30lat i cały czas sam - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony Poprzednia 1 382 383 384 385 386 478 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 24,896 do 24,960 z 31,047 ]

24,896

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:
Anewe napisał/a:

Taka diagnoza prywatnie to koszt 1500-3000 zł, a na NFZ czeka się pewnie ponad rok.

Jakieś oszczędności ma. Stać go, aby zainwestować takie pieniądze. Tylko na 99,99% nie będzie chciał.

Najpierw musiałby doczytać czy to ma sens. Bo jeśli diagnoza/opinia (nie wiem jak oni to tytułują)  z prywatnej poradni nie pozwoli mu zapisać się w kolejkę NFZ do poradni dla osób z autyzmem, to to jest wtedy kasa wyrzucona w błoto.

Zobacz podobne tematy :

24,897

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:
Anewe napisał/a:

Niekoniecznie. Moim zdaniem on może być w spektrum, może Asperger, skoro intelektualnie jest ok.

Shini, a może ty już zostałeś zdiagnozowany w dzieciństwie? Coś tam pisałeś (to chyba byłeś ty), że w szkole miałeś jakieś spotkania z psychologiem i robił ci różne testy. Może rodzice wiedzą, że jesteś w spektrum, tylko się tego wstydzą? Tak się zdarza w rodzinach podobnych do twojej, w myśl zasady: "matka normalna, ojciec normalny, a syn TAAAKI, udawajmy, że tej diagnozy nie było, może nikt nie zauważy, nie można nikomu powiedzieć, bo wstyd na całą wieś".


Za moich czasów w szkole się tylko badało pod kątem dysleksji i dysortografii, a i to było tylko raz na kilka lat. Raczej mało która szkoła ma na stanie specjalistę z odpowiednimi uprawnieniami. Chyba, że chodził do jakiejś szkoły integracyjnej.

Ja byłem w klasie integracyjnej w gimnazjum (dostałem się ze względu na średnią, a nie zaburzenia) i to były najgorsze lata mojego życia. I nie, żadnych "specjalistów" nie było.

24,898

Odp: 30lat i cały czas sam
rakastankielia napisał/a:

Ja byłem w klasie integracyjnej w gimnazjum (dostałem się ze względu na średnią, a nie zaburzenia) i to były najgorsze lata mojego życia. I nie, żadnych "specjalistów" nie było.


To musiała to być dramatycznie niska średnia, świadcząca właśnie o jakichś zaburzeniach.


Anewe - no to jest problem z orzecznictwem niestety. Dlatego sugerowałem fundację/stowarzyszenie, bo oni się orientują w przepisach i kto się specjalizuje w takiej tematyce.

24,899

Odp: 30lat i cały czas sam

Moim zdaniem sensowne byłoby wybranie tej poradni, koszt 1500 zł:
https://www.leczeniesrodowiskowe.pl/cennik.html

Potem można, już z orzeczeniem w ręku, zapisać się do nich na terapię na NFZ.

24,900

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:
rakastankielia napisał/a:

Ja byłem w klasie integracyjnej w gimnazjum (dostałem się ze względu na średnią, a nie zaburzenia) i to były najgorsze lata mojego życia. I nie, żadnych "specjalistów" nie było.


To musiała to być dramatycznie niska średnia, świadcząca właśnie o jakichś zaburzeniach.


Anewe - no to jest problem z orzecznictwem niestety. Dlatego sugerowałem fundację/stowarzyszenie, bo oni się orientują w przepisach i kto się specjalizuje w takiej tematyce.

Nie, ja zawsze się dobrze uczyłem i byłem ulubieńcem nauczycieli. To do mnie zawsze zwracano się z prośbą o pomoc w zadaniach.

24,901

Odp: 30lat i cały czas sam

Siur i taki zdolniacha wylądował w klasie z największymi jełopami w całej szkole.

Acha.

24,902

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:

Siur i taki zdolniacha wylądował w klasie z największymi jełopami w całej szkole.

Acha.

Moja mama tak chciała, bo teoretycznie właśnie to miała być klasa dla najzdolniejszych, wspomagających tych z zaburzeniami.

24,903

Odp: 30lat i cały czas sam
rakastankielia napisał/a:

Moja mama tak chciała, bo teoretycznie właśnie to miała być klasa dla najzdolniejszych, wspomagających tych z zaburzeniami.


Nope. Tego się nigdzie nie praktykuje. Nigdy. Ale rozumiem skąd wiara w to.

Babcia ci zapewne też powtarzała, że przystojny z ciebie kawaler, a mama mówiła, że nie jesteś powolny, tylko dokładny....

24,904

Odp: 30lat i cały czas sam

Ja akurat nie wątpię Raka że ty w szkole uczyłeś się całkiem fajnie, ale Twoje umiejętności społeczne ("czytania ludzi", konwenansów, wychwytywania emocji) mogą być odstające.

Kiedyś już wrzucałem ten wywiad ale myślę że warto sobie przypomnieć:

https://www.youtube.com/watch?v=Ih-xCPx3KlY

Przypuszczam że wy jesteście jak tubylcy w innym kraju - nie możecie mieć pretensji że lokalsi was nie rozumieją, skoro mówicie innym językiem. My nie rozumiemy was, wy nie rozumiecie nas.

24,905 Ostatnio edytowany przez rakastankielia (2024-02-19 14:33:16)

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:
rakastankielia napisał/a:

Moja mama tak chciała, bo teoretycznie właśnie to miała być klasa dla najzdolniejszych, wspomagających tych z zaburzeniami.


Nope. Tego się nigdzie nie praktykuje. Nigdy. Ale rozumiem skąd wiara w to.

Babcia ci zapewne też powtarzała, że przystojny z ciebie kawaler, a mama mówiła, że nie jesteś powolny, tylko dokładny....

Nie miałem żadnych zaburzeń, za to ciągle jeździłem na konkursy, czego słabi uczniowie nie robią. To, że ona miała złe informacje, nie świadczy o mnie.

24,906

Odp: 30lat i cały czas sam
Foxterier napisał/a:

Ja akurat nie wątpię Raka że ty w szkole uczyłeś się całkiem fajnie


Z definicji to są klasy dla dzieci z deficytami.


https://www.nowaera.pl/eduone/klasy-integracyjne

24,907

Odp: 30lat i cały czas sam
rakastankielia napisał/a:

Nie miałem żadnych zaburzeń, za to ciągle jeździłem na konkursy, czego słabi uczniowie nie robią. To, że ona miała złe informacje, nie świadczy o mnie.


Miałeś i masz w zakresie rozwoju emocjonalnego i umiejętności społecznych.

24,908

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:
rakastankielia napisał/a:

Nie miałem żadnych zaburzeń, za to ciągle jeździłem na konkursy, czego słabi uczniowie nie robią. To, że ona miała złe informacje, nie świadczy o mnie.


Miałeś i masz w zakresie rozwoju emocjonalnego i umiejętności społecznych.

Być może. Ale żadnej diagnozy nie miałem, więc to nie był czynnik mający wpływ na klasę, w której się uczyłem smile a w teorii właśnie te osoby z zaburzeniami mają tam te umiejętności społeczne rozwijać smile

24,909

Odp: 30lat i cały czas sam

Nie musiałeś mieć. Wystarczyło, ze twoi rodzice mieli świadomość twoich problemów i tak to się skończyło. Tak czy siak wybór był trafny, bo pozwolił ci na odpowiedni rozwój.

24,910

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:

Nie musiałeś mieć. Wystarczyło, ze twoi rodzice mieli świadomość twoich problemów i tak to się skończyło. Tak czy siak wybór był trafny, bo pozwolił ci na odpowiedni rozwój.

Nie mieli żadnej świadomości, moje problemy są spowodowane co najwyżej nadopiekuńczością matki. Ze mną jest wszystko ok.

24,911

Odp: 30lat i cały czas sam
rakastankielia napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Nie musiałeś mieć. Wystarczyło, ze twoi rodzice mieli świadomość twoich problemów i tak to się skończyło. Tak czy siak wybór był trafny, bo pozwolił ci na odpowiedni rozwój.

Nie mieli żadnej świadomości, moje problemy są spowodowane co najwyżej nadopiekuńczością matki. Ze mną jest wszystko ok.


Momentami bywasz zniewalająco naiwny. Takie 'oooo, chodź cię przytulę' wink

24,912

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:
rakastankielia napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Nie musiałeś mieć. Wystarczyło, ze twoi rodzice mieli świadomość twoich problemów i tak to się skończyło. Tak czy siak wybór był trafny, bo pozwolił ci na odpowiedni rozwój.

Nie mieli żadnej świadomości, moje problemy są spowodowane co najwyżej nadopiekuńczością matki. Ze mną jest wszystko ok.


Momentami bywasz zniewalająco naiwny. Takie 'oooo, chodź cię przytulę' wink

To nie naiwność, tylko stwierdzenie faktu.

24,913 Ostatnio edytowany przez Kakarotto (2024-02-19 16:35:45)

Odp: 30lat i cały czas sam
Priscilla napisał/a:

Zlitujcie się już z tym Waszym "kobieta woli to", "kobieta chce tego", "kobieta uważa", zwłaszcza odnosząc się do kobiet, i pozwólcie nam samym za siebie się wypowiadać bez tego narzucania, że lepiej wiecie co wolimy i czego chcemy, bo nie, NIE KAŻDA kobieta chce być setną Alfy czy nawet super hiper Alfy.

Nie wiem czy celowo czy nie, ale w dalszym ciągu manipulujesz moją wypowiedzią. Po pierwsze nigdzie nie użyłem słowa "każda", a po drugie sensem mojej wypowiedzi było to, że kobieta mając do wyboru prędzej zechce być setną Alfy niż pierwszą przegrywa, nie to, że każda najbardziej na Świecie chce być setną Alfy. To nie jest tożsame.

Swoją drogą świetnie widać w Twoich wypowiedziach ten słynny kobiecy solipsyzm. Żywy dowód.

Herne napisał/a:

Kakarotto od razu piszę, że to nie jest zaczepna wiadomość.
ALE tak z czystej, ludzkiej ciekawości - skąd Wy* (celowo liczba mnoga) bierzecie takie rewelacje na temat zwiazków? Skąd czerpiecie wiedzę na ten temat? Sam przyznaleś, że:

Kakarotto napisał/a:
Anewe napisał/a:

Powiedz, że jesteś prawiczkiem bez mówienia, że jesteś prawiczkiem.
To przewrażliwienie na własnym punkcie widać z kilometra u każdego z was.

No i jestem. Ale co z tego i co to ma do rzeczy? tongue

A więc doświadczenie związkowe oraz znajomość tematów relacyjnych masz zapewne zerowe lub baardzo małe. A więc powyższa wypowiedź nie jest pochodną tego Twojego (Waszego*) doświadczenia. Skąd więc wiedza na ten temat? Czy tak przeczytałes w internecie? Czy może tak Ci powiedzieli koledzy? A ci koledzy to są lub byli sami w jakichs związkach czy też tylko teoretuzują?

Czyli lekarz kardiolog sam musi najpierw przejść zawał serca aby móc go leczyć?
Wiedzę na temat relacji czerpię zarówno z własnych doświadczeń (Pomimo, że jestem prawikiem to jakieś tam mam i zdecydowanie nie jestem z tych co to dosłownie nigdy nawet za rękę nie trzymali. Warto dodać też tutaj, że bycie odrzucanym to również jest doświadczenie.), ale też bardzo dużo na ten temat czytam, słucham i oglądam różnych rzeczy (oczywiście jednak zarazem nie łykam bezrefleksyjnie). Natomiast konkretnie to co wyżej pisałem w odpowiedzi do Priscilli to są akurat słowa Romana Warszawskiego, ale zgadzam się z nimi.
Z całym szacunkiem @Herne, ale najmłodszy już nie jesteś i jeżeli naprawdę uważasz, że sytuacja na rynku matrymonialnym ludzi w wieku 20-30 wygląda dziś tak samo jak ty byłeś w tym wieku 20 lat temu to się grubo mylisz.
PS: Proszę też uprzejmie nie zwracać się do mnie per Wy. Nie uważam się osobiście za incela ani przegrywa bo jestem świadom, że gdybym chciał znaleźć seks czy nawet związek z kimkolwiek to nie byłoby to problemem. Nie jestem jednak desperatem.

Herne napisał/a:

Jest Rumuński który kilka postów temu tez udziela mentorskim tonem rad dotyczących prawienia komplementów i ogólnie ma setki teorii na temat związków.

No, ale przecież Rumun ma rację z tymi tanimi komplementami. Zwłaszcza bardzo atrakcyjne dziewczyny dostają takich masę. Wystarczy spojrzeć na Insta, jakiekolwiek grupki randkowe na FB czy jakiekolwiek inne miejsce gdzie faceci mogą publicznie komentować fotki dziewczyn żeby się o tym przekonać. Nie mówiąc już o stworzeniu testowego konta kobiety na portalu randkowym. I jestem skłonny uwierzyć, że na żywo wygląda to podobnie. No może z tą różnicą, że mniej takich delikwentów ma odwagę.

Ja tam jakoś nie widzę całej masy polskich dziewczyn w związkach z obcokrajowcami.
Za to widzę na ulicach i w swoim otoczeniu całą masę dziewczyn w związkach z Polakami.

W tej kwestii też przecież nie jest żadną wiedzą tajemną, że to co dla nas obce czy egzotyczne jest często pociągające. Tak samo, albo nawet i jeszcze lepiej przecież jest jak biały Europejczyk pojedzie na Daleki Wschód. Nie ma w tym niczego dziwnego i nieprawdziwego.

jea1 napisał/a:

musza powtarzac coś co im wczesniej ktoś wciska do niesamodzielnej łepetyny,,taka moda

To, że ktoś zgadza się z czymś co ktoś inny powiedział nie implikuje w żaden sposób, że tego nie przemyślał.

blueangel napisał/a:

w watku obok staralysmy sie wam wytlumaczyc, ze seks sam w sobie dla seksu ma dla nas wartosc zerowa, ale wasze prymitywne mozgi nie sa w stanie tego ogarnac.

Nie tyle seks sam w sobie ma wartość zerową co po prostu jeżeli już kierujecie się tylko wyglądem szukając jedynie zabawy to ten wygląd musi być naprawdę wyśrubowany i atrakcyjny. Jeżeli byłoby dosłownie tak jak piszesz to by znaczyło, że wszystkie kobiety nie są zdolne w ogóle do zaliczania ONSów albo się do tego zmuszają i wszystkie są sapio albo demiseksualne. A oboje wiemy, że tak nie jest. Facet też nie rzuci się na wszystko co ma dziurę, ale wprost przeciwnie do kobiety będzie miał te wizualne wymagania na ONS, zwłaszcza jak go bardzo przyciśnie - bardzo niskie.

Shinigami napisał/a:

Powiedziała mi, że tamtym nie dała tego numeru, a mi dała bo poznaliśmy się trochę lepiej niż tylko pusty komplement i od razu pytanie o numer.

No ale widzisz, mimo wszystko załatwiłeś już tych innych kolesi w przedbiegach bo ty numer dostałeś, a oni nie. Jak widać konkurencja może i jest spora, ale większość z tej konkurencji sama się elikinuje zanim w ogóle zdąży wystartować.

Anewe napisał/a:

Tak samo nie raz słyszałem od różnych koleżanek czy znajomych, że czasami aż nie chce im się wychodzić na miasto bo nawet do sklepu nie mogą pójść żeby ktoś ich nie zaczepił, a wcale nie były to jakieś super atrakcyjne modelki.

Dlatego właśnie tak bardzo forsowane przez PUA podchodzenie do obcych kobiet na ulicy średnio ma sens.

Rumunski_Zolnierz napisał/a:

I tak też tworzy się zjawisko hipergamii. Co chwila faceci zaczepiają i pytają o numer telefonu, to kobieta ma takie ego, że jest przekonana iż może celować w Ronaldo.

Hipergamia (czyli tendencja do poszukiwania dla siebie najlepszego możliwego i zawsze lepszego od siebie partnera) się nie tworzy. Hipergamia istnieje i istniała zawsze bo to jest część kobiecej natury. Sama w sobie nie jest też niczym złym. Problem jednak polega na tym, że w dzisiejszych czasach za sprawą dostępu do gigantycznej liczby "kandydatów" oraz braku jakichkolwiek ograniczeń (którymi wcześniej były m.in. uwarunkowania kulturowe, ale także chociażby na przykład większe ryzyko związane z ciążą) ta hipergamia została rozbuchana i wywindowana do ponadnaturalnego poziomu. Efektem jest to, że ogromna (i coraz większa bo to się ciągle zmienia w czasie) grupa facetów staje się dla kobiet niewidzialna oraz mamy też z kolei bardzo wąską grupę najbardziej atrakcyjnych facetów, która z kolei obraca największą ilość kobiet w historii.
Z drugiej strony też skutkiem tego coraz więcej kobiet twierdzi, że nie ma dla nich odpowiedniego faceta. Reasumując żyjemy w najbardziej rozseksualizowanych czasach i zarazem w czasach w których najmniej ludzi w historii uprawia seks.

24,914

Odp: 30lat i cały czas sam

UWAGA będzie długi post, chciałem zebrać wszystko w jednym miejscu.

Jack Sparrow napisał/a:

Panowie - zluzujecie majty. Większość facetów też ma 'miliony' okazji. Tylko mało który z was zauważa, że właśnie nadarzyła się okazja, bo jesteście tak zakompleksieni, ze jak wam babka daje neonem po oczach 'zagadaj do mnie' to wy odwracacie kota ogonem upierając się, ze ten neon to miał was tylko oślepić.

Nikt nie lubi desperatów, frustratów i natrętów. Wystarczy, ze zaczniecie traktować kobiety jak LUDZI, a nie jednorożce.

To jest ciekawa kwestia, zastanawiam się czy w taki razie ja też miałem kiedyś choć jedną okazję tylko jej nie zauważyłem. W związku z tym mam pytanie, czym jest ta okazja?

Nigdy nie simpowałem, nigdy nie latałem za dziewczyną jakoś desperacko, nigdy nie byłem natrętny, zawsze traktowałem kobiety równo jak każdego człowieka, a mimo to okazji nie przypominam sobie.

Foxterier napisał/a:

Mieszkasz z rodzicami, masz dach nad głową, nie masz niepełnosprawności, nie jesteś po wypadku, nie jesteś nienaturalnie szpetny, umiesz sklecić dwa zdania, mieszkasz niedaleko stolicy, czego ci chłopie brak?

Ludzie czasami mają taką patolę w domu że ledwo 18 lat skończą i muszą uciekać w podskokach bo na*ebany ojciec z siekierą po mieszkaniu lata, zero grosza przy duszy, jadą do Hiszpanii na szparagi gdzie zapieprzają po 12h i gówno z tego mają.

Twoim głównym problemem jest totalnie nieżyciowy, lękowy charakter - wszystko co robisz wynika z jednego, z lęku: przed działaniem, przed odrzuceniem, przed konsekwencją.

Brak mi przede wszystkim pieniędzy, pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy, a ostatnio też czasu zaczyna mi brakować.

Wiem, że niektórzy mają w domu totalną patolę, znałem nie jedną taką osobę, na przykład ta moja jedyna przyjaciółka. On już w wieku 16 lat wyniosła się z domu przez co nie ukończyła liceum i nie pisała matury. Mieszkała na squatach, miała problemy z alkoholem i narkotykami, a mimo to teraz ma dobrą pracę, zarabia więcej ode mnie, ma męża i dziecko. Praktycznie każdy z tych ludzi pochodzących z największej patoli teraz ma dużo lepszą sytuację niż ja.

Dokładnie masz rację, lęk gra tu główną rolę ale nie jedynym źródłem problemów.

Jack Sparrow napisał/a:

Większość moich znajomych w czasów szkolnych mogła pozazdrościć. Na takich jak on się mówiło, że są ustawieni życiowo.

Za moich czasów nikt tak nie mówił. Ustawienia życiowo byli tylko ci mający bogatych rodziców, którzy byli szykowano na przejęcie rodzinnych biznesów.

Ja wiem, że mam lepiej niż wielu ludzi, mogło być znacznie gorzej i mam tego świadomość ale dobrze też nie jest.

Anewe napisał/a:

Niekoniecznie. Moim zdaniem on może być w spektrum, może Asperger, skoro intelektualnie jest ok.

Shini, a może ty już zostałeś zdiagnozowany w dzieciństwie? Coś tam pisałeś (to chyba byłeś ty), że w szkole miałeś jakieś spotkania z psychologiem i robił ci różne testy. Może rodzice wiedzą, że jesteś w spektrum, tylko się tego wstydzą? Tak się zdarza w rodzinach podobnych do twojej, w myśl zasady: "matka normalna, ojciec normalny, a syn TAAAKI, udawajmy, że tej diagnozy nie było, może nikt nie zauważy, nie można nikomu powiedzieć, bo wstyd na całą wieś".

Miałem spotkania z psychologiem ale to właśnie z powodu dysgrafii. Ogólnie ta szkolna psycholożka chyba sama nie wiedziała co tam robi. Podejrzewam, że ani ona ani nikt z nauczycieli nawet nie pomyślał o testach i badaniach pod kątem spektrum, a rodzice nigdy nawet nie słyszeli o czymś takim.

Foxterier napisał/a:

Też uważam że i Raka i Shini są w spektrum, ale naprawdę nie wiem jaki to problem dla Shiniego wziąć dzień wolny w pracy, umówić się na badanie w Warszawie, pojechać tam, sprawdzić, pójść sobie na kawę i ciacho do Złotych Tarasów i wrócić na tą swoją pipidówę. Przynajmniej coś miałby potwierdzone/wykluczone.

Tego nie zrobią w jeden dzień, z tego co sprawdzałem to jest kilka spotkań po kilka dni. Jeden czy dwa dni wolnego to luz ale więcej już byłoby ciężko.

Jack Sparrow napisał/a:

Skoro nie zrobił ankiety dot. predyspozycji zawodowych przez neta, to myślisz, ze on gdzieś pojedzie sam?

Kto powiedział, że nie zrobiłem takich ankiet? Zrobiłem i to nie jedną.

Jack Sparrow napisał/a:
Anewe napisał/a:

Taka diagnoza prywatnie to koszt 1500-3000 zł, a na NFZ czeka się pewnie ponad rok.

Jakieś oszczędności ma. Stać go, aby zainwestować takie pieniądze. Tylko na 99,99% nie będzie chciał.

Wszędzie gdzie sprawdzałem jest właśnie ok. 1500zl, a co do czekania to wątpię by było tak krótko.

Na takie wydatki spokojnie mnie stać ale właśnie jest lęk, że wszystko pójdzie w błoto. To nie jest kwestia czy chcę czy nie tylko muszę.

Anewe napisał/a:

Moim zdaniem sensowne byłoby wybranie tej poradni, koszt 1500 zł:
https://www.leczeniesrodowiskowe.pl/cennik.html

Potem można, już z orzeczeniem w ręku, zapisać się do nich na terapię na NFZ.

To nie jest zły pomysł, lokalizacja bardzo dobra. Choć przyznam, że jeszcze lepsze byłoby miejsce gdzie mają też doradztwo zawodowe bo to też jest raczej niezbędne.

24,915 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2024-02-19 17:21:33)

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Oczywiście jest ryzyko nawet długotrwałych negatywnych skutków toksycznego związku ale będąc cały czas samotnym jest to samo. Widzę po sobie, że im dłużej jestem samotnym prawiczkiem tym bardziej odległa staje się wizja związku. Jestem coraz starszy, nam pewne przyzwyczajenia i przekonania, które ciężko byłoby zmienić. Miałem na myśli takie najbardziej podstawowe rzeczy do nauki typu jak rozmawiać, jak dotykać, kiedy to robić, jak odczytać czyjeś emocje. Do tego wystarczy chyba jakikolwiek związek. Takie najprostsze doświadczenie jak przebywać z kimś. Nawet to wydaje się nierealne.

Nie, Shini, nie wystarczy jakikolwiek związek, bo toksyczny z samego założenia Cię tego nie nauczy, a przynajmniej nie w takiej formie, jak to powinno wyglądać. To się potem (te obciążenia) za człowiekiem ciągnie.
Jeśli zaś chodzi o to, jak rozmawiać, jak dotykać, to kiedyś już wymieniliśmy się myślami na ten temat. Ja mówiłam wówczas, że jeśli trafisz na kompatybilną ze sobą osobę, to to wszystko przyjdzie naturalnie. A choć pisałam bazując na własnym doświadczeniu, to twierdziliście, że nie, więc... upierać się nie będę wink

Shinigami napisał/a:

Dokładnie taką sytuację miałem na myśli kiedy pisałem, że nigdy żadna dziewczyna nie zagadała pierwsza. Choć raz w życiu chciałbym doświadczyć czegoś takiego.

I co byś zrobił z taką sytuacją poza samym faktem, że miałbyś na swoim koncie takie doświadczenie? Zrobiłbyś cokolwiek? Bo mam spore obawy, że sparaliżowanego zupełnie by zamurowało.

Jack Sparrow napisał/a:

Ale musisz zrozumieć, że jesteś jedną z nielicznych, która mówi wprost. Większość kobiet działa na zasadzie "dałam mu wskazówki - niech się domyśli". I to jest tak powszechne, że jak w końcu trafi się taka jak ty, to większość facetów.....nie wie co ma z tym zrobić. Czy traktować jako informację dosłowną i wypowiedzianą wprost, czy jako....hint do czegoś kompletnie innego.

Być może, ale dla mnie jest to oznaką niedojrzałości, bo po pierwsze łatwo zauważyć, że "domyśl się" kompletnie się nie sprawdza, więc wnioski można wyciągnąć bardzo szybko, po drugie tyle się na ten temat trąbi, że samo to powinno skłonić do zastanowienia i zmiany taktyki. Niemniej, no cóż, ja tam wprost mówię czego chcę, a czego nie chcę, nie każąc się nikomu niczego domyślać, więc zwyczajnie irytuje mnie, jeśli potem ktoś albo stara się uszczęśliwiać mnie na siłę równocześnie nie zaspokajając potrzeb, które wprost zostały wyartykułowane, albo co gorsza sam czuje się rozczarowany, że to jego uszczęśliwianie nie działa.

Generalnie w ogóle problemy z komunikacją wydają się być źródłem większości konfliktów. Na przykład jedna osoba coś mówi, a druga słyszy coś zupełnie innego albo ktoś czegoś od drugiego oczekuje, pomimo że nigdy tego głośno nie wypowiedział, a jednak nie czuje, że jego rozczarowanie czy narastający żal nie mają żadnych racjonalnych podstaw i tak dalej, i tak dalej. A już obrażanie się, stosowanie jakichś emocjonalnych szantaży, zamiatanie różnych nierozwiązanych kwestii pod dywan... No po prostu dramat.

Jack Sparrow napisał/a:

Panowie - zluzujecie majty. Większość facetów też ma 'miliony' okazji. Tylko mało który z was zauważa, że właśnie nadarzyła się okazja, bo jesteście tak zakompleksieni, ze jak wam babka daje neonem po oczach 'zagadaj do mnie' to wy odwracacie kota ogonem upierając się, ze ten neon to miał was tylko oślepić.

No nie? Ja tu widzę zresztą braki w inteligencji emocjonalnej, które z jednej strony nie pozwalają na odczytywanie wysyłanych w ich kierunku sygnałów, z drugiej na zauważanie potencjalnie sprzyjających okoliczności.
Jeśli jednak ktoś się kobiet boi, traktując nas jak te wspomniane jednorożce, to czasem nawet łatwiej jest udawać, że się czegoś nie widzi niż iść za ciosem, który zgodnie z wewnętrznym odczuciem jest jakimś nadludzkim wyzwaniem.

Kakarotto napisał/a:

Nie wiem czy celowo czy nie, ale w dalszym ciągu manipulujesz moją wypowiedzią. Po pierwsze nigdzie nie użyłem słowa "każda", a po drugie sensem mojej wypowiedzi było to, że kobieta mając do wyboru prędzej zechce być setną Alfy niż pierwszą przegrywa, nie to, że każda najbardziej na Świecie chce być setną Alfy. To nie jest tożsame.

Swoją drogą świetnie widać w Twoich wypowiedziach ten słynny kobiecy solipsyzm. Żywy dowód.

Przeciwnie, nie ma tu żadnej manipulacji, to raczej Ty masz problem z precyzyjnym wyrażaniem swoich myśli.
Tyle razy już podnosiliśmy ten temat, że jeśli piszesz "kobieta", to jest to w zupełnie oczywisty sposób odczytywane jako "każda kobieta", a jeśli masz na myśli niektóre czy nawet większość, ale nie wszystkie, to należy to sprecyzować.
Zresztą jeśli napiszę "mężczyźni wolą kobiety, które już były w związku, bo łatwiej jest im się z nimi porozumieć w sprawach łóżkowych", to jaki wyciągniesz z tego wniosek? Pytanie jest oczywiście retoryczne.

Idąc dalej, doskonale rozumiem, co napisałeś, ale to nadal nie zmienia ogólnej istoty wypowiedzi, że samiec Alfa z dużym przebiegiem jest kimś, kto kobiety pociąga z samego faktu, że jest Alfą. To są wyłącznie Wasze teorie, które
Całą reszta mojej wypowiedzi miała ogólny wydźwięk, żebyście w końcu przestali za nas decydować, co jest dla NAS ważne i co NAS pociąga, zwłaszcza, że co chwilę pudłujecie. Mało tego, sami sobie w ten sposób robicie krzywdę, bo między tym, co sobie wymyśliliście a jaka jest rzeczywistość, chwilami jest ogromna przepaść, a Wy uparcie trzymacie się własnych, nieprawdziwych teorii.

Na koniec wspomnę, że ów słynny, jak to określiłeś, solipsyzm, o którym pewnie przeczytałeś od jakichś męskich guru, że odnosi się do kobiet, spokojnie mogłabym uznać za projektowanie na nas swoich własnych, męskich zachowań, a jednak tego nie zrobię, bo jeśli jest obecny, to tylko u pewnej grupy. Jakieś wnioski? wink

24,916 Ostatnio edytowany przez Kakarotto (2024-02-19 17:45:26)

Odp: 30lat i cały czas sam
Priscilla napisał/a:

Przeciwnie, nie ma tu żadnej manipulacji, to raczej Ty masz problem z precyzyjnym wyrażaniem swoich myśli.
Tyle razy już podnosiliśmy ten temat, że jeśli piszesz "kobieta", to jest to w zupełnie oczywisty sposób odczytywane jako "każda kobieta", a jeśli masz na myśli niektóre czy nawet większość, ale nie wszystkie, to należy to sprecyzować.
Zresztą jeśli napiszę "mężczyźni wolą kobiety, które już były w związku, bo łatwiej jest im się z nimi porozumieć w sprawach łóżkowych", to jaki wyciągniesz z tego wniosek? Pytanie jest oczywiście retoryczne.

Okej rozumiem. Chociaż co do tego pogrubionego odebrałbym to jako dotyczące ogólnej tendencji panującej wśród danej grupy, nie jako dotyczące każdego osobnika z tej grupy. Bo po prostu z góry zakładam, że nie jest możliwe aby wszystkie osobniki danej grupy były pod jakimkolwiek względem dokładnie takie same. Mniejsze i większe wyjątki zdarzają się zawsze.

Idąc dalej, doskonale rozumiem, co napisałeś, ale to nadal nie zmienia ogólnej istoty wypowiedzi, że samiec Alfa z dużym przebiegiem jest kimś, kto kobiety pociąga z samego faktu, że jest Alfą.

Nie rozumiesz pojęcia Alfy. Alfa nie pociąga kobiet z samego faktu, że jest Alfą. Alfa jest Alfą dlatego, że pociąga mnóstwo kobiet (oczywiście między innymi).

Całą reszta mojej wypowiedzi miała ogólny wydźwięk, żebyście w końcu przestali za nas decydować, co jest dla NAS ważne i co NAS pociąga, zwłaszcza, że co chwilę pudłujecie.

Wyjaśnijmy sobie jedno - ja tutaj nie próbuję TOBIE wmówić, że wiem lepiej od CIEBIE co CIEBIE konkretnie pociąga i jak TY byś się w danej sytuacji zachowała.

Mało tego, sami sobie w ten sposób robicie krzywdę, bo między tym, co sobie wymyśliliście a jaka jest rzeczywistość, chwilami jest ogromna przepaść, a Wy uparcie trzymacie się własnych, nieprawdziwych teorii.

Gdyby teorie były kompletnie nieprawdziwe to nie miałyby racji bytu i zależności które głoszą nie byłyby dostrzegane niezależnie przez wielu facetów z różnych części Świata.

24,917

Odp: 30lat i cały czas sam
Kakarotto napisał/a:

Nie rozumiesz pojęcia Alfy. Alfa nie pociąga kobiet z samego faktu, że jest Alfą. Alfa jest Alfą dlatego, że pociąga mnóstwo kobiet (oczywiście między innymi).

Jest na to jakaś oficjalna, sprzeczna z "moją" definicja? Bo o ile mi wiadomo, to Alfa zgodnie z atawistycznym ujęciem jest przywódcą stada i to właśnie dlatego przyciąga kobiety, imponując im swoją postawą i dając poczucie bezpieczeństwa oraz gwarancję dobrych genów dla potomstwa. Jednym słowem mylisz się twierdząc, że mężczyzna staje się Alfą dzięki zainteresowaniu ze strony kobiet, bo kolejność jest dokładnie odwrotna.

Kakarotto napisał/a:

Wyjaśnijmy sobie jedno - ja tutaj nie próbuję TOBIE wmówić, że wiem lepiej od CIEBIE co CIEBIE konkretnie pociąga i jak TY byś się w danej sytuacji zachowała.

Zaznaczyłam już, że wydźwięk mojego posta był ogólny i odnosił się do wyraźnie zauważalnej tutaj tendencji. To też dlatego, jeśli po raz kolejny czytam "kobiety wolą...", to naprawdę trudno nie reagować. Muszę jednak podkreślić, że to, że trafiło akurat na Twój post, było dosyć przypadkowe, bo równie dobrze mogłaby to być każda inna wypowiedź w rzeczonym tonie.

Kakarotto napisał/a:

Gdyby teorie były kompletnie nieprawdziwe to nie miałyby racji bytu i zależności które głoszą nie byłyby dostrzegane niezależnie przez wielu facetów z różnych części Świata.

Pozostaje pytanie, kto je tworzy, na jakiej podstawie i czy odbiorcy biorą poprawkę na to, że generalizacje ZAWSZE są z gruntu obarczone błędem, czyli - mówiąc wprost - fałszywe. Dlatego właśnie opierając się na nich można się bardzo pomylić.

24,918

Odp: 30lat i cały czas sam
Priscilla napisał/a:

Jest na to jakaś oficjalna, sprzeczna z "moją" definicja? Bo o ile mi wiadomo, to Alfa zgodnie z atawistycznym ujęciem jest przywódcą stada i to właśnie dlatego przyciąga kobiety, imponując im swoją postawą i dając poczucie bezpieczeństwa oraz gwarancję dobrych genów dla potomstwa. Jednym słowem mylisz się twierdząc, że mężczyzna staje się Alfą dzięki zainteresowaniu ze strony kobiet, bo kolejność jest dokładnie odwrotna.

Alfa w kontekście o którym rozmawiamy to po prostu facet wyróżniający się wręcz wybijający się wybranymi cechami i na wybranych płaszczyznach spośród innych facetów i między innymi z tego właśnie powodu cieszący się dużym zainteresowaniem wśród kobiet. Wspomniane cechy i płaszczyzny na których taki osobnik się wybija mogą być różne w zależności od środowiska czy nawet kontekstu sytuacji (stąd istnieje też pojęcie kontekstualnego Alfy). Ta definicja ogólnie jest bardzo płynna i nie ma żadnych sztywno określonych uniwersalnych cech takiego osobnika.

Zaznaczyłam już, że wydźwięk mojego posta był ogólny i odnosił się do wyraźnie zauważalnej tutaj tendencji. To też dlatego, jeśli po raz kolejny czytam "kobiety wolą...", to naprawdę trudno nie reagować. Muszę jednak podkreślić, że to, że trafiło akurat na Twój post, było dosyć przypadkowe, bo równie dobrze mogłaby to być każda inna wypowiedź w rzeczonym tonie.

Okej. Jednak z tonu wypowiedzi odniosłem wrażenie, że odbierasz to co piszę bardzo mocno personalnie i osobiście.

Pozostaje pytanie, kto je tworzy, na jakiej podstawie i czy odbiorcy biorą poprawkę na to, że generalizacje ZAWSZE są z gruntu obarczone błędem, czyli - mówiąc wprost - fałszywe. Dlatego właśnie opierając się na nich można się bardzo pomylić.

Niestety właśnie często nie biorą takiej poprawki, a to jest duży błąd. Bo tak jak piszesz generalizacje zawsze są obarczone błędem, nigdy nie są właściwe i czasem mocno można się na nich przejechać. Tutaj się całkowicie zgadzam.
Natomiast co do podstaw to tak jak wspomniałem - obserwacje własne, ale też wiele badań, itd.

24,919 Ostatnio edytowany przez Rumunski_Zolnierz (2024-02-19 20:31:04)

Odp: 30lat i cały czas sam

Słuchajcie, chciałbym się odnieść do tych wpisów, że co z tego iż dziewczyny się na mnie patrzą jak nigdy żadna mnie nie poderwała w miejscu publicznym.

Moje życie wyglądało/wygląda mniej więcej tak:

Budzę się rano -> autobus -> szkoła/uczelnia/praca
szkoła/uczelnia/praca -> autobus -> dom
Dom -> autobus -> siłownia/sklep
siłownia/sklep -> autobus -> dom

Czy widzicie w powyższym jakieś kółka zainteresowań, jakieś imprezy studenckie? Widzicie może jakieś wypady na miasto ze znajomymi?

Bo ja nie, moje życie obecnie kręci się wokół domu i jeżdżenia autobusem do pracy.

Nawet jeżeli jakaś dziewczyna miałaby do mnie zagadać, to przepraszam bardzo ale gdzie do cholery?

Jak stoję na przystanku, gdzie jest -5 stopni i deszcz?
Jak jadę w zatłoczonym autobusie?

W ogóle do cholery jasnej widzieliście, aby kiedykolwiek jakakolwiek dziewczyna podrywała obcego faceta w komunikacji miejskiej? Bo ja chyba nigdy.



Zresztą, spójrzcie na moje wcześniejsze wpisy na tej stronie:



Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Gadały o jakichś pierdołach, było lato po czym jedna mówi do drugiej ,,kurde gorąco strasznie, może jak pojedziemy do centrum, to przejdziemy się na jakieś lody".
Po czym ta druga jej odpowiada: ,,no ja miałabym ochotę na loda - ale takiego ciepłego", po tych słowach wydała z siebie zbereźny śmiech i takim zboczonym wzrokiem bezpośrednio na mnie.


I co napiszecie? Że zwykła sytuacja? Że jakbym był jakimś nieatrakcyjnym facetem, to ta dziewczyna też tak by się zachowała?


Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Na jednym z przystanków dosiadła się dziewczyna i stanęła plecami do mojej twarzy, ledwo znalazła miejsce.
Jak autobus skręcał w prawo (nawet bardzo lekko), to ona dosłownie pchała mi się dupskiem w moje krocze, i tak parę razy.


A tutaj co napiszecie? Normalna sytuacja, że dziewczyna pchała się dupskiem w moje krocze i dosłownie przytulała się do mnie swoim ciałem jak autobus leciutko skręca?
Mogła bez problemu stać prosto ale ona zadecydowała, że będzie się o mnie ocierać.
Normalna zwykła sytuacja, jeździć obcemu facetowi dupskiem po kroczu, prawda? Przecież to nic nie znaczy.


Czy powyższe nie jest wystarczające, że faktycznie mogę mieć szanse na kobietę zwłaszcza, że już nie jestem prawiczkiem (nie byłem u prostytutki)?

24,920

Odp: 30lat i cały czas sam
Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Słuchajcie, chciałbym się odnieść do tych wpisów, że co z tego iż dziewczyny się na mnie patrzą jak nigdy żadna mnie nie poderwała w miejscu publicznym.

Moje życie wyglądało/wygląda mniej więcej tak:

Budzę się rano -> autobus -> szkoła/uczelnia/praca
szkoła/uczelnia/praca -> autobus -> dom
Dom -> autobus -> siłownia/sklep
siłownia/sklep -> autobus -> dom

Czy widzicie w powyższym jakieś kółka zainteresowań, jakieś imprezy studenckie? Widzicie może jakieś wypady na miasto ze znajomymi?

Bo ja nie, moje życie obecnie kręci się wokół domu i jeżdżenia autobusem do pracy.

Nawet jeżeli jakaś dziewczyna miałaby do mnie zagadać, to przepraszam bardzo ale gdzie do cholery?

Jak stoję na przystanku, gdzie jest -5 stopni i deszcz?
Jak jadę w zatłoczonym autobusie?

W ogóle do cholery jasnej widzieliście, aby kiedykolwiek jakakolwiek dziewczyna podrywała obcego faceta w komunikacji miejskiej? Bo ja chyba nigdy.



Zresztą, spójrzcie na moje wcześniejsze wpisy na tej stronie:



Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Gadały o jakichś pierdołach, było lato po czym jedna mówi do drugiej ,,kurde gorąco strasznie, może jak pojedziemy do centrum, to przejdziemy się na jakieś lody".
Po czym ta druga jej odpowiada: ,,no ja miałabym ochotę na loda - ale takiego ciepłego", po tych słowach wydała z siebie zbereźny śmiech i takim zboczonym wzrokiem bezpośrednio na mnie.


I co napiszecie? Że zwykła sytuacja? Że jakbym był jakimś nieatrakcyjnym facetem, to ta dziewczyna też tak by się zachowała?


Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Na jednym z przystanków dosiadła się dziewczyna i stanęła plecami do mojej twarzy, ledwo znalazła miejsce.
Jak autobus skręcał w prawo (nawet bardzo lekko), to ona dosłownie pchała mi się dupskiem w moje krocze, i tak parę razy.


A tutaj co napiszecie? Normalna sytuacja, że dziewczyna pchała się dupskiem w moje krocze i dosłownie przytulała się do mnie swoim ciałem jak autobus leciutko skręca?
Mogła bez problemu stać prosto ale ona zadecydowała, że będzie się o mnie ocierać.
Normalna zwykła sytuacja, jeździć obcemu facetowi dupskiem po kroczu, prawda? Przecież to nic nie znaczy.


Czy powyższe nie jest wystarczające, że faktycznie mogę mieć szanse na kobietę zwłaszcza, że już nie jestem prawiczkiem (nie byłem u prostytutki)?


tak Rumunski widziałem jak dziewczyna potrafi podejść i po ludzku zagadać, a przede wszystkim sie przedstawić, ewentualnie jak jest wstydliwa zrobi to jej koleżanka i powie coś w stylu że jej znajoma chce cie poznać, i to jest normalne, natomiast jeżeli jestem w sklepie i kasjerka zapyta sie mnie "czy to wszystko" to mam od razu uznać że na mnie leci ?
Naprawdę bez obrazy, ale ja po części zaczynam cię nie rozumieć, sam wielokrotnie podkreślałeś, że jesteś traktowany jak powietrze, że wzrost który posiadasz to i tak nie rewelacja, że nie masz koleżanek itd po czym wpadasz dziś i piszesz że pierwsza lepsza pcha ci sie dupskiem na krocze, w takim razie wystarczyło rozpiąć rozporek, dla lepszego efektu może i kanar by dołączył albo kierowca smile

24,921 Ostatnio edytowany przez Rumunski_Zolnierz (2024-02-19 21:09:57)

Odp: 30lat i cały czas sam
Theodore Robert Bundy napisał/a:

tak Rumunski widziałem jak dziewczyna potrafi podejść i po ludzku zagadać, a przede wszystkim sie przedstawić, ewentualnie jak jest wstydliwa zrobi to jej koleżanka i powie coś w stylu że jej znajoma chce cie poznać, i to jest normalne,


Ok, może na jakichś imprezach albo w parku podczas letniego dnia, to jest jak najbardziej możliwe ale tak jak wspominałem wcześniej, moje życie kręci się wokół pracy, domu i jeżdżeniu autobusami.
Nigdy w życiu nie widziałem, żeby jakakolwiek dziewczyna podrywała obcego faceta w autobusie o 07:20 rano w drodze do roboty.


Theodore Robert Bundy napisał/a:

natomiast jeżeli jestem w sklepie i kasjerka zapyta sie mnie "czy to wszystko" to mam od razu uznać że na mnie leci ?


Oczywiście, że nie.
Ale jak laska patrzy się na mnie tak jakby był jakiś magnez między nami, to chyba coś jest na rzeczy?
Czy po prostu patrzy się z nudów? Może i tak...


Theodore Robert Bundy napisał/a:

Naprawdę bez obrazy, ale ja po części zaczynam cię nie rozumieć, sam wielokrotnie podkreślałeś, że jesteś traktowany jak powietrze, że wzrost który posiadasz to i tak nie rewelacja, że nie masz koleżanek itd


Bo to prawda, nie mam ani jednej koleżanki.
Jak piszę do jakieś dziewczyny, to zlewa mnie jak powietrze.
Nigdy nie byłem w związku.


Theodore Robert Bundy napisał/a:

po czym wpadasz dziś i piszesz że pierwsza lepsza pcha ci sie dupskiem na krocze


Nie ,,pierwsza lepsza" pcha mi się dupskiem na krocze, tylko to była jedna, jedyna sytuacja w moim życiu i to jeszcze za czasów studenckich.
Mam 30 lat x 365 dni = prawie 11 000 dni przeminęło w moim życiu.
Ilość sytuacji w komunikacji miejskiej, gdzie jakaś kobieta pcha mi się tyłkiem na krocze: 1

Przecież to jest szczęśliwy traf i tyle, a nie jakaś reguła.

24,922

Odp: 30lat i cały czas sam
Theodore Robert Bundy napisał/a:
Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Słuchajcie, chciałbym się odnieść do tych wpisów, że co z tego iż dziewczyny się na mnie patrzą jak nigdy żadna mnie nie poderwała w miejscu publicznym.

Moje życie wyglądało/wygląda mniej więcej tak:

Budzę się rano -> autobus -> szkoła/uczelnia/praca
szkoła/uczelnia/praca -> autobus -> dom
Dom -> autobus -> siłownia/sklep
siłownia/sklep -> autobus -> dom

Czy widzicie w powyższym jakieś kółka zainteresowań, jakieś imprezy studenckie? Widzicie może jakieś wypady na miasto ze znajomymi?

Bo ja nie, moje życie obecnie kręci się wokół domu i jeżdżenia autobusem do pracy.

Nawet jeżeli jakaś dziewczyna miałaby do mnie zagadać, to przepraszam bardzo ale gdzie do cholery?

Jak stoję na przystanku, gdzie jest -5 stopni i deszcz?
Jak jadę w zatłoczonym autobusie?

W ogóle do cholery jasnej widzieliście, aby kiedykolwiek jakakolwiek dziewczyna podrywała obcego faceta w komunikacji miejskiej? Bo ja chyba nigdy.



Zresztą, spójrzcie na moje wcześniejsze wpisy na tej stronie:



Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Gadały o jakichś pierdołach, było lato po czym jedna mówi do drugiej ,,kurde gorąco strasznie, może jak pojedziemy do centrum, to przejdziemy się na jakieś lody".
Po czym ta druga jej odpowiada: ,,no ja miałabym ochotę na loda - ale takiego ciepłego", po tych słowach wydała z siebie zbereźny śmiech i takim zboczonym wzrokiem bezpośrednio na mnie.


I co napiszecie? Że zwykła sytuacja? Że jakbym był jakimś nieatrakcyjnym facetem, to ta dziewczyna też tak by się zachowała?


Rumunski_Zolnierz napisał/a:

Na jednym z przystanków dosiadła się dziewczyna i stanęła plecami do mojej twarzy, ledwo znalazła miejsce.
Jak autobus skręcał w prawo (nawet bardzo lekko), to ona dosłownie pchała mi się dupskiem w moje krocze, i tak parę razy.


A tutaj co napiszecie? Normalna sytuacja, że dziewczyna pchała się dupskiem w moje krocze i dosłownie przytulała się do mnie swoim ciałem jak autobus leciutko skręca?
Mogła bez problemu stać prosto ale ona zadecydowała, że będzie się o mnie ocierać.
Normalna zwykła sytuacja, jeździć obcemu facetowi dupskiem po kroczu, prawda? Przecież to nic nie znaczy.


Czy powyższe nie jest wystarczające, że faktycznie mogę mieć szanse na kobietę zwłaszcza, że już nie jestem prawiczkiem (nie byłem u prostytutki)?


tak Rumunski widziałem jak dziewczyna potrafi podejść i po ludzku zagadać, a przede wszystkim sie przedstawić, ewentualnie jak jest wstydliwa zrobi to jej koleżanka i powie coś w stylu że jej znajoma chce cie poznać, i to jest normalne, natomiast jeżeli jestem w sklepie i kasjerka zapyta sie mnie "czy to wszystko" to mam od razu uznać że na mnie leci ?
Naprawdę bez obrazy, ale ja po części zaczynam cię nie rozumieć, sam wielokrotnie podkreślałeś, że jesteś traktowany jak powietrze, że wzrost który posiadasz to i tak nie rewelacja, że nie masz koleżanek itd po czym wpadasz dziś i piszesz że pierwsza lepsza pcha ci sie dupskiem na krocze, w takim razie wystarczyło rozpiąć rozporek, dla lepszego efektu może i kanar by dołączył albo kierowca smile

Bo to pewnie w jego wyobrazni mu siadaja pierwsze lepsze dlatego go nie rozumiesz

24,923

Odp: 30lat i cały czas sam
JuliaUK33 napisał/a:

Bo to pewnie w jego wyobrazni mu siadaja pierwsze lepsze dlatego go nie rozumiesz


Oczywiście musiała przyjść nasza kochana Julka, która za wszelką cenę dorzuca swoje 3 grosze w każdej dyskusji.

Sytuacja miała miejsce w rzeczywistości.

I nie kurwa ,,pierwsze lepsze", tylko jedna jedyna sytuacja na całe moje życie.

24,924

Odp: 30lat i cały czas sam
Priscilla napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Panowie - zluzujecie majty. Większość facetów też ma 'miliony' okazji. Tylko mało który z was zauważa, że właśnie nadarzyła się okazja, bo jesteście tak zakompleksieni, ze jak wam babka daje neonem po oczach 'zagadaj do mnie' to wy odwracacie kota ogonem upierając się, ze ten neon to miał was tylko oślepić.

No nie? Ja tu widzę zresztą braki w inteligencji emocjonalnej, które z jednej strony nie pozwalają na odczytywanie wysyłanych w ich kierunku sygnałów, z drugiej na zauważanie potencjalnie sprzyjających okoliczności.
Jeśli jednak ktoś się kobiet boi, traktując nas jak te wspomniane jednorożce, to czasem nawet łatwiej jest udawać, że się czegoś nie widzi niż iść za ciosem, który zgodnie z wewnętrznym odczuciem jest jakimś nadludzkim wyzwaniem.

Nie, żadna nigdy nie wysyłała takich sygnałów w moją stronę. Te kobiece sygnały zazwyczaj są tak subtelne, że nikt poza nimi samymi ich nie zauważa wink

24,925

Odp: 30lat i cały czas sam
Kakarotto napisał/a:

Alfa w kontekście o którym rozmawiamy to po prostu facet wyróżniający się wręcz wybijający się wybranymi cechami i na wybranych płaszczyznach spośród innych facetów i między innymi z tego właśnie powodu cieszący się dużym zainteresowaniem wśród kobiet. Wspomniane cechy i płaszczyzny na których taki osobnik się wybija mogą być różne w zależności od środowiska czy nawet kontekstu sytuacji (stąd istnieje też pojęcie kontekstualnego Alfy). Ta definicja ogólnie jest bardzo płynna i nie ma żadnych sztywno określonych uniwersalnych cech takiego osobnika.

Nic tu nie jest aż tak bardzo płynne, żeby mogło być sprzeczne ze stwierdzeniem, że to osobowość Alfy przyciąga kobiety i sprawia, że jest przez nie pożądany, a nie odwrotnie wink

Kakarotto napisał/a:

Okej. Jednak z tonu wypowiedzi odniosłem wrażenie, że odbierasz to co piszę bardzo mocno personalnie i osobiście.

Nie, nie, jeśli tak to zostało odebrane, to chyba możemy uznać, że zaszło nieporozumienie.
Zresztą z moim poczuciem własnej wartości wszystko jest w porządku, dlatego o ile na pewne treści po prostu reaguję stawiając granice, o tyle nie jest tak łatwo sprawić, żeby jakieś generalizujące i bądź co bądź anonimowe opinie mogły nią zachwiać.

24,926

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Za moich czasów nikt tak nie mówił. Ustawienia życiowo byli tylko ci mający bogatych rodziców, którzy byli szykowano na przejęcie rodzinnych biznesów.



Napisał Shini - niemalże 30sto latek mieszkający u rodziców i pracujący u szwagra. Nie dość, że nikt go nie zwolni, to jeszcze nikt go nie wywali z mieszkania/domu.

Tak Shini - TY JESTEŚ właśnie takim spadkobiercą rodzinnych biznesów.

24,927

Odp: 30lat i cały czas sam
Priscilla napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Ale musisz zrozumieć, że jesteś jedną z nielicznych, która mówi wprost. Większość kobiet działa na zasadzie "dałam mu wskazówki - niech się domyśli". I to jest tak powszechne, że jak w końcu trafi się taka jak ty, to większość facetów.....nie wie co ma z tym zrobić. Czy traktować jako informację dosłowną i wypowiedzianą wprost, czy jako....hint do czegoś kompletnie innego.

Być może, ale dla mnie jest to oznaką niedojrzałości, bo po pierwsze łatwo zauważyć, że "domyśl się" kompletnie się nie sprawdza, więc wnioski można wyciągnąć bardzo szybko, po drugie tyle się na ten temat trąbi, że samo to powinno skłonić do zastanowienia i zmiany taktyki. Niemniej, no cóż, ja tam wprost mówię czego chcę, a czego nie chcę, nie każąc się nikomu niczego domyślać, więc zwyczajnie irytuje mnie, jeśli potem ktoś albo stara się uszczęśliwiać mnie na siłę równocześnie nie zaspokajając potrzeb, które wprost zostały wyartykułowane, albo co gorsza sam czuje się rozczarowany, że to jego uszczęśliwianie nie działa.

Generalnie w ogóle problemy z komunikacją wydają się być źródłem większości konfliktów. Na przykład jedna osoba coś mówi, a druga słyszy coś zupełnie innego albo ktoś czegoś od drugiego oczekuje, pomimo że nigdy tego głośno nie wypowiedział, a jednak nie czuje, że jego rozczarowanie czy narastający żal nie mają żadnych racjonalnych podstaw i tak dalej, i tak dalej. A już obrażanie się, stosowanie jakichś emocjonalnych szantaży, zamiatanie różnych nierozwiązanych kwestii pod dywan... No po prostu dramat.

Jack Sparrow napisał/a:

Panowie - zluzujecie majty. Większość facetów też ma 'miliony' okazji. Tylko mało który z was zauważa, że właśnie nadarzyła się okazja, bo jesteście tak zakompleksieni, ze jak wam babka daje neonem po oczach 'zagadaj do mnie' to wy odwracacie kota ogonem upierając się, ze ten neon to miał was tylko oślepić.

No nie? Ja tu widzę zresztą braki w inteligencji emocjonalnej, które z jednej strony nie pozwalają na odczytywanie wysyłanych w ich kierunku sygnałów, z drugiej na zauważanie potencjalnie sprzyjających okoliczności.
Jeśli jednak ktoś się kobiet boi, traktując nas jak te wspomniane jednorożce, to czasem nawet łatwiej jest udawać, że się czegoś nie widzi niż iść za ciosem, który zgodnie z wewnętrznym odczuciem jest jakimś nadludzkim wyzwaniem.


Wiesz, to jest generalnie kwestia bardziej skomplikowana. Faceci podchodzą do problemów zadaniowo. Kobiety emocjonalnie. My chcemy rozwiązywać problemy, a kobiety szukają pocieszenia i wsparcia. To mi przypomina sytuację mojej przyjaciółki z czasów ogólniaka. Ileś ona łez nie wylała, bo jej facet taki suchy, oschły, widzi tylko zadania do wypełnienia. Zero wsparcia emocjonalnego z jego strony, zero łez, brak większych uczuć. Zero zrozumienia, pocieszenia. A ja pytam jej: a jak złapałaś gumę na drugim końcu Polski, to pojechał po ciebie, prawda? No tak. Pytam znowu: a jak pojechałaś z koleżankami na żagle i sie potrułyście, to kto was ratował i jak? No mój facet wziął wolne na żądanie, nabrał leków na zatrucia pokarmowe i przyjechał na to zadupie. I mówię: no widzisz. Tak wygląda męska miłość. Ty zgłaszasz problem, a facet rozwiązanie. Jeśli chcesz to przegadać, chcesz chusteczek i wspólnego płaczu to idź do swojej psiapsi. Facet lubi wyzwania i problemy, które może rozwiązać. Ma ci zrobić remont generalny mieszkania? Damy radę. Ma ci zrobić remont generalny samochodu? Damy radę. Szukasz pocieszenia emocjonalnego, bo złośliwe raczysko ci pruje organizm? Tu odnosimy porażkę, bo to nie jest coś, z czym zadaniowo sobie jesteśmy w stanie poradzić.


Ja pod tym kątem jest specyficzny. Nie imają się mnie prawa większości ludzi. Jestem wybrakowany emocjonalnie. Więc mogę więcej.

24,928 Ostatnio edytowany przez Priscilla (2024-02-20 00:45:15)

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:

Wiesz, to jest generalnie kwestia bardziej skomplikowana. Faceci podchodzą do problemów zadaniowo. Kobiety emocjonalnie. My chcemy rozwiązywać problemy, a kobiety szukają pocieszenia i wsparcia. To mi przypomina sytuację mojej przyjaciółki z czasów ogólniaka. Ileś ona łez nie wylała, bo jej facet taki suchy, oschły, widzi tylko zadania do wypełnienia. Zero wsparcia emocjonalnego z jego strony, zero łez, brak większych uczuć. Zero zrozumienia, pocieszenia. A ja pytam jej: a jak złapałaś gumę na drugim końcu Polski, to pojechał po ciebie, prawda? No tak. Pytam znowu: a jak pojechałaś z koleżankami na żagle i sie potrułyście, to kto was ratował i jak? No mój facet wziął wolne na żądanie, nabrał leków na zatrucia pokarmowe i przyjechał na to zadupie. I mówię: no widzisz. Tak wygląda męska miłość. Ty zgłaszasz problem, a facet rozwiązanie. Jeśli chcesz to przegadać, chcesz chusteczek i wspólnego płaczu to idź do swojej psiapsi. Facet lubi wyzwania i problemy, które może rozwiązać. Ma ci zrobić remont generalny mieszkania? Damy radę. Ma ci zrobić remont generalny samochodu? Damy radę. Szukasz pocieszenia emocjonalnego, bo złośliwe raczysko ci pruje organizm? Tu odnosimy porażkę, bo to nie jest coś, z czym zadaniowo sobie jesteśmy w stanie poradzić.


Ja pod tym kątem jest specyficzny. Nie imają się mnie prawa większości ludzi. Jestem wybrakowany emocjonalnie. Więc mogę więcej.

Oczywiście, że to wszystko jest skomplikowane, ale nadal pozostanę przy swoim stanowisku, że dobra komunikacja może to wszystko doskonale wyklarować. Jeśli ludzie nauczą się ze sobą otwarcie rozmawiać, to ona wyartykułuje czego potrzebuje, a on jej opowie, w jaki sposób okazuje wsparcie i miłość. Wtedy będą w stanie wzajemnie się zrozumieć, w tym zauważyć, że po prostu różnią się między sobą, ale w dobrym związku właśnie o to chodzi, by "nauczyć się pięknie różnić".

Ja sama mam dużo męskich cech, bo na przykład jestem konkretna i jestem zadaniowcem, więc mojemu mężczyźnie też pewnie jest łatwiej się ze mną porozumieć, bo nie rozczulam się nad sobą, nie mam potrzeby wygadywać się, ale działam, a w tym działaniu rozmawiam głównie po to, żeby utwierdzić się, że moje spojrzenie na temat i jego rozwiązanie jest słuszne. Ba, teraz jestem w takim punkcie, że mój facet mówi do mnie "czapki z głów, ja tylko patrzę i podziwiam, nie będę ci przeszkadzał, bo doskonale sobie radzisz, po prostu jak będziesz potrzebować, to mi o tym powiedz". I jasne, że czasem i mi potrzebne jest emocjonalne wsparcie, ale tą zaradnością chyba sama sobie trochę strzeliłam w kolano. Natomiast jak jest mi źle i potrzebuję wesprzeć się na męskim ramieniu, to też o tym po prostu mówię. Nie jest dla mnie problemem wprost wyrazić, że jest mi trudno albo z czymś sobie nie radzę i potrzebuję po prostu się przytulić albo usłyszeć coś budującego.
Równocześnie zdaję sobie sprawę, że ja to ja, a inne kobiety mają inaczej wink.

24,929 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2024-02-20 00:44:48)

Odp: 30lat i cały czas sam
Theodore Robert Bundy napisał/a:

tak Rumunski widziałem jak dziewczyna potrafi podejść i po ludzku zagadać, a przede wszystkim sie przedstawić, ewentualnie jak jest wstydliwa zrobi to jej koleżanka i powie coś w stylu że jej znajoma chce cie poznać, i to jest normalne

Nigdy w życiu nie widziałem takiej sytuacji, to brzmi totalnie nieprawdopodobnie.

Jack Sparrow napisał/a:

Napisał Shini - niemalże 30sto latek mieszkający u rodziców i pracujący u szwagra. Nie dość, że nikt go nie zwolni, to jeszcze nikt go nie wywali z mieszkania/domu.

Tak Shini - TY JESTEŚ właśnie takim spadkobiercą rodzinnych biznesów.

To nie ma nic wspólnego z byciem spadkobiercą rodzinnego biznesu, nawet nie stało w pobliżu. Znałem kilka takich osób będących spadkobiercami rodzinnych biznesów. Jedna dostała od ojca apartament w centrum Warszawy i mercedesa na rozpoczęcie studiów, druga osoba dostała BMW za 800k w prezencie i jedną z siedzib firmy na własność. Kolejnych przykładów chyba nie muszę pisać. O takich ludziach mówiłem i takich w latach szkolnych się nazywało ustawionymi. Ustawiony jest ktoś kto nie musi robić kompletnie nic, a i tak ma zagwarantowaną bezpieczną przyszłość.

24,930

Odp: 30lat i cały czas sam

To jest dość w ogóle śmieszno-straszny temat.

Higiena rzecz święta.

Jestem po treningu. W domu. Dopiero co odrzuciłem hantle, rzuciłem ręcznik na sofę i siedzę na nim w samych shortach. Generalnie zapocony, brudny i śmierdzący. Przychodzi moja żona, kładzie się obok mnie kładąc głowę na moich udach i mówi: meh, ale ci śmierdzą jaja.....i usypia błogo pochrapując jak za pstryknięciem palcami. I śpi tak twardo, że póki ma głowę na moich udach to mogę robić i mówić co chce i tak głośno jak chcę cokolwiek, a ona i tak śpi z anielskim uśmiechem na ustach.

I to zrozumie tylko ktoś, kto faktycznie jest w związku długoterminowym z wyboru. Jest z tą drugą osobą bo chce. A nie że musi, czy dlatego, że nie ma innego wyjścia. W związku liczą się nie wielkie deklaracje, ale właśnie takie małe śmieszno-straszne sytuacje i gesty. Bo babka wie, że jak ma fuck up menstruacyjny i facet wyskakuje z własnych gaci, aby jej pomóc, to że to jest ten koleś, ten jedyny, któremu można popuścić pieroga w dni płodne do samego końca.

A to jest coś, czego większość facetów - w tym naszych inceli - nie kuma. Nie chodzi o wzrost, czy wielkość wypłaty, albo kwadratową szczękę. Chodzi o to jak czuje się kobieta w ich towarzystwie w tej jednej konkretnej sytuacji. Niekiedy nie trzeba wiele, aby fajerwerki zaświszczały między udami. I jak masz tego świadomość, wiesz, że to była ta chwila, to wygrałeś. Ale to nie jest konkurs ani quiz. To jest wygrana w rozumieniu nagrody. To jest wygrana w rozumieniu obopólnej przyjemności bez ponoszenia ciężkich konsekwencji. Wtedy to jest.......wyzwalające. I o to w tym chodzi. O wyzwolenie z jarzma moralno-społecznych okowów.

Spraw, aby druga osoba obok ciebie poczuła się naprawdę wolna i nieskrępowana. Bez względu na to, co w jej duszy gra.

24,931

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:
Jack Sparrow napisał/a:

Napisał Shini - niemalże 30sto latek mieszkający u rodziców i pracujący u szwagra. Nie dość, że nikt go nie zwolni, to jeszcze nikt go nie wywali z mieszkania/domu.

Tak Shini - TY JESTEŚ właśnie takim spadkobiercą rodzinnych biznesów.

To nie ma nic wspólnego z byciem spadkobiercą rodzinnego biznesu, nawet nie stało w pobliżu. Znałem kilka takich osób będących spadkobiercami rodzinnych biznesów. Jedna dostała od ojca apartament w centrum Warszawy i mercedesa na rozpoczęcie studiów, druga osoba dostała BMW za 800k w prezencie i jedną z siedzib firmy na własność. Kolejnych przykładów chyba nie muszę pisać. O takich ludziach mówiłem i takich w latach szkolnych się nazywało ustawionymi. Ustawiony jest ktoś kto nie musi robić kompletnie nic, a i tak ma zagwarantowaną bezpieczną przyszłość.


Jesteś jak mrówka, która patrzy na kałużę i myśli "ale wielkie to jezioro".

Już pominę fakt, że przed chwilą nie znałeś nikogo, a teraz znasz milionerów. Ale ok, od czasów szkolnych nie zrobiłeś nic, eksmisja ci nie grozi, nie masz długów po rodzicach, ani żadnych zobowiązań. Nawet według swojej własnej definicji masz zagwarantowaną przyszłość. Tylko robisz wszystko aby temu zaprzeczyć i aby aby tego nie dostrzec.

24,932

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:

To jest dość w ogóle śmieszno-straszny temat.

Higiena rzecz święta.

Jestem po treningu. W domu. Dopiero co odrzuciłem hantle, rzuciłem ręcznik na sofę i siedzę na nim w samych shortach. Generalnie zapocony, brudny i śmierdzący. Przychodzi moja żona, kładzie się obok mnie kładąc głowę na moich udach i mówi: meh, ale ci śmierdzą jaja.....i usypia błogo pochrapując jak za pstryknięciem palcami. I śpi tak twardo, że póki ma głowę na moich udach to mogę robić i mówić co chce i tak głośno jak chcę cokolwiek, a ona i tak śpi z anielskim uśmiechem na ustach.

I to zrozumie tylko ktoś, kto faktycznie jest w związku długoterminowym z wyboru. Jest z tą drugą osobą bo chce. A nie że musi, czy dlatego, że nie ma innego wyjścia. W związku liczą się nie wielkie deklaracje, ale właśnie takie małe śmieszno-straszne sytuacje i gesty. Bo babka wie, że jak ma fuck up menstruacyjny i facet wyskakuje z własnych gaci, aby jej pomóc, to że to jest ten koleś, ten jedyny, któremu można popuścić pieroga w dni płodne do samego końca.

A to jest coś, czego większość facetów - w tym naszych inceli - nie kuma. Nie chodzi o wzrost, czy wielkość wypłaty, albo kwadratową szczękę. Chodzi o to jak czuje się kobieta w ich towarzystwie w tej jednej konkretnej sytuacji. Niekiedy nie trzeba wiele, aby fajerwerki zaświszczały między udami. I jak masz tego świadomość, wiesz, że to była ta chwila, to wygrałeś. Ale to nie jest konkurs ani quiz. To jest wygrana w rozumieniu nagrody. To jest wygrana w rozumieniu obopólnej przyjemności bez ponoszenia ciężkich konsekwencji. Wtedy to jest.......wyzwalające. I o to w tym chodzi. O wyzwolenie z jarzma moralno-społecznych okowów.

Spraw, aby druga osoba obok ciebie poczuła się naprawdę wolna i nieskrępowana. Bez względu na to, co w jej duszy gra.

Ależ ja to doskonale rozumiem. I nie miałbym z tym problemu, gdybym tylko dostał szansę. Ale jestem na wstępie odrzucany ze względu na wygląd, więc choćbym był najlepszym partnerem i najciekawszym człowiekiem na świecie, to nic nie jestem w stanie zrobić.

24,933

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

To nie ma nic wspólnego z byciem spadkobiercą rodzinnego biznesu, nawet nie stało w pobliżu. Znałem kilka takich osób będących spadkobiercami rodzinnych biznesów. Jedna dostała od ojca apartament w centrum Warszawy i mercedesa na rozpoczęcie studiów, druga osoba dostała BMW za 800k w prezencie i jedną z siedzib firmy na własność. Kolejnych przykładów chyba nie muszę pisać. O takich ludziach mówiłem i takich w latach szkolnych się nazywało ustawionymi. Ustawiony jest ktoś kto nie musi robić kompletnie nic, a i tak ma zagwarantowaną bezpieczną przyszłość.

I serio wydaje Ci się, że te osoby mogą już nie robić NIC i mieć zagwarantowaną bezpieczną przyszłość?? Zejdź na ziemię, Shini, bo bardzo błądzisz. Dobry start a dobre całe życie to są dwie zupełnie różne bajki. Mało tego, nierzadko właśnie ten dobry start potrafi to całe życie położyć na łopatki aż miło. 

Jack Sparrow napisał/a:

Spraw, aby druga osoba obok ciebie poczuła się naprawdę wolna i nieskrępowana. Bez względu na to, co w jej duszy gra.

Amen. Cała trudność polega na tym, że do tego trzeba ogromnie dużo życiowej mądrości.

rakastankielia napisał/a:

Ależ ja to doskonale rozumiem. I nie miałbym z tym problemu, gdybym tylko dostał szansę. Ale jestem na wstępie odrzucany ze względu na wygląd, więc choćbym był najlepszym partnerem i najciekawszym człowiekiem na świecie, to nic nie jestem w stanie zrobić.

A możesz w końcu uwolnić nas od swojego trollowania??

24,934

Odp: 30lat i cały czas sam
Theodore Robert Bundy napisał/a:

tak Rumunski widziałem jak dziewczyna potrafi podejść i po ludzku zagadać, a przede wszystkim sie przedstawić, ewentualnie jak jest wstydliwa zrobi to jej koleżanka i powie coś w stylu że jej znajoma chce cie poznać, i to jest normalne (...)

Nie, to nie jest normalne, jeśli mówimy o dorosłych kobietach, a nie nastoletnich dziewczynkach cool

24,935

Odp: 30lat i cały czas sam
Rumunski_Zolnzier napisał/a:

[Ok, może na jakichś imprezach albo w parku podczas letniego dnia, to jest jak najbardziej możliwe ale tak jak wspominałem wcześniej, moje życie kręci się wokół pracy, domu i jeżdżeniu autobusami.
Nigdy w życiu nie widziałem, żeby jakakolwiek dziewczyna podrywała obcego faceta w autobusie o 07:20 rano w drodze do roboty.,

I to mnie dziwi serio, nie pisze w sensie że co rusz takie coś jest, ale chodzi mi o to że one też potrafią rozmawiać i też walą klocka w toalecie, a na tym forum słyszy się ciągle "próbuj zarywaj zagaduj" co w dzisiejszych czasach przez 99% kobiet będzie odebrane jako " kolejny przegryw się na mnie ślini" , jeżeli kobiecie podoba się facet to daje wyraźne oznaki zainteresowania, i nie ma żadnych hamulców żeby go poznać, i trzeba być totalnie ślepym i głupim żeby tego nie dostrzec. odpowiedz sobie sam na logikę skoro obca dziewczyna szorała Ci tyłkiem po jajkach to tym bardziej nieznajoma jest w stanie się przedstawić i zagadać, to drugie ma znacznie większe prawdopodobieństwo wystąpienia.




Rumuński napisał/a:

Nie ,,pierwsza lepsza" pcha mi się dupskiem na krocze, tylko to była jedna, jedyna sytuacja w moim życiu i to jeszcze za czasów studenckich.
Mam 30 lat x 365 dni = prawie 11 000 dni przeminęło w moim życiu.
Ilość sytuacji w komunikacji miejskiej, gdzie jakaś kobieta pcha mi się tyłkiem na krocze: 1

Przecież to jest szczęśliwy traf i tyle, a nie jakaś reguła.


No ok, ale wiesz to już w jakimś stopniu zmienia postać rzeczy, i jeśli takie coś miało miejsce to nie wyglądasz jakoś tragicznie bo po wcześniejszych postach które pisałeś tak to widziałem.

24,936

Odp: 30lat i cały czas sam
Priscilla napisał/a:
Theodore Robert Bundy napisał/a:

tak Rumunski widziałem jak dziewczyna potrafi podejść i po ludzku zagadać, a przede wszystkim sie przedstawić, ewentualnie jak jest wstydliwa zrobi to jej koleżanka i powie coś w stylu że jej znajoma chce cie poznać, i to jest normalne (...)

Nie, to nie jest normalne, jeśli mówimy o dorosłych kobietach, a nie nastoletnich dziewczynkach cool

Priszczillo, ale czy to nie ty czasem pisałaś "że wszystko jest możliwe" to idealnie odzwierciedla twoje zaburzenia

24,937

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:

A to jest coś, czego większość facetów - w tym naszych inceli - nie kuma. Nie chodzi o wzrost, czy wielkość wypłaty, albo kwadratową szczękę. Chodzi o to jak czuje się kobieta w ich towarzystwie w tej jednej konkretnej sytuacji. Niekiedy nie trzeba wiele, aby fajerwerki zaświszczały między udami. I jak masz tego świadomość, wiesz, że to była ta chwila, to wygrałeś. Ale to nie jest konkurs ani quiz. To jest wygrana w rozumieniu nagrody. To jest wygrana w rozumieniu obopólnej przyjemności bez ponoszenia ciężkich konsekwencji. Wtedy to jest.......wyzwalające. I o to w tym chodzi. O wyzwolenie z jarzma moralno-społecznych okowów.

Spraw, aby druga osoba obok ciebie poczuła się naprawdę wolna i nieskrępowana. Bez względu na to, co w jej duszy gra.

To o czym tu piszesz jest na końcu, a większość inceli ma problem z początkiem. Oczywiście, że takie proste, drobne gesty są najważniejsze i najfajniejsze w tym wszystkim ale bez wzrostu, kwadratowej szczęki czy wypłaty nie ma możliwości by choć spróbować je okazywać. To sam początek jest problemem, poznanie, początek znajomości, doprowadzenie do związku. Nawet ja mniej więcej wiem o czym piszesz bo kiedyś czegoś takiego doświadczyłem. Nie z żadną ukochaną osobą tylko z tą jedną przyjaciółką. Ja siedziałem na kanapie, a dosłownie się na mnie położyła i tak sobie siedzieliśmy/leżeliśmy. Jestem pewny, że większość inceli jeśli nie wszyscy prędzej czy później ogarneliby to o czym piszesz gdyby mieli w ogóle możliwość to zrobić.

Jack Sparrow napisał/a:

Jesteś jak mrówka, która patrzy na kałużę i myśli "ale wielkie to jezioro".

Już pominę fakt, że przed chwilą nie znałeś nikogo, a teraz znasz milionerów. Ale ok, od czasów szkolnych nie zrobiłeś nic, eksmisja ci nie grozi, nie masz długów po rodzicach, ani żadnych zobowiązań. Nawet według swojej własnej definicji masz zagwarantowaną przyszłość. Tylko robisz wszystko aby temu zaprzeczyć i aby aby tego nie dostrzec.

Mrówka nie zdoła przepłynąć kałuży tak samo jak ja nie zdołam przepłynąć jeziora, nie wpław.

Oczywiście, że znam paru milionerów, biedniejszych nie stać w dzisiejszych czasach na meble na zamówienie. Nie mam żadnych gwarancji, nie odziedziczę żadnej firmy ani majątku, a jedynie działkę ale będę miał wtedy z 50 lat.

Priscilla napisał/a:

I serio wydaje Ci się, że te osoby mogą już nie robić NIC i mieć zagwarantowaną bezpieczną przyszłość?? Zejdź na ziemię, Shini, bo bardzo błądzisz. Dobry start a dobre całe życie to są dwie zupełnie różne bajki. Mało tego, nierzadko właśnie ten dobry start potrafi to całe życie położyć na łopatki aż miło.

Wiem, znałem też takich, którzy dostali firmę po ojcu, a po kilku miesiącach ojciec musiał wracać z emerytury bo firma już ledwo żyła. Nie zmienia to faktu, że właśnie kogoś takiego nazywa się"ustawionym", a nie kogoś kto mieszka z rodzicami.

24,938

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

bez wzrostu, kwadratowej szczęki czy wypłaty nie ma możliwości by choć spróbować je okazywać.

Większość ludzi tego nie ma i daje radę. To są tylko wymówki. Twoje problemy leżą w głowie.


Oczywiście, że znam paru milionerów, biedniejszych nie stać w dzisiejszych czasach na meble na zamówienie. Nie mam żadnych gwarancji, nie odziedziczę żadnej firmy ani majątku, a jedynie działkę ale będę miał wtedy z 50 lat.

Milionerzy nie kupują do własnych mieszkań mebli z gównolitu na jakim pracujesz. Połowa mieszkań jakie wynajmowałem to miała meble z Ikei. Druga - meble na wymiar od jakiegoś lokalnego wyrobnika, bo były albo tańsze od tej wspomnianej Ikei, albo wymiar był mniej typowy, a ktoś chciał wykorzystać na maksa przestrzeń.

Nie wiem na jakim ty świecie żyjesz, ale praktycznie w każdym jednym mieszkaniu w Polsce są jakieś meble robione na wymiar. A to kuchnia robiona, szafa wnękowa, jakieś łazienkowe wyposażenie czy szafka na buty w przedpokoju albo inny stół. Już ci to pisałem - to jest tak popularny motyw, że półprodukty każdy jeden domorosły majsterkowicz może kupić sam choćby na allegro.

24,939

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:

Większość ludzi tego nie ma i daje radę. To są tylko wymówki. Twoje problemy leżą w głowie.

Milionerzy nie kupują do własnych mieszkań mebli z gównolitu na jakim pracujesz. Połowa mieszkań jakie wynajmowałem to miała meble z Ikei. Druga - meble na wymiar od jakiegoś lokalnego wyrobnika, bo były albo tańsze od tej wspomnianej Ikei, albo wymiar był mniej typowy, a ktoś chciał wykorzystać na maksa przestrzeń.

Nie wiem na jakim ty świecie żyjesz, ale praktycznie w każdym jednym mieszkaniu w Polsce są jakieś meble robione na wymiar. A to kuchnia robiona, szafa wnękowa, jakieś łazienkowe wyposażenie czy szafka na buty w przedpokoju albo inny stół. Już ci to pisałem - to jest tak popularny motyw, że półprodukty każdy jeden domorosły majsterkowicz może kupić sam choćby na allegro.

Jeśli kiedyś uda mi się zacząć i wejść w związek zobaczymy czy dam radę w tych małych gestach. Ty piszesz jakby to o nie chodziło od samego początku więc wyjaśnij mi jak? Do tego potrzebne jest zaufanie i bliskość, których nie ma na początku znajomości więc jak, jaki to ma związek z samym poznaniem i odprowadzeniem do związku?

Trochę przesadziłem z tym, że tylko milionerów na to stać ale prawda jest taka, że przeciętnego obywatela zarabiającego jakieś 4k nie stać na meble na zamówienie. Zdziwił byś się ilu milionerów ma w swoich prywatnych domach meble z najtańszej płyty laminowanej. Nawet niedawno robiliśmy kilka szaf do klientki w jej prywatnym apartamencie w Warszawie za 10 milionów z najzwyklejszej białej płyty. Oczywiście ma tam też trochę znacznie droższych mebli ale to nie znaczy, że wszystko jest tak mega na bogato.

Jak już pisałem, nie raz jeździliśmy do taki domorosłych majsterkowiczów, którzy nakupili materiałów i próbowali sami je poskładać ale wyszło im tak, że albo musieliśmy wszystko poprawiać albo wszystko wywalić i robić od nowa z nowych materiałów.

24,940

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

wyjaśnij mi jak?

Wyjaśniamy ci od wielu miesięcy, a ty wciąż kręcisz się w kółko. Zgłoś się do specjalisty.


Trochę przesadziłem z tym, że tylko milionerów na to stać ale prawda jest taka, że przeciętnego obywatela zarabiającego jakieś 4k nie stać na meble na zamówienie

Wy robicie meble z gównolitu w cenach NIŻSZYCH niż dobry jakościowo mebel z sieciówki. Dlatego zarabiasz minimalną krajową. Także nie pierdol. Gdybyście zajmowali się pracą jakościową, typowym hi-endem, to nie marudziłbyś na biedę. Jeśli jednak za ten laminat twój szwagier bierze dużo tobie płacąc grosze, to jednak jesteś mocno ruchany na kasę....jakby nie patrzeć, tak dupa zawsze z tyłu.


Jak już pisałem, nie raz jeździliśmy do taki domorosłych majsterkowiczów, którzy nakupili materiałów i próbowali sami je poskładać ale wyszło im tak, że albo musieliśmy wszystko poprawiać albo wszystko wywalić i robić od nowa z nowych materiałów.

Jak ci pokazałem garaż przerobiony na pracownię stolarską zwykłego hobbisty-pasjonata, który dopiero planuje zająć się tym zawodowo w przyszłości to ci szczęka opadła, bo koleś miał tam więcej i lepszych urządzeń niż to, na czym pracujesz (co w sumie zabawne, bo typ miał tam też parę ultra podstawowych gratów z Lidla). Także na twoim miejscu wstrzymałbym konie.

24,941

Odp: 30lat i cały czas sam

Moja żona zostawiła mnie dla Anglika, syn chce być ze mną obecnie batalia w sądzie, tutejszym panom radzę nie iść w żadne związki i cieszyć sie spokojem.

24,942

Odp: 30lat i cały czas sam
Forseco napisał/a:

Moja żona zostawiła mnie dla Anglika, syn chce być ze mną obecnie batalia w sądzie, tutejszym panom radzę nie iść w żadne związki i cieszyć sie spokojem.

To,ze Ty miales nie udany zwiazek nie znaczy, ze kazdy tez bedzie taki mial. A sedzia co na to,ze syn chce byc z Toba? Dziecko pewnie ma swoje powody, ze nie chce mieszkac z matka, moze cos z ojczymem nie tak?

24,943 Ostatnio edytowany przez Shinigami (2024-02-20 14:28:47)

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:

Wy robicie meble z gównolitu w cenach NIŻSZYCH niż dobry jakościowo mebel z sieciówki. Dlatego zarabiasz minimalną krajową. Także nie pierdol. Gdybyście zajmowali się pracą jakościową, typowym hi-endem, to nie marudziłbyś na biedę. Jeśli jednak za ten laminat twój szwagier bierze dużo tobie płacąc grosze, to jednak jesteś mocno ruchany na kasę....jakby nie patrzeć, tak dupa zawsze z tyłu.

Jak ci pokazałem garaż przerobiony na pracownię stolarską zwykłego hobbisty-pasjonata, który dopiero planuje zająć się tym zawodowo w przyszłości to ci szczęka opadła, bo koleś miał tam więcej i lepszych urządzeń niż to, na czym pracujesz (co w sumie zabawne, bo typ miał tam też parę ultra podstawowych gratów z Lidla). Także na twoim miejscu wstrzymałbym konie.

Jakościowo nasze meble są dużo lepsze niż z marketu. Z resztą po co ja się w ogóle produkuje. Dla ciebie każda firma będzie Januszexem, coś czuję, że byłbyś najgorszym typem klienta. Jedyne co opada to ręce pisząc z tobą. Jestem pewny, że wielu naszych klientów nie zgodziłoby się z niczym co piszesz o mojej firmie. Dosłownie jedyne w czym masz choć trochę racji to, że zarabiam za mało jak na ciężar pracy i ilość godzin jakie wyrabiam.

Forseco napisał/a:

Moja żona zostawiła mnie dla Anglika, syn chce być ze mną obecnie batalia w sądzie, tutejszym panom radzę nie iść w żadne związki i cieszyć sie spokojem.

Historia nieciekawa i współczuję ale nie przekonasz tym tutejszych panów. Dla kogoś kto nigdy nie był w związku pragnienie bliskości, czułości, seksu, bycia kochanym i potrzebnym jest zbyt i nic ich nie przekona by całkowicie zrezygnować, ja też się zaliczam do takich panów.

24,944

Odp: 30lat i cały czas sam
Theodore Robert Bundy napisał/a:

Priszczillo, ale czy to nie ty czasem pisałaś "że wszystko jest możliwe" to idealnie odzwierciedla twoje zaburzenia

Czasem nie ja to napisałam, więc to jednak Tobie coś się w główce zajączkuje wink

24,945

Odp: 30lat i cały czas sam
Priscilla napisał/a:
Theodore Robert Bundy napisał/a:

Priszczillo, ale czy to nie ty czasem pisałaś "że wszystko jest możliwe" to idealnie odzwierciedla twoje zaburzenia

Czasem nie ja to napisałam, więc to jednak Tobie coś się w główce zajączkuje wink

Do garów, nie na forum

24,946

Odp: 30lat i cały czas sam
JuliaUK33 napisał/a:
Forseco napisał/a:

Moja żona zostawiła mnie dla Anglika, syn chce być ze mną obecnie batalia w sądzie, tutejszym panom radzę nie iść w żadne związki i cieszyć sie spokojem.

To,ze Ty miales nie udany zwiazek nie znaczy, ze kazdy tez bedzie taki mial. A sedzia co na to,ze syn chce byc z Toba? Dziecko pewnie ma swoje powody, ze nie chce mieszkac z matka, moze cos z ojczymem nie tak?

Przecież nie od dziś wiadomo, że w Polsce i na Zachodzie kobiety są tak uprzywilejowane, że sądy zawsze przyznają im opiekę nad dziećmi, bo przecież nawet najgorsza matka jest lepsza niż najlepszy ojciec, a opinią dziecka nikt się nie przejmuje.

24,947

Odp: 30lat i cały czas sam
rakastankielia napisał/a:

Przecież nie od dziś wiadomo, że w Polsce i na Zachodzie kobiety są tak uprzywilejowane, że sądy zawsze przyznają im opiekę nad dziećmi, bo przecież nawet najgorsza matka jest lepsza niż najlepszy ojciec, a opinią dziecka nikt się nie przejmuje.

Kocham te generalizacje! Nie, nie zawsze. Sama znam co najmniej dwie sytuacje, kiedy to ojcu sąd przyznał opiekę nad dzieckiem. Jednym z takich ojców jest mój mieszkający piętro wyżej sąsiad, wcale nie taki ideał, jak mogłoby się wydawać. Co prawda nie wiem co z nim było w momencie przyznania opieki, a było to już było kilka ładnych lat wstecz, a pod obecnym adresem mieszka od dwóch, ale tutaj kilkukrotnie odstawił całkiem niezłe akcje z alkoholem i narkotykami w tle. Raz zachowywał się w taki sposób, że sama zastanawiałam się, czy nie wezwać policji zanim kogoś pozabija.

24,948

Odp: 30lat i cały czas sam
Forseco napisał/a:

Moja żona zostawiła mnie dla Anglika, syn chce być ze mną obecnie batalia w sądzie, tutejszym panom radzę nie iść w żadne związki i cieszyć sie spokojem.

JAK sie jest  za mało cwanym tak jest,miałes bycinteligetnijeszy,,zalosne sa te potem wasze lzawe rozprawki sadowe,,tym bardziej powodzenia

24,949

Odp: 30lat i cały czas sam
rakastankielia napisał/a:
JuliaUK33 napisał/a:
Forseco napisał/a:

Moja żona zostawiła mnie dla Anglika, syn chce być ze mną obecnie batalia w sądzie, tutejszym panom radzę nie iść w żadne związki i cieszyć sie spokojem.

To,ze Ty miales nie udany zwiazek nie znaczy, ze kazdy tez bedzie taki mial. A sedzia co na to,ze syn chce byc z Toba? Dziecko pewnie ma swoje powody, ze nie chce mieszkac z matka, moze cos z ojczymem nie tak?

Przecież nie od dziś wiadomo, że w Polsce i na Zachodzie kobiety są tak uprzywilejowane, że sądy zawsze przyznają im opiekę nad dziećmi, bo przecież nawet najgorsza matka jest lepsza niż najlepszy ojciec, a opinią dziecka nikt się nie przejmuje.

Ja znam kilka rodzin po rozwodzie, gdzie ojciec ma przyznana opieke nad dziecmi ot chociazby moj ex, ktory sam wychowuje syna z poprzedniego zwiazku, czasem sie zdarzy,ze piszac z facetem na profilu randiowym on sam przyznaje, ze sam dziecko/dzieci wychowuje. Moj wujek tez moje kuzynka wychowywal sam jak ciotka latala po klubach po rozwodzie.  Takze juz bez przesady,zalezy tez na jakiego sedzia sie trafi. Madry, dobry sedzia powinien zapytac dzieci w obecnosci psychologa z kim chca byc i na tej podstawie wyznaczyc opieke nad dziecmi

24,950

Odp: 30lat i cały czas sam
Shinigami napisał/a:

Jakościowo nasze meble są dużo lepsze niż z marketu. Z resztą po co ja się w ogóle produkuje. Dla ciebie każda firma będzie Januszexem, coś czuję, że byłbyś najgorszym typem klienta. Jedyne co opada to ręce pisząc z tobą. Jestem pewny, że wielu naszych klientów nie zgodziłoby się z niczym co piszesz o mojej firmie. Dosłownie jedyne w czym masz choć trochę racji to, że zarabiam za mało jak na ciężar pracy i ilość godzin jakie wyrabiam.

Heh, Shini. Tu nie o to chodzi, że robicie coś źle. Nikt tego nie powiedział. Ale jak pracujecie na najtańszych materiałach i macie najniższe marże, to siłą rzeczy, nie jesteście producentami jakościowymi. Zwykły warsztat pasjonata-amatora cię przerósł. A możliwości fabrykacyjne macie takie, że nawet nie jesteście w stanie wytoczyć gałek z egzotycznego drewna, zdobienia typu drzeworyty, albo pirografia was przerastają tak samo jak kształtowanie hydrotermiczne. O zabawach z epoxy czy podstawach ślusarstwa (spawanie, kowalstwo artystyczne do tworzenia zdobień i stalowych elementów typu nogi, uchwyty itp) nawet nie wspomnę.

Januszeksem cie nazwałem z dwóch powodów:

1) jakikolwiek artyzm i kreatywność wykracza poza twoje zdolności manualne i umysłowe w zakresie stolarstwa, więc siłą rzeczy to co robicie jest mocno odtwórcze i wtórne
2) szwagier wali cie w kakałko na kasę, co już chyba wszyscy ci tu napisali

To, że celujecie w klienta mniej zamożnego i pracujecie na tańszych materiałach nie jest złe - w końcu uczciwie pracujecie. Złe jest to, że uważasz to za rozwiązania topowe. A takimi - obiektywnie - nie są.


Masz jakieś portfolio chociaż? Jesteś w stanie pochwalić się czymkolwiek z dumą?

24,951

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:

Generalnie zapocony, brudny i śmierdzący. Przychodzi moja żona, kładzie się obok mnie kładąc głowę na moich udach i mówi: meh, ale ci śmierdzą jaja.....i usypia błogo pochrapując jak za pstryknięciem palcami.

Prawie się pożygalam.  Puscileś jej na koniec bąka na morde czy smrod potu w całym mieszkaniu wystarczy?

24,952

Odp: 30lat i cały czas sam
rakastankielia napisał/a:
JuliaUK33 napisał/a:
Forseco napisał/a:

Moja żona zostawiła mnie dla Anglika, syn chce być ze mną obecnie batalia w sądzie, tutejszym panom radzę nie iść w żadne związki i cieszyć sie spokojem.

To,ze Ty miales nie udany zwiazek nie znaczy, ze kazdy tez bedzie taki mial. A sedzia co na to,ze syn chce byc z Toba? Dziecko pewnie ma swoje powody, ze nie chce mieszkac z matka, moze cos z ojczymem nie tak?

Przecież nie od dziś wiadomo, że w Polsce i na Zachodzie kobiety są tak uprzywilejowane, że sądy zawsze przyznają im opiekę nad dziećmi, bo przecież nawet najgorsza matka jest lepsza niż najlepszy ojciec, a opinią dziecka nikt się nie przejmuje.

ale wiesz, ze takich rozwodow gdzie jest batalia sądowa o dziecko i kase to jest jakiś mikro procent? Większość rozwodow w polsce odbywa sie polubownie. wiec w wiekszosci przypadkow jesli dziecko jest z ojcem to dlatego że rodzice przegadali razem temat i zdecydowali że tak bedzie lepiej?

24,953

Odp: 30lat i cały czas sam
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

ale wiesz, ze takich rozwodow gdzie jest batalia sądowa o dziecko i kase to jest jakiś mikro procent? Większość rozwodow w polsce odbywa sie polubownie. wiec w wiekszosci przypadkow jesli dziecko jest z ojcem to dlatego że rodzice przegadali razem temat i zdecydowali że tak bedzie lepiej?

70-80% rozpadów małżeństwa w PL to śmierć współmałżonka. Reszta to rozwody na drodze sądowej. To, że w większości odbywa się to bez orzekania o winie, to nie znaczy, że tam batalii o dziecko czy majątek nie ma. Ta batalia jest, tylko nie da się jednoznacznie wskazać winnego.

W przypadku rozwodów tylko 3% dzieci trafia pod opiekę ojców. W innych źródłach znalazłem info, że to poniżej 5%. Ale to nie jest tak, że faceci nie walczą o dzieci. Bo walczą. W przypadku krajów rozwiniętych to jest 40% (tu njchętniej przywołuje się USA, bo tam to wygląda najlepiej dla facetów i tylko tam jest to te 40%). Tylko u nas podtrzymywany kult matki-Polki.


Dla zobrazowania - współczynnik zawierania małżeństw na podstawie 5 letniej średniej wynosi 5 PROMILI.


Z jednego z portali zajmujących się tą tematyką:

W teorii polskie prawo daje równe prawa do dziecka tak ojcu, jak i matce. W rzeczywistości to tylko marzenia ojców, bo suche liczby nigdy nie kłamią. Decyzja o rozstaniu z żoną jest niemal zawsze również decyzją o pożegnaniu z córką i synem. Po rozwodzie jedynie 3 proc. dzieci trafia pod opiekę ojców, niemal wyłącznie w przypadku kiedy matka nie jest w stanie zająć się dzieckiem lub stanowi dla niego zagrożenie.

(...)

Jak wygląda sytuacja prawna ojca walczącego o prawa do opieki nad dzieckiem? Okazuje się, że nie za ciekawie. W prawie dotyczącym opieki ojca nad dzieckiem, w polskim prawie nie ma wzmianki o „samotnym ojcu”. Kodeks rodzinny dyskryminuje ojców, zwłaszcza nieślubnych dzieci. Kobieta ma prawo wyboru, którego mężczyzna nie ma (adopcja, pozostawienie dziecka w  szpitalu, alimenty, samotne macierzyństwo), nie będąc mężem matki dziecka, nie może bez jej zgody uznać dziecka za swoje. Nie może go samotnie wychowywać, czy pozwać matki o alimenty. Jego dziecko może być wychowywane przez kogoś innego, bo jego biologiczny ojciec nie ma do niego żadnych praw.

(...)

W praktyce nawet mając pełne prawa rodzicielskie i wyznaczone przez sąd terminy spotkań z dzieckiem nie możesz być niczego pewien. Dlaczego? - nie da się zmusić matki, żeby pozwoliła ojcu widywać się z potomstwem. Tylko od niej i jej dobrej woli tak naprawdę zależy czy będziesz mógł widywać swoją córkę lub syna. Wniosek o zabezpieczenie kontaktów czy ukaranie grzywną za utrudnianie kontaktów z ojcem niewiele da. Sprawy ciągną się latami, a ich efekty, to znaczy grożące konsekwencje najczęściej nie znaczą więcej niż kilkuset złotowy mandat. Koniec. Nic więcej nie można zrobić, wszelkie możliwości prawne prowadzą nas w ślepy zaułek. Tak samo jest  w sprawie alimentów – tu z kolei procenty i statystyki, tak niekorzystne dla mężczyzn jeśli spojrzeć na procent ojców, którym przyznaje się prawa rodzicielskie, pokazują kłopoty kobiet. Ściągalność zasądzonych stawek waha się bowiem według różnych danych w granicach 10%.


Także w dużym skrócie dla Polski: 3-5% dzieci trafia pod opiekę ojców, którzy mogą liczyć na 10% ściągalności alimentów. Panie i Panowie - OKLASKI.

24,954

Odp: 30lat i cały czas sam

To ja jeszcze zwrócę uwagę, że sądy coraz częściej orzekają opiekę naprzemienną i to już trzeba się bardzo starać, żeby nie móc takiej opieki sprawować.
Co prawda osobiście uważam, że to nie jest dobre rozwiązanie, ale rzekomo podyktowane zostaje dobrem dziecka, a skoro (tu ponownie: podobno) to właśnie dobro dziecka jest nadrzędną wartością, to też dlatego takie rozwiązanie jest coraz częściej stosowane.

24,955

Odp: 30lat i cały czas sam
Priscilla napisał/a:

To ja jeszcze zwrócę uwagę, że sądy coraz częściej orzekają opiekę naprzemienną i to już trzeba się bardzo starać, żeby nie móc takiej opieki sprawować.
Co prawda osobiście uważam, że to nie jest dobre rozwiązanie, ale rzekomo podyktowane zostaje dobrem dziecka, a skoro (tu ponownie: podobno) to właśnie dobro dziecka jest nadrzędną wartością, to też dlatego takie rozwiązanie jest coraz częściej stosowane.

Oj, mam inne doświadczenia w rodzinie. A mam takie, że nawet z negatywną opinią psychologiczną (i to skrajnie negatywną) dziecko zostaje przyznane pod opiekę matce, która mieszka z rodzicami na 40metrach kwadratowych, choć w domu ojca dziecko ma swój własny pokój, a ojciec pracę może wykonywać zdalnie w razie potrzeby. Facet po kilkunastu latach walki (!!!) się poddał, bo psychicznie nie był w stanie tego udźwignąć.

24,956

Odp: 30lat i cały czas sam
Priscilla napisał/a:
rakastankielia napisał/a:

Przecież nie od dziś wiadomo, że w Polsce i na Zachodzie kobiety są tak uprzywilejowane, że sądy zawsze przyznają im opiekę nad dziećmi, bo przecież nawet najgorsza matka jest lepsza niż najlepszy ojciec, a opinią dziecka nikt się nie przejmuje.

Kocham te generalizacje! Nie, nie zawsze. Sama znam co najmniej dwie sytuacje, kiedy to ojcu sąd przyznał opiekę nad dzieckiem. Jednym z takich ojców jest mój mieszkający piętro wyżej sąsiad, wcale nie taki ideał, jak mogłoby się wydawać. Co prawda nie wiem co z nim było w momencie przyznania opieki, a było to już było kilka ładnych lat wstecz, a pod obecnym adresem mieszka od dwóch, ale tutaj kilkukrotnie odstawił całkiem niezłe akcje z alkoholem i narkotykami w tle. Raz zachowywał się w taki sposób, że sama zastanawiałam się, czy nie wezwać policji zanim kogoś pozabija.

Zawsze to oczywiście pewne uproszczenie. Ale w zdecydowanej większości sytuacji to kobieta otrzymuje prawo do opieki nad dzieckiem.

24,957 Ostatnio edytowany przez SmutnaDziewczyna007 (2024-02-21 11:17:40)

Odp: 30lat i cały czas sam
Jack Sparrow napisał/a:
SmutnaDziewczyna007 napisał/a:

ale wiesz, ze takich rozwodow gdzie jest batalia sądowa o dziecko i kase to jest jakiś mikro procent? Większość rozwodow w polsce odbywa sie polubownie. wiec w wiekszosci przypadkow jesli dziecko jest z ojcem to dlatego że rodzice przegadali razem temat i zdecydowali że tak bedzie lepiej?

70-80% rozpadów małżeństwa w PL to śmierć współmałżonka. Reszta to rozwody na drodze sądowej. To, że w większości odbywa się to bez orzekania o winie, to nie znaczy, że tam batalii o dziecko czy majątek nie ma. Ta batalia jest, tylko nie da się jednoznacznie wskazać winnego.

Ja o rozwodnikach ty o wdowcach. Po co zmieniasz temat?
Batalia jest bo tak mówi Jack. Mowa o statystykach, czy o twoim widzi mi się, bo już się gubie? Znaczna mniejszość małżeńst kończy się w atmosferze konfliktu. Więc większość dzieci w drodze nie-konfliktu(czyli porozumienia rodziców) trafia pod opieke matki.

Jack Sparrow napisał/a:

Facet po kilkunastu latach walki (!!!) się poddał, bo psychicznie nie był w stanie tego udźwignąć.

Oj widze, że czytanie ze zrozumieniem słabo.
Priscilla mówi o sprawach rozwodowych które rozpoczynją się aktualnie i aktualnie kończą opieką naprzemienną. Ty wyskakujesz z przykładem pary, która rozeszła się kilkanaście lat temu (więc nie, nie jest to aktualny rozówd). Ci sami ludzie w tych samych warunkach mogli dostać dziś inną decyzje na pierwszej rozprawie niż kilkanaście lat temu. O tym mówi Priscilla. A ty o czym właściwie?
Z tego co rozumiem przykład pokazuje że postępowano nijako z wolą dziecka. Skoro sprawa trwa kilkanaście lat, rozwod pewnie nie nastapil tuż po urdzeniu dziecka tylko kilka lat  już gówniak miał, więc dziecko jest już pewnie po 18. Czyli całe studia mogło sobie na luzie mieszkać u ojca, albo utrzymywać jako nastolatek dowolnie dobre kontakty z ojcem jeśli miało na to ochote, bez ingerencji sądu. Jeśli dziecko nie przejawiało bardzo wyraźnej woli i potrzeby mieszkania z ojcem to może miało swoje powody? Bo rozumiem, że dziecko nadal ma relacje z matką, a ojcem nie, bo ojceci się poddał? Czy mówisz o sytuacji, kiedy dziekco jest de facto pod opieką ojca, ale w papierach to matka ma opieke?

24,958

Odp: 30lat i cały czas sam
rakastankielia napisał/a:

Zawsze to oczywiście pewne uproszczenie. Ale w zdecydowanej większości sytuacji to kobieta otrzymuje prawo do opieki nad dzieckiem.

Raka, ale ty wiesz, że może tak być bo w wiekszosci mężczyżni nie przejawiają woli, zeby sprawowac opieke nad dzieckiem? Znam przykłady anegdotyczne gdzie facet chciał dziecko, ale wiekszosci facetowi jest na reke zeby żona się nim zajmowała. Przyjmuje się też, że kobiety lepiej dbają o dobrostan psychiczny rodziny,  a faceci to są zadaniowcy skupieni na celu. Więc chyba taki podział jest na reke red pilowcowi: facet zadaniowiec wysyla kase(konkretny target finansowy co miesiac smile ), a kobieta czyta dziecku bajki i pociesza je jak nabije siniaka. Win-Win, każdy dostaje rolę zgodną z wymaganiami społecznymi.

24,959

Odp: 30lat i cały czas sam

Intercyza, intercyza, i raz jeszcze intercyza, kobieta wchodząca w związek z facetem który zaszedł daleko, w razie rozwodu nie powinna dostać żadnego majątku, bo zwyczajnie na niego nie zapracowała, nie dość że jest zwykłym darmozjadem, który ma do zaoferowania 3 dziury i nic poza tym, dziwie sie facetom co po kilku miesiącach wchodzą w związek małżeński, po to by po jakimś czasie toczyć batalie o majątki i dzieci, skoro kobieta przyszła do związku bez niczego to dokładnie z tym samym powinna ten związek, opuścić proste.

24,960

Odp: 30lat i cały czas sam

bo już się gubie?

Ty jesteś wiecznie pogubiona.


Ci sami ludzie w tych samych warunkach mogli dostać dziś inną decyzje na pierwszej rozprawie niż kilkanaście lat temu. O tym mówi Priscilla.

A jednak w praktyce zmienia się bardzo niewiele, o czym świadczą przytoczone przeze mnie cytaty. Zmiany w tym temacie zachodzą bardzo, ale to bardzo powoli i to chyba tylko i wyłącznie dlatego, że mężczyźni co raz częściej jednoczą się w stowarzyszeniach i fundacjach walczących o prawa ojców. I o ile w większych miastach to jakoś idzie w dobrym kierunku, o tyle w tych mniejszych pozostaje to bez zmian.


Jeśli dziecko nie przejawiało bardzo wyraźnej woli i potrzeby mieszkania z ojcem to może miało swoje powody? Bo rozumiem, że dziecko nadal ma relacje z matką, a ojcem nie, bo ojceci poddał się?

Mówię o sytuacji, kiedy dziecko chciało mieszkać z ojcem, gdzie miało swój kąt, a sąd i tak przyznał opiekę matce, która miała negatywną opiekę psychologiczną (brak więzi emocjonalnej z dzieckiem). Matka co i rusz składała wnioski o ograniczenie mu dni i zwiększenie alimentów, sąd automatycznie się do tego przychylał, a potem sprawa była prostowana miesiącami, aby na podstawie dowodów wrócić do stanu pierwotnego. I tak w kółko przez jakieś 12 lat. Koniec końców matka przestała wydawać mu dziecko, a sąd miał to w dupie łykając absolutnie wszystkie bajki matki spod hasła 'dziecko źle się czuło', 'bolał ją brzuszek' itp. Nie miała na to żadnych papierów lekarskich. Wszystko odbywało się na zasadzie jej deklaracji. A sąd nie chciał zmienić grafiku wizyt czy przyznać dodatkowych dni w miejscu tych utraconych przez kolesia, choć zdarzały się okresy, że typ nie widział dziecka przez pół roku. Ogólnie to tam naprawdę dużo się działo, bo babka potrafiła wymyślać niestworzone historie, a on to potem miesiącami w sądzie obalał. Nie da się tak żyć w ciągłej walce, ciągle gromadząc dowody swojej niewinności, ciągle gromadząc wszystkie rachunki, robić dokumentację dowodową z czasu spędzonego z własnym dzieckiem. Więc jak kolejny raz nie widział dziecka przez prawie rok, to w końcu coś w nim pękło.

Posty [ 24,896 do 24,960 z 31,047 ]

Strony Poprzednia 1 382 383 384 385 386 478 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024