lejdi007 napisał/a:Zgadzam sie ze nalezy ulepszac swoje zycie ale nie szalenczo za wszelka cene ale racjonalnie.
Nie zyje w matrixie, bo jak wiekszosc kobiet poszukujacych tej jedynej idealnej milosci nie znalazlabym jej tym bardziej po rozwodzie i z dzieckiem na karku, a dlatego ze wsrod kobiet jest ogromna konkurencja o dobrego faceta chcacego stalego zwiazku-bo takich facetow jest jak na lekarstwo, tacy faceci szukaja przede wszystkim bezdzietnych kobiet, po cholere takiemu baba z problemami i obcym dzieckiem jak wokol jest mnostwo kobiet tak samo inteligentnych, ladnych i bezdzietnych, proste.
Widze po moich znajomych ktore ledwo co skonczyly magiczna 30 sa ladne inteligentne kokieteryjne itp. Ale odpowiednich facetow na horyzoncie brak, w okolo sami poprancy albo zbyt mlodzi do powaznego zwiazku, bo ci nadajacy sie na meza juz dawno sa zajeci, taka jest rzeczywistosc.
Nimfo wierzysz w bajki ze kobiecie z dzieckiem przytrafi sie normalny ogarniety facet-tacy juz sa dawno zajeci, zycie kobiety chcacej stalego zwiazku to walka o dobrego i czulego mezczyzne, jak za wczasu czyli do magicznej 30 nie znajdzie sie takiego to prawie wcale nie ma szans aby takiego znalezc, poniewaz jak sam orientujesz sie jest zbyt malo czulych facetow a zbyt wiele czulych kobiet, tak niestety wiekszosc z nas zostala skonstruowana,matka natura nas pokrzywdzila odbarzajac nas czuloscia a facetow tylko w wiekszosci testosteronem
Z innego wątku:
lejdi007 napisał/a: teraz powoli u mnie sfera seksualna wygasa, kompletnie przestaje czuc jaka kolwiek ochote na cokolwiek, maz usypia we mnie wszystko: seksualnosc i emocjonalnosc i chyba tak bedzie najlepiej, bo po co mam zdradzac i zamiast spedzac czas z rodzina to z kochankiem, a poza tym nie wierze ze kiedy kolwiek znowu natrafie na czulego kochanka, wiec jedyne wyjscie dla mnie i dla ciebie to uspic siebie
Dawno nie czytałam większych bzdur. Twoja logika naprawdę mnie poraża, życie z takimi poglądami, myśleniem i ograniczeniami musi być bardzo męczące i frustrujące. I sama sobie te wszystkie ograniczenia narzuciłaś. Jesteś niewolnikiem swoich własnych poglądów (albo raczej poglądów środowiska, w którym żyjesz) i swojego sposobu myślenia.
Desperacja przemawia z Twojego postu. Dużo desperacji i dużo strachu. Widzę, że Twoja recepta na udane życie to związanie się "na czas" (do 30-stki) z kimś tylko i wyłącznie dla korzyści socjalno-bytowych i dlatego, że "nie wypada być samej". Byle męskie portki w szafie wisiały... masakra.... 
Ciebie ogarnia panika na samą myśl, że mogłabyś zostać sama. A co zrobisz jeśli to ten Twój mąż biedny misio zostawi Ciebie? Może dla jakiejś młodszej, ładniejszej, bezdzietnej (zgodnie z Twoją logiką), która będzie chętna na seks i dzięki niej on poczuje się męski i dowartościowany? Tego prawdopodobnie nie bierzesz w ogóle pod uwagę. Tym bardziej że od dłuższego czasu w ogóle odmawiasz mu seksu. Myślisz, że on tak się będzie dla Ciebie i dla dobra Waszego małżeństwa poświęcał, że naprawdę jesteś dla niego aż tyle warta, że będzie żył w celibacie tylko dlatego że Ty z nim nie chcesz seksu uprawiać? Jeśli w to wszystko wierzysz, to jesteś po prostu naiwna

Nigdy nie ma żadnej gwarancji, pewności, nigdy nie można być pewnym drugiego człowieka ani zakładać, że zna się go i "on nigdy by tego nie zrobił". "On/ona na pewno mnie nie zdradza" - to zdanie zawsze wywołuje we mnie śmiech.
Oby Cię ten Twój biedny misio czymś zaskoczył, może to w końcu otworzyłoby Ci oczy.
Czy naprawdę uważasz, że kobieta musi obniżać swoje wymagania, rezygnować z czegoś co jest dla niej ważne, poświęcać siebie, bo koniecznie musi być w związku i ten cel uświęca środki? Czy znasz granicę między kompromisem a poświęceniem?
Teraz już zrozumiałam, co Tobą kieruje i jaki jest Twój cel życiowy. Należysz do kobiet, które nie potrafią być same, które swoją wartość mierzą tylko tym, czy są w stałym związku. Stąd taka desperacja u Ciebie i parcie na jakikolwiek związek, a pewnie i jednocześnie niska samoocena, bo to się przeważnie ze sobą wiąże.
Widzę, że Ty potrzebujesz tylko utwierdzić się w przekonaniu, że wszystkie kobiety muszą się poświęcać rezygnując z własnego szczęścia i że wybrałaś właściwą drogę - bo Ty tak postępujesz i myślisz, więc według Ciebie "taka jest rzeczywistość". I próbujesz przekonać samą siebie o tym, bo podświadomie czujesz, że omija Cię coś ważnego, że gdzieś popełniłaś błąd i całe to Twoje wymarzone szczęście - czyli ten Twój idealny stały związek - nie sprawdził się i wcale Ci szczęścia nie daje. No chyba że dla Ciebie szczęście oznacza złapanie i ubezwłasnowolnienie jakiegokolwiek faceta, bo "wypada mieć kogoś"...
Co jest z Tobą nie tak?
Żyjesz w jeszcze większym matrixie niż podejrzewałam. I Ty sobie ten martix sama stworzyłaś.
A teraz wyobraź sobie, że poza tym matrixem jest jeszcze inne życie. Wyobraź sobie, że czasami naprawdę nie warto być w związku. Ja już dawno nie mam tych 30 lat, nie mam urody ani sylwetki miss świata i nadal podtrzymuję, że wolałabym być sama niż z kimś, kto mi nie pasuje, kto nie spełnia moich oczekiwań, kto mnie w jakikolwiek sposób ogranicza, a ja "dla dobra związku" miałabym rezygnować z moich pragnień, bo muszę być z kimkolwiek, bo "tak wypada". Dla czyjego dobra? Na pewno nie mojego. A dla mnie moje szczęście jest najważniejsze. Bo mam szacunek do samej siebie, czego Tobie zdecydowanie brakuje. Nigdy się dobrze nie wychodzi na tzw. poświęcaniu się (nienawidzę tego sformułowania).
Rywalizacja? Jaka znowu rywalizacja? Nigdy mi nawet nie przyszło do głowy rywalizować z inną kobietą o faceta. Niby po co miałabym to robić? Czy to jest jakiś konkurs? Jeśli facet mnie kocha i chce ze mną być, to nie muszę i nie chcę z nikim rywalizować. I nie zamierzam. Albo chce się z kimś być albo nie.
Jeśli Ty bierzesz/ brałaś udział w jakimś wyścigu szczurzyc, to Twoja sprawa. Ale nie wmawiaj innym kobietom, że "taka jest rzeczywistość". To jest Twoja rzeczywistość i może jeszcze tych pozostałych biorących udział w tym przerażającym wyścigu szczurzyc. Jeśli uważasz, że to kobieta musi zdobywać faceta i o niego walczyć, to naprawdę bardzo Ci współczuję (wychodzi brak szacunku do siebie samej, znowu).
Poza tym powinnaś mówić wyłącznie za siebie, a nie za wszystkie kobiety. Nie każda kobieta stawia sobie za cel życiowy bycie w stałym związku ani nawet bycie w związku. Czy naprawdę zawarcie małżeństwa może być w dzisiejszych czasach dla kogokolwiek celem życia? Czy dla Ciebie każdy potencjalny partner to potencjalny poważny związek i małżeństwo? I czy naprawdę uważasz, że wiek ma jakiekolwiek znaczenie jeśli chodzi o związki?
I nie wierzę w bajki, tylko mówię co myślę i mówię, jakie jest moje i nie tylko moje doświadczenie. Ja na kompromisy nie idę i nie zamierzam się poświęcać. Nie zamierzam robić czegoś, co mi nie odpowiada ani rezygnować z czegoś, na czym mi zależy - tylko dlatego żeby być z kimś za wszelką cenę. I to wcale nie znaczy, że inni muszą uważać tak jak ja. Ale ja się w ich imieniu nie wypowiadam, tak jak Ty to próbujesz robić. I nie doradzaj innym, żeby popełniali te same błędy co Ty, tylko dlatego że Ty je popełniasz. Wygaszanie swoich naturalnych potrzeb i uśmiercanie części samej siebie nigdy nikomu nie wyszło na dobre. Tobie wychodzi? Wszystko to do czasu. Nie mąć w głowie innym dziewczynom. Lepiej dobrze zajmij się swoim biednym misiem, bo Ci go jeszcze jakaś młodsza i seksowniejsza podbierze

Jeśli Ty uważasz, że musisz się poświęcić, zrezygnować ze spełnienia, z realizacji własnych pragnień i z udanego seksu, a na dodatek jeszcze musisz o coś tam walczyć i rywalizować z innymi kobietami, bo musisz koniecznie być w tym związku - masz do tego pełne prawo. Ale nie pisz rzeczy w stylu "my kobiety musimy coś tam" albo "taka jest rzeczywistość".
Bo tak już wyżej pisałam, to jest tylko Twój punkt widzenia i Twoja rzeczywistość, a raczej Twój matrix, z którego nie wydostaniesz się dopóki nie zmienisz swojego myślenia.
I z takim podejściem i myśleniem, jakie prezentujesz obecnie, faktycznie prawie wcale nie masz szans na szczęśliwy związek z kimkolwiek, bez względu na wiek, dzieci, bez względu na wszystko. Bo Ty sama ze sobą musisz się czuć bardzo nieszczęśliwa 