netkobietyWszystkie działy
Nasza społeczność

30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

12 681 odpowiedzi387 518 wyświetleńzałożony przez Lucyfer666, 09.09.2020

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Strony Poprzednia 1 … 64 65 66 67 68 … 196 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 4 226 do 4 290 z 12 682 ]

4 226

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
rossanka napisał/a:
Misinx napisał/a:

Nie żyjemy w próżni. Może w idealnej sytuacji powinno być tak, że poczucie wartości powinno być z wewnątrz. Zresztą ono jest z wewnątrz, ale pod wpływem tego co jest na zewnątrz. Przecież ono się kształtuje u zarania w ten właśnie sposób. My się nie rodzimy z poczuciem wartości, tylko je nabywamy z wiekiem właśnie w korelacji z bliskimi. I ten proces trwa całe życie, choć najbardziej intensywny jest w dzieciństwie i młodości. Dlatego gadanie, że poczucie wartości powinno wynikać jakby z samego siebie to moim zdaniem takie trochę odrywanie człowieka od rzeczywistości.

Idealnie by było z wewnątrz, ale czy jest to możliwe, skoro od małego życjemy najpierw w rodzinie i to ona ma największy wtedy wpływ, a potem reszta społeczeństwa.  Jeżeli przykładowo w dzieciństwie słyszysz" zamknij sie gówniaro" albo" zobacz na Justynkę, nie możesz być jak ona?" , albo "zostawię cię, wyjade i nigdy nie wrócę" - jesli przykładowo słyszy się takie zdania będąc dzieckiem, jasne, że wpływa to na poczucie wartości. Dobrze, jak człowiek zdaje sobie z tego sprawę tylko sęk w tym, że trzeba sobie z tego zdawać sprawę, dopiero później można nad tym popracować. Inaczej nawet nie wiesz, że masz niskie poczucie wartości, nie zdajesz sobie z tego sprawy, a wszystkie zdarzenia jakie Cię w życiu spotykają uznajesz za przypadek.
A teraz pytanie, jak podwyższyć poczucie własnej wartości? Bo przecież nie przez to, że np skończysz studia, czy schudniesz,czy kupisz sobie piękny samochód.
Co podwyższa to poczucie wartości?

Ooo! Dokładnie! "Dlaczego inni mają grzeczne dzieci, a mi się trafiło najgorsze na świecie?!", "Dlaczego nie dostaniesz wafelka? Nie, bo nie!!!", "Boisz się ciemności? Zamknij się i idź spać, bo ja tak każę!", "Dlaczego 5- a nie 6 ze sprawdzianu, a co dostała Ania, a Marek?" + wieczne krzyki, podbijanie wymagań, książeczki zamiast lalek i miśów, wciskanie marchewki aż nią wymiotowałam, no i nieustanna krytyka. To niestety na nas wpływa...

Poczucie własnej wartości też często podnoszą inni ludzie. Mi rosło najbardziej, gdy osoby na wyższych stanowiskach prosiły mnie o pomoc merytoryczną, gdy byłam w stanie sprawnie ogarniać tematy, z którymi inni sobie nie umieli poradzić, gdy różne dzieci do mnie lgnęły, bo umiałam się nimi zająć, gdy ugotowałam coś smacznego, co ludzie pamiętają czasem po latach... big_smile Czasem to ważne tematy, a czasem drobne. Różnie bywa...

4 227

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
rossanka napisał/a:

Takiego zeszytu nie mam, ale powtarzałam sobie często np" widzisz, miałaś takie jazdy nerwicowe na studiach, a mimo tego nie przerwałaś ich ale skończyłaś z bardzo dobrym wynikiem" - i co ? I nico. To nie działało.
Uważam, ze poczucie wartości to jest coś wewnątrz,m nie zależne od dokonań i ich braku (bo możesz skończyć studia i psychicznie nic ci to nie da, a mozesz skończyć 8 klas i być z siebie zadowolonym i mieć wysokie poczucie wartości).  Poczucie wartości to jest coś niezależne od zewnątrz. Tylk pytanie jak je wypracować ? Coraz bardziej skłaniam się do myśli, ze tego nie da się wypracować, to po prostu trzba sobie powiedzieć, koniec z dołowaniem siebie, od dziś mam wysokie poczucie własnej wartości bo dlaczego miałabym mieć niskie?
Tu się trzeba zdecydować, albo w tą albo inną stronę.

Da się wypracować, ale to jest długa praca. Ja Ci naprawdę życzę, żeby to było tak za pstryknięciem jak mówisz, że sobie powiesz "od dziś mam wysokie poczucie wartości", ale to byłby prawie cud, gdyby to zadziałało. Poczytaj jakąś fachową literaturę na ten temat. Jest tego mnóstwo. Takie sposoby jak ten z zeszytem działają, ale to jest długa praca i efekty nie będą szybko. A Ty najwyraźniej spodziewasz się, że coś Cię nagle uleczy i będziesz zmieniona o 180 stopni. Każdy by tak chciał. Ja też.
Najlepsza jest metoda małych kroków. Naprawdę poczytaj sobie na ten temat.

4 228 Ostatnio edytowany przez Misinx (2020-12-03 14:09:43)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
adiafora napisał/a:
Misinx napisał/a:
adiafora napisał/a:

nie wiem ;-) ale tak serio to czasem przerażające, jak w wyniku niedopatrzenia, nieuwagi, bo jeden myślał, że drugi zrobi a drugi, że zrobił pierwszy...może legnąć w gruzach nie tylko budynek a życie wielu ludzi.
Zginęło 140 ludzi bo przy budowie hotelu projekt poszedł do poprawki, firma budowlana zaproponowała jakąś modyfikację wiszących pasaży, ale nie przeliczyła dokładnie obciążenia na m2 bo uważała, że to w gestii projaktantów leży. Ci założyli, że skoro im takie rozwiązanie techniczne zaproponowali to spełnia ono normy budowlane... No i w efekcie zbudowano z poważną wadą konstrukcyjną i tylko kwestią czasu było, kiedy to pier...nie.

No niestety. Kiedyś oglądałem ciekawy dokument dotyczący zamachu na WTC i z niego jasno wynikało, że to, że budynki się zawaliły też było przyczyną ludzkich błędów przy projektowaniu, a także przy pracach wykończeniowych budynków. Żadne tam teorie spiskowe, tylko samo życie. Ludzkie błędy.

tu to jeszcze można by polemizować. Raczej przy projektowaniu nikt nie bierze pod uwagę, że w budunek pierdyknie wielki pasażerski samolot z tyloma tonami paliwa. O ile samo uderzenie nie spowodowałoby takiej katastrofy to już temperatura tak. Która konstrukcja stalowa to wytrzyma?

Tak, tylko, że po pierwsze konstrukcja stalowa była tak zaprojektowana, że uszkodzenie choćby jednego elementu powodowało, że reszta traciła nośność i wszystko leciało jak domek z kart, a poza tym konstrukcja stalowa powinna być dokładnie pokryta osłoną przeciwpożarową. To jest coś w postaci pianki. A jak się okazało w wyniku śledztwa niestety to nie było dokładnie wykonane.


Cholera, coś mam dzisiaj dzień wklejania postów po sobie. Zaraz mnie tu opier...ą.

4 229

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
rossanka napisał/a:

No tak. A potem z perspektywy czasu wszystko widać jeszcze zupełnie inaczej.
A może nie trzeba tyle myśleć i po prostu życ, a co będzie to będzie?

Co to znaczy żyć?

4 230 Ostatnio edytowany przez Syl (2020-12-03 14:23:18)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Moje poczucie własnej wartości jest uzależnione od pracy. Ale nie od tego, czy jestem za nią doceniana, czy chwalona przez innych, tylko związane jest to z moim własnym poczuciem, czy zadanie zrobiłam dobrze, czy nie. W podejściu do pracy jestem zbyt dokładna i dążę do perfekcji, więc jeśli coś nie idzie po mojej myśli na tym polu, to ogólnie samopoczucie spada. Ale wtedy poprawiam szybko ewentualne (zazwyczaj wymyślone) błędy i od razu poczucie wartości rośnie.

Osobiście bardzo nie lubię być chwalona. To tylko zwiększa presję i dążenie do perfekcji, a to chcę w swoim życiu ograniczyć.
Dobrze działa nieporównywanie się z innymi - na to by mi nawet zabrakło czasu smile

Do poczucia szczęścia i własnej wartości niezbędne wydaje się osiągnięcie tego, czego najbardziej w życiu chcemy. Tu zawsze śmieszy mnie mówienie o niedocenianiu tego, co się posiada. A jakie to ma znaczenie, jeśli nie masz tego, czego najbardziej potrzebujesz do szczęścia?

Nie można mieć jednostajnego i wysokiego poziomu poczucia własnej wartości bez względu na okoliczności - zupełny brak emocjonalnej reakcji na to, co się dzieje wokół i na innych ludzi nazywamy psychopatią.

"Półtorej roku" też często spotykam, "rok" jest męski, więc liczebnik też musi.

Co ciekawe, najtrudniej o pochwałę i dobre słowo od samego siebie. Innym sposobem na wyzwolenie się od niskiego poczucia własnej wartości może być pozwalanie sobie na popełnianie błędów i niedążenie do perfekcji. Trzeba pozwolić sobie być człowiekiem smile

Lucyferze, w tym wypadku "żyć" będzie znaczyło "wegetować".

4 231 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2020-12-03 14:22:23)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

ma znaczenie. bo moze być wynikiem postawy którą ja nazywam"syndrom żony Rybaka" czyli kogoś nigdy nie zadowolonego z tego co ma.
A zadowolenie z miejsca w którym się jest nie oznacza braku dążeń.

4 232

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Lucyfer666 napisał/a:
rossanka napisał/a:

No tak. A potem z perspektywy czasu wszystko widać jeszcze zupełnie inaczej.
A może nie trzeba tyle myśleć i po prostu życ, a co będzie to będzie?

Co to znaczy żyć?

Dla mnie to znaczy "pozwalać sobie". A dwa "nie żyć w przeszłości ani w przyszłości ale teraz". I na nic się nie nastawiać.

4 233

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

poza wszystkim: jesli są tu osoby które narzekają na singielstwo to pytanie: na ilu randkach były w ciągu ostatniego roku?

4 234 Ostatnio edytowany przez Misinx (2020-12-03 14:29:23)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Syl napisał/a:

Moje poczucie własnej wartości jest uzależnione od pracy. Ale nie od tego, czy jestem za nią doceniana, czy chwalona przez innych, tylko związane jest to z moim własnym poczuciem, czy zadanie zrobiłam dobrze, czy nie. W podejściu do pracy jestem zbyt dokładna i dążę do perfekcji, więc jeśli coś nie idzie po mojej myśli na tym polu, to ogólnie samopoczucie spada. Ale wtedy poprawiam szybko ewentualne (zazwyczaj wymyślone) błędy i od razu poczucie wartości rośnie.

Osobiście bardzo nie lubię być chwalona. To tylko zwiększa presję i dążenie do perfekcji, a to chcę w swoim życiu ograniczyć.
Dobrze działa nieporównywanie się z innymi - na to by mi nawet zabrakło czasu smile

Do poczucia szczęścia i własnej wartości niezbędne wydaje się osiągnięcie tego, czego najbardziej w życiu chcemy. Tu zawsze śmieszy mnie mówienie o niedocenianiu tego, co się posiada. A jakie to ma znaczenie, jeśli nie masz tego, czego najbardziej potrzebujesz do szczęścia?

Nie można mieć jednostajnego i wysokiego poziomu poczucia własnej wartości bez względu na okoliczności - zupełny brak emocjonalnej reakcji na to, co się dzieje wokół i na innych ludzi nazywamy psychopatią.

"Półtorej roku" też często spotykam, "rok" jest męski, więc liczebnik też musi.

Co ciekawe, najtrudniej o pochwałę i dobre słowo od samego siebie.

Poczucie wartości zawsze powinno wynikać z tego co się właśnie posiada, a nie z wydumanych rzeczy, które nam się wydaje, że przyniosą nam szczęście. A niestety bardzo często jest tak, że kiedy je już osiągamy to wcale nie czujemy się z tego powodu szczęśliwsi, albo to poczucie szczęścia bardzo szybko mija. Dobre poczucie wartości polega właśnie na docenieniu siebie. Swoich posiadanych zalet i wad.

W Twoim przypadku można by się pokusić o pytanie jak to się stało, że jesteś tak uwarunkowana, że pochwała dla Ciebie jest tak naprawdę zobowiązaniem. Czyżby w dzieciństwie chwalono Cię tylko jeśli naprawdę mocno na to zapracowałaś i było to zawsze chwalenie w pewną dozą krytycyzmu, że można coś było zrobić lepiej ?

4 235

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Jeśli ktoś nie jest zadowolony z tego, co ma, to znaczy, że to nie było tym, czego naprawdę chciał. Lub dąży do perfekcji. Na to samo wychodzi.

Aha... I w dorosłym wieku to już ostatni dzwonek na rozprawienie się z tym, co mama mówiła, gdy byliśmy dziećmi. Rodzice też mają swoje problemy. Zdarza się, że nie kochają swoich dzieci. Nic nam nie da to (o czym już do znudzenia pisałam...) rozpamiętywanie, jak było kiedyś, co nas spotkało i jaka mama była zła. Była taka, to była. Trzeba się z tym pogodzić i powoli wychodzić ze schematu bycia ciągle dzieckiem, będąc już dorosłym.

4 236

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Ela210 napisał/a:

poza wszystkim: jesli są tu osoby które narzekają na singielstwo to pytanie: na ilu randkach były w ciągu ostatniego roku?

Może ciut więcej niż rok, bo to było jakoś w sierpniu czy wrześniu bodajże. Poznałam kogoś przypadkowo, trochę ta znajomość już trwała (pasował mi i charakter i wygląd, coś takiego zdarzyło mi sie wtedy po raz pierwszy od czasów exa, a nawet i przed exa bo ex tak na mnie nie działał), gadka szmatka, podchody, ale nic się nie dzieje. Za namową znajomych (bo mamy równouprawnienie i jako kobieta możesz wykonac pierwszy krok - tu byłam sceptyczna, myślałam, ze jak on nie wykonuje kroku, znaczy niezainteresowany), zdecydowałam się popchnąć sprawę do przodu i zaproponowałam spotkanie. Usłyszałam, ze osoba chętnie, ale nie ma czasu.
Tak więc była to "prawie" randka, która nie doszła do skutku smile

4 237

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
rossanka napisał/a:
Lucyfer666 napisał/a:
rossanka napisał/a:

No tak. A potem z perspektywy czasu wszystko widać jeszcze zupełnie inaczej.
A może nie trzeba tyle myśleć i po prostu życ, a co będzie to będzie?

Co to znaczy żyć?

Dla mnie to znaczy "pozwalać sobie". A dwa "nie żyć w przeszłości ani w przyszłości ale teraz". I na nic się nie nastawiać.

Ciekawe podejście Rossanko smile

Ela210 napisał/a:

poza wszystkim: jesli są tu osoby które narzekają na singielstwo to pytanie: na ilu randkach były w ciągu ostatniego roku?

Od kiedy ilość = jakość? Czasami wystarczy jedna, żeby już nie mieć ochoty na więcej. wink
Z resztą kto wie, ten wie, jak ostatnia się u mnie skończyła.

4 238 Ostatnio edytowany przez adiafora (2020-12-03 14:32:41)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Misinx napisał/a:
adiafora napisał/a:
Misinx napisał/a:

No niestety. Kiedyś oglądałem ciekawy dokument dotyczący zamachu na WTC i z niego jasno wynikało, że to, że budynki się zawaliły też było przyczyną ludzkich błędów przy projektowaniu, a także przy pracach wykończeniowych budynków. Żadne tam teorie spiskowe, tylko samo życie. Ludzkie błędy.

tu to jeszcze można by polemizować. Raczej przy projektowaniu nikt nie bierze pod uwagę, że w budunek pierdyknie wielki pasażerski samolot z tyloma tonami paliwa. O ile samo uderzenie nie spowodowałoby takiej katastrofy to już temperatura tak. Która konstrukcja stalowa to wytrzyma?

Tak, tylko, że po pierwsze konstrukcja stalowa była tak zaprojektowana, że uszkodzenie choćby jednego elementu powodowało, że reszta traciła nośność i wszystko leciało jak domek z kart, a poza tym konstrukcja stalowa powinna być dokładnie pokryta osłoną przeciwpożarową. To jest coś w postaci pianki. A jak się okazało w wyniku śledztwa niestety to nie było dokładnie wykonane.


Cholera, coś mam dzisiaj dzień wklejania postów po sobie. Zaraz mnie tu opier...ą.

ale przy konstrukcji szkieletowej uderzenie o takiej masie jaką miał zatankowany samolot musi naruszyć elementy nośne, co osłabia całą konstrukcję. Budynek może mógłby wytrzymać samo uderzenie, ale pożar dopełnił dzieła.

Nie znam się, ale jakie możliwości termiczne ma taka pianka?

Łatwo jest mówić o błędach przy projektowaniu. Ale z drugiej strony co ci projektanci mają uwzględniać? Upadek meteorytu też? To jest tylko budynek. Nie może być niezniszczalny, bo to technicznie niemożliwe.

Kafejki rządzą się luźniejszymi prawami, więc nikt Cię nie opierniczy jak wyjdą Ci dwa posty po sobie, nie bój żaby ;-)

4 239

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Misinx, prawdopodobnie brak jakichkolwiek pochwał w dzieciństwie wykształcił u mnie obojętność na nie. Lepsze to niż stałe pragnienie ich otrzymywania smile Co więcej, obecnie rodzice chwalą mnie przy każdym spotkaniu, ale dla mnie ważne jest to, co ja o sobie myślę.

Gdy mnie udało się osiągnąć to, czego chciałam, nie zdarzyło mi się pomyśleć, że to jednak nie to i nadal jestem nieszczęśliwa. Będę się w tym temacie trzymać swojego zdania wink

4 240

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Syl napisał/a:

Jeśli ktoś nie jest zadowolony z tego, co ma, to znaczy, że to nie było tym, czego naprawdę chciał. Lub dąży do perfekcji. Na to samo wychodzi.

Aha... I w dorosłym wieku to już ostatni dzwonek na rozprawienie się z tym, co mama mówiła, gdy byliśmy dziećmi. Rodzice też mają swoje problemy. Zdarza się, że nie kochają swoich dzieci. Nic nam nie da to (o czym już do znudzenia pisałam...) rozpamiętywanie, jak było kiedyś, co nas spotkało i jaka mama była zła. Była taka, to była. Trzeba się z tym pogodzić i powoli wychodzić ze schematu bycia ciągle dzieckiem, będąc już dorosłym.

tAK. aLE Jak jak to są odruchy? Top jest coś takiego jakby ktoś wystrzelił petarde za Twoimi plecami - zaraz podskoczysz i zacznie Ci walić serce. Nawet wtedy jak ktoś Cię uprzedzi, że w ciągu najbliższych 10 minut odpali petarde. Będziesz tego świadoma ale ciało zareaguje po staremu.

4 241

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Misinx napisał/a:

Da się wypracować, ale to jest długa praca. Ja Ci naprawdę życzę, żeby to było tak za pstryknięciem jak mówisz, że sobie powiesz "od dziś mam wysokie poczucie wartości", ale to byłby prawie cud, gdyby to zadziałało. Poczytaj jakąś fachową literaturę na ten temat. Jest tego mnóstwo. Takie sposoby jak ten z zeszytem działają, ale to jest długa praca i efekty nie będą szybko. A Ty najwyraźniej spodziewasz się, że coś Cię nagle uleczy i będziesz zmieniona o 180 stopni. Każdy by tak chciał. Ja też.
Najlepsza jest metoda małych kroków. Naprawdę poczytaj sobie na ten temat.

A ja myślę, że jestem już w takim punkcie, że trzeba zrobić ostre cięcie. Dreptałam tak wiele lat, dwie terapie, a i przed terapią, przed forami coś tam sama próbowałam zrobić w tym kieruku.

4 242 Ostatnio edytowany przez Syl (2020-12-03 14:39:59)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Rossanko, dlatego nie jest krótki proces... Ponieważ jest to odruch warunkowy, potrzeba czasu, by go zmienić. I stałej kontroli swoich myśli i zachowań... Albo organizm jest już tak zmęczony, że albo szybko coś zmienisz, albo padniesz. Nawet w nerwicy to pomoże. Dla mnie było wybawieniem smile

I jest to oczywiście możliwe, aby to naprawić, zmienić, tylko samo to nie przyjdzie. Nie ma w życiu nic za darmo, trzeba zapłacić pewną cenę, a więc włożyć wysiłek i postarać się o te zmiany.

4 243 Ostatnio edytowany przez paslawek (2020-12-03 14:44:05)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
rossanka napisał/a:
Syl napisał/a:

Jeśli ktoś nie jest zadowolony z tego, co ma, to znaczy, że to nie było tym, czego naprawdę chciał. Lub dąży do perfekcji. Na to samo wychodzi.

Aha... I w dorosłym wieku to już ostatni dzwonek na rozprawienie się z tym, co mama mówiła, gdy byliśmy dziećmi. Rodzice też mają swoje problemy. Zdarza się, że nie kochają swoich dzieci. Nic nam nie da to (o czym już do znudzenia pisałam...) rozpamiętywanie, jak było kiedyś, co nas spotkało i jaka mama była zła. Była taka, to była. Trzeba się z tym pogodzić i powoli wychodzić ze schematu bycia ciągle dzieckiem, będąc już dorosłym.

tAK. aLE Jak jak to są odruchy? Top jest coś takiego jakby ktoś wystrzelił petarde za Twoimi plecami - zaraz podskoczysz i zacznie Ci walić serce. Nawet wtedy jak ktoś Cię uprzedzi, że w ciągu najbliższych 10 minut odpali petarde. Będziesz tego świadoma ale ciało zareaguje po staremu.

Nie jest tak Ross,zapisy EEG w podobnych sytuacjach z uprzedzeniem i bez, różnią się ,nieraz te różnice są większe a nie raz mniejsze.
Róznice jednak w reakcjach są zawsze.

Albo też z innej strony,akurat to mi się przypomniało

"Badania, szczególnie te James Coan są ciekawe, żony podłączono do fMRI a potem wprowadzono w stan stresu (rażono małym natężeniem prądu) normalnie widać reakcję bólową w mózgu, natomiast kiedy trzymały rękę nieznajomego stres się zmniejszał, kiedy trzymały dłoń męża stresu praktycznie nie było i efekt był lepszy, kiedy związek był udany."
Zawsze na tych żonach ktoś eksperymenty robi smile

4 244 Ostatnio edytowany przez Misinx (2020-12-03 14:41:40)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Syl napisał/a:

Jeśli ktoś nie jest zadowolony z tego, co ma, to znaczy, że to nie było tym, czego naprawdę chciał. Lub dąży do perfekcji. Na to samo wychodzi.

Aha... I w dorosłym wieku to już ostatni dzwonek na rozprawienie się z tym, co mama mówiła, gdy byliśmy dziećmi. Rodzice też mają swoje problemy. Zdarza się, że nie kochają swoich dzieci. Nic nam nie da to (o czym już do znudzenia pisałam...) rozpamiętywanie, jak było kiedyś, co nas spotkało i jaka mama była zła. Była taka, to była. Trzeba się z tym pogodzić i powoli wychodzić ze schematu bycia ciągle dzieckiem, będąc już dorosłym.

Niestety to jest bardzo błędne podejście do tematu. W kwestii poczucia zadowolenia.

Na rozprawianie się ze swoimi "demonami' nigdy nie jest za późno. Warto się poczuć od nich uwolnionym choćby nawet przez ostatnie lata życia. Zresztą nigdy nie wiemy ile nam już lat zostało. Rodzice owszem mieli swoje problemy, a ich problemy wynikają często z tego, że rodzice ich rodziców też mieli problemy itd. itd. A na początku była małpa wink Chodzi też o to, żeby przerwać ten łańcuch, bo nasze problemy mają też wpływ na to jak my wychowujemy następne pokolenie smile Bardzo nie chciałem popełniać błędów moich rodziców, ale niestety wiele razy łapałem się na tym, że je popełniam i z obawą myślę o tym jaki to będzie miało wpływ na syna. Tu kompletnie nie chodzi o jakiś schemat bycia ciągle dzieckiem. Nie da się odciąć od tego jaki wpływ miał na nas najbardziej kształtujący okres w życiu. Jeśli dostrzegamy problemy w dorosłym życiu to naprawa ich musi polegać na dokładnym zdefiniowaniu ich przyczyny, a to wymaga nowego spojrzenia na pewne rzeczy z dzieciństwa.

rossanka napisał/a:
Misinx napisał/a:

Da się wypracować, ale to jest długa praca. Ja Ci naprawdę życzę, żeby to było tak za pstryknięciem jak mówisz, że sobie powiesz "od dziś mam wysokie poczucie wartości", ale to byłby prawie cud, gdyby to zadziałało. Poczytaj jakąś fachową literaturę na ten temat. Jest tego mnóstwo. Takie sposoby jak ten z zeszytem działają, ale to jest długa praca i efekty nie będą szybko. A Ty najwyraźniej spodziewasz się, że coś Cię nagle uleczy i będziesz zmieniona o 180 stopni. Każdy by tak chciał. Ja też.
Najlepsza jest metoda małych kroków. Naprawdę poczytaj sobie na ten temat.

A ja myślę, że jestem już w takim punkcie, że trzeba zrobić ostre cięcie. Dreptałam tak wiele lat, dwie terapie, a i przed terapią, przed forami coś tam sama próbowałam zrobić w tym kieruku.

Oczywiście możesz tak zrobić. Zobaczysz czy to zadziała smile

4 245

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Syl napisał/a:

Rossanko, dlatego nie jest krótki proces... Ponieważ jest to odruch warunkowy, potrzeba czasu, by go zmienić. I stałej kontroli swoich myśli i zachowań... Albo organizm jest już tak zmęczony, że albo szybko coś zmienisz, albo padniesz. Nawet w nerwicy to pomoże. Dla mnie było wybawieniem smile

I jest to oczywiście możliwe, aby to naprawić, zmienić, tylko samo to nie przyjdzie. Nie ma w życiu nic za darmo, trzeba zapłacić pewną cenę, a więc włożyć wysiłek i postarać się o te zmiany.

To tez pisze. Tyle lat już ad tym pracuje, że czas na ostre ciecie

4 246

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
adiafora napisał/a:

Raczej przy projektowaniu nikt nie bierze pod uwagę, że w budunek pierdyknie wielki pasażerski samolot z tyloma tonami paliwa. O ile samo uderzenie nie spowodowałoby takiej katastrofy to już temperatura tak. Która konstrukcja stalowa to wytrzyma?

Bierze, a przynajmniej coś podobnego i przynajmniej od roku 1945 kiedy w Empire State Building uderzył bombowiec B-25. Żadna konstrukcja stalowa nie wytrzyma pożaru, bo stal jest podatna na odkształcenia w wyniku temperatury i jako taka nie ma żadnej odporności ogniowej. Taką odporność dają dodatkowe zabezpieczenia stali przez malowanie odpowiednimi farbami lub okładziny szczelnie obudowujące stal. Problem zasadniczy jest taki, że każde takie zabezpieczenie, jak również naturalna odporność materiału ma wymiar określony w czasie. Na przykład można zabezpieczyć stal na dwie godziny oddziaływania ognia. Po upływie tych dwóch godzin temperatura już będzie bez przeszkód taki element stalowy niszczyć. Robi się to aby dać 2 godziny na ewakuację ludzi ze strefy zagrożenia oraz próbę ugaszenia pożaru. Jeśli w tym czasie się to nie uda, to budynek się po prostu spali i zawali. Zgodnie z przepisami i projektem. Problem w tym, że zabezpieczenia farbami powyżej godziny odporności to już kosmos cenowy, a realny do dwóch godzin. Problem z okładzinami, które teoretycznie można stopniować do 4 godzin, a nawet więcej, że to okładziny. To znaczy, że mechanicznie można je oderwać od zasadniczej konstrukcji, którą chronią. Do tego oczywiście istnieją bardziej wyrafinowane środki ochrony instalacja tryskaczowa na wodę lub inne środki, oddymianie specjalną wentylacją itp. ale to też elementy wrażliwe na mechaniczne zniszczenia.
To tak sobie... wink

4 247

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Syl napisał/a:

I jest to oczywiście możliwe, aby to naprawić, zmienić, tylko samo to nie przyjdzie. Nie ma w życiu nic za darmo, trzeba zapłacić pewną cenę, a więc włożyć wysiłek i postarać się o te zmiany.

Nie zawsze cena jest adekwatna do tego, co otrzymujemy w zamian.
Cena czasu to jedna z tych kapitałów, które nie warto trwonić w ciemno.

4 248 Ostatnio edytowany przez Syl (2020-12-03 14:57:08)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Misinx, tylko żeby podczas rozprawiania się z okresem dzieciństwa, nie stawać się ponownie dzieckiem... Oczywiście każdy z nas będzie mieć swoją wizję wszystkiego, ale to dobrze, w przeciwnym razie nie mielibyśmy o czym rozmawiać smile

Lucyferze, dlatego to od nas zależy, czy się podejmiemy tych zmian. Sami musimy sobie odpowiedzieć na pytanie, czy warto smile Ja uważam, że jedyne, czego nie warto robić, to nic nie robić.

Rossanko, było już oczekiwanie i powolne działanie, teraz czas na zdecydowane i konkretne reakcje smile

4 249

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Syl napisał/a:

Misinx, tylko żeby podczas rozprawiania się z okresem dzieciństwa, nie stawać się ponownie dzieckiem... Oczywiście każdy z nas będzie mieć swoją wizję wszystkiego, ale to dobrze, w przeciwnym razie nie mielibyśmy o czym rozmawiać smile

Nie wiem skąd w ogóle u Ciebie taka obawa, że ktoś się stanie dzieckiem przepracowując pewne problemy, które miały genezę w dzieciństwie ? Miałaś w ogóle do czynienia z taką reakcją ? Widziałaś to u siebie, u kogoś ? Przeważenie taki proces jest przeprowadzany na psychoterapii pod okiem terapeuty i to naprawdę nie polega na tym, że stajesz się znów dzieckiem ? Jest dokładnie odwrotnie. My wciąż mamy zakodowane w mózgu pewne mechanizmy działania, które mają swoją genezę w dzieciństwie. U Ciebie zapewne jest tak samo. Być może z tym perfekcjonizmem. Każdy tak ma. A rozprawianie się okresem dzieciństwa polega właśnie na przeformatowaniu swojego schematu działania i myślenia, żeby był właśnie inny pomimo tego jak nas "zaprogramowano" w dzieciństwie. Możesz to nazwać wchodzeniem w "dorosłość" jeśli chcesz, chociaż to uproszczenie.

4 250 Ostatnio edytowany przez Syl (2020-12-03 15:03:20)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Misinx, mniej więcej to miałam na myśli, pisząc o byciu dzieckiem, a więc reakcje i zachowania z pozycji dziecka, przyjmowanie na powrót takiej roli. smile

Dosłowne stawanie się dzieckiem byłoby możliwe chyba tylko podczas hipnozy.

4 251

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Misinx napisał/a:
adiafora napisał/a:
SanTi napisał/a:

 
A wczoraj tak jak Pieguska nie wyciągnęłam prania z pralki, ani naczyń ze zmywarki... big_smile
No ale u mnie mąż to robił, a wraca za 2 tygodnie... sad

dołączam do klubu zapominalskich ;-)  Nastawilam wczoraj wieczorem pranie i zapomniałam o nim. Całą noc kisiło sie w pralce. Teraz znowu sie pierze, ale na krotkim cyklu, dla odświeżenia.

Jakas niekorzystna aura do wyciągania prania była wczoraj big_smile

To tyle prania się w wczoraj przekisiło w pralkach big_smile Szok. Wczoraj był jakiś poruszający odcinek serialu w tv ? big_smile

Nie wiem, ja bez męża w domu to oglądam tylko PokemonTV. big_smile big_smile big_smile

4 252

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
SanTi napisał/a:
Misinx napisał/a:
adiafora napisał/a:

dołączam do klubu zapominalskich ;-)  Nastawilam wczoraj wieczorem pranie i zapomniałam o nim. Całą noc kisiło sie w pralce. Teraz znowu sie pierze, ale na krotkim cyklu, dla odświeżenia.

Jakas niekorzystna aura do wyciągania prania była wczoraj big_smile

To tyle prania się w wczoraj przekisiło w pralkach big_smile Szok. Wczoraj był jakiś poruszający odcinek serialu w tv ? big_smile

Nie wiem, ja bez męża w domu to oglądam tylko PokemonTV. big_smile big_smile big_smile

Nawet nie wiedziałem, że jest taka tv big_smile

4 253

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Snake napisał/a:
adiafora napisał/a:

Raczej przy projektowaniu nikt nie bierze pod uwagę, że w budunek pierdyknie wielki pasażerski samolot z tyloma tonami paliwa. O ile samo uderzenie nie spowodowałoby takiej katastrofy to już temperatura tak. Która konstrukcja stalowa to wytrzyma?

Bierze, a przynajmniej coś podobnego i przynajmniej od roku 1945 kiedy w Empire State Building uderzył bombowiec B-25. Żadna konstrukcja stalowa nie wytrzyma pożaru, bo stal jest podatna na odkształcenia w wyniku temperatury i jako taka nie ma żadnej odporności ogniowej. Taką odporność dają dodatkowe zabezpieczenia stali przez malowanie odpowiednimi farbami lub okładziny szczelnie obudowujące stal. Problem zasadniczy jest taki, że każde takie zabezpieczenie, jak również naturalna odporność materiału ma wymiar określony w czasie. Na przykład można zabezpieczyć stal na dwie godziny oddziaływania ognia. Po upływie tych dwóch godzin temperatura już będzie bez przeszkód taki element stalowy niszczyć. Robi się to aby dać 2 godziny na ewakuację ludzi ze strefy zagrożenia oraz próbę ugaszenia pożaru. Jeśli w tym czasie się to nie uda, to budynek się po prostu spali i zawali. Zgodnie z przepisami i projektem. Problem w tym, że zabezpieczenia farbami powyżej godziny odporności to już kosmos cenowy, a realny do dwóch godzin. Problem z okładzinami, które teoretycznie można stopniować do 4 godzin, a nawet więcej, że to okładziny. To znaczy, że mechanicznie można je oderwać od zasadniczej konstrukcji, którą chronią. Do tego oczywiście istnieją bardziej wyrafinowane środki ochrony instalacja tryskaczowa na wodę lub inne środki, oddymianie specjalną wentylacją itp. ale to też elementy wrażliwe na mechaniczne zniszczenia.
To tak sobie... wink

no to suma sumarum, taki budynek nie jest niezniszczalny, skoro każde zabezpieczenie nie jest na wieczność :-)

4 254 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-12-03 15:51:48)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Aleśta naklepali smile

Już mnie świerzbią paluchy, by dodać swoje trzy grosze. Wieczorkiem.
Wieczorkiem! Jak już pranie odbębnię i zrobię se na jutro forszmak ze śledzia i ziemniaków. To moje kulinarne odkrycie z internetu. Dooobre! smile
Dzisiaj żurek mam na obiad, ja jednodaniowa jestem, bo choć gotować lubię, nie jest to powód, by pół życia spędzać w kuchni.
Spadam z roboty, na resztki słońca zapolować smile

4 255

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Mam takie pytanie. Co może być skutkiem kołatania serca oraz wiecznego stanu zmęczenie /niewyspania? Kawy nie piję, % też nie, śpię 7-8 godzin.

4 256 Ostatnio edytowany przez Snake (2020-12-03 15:53:14)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
adiafora napisał/a:

no to suma sumarum, taki budynek nie jest niezniszczalny, skoro każde zabezpieczenie nie jest na wieczność :-)

Nie ma niezniszczalnych budynków są tylko obliczone na mniejsze lub większe zagrożenia. Nawet specjalne bunkry dla dowództw USA, Rosji czy Chin są obliczone żeby wytrzymać np. strzelam wink wybuch bezpośrednio nad nim bomby 1 MT ale co jeśli będą trzy takie wybuchy następujące po sobie, albo jeden 10 MT? Wieże WTC wytrzymały mniej więcej godzinę z kwadransem i 1,5 godziny. To nie jest mało. W zasadzie powinno wystarczyć żeby ewakuować ludzi, oczywiście tych z nieodciętych pięter i otoczenia. Przy czym w tego rodzaju budynkach ich trzon powinien przez cały ten czas umożliwiać ewakuację.

4 257

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Lucyfer666 napisał/a:

Mam takie pytanie. Co może być skutkiem kołatania serca oraz wiecznego stanu zmęczenie /niewyspania? Kawy nie piję, % też nie, śpię 7-8 godzin.

Być może tarczyca, być może za dużo żelaza we krwi i problemy z wątrobą. Może stres.

4 258 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-12-03 18:20:30)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Snake napisał/a:
Misinx napisał/a:

A ta jest niemedialna ?

Medialna ale w mediach starej daty. Dziś nawet Thusnelda, domniemana bohaterka ludu germańskiego biegnie do bitwy w Lesie Teutoburskim w stroju przypominającym bikini.


Czyli po prostu bardziej spektakularna ma być smile
Spadam, trzecia wybiła smile

4 259 Ostatnio edytowany przez paslawek (2020-12-03 16:27:21)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Lucyfer666 napisał/a:

Mam takie pytanie. Co może być skutkiem kołatania serca oraz wiecznego stanu zmęczenie /niewyspania? Kawy nie piję, % też nie, śpię 7-8 godzin.

Skutkiem czy przyczyną ?
Jeżeli przyczyną to albo za dużo pracy,błąd w diecie czegoś za dużo albo za mało i napięcie wewnętrzne przed czymś być może skrywane obawy,intensywne myślenie skoncentrowane nadmiernie nad czymś .
Tęsknota za kimś też,chociaż normalnie śpisz smile.
To raczej nie jest objaw stanu przedzawałowego
A w krótkich żołnierskich słowach jak się tyra po 14-16 godzin dziennie i nic  nie żre w trakcie dnia ,tylko raczy pustymi kaloriami które wypłukują więcej minerałów niż jest się w stanie ich dostarczyć suplementami,tabletkami to potem ma się taki stan.
Kłamca - "nie pije kawy" to w życiu się nie zdarza i jest niemożliwe nie pić kawy - chyba że ktoś nie lubi smile

4 260 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2020-12-03 16:19:37)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Zaburzenia elektrolitowe niski poziom glukozy magnezu

apteka: litorsal + magnez
Dom woda cukier cytryna szczypta soli.

I kakao gorzka czekolada
Sok pomidorowy.

Przyczyny
Streesssss.. albo tarczyca sprawdź.
Może nienaturalnie jesz a masz organizm jak barometr.
Warto ćwiczyć joga pilates.
Polecam poszukać na Youtube ćwiczenia body balance.

Aa..  I odwodnienie!!

4 261 Ostatnio edytowany przez adiafora (2020-12-03 16:32:39)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Snake napisał/a:
adiafora napisał/a:

no to suma sumarum, taki budynek nie jest niezniszczalny, skoro każde zabezpieczenie nie jest na wieczność :-)

Nie ma niezniszczalnych budynków są tylko obliczone na mniejsze lub większe zagrożenia. Nawet specjalne bunkry dla dowództw USA, Rosji czy Chin są obliczone żeby wytrzymać np. strzelam wink wybuch bezpośrednio nad nim bomby 1 MT ale co jeśli będą trzy takie wybuchy następujące po sobie, albo jeden 10 MT? Wieże WTC wytrzymały mniej więcej godzinę z kwadransem i 1,5 godziny. To nie jest mało. W zasadzie powinno wystarczyć żeby ewakuować ludzi, oczywiście tych z nieodciętych pięter i otoczenia. Przy czym w tego rodzaju budynkach ich trzon powinien przez cały ten czas umożliwiać ewakuację.


no właśnie. Konstrukcja nie zawaliła się od razu jak domek z kart, tylko wytrzymała ponad godzinę. Dlatego nie oczekujmy cudów od konstruktorów i nie linczujmy za błędy, bo powinien wytrzymać 5. Podejrzewam, że nawet jakby tyle wytrzymał to i tak byłyby glosy - dlaczego tylko 5 a nie 10 itd...
Ewakuacja była trudna, bo gęsty dym utrudniał wszystko. Ludzie z wyższych, odciętych pięter, liczyli na ewakuację z powietrza, ale tym bardziej było to trudne. Nie mówiąc o tym, że panował jeden, wielki chaos.

A dlaczego zawalił się trzeci budynek, wtc7?

Dokładnie pamiętam, co robiłam tamtego dnia, w chwili, gdy mąż do mnie zadzwonił i powiedział, żebym włączyła telewizor.
Dramat tych ludzi, który rozgrywał się na oczach świata był przerażający. Obserwowanie tej ludzkiej tragedii, siedząc wygodnie w fotelu było w jakimś stopniu traumatycznym doświadczeniem dla mnie.

4 262

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Lucyfer do tego co napisała Ela, na już i szybko duże ilości potasu w kapsułkach np. Kathelin. Jak wyciągali mnie w szpitalu z problemów sercowych to za każdym razem był potas duże ilości. Jak dużo pracujesz w dzień to staraj się przez kilka dni wprowadzić drzemki, chociaż po 20 min, powinno Ci pomóc. Stres, nerwy, źle wpływają na serducho mogą się pojawiać kołatania.

4 263 Ostatnio edytowany przez Syl (2020-12-03 17:43:08)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Pasławek napisał prawie wszystko, o czym sama chciałam napisać smile Obstawiałabym szczególnie stres, życie pod presją, wewnętrzne napięcia, świadomość, że wszystko musi być zrobione na konkretną godzinę. Nie wyobrażam sobie życia bez kawy!

Czy macie jakieś konkretne plany na kolejny rok? Jakieś postanowienia? Niby oklepany temat, ale mimo to lubię od czasu do czasu porównać rok obecny do poprzedniego i dojść do wniosku, co już się zmieniło, a co jeszcze powinno. Ten rok na pewno był lepszy od poprzedniego, ale w przyszłym roku dobrze by było coś poprawić. I absolutnie nie planuję zapisywać się na kolejne studia, uczyć się kolejnych języków i czytać kilku książek w miesiącu. Jeśli życie pozwoli, będzie to rok, w którym po raz pierwszy sobie samej odpuszczę. Skupię się na odpoczynku, mojej największej pasji i miłości jednocześnie, wysypianiu się i oddzieleniu życia prywatnego od zawodowego... Początki tych zmian już są, trzeba je nadal aktywnie wprowadzać w przyszłym roku smile

A jak jest u Was?

4 264

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Piegowata'76 napisał/a:

Aleśta naklepali smile

Już mnie świerzbią paluchy, by dodać swoje trzy grosze. Wieczorkiem.
Wieczorkiem! Jak już pranie odbębnię i zrobię se na jutro forszmak ze śledzia i ziemniaków. To moje kulinarne odkrycie z internetu. Dooobre! smile
Dzisiaj żurek mam na obiad, ja jednodaniowa jestem, bo choć gotować lubię, nie jest to powód, by pół życia spędzać w kuchni.
Spadam z roboty, na resztki słońca zapolować smile

Aaaa... Zaraziłaś mnie i będę łowić jutro lub w sobotę śledzie (sama będąc tymże śledziem z pochodzenia), a żurek mi już wczoraj Babunia obiecała (bo rosołek jej wyjadłam w tempie ekspresowym).

4 265

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Nigdy nie miałam postanowień noworocznych, dla mnie to takie trochę bez sensu, ale zaznaczam, dla mnie, jak ktoś lubi i uważa, ze maja sens to spoko big_smile
Jeśli chodzi o plany to wiele rzeczy w przyszłym roku chciałabym zrealizować i bardzo bym chciała żeby się udało, a jeśli się powiedzie, czego ogromnie chce, to wtedy ten przyszły rok będzie najbardziej przełomowym od wielu, wielu lat, rewolucja w życiu na całego big_smile


Adiafora, bierz wielką, żywa choinkę, takie choinki są super, w moim rodzinnym domu od wielu juz lat zawsze jest żywa, do sufitu, rozłożysta i gęsta i zawsze ludziska się nią zachwycają big_smile jeśli chcesz żeby pięknie pachniało, to kup sobie świerk, jodła dłużej wytrzyma, jest trwalsza, ale nie pachnie, ale tak szczerze zawsze świerk też długi trzyma, wystarczająco aby się nacieszyć big_smile

4 266

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Ela210 napisał/a:

Zaburzenia elektrolitowe niski poziom glukozy magnezu

apteka: litorsal + magnez
Dom woda cukier cytryna szczypta soli.

I kakao gorzka czekolada
Sok pomidorowy.

Przyczyny
Streesssss.. albo tarczyca sprawdź.
Może nienaturalnie jesz a masz organizm jak barometr.
Warto ćwiczyć joga pilates.
Polecam poszukać na Youtube ćwiczenia body balance.

Aa..  I odwodnienie!!

Ej, ja bym praaaawie to samo powiedziała.
Święta trójca, czyli magnez, potas (np. pomidory) i sód (soda lub sól) + nawodnienie i odwodnienie (skrzyp, sok z brzozy, pokrzywa).
Do tego:
- test na cholerny Covid
- regularne spożywanie niewielkich posiłków
- morfologia z próbami wątrobowymi, rozbiciem cholesterolu i cukrem.

4 267 Ostatnio edytowany przez adiafora (2020-12-03 18:36:33)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Lody, problem w tym, że nie bardzo mam miejsce na tę rozłożystość :-) Żywa choinka im wyższa, tym szersza, na dole zwłaszcza. Sztuczne są szerokie i wąskie, do wyboru, do koloru...

Moje postanowienia noworoczne to nie mieć nigdy postanowień noworocznych ;-)
Mija styczeń i człowiek zazwyczaj i tak zapomina, co tam naklepał sobie po tym szampanie... ;-)

4 268 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-12-03 20:32:04)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Jezdem wink
Zacznę od myszek.
Otóż ja ze wsi jestem dziewucha i podzielam zdroworozsądkowy stosunek Snake'a do żywych stworzeń. Ale że zabijać zwierzatek nie lubię, myszki w sumie budzą moją sympatię, byle mi na głowę nie wylazły (w tym mieści się buszowanie i rozmnażanie się pod moim dachem), więc chciałabym schwytać ją żywą i wynieść gdzieś. Nie zabijam pajaków i innych żyjątek, które zbłądzą pod mój dach ; zgarniam na szufelkę i wypraszam za drzwi. Wyjątkiem są obrzydliwe muchy, bo one grzecznie się wyprosić nie daja, a budzą we mnie wielki wstręt.
Problemu z myszą nie mam, traktuję to w kategoriach domowej anegdotki i drobnej codziennej przygody.


Co do poczucia własnej wartości - zastanowia mnie to czasem. Myślę, że mam je ambiwalentne. Są obszary, gdzie jestem zupełnie o swoją wartość spokojna, ale są i takie, gdzie mocno w siebie wątpię. I tu piętą ahillesową są na pewno relacje damsko-męskie, ta cała atrakcyjność. Na moim życiu bardzo zaważyła niepełnosprawność, zmiany środowiska i szykany rówieśników. Dom rodzinny też nie bardzo wspierał. Zupełnie się z tej sfery wycofałam, bardzo późno zaczęłam nadrabiać zaległości. Z czasem trochę się podreperowalam, wyglądałam ze swojej skorupy i okazywało się, że nie jest ze mną tak źle. Ale roboty jest jeszcze dużo, co bardzo uświadomiła mi historia z panem... wiadomym.
Rossanko, nie jestem specjalistką, ale mnie się wydaje, że tak głęboko wryte masz w "beret" przekonanie o własnej niewystarczalności, że w ogóle nie dopuszczasz do siebie innych informacji na ten temat. Wiesz "swoje" i koniec. Nie chcesz, bardzo sie bronisz przed tym, co niezgodne z twoimi przekonaniami.


Syl coś o hipnozie napomyka. Tak się składa, że całkiem niedawno zetknęłam się z tą sprawą i nawet wypróbowałam troszeczkę. Hipnoza to nie są żadne czary-mary! To zupełnie naturalny stan, gdy mózg nieco się "wyłącza", funkcjonuje na zmniejszonych obrotach (całego wykładu na ten temat wysłuchałam od wiarygodnej i przekonującej osoby). Gdy rozum (świadomość) zmniejsza swą aktywność, przestaje międlić, mędrkować, wałkować i wtedy bardziej podatna na przekazy staje się podświadomość. Doświadczając hipnozy człowiek nie staje się bezwolną kukiełką, zachowuje przytomność, ale jest w stanie głębokiego rozluźnienia i zrelaksowania (próbowałam, wspaniały stan). Hipnoza to nic innego jak technika relaksacyjna, tyle że bardziej zaawansowana. Osoba, która mi to objaśniała porównała to do tego, co czuje się tuż przed zaśnięciem, lub po przebudzeniu, takie "odlatywanie", niby przytomnośc, ale niezupełnie. Nie wszyscy doświadczają jej jednakowo. Ja nie "odleciałam", po prostu czułam się niesamowicie odprężona, ale moja koleżanka tak określała swój stan. Hipnoza obrosła wieloma mitami.


Wracając jeszcze do własnej wartości - jakoś nie czuję potrzeby udowadniania sobie i całemu światu, że coś znaczę. Nie mierzę wartości dokonaniami, studiami, osiągnięciami. Raczej czerpię je z doświadczeń, przemyśleń i komunikatów od innych. Wiem, słyszałam wiele razy, że jestem niegłupia, że umiem to i owo zrobić, że coś nieźle, a nawet dobrze mi wychodzi. Nie mam powodu negować, gdy chwalą mnie za cechy charakteru. Wiem też, że mam wady, nad niektórymi pracuję,  ale nie zadręczam się nimi. Zdarza się, że zrobi mi się przykro, gdy ktoś mnie skrytykuje, czasem się odzywają moje "punkty wrażliwe". Z pewnych swoich atutów zupełnie nie zdawałam sobie sprawy, zanim się nie dowiedziałam od innych, miło było się dowiedzieć - i nie zaprzeczać smile
W sumie oceniam swoje poczucie własnej wartości jako... niezłe wink

4 269

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Syl napisał/a:

Pasławek napisał prawie wszystko, o czym sama chciałam napisać smile Obstawiałabym szczególnie stres, życie pod presją, wewnętrzne napięcia, świadomość, że wszystko musi być zrobione na konkretną godzinę. Nie wyobrażam sobie życia bez kawy!

Czy macie jakieś konkretne plany na kolejny rok? Jakieś postanowienia? Niby oklepany temat, ale mimo to lubię od czasu do czasu porównać rok obecny do poprzedniego i dojść do wniosku, co już się zmieniło, a co jeszcze powinno. Ten rok na pewno był lepszy od poprzedniego, ale w przyszłym roku dobrze by było coś poprawić. I absolutnie nie planuję zapisywać się na kolejne studia, uczyć się kolejnych języków i czytać kilku książek w miesiącu. Jeśli życie pozwoli, będzie to rok, w którym po raz pierwszy sobie samej odpuszczę. Skupię się na odpoczynku, mojej największej pasji i miłości jednocześnie, wysypianiu się i oddzieleniu życia prywatnego od zawodowego... Początki tych zmian już są, trzeba je nadal aktywnie wprowadzać w przyszłym roku smile

A jak jest u Was?

Stres by pasował gdyby miał dodatkowo problemy ze snem, a jeśli przesypia ciągiem 8 godzin to nie jest źle.

Ja nie mam żadnych planów na konkretny rok. Trudno uznać planem rozwód, bo pozew został już złożony i sprawa jest w toku. A poza tym się zobaczy co będzie dalej. Możliwe są znów przekształcenia własnościowe w mojej pracy, więc nie wiadomo jak po tym wyląduję. Być może sytuacja zmusi mnie do zmiany pracy.

4 270 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-12-03 19:13:42)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Nie lubię planów. Mam marzenia i zamiary, ale plan? Jutro, a nawet za chwilę mogę umrzeć i nici z planów.
Moim "planem" jest iść do przodu i czynić swoje życie coraz lepszym, coraz bardziej zgodnym ze mną i światem, a siebie - coraz bardziej zdolną do realizowania tego.

Misinx, pranie jeszcze się nie ruszało smile Przeleżało w pralce do popołudnia w kondycji na tyle dobrej, że nawet nie przepłukiwałam ponownie. Rozwiesiłam po powrocie z pracy.

4 271 Ostatnio edytowany przez adiafora (2020-12-03 19:25:43)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

tiaaa, jak to powiedział Allen, jak chcesz rozsmieszyć Boga to opowiedz mu o swoich planach na przyszłość ;-)

Trochę się boję nagłej śmierci. Czlowiek wychodzi z domu i nie zastanawia się, czy wróci. To takie oczywiste, ze wróci. A przecież nie :-)
Nikt nie wie, ile ma czasu. Wydaje nam się, że dużo. A czasem nie zdązymy powiedzieć bliskim tylu ważnych rzeczy. 

Pamiętam, jak czytałam wspomnienia wdowy po śmierci męża, ktory zginął tragicznie. Mówiła - moglam wstać rano, zrobć mu śniadanie, przytulić, powiedzieć, że go kocham... a zamiast tego rozstaliśmy się w sprzeczce... I nie mogła sobie tego wybaczyć. Że ten ostatni ich dzień był taki...

I tego się obawiam. Dlatego, gdy czasem mi się przypomni, to - gdy wychodzę gdzieś, do sklepu nawet - mówię swoim, że kocham ich. Oni patrzą na mnie dziwnie i żartują - mówisz, jakbyś nas opuszczała :-))

Nigdy nie wiadomo...

4 272

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Piegowata'76 napisał/a:

Nie zabijam pajaków i innych żyjątek, które zbłądzą pod mój dach ; zgarniam na szufelkę i wypraszam za drzwi. Wyjątkiem są obrzydliwe muchy, bo one grzecznie się wyprosić nie daja, a budzą we mnie wielki wstręt.

Przestań wyrzucać z domu pająki, a problemów z obrzydliwymi muchami powinno być mniej wink W polskich domach większość żyjących w nich żyje w miejscach niewidocznych. Przynajmniej dla mężczyzn wink Domowe pająki, to nasz sprzymierzeniec w walce z różnymi innymi owadami. Niektóre mogą ugryźć w obronie ale ciężko żeby tym zabiły. Te duże, obrzydliwe he, he, to kątniki. Polują na muchy, meszki itp.

4 273 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-12-03 19:24:39)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

post pod postem

4 274 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-12-03 19:25:45)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Kiedyś jednemu pająkowi pozwoliłam przezimować w kuchni. Mieszkałam wtedy sama jak palec, więc sobie rozmawialiśmy wink big_smile


adiafora napisał/a:

tiaaa, jak to powiedział Allen, jak chcesz rozsmieszyć Boga to opowiedz mu o swoich planach na przyszłość ;-)

Trochę się boję nagłej śmierci. Czlowiek wychodzi z domu i nie zastanawia się, czy wróci. To takie oczywiste, ze wróci. A przecież nie :-)

W ogóle to nie jest oczywiste.
Właśnie w pierwszych dniach grudnia, 20 lat temu wrócił z pracy mój ojciec i opowiadał o swoich optymistycznych planach mamie. Za chwilę leżał. Powieźli go do szpitala, z którego już nie wrócił.

Koleżanka obroniła pracę magisterską. Stała w progu naszego pokoju w pracy i opowiadała o tym tak radośnie. Miała plany, nie pamiętam już dokładnie, jakie. To była środa, a w sobotę zginęła w wypadku jadąc do pracy.

Ot, plany...

4 275 Ostatnio edytowany przez Snake (2020-12-03 19:25:42)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Piegowata'76 napisał/a:

Kiedyś jednemu pająkowi pozwoliłam przezimować w kuchni. Mieszkałam wtedy sama jak palec, więc sobie rozmawialiśmy wink big_smile

No i pomyśl, że ty śpisz, a on(ona) w tym czasie dzielnie cię chroni przed komarami i muchami, nie mówiąc o różnych takich obrzydliwcach jak pluskwiaki, karaluchowate.

A co do planów. Jak kiedyś powiedziałem żonie, że codziennie wychodząc z domu wychodzę jakbym miał nie wrócić, to powiedziała, że jestem psychiczny chyba lol

4 276

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

tak dzielnie jak antonio czy mario na czele armii albo te jego 20 latki.
za lodówka mam takiego darmozjada i muchy ani jednej nie złapał. moze owocówki jakieś.
złapać dla niego muchę to chyba jakby dla turysty lwa na safari upolować

4 277 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-12-03 19:31:20)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Kurczę, Adiafora...
Wiesz, że małżeństwo miałam do chrzanu. Patrzę na to teraz także z jego perspektywy, stać mnie na empatię, pomimo wszystkich zażaleń i zastrzeżeń.
Nie było z nim kontaktu w tych ostatnich dniach. Ciekawa jestem, co miałby mi do powiedzenia. Odzyskiwał świadomość tylko przelotnie. Spytałam, czy mu czegoś nie trzeba, a on poprosił o wodę. Ostatniego dnia już był zupełnie nieprzytomny, potrzymałam go za rękę. I tyle.
Mam nadzieję, że coś zostało powiedziane bez słów, ale nie wiem. Może kiedyś się dowiem.


Za życia nie dał mnie i sobie szansy na przebaczenie i zachowanie obopólnego szacunku.

4 278

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

no jak nie jest oczywiste? Wątpię, aby ktoś zakladał, gdy idzie do szkoły, pracy, sklepu itd, że nigdy nie wróci :-) Inaczej nie wychodziłby :-))

4 279

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
adiafora napisał/a:

tiaaa, jak to powiedział Allen, jak chcesz rozsmieszyć Boga to opowiedz mu o swoich planach na przyszłość ;-)

Trochę się boję nagłej śmierci. Czlowiek wychodzi z domu i nie zastanawia się, czy wróci. To takie oczywiste, ze wróci. A przecież nie :-)
Nikt nie wie, ile ma czasu. Wydaje nam się, że dużo. A czasem nie zdązymy powiedzieć bliskim tylu ważnych rzeczy. 

Pamiętam, jak czytałam wspomnienia wdowy po śmierci męża, ktory zginął tragicznie. Mówiła - moglam wstać rano, zrobć mu śniadanie, przytulić, powiedzieć, że go kocham... a zamiast tego rozstaliśmy się w sprzeczce... I nie mogła sobie tego wybaczyć. Że ten ostatni ich dzień był taki...

I tego się obawiam. Dlatego, gdy czasem mi się przypomni, to - gdy wychodzę gdzieś, do sklepu nawet - mówię swoim, że kocham ich. Oni patrzą na mnie dziwnie i żartują - mówisz, jakbyś nas opuszczała :-))

Nigdy nie wiadomo...

A moim zdaniem nagła śmierć jest najlepsza. Mam nadzieję, że taką będę miał.

4 280 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-12-03 19:40:25)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Dlaczego mam nie wychodzić?
Koronawirus uświadomił mi, że bardziej przeraża mnie strach niż powody do niego.
A najbardziej to dentysta hmm


Nie wiem, czy śmierć jest najlepsza, Misinx, ale sądzę, że skoro jest, ma jakiś sens. Nie muszę tego sensu rozumieć, choć chciałabym. Atawistycznie boję się jej, ale jest we mnie więcej akceptacji niż dawniej.
Kocham życie i nie mogę pojąć, jak bardzo niektórzy nie mają do niego szacunku, żyją jakby za karę. Ale gdy im śmierć w oczy zajrzy, to już inaczej gadają.

4 281

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Piegowata'76 napisał/a:

Kurczę, Adiafora...
Wiesz, że małżeństwo miałam do chrzanu. Patrzę na to teraz także z jego perspektywy, stać mnie na empatię, pomimo wszystkich zażaleń i zastrzeżeń.
Nie było z nim kontaktu w tych ostatnich dniach. Ciekawa jestem, co miałby mi do powiedzenia. Odzyskiwał świadomość tylko przelotnie. Spytałam, czy mu czegoś nie trzeba, a on poprosił o wodę. Ostatniego dnia już był zupełnie nieprzytomny, potrzymałam go za rękę. I tyle.
Mam nadzieję, że coś zostało powiedziane bez słów, ale nie wiem. Może kiedyś się dowiem.


Za życia nie dał mnie i sobie szansy na przebaczenie i zachowanie obopólnego szacunku.

ważne, czy Ty mu przebaczyłaś. Dobrze jest żyć bez takich balastów.

4 282 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-12-03 19:42:14)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
adiafora napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:

Kurczę, Adiafora...
Wiesz, że małżeństwo miałam do chrzanu. Patrzę na to teraz także z jego perspektywy, stać mnie na empatię, pomimo wszystkich zażaleń i zastrzeżeń.
Nie było z nim kontaktu w tych ostatnich dniach. Ciekawa jestem, co miałby mi do powiedzenia. Odzyskiwał świadomość tylko przelotnie. Spytałam, czy mu czegoś nie trzeba, a on poprosił o wodę. Ostatniego dnia już był zupełnie nieprzytomny, potrzymałam go za rękę. I tyle.
Mam nadzieję, że coś zostało powiedziane bez słów, ale nie wiem. Może kiedyś się dowiem.


Za życia nie dał mnie i sobie szansy na przebaczenie i zachowanie obopólnego szacunku.

ważne, czy Ty mu przebaczyłaś. Dobrze jest żyć bez takich balastów.

Nie lubię tego rodzaju balastów, są męczące.

4 283 Ostatnio edytowany przez paslawek (2020-12-03 20:02:34)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Piegowata'76 napisał/a:

Kiedyś jednemu pająkowi pozwoliłam przezimować w kuchni. Mieszkałam wtedy sama jak palec, więc sobie rozmawialiśmy wink big_smile


adiafora napisał/a:

tiaaa, jak to powiedział Allen, jak chcesz rozsmieszyć Boga to opowiedz mu o swoich planach na przyszłość ;-)

Trochę się boję nagłej śmierci. Czlowiek wychodzi z domu i nie zastanawia się, czy wróci. To takie oczywiste, ze wróci. A przecież nie :-)

W ogóle to nie jest oczywiste.
Właśnie w pierwszych dniach grudnia, 20 lat temu wrócił z pracy mój ojciec i opowiadał o swoich optymistycznych planach mamie. Za chwilę leżał. Powieźli go do szpitala, z którego już nie wrócił.

Koleżanka obroniła pracę magisterską. Stała w progu naszego pokoju w pracy i opowiadała o tym tak radośnie. Miała plany, nie pamiętam już dokładnie, jakie. To była środa, a w sobotę zginęła w wypadku jadąc do pracy.

Ot, plany...

Może moje ,protestanckie ,albo prostackie wychowanie miało wpływ na to że jednak w realizacji zamiarów,marzeń dobrze mieć jakiś plan tylko z marginesem na przeszkody,niepowodzenia-  normalną w życiu rzecz,oraz bez postawy bycia panem rzeczywistości w jej kontrolowaniu ,bo to już obłęd,ale też ,liczenie tylko i wyłącznie na bogów,przychylność duchów,aniołów pańskich,gwiazd to takie zbyt "spontaniczne" jak dla mnie zamki na piasku ,że coś spadnie spłynie z nieba,problem roszczeń,nadmiernych oczekiwań i nie realności marzeń jest istotny przynajmniej dla mnie ,bez planu na realizację marzenia pozostają tylko marzeniami niczym więcej mogą powodować frustracje.

Na te przerwane nagłą śmiercią plany na przyszłość - jest setki przykładów gdzie ludzie zrealizowali swoje marzenia mając plan,cele i nie umarli na drugi dzień zaraz po ogłoszeniu ich i radości.to moim zdaniem marny argument,ale ja kilka razy dziennie powtarzam sobie że umrę ,a śmierć jest najbardziej punktualną częścią życia i nie ma się co nią przejmować. Z resztą śmierć nie boli .,jak miałem 14 lat chciałem mieć perkusję takie marzenie, zrobiłem wszystko żeby rozszerzyć możliwości jej posiadania czyli zdobycia zarobienia pieniędzy ,miałem plan na wakacje i pech tramwaj nie urżnął mi głowy zapracowałem w te wakacje na cały fajny zestaw produkcji DDR o wdzięcznej nazwie firmy Trowa - nówka sztuka,nie licząc że ktoś lub coś mi to spełni ,i tak było i bywa z wieloma sprawami rzeczami chociaż im jestem starszy tym mniej myślę o rzeczach ,a największym marzeniem jest zostać dziadkiem mam plan oczywiści wredny ,bo modlę się co dzień o to ponieważ nie mam wpływu w tym zakresie na córkę i jej chłopaka,a nie lubię stwarzać presji na nikim wszystko idzie jak na razie zgodnie z moim planem ,a jak tramwaj urżnie mi głowę to trudno też nic na to nie poradzę,mogę tylko uważnie chodzić ,być przytomnym.

4 284

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Misinx napisał/a:

A moim zdaniem nagła śmierć jest najlepsza. Mam nadzieję, że taką będę miał.

może będziesz, kto wie :-) Mówią, że dobrym ludziom marzenia się spełniają :-)

Generalnie jednak chyba nie jest chciana.  W słowach modlitwy jest  - od nagłej i niespodziewanej śmierci zachowaj nas Panie :-)


Przypomniało mi się przy okazji tematu, jak czytałam kiedyś wywiad z parą prezydencką -  Lechem Kaczyńskim i jego żoną. To był świąteczny grudniowy  numer jakiegos magazynu. To był rok albo 2 lata przed tragedią. I  tam m.in zapytano o marzenia. I Maria powiedziała, że chciałaby umrzeć z razem z mężem, bo nie wybraża sobie życia bez niego. I on też by chyba sobie bez niej nie poradził...
...
I spełniło się jej.

4 285

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Nagła śmierć jest dobra dla nas, ale nie naszych bliskich bądź naszych bliskich dla nas, jak sobie wyobrażę, ze dzisiaj, ktoś  dla mnie bliski i ważny w życiu jest, a jutro go nie ma to dla mnie to straszna świadomość i perspektywa, niczego w życiu chyba tak się nie boję jak śmierci bliskich mi osób i to jeszcze w taki sposób, ze nie można się pożegnać przed, swojej śmierci się tak nie boję, ale umierać jeszcze nie chce big_smile w ogóle nie myślę za dużo o śmierci, po co? Lepiej myśleć o życiu i fajnych jego aspektach smile

4 286 Ostatnio edytowany przez adiafora (2020-12-03 19:58:42)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

no dokładnie, na co dzień nie myslimy o smierci, bo inaczej każde wyjście z domu to bylaby jakas paranoja :-))
Ja zaraz idę do paczkomatu i też nie zakładam, że nie wrócę.  Przeciwnie -  zamówiliśmy pizzę i oczywista oczywistość, ze ją będę jeść :-)))))),

W ogole to mam zamiar dożyć do 90 w krzepkim stanie a dalej sie zobaczy big_smile

4 287 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-12-03 20:15:19)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Czy dla nas dobra, też nie jestem pewna. Mniej emocji na pewno, ale brak czasu na rozliczenie się z życiem, uporządkowanie swoich spraw.
Najbardziej w życiu boję się cierpienia fizycznego. Dlatego tak trzęsę portkami przed dentystą.


Paslawek, często chodzi o nazywanie rzeczy.
Jakieś tam plany mam, ale nie nazywam ich planami. Plany kojarzą mi się z czymś, co MUSI być zrobione, z czymś sztywnym.
W końcu i ja chcę kurs szycia zrobić, ale dokładnie jeszcze tego nie zaplanowałam, bo na plan pierwszy wysunął się dentysta-sadysta.


Adiafora, Korczak powiedzial czy napisał, że nasze marzenia spełniają się często w tak wynaturzonej formie, że zupełnie ich nie poznajemy.

4 288 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-12-03 20:06:32)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

.

4 289 Ostatnio edytowany przez paslawek (2020-12-03 20:15:11)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Piegowata'76 napisał/a:

.

Zdążyłem przeczytać smile
Jedyne co człowiek musi to wyciągnąć kopyta ,a na dobrowolne dyscyplinowanie dobrze się ze sobą umówić po prostu,nie kombinować .

4 290 Ostatnio edytowany przez lody miętowe (2020-12-03 20:17:03)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

To tez Piegusku, tez boje sie cierpienia fizycznego, bo jestem mało odporna na ból. Dzieciaka rodziłas? rodziłaś, to co tam dentysta big_smile

p.s pizza to zdecydowanie ten fajny aspekt życia big_smile

Posty [ 4 226 do 4 290 z 12 682 ]

Strony Poprzednia 1 … 64 65 66 67 68 … 196 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026