30lat i cały czas sam - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 … 460 461 462 463 464 … 478 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 29,966 do 30,030 z 31,049 ]

29,966

Odp: 30lat i cały czas sam
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:
Muqin napisał/a:

Uczelnie wyższe się nie liczą, to trochę inna część systemu edukacji, bo dotyczy ludzi dorosłych, przynajmniej metrykalnie. .

Ależ oczywiście, że się liczą. Osoby tak wycofane społecznie i nieogarniające podstaw jak to o sobie utrzymuje Shini nie kończą studiów i nie pracują w usługach, bo nie są w stanie. A on i zdawał bez problemu z klasy do klasy i studia skończył i pracuje w usługach. A jeszcze medale z zawodów do domu przywoził.

Coś w tym jest. Znam ludzi którzy wolą pracować na magazynie na nocki, albo jako parkingowy bo aspekt kontaktu z ludzmi jest nie do przeskoczenia psychicznie.


Nie znam parkingowych, ale znam takich co robią jako programiści czy graficy (pracują zdalnie) albo nurkowie czy takich co zajmują się analizami, rozliczeniami, redagują teksty itp. To są ludzie, którzy nigdy w życiu nie pracowaliby w kontakcie z drugim człowiekiem celem realizacji usługi dla niego. Bo takie interakcje realnie ich przerastają. Oni nawet mają problem z wyjściem do kina, bo ich to psychicznie męczy, a Shini dla fanu jeździ na eventy anime, brał udział w obozach i zawodach rangi ogólnokrajowej.


Shini nie jest pokrzywdzony, predestynowanyskazany do bycia dziwakiem, ale sam swoimi czynami zgotował soie taki los. Jest to bolesne, bo trzeba się z tym pogodzić, ale też optymistyczne- skoro zachowanie Shiniego jest źródłem problemu, to zachowanie Shiniego, na które ma całkowity wpływ jest też jego rozwiązaniem.

Póki może liczyć na uwagę, atencję która jest substytutem życia społecznego, póty będzie w tę grę grał, bo to jest wygodne.

Zobacz podobne tematy :

29,967

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:

Ja cię, Jack, nie atakuję personalnie - ja ci napisałam, ze akurat psychoterapia to coś, na czym ja się znam zdecydowanie lepiej od ciebie

To, że się sama leczyłaś nie czyni z ciebie specjalistki.


To, że wiem zdecydowanie więcej od ciebie akurat na temat psychoterapii nie czyni ze mnie specjalistki od psychoterapii. Ty wiesz bardzo mało, ja zauważalnie więcej. I wcale nie dlatego, że się leczyłam psychoterapią, u mnie było mniej typowo.
Specjalistka to ja jestem od czego innego, ale to na forum nie chodzi jako temat.
Cała reszta... sorki, nuuuda. Pa, Jacuś, do następnego razu!

29,968

Odp: 30lat i cały czas sam
Muqin napisał/a:

Cała reszta... sorki, nuuuda. Pa, Jacuś, do następnego razu!

Tradycyjnie - nie potrafisz odpowiedzieć na pytanie, rzucisz kilka ogólników bez związku z moją wypowiedzią i się zaczyna "pa Jacuś", "nuda" i inne pierdolenia.


Nie droga Muqin - nikt, kto twierdzi, że ma zaburzenia rozwojowe tak głębokie i tak silne jak Shini to przedstawia, to nie przechodziłby bez żadnych perturbacji z klasy do klasy przez wszystkie kolejne szczeble edukacji na magisterce kończąc. Zwłaszcza, że niby miał epizod, że uczęszczał do szkoły o kulach. Nikt tego pokroju nie jeździłby na obozy sportowe, nie brałby udziału w zawodach rangi ogólnopolskiej i nie skończyłby pracować w usługach. Nawet z polecenia po rodzinie. To się kupy nie trzyma. Zwłaszcza, że o innych kobietach - np masażystkach, co mu siura masowały - to się rozpisywał w superlatywach i widać było tam większe emocje niż w przypadku jego aktualnego "związku". Typ co nie potrafi rozmawiać z kobitą (choćby i ekspedientką - bo tak się tu kreował i takie swoje perypetie tu opisywał), nie potrafi wysłać CV po kolejnej terapii, trwającej kilka miesięcy to jednak potrzebował jedynie kilku dni na podjęcie decyzji i znalezienie salonu z takimi usługami. Acha. Pewnie.

W czasach szkolnych i jego uczestnictwa w obozach i zawodach nie odstawał jakoś szczególnie. Sam wybrał swoją drogę, które zaowocowała jedynie tym, że będąc dorosłym facetem stał się samotnym odludkiem i teraz walczy o atencję.



Dwa lata temu pisał tak:

Nie potrafię czegoś takiego jak relacja z drugą osobą potraktować obojętnie, jestem zbyt poważny i zawsze zależy mi aż za bardzo.


Obecnie:

Co do wykorzystania okazji to tak, dokładnie tak było. To była jedyna okazja jaką miałem, nie miałem i wciąż nie mam żadnego innego wyboru.

(...)


Owszem boję się co się stanie jeśli kiedyś będę miał zainteresowanie innych kobiet. To byłaby dla mnie całkowicie nowa i nieznana sytuacja i nie jestem w stanie powiedzieć jak bym wtedy zareagował.


A ty dalej pisz o postępach w momencie jak ty zachowuje się wobec babki jak ostatni skurwiel.

29,969 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2025-10-29 23:11:07)

Odp: 30lat i cały czas sam

Dla ścisłości dodam, że epizod z kulami trwał rok i to właśnie zakończył moją karierę w karate. Ostatnie zawody, na których byłem odbywały się kilka miesięcy przed tym epizodem. Potem już nie wróciłem na karate, a kilka lat później zacząłem próbować innych sztuk walki.

Edit
Nigdy nie miałem problemów by pogadać z ekspedientką, załatwieniem sprawy w urzędzie czy jakąkolwiek tego typu interakcją społeczną.

29,970

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Dla ścisłości dodam, że epizod z kulami trwał rok i to właśnie zakończył moją karierę w karate. Ostatnie zawody, na których byłem odbywały się kilka miesięcy przed tym epizodem. Potem już nie wróciłem na karate, a kilka lat później zacząłem próbować innych sztuk walki.

Edit
Nigdy nie miałem problemów by pogadać z ekspedientką, załatwieniem sprawy w urzędzie czy jakąkolwiek tego typu interakcją społeczną.


A wiesz, że to uściślenie działa na twoją niekorzyść?


Niby nigdy nie miałeś problemów, a bajdurzyłeś jak się jedna do ciebie uśmiechnęła i się w swoich fantazjach rozpisywałeś. Natomiast w swoim wątku o uspołecznianiu się za sukces podawałeś wyjście do kawiarni.


Także tu się nic u ciebie kupy nie trzyma chłopie. Dlatego ci to wytykam. Bo z jednej strony próbujesz grac osobę aspołeczną, nieumiejącą w emocje, a z drugiej jak przychodzi co do czego to nie masz żadnych problemów, żeby załatwić coś w urzędzie, wyszkolić pracownika, porozmawiać z klientem czy załatwić sobie masaż erotyczny prącia. Po prostu niedojrzałość emocjonalną traktujesz jak wymówkę kiedy to dla ciebie wygodne.

29,971

Odp: 30lat i cały czas sam
Lunka86 napisał/a:

Shini, a tak szczerze, to co cię tak bardzo obchodzi, co o twoim związku i o twojej dziewczynie sądzą inni? Skoro twierdzisz, że ona jest ładna i ci się podoba, to tego się trzymaj. Dorosły jesteś. O rady zawsze prosić możesz, po to są takie miejsca jak np to forum. Ale przede wszystkim trzymaj się swojego zdania.

Długo się nad tym zastanawiałem. Wydaje mi się, że wciąż nie potrafię w pełni zaufać samemu sobie i skąd ciekawość co sądzą inni. Jestem ciekaw jak bardzo mój związek odstaje od większości ludzi. Sam nie wiem dlaczego tak mnie to ciekawiło. Masz rację, można sobie poczytać posty czy posłuchać rad ale to moja decyzja będzie ostateczna i zamierzam postępować zgodnie ze swoim zdaniem.

29,972

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:
Lunka86 napisał/a:

Shini, a tak szczerze, to co cię tak bardzo obchodzi, co o twoim związku i o twojej dziewczynie sądzą inni? Skoro twierdzisz, że ona jest ładna i ci się podoba, to tego się trzymaj. Dorosły jesteś. O rady zawsze prosić możesz, po to są takie miejsca jak np to forum. Ale przede wszystkim trzymaj się swojego zdania.

Długo się nad tym zastanawiałem. Wydaje mi się, że wciąż nie potrafię w pełni zaufać samemu sobie i skąd ciekawość co sądzą inni. Jestem ciekaw jak bardzo mój związek odstaje od większości ludzi. Sam nie wiem dlaczego tak mnie to ciekawiło.


Chuja tam. Jesteś po prostu forumowym ekshibicjonistą i obecność tutaj daje ci namiastkę życia społecznego.

29,973

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:
Shinigami napisał/a:

Dla ścisłości dodam, że epizod z kulami trwał rok i to właśnie zakończył moją karierę w karate. Ostatnie zawody, na których byłem odbywały się kilka miesięcy przed tym epizodem. Potem już nie wróciłem na karate, a kilka lat później zacząłem próbować innych sztuk walki.

Edit
Nigdy nie miałem problemów by pogadać z ekspedientką, załatwieniem sprawy w urzędzie czy jakąkolwiek tego typu interakcją społeczną.

A wiesz, że to uściślenie działa na twoją niekorzyść?

Niby nigdy nie miałeś problemów, a bajdurzyłeś jak się jedna do ciebie uśmiechnęła i się w swoich fantazjach rozpisywałeś. Natomiast w swoim wątku o uspołecznianiu się za sukces podawałeś wyjście do kawiarni.

Także tu się nic u ciebie kupy nie trzyma chłopie. Dlatego ci to wytykam. Bo z jednej strony próbujesz grac osobę aspołeczną, nieumiejącą w emocje, a z drugiej jak przychodzi co do czego to nie masz żadnych problemów, żeby załatwić coś w urzędzie, wyszkolić pracownika, porozmawiać z klientem czy załatwić sobie masaż erotyczny prącia. Po prostu niedojrzałość emocjonalną traktujesz jak wymówkę kiedy to dla ciebie wygodne.

Do kawiarni szedłem z zamiarem zagadania do jakiejś dziewczyny, to nieporównywalnie trudniejsze niż załatwienie sprawy w urzędzie.

Umiejętności odczytywania uczyć, okazywania swoich czy tym bardziej bycie w tak bliskiej relacji jak związek to również nieporównywalnie wyższy poziom niż załatwienie sprawy w urzędzie czy krótka rozmowa z klientem.

29,974 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2025-10-29 23:37:12)

Odp: 30lat i cały czas sam

Jack, bladego pojęcia nie masz, ile razy byłam świadkiem tego, jak szkoła ignoruje ucznia w potrzebie.
Ba, sama byłam jednym z nich.
Od początku edukacji byłam uczniem, który się wyróżniał. Proponowano mi awans o kilka klas, bo potrafiłam więcej, niż dzieci w moim wieku. Brałam udział w szkolnych konkursach, moje wiersze i opowiadania były wywieszane na ścianach klas, co roku świadectwa z paskiem. 
I wiesz co?
NIKOGO nie zainteresowało, dlaczego całe tygodnie nie ćwiczę na wychowaniu fizycznym, a nie robiłam tego przez ślady po biciu.
Było zwolnienie od matki, przyklepane i wystarczy.
Nauczycielka nawet nie zadała sobie trudu, by podrążyć, mimo że treść brzmiała zawsze tak samo.
Wiesz, kiedy pierwszy raz zwrócili uwagę?
Gdy w gimnazjum zaczęły się u mnie epizody depresyjne, przez co opuszczałam tak dużo lekcji, że po prostu musieli zainterweniować, bo jak wiadomo, uczeń ma prawny obowiązek chodzić do szkoły.
Finalnie rzecz jasna nic z tego nie wynikło, rodzice pocisnęli bajeczkę o tym, jakie to mają ze mną problemy wychowawcze, a ja byłam zbyt przestraszona, by powiedzieć prawdę, więc pozwoliłam zrzucić winę na siebie.
I takich dzieci są TYSIĄCE w naszym kraju.
Dopiero co kolejna dziewczynka popełniła samobójstwo, ponieważ była prześladowana przez rówieśników, między innymi na terenie szkoły. Oczywiście nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał, dyrekcja jest w ciężkim szoku i pogrążona w głębokim żalu.
Mam uwierzyć, że takie dzieci nie dają żadnych sygnałów?

Fakt, że ktoś potrafi się zachowywać z pozoru całkiem normalnie, nie oznacza jeszcze, że wszystko z nim w porządku. Dzieci potrafią wykształcić w sobie zdolność kameleona, udawać, wtapiać się w tło, naśladować otoczenie. Zwłaszcza gdy się boją, albo bardzo zależy im na akceptacji.

Jeszcze na koniec, zapominasz chyba, że tu kluczowy jest czynnik ludzki. Komuś musi się chcieć. Nie tylko zauważyć ucznia z problemami, ale przede wszystkim poświęcić swój czas i energię, by mu pomóc, a niestety takich osób jest wciąż zbyt mało.

Dobra, wyszło bardzo osobiście, ale krew mnie zalewa, jak czytam takie rzeczy.

29,975

Odp: 30lat i cały czas sam
Mrs.Happiness napisał/a:

Jack, bladego pojęcia nie masz, ile razy byłam świadkiem tego, jak szkoła ignoruje ucznia w potrzebie.
Ba, sama byłam jednym z nich.
Od początku edukacji byłam uczniem, który się wyróżniał. Proponowano mi awans o kilka klas, bo potrafiłam więcej, niż dzieci w moim wieku. Brałam udział w szkolnych konkursach, moje wiersze i opowiadania były wywieszane na ścianach klas, co roku świadectwa z paskiem. 
I wiesz co?
NIKOGO nie zainteresowało, dlaczego całe tygodnie nie ćwiczę na wychowaniu fizycznym, a nie robiłam tego przez ślady po biciu.
Było zwolnienie od matki, przyklepane i wystarczy.
Nauczycielka nawet nie zadała sobie trudu, by podrążyć, mimo że treść brzmiała zawsze tak samo.
Wiesz, kiedy pierwszy raz zwrócili uwagę?
Gdy w gimnazjum zaczęły się u mnie epizody depresyjne, przez co opuszczałam tak dużo lekcji, że po prostu musieli zainterweniować, bo jak wiadomo, uczeń ma prawny obowiązek chodzić do szkoły.
Finalnie rzecz jasna nic z tego nie wynikło, rodzice pocisnęli bajeczkę o tym, jakie to mają ze mną problemy wychowawcze, a ja byłam zbyt przestraszona, by powiedzieć prawdę, więc pozwoliłam zrzucić winę na siebie.
I takich dzieci są TYSIĄCE w naszym kraju.
Dopiero co kolejna dziewczynka popełniła samobójstwo, ponieważ była prześladowana przez rówieśników, między innymi na terenie szkoły. Oczywiście nikt nic nie widział, nikt nic nie słyszał, dyrekcja jest w ciężkim szoku i pogrążona w głębokim żalu.
Mam uwierzyć, że takie dzieci nie dają żadnych sygnałów?

Fakt, że ktoś potrafi się zachowywać z pozoru całkiem normalnie, nie oznacza jeszcze, że wszystko z nim w porządku. Dzieci potrafią wykształcić w sobie zdolność kameleona, udawać, wtapiać się w tło, naśladować otoczenie. Zwłaszcza gdy się boją, albo bardzo zależy im na akceptacji.

Jeszcze na koniec, zapominasz chyba, że tu kluczowy jest czynnik ludzki. Komuś musi się chcieć. Nie tylko zauważyć ucznia z problemami, ale przede wszystkim poświęcić swój czas i energię, by mu pomóc, a niestety takich osób jest wciąż zbyt mało.

Dobra, wyszło bardzo osobiście, ale krew mnie zalewa, jak czytam takie rzeczy.

Mnie też właśnie krew zalewa,  bo za moich czasów było już źle, a teraz to już jest tragedia co się dzieje w szkołach

29,976 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2025-10-30 00:02:07)

Odp: 30lat i cały czas sam
Mrs.Happiness napisał/a:

Jack, bladego pojęcia nie masz, ile razy byłam świadkiem tego, jak szkoła ignoruje ucznia w potrzebie.

Mam, ale to nie w taki sposób jak to ma miejsce w przypadku shiniego.


Ba, sama byłam jednym z nich.

Od początku edukacji byłam uczniem, który się wyróżniał. Proponowano mi awans o kilka klas, bo potrafiłam więcej, niż dzieci w moim wieku. Brałam udział w szkolnych konkursach, moje wiersze i opowiadania były wywieszane na ścianach klas, co roku świadectwa z paskiem.

Czyli jednak cię system dostrzegł jako uczennicę się wyróżniającą. Naprawdę uważasz, że zdobywający nagrody na zawodach Shini nie wyróżniał się na WF? Przecież w jednej swojej wypowiedzi z tego wyjazdowego sparingu pisał wyraźnie, że dopiero teraz, pierwszy raz w życiu walczył z kimś lepszym od niego. I co - nikt by na WF nie wyłuskał jego sprawności? Czy może mamy uwierzyć, że tak utalentowany i doświadczony fighter był w szkole, na lekcjach WF niczym nie wyróżniającym się uczniem?


NIKOGO nie zainteresowało, dlaczego całe tygodnie nie ćwiczę na wychowaniu fizycznym, a nie robiłam tego przez ślady po biciu.
Było zwolnienie od matki, przyklepane i wystarczy.

Nawet za moich czasów połowa dziewczyn nie ćwiczyła, bo na wiecznych zwolnieniach pisanych na kolanie i nikogo to nie obchodziło. Ja zwolnienia pisałem sobie sam. Rodzice tylko podpisywali. I nikt nie wnikał, bo wszyscy to robili. Miałem jedną treść usprawiedliwienia do końca ogólniaka.


Wiesz, kiedy pierwszy raz zwrócili uwagę?
Gdy w gimnazjum zaczęły się u mnie epizody depresyjne, przez co opuszczałam tak dużo lekcji, że po prostu musieli zainterweniować, bo jak wiadomo, uczeń ma prawny obowiązek chodzić do szkoły.

A czyli jednak ktoś zauważył, co nie?

I to jest zachowanie ucznia o jakim pisałem - wycofanie, unikanie lekcji itp. Ktoś jak widać zwrócił jednak uwagę i zadziałał na tyle, na ile przy braku twoich zeznań mógł zadziałać.


Mam uwierzyć, że takie dzieci nie dają żadnych sygnałów?

Sama chwilę wcześniej napisałaś o tym, że ostatecznie nie zrobiono nic, bo to ty nabrałaś wody w usta. System cię wyłapał i zrobił tyle co mógł. Jak więc możesz pisać, ze nikt nie zauważył, skoro jednak zwracano na ciebie uwagę? Najpierw na twój ponadprzeciętny talent, a potem problemy?

I tak, sporo takich dzieci potrafi nie dawać sygnałów. Ale też nie da się pominąć dziecka o ponadprzeciętnych zdolnościach, które z roku na rok ląduje na kulach, których używa przez cały rok szkolny, a który nie ma absolutnie żadnych kolegów i koleżanek i na korytarzu z nikim nie rozmawia. Byłoby to samo co z tobą. Ktoś by to zauważył. Ktoś by zwrócił uwagę.


Tak jak ty byłaś ponadprzeciętną uczennicą tak Shini był ponadprzeciętnym fighterem, który w czasach szkolnych jeździł na mistrzostwa polski. I naprawdę uważasz, że mając medal nikt by się nie dopytał o zwolnienie z WF (w sensie zaliczenie WF na ocenę 6) albo o stypendium? Nikt by jego walorów fizycznych na WF nie zauważył i nie chciał wypchnąć na jakieś szkolne zawody?


Gdyby z jego sportem i rozwojem emocjonalnym było tak jak to opisał to jego historia wyglądałaby podobnie jak twoja. Młodociany protegowany, któremu kontuzja popsuła przyszłość przez co musiał przemodelować swoje życie, popadł w depresję i wycofał się z życia społecznego. Ktoś chciałby się podłączyć pod jego sukces. Ktoś wyłapałby zmianę lub stałą alienację.

29,977

Odp: 30lat i cały czas sam

Teraz to i mnie zaczyna krew zalewać. Jak można pisać takie głupoty to ja nie rozumiem. Jakie stypendium? W podstawówce? Jaka 6 z WF? Nawet mimo mojej faktycznie ponadprzeciętnej sprawności w tamtych czasach to nadal nie wystarczyło by mieć 6. A wiesz dlaczego? Bo nie ważne jak dobry byłem w bieganiu czy jakichkolwiek sportach sprawnościowych jeśli nie zaliczyłem sprawdzianu z jebanego dwutaktu albo podbijania siatkarskiego na tą 6 o takiej ocenie końcowej mogłem zapomnieć. Zawsze byłem jednym z najlepszych w sportach indywidualnych i jednym z najgorszych w sportach drużynowych. To pierwsze NIKOGO nie obchodziło. 6 na koniec roku mieli ci co najlepiej grali w piłkę. Tak samo osiągnięcia w karate kompletnie nikogo nie obchodziły, nikt nigdy nawet o to nie pytał, na żadnym etapie edukacji. Tak samo już w liceum trenowałem wtedy pierwszy raz kick boxing, wiedzieli o tym wszyscy i kompletnie nic za to nie było. Żadnej dodatkowej oceny, a już tym bardziej stypendium. Tak samo do dziś pamiętam dzieci, które miały podobną historię jak Mrs.Happiness i też nikt się tym nie interesował chyba, że taka osoba zaczęła sprawiać problemy i wtedy to ona była winna.

29,978 Ostatnio edytowany przez Julia life in UK (2025-10-30 00:28:56)

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Teraz to i mnie zaczyna krew zalewać. Jak można pisać takie głupoty to ja nie rozumiem. Jakie stypendium? W podstawówce? Jaka 6 z WF? Nawet mimo mojej faktycznie ponadprzeciętnej sprawności w tamtych czasach to nadal nie wystarczyło by mieć 6. A wiesz dlaczego? Bo nie ważne jak dobry byłem w bieganiu czy jakichkolwiek sportach sprawnościowych jeśli nie zaliczyłem sprawdzianu z jebanego dwutaktu albo podbijania siatkarskiego na tą 6 o takiej ocenie końcowej mogłem zapomnieć. Zawsze byłem jednym z najlepszych w sportach indywidualnych i jednym z najgorszych w sportach drużynowych. To pierwsze NIKOGO nie obchodziło. 6 na koniec roku mieli ci co najlepiej grali w piłkę. Tak samo osiągnięcia w karate kompletnie nikogo nie obchodziły, nikt nigdy nawet o to nie pytał, na żadnym etapie edukacji. Tak samo już w liceum trenowałem wtedy pierwszy raz kick boxing, wiedzieli o tym wszyscy i kompletnie nic za to nie było. Żadnej dodatkowej oceny, a już tym bardziej stypendium. Tak samo do dziś pamiętam dzieci, które miały podobną historię jak Mrs.Happiness i też nikt się tym nie interesował chyba, że taka osoba zaczęła sprawiać problemy i wtedy to ona była winna.

Ja tez nigdy nie miałam 6 z wf 5 i 4 to tak,ale 6 to nie. Zreszta mnie sie odechcialo, bo raz sie staralam jak moglam i zrobilam szybko z 20 pompek i to pierwsza to myslalam,ze dostanę za to 6 wlasnie,bo na ten wiek co wtedy mialam to nawet duzo ich zrobilam, a mi nauczyciel mowi "super to zrob w nagrode jeszcze 10 kolejnych". To od tego momentu mialam w d*** starania sportowe i juz sie nie wychylalam w niczym mimo,ze bym mogła... a co do drugiej czesci to tez racja mnie jak chłopaki dokuczali to nauczyciele byli slepi, tylko jak ja ktoregos uderzylam to zaraz sie stare fladry burzyly, ze jak ja wogole smialam ... szkola to tez jest niestety system niewoli. Wspolczuje swojej corce,ale jeszcze kilka lat i koniec

29,979 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2025-10-30 00:50:17)

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Nawet mimo mojej faktycznie ponadprzeciętnej sprawności w tamtych czasach to nadal nie wystarczyło by mieć 6.

Udział w zawodach o randze międzyszkolnej już daje takie podstawy. Udział w zawodach o randze ogólnokrajowej to 6 jak nic, bo samo uczęszczanie do klubu szkolnego (SKS) lub pozaszkolnego jest podstawą do takiej oceny. Ja miałem 6 za reprezentowanie szkoły w pływaniu i biegach długodystansowych na zawodach dzielnicowych.


Bo nie ważne jak dobry byłem w bieganiu czy jakichkolwiek sportach sprawnościowych jeśli nie zaliczyłem sprawdzianu z jebanego dwutaktu albo podbijania siatkarskiego na tą 6 o takiej ocenie końcowej mogłem zapomnieć.

Tia. Czyli zdobywałeś medale i jeździłeś na zawody i obozy całymi latami, a twoja koordynacja i kondycja były takie, że dwutakt i odbijanie piłki cię przerosło. No jasne. Legitne w chuj. Poleciałeś z tymi sportami indywidualnymi i drużynowymi. Nie ma ocen za rozgrywki drużynowe per se - są właśnie oceny za indywidualne dwutakty, skoki w dal, w wzwyż, przez kozła, rzut piłką, za przewroty, odbijanie piłki, brzuszki itp.


Tak samo osiągnięcia w karate kompletnie nikogo nie obchodziły, nikt nigdy nawet o to nie pytał, na żadnym etapie edukacji. Tak samo już w liceum trenowałem wtedy pierwszy raz kick boxing, wiedzieli o tym wszyscy i kompletnie nic za to nie było

Nikt nie pytał, nikt nie mówił, a wiedzieli wszyscy i jedyne czego w szkole doświadczyłeś to wyśmiewanie się kolegów i alienacja. Bo ja widzę te tabuny nastolatków startujących do pyskówek i rękoczynów z doświadczonym medalistą w sportach walki. Może trafiłby się jeden, czy dwóch zwyroli, jak wszędzie, ale to wszystko.




Miszczu, obecnie to jest w formie cyfrowej, kiedyś coś podobnego było jedynie papierowo: http://sport-mlodziezowy.pl/ wejdź sobie w kategorię dyscyplin, zobacz wykaz i przestań pajacować. Absolutnie każdy by się podłączył z tego samego powodu, dla któego próbowali wypchnąć dalej Mrs.Happiness - bo sukcesy uczniów oznaczają hajs dla szkoły.


I tak - takie rzeczy uprawniają do stypendiów - czy to szkolnych czy z miasta czy z innych miejsc. Ogólnie to programów stypendialnych i innych tego pokroju (nie tylko sportowych) to są SETKI. Więc skończ z łaski swojej pierdolić, że absolutnie nikt się nie interesował medalistą.

https://mapa.mojestypendium.pl/


Takie akcje były już wcześniej (jak choćby budowa orlików). Ale oczywiście nikt się nie połasił na dodatkowy hajs, bo nikogo to nie interesowało. No pewnie.


https://www.portalsamorzadowy.pl/edukac … 40085.html

29,980 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2025-10-30 00:58:27)

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:

Czyli jednak cię system dostrzegł jako uczennicę się wyróżniającą. Naprawdę uważasz, że zdobywający nagrody na zawodach Shini nie wyróżniał się na WF? Przecież w jednej swojej wypowiedzi z tego wyjazdowego sparingu pisał wyraźnie, że dopiero teraz, pierwszy raz w życiu walczył z kimś lepszym od niego. I co - nikt by na WF nie wyłuskał jego sprawności? Czy może mamy uwierzyć, że tak utalentowany i doświadczony fighter był w szkole, na lekcjach WF niczym nie wyróżniającym się uczniem?

Pewnie się wyróżniał, ale to, że był dobrym sportowcem, nie znaczy, że odpowiednio się rozwijał emocjonalnie, ani że komukolwiek przeszło przez myśl, by zwrócić na to uwagę.

Jack Sparrow napisał/a:

Nawet za moich czasów połowa dziewczyn nie ćwiczyła, bo na wiecznych zwolnieniach pisanych na kolanie i nikogo to nie obchodziło. Ja zwolnienia pisałem sobie sam. Rodzice tylko podpisywali. I nikt nie wnikał, bo wszyscy to robili. Miałem jedną treść usprawiedliwienia do końca ogólniaka.

Czyli uważasz, że to zupełnie normalne, że uczeń, który nie wygląda na chorego, nie zgłaszał szkole żadnych przewlekłych problemów zdrowotnych, nie ćwiczy większość roku?
Albo że powinno być uznawane za normalne?
Nikt poza mną tylu zwolnień nie przynosił.
Właściwie to, co piszesz, potwierdza tylko, że system jest dziurawy jak ser szwajcarski.

Jack Sparrow napisał/a:

A czyli jednak ktoś zauważył, co nie?

Zauważyli, bo miałam tyle nieobecności, że niedługo kwalifikowałabym się do sądu rodzinnego. Prawa zignorować nie mogli.

Jack Sparrow napisał/a:

I to jest zachowanie ucznia o jakim pisałem - wycofanie, unikanie lekcji itp. Ktoś jak widać zwrócił jednak uwagę i zadziałał na tyle, na ile przy braku twoich zeznań mógł zadziałać.

Jack, jeśli pedagog szkolny na regularnych spotkaniach ze mną niczego nie zauważył, to prawda jest taka, że nie chciał widzieć. Zwłaszcza w tak małej miejscowości, gdzie wystarczyłoby popytać w okolicy, by wiedzieć, co się w danym domu dzieje. Moja matka bywała widziana na ulicach, jak pijana zaczepiała ludzi, żeby dawali jej kasę. Zdarzały się interwencje policji. To nie ten przypadek, gdzie cały dramat rozgrywa się za zamkniętymi drzwiami.
Swoją drogą, ciekawostka.
Tak bardzo dbano o mój dobrostan psychiczny, że moje nazwisko, wraz z paroma innymi, zostało wywieszone na specjalnej tablicy w gabinecie owej pedagog. Oczywiście widoczne dla każdego, kto tam wszedł. 
Trafiłam na listę niegrzecznych dzieci.
Subtelnie, co?
Pomyśleć, że zaczynałam od bycia przewodniczącą klasy.
To takie wiarygodne, że BEZ WIĘKSZEGO POWODU drastycznie się zmieniłam.

Jack Sparrow napisał/a:

I tak, sporo takich dzieci potrafi nie dawać sygnałów. Ale też nie da się pominąć dziecka o ponadprzeciętnych zdolnościach, które z roku na rok ląduje na kulach, których używa przez cały rok szkolny, a który nie ma absolutnie żadnych kolegów i koleżanek i na korytarzu z nikim nie rozmawia. Byłoby to samo co z tobą. Ktoś by to zauważył. Ktoś by zwrócił uwagę.

Powtarzam. Zauważyć nie znaczy zareagować.

Shinigami napisał/a:

Nawet mimo mojej faktycznie ponadprzeciętnej sprawności w tamtych czasach to nadal nie wystarczyło by mieć 6. A wiesz dlaczego? Bo nie ważne jak dobry byłem w bieganiu czy jakichkolwiek sportach sprawnościowych jeśli nie zaliczyłem sprawdzianu z jebanego dwutaktu albo podbijania siatkarskiego na tą 6 o takiej ocenie końcowej mogłem zapomnieć. Zawsze byłem jednym z najlepszych w sportach indywidualnych i jednym z najgorszych w sportach drużynowych. To pierwsze NIKOGO nie obchodziło. 6 na koniec roku mieli ci co najlepiej grali w piłkę.

Dodajmy do tego, że czasem uczeń był surowiej oceniany tylko dlatego, że nauczycielowi coś w nim nie pasowało.

29,981

Odp: 30lat i cały czas sam
Mrs.Happiness napisał/a:

Pewnie się wyróżniał,

No jak widać medalista sportów walki nie potrafi odbijać piłki w tak prostych czynnościach jak odbicie siatkarskie górą i dołem czy koszykarski dwutakt.


to, że był dobrym sportowcem, nie znaczy, że odpowiednio się rozwijał emocjonalnie, ani że komukolwiek przeszło przez myśl, by zwrócić na to uwagę.

Jak widać w twoim wypadku ktoś zwrócił uwagę.


Czyli uważasz, że to zupełnie normalne, że uczeń, który nie wygląda na chorego, nie zgłaszał szkole żadnych przewlekłych problemów zdrowotnych, nie ćwiczy większość roku?

TAK. Tak nie powinno być, ale tak jest. Dlatego od kilkunastu lat powoli są zwiększane fundusze, są stypendia, powstają kolejne portale informacyjne i możliwości. Bo jest TRAGICZNIE pod tym kątem.


Właściwie to, co piszesz, potwierdza tylko, że system jest dziurawy jak ser szwajcarski.

Bo jest. Zawsze będzie. Klasy masz 30sto osobowe, a nie 10. Ale pewne rodzynki się wyłapuje. Tak jak wyłapali i ciebie. To czy w sposób tobie odpowiadający (spełniający twoje oczekiwania lub potrzeby) to nie ma w tym aspekcie żadnego znaczenia. Zostałaś zauważona, bo się wyróżniałaś. Shini, choć twierdzi, że wyróżniał się mocniej, to pozostał niby nie zauważony.


Zauważyli, bo miałam tyle nieobecności, że niedługo kwalifikowałabym się do sądu rodzinnego. Prawa zignorować nie mogli.

Bo tak wygląda praktyka problemów emocjonalnych czy posiadania innych realnych problemów (np z agresją rówieśniczą). Pojawiają się ucieczki, nieobecności, często też alkohol lub narkotyki. U Shiniego nic takiego nie miało miejsca. Żadnego pedagoga, żadnego zainteresowania nauczycieli, rodziców któzy przecież rzekomo wydali równowartość samochodu tylko na jego korepetycje. Normalnie jak te trzy małpki - nauczyciele z zasłoniętymi oczami, rodzice z zatkanymi ustami, a shini z zatkanymi uszami. Nikt nic nie wie, nikt nic nie robi.


Jack, jeśli pedagog szkolny na regularnych spotkaniach ze mną niczego nie zauważył

Huh. Ja wiem o co ci chodzi. Tylko tu chodzi o to, że prawnie zrobili max co mogli. Dlatego do tego pedagoga w pierwszej kolejności trafiłaś. W przypadku Shiniego nic takiego nie miało miejsca. Ani ucieczek, ani zmiany zachowania, ani konfliktów z nauczycielami czy grupą rówieśniczą poza szeroko pojętą normę. Żadnej kolizji z systemem choć niby tak odstawał? To zbyt niewiarygodne, aby było prawdziwe. Tym bardziej, że koleś niby jest tak agresywny, ze leki na to bierze.


Powtarzam. Zauważyć nie znaczy zareagować.

A kto tu mówił o reakcji? Chcieli się podłączyć do twoich sukcesów? Chcieli. Zauważyli twój problem? Zauważyli.


Dodajmy do tego, że czasem uczeń był surowiej oceniany tylko dlatego, że nauczycielowi coś w nim nie pasowało.

Pyskaty byłem i w szkole. I bywały takie lafiryndy, ze obniżały mi ocenę z 5 na 3 za sam fakt, że ja to ja. I co z tego?

29,982 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2025-10-30 01:23:21)

Odp: 30lat i cały czas sam
Mrs.Happiness napisał/a:

Dodajmy do tego, że czasem uczeń był surowiej oceniany tylko dlatego, że nauczycielowi coś w nim nie pasowało.

Ależ oczywiście, faworyzacja jednych i dyskryminacja drugich była na porządku dziennym. Jeszcze mi się przypomniała jedna historia. W drugiej albo trzeciej klasie jeździliśmy na basen. Jeden chłopak migał się od tego jak tylko mógł. Działo się to dlatego, że nie miał w domu łazienki, dosłownie chodził się myć raz na kilka dni do sąsiada. Na basenie od razu by wyszło, że chłopak jest po prostu brudny. Jedyne co było robione w jego kierunku ze strony szkoły to ciągłe uwagi i wezwania rodziców, którzy oczywiście dość rzadko się pojawiali. Cała szkoła wiedziała o jego sytuacji i nikt nie kiwnął nawet palcem by mu pomóc. On też był na takiej liście niegrzecznych dzieci tak samo jak ja.

Edit
Nie wiem skąd te dziwne informacje. Pedagog i psycholożka szkolna byli grani często.

29,983

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:
Mrs.Happiness napisał/a:

Dodajmy do tego, że czasem uczeń był surowiej oceniany tylko dlatego, że nauczycielowi coś w nim nie pasowało.

Ależ oczywiście, faworyzacja jednych i dyskryminacja drugich była na porządku dziennym. Jeszcze mi się przypomniała jedna historia. W drugiej albo trzeciej klasie jeździliśmy na basen. Jeden chłopak migał się od tego jak tylko mógł. Działo się to dlatego, że nie miał w domu łazienki, dosłownie chodził się myć raz na kilka dni do sąsiada. Na basenie od razu by wyszło, że chłopak jest po prostu brudny. Jedyne co było robione w jego kierunku ze strony szkoły to ciągłe uwagi i wezwania rodziców, którzy oczywiście dość rzadko się pojawiali. Cała szkoła wiedziała o jego sytuacji i nikt nie kiwnął nawet palcem by mu pomóc. On też był na takiej liście niegrzecznych dzieci tak samo jak ja.


I widzisz - znowu potwierdzasz to co ja piszę. Odstający dzieciak został wyłapany przez system. I co twoim zdaniem mieli zrobić? Siłą go wrzucić na ten basen? Jedyne co może zrobić szkoła to powiadomić rodziców. Nikt dzieciaka nie weźmie na kwadrat i nie odszoruje w domestosie.



Edit
Nie wiem skąd te dziwne informacje. Pedagog i psycholożka szkolna byli grani często.

Ano z takich kwiatków mój drogi. Twierdziłeś, że w twojej szkole nie było na nic pieniędzy i nikomu się nic nie chciało i nikt niczego nie widział, a teraz to. To jest zmiana scenariusza z postu na post.

29,984 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2025-10-30 01:43:11)

Odp: 30lat i cały czas sam

Shini, w swoich pierwszych postach na tym forum pisałeś tak:

Jestem introwertykiem i typem samotnika co nie znaczy, że nie mam żadnych umiejętności społecznych. Po prostu nie lubię dużo mówić na tematy nie związane z moimi zainteresowaniami lub aktualną sytuacją. O zainteresowaniach mimo iż nie ma ich wiele mógłbym rozmawiać bez końca Do tematu samych związków zawsze podchodziłem poważnie i jakoś nie wyobrażam sobie relacji typu fwb lub bycia kochankiem, a typami zaliczającymi wszystko co się rusza wręcz gardzę. Albo porządny związek oparty na miłości, wsparciu, bliskości i zrozumieniu albo wcale.

Co do bycia aspołecznym faktycznie coś w tym jest zapewne jednak nie na takim poziomie jak myślicie. Mimo iż przez dość długi czas izolowałem się społecznie nie znaczy to, że w ogóle nie mam umiejętności interpersonalnych. Sama rozmowa z obcymi ludźmi nie sprawia mi problemu

I popatrz co ze sobą robisz człowieku......

29,985

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:

Bo tak wygląda praktyka problemów emocjonalnych czy posiadania innych realnych problemów (np z agresją rówieśniczą). Pojawiają się ucieczki, nieobecności, często też alkohol lub narkotyki. U Shiniego nic takiego nie miało miejsca.

Problemy emocjonalne dziecka mogą się ujawniać w opisany sposób, ale to jest tylko jedna z wersji. Uznawanie, że to jedyna możliwość i że jeśli to się nie pojawia znaczy wszystko z rozwojem emocjonalnym dziecka w porządku to zwyczajna głupota.
O istnieniu problemów emocjonalnych dziecka mogą równie dobrze świadczyć wycofanie, bycie "niewidzialnym", pełnienie roli "klasowego błazna" i sporo innych zachowań. Jest też wersja radykalna "dobrze się uczył (zwykle średnio, czasem dobrze albo i bardzo dobrze), jakichś kolegów przecież miał, na lekcjach nie szalał,  tylko czemu się powiesił?

29,986

Odp: 30lat i cały czas sam
Muqin napisał/a:

Uznawanie, że to jedyna możliwość i że jeśli to się nie pojawia znaczy wszystko z rozwojem emocjonalnym dziecka w porządku to zwyczajna głupota.

O patrzcie kto postanowił jednak wrócić do dyskusji. Olaboga.


1) Nigdzie takiej tezy nie postawiłem, że to JEDYNA możliwość. Napisałem, że kwiatki pokroju Shiniego się wyłapuje. Bo się wyłapuje co teraz sam potwierdził
2) Cała reszta nie ma znaczenia, bo nie rozmawiamy o takim przypadku


Serio wierzysz, że medalista z zawodów sportowych nie potrafi odbijać piłki choć zajęcia z piłkami w przypadku sportów walki są jednymi z podstawowych do ćwiczenia koordynacji, refleksu, równowagi?


Shini cały czas utrzymywał, że nikt z jego nauczycieli na nic nie zwracał uwagi i nikogo nic nie obchodziło, a już mu się wersja zmieniła i w szkole nagle był i pedagog i 'spycholog' i był ich regularnym gościem.

Komedia.

29,987 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2025-10-30 02:04:46)

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:

No jak widać medalista sportów walki nie potrafi odbijać piłki w tak prostych czynnościach jak odbicie siatkarskie górą i dołem czy koszykarski dwutakt.

Teraz to się czepiasz.
Bycie dobrym w jednej dziedzinie sportowej nie znaczy jeszcze, że ktoś ma talent do wszystkiego.
Równie dobrze mogło być tak, że w kontakcie bezpośrednim czuł się swobodniej, bo skupiał się w pełni na pokonaniu przeciwnika, zamiast na otoczeniu, a gdy musiał zrobić coś sam, na przykład ten dwutakt, wiedząc, że inni patrzą, to się blokował i mu nie wychodziło.
Także tu bym odpuściła.

Jack Sparrow napisał/a:

Bo tak wygląda praktyka problemów emocjonalnych czy posiadania innych realnych problemów (np z agresją rówieśniczą). Pojawiają się ucieczki, nieobecności, często też alkohol lub narkotyki.

Nie zawsze. Niektórzy duszą w sobie. Mam trójkę rodzeństwa i każde z nas sytuację w domu przeżywało inaczej.

Huh. Ja wiem o co ci chodzi. Tylko tu chodzi o to, że prawnie zrobili max co mogli. Dlatego do tego pedagoga w pierwszej kolejności trafiłaś.

Nieprawda.
Mogli na przykład pokierować mnie do psychologa dziecięcego, bo żadne dziecko nie zaczyna sprawiać dużych problemów bez powodu i nie trzeba być geniuszem, żeby na to wpaść.
Im zależało tylko na tym, żebym nie opuszczała lekcji.

Jack Sparrow napisał/a:

W przypadku Shiniego nic takiego nie miało miejsca. Ani ucieczek, ani zmiany zachowania, ani konfliktów z nauczycielami czy grupą rówieśniczą poza szeroko pojętą normę. Żadnej kolizji z systemem choć niby tak odstawał? To zbyt niewiarygodne, aby było prawdziwe. Tym bardziej, że koleś niby jest tak agresywny, ze leki na to bierze.

Jeśli dobrze pamiętam, to akurat z rówieśnikami miał jakieś zatargi.

Jack Sparrow napisał/a:

Pyskaty byłem i w szkole. I bywały takie lafiryndy, ze obniżały mi ocenę z 5 na 3 za sam fakt, że ja to ja. I co z tego?

Nic, to tylko kolejna dysfunkcja wadliwego systemu.

29,988 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2025-10-30 02:16:43)

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Ależ oczywiście, faworyzacja jednych i dyskryminacja drugich była na porządku dziennym. Jeszcze mi się przypomniała jedna historia. W drugiej albo trzeciej klasie jeździliśmy na basen. Jeden chłopak migał się od tego jak tylko mógł. Działo się to dlatego, że nie miał w domu łazienki, dosłownie chodził się myć raz na kilka dni do sąsiada. Na basenie od razu by wyszło, że chłopak jest po prostu brudny. Jedyne co było robione w jego kierunku ze strony szkoły to ciągłe uwagi i wezwania rodziców, którzy oczywiście dość rzadko się pojawiali. Cała szkoła wiedziała o jego sytuacji i nikt nie kiwnął nawet palcem by mu pomóc. On też był na takiej liście niegrzecznych dzieci tak samo jak ja.

Typowe i mega przykre. Biedny chłopak.
Większość znanych mi osób, które sprawiały w szkole problemy, albo miało patologię w domu, albo byli prześladowani przez rówieśników.

29,989

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:

I widzisz - znowu potwierdzasz to co ja piszę. Odstający dzieciak został wyłapany przez system. I co twoim zdaniem mieli zrobić? Siłą go wrzucić na ten basen? Jedyne co może zrobić szkoła to powiadomić rodziców. Nikt dzieciaka nie weźmie na kwadrat i nie odszoruje w domestosie.

Jeżeli rodzice nie sprawują opieki w należyty sposób, a dbanie o higienę dziecka się do tego zalicza, należałoby powiadomić odpowiednie instytucje, które być może, po przyjrzeniu się tej rodzinie, zdecydowałyby o nadzorze kuratorskim.

29,990

Odp: 30lat i cały czas sam
Mrs.Happiness napisał/a:

Teraz to się czepiasz.

Nie. Rozumiem, że masz trudną przeszłość i przykre wspomnienia i rozumiem, że dlatego czujesz sympatię do Shiniego. Zabrzmię chujowo, ale bycie bitym nie było dawniej niczym niezwykłym. Też byłem, bo przez zmiany szkół zawsze byłem ten nowy. A realia lat 90tych były super odmienne od tych po roku 2000. Ale szybko nauczyłem się oddawać i patrzę na to inaczej. Nie jako ofiara, która potrzebowała pomocy, ale jako ktoś, kto widział w tym okazję. Niemniej jednak tu chodzi o pewne prawidłowości i mechanizmy czysto fizjologiczne. Sporty walki wymagają absurdalnie wysokiego poziomu koordynacji wzrokowo-ruchowej. W sportach walki treningi z piłkami i gumami to codzienność, bo to usprawnia koordynację, poprawia refleks, ćwiczy równowagę i wzmacnia core.

Równie dobrze mogło być tak, że w kontakcie bezpośrednim czuł się swobodniej, bo skupiał się w pełni na pokonaniu przeciwnika, zamiast na otoczeniu, a gdy musiał zrobić coś sam, na przykład ten dwutakt, wiedząc, że inni patrzą, to się blokował i mu nie wychodziło.
Także tu bym odpuściła.

Nie ma większego patrzenia na zawodnika i oceniania go niż w sportach walki. Nawet gimnastyka artystyczna pod tym kątem wysiada. Poza tym naprawdę uważasz, że dwutakt wykonany na szkolnej sali to większy stres niż start w ogólnopolskich zawodach, których wyniki będą dostępne wszędzie?


Nie zawsze. Niektórzy duszą w sobie. Mam trójkę rodzeństwa i każde z nas sytuację w domu przeżywało inaczej.

Oczywiście, że tak. W sensie, że oczywiście, że masz rację. ALE nie rozmawiamy tu o sposobach radzenia sobie, nie rozmawiamy sobie o przyjmowanych rolach i maskach. Rozmawiamy o sytuacjach, schematach, które system dostrzega. I jak sam się jednak Shini aktualnie przyznał - jego problemy zostały rzekomo przez system wyłapane. Choć napisał o tym pierwszy raz od początku swojej obecności na forum. I dlatego wątpię, aby to było prawdziwe. Też ze względu na jego poprzednie wpisy na tym forum. W tym takie, w których przyznawał się do tego, że chciał tylko sprawdzić jak duży hejt się poleje, bo jednak koloryzował swoją nieporadność. Mogę zacytować. Reflektujesz?

Mogli na przykład pokierować mnie do psychologa dziecięcego

Bez twoich zeznań - nie mogli. Hmm....inaczej. Mogli i zapewne to zrobili. Jednak jedyne co może zrobić szkoła to zalecić twoim rodzicom takie kroki. Nie musieli ciebie o tym informować. A twoi rodzice mogli to olać. Ominąć twoich rodziców mogli jedynie w przypadku twoich zeznań. To jest definitywne. Jeśli nie złapali cię najebanej lub na dragach to jest to sytuacja słowo vs słowo. A tu system przegrywa z prawami rodzicielskimi.


Im zależało tylko na tym, żebym nie opuszczała lekcji.

Paradoksalnie - to nikogo nie obchodzi, bo to problem rodzica, a nie szkoły. Dla szkoły to najwygodniejszy scenariusz jak dziecka zwyczajnie nie ma. Bo szkoła nie musi się tłumaczyć z niskich ocen, z problemów ucznia itp. Nie ma ucznia - nie ma czego tłumaczyć. Bo nauczyciele muszą się tłumaczyć ze słabych ocen, a nie z nieobecności.


Jeśli dobrze pamiętam, to akurat z rówieśnikami miał jakieś zatargi.

Tak, a potem jak się wchodziło w szczegóły to nikt na niego ręki nie podniósł. A za moich czasów to kocenie było normą. Chodzi o fakt, że na przestrzeni lat swojej obecności tutaj Shini pisał różne wersje swojego życia.


Nic, to tylko kolejna dysfunkcja wadliwego systemu.

No właśnie. Nie ma systemu idealnego. Ale też nie da się przerzucić odpowiedzialności za siebie samego na szeroko rozumiany system. To przede wszystkim ty jesteś odpowiedzialna za swój dobrostan. Nie inni.

29,991 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2025-10-30 02:38:11)

Odp: 30lat i cały czas sam
Mrs.Happiness napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

I widzisz - znowu potwierdzasz to co ja piszę. Odstający dzieciak został wyłapany przez system. I co twoim zdaniem mieli zrobić? Siłą go wrzucić na ten basen? Jedyne co może zrobić szkoła to powiadomić rodziców. Nikt dzieciaka nie weźmie na kwadrat i nie odszoruje w domestosie.

Jeżeli rodzice nie sprawują opieki w należyty sposób, a dbanie o higienę dziecka się do tego zalicza, należałoby powiadomić odpowiednie instytucje, które być może, po przyjrzeniu się tej rodzinie, zdecydowałyby o nadzorze kuratorskim.


Znaczy powiem tak - jak się urodziłem to mieszkałem w kamienicy bez WC i ciepłej wody. Ogrzewanie było tylko westfalką (taki piec na węgiel) w kuchni także szron na zimowym oknie to dla mnie nie pierwszyzna. Bieda nie jest wytłumaczeniem dla brudu. A w takiej sytuacji nie da się nic zrobić tak naprawdę. Też chodziłem do klasy z takimi ludźmi (liczba mnoga), którzy myli się jedynie w sobotę, bo w niedzielę do kościoła trzeba było. BA, jeszcze w pierwszej dekadzie XXI wieku służyłem w wojsku z ludźmi, którzy mieli tylko wychodek i nie potrafili obsługiwać pisuaru, toalety, prysznica i papieru toaletowego, bo jedyne co kojarzyli to sławojka i balia.

Paradoksalnie to nie jest sytuacja do interwencji systemu, ale do edukacji. Głupie, ale tak to wygląda.


PS. Ja pamiętam czasy jak rodzina ze wsi do sąsiadów przyjeżdżała to ci najstarsi to srali i sikali w śmietniku, bo w domu się załatwiać to grzech.

29,992 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2025-10-30 03:10:52)

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:

Nie. Rozumiem, że masz trudną przeszłość i przykre wspomnienia i rozumiem, że dlatego czujesz sympatię do Shiniego. Zabrzmię chujowo, ale bycie bitym nie było dawniej niczym niezwykłym. Też byłem, bo przez zmiany szkół zawsze byłem ten nowy. A realia lat 90tych były super odmienne od tych po roku 2000. Ale szybko nauczyłem się oddawać i patrzę na to inaczej. Nie jako ofiara, która potrzebowała pomocy, ale jako ktoś, kto widział w tym okazję.

Sympatię poczułam dlatego, że dobrze mi się z nim rozmawiało.
Przeszłość pomaga mi w lepszym rozumieniu innych ludzi, stałam się wrażliwsza na cudzą krzywdę.
Nie miałam na myśli rówieśników, bo z nimi zawsze dawałam sobie radę i się broniłam.
Niestety przeciwko swoim rodzicom, zwłaszcza ojcu, szans nie miałam. 
Daruję sobie drastyczne szczegóły, ale śmiem wątpić, że wszystkie dzieci dostawały takie lanie, że całe wakacje musiały nosić długi rękaw, żeby nikt nie widział śladów.

Jack Sparrow napisał/a:

Nie ma większego patrzenia na zawodnika i oceniania go niż w sportach walki. Nawet gimnastyka artystyczna pod tym kątem wysiada. Poza tym naprawdę uważasz, że dwutakt wykonany na szkolnej sali to większy stres niż start w ogólnopolskich zawodach, których wyniki będą dostępne wszędzie?

Wiesz co, właściwie, co będę się wymądrzać. Nie znam się na sporcie, zatem daruję sobie dalsze komentarze, bo byłoby to mocne teoretyzowanie.

Jack Sparrow napisał/a:

I jak sam się jednak Shini aktualnie przyznał - jego problemy zostały rzekomo przez system wyłapane. Choć napisał o tym pierwszy raz od początku swojej obecności na forum.

Kojarzę, że padł już z jego strony temat psychologa szkolnego, tylko nie pamiętam co konkretnie wtedy pisał.

Jack Sparrow napisał/a:

I dlatego wątpię, aby to było prawdziwe. Też ze względu na jego poprzednie wpisy na tym forum. W tym takie, w których przyznawał się do tego, że chciał tylko sprawdzić jak duży hejt się poleje, bo jednak koloryzował swoją nieporadność. Mogę zacytować. Reflektujesz?

Mogło tak być, wierzę.
Przy czym, wiesz, to też dowodzi pewnym problemom.

Jack Sparrow napisał/a:

Bez twoich zeznań - nie mogli. Hmm....inaczej. Mogli i zapewne to zrobili. Jednak jedyne co może zrobić szkoła to zalecić twoim rodzicom takie kroki. Nie musieli ciebie o tym informować. A twoi rodzice mogli to olać. Ominąć twoich rodziców mogli jedynie w przypadku twoich zeznań. To jest definitywne. Jeśli nie złapali cię najebanej lub na dragach to jest to sytuacja słowo vs słowo. A tu system przegrywa z prawami rodzicielskimi.

Moja koleżanka ma córkę, która została zdiagnozowana jako osoba w spektrum. Zanim to nastąpiło, dziewczynka wykazywała pewne typowe dla osób autystycznych zachowania. Co wyłapała szkoła i dosłownie WYMUSIŁA na tejże koleżance wizytę w poradni. Wyznaczyli jej nawet deadline.
Mimo że żadnej krzywdy dziecku nie robiła.
Zatem, jak widać, MOŻNA zrobić więcej.
Wiele rodzin ma chociażby nadzór kuratorski. Przecież nie z własnej woli.

Jack Sparrow napisał/a:

No właśnie. Nie ma systemu idealnego. Ale też nie da się przerzucić odpowiedzialności za siebie samego na szeroko rozumiany system. To przede wszystkim ty jesteś odpowiedzialna za swój dobrostan. Nie inni.

Teraz owszem.
Jak byłam dzieckiem, to dorośli za mnie odpowiadali.

29,993 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2025-10-30 03:26:34)

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:

Ogrzewanie było tylko westfalką (taki piec na węgiel) w kuchni

Pamiętam, dziadkowie taki mieli.

Jack Sparrow napisał/a:

Bieda nie jest wytłumaczeniem dla brudu. A w takiej sytuacji nie da się nic zrobić tak naprawdę. Też chodziłem do klasy z takimi ludźmi (liczba mnoga), którzy myli się jedynie w sobotę, bo w niedzielę do kościoła trzeba było. BA, jeszcze w pierwszej dekadzie XXI wieku służyłem w wojsku z ludźmi, którzy mieli tylko wychodek i nie potrafili obsługiwać pisuaru, toalety, prysznica i papieru toaletowego, bo jedyne co kojarzyli to sławojka i balia.

Mi również to zjawisko nie jest obce, wystarczy sobie przypomnieć, co się działo w szkolnych toaletach. Nie zmienia to faktu, że w tych czasach każdy przy odrobinie wysiłku może sobie pozwolić na posiadanie wanny albo prysznica. To już nie ten etap w historii ludzkości, że takie luksusy tylko u szlachcica we dworze. Jeśli tego nie ma, znaczy, że ktoś jest życiowym nieogarem i brudasem. Tym bardziej warto zareagować, by dziecko uchronić przed przesiąknięciem mentalnością rodziców.
Edukować rzecz jasna też by się przydało, ale edukacja w tym kraju to w ogóle temat rzeka.

Jack Sparrow napisał/a:

PS. Ja pamiętam czasy jak rodzina ze wsi do sąsiadów przyjeżdżała to ci najstarsi to srali i sikali w śmietniku, bo w domu się załatwiać to grzech.

Masakra, ale tak byli wychowywani.

29,994

Odp: 30lat i cały czas sam
Mrs.Happiness napisał/a:

Przeszłość pomaga mi w lepszym rozumieniu innych ludzi, stałam się wrażliwsza na cudzą krzywdę.

Nie rozumiesz ich lepiej. Utożsamiasz się z nimi. To nie jest to samo.


Daruję sobie drastyczne szczegóły, ale śmiem wątpić, że wszystkie dzieci dostawały takie lanie, że całe wakacje musiały nosić długi rękaw, żeby nikt nie widział śladów.

Za moich czasów to wciąż była większość. Kabel od prodiża miał dwie funkcje. Odsetek traum i problemów psychicznych dzieci był obiektywnie mniejszy niż obecnie. Tylko co z tego?


Wiesz co, właściwie, co będę się wymądrzać. Nie znam się na sporcie, zatem daruję sobie dalsze komentarze, bo byłoby to mocne teoretyzowanie.

A ja się znam, bo raz, że jestem pasjonatem, a dwa, że mam uprawnienia trenerskie. Zrobiłem je dla czystego fanu. To fizycznie nie jest możliwe, żeby medalista w sportach walki (nawet na poziomie szkolnym) miał problem z dwutaktem lub odbiciem siatkarskim dołem lub górą. To są zbyt proste czynności.


Kojarzę, że padł już z jego strony temat psychologa szkolnego, tylko nie pamiętam co konkretnie wtedy pisał.


Przeszukałem wszystkie jego posty i pisał kiedyś tak:

Nie wiem skąd przypuszczenia, że mogę mieć opóźnienie umysłowe bo tego nie mam z pewnością. Już w podstawówce miałem robione różne badania w tym zakresie zarówno w szkole jak i u psychologa. Nigdy też nie odstawałem od innych dzieciaków w żadnym aspekcie, zawsze we wszystkim byłem przeciętny, a w niektórych rzeczach bywałem lepszy od innych.

To z czym tu dyskutować o jego rzekomym opóźnieniu w rozwoju emocjonalnym? Miał robione badania i tego nie wykazały. Był na równi z innymi, a w niektórych aspektach nawet był ponadprzeciętny.

Przy czym, wiesz, to też dowodzi pewnym problemom.

To dowodzi jedynie temu, że jest samotnym atencjuszem. Już tu się kiedyś rozpisywał, ze pragnie być podziwianym. Uwaga to tego namiastka. Skoro miał wielokrotnie robiona badania, które niczego nie wykazały, to jest to jedyna możliwa opcja.


Zatem, jak widać, MOŻNA zrobić więcej.

Inne czasy, inna sytuacja.


Jak byłam dzieckiem, to dorośli za mnie odpowiadali.

I mowa jest o dorosłym Shinim, który jako dziecko jedyne czego doświadczył od rodziców to wsparcie w każdym aspekcie swojego rozwoju, a żadne możliwe do wykonania testy w wieku dziecięcym nie wykazały żadnej formy opóźnienia rozwojowego czym sam raczył się podzielić już tutaj w przeszłości.

29,995

Odp: 30lat i cały czas sam
Mrs.Happiness napisał/a:

Nie zmienia to faktu, że w tych czasach każdy przy odrobinie wysiłku może sobie pozwolić na posiadanie wanny albo prysznica.

A jak budynek nie ma podłączenia do ścieków, a z mediów to tylko prąd i zimna woda, to jak chcesz to zrobić?


Jeśli tego nie ma, znaczy, że ktoś jest życiowym nieogarem i brudasem

Albo na budynku z mieszkaniami komunalnymi siedzi konserwator zabytków, który ma wsio dupie, bo gmina nie ma kasy na remonty.

29,996

Odp: 30lat i cały czas sam

O swoich perypetiach z psycholożkami szkolnymi to pisał jest tak (oprócz tego poprzedniego)

Miałem spotkania z psychologiem ale to właśnie z powodu dysgrafii. Ogólnie ta szkolna psycholożka chyba sama nie wiedziała co tam robi. Podejrzewam, że ani ona ani nikt z nauczycieli nawet nie pomyślał o testach i badaniach pod kątem spektrum, a rodzice nigdy nawet nie słyszeli o czymś takim.

Na pierwszą sztukę walki, którą było karate faktycznie kazali mi iść bo według jakichś badań i testów u psychologa byłem nadpobudliwy i to miało właśnie służyć temu by się wyżyć.

Zarówno nauczyciele jak i rodzice w ogóle nie interesowali się tym czy dziecko prawidłowo się rozwija ani czy bawi się z innymi dziećmi czy jest samotnikiem. Psycholog szkolny to zawsze była żałosna komedia, samo nazywanie tej osoby psychologiem jest obrazą dla tego zawodu.

On tak na zmianę pisał - to raz, że to śmiech na sali, to znowu, że z powodu pierdów, aż do tego, że sporty walki to wręcz przepisane ze względu na nadpobudliwość i tak na zmianę jak to wygodniej mu było w danym wątku. Wersji masz do wyboru do koloru co akurat większą atencję może dać.

29,997

Odp: 30lat i cały czas sam
Mrs.Happiness napisał/a:

Typowe i mega przykre. Biedny chłopak. Większość znanych mi osób, które sprawiały w szkole problemy, albo miało patologię w domu, albo byli prześladowani przez rówieśników.

To oczywiście nie był jedyny tego typu przypadek ale ten jakoś najbardziej mi zapadł w pamięć. Dokładnie tak jak piszesz, to w większości były właśnie takie osoby. Z tymi prześladowaniami też było ciekawie. Zwykle nauczyciele dokładnie wiedzieli kto jest sprawcą, a kto ofiarą. Mimo to że sprawcami nie robiono nic, a często byki wręcz nietykalni bo na przykład pochodzili z bogatej rodziny. Takie realia szkół na wsi. Któreś z rodziców pracowało w urzędzie gminy albo było jakimś radnym czy najbardziej znanym przedsiębiorcą w okolicy i synuś mógł robić co chciał, a szkoła mu się wręcz podlizywała. Zawsze chodziło o jak najszybsze wyciszenie tematu więc się karało ofiarę i ja chwilę temat milkną. A już największą zbrodnią było jak ofiara oddawała. Podobnie było jak ktoś właśnie trenujący sztukę walki miał z kimś sprzeczkę. Nie tylko ja w szkole coś trenowałem i nie raz widziałem jak na kogoś wzywali nie tylko rodziców ale nawet trenera, w kilku przypadkach nawet policję tylko dlatego, że wiedzieli, że ten ktoś trenował. Z tego co pamiętam z lat szkolnych to te sztuki walki były bardziej piętnowane niż w jakiś sposób nagradzane.

29,998

Odp: 30lat i cały czas sam

https://i.postimg.cc/PfQJNS8r/8B67D25D-7258-4D6E-A07B-6AA4FBA76C65.jpg

29,999

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

tymi prześladowaniami też było ciekawie.

Nie no Shini, kurwa nikt ciebie nie prześladował. Nikt cię nie bił, nikt nie okradał, ani nic. Jedyne co to usłyszałeś kilka przykrych komentarzy. Jak kurwa każdy z nas. Tak wygląda życie w społeczeństwie. Nikt nie będzie się z tobą cackał w trosce, aby nie daj buk nie urazić czyichś uczuć. A jak zdobywałeś medale na zawodach karate czy tam kick-boxingu i dałeś się jakimś kmiotom w szkole to sam z siebie robisz ofiarę. Równie dobrze mógłbyś wsadzić sobie kij w szprychy jadąc na rowerze, a po zaliczeniu gleby mieć pretensje do producenta roweru, że ryj obiłeś.


Takie realia szkół na wsi.

Jakiej kurwa wsi? No jakiej? Mieszkasz na przedmieściach stolicy.


A już największą zbrodnią było jak ofiara oddawała.

Co ty znowu pierdolisz? Nikt tu się z nikim nie patyczkuje, ale też nikt nie robi afery z powodu paru kuksańców i siniaków. Bo to są NORMALNE zachowania w okresie dorastania, bo dzieci i nastolatki (ze swojej definicji) często popadają w konflikty, których nie potrafią rozwiązać. Różnych rodzajów przemocy doświadcza w szkole ok 50% uczniów co w znacznej mierze wynika z konstrukcji systemu szkolnego (duże i tłoczne klasy, tryb od dzwonka do dzwonka) i faktu, że mamy po prostu do czynienia z dorastającymi dziećmi. Dlatego najwięcej przypadków jest w podstawówkach i odsetek maleje wraz z dorastaniem. O dręczeniu można mówić jedynie w przypadku 10% dzieci. Przy czym za dręczenie uważa się 2-3 zdarzenia w ciągu kilku miesięcy.

Jak wskazują eksperci IBE, choć okazjonalnie w mediach pojawiają się informacje o zwiększaniu się przemocy w polskich szkołach, nie znajduje to potwierdzenia w faktach. Różne badania potwierdzają brak trendu wzrostowego, a w przypadku starszej młodzieży szkolnej można mówić nawet o spadku skali problemu.

Badania prowadzone w latach 1997, 2003 i 2007 wskazują na stabilność lub nawet nieznaczne zmniejszenie skali agresji i przemocy w szkołach. Z kolei na podstawie badań „Szkoła bez przemocy” przeprowadzonych w 2006 i 2011 r. (uczniowie od IV klasy szkoły podstawowej do III ponadgimnazjalnej) nie stwierdzono znaczących zmian skali większości rodzajów agresji w szkołach.


Nie tylko ja w szkole coś trenowałem i nie raz widziałem jak na kogoś wzywali nie tylko rodziców ale nawet trenera, w kilku przypadkach nawet policję tylko dlatego, że wiedzieli, że ten ktoś trenował.

LOL. No kurwa tak, jeszcze po proboszcza dzwonili. xD

30,000 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2025-10-30 12:28:48)

Odp: 30lat i cały czas sam

Ups, wydało się że jednak psycholog w szkole był. I nawet dysgrafią się zainteresowali i karate dali na wyciszenie.
Co za krętacz. Czekam na wątek za 5 lat Shini oszust matrymonialny, wyłudza kasę od kobiet metodą na terapię. Tylko zapłać mi za terapię i będę cały twój! teraz nie jestem jeszcze zdolny do uczuć. XD

30,001

Odp: 30lat i cały czas sam
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Ups, wydało się że jednak psycholog w szkole był. I nawet dysgrafią się zainteresowali i karate dali na wyciszenie.


No ale jak to? Przecież tam nikogo nie było, nikt się niczym nie interesował! Nikt w niego nie inwestował, nie dbał o jego rozwój, nie diagnozował go za dziecka......


A nie......czekaj......


xD

Niech ktoś zatrzyma tę karuzelę!

xD



Kurwa mistrz sztuk walki z medalami, co kozłować piłką nie potrafi. xD

30,002 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2025-10-30 13:10:55)

Odp: 30lat i cały czas sam

Ciekawe ile razy jeszcze zobaczymy ten sam schemat. Jack coś pisze, nikt nie odpowiada przez jakiś czas więc pojawia się Smutna i nie tylko we wszystkim mu przytakuje ale jeszcze pisze w bardzo podobny sposób co on. Pytanie do wszystkich innych poza tymi dwoma wyżej wymienionymi nickami. Czy tylko ja mam podejrzenia, że coś tu jest nie tak?

Oczywiście, że psycholog w szkole był, chyba w każdej jest. Problem w tym, że te szkolne psycholożki często nawet nie stały koło prawdziwych psychologów. Jakieś tam zainteresowanie było bo przecież każdy z tej listy niegrzecznych był ciągany po psychologach i pedagogach. Tyle tylko, że nigdy nic z tego nie wynikało. To zawsze było na zasadzie odwalić to co niezbędne i fajrant. Nigdy nie było realnego zainteresowania daną osobą czy tym bardziej jakiegoś indywidualnego podejścia do konkretnej osoby. Te wszystkie wizyty u szkolnej psycholożki wyglądały mniej więcej tak, że po wejściu kilka minut rozmowy, potem jakaś dziwna ankieta do wypełnienia, która chyba od razu po wyjściu lądowała w koszu i wypad. Żadnych dalszych rozmów, skierowań czy nawet sugestii co robić dalej. Nauczycielka odwaliła swoją część bo zaprowadziła do psycholożki, ta też odwaliła swoją część i do widzenia.

Trenowałem różne sztuki walki łącznie z 15 lat i nigdy na żadnej z nich nie było ćwiczeń z piłką nie licząc lekkiego treningu siłowego z użyciem piłki lekarskiej. Ale co ja tam mogę wiedzieć, w końcu to tylko 15 lat.

30,003

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Czy tylko ja mam podejrzenia, że coś tu jest nie tak?

LOL.

xD


Oczywiście, że psycholog w szkole był, chyba w każdej jest.

Nie. Taki obowiązek jest dopiero od 2022 roku.


Nigdy nie było realnego zainteresowania daną osobą czy tym bardziej jakiegoś indywidualnego podejścia do konkretnej osoby.

Shini, do chuja wafla - skończ pierdolić. Serio. To jest po prostu niepoważne. Najpierw utrzymujesz, że nikt się tobą nie interesował i w ciebie nie inwestował. Ani w domu, ani w szkole. Nic nikogo nie obchodziłeś, a zaborcza i nadopiekuńcza matka roztoczyła nad tobą parasol izolacji społecznej, bo na nic ci nie pozwalała. Potem się okazało, ze inwestowali w rozwój twoich pasji - sportów, szczególnie sportów walki. Na korepetycje wydali twoi rodzice równowartość samochodu. Potem wyszło, że regularnie chodziłeś do szkolnego spychologa i pedagog, m.in ze względu na dysgrafię, a na sporty walki żeby cię rozładować.

Co ty byś chciał więcej? Już więcej nie da się dla kogoś zrobić niż rodzice i system zrobił dla ciebie.

Żadnych dalszych rozmów, skierowań czy nawet sugestii co robić dalej. Nauczycielka odwaliła swoją część bo zaprowadziła do psycholożki, ta też odwaliła swoją część i do widzenia.

Tia, ale dysgrafię zdiagnozowali i rodzice postępowali zgodnie z otrzymanymi zaleceniami. Bo i te sporty walki kontynuowali i miałeś zapewnionych korepetytorów. Reszta to twoja własna praca.


Te wszystkie wizyty u szkolnej psycholożki wyglądały mniej więcej tak, że po wejściu kilka minut rozmowy, potem jakaś dziwna ankieta do wypełnienia, która chyba od razu po wyjściu lądowała w koszu i wypad.

Jeszcze niedawno twierdziłeś, że żadnej ankiety w szkole nigdy nie wypełniałeś.


Trenowałem różne sztuki walki łącznie z 15 lat i nigdy na żadnej z nich nie było ćwiczeń z piłką

Tia. Tylko, że drille z piłką są podstawowymi ćwiczeniami.

30,004 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2025-10-30 14:36:20)

Odp: 30lat i cały czas sam

Tak sobie właśnie myślę, że to bardzo ciekawe jest, że ilekroć pojawiał się w dyskusjach z tobą Shini motyw ćwiczeń, suplementacji czy dietetyki sportowej to ty zawsze to samo powtarzasz - że ćwiczysz naście lat i nigdy nie słyszałeś/nikt ci nie powiedział/nikt czegoś nie robił.


Ćwiczyłeś 15 lat sporty walki w różnych klubach, jeździłeś na obozy, zawody i sparingi i nikt nigdy nie robił wam podstawowych ćwiczeń motorycznych na refleks i koordynację wzrokowo-ruchową, nikt nigdy nie robił tempówek, nikt nigdy nie zająknął się nad odżywianiem okołoturniejowym czy dopingu w sporcie kwalifikowanym na zawodach o randze ogólnopolskiej. Nikt nigdy nie zlecił ci żadnych badań do zrobienia w sporcie, w którym kwit od lekarza jest czymś niezbędnym, aby podjąć regularne treningi.....


czy tylko ja mam podejrzenia, że coś tu jest nie tak?

30,005

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:

Nie rozumiesz ich lepiej. Utożsamiasz się z nimi. To nie jest to samo.

Mam pewną słabość do ludzi, którzy doznali krzywd wszelakich, ale moje osobiste doświadczenia nie są jedynym źródłem wiedzy, jakie posiadam, bo spędziłam wiele godzin na próbach zrozumienia ludzkiej psychiki, przede wszystkim czytając książki, artykuły naukowe, słuchając wypowiedzi specjalistów w dziedzinie psychologii i psychiatrii.
Nie rozwinęłam się przecież w magiczny sposób.
Zatem tak, rozumiem lepiej niż przeciętna osoba.

Jack Sparrow napisał/a:

Za moich czasów to wciąż była większość. Kabel od prodiża miał dwie funkcje. Odsetek traum i problemów psychicznych dzieci był obiektywnie mniejszy niż obecnie. Tylko co z tego?

Naprawdę?
Czyli wszystko było z nimi w porządku, mimo że w dorosłym życiu często przenosiły znane z domu metody wychowawcze na własne rodziny?
Bo przecież to normalne, że dostajesz po nogach kablem od przedłużacza.
Jak sądzisz, dlaczego moi rodzice byli właśnie tacy?
Różnica polega przede wszystkim na tym, że ludzie kiedyś nie szukali pomocy, bo problemy o podłożu psychicznym były tematem tabu.
Każdy sobie radził po swojemu, nierzadko z opłakanym skutkiem.
Pogrzeb trochę w psychice dowolnego alkoholika i zaraz wyłoni się obraz wspaniałej rodziny, domu bez traum, ani patologii w tle.
A nie, czekaj…
Nawet według badań jesteśmy, uwaga, najbardziej straumatyzowanym narodem świata.

Jack Sparrow napisał/a:

Przeszukałem wszystkie jego posty i pisał kiedyś tak

Ciężko mi się szerzej odnieść do tych postów, ponieważ od początku brałam pod uwagę, że może naginać niektóre fakty z własnego życia, albo nie mówić nam wszystkiego. Co zresztą jest zupełnie normalne, biorąc pod uwagę, gdzie jesteśmy. Zwykle takie rzeczy wypływają, gdy zostanie sprowokowany.

Niemniej temat psychologa pojawił się wcześniej, więc tu racji nie miałeś.

Jack Sparrow napisał/a:

To z czym tu dyskutować o jego rzekomym opóźnieniu w rozwoju emocjonalnym? Miał robione badania i tego nie wykazały. Był na równi z innymi, a w niektórych aspektach nawet był ponadprzeciętny.

Zależy jakie to dokładnie były testy, bo mogły one dotyczyć wyłącznie tego, czy w normalnym tempie przyswaja wiedzę. Nikt nie musiał wchodzić w kwestię rozwoju emocjonalnego.

Jack Sparrow napisał/a:

To dowodzi jedynie temu, że jest samotnym atencjuszem. Już tu się kiedyś rozpisywał, ze pragnie być podziwianym. Uwaga to tego namiastka.

Samotność nawet najtwardszym zawodnikom potrafi dać w kość, więc nie chcę go za to krytykować. Nie zeznaje pod przysięgą. Chodzi na terapię i stara się WE WŁASNYM TEMPIE poukładać swoje życie. To dużo. A nie jest przecież jedynym użytkownikiem forum, który szukał uwagi poprzez kontrowersyjne wypowiedzi, czy koloryzowanie swojej historii.

Jack Sparrow napisał/a:

Inne czasy, inna sytuacja.

Dziwne, bo znam również dzieciaki z mojego rocznika i starsze, które z uwagi na patologię w domu miały nadzór kuratorski.

Jack Sparrow napisał/a:

I mowa jest o dorosłym Shinim, który jako dziecko jedyne czego doświadczył od rodziców to wsparcie w każdym aspekcie swojego rozwoju [...]

Nie w każdym.

30,006 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2025-10-30 15:12:10)

Odp: 30lat i cały czas sam

Abstrahując już od tego, że Kolega Jack jakoś kurczowo się Ciebie uchwycił smile, to zauważ, że pojawia się w Twojej historii kilka nieścisłości. W paru miejscach podajesz sprzeczne informacje lub po dłuższym czasie dopiero wspominasz o dalszych. Jeśli Twoja historia jednak jest w większości prawdziwa, to nie dziw się, że część osób będzie Ci wskazywać na określone zachowania, które wydają się typowe dla osób o niskiej samoocenie.
Każdy może sobie zadać pytanie z czego wynika Twoja potrzeba ciągłego przebywania tutaj oraz dzielenia się ze wszystkimi swoimi przeżyciami? Czyżbyś szukał właśnie tej uwagi obcych ludzi, aby w jakiś sposób pochylili się nad Tobą? Doradzali Ci lub odradzali?
Skoro się teraz spotykasz z tą dziewczyną, to może skup swoją uwagę na niej, jeśli rzeczywiście Cię pociąga...

Chodzisz na terapię, starasz się sobie wszystko stopniowo ułożyć, więc może z czasem potrzeba zwierzania się obcym ludziom nie będzie dla Ciebie aż tak ważna...

Swoją drogą, to kwestia braku łazienki w mieszkaniu wydaje mi się czymś tak abstrakcyjnym, że teraz jakoś próbuję sobie wyobrazić życie takiej rodziny, jak również reakcje otoczenia na fakt, kiedy dziecko chodzi brudne. Sam dorastałem w latach 90tych, natomiast pewne standardy mieszkaniowe, pomimo jako takich warunków, były raczej zapewnione. Spodziewałbym się, że gdyby dziecko wzbudziło podejrzenia, chociażby u pracowników szkoły o to, że jest zaniedbane, od razu na chacie wylądowałaby inspekcja z pogotowia opiekuńczego, jeśli rozmowa z rodzicami nie przyniosłaby skutku.

30,007

Odp: 30lat i cały czas sam

Ale grillujecie tego Shiniego.

30,008

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:

A jak budynek nie ma podłączenia do ścieków, a z mediów to tylko prąd i zimna woda, to jak chcesz to zrobić?

Albo na budynku z mieszkaniami komunalnymi siedzi konserwator zabytków, który ma wsio dupie, bo gmina nie ma kasy na remonty.

Szukam alternatywnych rozwiązań, albo przeprowadzam się do miejsca, które zapewnia ludzkie warunki bytowania.

30,009

Odp: 30lat i cały czas sam

Ojej Shinai, nikt nie kupuje teorii o multi moim i Jacka - z którym raz na jakiś czas się wyzywamy tak nawiasem mówiąc? To musi boleć.

30,010

Odp: 30lat i cały czas sam
Mrs.Happiness napisał/a:

Mam pewną słabość do ludzi, którzy doznali krzywd wszelakich

Tak i to widać.


Naprawdę?

Tak, naprawdę.

Poziom agresji maleje - poziom problemów psychicznych rośnie. Ciekawa korelacja, co?


Pogrzeb trochę w psychice dowolnego alkoholika i zaraz wyłoni się obraz wspaniałej rodziny, domu bez traum, ani patologii w tle.
A nie, czekaj…

Wiesz co, akurat znam bardzo dużo ludzi pijących i zażywających dragi. Niewielki odsetek jest związany z jakimiś przeżyciami z czasów dzieciństwa. Ale przynajmniej połowa to późno zdiagnozowane ChAD, GAD, ADHD, depresja itp.


Niemniej temat psychologa pojawił się wcześniej, więc tu racji nie miałeś.

No jak nie miałem racji? Twierdziłem, że zostałby wyłapany przez system. I aktualną wersją Shiniego jest to, że faktycznie do spychologa szkolnego i pedagoga chodził. Wcześniej utrzymywał, że szkoła miała wyjebane i każdy udawał, że nic nie widzi. Po prostu mu się wersje rozjeżdżają kolejny raz.


Zależy jakie to dokładnie były testy, bo mogły one dotyczyć wyłącznie tego, czy w normalnym tempie przyswaja wiedzę. Nikt nie musiał wchodzić w kwestię rozwoju emocjonalnego.

Robi się jedne i drugie, bo jest to niezbędne w określeniu przyczyny problemu.


Chodzi na terapię i stara się WE WŁASNYM TEMPIE poukładać swoje życie. To dużo.

To byłoby dużo, gdyby faktycznie tak było. Ale nie jest. Ciągle kręci i zmienia wersje wydarzeń. Bo tu już nie o koloryzowanie chodzi tylko ciągłe zaprzeczanie i zmiany o 180 stopni.


Dziwne, bo znam również dzieciaki z mojego rocznika i starsze, które z uwagi na patologię w domu miały nadzór kuratorski.

Ja też, ale to były naprawdę hardcorowe sytuacje typu alkohol i dragi spożywane na lekcji.


Nie w każdym.

W każdym. Tylko to jest leń, który nic z tym nie nigdy nie robił.

30,011

Odp: 30lat i cały czas sam
Mrs.Happiness napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

A jak budynek nie ma podłączenia do ścieków, a z mediów to tylko prąd i zimna woda, to jak chcesz to zrobić?

Albo na budynku z mieszkaniami komunalnymi siedzi konserwator zabytków, który ma wsio dupie, bo gmina nie ma kasy na remonty.

Szukam alternatywnych rozwiązań, albo przeprowadzam się do miejsca, które zapewnia ludzkie warunki bytowania.


Jak masz mieszkanie komunalne to nie masz wyboru. Możesz zawnioskować o zmianę lokalu, ale czeka się latami (a nie zawsze jest możliwa). wink

Wyjście z takiego położenia zajmuje lata. Teraz to pewnie szybciej, ale lata 80te to były inne czasy.

30,012

Odp: 30lat i cały czas sam
bagienni_k napisał/a:

zauważ, że pojawia się w Twojej historii kilka nieścisłości.


Dobry eufemizm xD

30,013

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

To oczywiście nie był jedyny tego typu przypadek ale ten jakoś najbardziej mi zapadł w pamięć. Dokładnie tak jak piszesz, to w większości były właśnie takie osoby. Z tymi prześladowaniami też było ciekawie. Zwykle nauczyciele dokładnie wiedzieli kto jest sprawcą, a kto ofiarą. Mimo to że sprawcami nie robiono nic, a często byki wręcz nietykalni bo na przykład pochodzili z bogatej rodziny. Takie realia szkół na wsi. Któreś z rodziców pracowało w urzędzie gminy albo było jakimś radnym czy najbardziej znanym przedsiębiorcą w okolicy i synuś mógł robić co chciał, a szkoła mu się wręcz podlizywała. Zawsze chodziło o jak najszybsze wyciszenie tematu więc się karało ofiarę i ja chwilę temat milkną. A już największą zbrodnią było jak ofiara oddawała.

Nie wiem, czy kojarzysz dość świeżą historię nastolatka, który zamordował koleżankę ze szkoły, a potem jak gdyby nigdy nic pojechał na wymianę uczniowską. Okazało się, że latami był prześladowany przez między innymi ową dziewczynę. Założyła mu nawet profil w social mediach, który służył stricte przerabianiu jego zdjęć i wyśmiewaniu go.
Był to profil publiczny, nawet mi udało się go znaleźć.
Nie wierzę, że żaden nauczyciel nie wiedział co się dzieje.
Mojego brata też kiedyś na przerwie w szkole zaczepiała grupka chłopaczków, wyzywając i prowokując do bójki. Nauczyciel pełniący dyżur przechodził tuż obok nich, wszystko słyszał, ale słowem się nie odezwał.
Tak to niestety wygląda w wielu placówkach oświaty.

30,014 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2025-10-30 15:36:43)

Odp: 30lat i cały czas sam
Mrs.Happiness napisał/a:

Nie wierzę, że żaden nauczyciel nie wiedział co się dzieje.

Ale to przecież nie jest obowiązek nauczycieli. To jest obowiązek RODZICA.


Mojego brata też kiedyś na przerwie w szkole zaczepiała grupka chłopaczków, wyzywając i prowokując do bójki. Nauczyciel pełniący dyżur przechodził tuż obok nich, wszystko słyszał, ale słowem się nie odezwał.

90% interakcji chłopców w wieku szkolnym tak wygląda. Co jest też tematem do powszechnych żartów.


30,015 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2025-10-30 15:39:52)

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:

Tak, naprawdę.

Poziom agresji maleje - poziom problemów psychicznych rośnie. Ciekawa korelacja, co?

Tylko to dowodzi czemuś przeciwnemu, niż uważasz. Ludzie nie mają już przyzwolenia do napieprzania dzieci kablami, znęcania się nad zwierzętami i dawania żonie w mordę jak przypali kotleta, więc, jako że odbiera się im najprostszy sposób na rozładowanie emocji, ich problemy psychiczne zaczynają się uwidaczniać.
Brakuje ujścia.

Jack Sparrow napisał/a:

Wiesz co, akurat znam bardzo dużo ludzi pijących i zażywających dragi. Niewielki odsetek jest związany z jakimiś przeżyciami z czasów dzieciństwa. Ale przynajmniej połowa to późno zdiagnozowane ChAD, GAD, ADHD, depresja itp.

Patologia może się objawiać na wiele sposobów, na przykład gdy rodzice są chłodni. Nie bez powodu wielu nastolatków odwala różne rzeczy i wpada w złe towarzystwo. Chcą być dostrzeżeni. Zobaczyć, że dorośli przejmują się ich losem.

Bez urazy, ale po sposobie, w jaki piszesz na forum i nieszczególnie wysokim poziomie empatii, wątpię, że byłeś pierwszym wyborem, gdy ktoś potrzebował się zwierzyć ze swoich problemów. Zatem wielu rzeczy mogłeś po prostu nie być świadomym.

Jack Sparrow napisał/a:

No jak nie miałem racji? Twierdziłem, że zostałby wyłapany przez system. I aktualną wersją Shiniego jest to, że faktycznie do spychologa szkolnego i pedagoga chodził. Wcześniej utrzymywał, że szkoła miała wyjebane i każdy udawał, że nic nie widzi. Po prostu mu się wersje rozjeżdżają kolejny raz.

Mówiłeś, że pierwszy raz wspomina o psychologu.

Jack Sparrow napisał/a:

Robi się jedne i drugie, bo jest to niezbędne w określeniu przyczyny problemu.

Skąd możesz to wiedzieć?
Bo oficjalnie taką narrację przyjmują szkoły?

Jack Sparrow napisał/a:

To byłoby dużo, gdyby faktycznie tak było. Ale nie jest. Ciągle kręci i zmienia wersje wydarzeń. Bo tu już nie o koloryzowanie chodzi tylko ciągłe zaprzeczanie i zmiany o 180 stopni.

Trzeba być ślepym, albo mocno uprzedzonym, żeby nie dostrzegać, jak dużo się już zmieniło w jego sposobie myślenia. 

Bez przesady z tymi ciągłymi zmianami. Większość historii składa się w całość, nawet jeśli trochę dziurawą.

Jack Sparrow napisał/a:

Ja też, ale to były naprawdę hardcorowe sytuacje typu alkohol i dragi spożywane na lekcji.

Skąd niby miałbyś wiedzieć, jak wyglądał każdy taki przypadek w kraju?

30,016

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:

Jak masz mieszkanie komunalne to nie masz wyboru. Możesz zawnioskować o zmianę lokalu, ale czeka się latami (a nie zawsze jest możliwa). wink

Wyjście z takiego położenia zajmuje lata. Teraz to pewnie szybciej, ale lata 80te to były inne czasy.

Jeśli ktoś jest zdrowym, młodym człowiekiem, może po prostu wynająć coś normalnego. Nie wyobrażam sobie żyć w syfie. Jak trzeba było, to nawet myłam zimą głowę w lodowatej wodzie, bo nie wyszłabym do ludzi z tłustymi kudłami.

30,017 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2025-10-30 16:10:32)

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:

Ale to przecież nie jest obowiązek nauczycieli. To jest obowiązek RODZICA.

Szkoła również odpowiada za bezpieczeństwo dzieci i jest w obowiązku reagować, zwłaszcza jeśli krzywda dzieje się im na terenie placówki. Jednym z praw ucznia jest prawo do bezpieczeństwa i uzyskania pomocy.

Jack Sparrow napisał/a:

90% interakcji chłopców w wieku szkolnym tak wygląda. Co jest też tematem do powszechnych żartów.

Nie, ciskanie się większą grupą do JEDNEJ OSOBY nie jest normalne. Bicie ucznia W KILKU nie jest normalne.

30,018 Ostatnio edytowany przez Jack Sparrow (2025-10-30 16:19:45)

Odp: 30lat i cały czas sam
Mrs.Happiness napisał/a:

Tylko to dowodzi czemuś przeciwnemu, niż uważasz.

A niby co ja uważam? smile

Wskazałem na dość zabawną dla mnie korelację i to wszystko. A ujścia brakuje, bo z każdego zdarzenia robi się od razu traumę.


Nie bez powodu wielu nastolatków odwala różne rzeczy i wpada w złe towarzystwo. Chcą być dostrzeżeni. Zobaczyć, że dorośli przejmują się ich losem.

Większość nastolatkow jakich w życiu poznałem to nie chce mieć z rodzicami wiele wspólnego. Chcą żyć swoim życiem. Stąd nazywa się to okresem BUNTU, a nie okresem przypodobania. O taką uwagę i bycie dostrzeżonym to walczą dzieci w przedszkolu laurkami czy histeriami. A nie ludzie u progu dojrzałości.


Bez urazy, ale po sposobie, w jaki piszesz na forum i nieszczególnie wysokim poziomie empatii, wątpię, że byłeś pierwszym wyborem, gdy ktoś potrzebował się zwierzyć ze swoich problemów. Zatem wielu rzeczy mogłeś po prostu nie być świadomym.

A jednak. Koleżaneczki to potrzebują sprawę przegadać. Faceci rzadko. Jak rozmawiamy to albo żeby zostać wysłuchanym albo szukamy rozwiązania. A nie klepania dla ojojania. Poza tym nie muszę być empatyczny, aby pewne rzeczy dostrzegać lub tak poprowadzić rozmowę, aby jednak ktoś coś z siebie wyrzucił. Poza tym w rozmowach tego typu liczy się bardziej dyskrecja i zaufanie niż empatia. A zawsze dotrzymywałem danego słowa. Jestem jaki jestem, ale ludzie potrafią na mnie polegać, bo wiedzą, że mogą.


Mówiłeś, że pierwszy raz wspomina o psychologu.

No właśnie. Teraz. Wcześniej twierdził, że szkoła miała wyjebane i nikt niczego nie robił, a on że nigdy w życiu nie był pod żadnym kontem diagnozowany.


Skąd możesz to wiedzieć?
Bo oficjalnie taką narrację przyjmują szkoły?

Bo sam byłem obiektem obserwacji i badań. Jestem arogancki, bezpośredni, pyskaty i byłem agresywny. Więc na każdym etapie szkolnym przechodziłem ewaluację czy przypadkiem pod jakimś kątem nie odstaję, a większość bójek kończyła się w gabinecie u dyrektorki.


Trzeba być ślepym, albo mocno uprzedzonym, żeby nie dostrzegać, jak dużo się już zmieniło w jego sposobie myślenia.

A w której wersji jego wydarzeń? Pytam serio.


Bez przesady z tymi ciągłymi zmianami. Większość historii składa się w całość, nawet jeśli trochę dziurawą.

No nie. Wersje mu się rozjeżdżają diametralnie. Jak choćby ze szkołą. Do tej pory utrzymywał, że nikt się niczym nie interesował, a teraz się okazuje, że szkoła nawet psychologa miała i był do niego wysyłany. Że nikt się nim nie interesował i nikt go nie diagnozował, a teraz że mu stwierdzili dysgrafie, ze robił różne psychotesty a na sporty walki go wysłali, żeby rozładował emocje. Choć przecież nikt go niczego nie uczył. Trenował 15 lat, choć przecież nie mógł nigdy realizować siebie.

A najbardziej to się kupy nie trzymają jego opowieści o 15 latach doświadczenia w sportach walki, a typ podstawowych ćwiczeń nie zna. Koordynację miał niby taką, że dwutaktu zrobić nie ogarniał. No kurde nie. Zbyt wiele lat spędziłem w klimatach sportowych i okołomedycznych z tym związanych, aby to kupić.


Szkoła również odpowiada za bezpieczeństwo dzieci i jest w obowiązku reagować, jeśli krzywda dzieje się im na terenie placówki.

I dlatego nauczyciele mają monitorować zachowania online uczniów? A nauczyciele reagują. Dlatego poziom agresji w niektórych aspektach spada, w innych utrzymuje się na niezmienionym poziomie i dlatego wypadamy tutaj naprawdę dobrze na tle innych krajów europejskich.


Nie, ciskanie się większą grupą do JEDNEJ OSOBY nie jest normalne. Bicie ucznia W KILKU nie jest normalne.

Ależ oczywiście, że to JEST normalne. Ty wiesz ile razy my sobie nawzajem muki sprzedawaliśmy? Albo ile razy padało hasło "kanapka na Jaśka" i się 10 osób na niego rzucało? Problemem jest kreowanie podstawowych interakcji jako traumatycznego przeżycia. Problemem jest kreowanie tej przysłowiowej muki jako aktu agresji. Bo to rozmywa te realne problemy, które zaczynają przez to ginąć w tłumie. Obecnie jest tak, że jak jeden dzieciak powie drugiemu, że ma chujowy gust, bo założył paskudną bluzę to jest to już traktowane jako werbalna agresja. A wiesz ile jest takich faktycznie traumatyzowanych dzieci wiecznie gnojonych? Według ostatnich badań średnio....7 na szkołę. W badaniu brały udział szkoły ponadpodstawowe, które statystycznie mają po niecałe 250 duszyczek. Które przez obecne rozmycie i rozszerzenie definicji agresji giną w tłumie. Ogólnie przyjmuje się, że ok 4% uczniów doświadcza bullyingu przynajmniej raz w tygodniu. To jest statystycznie bardzo niski odsetek dzieci. Bardzo.



Nie wyobrażam sobie żyć w syfie.

Ja też - bieda nie jest usprawiedliwieniem. Pisałem to w takim kontekście, że u mnie nikt brudny nie kładł się spać. Życie w brudzie to stan umysłu.

30,019 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2025-10-30 17:12:45)

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:

A niby co ja uważam? smile

Za moich czasów to wciąż była większość. Kabel od prodiża miał dwie funkcje. Odsetek traum i problemów psychicznych dzieci był obiektywnie mniejszy niż obecnie.

Jack Sparrow napisał/a:

Wskazałem na dość zabawną dla mnie korelację i to wszystko.

Moim zdaniem nie ma w tym nic zabawnego, ale widać mamy odmienne poczucie humoru.

Jack Sparrow napisał/a:

A ujścia brakuje, bo z każdego zdarzenia robi się od razu traumę.

Nie, po prostu ludzie są mniej mocarni, niż się niektórym wydaje. Psychika, zwłaszcza dziecka, jest krucha i bardzo narażona na uszkodzenia. To, że niektórym trzyma się na trytytkę, nie znaczy, że powinien to być dla wszystkich stan pożądany.
W czasie wojny trzeba było spychać takie kwestie na dalszy plan, bo najważniejsze było przetrwanie. Teraz możemy zaopiekować się także swoją głową i powinniśmy to maksymalnie wykorzystać jako społeczeństwo.

Jack Sparrow napisał/a:

Większość nastolatkow jakich w życiu poznałem to nie chce mieć z rodzicami wiele wspólnego. Chcą żyć swoim życiem. Stąd nazywa się to okresem BUNTU, a nie okresem przypodobania. O taką uwagę i bycie dostrzeżonym to walczą dzieci w przedszkolu laurkami czy histeriami. A nie ludzie u progu dojrzałości.

Lubisz grać w tę grę, co?

Ucieczka w używki może być też podyktowana problemami w rodzinie. Rekompensatą konfliktów z rodzicami, trudności materialnych, alkoholizmu, braku zainteresowań, złej atmosfery w domu itp. stają się substancje psychoaktywne. Podobnie dziać się może, kiedy w rodzinie czymś naturalnym jest picie alkoholu, imprezowanie czy rytuały w stylu „piwo do meczu” itd.

W dużej mierze odpowiadają za to czynniki środowiskowe, czyli to, co dzieje się w najbliższym otoczeniu tych dzieci. Nastolatki przyznają, że sięgają po substancje psychoaktywne albo z ciekawości albo dlatego, że nie radzą sobie ze stresem, z wyzwaniami, że czują się samotni, przeciążeni presją wywieraną przez osoby dorosłe, że nie odnajdują się w rzeczywistości, którą my dorośli im układamy.

Jack Sparrow napisał/a:

A jednak. Koleżaneczki to potrzebują sprawę przegadać. Faceci rzadko. Jak rozmawiamy to albo żeby zostać wysłuchanym albo szukamy rozwiązania. A nie klepania dla ojojania. Poza tym nie muszę być empatyczny, aby pewne rzeczy dostrzegać lub tak poprowadzić rozmowę, aby jednak ktoś coś z siebie wyrzucił.

A widzisz, mi często zwierzali się także koledzy.
Kiedyś miałam nawet taką sytuację, że chłopak z zaocznego liceum poprosił mnie o rozmowę, bo dziewczyna go zdradziła z jego najlepszym przyjacielem i nie wiedział, co ma ze sobą zrobić, a nie miał z kim pogadać. Znaliśmy się tylko z widzenia. Stwierdził, że wyglądam na sympatyczną osobę i właśnie dlatego zwrócił się do mnie. Nie próbował mnie podrywać, ani brać na litość.

Jack Sparrow napisał/a:

Poza tym w rozmowach tego typu liczy się bardziej dyskrecja i zaufanie niż empatia. A zawsze dotrzymywałem danego słowa. Jestem jaki jestem, ale ludzie potrafią na mnie polegać, bo wiedzą, że mogą.

Ale rozumiesz, jak czuje się osoba, która na przykład powie, że ktoś się nad nią znęcał w szkole, na co odpowiadasz, że to przecież zupełnie normalne i przesadza, bo każdy dostawał wpierdol od rówieśników, a potem prezentujesz jej mukę?

Jack Sparrow napisał/a:

No właśnie. Teraz. Wcześniej twierdził, że szkoła miała wyjebane i nikt niczego nie robił, a on że nigdy w życiu nie był pod żadnym kontem diagnozowany.

Przecież sam cytowałeś starsze posty, w których o nim wspominał.

Jack Sparrow napisał/a:

Bo sam byłem obiektem obserwacji i badań. Jestem arogancki, bezpośredni, pyskaty i byłem agresywny. Więc na każdym etapie szkolnym przechodziłem ewaluację czy przypadkiem pod jakimś kątem nie odstaję, a większość bójek kończyła się w gabinecie u dyrektorki.

Jeden przypadek o niczym nie przesądza. Wiele dzieci nigdy żadnych badań nie przeszło.

Jack Sparrow napisał/a:

A w której wersji jego wydarzeń? Pytam serio.

Mówię o tym, w jaki sposób się teraz wypowiada. Niczego innego nie jestem w stanie jednoznacznie ocenić, bo nie mam możliwości zweryfikować, czy dana wersja jest prawdziwa, czy nie.

Jack Sparrow napisał/a:

No nie. Wersje mu się rozjeżdżają diametralnie. Jak choćby ze szkołą. Do tej pory utrzymywał, że nikt się niczym nie interesował, a teraz się okazuje, że szkoła nawet psychologa miała i był do niego wysyłany. Że nikt się nim nie interesował i nikt go nie diagnozował, a teraz że mu stwierdzili dysgrafie, ze robił różne psychotesty a na sporty walki go wysłali, żeby rozładował emocje. Choć przecież nikt go niczego nie uczył. Trenował 15 lat, choć przecież nie mógł nigdy realizować siebie.

A najbardziej to się kupy nie trzymają jego opowieści o 15 latach doświadczenia w sportach walki, a typ podstawowych ćwiczeń nie zna. Koordynację miał niby taką, że dwutaktu zrobić nie ogarniał. No kurde nie. Zbyt wiele lat spędziłem w klimatach sportowych i okołomedycznych z tym związanych, aby to kupić.

Prowadziliśmy kiedyś podobną rozmowę. Nie chce mi się kolejny raz wchodzić w takie szczegóły, ale SAM FAKT, że ma problemy dostrzegalne przez większość użytkowników, świadczy, że coś poszło nie tak.

Jack Sparrow napisał/a:

I dlatego nauczyciele mają monitorować zachowania online uczniów? A nauczyciele reagują. Dlatego poziom agresji w niektórych aspektach spada, w innych utrzymuje się na niezmienionym poziomie i dlatego wypadamy tutaj naprawdę dobrze na tle innych krajów europejskich.

Przecież zwykle, gdy grupka uweźmie się na jakiegoś ucznia, to wykorzystuje każdą możliwość, by mu dowalić, a najczęściej ma ku temu sposobność w szkole. Wiele razy byłam świadkiem, gdy naśmiewano się z kogoś w trakcie lekcji, albo zaczepiano na przerwach, gdzie niby byliśmy pod opieką dyżurujących nauczycieli.

Jack Sparrow napisał/a:

Ależ oczywiście, że to JEST normalne. Ty wiesz ile razy my sobie nawzajem muki sprzedawaliśmy? Albo ile razy padało hasło "kanapka na Jaśka" i się 10 osób na niego rzucało? Problemem jest kreowanie podstawowych interakcji jako traumatycznego przeżycia. Problemem jest kreowanie tej przysłowiowej muki jako aktu agresji.

Nie wierzę w to, co czytam.
Bicie kogoś, kto tego nie chce, nikogo nie zaczepia i nie ma fizycznie możliwości się obronić, gdy naskoczy na niego kilku typów, jest normalne? 
Niech mnie ktoś trzyma.
Jeśli brałeś w takim czymś udział, to byłeś zwyczajnym oprawcą i młodocianym degeneratem.

Jack Sparrow napisał/a:

A wiesz ile jest takich faktycznie traumatyzowanych dzieci wiecznie gnojonych? Według ostatnich badań średnio....7 na szkołę. W badaniu brały udział szkoły ponadpodstawowe, które statystycznie mają po niecałe 250 duszyczek. Które przez obecne rozmycie i rozszerzenie definicji agresji giną w tłumie. Ogólnie przyjmuje się, że ok 4% uczniów doświadcza bullyingu przynajmniej raz w tygodniu. To jest statystycznie bardzo niski odsetek dzieci. Bardzo.

Dopiero co pisaliśmy o tym, że wiele szkół nie widzi, nie reaguje albo reaguje nieadekwatnie w sytuacji, gdy dzieci są prześladowane albo mają patologię w domu.
Logicznym więc jest, że nie ujmuje się ich w badaniach, o których piszesz, czyli statystyki są zaniżone.
Oczywiście takie bardzo napastliwe zachowania wśród dzieci są rzadziej spotykane, ale nadużyć, na które powinno się reagować, jest mnóstwo.

30,020

Odp: 30lat i cały czas sam

Że wam sie chce tutaj z tymi debilami dyskutować to szacun

30,021 Ostatnio edytowany przez Muqin (2025-10-30 18:36:59)

Odp: 30lat i cały czas sam

Ten bardzo statystycznie niski odsetek dzieci, tak na marginesie, to po dokonaniu stosownego przeliczenia (badano 96 szkół ponadpodstawowych)  daje całkiem konkretną liczbę około 70 000 (słownie: siedemdziesiąt tysięcy) dzieci, właściwie to już nastolatków.
Tyle liczy miasto średniej wielkości, i to z tych większych.

Szkoły podstawowe badaniem objęte nie zostały.
Jeśli by je też zbadać i  jeśli by te 4% zostawić, wyjdzie zapewne nie mniej niż kolejne 70 000 , co w podsumowaniu daje już zauważalnie większe miasto . Tychy? Elbląg?

A że dzieci w szkołach podstawowych jest więcej, możemy na tych 4% dociągnąć do jeszcze większego miasta.
% są abstrakcyjne, miasto zdecydowanie łatwiej sobie wyobrazić.

30,022 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2025-10-30 19:26:18)

Odp: 30lat i cały czas sam
Mrs.Happiness napisał/a:

Bez urazy, ale po sposobie, w jaki piszesz na forum i nieszczególnie wysokim poziomie empatii, wątpię, że byłeś pierwszym wyborem, gdy ktoś potrzebował się zwierzyć ze swoich problemów. Zatem wielu rzeczy mogłeś po prostu nie być świadomym.

Mylisz potrzebę rozwiązania problemów z potrzeba uwikłania w swoje problemy. Żeby kogoś uwikłać to potrzebny jest empatyczny ratownik, najlepiej wyćwiczony do samopoświęceń dzieciństwem w patologii. Jeśli ktoś jest gotowy do szukania rozwiązań, to jest w stanie zaakceptować hard mentorship i pomoc na chłodno, bo liczy sie efekt.
Jack jest wbrew pozorom empatyczny, tylko że odzywa się po chamsku. Empatia nie musi odbywać się kosztem osoby empatyzującej - np. słuchanie w koło historii, które brzmią niewiarygodnie, mają logiczne luki i ciągłych zmian narracji. Można postawić granicę w empati, kiedy uznasz osobę która się jej domaga za niegodną wsparcia.
Myślę, że mimo, że masz się za osobę empatyczną i tak mniej rozumiesz problemy Shiniego niż Jack, z tego prostego względu, że Jack jest facetem. Uzależnienie od porno, obsesja na punkcie cnoty, wizyty u prostytutki - to jest pula, która wymaga raczej wiedzy seksuologicznej, albo włsnej przeszłości, a niekoniecznie empatii w przyzwalającej formie.

Jack Sparrow napisał/a:

A jednak. Koleżaneczki to potrzebują sprawę przegadać. Faceci rzadko. Jak rozmawiamy to albo żeby zostać wysłuchanym albo szukamy rozwiązania. A nie klepania dla ojojania. Poza tym nie muszę być empatyczny, aby pewne rzeczy dostrzegać lub tak poprowadzić rozmowę, aby jednak ktoś coś z siebie wyrzucił. Poza tym w rozmowach tego typu liczy się bardziej dyskrecja i zaufanie niż empatia. A zawsze dotrzymywałem danego słowa. Jestem jaki jestem, ale ludzie potrafią na mnie polegać, bo wiedzą, że mogą.

Też mylisz empatię z byciem przyjazmym i przyzwalającym - klepanie i ojojojanie. Już kiedyś była zreszta na forum rozmowa o empatii i tego że składa się na ropoznanie intelektualne problemu oraz odczucie uczuć które komuś towarzyszą. Żeby dobrze doradzać wystarczy to pierwsze. To drugie może wręcz utrudniać pomoc terapeucie który musi wysłuchać takich histori dziesiątki w ciągu tygodnia.
Ojojojanie może przyjąć też niebezpieczną formę-przyzwolenia, albo skrajnie współuzależnienia, kiedy empatia jest na tyle duża że ułatwiamy osobie empatyzowanej autodestrukcję.

Mrs.Happiness napisał/a:

A widzisz, mi często zwierzali się także koledzy.
Kiedyś miałam nawet taką sytuację, że chłopak z zaocznego liceum poprosił mnie o rozmowę, bo dziewczyna go zdradziła z jego najlepszym przyjacielem i nie wiedział, co ma ze sobą zrobić, a nie miał z kim pogadać. Znaliśmy się tylko z widzenia. Stwierdził, że wyglądam na sympatyczną osobę i właśnie dlatego zwrócił się do mnie. Nie próbował mnie podrywać, ani brać na litość.

XD i interesujesz się psychologią tak?

30,023

Odp: 30lat i cały czas sam
Andrzej30cmWAWA napisał/a:

Że wam sie chce tutaj z tymi debilami dyskutować to szacun

Endriu, witamy wawe

30,024 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2025-10-30 20:44:08)

Odp: 30lat i cały czas sam
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Mylisz potrzebę rozwiązania problemów z potrzeba uwikłania w swoje problemy. Żeby kogoś uwikłać to potrzebny jest empatyczny ratownik, najlepiej wyćwiczony do samopoświęceń dzieciństwem w patologii. Jeśli ktoś jest gotowy do szukania rozwiązań, to jest w stanie zaakceptować hard mentorship i pomoc na chłodno, bo liczy sie efekt.

Jak zwykle pomijasz istotny fakt, że każdy ma inną wrażliwość i niektórym taka forma pomocy może najzwyczajniej w świecie zaszkodzić. Dlatego istnieją chociażby różne nurty i techniki w psychoterapii. Bo metodę dostosowuje się do pacjenta, nie odwrotnie.
Jeśli ktoś psychicznie jest na tyle zblokowany, że NIE DA RADY podjąć żadnego działania, nie dlatego, że mu się nie chce, ale dlatego, że faktycznie NIE MOŻE, a jeszcze nasłucha się, jaki z niego mięczak i nieudacznik, bo przecież co to za filozofia, żeby znaleźć nową pracę, czy wyprowadzić się na swoje, to poczuje się tylko bardziej beznadziejnie.
Nawet niedawno prowadziłam z partnerem taką rozmowę, że często mamy w zwyczaju od razu szukać dla kogoś rozwiązań i doradzać, nawet jeśli o to nie prosi, a przecież bywa, że chcemy tylko zostać wysłuchani, bez krytyki, bez oceniania. Wsparcie emocjonalne potrafi czynić cuda. Podobnie jak zwykła, serdeczna rozmowa.

SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Można postawić granicę w empati, kiedy uznasz osobę która się jej domaga za niegodną wsparcia.

Oczywiście, dlatego możecie w dowolnej chwili postawić swoją granicę i zająć się kimś godnym wsparcia.
Pistoletu przy głowie chyba nie macie.
Jeśli tak, to mrugnij dwa razy.

SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Myślę, że mimo, że masz się za osobę empatyczną i tak mniej rozumiesz problemy Shiniego niż Jack, z tego prostego względu, że Jack jest facetem. Uzależnienie od porno, obsesja na punkcie cnoty, wizyty u prostytutki - to jest pula, która wymaga raczej wiedzy seksuologicznej, albo włsnej przeszłości, a niekoniecznie empatii w przyzwalającej formie.

Mimo wszystko to nie jest wiedza tajemna, porno i prostytutki mi niestraszne, rozmawiałam już o tym na forum, nie wzbudza we mnie żadnych większych emocji, a zrozumienie kogoś nie wymaga bycia tej samej płci, czy posiadania identycznych przeżyć, tylko otwartości. Nie zaszkodzi też być elastycznym, żeby spojrzeć na kogoś ponad własnymi przeżyciami i wartościami.

SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

XD i interesujesz się psychologią tak?

Wielokrotnie jestem zagadywana przez obcych ludzi na mieście.
Znam tyle losowych informacji na temat zupełnie obcych mi osób, że wieczora by mi nie starczyło, żeby je wszystkie wypunktować.
Niedawno kobieta, z którą byłam na dzień dobry, zahaczyła mnie pod sklepem i od słowa do słowa zaczęła mi opowiadać o tym, że niedawno rozwiodła się z mężem, bo był pijakiem, więc tylko sprawiał problemy, a ona całe małżeństwo musiała wszystkim zajmować się sama i jeszcze znosić alkusa. Potem trochę zeszło na temat dzieci i tak sobie pogadałyśmy.
Także dla mnie to norma.

30,025

Odp: 30lat i cały czas sam

Nieczęsto się spotyka sytuacje, kiedy prawie obca osoba zwierza się nam ze swoich rozterek czy problemów. Sam przyznam szczerze nie byłbym w stanie, prędzej zrobię to komuś bliskiemu, komu naprawdę mogę zaufać. Zresztą dużo łatwiej zawsze mi przychodziła rozmowa, kiedy dość szybko starałem się znaleźć rozwiązanie danej sytuacji czy też doradzić, zamiast po prostu za długo słuchać czyichś wynurzeń. Z drugiej strony, ciężko czasami podjąć działania, kiedy osoba z siebie nie zrzuci przysłowiowego ciężaru. Shini może właśnie być jedną z takich osób, potrzebującej zwykłej rozmowy, chociaż zasadniczo, najwięcej do zrobienia ma tutaj przecież jego terapeuta a w dalszej kolejności on sam. To terapeuta jest tą osobą, która ma za zadanie ułatwić Koledze ogarnięcie się poprzez stopniowe doskonalenie umiejętności społecznych czy też rozwój zdolności do rozmowy o swoich emocjach.

30,026 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2025-10-30 21:36:59)

Odp: 30lat i cały czas sam
Mrs.Happiness napisał/a:

Jak zwykle pomijasz istotny fakt, że każdy ma inną wrażliwość i niektórym taka forma pomocy może najzwyczajniej w świecie zaszkodzić.

Wydaje mi się, że Jack wychodzi z założenia, że forma pomocy przyzwalająca na zbytnią pobłażliwość i słabość może zaszkodzić mężczyźnie. Dlatego mówiłam, że Jack pewne sprawy rozumie lepiej niż kobieta. Historycznie kobiety zajmowały się małymi dziećmi, a nastolatkowie wchodzili pod rękę ojca, żeby załapać tough love tongue

Mrs.Happiness napisał/a:
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

XD i interesujesz się psychologią tak?

Wielokrotnie jestem zagadywana przez obcych ludzi na mieście.
Znam tyle losowych informacji na temat zupełnie obcych mi osób, że wieczora by mi nie starczyło, żeby je wszystkie wypunktować.
Niedawno kobieta, z którą byłam na dzień dobry, zahaczyła mnie pod sklepem i od słowa do słowa zaczęła mi opowiadać o tym, że niedawno rozwiodła się z mężem, bo był pijakiem, więc tylko sprawiał problemy, a ona całe małżeństwo musiała wszystkim zajmować się sama i jeszcze znosić alkusa. Potem trochę zeszło na temat dzieci i tak sobie pogadałyśmy.
Także dla mnie to norma.

Ale nie odrzuca cię od takich osób? Sprawiają ci przyjemność takie wyznania od obcych ludzi?
Jeśli interesujesz się psychologią to chyba wiesz, że reprezentujesz książkowy więc przykład kobiety z predyspozycjami do syndromu ratownika, albo "kochającej za bardzo". Jeśli nawet obcy znający cię z widzenia podchodzą żeby się wygadać akurat tobie to musisz mieć wyjątkowo mocną aure. Co jest fajne jeśil pracujesz w MOPS, jako pedagog czy pielęgniarka, bo ludzie powinni ci z marszu więcej ufać.

30,027 Ostatnio edytowany przez Mrs.Happiness (2025-10-30 22:16:51)

Odp: 30lat i cały czas sam
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Wydaje mi się, że Jack wychodzi z założenia, że forma pomocy przyzwalająca na zbytnią pobłażliwość i słabość może zaszkodzić mężczyźnie. Dlatego mówiłam, że Jack pewne sprawy rozumie lepiej niż kobieta. Historycznie kobiety zajmowały się małymi dziećmi, a nastolatkowie wchodzili pod rękę ojca, żeby załapać tough love tongue

Jack uważa, że wszystko jest w porządku, gdy kilku nabuzowanych małolatów zbierze się w grupkę i spuści łomot jednemu chłopcu.
Naprawdę sądzisz, że to dobry materiał na autorytet?
Ponieważ moim zdaniem, jeśli ktoś nie ogarnia, że taki dzieciak, co latami dostawał manto od rówieśników, żył w strachu i bezsilności, bo nie potrafił się obronić, może nawet targnąć się na życie, to jego wiedza na temat ludzkiej psychiki szoruje po dnie.

SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Ale nie odrzuca cię od takich osób?

Niespecjalnie, chyba że trafi się ktoś wyjątkowo dziwny, albo napastliwy, ale to pojedyncze przypadki.

SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Sprawiają ci przyjemność takie wyznania od obcych ludzi?

Czasem tak, bo niektóre historie są pozytywne, ciekawe, życiowe, ale zwykle nie wzbudzają żadnych emocji. Potrafię zachować dystans, więc nie czuję się potem zmęczona, jakbym przejęła na siebie czyjąś energię.

SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

Jeśli interesujesz się psychologią to chyba wiesz, że reprezentujesz książkowy więc przykład kobiety z predyspozycjami do syndromu ratownika, albo "kochającej za bardzo". Jeśli nawet obcy znający cię z widzenia podchodzą żeby się wygadać akurat tobie to musisz mieć wyjątkowo mocną aure. Co jest fajne jeśil pracujesz w MOPS, jako pedagog czy pielęgniarka, bo ludzie powinni ci z marszu więcej ufać.

Mam tego świadomość, byłam ratowniczką przez sporą część życia.
Czas przeszły, ponieważ się z tego wyleczyłam.
Widocznie aura pozostała.
Choć musiała ulec jakimś zmianom, bo bardzo rzadko przyciągam teraz ludzi, którzy próbują mnie wykorzystać. Zwykle takich, co po prostu chcą z kimś pogadać, bez złych intencji.

30,028

Odp: 30lat i cały czas sam

Postaram się odpowiedzieć po kolei.

Ćwiczenia z piłeczką pokazane na filmach znam. Dowiedziałem się o ich istnieniu dopiero teraz odkąd wróciłem do kickboxingu. Dosłownie jeden człowiek kiedykolwiek o nich wspomniał. Był to starszy pan, który na sztukach walki zjadł zęby, a dla nas prowadził egzaminy na wyższe pasy. Nigdy wcześniej, przez te wszystkie lata treningów nie słyszałem o takich ćwiczeniach. Wróćmy do najważniejszej kwestii. Ja nigdy nie wspominałem, że byłem zawodowcem. Od zawsze trenowałem wyłącznie amatorsko i również tego typu były te wszystkie zawody, z których mam medale. To zapewne dlatego nigdy nie było żadnych skomplikowanych badań, ważenia przed walką i innych tym podobnych rzeczy.

bagienni_k, możesz mieć rację, że gdzieś głęboko w podświadomości cały czas szukam kontaktu i uwagi nawet mimo tego, że mam dziewczynę. Może po prostu za rzadko się z nią widuję, za rzadko rozmawiamy. Z tym brakiem łazienki grubo byś się zdziwił. To nie był tylko problem lat 90 czy 2000. Nawet teraz mnóstwo ludzi nie ma w domu kibla tylko drewniane latryny w odległości kilkudziesięciu metrów od domu.

Solaris, nie grillują aż tak jak im się wydaje. Zobacz jak Jack się stara, jedzie ile może, wyciąga moje najstarsze posty, robi co może by mi dowalić, a jednak wciąż tu jestem. On oczywiście napisze, że nawet nie próbował się starać po czym zacznie straszyć, że dopiero pokaże swoje umiejętności w dręczeniu ludzi. Powtórzę to co już nie raz pisałem, wszystko co zostało o mnie napisane forum wciąż nie dorasta do pięt "kolegom" z gimnazjum.

Smutna, boli mnie wszystko poza tym o czym piszesz. Ogólnie słabo się czuję więc jakości przeżyję i to.

Mrs.Happiness, kojarzę tą historię, takich historii jest mnóstwo. W mojej szkole też wielokrotnie byłem świadkiem totalnego ignorowania lub wręcz karania ofiar. Wyobraź sobie co się będzie działo kiedy zacznie się preparowanie filmów i zdjęć mających kogoś oczernić za pomocą AI. Wracając do tej "muki", jaka to była patola to aż brak słów. Chyba ze trzy razy byłem na dywaniku i dyrektorki za bronienie się przed tą absurdalną zabawą. Potem już nie bardzo mogłem się bronić bo byłem spoza rejonu czyli do odstrzału, a najśmieszniejsze jest to, że mój pradziadek budował tą szkołę i był jej pierwszym dyrektorem. Cała rodzina chodziła do tej szkoły ale wprowadzili rejony i tyle z tego było. Ja też nie wierzyłem w to co czytam nawet mimo tego kto jest autorem tego tekstu. Zarówno uczestniczenie w czymś takim jak i pisanie, że jest to normalne to już patola wyższego poziomu. Szlag mnie trafia kiedy słyszę albo czytam o plusach bicia dzieci czy tym "kablu od prodiża" jako czymś pozytywnym. Uznawanie ludzi, którzy twierdzą coś takiego czyli tacy jak Jack za autorytet to jest totalny upadek. Prześladowanie i znęcanie w obojętnie jakiej formie powinno być tępione na każdym kroku.

Kwestie psychologiczne dziś już odpuszczę, nie mam na to teraz siły.

30,029

Odp: 30lat i cały czas sam
Mrs.Happiness napisał/a:

Jack uważa, że wszystko jest w porządku, gdy kilku nabuzowanych małolatów zbierze się w grupkę i spuści łomot jednemu chłopcu.
Naprawdę sądzisz, że to dobry materiał na autorytet?
Ponieważ moim zdaniem, jeśli ktoś nie ogarnia, że taki dzieciak, co latami dostawał manto od rówieśników, żył w strachu i bezsilności, bo nie potrafił się obronić, może nawet targnąć się na życie, to jego wiedza na temat ludzkiej psychiki szoruje po dnie.

Tego nie doczytałam. Z tego co jednak doczytałam, dość sprawnie punktuje nieścisłości w jego wypowiedziach. Do tego się odnosiłam i odbieram taką postawę na plus.
Jesli sie interesujesz psychologią to pewnie też wiesz, że męską wersją internalizacji przemocy i zaniedbania przez postawę skłonną do samopoświęceń i uległości jest agresja, furja, złość. Czyli właśnie naparzanie innych. Nie popieram przemocy rówieśniczej, ale zgadzam się, że agresja - ale w bezpiecznej formie jak gry komputerowe, sporty walki - jest częścią chłopięcej gamy rozładowania emocji. Uważam, że kobiety też powinny to opanować.
Tak z ciekawości: dałaś kiedyś komuś w twarz jak się wkurzyłaś? Albo walnęłaś talerzem o podłogę, czy inaczej rozładowałaś się fizyczną reakcją?

Myślę, że Jack jak się zastanowić i przebić przez jego styl wypowiedzi dziecka z ADHD, które musi wystrzelić tysiąc tez na minute żeby być szczesliwym, ma dużo ciekawych pomysłów. Ja, nie chwaląc się, znam trochę chamskiego i co nieco wyciągam z jego wypowiedzi. Nie ma książkowej wiedzy kujona, ale z pewnością dużo kontaktu z ludzmi i szybko dostrzega schematy.

30,030

Odp: 30lat i cały czas sam
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:
Mrs.Happiness napisał/a:

Jack uważa, że wszystko jest w porządku, gdy kilku nabuzowanych małolatów zbierze się w grupkę i spuści łomot jednemu chłopcu.
Naprawdę sądzisz, że to dobry materiał na autorytet?
Ponieważ moim zdaniem, jeśli ktoś nie ogarnia, że taki dzieciak, co latami dostawał manto od rówieśników, żył w strachu i bezsilności, bo nie potrafił się obronić, może nawet targnąć się na życie, to jego wiedza na temat ludzkiej psychiki szoruje po dnie.

Tego nie doczytałam. Z tego co jednak doczytałam, dość sprawnie punktuje nieścisłości w jego wypowiedziach. Do tego się odnosiłam i odbieram taką postawę na plus.
Jesli sie interesujesz psychologią to pewnie też wiesz, że męską wersją internalizacji przemocy i zaniedbania przez postawę skłonną do samopoświęceń i uległości jest agresja, furja, złość. Czyli właśnie naparzanie innych. Nie popieram przemocy rówieśniczej, ale zgadzam się, że agresja - ale w bezpiecznej formie jak gry komputerowe, sporty walki - jest częścią chłopięcej gamy rozładowania emocji. Uważam, że kobiety też powinny to opanować.
Tak z ciekawości: dałaś kiedyś komuś w twarz jak się wkurzyłaś? Albo walnęłaś talerzem o podłogę, czy inaczej rozładowałaś się fizyczną reakcją?

Myślę, że Jack jak się zastanowić i przebić przez jego styl wypowiedzi dziecka z ADHD, które musi wystrzelić tysiąc tez na minute żeby być szczesliwym, ma dużo ciekawych pomysłów. Ja, nie chwaląc się, znam trochę chamskiego i co nieco wyciągam z jego wypowiedzi. Nie ma książkowej wiedzy kujona, ale z pewnością dużo kontaktu z ludzmi i szybko dostrzega schematy.

W wielu wypowiedziach Jacka pojawiała się aprobata dla przemocowych zachowań rówieśniczych. Dosyć dawno to zauważyłam w jego wypowiedziach kierowanych między innymi do Shiniego. Aprobata i minimalizacja skutków czyli "nie przesadzajmy z tą traumą".

Jeśli ktoś uzewnętrznia się na forum przez lat kilka, w różnych wątkach, opisując wydarzenia i sytuacje sprzed wielu lat to istnienie nieścisłości jest oczywiste. Gdyby ich nie było - można by uznać, że całość jest wymysłem. Opowieści wykreowane są znacznie spójniejsze od tych prawdziwych, tak działa ludzka pamięć. Postawa "wypunktuję nieścisłości" to nic innego jak "wykażę, ze Shini to kłamca".

Agresja, złość, furia - normalne emocje. Rozładowywanie ich metodą "pobiję słabszego" raczej dobre się nie wydaje. Rozładowywania ich inaczej zaś człowiek uczy się od dziecka. Kanał motoryczny jest najbardziej wydajny, ale litości! nie w bliźniego, nie w inne dziecko.
To, że "chłopcy się biją i to normalne" ma ogromna część kulturową, tak przy okazji. W kulturach, w których jest to zachowanie niedopuszczalne, chłopcy zwyczajnie uczą się tego nie czynić i nie czynią.

Danie komuś w twarz to nic innego jak wyładowanie własnych emocji na kimś. Nic godnego pochwały. Talerz, w warunkach bezpiecznych - wedle woli. Jest też bardzo wiele innych bezpiecznych sposobów uwalniania nadmiaru emocji kanałem motorycznym. Prostych, tanich oraz skutecznych. Przy okazji - mamy rożne temperamenty, nie wszyscy wpadamy w złość tzw. gorącą.

Mrs. Happiness napisała, że wiedza Jacka na temat ludzkiej psychiki szoruje po dnie - ja bym powiedziała, że może bardziej pochodzi sprzed kilkudziesięciu lat, bo schematy może i odróżnia, niektóre  może i trafnie ino wedle solidnie przeterminowanej wiedzy.

Posty [ 29,966 do 30,030 z 31,049 ]

Strony Poprzednia 1 … 460 461 462 463 464 … 478 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024