Powiem brutalnie:
Niech każdy twierdzi, że ma prawo do wszystkiego, usprawiedliwiająca wszystkie możliwe odchylenia czy udziwnienia. Ciekawe, jak to dalej się wszystko potoczy?
Ok, skoro jeden czy drugi(jedna czy druga), odczuwa nieodpartą potrzebę flirtowania niemal z każdą osobą płci przeciwnej niech sobie do woli realizuje swoje fantazje. Tylko niech przestanie oszukiwać i krzywdzić swojego partnera/partnerkę, zwyczajnie rezygnując ze związku! Pewnych rzeczy pogodzić się nie da, tym bardziej jeśli ustala się pewne zasady, po czym później się je łamie. W dalszym przebiegu wydarzeń, jeśli zostaną zdemaskowani, wypierają to z siebie, twierdząc, że nic się takiego nie stało, mając za nic odczucia drugiej strony.
Czy to uczciwe? Myślę, że to pytanie retoryczne..
Może i ktoś się znajdzie, kto będzie w stanie to tolerować. Jeżeli nawet takie zachowania polegają na niby to niewinnym flircie, to czy naprawdę przy dłuższym czasie, kiedy ktoś przejawia takie tendencje, będzie to komfortowe dla drugiej strony? Pozostanę przy swoim zdaniu, że potrzeba dowartościowania się poprzez otrzymywanie nadmiaru atencji, jest poważnym zaburzeniem. Tak, jak chyba Priscilla wyżej wspomniała: co innego zupełnie, jeśli ludzie poszukują zwyczajnych kontaktów w sieci, opartych na luźnej rozmowie bądź dyskusji, bez żadnego dwuznacznego podtekstu. Co innego zaś, jeśli specjalnie tworzą konta na portalach randkowych, oglądają seks kamerki czy lawinowo komentują urodę czy tez wdzięk osób płci przeciwnej. Dla mnie np. byłby to powód do poważnej rozmowy, jeśli by się takie zachowanie powtórzyło choć raz, byłby to natychmiastowy i nieodwołalny koniec.
30,291 2025-12-24 00:05:56 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2025-12-24 00:11:23)
30,292 2025-12-24 00:10:14
bagienni_k napisał/a:Z kolei mnie niezmiennie nurtuje pytanie: w jakim celu osoby, będące w związku poszukują czy pielęgnują wirtualne znajomości, oparte na flircie czy raczej mocno przesiąknięte podtekstem seksualnym/emocjonalnym? Tym bardziej, jeśli same twierdzą, że są w swoim związku szczęśliwe i niczego im nie brakuje.. WTF?
Tudzież nie powiedzą tego, ale same przed sobą przyznają, że poza związkiem muszą koniecznie szukać adoracji i uwag u płci przeciwnej(w formie biernej lub aktywnej), gdyż niezbędne jest i to do prawidłowego funkcjonowania, aby czuć się w pełni usatysfakcjonowanym emocjonalnie.W celu zaspokojenia swoich zróżnicowanych, uświadomionych oraz nieuświadomionych potrzeb rozlicznych, drogi bagienni_ku, do zaspokojenia których mają pełne prawo czyli wpływ psychologii w wydaniu spopularyzowanym na działania szerokich rzesz obywateli płci obojga, choć mam wrażenie na panie to bardziej wpływa.
Tak sobie obserwuję, ze od jakiegoś czasu każdy "ma prawo", natomiast co do obowiązków... jakoś ciszej.
Mam prawo czuć się w pełni usatysfakcjonowany/a emocjonalnie to sobie to funduję, a co! Prawo mam! I leci... pal sześć, ze druga strona jakby ma z tym problem, wszak wiadomo "co do tego, co robię, to jeśli z czymś masz problem, mój drogi/moja droga, to to jest twój problem, albowiem ja mam prawo".
Co w sumie tak do końca głupie nie jest, jeśli stosowane z umiarem tudzież rozwagą, ale robi się dosyć paskudne, gdy tego umiaru zabraknie.
Z tym "mam prawo" takie czasy
Ale w tym przypadku to raczej nie o to chodzi bo najczesciej za plecami drugiej strony. Raczej na pytanie co tam robisz nie odpowie mam prawo tylko "to nie ja" ![]()
30,293 2025-12-24 00:12:13
Otóż to!
Słowo klucz brzmi: "za plecami".
30,294 2025-12-24 00:12:18 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2025-12-24 00:12:39)
dubel
30,295 2025-12-24 00:18:07
Odpowiedź na to pytanie jest całkiem prosta. Te osoby na prawdę mogą czuć się dobrze w swoim związku ale to nie znaczy, że uważają go za ten jedyny, ostateczny.
Pewnie znowu wyjdę na złośliwą, ale Ty to przecież znasz z autopsji.
Nie wiem czy mężczyźni też tak mają ale z tego co słyszałem w przypadku kobiet to jest taki tryb nieskończonego szukania. Coś na zasadzie "mam już super faceta ale poszukam jeszcze bo może trafi się jeszcze bardziej super" albo "mój ma milion ma koncie ale może trafię na takiego, który ma dwa". I tak bez końca.
Coś mi się wydaje, że przede wszystkim to naczytałeś się tych wszystkich pillów i teorii o hipergamii, a teraz to powtarzasz. Ba, przypisujesz tę "przypadłość" kobietom, choć sam zupełnie niedawno ujawniłeś, że o swojej partnerce myślisz tak samo, zwłaszcza jeśli okaże się, że na tym rynku zyskasz w notowaniach i będziesz miał większe możliwości.
30,296 2025-12-24 00:21:52 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2025-12-24 00:23:12)
Powiem brutalnie:
Niech każdy twierdzi, że ma prawo do wszystkiego, usprawiedliwiająca wszystkie możliwe odchylenia czy udziwnienia. Ciekawe, jak to dalej się wszystko potoczy?
Ok, skoro jeden czy drugi(jedna czy druga), odczuwa nieodpartą potrzebę flirtowania niemal z każdą osobą płci przeciwnej niech sobie do woli realizuje swoje fantazje. Tylko niech przestanie oszukiwać i krzywdzić swojego partnera/partnerkę, zwyczajnie rezygnując ze związku! Pewnych rzeczy pogodzić się nie da, tym bardziej jeśli ustala się pewne zasady, po czym później się je łamie. W dalszym przebiegu wydarzeń, jeśli zostaną zdemaskowani, wypierają to z siebie, twierdząc, że nic się takiego nie stało, mając za nic odczucia drugiej strony.
Czy to uczciwe? Myślę, że to pytanie retoryczne..
Może i ktoś się znajdzie, kto będzie w stanie to tolerować. Jeżeli nawet takie zachowania polegają na niby to niewinnym flircie, to czy naprawdę przy dłuższym czasie, kiedy ktoś przejawia takie tendencje, będzie to komfortowe dla drugiej strony? Pozostanę przy swoim zdaniu, że potrzeba dowartościowania się poprzez otrzymywanie nadmiaru atencji, jest poważnym zaburzeniem. Tak, jak chyba Priscilla wyżej wspomniała: co innego zupełnie, jeśli ludzie poszukują zwyczajnych kontaktów w sieci, opartych na luźnej rozmowie bądź dyskusji, bez żadnego dwuznacznego podtekstu. Co innego zaś, jeśli specjalnie tworzą konta na portalach randkowych, oglądają seks kamerki czy lawinowo komentują urodę czy tez wdzięk osób płci przeciwnej. Dla mnie np. byłby to powód do poważnej rozmowy, jeśli by się takie zachowanie powtórzyło choć raz, byłby to natychmiastowy i nieodwołalny koniec.
No właśnie. Problemem nie tyle jest sam flirt, co elementarna uczciwość i dotrzymywanie ustalonych zasad. Jeśli ktoś deklaruje jedno, a robi drugie, to do głosu dochodzi łamanie zaufania i bagatelizowanie uczuć partnera. To jest zresztą zwykłe zakłamanie.
Każdy ma prawo do własnych potrzeb, także do atencji, ale dorosłość polega na braniu za to odpowiedzialności, a nie na usprawiedliwianiu się cudzym kosztem. I rzeczywiście - czym innym są zwykłe rozmowy w sieci, a czym innym świadome szukanie bodźców emocjonalnych czy seksualnych poza związkiem. Dla wielu osób to już jest przekroczenie granicy i - one też mają do tego pełne prawo.
30,297 2025-12-24 00:52:58 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2025-12-24 00:53:50)
Pewnie znowu wyjdę na złośliwą, ale Ty to przecież znasz z autopsji.
Coś mi się wydaje, że przede wszystkim to naczytałeś się tych wszystkich pillów i teorii o hipergamii, a teraz to powtarzasz. Ba, przypisujesz tę "przypadłość" kobietom, choć sam zupełnie niedawno ujawniłeś, że o swojej partnerce myślisz tak samo, zwłaszcza jeśli okaże się, że na tym rynku zyskasz w notowaniach i będziesz miał większe możliwości.
To prawda znam ale chyba z innego powodu niż niektórym tu się wydaje. Były tu już osoby twierdzące, że moja partnerka nawet mi się nie podoba, a jestem z nią bo żadna inna się nie trafiła. Jedynym co się tu zgadza to fakt, że faktycznie ona jest dosłownie jedyną, która zwróciła na mnie jakąkolwiek uwagę. To nie znaczy, że mi się nie podoba bo akurat tego raczej nie dałoby się przeskoczyć. Prawda jest taka, że ja po prostu nie wiem co to dokładnie znaczy kochać i być kochanym ani po czym poznać, że to "ta jedyna". Nie wiem czy kiedykolwiek uda mi się tego wszystkiego dowiedzieć ani nawet czy ja w ogóle jestem jeszcze zdolny do takich uczuć.
To, że naczytałem się mnóstwa pillowych treści również jest prawdą. Terapeutka też mówi, że to spowodowało niezłe spustoszenie w mojej głowie. Ale jednak trochę prawdy musi w tym być skoro tak dużo i tak często miałem okazję to czytać. Nie sądzę bym jeszcze mógł zyskać w notowaniach no chyba, że wygram w lotto, nawet zacząłem ostatnio grać. Nigdy nie wzbudzałem zainteresowania w swoim otoczeniu i to się raczej nie zmieni. Nie wiem skąd się biorą takie myśli skoro mnie nie powinny dotyczyć ale są i staram się tłumić je na samym początku.
30,298 2025-12-24 04:01:00
To prawda znam ale chyba z innego powodu niż niektórym tu się wydaje. Były tu już osoby twierdzące, że moja partnerka nawet mi się nie podoba, a jestem z nią bo żadna inna się nie trafiła. Jedynym co się tu zgadza to fakt, że faktycznie ona jest dosłownie jedyną, która zwróciła na mnie jakąkolwiek uwagę. To nie znaczy, że mi się nie podoba bo akurat tego raczej nie dałoby się przeskoczyć. Prawda jest taka, że ja po prostu nie wiem co to dokładnie znaczy kochać i być kochanym ani po czym poznać, że to "ta jedyna". Nie wiem czy kiedykolwiek uda mi się tego wszystkiego dowiedzieć ani nawet czy ja w ogóle jestem jeszcze zdolny do takich uczuć.
To, że naczytałem się mnóstwa pillowych treści również jest prawdą. Terapeutka też mówi, że to spowodowało niezłe spustoszenie w mojej głowie. Ale jednak trochę prawdy musi w tym być skoro tak dużo i tak często miałem okazję to czytać. Nie sądzę bym jeszcze mógł zyskać w notowaniach no chyba, że wygram w lotto, nawet zacząłem ostatnio grać. Nigdy nie wzbudzałem zainteresowania w swoim otoczeniu i to się raczej nie zmieni. Nie wiem skąd się biorą takie myśli skoro mnie nie powinny dotyczyć ale są i staram się tłumić je na samym początku.
Tak sobie myślę, że to, co piszesz o sobie, brzmi raczej jak zagubienie i brak wiary w siebie. I po części właśnie o to mi chodziło - pillowe treści bardzo łatwo biorą czyjeś osobiste doświadczenia, frustracje czy lęki i ubierają je w teorię, która potem wygląda jak obiektywna prawda o kobietach czy relacjach.
To, że Ty nie wiesz, czym jest miłość albo czy jesteś do niej zdolny, nie znaczy, że inni, a już na pewno wszystkie kobiety, działają według jednego schematu. A im dłużej czyta się narracje, które wszystko tłumaczą rynkiem i notowaniami, tym trudniej zobaczyć w relacji coś więcej niż transakcję. Może więc problemem nie jest to, że "coś w tym musi być”, ale że te treści trafiają dokładnie w moment, kiedy człowiek jest najbardziej podatny i zamiast pomagać, to wywołują i/lub bardziej pogłębiają chaos.
Odniosłam się do potencjalnie wyższych notowań na rynku, bo jakiś czas temu sam wysnąłeś teorię, że skoro pierwszy raz (a potem kolejne) masz już za sobą, masz też na koncie jakieś doświadczenie związkowe, to powinieneś być postrzegany wyżej niż do tej pory. Czyżby coś się w Twoim myśleniu w tej kwestii zmieniło?
30,299 2025-12-24 12:31:22
Tak sobie myślę, że to, co piszesz o sobie, brzmi raczej jak zagubienie i brak wiary w siebie. I po części właśnie o to mi chodziło - pillowe treści bardzo łatwo biorą czyjeś osobiste doświadczenia, frustracje czy lęki i ubierają je w teorię, która potem wygląda jak obiektywna prawda o kobietach czy relacjach.
To, że Ty nie wiesz, czym jest miłość albo czy jesteś do niej zdolny, nie znaczy, że inni, a już na pewno wszystkie kobiety, działają według jednego schematu. A im dłużej czyta się narracje, które wszystko tłumaczą rynkiem i notowaniami, tym trudniej zobaczyć w relacji coś więcej niż transakcję. Może więc problemem nie jest to, że "coś w tym musi być”, ale że te treści trafiają dokładnie w moment, kiedy człowiek jest najbardziej podatny i zamiast pomagać, to wywołują i/lub bardziej pogłębiają chaos.
Odniosłam się do potencjalnie wyższych notowań na rynku, bo jakiś czas temu sam wysnąłeś teorię, że skoro pierwszy raz (a potem kolejne) masz już za sobą, masz też na koncie jakieś doświadczenie związkowe, to powinieneś być postrzegany wyżej niż do tej pory. Czyżby coś się w Twoim myśleniu w tej kwestii zmieniło?
Oczywiście, że to jest zagubienie i brak wiary w siebie. Jestem jedynie marnym cieniem tego kim powinienem teraz być. Mimo iż udało mi się osiągnąć jedną rzecz, którą jeszcze niedawno uważałem za niewykonalną to osiągnięcie tego wcale nie pomogło uwierzyć, że inne też mogą się udać. Te wszystkie pillowe treści mają jakąś dziwną właściwość, że bardzo przyciągają, bardzo szybko stają się niesamowicie ciekawe, to wciąga niemal jak hazard.
Wiem, że najprawdopodobniej tylko ze mną jest coś nie tak w kwestii miłości, a raczej z niewielką grupą ludzi podobnych do mnie. Oczywiście, że nie dotyczy to wszystkich tak samo jak nie każdy wpisuje się w teorię pillowe. Jednak nawet takie teorie nie biorą się znikąd. One powstały ze zbioru historii i przemyśleń wieku różnych ludzi, którzy udzielali się w internecie. Przykładowo to, że pieniądze najbardziej przyciągają kobiety, to jest przecież prawda znana od tysięcy lat. Kto miał wielkie haremy, po kilka żon i najwięcej dzieci w historii? Ludzie najbogatsi i mający największą władzę. Teorie pillowe tylko trochę to przerobiły na miarę dzisiejszych czasów. To, że trafią akurat w człowieka i moment, w którym jest on najbardziej podatny to coś czego jeszcze nie rozumiem ale co jest całkiem ciekawe.
Zmieniło się tyle, że cała ta teoria została obalona. W chyba każdym zakątku internetu dotyczącym relacji i teorii pillowych jedną z podstawowych jest właśnie to, że kobiety w jakiś tajemniczy sposób wyczuwają czy facet ma doświadczenie czy nie. Więc im więcej tego doświadczenia tym bardziej atrakcyjny powinien być. U mnie kompletnie nic się nie zmieniło więc albo mam jeszcze za mało doświadczenia albo ta teoria to bzdura. Nie chodzi mi o faktyczne zwiększenie atrakcyjności żeby jej niektórzy tu pisali znaleźć "lepszą" dziewczynę. Chodzi o samą teorię i jej potwierdzenie lub nie.
30,300 2025-12-24 13:45:17 Ostatnio edytowany przez Muqin (2025-12-24 14:25:45)
.
30,301 2025-12-24 13:51:33 Ostatnio edytowany przez Muqin (2025-12-24 14:50:34)
dubel
30,302 2025-12-24 14:02:39
Teoria poddana krótkiej krytycznej analizie
https://klubjagiellonski.pl/2023/07/02/ … kobietach/
Jak zajrzysz możemy o tym pogadać ![]()
30,303 2025-12-24 14:42:25
Priscilla Oczywiście, masz rację. Problem właśnie w tym, kiedy zasady zostają kompletnie odrzucone, nieważne czy mniej lub bardziej świadomie, wyłącznie na rzecz własnych potrzeb czy zachcianek, kosztem ludzi wokół, szczególnie partnera. Taka osoba się wręcz zatraca w swoim zakłamaniu i oszustwie, gdzie czasami nawet sprawia jej to przyjemność, kiedy ma nad drugą stroną kontrolę, wodząc ją za nos. To zwyczajnie obrzydliwe. Elementarna uczciwość przestaje mieć znaczenie, gdyż aby się na nią zdobyć trzeba mieć nieco odwagi oraz podjąć wysiłek. Dzisiaj zaś raczej wybiera się zwykle to, co jest prostsze i szybsze, a do tego dodaje więcej wrażeń, emocji czy wręcz adrenaliny.
Ile to razy można usłyszeć, że lepsze już bywają jakiekolwiek emocje niż owa przeciętność, gdzie panuje swego rodzaju rutyna (nieunikniona moim zdaniem), jeśli chce się prowadzić, spokojne, ustabilizowane życie.
Niemniej jednak, nie sądzę, aby potrzeba (ciągłej) atencji, otrzymywana bądź przekazywana, może być uznawana za zdrowy objaw.
30,304 2025-12-24 14:48:19 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2025-12-24 14:54:05)
dubel
30,305 2025-12-24 14:50:54 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2025-12-24 14:54:46)
dubel
30,306 2025-12-24 22:21:31
Teoria poddana krótkiej krytycznej analizie
https://klubjagiellonski.pl/2023/07/02/ … kobietach/Jak zajrzysz możemy o tym pogadać
Zajrzałem i przeczytałem całe. W sporej części nawet się zgadzam. Jeszcze chyba nie widziałem aż tak naukowego podejścia do redpillu, fajnie i ciekawie się to czytało. Chętnie pogadam o tym więcej.
30,307 2025-12-25 13:05:55
Redpill jest zjawiskiem socjologicznym, z tym naukowym podejściem to ciut na wyrost chyba
, ale przynajmniej jest w punktach i bez emocji.
Z czym się nie zgadzasz, Shini?
30,308 2025-12-25 13:20:44
Redpill jest zjawiskiem socjologicznym, z tym naukowym podejściem to ciut na wyrost chyba
, ale przynajmniej jest w punktach i bez emocji.
Z czym się nie zgadzasz, Shini?
30,309 2025-12-25 22:41:35
Redpill jest zjawiskiem socjologicznym, z tym naukowym podejściem to ciut na wyrost chyba
, ale przynajmniej jest w punktach i bez emocji.
Z czym się nie zgadzasz, Shini?
Chodziło mi bardziej o analizę tego zjawiska.
Nie zgadzam się kilkoma rzeczami.
Na przykład z tym 1% ojców wychowujących nie swoje dzieci. Pamiętam jak kiedyś czytałem o eksperymencie gdzie gość jeździł po różnych miastach w różnych krajach i nadal rodziny. Pamiętam, że w tych badaniach chodziło o przekazywanie genów i cech przez rodziców dla dzieci. W trakcie tych badań poza ich głównym celem wyszło, że dużo więcej niż 1% badanych mężczyzn wychowywało nie swoje dzieci. Niestety nie mam pojęcia jakie to były dokładnie badania i było to ładnych parę lat temu.
Nie do końca zgadzam się z tym, że młodość i uroda kobiet wcale nie są tym co decyduje o ich atrakcyjności w oczach mężczyzn. Gdyby to była prawda to związki mężczyzn z dużo młodszymi kobietami nie miałyby racji bytu, a wszyscy dobrze wiemy, że tak nie jest. Niezależnie od płci osoba 10-15 lat młodsza jest już z zupełnie innego pokolenia i tacy ludzie zwykle nie mieliby nawet o czym rozmawiać. Szczególnie jeśli mówimy o latach gdy najczęściej wchodzi się w te związki czy przykładowo mężczyzna 30-35 lat i kobieta 20-25 lat. Świat zmienia się coraz szybciej i raczej mało prawdopodobne by osoby, które dzieli tyle lat miały choćby podobny światopogląd. Więc jakim cudem dobierają się w związki? Moim zdaniem takim, że te wszystkie społeczne, światopoglądowe czy nawet osobiste kwestie nie mają znaczenia dla nich obojga. Mężczyzna patrzy na tą młodość i urodę, a kobieta na zasoby, pozycję społeczną i ogarnianie życia przez tego mężczyznę.
Tak samo z tym żeby mężczyzni szukali kobiet podobnych sobie zamiast skupiać się na ulepszaniu samego siebie. Dla młodych mężczyzn w wieku mniej więcej 18-30 szukanie kobiety sobie podobnych nie ma większego sensu bo bardzo często te kobiety nie chcą na nich nawet spojrzeć, w ogóle nie widzą ich jako potencjalnych partnerów. Bo są zbyt biedni, zbyt nie ogarnięci, nie wiedzą czego chcą, uważają ich za dziecinnych czy za nie zaradnych bo nie mają swojego mieszkania w wieku 20 lat.
Jest tu poruszona kwestia kojarzenia selektywnego i, że wciąż jest on dominującym sposobem dobierania się ludzi. Napisali tam, że mimo rozwoju internetu, mediów społecznościowych i portali randkowych, które umożliwiają szukanie potencjalnych partnerów daleko poza swoim otoczeniem ludzie wciąż dobierają na podstawie tego właśnie otoczenia. Skąd więc jest tak dużo samotnych ludzi i czemu ta liczba ciągle się zwiększa? Coraz więcej ludzi woli być samemu jeśli nie mogą mieć partnerka/partnerki spoza tej swojej bańki. Wielokrotnie widziałem też twierdzenie, już niekoniecznie tu, że jednym z najważniejszych czynników decydujących o dobieraniu się w pary jest poziom wykształcenia. Więc jakim cudem powstał mój związek skoro mamy inne poziomy wykształcenia?
Weźmy jeszcze kwestię tego, że kobiety rzadko kiedy porzucają swoich partnerów jeśli w grę wchodzi coś innego niż na przykład alkoholizm. Że to wcale nie jest tak, że kobieta porzuci partnera kiedy ten na przykład straci pracę i nie będzie zarabiać albo z powodu wypadku stanie się niepełnosprawny. Osobiście znam jeden przypadek gdzie dziewczyna odeszła od chłopaka bo ten właśnie miał wypadek i nawet nie stał się trwale niepełnosprawny tylko musiał przechodzić wielomiesięczną rehabilitację i ostatecznie wrócił do pełnej sprawności. Oczywiście to tylko jeden przypadek i o wiele za mało by określać tym ogół kobiet ale jednak coś takiego się wydarzyło.
Na razie tyle. Jak przeczytam ponownie to pewnie jeszcze coś tam znajdę.
30,310 2025-12-26 01:01:12
Priscilla Oczywiście, masz rację. Problem właśnie w tym, kiedy zasady zostają kompletnie odrzucone, nieważne czy mniej lub bardziej świadomie, wyłącznie na rzecz własnych potrzeb czy zachcianek, kosztem ludzi wokół, szczególnie partnera. Taka osoba się wręcz zatraca w swoim zakłamaniu i oszustwie, gdzie czasami nawet sprawia jej to przyjemność, kiedy ma nad drugą stroną kontrolę, wodząc ją za nos. To zwyczajnie obrzydliwe. Elementarna uczciwość przestaje mieć znaczenie, gdyż aby się na nią zdobyć trzeba mieć nieco odwagi oraz podjąć wysiłek. Dzisiaj zaś raczej wybiera się zwykle to, co jest prostsze i szybsze, a do tego dodaje więcej wrażeń, emocji czy wręcz adrenaliny.
Ile to razy można usłyszeć, że lepsze już bywają jakiekolwiek emocje niż owa przeciętność, gdzie panuje swego rodzaju rutyna (nieunikniona moim zdaniem), jeśli chce się prowadzić, spokojne, ustabilizowane życie.
Niemniej jednak, nie sądzę, aby potrzeba (ciągłej) atencji, otrzymywana bądź przekazywana, może być uznawana za zdrowy objaw.
Absolutnie nie twierdzę, że to jest zdrowy objaw, ale że jako dorośli ludzie powinniśmy zdawać sobie sprawę z konsekwencji, jakie niesie ze sobą zaspokajanie własnych potrzeb. Zgodnie z moim systemem wartości to nie może odbywać się kosztem drugiego człowieka, w tym przypadku partnera, którego się w ten sposób zwyczajnie krzywdzi. Uważam, że jeśli wchodzi się w związek, to - o ile za obopólną zgodą nie jest to relacja otwarta - obowiązują nas pewne nienaruszalne zasady, jak na przykład lojalność i uczciwość. Ludzie niestety mają skłonność do pokrętnego usprawiedliwiania różnych podłości, które robią innym w imię zaspokajania własnych potrzeb. I choć każdy ma prawo dążyć do szczęścia, to jednak jeśli ktoś chciałby "mieć ciastko i zjeść ciastko" (czytaj: realizować się poza związkiem, ale ze związku nie wychodzić), to powinien mieć też dwagę nazywać rzeczy po imieniu i wziąć odpowiedzialność za swoje wybory, zamiast budować je na cudzym zaufaniu i czyimś koszcie.
30,311 2025-12-26 01:38:23 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2025-12-26 02:07:33)
Oczywiście, że to jest zagubienie i brak wiary w siebie. Jestem jedynie marnym cieniem tego kim powinienem teraz być. Mimo iż udało mi się osiągnąć jedną rzecz, którą jeszcze niedawno uważałem za niewykonalną to osiągnięcie tego wcale nie pomogło uwierzyć, że inne też mogą się udać. Te wszystkie pillowe treści mają jakąś dziwną właściwość, że bardzo przyciągają, bardzo szybko stają się niesamowicie ciekawe, to wciąga niemal jak hazard.
Wiem, że najprawdopodobniej tylko ze mną jest coś nie tak w kwestii miłości, a raczej z niewielką grupą ludzi podobnych do mnie. Oczywiście, że nie dotyczy to wszystkich tak samo jak nie każdy wpisuje się w teorię pillowe. Jednak nawet takie teorie nie biorą się znikąd. One powstały ze zbioru historii i przemyśleń wieku różnych ludzi, którzy udzielali się w internecie. Przykładowo to, że pieniądze najbardziej przyciągają kobiety, to jest przecież prawda znana od tysięcy lat. Kto miał wielkie haremy, po kilka żon i najwięcej dzieci w historii? Ludzie najbogatsi i mający największą władzę. Teorie pillowe tylko trochę to przerobiły na miarę dzisiejszych czasów. To, że trafią akurat w człowieka i moment, w którym jest on najbardziej podatny to coś czego jeszcze nie rozumiem ale co jest całkiem ciekawe.
Zmieniło się tyle, że cała ta teoria została obalona. W chyba każdym zakątku internetu dotyczącym relacji i teorii pillowych jedną z podstawowych jest właśnie to, że kobiety w jakiś tajemniczy sposób wyczuwają czy facet ma doświadczenie czy nie. Więc im więcej tego doświadczenia tym bardziej atrakcyjny powinien być. U mnie kompletnie nic się nie zmieniło więc albo mam jeszcze za mało doświadczenia albo ta teoria to bzdura. Nie chodzi mi o faktyczne zwiększenie atrakcyjności żeby jej niektórzy tu pisali znaleźć "lepszą" dziewczynę. Chodzi o samą teorię i jej potwierdzenie lub nie.
Pillowe teorie są kuszące, bo dają poczucie (moim zdaniem złudne) kontroli i proste wyjaśnienie tego, co boli i nie działa. Jednak to właśnie tutaj zaczyna się problem, bo one w pewien sposob "porządkują" świat, ale odbywa się to w sposób, który z zasady jest fałszywy, bo opiera się na generalizacjach.
Idąc dalej - to, że pieniądze i władza od zawsze zwiększały dostęp do kobiet, jest faktem. Tyle tylko, że dostęp to NIE jest to samo co realna relacja. Historia haremów czy wielożeństwa mówi więcej o strukturach siły niż o uniwersalnych mechanizmach atrakcyjności. Teorie pillowe biorą fragment rzeczywistości i robią z niego prawo, które rzekomo ma tłumaczyć wszystko, ale to się zwyczajnie nie sprawdza w zderzeniu z prawdziwym życiem.
Zresztą sam spójrz, bo Twoje własne doświadczenie jest tu przecież świetnym testem. Pillowa teoria zakłada, że "doświadczenie" automatycznie przekłada się na atrakcyjność w oczach kobiet - u Ciebie tak się jednak nie stało. I to nie musi wcale oznaczać, że masz go za mało albo że z Tobą jest coś nie tak. Bardziej prawdopodobne jest to, że sama teoria jest zbyt uproszczona, w końcu relacje międzyludzkie nie opierają się na tak prostych i mierzalnych zależnościach.
Skoro zatem teoria nie znajduje potwierdzenia w rzeczywistości, to niekoniecznie dlatego, że Ty zawiodłeś jej założenia, ale dlatego, że wcale nie jest tak uniwersalna i adekwatna do współczesnych realiów, jak próbuje się ją przedstawiać. To z kolei podważa jej wiarygodność i pokazuje, jak dużym błędem jest kierowanie się jej wytycznymi w realnym życiu czy traktowanie ich jako punktu odniesienia dla własnej wartości i relacji z innymi.
30,312 2025-12-26 01:38:34
Shini,
zacznę od tego, ze jak czytam te redpillowe treści to z jednej strony czytam o ludziach jako gatunku i domniemaniach dotyczących ewolucji, ale z drugiej ewidentnie zróżnicowanie ludzi doby obecnej nijak uwzględniane nie jest, w efekcie wychodzi to tak, jakby cały świat był jednaki. Co jest bzdurą absolutną oraz totalną, bo ludzie jako gatunek mocno są zróżnicowani, a dobieranie się w trwałe pary mocno zależy na przykład od kultury. Oczywiście nie ma obowiązku uwzględniania różnic kulturowych, ale wtedy wypadałoby zaznaczyć, że teoria dotyczy cywilizacji Zachodu, a nie gatunku Homo Sapiens i tą ewolucję odpuścić. Ale bez ewolucji nie brzmiałoby tak poważnie ![]()
Takie Indie na przykład - ludzi ponad miliard, populacja zbliżona do Europy+USA, za to co do dobierania się w trwałe pary w Indiach do dziś 97% to małżeństwa aranżowane, dobieranie tam wygląda zupełnie inaczej niż u nas.
Kwestia ojców wychowujących nie swoje biologicznie dzieci mocno się pokomplikowała odkąd są banki spermy i in vitro z nasieniem dawcy. Tematu nie drążyłam uznając go za marginalny w skali w skali populacji. Oczywiście, jak się chce podkręcić, że "wredne samice oszukują nieszczęsnych samców" czy tam "kobiety z jednym zachodzą, a drugi wychowuje" jakieś badania się znajdą. Ja do wszelkich wyników badań mam stosunek nad wyraz sceptyczny jeśli sama nie zajrzę głębiej i nie sprawdzę, co właściwie badano i jakimi sposobami. Innymi słowy dla mnie temat poboczny.
Uroda oraz wiek są istotnymi czynnikami w wyborze partnera do trwałego związku, chyba nikt przytomny tego nie neguje
Kwestia jest na ile jest to czynnik istotny. Redpillowe teorie "uczą", że to czynnik dominujący, a obserwacja rzeczywistości tego zwyczajnie nie potwierdza. Przypuszczam, że przy dobieraniu w pary krótkotrwałe, że nie powiem jednorazowe, ten czynnik jest istotny nad wyraz, ale to inna część życia.
Pewnie, że ludzie się sobie wzajem chcą podobać w trwałej parze, ale uroda rzecz mocno dyskusyjna czyli co dla jednego ładne dla drugiego nie za bardzo. Co ciekawe, w dobieraniu się w trwałe pary ma udział także czynnik genetyczny innymi słowy nie jest to wcale proste z tą urodą.
Statystycznie w cywilizacji Zachodu najtrwalsze są pary z niewielką różnicą wieku, tak 3-4 lata albo mniej. Pary nietrwale to oczywiście inna bajka, ale tu by się trzeba zdecydować czy mówimy o parach trwałych czy krótkoterminowych.
Owszem, kojarzenie selektywne nadal jest dominującym sposobem dobierania się ludzi, co nie oznacza, że innych nie ma. Selektywne nadal jest najskuteczniejsze, z tym że obecnie powiedzmy fizyczne miejsce zamieszkania nieco mniej stanowi niż kiedyś. Ale wykształcenie, środowisko, zainteresowania... to może nie być istotne przy szukaniu partnera "na chwilę", szukaniu kogoś do bardzo, bardzo luźniej relacji. Jak związek ma być trwały - stanowi, i to bardzo.
Pytasz, jakim cudem powstał Twój związek mimo różnicy wykształcenia? Shini, wedle opcji wyboru selektywnego to z tego, co wiem spotkaliście się na jakimś evencie dotyczącym anime czyli wspólne zainteresowania, ona jest spod Warszawy tak jak Ty (podobieństwo lokalizacji rodziny pochodzenia). Ty wprawdzie studia skończyłeś, ale w praktyce pracujesz niezgodnie z kierunkiem wykształcenia czyli w sposobie zarabiania na chleb między Wami chyba różnicy nie ma za dużej. Wedle opcji selektywnej różnica by była gdybyś Ty teraz robił doktorat na dobrym uniwersytecie albo wykonywał pracę wymagającą używania wyższego wykształcenia, a ona z trudem skończyła zawodówkę i nijakich ambicji na więcej nigdy nie miała.
Zwiększanie liczby singli nie z wyboru ma przeliczne przyczyny, temat na osobną rozmowę.
Ulepszanie samego siebie to zasadniczo nie jest zły pomysł. Co nie przeczy koncepcji "szukam sobie podobnej". Nie do końca pojmuję, o co Ci chodzi z tym, że te podobne kobiety nie chcą nawet spojrzeć?
Pomijając ten drobiazg, że mężczyzna 18-letni a 30-letni to naprawdę ogromna różnica, ten pierwszy to chłopak przed maturą, nie mężczyzna jeszcze. Od drugiego bycia mężczyzną można już oczekiwać. ![]()
30,313 2025-12-27 04:21:26
Teoria poddana krótkiej krytycznej analizie
https://klubjagiellonski.pl/2023/07/02/ … kobietach/Jak zajrzysz możemy o tym pogadać
Przeczytałem i (pomimo iż sam uważam redpillowy przekaz za zbyt upraszczający rzeczywistość w wieku przypadkach) mam wrażenie, że ten artykuł sam robi to co Redpillowi zarzuca - a mianowicie sam polemizuje z uproszczoną wersją pigułkowych twierdzeń.
Ot weźmy na przykład hipergamię - Red Pill nie twierdzi wcale, że jest to sztywna reguła dotycząca każdej jednej kobiety tylko, że jest to pewna tendencja dająca się zaobserwować średnio w relacjach damsko-męskich. Red Pill nie mówi też, że hioergamia dotyczy tylko zasobów czy urody, ale może być ona realizowana na wielu różnych płaszczyznach. Sama pozycja społeczna może mieć w różnych warunkach bardzo różne znaczenia i oblicza.
zacznę od tego, ze jak czytam te redpillowe treści to z jednej strony czytam o ludziach jako gatunku i domniemaniach dotyczących ewolucji, ale z drugiej ewidentnie zróżnicowanie ludzi doby obecnej nijak uwzględniane nie jest, w efekcie wychodzi to tak, jakby cały świat był jednaki.
Jasne, że ludzie są bardzo zróżnicowani, dużo bardziej niż Red Pill zakłada, ale to równocześnie nie oznacza też, że nie da się do pewnego stopnia na najprostszym poziomie wskazać zbioru cech uważanego w większości za atrakcyjne oraz takiego uważnego również w większości za nieatrakcyjne. Gdyby tak było nie istniałoby coś takiego jak poziomy urody i atrakcyjności, a wszyscy ludzie mieliby takie same szanse na znalezienie partnera (oboje dobrze wiemy, że tak nie jest).
Takie Indie na przykład - ludzi ponad miliard, populacja zbliżona do Europy+USA, za to co do dobierania się w trwałe pary w Indiach do dziś 97% to małżeństwa aranżowane, dobieranie tam wygląda zupełnie inaczej niż u nas.
Okej. Tylko, że Red Pill nie neguje przecież możliwości sztucznej regulacji doboru przez kulturę. Tylko w jaki sposób to zaprzecza temu, że gdyby tych sztucznych regułacji nie było to naturalny dobór wyglądałby inaczej?
Zasady Red Pilla opisują mechanizmy i tendencje dobru naturalnego, a nie regulowanego sztucznie.
Tutaj mam taki ciekawy wykres jak zmieniały się cechy porządne przez kobiety u mężczyzn w Stanach Zjednoczonych w latach od 1939 - 2008 czyli również w okresie w którym zachodnie społeczeństwo przeszło z małżeństw aranżowanych do swobody wyboru:

Uroda oraz wiek są istotnymi czynnikami w wyborze partnera do trwałego związku, chyba nikt przytomny tego nie neguje
Kwestia jest na ile jest to czynnik istotny. Redpillowe teorie "uczą", że to czynnik dominujący, a obserwacja rzeczywistości tego zwyczajnie nie potwierdza. Przypuszczam, że przy dobieraniu w pary krótkotrwałe, że nie powiem jednorazowe, ten czynnik jest istotny nad wyraz, ale to inna część życia.
Jeżeli to czy druga strona nam się po prostu podoba jest pierwszym warunkiem relacji intymnej bez którego żadne inne cechy nie mają znaczenia to w jaki sposób nie jest to czynnik domonujący?
Wpływ innych pozytywnych i negatywnych zmiennych nie ma znaczenia jeżeli atrakcyjność seksualna jest warunkiem koniecznym.
Poza tym Red Pill rozdziela również czynniki istotne w przypadku relacji krótkotrwałych oraz długotrwałych i również w zależności od płci.
I tak mowa, że kobieta na urodę partnera największy nacisk będzie kładła rzeczywiście w przypadku relacji krótkiej natomiast w długiej już inne cechy będą liczyć się bardziej. Mężczyzna natomiast w przypadku relacji krótkotrwałej zwłaszcza wypuszczony i po kilku głębszych będzie tak naprawdę może nie mieć żadnych wymagań. W relacji długotrwałej już musi mu się kobieta podobać, ale to też nie znaczy, że musi być modelką.
Także to też nie jest takie proste, że wędług Red Pilla jest jeden czynnik domonujący zawsze taki sam i nic więcej.
Pomijając ten drobiazg, że mężczyzna 18-letni a 30-letni to naprawdę ogromna różnica, ten pierwszy to chłopak przed maturą, nie mężczyzna jeszcze. Od drugiego bycia mężczyzną można już oczekiwać.
No dobra. To teraz powiedz mi co to znaczy w Twoim rozumieniu "być mężczyzną" i dlaczego od chłopaka 18-letniego nie można tego wymagać, a od 30-letniego już tak?
Skoro zatem teoria nie znajduje potwierdzenia w rzeczywistości, to niekoniecznie dlatego, że Ty zawiodłeś jej założenia, ale dlatego, że wcale nie jest tak uniwersalna i adekwatna do współczesnych realiów, jak próbuje się ją przedstawiać.
A może dlatego, że teoria została zrozumiana zbyt prosto i zbyt dosłownie?
Jasne, że nie zaczną się do niego magicznie kleić nagle laski bo w końcu zaliczył, ale pewnie ogólnie będzie się już wydawać mniej creepy jak na pytanie o przebieg nie odpowie, że jest prawiczkiem. Trochę psychicznej pewności siebie też powinno to przynajmniej trochę dać.
30,314 2025-12-27 17:28:22
Pillowe teorie są kuszące, bo dają poczucie (moim zdaniem złudne) kontroli i proste wyjaśnienie tego, co boli i nie działa. Jednak to właśnie tutaj zaczyna się problem, bo one w pewien sposob "porządkują" świat, ale odbywa się to w sposób, który z zasady jest fałszywy, bo opiera się na generalizacjach.
Idąc dalej - to, że pieniądze i władza od zawsze zwiększały dostęp do kobiet, jest faktem. Tyle tylko, że dostęp to NIE jest to samo co realna relacja. Historia haremów czy wielożeństwa mówi więcej o strukturach siły niż o uniwersalnych mechanizmach atrakcyjności. Teorie pillowe biorą fragment rzeczywistości i robią z niego prawo, które rzekomo ma tłumaczyć wszystko, ale to się zwyczajnie nie sprawdza w zderzeniu z prawdziwym życiem.
Zresztą sam spójrz, bo Twoje własne doświadczenie jest tu przecież świetnym testem. Pillowa teoria zakłada, że "doświadczenie" automatycznie przekłada się na atrakcyjność w oczach kobiet - u Ciebie tak się jednak nie stało. I to nie musi wcale oznaczać, że masz go za mało albo że z Tobą jest coś nie tak. Bardziej prawdopodobne jest to, że sama teoria jest zbyt uproszczona, w końcu relacje międzyludzkie nie opierają się na tak prostych i mierzalnych zależnościach.Skoro zatem teoria nie znajduje potwierdzenia w rzeczywistości, to niekoniecznie dlatego, że Ty zawiodłeś jej założenia, ale dlatego, że wcale nie jest tak uniwersalna i adekwatna do współczesnych realiów, jak próbuje się ją przedstawiać. To z kolei podważa jej wiarygodność i pokazuje, jak dużym błędem jest kierowanie się jej wytycznymi w realnym życiu czy traktowanie ich jako punktu odniesienia dla własnej wartości i relacji z innymi.
Ciekawe, ja nigdy nie odczułem niczego będącego nawet blisko kontroli czytając pillowe treści. Dla mnie to zawsze jest po prostu ciekawe. Może mi się tylko tak wydaje ale na prawdę ciekawi mnie co tym razem na ten temat przeczytam albo o co najbardziej się pokłócą ludzie w komentarzach. Nie przeczę, że czasami łapię się na tym, że szybko uznaję coś co przeczytam za prawdę. Jednak równie szybko udaje mi się wrócić do patrzenia na to z boku i nie przywiązywać się. To co tu czasami piszę nie wynika z jednej czy dwóch przeczytanych rzeczy tylko z dużo większej ich ilości. To coś co prawie zawsze się powtarza i prawie zwłaszcza jest takie samo.
To mnie właśnie ciekawi, jak to jest, że jedna mała plotka potrafi urosnąć do rozmiarów prawdy objawionej dla całej ludzkości?
Tak na prawdę jedynym dowodem na to, że kierowanie się wyłącznie tymi teoriami jest błędne to fakt iż nie przynoszą one zadowalających rezultatów w życiu kierującego. Jestem z kiepskiej sytuacji życiowej, teoria twierdził, że to nie moja wina tylko rodziców, systemu, wstaw cokolwiek. Ja kierując się wyłącznie tym nie poprawiam tej sytuacji tylko dalej w niej tkwię. Czy to z automatu oznacza, że samą teoria jest błędna. Moim zdaniem nie tylko po prostu mało kto potrafi ją wykorzystać w odpowiedni sposób. Dzieje się tak bo albo ten ktoś po prostu nie potrafi odkryć jak z niej skorzystać albo nie ma do tego możliwości bo stoi za nim dużo więcej przyczyn znalezienia się w owej sytuacji takich jak zaburzenia, lęki czy blokady. Wszystko zależy od danej osoby i tego co już ma w sobie, jak odbierze te treści i jak na niego wpłyną.
Na koniec jeszcze odniosę się do tych haremów. Haremy i wielożeństwa miały o wiele więcej wspólnego z niewolnictwem niż z relacją partnerską, co do tego chyba nikt nie powinien mieć wątpliwości. Wiadomo, że w dzisiejszych czasach nie ma już czegoś takiego jak haremy z dawniejszych czasów. Każdy facet jakiego znałem o ludziach takich jak Hugh Hefner wypowiadał się niezbyt pochlebnie i każdy chciałby spróbować być nim chociaż przez jakiś czas. Każdy mu zazdrościł choćby nie wiem jak na niego jechał. Tak samo jest zresztą z ludźmi bogatymi czy politykami. Każdy mówi, że to złodzieje, że załatwiają stanowiska po rodzinie itd i każdy gdyby tylko mógł robiłby to samo. Teorie pillowe pomagają choć na chwilę zrzucić z siebie poczucie winy za takie myślenie. A przynajmniej tak mi się wydaje, że to może być jeden z powodów tego, że te treści tak wciągają.
30,315 2025-12-27 18:56:23
Muqin
Zacznijmy od kwestii wychowywania nie swoich dzieci przez ojców. Mam wrażenie, że ten temat jest mocno marginalizowany przez każdą kobietę. Nie wiem czy dla kobiet to na prawdę nie ma większego znaczenia ale dla mężczyzn ma ogromne. Mężczyzni niestety też są niewolnikami biologii i fakt wychowywania nie swojego dziecka to dla nich po prostu całkowita porażka jako żywego organizmu. Tym bardziej jeśli w grę wchodzi oszustwo na tak dużym poziomie dokonane przez partnerkę. Nie chcę sobie nawet wyobrażać co musi czuć mężczyzna, który po kilku latach bycia pewnym, że dziecko jest jego i robiącego dla tego dziecka wszystko łącznie z gotowością poświęcenia za nie życia i po prostu czucia się spełnionym jako człowiek i mężczyzna dowiaduje się, że jednak nie jest jego. Oczywiście takich przypadkach w skali całego zjawiska wychowywania nie swoich dzieci jest raczej niewiele. O wiele więcej jest takich gdzie w grę wchodzi patola co niezbyt przykłada uwagę do tego czyje jest dziecko póki można za nie dostać 800+. Jednak w tamtych badaniach, o których wcześniej pisałem chodziło o normalnie funkcjonujące rodziny, a i tak wyszło grubo ponad 1%. Może powinni badać też listonosza? Co do samych w sobie badań mam bardzo podobne podejście co ty. Nawet statystyki mnie nie przekonują bo nie wiem jak dokładnie zostało zrobione dane badanie. Na przykład z tym, że niby wiek inicjacji seksualnej i młodych chłopców w Polsce się obniża. Tego nie da się zbadać tak by mieć pewność. Co najwyżej można pochodzić po ulicy i popytać takich chłopaków ale śmiem wątpić by choć 2 na 10 powiedziało prawdę.
W kwestii wieku i urody jako czynników dominujących przy doborze partnerki to faktycznie mój błąd. Ja cały czas patrzę na to ze swojej perspektywy czyli istnieje tylko jeden rodzaj związków i są to długotrwałe związki na wyłączność. W ogóle nie brałem pod uwagę tych wszystkich dziwnych układów typu ONS itd. Zgadzam się z tym co o nich piszesz ale jedna rzecz i tak nie daje mi spokoju. Skoro doszliśmy do wniosku, że najlepsze i najtrwalsze związki powstają kiedy ludzie są w podobnym wieku to co ma zrobić ktoś kto stracił dużo czasu, a już zwłaszcza te lata kiedy jest się "młodym i pięknym"? Przykładowo facet ma 30 lat, nigdy nie był w związku ani też nigdy nie miał kontaktów fizycznych z kobietą. Stracił swoje lata bycia młodym i pięknym, jego rówieśniczki raczej też. Czy to oznacza, że bezpowrotnie stracił możliwość bycia z taką piękną i młodą dziewczyną nigdy tego nawet nie doświadczając?
Co do mojego związku to nawet te zainteresowania wcale nie są podobne. Ona była na tym evencie jedynie jako osoba towarzysząca koleżanki, a sama nie ma pojęcia o tym o czym ja mógłbym gadać bez końca. Na samych tych targach widziałem nie jedną dziewczynę, która z samego wyglądu podobała mi się dużo bardziej i też mogłaby o tym wszystkim gadać bez końca. Dlaczego więc wszedłem w związek akurat z tą dziewczyną?
Chodzi o to, że młode dziewczyny w wieku 18-25 lat nie chcą nawet spojrzeć na swoich rówieśników z wielu różnych powodów. Wymagają od nich dużo więcej niż w ogóle da się osiągnąć w tym wieku. Żeby jeden facet mógł być tym kierownikiem i jakimś managerem w korpo i zarabiać 20k musi być kilkunastu lub kilkudziesięciu innych na niższych stanowiskach. Te dziewczyny wymagają by wszyscy byli kierownikami co nie ma możliwości się wydarzyć. Tak samo w internecie pełno jest gadania takich dziewczyn, że facet będący jakimś budowlańcem, śmieciarzem czy kierowcą jest leniem bez ambicji i chęci, a bez nich w ogóle by nie było świata jaki znają.
Co do małżeństw aranżowanych to patrząc na nie z perspektywy współczesnych czasów jest coś wręcz absurdalnego, a jednak w tych Indiach wciąż się dzieje jak i w wielu innych miejscach na ziemi. Pod względem społeczno-moralnym to coś totalnie nie akceptowalnego. Jednak jak widać po stanie populacji tych Indii pod względem biologicznym to działa. Jest taka gra gdzie dwoje zakochanych uciekło ze swojej rodzinnej planety na jakąś odległą na końcu galaktyki gdzie nikt nie miał ich znaleźć. Uciekli dlatego, że na ich planecie istniał system kierowany przez jakąś super zaawansowaną sztuczną inteligencję, który właśnie dobierał ludzi w pary. Tyle, że to nie był taki wybór jak rodzice dobierający na przykład na podstawie majątku. Ta sztuczna inteligencja dosłownie znała myśli, pragnienia i upodobania ludzi tak, że każdy jej wybór był na prawdę szczęśliwy dla tych ludzi. Tylko te dwójka bohaterów w jakiś sposób nie była podatna na tą kontrolę. Do czego zmierzam? Ano do tego, że takie społeczeństwo, a raczej cała cywilizacja mimo bycia pod ścisłą kontrolą maszyny funkcjonowała niemal perfekcyjnie. Napisałem to bardziej jako ciekawostkę bo jestem bardzo ciekaw co ty i inni ludzie z forum o tym powiedzą.
30,316 2025-12-27 22:44:28
Jeśli chodzi o różnicę między 18-sto a 30 latkiem, to ten pierwszy jest jeszcze niedoświadczonym młokosem, ledwo wkraczającym w dorosłe życie, więc ciężko nazwać kogoś takiego mężczyzną. Od 30 letniego faceta wymaga się jednak dojrzałości, odpowiedzialności i rozsądku, gdyż takowa kombinacja jest, czy przynajmniej powinna być, typowa dla takiego wieku.
30,317 2025-12-27 23:00:28
Jeśli chodzi o różnicę między 18-sto a 30 latkiem, to ten pierwszy jest jeszcze niedoświadczonym młokosem, ledwo wkraczającym w dorosłe życie, więc ciężko nazwać kogoś takiego mężczyzną. Od 30 letniego faceta wymaga się jednak dojrzałości, odpowiedzialności i rozsądku, gdyż takowa kombinacja jest, czy przynajmniej powinna być, typowa dla takiego wieku.
O właśnie, o tym nie wspomniałem. Dokładnie jak piszesz, 18 latek to jest wręcz dziecko, które dopiero zaczyna wkraczać w dorosłość. 30 latek to co innego ale ja osobiście nie uważam żeby to ogarnięcie jakiego się wymaga od 30 latków było oczywiste dla tego wieku. Tu jest zbyt dużo czynników decydujących o tym jakim ktoś będzie człowiekiem w wieku tych 30 lat by można było wymagać od wszystkich tego samego tylko z racji osiągniętego wieku. Moim zdaniem w ogóle coś takiego jak jednakowe wymagania przypisane tylko do wieku są czymś absurdalnym. Oczywiście nie licząc tych najbardziej podstawowych wynikających chociażby z posiadanych praw i obowiązków jako obywatel żyjący w społeczeństwie. To jednak ma niewiele wspólnego z relacjami i związkami.
30,318 2025-12-28 11:18:53
Wiadomo, różnie może się ułożyć w życiu.
Nie każdy przejdzie swoją wymarzoną drogę życiowo-zawodową, ba, nie każdy osiągnie swoje cele bez żadnych trudności. Mimo wszystko, bazując na dostępnej wiedzy na temat rozwoju psycho-fizycznego człowieka, oczekuje się, że przeciętny 30 latek będzie prezentował całkowicie odmienny system wartości, charakteru czy zaradności niż młokos, który dopiero co skończył szkołę. Spodziewamy się, że prędzej będzie w stanie samemu sobie poradzić w życiu niż przeciętny 18-latek.
Zatem, o ile w dorosłym życiu różnie może się zdarzyć, to jednak w zdecydowanej większości przypadków, osoby przed ukończeniem 20 roku życia raczej nie będą uchodzić za całkowicie dojrzałych i odpowiedzialnych ludzi.
30,319 2025-12-28 23:04:15
Ale że ile tego czasu potrzebuje? Rok?? Pytania są oczywiście retoryczne.
Moim zdaniem każda choć trochę poważnie traktująca daną relację osoba stara się w miarę możliwości jak najszybciej spotkać, choćby po to, aby zweryfikować swoje wyobrażenie z rzeczywistością.
Czytając, co napisałeś, na Twoim miejscu mimo wszystko odpuściłabym sobie tę znajomość. Moim zdaniem czekanie na nią do niczego nie doprowadzi, ewentualnie do Twojej frustracji.
Możesz zresztą sprawdzić jej reakcję na informację, że nie zmierzasz ograniczać się do jej osoby, skoro na dobrą sprawę nie masz zielonego pojęcia, czy w realu cokolwiek między Wami zaklika. Jeśli jej zależy, to być może przestanie się aż tak "bardzo wstydzić", a jeśli nie, to chyba będzie można uznać, że wiesz, na czym stoisz.
Dlatego mówię - z nią mogę sobie pisać w wolnej chwili, ale w międzyczasie szukam czegoś innego i na tym się będę głównie skupiał.
Tę dziewczynę traktuję raczej jako zapasową opcję, a w międzyczasie szukam dalej, bo nie chcę takiego scenariusza, że będę z nią pisał rok, a po tym czasie się okaże, że ona tylko chce się kolegować przez internet.
A ja się zastanawiam czego wy szukacie na tych portalach, biorąc po uwagę to że dziś dziewczyna poniżej przeciętnej urody nie ma żadnego problemu ze znalezieniem faceta, tym samym nie ma potrzeby przebywać na portalach randkowych, siedzą tam najgorsze odpady, kobiety mocno zakompleksione otyłe, szczerbate, idzie coś wyszukać na tinderze, jednak tam trzeba być minimum 8/10 i bez problemu można wyrwać dobry towar na szybki numerek, warunek wygląd ponad wszystko!
Połowa kobiet na tych portalach to samotne matki z dziećmi, albo laski będące w związkach.
Jak już się trafi jakaś wolna i bezdzietna, to się okazuje, że jest otyła jak morskie stworzenie głębinowe.
Znalezienie szczupłej, bezdzietnej i w miarę atrakcyjnej kobiety to jakiś mission impossible.
30,320 2025-12-28 23:15:50
O! Rumuński wrócił. Są jakieś płatne dziewczyny na sylwestra?
30,321 2025-12-29 02:03:05
O! Rumuński wrócił. Są jakieś płatne dziewczyny na sylwestra?
A po co płatne? Ja przez głupiego ex mam nici z Sylwestra![]()
30,322 2025-12-29 21:51:35
O! Rumuński wrócił. Są jakieś płatne dziewczyny na sylwestra?
Niee, hehe ![]()
Ale może od Stycznia wrócę do masaży erotycznych.
30,323 2025-12-30 16:57:56
Niee, hehe
Ale może od Stycznia wrócę do masaży erotycznych.
Jakbyś miał wymienić twoim zdaniem największe plusy i minusy masaży to co by to było?
30,324 2025-12-30 18:38:37
Co robisz shinigami z kobitą na Sylwka? Tylko bez pikantnych szczegółów ![]()
30,325 2025-12-30 19:13:46
Co robisz shinigami z kobitą na Sylwka? Tylko bez pikantnych szczegółów
Nic. Jutro albo pójdę pochodzić po jakichś lokalach i spróbuję nie nawalić się do zgona albo będę siedział w domu i też spróbuję nie zaliczyć zgona, dosłownego.
30,326 2025-12-30 20:23:40
Rumunski_Zolnierz napisał/a:Niee, hehe
Ale może od Stycznia wrócę do masaży erotycznych.
Jakbyś miał wymienić twoim zdaniem największe plusy i minusy masaży to co by to było?
Największe plusy
+ Bardzo bliski kontakt z młodą i atrakcyjną kobietą (ona masuje Ciebie będąc całkowicie nago i oprócz rąk używa też piersi, brzucha itp), a na końcu doprowadza Cie do szczytowania za pomocą dłoni. Dodatkowo też możesz ją podotykać w granicach rozsądku.
+ Zmniejszenie napięcia i frustracji seksualnej
+ Ogólne odprężenie i przyjemność
Największe minusy
- Każda taka wizyta odchudza Twój portfel o kilkaset złotych.
- Studia masaży są przeważnie w mieszkaniach, więc np otwiera Ci półnaga masażystka i w tym samym czasie z drzwi obok wychodzi jakiś sąsiad.
- Organizacja dojazdu do salonu masażu zabierając ze sobą jak najmniej rzeczy (nigdy nie biorę dowodu osobistego, karty do banku itp.), więc jak jadę autem to muszę zaparkować gdzieś dalej, a jadąc komunikacją miejską kupuję bilety tylko za gotówkę.
30,327 2025-12-30 23:25:53
Pierwszy z kolei minus skutecznie zniechęca do dalszego rozważania sensu pakowania się w takie "zabawy"..
30,328 2025-12-31 00:14:07
Tyle, że bez takich "zabaw" wielu facetów nigdy by nawet nie dotknęło kobiety, szczególnie młodej i atrakcyjnej. Te 300-400 zł po to by choć ten jeden raz w ogóle dotknąć kobiety lub zobaczyć ją nagą na żywo to nie jest wysoka cena.
Co do umiejscowienia salonów to nie do końca prawda. Faktycznie spora część z nich mieści się w zwykłych mieszkaniach w zwykłych blokach ale są też takie będące osobnym lokalem. W takich już jest bardziej profesjonalnie i trochę dyskretniej nawet jeśli z ulicy od razu widać dokąd wchodzisz. Przykładowo w Warszawie na Świętokrzyskiej jest taki lokal, jedna z głównych ulic w centrum i masz normalnie drzwi, a nad nimi wielki napis z nazwą salonu. W środku w pełni ubrana pani recepcjonistka cię wita i daje kartę z ofertą salonu, a ty sobie siadasz i wybierasz. A przynajmniej tak było kilka lat temu, lokal wciąż powinien tam być. Takie miejsca wcale nie kryją się ze swoją działalnością. W wielu salonach można kupić masaż jako prezent dla kogoś, są też masaże wyłącznie dla kobiet jak i dla par i podobno schodzą w niewiele mniejszej ilości co te typowe dla mężczyzn.
30,329 2025-12-31 01:35:01
Po co tak przyjmować w mieszkaniach w bloku.. zaraz jakaś babcia Stasia będzie problemy robić i generalnie nie dziwne, bo kto by chciał w miejscu gdzie spędził często całe życie biznesy erotico.
30,330 2025-12-31 03:56:07
Nic. Jutro albo pójdę pochodzić po jakichś lokalach i spróbuję nie nawalić się do zgona albo będę siedział w domu i też spróbuję nie zaliczyć zgona, dosłownego.
Dobrze rozumiem, że Sylwestra spędzisz solo??
30,331 2025-12-31 12:16:07 Ostatnio edytowany przez Theodore Robert Bundy (2025-12-31 12:18:07)
Dziś czeka mnie ciężka noc, idę na imprezę z najpiękniejszą kobietą na świecie, ideał po prostu, każda chce wyglądać tak jak Ona, szare myszki przy Niej popadają w skrajne kompleksy, każdy chce ją bzyknąć, nie ma żadnych wad jednym słowem Bogini, ale wiecie i tu się zaczyna cała zabawa, bo tam będzie zbiorowisko samców alfa, a moim zadaniem jest pilnować terenu, jestem wyspany wypoczęty i zwarty do akcji trofeum odbiorę po północy, wygląd ponad wszystko!
30,332 2025-12-31 13:36:07
Dziś czeka mnie ciężka noc, idę na imprezę z najpiękniejszą kobietą na świecie, ideał po prostu, każda chce wyglądać tak jak Ona, szare myszki przy Niej popadają w skrajne kompleksy, każdy chce ją bzyknąć, nie ma żadnych wad jednym słowem Bogini, ale wiecie i tu się zaczyna cała zabawa, bo tam będzie zbiorowisko samców alfa, a moim zadaniem jest pilnować terenu, jestem wyspany wypoczęty i zwarty do akcji trofeum odbiorę po północy, wygląd ponad wszystko!
Dlaczego od razu ciężka
udanej zabawy
30,333 2025-12-31 13:48:19
Dobrze rozumiem, że Sylwestra spędzisz solo??
Jeśli w tej sytuacji można w ogóle mówić o jakimś spędzaniu to tak.
30,334 2025-12-31 13:54:50
Priscilla napisał/a:Dobrze rozumiem, że Sylwestra spędzisz solo??
Jeśli w tej sytuacji można w ogóle mówić o jakimś spędzaniu to tak.
Nie każ się ciągnąć za język
30,335 2025-12-31 14:31:11
Plan na tego sylwestra był tylko się posypał bo dziewczyna musiała wyjechać w sprawach rodzinnych. Nie miałem już za bardzo czasu żeby wymyślić coś innego więc najprawdopodobniej skończy się tak jak zawsze czyli siedzeniem w domu. Sylwester to dla mnie jeden z najgorszych dni w roku. Czuję się okropnie, niesamowicie żałośnie, jak największy przegryw, że wszyscy coś będą robić, a ja znów sam. Właśnie w takich dniach dociera do mnie jak bardzo mam zmarnowane życie.
30,336 2025-12-31 14:48:06
Plan na tego sylwestra był tylko się posypał bo dziewczyna musiała wyjechać w sprawach rodzinnych. Nie miałem już za bardzo czasu żeby wymyślić coś innego więc najprawdopodobniej skończy się tak jak zawsze czyli siedzeniem w domu. Sylwester to dla mnie jeden z najgorszych dni w roku. Czuję się okropnie, niesamowicie żałośnie, jak największy przegryw, że wszyscy coś będą robić, a ja znów sam. Właśnie w takich dniach dociera do mnie jak bardzo mam zmarnowane życie.
Eee tam. Przeżyjesz. Myślałem ze Wam sie cos posypalo
30,337 2025-12-31 14:54:16
Eee tam. Przeżyjesz. Myślałem ze Wam sie cos posypalo
W związku jeszcze się nie posypało ale nie wiadomo jak długo ten jej wyjazd potrwa. Może być tak, że nawet kilka miesięcy się nie zobaczymy. Dodatkowo jeszcze dni takie jak dziś. Prawie 30 lat czekałem by w końcu nie siedzieć samemu w ten dzień i znów skończy się tym samym. Ciekawe czy drugi z najbardziej znienawidzonych przeze mnie dni też będzie tak wyglądał. To są jedyne dni, kiedy niezależnie od stanu psychicznego pojawiają się najgorsze myśli. Te, że chciałbym zasnąć i już się nie obudzić.
30,338 2025-12-31 15:22:01
Pierwszy z kolei minus skutecznie zniechęca do dalszego rozważania sensu pakowania się w takie "zabawy"..
No cóż, kasa na to idzie.
Aczkolwiek zależy jak na to spojrzeć, bo ja co prawda na zarobki nie narzekam (ale nie jestem jakimś bogaczem) w dodatku nie mam żadnych kredytów, najmów do opłacania itp.
Taki masaż kosztuje 200 -300 PLN, więc jak pójdę sobie 2x w miesiącu (więcej nie muszę), to wychodzi 400 - 600 zł w skali miesiąca.
Dla mnie to jest dosłownie kilka procent moich zarobków.
Tyle, że bez takich "zabaw" wielu facetów nigdy by nawet nie dotknęło kobiety, szczególnie młodej i atrakcyjnej. Te 300-400 zł po to by choć ten jeden raz w ogóle dotknąć kobiety lub zobaczyć ją nagą na żywo to nie jest wysoka cena.
No ja za taki masaż płacę 250 - 300 zł, więc np z mojego punktu widzenia jest to mała kwota za taką usługę.
Masuje Ciebie naga i atrakcyjna 19-22 letnia kobieta, w dodatku czujesz jak się do Ciebie przytula, możesz ją też pomasować itp.
W dzisiejszych czasach nikt się nie będzie bawił w coś takiego za 100 - 150 zł, więc cena wydaje się bardzo uczciwa.
Sylwester to dla mnie jeden z najgorszych dni w roku. Czuję się okropnie, niesamowicie żałośnie, jak największy przegryw, że wszyscy coś będą robić, a ja znów sam. Właśnie w takich dniach dociera do mnie jak bardzo mam zmarnowane życie.
Zależy jak na to spojrzysz.
Zawsze spędzałem Sylwestra w samotności i dla mnie to jest jeden z najfajniejszych dni w roku.
W pracy nic się kompletnie nie dzieje, więc mogę sobie w tym czasie coś innego porobić, w dodatku wychodzę z biura kilka godzin wcześniej niż zazwyczaj.
Potem organizuje sobie smaczne jedzonki i picie, z którymi sobie siedzę grając w ciszy i spokoju na swojej konsoli.
Dzisiaj jeszcze pada śnieg, co robi mi jeszcze większy klimat.
No i na sam koniec dnia oglądanie fajerwerków (mieszkam na wysokim piętrze w wieżowcu), więc rewelacja.
30,339 2025-12-31 15:31:32
Bert44 napisał/a:Eee tam. Przeżyjesz. Myślałem ze Wam sie cos posypalo
W związku jeszcze się nie posypało ale nie wiadomo jak długo ten jej wyjazd potrwa. Może być tak, że nawet kilka miesięcy się nie zobaczymy. Dodatkowo jeszcze dni takie jak dziś. Prawie 30 lat czekałem by w końcu nie siedzieć samemu w ten dzień i znów skończy się tym samym. Ciekawe czy drugi z najbardziej znienawidzonych przeze mnie dni też będzie tak wyglądał. To są jedyne dni, kiedy niezależnie od stanu psychicznego pojawiają się najgorsze myśli. Te, że chciałbym zasnąć i już się nie obudzić.
Shini wyluzuj. Spójrz szerzej. Wiele spraw Ci sie w jakims stopniu poukładało. To byl dla Ciebie jednak przełomowy rok. Nie narzekaj wyjdź do ludzi albo zrob sobie drinka. Ja nigdy nie lubiłem sylwestra . Wszyscy sraczki dostają ze musi byc wspaniale a jakbym napisal jak niektóre sie potoczyły.... Ja mam wywalone na ten dzien
30,340 2025-12-31 15:40:48
Shini wyluzuj. Spójrz szerzej. Wiele spraw Ci sie w jakims stopniu poukładało. To byl dla Ciebie jednak przełomowy rok. Nie narzekaj wyjdź do ludzi albo zrob sobie drinka. Ja nigdy nie lubiłem sylwestra . Wszyscy sraczki dostają ze musi byc wspaniale a jakbym napisal jak niektóre sie potoczyły.... Ja mam wywalone na ten dzien
Dosłownie jedna rzecz mi się udała od ładnych paru lat, a i tak nie wiadomo czy to przetrwa. Nie było żadnych przełomów ani nic z tych rzeczy. Nie licząc tej jednej rzeczy, która się udała wszystko inne albo pozostało w miejscu albo jest jeszcze gorzej. Na przykład mija praca niedługo też się skończy, a jako, że wciąż nie mam żadnego pomysłu co powinienem robić skończy się pewnie na jakimś macu albo magazynie znów za minimalną. Drinka? Ja najchętniej bym się nawalił do zgona tak żeby nic nie pamiętać. Niestety mieszkam z rodzicami więc jakiekolwiek picie nie ma racji bytu. To chyba akurat jest plus mieszkania z rodzicami, coś czuję, że gdyby nie to to już dawno miałbym jeszcze jedno uzależnienie do leczenia. Ja też chciałbym mieć wywalone na ten dzień ale nigdy nie potrafiłem. Myślałem, że z wiekiem zobojętnieje na takie rzeczy ale mam wrażenie, że co roku jest coraz gorzej. Ja też nigdy nie lubiłem sylwestra ale dlatego, że zawsze wtedy jestem sam. To jest na tej samej zasadzie co nie lubienie bogatych bo sam jestem biedakiem.
30,341 2025-12-31 16:22:27
Bert44 napisał/a:Shini wyluzuj. Spójrz szerzej. Wiele spraw Ci sie w jakims stopniu poukładało. To byl dla Ciebie jednak przełomowy rok. Nie narzekaj wyjdź do ludzi albo zrob sobie drinka. Ja nigdy nie lubiłem sylwestra . Wszyscy sraczki dostają ze musi byc wspaniale a jakbym napisal jak niektóre sie potoczyły.... Ja mam wywalone na ten dzien
Dosłownie jedna rzecz mi się udała od ładnych paru lat, a i tak nie wiadomo czy to przetrwa. Nie było żadnych przełomów ani nic z tych rzeczy. Nie licząc tej jednej rzeczy, która się udała wszystko inne albo pozostało w miejscu albo jest jeszcze gorzej. Na przykład mija praca niedługo też się skończy, a jako, że wciąż nie mam żadnego pomysłu co powinienem robić skończy się pewnie na jakimś macu albo magazynie znów za minimalną. Drinka? Ja najchętniej bym się nawalił do zgona tak żeby nic nie pamiętać. Niestety mieszkam z rodzicami więc jakiekolwiek picie nie ma racji bytu. To chyba akurat jest plus mieszkania z rodzicami, coś czuję, że gdyby nie to to już dawno miałbym jeszcze jedno uzależnienie do leczenia. Ja też chciałbym mieć wywalone na ten dzień ale nigdy nie potrafiłem. Myślałem, że z wiekiem zobojętnieje na takie rzeczy ale mam wrażenie, że co roku jest coraz gorzej. Ja też nigdy nie lubiłem sylwestra ale dlatego, że zawsze wtedy jestem sam. To jest na tej samej zasadzie co nie lubienie bogatych bo sam jestem biedakiem.
Shini nie pomogę w żaden sposób poza powiedzeniem tego co wiele razy bylo powiedziane. Twoje życie Twój ster. Kończy sie robota? To siadz na dupie weź kartkę zapisz jakies myśli co chcesz robić i działaj. Utulanie w smutku nie pomoze. Musisz to sam dźwignąć. Bezrobocie w Polsce niewielkie jakich ja gigantów na rozmowach o pracę widze. Naprawdę coraz ciężej znaleźć inteligentna osobę. Po prostu nie marudź tylko zadziałaj. Jak zaczniesz to robić to pójdzie z górki. Najgorzej sie zebrać.
Mam dobrego przyjaciela który jak widzi ze sie wali wszystko i ja wysiadam psychicznie mowi mi zawsze Bert krok po kroku, punkt po punkcie, nie ma co sie dołować tylko powolutku do przodu. Zamykaj temat po temacie. A on naprawdę od zycia dostał po dupie i mowi ze zawsze tak wychodził ze stu problemów na raz. A u mnie ten rok chyba najbardziej popier...ny w życiu. Nie tylko Ty masz sie czym zamartwiać. Krok po kroku. W tym roku jeden sukces? To w przyszłym dwa itd. I nie marudź ze daleko, ze nie ma co - rozwiazuj problemy.
30,342 2025-12-31 16:25:04
Nie dalej, jak pół godziny temu, bodajże na onecie, mignął mi nagłówek artykułu, odnoszącego się do "nieudanych zabaw sylwestrowych". Dotyczył on sytuacji, kiedy ludzie mają przed taką okazją wielkie oczekiwania, zaś rzeczywistość okazuje się dużo bardziej brutalna.
Mnie zawsze zadziwiało jak bardzo ludzie przywiązują wagę do takich wydarzeń. Dlaczego akurat TEN dzień? Symbolika, sentymentalizm, urok chwili..
Jakby impreza odbyła się dzień wcześniej czy później, to również oczekiwania będą takie same?
Sam spędzam dzisiaj Sylwestra w domu, pierwszy raz od co najmniej 6 lat. Mam z tego powodu rwać sobie włosy z głowy? Zresztą, gdyby mi tak bardzo zależało, to pewnie bym zwyczajnie obdzwonił znajomych. Ale w sumie..to tylko jeden wieczór, więc dla odmiany nie widzę problemu, aby poczekać do północy, wypić lampkę szampana a potem pójść spać.
30,343 2025-12-31 16:27:48
Nie dalej, jak pół godziny temu, bodajże na onecie, mignął mi nagłówek artykułu, odnoszącego się do "nieudanych zabaw sylwestrowych". Dotyczył on sytuacji, kiedy ludzie mają przed taką okazją wielkie oczekiwania, zaś rzeczywistość okazuje się dużo bardziej brutalna.
Mnie zawsze zadziwiało jak bardzo ludzie przywiązują wagę do takich wydarzeń. Dlaczego akurat TEN dzień? Symbolika, sentymentalizm, urok chwili..
Jakby impreza odbyła się dzień wcześniej czy później, to również oczekiwania będą takie same?
Sam spędzam dzisiaj Sylwestra w domu, pierwszy raz od co najmniej 6 lat. Mam z tego powodu rwać sobie włosy z głowy? Zresztą, gdyby mi tak bardzo zależało, to pewnie bym zwyczajnie obdzwonił znajomych. Ale w sumie..to tylko jeden wieczór, więc dla odmiany nie widzę problemu, aby poczekać do północy, wypić lampkę szampana a potem pójść spać.
U mnie jedna impreza skończyła sie rozwodem. Skończyłoby sie i tak w ten sposób ale tajemnice wyszły na światło dzienne akutar w ten wieczor. Na tej samej imprezie druga para "zaszorowala" w pobliżu rozwodu. Miodzio imprezka ![]()
30,344 2025-12-31 16:42:49
Ale wiecie, że to nie chodzi o samą w sobie imprezę tylko o fakt bycia samemu? Nie mieć z kim porozmawiać, to jest najgorsze. Bagiennik, pierwszy raz od 6 lat i według ciebie to jest to samo co prawie 30 zawsze sam? Takie dni najbardziej uświadamiają człowiekowi, że jego życie jest zmarnowane. Nikt nie dzwoni, nikt nigdzie nie zaprasza, nikt nawet nie zapyta czy dobrze się czujesz. Jedyna osoba dzięki, której nie byłem sam zniknęła na czas nieokreślony i od razu wróciłem do punktu wyjścia. Chociaż nie, teraz jest jeszcze gorzej bo wcześniej nawet nie wiedziałem jak to jest nie być samemu.
Bert, takich kartek wala mi się po pokoju z kilkadziesiąt. Tak samo nie raz "rozmawiałem" z czatem GPT na temat zmiany pracy, też nie pomógł bo wali samymi ogólnikami nic nie wiedząc o rzeczywistości. Jakich tych gigantów widujesz na rozmowach o pracę? Nie licząc tej jednej rzeczy to każdy kolejny rok jest jeszcze gorszy od poprzedniego. Pierwszy raz w życiu myślałem, że coś się zmieni, że nie będę siedział sam, że ja też mogę żyć normalnie, i że zasługuję na choć odrobinę szczęścia. A tu strzał na ryj w ostatniej chwili i taki ch... z tego.
30,345 2025-12-31 17:28:39
Będziesz mógł z trzeźwa głową wprowadzać plan od samego początku roku
kac to nic dobrego
30,346 2025-12-31 17:44:10
Jakich tych gigantów widujesz na rozmowach o pracę?
Kiedyś do naszego biura przyszła babka z innej zaprzyjaźnionej firmy, która zajmuje się rekrutowaniem ludzi na stanowiska.
I nie do pracy w fast food czy na magazynie, a do pracy biurowej, gdzie trzeba umieć chociaż troszeczkę myśleć.
Mówiła, że znalezienie pracownika to jest jakiś horror.
W ogłoszeniu o pracę mają wpisane jakieś tam wymagania ale jak przychodzą kandydaci na rozmowę, to jedyne czego ona oczekuje to żeby kandydat umiał przynajmniej składać poprawnie zdania.
Po prostu takie tumany przychodzą (i to po studiach), że znalezienie normalnego pracownika to był horror.
Na przykład mija praca niedługo też się skończy, a jako, że wciąż nie mam żadnego pomysłu co powinienem robić skończy się pewnie na jakimś macu albo magazynie znów za minimalną.
Moja pierwsza praca po studiach była za niewiele więcej niż minimalna krajowa.
Zarabiałem takie śmieszne pieniądze, że byłem zmuszony mieszkać z rodzicami.
Ale człowiek nabrał trochę doświadczenia w branży i potem poszedł do innej firmy (już z doświadczeniem) za większe pieniądze.
Potem znowu zmiana firmy i potem znowu.
Cały czas siedząc w branży i zbierając różnego doświadczenia
Obecnie stać mnie na wakacje 3 razy w roku, stać mnie by mieszkać na swoim bez kredytu i tak naprawdę jak jest koniec miesiąca to nawet nie sprawdzam co chwila, czy wypłata wpadła, bo mam to w dupie ![]()
No ale to trzeba coś robić w tym kierunku, a nie tylko jojczyć na forum.
30,347 2025-12-31 18:07:24
Kiedyś do naszego biura przyszła babka z innej zaprzyjaźnionej firmy, która zajmuje się rekrutowaniem ludzi na stanowiska.
I nie do pracy w fast food czy na magazynie, a do pracy biurowej, gdzie trzeba umieć chociaż troszeczkę myśleć.Mówiła, że znalezienie pracownika to jest jakiś horror.
W ogłoszeniu o pracę mają wpisane jakieś tam wymagania ale jak przychodzą kandydaci na rozmowę, to jedyne czego ona oczekuje to żeby kandydat umiał przynajmniej składać poprawnie zdania.Po prostu takie tumany przychodzą (i to po studiach), że znalezienie normalnego pracownika to był horror.
Moja pierwsza praca po studiach była za niewiele więcej niż minimalna krajowa.
Zarabiałem takie śmieszne pieniądze, że byłem zmuszony mieszkać z rodzicami.
Ale człowiek nabrał trochę doświadczenia w branży i potem poszedł do innej firmy (już z doświadczeniem) za większe pieniądze.
Potem znowu zmiana firmy i potem znowu.
Cały czas siedząc w branży i zbierając różnego doświadczeniaObecnie stać mnie na wakacje 3 razy w roku, stać mnie by mieszkać na swoim bez kredytu i tak naprawdę jak jest koniec miesiąca to nawet nie sprawdzam co chwila, czy wypłata wpadła, bo mam to w dupie
No ale to trzeba coś robić w tym kierunku, a nie tylko jojczyć na forum.
Wielokrotnie już słyszałem i czytałem to co tu piszesz. Tak samo słyszałem, że mnóstwo ludzi nie potrafi napisać CV i to nie, że zły format czy coś w tym stylu tylko błędy ortograficzne, interpunkcyjne i zdjęcie z wakacji albo z melanżu. A jak kogoś takiego przyjmą to potrafi w pierwszym tygodniu po prostu nie przyjść do pracy bo w środku tygodnia zachlał i jest następnego dnia jest nieprzytomny. Brzmi to tak, że ja nawet nie próbując się starać wypadłbym dużo lepiej. Tylko wciąż jakie to ma znaczenie skoro nie ma jak pokazać tego ogarnięcia, umiejętności czy zaangażowania bo nie wiadomo czego w ogóle szukać?
Na prawdę nie widzisz tego co sam napisałeś? Zmieniałeś pracę ale w jednej branży. Ty już wiedziałeś co robić i szedłeś w tym coraz dalej. Właśnie o to cały czas chodzi. U mnie się nie ak nie da, ja muszę całkowicie zmienić branżę, zacząć całkowicie od zera. To tak jakby wszystkie dotychczasowe lata studiów i pracy nie miały żadnego znaczenia, to jest dosłownie zmarnowane co najmniej 10 lat. W kwestii szukania pracy jestem na tym samym etapie co dzieciak zaraz po maturze. Albo jeszcze gorzej bo te dzieciaki często już wiedzą co robić i w jakim iść kierunku.
30,348 2025-12-31 18:48:50
Shini wiesz co najbardziej cenię u ludzi w pracy?
Ich odpowiedz:
- Ok jakos to zrobimy. Jeszcze nie wiem jak ale zrobimy. I sa tacy co robia. Bez studiów a dla mnie cholernie wartościowi pracownicy. Fizycznie zajmujący się ostatnim etapem roboty. Doooobrze oplacani. Po części biurowej, wygibasach w dokumentach, projektach, dziesiątkach papierów ktos na końcu musi zrobic ostatnia fazę. Najtrudniejsza. Bo branża taka ze kazde zlecenie indywidualne, żadnej powtarzalności. Często trzeba cos wymyślać.
Za to jak bez zastanowienia odpowiada mi ktos: - nie da sie - to wiem ze sie nie dogadamy.
Ty jestes na etapie "nie da sie". Ciągle wielkie "nie da sie"
30,349 2025-12-31 19:21:01
Shini wiesz co najbardziej cenię u ludzi w pracy?
Ich odpowiedz:
- Ok jakos to zrobimy. Jeszcze nie wiem jak ale zrobimy. I sa tacy co robia. Bez studiów a dla mnie cholernie wartościowi pracownicy. Fizycznie zajmujący się ostatnim etapem roboty. Doooobrze oplacani. Po części biurowej, wygibasach w dokumentach, projektach, dziesiątkach papierów ktos na końcu musi zrobic ostatnia fazę. Najtrudniejsza. Bo branża taka ze kazde zlecenie indywidualne, żadnej powtarzalności. Często trzeba cos wymyślać.Za to jak bez zastanowienia odpowiada mi ktos: - nie da sie - to wiem ze sie nie dogadamy.
Ty jestes na etapie "nie da sie". Ciągle wielkie "nie da sie"
Jak to możliwe, że ktoś kto zatrudnia innych ludzi nie widzi czegoś tak prostego? Cały czas piszesz o tym co jest dużo dalej niż etap, o którym piszemy. Już będąc w pracy kiedy pojawia się jakiś problem to większość ludzi znajduje w końcu jakieś rozwiązanie. Ja też ale to jest duuuużo dalszy etap niż szukanie pracy, trzeba już w niej być jakiś czas i chociaż mniej więcej wiedzieć co się tam robi. Poza tym wciąż nie rozumiem dlaczego ktoś oczekuje od ludzi, że będą kłamać? Jeśli czegoś faktycznie nie da się zrobić to mają kłamać, że się da? Jaki w tym sens skoro to coś i tak nie zostanie zrobione bo się nie da? Poza tym to samo w sobie jest bez sensu. Żeby coś się dało lub nie dało zrobić trzeba najpierw wiedzieć co w ogóle jest do zrobienia. Ty oczekujesz, że ktoś wygłosi płomienną przemowę tyle, że ten ktoś nawet nie może mówić. Albo przebiegnie maraton kiedy nie potrafi nawet przejść kilku kroków. To są tak odległe od siebie poziomy, że samo ich porównywanie jest bez sensu.
30,350 2025-12-31 19:45:36
Bert44 napisał/a:Shini wiesz co najbardziej cenię u ludzi w pracy?
Ich odpowiedz:
- Ok jakos to zrobimy. Jeszcze nie wiem jak ale zrobimy. I sa tacy co robia. Bez studiów a dla mnie cholernie wartościowi pracownicy. Fizycznie zajmujący się ostatnim etapem roboty. Doooobrze oplacani. Po części biurowej, wygibasach w dokumentach, projektach, dziesiątkach papierów ktos na końcu musi zrobic ostatnia fazę. Najtrudniejsza. Bo branża taka ze kazde zlecenie indywidualne, żadnej powtarzalności. Często trzeba cos wymyślać.Za to jak bez zastanowienia odpowiada mi ktos: - nie da sie - to wiem ze sie nie dogadamy.
Ty jestes na etapie "nie da sie". Ciągle wielkie "nie da sie"
Jak to możliwe, że ktoś kto zatrudnia innych ludzi nie widzi czegoś tak prostego? Cały czas piszesz o tym co jest dużo dalej niż etap, o którym piszemy. Już będąc w pracy kiedy pojawia się jakiś problem to większość ludzi znajduje w końcu jakieś rozwiązanie. Ja też ale to jest duuuużo dalszy etap niż szukanie pracy, trzeba już w niej być jakiś czas i chociaż mniej więcej wiedzieć co się tam robi. Poza tym wciąż nie rozumiem dlaczego ktoś oczekuje od ludzi, że będą kłamać? Jeśli czegoś faktycznie nie da się zrobić to mają kłamać, że się da? Jaki w tym sens skoro to coś i tak nie zostanie zrobione bo się nie da? Poza tym to samo w sobie jest bez sensu. Żeby coś się dało lub nie dało zrobić trzeba najpierw wiedzieć co w ogóle jest do zrobienia. Ty oczekujesz, że ktoś wygłosi płomienną przemowę tyle, że ten ktoś nawet nie może mówić. Albo przebiegnie maraton kiedy nie potrafi nawet przejść kilku kroków. To są tak odległe od siebie poziomy, że samo ich porównywanie jest bez sensu.
Na każdym etapie w życiu można miec podejscie "nie da sie". A Ty bystry jestes i dałbyś rade. Ale wkereciles sobie "nie da sie". Shini nieważne co napisze na każdą mysl/podpowiedź moja czy kogokolwiek odpowiesz "nie da sie". Zawsze znajdziesz powod. Rumunski napisal sensownie: wybierz kierunek, zlap sie gdzieś, ucz, rób karierę i za parę latek będzie spoko.
Ale odpowiadasz "nie da sie" bo....stracisz 10 lat...albo ze......albo ze.....albo ze.... Bo trzeba od poczatku. No jak sie nie da to sie nie da - co robić?
30,351 2025-12-31 20:01:08
Jak to możliwe, że ktoś kto zatrudnia innych ludzi nie widzi czegoś tak prostego? Cały czas piszesz o tym co jest dużo dalej niż etap, o którym piszemy. Już będąc w pracy kiedy pojawia się jakiś problem to większość ludzi znajduje w końcu jakieś rozwiązanie. Ja też ale to jest duuuużo dalszy etap niż szukanie pracy, trzeba już w niej być jakiś czas i chociaż mniej więcej wiedzieć co się tam robi. Poza tym wciąż nie rozumiem dlaczego ktoś oczekuje od ludzi, że będą kłamać? Jeśli czegoś faktycznie nie da się zrobić to mają kłamać, że się da? Jaki w tym sens skoro to coś i tak nie zostanie zrobione bo się nie da? Poza tym to samo w sobie jest bez sensu. Żeby coś się dało lub nie dało zrobić trzeba najpierw wiedzieć co w ogóle jest do zrobienia. Ty oczekujesz, że ktoś wygłosi płomienną przemowę tyle, że ten ktoś nawet nie może mówić. Albo przebiegnie maraton kiedy nie potrafi nawet przejść kilku kroków. To są tak odległe od siebie poziomy, że samo ich porównywanie jest bez sensu.
Widzę, że Twój główny problem to nie brak pracy, tylko nastawienie "nie da się”. Ktoś podsuwa Ci konkretne rozwiązania, a Ty w każdym widzisz przeszkodę i tak naprawdę sam tworzysz problem, którego nie ma.
Szukanie pracy to proces. Nie da się wszystkiego zrobić od razu perfekcyjnie, nie znając jeszcze firmy, jej wymagań i siebie w tym środowisku. To normalne, że dopiero w praktyce można znaleźć najlepsze rozwiązania. Twój schemat "nie da się” sprawia, że sam skreślasz każdą możliwość, zanim w ogóle ją sprawdzisz. Jeżeli to podejście będzie dominować, to nie znajdziesz pracy, bo szukanie jej wymaga próbowania, elastyczności i choćby minimalnej otwartości na możliwości. Twój problem nie jest w rynku pracy, on jest w Twojej postawie.
I sorry, ale Twoje porównania są groteskowe, czyli wymaganie od kogoś, żeby wygłosił płomienną przemowę, kiedy nie może nawet mówić, albo przebiegł maraton, nie potrafiąc zrobić kilku kroków - to jest po prostu nielogiczne i oderwane od realiów. Traktowanie tego jako równorzędnych przykładów jest moim zdaniem błędem, ale z sobie tylko znanego powodu samego siebie stawiasz na tym samym poziomie.
30,352 2025-12-31 20:30:40
Po tym, co zostało dzisiaj tutaj napisane, wątpię teraz czy Twoja dotychczasowa terapia osiągnęła jakikolwiek skutek.
Przeraża Cię(tak mi się wydaje) dość nieoczekiwana zmiana planów tudzież wizji na spędzenie czasu. Tak, jakbyś nie brał pod uwagę, że jednak komuś może coś "wypaść". Tak samo, jeśli Tobie samemu może coś nagle się zmienić w trakcie życia, co wpłynie na Twoje plany, co niekoniecznie związane jest bezpośrednio z innymi ludźmi czy też Twoimi odczuciami bądź emocjami. Wypadł Ci ten jeden wieczór, po czym doświadczasz całkowitego "zjazdu" emocjonalnego, związanego ze zmianą przebiegu wydarzeń, jakie sobie zamarzyłeś? To akurat stanowi dla Ciebie w tym momencie największy powód do zmartwienia? Pytam z ciekawości, nie atakuje
O tym, czy coś da się zrobić, można raczej zdecydować, jeśli się to choć przez moment przeanalizuje, zamiast oddawać sprawę walkowerem.
30,353 2025-12-31 21:39:05
Nie wierze, że ten wątek nadal trwa.
30,354 2025-12-31 22:29:11
Bert, bystry to raczej za dużo powiedziane ale śmiem twierdzić, że dałbym radę z większością rzeczy do zrobienia, zwłaszcza jeśli nikt by nade mną nie stał. Zgadzam się, że Rumuński sensownie zasugerował ale ci to znaczy "wybierz kierunek" i "złap się czegoś"? Serio pytam. Wszystko może się okazać straconym czasem i nawet wyśmiewające czy wręcz pogardliwe spojrzenia innych na to, że 30 latek dopiero zaczyna też da się wytrzymać.
Priscilla, które z dzisiejszych rozwiązań było konkretne? Chodzi właśnie o to, że jeszcze nie ma możliwości. By je mieć trzeba najpierw zacząć, a żeby zacząć trzeba wiedzieć co, gdzie i jak. Jeśli moje porównania są zbyt przesadzone to spróbuję innego, bardziej dopasowanego do tematu. To jakby powiedzieć komuś by zrobił w pracy coś konkretnego kiedy ten jeszcze nawet nie ma tej pracy. To o czym tu piszecie cały czas dotyczy czegoś co już się zaczęło i trwa jakiś czas, a ja piszę o czymś co się jeszcze nie zaczęło.
Bagiennik, jest jeden duży efekt terapii, a chodzi o dziewczynę i wejście w związek. Do większej ilości efektów takiego poziomu może być potrzebne znacznie więcej terapii. To może potrwać wiele miesięcy albo i lat. Z jedną rzeczą nieźle trafiłeś. To prawda, przeraża mnie zmiana obecnego stylu życia mimo iż jest gówniany. Nie rozumiem dlaczego tak jest ani jak to dokładnie działa. Nawet terapeutka jeszcze dokładnie tego nie ustaliła. Ten wieczór był jedynie wyzwalaczem, a sam zjazd pojawił się trochę wcześniej. Niewiele jest rzeczy, których nie znoszę tak bardzo jak nagłej zmiany planów. W tym momencie, a raczej dziś jeszcze to jest największy powód do zmartwienia. Z oddawaniem walkowerem to samo. Żeby dało się tak zrobić trzeba najpierw grać lub walczyć, a tu ani gra ani walka jeszcze się nie zaczęła.
30,355 2026-01-01 15:55:56
Bagiennik, jest jeden duży efekt terapii, a chodzi o dziewczynę i wejście w związek. Do większej ilości efektów takiego poziomu może być potrzebne znacznie więcej terapii. To może potrwać wiele miesięcy albo i lat. Z jedną rzeczą nieźle trafiłeś. To prawda, przeraża mnie zmiana obecnego stylu życia mimo iż jest gówniany. Nie rozumiem dlaczego tak jest ani jak to dokładnie działa. Nawet terapeutka jeszcze dokładnie tego nie ustaliła. Ten wieczór był jedynie wyzwalaczem, a sam zjazd pojawił się trochę wcześniej. Niewiele jest rzeczy, których nie znoszę tak bardzo jak nagłej zmiany planów. W tym momencie, a raczej dziś jeszcze to jest największy powód do zmartwienia. Z oddawaniem walkowerem to samo. Żeby dało się tak zrobić trzeba najpierw grać lub walczyć, a tu ani gra ani walka jeszcze się nie zaczęła.
A ta dziewczyna wgl wie o twoim istnieniu?