Witajcie.
Podzielcie się proszę spostrzeżeniami na temat prawdy w nowym związku. Jestem rozwódką, odeszłam od męża po kilkunastu latach małżeństwa. Fakt- nie było udane, żyliśmy obok siebie zupełnie źle dobrani, ale ostatecznie odeszłam ponieważ poznałam szalenie interesującego mężczyznę, nie chciałam zdradzac więc wniosłam o rozwód. Ostatecznie z tamtym mężczyzną rozstałam się po pół roku (3 lata temu). Obecnie spotykam się pierwszy raz od tego czasu z wyjątkowym mężczyzną i nie wiem co zrobić- z jednej strony jestem za całkowitą szczerością i chciałabym wyjawić prawdę o powodzie rozwodu, a z drugiej strony boję się, że zostanę uznana za rasową zdradzaczkę i niewierną łajzę, a to kompletnie nie tak... Tamtego uczucia nie planowałam, to nie był romans z premedytacją, zwyczajnie zauroczyłam się pierwszy raz od kilkunastu lat. Wiedząc, że małzeństwo to fikcja zakończyłam je. Obawiam się że gdy wyjawię prawdę pan K. przekreśli mnie i tyle będzie z mojej zupełnej szczerości. Nie potrafię kłamać, a z drugiej strony zycie nauczyło mnie, że nie warto być szczerym do bólu. Co poradzicie, ratunku ![]()
1 2021-02-17 21:20:21 Ostatnio edytowany przez Kristel (2021-02-17 21:23:23)
Nie bardzo rozumiem w czym dylemat. Sama napisałaś, że owszem poznałaś kogoś ale nie chciałaś zdradzać więc wniosłaś o rozwód oraz, że małżeństwo nie było udane. Nie wyszło z tym drugim, trudno, bywa.
Mówiąc o powodach rozwodu przecież możesz po prostu powiedzieć, co Ci nie pasowało w małżeństwie oraz, że chciałaś spróbować szczęścia z kimś innym? Nie widzę powodu by roztrząsać jakieś nie wiadomo jakie szczegóły. Wątpię też czy partner byłby szczerze nimi zainteresowany. Zawsze też powiedzieć, że nie chcesz do tego wracać, że to już za Tobą i masz po prostu złe wspomnienia.
Moim zdaniem nowych partnerów bardziej interesuje to czy poprzednia relacja jest całkowicie zakończona oraz czy pozostały po niej jakieś zobowiązania. Bo prawdę powiedziawszy zawsze powód rozstania/rozwodu jest inny w zależności od tego z którą stroną rozmawiamy. Chyba każdy ma świadomość tego, że nawet przy zdradzie, zdradzający powie, że powodem było nieudane małżeństwo, a zdradzony, że zdrada małżonka. Taka prawda.
Powiedziałabym prawdę na Twoim miejscu. Tak jak nam tutaj, czyli, że potrzebowałaś pretekstu, żeby zakończyć słaby związek, który toczył się już tylko siłą przyzwyczajenia.
Widać, że masz swoje przemyślenia i wnioski z tamtej sytuacji, nawet Cię to gryzie i nie czujesz się do końca z tym w porządku, że potrzebowałaś impulsu z zewnątrz, żeby zrobić jakiś krok, więc jak Cię facet od razu skreśli, to trudno - jego strata ;-)
Jak sobie wyobrażasz budowanie związku bez szczerości w takich podstawowych sprawach? Bez otwartości. ? Serio nie wiecie jakie były poprzednie związku przyczyny rozwodów i tak sobie będziecie coś budować z zamkniętymi oczami?
Serio nie wiecie jakie były poprzednie związku przyczyny rozwodów i tak sobie będziecie coś budować z zamkniętymi oczami?
Wiesz, mój partner przedstawił mi powód rozwodu ze swojej perspektywy, jego ex ma inne zdanie na ten temat, a córka jeszcze inne. Oczywiście można znaleźć wspólny mianownik ale... chyba każdy z nas wie, że powód będzie zawsze subiektywny. Nawet kolejność przedstawienia pewnych faktów robi przecież kolosalną różnicę. Autorka przecież najpierw poznała kogoś, a potem się rozwiodła. Z drugiej rozwiodła zanim zdradziła. To też można na różne sposoby odbierać bo przecież i tak zdrada emocjonalna była i czy przypadkiem to małżeństwo nie stało się nie udane dopiero w momencie kiedy pojawił ktoś inny.
Skoro Autorka przez to przeszła, jest to dla niej etap zamknięty z którego wyciągnęła wnioski, to takie roztrząsanie szczegółów nie ma moim zdaniem sensu. Zresztą tak jak pisałam wyżej, wątpię by nowego partnera to interesowało. Ogólna informacja, główny powód jak najbardziej ale nie widzę powodu by się spowiadać ze wszystkiego.
6 2021-02-17 22:47:13 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-02-17 22:51:32)
No właśnie Roxann.
Nie ma prawdy absolutnej i nie o nią chodzi.
Chodzi o to by odkryć przed partnerem swoje powody tak ważnego kroku w życiu bo to powie o kimś więcej niż teoretyzowanie.
Przecież gdy spotkam kogoś po rozstaniu a powodem będą cechy X żony które ja mam to zaoszczędzimy sobie czas przecież. ?
To jest różnica czy szuka się impulsu czy samemu kształtuje los. Ja nie wartościuję tego. Jestem jaka jestem i podjęłam wszystkie swoje decyzje nieprzypadkowo. Nie chcę by ktoś budował sobie jakiś nieprawdziwy obraz. Po co utrudniać sobie życie?
Ela, łatwo jest też zbyt pochopnie kogoś ocenić i zaszufladkować. To pewnie łatwo by nastąpiło gdyby Autorka przyznała, że powodem rozstania był inny facet (jej zdrada). Zresztą chyba w związku z tą obawą powstał ten post.
Może i ten facet był jakimś impulsem do zakończenia jej małżeństwa ale czy to oznacza, że jest z natury niewierna i nie można jej ufać bo jak zdradziła to zdradzi kolejny raz? No chyba nie.
Ale czy to nie ten facet powinien ocenić powód rozstania? Czy to dla niego istotne, czy mu to nie przeszkadza itd.? Ja bym nie chciała, żeby potencjalny partner to przede mną zataił, bo ktoś na jakimś forum mu doradził, że to nieistotne, bo autorka to sobie przemyślała, wyciągnęła wnioski itd. To on powinien zdecydować, czy mu to odpowiada, a nie, że ktoś za niego ustali, że to nieważne i nie robi żadnej różnicy. Niech on podejmie decyzję, znając wszystkie dane. ![]()
Nie potrafię kłamać, a z drugiej strony zycie nauczyło mnie, że nie warto być szczerym do bólu.
Nie warto być szczerym. Trzeba postępować właściwie.
W twojej sytuacji, gdy ten nowy pan zapyta o detale rozwodu, to bym mu powiedział. Jak nie zapyta to raczej unikałbym tematu.
10 2021-02-18 00:11:54 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-02-18 00:24:49)
Ja nigdy nie oceniam pochopnie. Ale oczywiście musi być przekroczony jakiś próg za którym już kogoś chce się poznać.
Na pierwszym spotkaniu kogoś obcego raczej nie opowiada się historii z głębi duszy.. ale zaraz za tym progiem byłabym jednak za tą szczerością do końca.
Też uważam że ocena tego faktu należy do niego. Bez sensu jest zakładanie że to z marszu potępi.
Natomiast powiedzenie np słuchaj wypaliło się, nie wyszło nam. Itp.
Znaczy tyle: nie jesteś godna zaufania by Ci o tym opowiadać, nie mam zamiaru wprowadzać naszej znajomości na etap przyjaźni
Albo: szukam seksu a nie pogaduszek.
Ale to moje zdanie, ktoś może mieć inne.
Nie wiadomo, jak on to odbierze, bo jednak ma to duże znaczenie.Chociaż osobiście fakt, że ktoś się rozwodzi PRZED oficjalnym związaniem się z kolejną osobą, zamiast ukrywania romansu, już wygląda przyzwoicie ![]()
Ela, łatwo jest też zbyt pochopnie kogoś ocenić i zaszufladkować. To pewnie łatwo by nastąpiło gdyby Autorka przyznała, że powodem rozstania był inny facet (jej zdrada). Zresztą chyba w związku z tą obawą powstał ten post.
Może i ten facet był jakimś impulsem do zakończenia jej małżeństwa ale czy to oznacza, że jest z natury niewierna i nie można jej ufać bo jak zdradziła to zdradzi kolejny raz? No chyba nie.
Nie, ale to oznacza że potrafiła tkwić w czymś bez miłości ze swojej strony (nie wiem jak to odbierał jej ówczesny mąż), i zareagować dopiero jak się trafił nowy facet. To też sporo mówi. Nie wiem czy chciałbym być z kimś kto mimo że się ze mną źle czuje, nie kocha, to powie o tym i odejdzie dopiero jak się trafi coś lepszego (znaczy zakocha się.. ).
A to chyba zupełnie inny problem, jakim jest trudność wytrwania samemu, choćby przez krótki czas, kiedy osoba sobie robi przerwę od związków..
A to chyba zupełnie inny problem, jakim jest trudność wytrwania samemu, choćby przez krótki czas, kiedy osoba sobie robi przerwę od związków..
Tak, ale ja słysząc taka historię właśnie nad tym bym się zastanowił.
Może były mąż autorki uważał ich małżeństwo za dobre i nagle, po kilkunastu latach dowiedział się że nie.. i rozwód. I nagle okazuję się że kilkanaście lat życia psu w....
Ja bym wolał chyba być zdradzonym i porzuconym w miarę szybko niż dowiedzieć się że w sumie nigdy nie było fajnie, ale bycie ze mną było wystarczająco dobre dopóki fajniejszy pan się nie zjawił...
15 2021-02-18 11:23:17 Ostatnio edytowany przez Roxann (2021-02-18 11:39:06)
Też uważam że ocena tego faktu należy do niego. Bez sensu jest zakładanie że to z marszu potępi.
Natomiast powiedzenie np słuchaj wypaliło się, nie wyszło nam. Itp.
Znaczy tyle: nie jesteś godna zaufania by Ci o tym opowiadać, nie mam zamiaru wprowadzać naszej znajomości na etap przyjaźni
Albo: szukam seksu a nie pogaduszek.
Ale to moje zdanie, ktoś może mieć inne.
Nie do końca się z tym zgodzę. Wiadomo każdego interesują powody rozstania ale czy koniecznie szczegóły? Czy musi to oznaczać brak zaufania? Potencjalny partner to nie psiapsiuła czy terapeuta by wysłuchiwać historie rozpadu związku często nie jednego. Niechęć do opowiadania szczegółów często wiąże się po prostu z tym, że jakiś etap życia mamy zamknięty i nie chcemy do niego wracać. Nie wiem czemu miałoby to służyć? Jeśli ktoś chce czy ma potrzebę, to proszę bardzo.
To pewnie też zależy co mamy na sumieniu ![]()
Nie, ale to oznacza że potrafiła tkwić w czymś bez miłości ze swojej strony (nie wiem jak to odbierał jej ówczesny mąż), i zareagować dopiero jak się trafił nowy facet. To też sporo mówi. Nie wiem czy chciałbym być z kimś kto mimo że się ze mną źle czuje, nie kocha, to powie o tym i odejdzie dopiero jak się trafi coś lepszego (znaczy zakocha się.. ).
Może inaczej na te kwestie patrzę bo mając prawie 40l, spotykam wiele osób po rozwodach (w tym wielu jest jakiś wysyp ;/) i w zasadzie scenariusz Autorki można przypisać do 90% z nich. Wiadomo, że każda historia ma w sobie coś oryginalnego bo tworzą ją inni ludzie ale prawda jest taka, że póki ktoś trzeci nie pojawi to takie związki "bez miłości" trwają latami z różnych powodów.
Btw mnie teoretycznie bardziej by interesowało dlaczego jej nowy związek, gdzie podobno było wielkie uczucie tak szybko rozpadł. Czy to uczucie jak szybko pojawiło, tak szybko zdechło? Bo w sumie to, że w długoletni związku nie układa, to w sumie nic nadzwyczajnego.
16 2021-02-18 11:25:25 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2021-02-18 11:27:01)
Jeśli dochodzi do zdrady, to chyba też oznacza, że nie wszystko się układało, jak należy..Choć masz Airuf rację w odniesieniu do tego, czy należy uważać relację dwojga ludzi za udaną czy nie, jeśli wypowiada się jedna osoba..Takie opisy wspólnego życia wydają mi się za bardzo ogólnikowe. Jeśli jednak komuś jest tak źle, to dlaczego nie może odejść w tzw próżnię, tylko zawsze musi ktoś już stać w rezerwie?
Zależy, co się rozumie pod pojęciem "szczegółów", ale dla jednej strony mogą one mieć istotne znaczenie a dla drugiej już nie bardzo. Potem w praniu wychodzą one na wierzch i ktoś możę czuć się oszukanym...
17 2021-02-18 14:04:59 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-02-18 14:09:05)
wcale nie muszą nic mówić ani poznawać przeszłosci- jak im tak obojgu wygodnie-
ale nie wiemy czy autorka nie dostała już takiego pytania i stąd wątek. Jak jednej z osób nie będzie pasować takie zasznurowanie ust to nie ma szans od tej szczerości uciec. A jak skłamie, to się wyda w niewygodnym momencie i rozwali związek
Roxann- jesli mnie coś w ogóle interesuje, to sczegóły zwłaszcza- bo diabeł tkwi w swzczegółach. Ocenę zpostawiam sobie. sama też od takiej oceny nie uciekam. Mimo że mam jakieś podstawy do analitycznego myślenia w tym zakresie to NK podniosło mi poziom zrozumienia ludzkich motywacji o 1000 procent ![]()
18 2021-02-18 15:08:26 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2021-02-18 15:32:17)
Zastanawiam się, gdzie są granice szczerości w związku. Jesli dwoje ludzi spotyka się, mają za sobą trochę lat życia, jakieś malżeństwa, rozwody, często dzieci z poprzednich związków, to naprawdę trzeba się domagać od nich, żeby się spowiadali z tego, gdzie z kim i ile razy?
Jeśli ja akceptuję kogoś po rozwodzie i chce go w moim życiu, to chyba wystarczy mi to, co sam o sobie chce powiedzieć, co go nie rani, nie przywołuje silnych emocji i nie rozdrapuje ran. Jeśli nie zatai przede mną że siedział w więzieniu za zabójstwo poprzedniej żony, to naprawdę reszta jest względna. Ja też nie spowiadam się na zawołanie ze swojego życia i raczej uciekałabym gdzie pieprz rośnie od gościa, którego interesowałaby moja przeszłość ze szczegółami zamiast skupić się na tym, co jest tu i teraz. Ludzie chyba mylą oddanie, lojalność i bliskość w związku ze szczerością do bólu, która przynosi często więcej problemów niż korzyści. Jak ktoś może mnie oceniać dziś, po tym jaka byłam 10-20 lat temu? Może zrobiłam coś czego się wstydzę i czego dziś nie zrobiłabym ponownie, nie chce tego wspominać i wracać do tego pamięcią, po co mam o tym jak na spowiedzi mówić partnerowi? Może ja kogoś zawiodłam, może ktoś zawiódł mnie i czy to znaczy że teraz mam "wyciągać" od nowego partnera jego grzeszki sprzed lat? Po co? Należy się chyba zastanowić właśnie "po co" partner chce o nas wiedzieć więcej niż powinien. Bo często jest tak, że potrzebne to komuś, aby przerobić sobie te wiadomości na swoją korzyść i zawsze móc zarzucić drugiej stronie; No tak, ty zawsze taki byłeś/jesteś.
Jeśli taka szczerość komuś pasuje, to niech mówi, ale niech nie żąda od drugiej strony rewanżu, bo nie ma do tego prawa. W związku każdy ma prawo do odrobiny prywatności i odrębności. Jeśli jednej ze stron to nie pasuje i tego nie akceptuje, to niech się zastanowi, czy ten związek z tą osobą, to na pewno ten właściwy.
Roxann- jesli mnie coś w ogóle interesuje, to sczegóły zwłaszcza- bo diabeł tkwi w swzczegółach. Ocenę zpostawiam sobie. sama też od takiej oceny nie uciekam. Mimo że mam jakieś podstawy do analitycznego myślenia w tym zakresie to NK podniosło mi poziom zrozumienia ludzkich motywacji o 1000 procent
Ja rozumiem i też tak mam ale... niekoniecznie jeśli chodzi o przeszłość partnera. Jak widać, każdy ma inaczej. Ja na przykład nie lubię opowiadać o swoich związkach swojemu partnerowi i szczegóły jego relacji, w tym powody rozstań, mnie nie interesują. Oczywiście nie mówimy tu o ukrywaniu jakichś znaczących faktów, jak np. dzieci, żony, nałogów, długów, przeszłości kryminalnej itd.
Wolę rozmawiać o tym co mi nie pasuje, co jest dla mnie ważne, czego nie mogę zaakceptować itd. ogólnie. Jak mój partner sam zaczął mi opowiadać, że np. jego ex żona zachowywała się tak a nie inaczej, to.. może mało elegancko ale przerywałam mu mówiąc by oszczędził mi szczegółów, a jak coś mu nie odpowiadało to lepiej by mi po prostu powiedział czego nie lubi w kobietach i co jego zdaniem zabija związek. Może mam też takie podejście bo są dzieci i siłą rzeczy ta kobieta w mniejszym lub większym stopniu gdzieś tam się przewija w naszym życiu. Patrzenie na nią poprzez pryzmat jedynie matki jego dziecka a nie ex z którą kojarzę konkretne sceny ich (współ)życia z jego opowieści, zdecydowanie ułatwia (mi) życie i relacje.
20 2021-02-18 15:45:27 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-02-18 15:48:11)
to pewnie wynika z tego, że ja po prostu nie wierzę w to co ludzie deklarują, a wolę usłyszeć fakty z ich życia- niekoniecznie to oznacza przesłuchiwanie. wydaje się że mam wiedzę, ale doświadczenie uczy mnie sprawdzania, o ile oczywiscie ktoś jest dla mnie tego sprawdzania wart.
ja sama moge odpowiedzieć na milion pytań i nigdy mnie to nie zirytuje, jesli sama juz komuś otworzyłam drzwi.
W związku to ja uznaje duuuuuuużą
dozę wolnosci osobistej- ale zwiazek to intymność- a to znaczy- golasy duchowe kompletne, bez listków figowych i ukrytych myśli. które mogą się w każdej chwili rozejść zresztą. ![]()
w moim małżeństwie było dużo ukrytych myśli, głównie mysli męża, który bał się mnie stracić. I uważam że to chodzenie po zamarznietym jeziorze.
Wszystko jest kwestią co dla partnera jest ważne, przecież nikt nie każe spowiadać się z całego swojego życia, krok po kroku. Dla każdego z nas są rzeczy ważne i ważniejsze, są pewne granice które raczej wszyscy mamy i pewnych spraw nie tolerujemy. Dla jednej osoby będzie ważna przeszłość kryminalna dla innej związkowa. Jeżeli dla kogoś dany temat jest ważny to raczej chciałby znać prawdę i na tej podstawie ocenić czy dalej chcemy z danym człowiekiem być. Zaczynając od kłamstwa tylko coraz bardziej będzie ono wchodziło w nawyk. Nie mamy do czynienia z małym dzieckiem któremu mamy odbierać prawo do własnej decyzji bo ktoś wie lepiej za nas. Często w tematach o zdradach widać to jak ludzie ukrywają wszystko przed partnerem i nie dają mu żadnego pola do decyzji, a inni w większości tylko przyklaskują i zachęcają do kłamstwa byle swój tyłek ratować.
to pewnie wynika z tego, że ja po prostu nie wierzę w to co ludzie deklarują, a wolę usłyszeć fakty z ich życia- niekoniecznie to oznacza przesłuchiwanie. wydaje się że mam wiedzę, ale doświadczenie uczy mnie sprawdzania, o ile oczywiscie ktoś jest dla mnie tego sprawdzania wart.
100% zgoda, tylko co jest dla nas ważne, jaka wiedza na temat przeszłości partnera często wynika z wieku i doświadczenia. Ja z wiekiem zaczęłam na co innego zwracać uwagę przy poznawaniu drugiej osoby. Takim warunkiem koniecznym była pewność, że dana osoba jest wolna, żadne separacje, sprawy rozwodowe w toku czy nieformalne związki. To wbrew pozorom wcale nie jest takie łatwe do sprawdzenia, a w pewnym wieku daje największe pole do kłamstw i manipulacji.
Sam powód rozwodu, o ile nie jest to jakaś patologia typu pił bił itd., ma dla mnie drugorzędne znaczenie.
Oczywiście każdy ma prawo do własnych wymagań i jeśli jakaś wiedza jest mu potrzebna, lepiej by nie kłamać a raczej nie marnować swojego czasu. Przykładowo wiele jest wątków na tym forum, w których faceci mają problem z liczbą partnerów seksualnych swoich (potencjalnych) partnerek. No przecież jeśli facet mówi, że chciałby dziewicę, a kobieta ma za sobą jakieś mniejsze lub większe doświadczenia, to bez sensu by tą dziewicę udawała.
Akurat w przypadku tego wątku i Autorki to ja za bardzo nie widzę powodu do obaw. Jej przykład jest raczej standardowy (nieudane małżeństwo, inna osoba, rozwód). Przecież autorka nie ukrywa tego, że jest rozwódką. Gorzej gdyby ukrywała męża i/lub dzieci ![]()
23 2021-02-18 17:42:50 Ostatnio edytowany przez Kristel (2021-02-18 17:44:28)
Nie jestem typem flirciary, nienawidzę flirtu, a głowa nie chodzi mi jak peryskop za mężczyznami. Mając okazję do zdrad, będąc podrywana nigdy nie korzystałam z okazji. Boję się, że wyjawiając prawdę strzelę sobie w kolano, bo komu z nas nie zaświeciłoby się czerwone światełko "ma, zdradę na koncie, error, achtung, uwaga"...
24 2021-02-18 17:46:07 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-02-18 17:47:20)
A On dlaczego jest sam?
nienawidzisz flirtuu ??
no to nudno mieć bedziecie ![]()
Boję się, że wyjawiając prawdę strzelę sobie w kolano, bo komu z nas nie zaświeciłoby się czerwone światełko "ma, zdradę na koncie, error, achtung, uwaga"...
Widzisz, tak naprawdę to patrząc z punktu widzenia potencjalnego partnera, który wiąże się z osobą po przejściach, trudno powiedzieć co lepsze/gorsze, to czy jest tym zdradzonym czy zdrajcą. Jeśli zdrajcą, to wiadomo, że od razu zapala się czerwone światełko, aha pewnie i mnie zdradzi. Z kolei kiedy mamy do czynienia ze zdradzonym to mogą się pojawić inne wątpliwości, że coś z nim nie tak itd.
Podejrzewam, że Twój nowy partner też ma jakieś doświadczenia za sobą.
No chyba, że sam został zdradzony i stąd Twoje obawy.
Jeśli wierność jest dla niego ważna, a Twój romans, powody rozpadu małżeństwa powszechnie znane wśród znajomych/rodziny, to lepiej nie kłamać.
Możesz zachować to dla siebie o ile z jego strony nie będzie nacisków, ale jeżeli on wprost Cię zapyta czy kiedykolwiek kogoś zdradziłaś, to lepiej powiedz mu prawdę.
26 2021-02-18 18:08:32 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2021-02-18 18:12:50)
no właśnie.. chyba że wolisz iść z duszą na ramieniu na rodzinnego grilla gdzie szwagierka po dwóch drinkach wykrzyczy widziałam tego Wojtka co nasza Kristel miała z nim romans jak była żoną Janusza.
Jak jego zdradziła żona to masz pod górkę, ale niekoniecznie jesteś skreslona. A za kłamstewka możesz być.
To nie tak z marszu, że jak zdradzony gość czy babka, to koniecznie super para dla innego zdradzonego. To nie wystarczy. I nie każdy kto w taki spodób wyszedł z małżeństwa ma skopana moralność. Diabeł tkwi w szczegółach.
27 2021-02-18 18:14:55 Ostatnio edytowany przez Kristel (2021-02-18 18:16:38)
Dziękuję za wszystkie odpowiedzi. Nadal mam mętlik w głowie i rozkmine gdzie przebiega granica między byciem fair a działaniem na własną szkodę. Jestem pewna, że zakończę niesatysfakcjonujący związek, że sytuacja nie powtórzy się i stąd obawy czy warto prawdą rzucać na swoją osobę cień podejrzeń i siać ziarnko niepewności. Nie wiem czy nie warto porzucić swojej zasady bycia szczerym do bólu dla własnego dobra, chociaż raz nie pomyśleć zwyczajnie o kimś tylko o sobie i swoim tyłku dla własnego dobra... Prawda nie popłaca, boleśnie przekonałam się o tym, a z drugiej strony sumienie nie pozwala zatajać...
28 2021-02-18 18:17:29 Ostatnio edytowany przez SaraS (2021-02-18 18:20:40)
Nie jestem typem flirciary, nienawidzę flirtu, a głowa nie chodzi mi jak peryskop za mężczyznami. Mając okazję do zdrad, będąc podrywana nigdy nie korzystałam z okazji. Boję się, że wyjawiając prawdę strzelę sobie w kolano, bo komu z nas nie zaświeciłoby się czerwone światełko "ma, zdradę na koncie, error, achtung, uwaga"...
Moim zdaniem właśnie tu leży problem. Bo oczywiście, że można o czymś komuś nie wspomnieć, bo się np. nie uważało tego za ważne, nie myślało się o tym itd. - no zdarza się, jeden coś uważa za istotne, drugi - nie. Ale Ty przecież tak nie sądzisz, stąd wątek na forum. Podejrzewasz, że mógłby to ocenić w sposób, który by Ci nie odpowiadał, i dlatego się wahasz. I to jest paskudne. Zakładasz, że istnieje szansa, że dla faceta będzie to ważne na tyle, że zrezygnuje z Waszej relacji i to jest powodem, dla którego nie chcesz mu o tym mówić. A co, jeśli masz rację? Co jeśli on, znając prawdę, faktycznie nie chciałby się z Tobą wiązać? To w takim wypadku naprawdę lepiej coś zataić i być w tym związku ze świadomością, że - być może - to tylko dlatego, że pan nie poznał prawdy, bo inaczej żadnego związku by nie było?
I nie zgadzam się z roztrząsaniem tego, czy to jest istotne, czy nie. Każdy ma prawo wybrać partnera wg własnych kryteriów, mieć własne warunki itd. Mogę sobie uznać, że chcę, żeby moim facetem był ktoś, kto nigdy nie jadł poziomek i nikomu nic do tego.
I o ile zrozumiałabym, że facet sam mi się nie przyzna, że jadł poziomki, bo nie wiedział, że to jest dla mnie ważne, o tyle nie wybaczyłabym mu, gdyby podejrzewał, że mogę nie chcieć się z nim przez te poziomki wiązać, ale nic nie mówił, bo uznał, że to nie powinno mieć dla mnie znaczenia. To ja decyduję, co ma dla mnie znaczenie, nie on. I tak samo - to nieistotne, czy autorka uważa to za ważne czy nie. To ten mężczyzna ma podjąć decyzję świadomie = znając wszystkie dane, które mogą być istotne. A te najwyraźniej mogą, skoro doczekały się aż wątku na forum.
Tak przy okazji, znałam dziewczynę, która wiedziała, że jej facet ma dwoje dzieci, jeszcze zanim się z nim związała. Jakaż to była niespodzianka, kiedy okazało się, że dzieci jest czwórka. Pan, oczywiście, też trochę się bał reakcji, a trochę uważał, że to nie aż tak istotne; skoro ta dziewczyna wiedziała, że są jakieś dzieci, to co za różnica, ile ich tam jest...
Autorka idzie w podobnym kierunku.
29 2021-02-18 18:35:46 Ostatnio edytowany przez Kristel (2021-02-18 18:35:58)
SaraS masz absolutną rację tylko problem tkwi w tym, że mnie ta zdrada nie określa jako osoby... Jest tak totalnie oderwana od mojego światopoglądu, podejścia do związku i życia i moralnosci, że aż trudno w słowach wytłumaczyć jak bardzo. Resztę swoich złych decyzji biorę na klatę, tej zdrady nie potrafię...
30 2021-02-18 18:37:30 Ostatnio edytowany przez Roxann (2021-02-18 18:41:30)
Nie wiem czy nie warto porzucić swojej zasady bycia szczerym do bólu dla własnego dobra, chociaż raz nie pomyśleć zwyczajnie o kimś tylko o sobie i swoim tyłku dla własnego dobra... Prawda nie popłaca, boleśnie przekonałam się o tym, a z drugiej strony sumienie nie pozwala zatajać...
Ale czy nie takie miałaś podejście wdając w romans i rozwodząc, by w końcu pomyśleć o sobie, o własnym dobru? Skoro nowy związek szybko rozpadł, to sama wiesz, że na kłamstwie/zdradzie ciężko zbudować coś wartościowego.
Skoro podejrzewasz, że ta informacja jest dla niego ważna i może przekreślić Cię w jego oczach jako partnerkę, to być może tak jest, a może jesteś w błędzie.
Mieliście już rozmowę na temat Waszej przeszłości, interesowały go szczegóły z Twoich związków, pytał o nie wprost?
Roxann nie, wie tylko że jestem rozwódka, przede mną poważna rozmowa. Jeśli łatwo oceni to w zasadzie sytuacja sama rozwiąże się, bo po co mi ktoś kto zbyt pochopnie wyciaga daleko idące wnioski. Dziękuję wszystkim za dyskusję.
Roxann nie, wie tylko że jestem rozwódka, przede mną poważna rozmowa. Jeśli łatwo oceni to w zasadzie sytuacja sama rozwiąże się, bo po co mi ktoś kto zbyt pochopnie wyciaga daleko idące wnioski. Dziękuję wszystkim za dyskusję.
A jakie on ma doświadczenia związkowe? Może podobne do Twoich i niepotrzebnie się obawiasz.
33 2021-02-18 18:58:30 Ostatnio edytowany przez Kristel (2021-02-18 19:00:23)
Roxann nie trzeba mieć doświadczenia związkowego by z wątpić w osobę, która przyznaje się, że rozwiodła się przez zdradę. Ostatecznie nie było miłości, związek byl chory do granic możliwości, ale nie mogę udawać, że nie skończył się ostatecznie przez tamtego mężczyznę. Sama nie chciałabym być ze sobą po takim wyznaniu i to jest chyba najgorsze) wiem jak zdrada boli). Nie wybaczyłabym nigdy zdrady, nie chciałabym kogoś kto zdradził kiedykolwiek, a sama mam ją na koncie i mam się do niej przyznać. Niepojęte....
34 2021-02-18 19:07:50 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2021-02-18 19:19:24)
Roxann nie trzeba mieć doświadczenia związkowego by z wątpić w osobę, która przyznaje się, że rozwiodła się przez zdradę. Ostatecznie nie było miłości, związek byl chory do granic możliwości, ale nie mogę udawać, że nie skończył się ostatecznie przez tamtego mężczyznę. Sama nie chciałabym być ze sobą po takim wyznaniu i to jest chyba najgorsze) wiem jak zdrada boli). Nie wybaczyłabym nigdy zdrady, nie chciałabym kogoś kto zdradził kiedykolwiek, a sama mam ją na koncie i mam się do niej przyznać. Niepojęte....
Mam wrażenie, że ty czujesz się jak przed jakimś strasznym egzaminem. Ty w ogóle nie masz zaufania do swojego mężczyzny, boisz się odrzucenia, że cię potępi i skrytykuje, choć jeszcze o nic nie zapytał i nie wiadomo czy kiedykolwiek zapyta. Nie każdy lubi się babrać w cudzej przeszłości znać szczegóły poprzednich związków. Jeśli jednak zapyta a ty chcesz powiedzieć to tak jak nam, z punktu z poczuciem winy i skopana jak pies, to rzeczywiście może być problem. Powiedz mu sama jeśli czujesz, że musisz. To będzie dobry sprawdzian tego, jak jesteście sobie bliscy.
Roxann nie trzeba mieć doświadczenia związkowego by z wątpić w osobę, która przyznaje się, że rozwiodła się przez zdradę. Ostatecznie nie było miłości, związek byl chory do granic możliwości, ale nie mogę udawać, że nie skończył się ostatecznie przez tamtego mężczyznę. Sama nie chciałabym być ze sobą po takim wyznaniu i to jest chyba najgorsze) wiem jak zdrada boli). Nie wybaczyłabym nigdy zdrady, nie chciałabym kogoś kto zdradził kiedykolwiek, a sama mam ją na koncie i mam się do niej przyznać. Niepojęte....
Coś mi się wydaje, że to, że czujesz się skopana jak pies i wątpisz, że zasługujesz na miłość, to "zasługa" romansu, który jak szybko zaczął, tak szybko skończył. Jeśli małżeństwo było rzeczywiście nieudane, to tyle dobrego, że miałaś w końcu bodziec by je zakończyć, ale jeśli romans spowodował zanik miłości do męża i doprowadził do rozwodu, to trochę wysoka cena, szczególnie że nie potrwał zbyt długo.
Nie możesz jednak się tym całe życie zadręczać. I zgadzam się z Salomonką, że zachowujesz się trochę jak przed strasznym egzaminem, a on nawet nie podjął rozmowy i nie wiadomo czy zamierza i czy w ogóle szczegóły Twego rozwodu go interesują.
SaraS masz absolutną rację tylko problem tkwi w tym, że mnie ta zdrada nie określa jako osoby... Jest tak totalnie oderwana od mojego światopoglądu, podejścia do związku i życia i moralnosci, że aż trudno w słowach wytłumaczyć jak bardzo. Resztę swoich złych decyzji biorę na klatę, tej zdrady nie potrafię...
Kristel, ale Ty dyskutujesz sama ze sobą.
- Odeszłam od męża, zanim się z kimś związałam...
- Ale przecież już miałam kogoś nowego na oku...
- No ale się zmieniłam i tamta sytuacja już mnie nie określa...
I tak dalej.
A to nie chodzi o to, co Ty o tym myślisz, tylko o to, co on mógłby pomyśleć. Ty możesz stwierdzić, że to nieważne, bo "już taka nie jesteś", a on np. może uznać, że nie chce się wiązać z kimś, kto kiedyś tak postąpił. Może też być odwrotnie - Ty pójdziesz na rozmowę jak na ścięcie, a on wzruszy ramionami i mruknie nieuwaznie: "aha, no, spoko". Nie wiesz tego, nie ma co szukać argumentów i przerzucać się nimi we własnej głowie.
A przecież chodzi tylko o to, że skoro Ty masz wątpliwości, czy to może być ważne dla niego, to wypadałoby dać mu wybór, pozwolić mu zdecydować po prostu - bo kiedy nie mówisz, to decydujesz za niego.
Na pewno dla różnych osób odmienne rzeczy mogą mieć znaczenie, ale są pewne mniej lub bardziej uniwersalne fakty, po których podziękuje się drugiej osobie za wspólne życie. Zdrada z pewnością czymś takim jest, jednak tutaj istotny bardziej byłby chyba powód. Podobnie z rozwodem. Ktoś możę stwierdzić, że nie chce rozwodnika/rozwódki, ale jeśli nie ma pojęcia, co się za tym kryje, to jednak nieco pochopna decyzja..
38 2021-02-18 20:02:28 Ostatnio edytowany przez Kristel (2021-02-18 20:03:18)
Roxann nie było żadnej miłości do męża gdy poznałam tamtego faceta. Macie rację, nie mogę odbierać komuś prawa do własnego zdania i oceny sytuacji. Jeśli będzie pochopna i krzywdząca to nie będzie żal. Zbity pies? Bez dwóch zdań-zdradziłam siebie, bo niewiernego męża niekoniecznie... Dziękuję wszystkim, utwierdziłam sue tylko w podejściu, że warto być szczerym nade wszystko.
Ja tego nie rozumiem - nowy partner, w sumie obcy facet i zaraz chęć opowiadania z detalami o swoim życiu , problemach, decyzjach !?
Co to kogo obchodzi, rozstanie z Twoim bylym mężem, przyczyny tego rozstania, to Wasze : Twoje i Twojego ex - jak najbardziej osobiste i intymne sprawy i to raczej mocno nie wporządku, zebyś opowiadała o tym obcemu facetowi. A jak Ty bys się czula jakby Twoi byli partnerzy opowiadali o Tobie swoim kolejnym "koleżankom" ? A one być może swoim koleżankom , itd.
Trochę jakiejś przyzwoitosci , tym bardziej, ze nie wiesz, czy ten partner to już jedyny czy może jeszcze kogoś poznasz - kolejnemu też bedziesz opowiadać cale swoje życie ?
To , co się wydarzyło w Twoim zyciu to tylko Twoja sprawa tym bardziaj, że nikt tego do konca nie zrozumie, po swojemu sobie zinterpretuje i być moze Cię zrani niesprawiedliwym osądem. I co wtedy zrobisz ?
Niech opowiada, co mnie to... Jestem jak to któraś z was określiła za duchową nagością. Jeśli moje sumienie coś gryzie to znaczy, że jest mi z czymś źle i sama chciałabym wiedzieć o takim fakcie. Z drugiej strony widzę, że można sobie pochopnie wyrobić opinie o kimś... Nie chcę z detalami opowiadać, bo to błąd bez dwóch zdań, ale przy pytaniu o przeszłość nie mam problemy powiedzieć x związków, y partnerów łóżkowych, rozwód bo zdechlo małżeństwo, ale ostatecznie był ktoś. Nie wstydzę się siebie, nie widzę robić tajemnicy, bo ja to też przeszłość, ale wyjątkiem jest zdrada na koncie. Brzydzę się nią, a ona ma mnie określać w czyichś oczach? Przecież to jakiś absurd do czego dopuściłam
Niech opowiada, co mnie to... Jestem jak to któraś z was określiła za duchową nagością. Jeśli moje sumienie coś gryzie to znaczy, że jest mi z czymś źle i sama chciałabym wiedzieć o takim fakcie. Z drugiej strony widzę, że można sobie pochopnie wyrobić opinie o kimś... Nie chcę z detalami opowiadać, bo to błąd bez dwóch zdań, ale przy pytaniu o przeszłość nie mam problemy powiedzieć x związków, y partnerów łóżkowych, rozwód bo zdechlo małżeństwo, ale ostatecznie był ktoś. Nie wstydzę się siebie, nie widzę robić tajemnicy, bo ja to też przeszłość, ale wyjątkiem jest zdrada na koncie. Brzydzę się nią, a ona ma mnie określać w czyichś oczach? Przecież to jakiś absurd do czego dopuściłam
Niech opowiada, co mnie to... Jestem jak to któraś z was określiła za duchową nagością. Jeśli moje sumienie coś gryzie to znaczy, że jest mi z czymś źle i sama chciałabym wiedzieć o takim fakcie. Z drugiej strony widzę, że można sobie pochopnie wyrobić opinie o kimś... Nie chcę z detalami opowiadać, bo to błąd bez dwóch zdań, ale przy pytaniu o przeszłość nie mam problemy powiedzieć x związków, y partnerów łóżkowych, rozwód bo zdechlo małżeństwo, ale ostatecznie był ktoś. Nie wstydzę się siebie, nie widzę robić tajemnicy, bo ja to też przeszłość, ale wyjątkiem jest zdrada na koncie. Brzydzę się nią, a ona ma mnie określać w czyichś oczach? Przecież to jakiś absurd do czego dopuściłam
Albo dzielisz włos na czworo, albo masz za mało problemów w życiu, co chyba na jedno wychodzi. Zamiast cieszyć się związkiem, miłością, przyszłością, to dramatyzujesz. Chcesz powiedzieć facetowi, to mów. Nie chcesz, to nie mów, ale to o czym piszesz nijak kupy się trzyma. Umówmy się: Nie jesteś pensjonarką, z domu samotnych dziewic twoj partner cię nie bierze, jeszcze nic nie przesądzone, nie było żadnej rozmowy między wami a ty już zrobiłaś z tego melodramat na miarę Wichrowych Wzgórz.
Sorry.
43 2021-02-18 22:27:20 Ostatnio edytowany przez Kristel (2021-02-18 22:27:54)
Prawda może mieć wysoką cenę, a chcę być w końcu szczęśliwa. Zwyczajnie pytam gdzie jest granica szczerości a głupoty by nie powiedzieć za dużo... Wichrowe wzgórza? Dla Ciebie. Gdy czekasz na coś długo to nie chcesz tego zepsuć głupotą, po prostu. Masz problem spokojnie doradzić to opuść mój wątek.
Kristel, ja podpisuję się pod wszystkim tym, co napisała SaraS i Ela.
Uważam, że napisałaś bardzo mądre zdanie "Nie wstydzę się siebie, nie widzę robić tajemnicy, bo ja to też przeszłość, ale wyjątkiem jest zdrada na koncie. Brzydzę się nią, a ona ma mnie określać w czyichś oczach?" Przeszłość ukształtowała Ciebie i dziś jesteś jaka jesteś, przeszłość jest ważna. Jeśli czujesz wewnętrznie potrzebę bycia z partnerem szczera to bądź. Jeśli nie wiesz ile mówić, to może po prostu mów to, o co sam pyta. Jeśli nie zapyta o coś, co dla Ciebie kluczowe- zawsze możesz dopowiedzieć. Na pewno jest to lepsza droga, niż sugestie w stylu "ciesz się związkiem, miłością, przyszłością". Jak, skoro wisiałyby nad wami niewypowiedziane sprawy, które mogłyby wszystko zburzyć? (kieruje się Twoja chęcią szczerości, bo sama tak mam i tego oczekuję). Jeśli to mądry człowiek i jesteś dla niego już na tyle ważna to powinien chcieć szczerze słuchać i nie dokonywać pochopnych ocen. Ja uważam właśnie tak.
Prawda może mieć wysoką cenę, a chcę być w końcu szczęśliwa. Zwyczajnie pytam gdzie jest granica szczerości a głupoty by nie powiedzieć za dużo... Wichrowe wzgórza? Dla Ciebie. Gdy czekasz na coś długo to nie chcesz tego zepsuć głupotą, po prostu. Masz problem spokojnie doradzić to opuść mój wątek.
Przeszłości nie zmienisz, więc jak chcesz być szczęśliwa, jak to ty sama robisz sobie w życiu pod górkę? Masz do siebie żal i pretensje o zdradę, to nie wiąż się z nikim, bo przecież nie zasługujesz na szczęście. To ty masz problem ze sobą, nie twoj partner z tobą i z twoją zdradą. Przeczytaj sobie wszystkie swoje wpisy od początku, wyglądają jakby nie pisała ich ta sama osoba.
Spokojnych rad dostałaś tu dziesiątki, tylko po ci one jak z nich nie korzystasz?
Swoją drogą każdy nowy autor tematu powinien zawrzeć w swoim tekście klauzulę z życzeniem, jakich odpowiedzi sobie życzy a jakich nie. Byłoby o tyle lepiej, że nie marnowałoby się czasu dla osób, które i tak wiedzą lepiej co jest dla nich dobre.
Powodzenia.
46 2021-02-18 22:47:21 Ostatnio edytowany przez Kristel (2021-02-18 22:47:40)
Jedna osoba, dwa toki myślenia. Popuść gumkę w majtach. Nie dziękuję, żeby nie zapeszać.
Nie wstydzę się siebie, nie widzę robić tajemnicy, bo ja to też przeszłość, ale wyjątkiem jest zdrada na koncie. Brzydzę się nią, a ona ma mnie określać w czyichś oczach? Przecież to jakiś absurd do czego dopuściłam
Niepotrzebnie patrzysz na to jak na jakiś egzamin, który musisz zdać. Jeżeli mu powiesz, to nie po to, żeby Cię ocenił, tylko - żeby mógł podjąć własną decyzję. To nawet nie kwestia uczuć, tylko szacunku do drugiej osoby. Mi partner parę razy mówił o takich rzeczach, akurat związanych nie z kobietami, tylko ze stanem zdrowia, ale to nieistotne; mówił właśnie dlatego, że brał pod uwagę, że dla mnie to może mieć znaczenie. I nie chodziło o spowiadanie się czy jak to tam inaczej nazwać. To była po prostu oznaka szacunku do mnie; to, że powiedział mi o danej sprawie, dając mi szansę na podjęcie W PEŁNI ŚWIADOMEJ decyzji na temat relacji, mimo że liczył się z tym, że to mogłoby tę relację zakończyć i mimo że mu na mnie zależało. Ja tak samo odpowiadałam szczerze na wszystkie pytania albo sama zaczynałam rozmowę, jeśli podejrzewałam, że coś mogłoby być istotne dla niego - bo dawałam mu prawo do bycia z taką osobą, z jaką by chciał, nawet gdyby się miało okazać, że to nie ja.
48 2021-02-19 05:20:54 Ostatnio edytowany przez Kristel (2021-02-19 05:22:55)
SaraS bo tak powinno być. Gdy pod osąd trzeba dać fakt, który do nas pasuje jak świni siodło, a którego sami byśmy nieakceptowali to zaczyna być mało smiesznie...Bo chyba o to chodzi mi samej... Nie miałam wielu partnerów i nie akceptuje otwierania kolejnej dziesiątki. Jestem dobra, lubię pomagać i nie akceptowałabym kogoś kto wyciągnąłby drugiemu z gardła. Wiele by tak wymieniać, a tu? Nie toleruje zdrady, a sama mam ją na koncie. Dlaczego ktoś ma poddać to ocenie, gdy ja to nie ona? Zdrada przykleiła się do mnie tak bardzo wbrew mnie i mojej woli...:( nie umiem wziąć za nią odpowiedzialności, nie chcę, nie mogę, dlaczego mam o niej mówić w kontekście "patrz, taka jestem, bierz mnie taką a nie inną" kiedy to jakiś absurd...
49 2021-02-19 10:26:46 Ostatnio edytowany przez Roxann (2021-02-19 10:31:51)
Kristel, z tego co piszesz, to Ty tej zdardy/romansu wciąż nie przerobiłaś w swojej głowie. Moim zdaniem nie jesteś gotowa na nowy związek bo trudno oczekiwać by ktoś Ciebie zaakceptował, skoro Ty sama siebie nie akceptujesz. Nawet jeśli powiesz mu o zdradzie i on to zaakceptuje, to i tak z tyłu głowy będziesz myślała o sobie jak o tej najgorszej, że on na pewno Cię zostawi albo przy najbliższej okazji zacznie wypominać.
Nie wiem z czego to wynika ale wygląda na to, że nie możesz się pogodzić z tym co się wydarzyło w Twoim życiu.
Czy nie o to chodzi, że ten facet dla którego posunęłaś do zdrady, nagle zniknął albo nie okazał taki wspaniały jak Ci się wydawało? Stad to samobiczowanie?
50 2021-02-19 11:49:23 Ostatnio edytowany przez Kristel (2021-02-19 11:51:35)
Nie ma znaczenia jak skończyła się historia z tamtym Panem. Brzydzę się zdradą, oszukiwaniem, kombinacjami, więc to trochę jakby gardzić sobą. Nie usprawiedliwiam jej, bo akurat mogłabym dość szybko znaleźć okoliczności łagodzące do swojego działania, ale nie potrafię. To jest kwestia tylko i wyłącznie mojego sumienia, ja nie patrzę na zdradę przez pryzmat "zdrada męża" tylko zdrada siebie, swoich przekonań i wartości. Oddałabym sobie obciąć wszystko co mi odstaje tak byłam pewna za siebie. No cóż... Nie mam podwójnej moralnosci dla siebie i innych. Wymagam od innych tego czego wymagam od siebie samej, a tu taki zgrzyt... Straciłam moralne prawo by potępiać zdradę w momencie kiedy sama dopuściłam się jej. Z tym mam problem. Że ja? Niebywałe.
51 2021-02-19 11:54:07 Ostatnio edytowany przez Kristel (2021-02-19 12:00:46)
Że zostawi, bo kiedyś zdradziłam? Niekoniecznie, prędzej że ten fakt wypaczy mu obraz mojej osoby, albo przy każdym sygnale, że czegoś nie toleruje usłyszę "ale Ty? Przecież potrafisz sama więcej". Jak wymagać, kiedy samemu dało się ciała? Boję się słyszeć w każdej kłótni wypominania mi przeszłości. Albo ze każde małe spóźnienie, niedipowiedzenie, dwuznaczna sytuacja będzie przekuta na moją niekorzyść, że już zawsze będę na cenzurowanym. Nie zasługuje na to.
Kristel, ale Ty przecież odeszłaś od męża. Nie wiem ile trwał równolegle Twój romans, czy nauczyłaś się żyć podwójnym życiem czy odeszłaś zanim doszło do czegoś więcej.
Wcale nie musisz tolerować zdrady partnera. Zdrada=koniec związku. Ja tu nie widzę sprzeczności.
Nie rozumiem dlaczego się tak zadręczasz. Ludzie popełniają różne błędy. Ważne by wyciągnąć wnioski.
Jeszcze na dobre Twój związek nie rozkręcił a Ty już masz obawy, że zostaniesz zdradzona albo będzie ci coś wypominane.
Z takim podejściem lepiej nie zawracaj sobie głowy tym związkiem, tylko skup na tym by przepracować "demony przeszłości".
Takie podejście będę mieć zawsze. Za nikogo nawet paznokcia nie dam sobie obciąć, nie bądź zabawna. To żadne demony przeszłości, nie zmienię podejścia nigdy. Nie będę kontrolować i sprawdzać, ale nie każ mi być kogoś pewną, bo mówimy o cudzie.
Że zostawi, bo kiedyś zdradziłam? Niekoniecznie, prędzej że ten fakt wypaczy mu obraz mojej osoby, albo przy każdym sygnale, że czegoś nie toleruje usłyszę "ale Ty? Przecież potrafisz sama więcej". Jak wymagać, kiedy samemu dało się ciała? Boję się słyszeć w każdej kłótni wypominania mi przeszłości. Albo ze każde małe spóźnienie, niedipowiedzenie, dwuznaczna sytuacja będzie przekuta na moją niekorzyść, że już zawsze będę na cenzurowanym. Nie zasługuje na to.
Bardzo za to potrzebujesz własnego przebaczenia ,bywa w tym trudność ,czasem lepiej to zrobić przy drugim człowieku .
Zrobić porządek z przeszłością to jest wyzwanie .Jest to też jak najbardziej możliwe w zasięgu i nie ważne czy się to komuś podoba czy nie podoba.
To co Ci napisała Rox jest moim zdaniem bardzo ważne i konieczne bez tego odpuszczenia sobie samej ,przepracowania ,możesz mieć ciągle problem z przebiciem się bliżej i zaufaniem natrętnym zastanawianiem się nad myśleniem innych o Tobie, projektowaniem, ciągota do znieczulania się za pomocą emocji umiejscowionych w drugim człowieku bywa bardzo silna.Do czego teraz potrzebujesz dręczenia siebie ?
Moja żona miała jak Ty, ja bardzo podobnie ,niemal identyczne dylematy i wątpliwości, ryzyko ,żadnych gwarancji .
Takie podejście będę mieć zawsze. Za nikogo nawet paznokcia nie dam sobie obciąć, nie bądź zabawna. To żadne demony przeszłości, nie zmienię podejścia nigdy. Nie będę kontrolować i sprawdzać, ale nie każ mi być kogoś pewną, bo mówimy o cudzie.
Mówiąc o demonach przeszłości miałam na myśli to, że nie przepracowałaś swojej zdrady i to będzie rzutować na każdą Twoją relację w jaką wejdziesz. To, że nie można być pewnym nikogo to jedno ale Twoje podejście jest wręcz obsesyjne. Boisz się być oceniana, sprawdzana, uważasz że nie będziesz mogła niczego od partnera wymagać, w końcu że nie zasługujesz na miłość i zaufanie. To jest chore!
Z takim podejściem nie stworzysz zdrowego związku.
56 2021-02-19 12:25:12 Ostatnio edytowany przez assassin (2021-02-19 12:25:57)
W utopijnym świecie zdrajcy lądowali by na blacklistach, tak jak nie przymierzając dłużnicy we wszelakich bikach. Wówczas udzielający kredytu ma świadomość komu go udziela, tu komu daje kredyt zaufania. W związkach walutą jest stracony czas.
57 2021-02-19 12:30:53 Ostatnio edytowany przez Kristel (2021-02-19 12:31:53)
Że nie zasługuje to już poniosło Cię. Wyżej sama napisałam, że nie zasługuje na ocenianie i podejrzliwości. Dlaczego tak twierdzę? Gdyby ktoś powiedział mi, że kiedyś zdradził (nie mówię o młodzieńczej głupocie) to sama nie wiem co zrobiłabym z tą wiedzą i jak wpłynęłaby na moje podejście do tej osoby, bo bez takiej informacji nie mam zaufania, a co dopiero zzzzz.
Kristel napisał/a:Że zostawi, bo kiedyś zdradziłam? Niekoniecznie, prędzej że ten fakt wypaczy mu obraz mojej osoby, albo przy każdym sygnale, że czegoś nie toleruje usłyszę "ale Ty? Przecież potrafisz sama więcej". Jak wymagać, kiedy samemu dało się ciała? Boję się słyszeć w każdej kłótni wypominania mi przeszłości. Albo ze każde małe spóźnienie, niedipowiedzenie, dwuznaczna sytuacja będzie przekuta na moją niekorzyść, że już zawsze będę na cenzurowanym. Nie zasługuje na to.
Bardzo za to potrzebujesz własnego przebaczenia ,bywa w tym trudność ,czasem lepiej to zrobić przy drugim człowieku .
Zrobić porządek z przeszłością to jest wyzwanie .Jest to też jak najbardziej możliwe w zasięgu i nie ważne czy się to komuś podoba czy nie podoba.
To co Ci napisała Rox jest moim zdaniem bardzo ważne i konieczne bez tego odpuszczenia sobie samej ,przepracowania ,możesz mieć ciągle problem z przebiciem się bliżej i zaufaniem natrętnym zastanawianiem się nad myśleniem innych o Tobie, projektowaniem, ciągota do znieczulania się za pomocą emocji umiejscowionych w drugim człowieku bywa bardzo silna.Do czego teraz potrzebujesz dręczenia siebie ?
Moja żona miała jak Ty, ja bardzo podobnie ,niemal identyczne dylematy i wątpliwości, ryzyko ,żadnych gwarancji .
Też się podpisuję pod tym, co pisze Roxann i pasławek.
Wcześniej żyłaś autorko w małżeństwie niesatysfakcjonującym, zadręczając w ten sposób samą siebie. Teraz zadręczasz się własną zdradą. Jakbyś stałe potrzebowała źródła samoudręczenia. Może to jest to zamiłowanie do dramy, o którym wspomniała Salomonka.
Brakuje w tym konstruktywnego podejścia do samego siebie. Bo o ile zrezygnowałaś z obwiniania innych za własne decyzje czy też bezmyślnego rozgrzeszania siebie, a uwierz mi, że takich zdrajców przetoczyła się tu masa, to jednak samobiczowanie się świadczy o tym, że nie potrafisz pochylić się nad sobą z wyrozumiałością.
59 2021-02-19 12:34:37 Ostatnio edytowany przez Kristel (2021-02-19 12:37:40)
Magdalena absolutnie masz rację, bo nie jestem dla siebie wyrozumiała. Wymagam nie tylko od innych, ale przede wszystkim od siebie a tu niestety sama siebie zawodzę na całej linii. To chore chociaż pocieszające, że tak jak nie wybaczam innym i jestem nieustępliwa czy też pamiętliwa tak w stosunku do siebie też nie ma taryfy ulgowej.
W utopijnym świecie zdrajcy lądowali by na blacklistach, tak jak nie przymierzając dłużnicy we wszelakich bikach. Wówczas udzielający kredytu ma świadomość komu go udziela, tu komu daje kredyt zaufania. W związkach walutą jest stracony czas.
Pytanie czy w utopijnym świecie ludzie by się zdradzali ?
Że nie zasługuje to już poniosło Cię. Wyżej sama napisałam, że nie zasługuje na ocenianie i podejrzliwości. Dlaczego tak twierdzę? Gdyby ktoś powiedział mi, że kiedyś zdradził (nie mówię o młodzieńczej głupocie) to sama nie wiem co zrobiłabym z tą wiedzą i jak wpłynęłaby na moje podejście do tej osoby, bo bez takiej informacji nie mam zaufania, a co dopiero zzzzz.
Kristel, jesteśmy tylko ludźmi. Brzydziłaś zdradą, brzydzisz, potępiasz ale sama zdradziłaś. Możesz się zadręczać i samobiczować w nieskończoność, a możesz też stanąć przed lustrem i powiedzieć, ok, nie jestem taka nieskazitelna i szlachetna za jaką się zawsze uważałam. Zrobiłam coś z czego nie jestem dumna ale życie toczy się dalej i czas wyciągnąć wnioski i bardziej krytycznie czy też wyrozumiale na siebie spojrzeć.
Jeśli nie jesteś w stanie sama sobie wybaczyć i uważasz, że ciągle przez pryzmat zdrady będziesz oceniana, to ... nie ruszysz nigdy do przodu.
Kristel, ale z tym obwinianiem siebie faktycznie przesadzasz. Uważam, że powinnaś powiedzieć, ale - wg mnie - tam nawet nie musi paść słowo "zdrada". Nie miałaś wpływu na emocje, na to, że się zakochałaś w kimś czy jak to tam nazwać, więc przecież to Ciebie nie określa aż tak bardzo, bo to nie był Twój wybór. Natomiast to, na co miałaś wpływ, załatwiłaś całkiem nieźle - i tylko to ewentualnie mogłoby być przedmiotem oceny. Małżeństwo się wypaliło, zainteresowałaś się kimś, więc odeszłaś - to chyba jedna z lepszych rzeczy, które można zrobić w takiej sytuacji. Najlepsza, kiedy nie widzi się szansy na ratowanie małżeństwa. Więc - moim zdaniem - Ty zachowałaś się bardzo w porządku. Zrobiłaś to, co należało w danej sytuacji. Stąd jeśli powiesz o tym temu panu, to nie po to, żeby Cię winił za cokolwiek, tylko po to, żeby wiedział. I to naprawdę nie znaczy, że nie możesz niczego wymagać, że on będzie miał prawo źle Cię traktować itd. Bo zastanów się, tak szczerze, co niby mogłaś zrobić lepiej, inaczej, ale tylko z tych rzeczy, na które miałaś wpływ? Może jedynie szybciej zakończyć małżeństwo bez miłości, ale poza tym...? Przecież nie tkwić w związku, jeśli interesuje Cię ktoś inny!
Ja nie oceniam jak się zachowałaś, ale to co teraz robisz to zamiast pracować nad tym w głowie walisz się biczem po plkecach, jak w średniowieczu- to był sposób na uwolnienie się od konieczności analizowania,
Skąd Ci się to do diaska wzięło? byłaś na jakiejś terapii? a moze o zgrozo byłaś na takiej gdzie terapeuta był z jakąś misja by zrobić z Ciebie grzesznicę?
Na pewno mogłaś w inny sposób zakończyć swój związek- ale z jakiegoś względu tak się nie stało,
Zaczynam podejrzewać że mocno podlegasz wpłytwom tego co mówią inni, a oni moga rzeczy mądre i bzdury też i przede wszystkim nie znają sytuacji tak jak Ty.
Czasami człowiek zrobi coś egoistycznie i podle i trzeba przyjąć, że taką część natury pokazał i wyciągnąć wnioski, pracować nad sobą- ale się nie znęcać.
bo to nie jest fajne.
wiesz mój ex zachował się podle wobec mnie po wielu latach, ale jakl o tym myślę, to za nic nie chciałabym na nim jakiegoiś potępienia, a jakby siebie tak biczował, to b y mnie jeszcze jakoś tym obciążał..
Ty też nie mozesz tak hodować tej swojej winy i podlewać jej.
Ty też nie mozesz tak hodować tej swojej winy i podlewać jej.
Krystel zdaje się znalazła sposób na wyrzuty sumienia:
Magdalena absolutnie masz rację, bo nie jestem dla siebie wyrozumiała. Wymagam nie tylko od innych, ale przede wszystkim od siebie a tu niestety sama siebie zawodzę na całej linii. To chore chociaż pocieszające, że tak jak nie wybaczam innym i jestem nieustępliwa czy też pamiętliwa tak w stosunku do siebie też nie ma taryfy ulgowej.
Cóż, można tak pokutować całe życie myśląc, że tylko potępiając siebie, dajemy sobie prawo do wymagania wierności u innych. Coś na zasadzie, zdradziłam i teraz będę cierpiała całe życie.
Jeśli Krystel rola męczennicy odpowiada, to ok ale wątpię by potencjalny partner chciał z nią nieść ten jej "krzyż".
Dlatego m.in. wcześniej pisałam, że facet to nie terapeuta i jeśli Krystel nie przepracowała zdrady i nie potrafi wybaczyć sobie i odciąć przeszłość grubą krechą, to zadręczy nie tylko siebie ale i partnera.
Jak sobie pomyślę, że mój partner biczowałby się z powodu tego, że kilka lat temu zrobił coś co zawsze potępiał i potępia i ciągle patrzył na siebie poprzez pryzmat tamtego wydarzenia, to nie wiem czy bym z nim długo wytrzymała. I bynajmniej nie byłoby to dla mnie pocieszające, że skoro tak cierpi, to na pewno to się już nie powtórzy.
65 2021-02-19 15:07:20 Ostatnio edytowany przez Kristel (2021-02-19 15:09:44)
To nie samobiczowanie się, ale sumienie własne, które żyje własnym życiem. Nie kształtuje go sobie myślami i spostrzeżeniami pod sytuację w życiu, warunki, sprzyjające wiatry czy okoliczności. To chyba dobrze... Jeśli w zaufaniu uzewnętrznie się i powiem szczerze jak było, a On to wykorzysta w kłótni chociaż raz przeciwko mnie to będzie to gwóźdź do naszej trumny, nie wiem czy informując Go o zdradzie chce mu dawać już wspomniany gwóźdź do ręki... No nieważne, cokolwiek zrobię będzie źle. Dziękuję wszystkim za opinie, myślę że wyczerpalysmy przemyślenia w tym temacie. Pozdrawiam i dzięki ✋