Jako pierwsze też wychowywało się już w erze internetu i nowoczesnych technologii, na które ludzki mózg w ogóle nie był gotowy. Napisałaś tu coś bardzo ważnego. "W założeniu" i "miały", taki był główny cel tego wszystkiego. Czy został osiągnięty, moim zdaniem nie bardzo. Kolejna bardzo ważna rzecz to "rodzice zaczęli chuchać i dmuchać". Skoro słusznie to zauważyłaś to powiedz mi dlaczego to dzieci są obwiniane za błędy rodziców? Nigdy nie byłem na przemysłowym południu, a to wszystko co opisuje to są moje całkowicie szczerze spostrzeżenia. Możliwe, że są zakrzywione ale innych nie mam.
Co z tym internetem, bo trochę nie bardzo rozumiem, jaką konkretnie krzywdę Wam zrobił?
Widzę tu jedną zasadniczą rzecz: łatwo jest zrzucić całą odpowiedzialność na rodziców czy technologie, tylko że w pewnym momencie każdy dorosły musi wziąć ster w swoje ręce. Trzydziestolatek to nie już dziecko - ma możliwości, żeby się uczyć, zmieniać i wychodzić poza to, w czym dorastał. Wejście w rolę ofiary to wygodne wytłumaczenie, ale nie rozwija. Można też zauważać błędy poprzednich pokoleń, ale to nie zwalnia z odpowiedzialności za siebie tu i teraz.
I tu dochodzimy do sedna, bo nie chodzi o obwinianie, tylko o to, żeby przestać szukać usprawiedliwień i zacząć realnie pracować nad własną zaradnością, zwłaszcza jeśli podobno macie świadomość własnych braków.
Na marginesie dodam, zresztą niemal wprost w nawiązaniu do wyjściowego nagrania, że dosłownie wczoraj mój partner spotkał się z kumplem i ten w trakcie rozmowy napomknął, że zepsuł mu się laptop. Chłop nie siedzi i nie użala się, że nie ma dwóch tysi na naprawę, jak ten typ z nagrania. Podszedł do problemu po męsku, czyli szuka rozwiązania, jak odzyskać potencjalnie utracone dane. Wiekowo raptem 15 lat różnicy, a mentalnie przepaść.
W tej kwestii też mam totalnie odmienne informacje. Dosłownie każdy kogo znałem kto trafił do wojska w czasach obowiązkowej służby chyba nigdy nie powiedział na ten temat nawet jednego dobrego słowa. Wszyscy zawsze mówili, że to była mega patologia, chlanie, znęcanie się, kradzieże czy nawet gorsze zjawiska powszechnie dziś uznawane za przestępstwa. Jak mi kiedyś jeden gość opowiadał jakie robili tam sobie żarciki to czasami łapało niezłe obrzydzenie. Twój opis wojska praktycznie się nie różni od pobytu w więzieniu, a bardziej patologicznego środowiska już chyba nie ma. Nie ma miejsca na żaden indywidualizm czy odstawanie od wszystkich więc o jakiej sprawczości czy decyzyjności tu mówimy? Przecież to się wzajemnie wyklucza. Będąc małym trybikiem w większym mechanizmie nie podejmujesz żadnych decyzji tylko to samo co wszyscy i tak samo jak wszyscy. Nie masz kontroli nad tym co robisz bo musisz robić to co ktoś ci karze. Nie możesz sobie sama zdecydować co chcesz robić tylko robisz to co ci karzą. Czy ja na prawdę czegoś tu nie rozumiem? Jak dla mnie z tego wszystkiego co tu piszecie jedynym pasującym słowem jest "uległość". Piszesz o zahartowaniu ale dla mnie brzmi to właśnie jak młody, który trafił do więzienia za jakąś głupotę i wyszedł z niego jako grypsujący, a potem stał się recydywistą. Wcześniej był porządnym, spokojnym, uprzejmym człowiekiem, któremu noga się powinęła na jakiejś głupocie. Wyszedł jako bezwzględny kryminalista znieczulony na ludzką krzywdę. Tak to brzmi.
Powtórzę, co poprzednio napisałam: jeśli nadal nie widzisz związku, pomimo że już kilka osób usiłowało Ci to naświetlić, to ja nic z tym nie zrobię, a zwyczajnie nie chce mi się powtarzać tego samego po kilka razy.