Syl, właśnie dlatego nam nie wyszło z Lucjankiem - on lubi straszyć, a ja nie lubię być straszona ;P
Się nie zaczęło ,a nie nie wyszło.:)
A on straszy bo się boi,kiedy straszy wydaje mu się że się mniej boi .
Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!
Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Strony Poprzednia 1 … 79 80 81 82 83 … 196 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Syl, właśnie dlatego nam nie wyszło z Lucjankiem - on lubi straszyć, a ja nie lubię być straszona ;P
Się nie zaczęło ,a nie nie wyszło.:)
A on straszy bo się boi,kiedy straszy wydaje mu się że się mniej boi .
Podobne tematy
Też Was tak przygnebiają od lat Święta, w znaczeniu, ze nie macie dzieci, mężów, czy partnerow( zon, partnerek), i w sumie te całe święta to jedynie wolne od pracy i inny program w tv? Też Was takie myśli przygnebiają nawet jak siedzicie w dużym gronie przy stole, z samymi rodzinami, narzeczonym, matkami, babkami?
Czy robi Wam się smutno, jak np 22 letnia córka kolezanki czy kuzyna jest wlasnie w ciazy albo szykuje sie do slubu? Osoba, ktorej praktycznie zmienialiscie pieluchy i woził wózkiem po parku ma faceta, jest w ciąży, zaraz będzie miała swoją własną rodzinę, a Wy nie zdazyliscie? Co sobie wtedy myślicie? Sama już nie wiem, a może ja mam jaką s depresje , tylko, że chyba miałabym ją całe życie. Nie wiem, czy to możliwe.
Też Was tak przygnebiają od lat Święta, w znaczeniu, ze nie macie dzieci, mężów, czy partnerow( zon, partnerek), i w sumie te całe święta to jedynie wolne od pracy i inny program w tv? Też Was takie myśli przygnebiają nawet jak siedzicie w dużym gronie przy stole, z samymi rodzinami, narzeczonym, matkami, babkami?
Czy robi Wam się smutno, jak np 22 letnia córka kolezanki czy kuzyna jest wlasnie w ciazy albo szykuje sie do slubu? Osoba, ktorej praktycznie zmienialiscie pieluchy i woził wózkiem po parku ma faceta, jest w ciąży, zaraz będzie miała swoją własną rodzinę, a Wy nie zdazyliscie? Co sobie wtedy myślicie? Sama już nie wiem, a może ja mam jaką s depresje , tylko, że chyba miałabym ją całe życie. Nie wiem, czy to możliwe.
Nie, nie przeżywam już świąt. Wigillia będzie u moich rodziców i pewnie będzie smętniej niż zwykle, bo to pierwsza wigillia w zmniejszonym składzie. Nie będę więc siedział długo, bo potem jeszcze syna podrzucę do żony. A przez resztę świąt będę siedział w domu i robił to co w każdy normalny weekend. Nie przeżywam tego jakoś. Spędów rodzinnych i tak nigdy nie lubiłem. Pewnie, że fajnie by było się do kogoś przytulić, ale jak nie ma to nie ma.
Jak u mnie będzie wyglądać? Pierwszego dnia pójdę w góry, żeby zobaczyć wschód słońca ![]()
Czy Rossanko odczuwam tego typu zazdrość? Kłamać nie będę. Zawiść tego typu się pojawia, ale to chyba naturalne, bo tyczy się to realizacji naturalnych potrzeb.
rossanka napisał/a:Też Was tak przygnebiają od lat Święta, w znaczeniu, ze nie macie dzieci, mężów, czy partnerow( zon, partnerek), i w sumie te całe święta to jedynie wolne od pracy i inny program w tv? Też Was takie myśli przygnebiają nawet jak siedzicie w dużym gronie przy stole, z samymi rodzinami, narzeczonym, matkami, babkami?
Czy robi Wam się smutno, jak np 22 letnia córka kolezanki czy kuzyna jest wlasnie w ciazy albo szykuje sie do slubu? Osoba, ktorej praktycznie zmienialiscie pieluchy i woził wózkiem po parku ma faceta, jest w ciąży, zaraz będzie miała swoją własną rodzinę, a Wy nie zdazyliscie? Co sobie wtedy myślicie? Sama już nie wiem, a może ja mam jaką s depresje , tylko, że chyba miałabym ją całe życie. Nie wiem, czy to możliwe.Nie, nie przeżywam już świąt. Wigillia będzie u moich rodziców i pewnie będzie smętniej niż zwykle, bo to pierwsza wigillia w zmniejszonym składzie. Nie będę więc siedział długo, bo potem jeszcze syna podrzucę do żony. A przez resztę świąt będę siedział w domu i robił to co w każdy normalny weekend. Nie przeżywam tego jakoś. Spędów rodzinnych i tak nigdy nie lubiłem. Pewnie, że fajnie by było się do kogoś przytulić, ale jak nie ma to nie ma.
Musisz mieć silną konstrukcję psychiczną.
A może mężczyźni już tak mają ze tak nie przeżywają?
Jak u mnie będzie wyglądać? Pierwszego dnia pójdę w góry, żeby zobaczyć wschód słońca
Czy Rossanko odczuwam tego typu zazdrość? Kłamać nie będę. Zawiść tego typu się pojawia, ale to chyba naturalne, bo tyczy się to realizacji naturalnych potrzeb.
Chciałabym mieć Twoje lata, dużo rzeczy zrobilabym inaczej. Miałam wtedy źle podejście do wielu spraw i myliłam się.
Rossanko, mam inną sytuację niż Ty, bo mam syna, miałam męża.
Z wczesnej młodości pamiętam jednak ukłucie żalu, gdy po Wigilii mój brat poleciał do swojej dziewczyny, a siostry zostały gdzieś porwane przez swoich chłopaków. Ale od tamtej pory moje myślenie i odczuwanie zmieniło się o 180 stopni.
To proces, z dnia na dzień się chyba nie da, ale mając do wyboru: żyć w poczuciu nieszczęścia, czy brać, co dobre z tego, co jest - wybieram drugą opcję
Jeszcze nie jestem pewna, jak spędzę Wigilię, ale mam chęć zostać w domu z synem, pocelebrować we dwójkę i nigdzie się nie szwendać
Od tak dawna nie spędziłam tego wieczoru u siebie.
Dziś już nawet Wigilia w pojedynkę nie byłaby dla mnie problemem. Kwestia podejścia i nastawienia. Rozpieszczałabym się smakołykami, leniuchowaniem, oglądałabym zaległe filmy i połykała książki, na jakiś porządny spacer bym wyszła.
Lucyfer666 napisał/a:Jak u mnie będzie wyglądać? Pierwszego dnia pójdę w góry, żeby zobaczyć wschód słońca
Czy Rossanko odczuwam tego typu zazdrość? Kłamać nie będę. Zawiść tego typu się pojawia, ale to chyba naturalne, bo tyczy się to realizacji naturalnych potrzeb.
Chciałabym mieć Twoje lata, dużo rzeczy zrobilabym inaczej. Miałam wtedy źle podejście do wielu spraw i myliłam się.
Skoko Rossanko. Za ileś tam lat pewnie napiszę to samo. W sumie ja do tego nie dożyję.
https://www.netkobiety.pl/t33518.html
Ten wątek mi przypomina "związek" przyjaciela, który przez walnietą pannę zaczął się faszerować.
Rossanka naprawdę ani trochę nie wierzysz że mogłabyś zadziałać i na następne swieta tę sytuację zmienić? Jak jesteś gotowa i chcesz to możesz naprawdę poważnie w tym kierunku działać. Naprawdę nie żyjemy na pustyni.
Poza tym wymienilas tyle pozytywnych rzeczy których nie wszyscy w święta będą mieć..
Ja będę mieć święta "tylko" z dziećmi ale to Tylko to przecież bardzo dużo.
Nie będę mieć wielu rzeczy które miałam przez ostatnie lata. Jak wiele osób.
A przy rodzinnych spotkaniach zawsze ktoś ma coś czego ktoś inny by pragnął. Nie jest łatwo być jedyną osobą w rodzinie której rozpadło się małżeństwo? Ale może siostrze braciom czegoś innego brakuje?
Lucjan bez obaw
nie dołączam do Twojej kieszonkowej psychoanalizy.:) Jak obiecałam.
Musisz mieć silną konstrukcję psychiczną.
A może mężczyźni już tak mają ze tak nie przeżywają?
Ja i silna konstrukcja psychiczna
? To coś nowego.
Każdy to inaczej przeżywa.
rossanka napisał/a:Musisz mieć silną konstrukcję psychiczną.
A może mężczyźni już tak mają ze tak nie przeżywają?Ja i silna konstrukcja psychiczna
? To coś nowego.
Każdy to inaczej przeżywa.
Dla mnie tak to wygląda.
A może mężczyźni już tak mają ze tak nie przeżywają?
Nie nie mają tak .To że nie mówią o tym nie znaczy że nie przeżywają,po prostu rzadziej o tym mówią,nie raz nie dwa można odnieść wrażenie że pewne rzeczy spływają po facetach ,udawanie,tłumienie nie świadczy o tym że się nie czuje wręcz przeciwnie.
rossanka napisał/a:Musisz mieć silną konstrukcję psychiczną.
A może mężczyźni już tak mają ze tak nie przeżywają?Ja i silna konstrukcja psychiczna
? To coś nowego.
Każdy to inaczej przeżywa.
Zacznijmy od tego, że statystycznie widać, że "silna konstrukcja psychiczna" u mężczyzn to mit. ![]()
Bez urazy dla nikogo, ale gorszy stan psychiczny, rosnąca liczba samobójstw doskonale pokazuje, że ktoś tu jednak większy kocioł w głowie ma.
Nie wierzę w słabych ludzi... nie wierzę też w silnych.
To kwestia myślenia, wyborów, umiejętności wspierania siebie i proszenia o wsparcie.
Często słyszę lub czytam, że siła mieszka w słabości i skłonna jestem się z tym zgodzić.
A co do facetów, nieraz na przykładzie męża widziałam, że wrażliwość nie jest im obca. Że wbrew pozorom można ich zranić, niekiedy łatwo
Mój, wydawałoby się, mało wylewny brat kiedyś popijając ze mną co nieco, rozpłakał się wspominając naszego ojca, a było to już kilka lat po jego śmierci. Zrobiło to na mnie ogromne wrażenie.
Misinx napisał/a:rossanka napisał/a:Musisz mieć silną konstrukcję psychiczną.
A może mężczyźni już tak mają ze tak nie przeżywają?Ja i silna konstrukcja psychiczna
? To coś nowego.
Każdy to inaczej przeżywa.Dla mnie tak to wygląda.
Nie mam silnej konstrukcji psychicznej. Nigdy nie miałem i pewnie taki umrę
Być może w same święta złapię czasem jakiegoś doła z uwagi na obecną sytuację. A może nie złapię ![]()
Jak u mnie będzie wyglądać? Pierwszego dnia pójdę w góry, żeby zobaczyć wschód słońca
Czy Rossanko odczuwam tego typu zazdrość? Kłamać nie będę. Zawiść tego typu się pojawia, ale to chyba naturalne, bo tyczy się to realizacji naturalnych potrzeb.
A co z Twoim bratankiem wujek znaczy stryjek Lucek ?
Masz coś przygotowane dla tego małego człowieka,zrealizujesz jakąś naturalną potrzebę wobec niego,co masz dla niego wujek ?Bo on jakoś naturalnie może Ciebie potraktować tak jak dziecko i czy potrafisz to dostrzec otworzyć się ?
Czy nie będziecie mieć kontaktu w święta ?
Bez urazy dla nikogo, ale gorszy stan psychiczny, rosnąca liczba samobójstw doskonale pokazuje, że ktoś tu jednak większy kocioł w głowie ma.
A wiesz dlaczego? Bo prawdziwa siła nie boi się słabości.
A jeśli się swojej słabości nie akceptuje, to wciąż się ją ukrywa, zwalcza i męczy się człowiek.
rossanka napisał/a:A może mężczyźni już tak mają ze tak nie przeżywają?
Nie nie mają tak .To że nie mówią o tym nie znaczy że nie przeżywają,po prostu rzadziej o tym mówią,nie raz nie dwa można odnieść wrażenie że pewne rzeczy spływają po facetach ,udawanie,tłumienie nie świadczy o tym że się nie czuje wręcz przeciwnie.
A mi się właśnie wydaje, że w większości spływa to po nich jak po kaczce, takie odnoszę wrażenie .
Nie, Rossanko, oni po prostu inaczej reagują, ale czują wiele. I bardzo "lubią" twardzieli udawać, bo taki jest przekaz kulturowy i stereotyp.
Widywałam mojego męża jak płakał. A pewien mój kolega przyznaje, że zdarzają mu się łzy w czasie oglądania "M jak miłość" ![]()
P.S. To że "spływa", Ross, to może być mechanizm obronny, taki mur.
Trochę dziś więcej o tym wszystkim wiem, przybyło obserwacji, doświadczeń i wniosków.
Nie sądzę, że przeskoczyłabym dziś problemy w dogadaniu się z moim mężem, ale wtedy - dziś to widzę - nie rozumiałam go kompletnie. I vice versa.
W ogóle nie byłam przygotowana do związku.
A pewien mój kolega przyznaje, że zdarzają mu się łzy w czasie oglądania "M jak miłość"
Tu bym się zaniepokoił. Rozumiem w czasie oglądania Forest Gump albo A.I. ale M jak miłość...? ![]()
Widywałam mojego męża jak płakał. A pewien mój kolega przyznaje, że zdarzają mu się łzy w czasie oglądania "M jak miłość"
Lucyfer666 napisał/a:Jak u mnie będzie wyglądać? Pierwszego dnia pójdę w góry, żeby zobaczyć wschód słońca
Czy Rossanko odczuwam tego typu zazdrość? Kłamać nie będę. Zawiść tego typu się pojawia, ale to chyba naturalne, bo tyczy się to realizacji naturalnych potrzeb.
A co z Twoim bratankiem wujek znaczy stryjek Lucek ?
Masz coś przygotowane dla tego małego człowieka,zrealizujesz jakąś naturalną potrzebę wobec niego,co masz dla niego wujek ?Bo on jakoś naturalnie może Ciebie potraktować tak jak dziecko i czy potrafisz to dostrzec otworzyć się ?
Czy nie będziecie mieć kontaktu w święta ?
Zacznijmy od tego, że statystycznie widać, że "silna konstrukcja psychiczna" u mężczyzn to mit.
Bez urazy dla nikogo, ale gorszy stan psychiczny, rosnąca liczba samobójstw doskonale pokazuje, że ktoś tu jednak większy kocioł w głowie ma.
Ostatnio nawet w umiarkowanym skrzydle ruchów feministycznych zauważyłem nieśmiałą tendencję do zauważania tego zjawiska
i już nie odrzucania odruchowo z obrzydzeniem argumentów wysuwanych np przez red pills.
Okazuje się że coś poszło nie tak oczywiście to się tyczy kryzysu męskości złożony poważny problem.
Przeczytałem artykuł ten polecany przez Wielokropka w innym wątku podobnie było w artykule który ci podesłałem przez FB
ciekawa tendencja na razie wydaje się "teoretyczna" co za tym pójdzie to nie wiadomo.
W artykule poleconym przez Wielokropka wspomniane jest o książce „Żelazny Jan” Roberta Bly napisanej 30 lat temu a sygnalizującej a właściwie alarmującej pewne problemy mężczyzn .
Piegowata'76 napisał/a:A pewien mój kolega przyznaje, że zdarzają mu się łzy w czasie oglądania "M jak miłość"
Tu bym się zaniepokoił. Rozumiem w czasie oglądania Forest Gump albo A.I. ale M jak miłość...?
Skutki picia wutki ![]()
Piegowata'76 napisał/a:A pewien mój kolega przyznaje, że zdarzają mu się łzy w czasie oglądania "M jak miłość"
Tu bym się zaniepokoił. Rozumiem w czasie oglądania Forest Gump albo A.I. ale M jak miłość...?
"M jak miłość" to świadczy, że sytuacja jest naprawdę kiepska ![]()
A bo to prosty chłopina jest ![]()
Chociaż ostatnio zastrzelił nas totalnie - swoją żonę i mnie - bo w czasie urlopu z nudów przeczytał "Wyznania" św. Augustyna... przyznał jednak uczciwie, że nie mógł zrozumieć
Ale przeczytał, skubany od dechy do dechy ![]()
Chyba mu żona na ambicję wjechała, bo marudziła czasem, że on by tylko o polityce gadał i na komórce klikał.
Serial wyżej wymieniony oglądają razem ![]()
A jak bratanek? ![]()
Przeca urodzinki niedawno miał. Pewnie, że mam już coś dla niego ^^
Jest taki maluszek, co już lata to tu, to tam ![]()
A propos dzieci małych i dużych...
Jak mnie syn wreszcie zmolestował i otrzymał tę swoją wymarzoną klawiaturę do komputera, uściskał mnie (a wyższy jest o głowę z hakiem) i entuzjastycznie zakrzyknął: "Mama! Jak zacznę zarabiać, to się odwdzięczę! Szczękę sztuczną ci kupię, balkonik..."
Aaaaa! ![]()
Rozsądny chłop!
Pragmatyk ![]()
To jeszcze jedna historyjka i już nie zanudzam:
Miał może 6 lat.
Położyłam na stole swoją czerwoną kosmetyczkę i zaczęłam wydobywać jej zawartość. Mały przygląda się, przygląda i wreszcie mówi:
- Mama, a jak już umrzesz, to ta torebka będzie moja. Na karty (miał takie z piłkarzami).
![]()
Rossanka naprawdę ani trochę nie wierzysz że mogłabyś zadziałać i na następne swieta tę sytuację zmienić? Jak jesteś gotowa i chcesz to możesz naprawdę poważnie w tym kierunku działać. Naprawdę nie żyjemy na pustyni.
Napisałaś to pewnie nieświadomie, ale to jest moje coroczne postanowienie od wielu wielu lat, ze na następne święta ta sytuacja będzie zmieniona , nie pisałam o tym.
I co? I nico? NA pustyni nie życjemy, ale jak Ci facet (kolejny) mówi "nie" to co zrobisz? Załacisz mu? Przekupisz? Zwiążesz i sterroryzujesz? Tak to nie działa a ja tu wszystkiego nie piszę przecież.
Z tymi balkonikami to nie takie proste kupiłem swojej mamie bo wyraziła taką potrzebę ,nawet była wybrać ze mną w sklepie odpowiedni sprzęt i oczywiście kolor,ale nie chodzi z nim,zmieniła zdanie i się gimnastykuje ,załatwiła rehabilitację sobie z tym że to ponad rok temu było ,na razie bolid bo tak go nazywa stoi,a rowerek to już ma drugi taki rowerek do rehabilitacji.
Z aparatem słuchowym z dwa lata się nie mogła przyzwyczaić i zaakceptować od paru miesięcy sama go zakłada i nosi,ale działo się z tym im więcej się prosiło , namawiało tym większy opór jak odpuściliśmy zmiana o 180 stopni .
A propos dzieci małych i dużych...
Jak mnie syn wreszcie zmolestował i otrzymał tę swoją wymarzoną klawiaturę do komputera, uściskał mnie (a wyższy jest o głowę z hakiem) i entuzjastycznie zakrzyknął: "Mama! Jak zacznę zarabiać, to się odwdzięczę! Szczękę sztuczną ci kupię, balkonik..."Aaaaa!
Sztuczną szczękę ?? Powiedz mu, że piękne implanty mają być i uśmiech jak Julii Roberts
Niech się postara. A balkonik też jakiś porządny, z ABSem i poduszkami powietrznymi.
A propos dzieci małych i dużych...
Jak mnie syn wreszcie zmolestował i otrzymał tę swoją wymarzoną klawiaturę do komputera, uściskał mnie (a wyższy jest o głowę z hakiem) i entuzjastycznie zakrzyknął: "Mama! Jak zacznę zarabiać, to się odwdzięczę! Szczękę sztuczną ci kupię, balkonik..."Aaaaa!
Powiedz, że wolisz wycieczkę dookoła świata, zobaczyć Piramidy, Manhattan, albo jakiś złoty naszyjnik, czy nowoczesny rower, albo karnet na siłownię ![]()
A jak bratanek?
Przeca urodzinki niedawno miał. Pewnie, że mam już coś dla niego ^^
Jest taki maluszek, co już lata to tu, to tam
Następna faza w rozwoju młodego mężczyzny to otwieranie drzwi, drzwiczek i ich zamykanie ![]()
Lucyfer666 napisał/a:A jak bratanek?
Przeca urodzinki niedawno miał. Pewnie, że mam już coś dla niego ^^
Jest taki maluszek, co już lata to tu, to tamNastępna faza w rozwoju młodego mężczyzny to otwieranie drzwi, drzwiczek i ich zamykanie
A to on już w listopadzie robił ![]()
Miał zabawę z wachlowania drzwiami na lewo i prawo.
Myśmy tasiemkami, sznureczkami związywali drzwi od niżej położonych szafek, żeby nasz synuś w nich nie "sprzątał" ![]()
Rossanko, no co Ci powiedzieć? Pewnie że nie oddam mojego macierzyństwa za żadne skarby.
Ale gdyby mnie ominęło, to co? Powiesić się?
Powiedziałabym coś np. o wolontariacie z dzieciakami albo o samotnej adopcji, ale wiem, jaką odpowiedź otrzymam.
Powiedziałabym coś np. o wolontariacie z dzieciakami albo o samotnej adopcji, ale wiem, jaką odpowiedź otrzymam.
Taką, że to nie moje dzieci. Dzieci moich kuzynów, to nie moja rodzina (to jest moja ale dalsza, ale generalnie to rodzina moich kuzynów).
W napadzie czarnego humoru pomyślałam, ze z mężem jest tak samo, mozna powiedzieć, nie masz swojego męża, to może "poużywaj sobie" cudzego
:D:D
aaach a o adopcji czasem myśle, ale nie jestem pewna, czy bym dosała. Mam 43 lata, wywiad psychiatryczny taki sobie (leczenie u psychiatry od 26 roku zycia), na dodatek nie mam męża ni partnera.
Myślę, że to wystarczyłoby do skreślenia mojej kandydatury. Może się mylę, ale tam sa dość rygorystyczne wymagania.
Nie wiesz o adopcji na pewno, a próba nie strzelba.
Rozumiem, że chciałabyś mieć swoje dzieci, ale w tym momencie to tak jakby gniewać się, że nie odrasta mi noga, i nie akceptować żadnego innego rozwiązania niż to odrośnięcie. Co to da oprócz rozpaczy?
Cudzego męża jak cudzego, ale paru jest niczyich ![]()
Dzień dobry.
Wtorkowo, choć nie widzę analizowania Lucyfera ![]()
A propos dzieci małych i dużych...
Jak mnie syn wreszcie zmolestował i otrzymał tę swoją wymarzoną klawiaturę do komputera, uściskał mnie (a wyższy jest o głowę z hakiem) i entuzjastycznie zakrzyknął: "Mama! Jak zacznę zarabiać, to się odwdzięczę! Szczękę sztuczną ci kupię, balkonik..."
Aaaaa!
Niezłe ![]()
Mój gdy był jeszcze całkiem mały, to obiecywał kupić mamusi porsche albo ferrari
Byłam za, ale obecnie uznałam, że jednak zamiast takiego, to mercedesa sportowego. W końcu zanim on zacznie na tyle zarabiac, to ja już będę w takim wieku, że w ferrari wyglądałabym co najmniej śmiesznie
Tak w ogóle, to muszę się pochwalić luc, że strzelałem z takiej prawdziwej, bojowej broni, że instruktor nie pozwolił robić zdjęć
Ekstra przeżycie, a jak synek się cieszył!
Oż. Chyba faktycznie niezłe przeżycie.
Na bojową broń się wprawdzie sama nie nastawiam, ale zazdroszczę ![]()
Nie wiesz o adopcji na pewno, a próba nie strzelba.
Rozumiem, że chciałabyś mieć swoje dzieci, ale w tym momencie to tak jakby gniewać się, że nie odrasta mi noga, i nie akceptować żadnego innego rozwiązania niż to odrośnięcie. Co to da oprócz rozpaczy?Cudzego męża jak cudzego, ale paru jest niczyich
Ten niczyj musi Cię chcieć, bo jak Ci powie "nie" to nic nie zrobisz.
Że chciałam mieć zawsze swpje, to akurat nie dziwne. NIe znam osob, któreby chciały adiptować a nie mieć biologiczbych dzieci, jeżeli nie ma fizycznych przeszkód.
Kiedyś miałam koleżankę, spotykała się z bardzo fajnym facetem, inteligentny, przystojny, zabawny, odpowiedzialny - słyszałam same achy i echy. Jednak w pewnym momencie ona zerwała z nim znajomośc a przeszkodą dla niej było to, że on miał wtedy już dziecko (sam był po rozwodzie, czy też nie był to formalny związek, już nie papiętam). Na moje pytanie, Monika, popatrz, ale tak Ci z nim dobrze się ukłąda ona powiedziałą - wiem, bo to super facet, ale ja nie chce mieć cudzego dziecka, bo chce mieć własne.
Cała sytuacja skończyła się tak, ze ona go rzuciła, on przeżywał, ale ona zawsze już jak widziała, ze facet ma dzieci - nie wchodziła w te znajomości (z niej to też był numer, odrzucała też niższych od siebie, takich, którzy ją nie kręcili, byli za biedni, nie zaradni, bez prawa jazdy, bez pieniędzy, w zasadzie kosze rozdawała na lewo i na prawo. I nie, nie została starą panną , ma już od dawna męża, dzieci, dom, psa, samochód i tak dalej ![]()
No, cóż... de gustibus...
Gdybym spotkała cudownego faceta, nie odrzuciłabym tylko dlatego, że ma dziecko. I nie rozumiem, jaką przeszkodą było to dziecko, by nie postarać się o drugie, już wspólne.
No, cóż... de gustibus...
Gdybym spotkała cudownego faceta, nie odrzuciłabym tylko dlatego, że ma dziecko. I nie rozumiem, jaką przeszkodą było to dziecko, by nie postarać się o drugie, już wspólne.
Właśnie o to ją zapytałam, tzn, ze drugie moga mieć wspólne, powiedziała, ze sorry, ale ona nie zaakceptuje dziecka obcej kobiety. I sprawa się skończyła. Ale jak mówię dla niej lepiej, bo Monika dawno już zamężna , dzieciata i tak dalej jeśli mówimy o życiu rodzinnym.
Że chciałam mieć zawsze swoje, to akurat nie dziwne. NIe znam osob, któreby chciały adiptować a nie mieć biologiczbych dzieci, jeżeli nie ma fizycznych przeszkód.
Rossanko oczywiście, że to nie jest dziwne. Też nie znam osób, któr chciałyby adoptować zamiast posiadać własne. Ale w moim otoczeniu jest masa ludzi, którzy adoptowali nie mogąc mieć własnych. Adoptowali jedno lub dwoje, a nawet troje dzieci. W jednym przypadku po adopcji, ona zaszła w ciążę i to dwa razy. Więc mają troje dzieci, jedno adoptowane, a dwójka rodzonych.
Natomiast masz rację, że kryteria do adopcji są dość ostre (czasem szkoda, bo zbyt ostre nie służą zmniejszaniu się liczby dzieci do adopcji), osoby samotne mają też pod tym względem trudniej. Ale nie jest to niemożliwe. Musiałabyś się dowiadywać. Ale przede wszystkim najpierw sama zdecydować czy chcesz adoptowane dziecko.
Dla mnie to ta koleżanka bardziej kochała swoją wizję związku niż tego faceta. No, cóż, wolno jej...
Ja tam wszystkie dzieci lubię. Aż mój syn bywał zazdrosny jako maluch. A i teraz, mam wrażenie, bywa, bo się złości, gdy mały Maciuś (imię zmieniam) od sąsiadów włazi mu bez pukania do pokoju ![]()
Piegowata'76 napisał/a:No, cóż... de gustibus...
Gdybym spotkała cudownego faceta, nie odrzuciłabym tylko dlatego, że ma dziecko. I nie rozumiem, jaką przeszkodą było to dziecko, by nie postarać się o drugie, już wspólne.Właśnie o to ją zapytałam, tzn, ze drugie moga mieć wspólne, powiedziała, ze sorry, ale ona nie zaakceptuje dziecka obcej kobiety. I sprawa się skończyła. Ale jak mówię dla niej lepiej, bo Monika dawno już zamężna , dzieciata i tak dalej jeśli mówimy o życiu rodzinnym.
Kto wie, może jej się małżeństwo zakończy i ona zostanie po tej drugiej stronie barykady. Jako samotna matka z dzieckiem.
rossanka napisał/a:Piegowata'76 napisał/a:No, cóż... de gustibus...
Gdybym spotkała cudownego faceta, nie odrzuciłabym tylko dlatego, że ma dziecko. I nie rozumiem, jaką przeszkodą było to dziecko, by nie postarać się o drugie, już wspólne.Właśnie o to ją zapytałam, tzn, ze drugie moga mieć wspólne, powiedziała, ze sorry, ale ona nie zaakceptuje dziecka obcej kobiety. I sprawa się skończyła. Ale jak mówię dla niej lepiej, bo Monika dawno już zamężna , dzieciata i tak dalej jeśli mówimy o życiu rodzinnym.
Kto wie, może jej się małżeństwo zakończy i ona zostanie po tej drugiej stronie barykady. Jako samotna matka z dzieckiem.
Z dwojgiem prawie nastoletnich dzieci. I tak też może być, nigdy nie wiadomo.
Ale jakby patrzeć z drugiej strony, to własne dzieci już ma, nawet jakby teoretycznie poznała kiedyś rozwodnika z dziecmi.
Dla mnie to ta koleżanka bardziej kochała swoją wizję związku niż tego faceta. No, cóż, wolno jej...
\
Żle (jak dotąd) na tym nie wyszła.
Misinx napisał/a:rossanka napisał/a:Właśnie o to ją zapytałam, tzn, ze drugie moga mieć wspólne, powiedziała, ze sorry, ale ona nie zaakceptuje dziecka obcej kobiety. I sprawa się skończyła. Ale jak mówię dla niej lepiej, bo Monika dawno już zamężna , dzieciata i tak dalej jeśli mówimy o życiu rodzinnym.
Kto wie, może jej się małżeństwo zakończy i ona zostanie po tej drugiej stronie barykady. Jako samotna matka z dzieckiem.
Z dwojgiem prawie nastoletnich dzieci. I tak też może być, nigdy nie wiadomo.
Ale jakby patrzeć z drugiej strony, to własne dzieci już ma, nawet jakby teoretycznie poznała kiedyś rozwodnika z dziecmi.
Ale posiadanie dzieci to jakiś wyznacznik szczęścia ? Dzieci niczego nie gwarantują. Także tego, że "na starość będzie kto miał szklankę podać".
rossanka napisał/a:Że chciałam mieć zawsze swoje, to akurat nie dziwne. NIe znam osob, któreby chciały adiptować a nie mieć biologiczbych dzieci, jeżeli nie ma fizycznych przeszkód.
Rossanko oczywiście, że to nie jest dziwne. Też nie znam osób, któr chciałyby adoptować zamiast posiadać własne. Ale w moim otoczeniu jest masa ludzi, którzy adoptowali nie mogąc mieć własnych. Adoptowali jedno lub dwoje, a nawet troje dzieci. W jednym przypadku po adopcji, ona zaszła w ciążę i to dwa razy. Więc mają troje dzieci, jedno adoptowane, a dwójka rodzonych.
Natomiast masz rację, że kryteria do adopcji są dość ostre (czasem szkoda, bo zbyt ostre nie służą zmniejszaniu się liczby dzieci do adopcji), osoby samotne mają też pod tym względem trudniej. Ale nie jest to niemożliwe. Musiałabyś się dowiadywać. Ale przede wszystkim najpierw sama zdecydować czy chcesz adoptowane dziecko.
Nie, teraz nie chcę. Jakbym chciała, to już bym się dawno wszystkiego dowiedziała i to dokładnie.
A to poważna decyzja na lata, a nie, ze mi się odwidzi za rok. Jak nie jestem w 100procentach przekonana do samotnej adopcji., to nie mogę jej dokonywać.
Z resztą trzeba trafić na odpowiedzią osobę jeśli chodzi o dzieci. Np od zawsze chciałam je mieć, ale bez jakiegoś super ciśnienia, że już, teraz musze. To mi się wyzwoliła tak naprawde, jak poznałam exa. Z nim chciałam mieć dzieci i rodzinę. Będąc samej trudno myśleć o czymś tak abstrakcyjnym tak naprawdę.
rossanka napisał/a:Misinx napisał/a:Kto wie, może jej się małżeństwo zakończy i ona zostanie po tej drugiej stronie barykady. Jako samotna matka z dzieckiem.
Z dwojgiem prawie nastoletnich dzieci. I tak też może być, nigdy nie wiadomo.
Ale jakby patrzeć z drugiej strony, to własne dzieci już ma, nawet jakby teoretycznie poznała kiedyś rozwodnika z dziecmi.Ale posiadanie dzieci to jakiś wyznacznik szczęścia ? Dzieci niczego nie gwarantują. Także tego, że "na starość będzie kto miał szklankę podać".
Nie piszę o szczęściu, ale o fakcie posiadania dzieci.
Równie dobrze mogę pisać o obronie pracy magosterskiej, kupieniu 70m2 mieszkania lub schudnięciu do rozmiaru 36 i miseczce C w staniku, każde z tych pnktów szczęścia nie da.
No, zaraz, zaraz... To po co Ci dzieci?
Bo mnie do szczęścia, jako jeden z jego wielu elementów oczywiście, a nie warunek.
Rossanko, ja Cie doskonale rozumiem. Jestem bez faceta ciągle, aczkolwiek mam dzieci i co nieco czasu z nimi spędzam.
Mam konto na S., wprawdzie zawieszone teraz, ale czasem wchodzę i oglądam panów z mojej okolicy. Dramat. Odechciało mi się i w sumie czekam na cud. W dodatku nie wiem, co to się porobiło, ale panowie najwidoczniej czekają, aż kobieta wykona pierwszy ruch i w ogóle wszystko za nich zrobi. Ja jestem jeszcze ze starego pokolenia. Jak wyraźnie określiłam się, że nie chcę już dzieci, to pisali do mnie panowie, którzy te dzieci chcieli mieć. Zdarzały się wyzwiska i wyśmiewanie się ze mnie. Z jednym panem, rzekomo rozwodnikiem bez dzieci, nawiązałam kontakt we wrześniu, spotkaliśmy się nawet dwa razy, byłam w stanie zaakceptować jego wegetarianizm i lekką szajbę na punkcie ochrony środowiska. Ale cóż, widocznie nie byłam jedyna, bo pan ewidentnie wieczorami i w weekendy nie miał czasu nawet na telefoniczną rozmowę, stać go było tylko na kilka SMSów w godzinach pracy, więc ucięłam kontakty.
Mam pewnego adoratora, ale to sympatia wyłącznie platoniczna bez szans na coś trwałego. Tymczasem czerpię przyjemność z tego, co mam.
Wigilię robię dla najbliższej rodziny, wieczorem dzieci jadą do ojca na noc, goście wrócą do domów, a ja pierwszy dzień Świąt spędzę sama - ale zupełnie mi to nie przeszkadza, przyzwyczaiłam się.
P.S. Co do zdrowia psychicznego, to ja również od 10 lat leczę się w PZP, mam za sobą kilkukrotne leczenie szpitalne i PS, moja choroba jest jeszcze gorsza niż Twoja i budzi ogólne przerażenie i niezrozumienie w społeczeństwie, więc mówię zaraz na początku ewentualnej znajomości, aby wykluczyć bezsensowne zaangażowanie się.
Z innych warunków życiowych jestem bardzo zadowolona, wszystko jest, nawet rozmiar 36 i miseczka D w biustonoszu.
Oż. Chyba faktycznie niezłe przeżycie.
Na bojową broń się wprawdzie sama nie nastawiam, ale zazdroszczę
Przeżycie kolekcjonerskie, kto chciał mógł sobie strzelić serią ale co to za frajda wywalić w 2 sekundy stówkę, a może i frajda ![]()
Z ciekawostek. Coś kurna dziś mam słaby węch i smak. Niby zmysły są ale jakieś takie przybladłe mocno. Zaczęło się, że papieros elektroniczny mi od rana jakoś tak nijako, metalicznie smakuje. Nie wiem, wczoraj wszystko na pewno było ok., bo po powrocie do domu poczułem wyraźnie zapaszek z zapełnionego szamba więc przekazałem żonie, że trzeba dzwonić po wóz. Mam nadzieję, że po prostu udzieliła mi się jakaś psychoza ale na wszelki wypadek podrukowałem sobie zapas materiałów do pracy zdalnej. Na razie w robocie nie robię paniki ![]()
Mnie się coraz mniej chce zawracać facetami głowę. A dokładniej - rozglądaniem się za nimi.
Wierzę w milość, w uczucia i wartości, ale powszechne jest zawieranie związków z zupełnie innych powodów niż potrzeba milości. Dla ucieczki od samotności, dla wygodnego życia, dla łatwego seksu.
Wczoraj nieoczekiwanie odezwał się do mnie ten facet z Badoo, o którym pisalam. Jak gdyby nigdy nic. Tłumaczył, że miał wrazenie, że skoro poprosiłam o przełożenie spotkania, to widocznie nie miałam na nie ochoty. Tak to bywa, gdy jedno "wie", co myśli drugie.
Szczerze mówiąc, mocno się nie pomylił, ale gdybym była pewna, że na spotkanie się nie zgadzam, poinformowałabym bez niedomówień.
Zakończył rozmowę: "Jeśli będziesz chciała się zobaczyć, daj znać".
Nie wiem, czy będę chciała. Może mi coś odbije i umówię się ot tak, na kawę, ale na razie najbardziej kocham święty spokój i moje życie takie, jakie jest.
Przeżycie kolekcjonerskie, kto chciał mógł sobie strzelić serią ale co to za frajda wywalić w 2 sekundy stówkę, a może i frajda
Frajda, frajda ![]()
Z ciekawostek. Coś kurna dziś mam słaby węch i smak. Niby zmysły są ale jakieś takie przybladłe mocno. Zaczęło się, że papieros elektroniczny mi od rana jakoś tak nijako, metalicznie smakuje. Nie wiem, wczoraj wszystko na pewno było ok., bo po powrocie do domu poczułem wyraźnie zapaszek z zapełnionego szamba więc przekazałem żonie, że trzeba dzwonić po wóz. Mam nadzieję, że po prostu udzieliła mi się jakaś psychoza ale na wszelki wypadek podrukowałem sobie zapas materiałów do pracy zdalnej. Na razie w robocie nie robię paniki
Może być psychoza, ale w sumie to już chyba dawno powinna być gdybyś był poddatny.
Lepiej dmuchać na zimne i przez jakiś czas ograniczyć kontakty.
Ano właśnie Piegowata. Dlatego zawiesiłam konto na S., bo ja nie mam ochoty na rozglądanie się za "portkami" i całą tę grę.
W sumie 3/4 życia byłam sama. Majsterkowicza nie potrzebuję, bo jak się śmieje moja platoniczna sympatia, mam "panów" od wszystkiego: od malowania, hydrauliki, remontów, samochodu. Zarabiam sama na swoje potrzeby i moje potrzeby zaspokajam, wczoraj nabyłam jedwabne kapcie -odrobina luksusu na codzień.
Piegowata'76 napisał/a:Dla mnie to ta koleżanka bardziej kochała swoją wizję związku niż tego faceta. No, cóż, wolno jej...
Żle (jak dotąd) na tym nie wyszła.
No, cóż.. Czy tylko o to chodzi w życiu, żeby źle nie wyjść?
Wolałabym wyjść słabiej, ale widzieć człowieka w człowieku.
Symbi, miałam majsterkowicza ![]()
I... kiepsko na tym wyszłam.
Ale nie powiem, bardzo mi się te jego umiejętności podobały, imponował mi nimi.
.
paslawek napisał/a:Lucyfer666 napisał/a:A jak bratanek?
Przeca urodzinki niedawno miał. Pewnie, że mam już coś dla niego ^^
Jest taki maluszek, co już lata to tu, to tamNastępna faza w rozwoju młodego mężczyzny to otwieranie drzwi, drzwiczek i ich zamykanie
A to on już w listopadzie robił
Miał zabawę z wachlowania drzwiami na lewo i prawo.
Czyli nasz człowiek wszystko przebiega prawidłowo ![]()
Siostrzeniec będąc malcem ,jak już wszystkie drzwiczki rozregulował w domu i u nas też, to na spacerze po starówce zabrał się za drzwi od kościołów
olbrzymia fascynacja kilkutygodniowa.
Ja jak raz poprosiłam mojego eks o wymianę spłuczki w kibelku, to myślał, że zapłacę mu za usługę ciałem. Więcej go nie poprosiłam o przysługę. Teraz wolę zapłacić pieniędzmi i mieć problem z głowy. Niektóre rzeczy robię sama - malowałam kuchnię, łazienkę , swoją sypialnię (nawet kilka razy), jeden z pokojów.
Chciałabym sobie pomalować pokój na wiosnę, ale stracha mam. Jedyne malowanie, jakie w życiu uskutecznlam, to bielenie kurnika ponad 20 lat temu ![]()
Pieniądze ułatwiają co nieco, to fakt.
Ja właśnie zaoszczędzić chciałam, szukając kiedyś elektryka-amatora. I to był właśnie PP.
Malowanie nie jest trudne. Jedziesz pędzlem narożniki, potem walkiem resztę. Na pojemnik na farbę nakładam worek foliowy od śmieci, żeby nie zabrudzić pojemnika , zaklejam taśmą malarska brzegi żeby się nie zsuwało, potem wymieniasz folię i już. Podpatrzone, wypróbowane. Ja teraz malowałam na biało, to nie musiałam kleić taśmy na ścianie.
Może u Ciebie przydałoby się umyć najpierw ściany, bo masz piec - ja mam ogrzewanie gazowe, więc mi nic nie kopci.
Wiem, że PP pomagał w majsterkowaniu i tak go poznałaś, ja naprawdę czytam codziennie.
Uwierz w siebie!
A na elektryce i hydraulice też się nie znam.
No, tak, wiem, że czytasz.
A piec kopci, owszem. Choć uważam, nie uniknęłam plam od węgla, popiołu i sadzy.
Dlatego zamierzam użyć farby lakteksowej, podobno daje się myć.
Do malowania to jeszcze grunt dobry i wio ![]()
Fluggerki są spoko, ale drogie.
Jak ściany wcześniej już malowane, to i bez gruntu da radę.
Strony Poprzednia 1 … 79 80 81 82 83 … 196 Następna
Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź
Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Warto przeczytać w tym dziale
Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności
© www.netkobiety.pl 2007-2026