30lat i cały czas sam - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 … 462 463 464 465 466 … 478 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 30,096 do 30,160 z 31,049 ]

30,096

Odp: 30lat i cały czas sam

Debil, nie debil - wiele kobiet ma tak, że wydaje im się iż pod kątem charakteru/osobowości są tak zajebiste, że jak tylko kogoś złapią, to on zostanie na dłużej. A nawet jeśli nie, to mogą się pocieszyć otrzymywaną atencją.

Problem tylko w tym, że kobiety tak robią, bo to działa. Bo wielu kolesi znosi pustaki tylko dla poruchania.

Zobacz podobne tematy :

30,097

Odp: 30lat i cały czas sam
Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Mnie najbardziej wkurza, że jak piszę do kobiet w wieku ok. 30 lat

Dlaczego nie próbujesz ze studentkami ? Autko masz, zabierzesz tu i tam, miasto pokażesz, pomożesz w przygotowaniach do kolosa. Na długi związek to nie, ale co by się nie nudzić zimową porą...

30,098

Odp: 30lat i cały czas sam

Jakiś bezpieczny układ z utrzymanką to też nie jest głupie.

30,099

Odp: 30lat i cały czas sam
strarzak sam napisał/a:

Dlaczego nie próbujesz ze studentkami ? Autko masz, zabierzesz tu i tam, miasto pokażesz, pomożesz w przygotowaniach do kolosa. Na długi związek to nie, ale co by się nie nudzić zimową porą...


Wiem, że to co napiszę teraz będzie mocno nielogiczne w świetle tych wszystkich moich postów, ale kobietę do związku mógłbym znaleźć tak naprawdę w przeciągu 1 tygodnia.

Tak, dobrze przeczytaliście.

Aczkolwiek cały problem polega na tym, że ja chciałbym, aby ta kobieta była chociaż trochę ładna i żeby nie wyglądała jak czołg z kartoflaną twarzą.

I tutaj zaczynają się prawdziwe schody, bo te ładne dawno pozajmowane i zaobrączkowane...

Powiedzcie sami, jaki jest sens bycia z drugą osobą, kiedy ta obrzydza was seksualnie do takiego stopnia, że odechciewa się robić kolacji?


Jack Sparrow napisał/a:

Jakiś bezpieczny układ z utrzymanką to też nie jest głupie.


Ale ja już przerabiałem coś podobnego z moją byłą Escortką.
Doszedłem do wniosku, że nie chcę płacić kobiecie za to, aby się ze mną spotykała.
Cała frajda polega właśnie wtedy, kiedy kobieta sama z siebie chce się z Tobą spotykać i sypiać, a nie dlatego, że jej dajesz kopertę do ręki.

Zamiast tego chodzę raz na jakiś czas na te płatne masaże erotyczne - bo tutaj jest czysta usługa, a przyjemność podobna.

30,100

Odp: 30lat i cały czas sam

Pracuj dalej nad sobą. Zaufaj procesowi. I próbuj. Nieustannie.

30,101

Odp: 30lat i cały czas sam
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:
MalinowyMarynarz napisał/a:

Tu nie ma żadnej ironii, to jest wręcz namawianie do przestępstwa i na takie coś jest paragraf.

Na takiej zasadzie każdy autor kryminałów, który daje gotowe recepty na zbrodnie poszedłby siedzieć. Niestety nie ma w Polsce myslozbrodni. FWB to też nie jest przestępstwo, chyba że piszesz z Iranu wink

Matura z polskiego zawsze była obowiązkowa? Na ile zdaliście, pochwalicie się?

https://i.postimg.cc/25spPc7h/6148408451545217.webp

30,102

Odp: 30lat i cały czas sam
Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Dla kobiety atrakcyjność to chyba jedyny majątek, że się tak zachowują, bo faceci takiego czegoś nie odwalają.

No przeciez faceci robią dokładnie to samo. Zobacz sobei profile kolegów z pracy na Linkedin. Każdy ma max 30 lat i sportową sylwetkę. Nawet jak to od 15 lat nieprawda wink
Albo sobie zrób fejka jako laska to zobaczysz jakie szambo się wyleje.

30,103

Odp: 30lat i cały czas sam

Ale Linkedin to jest kółko wzajemnej adoracji, gdzie każdy liże się po jajkach, to jest specyficzne miejsce i nie powinniśmy go tutaj przytaczać.

W ten Weekend znowu pisałem do nowych dziewczyn celem ich poznania.

Miałem dwa wymagania
- Aby nie była gruba jak Heweliusz
- Aby była CHOCIAŻ TROCHĘ ładna

I co? i nic.

Dziewczyny tak grube, że nie mieszczą się w kadrze, to są jakieś jaja, a i tak nie narzekają na atencję.

30,104

Odp: 30lat i cały czas sam
Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Ale Linkedin to jest kółko wzajemnej adoracji, gdzie każdy liże się po jajkach, to jest specyficzne miejsce i nie powinniśmy go tutaj przytaczać.

W ten Weekend znowu pisałem do nowych dziewczyn celem ich poznania.

Miałem dwa wymagania
- Aby nie była gruba jak Heweliusz
- Aby była CHOCIAŻ TROCHĘ ładna

I co? i nic.

Dziewczyny tak grube, że nie mieszczą się w kadrze, to są jakieś jaja, a i tak nie narzekają na atencję.

Najwidoczniej musisz zmniejszyć swoje wymagania, może sam słabo się prezentujesz, a tego nie widzisz, zaczynasz postami przypominać rakastankielie

30,105

Odp: 30lat i cały czas sam

Zdaję sobie sprawę, że nie jestem modelem, więc nie uderzam do hot lasek, to oczywiste.

Wiesz jakie są moje wymagania?

- Aby nie była gruba jak okręt wojenny
- Aby była chociaż trochę ładna.

To wszystko.

Obniżenie wymagań sprawia, że musiałbym celować w laski z potężną otyłością typu cysterna z tłustymi włosami i twarzą przypominającą kartofla z Prypeci.

To ja już wolę być sam do końca życia w takim razie, nigdy nie założyć rodziny, nigdy nie mieć dzieci i całe życie jeździć na masaże erotyczne.

30,106 Ostatnio edytowany przez Bert44 (2025-11-16 20:38:19)

Odp: 30lat i cały czas sam
Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Zdaję sobie sprawę, że nie jestem modelem, więc nie uderzam do hot lasek, to oczywiste.

Wiesz jakie są moje wymagania?

- Aby nie była gruba jak okręt wojenny
- Aby była chociaż trochę ładna.

To wszystko.

Obniżenie wymagań sprawia, że musiałbym celować w laski z potężną otyłością typu cysterna z tłustymi włosami i twarzą przypominającą kartofla z Prypeci.

To ja już wolę być sam do końca życia w takim razie, nigdy nie założyć rodziny, nigdy nie mieć dzieci i całe życie jeździć na masaże erotyczne.

Ale wiesz ze sa smukłe okręty wojenne? smile Znaczy dłuższe niz szersze

PS wymagan rzeczywiscie nie masz wysrubowanych

30,107

Odp: 30lat i cały czas sam

Czyli zostaje iść do klubu i rozdawać wizytówki sad

30,108

Odp: 30lat i cały czas sam

Słuchajcie jest sukces.

Laska wysłała mi swoje zdjęcie i tym razem nie jest sprzed 10 lat, a tylko sprzed 2 lat.

Co prawda gruba jak bunkier Hitlera, ale trudno, może sobie tylko popiszemy.

30,109

Odp: 30lat i cały czas sam
Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Obniżenie wymagań sprawia, że musiałbym celować w laski z potężną otyłością typu cysterna z tłustymi włosami i twarzą przypominającą kartofla z Prypeci.
.

Gdzie są takie kobiety? Bo przecież nie na ulicach wśród ludzi.
Okrągłe, z nadwagą - są. Faceci z resztą też.
Ale to, co opisujesz to już jakaś monstrualna otyłość, zagrażająca zdrowiu, sadzę, że chodzi Ci coś w stylu kobieta 160cm i 120 kg wagi. A to nie są aż tak częste przypadki.

30,110

Odp: 30lat i cały czas sam

Do lata jeszcze dużo czasu, to zrzuci. A na zimę ciepła dostarczy big_smile

30,111

Odp: 30lat i cały czas sam
Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Ale Linkedin to jest kółko wzajemnej adoracji, gdzie każdy liże się po jajkach, to jest specyficzne miejsce i nie powinniśmy go tutaj przytaczać.

W ten Weekend znowu pisałem do nowych dziewczyn celem ich poznania.

Miałem dwa wymagania
- Aby nie była gruba jak Heweliusz
- Aby była CHOCIAŻ TROCHĘ ładna

I co? i nic.

Dziewczyny tak grube, że nie mieszczą się w kadrze, to są jakieś jaja, a i tak nie narzekają na atencję.

Rumun moim zdaniem powinieneś zagadać do KoralinyJones, przeciwieństwa się przyciągają, pokazałbyś jej co Polaczek potrafi.

30,112

Odp: 30lat i cały czas sam

https://i.postimg.cc/7L16QDqy/C058B306-A792-4534-8F56-02367A412785.jpg

https://i.postimg.cc/y8dtbTBx/12800CA0-EA0B-4437-8BEA-F712774E0B62.jpg



Ten gosc wyżej na pewnej grupie napisał że jest Hiszpanem przebywającym w Polsce i szuka partnerki aby czasem gdzieś tam sobie wyskoczyć, w ciągu 20 minut pojawiło sie kilka zainteresowanych Polek, zdjęcia niektórych poniżej, proszę zwróćcie uwagę na figury itd.




https://i.postimg.cc/G2cpWNp4/3BF83073-8694-4D1C-A7DE-0D33BF331E3B.jpg

https://i.postimg.cc/ZRTqGgq8/3C12CE53-A54B-402D-920B-92E4B67352A1.jpg

https://i.postimg.cc/k4n50Z5K/40848F8F-8EBE-4656-AF46-C344AF3764D9.jpg


https://i.postimg.cc/XJVvRhvw/CDA11CDD-4E26-4D8C-A818-636FEEC954BB.jpg



Tu zamieszczam zdjęcie Polaka który dał podobne ogłoszenie dwa dni temu, a niżej są zainteresowane nim kobiety…..

https://i.postimg.cc/3whpwtwz/FC82EF6F-F13F-4C3D-960A-2D0F14B021ED.jpg



https://i.postimg.cc/Bv3Dvm6G/0BB8B0EA-78EF-4DE3-9605-21999E09A75E.jpg


https://i.postimg.cc/xdLwv1nk/A8B2232A-8A02-41FA-BE2C-81E3400B9192.jpg

Hahahhahahahah

30,113

Odp: 30lat i cały czas sam

Powyższy post dowodzi dwóch rzeczy. Po pierwsze sporo kobiet to totalne pustaki niezależnie od wyglądu. Po drugie portale randkowe i ogólnie część internetu dotycząca randkowania to najgłębszy ściek.

30,114

Odp: 30lat i cały czas sam

https://i.postimg.cc/ZqPSJrYW/6657D685-50A6-4234-9355-4D397E464CA4.jpg

Pięknie sie ustawiła.

30,115

Odp: 30lat i cały czas sam
Theodore Robert Bundy napisał/a:

https://i.postimg.cc/ZqPSJrYW/6657D685-50A6-4234-9355-4D397E464CA4.jpg

Pięknie sie ustawiła.

Nie śledziłem sprawy.  Wiesz o nich coś więcej czy tak sobie gadasz?

30,116

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Powyższy post dowodzi dwóch rzeczy. Po pierwsze sporo kobiet to totalne pustaki niezależnie od wyglądu. Po drugie portale randkowe i ogólnie część internetu dotycząca randkowania to najgłębszy ściek.


Powyższy post niczego nie dowodzi.



Bert44 napisał/a:

Nie śledziłem sprawy.  Wiesz o nich coś więcej czy tak sobie gadasz?


Tak sobie tylko gada.

https://superbiz.se.pl/wiadomosci/milio … a-w-sadzie


Generalnie to koleś kupił trzy mieszkania i spisał testament (a w mocy naszego prawa jest on ważniejszy niż prawo spadkowe). Ponadto umowa z jego bratem wyklucza mieszkania ze spadku. Babka się procesuje licząc, że coś zyska, ale ma nikłe szanse poza jakimś zachowkiem dla dzieciaka.

30,117 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2025-11-21 21:55:14)

Odp: 30lat i cały czas sam

Taki oto film mi wyskoczył na YT, może będzie z tego jakaś mała burza. Pasuje do tego wątku jak i wielu omawianych w dzisiejszych czasach problemów.

https://youtu.be/GUf4Ky3pyl8?si=cPRZlKsfwqGQRxoR

Co sądzicie o treści tego filmu?

30,118 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2025-11-22 16:19:24)

Odp: 30lat i cały czas sam

Skończyłem oglądać po 3 minutach jak padło zdanie "żeby nie wchodzić w rolę ocennego" w filmiku, który całościowo opiera się właśnie na ocenie emocjonalnej (etycznej) jakiegoś wannabe influencera. Szkoda na takie gówno tracić pozostałych 34 minut.

30,119

Odp: 30lat i cały czas sam

A Ty Shini ,co sądzisz?

30,120

Odp: 30lat i cały czas sam

To zależy, o którą część tego filmu chodzi. Jeśli mówimy o fragmencie filmu gościa z tiktoka, który został tu pokazany na początku to górna wypowiedzi tego z tiktoka pozostawia wiele do życzenia ale jeśli chodzi o treść to jak najbardziej się zgadzam. Co do całego filmu z linku to zdecydowanie jestem po stronie "zetek" więc tylko po części zgadzam się z tym co panowie tam mówią. Zarówno w tym jak i w większości tego typu filmów wszyscy eksperci będący co najmniej po 40 twierdzą, że od wygody im się "w dupach poprzewracało". Jak się zapewne domyślasz ja absolutnie się z tym nie zgadzam. To jest podstawy problem tego typu rozmów na temat problemów "zetek". Wypowiadają się na ten temat ludzie sporo starsi, a samych zetek nikt nie chce wysłuchać. To tak w skróci, dokładniej mogę opisać jak będę miał więcej czasu.

30,121

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Taki oto film mi wyskoczył na YT, może będzie z tego jakaś mała burza. Pasuje do tego wątku jak i wielu omawianych w dzisiejszych czasach problemów.

https://youtu.be/GUf4Ky3pyl8?si=cPRZlKsfwqGQRxoR

Co sądzicie o treści tego filmu?

Jako facet powiem krótko "obowiązkowa roczna służba wojskowa". Część mężczyzn odkryłaby słowo "musisz" i zrozumiałaby jego znaczenie. Wśród mężczyzn, bez brzęczenia kobiet, przychodzi to o wiele łatwiej.

30,122 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2025-11-23 02:35:17)

Odp: 30lat i cały czas sam
AdamJeden napisał/a:
Shinigami napisał/a:

Taki oto film mi wyskoczył na YT, może będzie z tego jakaś mała burza. Pasuje do tego wątku jak i wielu omawianych w dzisiejszych czasach problemów.

https://youtu.be/GUf4Ky3pyl8?si=cPRZlKsfwqGQRxoR

Co sądzicie o treści tego filmu?

Jako facet powiem krótko "obowiązkowa roczna służba wojskowa". Część mężczyzn odkryłaby słowo "musisz" i zrozumiałaby jego znaczenie. Wśród mężczyzn, bez brzęczenia kobiet, przychodzi to o wiele łatwiej.

Nie wiem, czy ma to związek z kobietami, ale zgadzam się, że służba wojskowa istotnie mogłaby być remedium na opisywany problem. Już piszę dlaczego.

Główna teza stawiana przez autorów nagrania jest prosta: żyjemy dziś w tak komfortowych warunkach, że zaczęliśmy tracić naturalną odporność psychiczną. Technologia, łatwy dostęp właściwie do wszystkiego, unikanie trudnych sytuacji - z jednej strony ułatwia nam to życie, a z drugiej powoduje, że każda najmniejsza przeszkoda urasta do rangi tragedii. Mamy mniej kontaktu z realnym stresem, więc później gorzej sobie z nim radzimy.
Pojawia się też ciekawa obserwacja, że im bardziej unika się niewygody, tym bardziej rośnie w nas lęk. I tak młodzi ludzie unikają starć twarzą w twarz, ryzyka i niestety odpowiedzialności, a potem nagle zwykła rozmowa czy decyzja stają się przesadnie stresujące.

Warto też zwrócić uwagę na paradoks komfortu, który polega na tym, że nadmiar wygody wcale nie daje szczęścia. Wręcz przeciwnie - zabiera poczucie sprawczości, satysfakcję z wysiłku, a nawet zwykłe poczucie sensu. W pewnym momencie wszystko staje się nijakie.

Rozwiązaniem może być powrót do podstaw, czyli ruch, dyscyplina (patrz: myśl AdamaJeden), robienie trudnych rzeczy, branie odpowiedzialności za swoje wybory, bardzo świadome wystawianie się na niewygodę, bo to właśnie ona buduje charakter.
Jednym słowem, problem nie polega na tym, że świat jest dziś trudniejszy, ale że ludzie stali się mniej zahartowani, bo życie stało się aż za wygodne.

To wszystko brzmi dziwnie znajomo, prawda, Shini? Zatem z czym się nie zgadzasz?

30,123 Ostatnio edytowany przez AdamJeden (2025-11-23 03:53:01)

Odp: 30lat i cały czas sam
Priscilla napisał/a:
AdamJeden napisał/a:
Shinigami napisał/a:

Taki oto film mi wyskoczył na YT, może będzie z tego jakaś mała burza. Pasuje do tego wątku jak i wielu omawianych w dzisiejszych czasach problemów.

https://youtu.be/GUf4Ky3pyl8?si=cPRZlKsfwqGQRxoR

Co sądzicie o treści tego filmu?

Jako facet powiem krótko "obowiązkowa roczna służba wojskowa". Część mężczyzn odkryłaby słowo "musisz" i zrozumiałaby jego znaczenie. Wśród mężczyzn, bez brzęczenia kobiet, przychodzi to o wiele łatwiej.

Nie wiem, czy ma to związek z kobietami, ale zgadzam się, że służba wojskowa istotnie mogłaby być remedium na opisywany problem. Już piszę dlaczego.

Główna teza stawiana przez autorów nagrania jest prosta: żyjemy dziś w tak komfortowych warunkach, że zaczęliśmy tracić naturalną odporność psychiczną. Technologia, łatwy dostęp właściwie do wszystkiego, unikanie trudnych sytuacji - z jednej strony ułatwia nam to życie, a z drugiej powoduje, że każda najmniejsza przeszkoda urasta do rangi tragedii. Mamy mniej kontaktu z realnym stresem, więc później gorzej sobie z nim radzimy.
Pojawia się też ciekawa obserwacja, że im bardziej unika się niewygody, tym bardziej rośnie w nas lęk. I tak młodzi ludzie unikają starć twarzą w twarz, ryzyka i niestety odpowiedzialności, a potem nagle zwykła rozmowa czy decyzja stają się przesadnie stresujące.

Warto też zwrócić uwagę na paradoks komfortu, który polega na tym, że nadmiar wygody wcale nie daje szczęścia. Wręcz przeciwnie - zabiera poczucie sprawczości, satysfakcję z wysiłku, a nawet zwykłe poczucie sensu. W pewnym momencie wszystko staje się nijakie.

Rozwiązaniem może być powrót do podstaw, czyli ruch, dyscyplina (patrz: myśl AdamaJeden), robienie trudnych rzeczy, branie odpowiedzialności za swoje wybory, bardzo świadome wystawianie się na niewygodę, bo to właśnie ona buduje charakter.
Jednym słowem, problem nie polega na tym, że świat jest dziś trudniejszy, ale że ludzie stali się mniej zahartowani, bo życie stało się aż za wygodne.

To wszystko brzmi dziwnie znajomo, prawda, Shini? Zatem z czym się nie zgadzasz?

Najpierw wyjaśnię swoje zdanie, które skróciłem maksymalnie, nie przypuszczając że ktoś temat podejmie.
"brzęczenie kobiet" - jest bez ironii, po prostu bez kobiet mężczyźni potrafią się bardzo dobrze skoncentrować na zadaniu i celu. Takimi nas natura stworzyła.
Oczywiście zalet służby wojskowej nawet skrótowo nie wymieniłem, bo byłoby to bardzo długie, ograniczyłem się do słowa "musisz". Począwszy od A jak "asertywny" a skończywszy na Z jak "zdecydowany".
I ostatnia rzecz - mężczyzna po wojsku jest o niebo bardziej wartościowy dla kobiety. Słowem kluczem w tym przypadku jest "sprawczy". Co to oznacza ? że ma określone umiejętności (diagnozowania i rozwiązywania problemów) i w miarę potrzeby je odpowiedzialnie użyje. Oczywiście co do zasady, bo przecież ludzie są różni. Chodzi tu zarówno o podjęcie decyzji np. w wychowaniu dzieci jak i osiąganiu celów długofalowych lub wymagających odwagi.

Parę uwag do twojego tekstu.

"żyjemy dziś w tak komfortowych warunkach, że zaczęliśmy tracić naturalną odporność psychiczną" - nie ma czegoś takiego jak naturalna odporność psychiczna, wręcz odwrotnie, tej uczą nas z różnym skutkiem rodzice a potem powinna nauczyć właśnie służba wojskowa, nawet szkoła choć trochę.

"mamy mniej kontaktu z realnym stresem, więc później gorzej sobie z nim radzimy" - wg mnie mamy tyle samo stresu począwszy od podstawówki, jednak nie jesteśmy uczeni odporności na stres zarówno przez rodziców jak i przez "zasady współżycia społecznego". Akceptowane, jako wartościowe, jest pełne spektrum zachowań, popiera to obecna psychologia. To odprysk znacznie szerszego zagadnienia przenicowywania pojęć wprowadzanego przez lewicę.

"paradoks komfortu, który polega na tym, że nadmiar wygody wcale nie daje szczęścia" - zgadzam się, aby rozumieć pojęcie szczęścia należy rozumieć również pojęcie "braku szczęścia". Komfort to nie jest jednak szczęście, to jest tylko wygoda w czymś tam.

"Rozwiązaniem może być powrót do podstaw" - nie ma czegoś takiego, wychowanie determinują definiowane przez społeczeństwo warunki - ideologiczne, religijne, społeczne, kulturalne, ekonomiczne, geograficzne, geopolityczne, itd. Naród, społeczeństwo same definiują system wartości. Obecny jest zły, choćby z najbardziej jaskrawego i pozornie banalnego powodu - niski przyrost naturalny. Komfort nie jest niczemu winien.

Na zakończenie dodam tylko, że grupa młodych "nieprzystosowanych" nie jest jeszcze tak bardzo liczna, jak przedstawiają to media ale rośnie systematycznie zarówno ilościowo jak i "jakościowo". Potocznie mówiąc - staczamy się, a znając życie - kiedyś tych młodych ludzi to będzie drogo kosztować. Nie tyle indywidualnie, co jako społeczeństwo.

30,124

Odp: 30lat i cały czas sam

Ale czy wy nie rozumiecie, że dzisiejsza służba wojskowa, to nie jest to samo co fala z lat 90?

30,125 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2025-11-23 13:22:12)

Odp: 30lat i cały czas sam
Priscilla napisał/a:

Nie wiem, czy ma to związek z kobietami, ale zgadzam się, że służba wojskowa istotnie mogłaby być remedium na opisywany problem. Już piszę dlaczego.

Nie musisz. Aspekt wychowawczy ZSW był powszechnie znany. Sam wstąpiłem ochotniczo jeszcze za tamtych czasów i wiedziałem jak niektórym kolesiom w czasie służby jądra zstępowały.

Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Ale czy wy nie rozumiecie, że dzisiejsza służba wojskowa, to nie jest to samo co fala z lat 90?


Tak Rumuński - rozumiemy. Nie o falę tu idzie, bo to patologia była. Chodzi o naukę samodzielności, decyzyjności, sprawczości. I o budowanie morale.


AdamJeden napisał/a:

Na zakończenie dodam tylko, że grupa młodych "nieprzystosowanych" nie jest jeszcze tak bardzo liczna, jak przedstawiają to media ale rośnie systematycznie zarówno ilościowo jak i "jakościowo". Potocznie mówiąc - staczamy się, a znając życie - kiedyś tych młodych ludzi to będzie drogo kosztować. Nie tyle indywidualnie, co jako społeczeństwo.


Jest większa. Bo to był jeden z powodów rezygnacji z ZSW. Celów osobowych nie udało się realizować jeszcze w latach 90tych. I były z tym coraz większe trudności, a zdolności operacyjne takiego wojska jednocześnie malały i aby na papierze nie wyglądało to aż tak super tragicznie to też zmniejszano normy (nie tylko z WF) na przestrzeni lat i nie jest to tajemnicą. W porównaniu do słynnej Kawalerii Powietrznej to już moje czasy przypominały bardziej harcerstwo z moich lat dziecięcych niż wojsko z tamtego programu. Obecnie to już problem strategiczny (i populacyjny), bo się okazuje, że dzisiejsze dzieci w wieku SZKOLNYM nie potrafią nawet rzucać piłki, a kolejne statystyki depresji, samobójstw i problemów psychicznych w najmłodszym pokoleniu są wyjebane w kosmos.

I owszem - za moich czasów też fajnie widać było jak dzieciaki mężnieją. Ale ogólny poziom i tak spadał w dół. To co napisała Priscilla jest prawidłowe. Bo tu nie chodzi o bezwzględną ilość stresu, ale o jego płaszczyzny i obszary jakich dotyka. Dlatego to jest tak, że zbyt duża ilość emocjonalnego komfortu powoduje ostatecznie bycie w ciągłym stresie i życiowej prokrastynacji, bo wszystko, każda najprostsza czynność staje się stresująca. I efekt jest taki, że podstawy ich przerastają, blokują się na rzeczach, które nie mają znaczenia, bo nikogo nie obchodzą.

Cały filmik jest pseudo analizą przerysowanych problemów 'młodych', którzy problem robią absolutnie ze wszystkiego. Jak typa nie stać na naprawę to niech zezłomuje grata na części i kupi sobie coś nowego - tańszego. Niech zmieni pracę, wynajmie coś tańszego, przeanalizuje strukturę wydatków. Czy koniecznie musi mieć typ przepłaconego macbooka ?

30,126

Odp: 30lat i cały czas sam
AdamJeden napisał/a:

Najpierw wyjaśnię swoje zdanie, które skróciłem maksymalnie, nie przypuszczając że ktoś temat podejmie.
"brzęczenie kobiet" - jest bez ironii, po prostu bez kobiet mężczyźni potrafią się bardzo dobrze skoncentrować na zadaniu i celu. Takimi nas natura stworzyła.
Oczywiście zalet służby wojskowej nawet skrótowo nie wymieniłem, bo byłoby to bardzo długie, ograniczyłem się do słowa "musisz". Począwszy od A jak "asertywny" a skończywszy na Z jak "zdecydowany".
I ostatnia rzecz - mężczyzna po wojsku jest o niebo bardziej wartościowy dla kobiety. Słowem kluczem w tym przypadku jest "sprawczy". Co to oznacza ? że ma określone umiejętności (diagnozowania i rozwiązywania problemów) i w miarę potrzeby je odpowiedzialnie użyje. Oczywiście co do zasady, bo przecież ludzie są różni. Chodzi tu zarówno o podjęcie decyzji np. w wychowaniu dzieci jak i osiąganiu celów długofalowych lub wymagających odwagi.

Zdecydowanie pobrzmiewa mi w tym, co napisałeś tęsknota za tym, co było i klimat "kiedyś było lepiej"... smile
Podział na "świat mężczyzn" i "świat kobiet" zaś nam się od jakiegoś czasu niweluje i kierunek wydaje się być określony. Tak  jak było to już nie będzie, bo tego rodzaju zmiany społeczne/cywilizacyjne mają jeden kierunek ruchu.

Czyżbyś uznawał, ze kobiety jako takie z racji płci nie są w stanie skoncentrować się na zadaniu i celu? Obserwacja obecnej rzeczywistości temu przeczy. Zresztą chyba zawsze potrafiły, tyle że inne były ich  cele oraz zadania w innej rzeczywistości. Kwestia raczej sposobu socjalizacji niż stricte płci.
Przypomnę przy okazji - w wojsku kobiety już są, i to na własne życzenie. Przywrócenie ZSW dla mężczyzn mogło by już spowodować ostry protest, bo gdzie równouprawnienie? To żart, chociaż zmiany idą tak szybko, że sama czasem nie mam pewności, czy aby ten mój żart jest faktycznie żartem.

Natura stworzyła? Natura to takie cudownie enigmatyczne coś, na co wygodnie się powołać, ale jak się tej naturze bliżej przyjrzeć to ona co najwyżej "stworzyła" nasz gatunek, mający nietypowy mózg i puściła to na luz, jak to natura... smile Dalej to już cywilizacja, od pierwotnej natury coraz odleglejsza.
Mężczyzna po wojsku jest bardziej wartościowy dla kobiety? Był. Owszem. Czy jest teraz - śmiem wątpić. Ta zmiana zaszła społecznie za mojego życia, pamiętam, jak tak faktycznie jeszcze było i jak to umierało śmiercią naturalną.

Naturalna odporność psychiczna w pewnym stopniu jest dana człowiekowi z urodzenia - łatwo o tym zapominamy, już na wstępie jesteśmy różni i pole manewru jest ograniczone. Osoby o słabszej odporności psychicznej zawsze były. W czasach trudnych giną pierwsze. Znane "co cie nie zabije, to cię wzmocni" - wersja wprost, zwyczajnie giną. Albo im się charakter wypacza, czasem nieodwracalnie, cech paskudnych nabierają, łącznie z podejściem "po trupach do celu", co w warunkach trudnych jest koniecznością, ale czy jest czymś tak ogólnie wspaniałym?

Nicowanie pojęć, o którym piszesz to naturalna kolej rzeczy, od zarania dziejów. Jak czytam o lewicy to klimat "kiedyś było lepiej" czuję na milę. Kiedyś było inaczej. Miejscami może i lepiej, miejscami za to gorzej. O tym gorzej łatwo zapomnieć. I jeszcze biadanie nad obecnym, "złym" systemem wartości...oj, stara i marudna  ciotka na kanapie wyłazi smile A o upadku obyczajów, zmianie na gorsze systemu wartości i okropnej "dzisiejszej młodzieży" to już na tabliczkach klinowych pisano. To nie jest żart.

Tak sobie na tych młodych patrzę i się zastanawiam, czy oni są rzeczywiście tacy nieprzystosowani, czy raczej muszą się przystosować do tego, co mają dane. Do świata zauważalnie innego, niż świat ich rodziców, o dziadkach nie wspominając. Przez setki lat wzorce rodzicielskie dawało się powielić, bo się nie zmieniały tak szybko. Rodzic na pytanie "jak żyć" jakąś odpowiedź miał - dzisiejszy rodzic usiłuje uczyć dzieciaka tego, czego sam często nie ogarnia. Jasne, jakiś poziom tzw. mądrości życiowej się jeszcze zachował, ale już schodząc na poziom niżej - no sorki, dzisiejsze związki a relacje sprzed trzydziestu lat ... to jest inny świat, co się kiedyś sprawdzało dziś - niespecjalnie.

Z Jackiem się zgodzę odnośnie filmiku - bełkotliwa  pseudo-analiza przerysowanych obserwacji, na dodatek w wykonaniu osoby niespecjalnie fachowej, za to posługującej się taką polszczyzną, że aż się prosi zapytać, jakim cudem ten pan zdał maturę.  Dawniej było lepiej, człowiek po maturze zwykle jednak w ojczystym języku umiał się wypowiedzieć poprawnie.  ... big_smile

30,127

Odp: 30lat i cały czas sam
Muqin napisał/a:

Czyżbyś uznawał, ze kobiety jako takie z racji płci nie są w stanie skoncentrować się na zadaniu i celu? Obserwacja obecnej rzeczywistości temu przeczy.

Obecna rzeczywistość to jest taka, że turbofeminazistki domagają się parytetów z samej racji płci, bo nie są w stanie normalnie konkurować na rynku pracy lub też kobiety mają niższe wymagania (formalne czy z tytułu regulacji BHP).


Przypomnę przy okazji - w wojsku kobiety już są, i to na własne życzenie.

Są - ale nie na własne życzenie - tylko dlatego, że takie są wymogi NATO. Dlatego nie muszą spełniać nawet ułamka tych samych wymogów co faceci na podobnych stanowiskach. Drużyny/plutony czy kompanie mieszane nie mają racji bytu. Jak USA wprowadziło testy sprawnościowe płciowo neutralne (adekwatne do zajmowanego stanowiska) to się okazało, że musieliby je wszystkie wyjebać. I do tego AdamJeden się odnosił - ZSW wyłączało ten jeden aspekt kulturowy ("konkurowania o samicę"). To zupełnie inne warunki, w określonych sytuacjach, kontrolowanych warunkach i w niezbyt długiej perspektywie czasu to daje bardzo korzystne warunki rozwojowe. Coś na zasadzie zgrupowania w trakcie przygotowania do zawodów. Masz formę kontrolowanej izolacji dla ukształtowania ściśle określonych cech: dyscypliny, zaradności, samodzielności (w tym emocjonalnej) itp.


Mężczyzna po wojsku jest bardziej wartościowy dla kobiety? Był. Owszem. Czy jest teraz - śmiem wątpić.

AdamJeden odnosił się nie do miejsca pracy, ale do wartości i cech charakteru jakie kształtuje w młodych facetach służba wojskowa.


Tak sobie na tych młodych patrzę i się zastanawiam, czy oni są rzeczywiście tacy nieprzystosowani,

Tak, są odklejeni. I oni się nie dostosują, bo uważają, ze to świat i cała reszta ma się dostosować do nich.

30,128 Ostatnio edytowany przez Muqin (2025-11-23 19:47:35)

Odp: 30lat i cały czas sam

Jack - bez względu na przyczyny czyli turbofeminazistki - sytuacje jest jaka jest. Kobiety w wojsku mianowicie są. Istnieją i nijak się ich stamtąd wyautować nie da. Czy są na własne życzenie - i owszem, są bo chcą. Nawet jeśli się wedle ciebie kompletnie nie nadają. Jeśli to NATO im w Polsce otworzyło drzwi to wlazły - nie pozbędziesz się, tak jak dawniej już nie będzie. Wlazły o tyle na własne życzenie,  że żadnej się do korzystania z istniejącej furtki nie zmusza. Przy okazji czyżby NATO już zostało tak zdominowane przez turbofeminazistki, że żadnego prawdziwego mężczyzny tam nie ma iżby stosowny opór stawił zwyrodniałym babsztylom? To by oznaczało, że wszystko stracone...przywrócenie ZSW nic nie pomoże... pora wziąć całun i czołgać się w kierunku cmentarza.
Czy się kobiety jako takie nie nadają do wojska  - temat na całkiem osobną rozmowę. IMHO to są mężczyźni, którzy się kompletnie nie nadają i najprawdopodobniej kobiety, które się nadają jak najbardziej.

Te właśnie cechy charakteru i wartości miałam na myśli odnosząc się do tego, co Adam napisał - kobiety się też pozmieniały, innych cech chcą, nie że wszystkie, ale wystarczająco wiele, żeby obrazek się zdołał zmienić.

Oni są odklejeni... no stara ciotka na kanapie, jak nic smile

30,129

Odp: 30lat i cały czas sam
Rumunski_Zolnierz napisał/a:
strarzak sam napisał/a:

Dlaczego nie próbujesz ze studentkami ? Autko masz, zabierzesz tu i tam, miasto pokażesz, pomożesz w przygotowaniach do kolosa. Na długi związek to nie, ale co by się nie nudzić zimową porą...


Wiem, że to co napiszę teraz będzie mocno nielogiczne w świetle tych wszystkich moich postów, ale kobietę do związku mógłbym znaleźć tak naprawdę w przeciągu 1 tygodnia.

Tak, dobrze przeczytaliście.

Aczkolwiek cały problem polega na tym, że ja chciałbym, aby ta kobieta była chociaż trochę ładna i żeby nie wyglądała jak czołg z kartoflaną twarzą.

I tutaj zaczynają się prawdziwe schody, bo te ładne dawno pozajmowane i zaobrączkowane...

Powiedzcie sami, jaki jest sens bycia z drugą osobą, kiedy ta obrzydza was seksualnie do takiego stopnia, że odechciewa się robić kolacji?


Jack Sparrow napisał/a:

Jakiś bezpieczny układ z utrzymanką to też nie jest głupie.


Ale ja już przerabiałem coś podobnego z moją byłą Escortką.
Doszedłem do wniosku, że nie chcę płacić kobiecie za to, aby się ze mną spotykała.
Cała frajda polega właśnie wtedy, kiedy kobieta sama z siebie chce się z Tobą spotykać i sypiać, a nie dlatego, że jej dajesz kopertę do ręki.

Zamiast tego chodzę raz na jakiś czas na te płatne masaże erotyczne - bo tutaj jest czysta usługa, a przyjemność podobna.

i tu moze byc pies pogrzebany, ze i ty mozesz byc takim kartoflem dla kobiet i tez wola juz byc same.

30,130

Odp: 30lat i cały czas sam
Muqin napisał/a:
AdamJeden napisał/a:

Najpierw wyjaśnię swoje zdanie, które skróciłem maksymalnie, nie przypuszczając że ktoś temat podejmie.
"brzęczenie kobiet" - jest bez ironii, po prostu bez kobiet mężczyźni potrafią się bardzo dobrze skoncentrować na zadaniu i celu. Takimi nas natura stworzyła.
Oczywiście zalet służby wojskowej nawet skrótowo nie wymieniłem, bo byłoby to bardzo długie, ograniczyłem się do słowa "musisz". Począwszy od A jak "asertywny" a skończywszy na Z jak "zdecydowany".
I ostatnia rzecz - mężczyzna po wojsku jest o niebo bardziej wartościowy dla kobiety. Słowem kluczem w tym przypadku jest "sprawczy". Co to oznacza ? że ma określone umiejętności (diagnozowania i rozwiązywania problemów) i w miarę potrzeby je odpowiedzialnie użyje. Oczywiście co do zasady, bo przecież ludzie są różni. Chodzi tu zarówno o podjęcie decyzji np. w wychowaniu dzieci jak i osiąganiu celów długofalowych lub wymagających odwagi.

Zdecydowanie pobrzmiewa mi w tym, co napisałeś tęsknota za tym, co było i klimat "kiedyś było lepiej"... smile
Podział na "świat mężczyzn" i "świat kobiet" zaś nam się od jakiegoś czasu niweluje i kierunek wydaje się być określony. Tak  jak było to już nie będzie, bo tego rodzaju zmiany społeczne/cywilizacyjne mają jeden kierunek ruchu.

Czyżbyś uznawał, ze kobiety jako takie z racji płci nie są w stanie skoncentrować się na zadaniu i celu? Obserwacja obecnej rzeczywistości temu przeczy. Zresztą chyba zawsze potrafiły, tyle że inne były ich  cele oraz zadania w innej rzeczywistości. Kwestia raczej sposobu socjalizacji niż stricte płci.
Przypomnę przy okazji - w wojsku kobiety już są, i to na własne życzenie. Przywrócenie ZSW dla mężczyzn mogło by już spowodować ostry protest, bo gdzie równouprawnienie? To żart, chociaż zmiany idą tak szybko, że sama czasem nie mam pewności, czy aby ten mój żart jest faktycznie żartem.

Natura stworzyła? Natura to takie cudownie enigmatyczne coś, na co wygodnie się powołać, ale jak się tej naturze bliżej przyjrzeć to ona co najwyżej "stworzyła" nasz gatunek, mający nietypowy mózg i puściła to na luz, jak to natura... smile Dalej to już cywilizacja, od pierwotnej natury coraz odleglejsza.
Mężczyzna po wojsku jest bardziej wartościowy dla kobiety? Był. Owszem. Czy jest teraz - śmiem wątpić. Ta zmiana zaszła społecznie za mojego życia, pamiętam, jak tak faktycznie jeszcze było i jak to umierało śmiercią naturalną.

Naturalna odporność psychiczna w pewnym stopniu jest dana człowiekowi z urodzenia - łatwo o tym zapominamy, już na wstępie jesteśmy różni i pole manewru jest ograniczone. Osoby o słabszej odporności psychicznej zawsze były. W czasach trudnych giną pierwsze. Znane "co cie nie zabije, to cię wzmocni" - wersja wprost, zwyczajnie giną. Albo im się charakter wypacza, czasem nieodwracalnie, cech paskudnych nabierają, łącznie z podejściem "po trupach do celu", co w warunkach trudnych jest koniecznością, ale czy jest czymś tak ogólnie wspaniałym?

Nicowanie pojęć, o którym piszesz to naturalna kolej rzeczy, od zarania dziejów. Jak czytam o lewicy to klimat "kiedyś było lepiej" czuję na milę. Kiedyś było inaczej. Miejscami może i lepiej, miejscami za to gorzej. O tym gorzej łatwo zapomnieć. I jeszcze biadanie nad obecnym, "złym" systemem wartości...oj, stara i marudna  ciotka na kanapie wyłazi smile A o upadku obyczajów, zmianie na gorsze systemu wartości i okropnej "dzisiejszej młodzieży" to już na tabliczkach klinowych pisano. To nie jest żart.

Tak sobie na tych młodych patrzę i się zastanawiam, czy oni są rzeczywiście tacy nieprzystosowani, czy raczej muszą się przystosować do tego, co mają dane. Do świata zauważalnie innego, niż świat ich rodziców, o dziadkach nie wspominając. Przez setki lat wzorce rodzicielskie dawało się powielić, bo się nie zmieniały tak szybko. Rodzic na pytanie "jak żyć" jakąś odpowiedź miał - dzisiejszy rodzic usiłuje uczyć dzieciaka tego, czego sam często nie ogarnia. Jasne, jakiś poziom tzw. mądrości życiowej się jeszcze zachował, ale już schodząc na poziom niżej - no sorki, dzisiejsze związki a relacje sprzed trzydziestu lat ... to jest inny świat, co się kiedyś sprawdzało dziś - niespecjalnie.
big_smile

Proszę następnym razem czytać ze zrozumieniem. Nie chce mi się tłumaczyć w miarę klarownie wyłożonej swojej opinii.
"Jack Sparrow" przeczytał ze zrozumieniem i próbował ci to tłumaczyć, za co mu tu dziękuję.

30,131

Odp: 30lat i cały czas sam

Czyli spadaj, głupia babo, tylko ciut uprzejmiej. Nie to nie.

30,132

Odp: 30lat i cały czas sam
Muqin napisał/a:

Czyli spadaj, głupia babo, tylko ciut uprzejmiej. Nie to nie.

Nie mam zamiaru cię obrażać ani się przekrzykiwać. Po prostu nie mam żadnej gwarancji, że chce ci się czytać ze zrozumieniem.
Nawet w tym jednym zdaniu komentarza powyżej wkładasz mi słowa, których nie użyłem.

30,133

Odp: 30lat i cały czas sam

Adam, ja nie jestem skłonna do kłótni, a już na pewno nie mam we zwyczaju akurat krzyczeć i w emocje silne wpadać smile Co do obrażania się  to też nie mam skłonności po temu ni  upodobania i jeszcze dodatkowo pamięć mam dobrą, ale nie jestem pamiętliwa.
Tym niemniej jeśli mi ktoś sugeruje, że mam kłopot z czytaniem ze zrozumieniem komplement to to nie jest. Napisałam zatem jak taki test odbieram - w sposób prosty napisałam jak jest. Podtekst bowiem jest jasny "za trudne dla ciebie, alboś za głupia albo za leniwa, Jack ci próbował objaśnić, nie dotarło, a mnie się nie chce".  Oczywiście, że nie zostało to powiedziane wprost. Czy miałeś zamiar jakikolwiek czy nie to ja nie wiem, w głowie ci nie siedzę smile wyszło jak wyszło.
Do tego, co napisałam odnieść ci się nie chciało - nie to nie, musu nie ma, nikt tu pańszczyzny na forum nie odpracowuje. smile

Adam,  jeśli nie masz ochoty ze mną rozmawiać, nie ma musu, ja się nie obrażę za taki drobiazg. Forum cierpliwe, i tak sobie przecież mogę pokomentować smile

30,134

Odp: 30lat i cały czas sam
AdamJeden napisał/a:

Najpierw wyjaśnię swoje zdanie, które skróciłem maksymalnie, nie przypuszczając że ktoś temat podejmie.
"brzęczenie kobiet" - jest bez ironii, po prostu bez kobiet mężczyźni potrafią się bardzo dobrze skoncentrować na zadaniu i celu. Takimi nas natura stworzyła.
Oczywiście zalet służby wojskowej nawet skrótowo nie wymieniłem, bo byłoby to bardzo długie, ograniczyłem się do słowa "musisz". Począwszy od A jak "asertywny" a skończywszy na Z jak "zdecydowany".
I ostatnia rzecz - mężczyzna po wojsku jest o niebo bardziej wartościowy dla kobiety. Słowem kluczem w tym przypadku jest "sprawczy". Co to oznacza ? że ma określone umiejętności (diagnozowania i rozwiązywania problemów) i w miarę potrzeby je odpowiedzialnie użyje. Oczywiście co do zasady, bo przecież ludzie są różni. Chodzi tu zarówno o podjęcie decyzji np. w wychowaniu dzieci jak i osiąganiu celów długofalowych lub wymagających odwagi.

Parę uwag do twojego tekstu.

"żyjemy dziś w tak komfortowych warunkach, że zaczęliśmy tracić naturalną odporność psychiczną" - nie ma czegoś takiego jak naturalna odporność psychiczna, wręcz odwrotnie, tej uczą nas z różnym skutkiem rodzice a potem powinna nauczyć właśnie służba wojskowa, nawet szkoła choć trochę.

"mamy mniej kontaktu z realnym stresem, więc później gorzej sobie z nim radzimy" - wg mnie mamy tyle samo stresu począwszy od podstawówki, jednak nie jesteśmy uczeni odporności na stres zarówno przez rodziców jak i przez "zasady współżycia społecznego". Akceptowane, jako wartościowe, jest pełne spektrum zachowań, popiera to obecna psychologia. To odprysk znacznie szerszego zagadnienia przenicowywania pojęć wprowadzanego przez lewicę.

"paradoks komfortu, który polega na tym, że nadmiar wygody wcale nie daje szczęścia" - zgadzam się, aby rozumieć pojęcie szczęścia należy rozumieć również pojęcie "braku szczęścia". Komfort to nie jest jednak szczęście, to jest tylko wygoda w czymś tam.

"Rozwiązaniem może być powrót do podstaw" - nie ma czegoś takiego, wychowanie determinują definiowane przez społeczeństwo warunki - ideologiczne, religijne, społeczne, kulturalne, ekonomiczne, geograficzne, geopolityczne, itd. Naród, społeczeństwo same definiują system wartości. Obecny jest zły, choćby z najbardziej jaskrawego i pozornie banalnego powodu - niski przyrost naturalny. Komfort nie jest niczemu winien.

Na zakończenie dodam tylko, że grupa młodych "nieprzystosowanych" nie jest jeszcze tak bardzo liczna, jak przedstawiają to media ale rośnie systematycznie zarówno ilościowo jak i "jakościowo". Potocznie mówiąc - staczamy się, a znając życie - kiedyś tych młodych ludzi to będzie drogo kosztować. Nie tyle indywidualnie, co jako społeczeństwo.

Dzięki za rozwinięcie myśli o "brzeczących kobietach". Faktycznie skrótowo można było to różnie odebrać. Pozwolę sobie odnieść się do kilku kwestii, zwłaszcza tam, gdzie oboje widzimy to inaczej.

Jeśli chodzi o odporność psychiczną, to jednak nie zgodzę się, że "nie ma czegoś takiego jak naturalna”. Oczywiście ogromna część odporności jest kształtowana - przez rodziców, szkołę czy wojsko, ale istnieją też wrodzone predyspozycje, takie jak temperament, progi reaktywności czy podatność na stres. Psychologia i neurobiologia mówią o tym dość jednoznacznie. Problem polega bardziej na tym, że nawet jeśli ktoś ma pewien "pakiet startowy”, to bez regularnej ekspozycji na trud i niewygodę ta odporność się nie rozwija. I właśnie tego jest dziś mało, bo codzienność stała się wygodna, a wiele trudnych sytuacji można po prostu ominąć. Kiedyś trzeba było brać się z życiem za bary, w przeciwnym razie zwyczajnie nie dało się funkcjonować. Dziś wiele rzeczy można przełożyć, obejść albo zignorować - i to właśnie powoduje, że część ludzi nie uczy się konfrontowania z realnymi wyzwaniami. Nie w wygodzie leży problem, tylko w jej nadmiarze i braku równowagi.

Nie zgodzę się też, że dziś mamy "tyle samo stresu co kiedyś”. Ilościowo może tak, ale jakościowo zupełnie nie. Dawniej stres był bardziej powiązany z realnym działaniem, a nie z ciągłym przebodźcowaniem informacyjnym, porównaniami społecznymi czy presją otoczenia. Stres, który ma ujście w działaniu, wzmacnia. Stres, który wiąże się z bezsilnością i chaosem - osłabia. I to właśnie miałam na myśli, pisząc o mniejszym kontakcie z realnym stresem. Nie chodzi o to, że go nie ma, tylko że nie jest tego typu, który buduje odporność.

Co do komfortu - sam komfort nie jest winowajcą. Problem pojawia się wtedy, gdy komfort jest jedynym środowiskiem, a człowiek nie doświadcza żadnego realnego wysiłku. Psychika działa podobnie jak mięśnie - brak obciążenia prowadzi do osłabienia i to jest sedno problemu. Nie twierdzę, że komfort "psuje ludzi”, tylko że jego nadmiar bez przeciwwagi powoduje spadek tolerancji na trud.

Piszesz, że nie ma powrotu do podstaw, bo wychowanie zależy od warunków społecznych i ideologicznych. I to prawda, ale mimo tego istnieją przecież pewne uniwersalne wartości: odpowiedzialność, dyscyplina, praca nad sobą, gotowość na wysiłek. Te rzeczy były ważne w każdej epoce i w każdym ustroju, różniły się tylko metody ich przekazywania. Dlatego uważam, że mówienie o powrocie do podstaw ma sens - tu jako powrót do wartości.

W kwestii wojska akurat w dużej mierze się zgadzamy. Rzeczywiście kształtuje ono sprawczość, umiejętność działania pod presją i odpowiedzialność. Nie zgadzam się jedynie z ujęciem, że bez kobiet mężczyźni potrafią się lepiej skoncentrować. To nie wynika z obecności lub braku kobiet, tylko z dynamiki grupy męskiej, która jest bardziej zadaniowa i rywalizacyjna. W grupach kobiecych działa to tak samo - to raczej nie kwestia płci jako takiej, tylko warunków.

Na koniec - tak, grupa młodych ludzi nieprzystosowanych do dorosłego życia rośnie, choć media to czasem przerysowują. Zgadzam się jednak, że jeżeli nic się nie zmieni, to koszty poniesie całe społeczeństwo, nie tylko jednostki. I właśnie dlatego uważam, że warto mówić o roli niewygody, wysiłku i dyscypliny w budowaniu psychicznej odporności, bo to one są fundamentem, niezależnie od epoki i polityki.

30,135

Odp: 30lat i cały czas sam
AdamJeden napisał/a:

Jako facet powiem krótko "obowiązkowa roczna służba wojskowa". Część mężczyzn odkryłaby słowo "musisz" i zrozumiałaby jego znaczenie. Wśród mężczyzn, bez brzęczenia kobiet, przychodzi to o wiele łatwiej.

Akurat z tym się zgodzę tylko raczej nie roczna. Ciężko sobie wyobrazić by to przeszło w dzisiejszych czasach ale już na przykład pół roku jak najbardziej. Moim zdaniem jednak to powinno być mocno zreformowane i wątpię by to było w ogóle możliwe w obecnej postaci wojska polskiego. Musieliby uczyć rzeczy potrzebnych, użytecznych również w cywilu i dostosowanych do współczesnego pola walki, a tego nie ma nawet w wojsku zawodowym.

Priscilla napisał/a:

Nie wiem, czy ma to związek z kobietami, ale zgadzam się, że służba wojskowa istotnie mogłaby być remedium na opisywany problem. Już piszę dlaczego.

Główna teza stawiana przez autorów nagrania jest prosta: żyjemy dziś w tak komfortowych warunkach, że zaczęliśmy tracić naturalną odporność psychiczną. Technologia, łatwy dostęp właściwie do wszystkiego, unikanie trudnych sytuacji - z jednej strony ułatwia nam to życie, a z drugiej powoduje, że każda najmniejsza przeszkoda urasta do rangi tragedii. Mamy mniej kontaktu z realnym stresem, więc później gorzej sobie z nim radzimy.
Pojawia się też ciekawa obserwacja, że im bardziej unika się niewygody, tym bardziej rośnie w nas lęk. I tak młodzi ludzie unikają starć twarzą w twarz, ryzyka i niestety odpowiedzialności, a potem nagle zwykła rozmowa czy decyzja stają się przesadnie stresujące.

Warto też zwrócić uwagę na paradoks komfortu, który polega na tym, że nadmiar wygody wcale nie daje szczęścia. Wręcz przeciwnie - zabiera poczucie sprawczości, satysfakcję z wysiłku, a nawet zwykłe poczucie sensu. W pewnym momencie wszystko staje się nijakie.

Rozwiązaniem może być powrót do podstaw, czyli ruch, dyscyplina (patrz: myśl AdamaJeden), robienie trudnych rzeczy, branie odpowiedzialności za swoje wybory, bardzo świadome wystawianie się na niewygodę, bo to właśnie ona buduje charakter.
Jednym słowem, problem nie polega na tym, że świat jest dziś trudniejszy, ale że ludzie stali się mniej zahartowani, bo życie stało się aż za wygodne.

To wszystko brzmi dziwnie znajomo, prawda, Shini? Zatem z czym się nie zgadzasz?

Nie do końca się z tobą zgodzę. Faktycznie to prawda, że często nawet malutkie przeszkody urastają do rangi tragedii ale to nie jest wina słabej wytrzymałości psychicznej młodych ludzi tylko tego, że oni bardzo często nie mają prawa do popełniania błędów. Nie chodzi o realną, fizyczną karę za popełnienie jakiegoś błędu tylko nieustanną krytykę i mieszanie z błotem. Rodzice pokolenia Z często są bezlitośni w wytykaniu błędów, rówieśnicy jeszcze bardziej, a internet najbardziej. Każdy nawet najmniejszy błąd kończy się zmieszaniem z błotem i niszczeniem czyjejś samooceny. Gdyby ci wszyscy młodzi ludzie słyszeli "w porządku, raz ci się nie udało, nie przejmuj się i próbuj dalej" zamiast "jesteś nic nie wart, nic z ciebie nie będzie" to sytuacja wyglądałby zupełnie inaczej. Nie ma rozwoju bez popełniania błędów i uczenia się na nich, a znaczna część mojego pokolenia jest wychowana w przekonaniu, że nie ma prawa do żadnych błędów. Co dokładniej oznacza unikanie niewygody? Pytam całkowicie poważnie bo nie znam nikogo kto mógłby się tą wygodą w życiu pochwalić.

To prawda, że nadmiar wygody nie uszczęśliwia tylko wręcz przeciwnie ale znowu czym jest nadmiar wygody? Jeśli ktoś jest na przykład tak bogaty, że nie musi dosłownie nic robić i mógłby całe dnie leżeć to zdecydowanie można stracić poczucie sensu o ile w ogóle ktoś taki kiedykolwiek je miał. Tyle, że takie przypadki są raczej bardzo rzadkie. Domyślam się co będziesz chciała tu napisać. Że obecny stan większości młodych już jest nadmiarem wygody bo przecież mają dach nad głową, mają co jeść, ciepłą wodę w domu czy już szczególnie smartfony i stały dostęp do internetu. Tyle, że oni już się urodzili w takich warunkach i są one tak oczywiste, że mało kto się zastanawia jak byłoby bez tego wszystkiego. Tak na prawdę jedynymi do kogo można mieć tu jakiekolwiek pretensje to do rodziców, że nigdy nie wytłumaczyli i nie nauczyli swoich dzieci, że ich sytuacja już jest wygodą.

Oczywiście, że współczesny świat jest trudniejszy tylko w inny sposób niż kiedyś. Kiedyś była komuna, bieda, puste półki, słynne "kartki", milicja z pałkami, jeszcze dawniej była wojna, okopy, gaz musztardowy, obozy, zsyłki itd, a jeszcze dawniej były jeszcze inne problemy. Dziś jest koszmarne przebodźcowanie, ocenianie na każdym kroku, porównywanie z niemal całym światem, nieustanny stres, niepewność czy kiedykolwiek będzie mnie stać nie tylko na mieszkanie ale nawet na kredyt, wizja całkowitego braku emerytur, lęk przed ewentualną wojną i jeszcze sporo by się tego znalazło. Współczesne problemy są nieporównywalne z dawniejszymi jeśli spojrzeć na nie wyłącznie egzystencjonalnie. Jednak jeśli chodzi o uszczerbek na zdrowiu psychicznym czy również fizycznym spowodowany na przykład tak dużą ilością stresu to te współczesne mogą być na podobnym poziomie.

Nie zgadzam się z podejściem do tematu przez wielu ludzi starszych niż pokolenie Z bo oni patrzą wyłącznie ze swojej perspektywy. Nie wiedzą jak to jest całe życie mieć samoocenę szorujacą po dnie czy żyć w nieustannym stresie, a i tak gadają, że przecież ci młodzi to nie wiedzą czym są prawdziwe problemy bo nigdy nie głodowali. To prawda, nie głodowali co jest przecież jednym z największych sukcesów rozwoju cywilizacji. Wszystkie starsze pokolenia pracowały właśnie na to by ich potomkowie nie musieli głodować, a teraz mają pretensje, że ci potomkowie nie wiedzą jak to jest.

Na koniec jeszcze jedno. Mógłby mi ktoś wytłumaczyć co ma wspólnego wojsko, a już szczególnie zasadnicza służba z decyzyjnością, sprawczością, umiejętnością rozwiązywania problemów, a już zwłaszcza z asertywnością? Przecież mowa o instytucji, w której wszystko robi się na rozkaz, przełożony jest bogiem i każde jego słowo choćby najbardziej nielogiczne na być uznane za prawdę absolutną. Jaka decyzyjność skoro wszystko jest na rozkaz? Jaka sprawczość skoro twój los niemal całkowicie zależy od przełożonego i państwa? Jaka umiejętności radzenia sobie z problemami skoro żołnierz na wykonywać rozkazy bez zadawania pytań? Jaka asertywność skoro za sprzeciwienie się przełożonemu lub tym bardziej nie wykonanie rozkazu jest wyrok?

30,136

Odp: 30lat i cały czas sam
Priscilla napisał/a:

umiejętność działania pod presją i odpowiedzialność. Nie zgadzam się jedynie z ujęciem, że bez kobiet mężczyźni potrafią się lepiej skoncentrować. To nie wynika z obecności lub braku kobiet, tylko z dynamiki grupy męskiej, która jest bardziej zadaniowa i rywalizacyjna. W grupach kobiecych działa to tak samo - to raczej nie kwestia płci jako takiej, tylko warunków.

Kwestie płci w wojsku. Tu również używałem skrótu zakładając, że większość w wojsku przeznaczona do walki to mężczyźni. Zgadzam się, że grupy jednopłciowe są o wiele bardziej efektywniejsze.

Zresztą tych skrótów stosowałem więcej. Ale zasadniczo zgadzamy się we wszystkim w tematach, które zapoczątkowałaś. Podobna optyka na tyle zagadnień na poziomie forum to już jest niezłe osiągnięcie. Moim zdaniem.

30,137

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Na koniec jeszcze jedno. Mógłby mi ktoś wytłumaczyć co ma wspólnego wojsko, a już szczególnie zasadnicza służba z decyzyjnością, sprawczością, umiejętnością rozwiązywania problemów, a już zwłaszcza z asertywnością? Przecież mowa o instytucji, w której wszystko robi się na rozkaz, przełożony jest bogiem i każde jego słowo choćby najbardziej nielogiczne na być uznane za prawdę absolutną. Jaka decyzyjność skoro wszystko jest na rozkaz? Jaka sprawczość skoro twój los niemal całkowicie zależy od przełożonego i państwa? Jaka umiejętności radzenia sobie z problemami skoro żołnierz na wykonywać rozkazy bez zadawania pytań? Jaka asertywność skoro za sprzeciwienie się przełożonemu lub tym bardziej nie wykonanie rozkazu jest wyrok?

Właśnie tego dowiedziałbyś się w wojsku. Masz dziecinne wyobrażenie o wojsku ukształtowane przez media chcące obrzydzić młodym ludziom służbę wojskową, zresztą tak jak i małżeństwo (w tym szczególnie wierność w związku), rodzinę, dzieci, religię, itd. itd.
Wypisywanie argumentów i pacyfistyczne deklaracje oraz dziesiątki stereotypów i obrzydzania wojska przez niektóre media wykrzywia obraz rzeczywistości w której żyjemy. Ale to już inny temat.

30,138 Ostatnio edytowany przez Muqin (2025-11-24 19:15:29)

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

To prawda, że nadmiar wygody nie uszczęśliwia tylko wręcz przeciwnie ale znowu czym jest nadmiar wygody? Jeśli ktoś jest na przykład tak bogaty, że nie musi dosłownie nic robić i mógłby całe dnie leżeć to zdecydowanie można stracić poczucie sensu o ile w ogóle ktoś taki kiedykolwiek je miał. Tyle, że takie przypadki są raczej bardzo rzadkie. Domyślam się co będziesz chciała tu napisać. Że obecny stan większości młodych już jest nadmiarem wygody bo przecież mają dach nad głową, mają co jeść, ciepłą wodę w domu czy już szczególnie smartfony i stały dostęp do internetu. Tyle, że oni już się urodzili w takich warunkach i są one tak oczywiste, że mało kto się zastanawia jak byłoby bez tego wszystkiego. Tak na prawdę jedynymi do kogo można mieć tu jakiekolwiek pretensje to do rodziców, że nigdy nie wytłumaczyli i nie nauczyli swoich dzieci, że ich sytuacja już jest wygodą.

Wiesz, Shini, ta nieszczęsna "wygoda" to jest przeraźliwie niejasne pojęcie i  ewidentnie subiektywne.  Jak ktoś latał do studni po wodę to mu się zimna woda ale w kranie w sieni wygodą zdaje. Ma wygodniej niż miał - ma. Uczciwie mówi - wygodnie jest. Dla kogoś urodzonego i wychowanego w domu z łazienką taka zimna w kranie w przedpokoju  już wygodą nie jest. W ramach uzdrowienia psychiki należy zatem odejść od mieszkań z ciepłą wodą ? Troszkę absurdalnie.
Również osoby, które urodziły się w sytuacji, w której teoretycznie mogą do końca życia palcem nie ruszyć są wychowywane i to w bardzo różny sposób. Mogą wyrosnąć na ludzi co nijakiego sensu w robieniu czegokolwiek nie widzą, ale wcale nie muszą, to kwestia wychowania. Miałam okazję poznać osobiście takich, co teoretycznie nic nie musieli, a zasuwali jak małe parowozy. Z poczuciem sensu, zadowoleniem i zapałem.
"Młodym od tej wygody życia się w głowach poprzewracało, słabi są, byle trudność ich rozwala, nie mają pojęcia, co to są prawdziwe problemy i wyzwania, z życiem sobie nie radzą, słabeusze żałosne"...toż ja to znam, pamiętam...to już było. Ci, co przeżyli wojnę tak oceniali tych, co się po wojnie urodzili.  I ja to wyobraź sobie pamiętam, doskonale. Aż czasem się miało chęć, żeby jakaś wojna wybuchła, bomby poleciały... człek się autentycznie czuł winny temu, że wojny nie przeżył.


Shinigami napisał/a:

Na koniec jeszcze jedno. Mógłby mi ktoś wytłumaczyć co ma wspólnego wojsko, a już szczególnie zasadnicza służba z decyzyjnością, sprawczością, umiejętnością rozwiązywania problemów, a już zwłaszcza z asertywnością? Przecież mowa o instytucji, w której wszystko robi się na rozkaz, przełożony jest bogiem i każde jego słowo choćby najbardziej nielogiczne na być uznane za prawdę absolutną. Jaka decyzyjność skoro wszystko jest na rozkaz? Jaka sprawczość skoro twój los niemal całkowicie zależy od przełożonego i państwa? Jaka umiejętności radzenia sobie z problemami skoro żołnierz na wykonywać rozkazy bez zadawania pytań? Jaka asertywność skoro za sprzeciwienie się przełożonemu lub tym bardziej nie wykonanie rozkazu jest wyrok?

Wojsko jako twór ewidentnie hierarchiczny to szczerze mówiąc nie wydaje się najlepszym do akurat ćwiczenia asertywności.

Asertywna odmowa wykonania rozkazu dowódcy brzmi ciut komicznie.

Odnośnie tej obowiązkowej służby wojskowej dla wszystkich młodych mężczyzn to doskonale pamiętam teksty "obowiązkowa służba wojskowa uczyni z chłopca mężczyznę" ... i równie doskonale pamiętam, jakie to miało przełożenie na real. Obowiązkowa służba wojskowa w czasie pokoju to produkt okresu II RP, przedtem takie coś zwyczajnie nie istniało, istniały przymusowe pobory do wojska na innych zasadach. Jak było za II RP to nie wiem, może wtedy rzeczywiście ona jakoś charaktery kształtowała? ale wtedy świat ogólnie jednak inny był.  Podobnie jak we wczesnym PRL-u też nie wiem, jak było, oprócz tego, że pamiętam teksty "to wojsko to w ogóle nie wojsko tylko komunistyczne zwyrodnienie" w wykonaniu iluś wojskowych przedwojennych.  Ale późniejszy PRL... to już akurat wiem i pamiętam. Zarówno opowieści kolegów, co musieli przez to przejść bo im się wyłgać nie udało oraz tych, co to zasadniczo iść nawet chcieli bo im się wydawało, że będzie jakoś,  a okazało się jakby zupełnie inaczej i pamiętam też to, że do pociągu, którym jechali ci przechodzący do rezerwy strach było wsiąść, no żesz wspaniali mężczyźni, jeden w drugiego, cudownie ukształtowani, o wysokim morale widocznym z dala, znakomite oparcie dla każdej kobiety ... jakby ktoś nie zauważył, to ostatnie to ironia.

Shini, to pokolenie Z jest chyba tak naprawdę pierwszym, które musi sobie poradzić z obciążeniem nieznanym dotychczas czyli z nadmiarem informacji, wszechobecnych, przytłaczających i całkiem nieuporządkowanych.  Niemal w kołysce podłączeni do neta i smartfona, bo tak się porobiło. Straszna presja, bardzo duże obciążenie dla młodego umysłu, psychiki. Niesamowite tempo, nie dziw, ze łatwo ogłupieć, zgubić się. Zwłaszcza że starsze pokolenia nie mogą za bardzo wsparciem służyć i dobrych , sprawdzonych rad udzielić, bo oni tego nie przeżyli, zwyczajnie. Ich dzieciństwo było inne, tego to nie przeżyli.

30,139

Odp: 30lat i cały czas sam
blueangel napisał/a:

i tu moze byc pies pogrzebany, ze i ty mozesz byc takim kartoflem dla kobiet i tez wola juz byc same.


Ale ja to w 100% rozumiem, dlatego daje sobie czas do 35 r.ż. na znalezienie dziewczyny, a jak się nie uda, to przeskakuje w tryb 100% escortki i wypisuje się z rynku matrymonialnego.

I tyle wink

30,140

Odp: 30lat i cały czas sam
Muqin napisał/a:

Czyli spadaj, głupia babo, tylko ciut uprzejmiej. Nie to nie.


Ty po prostu nie rozumiesz zagadnienia i rozmowa z tobą na ten temat, to jak rozmowa z daltonista o kolorach. Czasem człowiekowi nie chce się strzepić ryja na wyjaśnianie podstaw.



Priscilla napisał/a:

Piszesz, że nie ma powrotu do podstaw, bo wychowanie zależy od warunków społecznych i ideologicznych. I to prawda, ale mimo tego istnieją przecież pewne uniwersalne wartości: odpowiedzialność, dyscyplina, praca nad sobą, gotowość na wysiłek.

Wszystko co wymieniłaś nie pokrywa się komfortem (psychicznym i emocjonalnym), który obecnie jest forsowany jako najwyższa wartość.



Nie zgadzam się jedynie z ujęciem, że bez kobiet mężczyźni potrafią się lepiej skoncentrować. To nie wynika z obecności lub braku kobiet, tylko z dynamiki grupy męskiej, która jest bardziej zadaniowa i rywalizacyjna. W grupach kobiecych działa to tak samo - to raczej nie kwestia płci jako takiej, tylko warunków.

Możesz się nie zgadzać, taki jest fakt. Kobieta w męskiej grupie to przepis na dramat. ZAWSZE pojawi się napięcie seksualne. Zawsze pojawi się ktoś, kto przedłoży chęć zaimponowania dziuewuszce nad wykonanie zadania. Zawsze znajdzie się jakiś rycerz na białym koniu. To generuje ogromne problemy.




Shinigami napisał/a:

Moim zdaniem jednak to powinno być mocno zreformowane i wątpię by to było w ogóle możliwe w obecnej postaci wojska polskiego. Musieliby uczyć rzeczy potrzebnych, użytecznych również w cywilu i dostosowanych do współczesnego pola walki, a tego nie ma nawet w wojsku zawodowym.

Pół roku to można przewisieć na szelkach w kiblu. Dlatego misje zagraniczne trwają do 6 m-cy (z wyjątkiem USA), bo to zapobiega trwałym zmianom w psychice i urazom na tym podłożu (PTSD itp). Dlatego ZSW skrócono do 9m-cy, a potem je rozwiązano zamiast kolejny raz skracać. Poza tym wojsko nie jest od tego, żeby ćwiczyć umiejętności przydatne w cywilu. To nie jest jebane przedszkole i przytułek dla niedojd. To po twojej stronie leży nauczenie się korzystania z różnych umiejętności w taki sposób, aby poradzić sobie w życiu z różnymi problemami.

Faktycznie to prawda, że często nawet malutkie przeszkody urastają do rangi tragedii ale to nie jest wina słabej wytrzymałości psychicznej młodych ludzi tylko tego, że oni bardzo często nie mają prawa do popełniania błędów.

Nie pierdol. Nikt nie ma takiego prawa do błędów jak młode pokolenie. NIKT w historii ludzkości nie miał większego prawa do błędów niż wy.

30,141

Odp: 30lat i cały czas sam
AdamJeden napisał/a:
Shinigami napisał/a:

Na koniec jeszcze jedno. Mógłby mi ktoś wytłumaczyć co ma wspólnego wojsko, a już szczególnie zasadnicza służba z decyzyjnością, sprawczością, umiejętnością rozwiązywania problemów, a już zwłaszcza z asertywnością? Przecież mowa o instytucji, w której wszystko robi się na rozkaz, przełożony jest bogiem i każde jego słowo choćby najbardziej nielogiczne na być uznane za prawdę absolutną. Jaka decyzyjność skoro wszystko jest na rozkaz? Jaka sprawczość skoro twój los niemal całkowicie zależy od przełożonego i państwa? Jaka umiejętności radzenia sobie z problemami skoro żołnierz na wykonywać rozkazy bez zadawania pytań? Jaka asertywność skoro za sprzeciwienie się przełożonemu lub tym bardziej nie wykonanie rozkazu jest wyrok?

Właśnie tego dowiedziałbyś się w wojsku. Masz dziecinne wyobrażenie o wojsku ukształtowane przez media chcące obrzydzić młodym ludziom służbę wojskową, zresztą tak jak i małżeństwo (w tym szczególnie wierność w związku), rodzinę, dzieci, religię, itd. itd.
Wypisywanie argumentów i pacyfistyczne deklaracje oraz dziesiątki stereotypów i obrzydzania wojska przez niektóre media wykrzywia obraz rzeczywistości w której żyjemy. Ale to już inny temat.


To nawet mało powiedziane. On nawet nie rozumie czym jest rozkaz i hierarchia. Z reszta jak widać po tej dyskusji nie tylko on. Nic innego nie uczy tak solidarności, samodzielności i asertywności jak wojsko. 

Dowódca nie jest bogiem, nie jest nieomylny, a stanie pod rozkazem nie wyklucza myślenia - wręcz odwrotnie. Żołnierz po pierwsze ma prawo odmówić wykonania rozkazu w określonych okolicznościach. Po drugie, wojskowy rozkaz to nie to samo co rodzicielskie rozkazywanie. Rodzice mówią jak masz coś wykonać. Żołnierski rozkaz dotyczy celu. Nie sposobu. Dostajesz zadanie do wykonania. A jak je wykonasz to zależy od ciebie. Masz jedynie trzymać się w założonych parametrach/normach. Wydawanie rozkazów pozornie niemożliwych do wykonania ma zmusić cię do kreatywnego rozwiązywania problemów. Ale też z czasem ma cię nauczyć, ze nie wszystkie problemy da się wykonać.


Obejrzyjcie G.I.Jane i Generation Kill. Co do pierwszego filmu - tam jest słynna scena jak Moore mówi do Mortensena, żeby possał jej kutasa. To co doprowadziło do tej sytuacji, co punktował Master Chief - to jest problemem, o jakim rozmawiamy. W drugim, już serialu, jest taki typ - sgt. maj. Sixta. Jebie ich jak bure suki za byle gówno NON STOP. Wyzywa ich i przypierdala się o każdą, nawet najmniejsza głupotę. Na samym końcu serii, dosłownie w ostatnich minutach jest tego wyjaśnienie. Nie wprost, ale jest scena, która tego dotyczy. To miało odwrócić ich uwagę od rzeczywistego zagrożenia. Od tego, że będą odbierać życie i od tego, że mogą ginąć lub wylądować na wózku. Mają skupić się na pierdzie i się zaadaptować. Jak tego zabrakło, to chłopaki zaczęli się sypać, bo nie da się funkcjonować pod taką presją cały czas bez konsekwencji.

Dla pokolenia Z każdy stresor jest taki sam. Jak ma młody koleś zagadać do dziewczyny i zmierzyć się z odrzuceniem to dla nich jest jak walka o życie. Bo to mięczaki bez kręgosłupa, które (nie zawsze świadomie) wiedzą, że unikając sytuacji stresowych ostatecznie się z nich wymigają, bo nikt ich do niczego nie jest w stanie zmusić.

Zestresowany Shini "bez prawa do błędu" to 30stolatek żyjący u rodziców. 200 lat temu zapierdalałby w polu od 4-5 roku życia, a po skończeniu 15-18 by go wyjebali z chaty. On siedzi w swoim pokoju, za ścianą rodzice i biadoli jak to nie ma prawa do błędu żyjąc wygodniej niż królowie w średniowieczu. No nie da się do czegoś takiego podchodzić poważnie.

30,142

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:
AdamJeden napisał/a:
Shinigami napisał/a:

Na koniec jeszcze jedno. Mógłby mi ktoś wytłumaczyć co ma wspólnego wojsko, a już szczególnie zasadnicza służba z decyzyjnością, sprawczością, umiejętnością rozwiązywania problemów, a już zwłaszcza z asertywnością? Przecież mowa o instytucji, w której wszystko robi się na rozkaz, przełożony jest bogiem i każde jego słowo choćby najbardziej nielogiczne na być uznane za prawdę absolutną. Jaka decyzyjność skoro wszystko jest na rozkaz? Jaka sprawczość skoro twój los niemal całkowicie zależy od przełożonego i państwa? Jaka umiejętności radzenia sobie z problemami skoro żołnierz na wykonywać rozkazy bez zadawania pytań? Jaka asertywność skoro za sprzeciwienie się przełożonemu lub tym bardziej nie wykonanie rozkazu jest wyrok?

Właśnie tego dowiedziałbyś się w wojsku. Masz dziecinne wyobrażenie o wojsku ukształtowane przez media chcące obrzydzić młodym ludziom służbę wojskową, zresztą tak jak i małżeństwo (w tym szczególnie wierność w związku), rodzinę, dzieci, religię, itd. itd.
Wypisywanie argumentów i pacyfistyczne deklaracje oraz dziesiątki stereotypów i obrzydzania wojska przez niektóre media wykrzywia obraz rzeczywistości w której żyjemy. Ale to już inny temat.


To nawet mało powiedziane. On nawet nie rozumie czym jest rozkaz i hierarchia. Z reszta jak widać po tej dyskusji nie tylko on. Nic innego nie uczy tak solidarności, samodzielności i asertywności jak wojsko. 

Dowódca nie jest bogiem, nie jest nieomylny, a stanie pod rozkazem nie wyklucza myślenia - wręcz odwrotnie. Żołnierz po pierwsze ma prawo odmówić wykonania rozkazu w określonych okolicznościach. Po drugie, wojskowy rozkaz to nie to samo co rodzicielskie rozkazywanie. Rodzice mówią jak masz coś wykonać. Żołnierski rozkaz dotyczy celu. Nie sposobu. Dostajesz zadanie do wykonania. A jak je wykonasz to zależy od ciebie. Masz jedynie trzymać się w założonych parametrach/normach. Wydawanie rozkazów pozornie niemożliwych do wykonania ma zmusić cię do kreatywnego rozwiązywania problemów. Ale też z czasem ma cię nauczyć, ze nie wszystkie problemy da się wykonać.


Obejrzyjcie G.I.Jane i Generation Kill. Co do pierwszego filmu - tam jest słynna scena jak Moore mówi do Mortensena, żeby possał jej kutasa. To co doprowadziło do tej sytuacji, co punktował Master Chief - to jest problemem, o jakim rozmawiamy. W drugim, już serialu, jest taki typ - sgt. maj. Sixta. Jebie ich jak bure suki za byle gówno NON STOP. Wyzywa ich i przypierdala się o każdą, nawet najmniejsza głupotę. Na samym końcu serii, dosłownie w ostatnich minutach jest tego wyjaśnienie. Nie wprost, ale jest scena, która tego dotyczy. To miało odwrócić ich uwagę od rzeczywistego zagrożenia. Od tego, że będą odbierać życie i od tego, że mogą ginąć lub wylądować na wózku. Mają skupić się na pierdzie i się zaadaptować. Jak tego zabrakło, to chłopaki zaczęli się sypać, bo nie da się funkcjonować pod taką presją cały czas bez konsekwencji.

Dla pokolenia Z każdy stresor jest taki sam. Jak ma młody koleś zagadać do dziewczyny i zmierzyć się z odrzuceniem to dla nich jest jak walka o życie. Bo to mięczaki bez kręgosłupa, które (nie zawsze świadomie) wiedzą, że unikając sytuacji stresowych ostatecznie się z nich wymigają, bo nikt ich do niczego nie jest w stanie zmusić.

Zestresowany Shini "bez prawa do błędu" to 30stolatek żyjący u rodziców. 200 lat temu zapierdalałby w polu od 4-5 roku życia, a po skończeniu 15-18 by go wyjebali z chaty. On siedzi w swoim pokoju, za ścianą rodzice i biadoli jak to nie ma prawa do błędu żyjąc wygodniej niż królowie w średniowieczu. No nie da się do czegoś takiego podchodzić poważnie.

Jak z podręcznika przepisane. Właśnie po to jest wojsko,
A tak przy okazji, w czasach gdy wojsko było obowiązkowe to dla każdego zwykłego chłopaka po wojsku były czasy "za mundurem panny sznurem". Na pewno częściowym wytłumaczeniem jest, że nie było wakacji nad M.Czerwonym, w Gambi, Ghanie lub Dominikanie.

30,143

Odp: 30lat i cały czas sam

Oj to fakt. Nawet nie wiesz jak wiele kobiet kręci mundur.

Ale też wielu chłystków traktowało to jak okazję do zmierzenia się. Także są plusy i są minusy.

30,144 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2025-11-25 17:57:44)

Odp: 30lat i cały czas sam
AdamJeden napisał/a:

Właśnie tego dowiedziałbyś się w wojsku. Masz dziecinne wyobrażenie o wojsku ukształtowane przez media chcące obrzydzić młodym ludziom służbę wojskową, zresztą tak jak i małżeństwo (w tym szczególnie wierność w związku), rodzinę, dzieci, religię, itd. itd.
Wypisywanie argumentów i pacyfistyczne deklaracje oraz dziesiątki stereotypów i obrzydzania wojska przez niektóre media wykrzywia obraz rzeczywistości w której żyjemy. Ale to już inny temat.

Nie tylko media ale też całkiem sporo ludzi, którzy kilka lat temu byli i pewnie wciąż są w wojsku. Przez 5 lat studiów mniej więcej połowa każdej grupy to byli wojskowi. To co niemal każdy powtarzał tak samo to, że pierwszą rzeczą jakiej się w tym wojsku nauczyli to chlanie. Inną bardzo często powtarzaną rzeczą było, że zanim poszli do wojska nawet sobie nie wyobrażali jak można robić tak bezsensowne rzeczy jak tam. Oczywiście to wciąż tylko opowieści i pewnie znaczna ich część ma niewiele wspólnego z prawdą. Dodatkowo mowa tu niemal wyłącznie o szeregowych lub max podoficerach. Oficerów poznałem chyba że trzech i oni już trochę inaczej to przedstawiali.

Co do małżeństwa to sytuacja wygląda trochę inaczej. Tu media odegrały niewielką rolę. Trochę większą odgrywają historie kilku znajomych, którzy poprzez małżeństwo wpakowali się w takie bagno, że raczej już nigdy się z tego nie wygrzebią. Ale małżeństwo to tylko mały szczegół bo przecież zważywszy na jeden z największych problemów tego kraju chodzi o dzieci. Ja nie zamierzam ich mieć i nie wyobrażam sobie by cokolwiek mogło to zmienić. Na sobie widzę, że moi rodzice się na tych rodziców nigdy nie nadawali, a ja jeszcze bardziej się nie nadaje.

Muqin napisał/a:

Shini, to pokolenie Z jest chyba tak naprawdę pierwszym, które musi sobie poradzić z obciążeniem nieznanym dotychczas czyli z nadmiarem informacji, wszechobecnych, przytłaczających i całkiem nieuporządkowanych.  Niemal w kołysce podłączeni do neta i smartfona, bo tak się porobiło. Straszna presja, bardzo duże obciążenie dla młodego umysłu, psychiki. Niesamowite tempo, nie dziw, ze łatwo ogłupieć, zgubić się. Zwłaszcza że starsze pokolenia nie mogą za bardzo wsparciem służyć i dobrych , sprawdzonych rad udzielić, bo oni tego nie przeżyli, zwyczajnie. Ich dzieciństwo było inne, tego to nie przeżyli.

Z wszystkim wcześniejszym w pełni się zgadzam.

Dokładnie tak, starsze pokolenia nie są w stanie sobie nawet wyobrazić jak dużym obciążeniem dla układu nerwowego jest tak wielka ilość informacji. Cały czas, niemal bez przerwy napływają kolejne informacje i bodźce, a mózg nie tylko nie nadąża z ich przetworzeniem ale jeszcze nie ma prawie w ogóle przerw więc i regeneracji. To jest bardzo wyczerpujące zarówno psychicznie jak i fizycznie. Starsi ludzie mają pretensje do młodych, że czym oni mogą być zmęczeni mając 20-30 lat, a ci młodzi na prawdę są równie jeśli nie bardziej zmęczeni od nich w wieku 60-70 lat. Nie dlatego, że ciągle pracują tylko dlatego, że tak naprawdę w ogóle nie odpoczywają. Ta druga terapeutką, która zajmuje się głównie uzależnieniami opowiadała mi, że czasami ma co godzinę konsultacje z kolejnymi osobami od 8 rano do 20 i zdecydowana większość to nastolatki lub osoby we wczesnych latach 20. Niektórzy sami do niej przychodzą bo tak bardzo czują się jak zombie, że nie mogą już normalnie funkcjonować. Oni nie chcą żeby ich wyleczyła z uzależnienia tylko żeby ich nauczyła, że w ogóle da się żyć bez ciągłego siedzenia w telefonie, komputerze i ogólnie internecie.

30,145 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2025-11-25 18:11:53)

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Nie tylko media ale też całkiem sporo ludzi, którzy kilka lat temu byli i pewnie wciąż są w wojsku. Przez 5 lat studiów mniej więcej połowa każdej grupy to byli wojskowi. To co niemal każdy powtarzał tak samo to, że pierwszą rzeczą jakiej się w tym wojsku nauczyli to chlanie.

LOL. Pewnie. Jestem starszy od ciebie, a już za moich czasów było tak, że na bramie wyrywkowo alkomat był grany. I regularne narkotesty. A że niedawno miałem z MONem znowu skrzyżowaną drogę, to wiem, ze nic się tu nie zmieniło, bo dalej musiałem przejść m.in narkotesty.


Inną bardzo często powtarzaną rzeczą było, że zanim poszli do wojska nawet sobie nie wyobrażali jak można robić tak bezsensowne rzeczy jak tam.

Każde miejsce ma swoją specyfikę i poziom bezsensowności niektórych zadań.



Trochę większą odgrywają historie kilku znajomych, którzy poprzez małżeństwo wpakowali się w takie bagno, że raczej już nigdy się z tego nie wygrzebią.

Skarżyłeś się na alienację społeczną, wielokrotnie podkreślałeś, że nigdy nie byłeś zainteresowany nawiązywaniem żadnych relacji i w efekcie nie masz kolegów. A tu proszę - koledzy - w liczbie mnogiej - dzielą sie pikantnymi szczegółami ze swoich rozwodów.

Oczywiscie.


Dokładnie tak, starsze pokolenia nie są w stanie sobie nawet wyobrazić jak dużym obciążeniem dla układu nerwowego jest tak wielka ilość informacji.

Tia, bo każdy z nas - oprócz was - żyje z klapkami na oczach, nie używa TV, internetu, a ze znajomymi komunikujemy się jedynie gołębiami pocztowymi. Skończ pierdolić. WSZYSCY żyjemy w obecnych czasach.

I czym ty taki przemęczony jesteś? Mieszkasz  z RODZICAMI. Nie masz obowiązków domowych (jak singiel mieszkający samotnie), nie masz żony, ani dzieci, nie masz żadnych innych obowiązków poza pracą U SZWAGRA. Nie masz żadnych zobowiązań. A wciąż płaczesz jak ci ciężko. Rodzice ci sprzątają i gotują i gdyby ci stary nie wyskoczył z bojowym zadaniem od czasu do czasu to sam z siebie nawet palcem byś nie kiwnął. Więc skończ pierdolić jak ci to ciężko, bo normalnie słabo się robi normalnemu człowiekowi jak takie płaczliwe wynurzenia czyta.

30,146 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2025-11-25 18:30:05)

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:

I czym ty taki przemęczony jesteś?

normalnie słabo się robi

Tak szybkiego potwierdzenia tego o czym pisałem to chyba jeszcze tu nie miałem. Zadając to pytanie dałeś najlepszy możliwy dowód, że tego nie rozumiesz.

To może być jakaś opcja. Może zrobi ci się na tyle słabo, że choć przez chwilę nie będziesz się przypierdalać do wszystkiego.

30,147 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2025-11-25 20:18:20)

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Nie do końca się z tobą zgodzę. Faktycznie to prawda, że często nawet malutkie przeszkody urastają do rangi tragedii ale to nie jest wina słabej wytrzymałości psychicznej młodych ludzi tylko tego, że oni bardzo często nie mają prawa do popełniania błędów. Nie chodzi o realną, fizyczną karę za popełnienie jakiegoś błędu tylko nieustanną krytykę i mieszanie z błotem. Rodzice pokolenia Z często są bezlitośni w wytykaniu błędów, rówieśnicy jeszcze bardziej, a internet najbardziej. Każdy nawet najmniejszy błąd kończy się zmieszaniem z błotem i niszczeniem czyjejś samooceny. Gdyby ci wszyscy młodzi ludzie słyszeli "w porządku, raz ci się nie udało, nie przejmuj się i próbuj dalej" zamiast "jesteś nic nie wart, nic z ciebie nie będzie" to sytuacja wyglądałby zupełnie inaczej. Nie ma rozwoju bez popełniania błędów i uczenia się na nich, a znaczna część mojego pokolenia jest wychowana w przekonaniu, że nie ma prawa do żadnych błędów. Co dokładniej oznacza unikanie niewygody? Pytam całkowicie poważnie bo nie znam nikogo kto mógłby się tą wygodą w życiu pochwalić.

O ile wiem, to właśnie pokolenie Z jako pierwsze zaznało bezstresowego wychowania. To Wy byliście od małego motywowani do rozwoju, zapisywani na języki, zajęcia dodatkowe, różne aktywności, które w założeniu miały pomóc w dorosłym życiu. Wtedy też rodzice zaczęli coraz mocniej wchodzić w kompetencje nauczycieli, a całe pokolenie traktowane było z wyjątkową troską - chuchaniem, dmuchaniem i przekonaniem, że powinniście mieć więcej i lepiej niż rodzice, gdy byli w Waszym wieku.

Zmierzam do tego, że w swoim otoczeniu obserwuję coś zupełnie innego niż Ty to opisujesz, zaś Twój opis świetnie pasuje do większości domów z okresu mojego dorastania. Nie wydaje mi się, żeby podwarszawska miejscowość tak bardzo różniła się od przemysłowego południa kraju, żebyśmy oboje mogli mieć tak różne spostrzeżenia, zatem któreś z nas musi mieć zakrzywioną perspektywę.

Shinigami napisał/a:

Na koniec jeszcze jedno. Mógłby mi ktoś wytłumaczyć co ma wspólnego wojsko, a już szczególnie zasadnicza służba z decyzyjnością, sprawczością, umiejętnością rozwiązywania problemów, a już zwłaszcza z asertywnością? Przecież mowa o instytucji, w której wszystko robi się na rozkaz, przełożony jest bogiem i każde jego słowo choćby najbardziej nielogiczne na być uznane za prawdę absolutną. Jaka decyzyjność skoro wszystko jest na rozkaz? Jaka sprawczość skoro twój los niemal całkowicie zależy od przełożonego i państwa? Jaka umiejętności radzenia sobie z problemami skoro żołnierz na wykonywać rozkazy bez zadawania pytań? Jaka asertywność skoro za sprzeciwienie się przełożonemu lub tym bardziej nie wykonanie rozkazu jest wyrok?

Z dosyć oczywistych względów nie byłam w wojsku, ale widziałam, co wojsko robiło z młodych mężczyzn. Na przykład mój brat poszedł do niego będąc młodym chłopcem, a wyszedł mężczyzną. To był zupełnie inny człowiek - zahartowany, odpowiedzialny, zaradny.
Wiesz o co w tym chodzi? W wojsku jesteś zdany sam na siebie i po prostu musisz umieć sobie poradzić nie tylko w nowych, ale w każdych warunkach. Co więcej, batalion czy kompania to całość, tam nie ma miejsca dla mięczaków, którzy odstają. Jeśli odstajesz, to może być Ci ciężko, dlatego musisz się spiąć i robić wszystko na 100%, nie ma miejsca na rozczulanie się nad sobą. I nie mówimy tu o fali, która jest patologią, ale o mundurowej codzienności, gdzie każdy za każdego musi być pewny.
Jeśli nadal nie widzisz związku, to ja już nic z tym nie zrobię.


P.S.
Ten post napisałam już wczoraj, ale dopiero teraz zauważyłam, że go nie dodałam. W międzyczasie Jack i Adam temat uzupełnili, a przy tym zapewne mają na ten temat o tym większe pojęcie niż ja.

30,148 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2025-11-25 20:34:17)

Odp: 30lat i cały czas sam
AdamJeden napisał/a:

Zresztą tych skrótów stosowałem więcej. Ale zasadniczo zgadzamy się we wszystkim w tematach, które zapoczątkowałaś. Podobna optyka na tyle zagadnień na poziomie forum to już jest niezłe osiągnięcie. Moim zdaniem.

Ja też często stosuję skróty myślowe, choć forum nauczyło mnie, że one "lubią" prowadzić do nieporozumień, dlatego co prawda z różnym skutkiem, ale staram się tego unikać.
Co do reszty -  mogę się z tym tylko zgodzić wink

Jack Sparrow napisał/a:
Priscilla napisał/a:

Piszesz, że nie ma powrotu do podstaw, bo wychowanie zależy od warunków społecznych i ideologicznych. I to prawda, ale mimo tego istnieją przecież pewne uniwersalne wartości: odpowiedzialność, dyscyplina, praca nad sobą, gotowość na wysiłek.

Wszystko co wymieniłaś nie pokrywa się komfortem (psychicznym i emocjonalnym), który obecnie jest forsowany jako najwyższa wartość.

Nie jestem pewna, czy dobrze Cię zrozumiałam, ale zapewne masz na myśli komfort w bardzo wąskim znaczeniu, czyli takim, który zakłada unikanie wszystkiego, co trudne. A przecież to nie jest żaden realny komfort, tylko krótkotrwałe odcinanie się od rzeczywistości. Prawdziwy komfort psychiczny nie polega na tym, żeby życie było bezwysiłkowe, tylko żeby człowiek miał wystarczająco stabilny grunt pod nogami, by ten wysiłek w ogóle unieść. I właśnie do tego są potrzebne odpowiedzialność, dyscyplina i praca nad sobą.

Można więc odwrócić Twoje zdanie: nie ma trwałego dobrostanu bez tych "starych” wartości. Jeśli dziś są one odrzucane jako rzekomo sprzeczne z komfortem, to raczej dowód na niezrozumienie tego, czym naprawdę jest komfort psychiczny.

30,149

Odp: 30lat i cały czas sam
Priscilla napisał/a:

O ile wiem, to właśnie pokolenie Z jest tym, które jako pierwsze zaznało bezstresowego wychowania, było motywowane do rozwoju, mobilizowane do nauki języków i robienia wielu rzeczy, które w założeniu miały tym młodym ludziom pomóc w ich dorosłości. To właśnie wtedy rodzice zaczęli mieszać się w pracę nauczycieli i ogólnie chuchac i dmuchać na swoje pociechy, które musiały mieć więcej niż oni sami, kiedy byli w ich wieku.
Dążę do tego, że ja w swoim otoczeniu obserwuję coś zupełnie innego niż Ty to opisujesz, zaś Twój opis świetnie pasuje do większości domów z okresu mojego dorastania. Nie wydaje mi się, żeby podwarszawska miejscowość tak bardzo różniła się od przemysłowego południa kraju, żebyśmy oboje mogli mieć tak różne spostrzeżenia, zatem któreś z nas ma je zakrzywione.

Z dosyć oczywistych względów nie byłam w wojsku, ale widziałam, co wojsko robiło z młodych mężczyzn. Na przykład mój brat poszedł do niego będąc młodym chłopcem, a wyszedł mężczyzną. To był zupełnie inny człowiek - zahartowany, odpowiedzialny, zaradny.
Wiesz o co w tym chodzi? W wojsku jesteś zdany sam na siebie i po prostu musisz umieć sobie poradzić nie tylko w nowych, ale w każdych warunkach. Co więcej, batalion czy kompania to całość, tam nie ma miejsca dla mięczaków, którzy odstają. Jeśli odstajesz, to może być Ci ciężko, dlatego musisz się spiąć i robić wszystko na 100%, nie ma miejsca na rozczulanie się nad sobą. I nie mówimy tu o fali, która jest patologią, ale o mundurowej codzienności, gdzie każdy za każdego musi być pewny.
Jeśli nadal nie widzisz związku, to ja już nic z tym nie zrobię.

P.S.
Ten post napisałam już wczoraj, ale dopiero teraz zauważyłam, że go nie dodałam. W międzyczasie Jack i Adam temat uzupełnili, a przy tym zapewne mają na ten temat o tym większe pojęcie niż ja.

Jako pierwsze też wychowywało się już w erze internetu i nowoczesnych technologii, na które ludzki mózg w ogóle nie był gotowy. Napisałaś tu coś bardzo ważnego. "W założeniu" i "miały", taki był główny cel tego wszystkiego. Czy został osiągnięty, moim zdaniem nie bardzo. Kolejna bardzo ważna rzecz to "rodzice zaczęli chuchać i dmuchać". Skoro słusznie to zauważyłaś to powiedz mi dlaczego to dzieci są obwiniane za błędy rodziców? Nigdy nie byłem na przemysłowym południu, a to wszystko co opisuje to są moje całkowicie szczerze spostrzeżenia. Możliwe, że są zakrzywione ale innych nie mam.

W tej kwestii też mam totalnie odmienne informacje. Dosłownie każdy kogo znałem kto trafił do wojska w czasach obowiązkowej służby chyba nigdy nie powiedział na ten temat nawet jednego dobrego słowa. Wszyscy zawsze mówili, że to była mega patologia, chlanie, znęcanie się, kradzieże czy nawet gorsze zjawiska powszechnie dziś uznawane za przestępstwa. Jak mi kiedyś jeden gość opowiadał jakie robili tam sobie żarciki to czasami łapało niezłe obrzydzenie. Twój opis wojska praktycznie się nie różni od pobytu w więzieniu, a bardziej patologicznego środowiska już chyba nie ma. Nie ma miejsca na żaden indywidualizm czy odstawanie od wszystkich więc o jakiej sprawczości czy decyzyjności tu mówimy? Przecież to się wzajemnie wyklucza. Będąc małym trybikiem w większym mechanizmie nie podejmujesz żadnych decyzji tylko to samo co wszyscy i tak samo jak wszyscy. Nie masz kontroli nad tym co robisz bo musisz robić to co ktoś ci karze. Nie możesz sobie sama zdecydować co chcesz robić tylko robisz to co ci karzą. Czy ja na prawdę czegoś tu nie rozumiem? Jak dla mnie z tego wszystkiego co tu piszecie jedynym pasującym słowem jest "uległość". Piszesz o zahartowaniu ale dla mnie brzmi to właśnie jak młody, który trafił do więzienia za jakąś głupotę i wyszedł z niego jako grypsujący, a potem stał się recydywistą. Wcześniej był porządnym, spokojnym, uprzejmym człowiekiem, któremu noga się powinęła na jakiejś głupocie. Wyszedł jako bezwzględny kryminalista znieczulony na ludzką krzywdę. Tak to brzmi.

30,150

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

I czym ty taki przemęczony jesteś?

normalnie słabo się robi

Tak szybkiego potwierdzenia tego o czym pisałem to chyba jeszcze tu nie miałem. Zadając to pytanie dałeś najlepszy możliwy dowód, że tego nie rozumiesz.

To może być jakaś opcja. Może zrobi ci się na tyle słabo, że choć przez chwilę nie będziesz się przypierdalać do wszystkiego.


Skończ pierdolić.

Dżizas.


Najpierw płakałeś, że jesteś taką niedojdą, bo rodzice niczego od ciebie nie wymagali, a teraz pierdolisz, że to dlatego, że nie masz prawa do błędu i żyjesz w ciągłym stresie. Ja pierdole, jakim stresie? Mieszkasz z rodzicami, nie gotujesz i nie sprzątasz. Pracujesz u szwagra. W czasie wolnym robisz co chcesz. Nie masz żadnych obowiązków, żadnej odpowiedzialności, żadnych zobowiązań - ani finansowych, ani jakichkolwiek innych.

30,151

Odp: 30lat i cały czas sam
Priscilla napisał/a:

A przecież to nie jest żaden realny komfort, tylko krótkotrwałe odcinanie się od rzeczywistości.

Ale tak właśnie wygląda komfort (w szczególności emocjonalny) we współczesnej nowomowie.

30,152

Odp: 30lat i cały czas sam
Muqin napisał/a:

Adam, ja nie jestem skłonna do kłótni, a już na pewno nie mam we zwyczaju akurat krzyczeć i w emocje silne wpadać smile Co do obrażania się  to też nie mam skłonności po temu ni  upodobania i jeszcze dodatkowo pamięć mam dobrą, ale nie jestem pamiętliwa.
Tym niemniej jeśli mi ktoś sugeruje, że mam kłopot z czytaniem ze zrozumieniem komplement to to nie jest. Napisałam zatem jak taki test odbieram - w sposób prosty napisałam jak jest. Podtekst bowiem jest jasny "za trudne dla ciebie, alboś za głupia albo za leniwa, Jack ci próbował objaśnić, nie dotarło, a mnie się nie chce".  Oczywiście, że nie zostało to powiedziane wprost. Czy miałeś zamiar jakikolwiek czy nie to ja nie wiem, w głowie ci nie siedzę smile wyszło jak wyszło.
Do tego, co napisałam odnieść ci się nie chciało - nie to nie, musu nie ma, nikt tu pańszczyzny na forum nie odpracowuje. smile

Adam,  jeśli nie masz ochoty ze mną rozmawiać, nie ma musu, ja się nie obrażę za taki drobiazg. Forum cierpliwe, i tak sobie przecież mogę pokomentować smile

Dobrze, że masz dystans. Oczywiście, jak z każdą nieznajomą i znajomą mam ochotę rozmawiać, się człowiek uczy. Tylko jest mały problem. Ja piszę "czerwone jabłko", ty odczytujesz "żółta gruszka". Po prostu jeszcze nie znam języka, w którym jeśli napiszę "czerwone jabłko" ty przeczytasz "czerwone jabłko". Może być ? smile

30,153

Odp: 30lat i cały czas sam
Priscilla napisał/a:

O ile wiem, to właśnie pokolenie Z jako pierwsze zaznało bezstresowego wychowania. To Wy byliście od małego motywowani do rozwoju, zapisywani na języki, zajęcia dodatkowe, różne aktywności, które w założeniu miały pomóc w dorosłym życiu. Wtedy też rodzice zaczęli coraz mocniej wchodzić w kompetencje nauczycieli, a całe pokolenie traktowane było z wyjątkową troską - chuchaniem, dmuchaniem i przekonaniem, że powinniście mieć więcej i lepiej niż rodzice, gdy byli w Waszym wieku.

I tymi wychowujacymi jest np pokolenie X....

Sami sobie kuku zrobiliśmy. Nawet taka blachostka jak "zaliczenie gleby". No jak dzieciak ma rok czy dwa to oczywiście pomacham głową ze zrozumieniem ze boli, przytulę i juz. Ale jak mi krowa 15 lat beczy ze boli, oglądam rękę a tam ani zadrapania, ani opuchlizny, po prostu przygrzała o glebę trochę to sie za bardzo nie wczuwam. Potrafię sie nawet uśmiechnąć (co zresztą bylo czasem kością niezgody z małżowina ktora uwaza ze zawsze trzeba wspolczuc). Dzięki temu współczuciu przesiedziałem łącznie ze 150 godzin na sorze zeby sie dowiedzieć ze to lekkie obicie.

30,154

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Skoro słusznie to zauważyłaś to powiedz mi dlaczego to dzieci są obwiniane za błędy rodziców?


Tak zawsze było i zawsze będzie. Ten motyw masz choćby i w lekturach szkolnych.


Dosłownie każdy kogo znałem kto trafił do wojska w czasach obowiązkowej służby chyba nigdy nie powiedział na ten temat nawet jednego dobrego słowa.

Po pierwsze ty nie znasz takich ludzi, bo jak ja wstępowałem na ochotnika to już ZSW było na wylocie.


Wszyscy zawsze mówili, że to była mega patologia, chlanie, znęcanie się, kradzieże czy nawet gorsze zjawiska powszechnie dziś uznawane za przestępstwa

Tego nie było już w wojsku nawet za czasów starszych członków mojej rodziny, którzy też ZSW zaliczyli, tylko jeszcze w końcówce lat 90tych. Tak było przez chwilę w czasie zmiany systemu i chwilę po nim. Ale bardzo szybko to wyeliminowano, jeszcze właśnie przed wstąpieniem do NATO, które jest super cięte na tego typu zachowania.


Nie ma miejsca na żaden indywidualizm czy odstawanie od wszystkich więc o jakiej sprawczości czy decyzyjności tu mówimy?


Bo jesteś tępą pizdą oporną na jakąkolwiek wiedzę. Nie rozumiesz najprostszych rzeczy i mechanizmów. Już kilka razy na ten temat rozmawialiśmy, wszystko było ci tłumaczone przez kilka innych osób oprócz mnie, a ty ciągle zdziwiony. 

Unitaryzm nie jest zaprzeczeniem indywidualizmu. Wręcz odwrotnie. Już ci to Priscilla tłumaczyła - tam nie ma miejsca na bycie ospałą i ślamazarną pizdą. Każdy ma wykonywać swoje etatowe obowiązki perfekcyjnie, bo od tego zależy życie kolegów. Wojskowa indywidualność to nie kwestia ubioru i robienia tylko tego na co się ma ochotę. Tak życie nie wygląda NIGDZIE. To kwestia poznania swoich mocnych i słabych stron i wykorzystanie ich na konkretnych etatach. Bo innymi cechami musi charakteryzować się dobry radiooperator, innymi zwiadowca, innymi logistyk, innymi wojskowy lekarz czy ratownik.

30,155

Odp: 30lat i cały czas sam
Priscilla napisał/a:

]Z dosyć oczywistych względów nie byłam w wojsku, ale widziałam, co wojsko robiło z młodych mężczyzn. Na przykład mój brat poszedł do niego będąc młodym chłopcem, a wyszedł mężczyzną. To był zupełnie inny człowiek - zahartowany, odpowiedzialny, zaradny.


Bylem na granicy obowiązkowej i dobrowolnej służby. Chcieli mnie dostałem zaproszenie ale sie wymigałem.

Z tym wojskiem w tamtych czasach to roznie bywało. Zależy kto tam trafiał i gdzie. Jak ktos juz ułożony to często sie wk..wiał ze to strata czasu, ze nie ma ochoty w 12 chłopa w pokoju mieszkać, ze to odmóżdża. Zależy tez kto gdzie trafił. Raczej do służby się ludzie nie garnęli - chyba ze ktos na zawodowego chciał iść.

Z kolei inni rzeczywiście mogli sie jakos tam "poukladac" czy zmężniec.

Mam kolege któremu rodzina załatwiła obowiazkowa służbę na drugim końcu kraju. W idealnym momencie bo akurat zaczął ostro w dragi wchodzić. Do dziś mowi ze to chyba najlepszy "wypadek" w jego życiu

30,156

Odp: 30lat i cały czas sam
AdamJeden napisał/a:

Po prostu jeszcze nie znam języka, w którym jeśli napiszę "czerwone jabłko" ty przeczytasz "czerwone jabłko". Może być ? smile

No to już zależy - uda się albo i nie. Możliwe, pozostając przy owocowej analogii, że za jakiś czas, jeśli się oboje postaramy, zauważymy iż zasadniczo to żółta jabłkogruszka zarumieniona od słońca z jednej strony. smile


Koncepcja bezstresowego wychowania to lata 50-70- te ubiegłego wieku. Już za mojego dzieciństwa narzekano na nie, wtedy ono było nowym pomysłem pedagogicznym, jak wychowywano pokolenie Z to raczej było już pomysłem mocno przebrzmiałym.  W praktyce, bez podbudowy teoretycznej istniało także wcześniej, nazywało się to rozpieszczaniem. Z całą pewnością pokolenie Z nie jest żadnym pierwszym wychowywanym bezstresowo.

Bert, obowiązkowa ZSW jak każde rozwiązanie totalne i przymusowe miało wady i zalety także społeczne, ale to, jak słusznie piszesz - zależało od iluś czynników. 
Chłopak wyciągnięty siłą z  tzw. złego towarzystwa jasne, mógł na tym wygrać. Podobnie jak chłopak przymusowo wyrwany spod skrzydeł nadopiekuńczej mamusi. Albo taki wyciągnięty spod władzy ojca - tyrana. Na prostej zasadzie odizolowania od szkodliwego otoczenia i wstawienie w sytuację, w której byt czyli dach nad głową, żarcie i odzież miał zapewnione, uciec nie miał jak, zajecie jakieś miał, w dobrym układzie spotkał jakichś sensownych dorosłych czy sensownych kolegów, zawód czasem przy okazji zdobył.
Tyle że - ponieważ ZSW dotyczyła wszystkich, była, bo musiała być także grupa, której zaszkodziła i to bardzo, oraz jakaś grupa pomiędzy, w której życiu odbycie tej służby nic specjalnie nie zmieniło, no taka "przymusowa przerwa w życiorysie", da się przeżyć skoro mus, sensu za bardzo nie miało, ale nie uszkadzało zanadto czyli takie "po gęsi woda".

Ponieważ ja akurat tą ZSW pamiętam w praktyce społecznej sorki, ale nie jestem w stanie uznać,  że jest to jakiekolwiek panaceum na cokolwiek.
Że w ZSW były także zjawiska zwane patologią to oczywistość. Skala była różna, zależnie od czasu, miejsca, ludzi... twierdzenie, że tego nigdy nie było w ZSW to sorki, Jack, brednie. W systemie hierarchicznym na taką skalę takie zjawiska muszą się pojawić. W każdym, tego się zwyczajnie nie da wyeliminować w 100%.

30,157

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:

Dokładnie tak, starsze pokolenia nie są w stanie sobie nawet wyobrazić jak dużym obciążeniem dla układu nerwowego jest tak wielka ilość informacji.

Tia, bo każdy z nas - oprócz was - żyje z klapkami na oczach, nie używa TV, internetu, a ze znajomymi komunikujemy się jedynie gołębiami pocztowymi. Skończ pierdolić. WSZYSCY żyjemy w obecnych czasach.

Jako pokolenie znacznie wcześniejsze zdążyłam do internetu i ogólnie postępującej cyfryzacji dorosnąć i to stanowi, Jack. Zaczęłam internetu używać jak zaistniał,  ja zaś wtedy  już byłam zauważalnie dorosła czyli między innymi przygotowana do krytycznego podejścia i oceny informacji, prawidłowej i dojrzalej selekcji tychże. Jak powszechnie wiadomo umysł dziecka działa inaczej niż umysł osoby dorosłej. Poza tym  nie da się ukryć internet w fazie początkowej czy nawet ten sprzed 10 lat to było zupełnie co innego niż internet dla pokolenia Z, takiego internetu jak ja to ty, Jack zwyczajnie nie pamiętasz smile . Dla mnie internet był od początku tylko narzędziem, nauczyłam się używać, ale pozycję startową miałam inną niż pokolenie Z, bo byłam mianowicie dorosła. Owszem, żyję w dzisiejszych czasach, ale internet pełni od początku w moim życiu inną rolę niż w życiu pokoleń późniejszych.
To, że pokolenie Z jest pierwszym od kołyski powiązanym z mocną cyfryzacją świata to jest fakt, Jack. Z faktami się nie dyskutuje. Wszystkie poprzednie pokolenia pod tym względem były inne. Także milenialsi, bo doskonale pamiętam jak to było z internetem, TV itd gdy moje dziecko dorastało, pamiętam jak działały wtedy telefony komórkowe i co one umiały, a czego nie... niemłodam, ale sklerozy nie mam. Moje dziecię to Millenials, jeszcze zdążyło w miarę dorosnąć emocjonalnie i mentalnie  nim  to tak zaczęło wyglądać jak już było w pokoleniu Z i tak, jak jest teraz. 
Tak, żadne wcześniejsze pokolenie nie jest w stanie sobie wyobrazić siebie w sytuacji osób z pokolenia Z, bo żadne pokolenie wcześniejsze nie musiało sobie radzić z nieprzeselekcjonowaną informacją w takich dawkach i o takim stopniu dostępności.
Wcześniejsze pokolenia to informacje zdobywały, a nie musiały się przed ich nadmiarem bronić w dzieciństwie. A to ich przeciążenie układu nerwowego jest stwierdzone, na taki skutek uboczny rozwoju pewnych sfer życia to żeśmy nie wpadli.

30,158

Odp: 30lat i cały czas sam
Muqin napisał/a:

Jako pokolenie znacznie wcześniejsze zdążyłam do internetu i ogólnie postępującej cyfryzacji dorosnąć i to stanowi, Jack. Zaczęłam internetu używać jak zaistniał,  ja zaś wtedy  już byłam zauważalnie dorosła czyli między innymi przygotowana do krytycznego podejścia i oceny informacji, prawidłowej i dojrzalej selekcji tychże.

Tak, a wcześniej to żyłaś jak mniszka bez dostępu do cywilizacji. Bo TV nie kłamało, w Bravo Girl same porady psychologiczne były, a listy do przyjaciółki to życiowe prawdy.


Z internetem to taka sama śpiewka jak wcześniej z prądem czy kanalizacją. Te same wymówki ludzie stosowali, te same hasła.


https://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/thumb/4/4e/Kanalizacya_miasta_Warszawy_jako_narz%C4%99dzie_judaizmu_i_szarlataneryi.djvu/page3-500px-Kanalizacya_miasta_Warszawy_jako_narz%C4%99dzie_judaizmu_i_szarlataneryi.djvu.jpg



takiego internetu jak ja to ty, Jack zwyczajnie nie pamiętasz smile

LOL. Pewnie. W wiaderkach go sobie przynosiłaś. Ja pamiętam czasy 6 cyfrowych numerów telefonów stacjonarnych, bo to jeszcze wczesne lata 90te były. Także skończ pierdolić.

30,159

Odp: 30lat i cały czas sam

Oj, Jacuś, Jacuś... jak mniszka nie żyłam, niby czemu?
Bravo Girl to nie moja młodość.
A internetu takiego jak ja nie pamiętasz, bo miałam farta się załapać na same początki tegoż w Polsce czyli rok akademicki 1991/2. Rzecz jasna nie prywatnie, tego to wtedy nie było. 6 - cyfrowe numery telefoniczne? No w ramach licytacji, ja pamiętam numery 5- cyfrowe w telefonii stacjonarnej. Ostatnia 5- cyfrowa centrala w stolicy jest jeszcze w książce telefonicznej 1979/80, a na tzw. zadupiach to do połowy lat 90-tych funkcjonowały, i autentycznie to pamiętam. Sorki, w tej konkurencji nie wygrasz, z PESEL to się naprawdę nie da dyskutować, jestem wcześniejsza , Jack.

Nie jestem wrogiem internetu ani cyfryzacji, ja tylko zauważam (wcale nie jakoś odkrywczo) że cyfryzacja na obecną skalę ma zauważalny wpływ na działanie mózgu ludzkiego. U pokolenia alfa to już zauważalne, mózg im najwyraźniej się dostosowuje, szybko to idzie.

30,160 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2025-11-26 17:35:46)

Odp: 30lat i cały czas sam
Muqin napisał/a:

A internetu takiego jak ja nie pamiętasz, bo miałam farta się załapać na same początki tegoż w Polsce czyli rok akademicki 1991/2. Rzecz jasna nie prywatnie, tego to wtedy nie było.


Czyli argument z dupy.


Nie jestem wrogiem internetu ani cyfryzacji, ja tylko zauważam (wcale nie jakoś odkrywczo) że cyfryzacja na obecną skalę ma zauważalny wpływ na działanie mózgu ludzkiego.


Wszystko ma taki wpływ. I do wszystkiego jesteśmy w stanie się przystosować. Na tym polega neuroplastyczność.


Zgubny wpływ internetu to klasyczne pierdololo spod hasła "oddychanie tlenem nas zabija", bo na pewnym poziomie to absolutnie wszystko tak działa i nijak ma się to do warunków życia w przeszłości, bo jaki miało wpływ stosowanie ołowiu w paliwie kilka dekad wcześniej? Jaki wpływ miało niebadanie żywności pod kątem obecności metali ciężkich 100 lat temu? Jaki wpływ miało pojenie dzieci alkoholem i narkotyzowanie ich od najmłodszych lat co było standardem jeszcze w początkach XX wieku, bo takie właśnie substancje zwierały syropki na ząbkowanie czy preparaty na kaszel? Jaki wpływ miało stosowanie azbestu na dachach/izolacjach/klockach hamulcowych? Jaki wpływ miało faszerowanie ludzi kalomelem? Jaki wpływ miało używanie rózg wobec płaczących niemowlaków? Tak można w nieskończoność wymieniać czynniki mające tysiące razy bardziej zgubny wpływ na rozwój neurologiczny i psychologiczny ludzkości. I co kurwa z tego? Skończ pierdolić, bo nikt internetu nie wyłączy i nikt nie będzie wiecznie jojał młodzików w jak chujowych to oni czasach żyją, bo mają lepiej niż 99,9999 % ludzkości kiedykolwiek przed nimi. Albo się dostosują albo wymrą.

Wytłumacz temu gówniakowi jakie to on miał szczęście, że nie dożył internetu i jak to Shini i jemu podobni mają w życiu ciężko w porównaniu do nich.

Posty [ 30,096 do 30,160 z 31,049 ]

Strony Poprzednia 1 … 462 463 464 465 466 … 478 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024