Hej, mam pewien problem, który aktualnie leży mi na głowie.
Byłem z dziewczyną przez 4 lata. Był to związek na odległość. Te 4 lata były na przemian dobre i burzliwe. Czuliśmy, że się kochamy, że jest dobrze. Czasami były kłótnie chociaż te kłótnie szybko przemijały i szybko wracaliśmy do siebie. Niestety co jakiś czas był problem z nią. Dwa razy w związku przytoczyła zerwanie z powodu tego, że nie widzi w tym przyszłości ze względu na dystans. Jednak to nie było zerwanie, na drugi dzień wszystko wróciło z powrotem do normy. Ja również mówiłem, że jest mi ciężko ze związkiem na odległość ale nie na tyle by zerwać nagle. Raz zauważyłem, że flirtowała z jakimś facetem gdy zobaczyłem, że napisał do niej w środku nocy na jej telefon. Zauważyłem, że w dniu, w którym mieliśmy się niby rozstać napisała do niego a on odpowiedział "wiesz jakie mam zdanie o nim". Przez dłuższy czas miałem niepewność co do tego związku. Jest wewnętrznie dobra, tylko strasznie chce pokazać światu jaka ona jest twarda. Któregoś razu jak poszła na imprezę po 3 miesiącach wspomniała mi, że musi mi coś wyjawić, mianowicie pocałowała się z kimś na imprezie. Oczywiście dodawała, że to było pod wpływem używek oraz to, że to on ją pocałował nie ona jego. Nie wierzyłem w to, zerwałem z nią kontakt na prawie 2 tygodnie. W tym czasie często do mnie pisała, że przeprasza, że chce wrócić. Wróciłem. Po tym wszystko było dobrze, albo może mi się tak wydawało.
Nasz związek rozpadł się z jej decyzji 5 miesięcy temu. Jej argumenty? Nie kocha mnie z dnia na dzień. Wspomnę, że chwile przed tym byłem u niej i nic nie wskazywało na to, że chce mnie wyrzucić z życia tak bez powodów. Zawsze mówiła, że jestem świetnym chłopakiem, wspierającym, ciągle myślącym o wspólnych planach, kochającym jak nie wiem co. Jednak pomiędzy nami często był problem z powodu odległości. Po prostu często tęskniliśmy za sobą. Gdy powiedziała mi, że chce być sama i chce znaleźć kogoś bliżej, zrozumiałem to. Spytałem jedynie czy to jest jej poważnie przemyślana decyzja, bo jeżeli tak to zerwę z nią kontakt. Uznała, że tak.
Zerwałem z nią kontakt na 3 miesiące. Te miesiące spędziłem okropnie, ciągle nie mogłem spać, prawie codziennie zapijałem dni alkoholem i zacząłem palić papierosy. Próbowałem szukać aktywności jednak albo już wszystko zrobiłem albo nie sprawiało mi to żadnej przyjemności. Wyjść ze znajomymi również nie mogłem, ze względu na kwarantanne plus to, że wszyscy moi znajomi są rozsypani po całym świecie. Dodatkowo w tym okresie po rozstaniu miałem wiele ciężkich spraw na głowie. Napisałem do niej po 3 miesiącach, na zasadzie zaczepki. Zaczęliśmy pisać ze sobą ponownie. Początkowo nie chciałem pokazywać, że jakkolwiek chciałbym wrócić, po prostu spytać się co u ciebie, życzyć wesołych świąt i tak dalej.
Pisać ze sobą zaczęliśmy prawie codziennie. Od niej zaczęły lecieć wspólne zdjęcia, wspominki, wspólne wszystko. Pomyślałem, że nadal o mnie myśli i ze moglibyśmy to jakoś naprawić razem. Później napisała mi w nocy, że gdyby nie błędy, które popełniła wcześniej wszystko wyglądałoby inaczej, że chciała by przeprosić bardzo chociaż jakby zadzwoniła to by się rozpłakała i nie mogła nic powiedzieć, że rozumie ze mam mocny orzech do zgryzienia, że sama spowodowała sobie taki los i na niego zasługuje. Dodała, że nie można wyrzucić kogoś z życia kogo się kocha.
Sylwester. Wspominała, że to co dla niej będzie najgorsze to to, że wszystkie te święta nie będą już razem. W sylwestra, równo o północy zadzwoniła do mnie spytać się co robię i życzyć mi szczęścia na nowy rok. Niestety na drugi dzień po sylwestrze wysłała mi zdjęcia, że pije alkohol z jakimś facetem sam na sam w jej pokoju o 1 w nocy. Gdy zapytałem, jaką relacje ze sobą mają, powiedziała, że jest to kolega, który ją pocieszał jak płakała. No ja już znam takich typków. Mocno się zdenerwowałem, pomyślałem, że historia tak naprawdę zatacza koło, nadal potrzebuje jakieś atencji od innych facetów, nie zmieniła się. Spytałem co z naszą relacją, dokąd ona idzie. Odpowiedziała, że chciała być ze mną, jednak zaczęła myśleć, że ona stała na mojej drodze do moich osiągnięć i sukcesów (???) no i powiedziała, że musi iść spać. Później powiedziała, że musi przygotować się na alkoholową noc z tym typem, którego poznała. To mnie zdenerwowało i zasmuciło, napisałem, że dałem jej szanse po tym wszystkim co zrobiła, a tak naprawdę wiele osób wyrzuciłoby taką osobę z życia już dawno. Czułem się jak zabawka, którą można wyrzucić do kosza kiedy się chce. Czułem się jak marionetka, która przez jakiś czas posłużyła jej do zwiększenia ego.
Wyrzuciłem ją ze wszystkich komunikatorów. Odpisała, że wszystko było dobrze a ja coś odpierniczam, więc miłego życzę. Dodała również zdanie: a to wygląda na to ze to tak naprawdę to ty mnie wyrzucasz ze swojego życia bo usunąłem ją z komunikatorów. Czy ona rzuciła całą swoją wine za rozpad związku na mnie? Znajomi powiedzieli mi, że jestem głupi, że w ogóle podarowałem jej jakąś szanse.
Jednak teraz gdy to pisze, zastanawiam się czy nie zadzwonić i nie spytać o spotkanie. Chciałbym porozmawiać, sprostować parę rzeczy. Wiem, że pisząc, pisze cokolwiek a jak mnie zobaczy to będzie to wyglądało zupełnie inaczej. Z jednej strony walczę z myślami czy zadzwonić i umówić się na spotkanie, z drugiej, że to już skończona sprawa. Tak naprawdę powinienem to już zakończyć dawno. Jednak nie czuje się, że rozstałem się z nią emocjonalnie, wydaje mi się, że ona również tego nie zrobiła i wciąż chciałaby wrócić. Gdybyśmy się spotkali, mógłbym się dowiedzieć czy jest nadal jakikolwiek sens wchodzić w to.
Co o tym myślicie? Co o niej myślicie, o potencjalnym powrocie. Czy dzwoniąc do niej nie wyjdę na desperata?