Nie wyśmiewam, jedynie zastanawiam się, o co to całe halo i ten wątek
Naprawdę seks jest dla Was aż tak ważny?
Podobne tematy
912 2014-02-10 12:59:16 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2014-02-10 13:01:37)
paulina20 napisał/a:Czyli życie singla jest niestabilne, niespokojne i nie stać go na zaspokojenie potrzeb materialnych?
No w tym chorym kraju ja z moją pensją minimalną miałabym z tym problem. Mamy dwie minimalne, więc jakoś da się to ciągnąć, choć nie jest lekko.
No tak, z minimalną jest ciężko. Zawsze wyjechać też można - ja, jeśli nie wyjdą mi pewne plany, to pewnie tak zrobię.
paulina20 napisał/a:Weź jeszcze głupiego, brzydkiego i nudnego, żeby już na pewno żadna inna go nie chciała
Akurat mój mąż jest bardzo przystojny, nie jest głupi i dobrze się z nim dogaduję na co dzień, także pudło
Dla mnie ważniejsze od fajerwerków w łóżku jest to, abyśmy się dobrze porozumiewali, przyjaźnili, aby dawał mi oparcie na co dzień, był zaradny i potrafił zrobić i naprawić różne rzeczy w domu. Naprawdę, dla mnie to ma znaczenie.
Nie powiedziałam, że twój mąż JEST taki. Powiedziałam, w jaki sposób zminimalizować każde ryzyko według Twej logiki
Co do dalszych, oczywiście, że to ma bardzo duże znaczenie, ale też z udanym seksem się nie wyklucza.
Tylko zmiana zwykle wiąże się ryzykiem, po części rozumiem Twoją sytuację. Można zagłuszyć potrzeby i tak jest bezpieczniej. Trudno oceniać, jak ktoś inny postąpiłby w takiej sytuacji. Ja przypuszczam, że jeszcze walczyłabym o polepszenie jakości życia, aczkolwiek sparzyć też się można, no i ciężka sytuacja finansowa to utrudnia.
Ja na mojego zawsze mogę liczyć, wyznajemy podobne wartości, jest zaradny (bardzo dobrze zarabia, ma pasję), a w łóżku mamy komplementarne potrzeby. Więc, no, da się.. Nie żałuję zmiany, bo mój obecny pod niemal wszystkimi względami jest o niebo lepszy od poprzedniego. (Swoją drogą - afirmacje, prawo przyciągania - to działa, polecam).
A czy seks jest ważny naprawdę? Dla mnie tak. Myślę, że jeśli ktoś ma duże libido, to szczególnie. To jedna z najzdrowszych i najprzyjemniejszych rzeczy w życiu, nie widzę sensu z niej rezygnować. I bardzo buduje bliskość.
Aseksualność! Pewnie żadne z Was się nie spotkało z tym pojęciem, ale najprawdopodobniej to dotyczy oziębłych, Waszym zdaniem, mężów czy zon. Wszystkie Wasze metody typu seksowna bielizna, wibratory, przymilanie się, kolacyjki przy świecach itp. działają wręcz odpychająco na takie aseksualne osoby. Tu nie chodzi o niskie libido tu chodzi o jego całkowity brak. Taka osoba nie ma potrzeby, nie pociąga jej sex i jeśli to robi tzn., że się do tego zmusza (odczuwa to trochę jak gwałt-mocne słowa, ale prawdziwe) i ona uważa, że się bardzo poświęca a partner/ka jej wypomina, że nic dla niej robi i dlatego to powoduje irytację drugiej osoby. Najprawdopodobniej taki aseksualny mąż czy żona nie zdają sobie sprawy kim są i dlaczego tak "cudowny" sex jest dla nich męczarnią. Sytuacja ciężka zarówno dla jednej jak i dla drugiej osoby. Na koniec dodam, że wiem o czym piszę, bo sama niedawno odkryłam, że jestem osoba aseksualną i dla mnie sex może nieistnieć. A im bardziej mój mąz się starał mnie podniecić tym bardziej ja się zniechęcałam i mnie to wręcz obrzydzało. To tak jakby próbować hetero namówić do homo lub odwrotnie oczywiście. Spróbujcie się przekonać! Jeśli jesteś kobietą uwielbiasz mężczyzn to choćby druga kobieta na głowie stawała, przytulała się, chodziła nago aby wzbudzić w Tobie pożądanie, bawiła się motylkami i wibratorem, próbowała Cię przekonać w każdy sposób (dla niej odpowiedni-bo tak się nakłania do sexu), że miłość z kobietą jest cudowna to gwarantuję, że by Cię nie przekonała a wręcz obrzydziła i odepchnęła jeszcze bardziej, a im bardziej by nalegała tym bardziej Ty byłabyś sfrustrowana. Dokładnie to samo czuje osoba aseksualna gdy seksualna próbują ja nakłonić do sexu. Trudne do zrozumienia, ale ja i inne osoby aseksualne czuja dokładnie to samo gdy próbujemy zrozumieć jak sex jest człowiekowi potrzebny do życia i do idealnego związku!
Mam nadzieję, że każdy zainteresowany zgłębi temat już na własną rękę i nie będzie więcej obwiniał siebie ani partnera/ki za całą napięta sytuację, bo tu nie ma niczyjej winy. O homoseksualiźmie wiedziano już dużo wcześniej a o aseksualności wie mało ludzi i dlatego nie wiemy o co chodzi. Jak oziębły to idź do seksuologa, niby takie proste, ale seksuolog tutaj nie za wiele zdziała. Może wymyślą kiedyś jakieś tabletki dla takich osób i wszyscy będą szczęśliwi, bo przecież osobom, które odmawiają z sexu nie chodzi o to żeby kogoś unieszczęśliwiać, same się z tym potwornie męczą, uwierzcie mi. Przez całe życie szukać wymówek, wykręcać się i robić wszystko, żeby druga osoba nie miała dzisiaj ochoty na sex żeby nie nalegała, żeby jej się dzisiaj nie chciało... - ach aż mi łzy w oczach stanęły.
na portalu kobieta onet pl tytuł Normalni aseksualni jest ciekawy artykuł dla tych, którzy chcą zrozumiec o czym napisałam.
...i nie będzie więcej obwiniał siebie ani partnera/ki za całą napięta sytuację, bo tu nie ma niczyjej winy....
No i ok. Tylko, że ten problem tu jest wałkowany od dłuższego czasu i - w dyskusji - wyszło, że niekoniecznie Twoja diagnoza jest jedyna słuszna i oczywista. Ale to dość skomplikowany i wielowątkowy temat, by teraz go streszczać w mojej odpowiedzi. Przeczytaj całość dyskusji. Najprościej tak zamknąć temat: są aseksualni, nawet o tym nie wiedzą i koniec. Ale to nie jest tak, bo są i tacy, co w związku z jedną osobą są wciąż nakręceni i mają ochotę, a z inną już czują niechęć. I na odwrót. I czasem wystarczy zmiana nastawienia partnera, inne zachowanie wobec siebie, by na nowo ożyło coś, a jednocześnie zniknęło bezpowrotnie to, co nazwane zostało - błędnie chyba jednak - aseksualnością. To złożone zagadnienie rozbijające się i o psychologię, o wzajemne relacje w związku, o kompleksy, poczucie własnej wartości, więź i takie tam...
915 2014-02-15 09:29:09 Ostatnio edytowany przez annaxyz (2014-02-15 09:37:12)
Witajcie, to ja dopiszę coś od siebie...
Mój partner nie jest gorącym typem, zawsze był problem z namówieniem go na seks, nie będę się nawet rozpisywać, bo schemat jest taki sam, jak dziesiątek innych opisywanych tutaj.
Wczoraj były walentynki. Miało być fajnie i miło, miał być seks, było zakupione wino. Niestety, bolała mnie głowa, więc nie piłam, tylko wzięłam proszki. Mój partner, i owszem, pił i siedział przy komputerze. Siedzi, siedzi - jedna godzina.... druga..... trzecia... w końcu dałam ujście swojej irytacji. W końcu zapytałam, czy się położymy, włączymy jakąś spokojną muzyczkę... On na to, że nie, bo zaraz na discovery będzie jego program. Do niczego nie doszło oczywiście, zablokował się całkowicie na seks, a mi jeszcze powiedział, że da mi dzisiaj dwie stówy, żebym sobie poszła na miasto i kupiła coś, a jemu dała spokój z seksem, bo on nie chce
I tak on siedział i ostatecznie nie oglądał programu, bo nie było, tylko przeglądał telefon, a ja (wydawało mi się, że cicho) masturbowałam się w łóżku (jeden pokój). Po wszystkim dał mi do zrozumienia, że wszystko słyszał. Kasę mi dał, powiedział też, że jest gotów oddawać mi 1/3 swojej wypłaty wyłącznie na moje zachcianki, byle bym nie kleiła się do niego i nie chciała się bzykać, jak on to mówi. Prawie jak prostytucja, tylko w zupełnie inną stronę. Pół nocy przepłakałam w poduszkę. Wiem, że nieraz, jak jest po nocce i jestem w pracy, ogląda porno. Zaj****ście....
I tak on siedział i ostatecznie nie oglądał programu, bo nie było, tylko przeglądał telefon, a ja (wydawało mi się, że cicho) masturbowałam się w łóżku (jeden pokój). Po wszystkim dał mi do zrozumienia, że wszystko słyszał.
Dlaczego cicho? Dobrze, że słyszał. Niech nie mówi później, że nie wiedział o problemie...
I tak dobrze, że nie wyszedł z fochem i przekleństwem z pokoju, bo i tak już bywało, gdy masturbowałam się niezaspokojona po stosunku, myśląc, że śpi.
Dodam, że wymaga ode mnie, abym do KAŻDEGO seksu zakładała seksowne koszulki i pończochy. Bez tego w ogóle nie chce się kochać. Jak już się tak ubiorę, i odpowiednio długo go nakręcę, to ten seks jest (raz na jeden lub dwa tygodnie). Wczoraj się zdenerwowałam i wszystkie sexy koszulki wylądowały w koszu na śmieci, powiedziałam, że jak nie chce mnie "normalnie", to ja nie będę robić przed nim za pajaca. Lubię ładną bieliznę, ale czy muszę ją zakładać ZA KAŻDYM razem? Dzisiaj ze trzy razy, jak coś wyrzucał do kosza, pytał, czy na pewno to wyrzucam. Ja na to, że tak. On: "No to już w ogóle nie będę cię r*****ł"... ![]()
I tak dobrze, że nie wyszedł z fochem i przekleństwem z pokoju, bo i tak już bywało, gdy masturbowałam się niezaspokojona po stosunku, myśląc, że śpi.
Niech wychodzi, a Ty dalej rób swoje. Jak się nie ogarnie to go wymień na lepszy model, a wtedy poczujesz, że żyjesz
Inaczej całkowicie stracisz szacunek do samej siebie i będzie ciężko go odbudować.
919 2014-02-15 20:33:22 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-02-15 20:34:00)
W zasadzie zgodzę się z tą ostatnią wymianą zdań.
Ale tylko w zasadzie...
Annaxyz, czy Wasze "życie" seksualne od samego początku tak wyglądało? Niepokojące to trochę. Jeśli wcześniej było zupełnie inaczej, lepiej - może wkradła się jakaś rytuna, albo przestaliście na siebie działać z jakichś powodów (znudzenie, kłótnie, odsunięcie się itp)? Dość nietypowo to wygląda. A Twój facet najwyraźniej potrzebuje podniety, fetyszu. Bywa... Bywa, że bez "tego" trudno, albo i nie da się ![]()
Banałem jest tu rada by przeprowadzić szczerą rozmowę (czy prosto w oczy - choć bywa trudne, czy za pośrednictwem e-maili, smsów - tak czasem łatwiej zdobyć się na obnażenie swoich fantazji i oczekiwań). Banałem, bo to oczywiste...
Banałem też i to dość banalnym (sic!) jest rada typu: "Ty dalej rób swoje. Jak się nie ogarnie to go wymień na lepszy model", bo to oznacza, że najlepiej iść na skróty, bez certolenia się w jakieś głębsze rozpracowywanie problemu. Owszem, najprostsze. I pewnie bez trudu znajdziesz jakiegoś ogiera, który bez żadnych ceregieli zrobi to, co - jeśli faktycznie dla Ciebie jest to istotniejsze niż uczucie, więź - takie ważne. Może "zrobi swoje" raz, moze parę razy, tyle, że może okazać się totalnym prostakiem, którego nie będziesz chcieć obok siebie. A może będziesz chcieć, ale on sam zauważy coś, co w przeszłości w sobie może bagatelizowałaś ...i zacznie robić to samo, co Twój były (teraz aktualny) partner - odsunie się i wybierze tv czy komputer... Jeśli cenisz swój związek, partner ma dla Ciebie jakąś niewymierną wartość, nie jest dla Ciebie "dodatkiem" do przyrodzenia - rób wszystko, by mu uświadomić, jak się czujesz z tym i że tak postępując niszczy Wasz związek. Przynajmniej będziesz mieć czyste sumienie, ze próbowałaś. Może faktycznie jest fetyszystą, może "kręci" go coś, o czym nie wiesz? Może ma jakieś fantazje, których ujawnić się obawia? Wiem, piszę tu niejako w obronie tak miernego mężczyzny, nie stającego (sic!
) na wysokości zadania... Nie chcę byś myślała, że należy się z nim certolić i cackać, ale najwyraźniej coś nie iskrzy między Wami. Może to kwestia jakichś zaburzeń, stresów, przepracowania, kłótni, nieporozumień, kosmetyków bądź ich braku, higieny - nie wiem. Powody bywają różne. Sam znam przypadek związku, gdzie wszystko "niby" grało, ale seks kulał. Co było powodem? Kobieta nie uznawała dezodorantów... Efekt? Chwilę po kąpieli czuć było specyficzny zapach, który całkowicie blokował faceta, a ten bał się ...urazić partnerkę. I co? Masakra... Można gdybać nad powodami, jak dotychczas tu wszyscy...
Rozpracuj swój problem, a rady, by wymieniać na "lepszy model" traktuj z dużą rezerwą, bo nie uznaję takowych za wyważone i ...życzliwe.
Witam wszystkich
Znalazłam to forum przypadkiem. To budujące, że nie tylko ja mam taki problem. Jestem od czterech lat mężatką. Przed ślubem wszystko wyglądało normalnie w tych sprawach. Po ślubie coraz mniej seksu. Raz na miesiąc albo rzadziej. Na początku się nie odzywałam, bo mnie to krępowało. Ale po dwóch latach takiego życia miałam dość i powiedziałam. Nie zmieniło się nic, nadal jest raz na miesiąć, z obowiązku, mechanicznie, zawsze tak samo. Ponad to mam wrażenie, jakby mój mąż traktuje mnie nie jak kobietę, której się pożąda, ale jak oddatkowy obowiązek, który trzeba odbębnić. Po roku takiego odbębniania mnie, ja już nie mam nawet ochoty na pójście z nim do łóżka. Dopiął swego, dałam mu spokój.
Tylko, że ja już mam dość takiego życia i takiej miłości (bo twierdzi, że kocha).
A czy ktoś zdecydował się na rozwód z mężczyzną który nie chce seksu??? I jak to wpłynęło na Was????
Cześć dziewczyny. Jestem nowa, przeczytałam pół wątku bo całego nie dałam rady. Może coś mi podpowiecie, dacie jakąś radę bo jestem już bliska załamania nerwowego. Jestem osobą młodą - mam 22 lata, mój chłopak 26. Jesteśmy ze sobą ponad 1,5 roku. Zakochanie nastąpiło od pierwszej randki, szczególnie on się bardzo szybko i baaardzo mocno zaangażował. Wszystko było jak z bajki, oczywiście też w sprawach seksu wszystko było nieziemsko. Mi się kończyła umowa na mieszkanie więc zdecydowaliśmy, że po ok 10 miesiącach wprowadzę się do niego (szczególnie to on nalegał), zresztą i tak więcej czasu spędzałam u niego niż u siebie. I mniej więcej w tym czasie zaczęły się problemy - zero seksu. Najpierw przerwy wynosiły tydzień, dwa tygodnie, miesiąc. Najdłuższa abstynencja wyniosła 4 miesiące. Dochodzi do stosunku co parę miesięcy, z mojej inicjatywy i wiem, że on robi to na siłę, żeby mieć znowu spokój na jakiś czas, zazwyczaj nawet nie szczytuje. Próbowałam już wszystkiego, rozmowy, płacz, straszenie odejściem, seksowna bielizna. Nigdy nie udzielił mi odpowiedz dlaczego tak jest. Wymówkę od seksu zawsze znajdzie - zmęczenie, brak prezerwatywy (chociaż wiem, że w szafce leży cała paczka), albo mówi ,,nie bo nie". Stał się strasznie nieczuły, to ja chodzę za nim, przytulam, mówię czułe słówka. W innych sprawach jest dobrze, lubimy spędzać razem czas, rozmawiać, wychodzić na imprezy. Często kupuje mi kwiaty, perfumy, zabiera na kolacje, nigdy nie przyłapałam go na żadnym świństwie. Mimo tego wszystkiego brakuje mi czułości, zainteresowania moją osobą jako kobietą.
Co możecie mi poradzić? Odejść od niego i nie łudzić się, że coś się nagle zmieni? Często myślę o odejściu jednak bardzo się tego boje. On jest całym moim światem. Od kiedy związałam się z nim straciłam kontakt z dawnymi znajomymi. Wiem, że jak teraz odejdę to będę siedziała sama w jakimś wynajętym pokoju i płakała do poduszki z tęsknoty, bardzo boję się bycia samą. Jak myślicie, dlaczego po tak krótkim stażu związku on nagle stracił zainteresowanie seksem?
Znów strasznie dłuuugo mnie tu nie było, ale wracam z nowym nastawieniem ![]()
gwiazdowa! masz niemalże identyczną sytuację jak ja
więc Cie rozumiem bardzo dobrze! jednak z mojego doświadczenia powiem Ci, że żadna rada tutaj nie pomoże, przynajmniej ja jeszcze nie znalazłam rozwiązania tej zagadki a próbowałam chyba wszystkiego... tzn na pewno ja nie zdecyduje się przez to zerwać, więc tutaj Ci nie poradzę, bo będę mało obiektywna... chcesz to napisz do mnie na pw, może jakoś nasze doświadczenia coś nam dadzą ![]()
A ja już zaczęłam do tego wszystkiego podchodzić lajtowo
w sumie po taaaak długim czasie walki w tym temacie - odpuściłam
Co więcej mimo odstawienia tabletek anty moje naturalne libido (które mam mega duże) prawie zniknęło
czasem się odezwie ale to se poradzę z nim jak trzeba
Uciekłam w większą aktywność fizyczną i być może przez to rozładowuję 'wewnętrzne' napięcie
już nigdy więcej nie będę żebrać o chwile czułości - przecież i tak nic to nie da a szkoda mych nerw
mój partner chyba swój cel osiągnął, bo zupełnie mi się odechciało (nawet na samą myśl, że może coś ten tego to od razu myślę ile to zachodu i w sumie nie chce mi się bo i tak zbytnio o moje potrzeby partner nie dbał, więc po co mam się męczyć i starać, jak i tak on potrafi i regularnie sam siebie zaspokaja, więc po co me wysiłki?
) - tak trochę pół żartem pół serio to, no ale tak właśnie teraz traktuje ten temat ![]()
Co więcej, nie tak dawno, coś mi chciał pokazać na komputerze iiiii co? wyłoniła się zakładka z gołą kobitką
upss się wydało... ale oczywiście szedł w zaparte, że same mu takie niby reklamy wyskakują i że on absolutnie nie ogląda.. no tak, nawet dyskutować mi się nie chciało, ani nawet obrażać, zupełnie zobojętniałam w tym temacie.. A jeszcze nie tak dawno bym furii dostała
no ale teraz jak mu się zachcę "na żywo" pofiglować ( o ile w ogóle...), no to mu pomogę i mu znajdę jakiś fajny filmik i niech korzysta, przecież ja mu i tak w tym temacie nie potrzebna
może dzięki takim "pstryczkom" zrozumie jak ja się czułam i da mu to do myślenia, bo zauważyłam że w sumie w każdej kwestii z reguły to ja coś chcę, proponuję itd ale oczywiście ustępuje i jest tak jak on chce - bo jemu z reguły nic się nie chce..
więc zobaczymy jak teraz dalsze losy się potoczą.. ![]()
A jak to łączysz z takimi, hmm, codziennymi interakcjami? Czy nie odbija się to na poczuciu bliskości i waszych kontaktach? ;P W sensie, czy nie masz uczucia, że partner w jakimś sensie staje się obcy?
Paulina, szczerze mówiąc od samego początku mam z tym problem... Tzn od kad "mnie odstawił" pierwszy raz od siebie , byłam bardzo pogubiona w naszej relacji... Ale teraz po tak długim czasie przywyklam ze tak jest, przestałam sie wściekac bo szkoda mojego zdrowia na to i tak jakoś nasz związek sobie trwa, fakt faktem jest mi dziwnie bo czuje pewne ograniczenia, w sferze bliskości nie czuje swobody, spontanu ... Żadnych sprosnych tekstów, pikantnych smsow, o uczuciach nie rozmawiamy... Żadnych komplementów - on takjakby był na to wyłączony... Po za tym jest swietnie bo jesteśmy jak bratnie dusze, no ale właśnie - ja nie chce brata tylko partnera... Dlatego napisałam wcześniej ze zobaczymy jak dalsze losy sie potoczą...
jest mi dziwnie bo czuje pewne ograniczenia, w sferze bliskości nie czuje swobody, spontanu ... Żadnych sprosnych tekstów, pikantnych smsow, o uczuciach nie rozmawiamy... Żadnych komplementów - on takjakby był na to wyłączony... Po za tym jest swietnie bo jesteśmy jak bratnie dusze, no ale właśnie - ja nie chce brata tylko partnera... Dlatego napisałam wcześniej ze zobaczymy jak dalsze losy sie potoczą...
Stokrotko, Twoje słowa idealnie do mnie pasują, czuję to samo. A mam do Ciebie jeszcze pytanie czy w Twoim związku tak to wyglądało od początku czy dopiero po pewnym czasie zaczęło się zmieniać? Bo mój partner był na początku ciągle napalony, wymyślał różne pozycje, przebrania, mógł kochać się wszędzie. I to jest właśnie najgorsze, bo mam porównanie jak było kiedyś a jak jest teraz. I niestety przez to oddalamy się od siebie. Wszystko co robię z nim, mogłabym robić z koleżanką, co nie zmienia faktu, że w jego towarzystwie czuję się najlepiej.
Wiem, że na razie nie odejdę, nie jestem jeszcze na to gotowa. Ale ciągle w głowie siedzi mi myśl - jeżeli nasza relacja wygląda w ten sposób po 1,5 roku związku to co będzie później. Miałabym wyjść za tego człowieka za mąż i żyć sfrustrowana i żebrać nawet o głupi pocałunek. Nie mogę pojąć dlaczego jak już poznałam idealnego faceta, wykształconego, inteligentnego, to nie może być normalnie:(
Dlaczego dzieje się tak, że oni nie potrzebują bliskości? Nie mogę tego pojąć. Chociaż tak jak pisałaś, ja również mam ostatnio małą ochotę na seks, pomimo tego, że odstawiłam tabletki. Ale jak sobie myślę ile podchodów i starań muszę poczynić, żeby do tego stosunku doszło to aż się wszystkiego odechciewa.
Gwiazdowa, identycznie jak u ciebie, kilka pierwszych tygodnii magia, a pózniej nagle z dnia na dzień koniec i tak już ponad 2 lata ... I na prawdę jak czytam co piszesz to zupełnie jakbym to ja pisała...
a z ciekawości, twój parter np ogląda filmy x ? Albo po prostu " sam sobie radzi" ? Bo kiedyś mój przyznał ze ogląda kilka razy w tygodniu i stwierdził ze to nie wpływa na nas... Wtedy niezle sie wkurzyłam i mu uświadomiłam ze my baraszkujemy raz na 2-4 miesiące a on se ogląda tak często i niby to nie ma związku.. Pamietam ze aż nie wiedział co odpowiedzieć bo miałam wrażenie ze nawet nie był świadom ze tak rzadko sie kochamy.. No ale wiele razy mu o tym mówiłam, po dziś dzień nie ma zmiany i ogląda nadal... Moja kobiecość strasznie na tym ucierpiała i po dziś dzień czuje sie zle z tym... I w sumie mogłabym pisać i pisać ale na forum tak ogólnie nie chce o wszystkim... ![]()
Znów strasznie dłuuugo mnie tu nie było, ale wracam z nowym nastawieniem
gwiazdowa! masz niemalże identyczną sytuację jak ja
więc Cie rozumiem bardzo dobrze! jednak z mojego doświadczenia powiem Ci, że żadna rada tutaj nie pomoże, przynajmniej ja jeszcze nie znalazłam rozwiązania tej zagadki a próbowałam chyba wszystkiego... tzn na pewno ja nie zdecyduje się przez to zerwać, więc tutaj Ci nie poradzę, bo będę mało obiektywna... chcesz to napisz do mnie na pw, może jakoś nasze doświadczenia coś nam dadzą
A ja już zaczęłam do tego wszystkiego podchodzić lajtowo
w sumie po taaaak długim czasie walki w tym temacie - odpuściłam
Co więcej mimo odstawienia tabletek anty moje naturalne libido (które mam mega duże) prawie zniknęło
czasem się odezwie ale to se poradzę z nim jak trzeba
Uciekłam w większą aktywność fizyczną i być może przez to rozładowuję 'wewnętrzne' napięcie
już nigdy więcej nie będę żebrać o chwile czułości - przecież i tak nic to nie da a szkoda mych nerw
mój partner chyba swój cel osiągnął, bo zupełnie mi się odechciało (nawet na samą myśl, że może coś ten tego to od razu myślę ile to zachodu i w sumie nie chce mi się bo i tak zbytnio o moje potrzeby partner nie dbał, więc po co mam się męczyć i starać, jak i tak on potrafi i regularnie sam siebie zaspokaja, więc po co me wysiłki?
) - tak trochę pół żartem pół serio to, no ale tak właśnie teraz traktuje ten temat
Co więcej, nie tak dawno, coś mi chciał pokazać na komputerze iiiii co? wyłoniła się zakładka z gołą kobitką
upss się wydało... ale oczywiście szedł w zaparte, że same mu takie niby reklamy wyskakują i że on absolutnie nie ogląda.. no tak, nawet dyskutować mi się nie chciało, ani nawet obrażać, zupełnie zobojętniałam w tym temacie.. A jeszcze nie tak dawno bym furii dostała
no ale teraz jak mu się zachcę "na żywo" pofiglować ( o ile w ogóle...), no to mu pomogę i mu znajdę jakiś fajny filmik i niech korzysta, przecież ja mu i tak w tym temacie nie potrzebna
może dzięki takim "pstryczkom" zrozumie jak ja się czułam i da mu to do myślenia, bo zauważyłam że w sumie w każdej kwestii z reguły to ja coś chcę, proponuję itd ale oczywiście ustępuje i jest tak jak on chce - bo jemu z reguły nic się nie chce..
więc zobaczymy jak teraz dalsze losy się potoczą..
Jesteście razem już chyba 2 lata dobrze pamiętam? Od początku praktycznie nie ma między Wami ani seksu, ani bliskości, bo pisałaś, że Cię za bardzo nie przytula, nie całuje, ogólnie nie jest czuły. Taki bardziej kumpel. A Ty nie myślisz o rozstaniu?
: Serio? Co Ci daje ten związek? Woli oglądać inne kobiety, z byłymi niby nie miał problemu z seksem, a Ciebie unika i traktuje jak traktuje, serio uważasz, że warto to ciągnąć? Smutne jak dla mnie. Oczywiście, to Twój wybór i jeśli Tobie to odpowiada, to ok, jednak widać, że Ty się męczysz, teraz może to zdusiłaś w zarodku, ale nie szkoda Ci jednak czasu na niego? Sama wiesz, jest wielu facetów i mogłabyś mieć kogoś, kto naprawdę by Cię docenił. Piszesz, że parę tygodni na początku była magia, ale co to jest parę tygodni? Jesteście razem 2 lata i sama widzisz jak jest w Waszym związku, jaki on jest. Serio uważasz, że warto? Seks piszesz, że macie raz na czy 4 miesiące, nie dość, że bardzo rzadko, to z tego co pamiętam inicjowany tylko przez Ciebie, gdyby nie to, to pewnie wcale by nie było, mam rację? W porównaniu do 2 lat to te parę tygodni to jest nic, więc można śmiało powiedzieć, że między Wami nigdy nie było dobrze tak naprawdę, seksu praktycznie brak, on nic nie chce robić w tym kierunku, nie widać nic by mu zależało, nie jest czuły ani nic. Tak że na co Ci taki facet? Szczerze pytam. No bo jakby coś robił w tym kierunku lub kiedyś byłoby inaczej dłużej niż parę tygodni tylko np pół roku czy rok, to jeszcze bym mogła zrozumieć, ale w takim wypadku nie bardzo widzę powód dlaczego z nim być, skoro cały czas jest kiepsko i nic z tym nie robi.
No właśnie mój na 99% nie ogląda porno i sam się nie zaspokaja, co jest jeszcze bardziej dziwne ;/ A z tą kobiecością to wiem co czujesz. Kiedyś byłam bardzo pewna siebie, swojego wyglądu, wiedziałam, że podobam się facetom. A teraz stałam się taka zakompleksiona, ale co się dziwić skoro nie usłyszałam komplementu od paru miesięcy i muszę zmuszać faceta do zbliżeń ze mną. Ale postanowiłam, że dzisiaj, jak wróci z pracy, to poważnie z nim porozmawiam. Zasługuję chociaż na wyjaśnienie dlaczego tak się zachowuje. Trzymajcie kciuki żebym nie stchórzyła ![]()
930 2014-04-02 11:02:42 Ostatnio edytowany przez emi1182 (2014-04-02 11:04:07)
gwiazdowa- życzę powodzenia w negocjacjach z mężem ![]()
Kiedyś tu pisałam mieliśmy z mężem podobne problemy, choć może nie aż do takiego stopnia. Bardziej chodziło tu o brak erekcji niż samą potencję bo mąż chciał, ale niestety wszystko kończyło się klapą ...
Jednak udało nam się ten problem przezwyciężyć, przyczyną było przemęczenie i stres te czynniki zostały wyeliminowane do tego końska dawka żen-szenia i cud
Sama po 2 -ej ciąży miałam problemy ze współżyciem, nie akceptowałam swojego ciała (nadwaga) i dodatkowo tabletki anty wzmagały u mnie efekt "bez kija nie podchodź"
Obecnie jestem o 23kg lżejsza, uprawiam dość intensywnie sport (wyglądam i czuję się lepiej niż 10 lat temu). Mąż praktycznie codziennie mnie komplementuje, jest o mnie zazdrosny, ale jednocześnie dopinguje i wspiera:) Jest wspaniałym ojcem i mężczyzną bardzo mnie fizycznie pociąga (choć ma trochę nadwagi) to jednak nadrabia charakterem.
Nie wyobrażam sobie życia w związku bez seksu, bez czułości , nawet jeśli mężczyzna byłby super kumplem, przyjacielem itp. Między dwojgiem ludzi musi być namiętność to "coś", co nas do siebie ciągnie jak magnesy, co sprawia że chcemy się ze sobą kochać, a po nieprzespanej, zarwanej nocy budzimy się z uśmiechem na ustach....
Ja dziś się uśmiecham ![]()
Dziwi mnie, że tak długo to tolerujecie. Powiedzmy, że impotencja, inne choroby czy problemy i osłabienie organizmu to coś na co partner nie miał wpływu, ale brak leczenia i pracy nad sobą to już wybór. Jeżeli jesteście dla niego mniej warte wstyd przed lekarzem czy psychologiem to... Jaki jest sens dalszego trwania w takim związku? Co będzie później? Do czego doprowadzi długotrwałe ignorowanie potrzeb drugiej osoby?
...Nie wyobrażam sobie życia w związku bez seksu, bez czułości... Między dwojgiem ludzi musi być namiętność to "coś", co nas do siebie ciągnie jak magnesy, co sprawia że chcemy się ze sobą kochać, a po nieprzespanej, zarwanej nocy budzimy się z uśmiechem na ustach...
Ja dziś się uśmiecham
Zazdroszczę.
Ja jestem jednym z tych Waszych "aseksualnych", choć za takiego się nie uważam. Spięcia, ciągłe wytykania ze strony żony, krytyka, pogardliwy stosunek, brak szacunku, brak lojalności, niechęć do utrzymywania ciepłych i serdecznych (jak na związek przystało) relacji ze jej strony skutkowały na przestrzeni niedługiego czasu tym, co mamy obecnie w małżeństwie: oddaleniem. Wielokrotnie uświadamiałem żonie, że co krok podkopując moje poczucie własnej wartości (a ciągłe czepianie się wszystkiego tak działa), nie potrafiąc spokojnie ze mną rozmawiać (żona jest wybuchowa, nerwowa i apodyktyczna) doprowadza do tego, że bycie ze sobą stało się trudne. Na samą myśl o bliskości już mi się odechciewa... Nigdy nie miałem z tym problemów, ale obecnie - owszem.
Czasami mam wrażenie, że żona przesiąkła nienawiścią i pogardą do męskiego gatunku (z domu rodzinnego) i to scedowała na mojej osobie.
Seks. Owszem, wiem, że ona tego potrzebuje, ja też. Ale nie potrafię... W kłótniach potrafi być tak nieprzebierająca w słowach, że nie raz pytałem jej, czy ma świadomość jakie rzeczy mi mówi? Niedawno w kolejnej awanturze jaką mi urządziła bez powodu potrafiła wyszydzać moje seksualne fantazje i zachowania... Uświadomiłem jej, że takie rzeczy mówi się, gdy chcemy bliską osobę pogrążyć, dokopać jej na odchodne, bo to okrutnie rani. I owszem, jestem zablokowany i na samą myśl, że miałbym jej coś powierzyć, obnażyć, zdradzić się z jakimiś pragnieniami - spinam się. Efekt? Brak seksu już od trzech miesięcy, a i wcześniej to kulało... Nie wiem, co będzie dalej. Ostatnio miałem znów "akcję" i prawie ja wyrzuciłem z domu. Jednak doprowadziłem do poważnej rozmowy i ustaliliśmy, że jedynym ratunkiem będzie tu terapia... Żona nie rozumie tego, że w związku partnerzy MUSZĄ czuć się dobrze, swobodnie i komfortowo. Muszą dbać o więź, o ciepło. Wtedy jest nastrój i chęć przychodzi sama. Jednak, gdy mieszkając z kimś czujemy cały czas napięcie w powietrzu, czujemy, że ktoś patrzy nam na ręce i tylko czeka by znów coś "wytknąć, zauważyć" - tracimy chęć do wspólnego życia, a myśl o wylądowaniu w łóżku z kimś takim jest ostatnią, jaka się nasuwa.
natan.75- a jak Ci napiszę że jestem zołzą to tez będziesz zazdrościł
Mam dużo wspólnego z twoją żoną, też jestem wybuchowa, nerwowa, ale brak mi pogardy dla męskiego gatunku
uwielbiam mężczyzn (oczywiście najbardziej swojego męża) pozostali są dla mnie kumplami bez podtekstu...
Powinniście szczerze porozmawiać, to pewne.... specjalista czemu nie osobiście wolę prać własne brudy w swoim domu
Ale sądzę że twoja żona jest porostu sfrustrowana brakiem seksu .... uwierz nie ma nic gorszego niż niezaspokojona kobieta, trzy miesiące to strasznie długo (choć kiedyś u mnie dobrnęło do roku - wliczając okres ciąży i po ciąży). A jak sądzisz żona jest (była)zadowolona z waszego pożycia, była w 100% zaspokojona ?
934 2014-04-02 14:27:24 Ostatnio edytowany przez stokrotka.s (2014-04-02 14:28:59)
Jesteście razem już chyba 2 lata dobrze pamiętam? Od początku praktycznie nie ma między Wami ani seksu, ani bliskości, bo pisałaś, że Cię za bardzo nie przytula, nie całuje, ogólnie nie jest czuły. Taki bardziej kumpel. A Ty nie myślisz o rozstaniu?
: Serio? Co Ci daje ten związek? Woli oglądać inne kobiety, z byłymi niby nie miał problemu z seksem, a Ciebie unika i traktuje jak traktuje, serio uważasz, że warto to ciągnąć? Smutne jak dla mnie. Oczywiście, to Twój wybór i jeśli Tobie to odpowiada, to ok, jednak widać, że Ty się męczysz, teraz może to zdusiłaś w zarodku, ale nie szkoda Ci jednak czasu na niego? Sama wiesz, jest wielu facetów i mogłabyś mieć kogoś, kto naprawdę by Cię docenił. Piszesz, że parę tygodni na początku była magia, ale co to jest parę tygodni? Jesteście razem 2 lata i sama widzisz jak jest w Waszym związku, jaki on jest. Serio uważasz, że warto? Seks piszesz, że macie raz na czy 4 miesiące, nie dość, że bardzo rzadko, to z tego co pamiętam inicjowany tylko przez Ciebie, gdyby nie to, to pewnie wcale by nie było, mam rację? W porównaniu do 2 lat to te parę tygodni to jest nic, więc można śmiało powiedzieć, że między Wami nigdy nie było dobrze tak naprawdę, seksu praktycznie brak, on nic nie chce robić w tym kierunku, nie widać nic by mu zależało, nie jest czuły ani nic. Tak że na co Ci taki facet? Szczerze pytam. No bo jakby coś robił w tym kierunku lub kiedyś byłoby inaczej dłużej niż parę tygodni tylko np pół roku czy rok, to jeszcze bym mogła zrozumieć, ale w takim wypadku nie bardzo widzę powód dlaczego z nim być, skoro cały czas jest kiepsko i nic z tym nie robi.
Truskaweczko rozumiem, że mnie nie rozumiesz
sama się dziwie w sumie, że w tym tkwię... ale, zawsze jest jakieś ale..
z poprzednimi partnerkami z tego co wiem było inaczej bo to one non stop inicjowały on nawet nie musiał skoro dzień w dzień np taka jedna przyjeżdżała tylko w tym celu... sam mi o tym powiedział i przyznał, że nie odmawiał ale nie za specjalnie mu to pasowało bo za dużo... z kolejną miał przeboje typu zdrady itd, w dodatku seks od święta więc też na swój sposób przywykł do tego.. co z drugiej strony nie usprawiedliwia tego, że ze mną może być inaczej... to, że ogląda inne kobiety wkurza mnie strasznie, ale z drugiej strony wiem, że raczej chociaż trochę jest zainteresowany... i na prawdę sama się dziwię, bo przy poprzednim partnerze furii dostawałam jak widziałam, że oglądał cokolwiek mimo, że tam seksu miałam aż za nadto
nie wiem, po prostu jakoś już na to zobojętniałam... i zgadza się, seks jest raz na parę miesięcy ale nie inicjowany przeze mnie. od dawna już tego nie robię bo zawsze przynosiło to marny skutek a "z łaski" jakoś przyjemne nie było ... (w sumie to nawet ostatnio zaproponowałam, żebyśmy zboczyli z kursu - jadąc autem, w wiadomym celu, no to mnie zgasił mówiąc, że auto będzie skrzypieć i pojechał dalej...
znacie faceta który by odmówił?
) a na razie nie potrafię odejść od niego bo po prostu go kocham... po za tym, zawsze mnie wspiera, mogę na niego liczyć, bardzo mi pomaga... jak kilka miesięcy temu ciężko zachorowałam, czuwał non stop nade mną.. więc takie wszystkie rzeczy sprawiają, że czuje że mu zależy i że jestem mu bliska... tylko właśnie sęk jest w tym, że on ma problem ze sferą uczuciową (ale to też ze względu na to, że od małego był zdany sam na siebie i nie zaznał żadnej troski i uczuć..) on nawet z kumplami nie gada o seksie itp bo go to zawstydza... więc już nie wnikając w większą ilość szczegółów i znając troszkę problem od podszewki staram się być wyrozumiała, co z drugiej strony nie usprawiedliwia tego, że on też powinien troszkę zrozumieć mnie i skoro ja się muszę dostosować to on trochę też powinien... no ale na chwilę obecną ja też stałam się mało wylewna, uczuciowa, itd.. i na razie nie tak źle mi z tym... choć że wiem że związek powinien wyglądać inaczej... no ale nie potrafię odejść tylko przez to, że mój tż ma problem z przełamaniem się... może niebawem poczuje się swobodniej i puszczą mu hamulce (bo nie wspomniałam, ale ostatnio widzę małe symptomy małych zmian, więc kto wie, może idzie to w dobrą stronę
),może to przez to że mu nie truje i odpuściłam
no i też ważne jest to, że on jest ciągle zmęczony i przepracowany, ma problem z pracą... więc to też pewnie wpływa na to wszystko... ale na razie, czekam i zobaczymy
idzie wiosna, może się obudzi i rozkwitnie coś na wiosnę hehe
po malutku widzę, że może być lepiej
ale potrzeba czasu a nie nerw.. ![]()
więc w sumie radzę wam, też tak jak ja rozpracować cały taki schemat bo na prawdę to pomaga nabrać dystansu do problemu i zrozumieć, na początku mam wrażenie że podchodziłam do tego egoistycznie - tylko ja i moje potrzeby i wywierałam presję - teraz jestem mądrzejsza o te 2 lata i mam nadzieję, że zmierzam w dobrym kierunku ![]()
No właśnie mój na 99% nie ogląda porno i sam się nie zaspokaja, co jest jeszcze bardziej dziwne ;/ A z tą kobiecością to wiem co czujesz. Kiedyś byłam bardzo pewna siebie, swojego wyglądu, wiedziałam, że podobam się facetom. A teraz stałam się taka zakompleksiona, ale co się dziwić skoro nie usłyszałam komplementu od paru miesięcy i muszę zmuszać faceta do zbliżeń ze mną. Ale postanowiłam, że dzisiaj, jak wróci z pracy, to poważnie z nim porozmawiam. Zasługuję chociaż na wyjaśnienie dlaczego tak się zachowuje. Trzymajcie kciuki żebym nie stchórzyła
Ja tak samo - kiedyś pewna siebie - później szara myszka... jednak teraz wzięłam się za siebie i bardzo aktywność fizyczna pomaga mi odbudować to co straciłam
aż sama widzę, jak dostaję skrzydeł
bardzo polecam
Mówisz, że nie ogląda co faktycznie jest dziwne.. kurczę.. a czy przypadkiem nikogo na boku nie ma? Bo przecież naturalne jest, że czasem musi "się rozładować"...
Mam nadzieję, że nie stchórzysz i porozmawiasz, trzymam kciuki! i daj znać jak poszło ![]()
Natan no właśnie napisałeś o tym co ja też wspomniałam... Im bardziej się kogoś atakuje i zarzuca czy też narzuca pewne rzeczy tym gorzej! niczego się nie osiągnie takim zachowaniem... i dziękuje, że to opisałeś, może nie jednej osobie otworzy to oczy właśnie na to jak same się zachowują... ja mojego partnera też kiedyś nie raz za bardzo przyciskałam ( ale już od dawna na szczęście nie
), ale nigdy aż tak jak twoja żona ciebie! to straszne co piszesz jak cię traktuje... jak tak można i jeszcze oczekiwać, że po czymś takim wskoczycie do łózka i będzie świetnie... aż nawet nie wiem co napisać
gdzieś twoja żona się pogubiła i straciła wszelkie hamulce.. kurcze, a chodzicie już na terapie? jeśli tak, to widać jakieś drobne zmiany? żona zrozumiała, że to jej zachowanie zniszczyło waszą więź?
935 2014-04-02 14:51:04 Ostatnio edytowany przez natan.75 (2014-04-02 14:53:33)
emi1182, owszem. Nie było źle:) Z resztą, starałem się to urozmaicać na różne "ciekawe" sposoby, ale bez wynaturzeń. Cóż, z jej strony jednak było sporo zahamowań jeśli chodzi o rewanż. W sumie z czasem powściągałem swoją wyobraźnię, bo ile można kombinować, gdy druga strona nie ma ochoty pójść też tą drogą i ...odkrywać we mnie nowe rzeczy? ![]()
...no właśnie napisałeś o tym co ja też wspomniałam... Im bardziej się kogoś atakuje i zarzuca czy też narzuca pewne rzeczy tym gorzej! niczego się nie osiągnie takim zachowaniem... i dziękuje, że to opisałeś, może nie jednej osobie otworzy to oczy właśnie na to jak same się zachowują... ja mojego partnera też kiedyś nie raz za bardzo przyciskałam ( ale już od dawna na szczęście nie
), ale nigdy aż tak jak twoja żona ciebie! to straszne co piszesz jak cię traktuje... jak tak można i jeszcze oczekiwać, że po czymś takim wskoczycie do łózka i będzie świetnie... aż nawet nie wiem co napisać
gdzieś twoja żona się pogubiła i straciła wszelkie hamulce.. kurcze, a chodzicie już na terapie? jeśli tak, to widać jakieś drobne zmiany? żona zrozumiała, że to jej zachowanie zniszczyło waszą więź?
Myślę, że ostatnia sytuacja, którą gdzie indziej opisałem trochę coś jej uświadomiła i jakby lekko się uspokoiła.
Terapię zaczynamy dopiero za tydzień, więc - o ile dotrwamy do tego czasu - zobaczymy co to zmieni.
A tak na marginesie: to żona mnie obarcza winą za relacje, bo uważa, że kłótnie, uwagi to coś całkowicie normalnego w każdym związku i nie powinny być tak negatywnie odbierane.
Czasami żałuję, że ja nie mam takiego jak żona podejścia i nie pokazuję jej jej własnych niedociągnięć i niedoskonałości, a miałbym tu pole do popisu - bo przy odrobinie złej woli mógłbym zatruwać jej każdy dzień.
natan.75- stwierdzenie "Nie było źle:)" trochę jest niepokojące .... a wstawała rano z uśmiechem ??????
937 2014-04-02 15:43:08 Ostatnio edytowany przez natan.75 (2014-04-02 15:46:43)
natan.75- stwierdzenie "Nie było źle:)" trochę jest niepokojące .... a wstawała rano z uśmiechem ??????
Nie było źle, to takie moje określenie. Nie mnie to oceniać. Ale było satysfakcjonująco, często jednak już nie dla mnie.
Nie chcę tego tu rozwałkowywać, bo nie uważam, aby to było - jeśli nawet miałoby być źle, a nie było - wystarczającym powodem, aby własnego partnera na każdym kroku sztorcować, obgadywać i lekceważyć.
Bo według Twojego stanowiska i tendencyjnego trochę pytania ja sam, będąc często trochę "zostawiony" miałbym powody zatruwać żonie życie ![]()
Ja tak samo - kiedyś pewna siebie - później szara myszka... jednak teraz wzięłam się za siebie i bardzo aktywność fizyczna pomaga mi odbudować to co straciłam
aż sama widzę, jak dostaję skrzydeł
bardzo polecam
![]()
![]()
Mówisz, że nie ogląda co faktycznie jest dziwne.. kurczę.. a czy przypadkiem nikogo na boku nie ma? Bo przecież naturalne jest, że czasem musi "się rozładować"...
Mam nadzieję, że nie stchórzysz i porozmawiasz, trzymam kciuki! i daj znać jak poszło
Ja też lubię aktywność fizyczną, bardzo pozytywnie na mnie wpływa
Wiesz z tą zdradą też już miałam takie myśli, ale to na 99,9% nie wchodzi w grę. Po pracy wraca od razu do domu, wolny czas spędzamy razem, nawet na spotkania z kumplami ciągnie mnie ze sobą.
Podjęłam wczoraj próbę rozmowy, ale niczego się oczywiście nie dowiedziałam;/ On nie potrafi przyznać się do tego, że nie ma ochoty na seks, tylko ciągle coś kręci. Powiedział, że mnie kocha i że nic się nie zmieniło (taa wcale się nie zmieniło...). Więc się zapytałam dlaczego nie chce kochać się ze mną, dlaczego np ostatnio kilka razy mi odmówił jak próbowałam się do niego zbliżyć. To na moje pytanie odpowiedział, że wtedy nie mógł się kochać (co to w ogóle za wytłumaczenie?). Powiedziałam, że brakuje mi czułości, że jak będzie tak dalej to odejdę. I na tym się w sumie skończyło, tak mnie denerwuje to, że mój partner nie potrafi rozmawiać na poważne tematy, woli ich po prostu unikać. Potem cały wieczór był dla mnie milutki, tulił się do mnie, zobaczymy jak długo to będzie trwało i czy w końcu zainicjuje coś w łóżku (chociaż na to to już szczerze mówiąc nie liczę).
gwiazdowa- bardzo dobrze że przyparłaś go do muru tym odejściem niech mu to da do myślenia. Trzeba było pociągnąć ten temat dlaczego nie mógł ? co stało na przeszkodzie? Myślę ze jeśli on wyszedł z inicjatywą i jest milszy dla Ciebie postaraj się również o czułość nie bądź bierna może rzeczywiście coś z tego będzie ![]()
natan.75-ok rozumiem, a może powodem jest to, że Twoja żona ma świadomość, że Ty nie do końca jesteś usatysfakcjonowany i to ją dręczy. Każda kobieta ma potrzebę poczucia, że nie tylko jest świetną żoną i matką ale też zmysłową kochanką.
940 2014-04-03 13:48:07 Ostatnio edytowany przez paulina20 (2014-04-03 14:06:11)
Ja jestem jednym z tych Waszych "aseksualnych", choć za takiego się nie uważam. Spięcia, ciągłe wytykania ze strony żony, krytyka, pogardliwy stosunek, brak szacunku, brak lojalności, niechęć do utrzymywania ciepłych i serdecznych (jak na związek przystało) relacji ze jej strony skutkowały na przestrzeni niedługiego czasu tym, co mamy obecnie w małżeństwie: oddaleniem. .
Współczuję Natan, brzmi to strasznie. Twoja zona nie nauczyła się rozwiązywać konfliktów w pokojowy sposób. Ja taką umiejętność, i szeroko pojętą dojrzałość emocjonalną, uważam za niezbędne do stworzenia szczęśliwego związku. I bardzo patrzę na te cechy u potencjalnych kandydatów. Na szczęście mój facet pod tymi względami jest ideałem. Zwykle, kiedy mam jakieś uwagi co do jego przyzwyczajeń, to staram się to mówić spokojnie, i wskazać, że może same w sobie te uchybienia nie są wazne, jednak kiedy się kumulują w czasie, nabierają wagi i robią się irytujące. Poza tym na co dzień pokazuję, jak bardzo go doceniam. To, co jest u was, bardzo szybko niszczy związek.
Według mnie nie jesteś ''aseksualnym'' z tematu, bo moim zdaniem każdemu normalnemu człowiekowi odechciałoby się zbliżeń z osobą, która nie okazuje podstawowego szacunku.
W kłótniach potrafi być tak nieprzebierająca w słowach, że nie raz pytałem jej, czy ma świadomość jakie rzeczy mi mówi? Niedawno w kolejnej awanturze jaką mi urządziła bez powodu potrafiła wyszydzać moje seksualne fantazje i zachowania... Uświadomiłem jej, że takie rzeczy mówi się, gdy chcemy bliską osobę pogrążyć, dokopać jej na odchodne, bo to okrutnie rani.
Myslę, że twoja żona jest doskonale świadoma, że takie rzeczy ranią. Bardzo zwątpiłabym w sens związku już przy pierwszych takich objawach. (OK, powiem szczerze: uciekam momentalnie, gdy tylko takie widzę). Zachowanie twojej żony wygląda na bardzo toksyczne. A ludzie zwykle się ''nagle'' nie zmieniają, chyba, że sami tego chcą. Nie wspominasz, żeby twoja zona miała jakiekolwiek wyrzuty sumienia po takim zachowaniu..
Żona nie rozumie tego, że w związku partnerzy MUSZĄ czuć się dobrze, swobodnie i komfortowo. Muszą dbać o więź, o ciepło. Wtedy jest nastrój i chęć przychodzi sama.
Przyznam, że nie rozumiem twojej zony kompletnie.
Dla mnie było to priorytetem.. (Szczególnie, że nie wychowałam się w zbyt spokojnym domu).
Czy żona od początku się tak zachowywała? Kiedy wasze stosunki zaczęły się pogarszać? Ile czasu jesteście razem?
Witam.
Od 4 lat jestem żoną aseksualnego mężczyzny (aseksualni to osoby dla których sfera seksualna może nie istnieć, nie mają potrzeby seksu).
Temat ten postanowiłam założyć ponieważ ja już nie radzę sobie z problemem i chciałabym zwyczajnie pogadać z kimś kto zdoła zrozumieć moją sytuację.
W skrócie:
Przed ślubem nic nie wskazywało na brak zainteresowania seksem ze strony mojego męża. Było normalnie.Nie mieszkaliśmy razem. Po ślubie, w tym czasie gdy powinniśmy być sobą zafascynowani móż mąż zupełnie sie mną nie interesował. W pierwszym roku małżeństwa kochaliśmy się może z 4 razy - a i to zazwyczaj z mojej inicjatywy.
Po roku nie wytrzymałam i zaczęłam rozmawiać.
Mąż stwierdził że nie ma potrzeby seksu, ale po moich namowach udał sie do seksuologa.
Seksuolog stwierdził że problem istnieje i aby zbadać czemy tak jest mieliśmy chodzić do niego wspólnie z mężem.
Niestety jak przyszło co do czego mąż zrezygnował twierdząć że problemu nie ma więc to może ja mam problem i może ja powinnam sieudać do specjalisty.Nadal seks inicjowałam ja, i kochaliśmy się średnio raz na 2-3 miesiące. Inicjatywy męża praktycznie nie było.
Zaczełam wymyślać inne metody zwrócenia na siebie uwagi:
1)
- seksowne koszulki nocne
- fajna bielizna
- zawsze ładna fryzyra i makijaż
Efekty marne - seks ze strony mojego męża był jakby z litości... i tez z mojej inicjatywyCzęstotliwosć bez zmian.
2)
- aby troszkę zaniepokoic męża zaczęłam wychodzić wieczorami z domu, wracać później do domu po pracy , zawsze ładnie ubrana, elegancka itp. Do domu wracałam zadowolona, szczęśliwa...
Specjalnie wszędzie nosiłam ze sobą telefon, jak ktoś dzwonił to wychodziłam by widział że nie chce by słyszał z kim o czym rozmawiam.
W rzeczywistości gadałam z przyjaciółką a jak wychodziłam to albo na spacer albo poszlajać sie po sklepach...
Po prosty chciałam wzbudzić zazdrość męża, chciałam by zaczłą sie zastanawiać czy faktycznie między nami jest wszystko ok.
Ta metoda równiez nie przyniosła efektów...Ostatnio znowu podjęłam temat braku seksu w naszym małżeństwie.
Mąż dał mi do zrozumienia ze on problemu nie widzi, że ja sobie szukam problemów na siłę i że jak mi sie nie podoba taki układ to droga wolna...Problem w tym że ja bardzo kocham swojego męża ale nie jestem w takim związku szcześliwa.
Czyję sie nieatrakcyjna - bo jak ma sie czuc kobieta która nie podnieca swojego męża... ?
Czuję się jak obleśna baba która siedzi całymi dniami w szkafroku przed tv, z wałkami we włosach, petem w ustach w towarzystwie kilku kotów
Nie chcę być dłużej "córeczką" swojego męża a ŻONĄ!!Wiem że seks nie jest najważniejszy ale ma istotne znaczenie w związku a tym bardziej w małżeństwie. A ja mam już dość żebrania o zainteresowanie.
Przechodzę załamanie nerwowe po załamaniu nerwowym...
Jak kładę siedo łóżka do męża który w tym momencie odwraca sie do mnie tyłkiem zdaję sobie sprawę jaka jestem do niczego.Mam ochotę schować sie gdzieś pod ziemią i sie nikomu nie pokazywać
Płaczę po nocach, płaczę w pracy... po prostu już nie daję radyJutro ide do Pani psycholog-seksuolog bo muszę z kimś porozmawiać o tej sytuacji - sama już nie daję sobie rady.
Rozwód?? Myślałam o tym ale nie umiem sie na to zdecydować
Tak bardzo chciałabym aby ktoś mnie zrozumiał
Tak bardzo chciałabym zmienić moje relacje z mężemPoza sprawą seksu mój mąz jest dobrym troskliwym człowiekiem. I gdyby nie ten jeden problem byłabym szcześliwą mężatką
widać ze kosztuje to cie bardzo dużo, dla swojego dobra odejdź,
nie wytrzymałabym dłużej niż miesiąc i mąz doskonale o tym wie a tu 4 lata!
mój mąz ma mały temperament i wiem jak możesz się czuc,
nie mniej jednak u mnie jest seks, czułość i pożądanie,
może nie tak często jakbym chciała ale jest
ja mysle ze boisz się odejść z powodu niedopasowania seksualnego, ze to niby takie egoistyczne i nie ważne, ale to nieprawda,
człowiekowi potrzeba bliskości czułości i to jest może ważniejsze od jedzenia i innych potrzeb
stokrotka.s napisał/a:Ja tak samo - kiedyś pewna siebie - później szara myszka... jednak teraz wzięłam się za siebie i bardzo aktywność fizyczna pomaga mi odbudować to co straciłam
aż sama widzę, jak dostaję skrzydeł
bardzo polecam
![]()
![]()
Mówisz, że nie ogląda co faktycznie jest dziwne.. kurczę.. a czy przypadkiem nikogo na boku nie ma? Bo przecież naturalne jest, że czasem musi "się rozładować"...
Mam nadzieję, że nie stchórzysz i porozmawiasz, trzymam kciuki! i daj znać jak poszło
Ja też lubię aktywność fizyczną, bardzo pozytywnie na mnie wpływa
Wiesz z tą zdradą też już miałam takie myśli, ale to na 99,9% nie wchodzi w grę. Po pracy wraca od razu do domu, wolny czas spędzamy razem, nawet na spotkania z kumplami ciągnie mnie ze sobą.
Podjęłam wczoraj próbę rozmowy, ale niczego się oczywiście nie dowiedziałam;/ On nie potrafi przyznać się do tego, że nie ma ochoty na seks, tylko ciągle coś kręci. Powiedział, że mnie kocha i że nic się nie zmieniło (taa wcale się nie zmieniło...). Więc się zapytałam dlaczego nie chce kochać się ze mną, dlaczego np ostatnio kilka razy mi odmówił jak próbowałam się do niego zbliżyć. To na moje pytanie odpowiedział, że wtedy nie mógł się kochać (co to w ogóle za wytłumaczenie?). Powiedziałam, że brakuje mi czułości, że jak będzie tak dalej to odejdę. I na tym się w sumie skończyło, tak mnie denerwuje to, że mój partner nie potrafi rozmawiać na poważne tematy, woli ich po prostu unikać. Potem cały wieczór był dla mnie milutki, tulił się do mnie, zobaczymy jak długo to będzie trwało i czy w końcu zainicjuje coś w łóżku (chociaż na to to już szczerze mówiąc nie liczę).
Odpowiedział, że nie mógł? faktycznie dziwne... a może dopadła go jakaś infekcja? może jakieś problemy z erekcją? I jak to facet się tego wstydzi i dlatego może unika bliskości.. brałaś to pod uwagę? No ale bardzo dobrze, że się odważyłaś na rozmowę
mam nadzieję, że da to coś nie tylko na chwilę... choć, że szkoda, że co niektórzy partnerzy nie potrafią się otworzyć i w tych kwestiach porozmawiać szczerze i otwarcie.. ja też tak bardzo musiałam przyciskać mojego żeby coś powiedział, że aż szkoda to wspominać i w sumie teraz nie wiem czy wtedy mówił szczerze czy tylko tak żebym dała już mu spokój... ale pamiętam, że powiedział, że on po prostu nie lubi o tym rozmawiać bo go po prostu krępują te tematy.. to się zapytałam jakim cudem te kilka razy współżyliśmy skoro to go aż tak wstydzi, to stwierdził, że samo "działanie" jest dużo mniej krępujące niż rozmowa... więc też tak jakoś dziwnie.. no ale co rozmowa to inna konkluzja więc na razie już nie rozmawiam
a podobno to kobieta jest skomplikowana? ![]()
no coz, z reguły rozmowa i słowa to jest siła kobiet. dlatego to nie jest komplikacja, a roznica plci.
Próbowałam pociągnąć ten temat i pytałam dlaczego wtedy nie mógł, ale żadnej odpowiedzi nie dało się z niego wyciągnąć, powiedział, że po prostu nie mógł. Myślę, że tylko taką wymówkę sobie znalazł bo jego niechęć do seksu już się za długo ciągnie żeby mogła to być infekcja. Ale dziwne, że pozwala mi masować się przez bokserki a jak próbuje włożyć rękę w majtki to wtedy mówi nie. Wcześniej jak się pytałam dlaczego nie chce się kochać to mówił: ty też nie chcesz, więc pomyślałam sobie, że w takim razie teraz ja przejmę pałeczkę i zaczęłam inicjować zbliżenia, to teraz pojawiła się wymówka: dzisiaj nie mogę... Tak głupio się czuje w takie sytuacji, zawsze mi się wydawało, że to tylko kobiety odmawiają, a każdy facet da się pokroić za seks ;P Od czerwca kochaliśmy się 5-6 razy ![]()
gwiazdowa- hm... ciężka sprawa a nie pytałaś dlaczego nie może, czy jest zmęczony czy jakiś inny powód?
Tak zdrowy facet za seks da się nawet posiekać nie tylko pokroić ![]()
gwiazdowa- hm... ciężka sprawa a nie pytałaś dlaczego nie może, czy jest zmęczony czy jakiś inny powód?
Tak zdrowy facet za seks da się nawet posiekać nie tylko pokroić
A mój się przypadkiem przebadał, wszystko wyszło ok, więc podważam regułę, że zdrowy facet da się posiekać.... ![]()
A ta w ogóle... czy Wy też macie tak często sny erotyczne? No bo ja już normalnie nie wytrzymuje
Może snami nadrabiam rzeczywistość haha
no ale po takim śnie chce mi się i co ja mam biedna zrobić?
Od bardzo dawna snów w sumie nie miałam, a teraz już kilka tygodni męczą mnie takie nieprzyzwoite że aż wstyd ![]()
A mój się przypadkiem przebadał, wszystko wyszło ok, więc podważam regułę, że zdrowy facet da się posiekać....
A psychikę też sobie przebadał czy tylko ciało?
A ta w ogóle... czy Wy też macie tak często sny erotyczne? No bo ja już normalnie nie wytrzymuje
Może snami nadrabiam rzeczywistość haha
no ale po takim śnie chce mi się i co ja mam biedna zrobić?
Od bardzo dawna snów w sumie nie miałam, a teraz już kilka tygodni męczą mnie takie nieprzyzwoite że aż wstyd
Spokojnie... Normalny i zdrowy objaw. Podobne sny męczyły ojca Pio ![]()
Jeśli facet nie chce seksu to prawie zawsze wina leży po stronie kobiety. Tak samo jak z tym, że zdradza, ona nie daje seksu, ale zawsze jakaś koleżanka porozmawia, pochwali, a potem zdrada. Z reguły faceci są leniwi i jeśli mają udany seks z kobietą, żoną tu, to im się chce. Jeśli jednak nie spełnia ich wymagań, to unikają.
Wielu facetów nudzi się swoimi partnerkami, wolą iść na piwo, obejrzeć coś w TV niż znowu to samo z tą samą. I tak to trwa latami, aż kobieta nagle myśli - chyba go nie podniecam już,więc kupuje nowe ciuszki erotyczne i myśli, że to lek. A facet patrzy na nią i myśli - zgłupiała czy co? Gdy wewnętrznego żaru już brak to nawet najbardziej sexy strój nie pomoże. Prawda i taka, źe wiele kobiet chodzi niezadbanych, a faceci to wzrokowcy, kobiety rozbierają się i myślą, że to wystarczy bo to facet jest i ma mieć ochotę na mnie zawsze. Jakże mylne. Ochotę ma się na kobietę sexy. Wymaga się od facetów, faceci również wymagają.
marioosh, no to dobrze
remi, myślę, że masz w większości rację. Tylko, myślę, że to działa też w drugą stronę. Jeśli kobieta nie chce... itd... Pisząc z autopsji mam bardzo mieszane uczucia, bo u nas wszystko legło zanim się rozkręciło tak na prawdę... Często też myślę, że z jego strony żaru w ogóle nie było, więc nawet nie miało co gasnąć... On z reguły jest bardzo leniwy - jeśli chodzi o kwestię pielęgnowania związku na każdej płaszczyźnie... Zaś do innych spraw jest pełen zapału i energii i szczerze mówiąc to zaczęło mnie demotywować od kąd pierwszy raz mieliśmy tą dłuższą przerwę... Później liczyłam na sam seks dla seksu, po prostu chciałam żeby był i to był błąd... Bo teraz jakoś nie wiem czemu ale zmusiłeś mnie do refleksji
I partner nawet razu nie zadbał o moją przyjemność do końca... Ja na te kilka razy starałam się ale nie ukrywajmy, byłam speszona, bo po takiej przerwie to jak seks za pierwszym razem... Dlatego też właśnie przestałam się tym przejmować, że nie ma zbliżeń, bo właśnie tak jak napisałeś, nie mam na to ochoty bo nie czerpię z tego żadnej przyjemności! Partner jak coś to na szybko, dojdzie i koniec, jego przyjemność spełniona.. a ja pozostawiona sama sobie i tak od baaardzo baaaaardzo dawna... No ale przy poprzednim partnerze czułam się strasznie swobodnie i pozwalaliśmy sobie na wiele, więc wiem, jaka jestem i co mogę dać partnerowi.. ale tutaj jest ten problem, że brakuje tej swobody.. żadną rozmową tego nie przywróce, tym bardziej, nawet w innych sprawach, że to ja zawsze coś proponuje, organizuje, żeby urozmaicić, ożywić, a on zawsze odwleka wszystko albo mówi nie i robi po swojemu nie patrząc na mnie... co raz częściej mu o tym mówię, ale on zaprzecza, że tak nie jest i błędne koła się zamyka.. nie umiem dotrzeć do niego tak, żeby zobaczył problem moimi oczami...
Jeszcze co do tego co napisałeś, może i wiele kobiet chodzi zaniedbanych, nie wiem w sumie, ale ja zawsze (w ramach rozsądku) staram się wyglądać najlepiej jak mogę, nie raz przecież słyszę komplementy na mój widok (ale nigdy od partnera) więc raczej efekt tego jak staram się wyglądać jest pozytywny. Raczej bym powiedziała, że to mój partner mniejszą wagę przywiązuje do wyglądu, ciuchów i swojego ciała... A ma co zrzucić... No ale mimo wszystko nigdy tego nie stawiałam za jakieś mega ważne kryterium, kocham go i chciałam spędzać z nim intymne chwile no ale jest jak jest... więc tak na prawdę ten schemat pewno czasem działa, nawet sama nie raz myślałam bardzo podobnie, no ale u mnie niestety raczej nie tu problem... chyba, że powinnam coś zmienić o czym partner mi nie mówi, no ale przecież wróżką nie jestem...
950 2014-04-06 08:50:06 Ostatnio edytowany przez inez11 (2014-04-06 08:53:09)
partner nawet razu nie zadbał o moją przyjemność do końca...
przestałam się tym przejmować, że nie ma zbliżeń, bo właśnie tak jak napisałeś, nie mam na to ochoty bo nie czerpię z tego żadnej przyjemności! Partner jak coś to na szybko, dojdzie i koniec, jego przyjemność spełniona.. a ja pozostawiona sama sobie i tak od baaardzo baaaaardzo dawna...
Jakbym o sobie czytała, słowo w słowo! Jezu, czemu inni faceci jakoś potrafią zadbać o przyjemność kobiety, a inni mają to bardzo głęboko w d.....? Mój też: szybko, szybko, zabójcze tempo, zero pieszczot oralnych czy ręką, jak sobie pomyślę, że miałabym na niego po raz setny "wchodzić" i robić wszystko sama, a ten zadowolony, to za przeproszeniem - rz......ć się chce...
Jeśli chodzi o seks, to pozostał mi już tylko autoerotyzm... Jestem w szoku, jakie odjechane orgazmy potrafię sobie sama dać ![]()
inez11, może sie po prostu już Tobą znudził i robisz mu za maszynkę do...samo zaspokajania ? ;/
Czytam te wszystkie wypowiedzi kobiet i na prawdę współczuję tym które trafiają na takie egzemplarze. To ciekawe jak to będzie wyglądało za rok, 3, 5. Wcale nie dziwi mnie to że zarówno faceci jak i kobiety szukają sobie kochanka/ki ![]()
ale tutaj jest ten problem, że brakuje tej swobody.. żadną rozmową tego nie przywróce, tym bardziej, nawet w innych sprawach, że to ja zawsze coś proponuje, organizuje, żeby urozmaicić, ożywić, a on zawsze odwleka wszystko albo mówi nie i robi po swojemu nie patrząc na mnie... co raz częściej mu o tym mówię, ale on zaprzecza, że tak nie jest i błędne koła się zamyka.. nie umiem dotrzeć do niego tak, żeby zobaczył problem moimi oczami...
W 100% się z tym zgadzam! Brakuje swobody. Jak zaczynam z moim partnerem temat związany z seksem to jest speszony jak 12-latek podczas rozmowy o seksie z mamą. Co z tego, że jestem chętna próbować nowych rzeczy w łóżku, co z tego, że proponuję nowe miejsca, pozycje, stroje, jeśli on skwituje to słowami: jak chcesz, a i tak zrobi swoje. On problemu nie widzi. Wszyscy radzą, że rozmowa jest najważniejsza, tylko co mi po tej rozmowie, skoro to ja sobie pogadam, powiem wszystko co czuję, a on podsumuje to słowami, że problemu nie ma bo przecież on się chce kochać (!!!). Kiedyś było odwrotnie, to on zaczynał rozmowy o naszych fantazjach, potrzebach, przeglądaliśmy razem allegro szukając nowych gadżetów. Nigdy nie odmówiłam mu seksu, nigdy nie było sytuacji żebym nie zgodziła się na jakiś jego pomysł. Więc co się nagle zmieniło?
Wpadam już w paranoje, sny i myśli erotyczne są u mnie na porządku dziennym. Miałam myśli żeby kupić jakieś tabletki na potencje i dorzucać mu do napoju (!). Starałam się wzbudzić w nim zazdrość, grozić odejściem, płakać. Efektów zero. Skoro twierdzi, że mnie kocha to dlaczego nie próbuje czegoś zmienić, nie pójdzie do lekarza, nie porozmawia ze mną o problemie.
W ten weekend byliśmy u znajomych. Wróciliśmy lekko podpici. Ja jak codziennie miałam mega ochotę na niego więc zaczęłam go całować, dotykać. On udawał głupiego i leżał jak kłoda, w końcu zapytał co ja robię. To mówię mu, że chce się z nim kochać i dodałam jeszcze trochę pikantnego opisu co chcę z nim zrobić. A on na to, że nie ma prezerwatyw. Więc mu mówię żeby poszukał to na pewno jakieś znajdzie, on się dalej upiera przy swoim. W końcu wpadłam w taki szał, wstałam z łóżka, otworzyłam szafkę i zaczęłam rzucać w niego tymi prezerwatywami. Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam taka wściekła, nerwy mi puściły na całej linii bo znowu głupia zmyślona wymówka, a on biedny przecież tak by się chciał kochać.
Jeszcze co do tego co napisałeś, może i wiele kobiet chodzi zaniedbanych, nie wiem w sumie, ale ja zawsze (w ramach rozsądku) staram się wyglądać najlepiej jak mogę, nie raz przecież słyszę komplementy na mój widok (ale nigdy od partnera) więc raczej efekt tego jak staram się wyglądać jest pozytywny. Raczej bym powiedziała, że to mój partner mniejszą wagę przywiązuje do wyglądu, ciuchów i swojego ciała... A ma co zrzucić... No ale mimo wszystko nigdy tego nie stawiałam za jakieś mega ważne kryterium, kocham go i chciałam spędzać z nim intymne chwile no ale jest jak jest... więc tak na prawdę ten schemat pewno czasem działa, nawet sama nie raz myślałam bardzo podobnie, no ale u mnie niestety raczej nie tu problem... chyba, że powinnam coś zmienić o czym partner mi nie mówi, no ale przecież wróżką nie jestem...
Dokładnie, ja też nie czuję się jakąś zaniedbaną, a nawet mogę powiedzieć, że dużą wagę przykładam do wyglądu. Zawsze miałam duże powodzenie i byłam świadoma swoich atutów. Teraz moja samoocena legła w gruzach przez zachowanie mojego faceta, mimo wszystko wiem, że w sprawie wyglądu nie zaniedbuję siebie.
Witam.
Przejrzałem część wypowiedzi i z lekka się ubawiłem ;-). Pierwszą zasadą, która obowiązuje w świecie dojrzałych emocjonalnie ludzi jest, to że jeżeli ja wyrzekam się seksu z moją partnerką/żoną, to wyrażam przyzwolenie na to aby Ona poszukała go na zewnątrz związku. To naturalne i działa w o b i e strony !!!
Kwestia związku, to nie tylko rzecz jasna seks. Z czasem powstaje więź emocjonalna, wspólnota majątkowa, dzieci, etc.
Jest też inercja związku. Im dłużej on trwa tym trudniej z niego wyjść z uwagi na wspomnianą wspólnotę i inercję czyli bezwładność.
Niemniej seks jest naturalną potrzebą i jeśli nie można tej potrzeby realizować w ramach związku, to kwestią czasu tylko pozostaje, kiedy ta potrzeba zostanie zaspokojona poza jego ramami. Elementarna uczciwość wobec partnera wymaga aby Go o tym wyraźnie przestrzec ! Albo bezpośrednią rozmową , a jeżeli, to nie możliwe wyraźnie dać Mu do zrozumienia, że dłużej tego stanu rzeczy nie zamierzacie znosić.
Statystycznie aseksualność po konsumpcji związku to domena większości kobiet. Zwłaszcza ze stażem powyżej 3-5 lat.
Kiedy dojdzie do tego tzw. trudny charakter, to fakt, że w stolicy działa 10 tyś prostytutek nie powinien nikogo dziwić. Jest popyt !!!
Zagadką dla mnie pozostaje fakt, że ta aseksualność dotyczy również facetów i to stosunkowo młodych !!?? Wypowiedzi niektórych Pań wyraźnie informują o stosunkowo młodym wieku i małym stażu w związku. Odnoszę wrażenie, że to jakaś patologia! Zwłaszcza gdy czytam opis jak, to małżonek proponuje, że odda na przyjemności, 1/3 pensji żonie, byle ta nie domagała się od niego seksu :-0 !!!
Moje drogie Panie ! Jeżeli spotkało Was takie nieszczęście, a nie chcecie rozbijać związku i wasze rozmowy na ten temat nie przynoszą żadnego pozytywnego skutku, to czujcie się w pełni rozgrzeszone i realizujcie swoje n a t u r a l n e potrzeby gdzie indziej, z jakimś surogatem męża/partnera zwłaszcza, że wiele na to wskazuje, należycie do ginącego gatunku kobiet z temperamentem seksualnym i moim skromnym zdaniem powinnyście znajdować się pod ochroną !!! ;-)))))
Jeśli zaś chodzi o zastąpienie PRAWDZIWEGO seksu masturbacją, jak to zachwala jedna z Pań, to równie dobrze z samolotu można wyskakiwać z parasolem zamiast spadochronu bo w sumie też dość podobny, ;-)))) ino efekt bydzie inny ;-)))
Moje drogie Panie ! Jeżeli spotkało Was takie nieszczęście, a nie chcecie rozbijać związku i wasze rozmowy na ten temat nie przynoszą żadnego pozytywnego skutku, to czujcie się w pełni rozgrzeszone i realizujcie swoje n a t u r a l n e potrzeby gdzie indziej, z jakimś surogatem męża/partnera
Rozgrzeszone? Nie chcecie rozbijać związku to realizujcie sie bzykając sie z innym? Przecież to sobie przeczy, no chyba że partner przystanie na to. Ale dla mnie albo rybki, albo akwarium, albo tworzymy związek tak jak jest i żyjemy, albo sie rozchodzimy bo oczekiwaniami i w ogóle sie nie dopasowaliśmy. Taki mam pogląd, ja, Majki lat 23
Nie jestem aseksualny ![]()
On z reguły jest bardzo leniwy - jeśli chodzi o kwestię pielęgnowania związku na każdej płaszczyźnie... Zaś do innych spraw jest pełen zapału i energii
A czy to nie świadczy o tym, że po prostu mu nie zależy na związku?
stokrotka.s napisał/a:On z reguły jest bardzo leniwy - jeśli chodzi o kwestię pielęgnowania związku na każdej płaszczyźnie... Zaś do innych spraw jest pełen zapału i energii
A czy to nie świadczy o tym, że po prostu mu nie zależy na związku?
No właśnie, od dawna o tym pisze. Stokrotka jest 2 lata w związku, a seksu prawie wcale nie było, tylko parę tygodni, czułości praktycznie brak, no to sama powiedz paulino20 jaki sens związku?
yarek48 napisał/a:Moje drogie Panie ! Jeżeli spotkało Was takie nieszczęście, a nie chcecie rozbijać związku i wasze rozmowy na ten temat nie przynoszą żadnego pozytywnego skutku, to czujcie się w pełni rozgrzeszone i realizujcie swoje n a t u r a l n e potrzeby gdzie indziej, z jakimś surogatem męża/partnera
Rozgrzeszone? Nie chcecie rozbijać związku to realizujcie sie bzykając sie z innym? Przecież to sobie przeczy, no chyba że partner przystanie na to. Ale dla mnie albo rybki, albo akwarium, albo tworzymy związek tak jak jest i żyjemy, albo sie rozchodzimy bo oczekiwaniami i w ogóle sie nie dopasowaliśmy. Taki mam pogląd, ja, Majki lat 23
![]()
Nie jestem aseksualny
Majki...23....no tak.....przypomnij sobie ten pogląd za jakieś 25 lat......wtedy dopiero się zdziwisz, że... ;-))
A tak na marginesie......na tym polega dojrzałość emocjonalna aby nie chcąc, powtarzam nie chcąc, rezygnować z różnych wymienionych przez zemnie powyżej powodów z obecnego związku znaleźć rozwiązanie dla siebie.
I proszę nie wyrywaj z kontekstu fragmentu zdania, żeby się zademonstrować się jako infantylny idealista. Za ćwierć wieku być może zrozumiesz.....:-(
Na razie musisz przyjąć na wiarę, że ze związku, ot tak sobie się nie wysiada. To nie tramwaj ani autobus....jest bardzo dużo zależności pomiędzy ludźmi ale chyba tego nie doczytałeś w moim poście. Życie to sztuka kompromisu, a czasem wręcz świadomego konformizmu....niestety
958 2014-04-07 22:37:50 Ostatnio edytowany przez Majki (2014-04-07 22:54:15)
Czytałem całość. To zdanie mi sie rzuciło. No sorry stary, ale dla mnie jak jestem w związku formalnym czy nieformalnym to nie wyobrażam sobie chodzić na dziw... czy do klubów żeby poruchać bo mi wybranka nie daje. No bez przesady. Albo sie pisze na to co jest albo wysiadam, choć na pewno łatwe to nie jest. I nie jestem żadnym idealistom tylko takie mam podejście do tych spraw.
I nawet tu czytałem opinie kobiet, że rezygnują z seksu, a Ty namawiasz do zdrady co by nie mówić.
I kończąc to mi jest szczerze szkoda tych ludzi co cierpią z tego powodu, bo rozumiem potrzeby.
Czytałem całość. To zdanie mi sie rzuciło. No sorry stary, ale dla mnie jak jestem w związku formalnym czy nieformalnym to nie wyobrażam sobie chodzić na dziw... czy do klubów żeby poruchać bo mi wybranka nie daje. No bez przesady. Albo sie pisze na to co jest albo wysiadam, choć na pewno łatwe to nie jest. I nie jestem żadnym idealistom tylko takie mam podejście do tych spraw.
I nawet tu czytałem opinie kobiet, że rezygnują z seksu, a Ty namawiasz do zdrady co by nie mówić.
I kończąc to mi jest szczerze szkoda tych ludzi co cierpią z tego powodu, bo rozumiem potrzeby.
Cóż, mimo, że wiekiem blisko mi do yarka48, to swoim spojrzeniem na poruszany tu problem blizej mi do Majki'ego. I nie ma w tym niczego infantylnego. Jesli Twoim - Yarku48 - jest jednak, to w Twoim z kolei jest czyste wyrachowanie w takim podejściu jak wczesniej napisałeś. Owszem, jeśli obie strony uznają, ze seksu nie chcą i dają sobie wolną rękę - moze to i być nadal "związek", ale jesli z jakichś przyczyn sfera seksualna w związku ulega zaburzeniom, a Ty dajesz tu "rozgrzeszenie" z poszukania sobie zastępnika miast sugerować próby porozumienia - to dość nieciekawie wygląda. Być moze wszystkiego nie doczytałeś, ale jest tu parę osób, które zupełnie inaczej problem potraktowały i obecnie są w udanym związku. A dlaczego? Bo pracowały nad tym, a nie poszły na łatwiznę. Są tu też osoby, które spotykają się z problemem z różnych powodów. Ale zawsze to problem, który mozna przy odrobinie dobrej woli rozwiązać. Sugerowanie dania d... na boku skoro mąż nie chce, czy poszukanie sobie innej d..., jeśli zona odmawia - to trochę ...mało dojrzałe jak na 48 przeżytych lat...
Jeśli zaś chodzi o zastąpienie PRAWDZIWEGO seksu masturbacją, jak to zachwala jedna z Pań, to równie dobrze z samolotu można wyskakiwać z parasolem zamiast spadochronu bo w sumie też dość podobny, ;-)))) ino efekt bydzie inny ;-)))
Tu się nie zgodzę
Efekt w moim przypadku jest o niebo lepszy, sama daję sobie najfajniejsze orgazmy. Droga, która do nich prowadzi, też w sumie jest lepsza, niż gdy partner mechanicznie "piłuje" mnie bez zaangażowania, skupiony tylko na sobie.
stokrotka.s napisał/a:partner nawet razu nie zadbał o moją przyjemność do końca...
stokrotka.s napisał/a:przestałam się tym przejmować, że nie ma zbliżeń, bo właśnie tak jak napisałeś, nie mam na to ochoty bo nie czerpię z tego żadnej przyjemności! Partner jak coś to na szybko, dojdzie i koniec, jego przyjemność spełniona.. a ja pozostawiona sama sobie i tak od baaardzo baaaaardzo dawna...
Jakbym o sobie czytała, słowo w słowo! Jezu, czemu inni faceci jakoś potrafią zadbać o przyjemność kobiety, a inni mają to bardzo głęboko w d.....? Mój też: szybko, szybko, zabójcze tempo, zero pieszczot oralnych czy ręką, jak sobie pomyślę, że miałabym na niego po raz setny "wchodzić" i robić wszystko sama, a ten zadowolony, to za przeproszeniem - rz......ć się chce...
Jeśli chodzi o seks, to pozostał mi już tylko autoerotyzm... Jestem w szoku, jakie odjechane orgazmy potrafię sobie sama dać
Inez, teraz to z kolei jakbym ja czytała swoje słowa! Twój opis 'sytuacji' no wypisz, wymaluj... eh
stokrotka.s napisał/a:ale tutaj jest ten problem, że brakuje tej swobody.. żadną rozmową tego nie przywróce, tym bardziej, nawet w innych sprawach, że to ja zawsze coś proponuje, organizuje, żeby urozmaicić, ożywić, a on zawsze odwleka wszystko albo mówi nie i robi po swojemu nie patrząc na mnie... co raz częściej mu o tym mówię, ale on zaprzecza, że tak nie jest i błędne koła się zamyka.. nie umiem dotrzeć do niego tak, żeby zobaczył problem moimi oczami...
W 100% się z tym zgadzam! Brakuje swobody. Jak zaczynam z moim partnerem temat związany z seksem to jest speszony jak 12-latek podczas rozmowy o seksie z mamą. Co z tego, że jestem chętna próbować nowych rzeczy w łóżku, co z tego, że proponuję nowe miejsca, pozycje, stroje, jeśli on skwituje to słowami: jak chcesz, a i tak zrobi swoje. On problemu nie widzi. Wszyscy radzą, że rozmowa jest najważniejsza, tylko co mi po tej rozmowie, skoro to ja sobie pogadam, powiem wszystko co czuję, a on podsumuje to słowami, że problemu nie ma bo przecież on się chce kochać (!!!). Kiedyś było odwrotnie, to on zaczynał rozmowy o naszych fantazjach, potrzebach, przeglądaliśmy razem allegro szukając nowych gadżetów. Nigdy nie odmówiłam mu seksu, nigdy nie było sytuacji żebym nie zgodziła się na jakiś jego pomysł. Więc co się nagle zmieniło?
Wpadam już w paranoje, sny i myśli erotyczne są u mnie na porządku dziennym. Miałam myśli żeby kupić jakieś tabletki na potencje i dorzucać mu do napoju (!). Starałam się wzbudzić w nim zazdrość, grozić odejściem, płakać. Efektów zero. Skoro twierdzi, że mnie kocha to dlaczego nie próbuje czegoś zmienić, nie pójdzie do lekarza, nie porozmawia ze mną o problemie.
W ten weekend byliśmy u znajomych. Wróciliśmy lekko podpici. Ja jak codziennie miałam mega ochotę na niego więc zaczęłam go całować, dotykać. On udawał głupiego i leżał jak kłoda, w końcu zapytał co ja robię. To mówię mu, że chce się z nim kochać i dodałam jeszcze trochę pikantnego opisu co chcę z nim zrobić. A on na to, że nie ma prezerwatyw. Więc mu mówię żeby poszukał to na pewno jakieś znajdzie, on się dalej upiera przy swoim. W końcu wpadłam w taki szał, wstałam z łóżka, otworzyłam szafkę i zaczęłam rzucać w niego tymi prezerwatywami. Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam taka wściekła, nerwy mi puściły na całej linii bo znowu głupia zmyślona wymówka, a on biedny przecież tak by się chciał kochać.
my może żeśmy aż tak swobodni nie byli na początku w tym temacie ale może dlatego, że szybko zdążył przeminąć
ale na samym początku problemu nie miał by np pisać o sprośnych rzeczach... a później, spłoszony i zawstydzony i jak to stwierdził woli działać niż rozmawiać (haha dobre, nie?)
a jak zareagował, jak się tłumaczył, po tym ataku prezerwatywami? ja miałam też 'ciekawą' przygodę z gumkami.. jak byliśmy w sklepie (z pół roku temu) chciałam kupić, zaproponowałam żebyśmy wybrali jakie itd, usłyszałam, że nie, nalegałam -nie, przypomniałam że już tabletek nie biorę - nie. OK. wróciliśmy, minęły może ze 2 godz i się dobiera do mnie... po pierwsze byłam w szoku, po drugie spytałam czemu nie chciał kupić skoro miał ochotę... odpowiedź? NIE WIEM, NIE POMYŚLAŁEM (wtf?!)... no bez sensu w ogóle... no ale ok.. chciałam chociaż skorzystać jakoś już z tej sytuacji - przecież są inne sposoby jeszcze (:D) no ale już nie chciał... więc chyba zrobił to celowo, żebym widziała że chciał - no ale siła wyższa uniemożliwiła.. ręce mi opadły...
paulina20 napisał/a:stokrotka.s napisał/a:On z reguły jest bardzo leniwy - jeśli chodzi o kwestię pielęgnowania związku na każdej płaszczyźnie... Zaś do innych spraw jest pełen zapału i energii
A czy to nie świadczy o tym, że po prostu mu nie zależy na związku?
No właśnie, od dawna o tym pisze. Stokrotka jest 2 lata w związku, a seksu prawie wcale nie było, tylko parę tygodni, czułości praktycznie brak, no to sama powiedz paulino20 jaki sens związku?
Teraz jak to przeczytałam widzę, że źle to ujęłam... chodziło mi o płaszczyznę związaną z jakkolwiek rozumianą intymnością / bliskością... czyli to co ciągle tu wałkuje... pomijając tą kwestię troszczy się, wspiera, pomaga, jest zawsze gdy potrzeba... I wiem truskaweczko że już tyle czasu o tym wszystkim piszesz mi
pamiętam każdy post
ale widzisz, ja z początku też sobie nie wyobrażałam tkwić w czymś takim, ale z czasem jest coraz trudniej a tym bardziej rozstać się przez seks... i nie zrobię tego dopóki nie zrozumiem o co chodzi w tym paradoksie... a może wina leży jakimś cudem po mojej stronie? daje jeszcze czas żeby wiedzieć, że starałam się zrozumieć i robiłam wszystko żeby znaleźć przyczynę i rozwiązanie... więc czas pokaże co będzie dalej.. zresztą kilka miesięcy temu bardzo dokładnie i dosadnie mu powiedziałam, że jak to się wszystko nie zmieni i nie będzie normalnie to po prostu nasz związek umrze śmiercią naturalną i tyle... póki co jakieś drobniutkie zmiany widzę, ale czy będzie ich więcej, czy będą na dłuższą metę.. okaże się ![]()
Yarek48, ja jakoś sobie nie wyobrażam dostać przyzwolenie i lecieć do innego... jakoś tak nie w moim stylu to... no chyba, że razem z partnerem - wtedy ewentualnie jestem otwarta na propozycje...
no ale do tego i tak nie dojdzie ;D
Chciałabym, któregoś dnia się obudzić i nie myśleć o tym wszystkim, nie mieć tego problemu... a obecnie budzę się po bardzo nieprzyzwoitych snach i jestem jeszcze bardziej tym sfrustrowana! Albo czasem zdarza się, że nawet w śnie partner nie chce, no horror no!
Majki napisał/a:Czytałem całość. To zdanie mi sie rzuciło. No sorry stary, ale dla mnie jak jestem w związku formalnym czy nieformalnym to nie wyobrażam sobie chodzić na dziw... czy do klubów żeby poruchać bo mi wybranka nie daje. No bez przesady. Albo sie pisze na to co jest albo wysiadam, choć na pewno łatwe to nie jest. I nie jestem żadnym idealistom tylko takie mam podejście do tych spraw.
I nawet tu czytałem opinie kobiet, że rezygnują z seksu, a Ty namawiasz do zdrady co by nie mówić.
I kończąc to mi jest szczerze szkoda tych ludzi co cierpią z tego powodu, bo rozumiem potrzeby.
Cóż, mimo, że wiekiem blisko mi do yarka48, to swoim spojrzeniem na poruszany tu problem blizej mi do Majki'ego. I nie ma w tym niczego infantylnego. Jesli Twoim - Yarku48 - jest jednak, to w Twoim z kolei jest czyste wyrachowanie w takim podejściu jak wczesniej napisałeś. Owszem, jeśli obie strony uznają, ze seksu nie chcą i dają sobie wolną rękę - moze to i być nadal "związek", ale jesli z jakichś przyczyn sfera seksualna w związku ulega zaburzeniom, a Ty dajesz tu "rozgrzeszenie" z poszukania sobie zastępnika miast sugerować próby porozumienia - to dość nieciekawie wygląda. Być moze wszystkiego nie doczytałeś, ale jest tu parę osób, które zupełnie inaczej problem potraktowały i obecnie są w udanym związku. A dlaczego? Bo pracowały nad tym, a nie poszły na łatwiznę. Są tu też osoby, które spotykają się z problemem z różnych powodów. Ale zawsze to problem, który mozna przy odrobinie dobrej woli rozwiązać. Sugerowanie dania d... na boku skoro mąż nie chce, czy poszukanie sobie innej d..., jeśli zona odmawia - to trochę ...mało dojrzałe jak na 48 przeżytych lat...
No więc drodzy Panowie wysilcie swoją wyobraźnię i uznajcie, że inny ludzie mają zupełnie inne doświadczenia w omawianym , tu wątku, a moja sugestia, że Majki za ćwierć wieku może zmienić swój pogląd ma również potwierdzenie w mojej autopsji. Poza tym radzę czytać, ze zrozumieniem i pojąć, że ja nie radzę aby zrezygnować z prób P O P R A W I E N I A tej sytuacji, tylko zaznaczam, że często to normalnie w świecie się nie uda !!! Wtedy radzę spróbować znaleźć swoją własną przestrzeń w której albo będziemy realizować te niespełnione w związku potrzeby ewentualnie zastąpimy je jakąś inną pasją, np. budowaniem stateczków w butelce ;-))). Natomiast przestrzegam przed zbyt pochopnym " wysiadaniem " ze związku i staram się uświadomić, że na taką decyzję zawsze możemy zdecydować się ostatecznie i najczęściej nieodwołalnie. Innymi słowy na wysiadkę z trampa mamy czas choćby do następnego przystanku ;-))) I nie jest, to wyrachowanie, a tylko pragmatyzm. Po roku lub dwóch kiedy wszelkie próby uzdrowienia tej relacji w związku kończą się fiaskiem zawsze mamy kilka opcji: wibrator, kochanek, hobby, koniec związku, pardon, to Panie takie mają. My mamy znacznie mniej :-(....no w każdym bądź razie ja......kochanek odpada.....wibrator też......cierpliwości do klejenia modeli mi brak.......;-)))...pozostaje koniec związku lub przyjaciółka na boku ze zdrowym dystansem.....i to wszystko. Koniec związku już przerobiłem.......w efekcie wpadłem z deszczu pod rynnę....pozostaje przyjaciółka i tyle....To nas różni, że Panowie zdają się teoretyzować, a ja no cóż......mam praktykę i wyobraźnię ;-)))
963 2014-04-08 10:28:29 Ostatnio edytowany przez Majki (2014-04-08 10:29:39)
A czy ktoś pisał, że radzisz rezygnować z prób ratowania? Nie. Ale dajesz przyzwolenie i rozgrzeszenie na skoki w bok i tu sie nie zgadzam. Nie widzi mi sie takie coś i mam nadzieje, że w tej kwestii mój pogląd sie nie zmienini nigdy.
my może żeśmy aż tak swobodni nie byli na początku w tym temacie ale może dlatego, że szybko zdążył przeminąć
ale na samym początku problemu nie miał by np pisać o sprośnych rzeczach... a później, spłoszony i zawstydzony i jak to stwierdził woli działać niż rozmawiać (haha dobre, nie?)
a jak zareagował, jak się tłumaczył, po tym ataku prezerwatywami? ja miałam też 'ciekawą' przygodę z gumkami.. jak byliśmy w sklepie (z pół roku temu) chciałam kupić, zaproponowałam żebyśmy wybrali jakie itd, usłyszałam, że nie, nalegałam -nie, przypomniałam że już tabletek nie biorę - nie. OK. wróciliśmy, minęły może ze 2 godz i się dobiera do mnie... po pierwsze byłam w szoku, po drugie spytałam czemu nie chciał kupić skoro miał ochotę... odpowiedź? NIE WIEM, NIE POMYŚLAŁEM (wtf?!)... no bez sensu w ogóle... no ale ok.. chciałam chociaż skorzystać jakoś już z tej sytuacji - przecież są inne sposoby jeszcze (:D) no ale już nie chciał... więc chyba zrobił to celowo, żebym widziała że chciał - no ale siła wyższa uniemożliwiła.. ręce mi opadły...
Widzę, że u Ciebie też się zdarzają 'ciekawe' historie
Bo ja to się śmieję, że z moich łóżkowych przygód, a raczej anty łóżkowych, to by można było scenariusz do dobrego komedio-dramatu napisać
Po tym ataku prezerwatywami tłumaczył się, że nie wiedział, że one tam są... jego głupie wymówki denerwują mnie jeszcze bardziej niż sam brak seksu.
ja z początku też sobie nie wyobrażałam tkwić w czymś takim, ale z czasem jest coraz trudniej a tym bardziej rozstać się przez seks... i nie zrobię tego dopóki nie zrozumiem o co chodzi w tym paradoksie... a może wina leży jakimś cudem po mojej stronie? daje jeszcze czas żeby wiedzieć, że starałam się zrozumieć i robiłam wszystko żeby znaleźć przyczynę i rozwiązanie... więc czas pokaże co będzie dalej.. zresztą kilka miesięcy temu bardzo dokładnie i dosadnie mu powiedziałam, że jak to się wszystko nie zmieni i nie będzie normalnie to po prostu nasz związek umrze śmiercią naturalną i tyle... póki co jakieś drobniutkie zmiany widzę, ale czy będzie ich więcej, czy będą na dłuższą metę.. okaże się
Ja też na razie staram się naprawiać, a jak będzie dalej - zobaczymy. Trudno jest odejść od kogoś kogo się kocha, a jeszcze trudniej odejść z powodu seksu. Teraz postanowiłam, że nie dam mu spokoju i albo zaczniemy się kochać albo mi powie dlaczego nie chce. Wcześniej byłam bardzo skrępowana całą tą sytuacją, czekałam aż to on zainicjuje zbliżenie, bo byłam przyzwyczajona, że to facet robi pierwszy krok. Ale moje bierne czekanie się skończyło.
Chciałabym, któregoś dnia się obudzić i nie myśleć o tym wszystkim, nie mieć tego problemu... a obecnie budzę się po bardzo nieprzyzwoitych snach i jestem jeszcze bardziej tym sfrustrowana! Albo czasem zdarza się, że nawet w śnie partner nie chce, no horror no!
Nawet nie wiesz jak ja chciałabym pozbyć się tego problemu, dręczy mnie to wszystko strasznie. Mi co gorsza zaczynają się już śnić byli partnerzy, z którymi miałam udane życie seksualne.
Stokrotko a czy wiesz czy Twój partner miała taki problem z byłymi dziewczynami? Bo ja kiedyś mojego o to zapytałam to powiedział, że nie będzie ze mną na taki temat rozmawiał. Wiem jedynie, że jedna z jego byłych dziewczyn, z którą był bardzo długo, go zdradzała.
Jeszcze bardzo denerwuje mnie jedna rzecz. Kiedyś bardzo lubiliśmy takie nasze romantyczne wieczory, kolacja, wino, potem seks. A teraz on nawet wina nie chce się ze mną napić bo boi się czym to się może skończyć. Woli w sobotę wieczorem siedzieć i oglądać głupie programy w telewizji, żeby tylko nie wprowadzać romantyczniej atmosfery...
Witam. Na to forum trafiłem zupełnie przypadkiem. Im więcej postów czytałem z tego wątku, tym bardziej oczy przecierałem ze zdumienia. Ale za nim wypowiem się w powyższej kwestii, to chciałbym najpierw zwrócić się do wszystkich tu kobiet.
Możecie zapomnieć o wszystkim co napiszę ale nie zapomnijcie o jednym:
Ze jesteście wyjątkowymi kobietami i w żadnym wypadku to co was spotyka w waszych związkach nie może wpływać na wasze poczucie wartości. Przeciwnie, wasze poczucie własnej wartości powinno być bardzo wysokie, bo z tego co czytam, jesteście kobietami bliskimi ideału, o jakich większość mężczyzn może tylko pomarzyć. Jesteście nie tylko dobrymi kochającymi żonami, partnerkami, przyjaciółkami w życiu codziennym ale na dopełnienie tego potraficie i chcecie być cudownymi kochankami dla swojego partnera. Myślałem że nie ma kobiet idealnych (powiedzmy niemal idealnych aby nie dopuścić pychy), ale jednak są i wy nimi jesteście.
Dlatego nie wolno wam źle myśleć o sobie, że jesteście nic nie warte. Przeciwnie, jesteście warte góry złota. To partner który nie umie was docenić nie jest was wart. Myślę że taki partner jest po prostu głupcem. Ma w domu skarb, perłę, a nie umie się z niej cieszyć, docenić i czcić jak boginię. Dla tego, jeśli cię ktoś źle traktuje, nie szanuje,nie docenia, poniża czy nie okazuje ci czułości, nie adoruje jako kobiety, i nie zaspakaja (nie lubię tego słowa) twoich erotycznych potrzeb, to po prostu nie umie cię kochać.
Prawdziwa miłość ma to do siebie że wychodzi na przeciw pragnieniom i potrzebom partnera. Z większości postów wnioskuję że piszące je osoby (także mężczyźni) tacy właśnie są, kochają i są gotowi zrobić wszystko dla swoich partnerów. To jest dowód na to że potraficie kochać. To że piszecie o pow problemach nie ma nic wspólnego z egoizmem. To raczej wasi partnerzy są egoistami.
Każdy normalny mężczyzna jest gotowy zrobić dla kochanej kobiety wszystko, a tym bardziej uszczęśliwić ją udanym, wysublimowanym sexem zgodnym z jej oczekiwaniami i doprowadzić ją na szczyty rozkoszy. Moja żona może zwrócić się do mnie mnie o każdej porze dnia i nocy i ja zawsze chętnie spełnię jej życzenie, tym bardziej jeśli będzie to życzenie erotyczne. (inna rzecz że robi to coraz rzadziej, ponieważ znacznie przytyła, uważa że jest za gruba i sama się źle z tym czuje ). I nawet gdyby moja żona była tzw. zouzą, nawet gdybym był na nią zły (co z pewnych powodów w istocie ma miejsce), to i tak nigdy nie odmówiłbym jej spełnienia erotycznego pragnienia. Nie mam prawa tego zrobić bo moje ciało należy do niej (nawet Biblia tak pisze).
Każda strona w małżeństwie powinna być raczej gotowa do dawania (nie tylko w sferze sexu) niż do brania.
Bo szczęśliwy może być tylko ten, kto uszczęśliwia innych, szczególnie dotyczy to małżeństwa.
Nie jest sztuką robić dla kogoś tylko to czego sam chcę. Nawet jak ja nie miałbym na to ochoty, to i tak chętnie wyjdę na przeciw oczekiwaniu żony, a na końcu i tak będę także ja uszczęśliwiony mając świadomość że zrobiłem przyjemność mojej żonie. W tej sferze zawsze, jeśli się kogoś kocha, to szczęście spływa na obu partnerów, nawet gdy na początku jedno z nich nie miało ochoty.
Podoba mi się jak jeden z mężczyzn na początkowych stronach tego wątku napisał że gdyby kobieta powiedziała mu że jest nie zaspokojona przez niego z powodu komputera czy samochodu, to rozbił by komputer, spalił samochód a potem zdarłby ubranie z kobiety i dałby jej to czego pragnie. długo się z tego śmiałem. Ale on ma rację. Ja zrobił bym to samo. Bo nie może być nic ważniejszego od osoby która się kocha, czyż nie?
Akt erotyczny jest najwyższą formą zespolenia, zaufania i jedności w związku. Jest spełnieniem i dopełnieniem miłości agape. Jeśli tego nie ma to coś jest nie tak w relacjach.
O tym jakie widzę rozwiązania dla pow problemów napisze w następnym poście.
Teraz chciałem tylko podkreślić jeszcze raz rzecz najważniejszą. A mianowicie: Nie czujcie się gorsze przez to że partner stracił zainteresowanie do kontaktów erotycznych z wami. Gdyż przyczyna nie leży po waszej stronie (wynika to z analizy treści waszych postów).
Miejcie świadomość że jesteście perłami w tym świecie, wspaniałymi żonami i kochankami, rzadkim okazem kobiety niemal idealnej. I żaden oziębły głupiec tego nie zmieni.
Serdecznie pozdrawiam.
966 2014-04-08 13:36:48 Ostatnio edytowany przez kosmiczny nick (2014-04-08 13:53:25)
kasm, każdy ocenia sytuację podług własnych doświadczeń. To, że Ty nie spotkałeś się z takimi - jak tu przedstawiane - sytuacjami, nie oznacza, że inni robią sobie "sztuczne" problemy. I owszem, pięknie napisałeś, aczkolwiek nazbyt idealistycznie to zabrzmiało... Ciekawe jakbyś pisał, gdybyś za żonę miał kogoś zrzędliwego, wiecznie naburmuszonego i wciąż krytycznie nastawionego wobec Ciebie? Być może też tu zabrałbyś głos, ale nie jako ktoś ...niepojmujący (jak teraz), że można nie mieć ochoty na zbliżenia z taką osobą, a ktoś szukający tu pomocy. Fakt, najprościej wówczas się rozstać, bądź - jak ktoś tu już zasugerował - poszukać rozwiązania na boku.
Zactuję tu Twoje słowa, które świadczą, że nie do końca chyba zrozumiałeś poruszany tu problem: "...Dla tego, jeśli cię ktoś źle traktuje, nie szanuje,nie docenia, poniża czy nie okazuje ci czułości, nie adoruje jako kobiety, i nie zaspakaja (nie lubię tego słowa) twoich erotycznych potrzeb, to po prostu nie umie cię kochać....".
Tu bardziej chodzi o to, że często ci "nie umiejący kochać" (jak sądzisz) są właśnie źle traktowani, nie doceniani i nie szanowani przez własne partnerki. Nawet można i taką refleksję tu odnaleźć w wypowiedzi ...zaniedbywanej kobiety czytając dokładnie wątek. A takie traktowanie partnera potrafi odbić się mocno nawet na pożądaniu. Może masz i monopol na "umiejętność" kochania, gratuluję. A może tą umiejętność posiadasz tylko dlatego, że Twoja partnerka to właśnie potrafi: szanować Cię, wspierać, doceniać i wywyższać ponad innych ![]()
kasm, Ciekawe jakbyś pisał, gdybyś za żonę miał kogoś zrzędliwego, wiecznie naburmuszonego i wciąż krytycznie nastawionego wobec Ciebie? Być może też tu zabrałbyś głos, ale nie jako ktoś ...niepojmujący (jak teraz), że można nie mieć ochoty na zbliżenia z taką osobą, a ktoś szukający tu pomocy.
Kosmiczny!
Dokładnie zrozumiałem ten wątek. Pół dnia czytałem wszystkie posty. Jednak ja nie odnosiłem się do sytuacji jaką przedstawiasz w powyższym zdaniu. (Być może to odzwierciedla twoje doświadczenia, dlatego przypisujesz je wszystkim zwierzającym się tu kobietom? )
To jest zupełnie inny przypadek i odnoszę wrażenie że to ty nie zrozumiałeś o czym tu mowa.
Ja próbuję zrozumieć co kobiety tu piszą i wczuć się w ich sytuację. Biorę pod uwagę również to że ich opis jest subiektywny.
Jeżeli jednak piszą prawdę (a zakładam że tak), to i ja napisałem prawdę.
Nie wiem dlaczego poczułeś się dotknięty? Przecież Sytuacja o której powyżej piszesz jest inna niż te które opisuje tu większość kobiet i niektórzy mężczyźni. Dlaczego z góry zakładasz że i tak jest winna kobieta bo na pewno jest "zrzędliwa itd" ?
Dlaczego z góry zakładasz że po prostu kłamią w swoich postach? Ja myślę że nie kłamią. Na takich anonimowych forach ludzie wylewają swoje serca i zwierzają się do bólu, bo z nikim innym nie mogą się podzielić swoimi problemami. Ja widzę w tym wiele szczerości. Natomiast zakładanie z góry że ktoś jest nieszczery w tym co pisze nie jest w porządku.
Zawsze możesz zapytać, ale nigdy nie wydawaj sądów i nie oceniaj, bo możesz kogoś skrzywdzić.
Jeżeli chodzi o moje doświadczenia (a mam już trochę lat), to wcale nie są różowe (ale o nich innym razem) i gdybym pisał wyłącznie z ich perspektywy, to zapewne napisał bym w podobnym tonie jak ty.
968 2014-04-09 02:06:37 Ostatnio edytowany przez yarek48 (2014-04-09 02:07:51)
inez11 napisał/a:stokrotka.s napisał/a:partner nawet razu nie zadbał o moją przyjemność do końca...
stokrotka.s napisał/a:przestałam się tym przejmować, że nie ma zbliżeń, bo właśnie tak jak napisałeś, nie mam na to ochoty bo nie czerpię z tego żadnej przyjemności! Partner jak coś to na szybko, dojdzie i koniec, jego przyjemność spełniona.. a ja pozostawiona sama sobie i tak od baaardzo baaaaardzo dawna...
Jakbym o sobie czytała, słowo w słowo! Jezu, czemu inni faceci jakoś potrafią zadbać o przyjemność kobiety, a inni mają to bardzo głęboko w d.....? Mój też: szybko, szybko, zabójcze tempo, zero pieszczot oralnych czy ręką, jak sobie pomyślę, że miałabym na niego po raz setny "wchodzić" i robić wszystko sama, a ten zadowolony, to za przeproszeniem - rz......ć się chce...
Jeśli chodzi o seks, to pozostał mi już tylko autoerotyzm... Jestem w szoku, jakie odjechane orgazmy potrafię sobie sama dać
Inez, teraz to z kolei jakbym ja czytała swoje słowa! Twój opis 'sytuacji' no wypisz, wymaluj... eh
gwiazdowa napisał/a:stokrotka.s napisał/a:ale tutaj jest ten problem, że brakuje tej swobody.. żadną rozmową tego nie przywróce, tym bardziej, nawet w innych sprawach, że to ja zawsze coś proponuje, organizuje, żeby urozmaicić, ożywić, a on zawsze odwleka wszystko albo mówi nie i robi po swojemu nie patrząc na mnie... co raz częściej mu o tym mówię, ale on zaprzecza, że tak nie jest i błędne koła się zamyka.. nie umiem dotrzeć do niego tak, żeby zobaczył problem moimi oczami...
W 100% się z tym zgadzam! Brakuje swobody. Jak zaczynam z moim partnerem temat związany z seksem to jest speszony jak 12-latek podczas rozmowy o seksie z mamą. Co z tego, że jestem chętna próbować nowych rzeczy w łóżku, co z tego, że proponuję nowe miejsca, pozycje, stroje, jeśli on skwituje to słowami: jak chcesz, a i tak zrobi swoje. On problemu nie widzi. Wszyscy radzą, że rozmowa jest najważniejsza, tylko co mi po tej rozmowie, skoro to ja sobie pogadam, powiem wszystko co czuję, a on podsumuje to słowami, że problemu nie ma bo przecież on się chce kochać (!!!). Kiedyś było odwrotnie, to on zaczynał rozmowy o naszych fantazjach, potrzebach, przeglądaliśmy razem allegro szukając nowych gadżetów. Nigdy nie odmówiłam mu seksu, nigdy nie było sytuacji żebym nie zgodziła się na jakiś jego pomysł. Więc co się nagle zmieniło?
Wpadam już w paranoje, sny i myśli erotyczne są u mnie na porządku dziennym. Miałam myśli żeby kupić jakieś tabletki na potencje i dorzucać mu do napoju (!). Starałam się wzbudzić w nim zazdrość, grozić odejściem, płakać. Efektów zero. Skoro twierdzi, że mnie kocha to dlaczego nie próbuje czegoś zmienić, nie pójdzie do lekarza, nie porozmawia ze mną o problemie.
W ten weekend byliśmy u znajomych. Wróciliśmy lekko podpici. Ja jak codziennie miałam mega ochotę na niego więc zaczęłam go całować, dotykać. On udawał głupiego i leżał jak kłoda, w końcu zapytał co ja robię. To mówię mu, że chce się z nim kochać i dodałam jeszcze trochę pikantnego opisu co chcę z nim zrobić. A on na to, że nie ma prezerwatyw. Więc mu mówię żeby poszukał to na pewno jakieś znajdzie, on się dalej upiera przy swoim. W końcu wpadłam w taki szał, wstałam z łóżka, otworzyłam szafkę i zaczęłam rzucać w niego tymi prezerwatywami. Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam taka wściekła, nerwy mi puściły na całej linii bo znowu głupia zmyślona wymówka, a on biedny przecież tak by się chciał kochać.my może żeśmy aż tak swobodni nie byli na początku w tym temacie ale może dlatego, że szybko zdążył przeminąć
ale na samym początku problemu nie miał by np pisać o sprośnych rzeczach... a później, spłoszony i zawstydzony i jak to stwierdził woli działać niż rozmawiać (haha dobre, nie?)
a jak zareagował, jak się tłumaczył, po tym ataku prezerwatywami? ja miałam też 'ciekawą' przygodę z gumkami.. jak byliśmy w sklepie (z pół roku temu) chciałam kupić, zaproponowałam żebyśmy wybrali jakie itd, usłyszałam, że nie, nalegałam -nie, przypomniałam że już tabletek nie biorę - nie. OK. wróciliśmy, minęły może ze 2 godz i się dobiera do mnie... po pierwsze byłam w szoku, po drugie spytałam czemu nie chciał kupić skoro miał ochotę... odpowiedź? NIE WIEM, NIE POMYŚLAŁEM (wtf?!)... no bez sensu w ogóle... no ale ok.. chciałam chociaż skorzystać jakoś już z tej sytuacji - przecież są inne sposoby jeszcze (:D) no ale już nie chciał... więc chyba zrobił to celowo, żebym widziała że chciał - no ale siła wyższa uniemożliwiła.. ręce mi opadły...
truskaweczka19 napisał/a:paulina20 napisał/a:A czy to nie świadczy o tym, że po prostu mu nie zależy na związku?
No właśnie, od dawna o tym pisze. Stokrotka jest 2 lata w związku, a seksu prawie wcale nie było, tylko parę tygodni, czułości praktycznie brak, no to sama powiedz paulino20 jaki sens związku?
Teraz jak to przeczytałam widzę, że źle to ujęłam... chodziło mi o płaszczyznę związaną z jakkolwiek rozumianą intymnością / bliskością... czyli to co ciągle tu wałkuje... pomijając tą kwestię troszczy się, wspiera, pomaga, jest zawsze gdy potrzeba... I wiem truskaweczko że już tyle czasu o tym wszystkim piszesz mi
pamiętam każdy post
ale widzisz, ja z początku też sobie nie wyobrażałam tkwić w czymś takim, ale z czasem jest coraz trudniej a tym bardziej rozstać się przez seks... i nie zrobię tego dopóki nie zrozumiem o co chodzi w tym paradoksie... a może wina leży jakimś cudem po mojej stronie? daje jeszcze czas żeby wiedzieć, że starałam się zrozumieć i robiłam wszystko żeby znaleźć przyczynę i rozwiązanie... więc czas pokaże co będzie dalej.. zresztą kilka miesięcy temu bardzo dokładnie i dosadnie mu powiedziałam, że jak to się wszystko nie zmieni i nie będzie normalnie to po prostu nasz związek umrze śmiercią naturalną i tyle... póki co jakieś drobniutkie zmiany widzę, ale czy będzie ich więcej, czy będą na dłuższą metę.. okaże się
Yarek48, ja jakoś sobie nie wyobrażam dostać przyzwolenie i lecieć do innego... jakoś tak nie w moim stylu to... no chyba, że razem z partnerem - wtedy ewentualnie jestem otwarta na propozycje...
no ale do tego i tak nie dojdzie ;D
Chciałabym, któregoś dnia się obudzić i nie myśleć o tym wszystkim, nie mieć tego problemu... a obecnie budzę się po bardzo nieprzyzwoitych snach i jestem jeszcze bardziej tym sfrustrowana! Albo czasem zdarza się, że nawet w śnie partner nie chce, no horror no!
Stokrotko moja Droga. Opiszę Ci sytuację mojego znajomego. 18 lat temu Jego żona urodziła córeczkę. Seks z ich związku niemal zniknął. 18 lat mój znajomy uprawia seks na boku, a to przygoda, a to za kasę. Dużo też popija, a zapowiadał się naprawdę nieźle.
Córka właśnie skończyła 18 lat i pewnie niedługo wyfrunie z gniazda. Mój kolega wtedy też. On po prostu dokonał wyboru, Podjął decyzję. Z uwagi, jak sądzę na dziecko i pewnie z innych, tylko Jemu wiadomych powodów, nie wysiadł z tego tramwaju. Ty też musisz podjąć decyzję, dokonać wyboru. Inne Panie też. Czasem jest tak, że przegapia się przystanek, a wtedy to już nie tak łatwo wysiąść ;-)))) Wtedy pozostaje dobra mina do złej gry. Wbrew temu co sądzi Majki i inni zwolennicy twardych zasad, życie nie jest czarno-białe. Wiem to , bo też je wyznawałem ; -))))
inez11 napisał/a:stokrotka.s napisał/a:partner nawet razu nie zadbał o moją przyjemność do końca...
stokrotka.s napisał/a:przestałam się tym przejmować, że nie ma zbliżeń, bo właśnie tak jak napisałeś, nie mam na to ochoty bo nie czerpię z tego żadnej przyjemności! Partner jak coś to na szybko, dojdzie i koniec, jego przyjemność spełniona.. a ja pozostawiona sama sobie i tak od baaardzo baaaaardzo dawna...
Jakbym o sobie czytała, słowo w słowo! Jezu, czemu inni faceci jakoś potrafią zadbać o przyjemność kobiety, a inni mają to bardzo głęboko w d.....? Mój też: szybko, szybko, zabójcze tempo, zero pieszczot oralnych czy ręką, jak sobie pomyślę, że miałabym na niego po raz setny "wchodzić" i robić wszystko sama, a ten zadowolony, to za przeproszeniem - rz......ć się chce...
Jeśli chodzi o seks, to pozostał mi już tylko autoerotyzm... Jestem w szoku, jakie odjechane orgazmy potrafię sobie sama dać
Inez, teraz to z kolei jakbym ja czytała swoje słowa! Twój opis 'sytuacji' no wypisz, wymaluj... eh
gwiazdowa napisał/a:stokrotka.s napisał/a:ale tutaj jest ten problem, że brakuje tej swobody.. żadną rozmową tego nie przywróce, tym bardziej, nawet w innych sprawach, że to ja zawsze coś proponuje, organizuje, żeby urozmaicić, ożywić, a on zawsze odwleka wszystko albo mówi nie i robi po swojemu nie patrząc na mnie... co raz częściej mu o tym mówię, ale on zaprzecza, że tak nie jest i błędne koła się zamyka.. nie umiem dotrzeć do niego tak, żeby zobaczył problem moimi oczami...
W 100% się z tym zgadzam! Brakuje swobody. Jak zaczynam z moim partnerem temat związany z seksem to jest speszony jak 12-latek podczas rozmowy o seksie z mamą. Co z tego, że jestem chętna próbować nowych rzeczy w łóżku, co z tego, że proponuję nowe miejsca, pozycje, stroje, jeśli on skwituje to słowami: jak chcesz, a i tak zrobi swoje. On problemu nie widzi. Wszyscy radzą, że rozmowa jest najważniejsza, tylko co mi po tej rozmowie, skoro to ja sobie pogadam, powiem wszystko co czuję, a on podsumuje to słowami, że problemu nie ma bo przecież on się chce kochać (!!!). Kiedyś było odwrotnie, to on zaczynał rozmowy o naszych fantazjach, potrzebach, przeglądaliśmy razem allegro szukając nowych gadżetów. Nigdy nie odmówiłam mu seksu, nigdy nie było sytuacji żebym nie zgodziła się na jakiś jego pomysł. Więc co się nagle zmieniło?
Wpadam już w paranoje, sny i myśli erotyczne są u mnie na porządku dziennym. Miałam myśli żeby kupić jakieś tabletki na potencje i dorzucać mu do napoju (!). Starałam się wzbudzić w nim zazdrość, grozić odejściem, płakać. Efektów zero. Skoro twierdzi, że mnie kocha to dlaczego nie próbuje czegoś zmienić, nie pójdzie do lekarza, nie porozmawia ze mną o problemie.
W ten weekend byliśmy u znajomych. Wróciliśmy lekko podpici. Ja jak codziennie miałam mega ochotę na niego więc zaczęłam go całować, dotykać. On udawał głupiego i leżał jak kłoda, w końcu zapytał co ja robię. To mówię mu, że chce się z nim kochać i dodałam jeszcze trochę pikantnego opisu co chcę z nim zrobić. A on na to, że nie ma prezerwatyw. Więc mu mówię żeby poszukał to na pewno jakieś znajdzie, on się dalej upiera przy swoim. W końcu wpadłam w taki szał, wstałam z łóżka, otworzyłam szafkę i zaczęłam rzucać w niego tymi prezerwatywami. Nie pamiętam kiedy ostatnio byłam taka wściekła, nerwy mi puściły na całej linii bo znowu głupia zmyślona wymówka, a on biedny przecież tak by się chciał kochać.my może żeśmy aż tak swobodni nie byli na początku w tym temacie ale może dlatego, że szybko zdążył przeminąć
ale na samym początku problemu nie miał by np pisać o sprośnych rzeczach... a później, spłoszony i zawstydzony i jak to stwierdził woli działać niż rozmawiać (haha dobre, nie?)
a jak zareagował, jak się tłumaczył, po tym ataku prezerwatywami? ja miałam też 'ciekawą' przygodę z gumkami.. jak byliśmy w sklepie (z pół roku temu) chciałam kupić, zaproponowałam żebyśmy wybrali jakie itd, usłyszałam, że nie, nalegałam -nie, przypomniałam że już tabletek nie biorę - nie. OK. wróciliśmy, minęły może ze 2 godz i się dobiera do mnie... po pierwsze byłam w szoku, po drugie spytałam czemu nie chciał kupić skoro miał ochotę... odpowiedź? NIE WIEM, NIE POMYŚLAŁEM (wtf?!)... no bez sensu w ogóle... no ale ok.. chciałam chociaż skorzystać jakoś już z tej sytuacji - przecież są inne sposoby jeszcze (:D) no ale już nie chciał... więc chyba zrobił to celowo, żebym widziała że chciał - no ale siła wyższa uniemożliwiła.. ręce mi opadły...
truskaweczka19 napisał/a:paulina20 napisał/a:A czy to nie świadczy o tym, że po prostu mu nie zależy na związku?
No właśnie, od dawna o tym pisze. Stokrotka jest 2 lata w związku, a seksu prawie wcale nie było, tylko parę tygodni, czułości praktycznie brak, no to sama powiedz paulino20 jaki sens związku?
Teraz jak to przeczytałam widzę, że źle to ujęłam... chodziło mi o płaszczyznę związaną z jakkolwiek rozumianą intymnością / bliskością... czyli to co ciągle tu wałkuje... pomijając tą kwestię troszczy się, wspiera, pomaga, jest zawsze gdy potrzeba... I wiem truskaweczko że już tyle czasu o tym wszystkim piszesz mi
pamiętam każdy post
ale widzisz, ja z początku też sobie nie wyobrażałam tkwić w czymś takim, ale z czasem jest coraz trudniej a tym bardziej rozstać się przez seks... i nie zrobię tego dopóki nie zrozumiem o co chodzi w tym paradoksie... a może wina leży jakimś cudem po mojej stronie? daje jeszcze czas żeby wiedzieć, że starałam się zrozumieć i robiłam wszystko żeby znaleźć przyczynę i rozwiązanie... więc czas pokaże co będzie dalej.. zresztą kilka miesięcy temu bardzo dokładnie i dosadnie mu powiedziałam, że jak to się wszystko nie zmieni i nie będzie normalnie to po prostu nasz związek umrze śmiercią naturalną i tyle... póki co jakieś drobniutkie zmiany widzę, ale czy będzie ich więcej, czy będą na dłuższą metę.. okaże się
Yarek48, ja jakoś sobie nie wyobrażam dostać przyzwolenie i lecieć do innego... jakoś tak nie w moim stylu to... no chyba, że razem z partnerem - wtedy ewentualnie jestem otwarta na propozycje...
no ale do tego i tak nie dojdzie ;D
Chciałabym, któregoś dnia się obudzić i nie myśleć o tym wszystkim, nie mieć tego problemu... a obecnie budzę się po bardzo nieprzyzwoitych snach i jestem jeszcze bardziej tym sfrustrowana! Albo czasem zdarza się, że nawet w śnie partner nie chce, no horror no!
inez11, no fakt, jak jest słaby seks, to wiadomo, że wtedy można woleć masturbację. Jednak jakbyś miała świetny seks, to raczej wolałabyś seks ![]()
Wiem stokrotko, ale Ty przypomnij mi jak już dochodzi raz na parę miesięcy do tego seksu to z czyjej inicjatywy? Jak z jego, to i tak kiepsko, bo i tak to jedynie raz na parę miesięcy, ale zapomniałam tutaj, więc pytam.
No i ja to wszystko wiem, wiem, że chcesz wiedzieć o co chodzi. Dobrze pamiętam, że ogólnie nie ma u Was czułości, w sensie czułych słów, przytulenia, całusa itp? Ok, rozumiem, że Cię wspiera, ale wspierać może też kolega, więc to też nie do końca związkowe. Był kiedyś na netkobietach wątek dziewczyny, która była w związku 4 lata, zero seksu, po czasie niby okazało się, że ma wirus HIV, ale odciął się od niej, nie chciał związku, tak jakby przez chorobę uznał, że nie powinien być w związku.A jak był z nią, to czynami faktycznie okazywał jej miłość, robił super niespodzianki, przyjeżdżał do niej wiele kilometrów itp. No, ale u Was no to ja wątpię, że to to. A Ty się męczysz i nie przybliżasz do powodu, widzisz, on widzi jak to na Ciebie wpływa, a i tak tak jest
Wiele razy pamiętam mówiłaś mu, że odejdziesz, potem niby były zmiany, ale minimalne i na krótko, więc widzisz wydaje mi się, że te słowa na niego nie działają. A jak z Waszymi planami na przyszłość? Czy rozmawiacie o tym, czy Twój facet pokazuje, że chce, byście byli już zawsze razem? Czy po prostu pokazuje, że chce być z Tobą, zamieszkać potem razem itp? Ja jestem z facetem ponad 5 lat i jeszcze nas na to nie stać, ale czynimy kroki i jak będzie nas stać, to na pewno już zamieszkamy razem itp, rozmawiamy o tym i staramy się, dążymy do tego ![]()
Ze sferą seksualną u nas akurat było super od początku i nadal jest. Nie zawsze seks jest często, czasem tydzień nie ma, ale to dlatego, że nie mieszkamy razem i nie zawsze jest. No, ale to i tak ładna częstotliwość. Mój facet tylko na początku związku np jak się kochaliśmy, to potem mimo, że nie doszłam i wiedział o tym, to nie dotykał mnie nic. Ja w końcu powiedziałam mu, że jak to tak zostawia mnie bez zaspokojenia, czemu nie spróbuje doprowadzić mnie jeszcze palcami do orgazmu, nie mówię, że musi być orgazm, ale żeby po prostu starał się
Wtedy się wkurzyłam
No, ale wyjaśnił mi, że jestem jego pierwszą parrtnerką- tzn miał kiedyś seks, ale to jako 12 latek z koleżanką, bardzo dawno
Ja też wcześnie jako 15 latka pierwszy raz z byłym i potem byliśmy dalej razem, współżyliśmy. No i faktycznie zrozumiałam, że mój facet po prostu nie wiedział co robić, nie miał doświadczenia, więc sądził, że jak on już doszedł, to ok. No, ale jak mu to powiedziałam, to już zawsze po seksie (bo jednak zwykle dochodzę łechtaczkowo) doprowadzał mnie do orgazmu i nadal doprowadza. Oczywiście nic już mu nie muszę mówić, powiedziałam wtedy raz i tyle, a od tej pory cały czas sam po swoim orgazmie doprowadza mnie palcami itp
Stara się, by było mi jak najlepiej podczas stosunku i po nim
Tak że super. A jak czasem dotyka mnie, ale jednak nie mogę dojść- bywa, to mówię "Kotku, jednak tym razem nie dojdę" i ok, tyle
No, ale zawsze stara się mnie doprowadzić, to jest najważniejsze. U nas ta jedna rozmowa pomogła i już zawsze się stara ![]()
P.S kasm, świetnie to napisałeś. Całkowicie się zgadzam. A i stokrotko, moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie szukasz winy w sobie. To on odtrąca Cię, nie chce podać powodu, Ty stawałaś na rzęsach, nie ma nic co mogłabyś jeszcze zrobić. Błędem jest szukać winy w sobie, podczas, gdy to on olewa Twoje potrzeby i zbywa Cię, nie chce powiedzieć czemu nie chce seksu.
Wbrew temu co sądzi Majki i inni zwolennicy twardych zasad
Twardych zasad? Dla mnie dochowanie wierności będąc z kimś w związku nie jest twardą zasadą, a czymś naturalnym. Ale spoko, Ty masz inne podejście ja to szanuje. Ja mam inne, też to uszanuj. Nie musimy sie zgadzać, w każdym aspekcie.
yarek48 napisał/a:Wbrew temu co sądzi Majki i inni zwolennicy twardych zasad
Twardych zasad? Dla mnie dochowanie wierności będąc z kimś w związku nie jest twardą zasadą, a czymś naturalnym. Ale spoko, Ty masz inne podejście ja to szanuje. Ja mam inne, też to uszanuj. Nie musimy sie zgadzać, w każdym aspekcie.
Oczywiście Majki, że masz rację....za 25 lat, ja ją będę miał...;-))))
kasm, każdy ocenia sytuację podług własnych doświadczeń. To, że Ty nie spotkałeś się z takimi - jak tu przedstawiane - sytuacjami, nie oznacza, że inni robią sobie "sztuczne" problemy. I owszem, pięknie napisałeś, aczkolwiek nazbyt idealistycznie to zabrzmiało... Ciekawe jakbyś pisał, gdybyś za żonę miał kogoś zrzędliwego, wiecznie naburmuszonego i wciąż krytycznie nastawionego wobec Ciebie? Być może też tu zabrałbyś głos, ale nie jako ktoś ...niepojmujący (jak teraz), że można nie mieć ochoty na zbliżenia z taką osobą, a ktoś szukający tu pomocy. Fakt, najprościej wówczas się rozstać, bądź - jak ktoś tu już zasugerował - poszukać rozwiązania na boku.
Zactuję tu Twoje słowa, które świadczą, że nie do końca chyba zrozumiałeś poruszany tu problem: "...Dla tego, jeśli cię ktoś źle traktuje, nie szanuje,nie docenia, poniża czy nie okazuje ci czułości, nie adoruje jako kobiety, i nie zaspakaja (nie lubię tego słowa) twoich erotycznych potrzeb, to po prostu nie umie cię kochać....".
Tu bardziej chodzi o to, że często ci "nie umiejący kochać" (jak sądzisz) są właśnie źle traktowani, nie doceniani i nie szanowani przez własne partnerki. Nawet można i taką refleksję tu odnaleźć w wypowiedzi ...zaniedbywanej kobiety czytając dokładnie wątek. A takie traktowanie partnera potrafi odbić się mocno nawet na pożądaniu. Może masz i monopol na "umiejętność" kochania, gratuluję. A może tą umiejętność posiadasz tylko dlatego, że Twoja partnerka to właśnie potrafi: szanować Cię, wspierać, doceniać i wywyższać ponad innych
Dobry punkt widzenia. Piszesz jak byś czytał Pawła Śląskiego " Hieny, modliszki, czarne wdowy. Jak zabijają kobiety". Tu raczej chyba nie o to chodzi ale na wszelki wypadek przytoczę cztery podstawowe aspekty kobiecego hienizmu wg. Śląskiego: krzywa morda (KM), tresura łóżkowa ( TŁ), fochy wobec partnera zwłaszcza w obecności osób trzecich, rozrzutność finansowa. Oczywiśie wystepowanie wszystkich 4 aspektów dotyczy hien najwyższego stopnia. Jedną z fundamentalnych cech jest też ASEKSUALNOŚĆ. I tu ciekawostka. Pań Paweł bowiem napisał jeszcze inną książkę pt. " Hiena męska czyli kurdupel " Tej jeszcze nie czytałem ale z pewnością będę. Choćby przez ciekawość czy owa aseksualność jest też atrybutem hien męskich ??? Dzięki temu wątkowi mam dodatkowy do tego bodziec. ;-))) Do przeczytania pierwszej bodźcem były moje przeszłe i są aktualne doświadczenia. Ale Drogie Panie powinny tą drugą książkę przeczytać KONIECZNIE !!! Być może pewne sprawy staną się dla nich bardziej zrozumiałe i być może zidentyfikują niektóre z atrybutów u swoich partnerów !!! Niestety, to całkiem prawdopodobne :-(((((
A może któryś z Panów pomoże mi znaleźć odpowiedź na pytanie dlaczego 26-letni facet nie ma W OGÓLE ochoty na seks po 1,5 roku związku (problem pojawił się już po niecałym roku bycia razem)? Zaznaczam, że wspomnianą wyżej 'hieną' nie jestem, dobrze dogadujemy się w innych sferach życia, zapewnia też, że kocha i wiem, że nie ma nikogo na boku. Nawet jeżeli uda mi się go nakłonić do zbliżenia to jest jakiś nieobecny, jakby nie czerpał z tego żadnej przyjemności. Na początku związku było inaczej - mówił, że seks jest dla niego bardzo ważnym elementem, non stop był niezaspokojony i nie mógł wytrzymać kilku dni bez seksu (teraz kochamy się co parę miesięcy).
Wróżenie z fusów. Nic nie piszesz o rozmowach z nim o tym.
Do lekarza na badania go wyślij bo to normalne nie jest. Pewnie coś mu sie poprzestawiało z hormonami albo coś i stracił "apetyt". Masz tu w dziale bliźniaczy temat tyle, że to 26- letnia kobieta nie potrzebuje seksu i dlaczego? Nie ogarniesz tematu.