30lat i cały czas sam - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 … 466 467 468 469 470 … 478 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 30,356 do 30,420 z 31,049 ]

30,356

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Priscilla, które z dzisiejszych rozwiązań było konkretne? Chodzi właśnie o to, że jeszcze nie ma możliwości. By je mieć trzeba najpierw zacząć, a żeby zacząć trzeba wiedzieć co, gdzie i jak. Jeśli moje porównania są zbyt przesadzone to spróbuję innego, bardziej dopasowanego do tematu. To jakby powiedzieć komuś by zrobił w pracy coś konkretnego kiedy ten jeszcze nawet nie ma tej pracy. To o czym tu piszecie cały czas dotyczy czegoś co już się zaczęło i trwa jakiś czas, a ja piszę o czymś co się jeszcze nie zaczęło.

Shini, sam sobie zaprzeczasz. Piszesz, że "jeszcze nie ma możliwości", bo trzeba najpierw zacząć, ale jednocześnie odrzucasz każdą próbę zaczęcia, bo "nie wiesz jeszcze wszystkiego”. Tego NIE da się ze sobą pogodzić.

Idąc dalej - nikt nie oczekuje, że będziesz robił "coś konkretnego w pracy, której nie masz". To tylko Ty tak to odbierasz, pomimo że chodzi o pierwsze, niedoskonałe kroki, a nie o pełną wiedzę "co, gdzie i jak”. Tego nigdy nie wiesz przed startem, bo tego niemal zawsze dowiadujesz się w trakcie.

Rynek pracy nie działa tak, że najpierw dostajesz komplet informacji, instrukcję i gwarancję sensu, a dopiero potem robisz ruch. Działa dokładnie odwrotnie: robisz ruch z niepełną wiedzą, a reszta klaruje się po drodze. Jeśli czekasz na moment, w którym "wszystko będzie wiadomo”, to on po prostu nie istnieje.

Dążę do tego, że problemem nie jest to, że to "jeszcze się nie zaczęło”. Problemem jest to, że ustawiłeś sobie warunki startu, których nie da się spełnić, a potem używasz tego jako dowodu, że "nie ma możliwości”.
I dopóki będziesz trzymał się tej logiki, to rzeczywiście nie zacznie się nic i to nie dlatego, że nie ma pracy, ale dlatego, że każde wyjście z punktu zero uznajesz za niewarte podjęcia działania, a uznajesz je za takie, bo od razu na starcie nie jest punktem sto.

P.S.
Pytasz o konkrety - nie pisałam wyłącznie o dniu wczorajszym, choć i z tych ostatnich postów można sporo wyłuskać, a choć nie czytam wszystkiego, to wiem na pewno, że na przestrzeni ostatnich miesięcy dostałeś dziesiątki bardzo sensownych podpowiedzi i rozwiązań. Jeśli ich nie zauważasz, to to jedynie pokazuje, jak bardzo nie jesteś nimi zainteresowany z automatu wrzucając je na margines Twojej uwagi.

Zobacz podobne tematy :

30,357

Odp: 30lat i cały czas sam

Priscilla, wierz mi, że na prawdę staram się zrozumieć co masz na myśli. Zaprawdę ten temat pracy jest moją największą trudnością. Niewiele jest rzeczy, których nie ogarniam po zagłębieniu się w temat. Już wielokrotnie różni ludzie mi mówili, że jestem domyślny, szybko wyłapuję różne ukryte znaczenia czy jakieś drugie dno. W szkole byłem jednym z najlepiej wyłapujących "co autor miał na myśli". Byli nawet tacy, którzy mówili, że nadał bym się na detektywa albo policjanta kryminalnego. Czy na prawdę tak jest nie wiem i chyba nie mi to oceniać ale nawet jeśli faktycznie tak jest to tego co piszecie w kwestii pracy nie mogę ogarnąć.

Piszesz o pierwszych, niedoskonałych krokach i ja to rozumiem ale to przecież też dotyczy momentu już bycia w tej pracy. Oczywiście, że tego się nie wie przed startem i właśnie o to chodzi, trzeba zacząć, a ja cały czas piszę o momencie sprzed rozpoczęcia. Wiem, że gdyby już udało się zacząć czyli w tym przypadku mieć już tą pracę to dalej by jakoś poszło, zawsze idzie. Ja nie potrafię zacząć, a raczej nie wiem co zacząć.

Tak samo oczywiste jest to, że większość informacji, instrukcje, a już zwłaszcza to czy praca ma sens czy nie odkrywa się później, po jakimś czasie tej pracy. Tu znów mowa o etapie już po rozpoczęciu tej pracy. Nie chodzi o to, że nie ma tych wszystkich informacji na starcie tylko o to, że nawet nie wiadomo czego będą dotyczyć te informacje. Nawet na samym początku musi być cokolwiek. Nie mówię, że od razu informacje ale chociaż plotka, cokolwiek co określi o czym w ogóle szukać dalszych informacji.

Nie twierdzę, że w tej chwili nie tkwię w sytuacji kiedy, warunki startowe są niemożliwe do spełnienia. Jednak wciąż każdy kto choć raz w życiu pracował musiał skądś się dowiedzieć o tej pracy, gdzie i kiedy pójść oraz z kim porozmawiać. Przecież to chyba nie może być tak, że ktoś nawet się nie zastanawia nad tym co powinien robić tylko zgłasza się totalnie losowo do pierwszego lepszego ogłoszenia i to się okazuje jego powołaniem i późniejszym celem istnienia. Może zdarzają się takie przypadki ale są raczej rzadsze niż wygrana w lotto. Co powoduje, że ktoś decyduje się na taką, a nie inną pracę jeśli ten ktoś nie ma jasno określonych umiejętności czy predyspozycji, które pokazały się już w szkole? Jeśli ktoś w szkole był uosobieniem przeciętności i w niczym nie był dobry to jak miałby się dowiedzieć co powinien robić? Można próbować różnych opcji ale przecież nikt nie wytrzyma całego życia robiąc coś czego nie lubi.

Pamiętam, że były kiedyś konkrety w postaci linków do ogłoszeń z jakiejś wiochy na Śląsku. Powiedz mi jedno, czy w pracy nie chodzi o rozwój? Oczywiście jeśli ktoś nie ma kredytu czy długów. Pracy na warunkach podobnych do obecnych mógłbym znaleźć sporo w ciągu godziny i to niedaleko od domu. Już pisałem, że jeśli nie wymyślę nic konkretnego to zostaje tylko mac albo jakiś magazyn znów za minimalną. Na prawdę nie rozumiem jaki byłby sens w tym żeby iść z jednego januszexa do drugiego i mieć tam to samo. Zmieniłoby się dosłownie tyle, że musiałbym dalej dojeżdżać. Perspektyw rozwoju i zarobków umożliwiających to czego potrzebuję teraz najbardziej wciąż by nie było. Czy to jest w ogóle możliwe by z moimi studiami i doświadczeniem jedynie w pracy fizycznej znaleźć pracę, która umożliwiłaby w niedalekiej przyszłości rozwój do takiego poziomu?

30,358 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-01-01 23:40:59)

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Nie twierdzę, że w tej chwili nie tkwię w sytuacji kiedy, warunki startowe są niemożliwe do spełnienia. Jednak wciąż każdy kto choć raz w życiu pracował musiał skądś się dowiedzieć o tej pracy, gdzie i kiedy pójść oraz z kim porozmawiać. Przecież to chyba nie może być tak, że ktoś nawet się nie zastanawia nad tym co powinien robić tylko zgłasza się totalnie losowo do pierwszego lepszego ogłoszenia i to się okazuje jego powołaniem i późniejszym celem istnienia. Może zdarzają się takie przypadki ale są raczej rzadsze niż wygrana w lotto. Co powoduje, że ktoś decyduje się na taką, a nie inną pracę jeśli ten ktoś nie ma jasno określonych umiejętności czy predyspozycji, które pokazały się już w szkole? Jeśli ktoś w szkole był uosobieniem przeciętności i w niczym nie był dobry to jak miałby się dowiedzieć co powinien robić? Można próbować różnych opcji ale przecież nikt nie wytrzyma całego życia robiąc coś czego nie lubi.

Dziś jest taki ogrom możliwości, że jeśli ktoś twierdzi, że nie wie, jak szukać pracy, to znaczy, że bardzo nie chce jej znaleźć.

Zadam Ci tylko trzy proste pytania (zaledwie trzy, choć uwierz, że mogłabym tu wrzucić całą listę):
* masz profil na Linkedin?
* korzystałeś z pomocy doradcy zawodowego?
* byłeś choć raz na którejś z facebookowych grup, na których wrzuca się swoje CV z pytaniem, co mógłbyś robić z takim wykształceniem i/lub doświadczeniem albo samemu określa się zakres możliwości i prosi o oferty?

Niech zgadnę: wszystkie trzy odpowiedzi to "nie". I jeśli tak, to o czym my w ogóle mówimy? W moim odczuciu po prostu siedzisz i czekasz na mannę z nieba.

30,359 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2026-01-02 01:53:11)

Odp: 30lat i cały czas sam
Priscilla napisał/a:

Dziś jest taki ogrom możliwości, że jeśli ktoś twierdzi, że nie wie, jak szukać pracy, to znaczy, że bardzo nie chce jej znaleźć.

Zadam Ci tylko trzy proste pytania (zaledwie trzy, choć uwierz, że mogłabym tu wrzucić całą listę):
* masz profil na Linkedin?
* korzystałeś z pomocy doradcy zawodowego?
* byłeś choć raz na którejś z facebookowych grup, na których wrzuca się swoje CV z pytaniem, co mógłbyś robić z takim wykształceniem i/lub doświadczeniem albo samemu określa się zakres możliwości i prosi o oferty?

Niech zgadnę: wszystkie trzy odpowiedzi to "nie". I jeśli tak, to o czym my w ogóle mówimy? W moim odczuciu po prostu siedzisz i czekasz na mannę z nieba.

Może to cię zaskoczy ale nie zgadłaś, nie w pełni.

Na Linkedin nie, mam na Pracuj.pl. Zresztą samo stworzenie konta to raczej chwila roboty. Mogę to zrobić jutro, a w zasadzie już dziś. Nie wiem tylko jeszcze w czym samo stworzenie konta miałoby pomóc ale może się dowiem. W końcu nawet mając konto trzeba wiedzieć czego szukać i co wpisać w wyszukiwarkę.

Kiedyś już byłem u doradcy ale wtedy tego nie dokończyłem bo cena mnie zaniepokoiła. Teraz mam trochę więcej oszczędności i teraz już wczoraj znalazłem kilka opcji więc podzwonie w ciągu dnia.

Od dawna nie korzystam z Facebooka i wolałbym do tego nie wracać, ma na mnie bardzo zły wpływ. Poza tym nawet nie wiedziałem, że takie grupy istnieją. Zastanawialem się bardziej nad poszukaniem jakiegoś forum dotyczącego pracy i spróbowania tam. Jeśli tylko uda się pokonać ten paraliżujący lęk, z którym nawet terapeutka jeszcze nie wie co zrobić to do końca tego tygodnia może się uda zrobić jakiś krok naprzód.

30,360 Ostatnio edytowany przez blueangel (2026-01-02 02:54:33)

Odp: 30lat i cały czas sam

Shini twierdzisz, ze niedlugo konczy ci sie praca. to co zlego nawet w takim macu? wyplata jest? jest. chyba lepiej to niz zostac calkowicie bez pracy. i co to za twierdzenie, ze praca nie wpada losowo? przeciez kazda prace znajduje sie w taki sposob, ze przegladasz aktualne ogloszenia. to, co jest na rynku. moze zacznij od tego? zobacz co jest, co by cie z tego, co jest, interesowalo, mniej wiecej sie lapiesz kwalifikacjami, slij cv i tyle. skoro nie znasz konkretnego kierunku to popatrz, co w ogole jest w puli i wybierz z tego. mieszkasz w okolicach stolicy, nie na jakims zadupiu. co mialby powiedziec ktos w jakiejs dziurze, od ktorej nawet do wiekszego miasta daleko. a na dodatek niemobilny. ludzie sa w roznych sytuacjach, ty choc jestes niezalezny. nie masz dziecka, ktorym musisz sie opiekowac, odbierac itd, nie masz rodzicow, nad ktorymi sie juz musisz opiekowac, nie masz choroby itd itp nie twierdze, ze jest latwo, ale inni maja gorzej i tez musza sie odnajdywac.

30,361 Ostatnio edytowany przez blueangel (2026-01-02 03:21:34)

Odp: 30lat i cały czas sam

a z tym sylwkiem- poszukaj sobie kolegi. zeby nie uzalezniac calego swojego szczescia czy czasu wolnego czy wyjscia jedynie od tego, czy masz dziewczyne czy nie i czy nie wyjedzie do rodziny. ja nie mam chlopaka i nie bylo mi to potrzebne, aby wyjsc na najwieksza impre w regionie. malo tego, wykruszyla mi sie kolezanka na kilka godz przed sylwkiem. co zrobilam? poszlam z inna kolezanka. a tam jak to na imprezach nieograniczone mozliwosci popoznawac nowe osoby. przynajmniej jak jestes dziewczyna to mozna chyba narzekac, ze az za duzo,a le nawet facetom to chyba latwo przychodzi. o wiele lepiej niz wirtualnie.
takze znajdz jakis znajomych. nawet na spotted mozna bylo dodac posta, bo bankowo nie tylko ty siedziales w domu, ale wiecej jest ludzi, co chcialoby wyjsc, a nie mialo z kim, a nawet cos juz robilo, a fajniej by bylo, jakby ktos jeszcze dolaczyl. mi nawet na fejsie wyswietlil sie post na jakiejs grupie, ktorej czlonkinia nawet nie jestem, ze ktos jest samotny w SWIETA i moze ktos tez i mozna by spedzic RAZEM. nawet nie wiesz ile komentow sie pojawilo, ze tez. choc to nie byla jakas lokalna grupa tylko na cala Polske, co mogloby byc utrudnieniem, ale i niektorzy nawet byli gotowi na wyjazd do kogos innego. to ostatnie to chyba nawet starsza/ w srednim wieku pani do innej pani.

nwm moze ja mam zbyt lekkie podejscie co do nawiazywania znajomosci w odroznieniu do ludzi w moim wieku, bo jestem singlem, dzieciaka mam odchowanego, wiec korzystam z zycia, poznaje ludzi, wychodze, ale jestes jeszcze mlody, a nie jakims zgredem,a siedzisz w domu. nowy rok, postaw sobie za cel nie na miesiac tylko caly rok znalezienie pracy, znalezienie znajomych i na koniec moze bedziesz mial kolejny sukces. dziewczyny tez nie znalazles w jeden dzien, ale znalazles. daj sobie rok i probuj przez nastepne 50+ tygodni.

30,362

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Na Linkedin nie, mam na Pracuj.pl. Zresztą samo stworzenie konta to raczej chwila roboty. Mogę to zrobić jutro, a w zasadzie już dziś. Nie wiem tylko jeszcze w czym samo stworzenie konta miałoby pomóc ale może się dowiem. W końcu nawet mając konto trzeba wiedzieć czego szukać i co wpisać w wyszukiwarkę.

Profil na LinkedIn ma zupełnie inny cel niż konto na Pracuj.pl i nie należy ich ze sobą porównywać. Bardzo świadomie zapytałam o to pierwsze.

30,363

Odp: 30lat i cały czas sam

Nawet jakbyś te frytki sprzedawał, to zobaczysz, że da się coś ruszyc, odmulisz się. Zmienisz pracę raz, to i drugi będzie łatwiejszy. Teraz to pewnie na olx najwięcej ofert bez wygórowanych wymagań. Jak już znajdziesz to będziesz się śmiał czemu tak długo się za to zabierałes i ile czasu poszło na narzekanie.

30,364

Odp: 30lat i cały czas sam
Rumunski_Zolnierz napisał/a:
Shinigami napisał/a:

Jakich tych gigantów widujesz na rozmowach o pracę?


Kiedyś do naszego biura przyszła babka z innej zaprzyjaźnionej firmy, która zajmuje się rekrutowaniem ludzi na stanowiska.
I nie do pracy w fast food czy na magazynie, a do pracy biurowej, gdzie trzeba umieć chociaż troszeczkę myśleć.

Mówiła, że znalezienie pracownika to jest jakiś horror.
W ogłoszeniu o pracę mają wpisane jakieś tam wymagania ale jak przychodzą kandydaci na rozmowę, to jedyne czego ona oczekuje to żeby kandydat umiał przynajmniej składać poprawnie zdania.

Po prostu takie tumany przychodzą (i to po studiach), że znalezienie normalnego pracownika to był horror.

Ta, ale jak już przychodzą kandydaci spełniający wymagania i potrafiący się wypowiadać, to jakoś nie chcą ich zatrudnić xd

30,365

Odp: 30lat i cały czas sam
blueangel napisał/a:

Shini twierdzisz, ze niedlugo konczy ci sie praca. to co zlego nawet w takim macu? wyplata jest? jest. chyba lepiej to niz zostac calkowicie bez pracy. i co to za twierdzenie, ze praca nie wpada losowo? przeciez kazda prace znajduje sie w taki sposob, ze przegladasz aktualne ogloszenia. to, co jest na rynku. moze zacznij od tego? zobacz co jest, co by cie z tego, co jest, interesowalo, mniej wiecej sie lapiesz kwalifikacjami, slij cv i tyle. skoro nie znasz konkretnego kierunku to popatrz, co w ogole jest w puli i wybierz z tego. mieszkasz w okolicach stolicy, nie na jakims zadupiu. co mialby powiedziec ktos w jakiejs dziurze, od ktorej nawet do wiekszego miasta daleko. a na dodatek niemobilny. ludzie sa w roznych sytuacjach, ty choc jestes niezalezny. nie masz dziecka, ktorym musisz sie opiekowac, odbierac itd, nie masz rodzicow, nad ktorymi sie juz musisz opiekowac, nie masz choroby itd itp nie twierdze, ze jest latwo, ale inni maja gorzej i tez musza sie odnajdywac.

Nie od dziś wiadomo, że spora część tych ogłoszeń jest fikcyjna i ma na celu wyłącznie zbieranie danych. Ja akurat szukam pracy (w sensie mam pracę, ale chcę ją zmienić) i tylko jedna firma faktycznie się odezwała, choć ostatecznie mnie nie zatrudniła, mimo spełniania wszystkich wymagań. Oprócz tego dostawałem telefony, gdzie odzywał się tylko robot z tekstem w stylu "widzieliśmy twoje cv".

30,366

Odp: 30lat i cały czas sam

blueangel, to na pewno lepsze niż zostać całkowicie bez pracy ale wciąż nie rozwiązuje moich problemów. Jak już pisałem byłoby to przedłużenie tego co miałem do tej pory. Nie jestem już najmłodszy i wolałbym uniknąć pchania się w to od czego zaczynają dzieciaki prosto po maturze. Już jest bardzo późno by dopiero zaczynać robienie jakiejś kariery i tak na prawdę właśnie to najbardziej wkurza w tej niewiedzy. Wiem, że mam możliwości większe niż mnóstwo ludzi choć moim zdaniem mieszkam na zadupiu, które znajduje się na obrzeżach Warszawy.

Z sylwkiem to już lekko spóźnione ale masz rację. Większość mojego życia poza pracą i domem była wręcz uzależniona od dziewczyny. Kiedy ta zniknęła zostałem niemal całkowicie sam. Niemal bo przecież wciąż mam dwóch kolegów i jedną koleżankę. Tyle tylko, że w dni takie jak omawiany oni zwykle mają już swoje sprawy. Zawsze mnie to zadziwia i nie wiem czy kiedykolwiek będę zdolny do tak szybkiego i tak prostego nawiązywania kontaktów. Iść gdzieś z totalnie nieznajomymi ludźmi wydaje mi się na tyle nierealne, że nawet o tym nie pomyślę. Nie czuję się młody, ani trochę. Mam kilka pomysłów gdzie i w jakich okolicznościach poznać nowych ludzi. Miałem je od dawna i jak dotąd nie udało mi się ich wdrożyć. Już nie wiem co robić w tej kwestii.

strarzak sam, odmulenie bardzo by mi się przydało. Właśnie po to najbardziej potrzebuję wyprowadzki od rodziców i usamodzielnienia się. Muszę mieć mniej czasu na siedzenie przed komputerem. Wątpię by sprzedając frytki to się udało ale może masz rację.

30,367 Ostatnio edytowany przez blueangel (2026-01-03 02:35:49)

Odp: 30lat i cały czas sam

ja tez zaczelam "od nowa" po przekroczeniu 30tki.
zrob jakis kurs albo polukaj oferty pracy w necie. jest nowy rok to moze sprzyja poszukaniu czegos teraz, wiesz nowe postanowienia, moze sa ludzie, ktorzy chca nowy rok nowe zycie nowa praca i pozwalniaja sie jakies wakaty. nwm jak sprawa wyglada z urzedem pracy czy oni w takiej sytuacji tez pomagaja. moze warto sie przejsc i dowiedziec? poza tym tam tez pewnie sa jakies oferty pracy.

jesli nie znajdziesz nic interesujacego to wez narazie tego maca. nie musisz tam nawet dlugo pracowac. bd mial poprostu kilka miesiecy na luzie na "polowanie" bez martwienia, co bd jadl. moze zapoznasz nowego kolege studenta i po zmianie pracy znajomosc przetrwa? studenci zazwyczaj lubia wychodzic smile kurs- dokladnie to samo.  nie zawsze wypali, ale zawsze jest mozliwosc. wymienisz sie nr, popiszesz o duperelach, ustawisz na piwko i pojdzie z gorki.

30,368

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

odmulenie bardzo by mi się przydało. Właśnie po to najbardziej potrzebuję wyprowadzki od rodziców i usamodzielnienia się. Muszę mieć mniej czasu na siedzenie przed komputerem.


Shini, to siedzenie przed komputerem jest przede wszystkim w Twojej głowie.
Rodzice nie wymuszają tego na Tobie, sam to sobie robisz. Tak samo mógłbyś to sobie robić mieszkając osobno.

30,369

Odp: 30lat i cały czas sam
blueangel napisał/a:

ja tez zaczelam "od nowa" po przekroczeniu 30tki.
zrob jakis kurs albo polukaj oferty pracy w necie. jest nowy rok to moze sprzyja poszukaniu czegos teraz, wiesz nowe postanowienia, moze sa ludzie, ktorzy chca nowy rok nowe zycie nowa praca i pozwalniaja sie jakies wakaty. nwm jak sprawa wyglada z urzedem pracy czy oni w takiej sytuacji tez pomagaja. moze warto sie przejsc i dowiedziec? poza tym tam tez pewnie sa jakies oferty pracy.

jesli nie znajdziesz nic interesujacego to wez narazie tego maca. nie musisz tam nawet dlugo pracowac. bd mial poprostu kilka miesiecy na luzie na "polowanie" bez martwienia, co bd jadl. moze zapoznasz nowego kolege studenta i po zmianie pracy znajomosc przetrwa? studenci zazwyczaj lubia wychodzic smile kurs- dokladnie to samo.  nie zawsze wypali, ale zawsze jest mozliwosc. wymienisz sie nr, popiszesz o duperelach, ustawisz na piwko i pojdzie z gorki.

Kiedy kobieta robi coś takiego to zawsze jakoś lepiej wygląda niż kiedy robi to mężczyzna. Możesz mieć rację z tym zwalnianiem miejsc. Martwi mnie tylko to, że praktycznie każdy kogo kiedykolwiek pytałem jak wygląda zatrudnienie nowych osób odpowiadał tak samo. Że wstawiają ogłoszenia bo muszą, a tak na prawdę nikt nawet nie czyta tych CV i zatrudniają tylko po znajomości. Słyszałem to samo od kilkunastu różnych osób pracujących każdy gdzie indziej. Nad urzędem też zacząłem się zastanawiać. Ci ciekawe mój kolega właśnie tak zdobył pracę. Zarejestrował się jako bezrobotny, oni mu dali pracę i siedzi w niej już z 10 lat, narzeka tylko trochę. Inna sprawa, że on miał jeszcze mniejsze możliwości niż ja teraz bym miał.

Ten mac to był tylko taki najprostszy przykład, chodziło ogólnie o pracę na takim poziomie. O jedzenie i tak nie musiałbym się martwić, przynajmniej na tyle na ile starczyłoby mi oszczędności. Poznanie kogoś na dłuższą znajomość byłoby raczej mało prawdopodobne. Przypominam, że prawdziwym cudem było dla mnie odezwanie się choć słowem do wtedy jeszcze nieznajomej dziewczyny. W praktyce pewnie wyglądałoby to tak, że nawet idąc do nowej pracy minęło by kilka miesięcy zanim poznałabym imiona współpracowników, a nawet to byłoby zapewne wymuszone przez różne sytuacje w pracy. Dodatkowo jeszcze do mnie nikt nigdy nie zagaduje pierwszy.

Prawdę mówiąc to pod takimi względami jesteśmy z tą dziewczyną bardzo podobni. I to niestety podobni w niezbyt pozytywnym sensie. Oboje chcielibyśmy podobnych rzeczy i oboje nie możemy sobie ich dać bo sami nie mamy.

Muqin napisał/a:

Shini, to siedzenie przed komputerem jest przede wszystkim w Twojej głowie.
Rodzice nie wymuszają tego na Tobie, sam to sobie robisz. Tak samo mógłbyś to sobie robić mieszkając osobno.

To prawda ale obawiam się, że jest w tej głowie już zbyt głęboko. To już jest zbyt silne uzależnienie by dało się sobie z tym poradzić bez żadnych czynników zewnętrznych. Czuję się już zbyt źle, zarówno psychicznie jak i fizycznie. Przez prawie całe święta w ogóle nie wychodziłem z domu. Przez większość tego czasu siedziałem przed komputerem. Sam to sobie tłumaczyłem tym, że w ten sposób zagłuszam myśli o braku dziewczyny. Czuję się coraz bardziej jak zombie, jest coraz gorzej i coraz częściej zaczynam mieć myśli, że jak tak dalej pójdzie to dosłownie się wykończę. Nie mieszkając z rodzicami po prostu nie miałbym tyle czasu by siedzieć przed komputerem. Byłoby nieporównywalnie więcej rzeczy do zrobienia i ogarnięcia, a sama zmiana otoczenia już byłaby dużą pomocą. Jest jeszcze opcja pobytu w ośrodku dla uzależnionych ale tego rodzaju uzależnień nie ma na NFZ, a prywatnie to koszt rzędu kilkunastu tysięcy.

30,370 Ostatnio edytowany przez blueangel (2026-01-03 17:39:28)

Odp: 30lat i cały czas sam

To prowadz smalltaki w pracy, nikt ci nie zalepil ust. Od pogody do co tam w weekend sie robilo. Jak chcesz cos zmienic to musisz wlozyc jakis wysilek, a nie sie lenic. Po krotkim czasie sie orzyzwyczaisz i bd ci przychodzilo z latwoscia. Z mrukami dziwisz sie ze ktos nie chce sie zakolegowac? Bo przez to bankowo robisz wrazenie asympatycznego i zadzierajacego nosa, co nie chce sie zadawac z plebsem. Tak to z boku jest odbierane to i nikt cie nie zagaduje, skoro sam tez tego nie robisz.

30,371

Odp: 30lat i cały czas sam

Stworzyłem konto na Linkedin I chyba zaczynam rozumieć o co chodzi, czemu akurat tam. Problem tylko w tym, że tu trzeba podać mnóstwo informacji. W połowie z nich nawet nie wiem co wpisać. "Na jakie stanowisko chciałbyś aplikować" itp. I tak jak mówiłem tu też jest wyszukiwania, w którą trzeba coś wpisać.

30,372 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-01-03 19:46:12)

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Nie mieszkając z rodzicami po prostu nie miałbym tyle czasu by siedzieć przed komputerem. Byłoby nieporównywalnie więcej rzeczy do zrobienia i ogarnięcia, a sama zmiana otoczenia już byłaby dużą pomocą.

A co Ci teraz przeszkadza ogarniać przestrzeń wokół siebie i zająć się tym, czym musiałbyś się zajmować mieszkając samemu? Nie wierzę, że jak weźmiesz do ręki odkurzacz albo robota kuchennego, to ktoś Ci będzie je wyrywać z ręki. Możesz po prostu wziąć na siebie część zadań, które teraz należą do mamy czy taty. 

Shinigami napisał/a:

Stworzyłem konto na Linkedin I chyba zaczynam rozumieć o co chodzi, czemu akurat tam. Problem tylko w tym, że tu trzeba podać mnóstwo informacji. W połowie z nich nawet nie wiem co wpisać. "Na jakie stanowisko chciałbyś aplikować" itp. I tak jak mówiłem tu też jest wyszukiwania, w którą trzeba coś wpisać.

A widzisz, cieszę się, że udało mi się odrobinę Cię zmotywować.
Teraz już mogę się przyznać, że bardzo celowo nie podałam Ci na tacy różnic między LinkedIn a Pracuj.pl, uznając, że może Cię to popchnie do ich poszukania, a jeśli nie, to trudno, Twoja strata.
Jak nie potrafisz wpisać konkretów, to wpisz ogólny zarys, ale zawsze jak najbardziej zgodny ze swoimi preferencjami. Opis stanowiska naprawdę nie musi być do bólu precyzyjny.

blueangel napisał/a:

ja tez zaczelam "od nowa" po przekroczeniu 30tki.

Jeśli miałabym odnieść się do siebie, to można powiedzieć, że "od nowa" zaczynałam czterokrotnie, bo za każdym razem wiązało się to z pełną zmianą branży. Tylko za pierwszym moja praca zgodna była z wykształceniem i podjętym wcześniej planem, wszystkie kolejne to zbiór zaistniałych, korzystnych dla mnie okoliczności.
Ja jednak jestem elastyczna, nie boję się wyzwań, a przy tym szybko się uczę, dlatego jeśli pojawia się możliwość, kalkuluję, że coś ma sens, to w to idę.

30,373 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2026-01-03 21:24:53)

Odp: 30lat i cały czas sam

Zawsze się zastanawiam, jak bardzo może się różnić życie, odnośnie wykonywania codziennych spraw w domu, między lokum dzielonym z rodzicami od tego, kiedy mieszka się samemu. Trzeba tak naprawdę unikać wszelkich możliwych zajęć w domu. Człowiek poza tym zwykle ma jeszcze jakieś zajęcia, obowiązki poza pracą i domem...
Czy Ciebie Shini coś w życiu cieszy i pasjonuje na tyle, żeby się tym zajmować, gdzie nie potrzebujesz mieć u swojego oku tej osoby(czyt. dziewczyny). Inaczej mówiąc, czy musisz cokolwiek wykonywać u jej boku, aby pozostać szczęśliwym? Skoro wspomniałeś, że wszystko się teraz właściwie wokół niej kręciło, to oznaczać może, że właśnie nie jesteś w stanie czuć się swobodnie sam ze sobą, nawet, jeśli będziesz mieć stałą partnerkę.
Jeśli chodzi o szukanie (lepszej) pracy, to akurat, poza Linkedin, specyficzne grupy na FB (dotyczące konkretnej branży), bywają niezwykle przydatne. Co więcej, sam fb, jako platforma komunikacyjna, świetnie służy do przeróżnej wymiany informacji, więc tutaj bym tego nie lekceważył.
W ten sposób zresztą, znajduję nowe zlecenia w mojej branży, która jest o tyle specyficzna, że jednak sporo ludzi z tego środowiska się zna dość dobrze wzajemnie, zatem wieści rozchodzą się lotem błyskawicy smile Tym sposobem, siedzę w swojej branży, zgodnej ze swoim wykształceniem, już od kilkunastu lat( z przerwą na pandemię).

30,374

Odp: 30lat i cały czas sam

Priscilla, w domu wszystko jest ogarnięte jeszcze zanim wstanę z łóżka. Rodzice nawet w dni wolne wstają o 6 rano. Musiałbym wstawać chyba o 5 żeby zdążyć zrobić coś przed nimi. Dla ciebie i innych osób z forum to może brzmieć absurdalnie ale mieszkając z rodzicami choćbym chciał robić coś więcej to po prostu nie ma jak. Oni tacy już są, jak się nic nie robi to gadają "Nic nie robisz i ja wszystko muszę robić", a jak już coś zacznę robić to jest "zostaw bo zepsujesz" itp. Tu nie ma miejsca na żaden rozwój ani nawet samodzielność.

Z tym Linkedin podejrzewam, że może chodzić o to, że jeśli zrobię dobry profil to dostanę jakieś oferty. Jestem chociaż blisko? Ja nawet ogólnego zarysu nie potrafię wpisać. Wszystko co mogę wpisać to rzeczy typu "obsługa komputera" albo "prawo jazdy kat.b". To są same tego typu rzeczy, przecież każdy potencjalny pracodawca jak to zobaczy to padnie że śmiechu. Musiałbym solidnie nakłamać żeby to wyglądało choć znośnie, a niestety nawet tego nie potrafię.

Ja też całkiem szybko się uczę i tyle z moich zalet, a i to tylko jeśli jestem w lepszym stanie psycho-fizycznym niż teraz.

bagiennik, mieszkając samemu musisz wszystko zrobić sam, co więcej musisz o tym wszystkim pamiętać i jakoś to ogarniać w czasie pomiędzy innymi rzeczami typu praca. I tu to słowo "musisz" jest bardzo istotne. Mieszkając z rodzicami nie musisz nic więc dość szybko zaczynasz odczuwać całkowity brak chęci by robić coś czego nie musisz bo wszystko cały czas jest ogarnięte. Wczoraj pierwszy raz od nie pamiętam jak dawna był taki układ, że rodzice wyjechali na większość dnia, a ja zostałem w domu. Jedyne co musiałem zrobić to podgrzać obiad i przywieźć drewno do palenia w kominku. Robiąc te dwie małe rzeczy czułem się znacznie lepiej zarówno psychicznie jak i fizycznie.

Nie ma już takich rzeczy, które by mnie cieszyły czy pasjonowały. Kiedyś jedyną taką rzeczą było trening, a teraz już nawet to przestało mnie cieszyć. Jest dokładnie jak piszesz, całe moje poczucie szczęścia czy w ogóle sensu stało się zależne od dziewczyny. Zapewne właśnie dlatego tak mi przywaliło jej zniknięcie, wszystko straciło jakikolwiek sens. Tak na prawdę jedynym co jeszcze choć trochę mnie cieszy jest to co mnie jednocześnie niszczy jeśli jest w zbyt dużych ilościach.

Nie wiem czy to dobry pomysł bym znów wchodził na FB. Zdjęcie profilowe ma ponad 10 lat, od dawna niczego nie dodawałem i szlag mnie trafia jak tylko zobaczę powiadomienie o czyimś cudownym życiu.

30,375

Odp: 30lat i cały czas sam

Hmm, ciekawy wniosek wysnuwasz, powiem Ci smile

Zatem, wg Ciebie, skoro ktoś mieszka z rodzicami, automatycznie oznacza, że Ty nie możesz(nie musisz) ogarniać czegokolwiek wokół siebie..?
Tzn:

- nie przyrządzasz sobie posiłków
- nie robisz SAMEMU prania
- nie naprawiasz niektórych rzeczy w domu, jak choćby właśnie dostarczenie tego opału..
- nie ogarniasz drobnych spraw dla siebie

Inaczej mówiąc: abyś to zrobił, rodzice muszą pozostawać poza domem?

Kwestie braku satysfakcji z jakiejkolwiek aktywności powinieneś pilnie poruszyć na terapii. Wiadomo nie od dzisiaj, że w każdym związku potrzebna jest przestrzeń dla każdej ze stron, więc ktoś może potem czuć się osaczony zbyt natrętnym towarzystwem partnera. Skoro fb miałbym Ci pomóc w rozszerzeniu zasięgów, to co stoi na przeszkodzie, aby sobie zrobić to aktualne zdjęcie?
A życie innych? Jeśli znajomi to swoje życie rozwijają, ciesząc się z jego przebiegu, to czemu ma mnie szlag trafiać? Nie można im zwyczajnie i szczerze pogratulować, albo się cieszyć z tego? Oni są winni temu, że Tobie się nie udało?

30,376 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2026-01-04 00:04:36)

Odp: 30lat i cały czas sam
bagienni_k napisał/a:

Hmm, ciekawy wniosek wysnuwasz, powiem Ci smile

Zatem, wg Ciebie, skoro ktoś mieszka z rodzicami, automatycznie oznacza, że Ty nie możesz(nie musisz) ogarniać czegokolwiek wokół siebie..?
Tzn:

- nie przyrządzasz sobie posiłków
- nie robisz SAMEMU prania
- nie naprawiasz niektórych rzeczy w domu, jak choćby właśnie dostarczenie tego opału..
- nie ogarniasz drobnych spraw dla siebie

Inaczej mówiąc: abyś to zrobił, rodzice muszą pozostawać poza domem?

Kwestie braku satysfakcji z jakiejkolwiek aktywności powinieneś pilnie poruszyć na terapii. Wiadomo nie od dzisiaj, że w każdym związku potrzebna jest przestrzeń dla każdej ze stron, więc ktoś może potem czuć się osaczony zbyt natrętnym towarzystwem partnera. Skoro fb miałbym Ci pomóc w rozszerzeniu zasięgów, to co stoi na przeszkodzie, aby sobie zrobić to aktualne zdjęcie?
A życie innych? Jeśli znajomi to swoje życie rozwijają, ciesząc się z jego przebiegu, to czemu ma mnie szlag trafiać? Nie można im zwyczajnie i szczerze pogratulować, albo się cieszyć z tego? Oni są winni temu, że Tobie się nie udało?

Nie ktoś tylko ja, nie wiem jak jest u innych. Z mojej perspektywy to się wydaje nierealne choćby dlatego, że prawie zawsze ktoś jest w domu. Posiłków nie przyrządzam i tego nie zrobię dopóki nie będę miał kuchni tylko dla siebie i nikt nie będzie nade mną stał, komentował czy krytykował. Z tym gotowaniem w ogóle musi być coś większego. Mam znajomą, która też mieszka z rodzicami i jak chciała zacząć sama sobie gotować to wytrzymała tydzień, z tych samych powodów co piszę. Potem zaczęła zamawiać catering. Pranie się robi jedno pod koniec tygodnia. Nie na czego naprawiać, dosłownie już nie pamiętam kiedy ostatnio coś się zepsuło. A nie, pamiętam jedną rzecz i to akurat ja ją naprawiałem. Opał dostarcza się rwa dziennie co trwa jakieś 10min. Co dokładniej rozumiesz poprzez drobne sprawy dla siebie? Podaj jakiś przykład.

Inaczej mówiąc, dokładnie tak, rodziców musiałoby nie być w domu. To jednak zdarza się bardzo rzadko, ich ostatni wyjazd dalej niż o jakieś 100km i dłużej niż na jeden dzień był ze 20 lat temu.

Mam tyle tematów do poruszania na terapii, że chyba całego życia by nie starczyło. A jeszcze pojawiają się nowe tak jak ta sytuacja z dziewczyną. My się widywaliśmy tylko w weekendy i dni wolne więc przestrzeni i tak mieliśmy sporo. Tak na prawdę to dopiero zamieszkując razem zobaczylibyśmy jak by było z tą przestrzenią.

Nowe zdjęcie na FB, jutro postaram się zrobić. Wychodzę i muszę trochę ogarnąć wygląd, teraz wyglądam jak bezdomny.

Szlag trafia dlatego, że każde spojrzenie na takie zdjęcia przypominają o tym jak bardzo moje życie jesy zmarnowane. Nie potrafię się tak cieszyć czyimś szczęściem nawet wiedząc, że na zdjęciach z FB zwykle jest sfałszowane. Nie uruchamia to we mnie zazdrości tylko bardzo obniża już niską samoocenę i poczucie wartości.

30,377

Odp: 30lat i cały czas sam

Jak tak sobie ciebie czytam to juz sie nie dziwie dziewczynom, ze nie chca chlopakow, ktorzy nieszkaja z rodzicami. Myslalam, ze to przesadzone, bo pewnie zeby sobie odkladac hajs, a w domu przeciez pomagaja. Twoj komentarz otworzyl mi oczy.

30,378 Ostatnio edytowany przez blueangel (2026-01-04 01:42:15)

Odp: 30lat i cały czas sam

Do tego widze, dlaczego nie miales dziewczyny. Masz sie wiecznie za ofiare. Nie posprzatasz, bo zepsujesz mopa, nie zrobisz jajecznicy, bo co mama powie. Nastolatki maja wiecwj asertywnosci niz zdrowy facet z 30tka na karku. Zacznij sie zachowywac stosownie do swojego wieku, czyli jak 30letni facet.

Jestes tak niezaradny i slaby psychicznie, ze nie powinienes miec dziewczyny, bo z tego moga byc dzieci. Jak ty zadbasz o rodzine jak o siebie nie potrafisz?

I mowiac zaradnosc mam na mysli zaradnosc zyciowa, a nie minimalna krajowa czy perspektywe pracy w macu, bo nie to jest problemem. Do tego twoja slaba psychika. Przeciez przy pierwszym lepszym kryzysie zyciowym ty zalamiesz rece.

Ona mloda i glupia i nie widzi, ze sie nie nadajesz na meza, ani na ojca. Jak bedzie z tego dzidzia to skonczy jako kolejna samotna matka.
Jak ci wczesniej gratulowalam i sie cieszylam z toba tak twraz radze zerwij z ta dziewczyna, zanim zmarnujesz jej zycie.

Najpierw sie ogarnij, a dopiero bierz za zwiazki.

30,379

Odp: 30lat i cały czas sam

blueangel, po pierwsze dziewczyn w podobnej sytuacji jest tyle samo jak nie więcej niż facetów. Po drugie widać, że nie rozumiesz najważniejszej kwestii i od razu się odpalasz. Tobie jak i większości ludzi od razu pierwsze co się kojarzy to lenistwo i wygoda. Rozumiem to bo ja też do niedawna tak myślałem, a jednak to nie jest tak proste jak się wydaje. Mnóstwo ludzi z mojego pokolenia miało i ma w domu podobną sytuację. Pokolenie moich rodziców było mocno zaniedbane przez ich rodziców więc w stosunku do swoich dzieci stali się nadopiekuńczy. Moja matka cały czas w ogóle nie bierze pod uwagę nawet takiej możliwości, że ja miałbym się wyprowadzić. Teraz zaczynam widzieć coraz więcej takich psychologicznych zależności.

Dokładnie tak, obawiam się tego co mama powie bo całe życie był tylko krzyk i pretensje o wszystko. Nie zliczę ile razy słyszałem teksty typu "odpuść, nie warto", "siedź w domu, gdzie będziesz szedł" albo "zostaw ją to zrobię". Tak było jak miałem 15 lat i tak samo jest teraz, dlatego muszę się od tego uwolnić.

O dzieci raczej nie trzeba się martwić. Po pierwsze nie zamierzam ich mieć właśnie dlatego, że wiem, że nie byłbym dobrym rodzicem. Po drugie to i tak byłoby trudne z uwagi na moje problemy fizyczne, czy może bardziej zdrowotne związane z seksem. Nie sądziłem, że to może działać na korzyść ale jak widać może. Po trzecie nie wiadomo co będzie dalej z tym związkiem.

Psychiczna słabość też ma swoje źródło w relacji z rodzicami, no kto by pomyślał. Co najciekawsze znajdując się w sytuacji kryzysowej zawsze jakoś sobie radzę, nie licząc tej jednej sytuacji że zmianą pracy. Mam straszną tendencję do narzekania i informowania otoczenia o takiej sytuacji tak jak tu z tym sylwestrem.

Ona nie jest taka młoda bo tylko rok młodsza ode mnie. Ogarnięcie się do poziomu podręcznikowej definicji zdrowego związku jest raczej niemożliwe, a jeśli tak to zajęłoby to pewnie dziesiątki lat. To by oznaczało, że przez większość średniej długości życia w tym kraju nie mógłbym wejść w żaden związek.

30,380

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Priscilla, w domu wszystko jest ogarnięte jeszcze zanim wstanę z łóżka. Rodzice nawet w dni wolne wstają o 6 rano. Musiałbym wstawać chyba o 5 żeby zdążyć zrobić coś przed nimi. Dla ciebie i innych osób z forum to może brzmieć absurdalnie ale mieszkając z rodzicami choćbym chciał robić coś więcej to po prostu nie ma jak. Oni tacy już są, jak się nic nie robi to gadają "Nic nie robisz i ja wszystko muszę robić", a jak już coś zacznę robić to jest "zostaw bo zepsujesz" itp. Tu nie ma miejsca na żaden rozwój ani nawet samodzielność.

Chcesz powiedzieć, że ze wszystkim, co mógłbyś zrobić, musiałbyś zdążyć przed rodzicami, bo potem nikt Cię do tego nie dopuści? Czyli matka nadal zajmuje się Tobą jak chłopcem z pierwszych klas podstawówki, łącznie z opieraniem Twoich skarpet i robieniem kanapek do pracy?? 

Shinigami napisał/a:

Z tym Linkedin podejrzewam, że może chodzić o to, że jeśli zrobię dobry profil to dostanę jakieś oferty. Jestem chociaż blisko? Ja nawet ogólnego zarysu nie potrafię wpisać. Wszystko co mogę wpisać to rzeczy typu "obsługa komputera" albo "prawo jazdy kat.b". To są same tego typu rzeczy, przecież każdy potencjalny pracodawca jak to zobaczy to padnie że śmiechu. Musiałbym solidnie nakłamać żeby to wyglądało choć znośnie, a niestety nawet tego nie potrafię.

Tak, mniej więcej o to chodzi, że tam masz szansę stworzyć profil, pokazując, co jesteś w stanie zaoferować potencjalnemu pracodawcy, a ktoś, kto szuka osoby/osób do zatrudnienia może zgłosić się do Ciebie z zapytaniem bądź z bardzo konkretną ofertą. Oczywiście im więcej masz do zaproponowania, ewentualnie im bardziej jesteś unikatowy,  tym większa istnieje szansa, że Twój profil będzie budził zainteresowanie.

Nie wierzę, że nie jesteś w stanie samemu sobie odpowiedzieć na pytanie: "jakiego typu oferta sprawiłaby, że podjąłbym taką pracę?", oczywiście kierując się zdrowym rozsądkiem. Zatem jak już sobie na nie odpowiesz, to masz punkt wyjścia do stworzenia pasującego do niej profilu.
Napisałeś: wszystko co mogę wpisać to rzeczy typu "obsługa komputera" albo "prawo jazdy kat.b" - faktycznie słabo, ale chyba zapomniałeś, że nawet Twoja praca wyrobiła w Tobie pewnego rodzaju umiejętności, jak choćby (wiem jak to brzmi, ale chodzi tylko o przykład) "analiza potrzeb klienta" czy "dokładność".

30,381 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-01-04 03:56:49)

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Ona nie jest taka młoda bo tylko rok młodsza ode mnie. Ogarnięcie się do poziomu podręcznikowej definicji zdrowego związku jest raczej niemożliwe, a jeśli tak to zajęłoby to pewnie dziesiątki lat. To by oznaczało, że przez większość średniej długości życia w tym kraju nie mógłbym wejść w żaden związek.

Ona jest równie mocno zależna od rodziców? Potrafi ogarnąć siebie i swoje otoczenie? Mieszkała kiedyś bez matki i ojca?

30,382 Ostatnio edytowany przez blueangel (2026-01-04 07:04:19)

Odp: 30lat i cały czas sam

No jak zwykle caly swiat przeciw tobie, a ty nie masz na nic wplywu. Jakie pokolenie? Jestes ode mnie jakies 5-6 lat mlodszy. Jesli wg cb nadopekunczosc to "siedz w domu, gdzie bedziesz szedl" to ja bedac na najwiekszej imprezie sylwestrowej w regionie kilka dni temu dostalam od mamy zaraz po zyczenuach wiadomosc: "Wracaj do domu". Myslisz, ze wyszlam? Smieszny jestes xD poszlam o 3 dlatego, ze jeszcze dojazd, a wyspac sie tez chcialam.

30,383 Ostatnio edytowany przez blueangel (2026-01-04 05:49:39)

Odp: 30lat i cały czas sam

Priscilla: tak, mama mu pierze gacie i skarpetki. Ciekawe czy swoj pokoj juz sam sprzata. XD

Edit: A nie, zapomnialam, ze zepsuje odkurzacz/ mopa xD

30,384 Ostatnio edytowany przez blueangel (2026-01-04 06:49:29)

Odp: 30lat i cały czas sam

Myslalam, ze moj 12latwk nie ma ZADNYCH obowiazkow domowych i tylko uczenie sie/zad domowe, ale nawet on ogarnia swoj pokoj w sobote, bo ma wtedy wolne. Obiad ma codziwnnie gotowy jak wroci glodny ze szkoly,  ale jak np wyjde np na jakis termin albo poprostu w weekend (nigdy nie je kanapek tylko zawsze cos na cieplo) zostawiam mu cos do odgrzania, ale jakby jeszcze byl glodny to potrafi obslozyc piekarnik,  + proste rzeczy jak no nwm np jaja sadzone, nalesniki, spaghetti bolognese.. Poprostu tak, zeby nie umrzec z glodu w razue wu. A ty chlopie jestes ponad 2 razy od niego starszy lol
Choc kielbaske se ugotujesz czy  mowisz mamie, zeby ci ogarnela xD
Idz na zakupy, ugotuj, posprzataj po sobie, zeby mama nie byla zla, ze jej syf w kuchni zostawisz. Jak bd gderac i mowic, co masz robic to zamiast sie wkurzac, zacisnij zeby i sluchaj jej, bo ona zapewne juz gotowac potrafi i te rady ci sie przydadza.
Powiedz jej, ze na starosc bedziesz jej robil kupna pizze z marketu 3x dziennie: na sniadanie, obiad i kolacje, bo nie umiesz NIC ugotowac, ale codziennie bedzie mogla sobie wybrac inny smak smile moze zacznie reflektowac


Jesli sreio nigdy nic nie robiles (w co trudno uwierzyc) to moze zacznij od tych kielbasek lub jajecznicy. Tego sie nie da zepsuc. A i rodzicow przyzwyczaisz, ze uzywasz kuchenki i nic nie wybuchlo. XD i za jakis czas poszerzysz menu xD

Pranie na koniec tygodnia czy posciel tez mozesz sam wstawic. Nawet jak bd marudzic to juz po fakcie dokonanym. Wloz sluchawki, wlacz muze i nie sluchaj. Jesli dokladasz cos tam do rachunkow to przeciwz mozesz uzywac pradu i wody.

30,385 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2026-01-04 13:33:02)

Odp: 30lat i cały czas sam

Ok, Shini, to w takim razie będzie mała prywata ode mnie..

Miałem tego nie pisać, bo pewnie też wzbudzę u wielu odczucie politowania, ale szczerze? Wisi mi to big_smile

Otóż obecnie, z uwagi na rodzaj zatrudnienia(i nie tylko), jestem niejako w rozjazdach przez 3/4 roku. Nie pracuje sobie grzecznie od poniedziałku do piątku, podczas gdy weekendzik zostaje wolny.. Nienormowany czas pracy rządzi się swoimi prawami. Kilka innych zajęć sprawia też, że ciężko mnie spotkać w jednym miejscu (z wyjątkiem może obecnego okresu, kiedy jest przestój). Skutkiem tego, bywam w domu rodzinnym rzadko.
Jeśli już jestem, to wygląda to zdecydowanie inaczej.
Będąc w domu, robię sobie posiłki dla SIEBIE, piorę swoje rzeczy OSOBNO, załatwiam przeróżne swoje sprawy SAM. Robię zakupy do domu, dokładam się do rachunków, odkurzam i sprzątam mieszkanie, wychodzę z psem, ogarniam bieżące potrzeby - nawet, jak Matka zaczyna protestować(chociaż zdarza się to sporadycznie). Co więcej: regularnie przyrządzam sam posiłki dla nas obojga, (jak np. dzisiaj), gdzie z przyjemnością się angażuję w kulinarne eksperymenty a Matka zostawia mi wolną rękę.
Gdyby nie ja, to pewnych potraw by nawet nie spróbowała big_smile

Drobne sprawy dla siebie?
Kupowanie potrzebnych rzeczy( w tym ubrań) - nie powiesz mi, że rodzice Ci kupują?
Pilnowanie rozmaitych terminów, załatwianie formalności, wyszukiwanie istotnych dla mnie informacji, potrzebnych chociażby właśnie w podjęciu kolejnej pracy czy jakiegokolwiek zajęcia. Słowem: jeśli coś dotyczy bezpośrednio mnie i tylko mnie - załatwiam to SAM.


W tym wszystkim chodzi o minimalny poziom stanowczości i asertywności. Te wszystkie Twoje tłumaczenia wyglądają, wybacz, kuriozalnie, gdzie to raczej staje się zwykłą wymówkę niż rozsądnym powodem, dla którego nie podejmujesz się tego zadania. Chyba, że uznamy, iż rodzice są skrajnymi despotami, nieznoszącymi sprzeciwu.. Tylko dlaczego takimi się stali? Może po prostu im na to pozwoliłeś?

Mieszkanie w rodzinnym domu nie oznacza z automatu, że się spoczywa na laurach a wszystko się dostaje pod nos.

30,386

Odp: 30lat i cały czas sam
bagienni_k napisał/a:

W tym wszystkim chodzi o minimalny poziom stanowczości i asertywności. Te wszystkie Twoje tłumaczenia wyglądają, wybacz, kuriozalnie, gdzie to raczej staje się zwykłą wymówkę niż rozsądnym powodem, dla którego nie podejmujesz się tego zadania. Chyba, że uznamy, iż rodzice są skrajnymi despotami, nieznoszącymi sprzeciwu.. Tylko dlaczego takimi się stali? Może po prostu im na to pozwoliłeś?

Mieszkanie w rodzinnym domu nie oznacza z automatu, że się spoczywa na laurach a wszystko się dostaje pod nos.

Nie minimalny tylko maksymalny i bez gwarancji sukcesu, bagienni_k.
Jestem chyba jedyną osobą pisującą na tym forum z Shini, ktora wydaje sie ma pojęcie o tym, w jakim systemie rodzinnym przyszło mu się urodzić i wychować - na co wpływu to on nie miał. Jak działa wielopokoleniowa, duża rodzina z tzw. wsi polskiej (mentalnie wsi, nie terytorialnie) to kto nie widział ten z trudem sobie wyobraża.
Tak sobie przeczytałam co napisałeś o sobie, co napisała blueangel i wcześniej też ludzie inni pisywali i w podsumowaniu to trochę mi się chce śmiać, choć jest to śmiech "przez łzy".
Piszesz, że pierzesz sam swoje rzeczy. No to ja ci powiem, że wedle modelu teoretycznego rodziny opisywanej - będąc synem takiej rodziny i mieszkając w rodzinnym domu żeby to wykonać musiałbyś swoje rzeczy zapewne w swoim pokoju bunkrować, to na początek. Bez gwarancji, że matka podczas twojej nieobecności nie wejdzie, nie namierzy i nie wrzuci do pralki, tobie po powrocie wyrzuty robiąc, że roboty jej dodajesz i że wrzucić do kosza na pranie to jednak być mógł czyli zrobi co uzna za słuszne i wzbogaci tzw. gadaniem. Czemu - bo dla kobiety w tym systemie rodzinnym podział na prace męskie i kobiece jest sztywny, od pokoleń utrwalony i ona sporo swojego poczucia własnej wartości ma ulokowane w tym, że dobrze wykonuje "swoją część". Poczucia własnej wartości zaś matka Shiniego będzie broniła zaciekle, niczym niepodległości. Wchodząc w "prace kobiece" wcale takiej kobiety nie wyręczasz, ty jej krzywdę na psychice robisz. Ona nie doceni, nie będzie zadowolona ani dumna z syna, że taki samodzielny - ona będzie autentycznie albo nieszczęśliwa albo wściekła, albo mieszanka obu. Na pysk padnie a "swojej działki" nie odpuści. A jeśli dodatkowo ma skłonności do nadopiekuńczości... przegrana sprawa na wejściu, to jak usiłować przesunąć wędrujący lodowiec.
Zakupy to w takim modelu mężczyzna robi jak go kobieta wyśle, wedle listy. Bo znowu - kuchnia to jej część. Ona tu rządzi. Tu jest "kimś". Córkę przyuczy, synowi zabroni.
Nie spróbuje nowych potraw? Jej to niepotrzebne. No może gdyby syn poszedł do technikum gastronomicznego na kucharza się uczyć to by czasem dopuściła, ale jeśli nie? Zapomnij. Znowu - poczucie własnej wartości jako kobiety, żony, matki w grę wchodzi. Mama Shniego nie jest zła, ze on jej syf w kuchni zostawia - paradoksalnie stanie się zła, jak jej będzie się po kuchni plątał i w nie swoje łapy pchał. Syf w kuchni owszem, da jej być może pretekst do pogderania i pożalenia się nad swoja ciężką dolą, ale to już opcjonalnie, jedne to robią, inne nie. A jest i swoista licytacja czyli "czyje chłopy większy syf zrobią, bo do kuchni to te chłopy się nie nadają" - będąc kobietą miałam okazję w tego rodzaju babskich pogaduszkach uczestniczyć, raczej jako słuchaczka, ale miałam. Socjologicznie niesamowite, jakbym się w innym świecie znalazła.   
Shiniemu zapewne jakąś część obowiązków domowych z pakietu "dla mężczyzn" już dawno przydzielono w systemie rodzinnym, nie jest tak, że leży leniwie i palcem niczego nie tknie. Ma wydzielone i co jego to on to umie, robi i ani pilnowania ani naganiania nie potrzebuje. Ciuchy zapewne sam sobie kupuje, skoro zarabia, w to mu zapewne mamusia już nie wchodzi.
Shini jest częścią większej całości, w takim systemie rodzinnym członkowie rodziny mają role i obowiązki ustalone na sztywno, to jest system nieelastyczny na maksa i utrwalony od pokoleń. W nim to, co "dotyczy tylko mnie" jest bardzo wąskie, większość dotyczy nie jednostki, ale rodziny.

30,387

Odp: 30lat i cały czas sam
Muqin napisał/a:

Jestem chyba jedyną osobą pisującą na tym forum z Shini, ktora wydaje sie ma pojęcie o tym, w jakim systemie rodzinnym przyszło mu się urodzić

Nie. Jesteś po prostu jedną z ostatnich naiwniaczek, która wierzy w bajki Shiniego. Wszystko co pisze o swojej przeszłości miało kilka lub nawet kilkanaście wariantów.

Shini jest SAMOTNY. Wymyśli każdą bajkę, aby tylko karuzela wokół jego osoby dalej się kręciła. I póki będzie miał wirtualną atencję, póty nie pójdzie w świat.

30,388

Odp: 30lat i cały czas sam

Och, Jacuś wypoczęty po urlopie jak widzę. I "Shini kłamie" nadal jako wersja "jedyna prawdziwa".
Oczywiście że Shini jest samotny.
Co wcale nie zmienia sposobu działania systemu rodzinnego, którego pewne aspekty powyżej opisałam. I który w jakiś sposób się to tej obecnej samotności Shiniego przyczynił.

30,389 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-01-04 16:09:44)

Odp: 30lat i cały czas sam
Muqin napisał/a:

Co wcale nie zmienia sposobu działania systemu rodzinnego, którego pewne aspekty powyżej opisałam. I który w jakiś sposób się to tej obecnej samotności Shiniego przyczynił.


A w której wersji jego przeszłości? Pytam serio. Tych wersji było przynajmniej kilka więc do której z nich się odnosisz? Pisał też tak:

Shinigami napisał/a:

Zdaje się, że już pisałem, że w podstawówce i liceum miałem w miarę normalne relacje z innymi, tylko gimnazjum było piekłem. W podstawówce też chodziłem na szkolne bale, w liceum na domówki i do klubu, w sprzątaniu jestem całkiem niezły, prać już umiem.

Większości rzeczy praktycznych czy może powinienem napisać "manualnych" uczę się dość szybko. Zobaczę raz czy dwa i w miarę ogarniam jak coś zrobić więc pewnie nawet tego gotowania nauczyłbym się dość szybko.

Pranie już nie aktualne, już umiem je robić choć przy jakichś bardziej wymagających ubraniach musiałbym sprawdzić jaka temperatura itd.

Kanapki to nie problem, gotowanie prostych dań teraz to nie problem, pranie to nie problem

30,390

Odp: 30lat i cały czas sam

Jack, z ciebie detektyw jak z koziej dupy trąba. Układanie obrazków ze szczątkowych danych nie jest Twoją mocną stroną. smile

30,391 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-01-04 16:23:16)

Odp: 30lat i cały czas sam
Muqin napisał/a:

Jack, z ciebie detektyw jak z koziej dupy trąba. Układanie obrazków ze szczątkowych danych nie jest Twoją mocną stroną. smile


Jasne. A jak twoja interpretacja i argumentacja mają się do zacytowanych przeze mnie fragmentów życia Shiniego, o jakich pisał sam? Poza tym, że pierdolisz od czapy, bo łyknęłaś jak pelikan i wstydzisz do tego przyznać?

30,392

Odp: 30lat i cały czas sam

Nie kotku, mam zdanie odrębne. A Ty znowu wchodzisz w wulgaryzmy, czego, jak wiesz - nie lubię. Czyli - pa! Jacuś, byłoby na tyle tej wymiany zdań. Do następnego. smile

30,393

Odp: 30lat i cały czas sam

Nie zesraj się tam. Nie potrafisz odpowiedzieć na żadne pytanie do tych wysrywów z dupy, które z siebie wyrzucasz w tonie znawczyni tematu. Wystarczy przytoczyć jakikolwiek cytat Shiniego, aby twoimi słowami można się było podetrzeć.


Przestań łykać jak pelikan.


Shini jak chce - to potrafi. Jak potrzebuje to zrobi. Jest tu dla atencji, bo jest zbyt leniwy, aby ogarnąć coś irl i wymyśli każdą bajkę, aby karuzela dalej się kręciła wokół niego.

30,394 Ostatnio edytowany przez blueangel (2026-01-04 20:05:58)

Odp: 30lat i cały czas sam

Muqin: twoja argumentacja mialaby sens, gdyby typ byl maloletni albo ubezwlasnowolniony. On ma praiwe 30 lat!!!



Ja jeszcze uczac sie poszlam na swoje, bo "ojczym" mnie wypierdolil z domu. Ten sam, ktoremu po latach pomagalam, jak zachorowal na raka, bo biologiczna corka sie wypiela. Tylko dlatego, ze nie bylo komu. Choc najchetniej sama bym sie wypiela za pieklo, ktore mi zeobil na ziemi.A moglam jak faceci tu pisza: "nie jestes moim ojcem".
Kilka lat pozniej zqczynalam na nowo z 2miesiecznym niemowlakiem na reku, bo patrzac na matke, ktora nawet nie wejde w szczegoly, na jakie traktowanie sobie pozwolila, jako malolata powiedzielam sobie, ze w zyciu sobie na to nie pozwole, bo woke miec swiety spokoj i zeby moj dzieciak go mial, z najwaznuejszymi dokumentami i butelka mleka w reku zostawiajac wszystko, mimo ze od pralki po meble wszystko bylo moje. Spalam z niemowlakiem na materacu na pustym mieszkaniu, ktorego nie zostawisz na 5 min samego, zeby poukladac sb i jwmu zycia bez zaplecza pomocy jakis dzadkow czy kogokolwiek. On by sie pochlastal, bo wieczniw pod gorke, wszyscy i wszystko pezeciw, a sam przeciwz nie ma wplywu, ani zadnej sprawczosci. Kazdy z nas ma pod gorke. Kazdy z nas ma problemy. Takie jwst zycie.
Jakis czas twmu narzekal, ze nie ma tanich mieszkac w stolicy to mu podeslalam kilka linkow, ktore znalazlam w ciagu 2 MINUT, powtarzam MINUT. Czy sie tam odezwal? Po co? Czy sam poszukal takuch tanich, a moze jeszcze tanszych? Jak duze dziecko mialoby to zrobic samo i po co? On ma mentalnie 5 lat. Zamiast tracic czas na terapie, niech zacznie sie zachowywac jak dorosly.

Na dodatek typ nie ma kredytu, dlugow, pelna lodowke, jak straci prace to nie musi sie martwic jak utrzymac rodzine, ani co jesc, bo rodzice mu zapewnia dach nad glowa i jedzenie, a nawet nie zdaje sb sprawy z tego, jaki to jest komfort. Tylko ze zamiast nabrac pokory, vo w zyciu bywa roznie to "co z tego ze inni maja gorzej, przeciez to mu w niczym nie pomoze", ale sam sobie tez jakos nie pomoze.
Nie moglabym byc psychologiem, bez wzgledu na to, ile by mi placili, bo nie dalabym rady sluchac takich farmazonow.

Jak rodzice umra to typ zginie. Amen.

I tez to zly los bedzie winien/rodzice/sasiedzi/rzad wstaw cokolwiek.


I tu nie chodzi o to, ze probuje, a nie wychodzi tylko:
Typ szuka mieszkania, bez szukania mieszkania. Dostal link do mieszkan, ktore nawet z minimalna sie da W STOLICY: nawet nie pofatygowal sie dryndnac.

Typ szuka pracy, nie wyslawszy ani jednego CV.

No co tu moze pojsc nie tak xD


A w zyciu chodzi o to, zeby zacisnac zeby i dzialac. Nie wychodzi? Powstac i probowac dalej. I tak wkolko. Ale jakie pojecie o zyciu moze miec ktos, koto ma wszystko podstawiane pod nos. W wieku, w ktorym jeszcze w latach 90 nazywany by juz byl starym kawalerem. Co jak co, ale wtedy nie bylo takich mieczakow.


Wie ktos albo ma tworie, czym to jest spowodowane? Chodzi mi o praktyczne rady (serio pytam, nie robie sb jaj) czego unikac w wychowywaniu dzieci? Pytam, bo mam jedno. A ze w zyciu roznie bywa, a ja wiecznie zyc nie bd to wolalabym zeby dalo sobiw rade. Nie wyobrazam sobie musiec prowadzic 30latka za raczke i zalatwiac jego spraw, bo inaczej dostanie traumy i bd musial na terapie.
Narazie jestemy na etapie, ze nie oddal ksiazki do biblioteki w terminie i musi juztro naginac i zaplacic kare ze swoich. Jak nie zaplaci 6 eur w terminie to bd +50eur. W doroslosci w innych okolicznosciach to bylby np odciety prad, wiec niech sie uczy na pierdolach. Nie mam zamiarz splacac komornika doroslemu dziecku jak rodzice moemjej kuzynki, ktora ciagle ma dlugi. Dostaje hajs na konto i w ciagu kilku dni puste, bo wydaje na pierdoly. Ale co ma sie przejmowac, jak dlugi placi jej za kazdym razem chlopak, jesli akurat ma albo rodzice. Od pradu, po neta, przez mieszkanie po raty za tv. Gdy nie bd rodzicow pojdzie siedziec, bo juz raz malo brakowalo. Ale zadzwonila z placzem do taty po pieniazki. Jest w wieku Shiniego. To bylaby para xD
Ale jesli ktos juz wychowal swoje i nie ma problemu z doroslymi juz dziecmi to chetnie poslucham.

30,395

Odp: 30lat i cały czas sam

Ja chyba nie tyle argumentuję  ile raczej opisuję jak to widzę, bardziej przyczynowo-skutkowy kierunek.  Nie szukanie winnych, bo od dawna ten koncept uznaję za idiotyczny, nie o to biega zeby winnego znaleźć ino o to, żeby niedobry stan rzeczy zmienić.
Shini  utknął w tym, co jest. Jak jakąś pajęczyną oplątany. W poczuciu bezradności i braku własnej sprawczości. Plus ileś tam innych rzeczy, znikąd się ta pajęczyna nie wzięła i nie on ją utkał.
Jest coś takiego jak wyuczona bezradność, w kilku wariantach. Z zewnątrz patrząc to absurdalne, ale dla osoby w takie coś wkręconej to bardzo koszmarne jest. Trochę przypomina gotowanie żaby - niepostrzeżenie, niezauważalnie, jakoś tak "się robi", a żaba orientuje się jak już jest niemal całkiem ugotowana, albo i do końca życia tak egzystuje.
Osoby, które miały normalne dzieciństwo, albo paradoksalnie dzieciństwo czy młodość  trudne, ale z tego trudnego wyszły na prostą to akurat z trudem pojmują. "Dobre rady" iżby "wziąć się za siebie" mają przy wyuczonej bezradności i stanach psychiki podobnych do niej skuteczność zerową. Co oczywiście dla udzielających tych rad jest potwornie irytujące.
Gdyby osoby takie , jak Shini,  były w stanie wziąć się za siebie to by to zrobiły. To trochę, z zachowaniem stosownych proporcji, przypomina stany depresyjne - z zewnątrz patrząc absurdalne, czyż nie? Człek niby ma wszystko, co potrzeba do szczęścia a nieszczęśliwy...
Jak rodzice umrą to, jeśli Shini w tej terapii nie poukłada sobie innego myślenia o sobie, świecie i relacjach, wcale nie umrze, bo ... ma rodzinę. Oraz to i owo odziedziczy.
Będzie żył, nieszczęśliwy i samotny, uwiązany do neta, forum...oby nie. Po to poszedł na terapię, żeby tak nie skończyć. Jest z tych żab, co zdołały się zorientować, że już są niemal ugotowane.

30,396

Odp: 30lat i cały czas sam

Shini robi sobie z was jaja, a wy sie produkujecie toż to zwykły troll, serio ja wam współczuję łykania tych farmazonów

30,397 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-01-05 02:25:08)

Odp: 30lat i cały czas sam

Skoro pojawił się wątek wyuczonej bezradności, to warto napisać, że na pewnym etapie trzeba przestać się nad sobą rozczulać i uczciwie powiedzieć, że to już nie jest wyuczona bezradność, tylko trwanie w niej. Shini ma 30 lat, jest dorosłym facetem i jeśli wciąż nie potrafi zrobić sobie nawet jajecznicy, to na tym etapie problemem nie są rodzice, dzieciństwo ani system, tylko brak brania odpowiedzialności za podstawy własnego życia.

Owszem, wyuczona bezradność tłumaczy, dlaczego kiedyś przestał próbować, ale nie usprawiedliwia tego, że dziś dalej nic z tym nie robi, a jeśli robi, to jest to jakieś skrajne minimum. Każde kolejne "nie umiem”, „nie pozwalają mi", "nie wiem jak" tylko ją wzmacnia. Poczucie sprawczości w końcu nie spada z nieba, ale bierze się ogarniania coraz to większej ilości rzeczy - na początek prostych i nawet banalnych, często metodą prób i błędów, nierzadko źle, nawet bez przekonania, ale ważne, żeby podejmować działanie.
Nie trzeba od razu zmieniać całego życia, wystarczy zacząć od rzeczy elementarnych. Jeśli nie potrafi się ugotować prostego posiłku, to jest to umiejętność do nauczenia się w 15-30 minut. I dokładnie tak samo jest z wieloma innymi kwestiami.

Dopóki Shini będzie skupiony na tym, jaki jest "biedny” i jak bardzo życie było niesprawiedliwe, bo na dobrą sprawę głównie tym się do tej pory zasłania, dopóty nic u niego nie ruszy. Zmiana zacznie się wtedy, gdy bardzo świadomie przestanie się tłumaczyć i usprawiedliwiać, a zacznie na siebie samego patrzeć i traktować się jak dorosłego człowieka. Teraz to jest duży chłopiec, który kobiecie, z którą od trzech dekad mieszka pod jednym dachem, boi się powiedzieć, że chce coś dla siebie ugotować.

30,398 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2026-01-05 12:19:16)

Odp: 30lat i cały czas sam
Priscilla napisał/a:

Skoro pojawił się wątek wyuczonej bezradności, to warto napisać, że na pewnym etapie trzeba przestać się nad sobą rozczulać i uczciwie powiedzieć, że to już nie jest wyuczona bezradność, tylko trwanie w niej.


Ale tu nie można o tym mówić. Jego rodzice (generalnie  - rodzina) odnieśli sukces. Po wielu latach wciąż są razem, nie mają długów, udało im się posłać dzieci na studia i pomimo braku wykształcenia było ich stać na inwestowanie w ich rozwój (korepetycje, zajęcia pozaszkolne, obozy). Sorry, ale z jakiej strony by na to nie patrzeć to jego rodzice nie są bezradni i takich postaw u niego w domu nie było. To nie jest patologia robiąca na czarno od czasu do czasu, spędzająca czas przy wódce i mieszkająca w lokalu socjalnym na wiecznych zasiłkach. Jest (tradycyjny) podział ról, wyznaczone cele (zapewnić dzieciom wsparcie i przyszłość) i ich skrupulatna realizacja.


Nie pomijaj jego wiecznie rozmijających się wersji przeszłości. To raz jest super sprawny manualnie, to innym razem nie potrafi sobie głowy maszyną ogolić. To raz zdobywa medale na zawodach sztuk walki, aby innym razem mieć problemy z kozłowaniem piłki. To jego szkoła nic nie robiła i niczym się nie interesowała, aby w następnej kolejności przyznać, że wiedzieli o zajęciach pozaszkolnych uczniów i mieli psychologa na stanie. To go nikt nigdy nie diagnozował, a później przyznał, że ma dysgrafię.

Poczucie sprawczości? Ile potrwało od jego pierwszego wpisu do zrealizowania masażu pindola, jaki mu to polecono? 3-4 miesiące. To jest jedyna rzecz, jakiej nie przeinaczył odkąd tutaj jest i pisze o swojej przeszłości i doświadczeniach.

30,399 Ostatnio edytowany przez blueangel (2026-01-05 14:09:00)

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:

Poczucie sprawczości? Ile potrwało od jego pierwszego wpisu do zrealizowania masażu pindola, jaki mu to polecono? 3-4 miesiące.

Ale do tego to znalazl motywacje. I nagle potrafil sie przelamac. Do poszukania mieszkania juz jej nie mial i to o wiele dluzej. To najlepsze podsumowanie.



Shini jak tu wrocisz:
-mama cie tak terroryzuje, ze panicznie boisz sie uzyc patelni
-mieszkania nie wynajmiesz, bo widocznie tez sie boisz

To idz na wspollokatora. Pewnie tez ci nie pasuje, jak wszystko, ale wszystkiego innego sie boisz to zacznij tak.

30,400

Odp: 30lat i cały czas sam
blueangel napisał/a:

Ale do tego to znalazl motywacje. I nagle potrafil sie przelamac.

O wszystkim innym dotyczącym jego życia i przeszłości pisał w kilku różnych wersjach. To po prostu pokazuje, że motywacja czy poczucie sprawczości nie są problemem, bo raz może i potrafi, a innym razem już nie. Dowodzi to jedynie temu, że jest samotnym atencjuszem. Z wyboru, którego nie udźwignął. I póki atencji dostarcza mu internet, póty niczego nie zmieni. Bo nie będzie miał po co. Bliskość zapewnia mu rodzina, potrzeby intymne zapewniają płatne usługi, a element towarzyski - internet. I karuzela się kręci.

30,401

Odp: 30lat i cały czas sam

Sądzę, że Priscilla bardzo dobrze to ujęła: wygląda to wszystko na uporczywe trwanie w niebycie tudzież owej bezradności. Pomijam już domniemaną potrzebę atencji czy rozbieżne relacje ze jego przeszłości, na czym tak bardzo skupia się Jack. Nie ulega wątpliwości, że do pewnego stopnia tkwi w stanie, jaki nam tutaj opisuje. Bawi mnie bardziej nie tyle jego podejście, co reakcja niektórych użytkowników czy też bardziej tłumaczenie wręcz lub usprawiedliwianie Shiniego na każdym niemal kroku.

Takie głaskanie po główce zamiast porządnego potrząśnięcia, które dla jego dobra bardzo by mu się przydało. Brzmi to kuriozalnie, tym bardziej, że tego typu zachowanie czy raczej "strategia" nie jest wizytówką wyłącznie Shiniego smile Zapewne u sporej liczby osób można by zaobserwować identyczne schematy, ale, o zgrozo, da się z nich po jakimś czasie wyjść, czego sam jestem przykładem smile Będąc jedynakiem, gdzie wychowywała mnie wyłącznie Matka, uporczywe odciąganie mnie od wszelkich czynności lub zadań było na porządku dziennym. Nie zliczę już ile razy trzeba było naciskać, prosić czy wręcz czasem stanowczo domagać się swojego udziału w podjęciu się konkretnej sprawy. Póki moja własna wola czy chęć nie była wystarczająco silna, ciężko mogłem cokolwiek uzyskać. Tym bardziej w przypadku całkowitej bierności ze swojej strony. Inaczej mówiąc: jeśli chciałem a moje chęci okazywały się wystarczająco silne, to z czasem, po wielu próbach sytuacja się poprawiała.
W takim przypadku kwestia osobnego gotowania posiłków czy prania własnych gaci przestaje brzmieć, jak zimowa wyprawa na K2...

30,402

Odp: 30lat i cały czas sam
bagienni_k napisał/a:

Sądzę, że Priscilla bardzo dobrze to ujęła: wygląda to wszystko na uporczywe trwanie w niebycie tudzież owej bezradności. Pomijam już domniemaną potrzebę atencji czy rozbieżne relacje ze jego przeszłości, na czym tak bardzo skupia się Jack


To są też jego własne słowa - że forum jest dla niego substytutem życia towarzyskiego irl i że pragnie uwagi. A ponad wszystko chce być podziwiany. Z braku laku - tą samą funkcję będzie pełnić to co robi - czyli będzie udawać niedojdę dotąd, dopóki zapewnia mu to głaskanie i dyskutowanie o nim.

30,403

Odp: 30lat i cały czas sam

Co do kwestii rodziców i tego jak to wygląda w domu mieszkając z nimi to Muqin bardzo dobrze to wytłumaczyła. Rodzice traktują dziecko tak samo niezależnie od tego czy na 3 czy 30 lat. Nadal chcą wyręczać, mieć kontrolę, o wszystkim decydować i chronić przed każdym skaleczeniem. Moja koleżanka jest dobrym przykładem. Po urodzeniu dziecka mieszkała z mężem u rodziców bo chcieli pozbierać na wkład własny do kredytu. Po pół roku nie wytrzymała i się wyprowadzili bo pretensje były o wszystko łącznie z właśnie gotowaniem i praniem. Tu chodzi właśnie o tą pełną kontrolę, całkowity brak prywatności i decyzyjności. Nawet mając te 30 lat mieszkając z rodzicami wciąż jest się na tych samych zasadach co mając 15 lat. "To mój dom i ja tu rządzę". Dosłownie jedyne co się zmieniło to, że nie mogą już powiedzieć "póki cię utrzymuję to..." ale zawsze znajdzie się coś innego. Oni wciąż żyją w układzie sprzed kilkudziesięciu lat kiedy ich rodzice mieli absolutną i niepodważalną władzę. Bardzo często, szczególnie na wsiach za to jak rodzice, a tym przypadku dziadkowie traktowali dzieci i siebie nawzajem w dzisiejszych czasach by odsiadywali długie wyroki. Moja matka do dziś ma żal do swoich rodziców, którzy już dawno nie żyją, że zamiast chodzić do szkoły musiała robić w polu. I tak samo za to, że nie pozwolili jej iść na studia. To wszystko potem zostało przeniesione na jej dzieci tylko w innej formie. Dziwicie się, że rodzice tak kontrolują. Jeden znajomy ze wsi, którego widziałem raptem kilka razy w życiu, i który zawsze był tym miłym starszym panem. Okazało się, że terroryzował swoją żonę tak bardzo, że dosłownie nie mogła nawet wychodzić z domu bez pytania go o pozwolenie. Ich dzieci były tak samo kontrolujące dla swoich dzieci. Te dzieci już nie mogły tego przenieść dalej bo teraz już prawo nie pozwala na coś takiego i totalnie nie potrafią się odnaleźć, oboje z depresją i różnymi zaburzeniami. Oboje po 30 i oboje z rozpalonymi małżeństwami bo jak próbowali traktować partnerów tak jak oni byli traktowani przez rodziców to się grubo zdziwili, że jednak to tak nie wygląda.

Na razie tyle, ma resztę odpiszę później.

30,404

Odp: 30lat i cały czas sam

Przywoływanie takich przykładów właściwie niewiele wnosi. Pokazuje jedynie, że zjawisko występuje w społeczeństwie, lecz nie wyciągałbym zbyt pochopnych wniosków na temat samego faktu, czy i jak szybko da się z tego wybrnąć. Uparcie twierdzisz, że nie da się zmienić sytuacji, jaka panuje u Ciebie, ja natomiast pokazałem, że się da. Zapewne sytuacja u nas dwóch byłą/jest nieco odmienna, ale dostrzegam sporo punktów wspólnych, o czym napisałem wcześniej. Skoro byłem w stanie poradzić sobie z tym problemem, to dlaczego u Ciebie miałoby się nie udać?

30,405

Odp: 30lat i cały czas sam
bagienni_k napisał/a:

Sądzę, że Priscilla bardzo dobrze to ujęła: wygląda to wszystko na uporczywe trwanie w niebycie tudzież owej bezradności.

A trafnie, Bagienni_k, trafnie. Opisała. Nie Priscilla jedna.
Zrób krok dalej, wpisz w wyszukiwarkę "wyuczona bezradność psychologia". Możesz też sobie poczytać, w jaki sposób się z tego wychodzi. I jak długo to trwa. Oraz jakich sposobów się używa iżby pomóc, a czym się szkodzi.

30,406

Odp: 30lat i cały czas sam

Pozostanę przy swoim zdaniu, jeśli pozwolisz..

Na pewno nie pójdę za sugestią kogoś, kto najwidoczniej chyba zawsze musi swojego rozmówcę "zaorać", bo wie wszystko na każdy temat, jakby był omnibusem...Dziękuję, ale nie..

Napisałem to, co miałem do napisania.

30,407

Odp: 30lat i cały czas sam

Nie chcesz, nie dowiadujesz się. Wolna wola smile

30,408

Odp: 30lat i cały czas sam
bagienni_k napisał/a:

Przywoływanie takich przykładów właściwie niewiele wnosi. Pokazuje jedynie, że zjawisko występuje w społeczeństwie, lecz nie wyciągałbym zbyt pochopnych wniosków na temat samego faktu, czy i jak szybko da się z tego wybrnąć. Uparcie twierdzisz, że nie da się zmienić sytuacji, jaka panuje u Ciebie, ja natomiast pokazałem, że się da. Zapewne sytuacja u nas dwóch byłą/jest nieco odmienna, ale dostrzegam sporo punktów wspólnych, o czym napisałem wcześniej. Skoro byłem w stanie poradzić sobie z tym problemem, to dlaczego u Ciebie miałoby się nie udać?


Moja ciotka też taka jest. Trzeba się z nią bić o to, żeby chociaż sobie po obiedzie usiadła, bo pozmywamy skoro już nas na urodziny czy imieniny zaprosiła, to nie i niekiedy potrafi się skończyć karczemną awanturą, bo brudne patelnie trzeba jej dosłownie z rąk wyrywać. W jej własne urodziny. Ale jakoś jej dzieci są niezależne, mają wykształcenie i robią niezłe kariery jak na polskie warunki lub mają własne i dobrze prosperujące działalności.

30,409

Odp: 30lat i cały czas sam

Zacznijmy od dalszego ciągu wcześniejszych wpisów.

Czemu w ogóle wszyscy tak się uczepili tego gotowania i tej jajecznicy? Po pierwsze nikt nie mówił, że nie potrafię nic ugotować. Tak samo nikt nie mówił, że nigdy niczego nie gotowałem. Zdarzało się to w przeszłości i kilka dań potrafiłbym zrobić. Chodzi o to, że nie robię tego regularnie tak jak większość ludzi przez co czas, który normalnie poszedłby na to spędzam na przykład przed komputerem. Po drugie nie znoszę jajecznicy więc i tak bym jej nie robił.

bagiennik, nie bardzo rozumiem o co masz aż taki problem. Jak sam napisałeś nasze sytuacje nie są takie same. To, że tobie się udało nie znaczy, że u mnie to jest tak samo możliwe. Może by i było tylko wciąż co to zmienia? Co zmieni fakt, że będę gotował czy sprzątał skoro wciąż będę w domu? Wciąż bez decyzyjności, bez prywatności i bez perspektyw na SWOJE życie.

30,410 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-01-07 23:51:45)

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Co do kwestii rodziców i tego jak to wygląda w domu mieszkając z nimi to Muqin bardzo dobrze to wytłumaczyła. Rodzice traktują dziecko tak samo niezależnie od tego czy na 3 czy 30 lat. Nadal chcą wyręczać, mieć kontrolę, o wszystkim decydować i chronić przed każdym skaleczeniem. Moja koleżanka jest dobrym przykładem. Po urodzeniu dziecka mieszkała z mężem u rodziców bo chcieli pozbierać na wkład własny do kredytu. Po pół roku nie wytrzymała i się wyprowadzili bo pretensje były o wszystko łącznie z właśnie gotowaniem i praniem. Tu chodzi właśnie o tą pełną kontrolę, całkowity brak prywatności i decyzyjności. Nawet mając te 30 lat mieszkając z rodzicami wciąż jest się na tych samych zasadach co mając 15 lat. "To mój dom i ja tu rządzę". Dosłownie jedyne co się zmieniło to, że nie mogą już powiedzieć "póki cię utrzymuję to..." ale zawsze znajdzie się coś innego. Oni wciąż żyją w układzie sprzed kilkudziesięciu lat kiedy ich rodzice mieli absolutną i niepodważalną władzę. Bardzo często, szczególnie na wsiach za to jak rodzice, a tym przypadku dziadkowie traktowali dzieci i siebie nawzajem w dzisiejszych czasach by odsiadywali długie wyroki. Moja matka do dziś ma żal do swoich rodziców, którzy już dawno nie żyją, że zamiast chodzić do szkoły musiała robić w polu. I tak samo za to, że nie pozwolili jej iść na studia. To wszystko potem zostało przeniesione na jej dzieci tylko w innej formie. Dziwicie się, że rodzice tak kontrolują.

Ale sam spojrz - wiesz, gdzie leży przyczyna Twoich problemów, masz świadomość, przynajmniej tak to opisujesz, mechanizmów, jakie panują w Twoim domu, a mimo to ślepo się im podporządkowujesz niczego nawet nie próbując zmienić. To już mówi o Tobie, nie o Twoich rodzicach.

Nawiasem mówiąc, to co opisujesz są to tzw. traumy pokoleniowe, czyli obciążenia przekazywane (najczęściej nieświadomie) z jednego pokolenia na kolejne. Aby to przerwać trzeba świadomości ich istnienia i kogoś, kto to zrobi. Dlaczego miałbyś nie być to Ty?

Shinigami napisał/a:

Czemu w ogóle wszyscy tak się uczepili tego gotowania i tej jajecznicy? Po pierwsze nikt nie mówił, że nie potrafię nic ugotować. Tak samo nikt nie mówił, że nigdy niczego nie gotowałem. Zdarzało się to w przeszłości i kilka dań potrafiłbym zrobić.

Jak to nikt nie mówił? Przecież to TY sam nas o tym informowałeś wink

Doskonale pamiętam też, jak kiedyś z dumą ogłosiłeś, że pod nieobecność rodziców poradziłeś sobie z posiłkami, bo "jakoś potrafiłeś sobie ugotować parówki". No nie wiem, ale dla mnie to nie jest gotowanie w takim zwyczajowym ujęciu. Tak samo jak choćby ugotowanie jajek czy przypieczenie tosta w tosterze wink

30,411

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Co zmieni fakt, że będę gotował czy sprzątał skoro wciąż będę w domu? Wciąż bez decyzyjności, bez prywatności i bez perspektyw na SWOJE życie.


To się wyprowadź. Stać cię. A jak nie to możesz wynająć coś z tą swoją dziewczyną (która wątpię czy istnieje).


Linki do atrakcyjnych ofert dostałeś, także takie istnieją.


Priscilla napisał/a:

Jak to nikt nie mówił? Przecież to TY sam nas o tym informowałeś wink

Doskonale pamiętam też, jak kiedyś z dumą ogłosiłeś, że pod nieobecność rodziców poradziłeś sobie z posiłkami, bo "jakoś potrafiłeś sobie ugotować parówki".

LOL. Kolejny raz narracja mu się zmieniła. Ciekaw jestem jak teraz pogodzi treści kilku ostatnich postów, że absolutnie nic nie może w domu zrobić z tym, że jednak jak chce to może coś ugotować.

30,412 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2026-01-08 12:03:36)

Odp: 30lat i cały czas sam

Shini Jeśli tak ma wyglądać Twoja argumentacja, to nie widzę sensu jakiejkolwiek dyskusji.

Możemy się tak bez końca licytować. Mogę równie dobrze stwierdzić, że skoro mi się udało, to dlaczego Tobie się może nie udać? Owszem, historie się  u nas obu inaczej potoczyły, bo jesteśmy innymi osobami, ale zwyczajnie widzę mnóstwo podobieństw w moim życiu do Twojej historii. Mechanizmy, jak to wyżej zostało napisane, znasz. To zresztą DOKŁADNIE te same, przynajmniej, wg mnie, schematy, jakie występowały u mnie. Jaka jest między nami różnica? Otóż ja ZADZIAŁAŁEM. Podjąłem pewne kroki, których efekty stopniowo zmieniły panującą sytuację wyjściową. Jeśli się zajmiesz owymi czynnościami, zmieni się dużo, wyobraź sobie smile Zmieni się Twój rozkład dnia, wykonywanych zajęć, zaczniesz więcej się udzielać w domu, zatem uzyskasz jakieś tam urozmaicenie w codziennym życiu.
Przykład z gotowaniem: z początku wyglądało to u mnie podobnie: wszystko, nawet kanapki, robiła mi Matka. Zresztą, jestem jedynakiem, więc tym bardziej skupiała się na mnie, bo nie miała na kim(wychowywała mnie sama). Działo się to aż do początków szkoły średniej. Potem, stopniowo i baaardzo powoli zaczynało we mnie kiełkować przekonanie, że coś tu jest nie tak. Czułem, że chcę i powinienem wręcz pewne rzeczy zmienić, Zacząłem sam próbować albo nawet działać wbrew woli Matki, jednak rozmowa z nią przeważnie kończyła się fiaskiem - jest zwyczajnie uparta. Wiedząc jednak, że mi zależy, z czasem, coraz mocniej zacząłem akcentować swoje potrzeby. Skutkiem tego, stosowałem nieraz nieco ostrzejsze argumenty czy może prędzej sposób ich artykułowania musiał być ostrzejszy, co powodowało, że robiłem krok do przodu. Motywowała mnie chęć do zmian oraz szczere pragnienie, aby samemu wykonywać to, co do tej pory robiła za mnie Matka. Kruszyłem ten mur stopniowo, kroczek po kroczku na tyle, że uważam, iż sytuacja się obecnie unormowała. Podczas pracy  rozjazdach czy kilkukrotnemu pobytowi za granicą kontakt pozostawał/je minimalny, taki, aby tylko wiedzieć, czy wszystko u niej w porządku.
Ty próbujesz zaś nas przekonać, że wpadłeś w błędne koło, gdzie nie da się już nic zrobić ani niczego zmienić, gdyż na wszystko znajdujesz wymówki. Sam pokazałem Ci wyżej, że jednak się da wyjść z owego bagna.

Gotowanie zaś, to zdecydowanie coś więcej, niż jajecznica, parówki lub odgrzewanie posiłku. Nie od razu się staniesz Gordonem Ramsey'em, ale liczą się przede wszystkim CHĘCI!

30,413

Odp: 30lat i cały czas sam
Priscilla napisał/a:

Ale sam spojrz - wiesz, gdzie leży przyczyna Twoich problemów, masz świadomość, przynajmniej tak to opisujesz, mechanizmów, jakie panują w Twoim domu, a mimo to ślepo się im podporządkowujesz niczego nawet nie próbując zmienić. To już mówi o Tobie, nie o Twoich rodzicach.

Nawiasem mówiąc, to co opisujesz są to tzw. traumy pokoleniowe, czyli obciążenia przekazywane (najczęściej nieświadomie) z jednego pokolenia na kolejne. Aby to przerwać trzeba świadomości ich istnienia i kogoś, kto to zrobi. Dlaczego miałbyś nie być to Ty?

Jak to nikt nie mówił? Przecież to TY sam nas o tym informowałeś wink

Doskonale pamiętam też, jak kiedyś z dumą ogłosiłeś, że pod nieobecność rodziców poradziłeś sobie z posiłkami, bo "jakoś potrafiłeś sobie ugotować parówki". No nie wiem, ale dla mnie to nie jest gotowanie w takim zwyczajowym ujęciu. Tak samo jak choćby ugotowanie jajek czy przypieczenie tosta w tosterze wink

Oczywiście, że wiem to wszystko, wiedziałem od dawna. Piszesz jakbyś nie miała żadnego pojęcia o psychologii, a w to nie uwierzę. Przecież to nie jest tak, że z momentem osiągnięcia jakiegoś wieku wszelkie traumy i lęki nagle znikają. Z tym wpływem rodziców i środowiska w jakim się żyło jako dziecko jest trochę jak z komunizmem. Działa jeszcze długo po jego zakończeniu.

Sama świadomość to o wiele za mało. Gdyby było inaczej to nie byłoby tylu samobójstw, tak dużej skali depresji ani tylu zaburzeń wśród mojego pokolenia i kolejnych. Traumy pokoleniowe potrafią być znacznie silniejsze niż się wydaje. Ty też możesz je mieć i również podporządkowywać im życie nawet tego nie wiedząc. U każdego to może mieć inną formę. Jeden będzie pił, drugi ćpał, trzeci nie będzie w stanie stworzyć żadnego związku, a czwarty na przykład nie będzie w stanie zmienić pracy. Oczywiście, że chciałbym być tym, który to przerwie tylko nie wiem jak.

Gotowanie to gotowanie nawet jeśli oznacza jedynie wrzucenie parówek czy jajek do wody. Nie jest to poziom zawodowego kucharza ale wciąż wystarczający by nie umrzeć z głodu.

Bagiennik, ta dyskusja od początku nie miała sensu bo jak sam piszesz pod paroma względami jesteśmy podobni. Moglibyśmy tak się przerzucać swoim zdaniem bez końca, a i tak nie dojdziemy do konsensusu. Ty miałeś możliwości by zadziałać, twój własny umysł nie uniemożliwiał ci tego. Zrobiłeś coś w rodzaju buntu wobec swojej matki, ja tego nie potrafię. Terapeutka na jednym z pierwszych spotkań mi powiedziała, że nigdy nie przeszedłem etapu nastoletniego buntu. W relacji z rodzicami wciąż jestem jak dziecko z wczesnych lat nastoletnich. Wiem, że coś jest nie tak ale czuję zbyt duży lęk i zależność by się sprzeciwić. To się nie zmieniło od co najmniej 15 lat i się nie zmieni póki fizycznie nie uwolnię się spod wpływu rodziców i całego otoczenia, w którym jestem od zawsze.

Albo gadasz bzdury albo ja kompletnie nie rozumiem co oznacza słowo "chęci". Mam wrażenie, że to coś zupełnie innego niż ja myślę.

30,414 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2026-01-08 22:33:00)

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Oczywiście, że wiem to wszystko, wiedziałem od dawna. Piszesz jakbyś nie miała żadnego pojęcia o psychologii, a w to nie uwierzę. Przecież to nie jest tak, że z momentem osiągnięcia jakiegoś wieku wszelkie traumy i lęki nagle znikają. Z tym wpływem rodziców i środowiska w jakim się żyło jako dziecko jest trochę jak z komunizmem. Działa jeszcze długo po jego zakończeniu.

Sama świadomość to o wiele za mało. Gdyby było inaczej to nie byłoby tylu samobójstw, tak dużej skali depresji ani tylu zaburzeń wśród mojego pokolenia i kolejnych. Traumy pokoleniowe potrafią być znacznie silniejsze niż się wydaje. Ty też możesz je mieć i również podporządkowywać im życie nawet tego nie wiedząc. U każdego to może mieć inną formę. Jeden będzie pił, drugi ćpał, trzeci nie będzie w stanie stworzyć żadnego związku, a czwarty na przykład nie będzie w stanie zmienić pracy. Oczywiście, że chciałbym być tym, który to przerwie tylko nie wiem jak.

Masz rację co do traum, mechanizmów i wpływu dzieciństwa, ale... ty używasz tej wiedzy nie po to, żeby coś realnie zmienić, ale żeby NIC nie robić. To jest klasyczna intelektualizacja: wszystko rozumiesz, wszystko potrafisz nazwać, a jednocześnie dalej stoisz w miejscu.

Świadomość faktycznie nie wystarcza, ale bez działania nie wydarzy się absolutnie nic. Traumy nie znikają od rozumienia ich ani od porównań do komunizmu, tylko od konfrontowania ich w praktyce. I nie "kiedyś”, tylko w konkretnych, małych ruchach tu i teraz.

Jeśli mówisz "chciałbym to przerwać, tylko nie wiem jak”, to odpowiedź jest brutalnie prosta: zacznij robić rzeczy, których unikasz, zamiast kolejne razy zupełnie bezproduktywnie je analizować. Terapia, codzienne ogarnianie podstaw, uczenie się samodzielności - przecież to nie są żadne wielkie rzeczy, ale stoją za nimi decyzje. Notabene robienie NIC też jest decyzją wink
Na ten moment problemem nie jest brak wiedzy ani głębokość traum, tylko to, że wybierasz puste mówienie o zmianie zamiast jej robienia. I dopóki to się nie zmieni, żadna teoria Cię z tego nie wyciągnie.
Amen.

Shinigami napisał/a:

Gotowanie to gotowanie nawet jeśli oznacza jedynie wrzucenie parówek czy jajek do wody. Nie jest to poziom zawodowego kucharza ale wciąż wystarczający by nie umrzeć z głodu.

Można otworzyć paczkę chipsów i też nie umrze się z głodu, a jednak trudno nazwać to gotowaniem wink

Jack Sparrow napisał/a:

LOL. Kolejny raz narracja mu się zmieniła. Ciekaw jestem jak teraz pogodzi treści kilku ostatnich postów, że absolutnie nic nie może w domu zrobić z tym, że jednak jak chce to może coś ugotować.

To już wiesz jak - wystarczy ugotowanie parówek pokrętnie nazwać gotowaniem. Jak się chce, to wszystko można wink

30,415 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2026-01-08 23:11:37)

Odp: 30lat i cały czas sam

Myślę, że Priscilla ujęła to wyżej idealnie: wszystko sprowadza się do SPRAWCZOŚCI. Wiedza na temat problemu, samego problemu nie rozwiąże. Wiesz doskonale, jakich sytuacji czy też czynności unikasz? Świetnie! Zatem STARAJ SIĘ. Próbuj, zaczynając od tych małych kroczków.
Liczą się właśnie owe "chęci" wynikające z POTRZEBY zmiany, skoro najwidoczniej obecny stan do pewnego stopnia Cię męczy (choć czujesz się z tym wygodnie, więc się zapierasz w tym swoim "ciepłym gniazdku"). Systematycznie, powoli i do przodu - nikt nie powiedział, że będzie łatwo i wygodnie.
Bunt to raczej szersze pojęcie, mi pewne rzeczy zaczęły przeszkadzać, uderzając w poczucie rodzącej się samodzielności. Myślę, że studia w obcym mieście dodatkowo wywarły na to pozytywny wpływ. To, że nie przeszedłeś okresu buntu nie oznacza, że nie możesz się w końcu obudzić.
Przestań traktować siebie, jako przegranego, któremu nic nie może już pomóc.

30,416

Odp: 30lat i cały czas sam
Priscilla napisał/a:
Shinigami napisał/a:

Oczywiście, że wiem to wszystko, wiedziałem od dawna. Piszesz jakbyś nie miała żadnego pojęcia o psychologii, a w to nie uwierzę. Przecież to nie jest tak, że z momentem osiągnięcia jakiegoś wieku wszelkie traumy i lęki nagle znikają. Z tym wpływem rodziców i środowiska w jakim się żyło jako dziecko jest trochę jak z komunizmem. Działa jeszcze długo po jego zakończeniu.

Sama świadomość to o wiele za mało. Gdyby było inaczej to nie byłoby tylu samobójstw, tak dużej skali depresji ani tylu zaburzeń wśród mojego pokolenia i kolejnych. Traumy pokoleniowe potrafią być znacznie silniejsze niż się wydaje. Ty też możesz je mieć i również podporządkowywać im życie nawet tego nie wiedząc. U każdego to może mieć inną formę. Jeden będzie pił, drugi ćpał, trzeci nie będzie w stanie stworzyć żadnego związku, a czwarty na przykład nie będzie w stanie zmienić pracy. Oczywiście, że chciałbym być tym, który to przerwie tylko nie wiem jak.

Masz rację co do traum, mechanizmów i wpływu dzieciństwa, ale... ty używasz tej wiedzy nie po to, żeby coś realnie zmienić, ale żeby NIC nie robić. To jest klasyczna intelektualizacja: wszystko rozumiesz, wszystko potrafisz nazwać, a jednocześnie dalej stoisz w miejscu.

Świadomość faktycznie nie wystarcza, ale bez działania nie wydarzy się absolutnie nic. Traumy nie znikają od rozumienia ich ani od porównań do komunizmu, tylko od konfrontowania ich w praktyce. I nie "kiedyś”, tylko w konkretnych, małych ruchach tu i teraz.

Jeśli mówisz "chciałbym to przerwać, tylko nie wiem jak”, to odpowiedź jest brutalnie prosta: zacznij robić rzeczy, których unikasz, zamiast kolejne razy zupełnie bezproduktywnie je analizować. Terapia, codzienne ogarnianie podstaw, uczenie się samodzielności - przecież to nie są żadne wielkie rzeczy, ale stoją za nimi decyzje. Notabene robienie NIC też jest decyzją wink
Na ten moment problemem nie jest brak wiedzy ani głębokość traum, tylko to, że wybierasz puste mówienie o zmianie zamiast jej robienia. I dopóki to się nie zmieni, żadna teoria Cię z tego nie wyciągnie.
Amen.

Priscila trafnie. Shini jest bystry ale nie pozwala sobie "przeskoczyc". On teorie zna ale teraz trzeba wdrożyć. Z bólem zacząć

30,417

Odp: 30lat i cały czas sam

Priscilla, w jakich małych ruchach miałbym to konfrontować? Zmiana pracy raczej nie należy do małych. Dla mnie byłby to największy ruch w całym dotychczasowym życiu. Piszesz bym zaczął robić rzeczy, których unikam tyle, że ja nawet nie wiem jakie to są. A jeśli wiem to nie jestem w stanie tego zrobić. Weźmy nawet tego doradcę zawodowego. Po raz już nie wiem, który znalazłem kilka opcji, mam otwarte karty w przeglądarce. Dosłownie wystarczy tylko sięgnąć po telefon i zadzwonić. I nie mogę choćby nie wiem jak bardzo bym chciał. Wezmę ten telefon, patrzę na niego i dosłownie nie mogę się ruszyć. Od razu pojawia się taki natłok negatywnych i demotywujacych myśli, taki lęk, że momentalnie zaczyna mnie boleć głowa. Tak samo się dzieje kiedy chce poszukać jakichś ogłoszeń. Dosłownie wszystko zaczyna mnie od tego odciągać i prędzej bym poszedł zbierać śnieg grabiami niż to co powinienem.

Niby tak ale jedząc tylko chipsy długo nie pożyjesz. No dobra to co musiałbym zrobić, w sensie jakie danie żeby można było nazwać to gotowaniem? Tylko nie pisz, że jajecznica bo i tak bym jej nie zjadł.

Bagiennik, jak wyżej, poza tymi związanymi z pracą nie wiem jakich sytuacji unikam. Chyba, że to sprzeciwienie się rodzicom też się do tego zalicza. Przykładowo mam wolny weekend ale nawet nie chce mi się myśleć gdzie mógłbym pojechać bo po pierwsze byłoby to tylko po by nie siedzieć w domu. Po drugie musiałbym się spowiadać dokąd jadę, po co jadę i kiedy wrócę. Wiele rzeczy mi przeszkadza ale dlatego, że czuję, że to nie jest tak jak być powinno. A jak być powinno tego nie wiem o kiedy tylko próbuję sobie to wyobrazić to od razu uruchamiają się najgorsze myśli. To jest dosłownie uwięzienie we własnym umyśle. Mózg robi wszystko byle tylko nie pozwolić na zmianę obecnej sytuacji. Właśnie przez to czuję się przegranym, któremu nie można już pomóc. Nie mogę ufać nawet samemu sobie bo dosłownie wszystko we mnie stara się uniemożliwić zmianę.

30,418 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2026-01-09 01:08:55)

Odp: 30lat i cały czas sam

.

30,419

Odp: 30lat i cały czas sam

Wyjechanie po to, żeby nie siedzieć w domu moim zdaniem ma sens.
O ile zdołasz przekonać sam siebie, że NIE MUSISZ się spowiadać rodzicom czyli zmienić myślenie.  Jesteś dorosły, masz swój samochód oraz swoje pieniądze. Uprzejmość ludzi dorosłych sugeruje rodziców poinformować, kiedy się wróci pi razy oko czyli np. "w niedzielę na kolację". Tak, wiem - niewiarygodnie trudne. Mam wyobraźnie na ilość tzw. gadania, jakie to by wywołało.  Ale od czegoś trzeba zacząć.

30,420 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2026-01-09 13:29:08)

Odp: 30lat i cały czas sam

Hmm, odnośnie spraw około-zawodowych czy załatwiania rozmaitych formalności: kiedyś dostrzegałem u siebie swego rodzaju lęk czy nieśmiałość przy zajmowaniu się tego typu rzeczami. Rozmowa przez telefon, nie mówiąc już o takiej prowadzonej na żywo, kosztowała mnie sporo nerwów i stresu. Dotyczyło to nawet tak banalnych spraw, jak rezerwacja noclegu czy zamawianie pizzy. Tutaj akurat Matka specjalnie się nie wtrącała ani mnie nie wyręczała - ot, wynikało to z mojej, nieco introwertycznej natury. Z czasem jednak, trochę z konieczności a trochę z ciekawości i CHĘCI, zacząłem stopniowo przełamywać tą barierę. Piszę o tym cały czas, aby Ci uświadomić, że jest to możliwe. Możliwe jest wyjście z głębokiego kryzysu, nawet jeśli ma to nastąpić o wiele później, niż w przypadku przeciętnej osoby, zdobywającej owe umiejętności w okresie dojrzewania.

Natomiast, jeśli mówimy o aktywności, codziennych zajęciach czy ogarnianiu spraw wokół siebie: jakie to rzeczy, których unikasz? Wiesz co, wydaje mi się, że zaczynasz teraz tutaj robić z nas idiotów.. Sorry, ale sam gdzieś wyżej o tym wspominałeś(czy cały czas piszesz): pranie, sprzątanie, gotowanie - choćby właśnie to! Wolne dni czy weekendy? Pewnie Cię to zdziwi, ale wychodzi się z domu właśnie po to, by...w nim nie siedzieć smile
To już jest wystarczający argument. Jest tyle rozmaitych opcji na spędzanie czasu, że wystarczy tylko wybrać. Serio, jesteś człowiekiem, którego absolutnie nic nie cieszy, nic Cię nie ciekawi? Masz nawet ten samochód, którym możesz podjechać do najbliższego miasta! Na Boga! Skoro jesteś osobą pełnoletnią, możesz co najwyżej uprzejmie ich poinformować, że znikasz z domu, ale pamiętaj, że NIE MUSISZ. Boisz się zapewne konsekwencji podjęcia jakiegokolwiek kroku. Wszyscy Ci tutaj tłumaczą, że na początku nie będzie łatwo i przyjemnie, więc pewnie usłyszysz pod swoim adresem kilka niewybrednych uwag, ale taka jest właśnie cena stopniowego uwalniania się  ze smyczy oraz uniezależnienia się od kogoś, kogo uważasz za czynnik ograniczający Twoją swobodę(chociaż akurat w Twoim przypadku rodzice są jedynie jednym ze składowych a nie jedyną przeszkodą).

Tak jeszcze a propos gotowania: ok, jajecznicy nie jadasz. Swoją drogą, jesteś pierwszą osobą, jaką znam, która jej nie znosi, ale ok - gusta kulinarne bywają rozmaite, sam nienawidzę np. bezy czy bitej śmietany oraz kisielu...
W takim razie jest jeszcze coś prostszego, od czego można zacząć: kanapki na śniadanie, sałatki, naleśniki, tosty.. Potem przyjdzie czas, żeby sobie schabowego usmażyć albo zupę ugotować. Zależy, co tam lubisz.. Mała podpowiedź: też zaczynałem od zera, popełniając błędy(popełniam je cały czas, bo nie jestem żadnym mistrzem kuchni). Tylko jakoś mi jedzenie dużo lepiej smakuje, jak sobie SAM je przyrządzę, niż jak mi to ktoś podstawia pod nos...

Posty [ 30,356 do 30,420 z 31,049 ]

Strony Poprzednia 1 … 466 467 468 469 470 … 478 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024