kosmiczny nick napisał/a:lasouris napisał/a:Ma to sens, ale dobre relacje muszą trwać naprawdę długo i mieć trwały charakter, jeśli trzy dni jest dobrze, potem sprzeczka, dwa dni dobrze, sprzeczka - to nie zadziała. Żeby był efekt, muszą minąć tygodnie, albo nawet miesiące...
Dobrze napisane. Owszem, kiepska atmosfera, nastrój w domu taki, ze lepiej nie wracać - nagle odmiana, przyklejony uśmiech i wymuszone ciepło - i już oczekiwanie, że jak za dotknięciem różdżki "zadziała".
Dlaczego nad rzekami, jeziorami jest tylu wędkarzy od sobotniego świtu, mężczyzn? Wolą marznąć, "cierpieć" w takiej scenerii całymi dniami ...by uciec od gderających od samego rana żon 
To moja teoria...
A wracając do tematu: wymuszone "miłe" zachowania łatwo wyczuć. I jeśli taka maska, poza "kochającej, cudownej" zony szybko z błahego powodu odpada i pojawia się znów tamta rozeźlona - trudno się znów nabrać na taką przemianę... Dlatego naprawa po takich "akcjach" relacji wymaga czasu. A im wrażliwszy facet - tym dłużej...
Stokrotka.s - "mianowicie, no oczywiście mnie nie tknął, ale przed naszym spotkaniem pornole oglądał... Dowiedziałam się tego zupełnym przypadkiem ii jakoś pozbierać się nie mogę do tej pory, czuje się dosłownie.. zdradzona... ".
Pomyślałaś, że może w taki sposób chciał się ...nakręcić na Ciebie, pobudzić się, by "stanąć na wysokości zadania"? Wybacz, ale jeśli mu dosłownie wszystko "opada" (opadało) ze względu na Twoje zachowanie to trudno mu "na pstrykniecie palcem" momentalnie przeistoczyć się w takiego mężczyznę, jakiego chciałabyś mieć znów. Stąd może to posiłkowanie się czymś takim... Spójrz na to w taki sposób zamiast czuć się tak podle.
Może źle to wcześniej ujęłam, moje zachowanie nie jest sztuczne... nie przybieram żadnych masek. Z reguły jestem uśmiechnięta i wesoła, nie gram niczego, tylko po prostu z drugiej strony czuje w środku frustrację. Ale naprawdę bardzo rzadko to pokazuję.
I nie rozumiem czemu z reguły uważa się, że to przez kobietę facet tak się zachowuje... No nie potrafię tego pojąć... Ale po kolei:
"A wracając do tematu: wymuszone "miłe" zachowania łatwo wyczuć. I jeśli taka maska, poza "kochającej, cudownej" zony szybko z błahego powodu odpada i pojawia się znów tamta rozeźlona - trudno się znów nabrać na taką przemianę... Dlatego naprawa po takich "akcjach" relacji wymaga czasu. A im wrażliwszy facet - tym dłużej..."
Moje zachowania nie są wymuszone, napisałam już wyżej troszkę dokładniej, bo wcześniej źle się wyraziłam...
Wszelkie swoje smutki trzymam w środku i na prawdę nikt z otoczenia nawet się nie poznał na tym, że tak cierpię. Po prostu odrzucam czarne myśli, szczególnie gdy widzę ukochanego i jestem jak najbardziej sobą przy nim. Już nie raz pisałam, uśmiech, żarty, rozmowa, wszystko jest idealne gdy się widzimy. Z reguły każdy mi mówi, że promienieję,że zarażam uśmiechem i wprowadzam dobry nastrój gdzie się nie pojawię.. więc coś w tym musi być
Czarne myśli wracają jedynie gdy jestem sama... No taka już jestem.. więc to co napisałeś powyżej tak naprawdę bardziej pasuje do lubego... to on raz tryska humorem a po chwili po prostu jest nie do życia, odechciewa mu się wszystkiego, brak mu chęci, zapału, później jest znów ok i tak w kółko, więc to prędzej ja nie nadążam za jego "akcjami".. Czasem nawet jak pytałam to sam przyznawał, że nie wie czemu tak ma ale nie przeze mnie... I tyle...
"Pomyślałaś, że może w taki sposób chciał się ...nakręcić na Ciebie, pobudzić się, by "stanąć na wysokości zadania"? Wybacz, ale jeśli mu dosłownie wszystko "opada" (opadało) ze względu na Twoje zachowanie to trudno mu "na pstrykniecie palcem" momentalnie przeistoczyć się w takiego mężczyznę, jakiego chciałabyś mieć znów. Stąd może to posiłkowanie się czymś takim... Spójrz na to w taki sposób zamiast czuć się tak podle."
Nie wiem czemu ciągle ktoś piszę, że przez moje zachowanie tak jest... napisałam jak jest i mówię, nawet sam partner czasem twierdził, że to nie moja wina, że on po prostu tak ma i nie wie czemu... I jemu tak na prawdę nic nie opada, więc takiego problemu nie ma.. problem leży gdzieś w nim, tylko nie wiem gdzie i jaki, więc na prawdę nie piszcie ciągle, że moje zachowanie jest karygodne i to dlatego wszystko jest takie jakie jest... przez ponad 2 lata, kilka razy podjęłam poważniejszą rozmowę na ten temat i to było by na tyle, więc przecież nie zrzędzę mu co chwilę. Też czasem myślałam, że może w ten sposób próbuje się nakręcić... No ale, sam kiedyś przyznał, że ogląda kilka razy w tygodniu, a mnie dotyka raz na kilka miesięcy, więc ciężko mi w to uwierzyć.. a druga sprawa pornole ogląda na kilka długich godzin przed naszym spotkaniem, więc raczej po takim czasie "naładowanie" ewentualne raczej znika...
I mam prośbę, może faktycznie nie widzę, tego co robię źle, z czym się źle zachowuje. Napiszcie mi co takiego złego jest w moim zachowaniu, że to tak podkreślacie? Może faktycznie gdzieś się pogubiłam i nie widzę tego obiektywnie... Dodam, że tylko tutaj tak biadolę sobie, bo chociaż tu mogę się wygadać i sobie ulżyć... Przy partnerze, nie gadam w ogóle o tym.. jedynie półtora tygodnia temu, to co wam pisałam a wcześniej w ubiegłe wakacje (2012!) pomiędzy tymi rozmowami zachowywałam się zupełnie normalnie, partner obiecywał, że popracuje nad sobą i tak czekam sobie i czekam....
I jeszcze jedno:
" lasouris napisał:
Ma to sens, ale dobre relacje muszą trwać naprawdę długo i mieć trwały charakter, jeśli trzy dni jest dobrze, potem sprzeczka, dwa dni dobrze, sprzeczka - to nie zadziała. Żeby był efekt, muszą minąć tygodnie, albo nawet miesiące..."
I tutaj ten paradoks, że my w ogóle się nie kłócimy/sprzeczamy. Sami czasem się z tego śmiejemy że jesteśmy dopasowani, zgodni i dogadani tak bardzo że po prostu u nas sprzeczek nie ma, bo nie ma o co w ogóle... (oczywiście pomijając sferę intymną, ale gdy o tym czasem zdarzy się ta rozmowa, też nie kończy się żadną sprzeczką, tylko rozmową skończoną obietnicą że będzie lepiej, całusem i bez zgrzytów) więc ja już na prawdę chyba zgłupiałam... pogubiłam się już w tym wszystkim.... Wy twierdzicie, że to przez moje zachowanie, pomyślę nad tym, ale dajcie jakieś wskazówki co mogę zmienić? Jak mogę jeszcze bardziej się dostosować do trybu życia partnera? I dlaczego to ja muszę 
Po namyśle, najpoważniejsza rozmowa była raptem półtora tygodnia temu, więc może faktycznie za szybko oczekuje wyników, zmiana to przecież etap długofalowy... więc może znów powinnam zacisnąć zęby i poczekać, miesiąc, dwa i wtedy ewentualnie zobaczyć w jaką stronę to wszystko zmierza... To że ja potrafiłam dla niego zmienić wszystkie swoje oczekiwania, nie znaczy, że on też tak potrafi... po prostu niedługo się okaże czy chciało mu się postarać dla mnie... I powiem wam, że do wczoraj trzymałam się dobrze, wiedziałam, że potrzeba czasu, że nie od razu będzie dobrze itd, rozumiałam to i byłam pełna optymizmu, tylko te pornole mnie tak rozbiły.. po prostu byłam chyba zazdrosna, że woli patrzeć na obce baby i się tym rajcować, niż mną... przecież nie pamiętam nawet kiedy to mnie widział w negliżu... po prostu boli i pękłam...