bywały tu już na forum kochanki co przeszły "wspaniałą" terapię i poszło to w takim kierunku by nabrać obrzydzenia do siebie jako osoby upadłęj i mieć misję biczowania nie tylko siebie ale i innych w podobnej sytuacji.
Dziwne to i dzikie w chrześcijańskim kraju, gdzie powinno być miłosierdzie i wybaczenie.
takie nienawidzenie siebie dłużej może mieć właśnie taki skutek w p[ostaci poszerzania tej nienawisci na innych w tym męża i własne dzieci.
jednak chyba trzeba iśc do dobrego terapeuty, poczytać opinie.
66 2021-02-19 15:08:57 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-02-19 15:09:23)
Ale ja zdradzaczy zawsze miałam za łaj. Zy i tego nie zmieni nic... Terapia? Za wielką moc przypisujesz moim przemyśleniom i wyrzutom sumienia na które nie mam wpływu. Nie spędza mi to snu z powiek, nie urządzam krucjaty przeciwko zapominającym o wierności. Uwierać będzie mnie zawsze, zawiodłam się na sobie. Wyciągnęłam wnioski, odebrałam lekcje życia i show must go on. Trochę ciasno mi w worku ze zdradzaczami, ale chyba muszę się w nim rozgościć... Nie wiem tylko czy zostawić sobie informacje o tym dla siebie czy wspaniałomyślnie pogrążyć się, co ma do tego terapia?
wybacz, ale sumienie bez używania rozumu jest mało warte. A Twoje wnioski moga być błędne- chyba że masz za sobą lata przemyśleń, medytacji konsultacji i w ogóle jesteś guru..
Swoją drogą ciekawe czy terapeuta umiałby wmówić mi w jakim doborowym towarzystwie obracam się w tym worku, bo tu tkwi istota
Swoją drogą ciekawe czy terapeuta umiałby wmówić mi w jakim doborowym towarzystwie obracam się w tym worku, bo tu tkwi istota
71 2021-02-19 15:43:05 Ostatnio edytowany przez Kristel (2021-02-19 15:44:04)
Nie rozbrajaj mnie terapią, jeśli będę sobie chciała wmówić, że jestem od nich lepsza "bo" to tak zrobię. Wolę jednak być obiektywna...
Nie rozbrajaj mnie terapią, jeśli będę sobie chciała wmówić, że jestem od nich lepsza "bo" to tak zrobię. Wolę jednak być obiektywna...
Nie jesteś ani lepsza ani gorsza. Skoro sama uznajesz osoby zdradzające za "łaj.zy", to dlaczego się obruszasz tym, że o Tobie też ktoś tak może zbyt pochopnie pomyśleć.
W tym worku pewnie nie jedna osoba mająca podobne doświadczenia i przemyślenia co Ty.
Większość wątków kochanek czy zdradzających zaczyna od słów nigdy nie myślałam, że mnie to spotka, brzydziłam się zdradą itd., itd.
Nigdy nie możemy mieć pewności jak się zachwamy w danej sytuacji, póki w niej nie będziemy. Oceniać kogoś jest bardzo łatwo.
Ty dajesz sobie do tego prawo ale odbierasz prawo do oceny Ciebie.
Nasze błędy nas nie definiują ale mówią o naszych słabościach. Zapewne znasz powiedzenie: tyle o sobie wiemy ile nas sprawdzono.
Piszesz, że zawiodłaś siebie. Nie jest powiedziane że pierwszy i ostatni raz. Nie możesz być tego pewna.
Może warto przyznać sama przed sobą że nie jesteś "lepsza" i się z tym pogodzić.
Jak Ty się z tym pogodzić, to opinia innej osoby nie będzie miała dla Ciebie większego znaczenia.
Roxann
1. Nie jestem lepsza i nie uważam się za taką.
2. Zdrada jest czymś złym niezależnie od okoliczności i mogę oceniać taki krok. Nie odbieram oceniania mnie. Sama dla siebie jestem łaj.za i nie zdziwi mnie to, że ktoś o mnie tak pomyśli. Nie chciałabym siebie, nie chciałabym kogoś kto dopuszcza się zdrady. O ile za siebie jestem pewna, że była moją ostatnią o tyle za kogoś nie dam sobie obciąć nawet paznokcia
3. Pierwszy raz. Nie wszystko co robiłam przynosi mi chlubę, ale pierwszy raz potępiam się za coś, bo tak zwyczajnie nie można.
4. Nie chcę być lepsza, zwyczajnie nigdy nie chciałam i nie zamierzałam trafić do tego jakże, zaszczytnego grona wybrańców... Nie potrafię się z tym pogodzić. Kto jak kto ale ja i zdrada... Na, szczęście odebrałam za to konkretną zapłatę i biczować się więcej nie muszę, tylko zwyczajnie nie mogę przeboleć, że tak sobie ujęłam zayebistosci
74 2021-02-19 17:32:28 Ostatnio edytowany przez Olinka (2021-02-19 18:21:44)
Jak pomyślę, że jestem jak te [wulgaryzm] zdradzające mnie to nie ogarniam. Taka sama jak te ście.rwa, ma sa kra.
75 2021-02-19 17:48:34 Ostatnio edytowany przez Roxann (2021-02-19 17:50:07)
Na, szczęście odebrałam za to konkretną zapłatę i biczować się więcej nie muszę, tylko zwyczajnie nie mogę przeboleć, że tak sobie ujęłam zayebistosci
Naprawdę uważasz, że osoba, która nie zdradziła automatycznie jest kimś bardziej zaje*stym?
Zresztą to, że nie zdradziła do tej pory, nie oznacza, że nigdy nie zdradzi. Przecież Ty też do pewnego momentu swego życia byłaś po "tej lepszej stronie".
Zobaczyłaś jak jest po drugiej, nie spodobało Ci się i tyle. Masz doświadczenie i nauczkę.
W ogóle nie bardzo rozumiem sens takiego szufladkowania ludzi na tych co zdradzili i tych co nie zdradzili i w ogóle Twojego problemu.
Jeszcze bym rozumiała, gdyby chodziło o zdradę obecnego partnera i wyrzuty sumienia z tym związane i dylematy czy powiedzieć mu czy nie... ale zadręczanie się czymś co miało miejsce n lat temu, a temat dawno zamknięty mija się z celem i sensem.
ja bym mu powiedziła nie odrazu bo ale kiedy bym miała pewnosć że to na poważnie jak to wyjasnisz mu tak jak tu na forum to zrozumie , niezrobiłas przecież niczego złego . jak mu nie powiesz a dowie się od obcych to może wam zepsuć związek
77 2021-02-19 17:54:10 Ostatnio edytowany przez Kristel (2021-02-19 17:56:48)
Napisze ostatni raz - boli mnie to, że trafiłam do jednego worka z tymi gni.dami. Jestem jedną z nich, o niczym lepszym nie marzyłam... Masz inną moralność, nie zrozumiesz jak bardzo boli mnie to, że nie wyszło mi bycie taką jaką chciałam. Nie w taką siebie wierzyłam, nie takie zasady wyznawałam... Masz rację, uważałam się za lepszą pod tym względem, każdy inny tylko nie ja, a jednak ja też, szlag by to trafił... Jeszcze wspaniałomyślnie przyznać się, że jestem jak Ci, którymi dotychczas gardziłam (obcy mnie walą, mam na myśli tych, którzy mnie zdradzali). Ironia losu.
Tajedyna94 I tu z Tobą nie zgodzę się. Nie można czekać aż zacznie zależeć. To podłe czekać z takimi newsami, gdy pojawiają się uczucia.
Napisze ostatni raz - boli mnie to, że trafiłam do jednego worka z tymi gni.dami. Jestem jedną z nich, o niczym lepszym nie marzyłam... Masz inną moralność, nie zrozumiesz jak bardzo boli mnie to, że nie wyszło mi bycie taką jaką chciałam. Nie w taką siebie wierzyłam, nie takie zasady wyznawałam... Masz rację, uważałam się za lepszą pod tym względem, każdy inny tylko nie ja, a jednak ja też, szlag by to trafił... Jeszcze wspaniałomyślnie przyznać się, że jestem jak Ci, którymi dotychczas gardziłam (obcy mnie walą, mam na myśli tych, którzy mnie zdradzali). Ironia losu.
Ja rozumiem to co piszesz, tylko co to zmienia? Na przeszłość nie masz już wpływu.
Wiesz już, że jesteś osobą, która również popełnia błędy, robi rzeczy, których potem żałuje. Wiesz, jak ryzykowne są twierdzenia "ja nigdy", "ja zawsze" czy ogólnie ocenianie innych przez pryzmat siebie samej.
Wcale nie mam innej moralności, za to na pewno mam większą świadomość.
Piszesz "na przeszłość nie masz wpływu". Dla mnie to nie przeszłość, jakiś tam błąd z którego wyciągnę nauczkę tylko część mnie, już nieidalnej mnie... Zdradzic siebie, sprzedać swoją nieskazitelność i porządność, wpakować się do wora z tymi wszystkimi łajz.ami dla takiej pomyłki życiowej jest moją podwójną porażką. Najbardziej bolesna z lekcji w życiu. Prędzej czy później pogodzę się z taką sobą, z utratą możliwości tępienia zdradzaczy, ale mam nadzieję, że ktoś porządny będzie mnie jeszcze chcieć z taką wtopą.
A nie możesz uznać, że ta pomyłka była potrzebna, przyniosła Ci weryfikację samej siebie, zabetonowanych poglądów, więcej otwartości na ludzkie błędy, wzmocniła morale i wpłynie na wzmocnienie charakteru? Po prostu wyciągnij naukę. Jak przyniesie konsekwencje- to się z nimi mierz. Ale nie biczuj. A zdradzaczy dalej możesz tępić- nawet będąc jednym z nich. A może i bardziej? Bo znasz ten smak?
Piszesz "na przeszłość nie masz wpływu". Dla mnie to nie przeszłość, jakiś tam błąd z którego wyciągnę nauczkę tylko część mnie, już nieidalnej mnie... Zdradzic siebie, sprzedać swoją nieskazitelność i porządność, wpakować się do wora z tymi wszystkimi łajz.ami dla takiej pomyłki życiowej jest moją podwójną porażką. Najbardziej bolesna z lekcji w życiu. Prędzej czy później pogodzę się z taką sobą, z utratą możliwości tępienia zdradzaczy, ale mam nadzieję, że ktoś porządny będzie mnie jeszcze chcieć z taką wtopą.
Stwierdzenie "sprzedać swoją nieskazitelność" w kontekście tego czy jakiś porządny facet będzie Cię chciał, trochę zabrzmiało jak żal i wyrzuty sumienia, że straciło się dziewictwo nie czekając na "tego jedynego".
Idąc takim tokiem myślenia, zawsze znajdzie się coś, co stanie się taką rysą. Czasem tylko widoczną dla nas, a czasem widoczną tylko dla innych.
Wspomniałam choćby o tym dziewictwie... dla zapewne nie takiej małej grupy osób będziesz już z tego względu skreślona, jak miałaś więcej niż 3 partnerów seksualnych to ta grupa jeszcze się zwiększy, rozwód to kolejny powód do "dyskwalifikacji", zdrada będzie jednym z kolejnych i pewnie nie ostatnim.
Gdybyś poznała zaje*stego faceta, który powiedziałby, że według niego nie dziewice to łaj.zy, poczułabyś się nią? Wątpię.
Nie wiem czy rozumiesz, co chcę Ci przekazać.
Rozumiem, ale o ile nie szkoda kogoś kto przekreśla mnie za rozwód czy wcześniejszych partnerów o tyle za zdradę nie ma co dziwić się... Zasadne zwątpienie i krytyka.
84 2021-02-19 19:05:08 Ostatnio edytowany przez Kristel (2021-02-19 19:08:01)
Rita to będzie czysta hipokryzja mówiąc, że zdrada fuj gdy ma się ją na koncie. Sek w tym, że lubiłam swoje zabetonowane poglądy, nie chce rozumieć zdradzaczy i ich usprawiedliwiać, bo na zdradę nie ma usprawiedliwienia. Wyrozumiałość dla ludzkich błędów i słabości? Niekoniecznie, patrzę przez pryzmat siebie. Wymagam tego co sama daje, tu nie ma labilności w tolerancji. Ta pomyłka doskonale wiem po co była i cieszę się z niej ostatecznie, nawet jeśli dość bolesna. Nie miałaby sensu, gdybym nie wyciągnęła z niej wniosków, ale o ile zapłaciłam za nią wysoką cenę o tyle nie chce by rzutowała na przyszłość i następny związek.
Rozumiem, ale o ile nie szkoda kogoś kto przekreśla mnie za rozwód czy wcześniejszych partnerów o tyle za zdradę nie ma co dziwić się... Zasadne zwątpienie i krytyka.
Jest tak ponieważ sama nadałaś swojej zdradzie taka rangę. Są jednak ludzie dla których dziewictwo jest największą wartością świadczącą o nieskazitelności i porządności. Ty tak nie uważasz, dlatego nie byłoby Ci żal gdyby ktoś przez to Ciebie skreślił.
Zapewne też nie przeszkadza Ci ilość wcześniejszych partnerek Twojego faceta?
Pytanie co lepsze/gorsze: facet, który miał <20 partnerek seksualnych czy facet, który miał jeden długi związek zakończony jego zdradą?
To wszystko jest względne i pewnie ile ludzi tyle opinii.
Podejrzewam jednak, że ta zdrada tak głęboko w Tobie siedzi, że czy powiesz o niej partnerowi czy nie, to i tak nie zaznasz ulgi/spokoju. Jak nie powiesz, będziesz mieć jeszcze większe wyrzuty sumienia, możliwe, że dojdzie strach, że się wyda. Jeśli powiesz, to nawet jak z Toba zostanie, to będziesz się zadręczać kiedy wykorzysta tą wiedzę przeciwko Tobie.
Zdrada to też kłamstwo, tak na marginesie.
Kristel, wszyscy jesteśmy po części hipokrytami. Znamy siebie na tyle, na ile nas sprawdzono. Hołdujemy pewnym ideałom, a kiedy zderzamy się z czymś w rzeczywistości, okazuje się, że dobrzy byliśmy tylko w teorii. To część naszego życia. Warto zostawić sobie na to margines dla własnego zdrowia psychicznego. Ale rób jak uważasz. Twoja sprawa co robisz z czasem, którego nikt Ci już nie odda. Nie przepracowałaś tego i wydaje Ci się, że skoro dla Ciebie to tak haniebne postępowanie, to na pewno każdy będzie Cię przez to wartościował i każdy ma taką samą skalę. A przecież nie wiesz co siedzi w głowie tego człowieka. Napisałaś "Obawiam się że gdy wyjawię prawdę pan K. przekreśli mnie i tyle będzie z mojej zupełnej szczerości. Nie potrafię kłamać, a z drugiej strony zycie nauczyło mnie, że nie warto być szczerym do bólu" to projekcje twojego strachu, a nie jego osoby. Bujaj się tak jak chcesz, przecież nikt Ci nie zabroni.
87 2021-02-19 19:29:28 Ostatnio edytowany przez Kristel (2021-02-19 19:31:36)
No widzisz integralna jest moja akceptacja z tym co sama sobą prezentuje i tak wiele partnerek przede mną nie potrafiłabym zaakceptować, sama nie miałam wielu facetów. Chcę szczerości, bo jestem szczera. Chcę skromności, bo jestem skromna. Chcę wartościowego faceta, bo sama nie jestem powierzchowna i głupia. Chcę dobrego faceta, który nie jest materialistą, bo sama jestem dobra i kasa nie jest priorytetem. I jak ma mnie razić czyjas zdrada, gdy sama mam ją na koncie? To pierwszy zgrzyt w tym co prezentuje sama sobą, a czego spodziewam się od faceta.
88 2021-02-19 19:37:09 Ostatnio edytowany przez Kristel (2021-02-19 19:42:45)
Rita napisałaś
"skoro dla Ciebie to tak haniebne postępowanie, to na pewno każdy będzie Cię przez to wartościował i każdy ma taką samą skalę"
Jeśli ktoś akceptuje zdradę to chyba nie wbija się w mój kanon moralnosci. Jak można chcieć tolerować kogoś bez zasad tak podstawowych? Człowiek wartościowy wie, że osoba po 40 jest wolna tylko dlatego, że jest po rozwodzie. Człowiek wartościowy będzie wiedzieć, że gdy mam ponad 40lat życia za sobą to normalnym jest, że nie bedzie moim pierwszym, ale człowiek wartościowy powie "zdradzaczowi mówię nie". Rozumiesz? I ja nie będę dziwić się, a szkoda, bo ten błąd wcale mnie nie określa jako osoby i ma się nijak do mojej moralnosci.
Nie przepracowałam i nigdy nie przepracuje.
89 2021-02-19 19:40:49 Ostatnio edytowany przez Kristel (2021-02-19 19:46:09)
Roxann to nie zadręczanie. Jedna wycieczka w kłótni w stronę mojej zdrady i to będzie oznaczać koniec. Po co to komu? Żal byłoby. Jeśli trafisz słowami w mój najczulszy punkt to choćbym chciała inaczej następuje dystans i stopniowy koniec. Trochę jak w piosence "gdy nie można mocą żadną wykrzyczanych cofnąć słów", a te mnie zabijają powoli. Jeden wsad z moją zdradą i nadejdzie the end prędzej czy później. Wiele uniosę, ale prawdą dam komuś broń na siebie, która trafi tam gdzie najbardziej boli. Chyba nie chce tak. Zdecydowanie nie chce.
90 2021-02-19 19:43:16 Ostatnio edytowany przez Roxann (2021-02-19 19:51:31)
No widzisz integralna jest akceptacja tego co sama sobą prezentuje i tak wiele partnerek przede mną nie potrafiłabym zaakceptować, sama nie miałam wielu facetów. Chcę szczerości, bo jestem szczera. Chcę skromności, bo jestem skromna. Chcę wartościowego faceta, bo sama nie jestem powierzchowna i głupia. Chcę dobrego faceta, który nie jest materialistą, bo sama jestem dobra i kasa nie jest priorytetem. I jak ma mnie razić czyjas zdrada, gdy sama mam ją na koncie? To pierwszy zgrzyt w tym co prezentuje sama sobą, a czego spodziewam się od faceta.
W takim razie nie pozostaje nic innego, jak pogodzić się z tym, że nieskazitelna nie jesteś i skoro jak piszesz jesteś szczera i chcesz szczerości, to sama odpowiedziałaś sobie na swoje pytanie czy powiedzieć czy nie.
Facet ma prawo Cię skreślić, tak jak Ty masz prawo skreślić faceta bo miał wiele partnerek.
Btw tu też jest ciekawa sprawa bo piszesz, że nie zaakceptowałabyś takiego faceta, czyli jaka ilość partnerek byłaby dla Ciebie akceptowalna 5, 10? A jakby miał 6 albo 12? 5 ok, a 6 to ła*za? ![]()
To, że ktoś kiedyś kogoś zdradził, nie oznacza że zdradzi też nas. Podobnie dziewica nie jest gwarancją wierności.
Nie zawsze też ten kto miał do 3 partnerów jest bardziej porządny od tego, kto miał <20.
Ważne by dobrać się tak by sobie nawzajem odpowiadać.
Człowiek wartościowy wie, że osoba po 40 jest wolna tylko dlatego, że jest po rozwodzie. Człowiek wartościowy będzie wiedzieć, że gdy mam ponad 40lat życia za sobą to normalnym jest, że nie bedzie moim pierwszym, ale człowiek wartościowy powie "zdradzaczowi mówię nie". Rozumiesz? I ja nie będę dziwić się, a szkoda, bo ten błąd wcale mnie nie określa jako osoby i ma się nijak do mojej moralnosci.
Nie przepracowałam i nigdy nie przepracuje.
Ależ Kristel, jeśli dany człowiek wie, że kiedy kobieta po 40 jest wolna, to pewnie jest po rozwodzie i nie będzie pierwszym, też raczej wie, że większość małżeństw rozpada przez zdradę. Nawet jeśli oficjalnym powodem jest wypalenie, brak miłości itd., to i tak zwykle gdzieś w tle pojawia osoba trzecia.
91 2021-02-19 19:50:08 Ostatnio edytowany przez Kristel (2021-02-19 19:57:20)
Nie twierdzę, że dziewica jest gwarancją wierności, ale jeśli ktoś posuwał wszystko co wyglądało i nadstawiało nie będzie glaskac mnie po główce gdy w chorobie zaniemoge w tych sprawach. Jeśli ktoś umie żyć bez seksu to bardziej mi odpowiada, zwyczajnie jest bliższy mojemu podejściu. To nie jest osąd tylko prosta dedukcja duża liczna partnerek = przedmiotowe traktowanie = seks jak sport= seks bardzo ważny, musi być i to baaa nie zwyczajny, trza się przebić nad Ankę, Kaśkę, Marysię, Jolę, Krysię, Dominikę, Maję i 15 innych. Spora liczba partnerek = facet bajerant, uwodziciel, flirciarz. Nie dziękuję. Tylko nie wyskakuj mi ze łzawą historią o miłości, bo nie kupuję tego. Chcę zminimalizować ryzyko zdrady, a wybór faceta z małym przebiegiem nieznacznie je zmniejsza. Po prostu.
92 2021-02-19 19:57:45 Ostatnio edytowany przez Roxann (2021-02-19 19:58:32)
Nie twierdzę, że dziewica jest gwarancją wierności, ale jeśli ktoś posuwał wszystko co wyglądało i nadstawiało nie będzie glaskac mnie po główce gdy w chorobie zaniemoge w tych sprawach. Jeśli ktoś umie żyć bez seksu to bardziej mi odpowiada, zwyczajnie jest bliższy mojemu podejściu. To nie jest osąd tylko prosta dedukcja.
Jak byś się czuła gdyby facet wiedząc, że może tak a nie inaczej zostać przez Ciebie osądzony, skłamał na temat liczby partnerek?
Czy jego egoizm i strach przed odrzuceniem daje mu prawo do tego by ukryć prawdę i uniemożliwić Ci podjęcie świadomej decyzji czy Ci odpowiada czy nie?
93 2021-02-19 20:01:21 Ostatnio edytowany przez Kristel (2021-02-19 20:04:34)
Roxann pytasz o ilość partnerek? Tyle ile związków. Seks przygodny raz, może dwa nie zrobiłby na mnie większego wrażenia, ale Don Juana damskich majtek nie przyjmuję. Nie, powinien powiedzieć prawdę tak jak ja. Tylko, że mówiąc że miał 30 bab jasno dowodzi że jest yebaka, a ja mając na koncie jedną zdradę nie jestem z automatu zdradliwą kan.alią. Jeden błąd to nie norma jak w przypadku licznych przygód bez zobowiązań, które jasno obnażają rozwiązłość. Rozumiesz różnice? Nie tłumacz mi. Wiem, że powiem, bo nie umiem inaczej... To będzie prawdziwa jazda bez trzymanki.
a ja mając na koncie jedną zdradę nie jestem z automatu zdradliwą kan.alią. Jeden błąd to nie norma jak w przypadku licznych przygód bez zobowiązań, które jasno obnażają rozwiązłość.
Skoro tak jak pisałaś wcześniej facet powinien mieć świadomość, że wolna kobieta po 40-stce jest najpewniej po rozwodzie i dziewicą nie jest, też powinien zdawać sobie sprawę z powyższego.
Jeśli uzna, że to dla niego o raz za dużo, to ma do tego prawo.
Tak samo, jak Ty masz prawo uznać, że kilka partnerek seksualnych jest ok ale zbyt już nie.
Btw gdzie wtedy postawić tą granicę? 5, 10? Przecież chyba każdy ma więcej partnerek/partnerów seksualnych niż związków. No chyba, że do nich zaliczyć każdą nawet kilkutygodniową czy kilkumiesięczną znajomość. Wtedy do tej 40 czy 50-tki się nazbiera, szczególnie jeśli ktoś wcześnie rozwiódł lub późno wziął ślub.
Roxann nie każdy, właśnie nie każdy. Nie ma magicznej liczny, która kończy akceptację. Jeśli dojrzały facet powie, że przed ślubem w wieku 20lat zaliczył kilka lasek to nic mi do tego. Jeśli był Przed żoną i po żonie w jakichś tam związkach i będą te kobiety w jego życiu to trudno dziwić się mu, że próbował ułożyć sobie jakoś życie wcześniej, ale myślenie rozporkiem i masowe zaliczanie odpada. Nie mam zamiaru zastanawiać się czy jak pójdzie sam na piwo czy wciągnie na czlonka 34 tą, bo impuls znów pójdzie nie z tej główki co trzeba. Nie oceniam nikogo, może mieć i 220 kobiet, ale ja nie muszę i nawet nie chcę być ani 21sza ani 44 tą. Spora liczba partnerek seksualnych dowodzi, że korzystał z wielu okazji, nie uni się im oprzeć, ba być może nawet nie chciał. Ważne było tu i teraz, chemia i pożądanie. Jeśli kolejna zakręci mu się koło fujary nie chcę by biedny męczył się i jak mantrę powtarzał "Kristel w domu, trzymaj fason". Na zdrowie mu beze mnie. Rozumiem, że Tobie nie przeszkadza, że facet ma liczne podboje? To podziwiam, bo o ile zachwyt będzie trzymał go w ryzach rok, trzy, może pięć o tyle DAJ Ci Boże zdrowie, żebyś zawsze mogła mu dać to bez czego żyć nie umie.
Rozumiem, że Tobie nie przeszkadza, że facet ma liczne podboje? To podziwiam, bo o ile zachwyt będzie trzymał go w ryzach rok, trzy, może pięć o tyle DAJ Ci Boże zdrowie, żebyś zawsze mogła mu dać to bez czego żyć nie umie.
Wiem, że nie jestem pierwsza ale nie pytałam ile miał przede mną, on zresztą mnie też nie. Jakoś ta wiedza nie jest mi do niczego podobna ani nie widzę powodu by mu się z tego tłumaczyć.
Zdrady bym nie wybaczyła ale zdrady skierowanej we mnie, natomiast to co miało miejsce n lat temu, nie ma dla mnie aż takiego znaczenia. Widzę przecież z jakim człowiekiem mam na co dzień do czynienia, jaki jest w stosunku do mnie, jakie ma relacje ze znajomymi itd. Gdyby mi powiedział, że n lat temu zdradził, nie skreśliłabym go przez to ale gdyby mnie zdradził, to nie zastanawiałabym się ...
97 2021-02-19 21:12:58 Ostatnio edytowany przez Kristel (2021-02-19 21:16:41)
Nie wyobrażam sobie nie widzieć jaki facet ma stosunek do seksu, kobiet, ile miał partnerek. Nie wnikam jakie pozycje, ile razy dziennie itp. Ale liczba jest tak oczywistą daną, że nie ma opcji by nie zapytać. Flirciarzom, bawidamkom, sciemniaczom mówię nie. Facet, który podrywa ekspedientkę kupując bułki, flirtuje z florystką kupując mi kwiaty, śmieszkuje z pielęgniarką będąc hospitalizowanym nie jest moim celem tak samo jak facet, który nie umie obyć się bez seksu, gdy nie jest w związku. Może młodziencze wybryki nie miałyby znaczenia, ale filozofia, że się nie wymydli jest daleka od mojego zapatrywania na bliskość i mi z kimś takim zwyczajnie nie po drodze. Nie interesuje mnie wierność, bo jestem ja tylko facet który ma zasady, a te są uniwersalne niezależnie czy jest singlem czy partnerem. Pies na baby to nie moja buda. Za stara jestem, żeby robić za łańcuch u szyi, dla kogoś rozwiązłego wstrzemięźliwość wymuszona związkiem jest sztuczna.
Nie wyobrażam sobie nie widzieć jaki facet ma stosunek do seksu, kobiet, ile miał partnerek. Nie wnikam jakie pozycje, ile razy dziennie itp. Ale liczba jest tak oczywistą daną, że nie ma opcji by nie zapytać. Flirciarzom, bawidamkom, sciemniaczom mówię nie.
Ja nigdy nie pytałam o to faceta ani żaden facet mnie o to nie zapytał. Wiadomo padały pytania o ilość związków i ich długoś (to nie jest zwykle tożsame z ilością partnerów), kiedy skończył ostatni, czego oczekujemy od partnera, związku, czego nie akceptujemy itd.
To czy facet jest flirciarzem czy "psem na baby" można szybko zweryfikować, żaden raczej do tego sam nie przyzna.
Jak widać każdy na co innego zwraca uwagę i co innego jest dla niego istotne. Dla mnie podstawową kwestią była pewność, że facet rzeczywiście jest wolny i nic, a raczej nikogo nie ukrywa. Wśród facetów, szczególnie tych 40+ to jakaś plaga. Dlatego ja jestem dość nieufna jeśli chodzi o słowa czy deklaracje i to czy facet mi powie, że miał 5 czy 10 (bo wątpię by liczył), to niewiele mi daje. Wolę poznać, sprawdzić, tzn o ile uznam, że jest wart mojej uwagi i czasu.
Przykładowo, mówisz swojemu facetowi, że zdradziłaś ale tylko raz... aha, każda tak mówi, tak jak podobno każda odpowiada, że miała 3 partnerów ![]()
A może Ty potrzebujesz po prostu spokojnej rozmowy z byłym mężem po prostu jego przebaczenia by dalej żyć spokojnie?..
Jeśli ma nas nie obchodzić za bardzo to, jak wyglądało życie związkowe partnera przed tym, jak go poznajemy, to czy jednak nie wpadamy nieco w pułapkę. Akurat się zastanawiam nad faktem zdrady i jeśli ktoś np zdradził partnera/rkę powiedzmy choć raz, to czy nie zapala się gdzieś tam w głowie lampka? Zachowania flirciarskie czy tzw "bawidamkowe" wyglądają z boku dość żałośnie i też nie świadczą zbyt dobrze o facecie, bo to, że ktoś nie potrafi się powstrzymać od tego raczej nie będzie wzbudzać zaufania..
101 2021-02-19 22:19:43 Ostatnio edytowany przez Kristel (2021-02-19 22:25:51)
Roxann miałam 3 partnerów w łóżku i nie dzielę przez 5. Mam nadzieję, że czwarty będzie ostatnim. Jeśli nie da mi kredytu minimum zaufania to nie będzie sensu niczego budować. Myślę, że odpowiedni facet poznając mnie bliżej zrozumie z czasem, że nie kłamię. Dla mnie ważna jest ilość partnerów i w życiu i w łóżku plus dzieci.
Ela2010 nie potrzebuję jego wybaczenia, ale swojego a i owszem. Jego nie ma w ogóle w temacie. To coś rozgrywa się we mnie i przed samą sobą.
Ex wie, uznałam że tak będzie lepiej i to mi wystarcza. Z nadzieją patrzę w przyszłość, chociaż obawy czy ktoś uniesie moją podłość, gdy ja sama mam z nią problemy, nie ukrywam że są.
102 2021-02-19 22:23:13 Ostatnio edytowany przez Kristel (2021-02-19 22:23:34)
Bagienni chodzi chyba o kogoś takiego kto nie potrzebuje tego, a nie że umie się powstrzymać.
No to jeśli nie wobec byłego męża czujesz się winna a tylko wobec siebie to przyznam że nie bardzo rozumiem..właściwie czego żałujesz? Może gdyby tamten związek się udał to byś nie żałowała tej zdrady?
Nie takiej siebie chciałam. Za nikogo nie dałabym sobie obciąć paznokcia, za siebie w różnych sytuacjach też nie, ale za własną wierność dałabym sobie obciąć wszystko co mi odstaje. Dzisiaj musiałabym uczyć się samoobsługi kikutami i to mnie męczy. Zawiodłam się na sobie. Dziś nie tylko nie wierzę w ludzi, ale również w siebie i to jest straszne, bo straciłam jedynego "pewniaka".
Jeśli to była cena za obecną możliwość stworzenia związku opartego na szacunku i partnerstwie bez prawa dziobania to naprawdę warto było niezależnie czy tamto wyszło czy nie. Za największe marzenia czasem trzeba słono płacić, słodycz spełnienia osłodzi mi kiedyś wszystko i tak na to patrzę, ale wewnętrznie w sobie dzieje się to co póki dzieje się.
Nie takiej siebie chciałam. Za nikogo nie dałabym sobie obciąć paznokcia, za siebie w różnych sytuacjach też nie, ale za własną wierność dałabym sobie obciąć wszystko co mi odstaje. Dzisiaj musiałabym uczyć się samoobsługi kikutami i to mnie męczy. Zawiodłam się na sobie. Dziś nie tylko nie wierzę w ludzi, ale również w siebie i to jest straszne, bo straciłam jedynego "pewniaka".
Dla mnie to wygląda tak, jakbyś siebie nie akceptowała, bo nie jesteś „bez skazy”. Nikt nie jest.
Tak, zdrada to świństwo, ale ludzie przecież wyciągają wnioski, potrafią uznać swoje błędy, odpokutowują winy, naprawiają wyrządzone krzywdy i idą dalej. Gdzieś tam wcześniej napisałaś, że już byś tego kolejny raz nie zrobiła, ale sama w to nie wierzysz, skoro nie uwierzyłabyś w to, że ktoś potrafi nie popełniać tych samych haniebnych czynów z przeszłości w przyszłości. Jeśli tak, to załóż na siebie wór pokutny i nie pchaj się w kolejne związki, bo faktycznie komuś krzywdę zrobisz. Albo popracuj nad sobą.
Zgadzam się z MagdaLena1111. 3 lata to może nie jakiś bardzo długi czas ale wystarczający na przepracowanie zdrady. Dla Ciebie ona jednak wciąż jest codziennością, czymś co Cię definiuje czy też szufladkuje. To oznacza, że emocjonalnie wciąż w tej zdradzie tkwisz, raz utożsamiasz, raz walczysz. To nie jest dobry czas na nowy związek, nie jesteś na niego po prostu gotowa. Nie dlatego, że zdradziłaś te 3 lata temu ale dlatego, że nie odcięłaś mentalnie od niej.
Może rzeczywiście jakaś pokuta by tu coś dała, ale nie mam tu na myśli jakichś tortur, ale coś co pozwoli Ci uzyskać spokój ducha, odciąć emocjonalnie, zamknąć tamten rozdział całkowicie. Jeśli nie chcesz terapii, to może spowiedź (jeśli jesteś wierząca), albo jakiś symboliczny czyn/gest?
Wiesz, jak masz naturę 'męczennicy' i lubisz zadręczać, to Twoja sprawa ale jeśli tak jak piszesz chciałbyś w końcu poznać kogoś porządnego i stworzyć związek gdzie jest szacunek i partnerstwo, to nie z takim "bałaganem" w głowie.
Autorko, naprawdę sądzisz, że takie rozpamiętywanie i samobiczowanie się pomoże Ci w czymkolwiek? Uważasz, że w życiu nikt nie ma prawa popełniać błędów? Wydaje mi się, że Twój problem wykracza daleko poza zdradę czy neiszczerość w związku, ale na przekonaniu, że każdy człowiek powinien postępować w życiu bezbłędnie i osiągać wszystko, co tylko zechce. Otóż nie, jesteśmy tylko ludźmi i nie zawsze mamy 100% perwność, że to, co robimy jest właściwe.Dopóki nie zamkniesz po prostu pewnego rozdziału, to raczej nie masz szans na to, żeby komukolwiek zaufać.
109 2021-02-20 12:20:14 Ostatnio edytowany przez Kristel (2021-02-20 12:23:03)
Nigdy nikomu nie zaufam, ale to nie oznacza, że będę węszyć, szpiegować, sprawdzać. Spóźni się, a ja będę mieć w głowie cały scenariusz w głowie co zapewne robi? Skądże znowu. Ja po prostu nie powiem swojemu Misiowi "Kochanie, nie dałabym sobie obciąć za Ciebie rozdwojonych końcówek włosów". Wręcz przeciwnie, nie mam zamiaru dociekać, sprawdzać i chętnie wybiorę błoga nieświadomość. Ale spokojnie, zdrady w związkach z rozsądku nie bolą i w taki właśnie związek mam zamiar wejść nie kryjąc tego, więc nikomu krzywdy nie zrobię.
110 2021-02-20 12:48:22 Ostatnio edytowany przez Kristel (2021-02-20 12:49:52)
Roxann nie chcę terapii, bo dobrze mi z samą sobą. Odpokutowałam to bardzo dotkliwie, więc czuję się rozgrzeszona. A zaufanie i miłość jest między Czerwonym Kapturkiem, a Roszpunką, ale chcę związku z rozsądku, żeby było raźniej na stare lata. Co fo ludzi nie mam wyobrażeń, niech są jacy są. Wymagam od siebie, a to chyba dobrze. Pomyłki rzadkie, ale spektakularne myślę, że będą już śpiewem przeszłości.
Roxann nie chcę terapii, bo dobrze mi z samą sobą.
Jeśli tak to ok, bo wcześniejsze Twoje posty na to nie wskazywały, wręcz przeciwnie.
Autorko, jeśli chcesz być do końća singielką, to Twoje podejście wydaje się odpowiednie. Jednak jeśli chcesz związku, to poczucie braku zaufania zamknie Ci całkowicie drogę do normalnej relacji. Weź pod uwagę, żę w związek z rozsądku raczej rzadko ktoś wchodzi świadomie. A jeśli się to nawet wyda po jakimś czasie, to szybko się skońćzy.
Roxann ogólnie jest mi dobrze z sobą, uwiera mnie spektakularna zdrada siebie, ale pewnie z czasem minie, bo ile będzie można biadolić nad własną głupotą? Niczego nie przyspieszam, pozwalam myślom rodzic się samym, bo to moje przepracowanie i terapia- czas, rozterki, burza mózgu, układanie sobie wszystkiego na odpowiednią półkę w głowisi. A nade wszystko robić co myślę, a nie myśleć nad zrobionym.
Bagiennik z bólem serca muszę przyznać, że mam tego świadomość, ale ku jego pokrzepieniu roztaczam przed sobą utopijną wizję
Tylko, czy zdajesz sobie sprawę, że owa utopia istnieje jedynie w Twoim wyobrażeniu, natomimast nie ma prawa zaistnieć w realnym świecie? Świecie, w którym z jednej strony ludzie są podejrzliwi i popełniają błędy a z drugiej sa w stanie wybaczać, zapominać czy zwyczajnie zamknąć pewien rozdział życia, chcąc wejść w ten nowy? Sądzisz, że pewne sprawy z przeszłości, które dawno temu powinniśmy zostawić za sobą, powinny rzutować na całe nasze życie?
Tak Bagienniku, mam tę świadomość.
Z przeszłości i błędów powinniśmy wyciągnąć wnioski by mądrzej żyć, ale przeszłość nie może rzutować na nasze dalsze życie w dosłownym znaczeniu tego słowa.
Zatem, czy widzisz, że w tym momencie właśnie owa przeszłość wpływa na Ciebie i Twoje życie w bezpośredni sposób? Nie dajesz sobie szansy na wyciągnięcie tychże wniosków, żyjesz przeszłością, cały czas się zadręczając.
Tak Bagienniku, mam tę świadomość.
Z przeszłości i błędów powinniśmy wyciągnąć wnioski by mądrzej żyć, ale przeszłość nie może rzutować na nasze dalsze życie w dosłownym znaczeniu tego słowa.
Wchodząc w związek z rozsądku podejmujesz ryzyko stworzenia kolejnej relacji w której nie ma miłości. A jak nie ma miłości, to trudniej o szacunek i partnerstwo, za to łatwiej o kolejną zdradę.
Tak Bagienniku, widzę. A wiesz dlaczego? Bo nie ma we mnie wyrozumiałości, która jest w Tobie. Człowiek to istota słaba, robi źle, błądzi, więc trudno, bądźmy
119 2021-02-20 14:33:44 Ostatnio edytowany przez Kristel (2021-02-20 14:39:39)
Podli i ranmy się, oszukujmy, wyrzadzajmy krzywdę, naginajmy własne zasady, bo wystarczy z nich wyciągnąć wnioski i nie ma tematu? To tak nie działa.
120 2021-02-20 14:36:05 Ostatnio edytowany przez Kristel (2021-02-20 14:43:34)
Roxann masz rację. Niestety...
morał? Zaakceptować zdradę w związku i udawać, że nie widzi się jej lub odpuścić sobie tę dziedzinę życia.
Pomyśl, że jeśli większość ludzi sądziłaby podobnie, nikt by związków nie zawierał. Oczywiście często się zdarza, że ludzie się różnią, oszukują się i zdradzają, po czym relacje się rozpadają. Tylko nie można przecież patrzeć na świat przez pryzmat samych złych doświadczeń. Bo to nawet wykracza daleko poza związki, kiedy nie ma się owej wyrozumiałości, nie da się pozostawać w normalnych relacjach z ludźmi.
Ano nie da się. Nie zaprzeczę - jestem stworzona do solówki.
Roxann masz rację. Niestety...
morał? Zaakceptować zdradę w związku i udawać, że nie widzi się jej lub odpuścić sobie tę dziedzinę życia.
Kristel po co się martwić na zapas? Ja Ci dam jedną, ostatnią radę: WYLUZUJ!
Z tego co piszesz jesteś po rozwodzie, masz 40+, zapewne jesteś samodzielna, stąd nic już nie musisz, a jedynie możesz. Jeśli chcesz wejść w ten nowy związek, proszę bardzo. Może z czystej sympatii, przyjaźni wykluje się coś więcej? Zakładanie na wstępie, że ktoś zdradzi, albo nas będzie sprawdzał czy wypominał grzechy z przeszłości albo w ruga stronę, że na pewno to ten już na całe (pozostałe) życie, nie ma sensu.
Jak komuś nie będzie odpowiadać, trudno. Przecież nikt Ci nie każde zaraz brać kolejnego ślubu albo tkwić w niesatysfakcjonującej relacji tylko po to by nie nabić sobie "licznika" <3. ![]()
124 2021-02-20 15:19:48 Ostatnio edytowany przez Kristel (2021-02-20 15:23:16)
Doskonale wiem, że mogę a nic nie muszę i to jest piękne. Nie rozumiem dlaczego tłumaczysz mi jak desperatce podstawy. Kto powiedział, że ja właśnie chcę czegoś więcej? Bo mnie akurat chroń Panie Boże od porywów serca... Szacunek, spokój, rozsądek, nic ponadto. Ten na całe życie? A to dobre, każdy miesiąc, żeby tym zwyczajnie nie yepnac będzie sukcesem...
bagienni_k napisał/a:A to chyba zupełnie inny problem, jakim jest trudność wytrwania samemu, choćby przez krótki czas, kiedy osoba sobie robi przerwę od związków..
Tak, ale ja słysząc taka historię właśnie nad tym bym się zastanowił.
Może były mąż autorki uważał ich małżeństwo za dobre i nagle, po kilkunastu latach dowiedział się że nie.. i rozwód. I nagle okazuję się że kilkanaście lat życia psu w....
Ja bym wolał chyba być zdradzonym i porzuconym w miarę szybko niż dowiedzieć się że w sumie nigdy nie było fajnie, ale bycie ze mną było wystarczająco dobre dopóki fajniejszy pan się nie zjawił...
Zdrada = przemilcz dla dobra "związku"?
Jak to ma się do twojego moralizatorstwa koleżko.
126 2021-02-21 07:17:22 Ostatnio edytowany przez Kristel (2021-02-21 07:20:02)
Reni82 jestem typem właśnie takiej moralizatorki, jeśli chodzi o zdradę. Ile zdrad widziałam, ilu zajętych podrywało mnie, a ja nie pojmowałam, że tak można. Każdemu tłumaczyłam, żeby ogarnął się, że tak nie można itp. a sama mam wspaniałomyślnie powiedzieć na którejś randce "Dzióbku, zdradziłam męża i rozwiodłam się przez innego, ale patrz jaka jestem uczciwa teraz i zayebista, mówię Ci to, doceń i ufaj na 200% taka jestem zay. EB. iście szczera".
Co do zdrad każdego kto żyje na dwa fronty naprawdę podziwiam. Mówicie, że zdrada z przeszłości, kogoś innego nie ma znaczenia, a ja zastanawiam się czy aby naprawdę? Trzeba mieć w sobie pokłady niezłego *twa, żeby tak robić. Chyba przestaje rozważania na ten temat, bo to naprawdę nic nie zmienia. Najpewniej powiem prawdę i pogrążę się. Chyba, że trafię na wspaniałomyślni egzemplarz, bo człowiek zdrowo myślący popuka się w czoło. Za głupotę trzeba słono płacić.
127 2021-02-21 07:29:33 Ostatnio edytowany przez Kristel (2021-02-21 07:30:05)
Wiem! Tą informację podam po jakże rzewnej historii mojego nieudanego małżeństwa, a on powie "nieee no tak to nie ma o czym mówić, jesteś usprawiedliwiona"
Nie chce o niej mówić, nie chce wywlekać przeszłości, dlaczego ciągle jakiś smród z niej ma za mną ciągnąć się... Przecież mówicie ze nie powinien?
128 2021-02-21 08:58:42 Ostatnio edytowany przez Roxann (2021-02-21 09:02:03)
Wiem! Tą informację podam po jakże rzewnej historii mojego nieudanego małżeństwa, a on powie "nieee no tak to nie ma o czym mówić, jesteś usprawiedliwiona"
Nie chce o niej mówić, nie chce wywlekać przeszłości, dlaczego ciągle jakiś smród z niej ma za mną ciągnąć się... Przecież mówicie ze nie powinien?
Kristel, każdy ponosi odpowiedzialność za własne czyny. Sama widzisz co Ci z tego moralizatorstwa wyszło? Hipokryzja. To o czym piszesz to są właśnie podwójne standardy. Ubolewasz bo moralnie straciłaś prawo do potępiania czy też oceniania innych przez pryzmat zdrady. Straciłaś nie tylko swoją "nieskazitelność" ale i zaufanie do siebie samej.
Każdy postępuje według swoich zasad i własnego sumienia, również w doborze partnera. Jeśli decyduje się być z osobą ze "skazą", to robi to na własną odpowiedzialność . Jeśli decyduje się dać kredyt zaufania takiej osobie, to nikomu nic do tego. Jak zawiedzie, to wiadomo, można potem mówić, że przecież to było do przewidzenia i od razu powinna była zapalić się czerwona lampka ale czy na pewno? Czy zawsze? W końcu sama jesteś chodzącym przykładem na to, że nawet osoba "idealna" i nieskazitelna", do tego moralizująca innych, też może zdradzić.
Według mnie najlepiej jest słuchać własnej intuicji, ona nas rzadko zawodzi. I nie oceniajmy by nie być potem oceniani.
Teraz się zastanawiam nad dwiema kwestiami: po pierwsze czy Ty w ogóle cokolwiek czujesz do niego? Pomimo oczywistych lęków i uprzedzeń, co zawarcia związku jak oceniasz go jako faceta? Duga sprawa, czy jednak nie uważasz, że warto mu dać szansę na ocenę, czy Twoje doświadczenia nie będą dla niego przeszkodą w zzawarciu znajomości?
Jeśli koleś z charakteru jest jak autorka to faktycznie wyzwie ja od ( i tutaj padają wszystkie przymiotniki które autorka użyła w tym wątku aby opisać zdradzaczy). Ale jesli jest to normalny koleś po 40 to będzie miał to z cała pewnością gdzieś, bo zostało to już wspomniane pare razy, każdy z nas ma przeszłość i nietrafne decyzje ale czy ktoś się biczuje tym do końca życia ? Jeśli koleś jest, taki jak autorka twierdzi ze szuka, to naprawdę, nie będzie mu robiło za wiele różnicy.
Przeczytałam cały wątek i mam wrażenie ze powstał bo autorka chciała się rozgrzeszyć ze zdrady. Pomimo ze twierdzi ze jej to nie potrzebne i ze sama sobie poradzi ze swoimi trupami w szafie jak widać sobie nie radzi.