Shinigami napisał/a:Oczywiście jest ryzyko nawet długotrwałych negatywnych skutków toksycznego związku ale będąc cały czas samotnym jest to samo. Widzę po sobie, że im dłużej jestem samotnym prawiczkiem tym bardziej odległa staje się wizja związku. Jestem coraz starszy, nam pewne przyzwyczajenia i przekonania, które ciężko byłoby zmienić. Miałem na myśli takie najbardziej podstawowe rzeczy do nauki typu jak rozmawiać, jak dotykać, kiedy to robić, jak odczytać czyjeś emocje. Do tego wystarczy chyba jakikolwiek związek. Takie najprostsze doświadczenie jak przebywać z kimś. Nawet to wydaje się nierealne.
Nie, Shini, nie wystarczy jakikolwiek związek, bo toksyczny z samego założenia Cię tego nie nauczy, a przynajmniej nie w takiej formie, jak to powinno wyglądać. To się potem (te obciążenia) za człowiekiem ciągnie.
Jeśli zaś chodzi o to, jak rozmawiać, jak dotykać, to kiedyś już wymieniliśmy się myślami na ten temat. Ja mówiłam wówczas, że jeśli trafisz na kompatybilną ze sobą osobę, to to wszystko przyjdzie naturalnie. A choć pisałam bazując na własnym doświadczeniu, to twierdziliście, że nie, więc... upierać się nie będę 
Shinigami napisał/a:Dokładnie taką sytuację miałem na myśli kiedy pisałem, że nigdy żadna dziewczyna nie zagadała pierwsza. Choć raz w życiu chciałbym doświadczyć czegoś takiego.
I co byś zrobił z taką sytuacją poza samym faktem, że miałbyś na swoim koncie takie doświadczenie? Zrobiłbyś cokolwiek? Bo mam spore obawy, że sparaliżowanego zupełnie by zamurowało.
Jack Sparrow napisał/a:Ale musisz zrozumieć, że jesteś jedną z nielicznych, która mówi wprost. Większość kobiet działa na zasadzie "dałam mu wskazówki - niech się domyśli". I to jest tak powszechne, że jak w końcu trafi się taka jak ty, to większość facetów.....nie wie co ma z tym zrobić. Czy traktować jako informację dosłowną i wypowiedzianą wprost, czy jako....hint do czegoś kompletnie innego.
Być może, ale dla mnie jest to oznaką niedojrzałości, bo po pierwsze łatwo zauważyć, że "domyśl się" kompletnie się nie sprawdza, więc wnioski można wyciągnąć bardzo szybko, po drugie tyle się na ten temat trąbi, że samo to powinno skłonić do zastanowienia i zmiany taktyki. Niemniej, no cóż, ja tam wprost mówię czego chcę, a czego nie chcę, nie każąc się nikomu niczego domyślać, więc zwyczajnie irytuje mnie, jeśli potem ktoś albo stara się uszczęśliwiać mnie na siłę równocześnie nie zaspokajając potrzeb, które wprost zostały wyartykułowane, albo co gorsza sam czuje się rozczarowany, że to jego uszczęśliwianie nie działa.
Generalnie w ogóle problemy z komunikacją wydają się być źródłem większości konfliktów. Na przykład jedna osoba coś mówi, a druga słyszy coś zupełnie innego albo ktoś czegoś od drugiego oczekuje, pomimo że nigdy tego głośno nie wypowiedział, a jednak nie czuje, że jego rozczarowanie czy narastający żal nie mają żadnych racjonalnych podstaw i tak dalej, i tak dalej. A już obrażanie się, stosowanie jakichś emocjonalnych szantaży, zamiatanie różnych nierozwiązanych kwestii pod dywan... No po prostu dramat.
Jack Sparrow napisał/a:Panowie - zluzujecie majty. Większość facetów też ma 'miliony' okazji. Tylko mało który z was zauważa, że właśnie nadarzyła się okazja, bo jesteście tak zakompleksieni, ze jak wam babka daje neonem po oczach 'zagadaj do mnie' to wy odwracacie kota ogonem upierając się, ze ten neon to miał was tylko oślepić.
No nie? Ja tu widzę zresztą braki w inteligencji emocjonalnej, które z jednej strony nie pozwalają na odczytywanie wysyłanych w ich kierunku sygnałów, z drugiej na zauważanie potencjalnie sprzyjających okoliczności.
Jeśli jednak ktoś się kobiet boi, traktując nas jak te wspomniane jednorożce, to czasem nawet łatwiej jest udawać, że się czegoś nie widzi niż iść za ciosem, który zgodnie z wewnętrznym odczuciem jest jakimś nadludzkim wyzwaniem.
Kakarotto napisał/a:Nie wiem czy celowo czy nie, ale w dalszym ciągu manipulujesz moją wypowiedzią. Po pierwsze nigdzie nie użyłem słowa "każda", a po drugie sensem mojej wypowiedzi było to, że kobieta mając do wyboru prędzej zechce być setną Alfy niż pierwszą przegrywa, nie to, że każda najbardziej na Świecie chce być setną Alfy. To nie jest tożsame.
Swoją drogą świetnie widać w Twoich wypowiedziach ten słynny kobiecy solipsyzm. Żywy dowód.
Przeciwnie, nie ma tu żadnej manipulacji, to raczej Ty masz problem z precyzyjnym wyrażaniem swoich myśli.
Tyle razy już podnosiliśmy ten temat, że jeśli piszesz "kobieta", to jest to w zupełnie oczywisty sposób odczytywane jako "każda kobieta", a jeśli masz na myśli niektóre czy nawet większość, ale nie wszystkie, to należy to sprecyzować.
Zresztą jeśli napiszę "mężczyźni wolą kobiety, które już były w związku, bo łatwiej jest im się z nimi porozumieć w sprawach łóżkowych", to jaki wyciągniesz z tego wniosek? Pytanie jest oczywiście retoryczne.
Idąc dalej, doskonale rozumiem, co napisałeś, ale to nadal nie zmienia ogólnej istoty wypowiedzi, że samiec Alfa z dużym przebiegiem jest kimś, kto kobiety pociąga z samego faktu, że jest Alfą. To są wyłącznie Wasze teorie, które
Całą reszta mojej wypowiedzi miała ogólny wydźwięk, żebyście w końcu przestali za nas decydować, co jest dla NAS ważne i co NAS pociąga, zwłaszcza, że co chwilę pudłujecie. Mało tego, sami sobie w ten sposób robicie krzywdę, bo między tym, co sobie wymyśliliście a jaka jest rzeczywistość, chwilami jest ogromna przepaść, a Wy uparcie trzymacie się własnych, nieprawdziwych teorii.
Na koniec wspomnę, że ów słynny, jak to określiłeś, solipsyzm, o którym pewnie przeczytałeś od jakichś męskich guru, że odnosi się do kobiet, spokojnie mogłabym uznać za projektowanie na nas swoich własnych, męskich zachowań, a jednak tego nie zrobię, bo jeśli jest obecny, to tylko u pewnej grupy. Jakieś wnioski? 