AdamJeden napisał/a:Najpierw wyjaśnię swoje zdanie, które skróciłem maksymalnie, nie przypuszczając że ktoś temat podejmie.
"brzęczenie kobiet" - jest bez ironii, po prostu bez kobiet mężczyźni potrafią się bardzo dobrze skoncentrować na zadaniu i celu. Takimi nas natura stworzyła.
Oczywiście zalet służby wojskowej nawet skrótowo nie wymieniłem, bo byłoby to bardzo długie, ograniczyłem się do słowa "musisz". Począwszy od A jak "asertywny" a skończywszy na Z jak "zdecydowany".
I ostatnia rzecz - mężczyzna po wojsku jest o niebo bardziej wartościowy dla kobiety. Słowem kluczem w tym przypadku jest "sprawczy". Co to oznacza ? że ma określone umiejętności (diagnozowania i rozwiązywania problemów) i w miarę potrzeby je odpowiedzialnie użyje. Oczywiście co do zasady, bo przecież ludzie są różni. Chodzi tu zarówno o podjęcie decyzji np. w wychowaniu dzieci jak i osiąganiu celów długofalowych lub wymagających odwagi.
Parę uwag do twojego tekstu.
"żyjemy dziś w tak komfortowych warunkach, że zaczęliśmy tracić naturalną odporność psychiczną" - nie ma czegoś takiego jak naturalna odporność psychiczna, wręcz odwrotnie, tej uczą nas z różnym skutkiem rodzice a potem powinna nauczyć właśnie służba wojskowa, nawet szkoła choć trochę.
"mamy mniej kontaktu z realnym stresem, więc później gorzej sobie z nim radzimy" - wg mnie mamy tyle samo stresu począwszy od podstawówki, jednak nie jesteśmy uczeni odporności na stres zarówno przez rodziców jak i przez "zasady współżycia społecznego". Akceptowane, jako wartościowe, jest pełne spektrum zachowań, popiera to obecna psychologia. To odprysk znacznie szerszego zagadnienia przenicowywania pojęć wprowadzanego przez lewicę.
"paradoks komfortu, który polega na tym, że nadmiar wygody wcale nie daje szczęścia" - zgadzam się, aby rozumieć pojęcie szczęścia należy rozumieć również pojęcie "braku szczęścia". Komfort to nie jest jednak szczęście, to jest tylko wygoda w czymś tam.
"Rozwiązaniem może być powrót do podstaw" - nie ma czegoś takiego, wychowanie determinują definiowane przez społeczeństwo warunki - ideologiczne, religijne, społeczne, kulturalne, ekonomiczne, geograficzne, geopolityczne, itd. Naród, społeczeństwo same definiują system wartości. Obecny jest zły, choćby z najbardziej jaskrawego i pozornie banalnego powodu - niski przyrost naturalny. Komfort nie jest niczemu winien.
Na zakończenie dodam tylko, że grupa młodych "nieprzystosowanych" nie jest jeszcze tak bardzo liczna, jak przedstawiają to media ale rośnie systematycznie zarówno ilościowo jak i "jakościowo". Potocznie mówiąc - staczamy się, a znając życie - kiedyś tych młodych ludzi to będzie drogo kosztować. Nie tyle indywidualnie, co jako społeczeństwo.
Dzięki za rozwinięcie myśli o "brzeczących kobietach". Faktycznie skrótowo można było to różnie odebrać. Pozwolę sobie odnieść się do kilku kwestii, zwłaszcza tam, gdzie oboje widzimy to inaczej.
Jeśli chodzi o odporność psychiczną, to jednak nie zgodzę się, że "nie ma czegoś takiego jak naturalna”. Oczywiście ogromna część odporności jest kształtowana - przez rodziców, szkołę czy wojsko, ale istnieją też wrodzone predyspozycje, takie jak temperament, progi reaktywności czy podatność na stres. Psychologia i neurobiologia mówią o tym dość jednoznacznie. Problem polega bardziej na tym, że nawet jeśli ktoś ma pewien "pakiet startowy”, to bez regularnej ekspozycji na trud i niewygodę ta odporność się nie rozwija. I właśnie tego jest dziś mało, bo codzienność stała się wygodna, a wiele trudnych sytuacji można po prostu ominąć. Kiedyś trzeba było brać się z życiem za bary, w przeciwnym razie zwyczajnie nie dało się funkcjonować. Dziś wiele rzeczy można przełożyć, obejść albo zignorować - i to właśnie powoduje, że część ludzi nie uczy się konfrontowania z realnymi wyzwaniami. Nie w wygodzie leży problem, tylko w jej nadmiarze i braku równowagi.
Nie zgodzę się też, że dziś mamy "tyle samo stresu co kiedyś”. Ilościowo może tak, ale jakościowo zupełnie nie. Dawniej stres był bardziej powiązany z realnym działaniem, a nie z ciągłym przebodźcowaniem informacyjnym, porównaniami społecznymi czy presją otoczenia. Stres, który ma ujście w działaniu, wzmacnia. Stres, który wiąże się z bezsilnością i chaosem - osłabia. I to właśnie miałam na myśli, pisząc o mniejszym kontakcie z realnym stresem. Nie chodzi o to, że go nie ma, tylko że nie jest tego typu, który buduje odporność.
Co do komfortu - sam komfort nie jest winowajcą. Problem pojawia się wtedy, gdy komfort jest jedynym środowiskiem, a człowiek nie doświadcza żadnego realnego wysiłku. Psychika działa podobnie jak mięśnie - brak obciążenia prowadzi do osłabienia i to jest sedno problemu. Nie twierdzę, że komfort "psuje ludzi”, tylko że jego nadmiar bez przeciwwagi powoduje spadek tolerancji na trud.
Piszesz, że nie ma powrotu do podstaw, bo wychowanie zależy od warunków społecznych i ideologicznych. I to prawda, ale mimo tego istnieją przecież pewne uniwersalne wartości: odpowiedzialność, dyscyplina, praca nad sobą, gotowość na wysiłek. Te rzeczy były ważne w każdej epoce i w każdym ustroju, różniły się tylko metody ich przekazywania. Dlatego uważam, że mówienie o powrocie do podstaw ma sens - tu jako powrót do wartości.
W kwestii wojska akurat w dużej mierze się zgadzamy. Rzeczywiście kształtuje ono sprawczość, umiejętność działania pod presją i odpowiedzialność. Nie zgadzam się jedynie z ujęciem, że bez kobiet mężczyźni potrafią się lepiej skoncentrować. To nie wynika z obecności lub braku kobiet, tylko z dynamiki grupy męskiej, która jest bardziej zadaniowa i rywalizacyjna. W grupach kobiecych działa to tak samo - to raczej nie kwestia płci jako takiej, tylko warunków.
Na koniec - tak, grupa młodych ludzi nieprzystosowanych do dorosłego życia rośnie, choć media to czasem przerysowują. Zgadzam się jednak, że jeżeli nic się nie zmieni, to koszty poniesie całe społeczeństwo, nie tylko jednostki. I właśnie dlatego uważam, że warto mówić o roli niewygody, wysiłku i dyscypliny w budowaniu psychicznej odporności, bo to one są fundamentem, niezależnie od epoki i polityki.