30lat i cały czas sam - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 … 463 464 465 466 467 … 478 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 30,161 do 30,225 z 31,049 ]

30,161

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Jako pierwsze też wychowywało się już w erze internetu i nowoczesnych technologii, na które ludzki mózg w ogóle nie był gotowy. Napisałaś tu coś bardzo ważnego. "W założeniu" i "miały", taki był główny cel tego wszystkiego. Czy został osiągnięty, moim zdaniem nie bardzo. Kolejna bardzo ważna rzecz to "rodzice zaczęli chuchać i dmuchać". Skoro słusznie to zauważyłaś to powiedz mi dlaczego to dzieci są obwiniane za błędy rodziców? Nigdy nie byłem na przemysłowym południu, a to wszystko co opisuje to są moje całkowicie szczerze spostrzeżenia. Możliwe, że są zakrzywione ale innych nie mam.

Co z tym internetem, bo trochę nie bardzo rozumiem, jaką konkretnie krzywdę Wam zrobił?

Widzę tu jedną zasadniczą rzecz: łatwo jest zrzucić całą odpowiedzialność na rodziców czy technologie, tylko że w pewnym momencie każdy dorosły musi wziąć ster w swoje ręce. Trzydziestolatek to nie już dziecko - ma możliwości, żeby się uczyć, zmieniać i wychodzić poza to, w czym dorastał. Wejście w rolę ofiary to wygodne wytłumaczenie, ale nie rozwija. Można też zauważać błędy poprzednich pokoleń, ale to nie zwalnia z odpowiedzialności za siebie tu i teraz.
I tu dochodzimy do sedna, bo nie chodzi o obwinianie, tylko o to, żeby przestać szukać usprawiedliwień i zacząć realnie pracować nad własną zaradnością, zwłaszcza jeśli podobno macie świadomość własnych braków.

Na marginesie dodam, zresztą niemal wprost w nawiązaniu do wyjściowego nagrania, że dosłownie wczoraj mój partner spotkał się z kumplem i ten w trakcie rozmowy napomknął, że zepsuł mu się laptop. Chłop nie siedzi i nie użala się, że nie ma dwóch tysi na naprawę, jak ten typ z nagrania. Podszedł do problemu po męsku, czyli szuka rozwiązania, jak odzyskać potencjalnie utracone dane. Wiekowo raptem 15 lat różnicy, a mentalnie przepaść.

Shinigami napisał/a:

W tej kwestii też mam totalnie odmienne informacje. Dosłownie każdy kogo znałem kto trafił do wojska w czasach obowiązkowej służby chyba nigdy nie powiedział na ten temat nawet jednego dobrego słowa. Wszyscy zawsze mówili, że to była mega patologia, chlanie, znęcanie się, kradzieże czy nawet gorsze zjawiska powszechnie dziś uznawane za przestępstwa. Jak mi kiedyś jeden gość opowiadał jakie robili tam sobie żarciki to czasami łapało niezłe obrzydzenie. Twój opis wojska praktycznie się nie różni od pobytu w więzieniu, a bardziej patologicznego środowiska już chyba nie ma. Nie ma miejsca na żaden indywidualizm czy odstawanie od wszystkich więc o jakiej sprawczości czy decyzyjności tu mówimy? Przecież to się wzajemnie wyklucza. Będąc małym trybikiem w większym mechanizmie nie podejmujesz żadnych decyzji tylko to samo co wszyscy i tak samo jak wszyscy. Nie masz kontroli nad tym co robisz bo musisz robić to co ktoś ci karze. Nie możesz sobie sama zdecydować co chcesz robić tylko robisz to co ci karzą. Czy ja na prawdę czegoś tu nie rozumiem? Jak dla mnie z tego wszystkiego co tu piszecie jedynym pasującym słowem jest "uległość". Piszesz o zahartowaniu ale dla mnie brzmi to właśnie jak młody, który trafił do więzienia za jakąś głupotę i wyszedł z niego jako grypsujący, a potem stał się recydywistą. Wcześniej był porządnym, spokojnym, uprzejmym człowiekiem, któremu noga się powinęła na jakiejś głupocie. Wyszedł jako bezwzględny kryminalista znieczulony na ludzką krzywdę. Tak to brzmi.

Powtórzę, co poprzednio napisałam: jeśli nadal nie widzisz związku, pomimo że już kilka osób usiłowało Ci to naświetlić, to ja nic z tym nie zrobię, a zwyczajnie nie chce mi się powtarzać tego samego po kilka razy.

Zobacz podobne tematy :

30,162

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:

Wszystko co wymieniłaś nie pokrywa się komfortem (psychicznym i emocjonalnym), który obecnie jest forsowany jako najwyższa wartość.

Zdaje się, że słowo klucz tego stwierdzenia, to obecnie.

Możesz się nie zgadzać, taki jest fakt. Kobieta w męskiej grupie to przepis na dramat. ZAWSZE pojawi się napięcie seksualne. Zawsze pojawi się ktoś, kto przedłoży chęć zaimponowania dziuewuszce nad wykonanie zadania. Zawsze znajdzie się jakiś rycerz na białym koniu. To generuje ogromne problemy.

Skoro tak twierdzisz, to pozostaje mi uznać, że tak jest. W końcu nie siedzę w Waszej skórze, a jednocześnie przyznaję, że to brzmi bardzo realnie. 

Muqin napisał/a:

Koncepcja bezstresowego wychowania to lata 50-70- te ubiegłego wieku. Już za mojego dzieciństwa narzekano na nie, wtedy ono było nowym pomysłem pedagogicznym, jak wychowywano pokolenie Z to raczej było już pomysłem mocno przebrzmiałym.  W praktyce, bez podbudowy teoretycznej istniało także wcześniej, nazywało się to rozpieszczaniem. Z całą pewnością pokolenie Z nie jest żadnym pierwszym wychowywanym bezstresowo.

Koncepcja może i pojawiła się w tym okresie, ale zanim na dobre przedarła się do społeczeństwa, to minęły ze dwie kolejne dekady. Moje obserwacje pokazują, że bezstresownym wychowaniem naznaczeni są ci, którzy urodzili się mniej więcej w latach 90-tych, wtedy zaczęło ono coraz powszechniej być widoczne, a potem zbierać swoje żniwo.

30,163

Odp: 30lat i cały czas sam

Jack, zupełnie nie pojmuję, czemu "argument z dupy"? Ja zaczęłam neta używać niedługo potem, jak się w Polsce pojawił. W tym samym roku akademickim, w jednej w wyższych uczelni, gdzie tenże internet zaistniał. Należę tu do mniejszości, owszem. Od kiedy miałam prywatny to nie pamiętam, ale szybko.

Zgubny wpływ internetu to mi dopisujesz.
Dziecko prezentowane na zdjęciu miało inne problemy. Podobnie jak dzisiaj dzieci w innych miejscach globu mają inne problemy niż te, żyjące w Polsce. Czyli - polskie dzieci nie mają problemów, bo dzieci harujące w Bangladeszu mają większe? A te z faweli Rio de Janeiro tym bardziej, chociaż zaczyna być porównywalne, można dorzucić głodujące w Afryce. Dziecko z rodziny majętnej nie ma problemów, bo nie jest ubogie?  Tą metodą to za przeproszeniem wychodzi na to, że jak ktoś miał pecha się urodzić w jako-tako spokojnym miejscu i czasie i nędzy bytowej nie doswiadcza to już zdechł pies, pyska niech nie otwiera, że coś nie tak było w jego dzieciństwie czy w życiu, bo w porównaniu do...

Jack, ja jestem "ofiarą" tego podejścia zwanego porównywaniem z tymi, co mają/mieli  gorzej,  bo pechowo ani na wojnę ani na stalinizm się nie załapałam i w związku z tym absolutnie nie miałam prawa mieć problemów z niczym absolutnie oraz totalnie, przynajmniej zdaniem zauważalnej części dorosłych i od świtu powinnam była zachwytem tryskać, bo mi bomby na łeb nie leciały, śnieg przez okno nie wpadał zimą, nie musiałam jadać marmolady z buraków, rodziny mi  nie rozstrzelano i nikt mnie nigdzie w wagonach bydlęcych nie zamierzał wywozić. Na szczęście nie było to podejście moich rodziców, zatem mam alergię umiarkowaną, ale od dawna i do dziś  takie teksty uznaję za ... powiedzmy mało sensowne, że nie powiem wręcz szkodliwe. I zwyczajnie dosyć głupie.



Priscilla, obawiam się, że trzeba by doprecyzować, bo "wychowanie bezstresowe" bardzo szybko stało się synonimem "braku wychowania". Tak czy tak było w Polsce wcześniej, acz lata 80-te z racji tzw. wydarzeń dziejowych mocno temat wyhamowały, no nie w głowie ludziom były nowe metody wychowawcze. W 90- tych pojawił się Spock i faktycznie wtedy była swoista "rewolucja", ale nadal to Spockowskie wychowanie pokolenia Z już raczej nie dotyczy, bo Spock u nas był nowością, na fali to był w pierwszej połowie lat 90-tych, a że tak ogólnie to był staroć, szybko zniknął na rzecz nowszych.

Na skalę pokoleniową to pokolenie Z jako pierwsze miało w młodym bardzo wieku łatwy dostęp do nadmiaru informacji w sposób niekontrolowany, z czym jako dzieci musieli sobie jakoś radzić nie mając opieki i wspomagania rodziców w stopniu wystarczającym. Zapoznawali się z treściami całkiem nie dla dziecięcych  umysłów i w nadmiernych dawkach. I nie mam na myśli tylko porno, choć to też. Dzieciak nie ma krytycznego podejścia do tego, co w necie znajdzie, bo za młody jest. Łyka jak leci, kłamstwo, prawdę, manipulację i obraz świata sobie tworzy taki jakby ...miejscami nierealistyczny. Plus nabywa poczucia bezkarności i anonimowości, braku kontroli czyjejkolwiek. To z minusów tej cyfryzacji od lat najmłodszych.

30,164

Odp: 30lat i cały czas sam
Priscilla napisał/a:

Co z tym internetem, bo trochę nie bardzo rozumiem, jaką konkretnie krzywdę Wam zrobił?

Widzę tu jedną zasadniczą rzecz: łatwo jest zrzucić całą odpowiedzialność na rodziców czy technologie, tylko że w pewnym momencie każdy dorosły musi wziąć ster w swoje ręce. Trzydziestolatek to nie już dziecko - ma możliwości, żeby się uczyć, zmieniać i wychodzić poza to, w czym dorastał. Wejście w rolę ofiary to wygodne wytłumaczenie, ale nie rozwija. Można też zauważać błędy poprzednich pokoleń, ale to nie zwalnia z odpowiedzialności za siebie tu i teraz.
I tu dochodzimy do sedna, bo nie chodzi o obwinianie, tylko o to, żeby przestać szukać usprawiedliwień i zacząć realnie pracować nad własną zaradnością, zwłaszcza jeśli podobno macie świadomość własnych braków.

Na marginesie dodam, zresztą niemal wprost w nawiązaniu do wyjściowego nagrania, że dosłownie wczoraj mój partner spotkał się z kumplem i ten w trakcie rozmowy napomknął, że zepsuł mu się laptop. Chłop nie siedzi i nie użala się, że nie ma dwóch tysi na naprawę, jak ten typ z nagrania. Podszedł do problemu po męsku, czyli szuka rozwiązania, jak odzyskać potencjalnie utracone dane. Wiekowo raptem 15 lat różnicy, a mentalnie przepaść.

Powtórzę, co poprzednio napisałam: jeśli nadal nie widzisz związku, pomimo że już kilka osób usiłowało Ci to naświetlić, to ja nic z tym nie zrobię, a zwyczajnie nie chce mi się powtarzać tego samego po kilka razy.

Muqin już w większości to wytłumaczyła ale powtórzę. Kompletnie niekontrolowany napływ ogromnej ilości informacji w równie ogromnym tempie i co najgorsze bez przerwy. Tak na prawdę jedynymi przerwami jest sen, w zdecydowanej większości za krótki i bardzo słabej jakości. Krzywda to źle słowo bo to o czym piszę to są raczej efekty uboczne używania internetu. Dziś wszedłem sobie na FB, pierwszy raz od kilku miesięcy, po minucie już miałem dość. Pierwsza połowa tego co mi wyskoczyło na głównej stronie to zdjęcia z wakacji różnych znajomych na przykład z Dubaju, zupełnie jakby głównym celem tego było jak najbardziej mi dowalić. Druga połowa to soft porno, które od samego patrzenia rozwala mózg, a jednocześnie ma wręcz przerażającą siłę przyciągania. Nie mam na tym FB nic podobnego w polubionych czy obserwowanych, a i tak mi wyskakuje.

Tyle, że osoby takie jak Jack czy czasami też ty robią dokładnie to samo. Wszędzie szukacie winnych tylko wy we mnie i mi podobnych. Wzięcie steru w swoje ręce nie jest naturalną umiejętnością każdego człowieka, tego trzeba zostać nauczonym i to jak najbardziej jest winą rodziców. Ten trzydziestolatek może i faktycznie ma możliwości ale jakie to ma znaczenie jeśli nie jest w stanie z nich skorzystać? Świadomość braków to wciąż za mało by móc sobie z nimi poradzić. Blokady psychicznie mogą być zbyt silne i bez fachowej pomocy się nie obejdzie. W związku z tym wszystkim mam do ciebie pytanie. Czy to, że jestem na terapii jest pracą nad sobą czy usprawiedliwieniem się?

Ten przykład z laptopem nie jest najlepszy. Gdybym to ja był w takiej sytuacji to już wolałbym użyć moich oszczędności, dołożyć drugie tyle i kupić nowego laptopa niż wydawać 2k na naprawę. Chyba, że ten laptop by kosztował z 10k lub więcej to byłaby inna sytuacja. Niby jakiego rozwiązania można tu szukać. Są tylko dwie opcje, naprawiać albo kupić nowy. Odzysk danych nie jest szczególnie trudny o ile laptop nie jest rozwalony na drobne kawałki albo spalony czy coś w tym stylu. Poza tym w dzisiejszych czasach sporo ludzi trzyma jakieś ważne dane na dyskach zewnętrznych albo w chmurze. Wracając do oszczędności to tylko one pozwoliłyby na jakiekolwiek rozwiązanie tej sytuacji. Jeśli ten gość z filmu ich nie miał to w pełni rozumiem jego reakcję na tą sytuację. Mnóstwo ludzi, szczególnie młodych nie ma żadnych oszczędności i rozwalenie takiego laptopa to byleby dla nich katastrofa. Chyba tylko kredy by ich ratował, o ile mogliby go wziąć.

Czyli się tego nie dowiem, szkoda.

30,165 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2025-11-26 19:05:52)

Odp: 30lat i cały czas sam
Bert44 napisał/a:

Bylem na granicy obowiązkowej i dobrowolnej służby. Chcieli mnie dostałem zaproszenie ale sie wymigałem.

Z tym wojskiem w tamtych czasach to roznie bywało. Zależy kto tam trafiał i gdzie. Jak ktos juz ułożony to często sie wk..wiał ze to strata czasu, ze nie ma ochoty w 12 chłopa w pokoju mieszkać, ze to odmóżdża. Zależy tez kto gdzie trafił. Raczej do służby się ludzie nie garnęli - chyba ze ktos na zawodowego chciał iść.

Z kolei inni rzeczywiście mogli sie jakos tam "poukladac" czy zmężniec.

Mam kolege któremu rodzina załatwiła obowiazkowa służbę na drugim końcu kraju. W idealnym momencie bo akurat zaczął ostro w dragi wchodzić. Do dziś mowi ze to chyba najlepszy "wypadek" w jego życiu

Nie no, jak pamiętam, to tylko nieliczni poborowi szli do wojska z własnej, nieprzymuszonej woli, ale to nadal nie zmienia faktu, że wielu młodym mężczyznom w ostatecznym rozrachunku wojsko robiło bardzo dobrze, dokładnie tak, jak choćby Twojemu znajomemu.


Edit:
Shini, teraz muszę już wychodzić i nnawet nie bardzo mam czas, aby przeczytać, co napisałeś. Potem się do tego odniosę, jeśli rzecz jasna będzie taka potrzeba.

30,166

Odp: 30lat i cały czas sam

Oraz wielu toż samo wojsko zrobiło bardzo źle na kilka sposobów, jeden taki mi znany w sytuacji podobnej do tego opisanego przez Berta też został wysłany w kamasze i źle trafił, dragi wprawdzie zamienił na problem alkoholowy, czy to lepsze rzecz względna, dodatkowo zaś się skutecznie posunął w demoralizacji, był idąc początkujący, wyszedł fachowy.

A że zaczęło się od obowiązkowej ZSW jako panaceum na problemy pewnego typu zaproponowanego przez Adama - sorki, ale nie.

30,167

Odp: 30lat i cały czas sam

Dobra pisałem do kolejnych dziewczyn, z którymi piszę już ponad tydzień.

Pierwsza dziewczyna - 26 lat z nadwagą i to taką sporą, bo za cholerę nie chciała mi wysłać zdjęcie swojej sylwetki (dostałem tylko twarz), ale widać, że mocno ulana, aczkolwiek bardzo fajnie się pisze.

Druga dziewczyna - 23 lata ale szczupła (aż się zdziwiłem, że w końcu jakaś bez nadwagi), ale to dlatego, że ma ciężką fizyczną pracę.
Z nią mi się pisze jeszcze lepiej do tego stopnia, że zaproponowałem jej spotkanie ale powiedziała, że ma bardzo dużo pracy i na razie nie da rady (może po Świętach...), no ale trudno.
Aczkolwiek laska sama z siebie do mnie pisze, więc może jeszcze temat nie jest stracony.
Gdybym ja był zainteresowany, to wziąłbym nawet urlop z pracy, aby się spotkać, jej się nie chce, no trudno...

30,168

Odp: 30lat i cały czas sam
Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Z nią mi się pisze jeszcze lepiej do tego stopnia, że zaproponowałem jej spotkanie ale powiedziała, że ma bardzo dużo pracy i na razie nie da rady (może po Świętach...), no ale trudno. Aczkolwiek laska sama z siebie do mnie pisze, więc może jeszcze temat nie jest stracony.
Gdybym ja był zainteresowany, to wziąłbym nawet urlop z pracy, aby się spotkać, jej się nie chce, no trudno...

Temat totalnie nie brzmi jak stracony. Może ona serio ma dużo pracy i akurat teraz kiedy zaproponowałeś nie mogła. Daj jej ten czas i spróbuj po świętach albo napisz jej, że jeśli wyraża chęć spotkania to niech ona zaproponuje termin. Szczególnie, że ona sama pisze więc chyba choć trochę jej zależy. Z tym urlopem ja bym nie przesadzał żeby nie wzięła cię za desperata. Po prostu spróbujcie ustalić termin, który wam obojgu będzie pasował.

30,169

Odp: 30lat i cały czas sam
Rumunski_Zolnierz napisał/a:

ale powiedziała, że ma bardzo dużo pracy i na razie nie da rady (może po Świętach...), no ale trudno.

No to niezły wybór na tym szrocie matrymonialnym. Jeśli by chciała to by znalazła czas, chyba nie zapierdziela 12h dziennie, ale te wybranki to z wwa szukasz?

30,170 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2025-11-27 04:03:04)

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Muqin już w większości to wytłumaczyła ale powtórzę. Kompletnie niekontrolowany napływ ogromnej ilości informacji w równie ogromnym tempie i co najgorsze bez przerwy. Tak na prawdę jedynymi przerwami jest sen, w zdecydowanej większości za krótki i bardzo słabej jakości. Krzywda to źle słowo bo to o czym piszę to są raczej efekty uboczne używania internetu. Dziś wszedłem sobie na FB, pierwszy raz od kilku miesięcy, po minucie już miałem dość. Pierwsza połowa tego co mi wyskoczyło na głównej stronie to zdjęcia z wakacji różnych znajomych na przykład z Dubaju, zupełnie jakby głównym celem tego było jak najbardziej mi dowalić. Druga połowa to soft porno, które od samego patrzenia rozwala mózg, a jednocześnie ma wręcz przerażającą siłę przyciągania. Nie mam na tym FB nic podobnego w polubionych czy obserwowanych, a i tak mi wyskakuje.

Tyle, że osoby takie jak Jack czy czasami też ty robią dokładnie to samo. Wszędzie szukacie winnych tylko wy we mnie i mi podobnych. Wzięcie steru w swoje ręce nie jest naturalną umiejętnością każdego człowieka, tego trzeba zostać nauczonym i to jak najbardziej jest winą rodziców. Ten trzydziestolatek może i faktycznie ma możliwości ale jakie to ma znaczenie jeśli nie jest w stanie z nich skorzystać? Świadomość braków to wciąż za mało by móc sobie z nimi poradzić. Blokady psychicznie mogą być zbyt silne i bez fachowej pomocy się nie obejdzie. W związku z tym wszystkim mam do ciebie pytanie. Czy to, że jestem na terapii jest pracą nad sobą czy usprawiedliwieniem się?

W moim odczuciu terapia jak najbardziej oznacza, że pracujesz nad sobą, ale to jeszcze zależy, jakim wykazujesz się zaangażowaniem.

I owszem, internet faktycznie potrafi przeciążyć i każdy z nas to zna, ale to od Ciebie zależy, czy się temu poddasz, czy jednak nauczysz się tym zarządzać. Można wyłączyć FB, ograniczyć social media, pracować nad nawykami. I tu właśnie pojawia się różnica między zauważaniem wpływu środowiska a zrzucaniem odpowiedzialności - Ty całty czas wypowiadasz się w taki sposób, jakbyś na nic nie miał wpływu. Rodzice mogli Cię czegoś nie nauczyć - jasne, ale dorosłość polega na tym, że zaczynamy się uczyć tego sami. Terapia, o którą pytasz, jest pracą nad sobą. Tyle że terapia ma prowadzić do przejęcia odpowiedzialności, a Ty cały czas zasłanniasz się przekonaniem "nic nie mogę, bo świat mnie takim ukształtował”. Jeśli naprawdę chcesz zmieniać swoje życie, to konieczne jest działanie, nie usprawiedliwienie.

Jednym słowem doceniam, że próbujesz zrozumieć, skąd biorą się Twoje trudności, ale jednocześnie wiem, że to wystarcza. Terapia jest krokiem w dobrą stronę, ale to Ty decydujesz, czy będzie narzędziem zmiany.

Shinigami napisał/a:

Ten przykład z laptopem nie jest najlepszy. Gdybym to ja był w takiej sytuacji to już wolałbym użyć moich oszczędności, dołożyć drugie tyle i kupić nowego laptopa niż wydawać 2k na naprawę. Chyba, że ten laptop by kosztował z 10k lub więcej to byłaby inna sytuacja. Niby jakiego rozwiązania można tu szukać. Są tylko dwie opcje, naprawiać albo kupić nowy. Odzysk danych nie jest szczególnie trudny o ile laptop nie jest rozwalony na drobne kawałki albo spalony czy coś w tym stylu. Poza tym w dzisiejszych czasach sporo ludzi trzyma jakieś ważne dane na dyskach zewnętrznych albo w chmurze. Wracając do oszczędności to tylko one pozwoliłyby na jakiekolwiek rozwiązanie tej sytuacji. Jeśli ten gość z filmu ich nie miał to w pełni rozumiem jego reakcję na tą sytuację. Mnóstwo ludzi, szczególnie młodych nie ma żadnych oszczędności i rozwalenie takiego laptopa to byleby dla nich katastrofa. Chyba tylko kredy by ich ratował, o ile mogliby go wziąć.

Chwała Ci za to, że zupełnie inaczej poradziłbyś sobie z problemem, który chłopaka z filmu złamał. Mógł zrobić wiele rzeczy, aby tę sytuację jakoś rozwiązać, a jednak zaczął się nad sobą rozczulać i to w taki sposób, który aż budzi zażenowanie.
Generalnie awaria sprzętu może być katastrofą, ale to właśnie pokazuje istotę problemu: brak oszczędności, brak przygotowania na trudności, brak zaradności. I to są rzeczy, które można wypracować. Każdy ma inne startowe warunki, ale to nie zmienia faktu, że dorosły człowiek musi rozwijać te kompetencje, bo inaczej całe życie będzie "się działo”, a powinien sam umieć tym życiem kierować.

30,171 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2025-11-27 04:23:25)

Odp: 30lat i cały czas sam
Muqin napisał/a:

Priscilla, obawiam się, że trzeba by doprecyzować, bo "wychowanie bezstresowe" bardzo szybko stało się synonimem "braku wychowania". Tak czy tak było w Polsce wcześniej, acz lata 80-te z racji tzw. wydarzeń dziejowych mocno temat wyhamowały, no nie w głowie ludziom były nowe metody wychowawcze. W 90- tych pojawił się Spock i faktycznie wtedy była swoista "rewolucja", ale nadal to Spockowskie wychowanie pokolenia Z już raczej nie dotyczy, bo Spock u nas był nowością, na fali to był w pierwszej połowie lat 90-tych, a że tak ogólnie to był staroć, szybko zniknął na rzecz nowszych.

Słuszna uwaga, że wychowanie bezstresowe zostało bardzo zakrzywione wchodząc w coś, co przypominało brak wychowania. Może założenia i intencje rodziców stosujących tę "metodę" były dobre, ale zupełnie pomylili narzędzia, które miały prowadzić do założonego celu.

Muqin napisał/a:

Na skalę pokoleniową to pokolenie Z jako pierwsze miało w młodym bardzo wieku łatwy dostęp do nadmiaru informacji w sposób niekontrolowany, z czym jako dzieci musieli sobie jakoś radzić nie mając opieki i wspomagania rodziców w stopniu wystarczającym. Zapoznawali się z treściami całkiem nie dla dziecięcych  umysłów i w nadmiernych dawkach. I nie mam na myśli tylko porno, choć to też. Dzieciak nie ma krytycznego podejścia do tego, co w necie znajdzie, bo za młody jest. Łyka jak leci, kłamstwo, prawdę, manipulację i obraz świata sobie tworzy taki jakby ...miejscami nierealistyczny. Plus nabywa poczucia bezkarności i anonimowości, braku kontroli czyjejkolwiek. To z minusów tej cyfryzacji od lat najmłodszych.

Żeby to było jasne - ja nie neguję negatywnego wpływu na dziecięcą psychikę nadmiaru niekontrolowanych informacji i tysięcy docierających do dziecka obrazów, których nie jest w stanie przetworzyć. Od dawna wiemy, a badania to potwierdzają, że to robi dziecku krzywdę.
Tyle tylko, że cały czas mówimy o dzisiejszych trzydziestolatkach, a nie o małych dzieciach, które dopiero teraz dorastają do tego, by zmierzyć się z konsekwencjami tamtych doświadczeń. Mówimy o dorosłych ludziach, którzy od lat funkcjonują samodzielnie, często z własnymi rodzinami, pracą, obowiązkami i pewnym bagażem doświadczeń życiowych.
Owszem, zostali w dzieciństwie "wrzuceni” w cyfrowy świat, który trochę im w tym życiu namieszał, ale od tego czasu minęło kilkanaście lat i to właśnie te lata wydają się kluczowe, bo to, co wtedy było szkodliwe, dziś nie tłumaczy wszystkiego.

Chcę przez to powiedzieć, że jeśli rozmawiamy o problemach emocjonalnych, trudnościach z relacjami, o braku odporności psychicznej czy o poczuciu zagubienia, to nie możemy ciągle patrzeć na to przez pryzmat dzieciństwa, rodziców, czasów, w których dorastaliśmy, a teraz okazuje się, że również technologii. To jest jak najbardziej wygodne, ale nie do końca uczciwe. Dorosły człowiek ma już realny wpływ na swoje życie i to nie dzieciństwo decyduje o wszystkim, co dzieje się z nim w wieku 30 lat. Między dzieciństwem a 30. rokiem życia jest mnóstwo czasu, przechodzi się przez wiele etapów, podejmuje wiele decyzji, zbyt wielu rzeczy doświadcza, żeby dało się to tak prosto sprowadzić do wygodnego "to nie ja, to inni".

30,172

Odp: 30lat i cały czas sam
Priscilla napisał/a:

Skoro tak twierdzisz, to pozostaje mi uznać, że tak jest. W końcu nie siedzę w Waszej skórze, a jednocześnie przyznaję, że to brzmi bardzo realnie.

To po prostu realny problem wielu armii świata. Te najbardziej doświadczone - jak np izraelska, nie mieszają płciowo struktur. A np kobiety w armii USA to mają większe szansę na gwałt ze strony kolegów niż na zarobienie kulki w czasie misji.




Muqin napisał/a:

Jack, zupełnie nie pojmuję, czemu "argument z dupy"?

Bo ja mam słonia w karafce. To, kto się czym zajmował w ograniczonym zakresie na studiach czy w ramach pracy nie ma zastosowania społecznego.


Czyli - polskie dzieci nie mają problemów, bo dzieci harujące w Bangladeszu mają większe?

Czyli 30stolatek żyjący u rodziców i nie mający żadnej odpowiedzialności na sobie, żadnego zobowiązania i marudzący jak mu to ciężko w życiu to jest rozpieszczonym maminsynkiem i zwykłym gówniarzem, którego jojczenia na jego ciężki los nie da się brać na poważnie.

30,173

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

ompletnie niekontrolowany napływ ogromnej ilości informacji w równie ogromnym tempie i co najgorsze bez przerwy.

A nasi rodzice doświadczali niekontrolowanego napływu propagandy. Non stop. Na każdym szczeblu nauczania i w każdym aspekcie życia.





Wzięcie steru w swoje ręce nie jest naturalną umiejętnością każdego człowieka,

To się nazywa dorosłość.


en trzydziestolatek może i faktycznie ma możliwości ale jakie to ma znaczenie jeśli nie jest w stanie z nich skorzystać?

To jest to tylko i wyłącznie jego własna wina. Reszta pierdolenia to wymówki.


Jeśli ten gość z filmu ich nie miał to w pełni rozumiem jego reakcję na tą sytuację.

Jak nie masz oszczędności, a wydajesz kasę na macbooka to po prostu żyjesz ponad stan.

30,174

Odp: 30lat i cały czas sam
Muqin napisał/a:

Oraz wielu toż samo wojsko zrobiło bardzo źle na kilka sposobów, jeden taki mi znany w sytuacji podobnej do tego opisanego przez Berta też został wysłany w kamasze i źle trafił, dragi wprawdzie zamienił na problem alkoholowy, czy to lepsze rzecz względna, dodatkowo zaś się skutecznie posunął w demoralizacji, był idąc początkujący, wyszedł fachowy.


Czyli zamiast wykorzystać okazję do wyjścia z życiem na prostą to okazję potraktował jak wymówkę i poszedł w temat głębiej. To już nie jest wina wojska jako takiego.


Priscilla napisał/a:

To jest jak najbardziej wygodne, ale nie do końca uczciwe.


I też nie do końca prawdziwe. Taka sama gadka była z pokoleniem dzieci MTV, a jeszcze wcześniej z hipisami itd. To samo marudzenie na poprzednie pokolenie, że zepsuło świat, w którym rzekomo nie da się ani normalnie żyć, ani niczego osiągnąć.

Mogę zrozumieć, że ktoś był bity, molestowany, że były absurdalne wymagania z domu ze względu na utalentowanych rodziców, którzy osiągnęli ogromny sukces i gdzieś tam w międzyczasie ktoś poszedł w dragi, co mu wyjęło z życia parę lat. Ale nie w przypadkach jak Shini - leniwych bobków, które poza wiecznym marudzeniem nie robią nic to ja takiego zrozumienia nie mam. Siedzi i marudzi jak mu to źle, bo rodzice wysłali go na studia, opłacali mu korepetycje i zajęcia pozaszkolne. No tyrani jak skurwysyn, przez których teraz nic nie może. Nawet wysłać CV.

30,175

Odp: 30lat i cały czas sam
Priscilla napisał/a:

Żeby to było jasne - ja nie neguję negatywnego wpływu na dziecięcą psychikę nadmiaru niekontrolowanych informacji i tysięcy docierających do dziecka obrazów, których nie jest w stanie przetworzyć. Od dawna wiemy, a badania to potwierdzają, że to robi dziecku krzywdę.
Tyle tylko, że cały czas mówimy o dzisiejszych trzydziestolatkach, a nie o małych dzieciach, które dopiero teraz dorastają do tego, by zmierzyć się z konsekwencjami tamtych doświadczeń. Mówimy o dorosłych ludziach, którzy od lat funkcjonują samodzielnie, często z własnymi rodzinami, pracą, obowiązkami i pewnym bagażem doświadczeń życiowych.
Owszem, zostali w dzieciństwie "wrzuceni” w cyfrowy świat, który trochę im w tym życiu namieszał, ale od tego czasu minęło kilkanaście lat i to właśnie te lata wydają się kluczowe, bo to, co wtedy było szkodliwe, dziś nie tłumaczy wszystkiego.

Chcę przez to powiedzieć, że jeśli rozmawiamy o problemach emocjonalnych, trudnościach z relacjami, o braku odporności psychicznej czy o poczuciu zagubienia, to nie możemy ciągle patrzeć na to przez pryzmat dzieciństwa, rodziców, czasów, w których dorastaliśmy, a teraz okazuje się, że również technologii. To jest jak najbardziej wygodne, ale nie do końca uczciwe. Dorosły człowiek ma już realny wpływ na swoje życie i to nie dzieciństwo decyduje o wszystkim, co dzieje się z nim w wieku 30 lat. Między dzieciństwem a 30. rokiem życia jest mnóstwo czasu, przechodzi się przez wiele etapów, podejmuje wiele decyzji, zbyt wielu rzeczy doświadcza, żeby dało się to tak prosto sprowadzić do wygodnego "to nie ja, to inni".

Priscilla, z jednej strony nie negujesz, a z drugiej jakbyś nie zauważała, że właśnie ci 30-latkowie to pierwsze pokolenie , które zostało dotknięte tą szkodliwością, której istnienia nie zaprzeczasz. Tak na skalę właśnie pokoleniową. Na nich obserwujemy te negatywne skutki i w związku z tym zauważyliśmy, że dzieciom coś szkodzi i usiłujemy się robić, żeby nie szkodziło tym aktualnym dzieciom.
Nic nie tłumaczy wszystkiego, Priscilla smile
Między dzieciństwem a 30 rokiem życia jest mnóstwo czasu, który może zostać wykorzystany...a owszem. Ale żeby jakiś czas wykorzystać, trzeba umieć oraz mieć warunki. I wcale nie mam tu na myśli akurat finansów.
Pisałaś kiedyś o tym jak niesamowity wysiłek włożyłaś w ukończenie liceum i maturę, o dojazdach itd. Na pewno warunki dalekie od komfortu o lata świetlne, zdałaś, odnotowałaś ogromny sukces, jak mawiają Francuzi "chapeau bas". Z maturą w ręku miałaś już solidne fundamenty do dalszego dorosłego funkcjonowania, miałaś na koncie ogromne osiągniecie własne. W Twoim życiu zaistniały warunki po temu, byś ten sukces w młodym wieku odniosła. Jest w nim Twój ogromny wkład własny, ale warunki też musiały zaistnieć. Gdyby na przykład Twoi rodzice stwierdzili jasno "wybij sobie maturę z głowy, w domu siedź, do roboty idź i męża szukaj" - mogli by cię skutecznie uziemić i zamiast 19- latki z maturą i ogromnym sukcesem własnym byłaby jakaś inna 19-letnia Priscilla. Gdybyś zaś warunki do zdawania matury miała komfortowe - nie miałabyś w wieku lat 19 tego poczucia własnej sprawczości sukcesu i poczucia ogólno życiowego że "dam radę". Też być byłą inną 19-letnią Priscillą.
W dorosłość wchodzimy z bagażem, na to, jaki on jest mamy znikomy wpływ. Nie ze żaden - ale wcale nie taki znowu duży. Jeśli by dorosłość porównać do maratonu to jedni startują dobrze przygotowani, a inni fatalnie i muszą intensywnie nadrabiać, na dodatek w warunkach presji oraz oceniania.
Pokoleniowo cyfrowy świat w życiu pokolenia Z namieszał,  jednostkowo w stopniu różnym. Onże cyfrowy świat dał im też bonusy, też w stopniu różnym. Shini należy do tych raczej uszkodzonych.

Priscilla - pewne rzeczy mają źródło w szeroko pojmowanym dzieciństwie i to jest fakt. Tematem jest ciąg dalszy czyli postawa osoby dorosłej względem tego - albo coś z tym robi, albo nie widzi problemu i nie robi nic. Jednym z bagaży dzieciństwa jest wyuczona bezradność . Z tego można wyjść, ale zaczyna się w dorosłości czyli nim się wyjdzie przez jakiś czas ona nadal jest, powiedzmy "w trakcie leczenia", nie ma szans zniknąć szybko i nie wystarczy decyzja woli.
Dorosły człowiek ma realny wpływ na pewne aspekty swojego życia. Do innych musi się ułożyć, dostosować, ma je dane z zewnątrz. To umie albo nie za bardzo, a są też takie sprawy, co to brak pola manewru i sytuacje "jak nie spojrzeć nie da rady", źle i tak będzie pytanie w jaki sposób i jak straty zminimalizować.

Jack - niekontrolowany napływ propagandy wielu skutecznie zrył mózgi i równie skutecznie uczynił ich życiowo niefunkcjonalnymi, pamiętam jak było po 1989 roku, nie wszyscy się zaadaptowali do nowego. Poza tym czym innym jest propaganda a czym innym radzenie sobie mózgu z nadmiarem informacji. Propaganda ogłupia, a nadmiar informacji (także prawdziwych) wyczerpuje i osłabia, ogłupia też, ale w inny sposób. Przy propagandzie masz "prawdę jedyną i obowiązującą" czyli niedostatek informacji, informację kontrolowaną i spraparowaną, przy niekontrolowanym nadmiarze jest informacji za dużo, prawdziwe pomieszane z kłamstwami i manipulacją  i wybór chaotyczny oraz bezkrytyczny.

Jestem jak najdalsza od obwiniania wojska o demoralizację opisanego przeze mnie osobnika, osobnik jak dla mnie raczej miał pecha, no afera wyszła w tamtej jednostce solidna, ileś głów poleciało, wciągnęli go w układ i tyle, podatny był.
Ja tylko nadal i nieustająco twierdzę, że obowiązkowa służba wojskowa nie jest żadnym lekarstwem na omawianie problemy, lekarstwem na skalę makro czyli nadal się z Adamem nie zgadzam.
Kurczę, koszary to nie ośrodek terapeutyczny, nie do tego wojsko jest, nie takie są jego cele i zadania.  Owszem, efekt uboczny odbycia przymusowej służby wojskowej może być bardzo pozytywny dla iluś konkretnych osób, ale może też taki nie być, ale to przy okazji realizowania innych celów, no przynajmniej dla mnie.

Owszem, Jack - wzięcie steru we własne ręce to dorosłość. I owszem, Shini słusznie zauważa - z tym się człowiek nie rodzi, dorosłym się staje. Jak ma złych instruktorów, to się musi nauczyć sam, zaczyna późno i na początku nie umie plus musi przeuczyć to, co go głupio nauczono na coś sensownego. Czyli ma naprawdę sporo do zrobienia i jest do tyłu względem tych, co mieli instruktorów dobrych. Nie z powodu własnego lenistwa, bo się z zapałem uczył ino głupot, nie wiedząc że to głupoty. Troszeńkę podobne do bycia ofiarą propagandy - ma się baniak zryty.

30,176

Odp: 30lat i cały czas sam
Muqin napisał/a:

Jack - niekontrolowany napływ propagandy wielu skutecznie zrył mózgi i równie skutecznie uczynił ich życiowo niefunkcjonalnymi, pamiętam jak było po 1989 roku, nie wszyscy się zaadaptowali do nowego

A czego ty byś chciała, utopii? Zawsze trafi się ktoś odklejony i marudzący.


Poza tym czym innym jest propaganda a czym innym radzenie sobie mózgu z nadmiarem informacji.

To jest dokładnie to samo. Prawda wymieszana z kłamstwem i natłok informacji.


Ja tylko nadal i nieustająco twierdzę, że obowiązkowa służba wojskowa nie jest żadnym lekarstwem na omawianie problemy,

Sęk w tym, że w ujęciu społecznym jest.


Kurczę, koszary to nie ośrodek terapeutyczny, nie do tego wojsko jest, nie takie są jego cele i zadania.

Tacy ludzie nie potrzebują terapii. Potrzebują dyscypliny i celu. Poza tym ZSW jak najbardziej pełniło funkcję wychowawczą.


I owszem, Shini słusznie zauważa - z tym się człowiek nie rodzi, dorosłym się staje. Jak ma złych instruktorów, to się musi nauczyć sam, zaczyna późno i na początku nie umie plus musi przeuczyć to, co go głupio nauczono na coś sensownego.

Shini jest zwykłym kłamcą. W jego wątku tłumaczył (co łykałaś jak pelikan) jak to niczego nie potrafi, bo niczego nie musiał, nikt od niego nic nie wymagał, a teraz znowu wrócił do poprzedniej narracji, że ma taką presję, ze nawet nie ma prawa do błędu. Przy czym typ co marudzi o braku prawa do błędu nawet niczego nigdy nie spróbował zrobić/osiągnąć. Wliczając w to.....gotowanie.


Czyli ma naprawdę sporo do zrobienia i jest do tyłu względem tych, co mieli instruktorów dobrych.

Malo znam ludzi, którzy mieliby tak dobrą sytuację startową jak on. Pełna rodzina z jasnym i czytelnym podziałem obowiązków i ról. Korepetycje, wsparcie psychologiczne, wczesną diagnostykę, działania (i ich podtrzymywanie przez kilkanaście lat) rodziców zgodne z zaleceniami specjalistów. Nie da się mieć lepszego przygotowania. On jest po prostu leniwy i wygodny.

30,177

Odp: 30lat i cały czas sam
Muqin napisał/a:

Priscilla, z jednej strony nie negujesz, a z drugiej jakbyś nie zauważała, że właśnie ci 30-latkowie to pierwsze pokolenie , które zostało dotknięte tą szkodliwością, której istnienia nie zaprzeczasz. Tak na skalę właśnie pokoleniową.

Tak tylko ci przypominam, że to samo twierdzili hipisi, dzieci MTV, metalheadzi i grunge'owcy.

30,178

Odp: 30lat i cały czas sam

Dorosły i dojrzały człowiek sam sobie cel umie wyznaczyć i go zrealizować.
To dzieciom wskazuje się cele do realizacji, sposoby ich realizacji (w jakimś zakresie) i pilnuje (mniej lub bardziej) czy realizują. Oraz rzecz jasna to samo ma miejsce w służbach mundurowych, to już z racji ich specyfiki, z innych powodów i na innych zasadach.
Hasło "Shini jest kłamcą, leniem i obibokiem" oznacza, że nadal wszystko interpretujesz pod tą tezę czyli nie ma o czym rozmawiać, boś zabetonowany.
Zdajesz sobie sprawę, że  stosujesz przemoc psychiczną, bo tym a nie czym innym jest obrzucanie kogoś obelgami świadomie, z premedytacją i publicznie czyli jesteś sprawcą przemocy? Tak pytam retorycznie trochę...

30,179

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:
Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Z nią mi się pisze jeszcze lepiej do tego stopnia, że zaproponowałem jej spotkanie ale powiedziała, że ma bardzo dużo pracy i na razie nie da rady (może po Świętach...), no ale trudno. Aczkolwiek laska sama z siebie do mnie pisze, więc może jeszcze temat nie jest stracony.
Gdybym ja był zainteresowany, to wziąłbym nawet urlop z pracy, aby się spotkać, jej się nie chce, no trudno...

Temat totalnie nie brzmi jak stracony. Może ona serio ma dużo pracy i akurat teraz kiedy zaproponowałeś nie mogła. Daj jej ten czas i spróbuj po świętach albo napisz jej, że jeśli wyraża chęć spotkania to niech ona zaproponuje termin. Szczególnie, że ona sama pisze więc chyba choć trochę jej zależy. Z tym urlopem ja bym nie przesadzał żeby nie wzięła cię za desperata. Po prostu spróbujcie ustalić termin, który wam obojgu będzie pasował.

Jak w tych czasach można nie mieć czasu na spotkanie? To jest wręcz nie realne, chyba że panienka pracuje w Foxconnie to byłbym w stanie zrozumieć.. nie rób chłopie jaj, albo ma jakąś wadę w wyglądzie i po spotkaniu w realu została szybko odrzucona, lub ma tak przerobione foty że w realu przybywa jej magiczne 40 kg +, moja sąsiadka do perfekcji opanowała programy do obróbki zdjęć na każdym magicznie ucieka jej około 30 kg

30,180

Odp: 30lat i cały czas sam
Muqin napisał/a:

To dzieciom wskazuje się cele do realizacji, sposoby ich realizacji (w jakimś zakresie) i pilnuje (mniej lub bardziej) czy realizują. Oraz rzecz jasna to samo ma miejsce w służbach mundurowych, to już z racji ich specyfiki, z innych powodów i na innych zasadach.

Ma to miejsce też w każdym miejscu pracy, relacji (romantycznej) i w zasadzie w każdym aspekcie normalnego życia. Wszystko ma jakiś cel, każde podejmowane działanie. Tylko ślamazary życiowe płyną z prądem niczym zdechła ryba i cedują konsekwencje tego na wszystko i wszystkich na około.


Zdajesz sobie sprawę, że  stosujesz przemoc psychiczną, bo tym a nie czym innym jest obrzucanie kogoś obelgami świadomie, z premedytacją i publicznie czyli jesteś sprawcą przemocy? Tak pytam retorycznie trochę...

Shini został na kłamstwie przyłapany już WIELOKROTNIE. Choćby i tutaj, tylko zamiast przyznać się do tego, że jesteś naiwnaczką, która sympatyzuje z ofermami to wolisz innych oskarżać o przemoc. Nie da się jednocześnie twierdzić jak to PRZEZ NIC NIE WYMAGAJĄCYCH RODZICÓW samemu się w życiu niczego nie osiągnęło (i nic nie potrafi), a przy tym twierdzić, że żyje się pod taką presją, że nie ma się prawa do najmniejszego błędu. No po prostu kurwa nie. Nie w sytuacji, kiedy to 30 letni koń mieszka u rodziców, nie pierze, nie sprząta, nie gotuje, nie robi zakupów, nie ma żadnych zobowiązań i kredytów i pomimo studiów pracuje jako najprostszy pracownik fizyczny za najniższą rynkową stawkę.

30,181

Odp: 30lat i cały czas sam
Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Druga dziewczyna - 23 lata ale szczupła (aż się zdziwiłem, że w końcu jakaś bez nadwagi), ale to dlatego, że ma ciężką fizyczną pracę.
Z nią mi się pisze jeszcze lepiej do tego stopnia, że zaproponowałem jej spotkanie ale powiedziała, że ma bardzo dużo pracy i na razie nie da rady (może po Świętach...), no ale trudno.
Aczkolwiek laska sama z siebie do mnie pisze, więc może jeszcze temat nie jest stracony.
Gdybym ja był zainteresowany, to wziąłbym nawet urlop z pracy, aby się spotkać, jej się nie chce, no trudno...

Tak bo masz lekką prace biurową. Robole fizyczni są bardziej disposable, więc szanują prace. Ona ma 23 lata, a nie jest przegrywem który musi płacić prostytutce za GF experience i się ciecszy z komplementów że miły z ciebie chłopak.
ale jesteś denerwujący w swojej odklejce roszczeniwej. Jeszcze się nie spotkaliście a już pretensje jak stara baba.

30,182 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2025-11-27 19:25:56)

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:

Nie w sytuacji, kiedy to 30 letni koń mieszka u rodziców, nie pierze, nie sprząta, nie gotuje, nie robi zakupów, nie ma żadnych zobowiązań i kredytów i pomimo studiów pracuje jako najprostszy pracownik fizyczny za najniższą rynkową stawkę.

Nie każdy ma smykałkę do biznesów i potrafi sie zakręcić. Nie ma też nic złego w zwykłych pracownikach fizyczych, ktoś te prace musi robić.
Moim zdaniem problemem jest rozstrzał między oczekiwaniami i samooceną, a tym co chłopak wypracował. Jest okej powiedzieć miałem w dupie szkołe, nie interesowałem się pracą i karierą teraz jestem w dupie, ale przynajmniej nie musze się niczym przejmować, utrzymywać dzieciaków i ogarniać rat kredytu.
Co innego kiedy przenosi się odpowiedzialność na mame, że mu nie kazała zostać dentystą i nie kupiła gabinetu i kawalerki, oraz kolegów w szkole, że nie zajmowali się rekreacją i umilaniem czasu Shiniemu, tylko woleli się bawić we własnym gronie w klubach w Wwa.
Roszczeniowość kończy się wtedy kiedy rozumiesz, że mogłes wszystko ogarnąć, ale to osobiste decyzje spowodowały, że nie pykło.

30,183 Ostatnio edytowany przez Rumunski_Zolnierz (2025-11-27 20:16:43)

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Temat totalnie nie brzmi jak stracony. Może ona serio ma dużo pracy i akurat teraz kiedy zaproponowałeś nie mogła. Daj jej ten czas i spróbuj po świętach albo napisz jej, że jeśli wyraża chęć spotkania to niech ona zaproponuje termin. Szczególnie, że ona sama pisze więc chyba choć trochę jej zależy. Z tym urlopem ja bym nie przesadzał żeby nie wzięła cię za desperata. Po prostu spróbujcie ustalić termin, który wam obojgu będzie pasował.

Hmm no ja tam nie wiem w sumie teraz.
Ona pracuje fizycznie i mówi, że przed Świętami mają teraz bardzo dużo zamówień i chyba coś w tym jest, bo pracuje do 22-23 i potem o 1-2 w nocy mi odpisuje na wiadomości itp.
Napisałem jej, że jak będzie gotowa, to niech da mi znać i wtedy ustalimy termin spotkania, napisała, że spoko, no ale ile jeszcze będziemy tak pisać?
Z tym urlopem to faktycznie trochę słabo wyjechałem, bo jak człowiek chce się spotkać, to znajdzie nawet czas w Poniedziałek o 06:00 rano (Projekt Klaudiusz pokazał, że laski przesuwały Wigilię z rodziną tylko po to, aby spotkać się z Chadem).

strarzak sam napisał/a:

No to niezły wybór na tym szrocie matrymonialnym. Jeśli by chciała to by znalazła czas, chyba nie zapierdziela 12h dziennie, ale te wybranki to z wwa szukasz?

12h nie, ale ma dziwne zmiany, że np idzie do pracy, gdy ja ją kończę itp.
Nie wwa.

Theodore Robert Bundy napisał/a:

Jak w tych czasach można nie mieć czasu na spotkanie? To jest wręcz nie realne, chyba że panienka pracuje w Foxconnie to byłbym w stanie zrozumieć.. nie rób chłopie jaj, albo ma jakąś wadę w wyglądzie i po spotkaniu w realu została szybko odrzucona, lub ma tak przerobione foty że w realu przybywa jej magiczne 40 kg +, moja sąsiadka do perfekcji opanowała programy do obróbki zdjęć na każdym magicznie ucieka jej około 30 kg

Coś w tym jest, ja uważam, że jak człowiek chce się spotkać, to zawsze znajdzie czas i nawet przyjedzie na spotkanie z nogą w gipsie.
Co do fotek, to 30letnie laski wysyłają mi zdjęcia jak miały 18-20 lat i w dodatku jest najebane tyle filtrów, że przedstawiają zupełnie innego człowieka.
Jedną z takich lasek poprosiłem o aktualne zdjęcie, to jak mi przesłała (bez filtrów), to aż straciłem ochotę na kolacje tamtego dnia.

SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Tak bo masz lekką prace biurową. Robole fizyczni są bardziej disposable, więc szanują prace. Ona ma 23 lata, a nie jest przegrywem który musi płacić prostytutce za GF experience i się ciecszy z komplementów że miły z ciebie chłopak.

Szkoda, że nie da się z Tobą normalnie porozmawiać, bo na taki atak nie chce mi się odpowiadać.

SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

ale jesteś denerwujący w swojej odklejce roszczeniwej. Jeszcze się nie spotkaliście a już pretensje jak stara baba.

WTF, co tu się odjebało? lol
Gdzie niby jestem roszczeniowy? Ja tylko opisałem zaistniałą sytuację big_smile przecież nie mam do niej żadnych wątów, że się nie chce ze mną spotkać.

30,184

Odp: 30lat i cały czas sam
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Nie ma też nic złego w zwykłych pracownikach fizyczych, ktoś te prace musi robić.

To nie w tym rzecz. Pisząc to miałem na myśli perspektywę kreowaną przez Shiniego, że miał niby w domu taką presję na zawodowy (i życiowy) sukces, że nie miał prawa do błędu. A jak dobrze pamiętasz, jego podejście do pracy jest byle jakie. Nie jest zainteresowany rozwojem zawodowym nawet w stolarstwie, pomagając rodzinie. Aby odjebać swoje i fajrant.

30,185

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Nie ma też nic złego w zwykłych pracownikach fizyczych, ktoś te prace musi robić.

To nie w tym rzecz. Pisząc to miałem na myśli perspektywę kreowaną przez Shiniego, że miał niby w domu taką presję na zawodowy (i życiowy) sukces, że nie miał prawa do błędu. A jak dobrze pamiętasz, jego podejście do pracy jest byle jakie. Nie jest zainteresowany rozwojem zawodowym nawet w stolarstwie, pomagając rodzinie. Aby odjebać swoje i fajrant.

Presja może być głupia. Przykładowo lanie pasem jak nie ma czerwonego paska, ale kompletnie losowo wybrany kierunek studiów. Pretensje o jedynke z polaka, mimo że syn wybiera sie na politechnike i powinien ogarniać fizyke. Presja żeby skończyć studia terminowo, nawet jak po lkilku semestrach dziecko widzi, że nie ma żadnej przyszłości po filologi greckiej i lepiej się przenieść na mechatronike.
Co nie zmienia faktu, że w rodzinie gdzie taka presja jest łatwiej przepchnąc pomysł, że idzie się na ciężkie studia których nie da się łączyć z pracą i dłużej mieszka u rodziców. Albo, że bierze się prace bardzo ryzykowną - migruje na rok do norwegii żeby uciłać, ale po roku wracam z kasą i z mieszkania rodziców buduje sobie dom czy coś.

Zresztą to już temat offtopowy niedotyczący Shiniego. Jak mu się coś spodoa, bo zdejmuje z niego odpowiedzialność za swoje własne życie to powie, że tak było. Jak się okaże ze w sumie był ustawiony to powie że było inaczej. Moim zdaniem u takich osób terapia, czy głębokie rozmowy jedynie pogłębiają narcyzm, bo ma nowe argumenty do układanki jak wzbudzać litość i unikać przyznania się do własnych porażek. Więc traktuje to jako wymiane zdań między nami, a nie kolejny haczyk dla Shiniego, żeby zwrócić na siebie uwagę.

30,186

Odp: 30lat i cały czas sam
Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Gdzie niby jestem roszczeniowy? Ja tylko opisałem zaistniałą sytuację big_smile przecież nie mam do niej żadnych wątów, że się nie chce ze mną spotkać.

Zrozumiałam że masz. Jak uwaażasz że spoko sobie piszecie i tyle to ok.

30,187 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2025-11-27 23:49:01)

Odp: 30lat i cały czas sam
Priscilla napisał/a:

W moim odczuciu terapia jak najbardziej oznacza, że pracujesz nad sobą, ale to jeszcze zależy, jakim wykazujesz się zaangażowaniem.

I owszem, internet faktycznie potrafi przeciążyć i każdy z nas to zna, ale to od Ciebie zależy, czy się temu poddasz, czy jednak nauczysz się tym zarządzać. Można wyłączyć FB, ograniczyć social media, pracować nad nawykami. I tu właśnie pojawia się różnica między zauważaniem wpływu środowiska a zrzucaniem odpowiedzialności - Ty całty czas wypowiadasz się w taki sposób, jakbyś na nic nie miał wpływu. Rodzice mogli Cię czegoś nie nauczyć - jasne, ale dorosłość polega na tym, że zaczynamy się uczyć tego sami. Terapia, o którą pytasz, jest pracą nad sobą. Tyle że terapia ma prowadzić do przejęcia odpowiedzialności, a Ty cały czas zasłanniasz się przekonaniem "nic nie mogę, bo świat mnie takim ukształtował”. Jeśli naprawdę chcesz zmieniać swoje życie, to konieczne jest działanie, nie usprawiedliwienie.

Jednym słowem doceniam, że próbujesz zrozumieć, skąd biorą się Twoje trudności, ale jednocześnie wiem, że to wystarcza. Terapia jest krokiem w dobrą stronę, ale to Ty decydujesz, czy będzie narzędziem zmiany.

Chwała Ci za to, że zupełnie inaczej poradziłbyś sobie z problemem, który chłopaka z filmu złamał. Mógł zrobić wiele rzeczy, aby tę sytuację jakoś rozwiązać, a jednak zaczął się nad sobą rozczulać i to w taki sposób, który aż budzi zażenowanie.
Generalnie awaria sprzętu może być katastrofą, ale to właśnie pokazuje istotę problemu: brak oszczędności, brak przygotowania na trudności, brak zaradności. I to są rzeczy, które można wypracować. Każdy ma inne startowe warunki, ale to nie zmienia faktu, że dorosły człowiek musi rozwijać te kompetencje, bo inaczej całe życie będzie "się działo”, a powinien sam umieć tym życiem kierować.

Nie wiem jak miałbym określić moje zaangażowanie w terapii. Na pewno to, że jak na razie nie opuściłem ani jednej wizyty i wydaje mi się, że powiedziałem wszystko o czym tylko mogłem.

FB w zasadzie jest wyłączone, zaglądam raz na kilka tygodni albo i miesięcy. Praca nad nawykami trwa, nie jest łatwo ale jakoś idzie. Wiem, że wypowiadam się w sposób o jakim piszesz ale ja na prawdę tak to widzę. Nie, że dosłownie nie mam na nic wpływu ale, że jest on bardzo niewielki. To prawda, że będąc dorosłym zaczynamy się uczyć tego wszystkiego ale ucząc się od zera mając prawie 30 lat jest o wiele trudniej niż w normalnym trybie. Myślałem, że będąc dorosłym nauczę się tego wszystkiego szybciej ale to nie prawda. Tak samo myślałem, że kiedy znajdę dziewczynę to coś się we mnie zmieni, jakiś przełącznik dzięki, któremu uda mi się przynajmniej zmienić pracę. Potem, że zamieszkamy razem, a ja zacznę uczyć się samodzielności i po prostu poznawać siebie. To też nie zadziałało.

Też myślałem, że terapia będzie tym narzędziem. Może jeszcze będzie tylko pytanie kiedy.

Ja w tym filmie z tiktoka widziałem człowieka już załamanego tym co się dzieje. Ta sytuacja z laptopem raczej już go dobiła i typ nie wytrzymał. Z tymi oszczędnościami nie jest tak prosto. Ja jakieś tam nazbierałem ale tylko dzięki temu, że mieszkam z rodzicami i nie mam dużych wydatków. W innej sytuacji ja też nie miałbym ani grosza nawet na rzeczy tak proste jak pójście do lekarza prywatnie. Inne startowe warunki to grube niedopowiedzenie. Padł tu przykład maratonu i jest całkiem niezły. Jedni zaczynają ten maraton nie umiejąc nawet chodzić, inni dostają na start najlepsze buty i wytrzymałość wilka, a jeszcze inni startują metr przed metą. Problem w tym, że w dzisiejszych czasach wszyscy są porównywani do wszystkich. Ci pierwsi do tych ostatnich i wymaga się od nich tego samego.

30,188

Odp: 30lat i cały czas sam
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Presja może być głupia.

I tak i nie. Każdy rodzic gdera. Presją na oceny to się można przejmować w podstawówce, ale licealista to już wie, że nikt go nigdy o oceny nie zapyta poza rodzicami. To samo z większością rzeczy, jakie wymieniłaś. Każde dziecko szybko się w tym orientuje i zaczyna rozgrywać rodziców "posprzątam pokój, ale....", "jak dostanę 5 z klasówki to chcę nagrodę" i inne takie.



Zresztą to już temat offtopowy niedotyczący Shiniego. Jak mu się coś spodoa, bo zdejmuje z niego odpowiedzialność za swoje własne życie to powie, że tak było. Jak się okaże ze w sumie był ustawiony to powie że było inaczej. Moim zdaniem u takich osób terapia, czy głębokie rozmowy jedynie pogłębiają narcyzm, bo ma nowe argumenty do układanki jak wzbudzać litość i unikać przyznania się do własnych porażek.

Do tego to już chyba doszliśmy rok temu (z okładem chyba nawet) w temacie o jego zdrowiu.

30,189

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Tak samo myślałem, że kiedy znajdę dziewczynę to coś się we mnie zmieni, jakiś przełącznik dzięki, któremu uda mi się przynajmniej zmienić pracę. Potem, że zamieszkamy razem, a ja zacznę uczyć się samodzielności i po prostu poznawać siebie. To też nie zadziałało.

Przestań kłamać. Rozmawiasz z osobami, które ci to wszystko tłumaczą od kilku lat, a ty tradycyjnie zdziwiony.


Ja w tym filmie z tiktoka widziałem człowieka już załamanego tym co się dzieje. Ta sytuacja z laptopem raczej już go dobiła i typ nie wytrzymał.

Oni są wiecznie zdziwieni i każda życiowa niedogodność ich przerasta.


Problem w tym, że w dzisiejszych czasach wszyscy są porównywani do wszystkich.

Zawsze tak było.

30,190

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:


Problem w tym, że w dzisiejszych czasach wszyscy są porównywani do wszystkich. Ci pierwsi do tych ostatnich i wymaga się od nich tego samego.

To jest jedna z rzeczy, które masz między innymi "pokoleniowo" to poczucie bycia porównywanym i jednocześnie ciągłe porównywanie samego siebie do nie całkiem realnych obrazków wykreowanych. Jak się uwolnisz od tego swoistego "przymusu porównywania się" doznasz ulgi.
Terapia będzie trwała, nie lekceważysz, chodzisz i jak mniemam na ile jesteś w stanie wdrażasz zmiany w codzienności. Żadnych tajemniczych przełączników nie ma, terapia to nie lek na ból głowy, co to weźmiesz i niedługo mija, pisałam Ci kiedyś - terapia przypomina rehabilitację pourazową, żmudne ćwiczenia, długo trwa, ale powoli jest coraz lepiej. Kciuki jak wiesz nieustąjaco trzymam. smile

30,191

Odp: 30lat i cały czas sam

Te terapeuty w ogóle pamiętają kto z kim, gdzie i po co? Patrząc na potrzeby społeczeństwa to przerabiają ze sto osób tygodniowo.

30,192 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2025-11-28 04:19:22)

Odp: 30lat i cały czas sam
Muqin napisał/a:

Priscilla, z jednej strony nie negujesz, a z drugiej jakbyś nie zauważała, że właśnie ci 30-latkowie to pierwsze pokolenie , które zostało dotknięte tą szkodliwością, której istnienia nie zaprzeczasz. Tak na skalę właśnie pokoleniową. Na nich obserwujemy te negatywne skutki i w związku z tym zauważyliśmy, że dzieciom coś szkodzi i usiłujemy się robić, żeby nie szkodziło tym aktualnym dzieciom.
Nic nie tłumaczy wszystkiego, Priscilla smile
Między dzieciństwem a 30 rokiem życia jest mnóstwo czasu, który może zostać wykorzystany...a owszem. Ale żeby jakiś czas wykorzystać, trzeba umieć oraz mieć warunki. I wcale nie mam tu na myśli akurat finansów.
Pisałaś kiedyś o tym jak niesamowity wysiłek włożyłaś w ukończenie liceum i maturę, o dojazdach itd. Na pewno warunki dalekie od komfortu o lata świetlne, zdałaś, odnotowałaś ogromny sukces, jak mawiają Francuzi "chapeau bas". Z maturą w ręku miałaś już solidne fundamenty do dalszego dorosłego funkcjonowania, miałaś na koncie ogromne osiągniecie własne. W Twoim życiu zaistniały warunki po temu, byś ten sukces w młodym wieku odniosła. Jest w nim Twój ogromny wkład własny, ale warunki też musiały zaistnieć. Gdyby na przykład Twoi rodzice stwierdzili jasno "wybij sobie maturę z głowy, w domu siedź, do roboty idź i męża szukaj" - mogli by cię skutecznie uziemić i zamiast 19- latki z maturą i ogromnym sukcesem własnym byłaby jakaś inna 19-letnia Priscilla. Gdybyś zaś warunki do zdawania matury miała komfortowe - nie miałabyś w wieku lat 19 tego poczucia własnej sprawczości sukcesu i poczucia ogólno życiowego że "dam radę". Też być byłą inną 19-letnią Priscillą.
(...)

Jeśli chodzi o ścisłość, to nigdy nie chodziłam do liceum. Moja ścieżka edukacji jest dosyć niestandardowa, dlatego już od 15 roku życia kształciłam się będąc poza domem. Moi rodzice, zwłaszcza tata, widział dla mnie zupełnie inną przyszłość niż ta, którą ja wybrałam. Z perspektywy czasu twierdzę, że być może popełniłam błąd, ale tego nie wiem, wiem natomiast, że każda z tych dwóch dróg coś mogła mi dać i na pewno czegoś pozbawić. Rodzice zaakceptowali jednak mój wybór, wspierali mnie, dawali poczucie bezpieczeństwa, ale musieli mi zaufać, a ja musiałam wziąć na klatę określone konsekwencje, które się z tym wszystkim wiązały. Pomimo że miałam zaledwie 15 lat, byłam gotowa się z tym zmierzyć i choć po drodze pojawiło się trochę chwil zwątpienia, to nigdy się nad sobą nie użalałam. To była moja szkoła życia, która zaprocentowała - poczułam się sprawcza oraz nabyłam przekonanie, że poradzę sobie w każdych warunkach.

Nie bardzo jednak rozumiem, do czego dążysz, bo Shini miał bardzo komfortowe warunki i na dobrą sprawę ma je do dzisiaj. Ja również miałam zapewniony komfort, ale z określonych powodów z niego zrezygnowałam. On zaś to sobie skalkulował, uznając, że nie chce się tego komfortu pozbawiać, a równocześnie użala się, że ma w życiu ciężko, obwiniając wszystkich i wszystko dookoła, byleby samemu nie wziąć za to odpowiedzialności. To jest bardzo pokrętna logika. Dokładnie tak, jak wtedy, gdy chce się "zjeść ciastko i mieć ciastko".

30,193 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2025-11-28 04:29:15)

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

To prawda, że będąc dorosłym zaczynamy się uczyć tego wszystkiego ale ucząc się od zera mając prawie 30 lat jest o wiele trudniej niż w normalnym trybie. Myślałem, że będąc dorosłym nauczę się tego wszystkiego szybciej ale to nie prawda. Tak samo myślałem, że kiedy znajdę dziewczynę to coś się we mnie zmieni, jakiś przełącznik dzięki, któremu uda mi się przynajmniej zmienić pracę. Potem, że zamieszkamy razem, a ja zacznę uczyć się samodzielności i po prostu poznawać siebie. To też nie zadziałało.

Też myślałem, że terapia będzie tym narzędziem. Może jeszcze będzie tylko pytanie kiedy.

Masz dziewczynę, masz za sobą pierwszy raz, który zgodnie z oczekiwaniami miał niemal wszystko w Twoim życiu przestawić, terapia trwa, a jednak sam widzisz, że nic się magicznie nie zmieniło. Problem nie leży w okolicznościach ani w tym, że "nie dostałeś lekcji w dzieciństwie". Dorosłość to codzienne podejmowanie decyzji, mierzenie się z konsekwencjami i konsekwentna praca nad sobą. Jeśli dalej czekasz, aż coś lub ktoś zmieni Twoje życie za Ciebie, tracisz czas, bo zmiana przychodzi tylko wtedy, gdy sam ją wprowadzisz.

30,194

Odp: 30lat i cały czas sam
strarzak sam napisał/a:

Te terapeuty w ogóle pamiętają kto z kim, gdzie i po co? Patrząc na potrzeby społeczeństwa to przerabiają ze sto osób tygodniowo.

W takich przypadkach - rzadko wink


Muqin napisał/a:

To jest jedna z rzeczy, które masz między innymi "pokoleniowo" to poczucie bycia porównywanym i jednocześnie ciągłe porównywanie samego siebie do nie całkiem realnych obrazków wykreowanych.

Porównywanie było zawsze. Tak samo jak marudzenie na poprzednie/następne pokolenie.

30,195 Ostatnio edytowany przez blueangel (2025-11-28 11:17:25)

Odp: 30lat i cały czas sam
strarzak sam napisał/a:

Te terapeuty w ogóle pamiętają kto z kim, gdzie i po co? Patrząc na potrzeby społeczeństwa to przerabiają ze sto osób tygodniowo.

jak masz jakas traume to terapia to najgorsze, co mozesz zrobic. zamiast zapomniec i pojsc dalej zajmujac sie zyciem tu i teraz to ciagle walkujesz od podszewki, opowiadasz i sobie regularnie przypominasz i otwierasz rany na nowo. wg mnie terapia ma sens, jesli mierzysz sie z jakas choroba, zaburzeniem, schizofrenia czy nawet adhd, zeby je sobie poukladac.

dzis na dodatek taka moda, ze kazdy lata z jakimis pierdolami i zajmuje miejsce osobom naprawde potrzebujacym pomocy. a potem tragedie, bo ktos chory psychicznie stwarzajacy potencjalne zagrozenie dla siebie i innych sie nie leczyl, bo wizyta za rok.

30,196

Odp: 30lat i cały czas sam
Priscilla napisał/a:

Masz dziewczynę, masz za sobą pierwszy raz, który zgodnie z oczekiwaniami miał niemal wszystko w Twoim życiu przestawić, terapia trwa, a jednak sam widzisz, że nic się magicznie nie zmieniło. Problem nie leży w okolicznościach ani w tym, że "nie dostałeś lekcji w dzieciństwie". Dorosłość to codzienne podejmowanie decyzji, mierzenie się z konsekwencjami i konsekwentna praca nad sobą. Jeśli dalej czekasz, aż coś lub ktoś zmieni Twoje życie za Ciebie, tracisz czas, bo zmiana przychodzi tylko wtedy, gdy sam ją wprowadzisz.


Ile razy mu już to tłumaczyliśmy?

30,197

Odp: 30lat i cały czas sam
blueangel napisał/a:
strarzak sam napisał/a:

Te terapeuty w ogóle pamiętają kto z kim, gdzie i po co? Patrząc na potrzeby społeczeństwa to przerabiają ze sto osób tygodniowo.

jak masz jakas traume to terapia to najgorsze, co mozesz zrobic. zamiast zapomniec i pojsc dalej zajmujac sie zyciem tu i teraz to ciagle walkujesz od podszewki, opowiadasz i sobie regularnie przypominasz i otwierasz rany na nowo. wg mnie terapia ma sens, jesli mierzysz sie z jakas choroba, zaburzeniem, schizofrenia czy nawet adhd, zeby je sobie poukladac.

dzis na dodatek taka moda, ze kazdy lata z jakimis pierdolami i zajmuje miejsce osobom naprawde potrzebujacym pomocy. a potem tragedie, bo ktos chory psychicznie stwarzajacy potencjalne zagrozenie dla siebie i innych sie nie leczyl, bo wizyta za rok.

Jest tez głupia moda na aparaty ortodontyczne prostujące zdrowe zęby i moda na trenerów personalnych i dietetykow.

30,198 Ostatnio edytowany przez blueangel (2025-11-29 03:32:42)

Odp: 30lat i cały czas sam

cos mi sie obilo o oczy, sama nie korzystam z dietetykow xD nie jestem chora, zeby trzymac diete. jem wszystko jak leci. gdy chce schudnac to: mniej cukru, mniej jesc i wiecej sie ruszac. schudlam w ten sposob w tym roku 8kg. a ze i tak jem normalnie to nie bedzie efektu jojo xD nie licze kalorii, nie gloduje, jem wszystko od makaronow po gulasz.

30,199 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2025-11-29 03:39:20)

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:

Ile razy mu już to tłumaczyliśmy?

Będzie ze sto wink, ale wyraźnie sam na własnej skórze musiał się przekonać, a właściwie to oparzyć, by dowiedzieć się, że to nie działa tak, jak Shini sobie wyobraził.

30,200

Odp: 30lat i cały czas sam
Priscilla napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Ile razy mu już to tłumaczyliśmy?

Będzie ze sto wink, ale wyraźnie sam na własnej skórze musiał się przekonać, a właściwie to oparzyć, by dowiedzieć się, że to nie działa tak, jak Shini sobie wyobraził.


Z mojej perspektywy to jest 50% szans na to, że kłamie. Po prostu pogadać sobie chce, bo w realu nie ma z kim.

30,201

Odp: 30lat i cały czas sam

Pisałem z jakąś nową dziewczyną.

Po zdjęciach widać, że ma bardzo dużą nadwagę, ale z twarzy śliczniutka, więc szedłem w temat.

Po kilku dniach pisania okazało się, że ma faceta...

Po jakiego chuja te zajęte laski siedzą na tych aplikacjach i piszą z innymi facetami mimo iż ich mężczyzna siedzi w pokoju obok?
Tak teraz wygląda Świat w 2025r?



Randkowanie online to jest jakiś pierdolony horror.

30,202

Odp: 30lat i cały czas sam

Słyszałeś rumun o HAPPN? Dość stara apka, w której wyświetla ludzi 'w poblizu'. W teorii brzmi ciekawie, jak pokemony big_smile tylko w Polsce nie ma wielu użytkowników podobno

30,203 Ostatnio edytowany przez blueangel (2025-11-29 19:02:14)

Odp: 30lat i cały czas sam
Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Pisałem z jakąś nową dziewczyną.

Po zdjęciach widać, że ma bardzo dużą nadwagę, ale z twarzy śliczniutka, więc szedłem w temat.

Po kilku dniach pisania okazało się, że ma faceta...

Po jakiego chuja te zajęte laski siedzą na tych aplikacjach i piszą z innymi facetami mimo iż ich mężczyzna siedzi w pokoju obok?
Tak teraz wygląda Świat w 2025r?



Randkowanie online to jest jakiś pierdolony horror.


ze 2 lata temu jak sb sciagnelam apke z ciekawosci na kilka tyg to tez trafilam na takiego typa, co mial dziewczyne xD

30,204

Odp: 30lat i cały czas sam
Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Pisałem z jakąś nową dziewczyną.

Po zdjęciach widać, że ma bardzo dużą nadwagę, ale z twarzy śliczniutka, więc szedłem w temat.

Po kilku dniach pisania okazało się, że ma faceta...

Po jakiego chuja te zajęte laski siedzą na tych aplikacjach i piszą z innymi facetami mimo iż ich mężczyzna siedzi w pokoju obok?
Tak teraz wygląda Świat w 2025r?

.

Pewnie z tego samego powodu, co żonaci, zajęci mężczyźni.

30,205

Odp: 30lat i cały czas sam
złoto napisał/a:

Pewnie z tego samego powodu, co żonaci, zajęci mężczyźni.

blueangel napisał/a:

ze 2 lata temu jak sb sciagnelam apke z ciekawosci na kilka tyg to tez trafilam na takiego typa, co mial dziewczyne xD


Ja tego nie pojmuję.
Siedzi laska w jednym pokoju, w drugim jej chłopak, a ona sobie leży na tapczanie i pisze z obcymi facetami.
To jest jakiś cyrk, a faceci też tak robią, ale ja tego nie rozumiem.


strarzak sam napisał/a:

Słyszałeś rumun o HAPPN? Dość stara apka, w której wyświetla ludzi 'w poblizu'. W teorii brzmi ciekawie, jak pokemony big_smile tylko w Polsce nie ma wielu użytkowników podobno


Nie słyszałem, ale to nie ma znaczenia, bo wszystkie te apki to jeden i ten sam cyrk, różni się tylko szata graficzna.

30,206

Odp: 30lat i cały czas sam

no pisalismy troche i tez zalapalam zonka, pewnie gdybym nie spytala, to zapomnialby wspomniec xD

30,207 Ostatnio edytowany przez Theodore Robert Bundy (2025-11-30 14:25:53)

Odp: 30lat i cały czas sam
Rumunski_Zolnierz napisał/a:
złoto napisał/a:

Pewnie z tego samego powodu, co żonaci, zajęci mężczyźni.

blueangel napisał/a:

ze 2 lata temu jak sb sciagnelam apke z ciekawosci na kilka tyg to tez trafilam na takiego typa, co mial dziewczyne xD


Ja tego nie pojmuję.
Siedzi laska w jednym pokoju, w drugim jej chłopak, a ona sobie leży na tapczanie i pisze z obcymi facetami.
To jest jakiś cyrk, a faceci też tak robią, ale ja tego nie rozumiem.

A co tu rozumieć? to jest zwykłe znudzeniem partnerem, wypalenie związku czy małżeństwa i to jest zupełnie normalne, są też osoby których zdrada zwyczajnie kręci, naprawdę współczuje ludziom którzy myślą że można żyć w związku kilka, lub kilkanaście lat bez skoku w bok, to niemożliwe, może kiedyś dawniej tak, jak ludzie byli bardziej bogobojni, dziś nie ma szans, większość par postanawia się pobrać tylko i wyłącznie dlatego że łatwiej kredyt na budowę domu wziąć, potem spłata 40 lat

30,208

Odp: 30lat i cały czas sam
Theodore Robert Bundy napisał/a:
Rumunski_Zolnierz napisał/a:
złoto napisał/a:

Pewnie z tego samego powodu, co żonaci, zajęci mężczyźni.

blueangel napisał/a:

ze 2 lata temu jak sb sciagnelam apke z ciekawosci na kilka tyg to tez trafilam na takiego typa, co mial dziewczyne xD


Ja tego nie pojmuję.
Siedzi laska w jednym pokoju, w drugim jej chłopak, a ona sobie leży na tapczanie i pisze z obcymi facetami.
To jest jakiś cyrk, a faceci też tak robią, ale ja tego nie rozumiem.

par postanawia się pobrać tylko i wyłącznie dlatego że łatwiej kredyt na budowę domu wziąć, potem spłata 40 lat

A kiedyś aby dostać 3 pokoje w bloku, zamiast kawalerki.

30,209 Ostatnio edytowany przez blueangel (2025-11-30 17:13:02)

Odp: 30lat i cały czas sam
Theodore Robert Bundy napisał/a:
Rumunski_Zolnierz napisał/a:
złoto napisał/a:

Pewnie z tego samego powodu, co żonaci, zajęci mężczyźni.

blueangel napisał/a:

ze 2 lata temu jak sb sciagnelam apke z ciekawosci na kilka tyg to tez trafilam na takiego typa, co mial dziewczyne xD


Ja tego nie pojmuję.
Siedzi laska w jednym pokoju, w drugim jej chłopak, a ona sobie leży na tapczanie i pisze z obcymi facetami.
To jest jakiś cyrk, a faceci też tak robią, ale ja tego nie rozumiem.

A co tu rozumieć? to jest zwykłe znudzeniem partnerem, wypalenie związku czy małżeństwa i to jest zupełnie normalne, są też osoby których zdrada zwyczajnie kręci, naprawdę współczuje ludziom którzy myślą że można żyć w związku kilka, lub kilkanaście lat bez skoku w bok, to niemożliwe, może kiedyś dawniej tak, jak ludzie byli bardziej bogobojni, dziś nie ma szans, większość par postanawia się pobrać tylko i wyłącznie dlatego że łatwiej kredyt na budowę domu wziąć, potem spłata 40 lat


a wiesz, ze jakis czas temu z moich obserwacji doszlam do takich samych wnioskow? myslalam, ze tylko ja. te starsze bogobojne pary sa inne. nawet te mlode bogobojne bardziej staraja sie o trwalosc zwiazku. chos teraz jest ich juz garstka, bo to dziala, gdy oboje bogobojni na siebie trafia, a nie gdy jest to jedno z nich. bez wzgledu na to, czy to szacunek/wiara/strach/system wartosci/kregoslup moralny, ale widac, ze wtedy nawet jesli nie ze wzgledu na malzonka to wlasnie ze wzgledu na Boga hamuja sie przed zdrada, rozstaniem itd i to zazwyczaj .. dziala. fala wzrostu rozwodow, zwiazkow 3-5 lat i nastepny, potem znwu 3 lata i nastepny, nastapila wraz ze wzrostem laicyzacji.

30,210

Odp: 30lat i cały czas sam
blueangel napisał/a:

bez wzgledu na to, czy to szacunek/wiara/strach/system wartosci/kregoslup moralny, ale widac, ze wtedy nawet jesli nie ze wzgledu na malzonka to wlasnie ze wzgledu na Boga hamuja sie przed zdrada, rozstaniem itd i to zazwyczaj .. dziala.

I twoim zdaniem trwanie w gównie poniżej oczekiwań ze strachu jest lepsze niż rozstanie?

30,211 Ostatnio edytowany przez blueangel (2025-11-30 17:41:39)

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:
blueangel napisał/a:

bez wzgledu na to, czy to szacunek/wiara/strach/system wartosci/kregoslup moralny, ale widac, ze wtedy nawet jesli nie ze wzgledu na malzonka to wlasnie ze wzgledu na Boga hamuja sie przed zdrada, rozstaniem itd i to zazwyczaj .. dziala.

I twoim zdaniem trwanie w gównie poniżej oczekiwań ze strachu jest lepsze niż rozstanie?


a co zlego w tym, ze ludzie w  niepatologicznym zwiazku szukaja kompromisow, aby zwiazek sie nie rozpadl, zamiast przy pierwszym lepszym kryzysie wszystko wyrzucac do kosza zamiast naprawiac? tak, takiego zwiazku bym chciala, jezeli juz w jakis wchodzic. nie widze sensu wchodzic w wziazek 3-5 lat i nastepny, znowu 3-5 lat i nastepny. nawet zaczynajac w 30tce to ile ich bd do 50tki? wole juz byc sama. to jest nawet jeden z powodow, dla ktorych jestem singielka. jesli bez perspektyw "az po grob" to serio nie widze sensu, zeby wkladac energie w tyle zachodu. a jak sie rozejrzec po parach wokol to tylko sie odechciewa. natomiast tacy dziadkowie byli ze soba do smierci, a nawet dluzej sobie wierni. i to jest wg mnie wlasnie milosc. tylko ze oni jako bogobojni mieli zupelnie inny system wartosci jaki jest dzis.

30,212 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2025-11-30 17:41:54)

Odp: 30lat i cały czas sam

Jak podtrzymujesz relację ze strachu to nie jest to kompromis tylko robienie z siebie męczennika.

Wolisz być sama niż tkwić z kimś nieszczęśliwie lub w strachu, że cię porzuci za kilka lat. A ty nawet nie próbujesz. Bo nigdy nie ma pewności co do związku ile on potrwa i czy się rozpadnie za 5 lat czy za 50.


IMO lepsza seria kilkuletnich związków następujących po sobie niż samotność liczona dziesięcioleciami.

30,213 Ostatnio edytowany przez blueangel (2025-11-30 17:46:14)

Odp: 30lat i cały czas sam

strach dotyczacy tego, co bd po smierci i ze dlatego nalezy zyc jak czlowiek i nikogo nie krzywdzic. takiego strachu by sie przydalo, popatrzywszy na to, co sie dzieje, juz nawet wychodzac poza kwestie zwiazkow i hamulcow przed zdrada, przemoca domowa itp.

przemoc, zabojstwa, kradzieze. dopiero co czytalam artykul o 13latce, ktora zabila kobiete zadajac ponad 100 ciosow nozem. jezeli taki strach przed Bogiem hamuje osoby, ay nie krzywdzic innych i zyc jak czlowiek to ja jstem jak najbardziej za.

30,214

Odp: 30lat i cały czas sam

Strach to strach. Bez względu na to czego się boisz, to jest to gówniany motywator do trwania w związku.


100 lat temu takie zachowania jak tej 13stki były normą. Dzisiaj szokują, bo normy społeczne się zmieniły.

30,215

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:

Strach to strach. Bez względu na to czego się boisz, to jest to gówniany motywator do trwania w związku.


100 lat temu takie zachowania jak tej 13stki były normą. Dzisiaj szokują, bo normy społeczne się zmieniły.

Zmieniło się dużo.  I zmiany sa dobre i niedobre. Oczywiście trwanie w beznadziejnym zwiazku nie ma sensu. Ale często związki psują sie " w trakcie". Trwanie ze strachu jest bez sensu ale jest druga strona skali (troche znak naszych czasow) - jak mi cos nie lezy to zmieniam jak popsuta zmywarkę. Ludziom nie chce sie postarać o zwiazek zawalczyć. Uwazaja ze ma byc wygodnie i "po mojemu". Ta zmiana jest dobra w przypadku związków bez przyszłości ale ludzie się poddają (oni uważają ze wygrywaja) często bez mrugnięcia okiem kiedy problemy w zwiazku sa blache

30,216 Ostatnio edytowany przez złoto (2025-11-30 18:21:55)

Odp: 30lat i cały czas sam
Bert44 napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Strach to strach. Bez względu na to czego się boisz, to jest to gówniany motywator do trwania w związku.


100 lat temu takie zachowania jak tej 13stki były normą. Dzisiaj szokują, bo normy społeczne się zmieniły.

Zmieniło się dużo.  I zmiany sa dobre i niedobre. Oczywiście trwanie w beznadziejnym zwiazku nie ma sensu. Ale często związki psują sie " w trakcie". Trwanie ze strachu jest bez sensu ale jest druga strona skali (troche znak naszych czasow) - jak mi cos nie lezy to zmieniam jak popsuta zmywarkę. Ludziom nie chce sie postarać o zwiazek zawalczyć. Uwazaja ze ma byc wygodnie i "po mojemu". Ta zmiana jest dobra w przypadku związków bez przyszłości ale ludzie się poddają (oni uważają ze wygrywaja) często bez mrugnięcia okiem kiedy problemy w zwiazku sa blache

Tego nie wiesz. To z boku wygląda tak, ze jakaś Twoja znajoma para nagle się rozwodzi i wszyscy zachodzą w głowę, dlaczego, przecież to takie zgodne małżeństwo, powinni się dogadać, walczyć i rozwiązać problem zamiast się rozwodzić. Podczas gdy w rzeczywistości mogło faktycznie tak być, rozmowy, naprawy, czasem nawet jakieą poradnictwo małżeńskie - a dopiero na końcu decyzja o rozwodzie. Z dnia  na dzień to się ludzie nie rozwodzą, tam się nawarstwiają problemy i konflikty.

30,217 Ostatnio edytowany przez blueangel (2025-11-30 20:15:12)

Odp: 30lat i cały czas sam
złoto napisał/a:
Bert44 napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Strach to strach. Bez względu na to czego się boisz, to jest to gówniany motywator do trwania w związku.


100 lat temu takie zachowania jak tej 13stki były normą. Dzisiaj szokują, bo normy społeczne się zmieniły.

Zmieniło się dużo.  I zmiany sa dobre i niedobre. Oczywiście trwanie w beznadziejnym zwiazku nie ma sensu. Ale często związki psują sie " w trakcie". Trwanie ze strachu jest bez sensu ale jest druga strona skali (troche znak naszych czasow) - jak mi cos nie lezy to zmieniam jak popsuta zmywarkę. Ludziom nie chce sie postarać o zwiazek zawalczyć. Uwazaja ze ma byc wygodnie i "po mojemu". Ta zmiana jest dobra w przypadku związków bez przyszłości ale ludzie się poddają (oni uważają ze wygrywaja) często bez mrugnięcia okiem kiedy problemy w zwiazku sa blache

Tego nie wiesz. To z boku wygląda tak, ze jakaś Twoja znajoma para nagle się rozwodzi i wszyscy zachodzą w głowę, dlaczego, przecież to takie zgodne małżeństwo, powinni się dogadać, walczyć i rozwiązać problem zamiast się rozwodzić. Podczas gdy w rzeczywistości mogło faktycznie tak być, rozmowy, naprawy, czasem nawet jakieą poradnictwo małżeńskie - a dopiero na końcu decyzja o rozwodzie. Z dnia  na dzień to się ludzie nie rozwodzą, tam się nawarstwiają problemy i konflikty.


moze kiedys. dzis porafia z byle pierdoly. mam aktualnie pare przyjaciol. przez 3 lata byli zgodnym malzenstwem. dlatego zaskoczyla mnie wiadomosc o rozwodzie. z dnia na dzien. nie bylo zdrady czy jakiegos waznego powodu. on rownie zaskoczony jak ja i ze nie rozumie czemu-to od niego pierwszego sie dowiedzialam. a na drugi dzien wizyta kolezanki. wg niej bo: jak ona wychodzi w weekendy z najlepszym przyjacielem to maz co troche dzwoni.
dodam, ze mezowi nie przeszkadzalo, ze zona ma przyjaciela. a zona ani nie zdradzila, ani nie zakonczyla zwiazku, bo podoba jej sie przyjaciel lu ktos inny. gdyby tak bylo, powiedzialaby mi o tym, bo wie ze zachowalabym dla siebie. normalnie tez mi o wszystkim opowiada. jak to babeczki na ploteczkach.

i wg ciebie to nie pierdola?

a na codzien serio mogli liczyc na siebie. rozmowy tez  brak nie bylo, nawet po wyjsciu z pracy i w drodze do domu, mimo ze zaraz i tak sie zobacza juz do sieie dzwonili w czasie trwania malzenstwa. nie sporadycznie, lecz doslownie dzien w dzien. nie kocili sie nigdy. doslownie nigdy. zadnych klotni, cichych dni itd.

ja sie troche zdystansowalam, bo dziwnie sie czulam stojac po srodku, gdy jedne na przemian z drugim mi sie zwierzali w takiej sytuacji. tym bardziej, ze od lat razem sie kolegujemy, wychodzimy we 3, wiec oboje mi bliscy tak samo. zawsze razem. w problemach mogles poeiwedziec, ze wskoczyliby w ogie za soba. pomagali i wspierali sie we wszystkim. i pyk. trudno mi bylo w to uwierzyc, ze z powodu byle pierdoly. i nawet ja wypytywalam, bo poczatkowo myslalam, ze musi byc cos innego na rzeczy. minely 2 miesiace. dopiero w mikolajki jestem umowiona z nia. on sie wyprowadzil do innego miasta. z tego co mi pokazywal, sciagnal tindera i szuka kolejnego zwiazku. ona jeszcze nie, ale kwestia czasu. i nadal nie potrafie  w to uwierzyc. nawet teraz przy rozchodzeniu sie nie piora zadnych brudow. nie robia problemow przy okazji rozwodu.


wg mnie jesli sie postanowilo zalozyc rodzine, wziasc slub, przysiegalo wzajemnie to nie powinno sie rozchodzic, jesli nie ma zadnych patologii, nalogow, romansow, przemocy domowej, ale pozostac wiernym i razem, milosc to decyzja. a nie rozejsc, bo sie znudzilo, motylkow  brak czy jak tu, bo zmartwiony maz wydzwania. mozna to bylo inaczej zalatwic. dodam, ze w domu jest dziecko.

30,218

Odp: 30lat i cały czas sam
blueangel napisał/a:
złoto napisał/a:
Bert44 napisał/a:

Zmieniło się dużo.  I zmiany sa dobre i niedobre. Oczywiście trwanie w beznadziejnym zwiazku nie ma sensu. Ale często związki psują sie " w trakcie". Trwanie ze strachu jest bez sensu ale jest druga strona skali (troche znak naszych czasow) - jak mi cos nie lezy to zmieniam jak popsuta zmywarkę. Ludziom nie chce sie postarać o zwiazek zawalczyć. Uwazaja ze ma byc wygodnie i "po mojemu". Ta zmiana jest dobra w przypadku związków bez przyszłości ale ludzie się poddają (oni uważają ze wygrywaja) często bez mrugnięcia okiem kiedy problemy w zwiazku sa blache

Tego nie wiesz. To z boku wygląda tak, ze jakaś Twoja znajoma para nagle się rozwodzi i wszyscy zachodzą w głowę, dlaczego, przecież to takie zgodne małżeństwo, powinni się dogadać, walczyć i rozwiązać problem zamiast się rozwodzić. Podczas gdy w rzeczywistości mogło faktycznie tak być, rozmowy, naprawy, czasem nawet jakieą poradnictwo małżeńskie - a dopiero na końcu decyzja o rozwodzie. Z dnia  na dzień to się ludzie nie rozwodzą, tam się nawarstwiają problemy i konflikty.


moze kiedys. dzis porafia z byle pierdoly. mam aktualnie pare przyjaciol. przez 3 lata byli zgodnym malzenstwem. dlatego zaskoczyla mnie wiadomosc o rozwodzie. z dnia na dzien. nie bylo zdrady czy jakiegos waznego powodu. on rownie zaskoczony jak ja i ze nie rozumie czemu-to od niego pierwszego sie dowiedzialam. a na drugi dzien wizyta kolezanki. wg niej bo: jak ona wychodzi w weekendy z najlepszym przyjacielem to maz co troche dzwoni.
dodam, ze mezowi nie przeszkadzalo, ze zona ma przyjaciela. a zona ani nie zdradzila, ani nie zakonczyla zwiazku, bo podoba jej sie przyjaciel lu ktos inny. gdyby tak bylo, powiedzialaby mi o tym, bo wie ze zachowalabym dla siebie. normalnie tez mi o wszystkim opowiada. jak to babeczki na ploteczkach.

i wg ciebie to nie pierdola?

a na codzien serio mogli liczyc na siebie. rozmowy tez  brak nie bylo, nawet po wyjsciu z pracy i w drodze do domu, mimo ze zaraz i tak sie zobacza juz do sieie dzwonili w czasie trwania malzenstwa. nie sporadycznie, lecz doslownie dzien w dzien. nie kocili sie nigdy. doslownie nigdy. zadnych klotni, cichych dni itd.

ja sie troche zdystansowalam, bo dziwnie sie czulam stojac po srodku, gdy jedne na przemian z drugim mi sie zwierzali w takiej sytuacji. tym bardziej, ze od lat razem sie kolegujemy, wychodzimy we 3, wiec oboje mi bliscy tak samo. zawsze razem. w problemach mogles poeiwedziec, ze wskoczyliby w ogie za soba. pomagali i wspierali sie we wszystkim. i pyk. trudno mi bylo w to uwierzyc, ze z powodu byle pierdoly. i nawet ja wypytywalam, bo poczatkowo myslalam, ze musi byc cos innego na rzeczy. minely 2 miesiace. dopiero w mikolajki jestem umowiona z nia. on sie wyprowadzil do innego miasta. z tego co mi pokazywal, sciagnal tindera i szuka kolejnego zwiazku. ona jeszcze nie, ale kwestia czasu. i nadal nie potrafie  w to uwierzyc.

Koleżanka znalazła sobie przyjaciela - to masz tu powód.


Załóżmy jednak, że jest jak piszesz i rozwodzą się bez powodu, bo tak obydwoje chcą - ona nie chce być z nim a on już nie chce być z nią, to jaki ma z tym problem otoczenie?

30,219 Ostatnio edytowany przez blueangel (2025-11-30 20:18:31)

Odp: 30lat i cały czas sam

przyjaciel byl zanim jeszcze sie poznali i pobrali, a nie ze znalazla przyjaciela. maz chcial z nia byc, ona juz nie. a w domu dziecko. dla ciebie to pewnie zaden problem, ale dzieciak ma odmienne zdanie.

30,220

Odp: 30lat i cały czas sam
blueangel napisał/a:

przyjaciel byl zanim jeszcze sie poznali i pobrali, a nie ze znalazla przyjaciela. maz chcial z nia byc, ona juz nie. a w domu dziecko. dla ciebie to pewnie zaden problem, ale dzieciak ma odmienne zdanie.

A Twoim zdaniem jaki był powód?

30,221 Ostatnio edytowany przez blueangel (2025-11-30 20:25:29)

Odp: 30lat i cały czas sam

na poczatku myslalam, ze wlasnie kogos poznala. jednak powiedzialaby mi o tym. wy tez chyba sobie rozne rzeczy opowiadacie miedzy soba to wiesz jak jest. skoro zaprzecza to nie mam powodow jej nie wierzyc. z nikim nie pisze, z nikim nowym sie nie spotyka. gdy maz sie wyprowadzil to po co mialaby sie z tym kryc?


i mimo ze sama jestem kobieta to uwazam, ze zle zrobila. zawsze zrozumiem, jesli jakas patola czy cos, bo lepiej miec spokoj niz sie meczyc, ale niszczyc rodzine, bo tak ..

30,222

Odp: 30lat i cały czas sam
złoto napisał/a:
Bert44 napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Strach to strach. Bez względu na to czego się boisz, to jest to gówniany motywator do trwania w związku.


100 lat temu takie zachowania jak tej 13stki były normą. Dzisiaj szokują, bo normy społeczne się zmieniły.

Zmieniło się dużo.  I zmiany sa dobre i niedobre. Oczywiście trwanie w beznadziejnym zwiazku nie ma sensu. Ale często związki psują sie " w trakcie". Trwanie ze strachu jest bez sensu ale jest druga strona skali (troche znak naszych czasow) - jak mi cos nie lezy to zmieniam jak popsuta zmywarkę. Ludziom nie chce sie postarać o zwiazek zawalczyć. Uwazaja ze ma byc wygodnie i "po mojemu". Ta zmiana jest dobra w przypadku związków bez przyszłości ale ludzie się poddają (oni uważają ze wygrywaja) często bez mrugnięcia okiem kiedy problemy w zwiazku sa blache

Tego nie wiesz. To z boku wygląda tak, ze jakaś Twoja znajoma para nagle się rozwodzi i wszyscy zachodzą w głowę, dlaczego, przecież to takie zgodne małżeństwo, powinni się dogadać, walczyć i rozwiązać problem zamiast się rozwodzić. Podczas gdy w rzeczywistości mogło faktycznie tak być, rozmowy, naprawy, czasem nawet jakieą poradnictwo małżeńskie - a dopiero na końcu decyzja o rozwodzie. Z dnia  na dzień to się ludzie nie rozwodzą, tam się nawarstwiają problemy i konflikty.

Wiem. Wiadomo że dla rozstajacych sie problemy wydają się poważne. Ale nie zawsze obiektywnie takie sa. Trzeba kupić nową zmywarkę a nie naprawić stara.

30,223 Ostatnio edytowany przez blueangel (2025-11-30 20:47:15)

Odp: 30lat i cały czas sam
Bert44 napisał/a:

Wiem. Wiadomo że dla rozstajacych sie problemy wydają się poważne. Ale nie zawsze obiektywnie takie sa. Trzeba kupić nową zmywarkę a nie naprawić stara.


tak to juz bylo. teraz jest tinder. i zwiazki trwajace ok. 3 lat. przeciez wytaraczy sciagnac znow apke.

30,224 Ostatnio edytowany przez Theodore Robert Bundy (2025-11-30 21:32:05)

Odp: 30lat i cały czas sam
blueangel napisał/a:
Theodore Robert Bundy napisał/a:
Rumunski_Zolnierz napisał/a:


Ja tego nie pojmuję.
Siedzi laska w jednym pokoju, w drugim jej chłopak, a ona sobie leży na tapczanie i pisze z obcymi facetami.
To jest jakiś cyrk, a faceci też tak robią, ale ja tego nie rozumiem.

A co tu rozumieć? to jest zwykłe znudzeniem partnerem, wypalenie związku czy małżeństwa i to jest zupełnie normalne, są też osoby których zdrada zwyczajnie kręci, naprawdę współczuje ludziom którzy myślą że można żyć w związku kilka, lub kilkanaście lat bez skoku w bok, to niemożliwe, może kiedyś dawniej tak, jak ludzie byli bardziej bogobojni, dziś nie ma szans, większość par postanawia się pobrać tylko i wyłącznie dlatego że łatwiej kredyt na budowę domu wziąć, potem spłata 40 lat


a wiesz, ze jakis czas temu z moich obserwacji doszlam do takich samych wnioskow? myslalam, ze tylko ja. te starsze bogobojne pary sa inne. nawet te mlode bogobojne bardziej staraja sie o trwalosc zwiazku. chos teraz jest ich juz garstka, bo to dziala, gdy oboje bogobojni na siebie trafia, a nie gdy jest to jedno z nich. bez wzgledu na to, czy to szacunek/wiara/strach/system wartosci/kregoslup moralny, ale widac, ze wtedy nawet jesli nie ze wzgledu na malzonka to wlasnie ze wzgledu na Boga hamuja sie przed zdrada, rozstaniem itd i to zazwyczaj .. dziala. fala wzrostu rozwodow, zwiazkow 3-5 lat i nastepny, potem znwu 3 lata i nastepny, nastapila wraz ze wzrostem laicyzacji.

starsze mężatki też lubią skoki w bok, zwłaszcza gdy się jakaś znajoma pochwali to nagle drugą nachodzi zazdrość, dzieci duże mąż coraz częściej na kanapie, a gdy taka 40+ dostanie młodego ogara to fiu fiu, jak będziesz miała okazje to zdradź życie jest tylko jedno, a zdrada smakuje najlepiej.

30,225

Odp: 30lat i cały czas sam
blueangel napisał/a:

natomiast tacy dziadkowie byli ze soba do smierci, a nawet dluzej sobie wierni. i to jest wg mnie wlasnie milosc. tylko ze oni jako bogobojni mieli zupelnie inny system wartosci jaki jest dzis.


No moi dziadkowie też byli ze sobą aż do śmierci i latami powtarzali jak bardzo siebie nie lubią.

To, że starsze pokolenia są w 40 letnich związkach wcale nie oznacza, że są to zdrowe związki.

Posty [ 30,161 do 30,225 z 31,049 ]

Strony Poprzednia 1 … 463 464 465 466 467 … 478 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024