Osobiście nie śledzę tak dokładnie bieżących wydarzeń, ale nie przypominam sobie, aby ktoś na poważnie obwiniał jakąkolwiek ofiarę morderstwa(niezależnie od płci) o to, że np. niepotrzebnie znalazła się w takim czy innym miejscu, o tym czasie. Jednak, jak słusznie Solaris zauważyła, zupełnie czym innym jest obwinianie ofiary, czym innym zaś zwracanie uwagi na brak rozsądku czy świadomości zagrożenia. Jak można te dwie rzeczy zrównywać ze sobą? Na spokojnie można czy nawet trzeba o tym mówić, jednak zbyt często dochodzą do głosu silne emocje. Sam kilkukrotnie wracając gdzieś po zmroku, chociażby ze spotkania ze znajomymi, starałem się instynktownie trzymać tych głównych, oświetlonych ulic. Nie schodziłem za bardzo w żadne wąskie uliczki czy nie skracałem sobie drogi przez park. Świadomość istnienia niebezpieczeństwa jest środkiem prewencyjnym, jaki może nas ustrzec albo zmniejszyć szansę na stanie się ofiarą. Jeśli pomyśli się o tym na spokojnie, to jednak zastanawia łatwość, z jaką ta dziewczyna w Grecji dała się namówić obcym facetom na wspólne spędzenie wieczoru. Jeszcze, gdyby byłą w grupie znajomych, ale sama? Dorosła, świadoma osoba nie zdaje sobie sprawy, że jednak może się jej coś stać? Panie, które się tutaj wypowiadają, niech same stwierdzą, czy postąpiłyby podobnie na jej miejscu? Ofiara poważnego przestępstwa, jeśli ujdzie z tego cało, przeżywa ciężką traumę, niezależnie kto to jest i co mu się przytrafiło. Pewne rzeczy trzeba nazywać po imieniu a płeć nie ma tutaj najmniejszego znaczenia, bo przecież mężczyzna też może paść ofiarą napadu rabunkowego ze skutkiem śmiertelnym.
Ta zamordowana nastolatka padła ofiarą okrutnej zbrodni. Nie wiem, czy ktoś poza matką tego chłopaka, będąc przy zdrowych zmysłach, jeszcze miałby powód, żeby ofiarę oczerniać i obwiniać. Za co? Niektórzy rodzice zaś(niestety!) są w stanie zrobić dla swojego dziecka niemal wszystko(nawet sami zabić), więc reakcja tej matki jest szokująca, ale mnie akurat tak bardzo nie dziwi właśnie z uwagi na to, jak rodzice potrafią bronić do upadłego swoich dzieci.. Choćby było winne, choćby dopuściło się najgorszego, to i tak pozostanie ich dzieckiem, więc taka matka będzie walczyć o niego, jak lwica. Z drugiej strony, jeśli się tam gdziekolwiek przewijał hejt, to niestety zostanie pewnie przemilczane. Prawda jest taka, zważywszy na okoliczności śmierci tej dziewczyny (właściwie jeszcze dziecka), że musiała wyzwalać w kimś skrajnie silne emocje. Tortury, jakim została poddana, mrożą krew w żyłach, przypominając te, stosowane ponad 80 lat temu przez aparat represji obu systemów totalitarnych. Hejt w szkołach stanowi niestety przepis na taką tragedię, jaka się tam rozegrała. Sprawy prześladowań nastolatków są wyciszane, często żeby szkole nie psuć opinii a potem jedno czy drugie dziecko popełnia samobójstwo.
Nie milkną echa tych dwóch zabójstw, natomiast nieco ucichła sprawa zabójstwa lekarza w Krakowie, gdzie problem ataków werbalnych i fizycznych na pracowników służby zdrowia to jakaś plaga. Biorąc pod uwagę, gdzie się wydarzyło, czyli w miejscu, które z zasady powinno być bezpieczne i jest przeznaczone do niesienia ludziom pomocy a tutaj wpada wariat z nożem i dźga lekarza kilkadziesiąt razy, bo sobie coś w głowie uroił...