30lat i cały czas sam - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 … 464 465 466 467 468 … 478 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 30,226 do 30,290 z 31,049 ]

30,226

Odp: 30lat i cały czas sam
Bert44 napisał/a:

Zmieniło się dużo.  I zmiany sa dobre i niedobre. Oczywiście trwanie w beznadziejnym zwiazku nie ma sensu. Ale często związki psują sie " w trakcie". Trwanie ze strachu jest bez sensu ale jest druga strona skali (troche znak naszych czasow) - jak mi cos nie lezy to zmieniam jak popsuta zmywarkę. Ludziom nie chce sie postarać o zwiazek zawalczyć. Uwazaja ze ma byc wygodnie i "po mojemu". Ta zmiana jest dobra w przypadku związków bez przyszłości ale ludzie się poddają (oni uważają ze wygrywaja) często bez mrugnięcia okiem kiedy problemy w zwiazku sa blache


Po prostu ludzie nie rozmawiają ze sobą i nie dają sobie swobody ekspresji uczuć. Wszystko odbierają personalnie. Jak ktoś zły to stawiany jest znak równości "zły przeze mnie i zły na mnie". Zamiast grac razem, to grają przeciwko sobie.

Zobacz podobne tematy :

30,227

Odp: 30lat i cały czas sam
blueangel napisał/a:

i wg ciebie to nie pierdola?

Między bajki dla dzieci można włożyć to, że ta twoja koleżanka nie czuje mięty przez rumianek do tego "przyjaciela". Zbyt często takim "przyjacielem" bywałem, aby uwierzyć, że tam się nic nie wydarzyło lub nie wydarzy w przyszłości.


gdy maz sie wyprowadzil to po co mialaby sie z tym kryc?


Ze względu na walkę o dziecko i opinię - między twoją.

30,228

Odp: 30lat i cały czas sam
Priscilla napisał/a:

Jeśli chodzi o ścisłość, to nigdy nie chodziłam do liceum. Moja ścieżka edukacji jest dosyć niestandardowa, dlatego już od 15 roku życia kształciłam się będąc poza domem. Moi rodzice, zwłaszcza tata, widział dla mnie zupełnie inną przyszłość niż ta, którą ja wybrałam. Z perspektywy czasu twierdzę, że być może popełniłam błąd, ale tego nie wiem, wiem natomiast, że każda z tych dwóch dróg coś mogła mi dać i na pewno czegoś pozbawić. Rodzice zaakceptowali jednak mój wybór, wspierali mnie, dawali poczucie bezpieczeństwa, ale musieli mi zaufać, a ja musiałam wziąć na klatę określone konsekwencje, które się z tym wszystkim wiązały. Pomimo że miałam zaledwie 15 lat, byłam gotowa się z tym zmierzyć i choć po drodze pojawiło się trochę chwil zwątpienia, to nigdy się nad sobą nie użalałam. To była moja szkoła życia, która zaprocentowała - poczułam się sprawcza oraz nabyłam przekonanie, że poradzę sobie w każdych warunkach.

Nie bardzo jednak rozumiem, do czego dążysz, bo Shini miał bardzo komfortowe warunki i na dobrą sprawę ma je do dzisiaj. Ja również miałam zapewniony komfort, ale z określonych powodów z niego zrezygnowałam. On zaś to sobie skalkulował, uznając, że nie chce się tego komfortu pozbawiać, a równocześnie użala się, że ma w życiu ciężko, obwiniając wszystkich i wszystko dookoła, byleby samemu nie wziąć za to odpowiedzialności. To jest bardzo pokrętna logika. Dokładnie tak, jak wtedy, gdy chce się "zjeść ciastko i mieć ciastko".

Do czego dążę? Oj, chyba aż tak tego nie postrzegam, celu żadnego sobie nie ustawiłam do realizacji, ale może do tego, żebyś ciut wyszła ze swojej strefy komfortu? smile
Piszesz o sobie to się odniosę - piszesz o sobie i swoich rodzicach, rodzinie. Tak się składa, że rodzina i rodzice Shiniego byli i są zwyczajnie inni.
Twoi rodzice wspierali Cię, dawali ci poczucie bezpieczeństwa i zaufali Ci. Kapitał bezcenny jeśli chodzi o dom rodzinny. Na tym się doskonale buduje. Byłaś gotowa zmierzyć się ze światem. A jak ktoś tego nie dostał? Umiesz "wejść w buty " takiej osoby? Zobaczyć świat jej oczyma, nie swoimi? Patrzenie z czyjejś perspektywy jest strasznie niewygodne, wygodniej z własnej czyli "skoro ja coś mogłem, to każdy może", skoro mnie czegoś nauczono to każdego nauczono.
Owszem, byłaś sprawcza itd. A co z kimś, w kim poczucie własnej sprawczości zabijano od dzieciństwa? Nie zostawiono luzem ale zabijano? Umiesz sobie wyobrazić, jak funkcjonuje ktoś, komu nie dano tego, co Tobie? I nie mam na myśli akurat trudności natury technicznej w życiu, bo to są technikalia, trudne, ale do przejścia, jak każde technikalia, nie tym sposobem to innym. Istotne jest poczucie własnej sprawczości, które i w dobrych warunkach można w dziecku budować, nie przeszkadzać w samodzielnym budowaniu przez dziecko albo zabijać.
Shini nie miał komfortowych warunków w pewnych sferach życia - nie miał problemów pewnego rodzaju - gdyby je miał, w wieku lat 30 byłby innym Shinim, miał za to inne, których Ty, Priscilla, zwyczajnie nie doświadczyłaś.
Tobie piętnastoletniej pozwolono zdecydować, w realizacji tej decyzji Cię rodzice wspierali choć mieli inne zdanie - nie zdajesz sobie chyba do końca sprawy z tego, że w pewnym sensie wygrałaś takich rodziców na loterii życia, bo niewielu młodym ludziom ten komfort jest dany - decydują o swoim dalszym życiu, wbrew pomysłom rodziców i jeszcze ci rodzice ich w tym wspierają. Pozazdrościć. Bez ironii.

30,229

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:
blueangel napisał/a:

i wg ciebie to nie pierdola?

Między bajki dla dzieci można włożyć to, że ta twoja koleżanka nie czuje mięty przez rumianek do tego "przyjaciela". Zbyt często takim "przyjacielem" bywałem, aby uwierzyć, że tam się nic nie wydarzyło lub nie wydarzy w przyszłości.


gdy maz sie wyprowadzil to po co mialaby sie z tym kryc?


Ze względu na walkę o dziecko i opinię - między twoją.

Oni o nic nie walcza. Nawet o dziecko.

30,230 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2025-12-02 03:05:35)

Odp: 30lat i cały czas sam
Muqin napisał/a:

Do czego dążę? Oj, chyba aż tak tego nie postrzegam, celu żadnego sobie nie ustawiłam do realizacji, ale może do tego, żebyś ciut wyszła ze swojej strefy komfortu? smile
Piszesz o sobie to się odniosę - piszesz o sobie i swoich rodzicach, rodzinie. Tak się składa, że rodzina i rodzice Shiniego byli i są zwyczajnie inni.
Twoi rodzice wspierali Cię, dawali ci poczucie bezpieczeństwa i zaufali Ci. Kapitał bezcenny jeśli chodzi o dom rodzinny. Na tym się doskonale buduje. Byłaś gotowa zmierzyć się ze światem. A jak ktoś tego nie dostał? Umiesz "wejść w buty " takiej osoby? Zobaczyć świat jej oczyma, nie swoimi? Patrzenie z czyjejś perspektywy jest strasznie niewygodne, wygodniej z własnej czyli "skoro ja coś mogłem, to każdy może", skoro mnie czegoś nauczono to każdego nauczono.
Owszem, byłaś sprawcza itd. A co z kimś, w kim poczucie własnej sprawczości zabijano od dzieciństwa? Nie zostawiono luzem ale zabijano? Umiesz sobie wyobrazić, jak funkcjonuje ktoś, komu nie dano tego, co Tobie? I nie mam na myśli akurat trudności natury technicznej w życiu, bo to są technikalia, trudne, ale do przejścia, jak każde technikalia, nie tym sposobem to innym. Istotne jest poczucie własnej sprawczości, które i w dobrych warunkach można w dziecku budować, nie przeszkadzać w samodzielnym budowaniu przez dziecko albo zabijać.
Shini nie miał komfortowych warunków w pewnych sferach życia - nie miał problemów pewnego rodzaju - gdyby je miał, w wieku lat 30 byłby innym Shinim, miał za to inne, których Ty, Priscilla, zwyczajnie nie doświadczyłaś.
Tobie piętnastoletniej pozwolono zdecydować, w realizacji tej decyzji Cię rodzice wspierali choć mieli inne zdanie - nie zdajesz sobie chyba do końca sprawy z tego, że w pewnym sensie wygrałaś takich rodziców na loterii życia, bo niewielu młodym ludziom ten komfort jest dany - decydują o swoim dalszym życiu, wbrew pomysłom rodziców i jeszcze ci rodzice ich w tym wspierają. Pozazdrościć. Bez ironii.

Napisałam o sobie tylko dlatego, że sama nawiązałaś do okresu mojego dorastania, pomimo że niespecjalnie byłaś w nim zorientowana.
Mówisz, że miałam komfortowe warunki? Nie wiem, czy aby na pewno tak bardzo komfortowo jest od 15 roku życia mieszkać poza domem i samemu musieć o wszystko zadbać. Miałam szkołę życia tylko dlatego, że postawiłam się tacie, który miał na mnie zupełnie inny plan. Na szczęście nie poczuł się mną na tyle rozczarowany, żeby z tego powodu przestać mnie wspierać. Nieraz jednak musiałam zagryźć zęby, żeby się nie skarżyć, bo skoro tak zdecydowałam, to czułam, że muszę to unieść. Na przykład wtedy, gdy przez rok postanowiłam jednak dojeżdżać do szkoły, a z braku innych połączeń czasem wstawałam o 03:15, żeby na siódmą dotrzeć na miejsce. Bywało, że wracałam do domu ok. 20:00, więc czasu wystarczało mi tylko na ogarnięcie siebie samej i rzeczy na drugi dzień, bo najpóźniej przed 22:00 musiałam się położyć, żeby rano być choć trochę przytomną. To był taki czas, że w autobusie potrafiłam spać na stojąco, jeśli nie było wolnych miejsc siedzących. Dopiero kiedy w któreś wakacje zdałam egzamin na prawo jazdy i dostałam do dyspozycji samochód, to było mi o niebo łatwiej. Łatwiej to jednak nadal nie jest łatwo.

I nie będę udowadniać, że nie jestem wielbłądem, ale to przez co wtedy przechodziłam naprawdę dalekie było od komfortu, za to zahartowało mnie właściwie na całe dorosłe życie. Taka była ta kolejność, nie odwrotnie.


Dziwi mnie jednak, jak bardzo zmieniasz retorykę, bo przecież dopiero co czytałam:

Pisałaś kiedyś o tym jak niesamowity wysiłek włożyłaś w ukończenie liceum i maturę, o dojazdach itd. Na pewno warunki dalekie od komfortu o lata świetlne, zdałaś, odnotowałaś ogromny sukces, jak mawiają Francuzi "chapeau bas". Z maturą w ręku miałaś już solidne fundamenty do dalszego dorosłego funkcjonowania, miałaś na koncie ogromne osiągniecie własne. W Twoim życiu zaistniały warunki po temu, byś ten sukces w młodym wieku odniosła. Jest w nim Twój ogromny wkład własny, ale warunki też musiały zaistnieć.

Teraz zaś, że warunki miałam komfortowe, dlatego chcąc zrozumieć Shiniego mam wyjść poza strefę własnego komfortu. Nie chcę być niegrzeczna, ale zdecyduj się może wink

30,231

Odp: 30lat i cały czas sam

Ciekawy wybór



https://i.postimg.cc/9F4LxLRh/CE1DAC76-26DF-4DF7-8196-3B7DB09E68F9.jpg

https://i.postimg.cc/7YCKBKCR/FAD2DA62-A6B4-458D-9F29-515C6A53DF51.jpg

30,232

Odp: 30lat i cały czas sam

Za samo zdjęcie przed lustrem raczej bym przesunął w lewo...

W drugim przypadku, no cóż.. może warto pominąć to milczeniem..


Kurde Tadziu, rzadko kiedy coś wartościowego piszesz, teraz Ci się dowcip udał big_smile

30,233

Odp: 30lat i cały czas sam

To specyficzny typ ogłoszeń. Przyciąga specyficzny typ mężczyzn. Inne profile kobiece są dla takich mężczyzn niewidzialne.

30,234 Ostatnio edytowany przez Theodore Robert Bundy (2025-12-03 00:34:44)

Odp: 30lat i cały czas sam
bagienni_k napisał/a:

Za samo zdjęcie przed lustrem raczej bym przesunął w lewo...

W drugim przypadku, no cóż.. może warto pominąć to milczeniem..


Kurde Tadziu, rzadko kiedy coś wartościowego piszesz, teraz Ci się dowcip udał big_smile

Bagienku, gdybys miał choć ćwiartkę rozumu zapewne wiedziałbyś że Theodore to nie Tadeusz, ale czego się spodziewać po zagorzałym simpie który mimo wielu starań bycia miłym i troskliwym, nadal jedzie na ręcznym, Life is brutal.

30,235

Odp: 30lat i cały czas sam

Oj tam, oj tam...
Ktoś cię tam ochrzcił Tadziem, to Tadziem zostałeś big_smile

Nie przejmuj się, ale jakoś w rozmowie z tobą( o ile można to nazwać rozmową) rozum staje się zbędny, bo mówisz nieco innym językiem. Te twoje wypociny w moją stronę to chyba najlepsze możliwe komplementy, jakie mógłbym dostać. Skoro się nie wyzywam na każdym kroku kobiet od najgorszych, to mogę być simpem nawet do końca swoich dni smile
Możesz być z siebie dumny smile

Trzymaj tak dalej smile

30,236

Odp: 30lat i cały czas sam

W sumie już bym wolała ta Ines z zdjęcia powyżej xDd

Też zło ale mniejsze

30,237

Odp: 30lat i cały czas sam
Priscilla napisał/a:
Muqin napisał/a:

Do czego dążę? Oj, chyba aż tak tego nie postrzegam, celu żadnego sobie nie ustawiłam do realizacji, ale może do tego, żebyś ciut wyszła ze swojej strefy komfortu? smile
Piszesz o sobie to się odniosę - piszesz o sobie i swoich rodzicach, rodzinie. Tak się składa, że rodzina i rodzice Shiniego byli i są zwyczajnie inni.
Twoi rodzice wspierali Cię, dawali ci poczucie bezpieczeństwa i zaufali Ci. Kapitał bezcenny jeśli chodzi o dom rodzinny. Na tym się doskonale buduje. Byłaś gotowa zmierzyć się ze światem. A jak ktoś tego nie dostał? Umiesz "wejść w buty " takiej osoby? Zobaczyć świat jej oczyma, nie swoimi? Patrzenie z czyjejś perspektywy jest strasznie niewygodne, wygodniej z własnej czyli "skoro ja coś mogłem, to każdy może", skoro mnie czegoś nauczono to każdego nauczono.
Owszem, byłaś sprawcza itd. A co z kimś, w kim poczucie własnej sprawczości zabijano od dzieciństwa? Nie zostawiono luzem ale zabijano? Umiesz sobie wyobrazić, jak funkcjonuje ktoś, komu nie dano tego, co Tobie? I nie mam na myśli akurat trudności natury technicznej w życiu, bo to są technikalia, trudne, ale do przejścia, jak każde technikalia, nie tym sposobem to innym. Istotne jest poczucie własnej sprawczości, które i w dobrych warunkach można w dziecku budować, nie przeszkadzać w samodzielnym budowaniu przez dziecko albo zabijać.
Shini nie miał komfortowych warunków w pewnych sferach życia - nie miał problemów pewnego rodzaju - gdyby je miał, w wieku lat 30 byłby innym Shinim, miał za to inne, których Ty, Priscilla, zwyczajnie nie doświadczyłaś.
Tobie piętnastoletniej pozwolono zdecydować, w realizacji tej decyzji Cię rodzice wspierali choć mieli inne zdanie - nie zdajesz sobie chyba do końca sprawy z tego, że w pewnym sensie wygrałaś takich rodziców na loterii życia, bo niewielu młodym ludziom ten komfort jest dany - decydują o swoim dalszym życiu, wbrew pomysłom rodziców i jeszcze ci rodzice ich w tym wspierają. Pozazdrościć. Bez ironii.

Napisałam o sobie tylko dlatego, że sama nawiązałaś do okresu mojego dorastania, pomimo że niespecjalnie byłaś w nim zorientowana.
Mówisz, że miałam komfortowe warunki? Nie wiem, czy aby na pewno tak bardzo komfortowo jest od 15 roku życia mieszkać poza domem i samemu musieć o wszystko zadbać. Miałam szkołę życia tylko dlatego, że postawiłam się tacie, który miał na mnie zupełnie inny plan. Na szczęście nie poczuł się mną na tyle rozczarowany, żeby z tego powodu przestać mnie wspierać. Nieraz jednak musiałam zagryźć zęby, żeby się nie skarżyć, bo skoro tak zdecydowałam, to czułam, że muszę to unieść. Na przykład wtedy, gdy przez rok postanowiłam jednak dojeżdżać do szkoły, a z braku innych połączeń czasem wstawałam o 03:15, żeby na siódmą dotrzeć na miejsce. Bywało, że wracałam do domu ok. 20:00, więc czasu wystarczało mi tylko na ogarnięcie siebie samej i rzeczy na drugi dzień, bo najpóźniej przed 22:00 musiałam się położyć, żeby rano być choć trochę przytomną. To był taki czas, że w autobusie potrafiłam spać na stojąco, jeśli nie było wolnych miejsc siedzących. Dopiero kiedy w któreś wakacje zdałam egzamin na prawo jazdy i dostałam do dyspozycji samochód, to było mi o niebo łatwiej. Łatwiej to jednak nadal nie jest łatwo.

I nie będę udowadniać, że nie jestem wielbłądem, ale to przez co wtedy przechodziłam naprawdę dalekie było od komfortu, za to zahartowało mnie właściwie na całe dorosłe życie. Taka była ta kolejność, nie odwrotnie.


Dziwi mnie jednak, jak bardzo zmieniasz retorykę, bo przecież dopiero co czytałam:

Pisałaś kiedyś o tym jak niesamowity wysiłek włożyłaś w ukończenie liceum i maturę, o dojazdach itd. Na pewno warunki dalekie od komfortu o lata świetlne, zdałaś, odnotowałaś ogromny sukces, jak mawiają Francuzi "chapeau bas". Z maturą w ręku miałaś już solidne fundamenty do dalszego dorosłego funkcjonowania, miałaś na koncie ogromne osiągniecie własne. W Twoim życiu zaistniały warunki po temu, byś ten sukces w młodym wieku odniosła. Jest w nim Twój ogromny wkład własny, ale warunki też musiały zaistnieć.

Teraz zaś, że warunki miałam komfortowe, dlatego chcąc zrozumieć Shiniego mam wyjść poza strefę własnego komfortu. Nie chcę być niegrzeczna, ale zdecyduj się może wink

Priscilla, nawiązałam do Twojego okresu dorastania, bo sama o tym pisałaś w rozmowie z Shini między innymi, a zapamiętałam bo rzeczywiście zrobiło to na mnie wrażenie. Oczywiście, że praktycznie nic o Twoim okresie dorastania, o Twoim życiu, rodzinie nie wiem, potraktowałam to trochę jak "przykład modelowy", nie personalnie, Twoja sytuacja nie należy do modeli  popularnych, taka bliższa krańca skali, ale nadal w skali.  Ja nie wiem o Tobie, Ty o mnie, a żadna z nas za wiele nie wie o życiu i dzieciństwie Shiniego.
Z tym nieszczęsnym słowem "komfort" faktycznie wyszedł mi zdaje się niezły zamęt smile, spróbuję się jakoś z tego wyplątać czyli na początek doprecyzować. Bo "komfort" słowo zdradliwe, o czym się właśnie przekonałam. Ma ileś znaczeń, odcieni znaczeniowych i na dodatek używane jest i w znaczeniu bardzo potocznym i w znaczeniu bardziej psychologicznym.
To tak : "strefa komfortu" - użyłam w znaczeniu ""stan psychiczny, w którym czujemy się bezpiecznie i pewnie, ponieważ działania są nam znane i powtarzalne" , "wyjście ze strefy komfortu" - użyłam w znaczeniu "wyjście  poza własne, ugruntowane schematy myślenia, postrzegania i interpretacji".
Oba te znaczenia są odlegle od wygody w potocznym rozumieniu.
Oczywiście, takie dojeżdżanie jak Twoje dalekie było od wygody w zwykłym tego słowa rozumieniu, bo było zwyczajnie męczące. Bardzo. I fizycznie i psychicznie. Oczywiście - wybacz, nie daruję sobie smile, w porównaniu do jednego z moich dziadków to miałaś dywan czerwony płatkami róż wysypany, bo zawsze się znajdzie ktoś, kto miał gorzej. No nie urodziłaś się jako n-te dziecko w czworakach pod rosyjskim zaborem, w tej konkurencji mój dziadek miał miał solidne fory. Ale już ja w porównaniu z Tobą miałam super wygodnie. Ale jakoś ta wygoda nie uczyniła mnie osobą niezdolną do satysfakcjonującego, dobrego oraz samodzielnego funkcjonowania w dorosłym świecie, gdy przyszedł stosowny czas po temu. Ani mnie, ani masy innych ludzi, którzy mieli wygodnie w tej kwestii. Z czego prosty wniosek, że sam fakt, iż się "miało wygodnie" nie czyni człeka workiem problemów, nieszczęsnym oraz niezdolnym do satysfakcjonującego dorosłego funkcjonowania. A Shini w uproszczeniu takim zaistniał na forum. On i iluś innych ludzi, którzy w realnym życiu istnieją.

Jeśli ktoś nie jest w stanie tak totalnie wykorzystać którejś z obiektywnie istniejących w jego życiu możliwości to kurczę, jaka przyczyna tego być musi, nie sądzisz?
Oczywiście można iść na łatwiznę czyli dokonać oceny "jest leniwym, rozpieszczonym typkiem" i tyle. Nie ma obowiązku wnikania w czyjeś zawiłości życiowe przecież.

Wracając do komfortu w nieco innej odmianie to nie jest to wbrew pozorom zawsze synonim wygody. Paradoksalnie trochę ale komfort psychiczny ( w znaczeniu bardziej psychologicznym) dziecka w domu dorastania łączy się z pewną porcją ewidentnej niewygody dla tegoż dziecka. Dziecko, któremu dorośli nie stawiają granic czyli takie, któremu "wszystko wolno" na przykład funkcjonuje w stanie permanentnego dyskomfortu, bo nie ma poczucia bezpieczeństwa. Dziecko, które na loterii życia wylosowało rodzica - tyrana funkcjonuje w stanie permanentnego dyskomfortu, bo musi się podporządkować. Dziecko co wylosowało rodzica nadopiekuńczego jak wyżej, permanentny dyskomfort, zresztą nadopiekuńczość to rodzaj tyranii, tyle że wygląda inaczej.  I można by mnożyć wersje, warianty i odmiany.
Oczywiście wszyscy rodzice są trochę dysfunkcyjni, ale zwykle w ogólnym rozrachunku okazują się wystarczająco wydolni. Gorzej, jeśli są dysfunkcyjni za bardzo, bo wtedy dzieciaka uszkadzają, na różne sposoby mu psychikę zaburzają, wykrzywiają. I nie jest to w żadnym razie wina tegoż dzieciaka, bo dysfunkcyjni rodzice zaczynają praktycznie od razu.

W tym, co napisałaś o swojej rodzinie zobaczyłam, właściwie w jednym zdaniu coś , co Ty dostałaś od rodziców, a czego wielu nie dostało. Prawo do decydowania o sobie i swoim życiu. Sądzę, ze zwyczajnie nie jesteś sobie w stanie wyobrazić, jak to jest tego prawa być permanentnie, od zawsze pozbawionym. I jak bardzo to wpływa na to, jakim się jest wchodząc w dorosłość.

Twoje zdanie, zdanie piętnastolatki,  w bardzo ważnej sprawie dla Twojego dalszego życia zostało wysłuchane( nawet jeśli nie zaaprobowane) , wzięte pod uwagę i nie uniemożliwiono ci realizacji Twojej wersji. Takich rodziców naprawdę można zazdrościć. Mimo tych niewygód i trudności związanych z wykonaniem Twoich planów.
Jak by to było dalej z Tobą, gdybyś nawet nie dostała możliwości powiedzenia, czego chcesz? Gdybyś usłyszała" jesteś głupia gówniara i nie ma o czym gadać". gdybyś została wyśmiana, gdyby...tak ogólnie cały ten Twój pomysł by storpedowano, wyśmiano, wykpiono, zlekceważono, brutalnie ci go z głowy wybito? A jaka byś była, gdyby wszelkie Twoje pomysły tak samo traktowano, od zawsze ?

No inaczej by było, jako 18 - latka byłabyś inną osobą.
W tej konkretnej modelowej sytuacji dalszej Twojej edukacji dostałaś od rodziców lekcję życia trudną, ale mądrą i pożyteczną. Mogłaś dostać inną, pozornie łatwą i wygodną, ale równolegle niszczącą albo co najmniej hamującą rozwój. Na to, jaką lekcję dostałaś wpływu nie miałaś, Twoi rodzice mogli Cię skutecznie uziemić.
W tej sprawie, Twojego decydowania o własnym życiu miałaś może nie maks (bo ojciec był rozgoryczony) ale bardzo, bardzo dużo komfortu psychicznego na najgłębszym poziomie i lekcję bezwarunkowej miłości rodzicielskiej we wspaniałym wydaniu czyli "nie zgadzam się z Tobą, dziecko,mam inne zdanie, ale nie blokuję i wspieram".

Moi rodzice raczej by storpedowali tak radykalne dojazdy do szkoły, tak na marginesie. Raczej by na uszach stanęli, żebym mieszkała na miejscu. Jak już byłam dorosła przynajmniej metrykalnie to raczej wspierali, nie zawsze się zgadzając z samym pomysłem, czyli - w tej sprawie miałam duży komfort psychiczny w relacji z rodzicami. Co nie oznacza, że mi było jakoś super wygodnie, bo realizacja własnych pomysłów bywa męcząca, ale wiesz - jak wiedziałam, że to mój pomysł to te niewygody inaczej odbierałam, no "sama chciałam" w grę wchodziło. smile

30,238

Odp: 30lat i cały czas sam

W potocznym rozumieniu komfort czy owa "strefa komfortu" z pewnością nie musi oznaczać sfery, gdzie dana osoba czuje się usatysfakcjonowana. Ona będzie czuć bezpiecznie, bo wie, czego się spodziewać. Ta strefa daje jej sporą dozę przewidywalności, co pozwala jej uniknąć stresu, jaki wiąże się ze zmianami.

Co do rodziców, co czasami naprawdę włos mi się na głowie jeży, jak słyszę co dorośli potrafią wyrządzić swoim dzieciom, działając często w wymiarze wieloletnim.
Moi rodzice a właściwie matka była, czy jest raczej tą osobą, która od momentu uzyskania przeze mnie dorosłości, nie ingeruje absolutnie w moje życie, na żadnym zresztą poziomie(jeśli oczywiście mówimy o poważnych sprawach, jak możliwość podejmowania decyzji dotyczących mojego życia czy też wyborów, jakie podejmuję. To działa na zasadzie takiej, że nawet, jak się ze mną nie zgodzi, to nie widzi powodu, aby mnie od danego pomysłu odwodzić.
Poradzić się czy doradzić zawsze można, lecz kiedy mówimy o umniejszaniu, krytykowaniu lub pozbawianiu poczucia wartości i sprawczości, to taka osoba potem latami wychodzi ze swoich traum. Chociaż Kolega Shini czasami nieco plącze się w zeznaniach, to wystarczą jedynie niektóre fragmenty, opisujące jego dzieciństwo, aby złapać się za głowę, choć i tak nie są to przecież przypadki skrajne czy do skrajnych zbliżone.
Dlatego też decydowanie o życiu czy też sterowanie owym życiem, dorosłych już dzieci, wydawało mi się zawsze totalnym obłędem.
Cóż, syty głodnego nie zrozumie...

30,239 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2025-12-03 19:54:07)

Odp: 30lat i cały czas sam
bagienni_k napisał/a:

Chociaż Kolega Shini czasami nieco plącze się w zeznaniach, to wystarczą jedynie niektóre fragmenty, opisujące jego dzieciństwo, aby złapać się za głowę, choć i tak nie są to przecież przypadki skrajne czy do skrajnych zbliżone.


A które te fragmenty tak jeżą ci włos na głowie? Bo tyle tych wersji już o swoim dzieciństwie pisał, że nie wiem nawet do czego pijesz. Bo jak się go jednak trochę przycisnęło, to potem się okazywało wszystko kompletnie inaczej.

30,240

Odp: 30lat i cały czas sam
Muqin napisał/a:

Ale już ja w porównaniu z Tobą miałam super wygodnie. Ale jakoś ta wygoda nie uczyniła mnie osobą niezdolną do satysfakcjonującego, dobrego oraz samodzielnego funkcjonowania w dorosłym świecie, gdy przyszedł stosowny czas po temu.

To teraz się pochwal ile czasu spędziłaś w gabinetach psycho/terapeutycznych ? Wszak ani się tym nie zajmujesz zawodowo, ani nie masz wykształcenia kierunkowego w tą stronę, a jednak wielokrotnie chwaliłaś się swoim dużym pojęciem na ten temat. smile

30,241

Odp: 30lat i cały czas sam
bagienni_k napisał/a:

Poradzić się czy doradzić zawsze można, lecz kiedy mówimy o umniejszaniu, krytykowaniu lub pozbawianiu poczucia wartości i sprawczości, to taka osoba potem latami wychodzi ze swoich traum. Chociaż Kolega Shini czasami nieco plącze się w zeznaniach, to wystarczą jedynie niektóre fragmenty, opisujące jego dzieciństwo, aby złapać się za głowę, choć i tak nie są to przecież przypadki skrajne czy do skrajnych zbliżone.

Wiesz, bagienni_k, takie akcje rodzicielskie z umniejszaniem, pozbawianiem poczucia własnej wartości, zabijaniem poczucia sprawczości itpd zwykle zaczynają się jak dzieciak jest w pieluchach jeszcze czyli rozeznanie "co jest grane" ma zerowe. Trwa to latami, a potem już jest jak jest, osoba dorosła musi najpierw się zorientować, a potem ponaprawiać. Męczące, żmudnie oraz czasochłonne , a tzw. ludzie z zewnątrz z upodobaniem lecą z ocenami i nie są to oceny miłe.

Jakbyś Ty, bagienni_k opisywał swoje dzieciństwo na forum zatajając pewne sprawy, przez lata, we fragmentach w różnych rozmowach z wieloma ludźmi i na dodatek starannie omijając to, o czym publicznie zwyczajnie nie chcesz pisać to idę o zakład, że jeśli byś pisał prawdę byłoby to miejscami (dla kogoś z zewnątrz) niespójne.
Lepszy (bardziej wiarygodny) jest ten, co opisując zdarzenia sprzed lat 15 czy 20 trochę się w zeznaniach plącze niż ten, co zeznaje tak spójnie, że na kilometr widać, że sporą część dopowiada, żeby całość spójna była. Bo w tym drugim przypadku cholera wie, gdzie się kończy faktografia, a zaczyna konfabulacja, mniej lub bardziej świadoma, uczenie zwana "wypełnianiem". Pewien stopień niespójności czyni całość bardziej wiarygodną. smile

Jacuś, jeżeli piszę od strony psychologicznej czy psychoterapeutycznej jakieś bzdury wykaż merytorycznie na konkrecie. Możliwe. Jeśli - jestem otwarta na przyznanie się do błędu, już od dawna to umiem. Napisz zatem, co konkretnie z tego co napisałam jest bzdurą. Biorąc pod uwagę także to, że psychologia i psychoterapia to nie geometria euklidesowa czyli podejście nurtu A różni się od podejścia nurtu B czasem radykalnie, spór pomiędzy behawiorystami a psychoanalitykami trwa od bardzo wielu lat i nie jest to jedyny wspór wewnętrzny w tych dziedzinach innymi słowy "kolega X bzdury plecie" między fachowcami udokumentowanymi jest pewną normą.

No nie jestem psychoterapeutką zawodową ani zawodu psychologa nie wykonuję. Jakie mam wykształcenie to pisałam, że wyższe, ale jakie to już nie, panie detektywie. Ludzie przechodzą psychoterapię własną także w ramach podwyższania własnych kwalifikacji w innych zawodach czy tam profesjach, to nie jest zarezerwowane dla osób z traumą i problemami. Nie że ja to akurat wykonałam, ale kto wie, panie detektywie? Możliwość istnieje. W jakich zawodach? A różnych...bardzo różnych.... Są też ludzie, którzy mogą sobie pozwolić na luksus, bo im się podoba samorozwój jako taki i samoświadomość sobie powiększają z łaski na uciechę. Miłej zabawy , panie detektywie Sparrow smile  no chyba nie sądziłeś, ze ja ci tu coś zeznam, aż tak naiwny chyba nie jesteś.

30,242

Odp: 30lat i cały czas sam
Muqin napisał/a:

Napisz zatem, co konkretnie z tego co napisałam jest bzdurą.

Prawie wszystko. To tylko "wydaje mi się" i "ja bym chciała żeby" babki w wieku przedemerytalnym, a próbujesz to przepchnąć jako prawidła psychologii.

30,243

Odp: 30lat i cały czas sam

Oj, Jacuś, już mi wiekiem dowalasz...słabe. Bardzo słabiuśkie. Poza tym, panie detektywie, może ja już nie żadna przedemerytalna tylko pełnoprawna emerytka? Za chwilkę zejdziesz do poziomu, że "w tym wieku mózg demencją zjadany", co już będzie wręcz żenujące.

30,244

Odp: 30lat i cały czas sam

Nie chodzi o sam wiek, ale o to, że ze względu na niego nie odnajdujesz się w dynamice dzisiejszych przemian i marketingowej, pseudopsychologicznej papce. Możesz się zżymać, ale wiek nie pozostaje bez wpływu na sposób postrzegania rzeczywistości i procesów jakie maja miejsce.

30,245 Ostatnio edytowany przez Muqin (2025-12-04 02:01:54)

Odp: 30lat i cały czas sam

Jeszcze słabiej, Jacuś. Nie odnajduję się w dynamice i marketingowej pseudopsychologicznej papce... i to z powodu wieku. Toż to stereotyp porażający, no spróbuj mi dowalić czymś mniej żałosnym i bardziej zindywidualizowanym,  jak już potrzebę tak silną odczuwasz. smile

Swoją drogą ciekawe...jak się z tobą zgadzam w jakiejś kwestii jak najbardziej dotyczącej tematyki współczesnej to mi nagle to "nie odnajdywanie się z powodu wieku" odpuszcza? Zanika chwilowo, bo takie samo zdanie mam jak ty ? A może jest ono trwałe oraz permanentne, ale to by z kolei oznaczać mogło, że ty się też nie odnajdujesz w wyżej wskazanej dynamice... no bo skoro ja się nie odnajduję, a ty i owszem, a zdanie mamy takie samo...
To zdiagnozowane przez ciebie moje "nie odnajdywanie się" mam zamiar sprzedać dalej, twoje "dzielenie gówna na atomy" sprzedało się znakomicie. big_smile

30,246 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2025-12-04 02:06:42)

Odp: 30lat i cały czas sam

Tak, tak, bo umysł 60latki  jest tak samo sprawny jak statystycznego 30stolatka.

No cóż, przynajmniej ci humor dopisuje.


Muqin napisał/a:

To zdiagnozowane przez ciebie moje "nie odnajdywanie się" mam zamiar sprzedać dalej, twoje "dzielenie gówna na atomy" sprzedało się znakomicie. big_smile


Nie jestem autorem tego powiedzenia.


Swoją drogą ciekawe...jak się z tobą zgadzam w jakiejś kwestii jak najbardziej dotyczącej tematyki współczesnej to mi nagle to "nie odnajdywanie się z powodu wieku" odpuszcza?

I zepsuty zegar dwa razy na dobę pokazuje dobrą godzinę.

30,247

Odp: 30lat i cały czas sam

No nie darujesz mi tego wieku...dobrze ćwiczony  umysł 60- latka bywa o wiele sprawniejszy niż umysł niejednego 30- latka.  smile
O tym "gównie dzielonym na atomy" od ciebie usłyszałam, zatem z mojego punktu widzenia jesteś autorem. Prawdziwy autor byc może jest anonimowy, trudno się mówi. 
Poza tym zaś, podczytałam sobie wątek o kobiecości i już wiem, żeś w kwestii psychologii i psychoterapii zwolennik konkretnego, bardzo kontrowersyjnego (eufemizm) podejścia do tych tematów. Znalazłeś sobie coś, co ci pasuje i każdy, kto ma wątpliwości czy to podejście aby wyczerpuje temat dla ciebie "bzdury gada". Spoko, z wiarą to ja nie mam zwyczaju dyskutować, do wiary racjonalne argumenty raczej nie dotrą.

30,248

Odp: 30lat i cały czas sam

dobrze ćwiczony  umysł 60- latka bywa o wiele sprawniejszy niż umysł niejednego 30- latka

LOL xD


Poza tym zaś, podczytałam sobie wątek o kobiecości

LOL. I na podstawie tego, że o czymś słyszałem to wydedukowałaś sobie, że jestem tego zwolennikiem. Coś ten twój wyćwiczony umysł szwankuje jednak.

30,249

Odp: 30lat i cały czas sam
Muqin napisał/a:

dobrze ćwiczony  umysł 60- latka bywa o wiele sprawniejszy niż umysł niejednego 30- latka.

Nawet nie musi być wyćwiczony, wystarczy nie przebodźcowany. Ja chyba jestem najlepszym tego przykładem na forum. Jestem całkowicie pewny, że umysł Muqin działa o wiele lepiej niż mój jeszcze nawet nie 30 letni.

30,250

Odp: 30lat i cały czas sam

Czy będzie hucznie obchodzona 30tka, odetniesz dotychczasowy przegrywizm i ruszysz w świat pełną piersią?

30,251 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2025-12-05 12:16:21)

Odp: 30lat i cały czas sam

Raczej nie będzie hucznie obchodzona, zresztą nie nie wiem co miałbym tak na prawdę obchodzić. Obchodzi się święta lub jakieś radosne wydarzenia, a moje urodziny raczej ciężko do takich zaliczyć. Okazuje się, że przegryw to nie stan fizyczny o określonym czasie trwania tylko stan umysłowy o nieograniczonym czasie trwania. Na tą chwilę ledwo mogę ustać na nogach przez cały dzień, nie jestem już w stanie nawet trenować. Nigdzie nie mogę ruszyć, a już na pewno nie w świat. I niestety ani terapia ani dziewczyna w tym nie pomagają w dłuższej perspektywie. Wczoraj na chwilę pojawiła mi się jakaś dziwna nadzieja na przeprowadzkę i uwolnienie się od wpływu rodziców, ciągłej obserwacji, może nawet mógłbym zacząć się uczyć samodzielności i wykształcać własną osobowość. Spojrzałem na ceny wynajmu, już nie tylko w Warszawie ale i okolicach, nadzieja od razu prysła. W małym miasteczku oddalonym ok 30 km od Warszawy mieszkanie niecałe 50m do wynajęcia za 5k. Nawet tyle nie zarabiam. Oczywiście dla mnie samego nie potrzeba 50m ale jeśli cena jest wprost proporcjonalna do metrażu to i tak nie robi mi żadnej różnicy. A przypominam, że cały czas mówimy o małym miasteczku kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy, w którym nie ma nic poza Biedronką i Lidlem. Jeśli tak wygląda reszta świata to nie ma nawet dokąd ruszać.

30,252

Odp: 30lat i cały czas sam

Shini, z pewnego punktu widzenia to i owszem, ten "przegryw" to stan umysłu. Dlatego na tej terapii wylądowałeś, bo ten stan chciałbyś zmienić. Co, jak wiesz, wymaga i czasu i wysiłku, na dodatek Twojego. Wpływ rodziców to jest przede wszystkim w Twojej głowie. Co można uznać za optymistyczne, bo ostatecznie to Twoja głowa i możesz ich z niej wyrzucić czy raczej dać im inne w niej miejsce.

30,253 Ostatnio edytowany przez blueangel (2025-12-06 00:08:04)

Odp: 30lat i cały czas sam

Shini nA poczatek wiekszosc mlodych zaczyna od kawalerki, nawet gdybys mial mieszkac we 2 z dziewczyna. pierwsze lepsze po wpisaniu w google wyskoczylo mi 2.500 calosc w wwa czyli polowa tego, co mowisz: https://www.morizon.pl/oferta/wynajem-m … 2046415177


tu za 1650

https://www.morizon.pl/oferta/wynajem-m … 2046674010

nikt nie zaczynal od willi, moje pierwsze mieszkanie na swoim to byl jeden pokoj. co prawda jeszcze sie uczylam, ale jeden pokoj. i wiekszosc tak zaczyna, ze pierwsze jest male.


Ja poswiecilam zaledwie z 2 min. Polukaj na roznych stronkach. Zrob post na warszawskich grupach na fb, wpisz kwote do ilu mozesz, spotted na insta, whatever. Obejrzyj jedno, drugie,... .

30,254

Odp: 30lat i cały czas sam

Od sb dodam, ze jesli jest mozliwosc, ze dasz rade sam spiac budzet to lepiej pierwsze lokum bez dziewczyny, aby nauczyc sie doroslosci: od placenia racvunkow co miesiac po zrobienie prania.

W ostatecznosci wybyc zagranice, zeby odlozyc na start, ale jak masz slaba psychike to w twoim przypadku odpada.

30,255

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Raczej nie będzie hucznie obchodzona, zresztą nie nie wiem co miałbym tak na prawdę obchodzić. Obchodzi się święta lub jakieś radosne wydarzenia, a moje urodziny raczej ciężko do takich zaliczyć. Okazuje się, że przegryw to nie stan fizyczny o określonym czasie trwania tylko stan umysłowy o nieograniczonym czasie trwania. Na tą chwilę ledwo mogę ustać na nogach przez cały dzień, nie jestem już w stanie nawet trenować. Nigdzie nie mogę ruszyć, a już na pewno nie w świat. I niestety ani terapia ani dziewczyna w tym nie pomagają w dłuższej perspektywie. Wczoraj na chwilę pojawiła mi się jakaś dziwna nadzieja na przeprowadzkę i uwolnienie się od wpływu rodziców, ciągłej obserwacji, może nawet mógłbym zacząć się uczyć samodzielności i wykształcać własną osobowość. Spojrzałem na ceny wynajmu, już nie tylko w Warszawie ale i okolicach, nadzieja od razu prysła. W małym miasteczku oddalonym ok 30 km od Warszawy mieszkanie niecałe 50m do wynajęcia za 5k. Nawet tyle nie zarabiam. Oczywiście dla mnie samego nie potrzeba 50m ale jeśli cena jest wprost proporcjonalna do metrażu to i tak nie robi mi żadnej różnicy. A przypominam, że cały czas mówimy o małym miasteczku kilkadziesiąt kilometrów od Warszawy, w którym nie ma nic poza Biedronką i Lidlem. Jeśli tak wygląda reszta świata to nie ma nawet dokąd ruszać.

Wlasna osobowość i samodzielność mozesz i pod "skrzydlami" rodziców budować. To cos w głowie a nie we własnym m3 i portfelu. Cierpliwosci

30,256 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2025-12-06 00:40:24)

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Wczoraj na chwilę pojawiła mi się jakaś dziwna nadzieja na przeprowadzkę i uwolnienie się od wpływu rodziców, ciągłej obserwacji, może nawet mógłbym zacząć się uczyć samodzielności i wykształcać własną osobowość. Spojrzałem na ceny wynajmu, już nie tylko w Warszawie ale i okolicach, nadzieja od razu prysła.

Dlatego tyle ludzi bierze kredyt bo wynajem w Polsce to żart. W UK, Francji zwykły taksówkarz, kelnerka może sobie coś wynająć i jeszcze odłożyć, a w PL jak w lesie. Człowiek pracuje na pełen etat, nie chla nie ćpa, a żyje z dnia na dzień i cyka się o przyszłość.
Myslales żeby zacisnąć żeby i jakiś mini biznes na weekendy żeby dorobić do wkładu własnego ? Gastro, taxi,  hotele, budowy?

Może warto dwa trzy lata się przemeczyć na 2 w etaty i mieć do końca życia spokój?

Plus ile ty wydajesz właściwie? Nie masz jakiś chwilowek, że tak cieni z kasą ? Powinieneś mieć coś odłożone skoro nie płacisz za jedzenie i mieszkanie.

Co się stało z Raka i Chłopski? Myślicie że wyszli na ludzi w końcu?

30,257

Odp: 30lat i cały czas sam

A tam w mniejszych miastach przy Wawie,glovo , pyszne kurier ,dodatkowo coś takiego ?wiadomo po robocie 1 fizycznej już człowiek nie wie jak ma na imię,no Ale coś za coś...

gastro jak tu wcześniej ktoś wspomniał
..niestety czytałam że trzeba się trochę naczekav nieraz a się miejsce zwolni ...

30,258

Odp: 30lat i cały czas sam
jea1 napisał/a:

A tam w mniejszych miastach przy Wawie,glovo , pyszne kurier ,dodatkowo coś takiego ?wiadomo po robocie 1 fizycznej już człowiek nie wie jak ma na imię,no Ale coś za coś...

gastro jak tu wcześniej ktoś wspomniał
..niestety czytałam że trzeba się trochę naczekav nieraz a się miejsce zwolni ...

Nie da się mieć wszystkiego. Komfort, pieniądze, czas wolny, hobby... Okresowo trzeba coś poświęcić.

30,259

Odp: 30lat i cały czas sam
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:
jea1 napisał/a:

A tam w mniejszych miastach przy Wawie,glovo , pyszne kurier ,dodatkowo coś takiego ?wiadomo po robocie 1 fizycznej już człowiek nie wie jak ma na imię,no Ale coś za coś...

gastro jak tu wcześniej ktoś wspomniał
..niestety czytałam że trzeba się trochę naczekav nieraz a się miejsce zwolni ...

Nie da się mieć wszystkiego. Komfort, pieniądze, czas wolny, hobby... Okresowo trzeba coś poświęcić.

Chyba jednak się da. Są tacy, co to wszystko posiadają. I pieniądze i hobby. Nawet rodziny pozakładali. Jednak jest ich znacznie mniej, niż reszty.

30,260

Odp: 30lat i cały czas sam

Alfa zapłodnił, beta wychowa hahhahahhah

https://i.postimg.cc/3RHHmRyc/05B601BB-8C09-4B66-A615-B9151F8337DE.jpg

30,261

Odp: 30lat i cały czas sam

Przynajmniej kobieta z zdjęcia stawiacsprawe jasno,
Zawsze się można załapać jako tatuś chrzestny ,wilk syty i owca cala

30,262

Odp: 30lat i cały czas sam
Theodore Robert Bundy napisał/a:

Alfa zapłodnił, beta wychowa hahhahahhah

https://i.postimg.cc/3RHHmRyc/05B601BB-8C09-4B66-A615-B9151F8337DE.jpg

big_smile co ten znowu tu wymyslil ?

Acha alfa robi dzieci, a beta wychowuje blahahaha chyba sralfa,a nie alfa. Najpierw to Ty sie dziecko zapoznaj z definicja alfy i bety, a dopiero później sie tutaj madraluj, bo niejeden co zrobil dzieciaka nie ma nawet wlasnego zdania

30,263

Odp: 30lat i cały czas sam
jea1 napisał/a:

Przynajmniej kobieta z zdjęcia stawiacsprawe jasno,
Zawsze się można załapać jako tatuś chrzestny ,wilk syty i owca cala

Oczywiście że stawia sprawę jasno, każda tak robi gdy tatuś ucieknie, albo Ba nie wiadomo kto nim jest

30,264

Odp: 30lat i cały czas sam
Julia life in UK napisał/a:
Theodore Robert Bundy napisał/a:

Alfa zapłodnił, beta wychowa hahhahahhah

https://i.postimg.cc/3RHHmRyc/05B601BB-8C09-4B66-A615-B9151F8337DE.jpg

big_smile co ten znowu tu wymyslil ?

Acha alfa robi dzieci, a beta wychowuje blahahaha chyba sralfa,a nie alfa. Najpierw to Ty sie dziecko zapoznaj z definicja alfy i bety, a dopiero później sie tutaj madraluj, bo niejeden co zrobil dzieciaka nie ma nawet wlasnego zdania

Julio z Ukej, a ty chociaż wiesz z kim masz dzieciaka? Bo te z Ukej maja często z tym problem i nawet święta Hildegarda nie zawsze im pomaga hahahahahha

30,265

Odp: 30lat i cały czas sam
Theodore Robert Bundy napisał/a:
Julia life in UK napisał/a:
Theodore Robert Bundy napisał/a:

Alfa zapłodnił, beta wychowa hahhahahhah

https://i.postimg.cc/3RHHmRyc/05B601BB-8C09-4B66-A615-B9151F8337DE.jpg

big_smile co ten znowu tu wymyslil ?

Acha alfa robi dzieci, a beta wychowuje blahahaha chyba sralfa,a nie alfa. Najpierw to Ty sie dziecko zapoznaj z definicja alfy i bety, a dopiero później sie tutaj madraluj, bo niejeden co zrobil dzieciaka nie ma nawet wlasnego zdania

Julio z Ukej, a ty chociaż wiesz z kim masz dzieciaka? Bo te z Ukej maja często z tym problem i nawet święta Hildegarda nie zawsze im pomaga hahahahahha

Oczywiście, ze wiem z kim mam swoją córkę, bo jej ojciec ma z nami kontakt  big_smile

30,266 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2025-12-08 21:36:40)

Odp: 30lat i cały czas sam
Theodore Robert Bundy napisał/a:

Oczywiście że stawia sprawę jasno, każda tak robi gdy tatuś ucieknie, albo Ba nie wiadomo kto nim jest

Chodziło chyba bardziej o to, że na tym zdjęciu pokazuje się z dziećmi i w ten sposób nie ukrywa, że je ma przed potencjalnym nowym partnerem. Niestety takie historie na prawdę się zdarzają. Osobiście znałem faceta, który dowiedział się, że partnerka ma dziecko dopiero po kilku miesiącach kiedy już mieli razem zamieszkać. Na pytanie czemu to przed nim ukrywała odpowiedziała, że się bała, że ją z góry odrzuci. Wiem, że jeszcze przez jakiś czas byli razem, a co potem to już nie wiem bo kontakt się urwał.

30,267

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:
Theodore Robert Bundy napisał/a:

Oczywiście że stawia sprawę jasno, każda tak robi gdy tatuś ucieknie, albo Ba nie wiadomo kto nim jest

Chodziło chyba bardziej o to, że na tym zdjęciu pokazuje się z dziećmi i w ten sposób nie ukrywa, że je ma przed potencjalnym nowym partnerem. Niestety takie historie na prawdę się zdarzają. Osobiście znałem faceta, który dowiedział się, że partnerka ma dziecko dopiero po kilku miesiącach kiedy już mieli razem zamieszkać. Na pytanie czemu to przed nim ukrywała odpowiedziała, że się bała, że ją z góry odrzuci. Wiem, że jeszcze przez jakiś czas byli razem, a co potem to już nie wiem bo kontakt się urwał.

Ja od razu mówię,że mam dziecko. Takich rzeczy się nie ukrywa

30,268

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:
Theodore Robert Bundy napisał/a:

Oczywiście że stawia sprawę jasno, każda tak robi gdy tatuś ucieknie, albo Ba nie wiadomo kto nim jest

Chodziło chyba bardziej o to, że na tym zdjęciu pokazuje się z dziećmi i w ten sposób nie ukrywa, że je ma przed potencjalnym nowym partnerem. Niestety takie historie na prawdę się zdarzają. Osobiście znałem faceta, który dowiedział się, że partnerka ma dziecko dopiero po kilku miesiącach kiedy już mieli razem zamieszkać. Na pytanie czemu to przed nim ukrywała odpowiedziała, że się bała, że ją z góry odrzuci. Wiem, że jeszcze przez jakiś czas byli razem, a co potem to już nie wiem bo kontakt się urwał.



faceci na potalach tez ukrywaja. smiem twierdzic, ze wiecej facetow niz babeczek.

30,269

Odp: 30lat i cały czas sam
Julia life in UK napisał/a:
Shinigami napisał/a:
Theodore Robert Bundy napisał/a:

Oczywiście że stawia sprawę jasno, każda tak robi gdy tatuś ucieknie, albo Ba nie wiadomo kto nim jest

Chodziło chyba bardziej o to, że na tym zdjęciu pokazuje się z dziećmi i w ten sposób nie ukrywa, że je ma przed potencjalnym nowym partnerem. Niestety takie historie na prawdę się zdarzają. Osobiście znałem faceta, który dowiedział się, że partnerka ma dziecko dopiero po kilku miesiącach kiedy już mieli razem zamieszkać. Na pytanie czemu to przed nim ukrywała odpowiedziała, że się bała, że ją z góry odrzuci. Wiem, że jeszcze przez jakiś czas byli razem, a co potem to już nie wiem bo kontakt się urwał.

Ja od razu mówię,że mam dziecko. Takich rzeczy się nie ukrywa


jesli nie ma na profilu /nie mowi od razu to mozna od razu konczyc rozmowe, bo nie wiadomo, co jeszcze ukrywa. i to bez wzgldu na plec.

30,270

Odp: 30lat i cały czas sam
Muqin napisał/a:

Shini, z pewnego punktu widzenia to i owszem, ten "przegryw" to stan umysłu. Dlatego na tej terapii wylądowałeś, bo ten stan chciałbyś zmienić. Co, jak wiesz, wymaga i czasu i wysiłku, na dodatek Twojego. Wpływ rodziców to jest przede wszystkim w Twojej głowie. Co można uznać za optymistyczne, bo ostatecznie to Twoja głowa i możesz ich z niej wyrzucić czy raczej dać im inne w niej miejsce.

Dokładnie to samo powiedziała terapeutka choć nie użyła słowa "przegryw". Cały czas mi powtarza, że najważniejszy krok już wykonałem, a było nim samo pójście na terapię. Co do wpływu rodziców to nie do końca się zgodzę. To prawda, że jest on głównie w głowie ale nie da się tego tak po prostu wyrzucić. Trzeba to zastąpić czymś innym więc najpierw potrzebny byłby od tego detoks. Nie da się uwolnić od wpływu rodziców cały czas pozostając z nimi. To jest zbyt silne i zbyt automatyczne.

blueangel muszę przyznać, że mnie zaskoczyłaś tymi dwiema ofertami z linków. Nie sądziłem, że w ogóle da się w Warszawie tak tanio cokolwiek wynająć. Powiem szczerze, że w pierwszej chwili jak to zobaczyłem to pomyślałem, że to musi być jakaś podupucha bo to aż nieprawdopodobnie tanio jak na Warszawę. To nie do końca prawda, że nikt nie zaczynał od willi bo osobiście znam ludzi, którzy dostali takie prezenty od rodziców na 18 albo idąc na studia. Apartament w centrum i Mercedes S klasy ale to są oczywiście jednostkowe przypadki. Mi by wystarczyło 30m ale żeby mieć tam jakąś prywatność. Jak już nie raz pisałem, sam pokój w mieszkaniu z obcymi ludźmi całkowicie nie wchodzi w grę, to już by była absolutna ostateczność kiedy nie byłoby dosłownie żadnego innego wyboru. Dzięki za info o szukaniu mieszkań, o tej stronie z linków nawet nie wiedziałem.

30,271 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2025-12-09 12:02:05)

Odp: 30lat i cały czas sam
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Dlatego tyle ludzi bierze kredyt bo wynajem w Polsce to żart. W UK, Francji zwykły taksówkarz, kelnerka może sobie coś wynająć i jeszcze odłożyć, a w PL jak w lesie. Człowiek pracuje na pełen etat, nie chla nie ćpa, a żyje z dnia na dzień i cyka się o przyszłość.
Myslales żeby zacisnąć żeby i jakiś mini biznes na weekendy żeby dorobić do wkładu własnego ? Gastro, taxi,  hotele, budowy?

Może warto dwa trzy lata się przemeczyć na 2 w etaty i mieć do końca życia spokój?

Plus ile ty wydajesz właściwie? Nie masz jakiś chwilowek, że tak cieni z kasą ? Powinieneś mieć coś odłożone skoro nie płacisz za jedzenie i mieszkanie.

Co się stało z Raka i Chłopski? Myślicie że wyszli na ludzi w końcu?

Oczywiście, że myślałem o mini biznesie, nawet nie wiem ile razy. Tylko nie wymyśliłem jeszcze nic konkretnego, na swój biznes jednak trzeba mieć pomysł. W pełni się zgadzam, że wynajem w Polsce to absurd. KAŻDEGO powinno być stać na wynajem jeśli tylko pracuje, obojętnie co to za praca. To powinna być formalność dla każdego łącznie z ludźmi pracującymi za minimalną.

Minimalna nawet na trzy etaty nie zapewni spokoju do końca życia. To są po prostu tak śmieszne pieniądze, że możesz całe odkładać, a i tak nie odłożysz z tego ceny własnego mieszkania.

Nigdy nie brałem żadnej pożyczki ani kredytu, nigdy też nie miałem długu. Wydaję mniej niż połowę wypłaty i mam coś odłożone ale do wkładu własnego nie jest to nawet blisko.

30,272

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:
Muqin napisał/a:

Shini, z pewnego punktu widzenia to i owszem, ten "przegryw" to stan umysłu. Dlatego na tej terapii wylądowałeś, bo ten stan chciałbyś zmienić. Co, jak wiesz, wymaga i czasu i wysiłku, na dodatek Twojego. Wpływ rodziców to jest przede wszystkim w Twojej głowie. Co można uznać za optymistyczne, bo ostatecznie to Twoja głowa i możesz ich z niej wyrzucić czy raczej dać im inne w niej miejsce.

Dokładnie to samo powiedziała terapeutka choć nie użyła słowa "przegryw". Cały czas mi powtarza, że najważniejszy krok już wykonałem, a było nim samo pójście na terapię. Co do wpływu rodziców to nie do końca się zgodzę. To prawda, że jest on głównie w głowie ale nie da się tego tak po prostu wyrzucić. Trzeba to zastąpić czymś innym więc najpierw potrzebny byłby od tego detoks. Nie da się uwolnić od wpływu rodziców cały czas pozostając z nimi. To jest zbyt silne i zbyt automatyczne.

Jakby się dało...pomarzyć. To wyrzucanie to męczący, trudny proces, żmudny i upierdliwy. Detoks kusi... niestety nie jest aż tak fajnie, że wystarczy odizolować się fizycznie. To może być pomocne. Może, nie musi. Czy Tobie by pomogło? Możliwe. Ale niestety istnieją telefony, a i własną głowę, w której ci rodzice siedzą zabiera się ze sobą.
Uwolnić się da, także mieszkając pod jednym dachem.

30,273 Ostatnio edytowany przez blueangel (2025-12-09 16:10:12)

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

blueangel muszę przyznać, że mnie zaskoczyłaś tymi dwiema ofertami z linków. Nie sądziłem, że w ogóle da się w Warszawie tak tanio cokolwiek wynająć. Powiem szczerze, że w pierwszej chwili jak to zobaczyłem to pomyślałem, że to musi być jakaś podupucha bo to aż nieprawdopodobnie tanio jak na Warszawę. To nie do końca prawda, że nikt nie zaczynał od willi bo osobiście znam ludzi, którzy dostali takie prezenty od rodziców na 18 albo idąc na studia. Apartament w centrum i Mercedes S klasy ale to są oczywiście jednostkowe przypadki. Mi by wystarczyło 30m ale żeby mieć tam jakąś prywatność. Jak już nie raz pisałem, sam pokój w mieszkaniu z obcymi ludźmi całkowicie nie wchodzi w grę, to już by była absolutna ostateczność kiedy nie byłoby dosłownie żadnego innego wyboru. Dzięki za info o szukaniu mieszkań, o tej stronie z linków nawet nie wiedziałem.


Ja tez o niej nie wiedzialam, wpisalam poprostu w google i wyswietlila sie jako pierwsza. Poswiecilam doslownie 2 min, dlatego oba linki z tej samej strony.
Zdaje sobie sprawe z tego, ze male, ciqsne, ale.. wlasne i bylbys na swoim i to w stolicy.
Chyba ze mieszkajac u rodzicow cos odkladasz i ci sie bardziej oplaca.

Gdyby poswiecic wiecej czasu, moznaby ewentualnie poszukac lepszej ceny czy jakosci. Moim celem bylo poprostu pokazanie, ze jqk sie poszuka to cos da sie znalezc. Tylko to nie trwa 2 min czy jeden dzien, bo i inni szukaja, nie tylko ty. Ale sie da.

30,274

Odp: 30lat i cały czas sam
blueangel napisał/a:

Zdaje sobie sprawe z tego, ze male, ciqsne, ale.. wlasne i bylbys na swoim i to w stolicy.
Chyba ze mieszkajac u rodzicow cos odkladasz i ci sie bardziej oplaca.

Człowiek tak zdesperowany, że wygodny karton pod mostem byłby dobry

30,275 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2025-12-10 13:29:57)

Odp: 30lat i cały czas sam
blueangel napisał/a:

Ja poswiecilam zaledwie z 2 min. Polukaj na roznych stronkach. Zrob post na warszawskich grupach na fb, wpisz kwote do ilu mozesz, spotted na insta, whatever. Obejrzyj jedno, drugie,... .


Już mu tu dziewczyny linkowały podobne oferty + oferty pracy bez doświadczenia za 2x taką stawkę jaką ma obecnie. Nigdy nawet zapytania nigdzie nie wysłał.


Shinigami napisał/a:

Cały czas mi powtarza, że najważniejszy krok już wykonałem, a było nim samo pójście na terapię.

Ty chodzisz na kolejną terapię i jak przychodziło do wcielania w życie wniosków to olewałeś. A już się wydało, że i do psychologa szkolnego też chodziłeś i diagnostykę miałeś robioną. I póki rodzice załatwiali sprawy za ciebie, to coś tam się działo. Jak dorosłeś i musisz sam zacząć działać, to ci się nie chce i szukasz kolejnych wymówek.

Od 3 lat z okładem, od samego początku ludzie ci tu dawali dużo rad, wiele osób ci linkowało lub wymieniało z nazwy portale i miejsca z grupami ludzi zrzeszonymi wokół twoich hobby i tego co cię interesuje. Dostawałeś linki do fundacji i stowarzyszeń wyspecjalizowanych w pomocy takim jak ty, dostawałeś linki do ofert z mieszkaniami na twoją kieszeń, do doradztwa zawodowego, oferty z pracą, do platform edukacyjnych, gdzie mógłbyś porobić różne kursy i szkolenia za darmo (chociaż po to, aby zorientować się w twoich mocnych i słabych stronach i zainteresowaniach). Wszystko to zlałeś (z wyjątkiem skorzystania z płatnego masażu pindola) i znowu zaczynasz udawać zaskoczenie, że jak się szuka to się znajduje.

30,276

Odp: 30lat i cały czas sam

Chyba odpuszczę sobie randkowanie online, nie udało mi się z żadną poznać w realu.

Podsumowując:

- Połowa kobiet na tych portalach ma już faceta, a siedzą tam tylko po to, aby sobie z kimś popisać.
- Połowa kobiet to samotne matki.
- Miażdżąca większość dziewczyn ma sporą nadwagę.
- Otrzymanie od kobiety świeżego zdjęcia jej osoby pokazującą ją od góry do dołu w dodatku beż żadnych filtrów graniczy z cudem. Dziewczyny potrafią mieć na profilowym zdjęcia robione 10 lat temu w dodatku z całą masą filtrów, a jak wysyła aktualną fotkę, to masz wrażenie, że to jest zupełnie inna osoba. Najświeższe zdjęcie jakie otrzymałem to chyba sprzed 2 lat.
- Większość kobiet odpisuje tylko jednym słowem i ogólnie nie potrafią prowadzić rozmowy w inny sposób jak wysyłanie sobie memów i emotek.

Wspominałem wcześniej o jednej dziewczynie.

Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Druga dziewczyna - 23 lata ale szczupła (aż się zdziwiłem, że w końcu jakaś bez nadwagi), ale to dlatego, że ma ciężką fizyczną pracę.
Z nią mi się pisze jeszcze lepiej do tego stopnia, że zaproponowałem jej spotkanie ale powiedziała, że ma bardzo dużo pracy i na razie nie da rady (może po Świętach...), no ale trudno.
Aczkolwiek laska sama z siebie do mnie pisze, więc może jeszcze temat nie jest stracony.
Gdybym ja był zainteresowany, to wziąłbym nawet urlop z pracy, aby się spotkać, jej się nie chce, no trudno...

No cóż, ona chyba dalej nie jest zdecydowana na spotkanie (nie proponuję jej więcej, aby nie wyjść na desperata). Aczkolwiek dalej sama z siebie do mnie pisze i wysyła mi jakieś tam snapy / zdjęcia, więc jest w jakimś tam % zainteresowana znajomością ze mną. Mam wrażenie, że wrzuciła mnie na jakąś daleką orbitę, a szkoda, bo takie pisanie w wieczność nie ma żadnego sensu w dłuższej perspektywie.


Płatne masaże erotyczne... Nadchodzę... lol

30,277

Odp: 30lat i cały czas sam
Rumunski_Zolnierz napisał/a:

No cóż, ona chyba dalej nie jest zdecydowana na spotkanie (nie proponuję jej więcej, aby nie wyjść na desperata). Aczkolwiek dalej sama z siebie do mnie pisze i wysyła mi jakieś tam snapy / zdjęcia, więc jest w jakimś tam % zainteresowana znajomością ze mną. Mam wrażenie, że wrzuciła mnie na jakąś daleką orbitę, a szkoda, bo takie pisanie w wieczność nie ma żadnego sensu w dłuższej perspektywie.

Obawiam się, że ona potrzebuje jedynie wirtualnej znajomości, bo z jakiegoś powodu nie chce wchodzić na wyższy level. Gdyby było inaczej, to raczej nie ociągałaby się tak długo ze spotkaniem.

Desperacja desperacją, ale może warto dać jej do zrozumienia, że na takich zasadach nie zamierzasz tego ciągnąć w nieskończoność?

30,278 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2025-12-22 11:00:04)

Odp: 30lat i cały czas sam

Stosowanie filtrów czy umieszczanie starych fotek stało się już chyba normą. Pamiętam mnóstwo takich sytuacji, jeszcze dobre kilkanaście lat temu.

Jeśli zaś większość osób przebywa na portalach, mimo posiadania partnera, to tylko świadczy o tym, jak bardzo ludzie się stoczyli...Nawet pomijając samą zdradę czy oszukiwanie partnera czy partnerki, ale ta chorobliwa potrzeba atencji, głównie u obcych osób, wylewającą się na każdym kroku, jest wręcz żałosna.

30,279

Odp: 30lat i cały czas sam

Priscilla
Jak najbardziej to co piszesz może być prawdą.
Ona mi pisała, że bardzo wstydzi się tak po prostu spotkać z jakimś obcym facetem z internetu.
Okej, jestem w stanie to zrozumieć, bo nie oczekuję, że po miesiącu pisania dziewczyna nagle rzuci wszystko, aby się ze mną spotkać.
Coś napominała, że potrzebuje +/- rok, aby się ,,oswoić", heh no cóż.
Wiesz, jak ona nie chce się TERAZ spotkać, to ja oczywiście w międzyczasie będę sobie szukał czegoś innego, bo może się okazać, że po roku mi napisze, że dalej nie chce się spotkać i co wtedy?
Zmarnuję dużo czasu na nią, prawda?
Więc okej, teraz z nią piszę, ale mam z tyłu głowy świadomość, że możemy sobie pisać w nieskończoność i nic z tego nie wyjdzie, dlatego muszę kombinować jakiś plan awaryjny, bo inaczej całe życie przeleci mi tylko na internetowych znajomościach.
Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile dziewczyn na tych portalach szuka tylko i wyłącznie do wirtualnej znajomości, to jest jakiś horror.


bagienni_k
No ja mówię, sam byłem w szoku ile tam jest zajętych kobiet lol
Wyobraź sobie taką rzecz, piszę z jedną laską i się okazuje, że ma chłopaka, to pytam się jej, gdzie jest teraz chłopak, a ona mi na to odpisuje, że leży sobie w drugim pokoju.
Dla mnie to jest kosmos, bo wyobraź sobie, że jesteś w związku. Ty sobie leżysz na tapczanie, coś tam oglądasz, a Twoja partnerka w pokoju obok pisze z kompletnie obcymi facetami - jak to skomentować?
Pisały też do mnie jakieś mężatki... No cyrk na kółkach.


P.S.
W tym salonie masażu erotycznego chyba zatrudnili jakieś dwie nowe masażystki, będzie co sprawdzać po Nowym Roku smile

30,280

Odp: 30lat i cały czas sam

Generalnie, sam wolałbym w takim momencie zapewne spędzać czas z partnerką, wspólnie leżąc na kanapie, choćby oglądając jakiś film. Wiadomo jednak, że każdy potrzebuje przestrzeni w związku, tylko gorzej, jeśli tą przestrzeń zapełnia w taki właśnie sposób, jak potajemne pisanie i flirtowanie z innymi facetami/kobietami. Dużo bardziej już bym pewnie zrozumiał kogoś, kto rzeczywiście czuje się zaniedbany w związku, bo druga strona ucieka od partnera, lekceważąc go coraz bardziej.
O wiele gorzej moim zdaniem jest wtedy, kiedy taka osoba twierdzi, iż jej/mu zależy na partnerze, kocha go, ale czuje, że potrzebuje jeszcze tego typu kontaktów z płcią przeciwną, wobec czego zakłada sobie konta na owych portalach czy dopuszcza się w sieci flirtu, przekraczającego pewne granice przyzwoitości. Wcale nie musi dochodzić do spotkań, wystarczy, że bez wiedzy partnera dochodzi do rozwijania się kontaktów(towarzyskich i intymnych) między jedną stroną a kimś obcym. Dlatego już sam fakt, że ta jedna osoba potrzebuje JESZCZE, poza związkiem, mieć adoratorów czy rozmówców, dostarczających jej atencji, jest, moim zdaniem, mocno niepokojący.

30,281

Odp: 30lat i cały czas sam

To wyobraź sobie, że takich kobiet jest sporo.
W dodatku połowa z nich nie informuje o tym, że ma partnera, a dowiadujesz się o tym dopiero, gdy zadasz im takowe pytanie wprost.

30,282 Ostatnio edytowany przez rakastankielia (2025-12-22 18:19:25)

Odp: 30lat i cały czas sam
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Co się stało z Raka i Chłopski? Myślicie że wyszli na ludzi w końcu?

Ja to po prostu nie mam czasu, żeby się tu udzielać xd ale pod kątem związkowym nie zmieniło się kompletnie nic.

30,283

Odp: 30lat i cały czas sam
Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Ona mi pisała, że bardzo wstydzi się tak po prostu spotkać z jakimś obcym facetem z internetu.
Okej, jestem w stanie to zrozumieć, bo nie oczekuję, że po miesiącu pisania dziewczyna nagle rzuci wszystko, aby się ze mną spotkać.
Coś napominała, że potrzebuje +/- rok, aby się ,,oswoić", heh no cóż.

Ale że ile tego czasu potrzebuje? Rok?? Pytania są oczywiście retoryczne.
Moim zdaniem każda choć trochę poważnie traktująca daną relację osoba stara się w miarę możliwości jak najszybciej spotkać, choćby po to, aby zweryfikować swoje wyobrażenie z rzeczywistością.

Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Wiesz, jak ona nie chce się TERAZ spotkać, to ja oczywiście w międzyczasie będę sobie szukał czegoś innego, bo może się okazać, że po roku mi napisze, że dalej nie chce się spotkać i co wtedy?
Zmarnuję dużo czasu na nią, prawda?

Czytając, co napisałeś, na Twoim miejscu mimo wszystko odpuściłabym sobie tę znajomość. Moim zdaniem czekanie na nią do niczego nie doprowadzi, ewentualnie do Twojej frustracji.
Możesz zresztą sprawdzić jej reakcję na informację, że nie zmierzasz ograniczać się do jej osoby, skoro na dobrą sprawę nie masz zielonego pojęcia, czy w realu cokolwiek między Wami zaklika. Jeśli jej zależy, to być może przestanie się aż tak "bardzo wstydzić", a jeśli nie, to chyba będzie można uznać, że wiesz, na czym stoisz.

Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Nawet nie zdajesz sobie sprawy ile dziewczyn na tych portalach szuka tylko i wyłącznie do wirtualnej znajomości, to jest jakiś horror.

Nie mam takich koleżanek, a przynajmniej nic o tym nie wiem, sama też nie znam tematu z autopsji, ale obserwując dzisiejsze realia jak najbardziej w to wierzę. Zastanawia mnie jednak, po cholerę dla wirtualnej znajomości zakładać konto na portalu randkowym, jeśli uczciwiej byłoby robić to w neutralnych miejscach.

30,284

Odp: 30lat i cały czas sam

Z kolei mnie niezmiennie nurtuje pytanie: w jakim celu osoby, będące w związku poszukują czy pielęgnują wirtualne znajomości, oparte na flircie czy raczej mocno przesiąknięte podtekstem seksualnym/emocjonalnym? Tym bardziej, jeśli same twierdzą, że są w swoim związku szczęśliwe i niczego im nie brakuje.. WTF?
Tudzież nie powiedzą tego, ale same przed sobą przyznają, że poza związkiem muszą koniecznie szukać adoracji i uwag u płci przeciwnej(w formie biernej lub aktywnej), gdyż niezbędne jest i to do prawidłowego funkcjonowania, aby czuć się w pełni usatysfakcjonowanym emocjonalnie.

No nie, nie da się zakrzywiać logiki - jeśli ktoś jest w związku szczęśliwy, to nie szuka atencji na boku. Widywałem takie sytuacje na żywo lub sieci, gdzie po krótkiej chwili robi się zwyczajnie niedobrze, jak się tego słucha czy czyta, wiedząc, że przynajmniej jedna strona w tej "relacji" ma już stałego partnera.

30,285

Odp: 30lat i cały czas sam

A ja się zastanawiam czego wy szukacie na tych portalach, biorąc po uwagę to że dziś dziewczyna poniżej przeciętnej urody nie ma żadnego problemu ze znalezieniem faceta, tym samym nie ma potrzeby przebywać na portalach randkowych, siedzą tam najgorsze odpady, kobiety mocno zakompleksione otyłe, szczerbate, idzie coś wyszukać na tinderze, jednak tam trzeba być minimum 8/10 i bez problemu można wyrwać dobry towar na szybki numerek, warunek wygląd ponad wszystko!

30,286

Odp: 30lat i cały czas sam
bagienni_k napisał/a:

Z kolei mnie niezmiennie nurtuje pytanie: w jakim celu osoby, będące w związku poszukują czy pielęgnują wirtualne znajomości, oparte na flircie czy raczej mocno przesiąknięte podtekstem seksualnym/emocjonalnym? Tym bardziej, jeśli same twierdzą, że są w swoim związku szczęśliwe i niczego im nie brakuje.. WTF?

Nasze pytania w gruncie rzeczy się zazębiają, bo osoba, która szuka znajomości, czyli ani nie związku, ani nie flirtu, nie szuka jej na portalu randkowym, ale na grupach hobbystycznych czy choćby na takich forach, jak to.
Tym samym osoba, która jest po tej drugiej stronie, też ma jasność, że wirtualne rozmowy z założenia nie mają prowadzić do bliskiej relacji tzw. romantycznej.

30,287 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2025-12-23 17:23:59)

Odp: 30lat i cały czas sam
bagienni_k napisał/a:

Z kolei mnie niezmiennie nurtuje pytanie: w jakim celu osoby, będące w związku poszukują czy pielęgnują wirtualne znajomości, oparte na flircie czy raczej mocno przesiąknięte podtekstem seksualnym/emocjonalnym?

Odpowiedź na to pytanie jest całkiem prosta. Te osoby na prawdę mogą czuć się dobrze w swoim związku ale to nie znaczy, że uważają go za ten jedyny, ostateczny. Nie wiem czy mężczyźni też tak mają ale z tego co słyszałem w przypadku kobiet to jest taki tryb nieskończonego szukania. Coś na zasadzie "mam już super faceta ale poszukam jeszcze bo może trafi się jeszcze bardziej super" albo "mój ma milion ma koncie ale może trafię na takiego, który ma dwa". I tak bez końca. Często też takie siedzenie na portalach randkowych będąc w związku to forma zabezpieczenia. Jeśli w tym obecnym związku coś się posypie to żeby w każdej chwili mieć kolejną opcję. W przypadku mężczyzn często to jest niewinne w tym sensie, że oni nawet nie uważają czegoś takiego za zdradę czy w ogóle za coś niewłaściwego. Dla wielu mężczyzn dopóki nie ma seksu nie ma też zdrady, a i tacy co seksu nie uważają za zdradę się zdarzają.

30,288 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2025-12-23 22:27:15)

Odp: 30lat i cały czas sam

Możesz mieć rację, gdyż świadczy o tym fakt, że nieraz przecież tak łatwo wiele osób ulega "czarowi" innych, jak tylko ci zjawią się na horyzoncie. Zdumiewa wręcz, jak niewiele czasami trzeba, aby zajęta osoba straciła głowę dla kogoś nowo poznanego. Kilka słów, zapewnień lub samo zachowanie sprawia, że traci się nad sobą panowanie. Scenariusz bywa podobny, kiedy słyszy się późniejsze usprawiedliwianie się: " W moim związku wszystko się świetnie układa, partner/partnerka spełnia wszystkie moje oczekiwania, ale.. tak dobrze mi się z nim/nią rozmawiało, czuć ten flow..."
Z drugiej strony, ciągle szuka się nowych wrażeń, lepszych doznań i ekscytacji. Dla takiej osoby nie będzie istotna jedna partnerka/partner, z którym się dogadują - potrzebuje ona dowodów zainteresowania czy uwielbienia od WIELU, obcych zresztą ludzi.
W mojej ocenie, ktokolwiek, kto potrzebuje niemal na każdym kroku owej atencji, jest po prostu osobą głęboko zaburzoną.

30,289

Odp: 30lat i cały czas sam
bagienni_k napisał/a:

Z kolei mnie niezmiennie nurtuje pytanie: w jakim celu osoby, będące w związku poszukują czy pielęgnują wirtualne znajomości, oparte na flircie czy raczej mocno przesiąknięte podtekstem seksualnym/emocjonalnym? Tym bardziej, jeśli same twierdzą, że są w swoim związku szczęśliwe i niczego im nie brakuje.. WTF?
Tudzież nie powiedzą tego, ale same przed sobą przyznają, że poza związkiem muszą koniecznie szukać adoracji i uwag u płci przeciwnej(w formie biernej lub aktywnej), gdyż niezbędne jest i to do prawidłowego funkcjonowania, aby czuć się w pełni usatysfakcjonowanym emocjonalnie.

W celu zaspokojenia swoich zróżnicowanych, uświadomionych oraz nieuświadomionych potrzeb rozlicznych, drogi bagienni_ku, do zaspokojenia których mają pełne prawo czyli wpływ psychologii w wydaniu spopularyzowanym na działania szerokich rzesz obywateli płci obojga, choć mam wrażenie na panie to bardziej wpływa.

Tak sobie obserwuję, ze od jakiegoś czasu każdy "ma prawo", natomiast co do obowiązków... jakoś ciszej.
Mam prawo czuć się w pełni usatysfakcjonowany/a emocjonalnie to sobie to funduję, a co! Prawo mam! I leci... pal sześć, ze druga strona jakby ma z tym problem, wszak wiadomo "co do tego, co robię, to jeśli z czymś masz problem, mój drogi/moja droga, to to jest twój problem, albowiem ja mam prawo".
Co w sumie tak do końca głupie nie jest, jeśli stosowane z umiarem tudzież rozwagą, ale robi się dosyć paskudne, gdy tego umiaru zabraknie.

30,290 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2025-12-24 00:00:30)

Odp: 30lat i cały czas sam

.

Posty [ 30,226 do 30,290 z 31,049 ]

Strony Poprzednia 1 … 464 465 466 467 468 … 478 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024