Lucyfer666 napisał/a:Kto nie ma, ten nie ma
To znaczy że też nie jesteś cham ?
uUuuU
Korzenie Rusińskie mości Paslawku ![]()
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Strony Poprzednia 1 … 82 83 84 85 86 … 196 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Lucyfer666 napisał/a:Kto nie ma, ten nie ma
To znaczy że też nie jesteś cham ?
uUuuU
Korzenie Rusińskie mości Paslawku ![]()
Podobne tematy
Kto nie ma, ten nie ma
Mnie się wydaje, że mam, tak mi rodzice mówili
Farbami też malujesz? Może już kiedyś pisałeś, ale akurat na takie szczegóły nie zwracam uwagi ![]()
Lucyfer666 napisał/a:Kto nie ma, ten nie ma
Mnie się wydaje, że mam, tak mi rodzice mówili
![]()
Farbami też malujesz? Może już kiedyś pisałeś, ale akurat na takie szczegóły nie zwracam uwagi
Figurki tak ![]()
Kredki wodne dopiero na etapie nauki ![]()
Syl napisał/a:Lucyfer666 napisał/a:Kto nie ma, ten nie ma
Mnie się wydaje, że mam, tak mi rodzice mówili
![]()
Farbami też malujesz? Może już kiedyś pisałeś, ale akurat na takie szczegóły nie zwracam uwagiFigurki tak
Kredki wodne dopiero na etapie nauki
Wydaje mi się, że łatwiej farbami malować niż kredkami rysować
Rysowanie to już wyższy poziom...
Miała być psychoanaliza kieszonkowa, a są pogaduszki o sztuce, miał być wtorek, a jest środa... Co się z nami dzieje ![]()
A jutro będziemy tu czekać na Umajoną, obiecała
Chociaż Tobie i tak nie odpuścimy, sprawdzimy Twoje granice ![]()
Mój śpiący maltuś przypomina, że już czas...
Bo ja wiem. Jeszcze suche pastele mam ![]()
Dużo tego i się na ogół miesza techniki.
Popuś ^^
Powiem tak
Berley wine to nie piwo na wieczór ^^
Dobranocka ^^
Bo ja wiem. Jeszcze suche pastele mam
Dużo tego i się na ogół miesza techniki.Popuś ^^
Powiem tak
Berley wine to nie piwo na wieczór ^^Dobranocka ^^
Ołówki i kredki mnie niestety przerastają... Nie ten talent ![]()
Opowiesz później, dlaczego nie na wieczór!
Dobranoc ![]()
Bo piwo 12% mocno uderza do głowy ![]()
Talent nie istnieje.
To akurat racja.
Nie mozna porównywać kosztów utrzymania w dużym mieście i w małym. W Warszawie mój syn wynajmował z kumplem małe mieszkanka, zwykle ponad dwa tysiące. A nie były to luksusy
Ja swoje mieszkanie wynajmuję za 2,5, a jak bym zrobiła remont, to pewno i za 4 tys by mozna wynająć, bo jest w świetnym punkcie. Ale nie wydam 100 kawałków na mieszkanie do wynajęcia. Najemcy nigdy nie dbają zbytnio.
Z drugiej strony nawet w dużym mieście można znaleźć tańsze lokum tylko w gorszej lokalizacji. W Krakowie np. w Hucie. To co prawda nie jest Kraków(bez urazy Misinx
)
Hehehe a czemu to Huta jest gorszą lokalizacją ? Moim i nie tylko moim zdaniem, Huta to właśnie obecnie najlepsza dzielnica do mieszkania w Krakowie
Może i niedoceniana przez niektórych, i wciąż obarczona stereotypami, ale to nie to samo co jeszcze kilkanaście lat temu.
Ja tak źle o Nowej Hucie nie myślę.:)
Myślę że jest w przededniu boomu na rynku nieruchomosci.Ma swoje klimaty i zalety architektoniczne w porównaniu do innych dzielnic.
I przestrzeń której brakuje w Krakowie.
I póki co jeszcze trochę tańsze ceny zakupu mieszkania. Oczywiście Starego miasta nie pobije nic ceny rosną cały czas..i pandemia tego nie powstrzyma.
Hehehe a czemu to Huta jest gorszą lokalizacją ? Moim i nie tylko moim zdaniem, Huta to właśnie obecnie najlepsza dzielnica do mieszkania w Krakowie
Może i niedoceniana przez niektórych, i wciąż obarczona stereotypami, ale to nie to samo co jeszcze kilkanaście lat temu.
Jestem nowohuckim patriotą
W końcu parę lat się tam mieszkało. Stara
zabudowa Nowej Huty tj. z lat 50-tych, to nieosiągalne dziś standardy.
Już w innym wątku była dyskusja o NH. Moim zdaniem to ta dziwna renoma jest naprawdę przesadzona.
No i ta anegdotka z Leninem ![]()
Już w innym wątku była dyskusja o NH. Moim zdaniem to ta dziwna renoma jest naprawdę przesadzona.
No i ta anegdotka z Leninem
Jaka renoma ?
Dzielnica kryminalna ![]()
Dzielnica kryminalna
Kazimierz był kiedyś bardziej kryminalną dzielnicą ![]()
nawet ten co przez lata ćwiartował kobiety jak się okazało niedawno na Kazimierzu mieszkał.
Lucyfer666 napisał/a:Dzielnica kryminalna
Kazimierz był kiedyś bardziej kryminalną dzielnicą
Ogólnie tak ale z takim wyjątkiem, że jednak trudniej było dostać w papę na zasadzie "a ty zając znowu bez czapki". Na Nowej Hucie problem był osiedlowy, gdzie młodzież się nudziła i można było dostać ot tak dla zabicia czasu. Taka osiedlowa, nowohucka młodzież wpadała do nas studentów z okazji juwenalii właśnie tylko po to żeby się z kimś pobić. Niebezpieczna pora to był wczesny wieczór jak szedłem z akademika na osiedle zadzwonić z poczty. He, he kto pamięta, że międzymiastową się zamawiało? Natomiast wielokrotnie robiłem trasy Nowa Huta - dworzec główny wzdłuż Jana Pawła II piechotą 2-4 nad ranem i nigdy nie miałem żadnej przygody. Samotnie chodziłem. Kumpli odwiedzałem późnym wieczorem, a mieszkali czasem w okropnych kamienicach na Kleparzu czy Kazimierzu. Swoją drogą nadal w okolicach Szlaku, Długiej, Warszawskiej panienki lekkich obyczajów wieczorami stoją na każdym rogu? Przy Pędzichów była taka knajpa, centralny punkt rozprowadzania panieniek w teren, jak też ich posiłku regeneracyjnego. Knajpa o ile wiem nadal istnieje więc nie będę podawał nazwy ![]()
Żadnych dzieci !! Za stary już na to jestem. Poza tym ja nie mam parcia na przekazywanie swoich genów.
Ożenić się jeszcze mogę. Czemu nie ? Pożyjemy, zobaczymy.
Charakter ? A co tam charakter.Piękna ma być, bo ją sobie w oknie wystawię i niech inni podziwiają
Teraz na święta to bym nawet w lampki oblekł, żeby było ładnie
A co musiałoby się stać abyś sie chciał ozenić, a nie żyć w tzw wolnym związku? Rozmawiałam z kimś wczoraj i ta osoba powiedziała, że jedyny sens ślubu z kobietą jest taki, jeśli chce się mieć dzieci, bo to ułatwia sprawy urzędowe i dziecko ma takie samo nazwisko jak rodzice, a nie tylko nazwisko ojca. W innym przypadku ślub jest niepotrzebny, jeśli się nie ma w planach dzieci, bo to nie ma sensu i wygodniej jest żyć z kobietą bez ślubu. Powiedział to mężczyzna żonaty, mający razem z żoną wspólne dzieci.
Jak więc to jest z tymi ślubami?
A jeszcze mam pytanie, po jakim czasie i kiedy i jak to się dzieje, ze wiecie, ze ta osoba to jest właśnie ta właściwa (a przynajmniej na daną porę). A nie, że sami siebie przekonujecie, że to fajny facet, bo ma hobby i nie przeklina i nawet studia skończył czy fajna kobieta, zadbana, dobrąkawę parzy i nawet ma samochód i świata poza mną nie widzi - ale to takie na sucho przekonywanie siebie, a w głebi wiadomo, ze to nie to.
Lucyfer -Ach Popo to skrót od Pompusia
Czytam forum, ale czasem nie jestem na bierząco,m więc coś mi może umknąć.
Rossanko, ja Cie doskonale rozumiem. Jestem bez faceta ciągle, aczkolwiek mam dzieci i co nieco czasu z nimi spędzam.
Mam konto na S., wprawdzie zawieszone teraz, ale czasem wchodzę i oglądam panów z mojej okolicy. Dramat. Odechciało mi się i w sumie czekam na cud. W dodatku nie wiem, co to się porobiło, ale panowie najwidoczniej czekają, aż kobieta wykona pierwszy ruch i w ogóle wszystko za nich zrobi. Ja jestem jeszcze ze starego pokolenia. Jak wyraźnie określiłam się, że nie chcę już dzieci, to pisali do mnie panowie, którzy te dzieci chcieli mieć. Zdarzały się wyzwiska i wyśmiewanie się ze mnie. Z jednym panem, rzekomo rozwodnikiem bez dzieci, nawiązałam kontakt we wrześniu, spotkaliśmy się nawet dwa razy, byłam w stanie zaakceptować jego wegetarianizm i lekką szajbę na punkcie ochrony środowiska. Ale cóż, widocznie nie byłam jedyna, bo pan ewidentnie wieczorami i w weekendy nie miał czasu nawet na telefoniczną rozmowę, stać go było tylko na kilka SMSów w godzinach pracy, więc ucięłam kontakty.Mam pewnego adoratora, ale to sympatia wyłącznie platoniczna bez szans na coś trwałego. Tymczasem czerpię przyjemność z tego, co mam.
P.S. Co do zdrowia psychicznego, to ja również od 10 lat leczę się w PZP, mam za sobą kilkukrotne leczenie szpitalne i PS, moja choroba jest jeszcze gorsza niż Twoja i budzi ogólne przerażenie i niezrozumienie w społeczeństwie, więc mówię zaraz na początku ewentualnej znajomości, aby wykluczyć bezsensowne zaangażowanie się.
Z innych warunków życiowych jestem bardzo zadowolona, wszystko jest, nawet rozmiar 36 i miseczka D w biustonoszu.
Co do Sympatii, to dziwi mnie to, że jakakolwiek odmowa (np pisze di Ciebie facet, który nie chce kategorycznie dzieci, a Ty chcesz co jasno piszesz w profilu - jak ja wiele lat temu), spotyka się nierzadko ze stekiem wyzwisk, że jesteś księżnoczka, że zostaniesz sama jak tak będziesz wybrzydzała i przebierała, że kobiety same nie wiedzą czego chcą, odrzucają facetów a potem narzekają, ze są same.
To tak jakby napisała do faceta babka kolmpletnie nie w jego typie, która nie podoba mu się wizualnie, której charakter mu się nie podoba, która wyznaje inne wartości w życiu - i już widze, jak ten facet biegnie z nią na randkę i się za rok oświadcza. On się nawet z nią nie spotka bo to nie jego bajka.
Poza tym trochę już przeżyłam i widzę, że właśnie te kobiety, co przebierały i wybierały najlepiej na tym wyszły, bo w końcu poznały swoich mężów, z którymi nie są na siłe.
Natpmiast parę przypadków było, że kobieta wyszła za mąz"bo co będę wybrzydzała" - to są teraz bardzo nieszczęśliwe małżeństwa, o ile już nie są po rozwodach.
Mam koleżankę. Mocno, mocno przy kości,ale urocza, ciepła i zadbana. Sama była bardzo długo. Powiedziała kiedyś: albo będę z kimś naprawdę fajnym, albo będę sama - i spotkała tego naprawdę fajnego. "Warto było czekać i nie wiązać się z byle kim" - napisała mi. Zawsze mówię, że przywracają mi wiarę w miłość i ludzi.
Małżeństwo zupełnie do niczego mi nie jest potrzebne, ale podobno ułatwia załatwienie różnych formalności i spraw urzędowych.
Jednocześnie nie przerażałby mnie ślub, gdybym czuła i wiedziała, że to jest to. Po prostu jest mi to dosyć obojętne, liczy się relacja, a nie formalności i formułki.
Rossanko, palantów w internecie, wyżywających się na innych nie brakuje, szkoda się tym przejmować.
A ja stwierdzam, że mam jednak trochę szczęścia w życiu ![]()
Właśnie się dowiedziałam, że przed świętami szykuje nam się w pracy piękny zastrzyk finansowy, większy niż zwykle. Super, będzie na dentystę ![]()
rossanka napisał/a:Piegowata'76 napisał/a:Dla mnie to ta koleżanka bardziej kochała swoją wizję związku niż tego faceta. No, cóż, wolno jej...
Żle (jak dotąd) na tym nie wyszła.
No, cóż.. Czy tylko o to chodzi w życiu, żeby źle nie wyjść?
Wolałabym wyjść słabiej, ale widzieć człowieka w człowieku.
.
A ja nie. Wolałabym wyjść lepiej i słabiej i to na każdej płaszczyźnie życia, mieć miłość, pieniądze, zdrowie, przyjaciół, fajne hobby, kasę na zachcianki i mieszkać w pięknym domu. Wiadomo, że czasem to "wychodzi" a czasami nie. Czasami okresowo nie.
Zgubiło mnie dawno temu takie myślenie ala: nie potrzebuje drogich butów, wystarczą mi te z bazarów, nie potrzebuję wycieczki do pARYŻa, wystarczy mi wyjazd nad jezioro 10km od miasta. Nie muszę mieć faceta, który mi sie naprawdę podoba, zadowole się taki, który mnie chce. Nie lubie swojej pracy i jest słabo płatna, ale nie muszę mieć lepszej. Nie podobają mi się moje meble, ale nie muszę mieć lepszych, wiec kolejne 10 lat będę miała te stare i tak dalej.
Zaowocowało to tym, że czułam, ze na nic nie zasługuję, nic nie potrzebuje i takie tam. Byłam nieszczęśliwa i sfrustrowana. Koleżanki żyły życiem, jakim ja chciałam żyć, wydawały setki na kosmetyczki, kupowały perfumy za parę stówek, jezdziły na fajne wycieczki i zapiast hotdogów za 2 złote chodziły na obiady za 50 zł. A ja wiecznie byłam skwaszona, niezadowolona, ale uparcie twierdziłam, ze nie potrzebuje. Dopiero po 30stce zmieniłam myślenie, i jeśli chodzi o te sprawy, czuje się od razu lepiej.
A co do koleżanki - to tak, wyszła na tym dobrze, bo wyszła za mąż za osobę za która chciała wyjść, anie, ze nie miała wyboru i złapała pierwszego lepszego. Z resztą ten jej mąż wcale do oźenku nie był zmuszony, spokojna głowa. Z resztą to jest taki typ, że mógłby mieć każdą, taki"samiec alfa" jak sie to popularnie w necie pisze, więc krzywda mu się nie stała;)
Rossanko, zbyt sztywno i dosłonie to przedstawiłaś, sorry,
Ale jednak później myśl rozwinę, bo redagowanie wymaga przemyślenia i czasu. A tu pracować trza ![]()
Pozdrawiam Krakusów, Goroli, Hanysów i wszystkich niewymienionych, a bywających.
Mam koleżankę. Mocno, mocno przy kości,ale urocza, ciepła i zadbana. Sama była bardzo długo. Powiedziała kiedyś: albo będę z kimś naprawdę fajnym, albo będę sama - i spotkała tego naprawdę fajnego. "Warto było czekać i nie wiązać się z byle kim" - napisała mi. Zawsze mówię, że przywracają mi wiarę w miłość i ludzi.
Małżeństwo zupełnie do niczego mi nie jest potrzebne, ale podobno ułatwia załatwienie różnych formalności i spraw urzędowych.
Jednocześnie nie przerażałby mnie ślub, gdybym czuła i wiedziała, że to jest to. Po prostu jest mi to dosyć obojętne, liczy się relacja, a nie formalności i formułki.Rossanko, palantów w internecie, wyżywających się na innych nie brakuje, szkoda się tym przejmować.
A ja stwierdzam, że mam jednak trochę szczęścia w życiu
Właśnie się dowiedziałam, że przed świętami szykuje nam się w pracy piękny zastrzyk finansowy, większy niż zwykle. Super, będzie na dentystę
O to to koleżanka mądrze mówi ![]()
A ja bym tam za mąż wyszła. W końcu jak ktoś jest z Tobą, to jest ale jak Ci proponuje małżeństwo, to już nie takie hop- siup, znaczy, ze jesteś super ważna dla niego, skoro zdecydował się na taki krok.
(tak tak, wiem za rok albo 20 może być rozwód, a może nie będzie rozwodu ).
Tak, w internecie to jest to niebezpieczeństwo, ze ludzie czują się bezkarni, wszelkiej masci nieudacznicy życiowi moga się wyżyć na obcych ludziach bez konsekwencji. Albo i wieu podaje się za kogoś kim nie jest, teoretycznie może być tak, ze pod profilem Paweł lat 46, kawaler/rpzwodnik może się kryć znudzony 17 latek, albo żonaty facet, który ani myśli się rozwodzić.
One nie wyszły na tym lepiej dlatego że przebierały czy wybierały, ale dlatego że dość wyrażnie określiły swoje preferencje, potem je prawdopodobnie w relacjach weryfikowały np pod katem czy te preferencje trzymaja sie kupy czy nie i prawdopodobnie je weryfikowały niekoniecznie w dół.
wątpię też czy kierowały się zdaniem innych, bo inni rzadko trafiają z tym swataniem
ale moga soiię przydać jako żródło nowych znajomości.
Jak ktoś określa siebie wyrażnie, to łatwiej innym w jego osobie dostrzec te oczekiwania i tym samym przyciągnie odpowiedniejszych kandydatów.
Jak jesteś tajemniczą kobieta zagadką a szukasz partnera na stałe, to sobie robisz pod górkę.
fatalnie też jest traktować siebie jak towar i wystawiać się na giełdę: Np ludzie gadają że panna lat 43 to chodzi po 20 dolarów za kg, a rozwódka lat 50 z dziećmi za 5
bo to się nie sprawdza. Jestes indywidualną osoba, a nie towarem.
Rossanka, nie warto starać się o obrączkę, bo ona Ci niczego nie gwarantuje- tylko miłość jest gwarancją tak naprawdę.
No chyba że chodzi o sprawy majatkowe
.
W końcu jak ktoś jest z Tobą, to jest ale jak Ci proponuje małżeństwo, to już nie takie hop- siup, znaczy, ze jesteś super ważna dla niego, skoro zdecydował się na taki krok.
Oooo! Niekoniecznie. Niekoniecznie. Nie zawsze.
One nie wyszły na tym lepiej dlatego że przebierały czy wybierały, ale dlatego że dość wyrażnie określiły swoje preferencje, potem je prawdopodobnie w relacjach weryfikowały np pod katem czy te preferencje trzymaja sie kupy czy nie i prawdopodobnie je weryfikowały niekoniecznie w dół.
wątpię też czy kierowały się zdaniem innych, bo inni rzadko trafiają z tym swataniemale moga soiię przydać jako żródło nowych znajomości.
Jak ktoś określa siebie wyrażnie, to łatwiej innym w jego osobie dostrzec te oczekiwania i tym samym przyciągnie odpowiedniejszych kandydatów.
Jak jesteś tajemniczą kobieta zagadką a szukasz partnera na stałe, to sobie robisz pod górkę.
fatalnie też jest traktować siebie jak towar i wystawiać się na giełdę: Np ludzie gadają że panna lat 43 to chodzi po 20 dolarów za kg, a rozwódka lat 50 z dziećmi za 5bo to się nie sprawdza. Jestes indywidualną osoba, a nie towarem.
Rossanka, nie warto starać się o obrączkę, bo ona Ci niczego nie gwarantuje- tylko miłość jest gwarancją tak naprawdę.
No chyba że chodzi o sprawy majatkowe
Zgadzam się z tym, zwłaszcza z pierwszym akapitem, tylko nie bardzo wiedziałam, w jakie słowa ubrać swoje myśli.
Rossanko, zbyt sztywno i dosłonie to przedstawiłaś, sorry,
.
Przerysowałam przykłady dla większej jasności.
Ale to prawda, jakbyś mnie poznała przed 30 ką, to byłam osobą, która żyła wg maksymy, inni mają ja nie muszę, nie potrzebuję mi wystarczy - a okłamywałam sama siebie i źle się z tym czułam.
rossanka napisał/a:W końcu jak ktoś jest z Tobą, to jest ale jak Ci proponuje małżeństwo, to już nie takie hop- siup, znaczy, ze jesteś super ważna dla niego, skoro zdecydował się na taki krok.
Oooo! Niekoniecznie. Niekoniecznie. Nie zawsze.
i.
Pomijam lwestie, gdy ktoś chce się wbić komuś na mieszkanie, albo ślubu by nie było gdyby nie ciąża.
Dzień dobry!
Ja dziś od rana pecha mam. W służbowym aucie nową oponę rozwaliłem, cholerne roboty drogowe, jakieś krawężniki.
Lucyfer, doczytałem rozmowę z wczoraj, i przypomniał mi się pewien tekst o zdradzie i złapaniu na gorącym, wkleję.
,, Mąż miał podejrzenia, że żona go zdradza, więc zrobił TO.
Miałem przeczucie, że żona mnie zdradza i właściwie wszystko w jej zachowaniu to sugerowało. Cały czas śmiała się i uśmiechała, pisząc z kimś SMS-y, a zapytana odparła, że to wiadomości od matki. Codziennie prawie musiała zostawać dłużej w pracy, a gdy raz zadzwoniłem do jej współpracowników, powiedzieli, że już dawno wyszła. Gdy zapytałem jej oto i o co w ogóle chodzi, powiedziała, że to takie żarty, które cały czas sobie robią.
Gdy wreszcie pewnego dnia powiedziała o w pół do dwunastej w nocy, że musi kupić mleko, a wróciła dwie i pół godziny później, wiedziałem już na pewno, że coś jest nie tak. Jeśli mam komuś dać jakąś radę po latach moich doświadczeń w małżeństwie: jak podejrzewacie współmałżonka o zdradę, wynajmijcie detektywa. Są dobrzy, w tym co robią, i pozwalają zebrać dowody, które mogą pomóc w trakcie rozprawy rozwodowej. Ja zrobiłem inaczej. Właśnie miały nadejść jej urodziny. Gdy zapytałem, czy robimy jakąś imprezę, odparła, żebym raczej zorganizował sobie wieczór ze znajomymi, bo i tak pewnie będzie musiała zostać w pracy, a poza tym nie chce tego rodzaju przypomnienia, że się starzeje. Tak więc wiedziałem, że coś jest na rzeczy, szczególnie że znalazłem butelkę szampana ukrytą w szafce.
Udałem, że w takim razie wyjeżdżam na wycieczkę za miasto na ryby. Zadzwoniłem do jej rodziców, siostry i przyjaciół, że organizuję przyjęcie niespodziankę na jej urodziny, a plan jest taki, że przyjedziemy do naszego mieszkania z całą imprezą, gdy się tego nie będzie spodziewać. Brzmi jak zabawa? Naprawdę nią było. Umówiliśmy się przed domem, jej matka z tortem, wszyscy tak cicho, jak to tylko możliwe. Wkradliśmy się do mieszkania z balonikami, prezentami i z całą resztą urodzinowych gadżetów. A w sypialni czekała na wszystkich prawdziwa urodzinowa niespodzianka! Moja naga żona z nagim kochankiem na niej, uprawiający seks na pieska. Jej matka upuściła tort, siostra krzyknęła, ojciec miał minę nie do podrobienia. To, co się tam działo, jest po prostu nie do opisania. Udawałem zdziwionego. To był najlepszy prezent urodzinowy, jaki kiedykolwiek komuś dałem. Oczywiście, nie jest już moją żoną."![]()
[Rozmawiałam z kimś wczoraj i ta osoba powiedziała, że jedyny sens ślubu z kobietą jest taki, jeśli chce się mieć dzieci, bo to ułatwia sprawy urzędowe i dziecko ma takie samo nazwisko jak rodzice, a nie tylko nazwisko ojca. W innym przypadku ślub jest niepotrzebny, jeśli się nie ma w planach dzieci, bo to nie ma sensu i wygodniej jest żyć z kobietą bez ślubu. Powiedział to mężczyzna żonaty, mający razem z żoną wspólne dzieci.
Jak więc to jest z tymi ślubami?
Jeszcze kasa. Jeśli jedno z pary wpada w drugi próg podatkowy, a drugie nie, to małżeństwo ze wspólnotą majątkową się przydaje. Rozliczają PIT wspólnie i pozostając razem w pierwszym progu podatkowym oszczędzają trochę kasy.
One nie wyszły na tym lepiej dlatego że przebierały czy wybierały, ale dlatego że dość wyrażnie określiły swoje preferencje, potem je prawdopodobnie w relacjach weryfikowały np pod katem czy te preferencje trzymaja sie kupy czy nie i prawdopodobnie je weryfikowały niekoniecznie w dół.
Ela, tak, ale z boku to wygląda na to, jakby przebierały i wybierały. Co często kwitują mężczyźni z Sympatii - że baby księżniczkują. A każdy szuka czego innego, dla katoliczki rozwodnik może być problemem, dla kobiety, która chce dzieci odpadnie mężczyzna, który kategorycznie dzieci nie chce i tak dalej.
Rossanka, nie warto starać się o obrączkę, bo ona Ci niczego nie gwarantuje- tylko miłość jest gwarancją tak naprawdę.
No chyba że chodzi o sprawy majatkowe
Nie o to chodzi. Na nic gwarancji nie ma. Ale jeśli facet Ci się oświadcza, ale nie dlatego, ze jesteś w ciąży, ani ze czycha na twój majątek i udziały w firmie, albo, ze w jego wiosce się z niego śmieją, że jest jeszcze kawalerem. Ślub w takim przypadku jak dla mnie o czymś świadczy. Aby nie było, mówię o danej chwili, bo wiadomo, ze za 20 lat ktoś się może odkochać. Albo za rok znaleźć kochankę.\
Chodzi mi o daną chwilę.
rossanka napisał/a:[Rozmawiałam z kimś wczoraj i ta osoba powiedziała, że jedyny sens ślubu z kobietą jest taki, jeśli chce się mieć dzieci, bo to ułatwia sprawy urzędowe i dziecko ma takie samo nazwisko jak rodzice, a nie tylko nazwisko ojca. W innym przypadku ślub jest niepotrzebny, jeśli się nie ma w planach dzieci, bo to nie ma sensu i wygodniej jest żyć z kobietą bez ślubu. Powiedział to mężczyzna żonaty, mający razem z żoną wspólne dzieci.
Jak więc to jest z tymi ślubami?
Jeszcze kasa. Jeśli jedno z pary wpada w drugi próg podatkowy, a drugie nie, to małżeństwo ze wspólnotą majątkową się przydaje. Rozliczają PIT wspólnie i pozostając razem w pierwszym progu podatkowym oszczędzają trochę kasy.
Ktoś się ożenił z uczucia, czy to tylko miejska legenda?
Pomijam tu finanse, gdy jedna osoba chce się ustawić przy drugiej.
To mnie zdziwiło, wypada na to, że jakby tamten mężczyzna nie chciał mieć dzieci, to nie ożeniłby się tylko żył z kobietą bez ślubu. Bo stwierdził, ze jemu ślub nie potrzebny.
Z kolei mało to przypadków, ze para mieszka razem 5 lat. ALbo 10, ona chce ślubu, on nie, bo po co, jest dobrze jak jest. Po czym para się rozchodzi, on poznaje jnną i jest ślub w przeciągu roku czy dwóch i to nie dlatego, że nowa partnerka nalega, ale to ten sam facet prze do ślubu. To wcale nie są jakieś niespotykanie przypadki. Czyli co, nagle ślubu zachciał z tą drugą ? (i nie jest to wynik ciąży i pieniędzy).
Rossanko, a Ty własnego rozumu nie masz, że się przejmujesz gadaniem jakichś internetowych frustratów?
Rossanko, a Ty własnego rozumu nie masz, że się przejmujesz gadaniem jakichś internetowych frustratów?
Już mnie tam dawno nie ma. Piszę tylko co zaobserwowałam i jak widzę nie ja jedna.
Z kolei mało to przypadków, ze para mieszka razem 5 lat. ALbo 10, ona chce ślubu, on nie, bo po co, jest dobrze jak jest. Po czym para się rozchodzi, on poznaje jnną i jest ślub w przeciągu roku czy dwóch i to nie dlatego, że nowa partnerka nalega, ale to ten sam facet prze do ślubu. To wcale nie są jakieś niespotykanie przypadki. Czyli co, nagle ślubu zachciał z tą drugą ? (i nie jest to wynik ciąży i pieniędzy).
Znam takie historie. Myslę, że taki facet był z kobietą z braku lepszych opcji, było mu dobrze, ale postawiony przed ostateczną decyzją, oprzytomniał, że nie tego naprawdę chce. Albo że po prostu lepiej się czuł niepostawiony pod ścianą, co jestem w stanie zrozumieć.
A kobiety często piłują o ten ślub, bo lata lecą i tak wypada. Są też inne powody, oczywiście, różne wartości i tak dalej. Jak się trzeba wyrażnie opowiedzieć, to prawda wychodzi na jaw.
rossanka napisał/a:Z kolei mało to przypadków, ze para mieszka razem 5 lat. ALbo 10, ona chce ślubu, on nie, bo po co, jest dobrze jak jest. Po czym para się rozchodzi, on poznaje jnną i jest ślub w przeciągu roku czy dwóch i to nie dlatego, że nowa partnerka nalega, ale to ten sam facet prze do ślubu. To wcale nie są jakieś niespotykanie przypadki. Czyli co, nagle ślubu zachciał z tą drugą ? (i nie jest to wynik ciąży i pieniędzy).
Znam takie historie. Myslę, że taki facet był z kobietą z braku lepszych opcji, było mu dobrze, ale postawiony przed ostateczną decyzją, oprzytomniał, że nie tego naprawdę chce. Albo że po prostu lepiej się czuł niepostawiony pod ścianą, co jestem w stanie zrozumieć.
A kobiety często piłują o ten ślub, bo lata lecą i tak wypada. Są też inne powody, oczywiście, różne wartości i tak dalej. Jak się trzeba wyrażnie opowiedzieć, to prawda wychodzi na jaw.
Też mi się wydaje, że to bywa z wygody, a po co siedzieć samemu, jak można z kimś. A bez ślubu można odejść w każdej chwili. Po ślubie z resztą też, ale jest woędej zachodu, rozprawa, podział dóbr i tym podobne.
Ale na serio są takie przypadki. Z jedną kobietą"po co Ci ślub jak to niczego nie zmieni" a z następną meżczyzna sam wybiera obrączki i rezerwuje salę i to bez specjalnego namawiania.
Bo trafił na swoją.
Koleżanka była z takim facetem, Przycisnęła go w końcu do muru i on się wycofał, niebawem był z inną. Myślę, że pomogła mu podjąć niełatwą decyzję. To trudne i obciążające - zostawić kogoś. Koleżanka jest dobrą, wrażliwą dziewczyną, może on długo bał się być okrutny, zranić ją i grał na zwłokę?
Bo trafił na swoją.
Koleżanka była z takim facetem, Przycisnęła go w końcu do muru i on się wycofał, niebawem był z inną. Myślę, że pomogła mu podjąć niełatwą decyzję. To trudne i obciążające - zostawić kogoś. Koleżanka jest dobrą, wrażliwą dziewczyną, może on długo bał się podjąć okrutną decyzję, zranić ją?
Może tak, nie chciał jej zranić, a może mu było wygodnie, dobrze w takim układzie, lubił ją jako koleżankę, seks miał ale to nie była jego partnerka na życie. Jak zaczęła Go przyciskać i nie mógł się mimo wszystko przełamac do slubu i wyszło jak wyszło. Poznał inną, poczuł do niej coś innego i tyle. Na siłe nic nie zdziałasz.
Ano, dokładnie. Prawda jest trudna, ale chyba najwłaściwsza
A możemy sobie jeszcze pogdybać, że z tą nową szybko wziął ślub, żeby za dużo nie myśleć ![]()
Ilu ludzi, tyle możliwości.
Mam refleksję, że mogę odpowiadać tylko za swoją "działkę".
Ano, dokładnie. Prawda jest trudna, ale chyba najwłaściwsza.
No własnie. Dlatego jestem zdania, że jak jest coś niejasne, a jest się już z daną osobą trochę czasu to trzeba wyjaśnić. A p[otem są sytuacje, ze mija 5 lat albo 7 i to jednak nie to, o czym jedna osoba już wiedziała od lat, ale póki co nie miała innej opcji, a druga strona zastanawiała się, dlaczego jescze nie ma oświadczyn, albo dlaczego on jeszcze ze mną nie chce mieszkać.
Prawda bywa brutalna. Dla niektórych druga osoba bywa osobą "na przeczekanie" na to wygląda.
Ktoś się ożenił z uczucia, czy to tylko miejska legenda?
Moja żona była kompletnym "golcem" jak ją brałem do siebie. Miała tylko syna w pakiecie. Więc tak, ja się ożeniłem najwyraźniej z uczucia.
A co do potencjalnego ożenku, to nie wiem co miałoby się teraz takiego stać. Po prostu gdybym poczuł, że jestem z kimś kompatybilny i dobrze mi się żyje, to mogę się znów ożenić. Rozmnażanie się jednak nie wchodzi w rachubę. Dlatego nie szukałbym wśród sporo młodszych kobiet, bo one jednak często mają chęć posiadania dziecka.
A ja za mąż wyszłam nie z miłości, tylko z jej pragnienia. Nie ma się co oszukiwać.
Jeszcze mi u psychologa "wyszło", że chciałam uciec od mamy i pragnęłam macierzyństwa. Zapewne coś w tym jest
rossanka napisał/a:Ktoś się ożenił z uczucia, czy to tylko miejska legenda?
Moja żona była kompletnym "golcem" jak ją brałem do siebie. Miała tylko syna w pakiecie. Więc tak, ja się ożeniłem najwyraźniej z uczucia.
A co do potencjalnego ożenku, to nie wiem co miałoby się teraz takiego stać. Po prostu gdybym poczuł, że jestem z kimś kompatybilny i dobrze mi się żyje, to mogę się znów ożenić. Rozmnażanie się jednak nie wchodzi w rachubę. Dlatego nie szukałbym wśród sporo młodszych kobiet, bo one jednak często mają chęć posiadania dziecka.
Też bym wyszła za mąż, ale musiałabym poczuć, ze chcę, a nie dla samego wyjścia za mąż, to bez sensu.
A ja za mąż wyszłam nie z miłości, tylko z jej pragnienia. Nie ma się co oszukiwać.
Ja tak na randki chodziłam za młodu ![]()
Misinx napisał/a:rossanka napisał/a:Ktoś się ożenił z uczucia, czy to tylko miejska legenda?
Moja żona była kompletnym "golcem" jak ją brałem do siebie. Miała tylko syna w pakiecie. Więc tak, ja się ożeniłem najwyraźniej z uczucia.
A co do potencjalnego ożenku, to nie wiem co miałoby się teraz takiego stać. Po prostu gdybym poczuł, że jestem z kimś kompatybilny i dobrze mi się żyje, to mogę się znów ożenić. Rozmnażanie się jednak nie wchodzi w rachubę. Dlatego nie szukałbym wśród sporo młodszych kobiet, bo one jednak często mają chęć posiadania dziecka.
Też bym wyszła za mąż, ale musiałabym poczuć, ze chcę, a nie dla samego wyjścia za mąż, to bez sensu.
A to ja coś innego napisałem ?
Ktoś się ożenił z uczucia, czy to tylko miejska legenda?
Dwie osoby żyją ze sobą, to zakładam, że z uczucia. Natomiast w jakiej formule żyją to już tylko konsekwencja indywidualnych potrzeb. Bo ślub, to ślub, bo w końcu ciotki nie będą gderać, że żyjemy na kartę rowerową, bo zaoszczędzimy rocznie 10 tysięcy na podatkach więc będzie ekstra kasa na miły, wakacyjny wyjazd. Powodów mogą być dziesiątki, nie wszystkie muszą być dla innych zrozumiałe. Ja na przykład nie rozumiem czemu ateistyczna rodzina zbiera się w wigilię i samo Boże Narodzenie i dzieli się opłatkiem kupionym w markecie. Przyznaję, że tego nie ogarniam choć podejrzewam, że nie chcę być gorsi niż inni więc też sobie zrobią wtedy imprezkę. Tak więc zapewne jest sporo osób, które biorą ślub, bo nie chcą być inni, gorsi. Szczególnie coraz częściej tak jest ze ślubem kościelnym, który odbywa się już na zasadzie fajnej oprawy, łaaaał, będę miała dwie suknie i śliczne zdjęcia. Ponieważ w wielu przypadkach taki kościelny ślub nie wiąże się w żaden sposób z konsekwencją w praktykowaniu wiary, to tylko taki powód mi przychodzi do głowy, że chodzi o tą suknię, oprawę i fajną pamiątkę.
Dlatego jak ktoś nie chce ślubu i jest w tym konsekwentny, to ja to szanuję bardziej niż te powyższe.
Rossanko, ja wyszłam za mąż z miłości i bardzo go kochałam nawet w chwili rozwodu i całego tego procesu. Lecz, jak się okazuje, można żyć bez powietrza.
rossanka napisał/a:Ktoś się ożenił z uczucia, czy to tylko miejska legenda?
Dwie osoby żyją ze sobą, to zakładam, że z uczucia. Natomiast w jakiej formule żyją to już tylko konsekwencja indywidualnych potrzeb. Bo ślub, to ślub, bo w końcu ciotki nie będą gderać, że żyjemy na kartę rowerową, bo zaoszczędzimy rocznie 10 tysięcy na podatkach więc będzie ekstra kasa na miły, wakacyjny wyjazd. Powodów mogą być dziesiątki, nie wszystkie muszą być dla innych zrozumiałe. Ja na przykład nie rozumiem czemu ateistyczna rodzina zbiera się w wigilię i samo Boże Narodzenie i dzieli się opłatkiem kupionym w markecie. Przyznaję, że tego nie ogarniam choć podejrzewam, że nie chcę być gorsi niż inni więc też sobie zrobią wtedy imprezkę. Tak więc zapewne jest sporo osób, które biorą ślub, bo nie chcą być inni, gorsi. Szczególnie coraz częściej tak jest ze ślubem kościelnym, który odbywa się już na zasadzie fajnej oprawy, łaaaał, będę miała dwie suknie i śliczne zdjęcia. Ponieważ w wielu przypadkach taki kościelny ślub nie wiąże się w żaden sposób z konsekwencją w praktykowaniu wiary, to tylko taki powód mi przychodzi do głowy, że chodzi o tą suknię, oprawę i fajną pamiątkę.
Dlatego jak ktoś nie chce ślubu i jest w tym konsekwentny, to ja to szanuję bardziej niż te powyższe.
Ateistyczna rodzina pewnie robi sobie wigillię i dzieli się opłatkiem z tego samego powodu jak np. kupuje sobie prezenty na Walentynki, albo daje kwiaty na Dzień kobiet. Bo po prostu podoba im się ten obyczaj i tyle. Bez dorabiania do tego jakiejś ideologii. Dobrze wiesz, że Chrześcijaństwo też przejmowało zwyczaje innych kultur i religii z wigillią włącznie. Po prostu jak nam coś pasuje to sobie to obchodzimy.
Powiedzmy Rossanko że ślub jest jakaś tam nobilitacją podkreśleniem czyjejś roli w życiu.
Tylko że ciężko 2 czy kolejmy raz nakładać obrączkę gdy poprzednia kojarzy się z porażką.
Morfeusz, smutna ta historia, coś jak robienie sobie imprezy na pogrzebie..
dawno dawno temu zyło sobie w małym miasteczku znajome małżeństwo- pod każdym względem wydawało się idealna para.
On ja zdradził w małżeńskim łożu nz jakąś współpracownicą.
Ona zrobiła z tego przedstawienie widowiskowe całe miasto znało każdy szczegół..
Byłam w szoku- wtedy pomyślałam pierwszy raz, że wcale go nie kochała, skoro robi tak smutny spektakl, rozrywke dla gawiedzi kosztem swojej rodziny.
Ateistyczna rodzina pewnie robi sobie wigillię i dzieli się opłatkiem z tego samego powodu jak np. kupuje sobie prezenty na Walentynki, albo daje kwiaty na Dzień kobiet. Bo po prostu podoba im się ten obyczaj i tyle. Bez dorabiania do tego jakiejś ideologii. Dobrze wiesz, że Chrześcijaństwo też przejmowało zwyczaje innych kultur i religii z wigillią włącznie. Po prostu jak nam coś pasuje to sobie to obchodzimy.
Ja, jawohl ![]()
Wigilia to również celebrowanie więzi i miłości.
Ja to taka średnio "kościołowa", ale opłatkiem z bliskimi się podzielę. Nie musi być poświęcony, bo zdarza mi się po prostu kupić go u kolegi na straganie.
Misinx napisał/a:Ateistyczna rodzina pewnie robi sobie wigillię i dzieli się opłatkiem z tego samego powodu jak np. kupuje sobie prezenty na Walentynki, albo daje kwiaty na Dzień kobiet. Bo po prostu podoba im się ten obyczaj i tyle. Bez dorabiania do tego jakiejś ideologii. Dobrze wiesz, że Chrześcijaństwo też przejmowało zwyczaje innych kultur i religii z wigillią włącznie. Po prostu jak nam coś pasuje to sobie to obchodzimy.
Ja, jawohl
Wigilia to również celebrowanie więzów i miłości.
Zgadza się. To po prostu rodzinne święto i tyle.
Co do ślubów natomiast to nie znam przypadków gdy dwoje dorosłych jest niewierzących i przyjmują ten sakrament.
natomiast kościół dopuszcza ślub chrześcijanina z niewierzącą osobą- są na to procedury. Opłatek to już od dawna symbol wspólnoty
Ateistyczna rodzina pewnie robi sobie wigillię i dzieli się opłatkiem z tego samego powodu jak np. kupuje sobie prezenty na Walentynki, albo daje kwiaty na Dzień kobiet. Bo po prostu podoba im się ten obyczaj i tyle. Bez dorabiania do tego jakiejś ideologii. Dobrze wiesz, że Chrześcijaństwo też przejmowało zwyczaje innych kultur i religii z wigillią włącznie. Po prostu jak nam coś pasuje to sobie to obchodzimy.
Nie no spoko, przecież nikomu nie zabraniam
W końcu w Walentynki też można ciepło pomyśleć o św. Walentym, którego pamięć się wtedy święci w kościele.
Wigilia to przede wszystkim kapusta z grzybami i karp smażony
.
Cała reszta,czyli rodzina,celebrowanie,świętowanie choinka ,bombki świeczki, anielskie włosy, lampki , przytulanie,życzenia,inne potrawy etc to miły dodatek do karpia i kapusty za grzybami
Po nocach mi się śni ![]()
Przyznam uczciwie, że czasami brakuje mi tego podniosłego nastroju Pasterki czy wielkanocnej rezurekcji.
Może by tak pójść w tym roku? To "Wśród nocnej ciszy" gromko zaintonowane o północy... I ten dreszcz przy "Bóg się rodzi".
Się zobaczy. Starość nie radość i perspektywa sterczenia w ścisku już mnie nieco odstrasza.
O ile pasterka będzie.
Ja w tym roku gdzieś znikam na święta i sylwestra.
Z resztą tego drugiego od lat nie obchodzę.
O, widzisz, Lucek, o wirusach calkiem zapomnialam.
Coraz bardziej kusi mnie wizja Wigilii u siebie w domu. Muszę porządnie przysiąść na tyłku i opracować listę świątecznych potraw.
Jest nas tylko dwoje, więc nie ma co przesadzać. W dodatku młodszy konsument nad wyraz wybredny, choć jak coś lubi, to Gargantua wysiada ![]()
Dla niego mogłabym tylko górę pierogów i dużo słodyczy przygotować. I obleci ![]()
Z tym moim synem to czysty cyrk.
Nagotowała ci ja fasolki po bretońsku. Na trzy dni.
Dzień pierwszy:
- Misiek, będziesz jadł?
- Nie
- A może jednak?
- Nie.
- A kij ci w parasol!
Dzień drugi:
- Misiek, jesz?
- Nie
- A kij ci...
Dzień trzeci:
- Misiek, skaranie z tobą. Tego nie zjesz, tamtego nie lubisz... Przecież kiedyś lubiłeś fasolkę.
- Mama, ja nie powiedziałem, że nie lubię, tylko nie miałem ochoty
I kurde, na ten trzeci dzień wspaniałomyślnie wrąbał talerz z czubem.
Mam kumpla Sylwestra on też znika, od lat ma dość pytań o spędzanie Sylwestra ![]()
O, widzisz, Lucek, o wirusach calkiem zapomnialam.
wszelkie tłumne i chóralne śpiewania teraz są głupotą. Pierwsze wszak dały ciała chóry, filharmonie i weselicha..niestety.
nazwisk polityków na wiecach i słowa na wy czy 8 gwiazdek chyba się wirus wystraszył.. Z kolędami gwarancji nie ma.:)
Mnie to wkurza.
Głupie uśmieszki i życzenia, kiedy ostatecznie chodzi tylko, żeby się nawalić, jak messerschmitt.
Ogólnie nie cierpię świąt w obecnym wydaniu. Daleko im od tego, co mają symbolizować.
Ja miałem nadzieję na bardzo miłego Sylwestra, ale nadzieja się rozmyła. Ale może mnie znajomi zaproszą do swojej chatki w górach ![]()
Elu, w tej historii którą wkleiłem, można sądzić, że została wmieszana tylko najbliższa rodzina. W tej którą opisałaś, trochę kojarzy mi się z naszym skoczkiem Żyłą i tym jak rozgrzebane było ich życie w mediach społecznościowych. To bez sensu, szkoda dzieci i dawania ludziom powodów do plotek i taniej sensacji.
Co do świąt to już się oblizuję jak pomyślę barszczu i sałatce warzywnej.
Mnie to wkurza.
Głupie uśmieszki i życzenia, kiedy ostatecznie chodzi tylko, żeby się nawalić, jak messerschmitt.
Ogólnie nie cierpię świąt w obecnym wydaniu. Daleko im od tego, co mają symbolizować.
Lucek, to od ludzi zależy. Nie wzystkim zależy, by się nawalić jak messerchmitt.
W licealnej klasie urządzaliśmy sobie opłatki, na których dziewczyny miały łzy w oczach. W mojej klasie było sporo "artystów", kilka dziewczyn z gitarą, skrzypaczka. Pięknie było.
Głupie uśmieszki i życzenia, kiedy ostatecznie chodzi tylko, żeby się nawalić, jak messerschmitt.
W Wigilię się nie pije w uczciwym domu ale dziwnym trafem na pasterce stoi się w oparach alkoholu ![]()
Ja na Boże Narodzenie muszę sobie strzelić nie jednego, w końcu mam też i swoje święto ![]()
Ja na Boże Narodzenie muszę sobie strzelić nie jednego, w końcu mam też i swoje święto
Czyżbyś się urodził w Boże Narodzenie?
Ja dzisiaj - pochwalę się skromnie ![]()
A lata moje czterdzieści i cztery...
Do cholery ![]()
Lucyfer666 napisał/a:Głupie uśmieszki i życzenia, kiedy ostatecznie chodzi tylko, żeby się nawalić, jak messerschmitt.
W Wigilię się nie pije w uczciwym domu ale dziwnym trafem na pasterce stoi się w oparach alkoholu
Ja na Boże Narodzenie muszę sobie strzelić nie jednego, w końcu mam też i swoje święto
To ja dopiero u siebie w domu sobie piwko wypiję. U rodziców bez picia, bo potem zawożę syna do matki.
Ja dzisiaj - pochwalę się skromnie
A lata moje czterdzieści i cztery...
Do cholery
No właśnie nie byłem pewien, czy mogę tutaj zdradzić Twoją dzisiejszą "tajemnicę", więc milczałem w temacie ![]()
Strony Poprzednia 1 … 82 83 84 85 86 … 196 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026