Jack Sparrow napisał/a:A niby co ja uważam? 
Za moich czasów to wciąż była większość. Kabel od prodiża miał dwie funkcje. Odsetek traum i problemów psychicznych dzieci był obiektywnie mniejszy niż obecnie.
Jack Sparrow napisał/a:Wskazałem na dość zabawną dla mnie korelację i to wszystko.
Moim zdaniem nie ma w tym nic zabawnego, ale widać mamy odmienne poczucie humoru.
Jack Sparrow napisał/a:A ujścia brakuje, bo z każdego zdarzenia robi się od razu traumę.
Nie, po prostu ludzie są mniej mocarni, niż się niektórym wydaje. Psychika, zwłaszcza dziecka, jest krucha i bardzo narażona na uszkodzenia. To, że niektórym trzyma się na trytytkę, nie znaczy, że powinien to być dla wszystkich stan pożądany.
W czasie wojny trzeba było spychać takie kwestie na dalszy plan, bo najważniejsze było przetrwanie. Teraz możemy zaopiekować się także swoją głową i powinniśmy to maksymalnie wykorzystać jako społeczeństwo.
Jack Sparrow napisał/a:Większość nastolatkow jakich w życiu poznałem to nie chce mieć z rodzicami wiele wspólnego. Chcą żyć swoim życiem. Stąd nazywa się to okresem BUNTU, a nie okresem przypodobania. O taką uwagę i bycie dostrzeżonym to walczą dzieci w przedszkolu laurkami czy histeriami. A nie ludzie u progu dojrzałości.
Lubisz grać w tę grę, co?
Ucieczka w używki może być też podyktowana problemami w rodzinie. Rekompensatą konfliktów z rodzicami, trudności materialnych, alkoholizmu, braku zainteresowań, złej atmosfery w domu itp. stają się substancje psychoaktywne. Podobnie dziać się może, kiedy w rodzinie czymś naturalnym jest picie alkoholu, imprezowanie czy rytuały w stylu „piwo do meczu” itd.
W dużej mierze odpowiadają za to czynniki środowiskowe, czyli to, co dzieje się w najbliższym otoczeniu tych dzieci. Nastolatki przyznają, że sięgają po substancje psychoaktywne albo z ciekawości albo dlatego, że nie radzą sobie ze stresem, z wyzwaniami, że czują się samotni, przeciążeni presją wywieraną przez osoby dorosłe, że nie odnajdują się w rzeczywistości, którą my dorośli im układamy.
Jack Sparrow napisał/a:A jednak. Koleżaneczki to potrzebują sprawę przegadać. Faceci rzadko. Jak rozmawiamy to albo żeby zostać wysłuchanym albo szukamy rozwiązania. A nie klepania dla ojojania. Poza tym nie muszę być empatyczny, aby pewne rzeczy dostrzegać lub tak poprowadzić rozmowę, aby jednak ktoś coś z siebie wyrzucił.
A widzisz, mi często zwierzali się także koledzy.
Kiedyś miałam nawet taką sytuację, że chłopak z zaocznego liceum poprosił mnie o rozmowę, bo dziewczyna go zdradziła z jego najlepszym przyjacielem i nie wiedział, co ma ze sobą zrobić, a nie miał z kim pogadać. Znaliśmy się tylko z widzenia. Stwierdził, że wyglądam na sympatyczną osobę i właśnie dlatego zwrócił się do mnie. Nie próbował mnie podrywać, ani brać na litość.
Jack Sparrow napisał/a:Poza tym w rozmowach tego typu liczy się bardziej dyskrecja i zaufanie niż empatia. A zawsze dotrzymywałem danego słowa. Jestem jaki jestem, ale ludzie potrafią na mnie polegać, bo wiedzą, że mogą.
Ale rozumiesz, jak czuje się osoba, która na przykład powie, że ktoś się nad nią znęcał w szkole, na co odpowiadasz, że to przecież zupełnie normalne i przesadza, bo każdy dostawał wpierdol od rówieśników, a potem prezentujesz jej mukę?
Jack Sparrow napisał/a:No właśnie. Teraz. Wcześniej twierdził, że szkoła miała wyjebane i nikt niczego nie robił, a on że nigdy w życiu nie był pod żadnym kontem diagnozowany.
Przecież sam cytowałeś starsze posty, w których o nim wspominał.
Jack Sparrow napisał/a:Bo sam byłem obiektem obserwacji i badań. Jestem arogancki, bezpośredni, pyskaty i byłem agresywny. Więc na każdym etapie szkolnym przechodziłem ewaluację czy przypadkiem pod jakimś kątem nie odstaję, a większość bójek kończyła się w gabinecie u dyrektorki.
Jeden przypadek o niczym nie przesądza. Wiele dzieci nigdy żadnych badań nie przeszło.
Jack Sparrow napisał/a:A w której wersji jego wydarzeń? Pytam serio.
Mówię o tym, w jaki sposób się teraz wypowiada. Niczego innego nie jestem w stanie jednoznacznie ocenić, bo nie mam możliwości zweryfikować, czy dana wersja jest prawdziwa, czy nie.
Jack Sparrow napisał/a:No nie. Wersje mu się rozjeżdżają diametralnie. Jak choćby ze szkołą. Do tej pory utrzymywał, że nikt się niczym nie interesował, a teraz się okazuje, że szkoła nawet psychologa miała i był do niego wysyłany. Że nikt się nim nie interesował i nikt go nie diagnozował, a teraz że mu stwierdzili dysgrafie, ze robił różne psychotesty a na sporty walki go wysłali, żeby rozładował emocje. Choć przecież nikt go niczego nie uczył. Trenował 15 lat, choć przecież nie mógł nigdy realizować siebie.
A najbardziej to się kupy nie trzymają jego opowieści o 15 latach doświadczenia w sportach walki, a typ podstawowych ćwiczeń nie zna. Koordynację miał niby taką, że dwutaktu zrobić nie ogarniał. No kurde nie. Zbyt wiele lat spędziłem w klimatach sportowych i okołomedycznych z tym związanych, aby to kupić.
Prowadziliśmy kiedyś podobną rozmowę. Nie chce mi się kolejny raz wchodzić w takie szczegóły, ale SAM FAKT, że ma problemy dostrzegalne przez większość użytkowników, świadczy, że coś poszło nie tak.
Jack Sparrow napisał/a:I dlatego nauczyciele mają monitorować zachowania online uczniów? A nauczyciele reagują. Dlatego poziom agresji w niektórych aspektach spada, w innych utrzymuje się na niezmienionym poziomie i dlatego wypadamy tutaj naprawdę dobrze na tle innych krajów europejskich.
Przecież zwykle, gdy grupka uweźmie się na jakiegoś ucznia, to wykorzystuje każdą możliwość, by mu dowalić, a najczęściej ma ku temu sposobność w szkole. Wiele razy byłam świadkiem, gdy naśmiewano się z kogoś w trakcie lekcji, albo zaczepiano na przerwach, gdzie niby byliśmy pod opieką dyżurujących nauczycieli.
Jack Sparrow napisał/a:Ależ oczywiście, że to JEST normalne. Ty wiesz ile razy my sobie nawzajem muki sprzedawaliśmy? Albo ile razy padało hasło "kanapka na Jaśka" i się 10 osób na niego rzucało? Problemem jest kreowanie podstawowych interakcji jako traumatycznego przeżycia. Problemem jest kreowanie tej przysłowiowej muki jako aktu agresji.
Nie wierzę w to, co czytam.
Bicie kogoś, kto tego nie chce, nikogo nie zaczepia i nie ma fizycznie możliwości się obronić, gdy naskoczy na niego kilku typów, jest normalne?
Niech mnie ktoś trzyma.
Jeśli brałeś w takim czymś udział, to byłeś zwyczajnym oprawcą i młodocianym degeneratem.
Jack Sparrow napisał/a:A wiesz ile jest takich faktycznie traumatyzowanych dzieci wiecznie gnojonych? Według ostatnich badań średnio....7 na szkołę. W badaniu brały udział szkoły ponadpodstawowe, które statystycznie mają po niecałe 250 duszyczek. Które przez obecne rozmycie i rozszerzenie definicji agresji giną w tłumie. Ogólnie przyjmuje się, że ok 4% uczniów doświadcza bullyingu przynajmniej raz w tygodniu. To jest statystycznie bardzo niski odsetek dzieci. Bardzo.
Dopiero co pisaliśmy o tym, że wiele szkół nie widzi, nie reaguje albo reaguje nieadekwatnie w sytuacji, gdy dzieci są prześladowane albo mają patologię w domu.
Logicznym więc jest, że nie ujmuje się ich w badaniach, o których piszesz, czyli statystyki są zaniżone.
Oczywiście takie bardzo napastliwe zachowania wśród dzieci są rzadziej spotykane, ale nadużyć, na które powinno się reagować, jest mnóstwo.