało, albo cierpi dalej, bo przeważnie mają dziecko. Nie dostałam żadnej optymistycznej odpowiedzi.
cześć dziewczyny!
nadszedł czas, że muszę podzielić się z kimś moim problemem, nie umiem powiedzieć tego nikomu ze świata realnego, może chociaż tak mi ulży....
Mam 26 lat, mąż 30, jesteśmy ze sobą 4 lata, 2 lata po ślubie.
Przed ślubem nie mieszkaliśmy razem. Ja miałam wcześniej partnera seksualnego, on nie, ale nie był to problem.
Po 3 miesiącach znajomości, zaciągnełam go do łóżka.
Od czasu do czasu, uprawialiśmy seks, bez fajerwerków, ale nie mieszkalismy razem, kazdy u rodziców, więc trudno było mieć pretensje że nie jest super....
Jak gdzieś wyjeżdzaliśmy, to też nie było super seksu, mąż mówił, że jest zmęczony słońcem, albo że po 3 piwach nie może wpółżyć, bo nie ma wzwodu, wierzyłam!
Potem wzieliśmy ślub, zamieszkalismy sami! Jednak do seksu zawsze ja musiałam go namawiać.... Gdy dochodziło do czegoś, on nawet nie mial wytrysku, owszem wzwód miał taki jak powinien być, ale wytrysku nie było...
Problem z wytryskiem byl juz przed slubem, nawet leczyl sie u seksuologa, u psychoseksuologa, ale nic to nie dalo...
Potem zaczełam się denerwować, że to ciągle ja go prosze o seks, wiec on parę razy coś zainicjował.
Potem mówił ze chcialby zebym miała erotyczne ciuszki, wiec zamowilam to co chcial, kozaki, gorset...
ale to tez na dlugo nie pomoglo... zalozylam raz, wiecej nie poprosil!!!!
Maz nie czuje ze ma wzwod, czasami wieczorem dotykam go, czuje ze ma wzwod, i zachecam go do seksu, jednak on momentalnie zasypia...
Tlumaczy sie ze on jest zmeczony codziennie, a ja chce uprawiac seks tylko wieczorem... jednak sam w weekend nigdy nie doproawdza do zblizenia w ciagu dnia....zazwyczaj rano w sobote ucieka z lozka przed komputer, a ja budze sie sama....
Wiele razy dziwil sie o co ja robie awantury... o co mi chodzi!!
Ale przyznla w koncu ze on nie czuje pożadania....lubi mnie przytulac, lubi ze mną spać, podobam mu się, lubi ze mną być, ale nie potrzebuje się ze mną kochać......
(wiem, na pewno ze nie ma kochanki, nie jest gejem.... )
nie wiem co mam zrobic.....
Facet pewno ma wykańczającą pracę (fizycznie badz psychicznie) albo seksik dla niego to trzeciorzędna sprawa i praktycznie mógłby nie istnieć;)
nie ma ciezkiej pracy... wrecz przeciwnie, ma wymarzona prace, ktora bardzo lubi... wiec na pewno nie jest przemeczony, procz pracy 8h dziennie, o uprawiania sportu, nie ma innych obowiazkow...
252 2013-01-11 12:23:35 Ostatnio edytowany przez karolcia_38 (2013-01-11 12:38:24)
poczytajcie o czwartej orientacji seksualnej - "aseksualność" coraz więcej ludzi się z tą orientacją identyfikuje. w zwierciadle jest artykuł na ten temat choć więcej gazet zainteresował ten temat. osobiście jestem "po" związku gdzie sex był ogromny problemem a w zasadzie jego brak. na dzień dzisiejszy jestem zdania że ABSOLUTNIE nie da się stworzyć dojrzałego satysfakcjonującego związku bez tej relacji intymnej jakim jest sex. chyba że dwie osoby sex traktują na marginesie własnego życia lub są całkowicie aseksualne. wówczas jak najbardziej można stworzyć udany związek. w przeciwnym razie gwarantuje klęski rozterki frustracje a nawet choroby psychosomatyczne spowodowane "wiecznym" hamowaniem naturalnego popędu. ja odeszłam właśnie z powodu braku seksu. i była to moje NAJLEPSZA decyzja w tym okresie mojego życia.
do lila86
"Ja wiem, że zbyt wiele mogłabym stracić i chyba nigdy nie podejmę tej 1 decyzji....
Prędzej nauczę się żyć bez seksu"
powiem ci tak: jeśli sex lubisz ot po prostu to fakt możesz nauczyć się hamować swój naturalny popęd ale jeśli wyrażasz część swojej osobowości tożsamości porzez własną seksualność i seks to coś więcej dla ciebie niż ruchy posuwisto zwrotne oraz odprężenie po orgaźmie to ja tu wszem i wobec zamieniam się we wróżkę i wróżę ci depresje walke ze sobą niszczenie własnego wnętrza płacz krzyk wszelkiego rodzaju objawy psychosomatyczne po porstu będziesz powolutku w imie "celów wyższych" tobie jedynej znane zatruwać swój umysł i swoje ciało zaczniesz umierać. ja umierałam przez 4 lata. cale szczęście nie opuśił mnie mój instynkt samozachowawczy i szczęście (znalazłam dowód zdrady). zrozumiałam jak seks jest ważny w moim życiu i jest niemalże na równi z miłością i szacunkiem. nie potrafię z drugim człowiekiem funkcjonować bez tej szczególnej dla mnie więzi bo z nią wiąże się wiele aspektów mojego życia które wzajemnie przenikają się tworząc całość. bez tego elementu jestem wybrakowana i nie mogę poskładać się cała i wciąż czuję niedosyt niekompletność. frustrujące uczucie. a teraz wiedząc o tym twierdzę z całym przekonaniem że nic na siłe i jeśli jeden z partnerów nie chce nie potrafi to lepiej się rozejść niż umęczać siebie umierać w straszliwych mękach. oczywiście wcześniej wyczerpawszy wszelkie możliwe narzedzia do naprawy tej sytuacji. czasem jest tak że po prostu coś się kończy. ot tak zwyczajnie i druga strona już po prostu nie chce. ale bywa tez tak że nigdy nie chciała a my ulegliśmy fascynacji która odebrała nam "chwilowo wzrok".
pozdrawiam ciepło
karolina
ps. a i jeszcze jedna dygresja. osoba która "nie chce seksu nie potrzebuje" po latach funkcjonowania w związku z reguły "ma się w miarę dobrze" natomiast osoba która chciała potrzebowała więcej seksu umęczona wieczną walką z włanym ciałem i psychiką albo zmienia się w emocjonalne zombi albo leci na prochach albo zamiania się w histeryzujacą rozgoryczoną osobę lub komplentnie poddaje się płynac wraz z prądem jakby w maraźmie niezdolna już do żadej decyzji pozbawiona wszelkich złudzeń że mogloby być jednak inaczej gdyby pozwoliła sobie na zadbanie o siebie.
A zatem można dojść do wniosku, że: pary as + s mają marne szanse na przetrwanie, chyba że ich więź duchowa jest na tyle silna, że nie mogą bez siebie żyć (aczkolwiek takie przypadki nader rzadko się zdarzają).
Karolcia_38 - świetny wpis!!! Który jeszcze bardziej utwierdza mnie w przekonaniu, że dobrze robię odchodząc :-) Choć ciężko mi na sercu, bo wciąż kocham.
255 2013-01-15 19:10:18 Ostatnio edytowany przez Lilia86 (2013-01-15 19:29:25)
Meredith, czy Twój partner już wie o Twoich planach?
Jakby się dowiedział, to może zacząłby się starać o Ciebie.
Ale podejrzewam, że tego już nie chcesz... nO bo kto wie na jak długo by się zmienił?
Karolcia, mój Mąż jest moim pierwszym seksualnym partnerem i myślę, że dzięki temu/ przez to mogę stwierdzić, że seks lubię. Kiedyś przepadałam. Może nie za samym seksem, ale bliskością i czułością mojego kochanego. Przepadałam i wciąż chodziłam "głodna". Teraz już się ochłodziłam na te sprawy. Mimo tego jest mi nieraz bardzo ciężko ![]()
No ładnie chłop chciał mieć pewno spokojne i ustabilizowane, a teraz szykuje się cios w sam fundament egzystencji.
257 2013-01-16 09:30:55 Ostatnio edytowany przez karolcia_38 (2013-01-16 14:58:27)
Meredith, czy Twój partner już wie o Twoich planach?
Jakby się dowiedział, to może zacząłby się starać o Ciebie.
Ale podejrzewam, że tego już nie chcesz... nO bo kto wie na jak długo by się zmienił?Karolcia, mój Mąż jest moim pierwszym seksualnym partnerem i myślę, że dzięki temu/ przez to mogę stwierdzić, że seks lubię. Kiedyś przepadałam. Może nie za samym seksem, ale bliskością i czułością mojego kochanego. Przepadałam i wciąż chodziłam "głodna". Teraz już się ochłodziłam na te sprawy. Mimo tego jest mi nieraz bardzo ciężko
no i już zaczął się proces "umierania". sex to tylko słowo. niektórzy zbyt minimalistycznie traktują to "zjawisko" jakim jest "sex".
dla niektórych sex to jak pisałam wcześniej albo rozbuchane libido prowadzące do "używania" ciała dla "rozpustych pustych nadmiernie eksploatujących niebezpiecznych dla zdrowia" przyjemności i do tej grupy należą ludzie którzy postawili sex na marginesie własnego życia lub mają jakieś zaburzenia lub są mocno blokowani poprzez dogmaty jakie wyznają. dla innych jeszcze sex jest ok ale w zasadzie nie mają potrzeby by się kochać bo zwyczajnie ich "chemia wewnętrzna" steruje libido które jest niewielkie stąd i potrzeby malutkie. oczywiście po drodze jest masa "różności" a jedynm według mnie z najbardziej powszechnych "nadużyć" jest karanie poprzez reglamentację seksu. ludzie którzy stosują ten rodzaj strategii (no i tu muszę niestety przyznać że kobiety są w większości) zdecydowanie nie są dojrzali emocjonalnie choć w życiu mogą sobie radzić w miarę dobrze (sama do takich ludzi się zaliczałam) lub owa reglamentacja wynika z innych przyczyn niż podają (zdrady fetysze inna orientacja). ten rodzaj "karania" partnera jest chyba najbardziej stereotypowym gowździem do trumny dla związku. to jak para sobie poradzi w głównej mierze zależy od stopnia dojrzałości drugiego partnera i otwartości oraz krytycyzmu własnego tego pierwszego oraz ogólnej chęci obojga do pracy nad zaburzoną relacją.
to co napisała Louis
"No ładnie chłop chciał mieć pewno spokojne i ustabilizowane, a teraz szykuje się cios w sam fundament egzystencji." jeśli "chłop"( czy też "kobita") chciał mieć spokojne i ustabilizowane życie to niech żyje SAM. wówczas nie będzie musiał współtworzyć trzeciej "egzystencji" jaką jest związek. będzie delektował się i dbał o jedną jedynie swoją egzystencję bedzie sobie kapitanem jednoosobowej jednostki pływającej po meandrach życia i nie będzie musiał jak to kapitan zadbać o bezpieczeństwo "pasażerów" na pokładzie. cud miód malina. i dotyczy to oboje partnerów żeby nie było. jak ktoś chce mieć spokój i ceni go sobie dużo bardziej niż drugą osobę niech nie zatruwa życia innym i niech żyje sam. jeśli ktoś jednak ceni sobie życie w partnerstwie musi wziąć odpowiedzialność za jakość tego partnerstwa w 100% i to oczywiście dotyczy oboje partnerów. i to jak się dogadają zależy od nich razem i od każdego z osobna. a jak pokozuje to forum ludzie bardzo różnią się mają różne potrzeby o różnym stopniu nasilenia więc i praca nad związkiem niełatwa. ale tak właśnie wygląda dojrzały związek oparty na współodpowiedzialności.
lilia86
nie wiem jak bardzo chodzisz "głodna" ale zaczynasz popadać w marazm. można to wyczytać z twojego wpisu. ochłodzenie oznacza powolne odcinanie się od swoich potrzeb od własnego ciala od jego naturalnych sygnałów od psychiki. ja chcąc dalej tworzyć związek musiałam niemalże totalnie odciąć się od ciała i tej części psychiki odpowiedzialnej za wszelkie potrzeby związane z intymnością i bliskością (to tak w wielkim skrócie). stałam się nadużywającym alkohol zombi. alkohol miał mi pomagać w utrzymaniu hamulca. bo tak jak inne potrzeby można i jest to społecznie akceptowalne zaspokajać poza związkiem czy małżeństwem tak sex jest potrzebą zarezerwowaną tylko i wyłącznie dla partnerów. i zaczyna się impas. no i niestety fakt że twój mąż jest twoim jedynym partnerem w moim odczuciu wcale ci nie pomaga. teraz to już "musztarda po obiedzie". niemniej wcale nie łatwiej. bardzo ciężko jest dojrzewać seksualnie przy jednym parterze. z reguły kończy się to źle. chyba że oboje pasują do siebie zarówno na poziomie libida jak i w erotycznych upodopaniach. widzisz to co jest w tobie (o ile sztucznie tego nie napędzasz w niezdrowy sposób (porno czy inne "niebezpieczne zabawki") jest twoim naturalnym rytmem twojego ciała twojej psychiki reszta to narzucone odgórnie "zasady" czy stereotypy których cel jest różny w zależności co będziemy rozpatrywać. przykro mi to pisać ale jeśli nie dojdziecie do porozumienia marnie widzę wasz związek za 10lat. z drugiej strony jestem przekonana że jeśli podejdziecie do tego odpowiedzialnie i oboje będziecie chcieli utrzymać to małżeństwo nie ma takich problemów których nie jesteście w stanie przerobić by dojść do satysfakcjonującego was oboje kompromisu. ja cię tylko proszę nie rezygnuj z siebie. nie atakuj męża bo to nic nie da. spróbuj rozmawiać i jeśłi będzie potrzebne poszukaj pomocy z zewnątrz ale nie rezygnuj z siebie bo konsekwencje i to bolesne poniesiesz ty sama.
medith:-)
według mnie dobrze robisz. jesteś świadomą swojej seksualności kobietą. podążaj tą drogą. dla kobiety w tak stereotypowo myślącym społeczeństwie odejść od faceta z powodu niezaspokojenia seksualnego to nie lada wyczyn i odwaga.jeśli wykorzystałaś wszelkie dostępne tobie narzędzia i pomoc i to nie przyniosło żadnych rezultatów to tak jak pisałam wcześniej oznacza albo zbyt duże niedopasowanie poziomów libido albo "coś" się skończyło. więc głupotą jest w tym trwać. no chyba że masz kilka żyć i "odbijesz" to sobie w następnym wcieleniu:-). to moje prywante poparte moim doświadczeniem zdanie.
i jeszcze jedno. żal po stracie jest tym większy im więcej energii włożyłaś w ten związek w jego utrzymanie ewentualnie w poświęcenie części siebie. tak działa nasza psychika ona nie "lubi deficytów". a w tym przypadku łatwo zaliczyć taka sytuację jako stratę. wynika to z twojego podejścia ogólnie do związku i z tego jak sama o nim myślałaś. bo jeśli uważałaś że ty coś dajesz poświęcasz się ujmujesz sobie zamiast że taką podejmujesz decyzję popartą twoją wolną wolą jako świadoma siebie wolna kobieta która jest świadoma konsekwencji swoich wyborów i je akcepuje nagle obraz tych lat spędządnych przy boku twojego partnera wyglądał by inaczej. bo wiedziałabyś że tkwienie w takim "układzie" to jedynie twoja odpowiedzialność i świadoma decyzja nie było by mowy o poświęcaniu się czy ujmowaniu sobie czegokolwiek. zobaczyłabyś ile poprzez te lata nauczyłaś się o sobie swoich granicach jak rozwijała się twoja seksualność jak radzisz sobie z brakiem zaspokajanych potrzeb. konkluzja jest jedna wzrastasz a czas nie jest czasem straconym a zdobytym na doświadczenie i poznawanie siebie. i tak patrz na te lata. jesteś o jeden związek bliżej ułożenia sobie szczęśliwego świadomego dojrzałego życia z drugim człowiekiem. nie zaprzepaść tej szansy. i ciesz się że potrafisz kochać.
pozdrawiam ciepło
karolina
Po pierwsze jestem mężczyzną.
Po drugie: Człowiek mający rodzinę dzieci pracę itd. potrzebuje bezzwłocznie spokoju celem psychicznej regeneracji bo nie można robić 24/h bo człowiek nie jest przecież robotem. Wiążemy się z kimś z myślą, że to jest partner do końca życia bo składamy przysięgę przed Bogiem(a wierz mi to dla wielu coś znaczy)i będziemy ze sobą na DOBRE I NA ZŁE, a nie wtedy gdy się komuś będzie nudzić(!!!) albo, że już nie mamy ze sobą wspólnych tematów itp. Dziw mnie bierze, że przez kulturę współczesną propagująca lekkie podejście do życia tak wielu młodym umysłom mąci w głowie. Trzeba być ze sobą nie dla pozoru tylko dla poczucia czegoś trwałego stabilnego co w dzisiejszym ,bardzo chwiejnym świecie jest niezwykle ważną rzeczą.
Po pierwsze jestem mężczyzną.
Po drugie: Człowiek mający rodzinę dzieci pracę itd. potrzebuje bezzwłocznie spokoju celem psychicznej regeneracji bo nie można robić 24/h bo człowiek nie jest przecież robotem. Wiążemy się z kimś z myślą, że to jest partner do końca życia bo składamy przysięgę przed Bogiem(a wierz mi to dla wielu coś znaczy)i będziemy ze sobą na DOBRE I NA ZŁE, a nie wtedy gdy się komuś będzie nudzić(!!!) albo, że już nie mamy ze sobą wspólnych tematów itp. Dziw mnie bierze, że przez kulturę współczesną propagująca lekkie podejście do życia tak wielu młodym umysłom mąci w głowie. Trzeba być ze sobą nie dla pozoru tylko dla poczucia czegoś trwałego stabilnego co w dzisiejszym ,bardzo chwiejnym świecie jest niezwykle ważną rzeczą.
Nie mogę się z Tobą zgodzić. Walka o związek w imię stabliności jest chwalebna, ale nie za wszelką cenę. Przecież tu nie chodzi o nudę, brak wspólnych tematów czy jakieś błahe sprawy. Tu chodzi o ignorowanie uczuć, potrzeb, szczęścia partnera. Czy to jest w porządku? Czy partner Medith nie wie, że depcząc jej uczucia, sam dokonuje zabójstwa związku? Może wie, a może udaje, że nie widzi- może myśli podobnie jak Ty, że stabilność to ta wartość najwyższa, a seks, poczucie spełnienia, miłość, szczęście schodzi na drugi plan.
W przypadku Medith to nie jest "lekkie podejście". Ona próbowała rozmawiać, chciała udać się do specjalistów, a w odpowiedzi dostała milczenie. To jest w porządku? Czy naprawdę trzeba stawiać sprawę na ostrzu noża żeby mężczyzna zrozumiał, że dany problem naprawdę ma znaczenie dla kobiety?
Tu chodzi o ignorowanie uczuć, potrzeb, szczęścia partnera.
Dlaczego od razu "ignorowanie uczuć"? Może ta osoba (rzekomo aseksualna) bardzo kocha swojego partnera i chce być z nim na zawsze?