Priscilla napisał/a:Ja też nie napisałam, że mnie odrzuca, ale że nie zachęca do tego, aby chcieć się do niego zbliżyć. Są tacy ludzie, którzy chowają się przed innymi - czy to dosłownie, zawsze znajdując dla siebie jakieś bezpieczne miejsce z boku, czy swoją postawą, i patrząc na nich masz odczucie, że jedyne, czego chcą, to świętego spokoju i żebyś przypadkiem nie zaczął z nimi rozmawiać, bo tego po prostu nie chcą bądź się boją.
Mam z Tobą taki problem, że Ty traktujesz wszystko dosłownie, a przecież nikt nie mówi, że masz od klienta wyciągać informacje, ale jak z ludźmi rozmawiasz, to siłą rzeczy z tego, co mówią, można wywnioskować gdzie bywają i jak spędzają czas. Jeden czy drugi może o takie tematy nie zahaczy, ale co któryś na pewno. Swoją drogą właśnie zastanowiło mnie, co dla Ciebie kryje się pod pojęciem impreza?
I znowu widzę taki problem, że zamiast wychwycić sens, to zupełnie bez niego czepiasz się szczegółów. Bo jakie znaczenie ma czy były to koleżanki z liceum czy gimnazjum i w jaki sposób się tam dostawały? To jest tutaj kompletnie nieważne. Szukasz tematów zastępczych, żeby odwrócić uwagę od istoty tej wypowiedzi, czyli że te 30 kilometrów stanowi dla Ciebie barierę nie do przejścia.
A ok, myślałem, że cię odrzuca bo widać po kimś, że ma jakiś problem. Tu faktycznie masz rację, są tacy ludzie, na których patrząc ma się wrażenie, że to oni dosłownie nie chcą żadnego kontaktu ale to raczej rzadkie przypadki.
Większość klientów mojej firmy to ludzie po 30 i pracujący po 16h dziennie, a jeszcze dodatkowo spora część z nich ma małe dzieci. Oni nie mają czasu pójść do łazienki więc ich imprezy kończą się na obiedzie u teściów raz na miesiąc. Niektórzy z nich swoje dzieci widują raz czy dwa na tydzień więc o imprezowaniu czy jakichś innych aktywnościach poza pracą i domem nie ma za bardzo mowy.
Dla mnie pod pojęciem impreza kryje się to co już napisałem. Klub, domówka, impreza masowa typu koncert czy miejski sylwester, ewentualnie jakiś festiwal tematyczny typu konwent anime. Innych pojęć określonych tym słowem nigdy nie doświadczyłem i nie kojarzę.
Wychwyciłem sens, po prostu chciałem zwrócić uwagę, że Jack czepia się szczegółów i wytyka je każdemu komu tylko może, a sam je pomija. Te 30 km to żaden problem, samochodem to jakieś 30-40 min jazdy, barierą jest brak adresu pod, który możnaby było pojechać.
Smutna ja nie wiem jakim cudem mogłem napisać, że się rozumiemy. Jesteś jedną z ciekawszych osób na tym forum. Najpierw piszesz, że mnie lubisz potem piszesz jakbym ci zrobił jakąś krzywdę. Raz piszesz jakbyś chciała mi pomóc, a innym razem jakbyś chciała się na mnie wyżyć. Raz piszesz, że jestem dla ciebie zwykłym randomem z forum, a innym razem angażujesz się emocjonalnie jakbym cię jakoś okrutnie zdradził po 10 latach związku. Kilka razy już miałaś iść z tego forum, a wciąż tu siedzisz i wypominasz mi, że czegoś nie zrobiłem.
Rumun pisał, że trenuje 1,5 roku. Nie zamierzam nikogo wysysać choć więcej pomysłów nie zaszkodzi. Za jedną rzecz muszę ci podziękować, chyba zrozumiałem jedną rzecz. Możliwe, że tak ciężko mi podjąć jakieś działanie bo nie widzę "mety". Nie potrafię sobie wyobrazić siebie w jakimś zawodzie. To jak z bieganiem, kiedy widzę metę, wiem jak wygląda i co na niej czeka to biegnę. Mam pewność, że jak dobiegnę do tej mety to osiągnę cel.
Jack Sparrow napisał/a:No popatrz, a ja mam mniej i się oglądają. Jakim cudem?
Ale zdajesz sobie sprawę, ze to tym gorzej dla ciebie? Bo średnio ogarnięte gimnazjalistki lepiej ogarniały temat niż 30letni koń z własnym autem?
Cóż albo wciskasz kit z tym twoim super powodzeniem albo muszę zacząć nosić okulary na co dzień bo za mną też się oglądają tylko po prostu tego nie widzę.
Wygląda na to, że średnio ogarnięte gimnazjalistki mają większe możliwości od 27 letniego faceta z samochodem. Pewnie w to nie uwierzysz ale gdybym wtedy miał ten samochód to też bym jeździł do stolicy imprezować. Choć dużo bardziej prawdopodobne jest, że robiłbym za kierowcę dla tych koleżanek. Niestety prawo jazdy było dla mnie sporym wyzwaniem i długo się męczyłem by je zrobić, jak widać za długo.