To nie będzie o Pepe ?? ![]()
W sumie pies ganiał Pepe .
4 161 2020-12-02 16:53:20
Podobne tematy
4 162 2020-12-02 17:04:33
W papierach bałagan ogarniam sukcesywnieNawet w tym celu kupiłem sobie taką małą niszczarkę do dokumentów. Nazbierało się tego trochę przez lata.
Okien w tym roku to już na pewno nie będę mył. Szkoda zachodu. Ciemno i tak nic nie widać
Ale firanki to może też wypiorę, bo chyba ostatnio były prane jeszcze za kadencji żony.
niszczarkę też mam, ale swego czasu gdzieś się zapodziała, gdy była potrzebna. I potem, przez przypadek znalazłam ją na pawlaczu w kiblu, gdzie mój cichcem podrzuca różne rzeczy, co mnie doprowadza do szewskiej pasji.
Teraz stoi u syna w pokoju, ale w sumie i tak jej nie używam. Szybciej mi cos podrzeć. Nie mam jakichś tajnych akt. Jak coś wyda mi się nadto poufne to po prostu drę i topię w kibelku.
Nie, no nie żartuj. Nie umyjesz okien dla Jezuska??
;-)
4 163 2020-12-02 17:27:01 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-12-02 17:31:52)
To nie będzie o Pepe ??
W sumie pies ganiał Pepe .
A z Tobą kundel tańcował.
Możesz łaskawie się ode mnie odczepić?
Brałam Twoje zdanie pod uwagę, bo widać, że masz wiedzę i doświadczenie. Zawsze chętnie się czegoś nauczę od innych, krytykę też przełknę, ale są granice. To, że Cię o coś kiedyś pytałam, nie znaczy, że masz po mnie jeździć jak po łysej kobyle.
A moją niszczarką jest teraz piec.
4 164 2020-12-02 17:52:13 Ostatnio edytowany przez adiafora (2020-12-02 17:53:53)
piec to pamiętam u babci do ktorej jeżdziłam na wakacje i czasem na ferie zimowe. Ma swój klimat taki piec. Tylko pewnie noszenie węgla już mniej ![]()
Ale bardziej mnie fascynowała kuchnia węglowa z fajerkami. Zawsze do niej dorzucałam węgla cichaczem aż się kotłowało :-)) Bardziej chyba lubiłam pogrzebaczem te fajerki ściagać i potem znowu na miejsce klaść :-)
4 165 2020-12-02 18:00:40 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-12-02 18:05:24)
Noszenie węgla da się przeżyć. Traktuję to jako okazję do wystawiania nosa na świeże powietrze, bo muszę przejść jakieś 20 m. do garażu, gdzie go przechowuję, oraz darmowy fittness ![]()
Lubię ten mój piec pomimo jego wad (brud i zajmowanie miejsca na małym metrażu). Nastrojowy jest
Nawojowałam się z nim, zanim nauczyłam się palenia, naklęłam się po nocach, ale teraz palę jak stary kotłowy ![]()
Żałuję jednak, że nie mam, jak moi sąsiedzi, kuchni węglowej zamiast tego pieca. Miałabym zimą dwie pieczenie przy jednym ogniu i mniejsze rachunki za prąd, bo gotuję na elektrycznej kuchni indukcyjnej. Na blasze pieca czasem jakiś garnek z herbatą postawię, żeby cały czas była ciepła.
4 166 2020-12-02 19:25:21
paslawek napisał/a:To nie będzie o Pepe ??
W sumie pies ganiał Pepe .A z Tobą kundel tańcował.
Możesz łaskawie się ode mnie odczepić?Brałam Twoje zdanie pod uwagę, bo widać, że masz wiedzę i doświadczenie. Zawsze chętnie się czegoś nauczę od innych, krytykę też przełknę, ale są granice. To, że Cię o coś kiedyś pytałam, nie znaczy, że masz po mnie jeździć jak po łysej kobyle.
.
Nie wiem o co Ci chodzi?
Kto znowu zaczyna ?
Jeśli już to Pepe się uczepiłem takie pożegnanie
.Zacząłem tęsknić za nim chyba przez przekorę ![]()
Czy mogę hmmm pewnie tak ,tylko zanim zacznę się zastanawiać to muszę się sam zeskrobać ze ściany ![]()
Jedno cieszy że pokazujesz pazurki to lubię .
Nie specjalnie przepadam za mdłymi mimozami wole mieć do czynienia z żywymi istotami.
4 167 2020-12-02 19:28:13 Ostatnio edytowany przez adiafora (2020-12-02 19:37:01)
u mojej ciotki pieca nie było, tylko koza i pamiętam, że jak tam nocowałam, to rano było tak zimno, że z ust nam para szła :-)
Ona też nie miała kibelka w domu, tylko trzeba było na dwór latać na dwójkę do takiej sławojki. Zimną to była ekspresowa wizyta
Teraz pewnie też niektórzy ludzie mają takie warunki i jakoś żyją. Mówią, że do wszystkiego można się przyzwyczaić. Ale średnio sobie wyobrażam takie życie. Najszybciej to się człowiek przyzwyczaja do luksusu :-)
4 168 2020-12-02 21:04:55 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-12-02 21:17:55)
Paslawek, pewnie jeszcze wspomnę o wiadomym osobniku, nie martw się
Dzisiaj też podejście było, ale spławiłam i spacyfikowałam. Dziewczyny w pracy mają zapowiedziane, że jak on dzwoni, to mnie nie ma.
Co do pazurków, to ludzie często bywają zaskoczeni, że jednak jakieś mam. Nie muszę im tego udowadniać.
Adiafora, już sobie wypracowałam strategię palenia w piecu. Jak dobrze węgla napakuję przed spaniem, to do rana jeszcze się żarzy i kafle są ciepłe, a temperatura w domu przyzwoita. Rano znowu porządnie podkładam i jak wracam z pracy, jest nieźle. Mam do tego pieca podłączone centralne ogrzewanie i kaloryfery.
Osobiście znam ludzi żyjących w takich spartańskich warunkach, jak opisujesz. Zimą do wychodka nie latają, w sieni stoi specjalnie we wzniosłym celu postawione wiaderko, które trzeba wylewać. Najfajniej było, jak przyszedł ksiądz po kolędzie, wlazł bez pukania do sieni, a tam matka koleżanki odbywająca ważne posiedzenie ![]()
Szukam, kurde, pułapki na żywe myszy i nie mogę znaleźć. Wszędzie tylko te straszne "łapki" łamiące stworzeniom kręgosłupy. Nie uśmiecha mi się wyrzucanie i dotykanie mysich trupków. Znalazłam instrukcję wykonania pułapki z plastikowej butelki. Się pobawię ![]()
Tylko nie wiem, czy ta nasza mysz jeszcze z nami mieszka. Poza odchodami w kanapie nie znalazłam innych śladów bytności.
4 169 2020-12-02 21:10:29
U was też jest taka strefa gazy. Po dolinach zawiesina straszna ![]()
4 170 2020-12-02 21:26:45
Zrób pułapkę. Czyli pudełko z czymś szeleszczacym w środku że byś ja usłyszała ser zólty na wabik i jak ją uslyszysz to zamkniesz i wyniesiesz
4 171 2020-12-02 21:41:18 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-12-02 21:41:54)
Zrób pułapkę. Czyli pudełko z czymś szeleszczacym w środku że byś ja usłyszała ser zólty na wabik i jak ją uslyszysz to zamkniesz i wyniesiesz
Jak będę czymś zajęta, to mogę nie usłyszeć. A już jak będę spała, nie usłyszę na pewno. Mnie można z łóżkiem wynieść ![]()
4 172 2020-12-02 21:52:56
Szukam, kurde, pułapki na żywe myszy i nie mogę znaleźć. Wszędzie tylko te straszne "łapki" łamiące stworzeniom kręgosłupy. Nie uśmiecha mi się wyrzucanie i dotykanie mysich trupków. Znalazłam instrukcję wykonania pułapki z plastikowej butelki. Się pobawię
A po co dotykać? Po fakcie musisz tylko pałąk podnieść żeby uwolnić myszkę. Robisz to na dworze i myszka sama wylata
Są jeszcze pułapki z klejem. Rozkłada się to to i mysz powinna się przykleić, dodatkowo klej ma trutkę więc słodkich snów...
No i klasyczne trutki ale mysz jak się nażre to zdechnie gdzieś w swojej norce. Niby te trutki mają właściwości mumifikujące ale tak czy siak trzeba się pogodzić z myślą, że gdzieś ten zasuszony trupek sobie leży. Osobiście z własnych doświadczeń polecam tylko te tanie, toporne, śmiercionośne pułapki. W tą jesień z tydzień sobie myszki pobiegały ale po trzech trupkach w pułapkach się skończyło. Chyba, że jakieś nażarły się jeszcze trucizny. W tej klasycznej pułapce trzeba przećwiczyć podawanie zanęty. Żadne tam sery, kiełbasy itp. To za miękkie i mysza to wyżre, a pułapka nie zaskoczy. Chleb zbyt miękki również. Mnie sprawdza się jedyne czerstwa skórka od chleba i to taki maleńki kawałek, który nie wystaje poza zadzior na zanęte. Zadzior dociskamy nożem żeby zanęta dobrze siedział i mysza nie mogła jej wyciągnąć. Na jedną, maleńką skórkę łapią się durne jedna po drugiej.
4 173 2020-12-02 21:56:01
Trzeba umieć tę śmiercionośną pułapkę nastawić, wtedy i miękki ser może być. Nastawiałam nieraz jeszcze jako nastolatka.
Trochę mi jednak szkoda myszek, że giną tak okrutną śmiercią. Żartuję, że taką żywą mogłabym wypuścić do sąsiada ![]()
4 174 2020-12-02 22:06:30
A będziesz te złapane hodować czy wyrzucisz 5 km od domu? Bo jak żywą wypuścisz koło domu, to nazajutrz będziesz ją miała z powrotem w domu. Nie mówiąc już o tym, że wchodząc w tematy "szkoda mi" trzeba pamiętać, że złapana żywcem czy ubita myszka, to najpewniej tatuś lub mamusia czeredki słodkich, małych myszek, które czekają aż rodzic przyniesie papu. Wyniesiesz poza dom takiego tatusia lub mamusię i skażesz te biedne dzieciątka na śmierć głodową?
4 175 2020-12-02 22:35:10 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-12-02 22:35:47)
A może ta mysz jest singlem ![]()
4 176 2020-12-02 23:48:10 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2020-12-02 23:48:36)
Chyba gryzonie żyły przed ludźmi i jakoś nie wymarly bez ich ciepłych domków. Złap w pudełko i wypuść gdzieś poza domem. Tam gdzie liście są.
4 177 2020-12-03 01:52:19
Piegowata'76 napisał/a:Szukam, kurde, pułapki na żywe myszy i nie mogę znaleźć. Wszędzie tylko te straszne "łapki" łamiące stworzeniom kręgosłupy. Nie uśmiecha mi się wyrzucanie i dotykanie mysich trupków. Znalazłam instrukcję wykonania pułapki z plastikowej butelki. Się pobawię
A po co dotykać? Po fakcie musisz tylko pałąk podnieść żeby uwolnić myszkę. Robisz to na dworze i myszka sama wylata
Są jeszcze pułapki z klejem. Rozkłada się to to i mysz powinna się przykleić, dodatkowo klej ma trutkę więc słodkich snów...
No i klasyczne trutki ale mysz jak się nażre to zdechnie gdzieś w swojej norce. Niby te trutki mają właściwości mumifikujące ale tak czy siak trzeba się pogodzić z myślą, że gdzieś ten zasuszony trupek sobie leży. Osobiście z własnych doświadczeń polecam tylko te tanie, toporne, śmiercionośne pułapki. W tą jesień z tydzień sobie myszki pobiegały ale po trzech trupkach w pułapkach się skończyło. Chyba, że jakieś nażarły się jeszcze trucizny. W tej klasycznej pułapce trzeba przećwiczyć podawanie zanęty. Żadne tam sery, kiełbasy itp. To za miękkie i mysza to wyżre, a pułapka nie zaskoczy. Chleb zbyt miękki również. Mnie sprawdza się jedyne czerstwa skórka od chleba i to taki maleńki kawałek, który nie wystaje poza zadzior na zanęte. Zadzior dociskamy nożem żeby zanęta dobrze siedział i mysza nie mogła jej wyciągnąć. Na jedną, maleńką skórkę łapią się durne jedna po drugiej.
Ojejku, jak Ty musisz pokazywac jakim to jestes wielkim samcem alfa na kazdym kroku.
Ktorym nie jestes, oczywiscie. Bo nie musialbys ciagle sie osmieszac. Gadajac o cycach swojej lekarki czy jakis sprzedawczyni, jakim to niby jestes seksista i zawsze przyprawiac jakims chamstwem w stosunku do zwierzat. Taki prawdziwy facet, na jakiego Ty pozujesz, nie musialby siedziec latami na babskim forum i to podkreslac i o sobie anonimowo opowiadac rzeczy, ktore tworza pewien image nie istniejacy.
Ba! Taki facet wcale by nie wlazl na wyszukiwarke i nie szukal forum zeby gadac i gadac i gadac glupoty.
Nudny sie robisz, a pomyslec, ze ciagle to samo gadasz od tylu lat. Nie nudzisz sie sam soba? Bo ja bym chyba juz umarla z nudow od tych prob udowadniania, ze jestem kims kim nie jestem.
4 178 2020-12-03 02:01:18 Ostatnio edytowany przez Abdul Ibn Muhmed (2020-12-03 02:02:29)
Snake napisał/a:Piegowata'76 napisał/a:Szukam, kurde, pułapki na żywe myszy i nie mogę znaleźć. Wszędzie tylko te straszne "łapki" łamiące stworzeniom kręgosłupy. Nie uśmiecha mi się wyrzucanie i dotykanie mysich trupków. Znalazłam instrukcję wykonania pułapki z plastikowej butelki. Się pobawię
A po co dotykać? Po fakcie musisz tylko pałąk podnieść żeby uwolnić myszkę. Robisz to na dworze i myszka sama wylata
Są jeszcze pułapki z klejem. Rozkłada się to to i mysz powinna się przykleić, dodatkowo klej ma trutkę więc słodkich snów...
No i klasyczne trutki ale mysz jak się nażre to zdechnie gdzieś w swojej norce. Niby te trutki mają właściwości mumifikujące ale tak czy siak trzeba się pogodzić z myślą, że gdzieś ten zasuszony trupek sobie leży. Osobiście z własnych doświadczeń polecam tylko te tanie, toporne, śmiercionośne pułapki. W tą jesień z tydzień sobie myszki pobiegały ale po trzech trupkach w pułapkach się skończyło. Chyba, że jakieś nażarły się jeszcze trucizny. W tej klasycznej pułapce trzeba przećwiczyć podawanie zanęty. Żadne tam sery, kiełbasy itp. To za miękkie i mysza to wyżre, a pułapka nie zaskoczy. Chleb zbyt miękki również. Mnie sprawdza się jedyne czerstwa skórka od chleba i to taki maleńki kawałek, który nie wystaje poza zadzior na zanęte. Zadzior dociskamy nożem żeby zanęta dobrze siedział i mysza nie mogła jej wyciągnąć. Na jedną, maleńką skórkę łapią się durne jedna po drugiej.Ojejku, jak Ty musisz pokazywac jakim to jestes wielkim samcem alfa na kazdym kroku.
Ktorym nie jestes, oczywiscie. Bo nie musialbys ciagle sie osmieszac. Gadajac o cycach swojej lekarki czy jakis sprzedawczyni, jakim to niby jestes seksista i zawsze przyprawiac jakims chamstwem w stosunku do zwierzat. Taki prawdziwy facet, na jakiego Ty pozujesz, nie musialby siedziec latami na babskim forum i to podkreslac i o sobie anonimowo opowiadac rzeczy, ktore tworza pewien image nie istniejacy.
Ba! Taki facet wcale by nie wlazl na wyszukiwarke i nie szukal forum zeby gadac i gadac i gadac glupoty.
Nudny sie robisz, a pomyslec, ze ciagle to samo gadasz od tylu lat. Nie nudzisz sie sam soba? Bo ja bym chyba juz umarla z nudow od tych prob udowadniania, ze jestem kims kim nie jestem.
Pamiętam jak na początku razem z nią trollowałem, to ja jej pokazałem to forum, ale jej jakby coś odwaliło i zachciało tutaj sprawiać wrażenie nie-trolla pod postacią jakiejś zimowej królewny. Po czasie zrozumiałem, że nawet i ja, taki wielki i wspaniały troll dałem się nabrać na jej poważność. Jesteś genialna. Podniecasz mnie.
4 179 2020-12-03 02:20:55
Snake napisał/a:Piegowata'76 napisał/a:Szukam, kurde, pułapki na żywe myszy i nie mogę znaleźć. Wszędzie tylko te straszne "łapki" łamiące stworzeniom kręgosłupy. Nie uśmiecha mi się wyrzucanie i dotykanie mysich trupków. Znalazłam instrukcję wykonania pułapki z plastikowej butelki. Się pobawię
A po co dotykać? Po fakcie musisz tylko pałąk podnieść żeby uwolnić myszkę. Robisz to na dworze i myszka sama wylata
Są jeszcze pułapki z klejem. Rozkłada się to to i mysz powinna się przykleić, dodatkowo klej ma trutkę więc słodkich snów...
No i klasyczne trutki ale mysz jak się nażre to zdechnie gdzieś w swojej norce. Niby te trutki mają właściwości mumifikujące ale tak czy siak trzeba się pogodzić z myślą, że gdzieś ten zasuszony trupek sobie leży. Osobiście z własnych doświadczeń polecam tylko te tanie, toporne, śmiercionośne pułapki. W tą jesień z tydzień sobie myszki pobiegały ale po trzech trupkach w pułapkach się skończyło. Chyba, że jakieś nażarły się jeszcze trucizny. W tej klasycznej pułapce trzeba przećwiczyć podawanie zanęty. Żadne tam sery, kiełbasy itp. To za miękkie i mysza to wyżre, a pułapka nie zaskoczy. Chleb zbyt miękki również. Mnie sprawdza się jedyne czerstwa skórka od chleba i to taki maleńki kawałek, który nie wystaje poza zadzior na zanęte. Zadzior dociskamy nożem żeby zanęta dobrze siedział i mysza nie mogła jej wyciągnąć. Na jedną, maleńką skórkę łapią się durne jedna po drugiej.Ojejku, jak Ty musisz pokazywac jakim to jestes wielkim samcem alfa na kazdym kroku.
Ktorym nie jestes, oczywiscie. Bo nie musialbys ciagle sie osmieszac. Gadajac o cycach swojej lekarki czy jakis sprzedawczyni, jakim to niby jestes seksista i zawsze przyprawiac jakims chamstwem w stosunku do zwierzat. Taki prawdziwy facet, na jakiego Ty pozujesz, nie musialby siedziec latami na babskim forum i to podkreslac i o sobie anonimowo opowiadac rzeczy, ktore tworza pewien image nie istniejacy.
Ba! Taki facet wcale by nie wlazl na wyszukiwarke i nie szukal forum zeby gadac i gadac i gadac glupoty.
Nudny sie robisz, a pomyslec, ze ciagle to samo gadasz od tylu lat. Nie nudzisz sie sam soba? Bo ja bym chyba juz umarla z nudow od tych prob udowadniania, ze jestem kims kim nie jestem.
Stara zasada internetu mówi: pijesz - nie pisz.
4 180 2020-12-03 02:23:32
Jak wy nawet nie wiecie że ostatnio spotkałem winter.kween w Łodzi i ładnie poprosiłem, żeby wróciła na stare tory trollowania razem ze mną, a ona spojrzała się na mnie, pokazała faka po czym odwróciła się ode mnie i zaczęła oddalać, ja za nią krzyknąłem, że zdradziła ideały internetowych trolli, złamała zasady naszego świętego kodeksu, na co ona chcąc być śmieszna pokazała mi swoje gołe dupsko, i sobie poszła dalej
4 181 2020-12-03 02:28:11
Jak wy nawet nie wiecie że ostatnio spotkałem winter.kween w Łodzi i ładnie poprosiłem, żeby wróciła na stare tory trollowania razem ze mną, a ona spojrzała się na mnie, pokazała faka po czym odwróciła się ode mnie i zaczęła oddalać, ja za nią krzyknąłem, że zdradziła ideały internetowych trolli, złamała zasady naszego świętego kodeksu, na co ona chcąc być śmieszna pokazała mi swoje gołe dupsko, i sobie poszła dalej
Za to co widziałeś to Twoje.
4 182 2020-12-03 09:51:09
Misinx napisał/a:
W papierach bałagan ogarniam sukcesywnieNawet w tym celu kupiłem sobie taką małą niszczarkę do dokumentów. Nazbierało się tego trochę przez lata.
Okien w tym roku to już na pewno nie będę mył. Szkoda zachodu. Ciemno i tak nic nie widać
Ale firanki to może też wypiorę, bo chyba ostatnio były prane jeszcze za kadencji żony.niszczarkę też mam, ale swego czasu gdzieś się zapodziała, gdy była potrzebna. I potem, przez przypadek znalazłam ją na pawlaczu w kiblu, gdzie mój cichcem podrzuca różne rzeczy, co mnie doprowadza do szewskiej pasji.
Teraz stoi u syna w pokoju, ale w sumie i tak jej nie używam. Szybciej mi cos podrzeć. Nie mam jakichś tajnych akt. Jak coś wyda mi się nadto poufne to po prostu drę i topię w kibelku.Nie, no nie żartuj. Nie umyjesz okien dla Jezuska??
;-)
Jezuskowi nic do moich okien
Musisz zlikwidować pawlacz w kiblu i się problem rozwiąże ![]()
4 183 2020-12-03 10:29:56
Winter.Kween napisał/a:Snake napisał/a:A po co dotykać? Po fakcie musisz tylko pałąk podnieść żeby uwolnić myszkę. Robisz to na dworze i myszka sama wylata
Są jeszcze pułapki z klejem. Rozkłada się to to i mysz powinna się przykleić, dodatkowo klej ma trutkę więc słodkich snów...
No i klasyczne trutki ale mysz jak się nażre to zdechnie gdzieś w swojej norce. Niby te trutki mają właściwości mumifikujące ale tak czy siak trzeba się pogodzić z myślą, że gdzieś ten zasuszony trupek sobie leży. Osobiście z własnych doświadczeń polecam tylko te tanie, toporne, śmiercionośne pułapki. W tą jesień z tydzień sobie myszki pobiegały ale po trzech trupkach w pułapkach się skończyło. Chyba, że jakieś nażarły się jeszcze trucizny. W tej klasycznej pułapce trzeba przećwiczyć podawanie zanęty. Żadne tam sery, kiełbasy itp. To za miękkie i mysza to wyżre, a pułapka nie zaskoczy. Chleb zbyt miękki również. Mnie sprawdza się jedyne czerstwa skórka od chleba i to taki maleńki kawałek, który nie wystaje poza zadzior na zanęte. Zadzior dociskamy nożem żeby zanęta dobrze siedział i mysza nie mogła jej wyciągnąć. Na jedną, maleńką skórkę łapią się durne jedna po drugiej.Ojejku, jak Ty musisz pokazywac jakim to jestes wielkim samcem alfa na kazdym kroku.
Ktorym nie jestes, oczywiscie. Bo nie musialbys ciagle sie osmieszac. Gadajac o cycach swojej lekarki czy jakis sprzedawczyni, jakim to niby jestes seksista i zawsze przyprawiac jakims chamstwem w stosunku do zwierzat. Taki prawdziwy facet, na jakiego Ty pozujesz, nie musialby siedziec latami na babskim forum i to podkreslac i o sobie anonimowo opowiadac rzeczy, ktore tworza pewien image nie istniejacy.
Ba! Taki facet wcale by nie wlazl na wyszukiwarke i nie szukal forum zeby gadac i gadac i gadac glupoty.
Nudny sie robisz, a pomyslec, ze ciagle to samo gadasz od tylu lat. Nie nudzisz sie sam soba? Bo ja bym chyba juz umarla z nudow od tych prob udowadniania, ze jestem kims kim nie jestem.Stara zasada internetu mówi: pijesz - nie pisz.
Nie mniej, ponieważ koleżankę coś boli i uwiera, a wiem, że może to być stan męczący, to odpowiem.
Nie wiem co ci tam po głowie krąży o chamstwie w stosunku do zwierząt. Mój stosunek do zwierząt oparty jest na zdrowym rozsądku. Na czym oparty jest twój, to twoja sprawa i zauważ żem go nieciekawy. Piegowata ma problem ze szkodnikami więc podałem jej sposoby na pozbycie się szkodników. Stare i sprawdzone ale nie będę przecież potępiał Piegowatej jeśli będzie chciała pół nocy poświęcić na polowaniu z pudełkiem na myszę żeby ją potem wypuścić. Ja wolę się wyspać, poza tym ze względu na fakt, że sam też biegałem za myszą, to wiem, że nie jest to łatwe, a z punktu widzenia celu, czyli złapania wręcz jałowe. Jednakże żeby ci ułatwić życie, na wypadek innych wpisów postanowiłem usystematyzować mój stosunek dla zwierząt. Tak żebyś miała gotowe dane do przeżucia i wyplucia. Tak więc po pierwsze zwierzątka systematyzuję wg kryterium: przydatne, nie przydatne, szkodliwe. Popularne kryterium "ooo jaki słodki piesiu" mnie osobiście nie interesuje aczkolwiek widzę, że można je przypasować do co najmniej dwóch moich
Jeśli chodzi o konkrety to np.:
- pająki mają u mnie w domu immunitet i nie pozwalam członkom rodziny ich tępić, albowiem są to owady pożyteczne.
- mrówki, pierwszy obiję mordę komuś kto niszczy mrowisko w lesie ale mrówki, które lęgną się na moim tarasie i okolicach bezwzględnie tępię. Zresztą na stanowcze życzenie małżonki, którą irytują mrówcze arterie komunikacyjne na naszych meblach i podłogach.
- pszczoły, poświęcę czas żeby wypuścić biedną pszczółkę, która zabłądziła do naszego domu, a mam obok pasiekę. Pszczoła to pożyteczny owad.
- osa, szerszeń, komar, karaluch itp., poświęcę czas żeby je unieszkodliwić w moim bezpośrednim otoczeniu, ponieważ w tym otoczeniu są to owady nieprzydatne i szkodliwe. Głównie dotyczy to os, którym co roku muszę eksterminować gniazda.
- pieski i kotki (nie te z Z Nation). Normalny, zdrowy, łowny kot jest dla mnie ze wszech miar zwierzęciem pożytecznym. Chętnie bym sobie jakiegoś sprawił niestety ze względu na fobię małżonki jest to niemożliwe. Do innych kotów mój stosunek jest neutralny, to znaczy, że raczej mam je gdzieś. Oczywiście łowny kot weteran zasługiwałby u mnie na dostatnią emeryturę nawet ślepy i kulawy. Psy to raczej sprawa czysto rekreacyjna. Obecnie nie posiadam. Interesuje mnie posiadanie dużego kompana ale obecnie nie posiadam ogrodzenia. Nie jestem zainteresowany umieszczaniem kompana w budzie lub kojcu więc tematu na razie nie ma. Aczkolwiek w ciągu 3-4 lat miałem już dwie znajdy, przybłędy, a z jednym jestem w stałym kontakcie
Niemniej choć psy lubię, to w terenie mam ze sobą gaz na wypadek spotkania z psem, z którym nie pogadasz...
- ptactwo dzikie. Gołębie, na szczęście nie występują w pobliżu miejsca mojego zamieszkania. Gdyby występowały, to w obrębie mojej posesji tępiłbym przy pomocy wiatrówki. Inne ptaki mi nie przeszkadzają, spełniają pożyteczną rolę w przyrodzie i bywa, że ładne dźwięki wydają. W tym roku jeden ptaszek uwił sobie gniazdo w moim garażu, a drugi wydziobał sobie dziurę w styropianie pod okapem domu i też zrobił gniazdo. Choć zaburzyło to nieco moje odczucia estetyczne, szczególnie widok zasranej kostki ale uznałem, że to dobry omen jak ptaki się zadomowiają i pozwoliłem im tam gniazdować.
- gryzonie, krety, jeże itp. Żelazna zasada brzmi, że wara od mojego domu. Mysza może sobie żyć w moim ogrodzie ale niech też tam sobie zimuje. Przy czym mnie nawet nie przeszkadza sam fakt, że mysza sobie po domu biega. Niestety jeśli sra, gdzie popadnie, a już szczególnie bezczelnie w szafkach i szufladach z żywnością, no to sama prosi się o kłopoty. Podobnie krety, zależy gdzie kopce robią. Aczkolwiek w ich tępieniu ograniczam się do humanitarnych metod z wypłaszaniem. Jeże mają u mnie spokój, czasem najwyżej zagadam do nich nocą jak sobie maszerują.
- płazy, gady. Nie przepadam ale nie wchodzę im w paradę i tego samego oczekuję
- zwierzęta hodowlane, jak najbardziej pożyteczne, bo lubię mięso, mleko, jajka, wyroby skórzane i poduszki z prawdziwego pierza. Nie popieram ich złego traktowania, bo takie jest bezsensowne, a wręcz szkodliwe, bo zmniejsza jakość i wydajność zwierzęcia.
- zwierzęta dzikie łowne. W granicach określonych prawem można je łowić i na nie polować co nie stanowi dla mnie żadnego problemu.
Jeśli jakiegoś zwierzątka nie wymieniłem, a mój stosunek do niego cię interesuje, to daj znać. Natomiast mój stosunek do cycków jest jak najbardziej entuzjastyczny, popieram w pełnej rozciągłości, w każdym wymiarze i pod każdą szerokością geograficzną.
4 184 2020-12-03 10:36:51
Nie mniej, ponieważ koleżankę coś boli i uwiera, a wiem, że może to być stan męczący, to odpowiem.
Nie wiem co ci tam po głowie krąży o chamstwie w stosunku do zwierząt. Mój stosunek do zwierząt oparty jest na zdrowym rozsądku. Na czym oparty jest twój, to twoja sprawa i zauważ żem go nieciekawy. Piegowata ma problem ze szkodnikami więc podałem jej sposoby na pozbycie się szkodników. Stare i sprawdzone ale nie będę przecież potępiał Piegowatej jeśli będzie chciała pół nocy poświęcić na polowaniu z pudełkiem na myszę żeby ją potem wypuścić. Ja wolę się wyspać, poza tym ze względu na fakt, że sam też biegałem za myszą, to wiem, że nie jest to łatwe, a z punktu widzenia celu, czyli złapania wręcz jałowe. Jednakże żeby ci ułatwić życie, na wypadek innych wpisów postanowiłem usystematyzować mój stosunek dla zwierząt. Tak żebyś miała gotowe dane do przeżucia i wyplucia. Tak więc po pierwsze zwierzątka systematyzuję wg kryterium: przydatne, nie przydatne, szkodliwe. Popularne kryterium "ooo jaki słodki piesiu" mnie osobiście nie interesuje aczkolwiek widzę, że można je przypasować do co najmniej dwóch moichJeśli chodzi o konkrety to np.:
- pająki mają u mnie w domu immunitet i nie pozwalam członkom rodziny ich tępić, albowiem są to owady pożyteczne.
- mrówki, pierwszy obiję mordę komuś kto niszczy mrowisko w lesie ale mrówki, które lęgną się na moim tarasie i okolicach bezwzględnie tępię. Zresztą na stanowcze życzenie małżonki, którą irytują mrówcze arterie komunikacyjne na naszych meblach i podłogach.
- pszczoły, poświęcę czas żeby wypuścić biedną pszczółkę, która zabłądziła do naszego domu, a mam obok pasiekę. Pszczoła to pożyteczny owad.
- osa, szerszeń, komar, karaluch itp., poświęcę czas żeby je unieszkodliwić w moim bezpośrednim otoczeniu, ponieważ w tym otoczeniu są to owady nieprzydatne i szkodliwe. Głównie dotyczy to os, którym co roku muszę eksterminować gniazda.
- pieski i kotki (nie te z Z Nation). Normalny, zdrowy, łowny kot jest dla mnie ze wszech miar zwierzęciem pożytecznym. Chętnie bym sobie jakiegoś sprawił niestety ze względu na fobię małżonki jest to niemożliwe. Do innych kotów mój stosunek jest neutralny, to znaczy, że raczej mam je gdzieś. Oczywiście łowny kot weteran zasługiwałby u mnie na dostatnią emeryturę nawet ślepy i kulawy. Psy to raczej sprawa czysto rekreacyjna. Obecnie nie posiadam. Interesuje mnie posiadanie dużego kompana ale obecnie nie posiadam ogrodzenia. Nie jestem zainteresowany umieszczaniem kompana w budzie lub kojcu więc tematu na razie nie ma. Aczkolwiek w ciągu 3-4 lat miałem już dwie znajdy, przybłędy, a z jednym jestem w stałym kontakcieNiemniej choć psy lubię, to w terenie mam ze sobą gaz na wypadek spotkania z psem, z którym nie pogadasz...
- ptactwo dzikie. Gołębie, na szczęście nie występują w pobliżu miejsca mojego zamieszkania. Gdyby występowały, to w obrębie mojej posesji tępiłbym przy pomocy wiatrówki. Inne ptaki mi nie przeszkadzają, spełniają pożyteczną rolę w przyrodzie i bywa, że ładne dźwięki wydają. W tym roku jeden ptaszek uwił sobie gniazdo w moim garażu, a drugi wydziobał sobie dziurę w styropianie pod okapem domu i też zrobił gniazdo. Choć zaburzyło to nieco moje odczucia estetyczne, szczególnie widok zasranej kostki ale uznałem, że to dobry omen jak ptaki się zadomowiają i pozwoliłem im tam gniazdować.
- gryzonie, krety, jeże itp. Żelazna zasada brzmi, że wara od mojego domu. Mysza może sobie żyć w moim ogrodzie ale niech też tam sobie zimuje. Przy czym mnie nawet nie przeszkadza sam fakt, że mysza sobie po domu biega. Niestety jeśli sra, gdzie popadnie, a już szczególnie bezczelnie w szafkach i szufladach z żywnością, no to sama prosi się o kłopoty. Podobnie krety, zależy gdzie kopce robią. Aczkolwiek w ich tępieniu ograniczam się do humanitarnych metod z wypłaszaniem. Jeże mają u mnie spokój, czasem najwyżej zagadam do nich nocą jak sobie maszerują.
- płazy, gady. Nie przepadam ale nie wchodzę im w paradę i tego samego oczekuję![]()
- zwierzęta hodowlane, jak najbardziej pożyteczne, bo lubię mięso, mleko, jajka, wyroby skórzane i poduszki z prawdziwego pierza. Nie popieram ich złego traktowania, bo takie jest bezsensowne, a wręcz szkodliwe, bo zmniejsza jakość i wydajność zwierzęcia.
- zwierzęta dzikie łowne. W granicach określonych prawem można je łowić i na nie polować co nie stanowi dla mnie żadnego problemu.Jeśli jakiegoś zwierzątka nie wymieniłem, a mój stosunek do niego cię interesuje, to daj znać. Natomiast mój stosunek do cycków jest jak najbardziej entuzjastyczny, popieram w pełnej rozciągłości, w każdym wymiarze i pod każdą szerokością geograficzną.
Ja się wzruszyłem.
Normalnie tak Cię teraz widzę ![]()

4 185 2020-12-03 10:42:36
Normalnie tak Cię teraz widzę
I prawidłowo aczkolwiek na drugi raz dawaj jakąś bardziej medialną królewnę ![]()
4 186 2020-12-03 10:44:39
Misinx napisał/a:Normalnie tak Cię teraz widzę
I prawidłowo aczkolwiek na drugi raz dawaj jakąś bardziej medialną królewnę
A ta jest niemedialna ?
4 187 2020-12-03 10:46:29
Mam kolejne pytania, jakby ktoś chciał odpowiedzieć poprzednie przeczytałam i sobie he zalogowalam.
1Jakie macie poczucie własnej wartosci: wysokie, srednue czy niskie.
2 czy zawsze było ono wysokie czy niskie, czy zmieniało się przez lata i czy zależało od okoliczności
3 co sprawia, że macie wysokie poczucie własnej wartości czy odwrotnie bardzo niskie? Czy są to konkretne czynniki?
4 188 2020-12-03 10:55:07
A ta jest niemedialna ?
Medialna ale w mediach starej daty. Dziś nawet Thusnelda, domniemana bohaterka ludu germańskiego biegnie do bitwy w Lesie Teutoburskim w stroju przypominającym bikini.
4 189 2020-12-03 11:02:16
Mam kolejne pytania, jakby ktoś chciał odpowiedzieć poprzednie przeczytałam i sobie he zalogowalam.
1Jakie macie poczucie własnej wartosci: wysokie, srednue czy niskie.
2 czy zawsze było ono wysokie czy niskie, czy zmieniało się przez lata i czy zależało od okoliczności
3 co sprawia, że macie wysokie poczucie własnej wartości czy odwrotnie bardzo niskie? Czy są to konkretne czynniki?
ad.1. Zawsze odkąd pamiętam moje poczucie wartości oscylowało w stanach niskich. Od szorującego po dnie, do takiego szorującego po suficie ![]()
ad.2. W pierwszych latach mojego związku z żoną ono rosło, a potem leciało na pysk. Pod koniec małżeństwa czułem się kompletnie nic nie wart i że kompletnie nie mam sobą nic do zaoferowania. Teraz powoli z tego wychodzę, ale podejrzewam, że szału to nigdy nie będzie. Nie zmienię się o 180 stopni. Ale jest trochę lepiej.
ad.3. To są zaszłości z dzieciństwa i młodości, a potem to już dalej tak szło, że sam sobie udowadniałem, że jestem beznadziejny. Wszystko widziałem przez ten pryzmat. To jest zaklęte koło, czujesz się beznadziejny i jednocześnie tak kształtujesz swój punkt widzenia na rzeczywistość, żeby to sobie potwierdzać. Czucie się w bagnie też uzależnia. A co mi poprawia poczucie wartości ? Pozytywny odbiór przez innych. Zwłaszcza przez osoby na których mi zależy.
4 190 2020-12-03 11:10:54
rossanka napisał/a:Mam kolejne pytania, jakby ktoś chciał odpowiedzieć poprzednie przeczytałam i sobie he zalogowalam.
1Jakie macie poczucie własnej wartosci: wysokie, srednue czy niskie.
2 czy zawsze było ono wysokie czy niskie, czy zmieniało się przez lata i czy zależało od okoliczności
3 co sprawia, że macie wysokie poczucie własnej wartości czy odwrotnie bardzo niskie? Czy są to konkretne czynniki?ad.1. Zawsze odkąd pamiętam moje poczucie wartości oscylowało w stanach niskich. Od szorującego po dnie, do takiego szorującego po suficie
ad.2. W pierwszych latach mojego związku z żoną ono rosło, a potem leciało na pysk. Pod koniec małżeństwa czułem się kompletnie nic nie wart i że kompletnie nie mam sobą nic do zaoferowania. Teraz powoli z tego wychodzę, ale podejrzewam, że szału to nigdy nie będzie. Nie zmienię się o 180 stopni. Ale jest trochę lepiej.
ad.3. To są zaszłości z dzieciństwa i młodości, a potem to już dalej tak szło, że sam sobie udowadniałem, że jestem beznadziejny. Wszystko widziałem przez ten pryzmat. To jest zaklęte koło, czujesz się beznadziejny i jednocześnie tak kształtujesz swój punkt widzenia na rzeczywistość, żeby to sobie potwierdzać. Czucie się w bagnie też uzależnia. A co mi poprawia poczucie wartości ? Pozytywny odbiór przez innych. Zwłaszcza przez osoby na których mi zależy.
Mam tak samo.
Czy nie sądzisz że na poczucie wartości nie powinien wpływać partner czy rodzina, że to powinno być z wewnątrz?
Tu pisze dużo osob będących w póki co szczęśliwych związkach i po ich wpisach widać, że ich poczucie wartości jest wysokie. Zawsze się zastanawiam, czy obi takie po prostu jest, czy jakby partner odszedł, to poczucie wartości okazałoby się, że pikuje nagle ostro w dół.
4 191 2020-12-03 11:17:09
Jak se wczoraj zasiadłam na forum, to zapomniałam wyjąć prania z pralki i rozwiesić ![]()
Tak, że nie wdaję się teraz w dyskusje, idę pracować ![]()
Potem się rozpiszę.
Pozdro! ![]()
4 192 2020-12-03 11:18:59 Ostatnio edytowany przez Misinx (2020-12-03 11:20:34)
Misinx napisał/a:rossanka napisał/a:Mam kolejne pytania, jakby ktoś chciał odpowiedzieć poprzednie przeczytałam i sobie he zalogowalam.
1Jakie macie poczucie własnej wartosci: wysokie, srednue czy niskie.
2 czy zawsze było ono wysokie czy niskie, czy zmieniało się przez lata i czy zależało od okoliczności
3 co sprawia, że macie wysokie poczucie własnej wartości czy odwrotnie bardzo niskie? Czy są to konkretne czynniki?ad.1. Zawsze odkąd pamiętam moje poczucie wartości oscylowało w stanach niskich. Od szorującego po dnie, do takiego szorującego po suficie
ad.2. W pierwszych latach mojego związku z żoną ono rosło, a potem leciało na pysk. Pod koniec małżeństwa czułem się kompletnie nic nie wart i że kompletnie nie mam sobą nic do zaoferowania. Teraz powoli z tego wychodzę, ale podejrzewam, że szału to nigdy nie będzie. Nie zmienię się o 180 stopni. Ale jest trochę lepiej.
ad.3. To są zaszłości z dzieciństwa i młodości, a potem to już dalej tak szło, że sam sobie udowadniałem, że jestem beznadziejny. Wszystko widziałem przez ten pryzmat. To jest zaklęte koło, czujesz się beznadziejny i jednocześnie tak kształtujesz swój punkt widzenia na rzeczywistość, żeby to sobie potwierdzać. Czucie się w bagnie też uzależnia. A co mi poprawia poczucie wartości ? Pozytywny odbiór przez innych. Zwłaszcza przez osoby na których mi zależy.Mam tak samo.
Czy nie sądzisz że na poczucie wartości nie powinien wpływać partner czy rodzina, że to powinno być z wewnątrz?
Tu pisze dużo osob będących w póki co szczęśliwych związkach i po ich wpisach widać, że ich poczucie wartości jest wysokie. Zawsze się zastanawiam, czy obi takie po prostu jest, czy jakby partner odszedł, to poczucie wartości okazałoby się, że pikuje nagle ostro w dół.
Nie żyjemy w próżni. Może w idealnej sytuacji powinno być tak, że poczucie wartości powinno być z wewnątrz. Zresztą ono jest z wewnątrz, ale pod wpływem tego co jest na zewnątrz. Przecież ono się kształtuje u zarania w ten właśnie sposób. My się nie rodzimy z poczuciem wartości, tylko je nabywamy z wiekiem właśnie w korelacji z bliskimi. I ten proces trwa całe życie, choć najbardziej intensywny jest w dzieciństwie i młodości. Dlatego gadanie, że poczucie wartości powinno wynikać jakby z samego siebie to moim zdaniem takie trochę odrywanie człowieka od rzeczywistości.
Jak se wczoraj zasiadłam na forum, to zapomniałam wyjąć prania z pralki i rozwiesić
Tak, że nie wdaję się teraz w dyskusje, idę pracować
Potem się rozpiszę.
Pozdro!
Ale pranie jeszcze nie ożyło
?
4 193 2020-12-03 11:19:15 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2020-12-03 12:53:24)
Wysokie. Bo miałam szczęście że nikt z bliskich ludzi mnie nie dołował.przeciwnie wspierano.
To chyba faktycznie coś subiektywnego co promieniuje na zewnątrz.
Nie wiem jak to jest czuć się gorszym chociaż spotykam przecież ludzi bogatszych ładniejszych zaradbiejszych o ambitniejszych.przyznam że lubię takie towarzystwo.bo jest się czym zachwycać wtedy.
Kurczę..nigdy nie czułam się gorsza..
Sama wiem że potrafię wzbudzać skrajne emocje u ludzi. Np wiele osób w realu gdy mnie poznało bliżej przyznali się że na początku mnie nie cierpieli. ![]()
Nawet dawno temu szef mi po drinku powiedział:Ale ja Cię na początku nienawidziłem dziewczyno! A potem razem z szefem żoną szefa i moim mężem się kumplowalismy.
Nie wiem czy będę pomocną Rossanka.
Myślę że ludzie których uważamy za lepszych w czymś ciągną nas w górę, inspirują. Dlatego nie skupiam się na tym że jestem gorsza tylko jak może być lepiej.
No nie..nie przyszło mi do głowy po zdradzie męża że coś ze mną nie tak czy że jestem gorsza od tamtej babki.
Związek to nie zawody.
Edit: Nie wiem czy to ma znaczenie ale wobec wielosci i różnorodności ludzi na świecie mam całkowitą akceptację dla faktu, że wielu ludziom mogę się nie podobać- pod różnymi względami. Walczyłam o małżeństwo i rodzinę bo kochałam męża, ale nie uważam się za coś bezwględnie najlepszego co mogło go w życiu spotkać. Tak samo jak komus mogę nie odpowiadać ze względu na wygląd, wiek, sposób bycia.
Może to jest jakaś ścieżka dla Rossanki czy Misinxa, spuścić z tonu po prostu, nie zatrzymywać sie na ludziach którym nie odpowiadacie, bo mają do tego pełne prawo by mieć swoje preferencje?
4 194 2020-12-03 12:37:45
1Jakie macie poczucie własnej wartosci: wysokie, srednue czy niskie.
Zależy. Patrząc na zwyżki i spadki to wyjdzie średnio średnie.
2 czy zawsze było ono wysokie czy niskie, czy zmieniało się przez lata i czy zależało od okoliczności
Okoliczności
3 co sprawia, że macie wysokie poczucie własnej wartości czy odwrotnie bardzo niskie? Czy są to konkretne czynniki?
Izolacja powoduje, że rośnie.
4 195 2020-12-03 12:47:57
1Jakie macie poczucie własnej wartosci: wysokie, srednue czy niskie.
2 czy zawsze było ono wysokie czy niskie, czy zmieniało się przez lata i czy zależało od okoliczności
3 co sprawia, że macie wysokie poczucie własnej wartości czy odwrotnie bardzo niskie? Czy są to konkretne czynniki?
Nie zastanawiałem się, chyba przeciętne
To znaczy, że jestem w miarę odporny na próby wpływania na to poczucie. Zarówno w górę jak i w dół.
4 196 2020-12-03 12:54:46
Mam kolejne pytania, jakby ktoś chciał odpowiedzieć poprzednie przeczytałam i sobie he zalogowalam.
1Jakie macie poczucie własnej wartosci: wysokie, srednue czy niskie.
2 czy zawsze było ono wysokie czy niskie, czy zmieniało się przez lata i czy zależało od okoliczności
3 co sprawia, że macie wysokie poczucie własnej wartości czy odwrotnie bardzo niskie? Czy są to konkretne czynniki?
1) Zawsze wydawało mi się, że mam niskie...
2) Już chyba doszło do średniego... Tak, to zależało od okoliczności, ale też metody wychowawcze matki zafundowały mi bardzo późny start w górę z poziomu sporo poniżej zera.
3) Niskie poczucie - gdy coś mi nie wyjdzie lub ktoś na mnie krzyczy, średnie gdy nic się dzieje, wysokie jak komuś pomogę i ktoś to doceni...
Czyli chyba standardowo?
Przynajmniej tak to sobie tłumaczę...
A wczoraj tak jak Pieguska nie wyciągnęłam prania z pralki, ani naczyń ze zmywarki... ![]()
No ale u mnie mąż to robił, a wraca za 2 tygodnie... ![]()
4 197 2020-12-03 12:54:57 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2020-12-03 12:55:41)
no to mi w dól nie spada, ale jak ktoś zaznaczy ze z jakiegoś mojego powodu mu miło, to mnie podbudowuje niewątpliwie. ![]()
Tzn, na jego ocenę w moich oczach to nie wpływa, ale mi miło.
4 198 2020-12-03 12:55:49
no to mi w dól nie spada, ale jak ktoś zaznaczy ze z jakiegoś mojego powodu mu miło, to mnie podbudowuje niewątpliwie.
Możemy popracować i w drugą stronę ![]()
4 199 2020-12-03 13:01:29
Już se dajcie spokój to nie ten wątek tu jest azyl oaza
Tu się leczy skołatane nerwy w innych wątkach ![]()
4 200 2020-12-03 13:14:23
Nie żyjemy w próżni. Może w idealnej sytuacji powinno być tak, że poczucie wartości powinno być z wewnątrz. Zresztą ono jest z wewnątrz, ale pod wpływem tego co jest na zewnątrz. Przecież ono się kształtuje u zarania w ten właśnie sposób. My się nie rodzimy z poczuciem wartości, tylko je nabywamy z wiekiem właśnie w korelacji z bliskimi. I ten proces trwa całe życie, choć najbardziej intensywny jest w dzieciństwie i młodości. Dlatego gadanie, że poczucie wartości powinno wynikać jakby z samego siebie to moim zdaniem takie trochę odrywanie człowieka od rzeczywistości.
Idealnie by było z wewnątrz, ale czy jest to możliwe, skoro od małego życjemy najpierw w rodzinie i to ona ma największy wtedy wpływ, a potem reszta społeczeństwa. Jeżeli przykładowo w dzieciństwie słyszysz" zamknij sie gówniaro" albo" zobacz na Justynkę, nie możesz być jak ona?" , albo "zostawię cię, wyjade i nigdy nie wrócę" - jesli przykładowo słyszy się takie zdania będąc dzieckiem, jasne, że wpływa to na poczucie wartości. Dobrze, jak człowiek zdaje sobie z tego sprawę tylko sęk w tym, że trzeba sobie z tego zdawać sprawę, dopiero później można nad tym popracować. Inaczej nawet nie wiesz, że masz niskie poczucie wartości, nie zdajesz sobie z tego sprawy, a wszystkie zdarzenia jakie Cię w życiu spotykają uznajesz za przypadek.
A teraz pytanie, jak podwyższyć poczucie własnej wartości? Bo przecież nie przez to, że np skończysz studia, czy schudniesz,czy kupisz sobie piękny samochód.
Co podwyższa to poczucie wartości?
4 201 2020-12-03 13:14:27
A wczoraj tak jak Pieguska nie wyciągnęłam prania z pralki, ani naczyń ze zmywarki...
No ale u mnie mąż to robił, a wraca za 2 tygodnie...
Oj to niegrzeczna jesteś i wiesz co Cię za to czeka od męża ![]()
4 202 2020-12-03 13:15:19
SanTi napisał/a:A wczoraj tak jak Pieguska nie wyciągnęłam prania z pralki, ani naczyń ze zmywarki...
No ale u mnie mąż to robił, a wraca za 2 tygodnie...Oj to niegrzeczna jesteś i wiesz co Cię za to czeka od męża
Wiem.
![]()
4 203 2020-12-03 13:17:45 Ostatnio edytowany przez adiafora (2020-12-03 13:19:07)
A wczoraj tak jak Pieguska nie wyciągnęłam prania z pralki, ani naczyń ze zmywarki...
No ale u mnie mąż to robił, a wraca za 2 tygodnie...
dołączam do klubu zapominalskich ;-) Nastawilam wczoraj wieczorem pranie i zapomniałam o nim. Całą noc kisiło sie w pralce. Teraz znowu sie pierze, ale na krotkim cyklu, dla odświeżenia.
Jakas niekorzystna aura do wyciągania prania była wczoraj ![]()
4 204 2020-12-03 13:23:24
Ela210 napisał/a:no to mi w dól nie spada, ale jak ktoś zaznaczy ze z jakiegoś mojego powodu mu miło, to mnie podbudowuje niewątpliwie.
Możemy popracować i w drugą stronę
mozesz pracować, ale to bezcelowe
naprawdę nie mam ambicji podobać się każdej osobie.:) To by było szaleństwo.
Bierz lepiej przykład ze starszej koleżanki Lucyferku ![]()
4 205 2020-12-03 13:25:10
Wysokie. Bo miałam szczęście że nikt z bliskich ludzi mnie nie dołował.przeciwnie wspierano.
To chyba faktycznie coś subiektywnego co promieniuje na zewnątrz.
Nie wiem jak to jest czuć się gorszym chociaż spotykam przecież ludzi bogatszych ładniejszych zaradbiejszych o ambitniejszych.przyznam że lubię takie towarzystwo.bo jest się czym zachwycać wtedy.
Kurczę..nigdy nie czułam się gorsza..
Sama wiem że potrafię wzbudzać skrajne emocje u ludzi. Np wiele osób w realu gdy mnie poznało bliżej przyznali się że na początku mnie nie cierpieli.
Nawet dawno temu szef mi po drinku powiedział:Ale ja Cię na początku nienawidziłem dziewczyno! A potem razem z szefem żoną szefa i moim mężem się kumplowalismy.
Nie wiem czy będę pomocną Rossanka.
Myślę że ludzie których uważamy za lepszych w czymś ciągną nas w górę, inspirują. Dlatego nie skupiam się na tym że jestem gorsza tylko jak może być lepiej.No nie..nie przyszło mi do głowy po zdradzie męża że coś ze mną nie tak czy że jestem gorsza od tamtej babki.
Związek to nie zawody.Edit: Nie wiem czy to ma znaczenie ale wobec wielosci i różnorodności ludzi na świecie mam całkowitą akceptację dla faktu, że wielu ludziom mogę się nie podobać- pod różnymi względami. Walczyłam o małżeństwo i rodzinę bo kochałam męża, ale nie uważam się za coś bezwględnie najlepszego co mogło go w życiu spotkać. Tak samo jak komus mogę nie odpowiadać ze względu na wygląd, wiek, sposób bycia.
Może to jest jakaś ścieżka dla Rossanki czy Misinxa, spuścić z tonu po prostu, nie zatrzymywać sie na ludziach którym nie odpowiadacie, bo mają do tego pełne prawo by mieć swoje preferencje?
Hmm, czyli dzieciństwo w zasadzie "załatwia" większość, potem to już tylko kosmetyka, jak już człowiek się zorientuje w czym problem.
U mnie się ciągle waha. Jedynie gdy poczucie własnej wartości mam wysokie to w sytuacjach, kiedy robie coś zgodnie ze sobą (a nie,że rodzina sobie życzy czy koleżanka), a także kiedy nie słucham nikogo i robię tak, aby mi było dobrze nie innym, nawet jak jest to kosztem innych (ale już bez przesady, nie jestem jakaś bezduszna).
To jest mój jedyny trop.
Co do ludzi, którym nieodpowiadałam, kompletnie nie obchodzi mnie zdanie kobiet, koleżanek, wiele się przewinęło juz w czasie i jesli którejś coś nie pasuje, to następna proszę, nigdy jakoś nie zabiegałam o przyjaźn, nawet jak byłam dzieckiem, z tego co pamiętam, po prostu odpuszczałam takie koleżanki, przez chwilę było mi przykro, ale króciutko, nawet jak miałam 12 lat nie było to dla mnie problemem.
Ale już niepowodzenia sercowe przeżywałam bardzo, nawet jako 15 czy 30paro latka, tu odrzucenie bardzo na mnie wpływało.
4 206 2020-12-03 13:25:57
Misinx napisał/a:Nie żyjemy w próżni. Może w idealnej sytuacji powinno być tak, że poczucie wartości powinno być z wewnątrz. Zresztą ono jest z wewnątrz, ale pod wpływem tego co jest na zewnątrz. Przecież ono się kształtuje u zarania w ten właśnie sposób. My się nie rodzimy z poczuciem wartości, tylko je nabywamy z wiekiem właśnie w korelacji z bliskimi. I ten proces trwa całe życie, choć najbardziej intensywny jest w dzieciństwie i młodości. Dlatego gadanie, że poczucie wartości powinno wynikać jakby z samego siebie to moim zdaniem takie trochę odrywanie człowieka od rzeczywistości.
Idealnie by było z wewnątrz, ale czy jest to możliwe, skoro od małego życjemy najpierw w rodzinie i to ona ma największy wtedy wpływ, a potem reszta społeczeństwa. Jeżeli przykładowo w dzieciństwie słyszysz" zamknij sie gówniaro" albo" zobacz na Justynkę, nie możesz być jak ona?" , albo "zostawię cię, wyjade i nigdy nie wrócę" - jesli przykładowo słyszy się takie zdania będąc dzieckiem, jasne, że wpływa to na poczucie wartości. Dobrze, jak człowiek zdaje sobie z tego sprawę tylko sęk w tym, że trzeba sobie z tego zdawać sprawę, dopiero później można nad tym popracować. Inaczej nawet nie wiesz, że masz niskie poczucie wartości, nie zdajesz sobie z tego sprawy, a wszystkie zdarzenia jakie Cię w życiu spotykają uznajesz za przypadek.
A teraz pytanie, jak podwyższyć poczucie własnej wartości? Bo przecież nie przez to, że np skończysz studia, czy schudniesz,czy kupisz sobie piękny samochód.
Co podwyższa to poczucie wartości?
Możesz sobie podwyższyć poczucie wartości zdając sobie sprawę z tego ile pracy włożylaś w to, żeby skończyć studia, żeby schudnąć i żeby Cię było stać na ten piękny samochód. Osoby z niskim poczuciem wartości z reguły to deprecjonują. Sam wiem to po sobie. Na mnie akurat fakt ukończenia studiów nie robi wrażenia, bo cieniem kładzie się na to to, że wybrałem sobie uczelnię i kierunek, który okazał się kompletnie do mnie nie przystający. No, ale ukończyłem to. W ciągu półtorej roku schudłem 15 kg i teraz pomimo pandemii trzymam swoją wagę w ryzach, nie ulegam pokusom, więc wymaga to pewnej samodyscypliny, z której mogę być dumny, więc jest to na plus w poczuciu wartości. Na samochód taki jaki bym chciał mnie nie stać, ale jestem zadowolony z tego, który kupiłem 5 lat temu i teraz właśnie inwestuję w niego, żeby mi jeszcze długo posłużył.
Podwyższyć poczucie wartości może absolutnie wszystko co robisz. Od najdrobniejszych spraw wymagających pozornie małego wysiłku, po te najtrudniejsze. Zrób sobie dzienniczek rzeczy z których jesteś dumna po każdym dniu i systematycznie go uzupełniaj przez długi czas. To podobno przyzwyczaja mózg do pewnego postrzegania rzeczy na plus. Wpisuj tam cokolwiek Ci przyjdzie do głowy. To mogą być dla kogoś bzdety, ale to nie jest istotne, bo nie dajesz tego nikomu do przeczytania. Nie o to w tym chodzi.
4 207 2020-12-03 13:28:32
SanTi napisał/a:
A wczoraj tak jak Pieguska nie wyciągnęłam prania z pralki, ani naczyń ze zmywarki...
No ale u mnie mąż to robił, a wraca za 2 tygodnie...dołączam do klubu zapominalskich ;-) Nastawilam wczoraj wieczorem pranie i zapomniałam o nim. Całą noc kisiło sie w pralce. Teraz znowu sie pierze, ale na krotkim cyklu, dla odświeżenia.
Jakas niekorzystna aura do wyciągania prania była wczoraj
To tyle prania się w wczoraj przekisiło w pralkach
Szok. Wczoraj był jakiś poruszający odcinek serialu w tv ? ![]()
4 208 2020-12-03 13:28:44
rossanka napisał/a:1Jakie macie poczucie własnej wartosci: wysokie, srednue czy niskie.
Zależy. Patrząc na zwyżki i spadki to wyjdzie średnio średnie.
rossanka napisał/a:2 czy zawsze było ono wysokie czy niskie, czy zmieniało się przez lata i czy zależało od okoliczności
Okoliczności
rossanka napisał/a:3 co sprawia, że macie wysokie poczucie własnej wartości czy odwrotnie bardzo niskie? Czy są to konkretne czynniki?
Izolacja powoduje, że rośnie.
Nie uważasz, że teoretycznie dobrze by było, aby okoliczności na to nie wpływały? A jednak tak się dzieje. Pamiętam dobre czasy mojego byłego związku, moje poczucie wartości nagle wystrzeliło w górę, aż się sama sobie dziwiłam, ze mogłam być kiedyś taką, osobą, która tak mało wierzy w siebie. Jak już zaczęło się dziać żle w związku, moje poczucie wartości spadło do zera. NIby nie powinno tak być, ale czytając wątki na forum to dość częste. Osoba będąca w udanym związku ma wpisy rzeczowe, jest pewna siebie, ceni się wysoko, a wystarczy zgrzyt, zdradas, rozwód - z tego wszystkiego nic a nic nie zostaje, poczucie wartości spada na podłogę.
4 209 2020-12-03 13:28:58
co ludzie maja z tym "póltorej roku"? Prześladuje mnie to ostatnio ;-)
4 210 2020-12-03 13:30:13 Ostatnio edytowany przez adiafora (2020-12-03 13:31:17)
To tyle prania się w wczoraj przekisiło w pralkachSzok. Wczoraj był jakiś poruszający odcinek serialu w tv ?
oglądalam do 3 w nocy na discovery katastrofy budowlane :-))
Albo na national geographic...
4 211 2020-12-03 13:30:38
Zawsze może być i półtorak

4 212 2020-12-03 13:31:13 Ostatnio edytowany przez Misinx (2020-12-03 13:32:30)
co ludzie maja z tym "póltorej roku"? Prześladuje mnie to ostatnio ;-)
A o co chodzi, bo nie wychwyciłem ?
Misinx napisał/a:
To tyle prania się w wczoraj przekisiło w pralkachSzok. Wczoraj był jakiś poruszający odcinek serialu w tv ?
oglądalam do 3 w nocy na discovery katastrofy budowlane :-))
Albo na national geographic...
Ciekawe jakby to Freud zinterpretował ![]()
4 213 2020-12-03 13:32:25 Ostatnio edytowany przez adiafora (2020-12-03 13:33:50)
adiafora napisał/a:co ludzie maja z tym "póltorej roku"? Prześladuje mnie to ostatnio ;-)
A o co chodzi, bo nie wychwyciłem ?
no też tak wyżej napisałeś :-)
Często słyszę to. Albo "półtora godziny" :-)
4 214 2020-12-03 13:33:49
Misinx napisał/a:adiafora napisał/a:co ludzie maja z tym "póltorej roku"? Prześladuje mnie to ostatnio ;-)
A o co chodzi, bo nie wychwyciłem ?
no też tak wyżej napisałeś :-)
Aaa z tym schudnięciem ? To tak po prostu wyszło. Nie planowałem tego.
4 215 2020-12-03 13:38:07
Możesz sobie podwyższyć poczucie wartości zdając sobie sprawę z tego ile pracy włożylaś w to, żeby skończyć studia, żeby schudnąć i żeby Cię było stać na ten piękny samochód. Osoby z niskim poczuciem wartości z reguły to deprecjonują. Sam wiem to po sobie. Na mnie akurat fakt ukończenia studiów nie robi wrażenia, bo cieniem kładzie się na to to, że wybrałem sobie uczelnię i kierunek, który okazał się kompletnie do mnie nie przystający. No, ale ukończyłem to. W ciągu półtorej roku schudłem 15 kg i teraz pomimo pandemii trzymam swoją wagę w ryzach, nie ulegam pokusom, więc wymaga to pewnej samodyscypliny, z której mogę być dumny, więc jest to na plus w poczuciu wartości. Na samochód taki jaki bym chciał mnie nie stać, ale jestem zadowolony z tego, który kupiłem 5 lat temu i teraz właśnie inwestuję w niego, żeby mi jeszcze długo posłużył.
Podwyższyć poczucie wartości może absolutnie wszystko co robisz. Od najdrobniejszych spraw wymagających pozornie małego wysiłku, po te najtrudniejsze. Zrób sobie dzienniczek rzeczy z których jesteś dumna po każdym dniu i systematycznie go uzupełniaj przez długi czas. To podobno przyzwyczaja mózg do pewnego postrzegania rzeczy na plus. Wpisuj tam cokolwiek Ci przyjdzie do głowy. To mogą być dla kogoś bzdety, ale to nie jest istotne, bo nie dajesz tego nikomu do przeczytania. Nie o to w tym chodzi.
To zupełnie nie działa. Wiesz co ja mam w życiu? Skończone 2 uczelnie, kursy, szkolenie - już nie licze. Znam jeden język w stopniu bardzo podstawowym, drugi - jestem na C1. Mam samochód (może nie jakiś super, ale jestem z niego bardzo zadowolona). Waże 52 kg, przy 163 cm wzrostu. Podobno mam bardzo ładną figurę, jak się ładnie latem ubiorę, to widze te wszystkie spojrzenia mężczyzn na ulicach. Piszę tu o nerwicy, ale przy niektórych moich lękach wyczynem jest, ze pracuję, jeżdzę i ogólnie funkcjonuję a nie zamknęłam się w domu. Potrafię sobie niemal wszystko załatwić sama, wbrew pozorom jestem spokojna ale bardzo obrotna i zaradna. Umiem sobie w domu naprawić sama proste rzeczy, ewentualnie wiem do kogo gdzie i po co zadzwonić aby mi pomógł (kiedyś miałam problemy z komunikacją, wstydziłam się rozmawiać z obcymi osobami i prosić o pomoc). Umiem robić wiele rzeczy, jestem bardzo artystycznie-kreatywna (kiedyś dużo malowałam). Potrafię sobie kupić perfumy prawie za 300zł, nie żałuję sobie na kosmetyki i takie tam. W końcu odeszłam w związku w którym byłam niekochana, nie siedziałam w nim latami, więc nie było tak, że związek za każdną cenę, jakąś tam dumę miałam.
Poza tym parę jeszcze rzeczy by się znalazło, o których tu nie piszę bo to nie ma znaczenia dla dyskusji.
Ciągle się rozwijam na wielu polach, ale na moje poczucie wartości nijak się to ma. Mogłabym zdobyć doktorat albo lupić sobie Mercedesa i tak by to nic nie zmieniło.
Za to jakbym miała męża i 2 dzieci - moje poczucie wartości poszybowałoby bardzo wysoko. Dlaczego?
4 216 2020-12-03 13:41:45 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2020-12-03 13:42:19)
adiafora napisał/a:co ludzie maja z tym "póltorej roku"? Prześladuje mnie to ostatnio ;-)
A o co chodzi, bo nie wychwyciłem ?
adiafora napisał/a:Misinx napisał/a:
To tyle prania się w wczoraj przekisiło w pralkachSzok. Wczoraj był jakiś poruszający odcinek serialu w tv ?
oglądalam do 3 w nocy na discovery katastrofy budowlane :-))
Albo na national geographic...Ciekawe jakby to Freud zinterpretował
a co o tym miodziku by powiedział? ![]()
4 217 2020-12-03 13:41:52
Bo z naturalnego punktu widzenia nie realizujemy się biologicznie. Czyt. instynkty rodzicielskie nie są zaspokojone.
4 218 2020-12-03 13:45:20
Bo z naturalnego punktu widzenia nie realizujemy się biologicznie. Czyt. instynkty rodzicielskie nie są zaspokojone.
Nie nie nie. Mam parę koleżanek, które mają te dzieci, mężów, a po latach i w szczerych rozmowach wyszło, że wcale szczęśliwe nie są i ze to ma się nijak do ich poczucia wartości.
A są też osoby które dzieci nie mają, a poczucie wartości wysokie.
4 219 2020-12-03 13:49:13 Ostatnio edytowany przez adiafora (2020-12-03 13:53:03)
adiafora napisał/a:
oglądalam do 3 w nocy na discovery katastrofy budowlane :-))
Albo na national geographic...Ciekawe jakby to Freud zinterpretował
nie wiem ;-) ale tak serio to czasem przerażające, jak w wyniku niedopatrzenia, nieuwagi, bo jeden myślał, że drugi zrobi a drugi, że zrobił pierwszy...może legnąć w gruzach nie tylko budynek a życie wielu ludzi.
Zginęło 140 ludzi bo przy budowie hotelu projekt poszedł do poprawki, firma budowlana zaproponowała jakąś modyfikację wiszących pasaży, ale nie przeliczyła dokładnie obciążenia na m2 bo uważała, że to w gestii projaktantów leży. Ci założyli, że skoro im takie rozwiązanie techniczne zaproponowali to spełnia ono normy budowlane... No i w efekcie zbudowano z poważną wadą konstrukcyjną i tylko kwestią czasu było, kiedy to pierd..nie.
4 220 2020-12-03 13:49:56
To zupełnie nie działa. Wiesz co ja mam w życiu? Skończone 2 uczelnie, kursy, szkolenie - już nie licze. Znam jeden język w stopniu bardzo podstawowym, drugi - jestem na C1. Mam samochód (może nie jakiś super, ale jestem z niego bardzo zadowolona). Waże 52 kg, przy 163 cm wzrostu. Podobno mam bardzo ładną figurę, jak się ładnie latem ubiorę, to widze te wszystkie spojrzenia mężczyzn na ulicach. Piszę tu o nerwicy, ale przy niektórych moich lękach wyczynem jest, ze pracuję, jeżdzę i ogólnie funkcjonuję a nie zamknęłam się w domu. Potrafię sobie niemal wszystko załatwić sama, wbrew pozorom jestem spokojna ale bardzo obrotna i zaradna. Umiem sobie w domu naprawić sama proste rzeczy, ewentualnie wiem do kogo gdzie i po co zadzwonić aby mi pomógł (kiedyś miałam problemy z komunikacją, wstydziłam się rozmawiać z obcymi osobami i prosić o pomoc). Umiem robić wiele rzeczy, jestem bardzo artystycznie-kreatywna (kiedyś dużo malowałam). Potrafię sobie kupić perfumy prawie za 300zł, nie żałuję sobie na kosmetyki i takie tam. W końcu odeszłam w związku w którym byłam niekochana, nie siedziałam w nim latami, więc nie było tak, że związek za każdną cenę, jakąś tam dumę miałam.
Poza tym parę jeszcze rzeczy by się znalazło, o których tu nie piszę bo to nie ma znaczenia dla dyskusji.
Ciągle się rozwijam na wielu polach, ale na moje poczucie wartości nijak się to ma. Mogłabym zdobyć doktorat albo lupić sobie Mercedesa i tak by to nic nie zmieniło.
Za to jakbym miała męża i 2 dzieci - moje poczucie wartości poszybowałoby bardzo wysoko. Dlaczego?
To nie działa, bo masz tak sformatowany mózg, że te sprawy nie doceniasz. Nawet jeśli je dostrzegasz, to nie doceniasz ich wartości. Oczywiście, że pisanie takiego dzienniczka nie zmieni Twojego postrzegania z dnia na dzień. Ale wyuczy mózg pewnego nawyku chwalenia siebie. Nawet jeśli na początku będzie Ci się to wydawało sztuczne i naciągane. Z tego co piszesz to każdego dnia toczysz zwycięskie walki ze swoimi słabościami. To jest powód do dumy. Wiele osób przegrywa takie boje.
I nie zakładaj, że coś czego nie masz wpłynęłoby na Twoje poczucie pozytywnie, bo tego się nie wie. Skąd wiesz jakby byłby ten mąż i te dwoje dzieci ? Wiesz, że idylli w związku nigdy nie ma i w końcu każdy związek musi się zetknąć z problemami. A wychowanie dzieci ? To kompletna prowizorka. Tego się nie da zaplanować i nie da się przewidzieć jaki to będzie miało wpływ. Wychowując dzieci popełnia się bardzo wiele błędów, które też mogą człowieka dołować. W pewnym wieku człowiek musi się ponadto zderzyć z tym poczuciem pewnego "odtrącenia" przez dziecko i to też jest trudne uczucie z którym nie każdy umie sobie poradzić.
Tworzysz sobie w głowie wizję jakiejś ideału, a życie nigdy takie nie jest.
4 221 2020-12-03 13:50:13
Lucyfer666 napisał/a:Bo z naturalnego punktu widzenia nie realizujemy się biologicznie. Czyt. instynkty rodzicielskie nie są zaspokojone.
Nie nie nie. Mam parę koleżanek, które mają te dzieci, mężów, a po latach i w szczerych rozmowach wyszło, że wcale szczęśliwe nie są i ze to ma się nijak do ich poczucia wartości.
A są też osoby które dzieci nie mają, a poczucie wartości wysokie.
Ah, Alice. We can't go home again. No surprise really. Only a very few find the way, and most of them don't recognize it when they do. Delusions, too, die hard with memory.
4 222 2020-12-03 13:52:50
Misinx napisał/a:adiafora napisał/a:
oglądalam do 3 w nocy na discovery katastrofy budowlane :-))
Albo na national geographic...Ciekawe jakby to Freud zinterpretował
nie wiem ;-) ale tak serio to czasem przerażające, jak w wyniku niedopatrzenia, nieuwagi, bo jeden myślał, że drugi zrobi a drugi, że zrobił pierwszy...może legnąć w gruzach nie tylko budynek a życie wielu ludzi.
Zginęło 140 ludzi bo przy budowie hotelu projekt poszedł do poprawki, firma budowlana zaproponowała jakąś modyfikację wiszących pasaży, ale nie przeliczyła dokładnie obciążenia na m2 bo uważała, że to w gestii projaktantów leży. Ci założyli, że skoro im takie rozwiązanie techniczne zaproponowali to spełnia ono normy budowlane... No i w efekcie zbudowano z poważną wadą konstrukcyjną i tylko kwestią czasu było, kiedy to pier...nie.
No niestety. Kiedyś oglądałem ciekawy dokument dotyczący zamachu na WTC i z niego jasno wynikało, że to, że budynki się zawaliły też było przyczyną ludzkich błędów przy projektowaniu, a także przy pracach wykończeniowych budynków. Żadne tam teorie spiskowe, tylko samo życie. Ludzkie błędy.
4 223 2020-12-03 13:56:58
To nie działa, bo masz tak sformatowany mózg, że te sprawy nie doceniasz. Nawet jeśli je dostrzegasz, to nie doceniasz ich wartości. Oczywiście, że pisanie takiego dzienniczka nie zmieni Twojego postrzegania z dnia na dzień. Ale wyuczy mózg pewnego nawyku chwalenia siebie. Nawet jeśli na początku będzie Ci się to wydawało sztuczne i naciągane. Z tego co piszesz to każdego dnia toczysz zwycięskie walki ze swoimi słabościami. To jest powód do dumy. Wiele osób przegrywa takie boje.
Takiego zeszytu nie mam, ale powtarzałam sobie często np" widzisz, miałaś takie jazdy nerwicowe na studiach, a mimo tego nie przerwałaś ich ale skończyłaś z bardzo dobrym wynikiem" - i co ? I nico. To nie działało.
Uważam, ze poczucie wartości to jest coś wewnątrz,m nie zależne od dokonań i ich braku (bo możesz skończyć studia i psychicznie nic ci to nie da, a mozesz skończyć 8 klas i być z siebie zadowolonym i mieć wysokie poczucie wartości). Poczucie wartości to jest coś niezależne od zewnątrz. Tylk pytanie jak je wypracować ? Coraz bardziej skłaniam się do myśli, ze tego nie da się wypracować, to po prostu trzba sobie powiedzieć, koniec z dołowaniem siebie, od dziś mam wysokie poczucie własnej wartości bo dlaczego miałabym mieć niskie?
Tu się trzeba zdecydować, albo w tą albo inną stronę.
I nie zakładaj, że coś czego nie masz wpłynęłoby na Twoje poczucie pozytywnie, bo tego się nie wie. Skąd wiesz jakby byłby ten mąż i te dwoje dzieci ? Wiesz, że idylli w związku nigdy nie ma i w końcu każdy związek musi się zetknąć z problemami. A wychowanie dzieci ? To kompletna prowizorka. Tego się nie da zaplanować i nie da się przewidzieć jaki to będzie miało wpływ. Wychowując dzieci popełnia się bardzo wiele błędów, które też mogą człowieka dołować. W pewnym wieku człowiek musi się ponadto zderzyć z tym poczuciem pewnego "odtrącenia" przez dziecko i to też jest trudne uczucie z którym nie każdy umie sobie poradzić.
Tworzysz sobie w głowie wizję jakiejś ideału, a życie nigdy takie nie jest.
To wiem. Może mąż okazałby się nie taki swietny, a dzieci byłyby małe gagatki przez które mogłabym osiwieć. Kto to wie.
4 224 2020-12-03 13:58:23
rossanka napisał/a:Lucyfer666 napisał/a:Bo z naturalnego punktu widzenia nie realizujemy się biologicznie. Czyt. instynkty rodzicielskie nie są zaspokojone.
Nie nie nie. Mam parę koleżanek, które mają te dzieci, mężów, a po latach i w szczerych rozmowach wyszło, że wcale szczęśliwe nie są i ze to ma się nijak do ich poczucia wartości.
A są też osoby które dzieci nie mają, a poczucie wartości wysokie.Kot z Cheshire napisał/a:Ah, Alice. We can't go home again. No surprise really. Only a very few find the way, and most of them don't recognize it when they do. Delusions, too, die hard with memory.
No tak. A potem z perspektywy czasu wszystko widać jeszcze zupełnie inaczej.
A może nie trzeba tyle myśleć i po prostu życ, a co będzie to będzie?
4 225 2020-12-03 14:01:44 Ostatnio edytowany przez adiafora (2020-12-03 14:02:27)
adiafora napisał/a:Misinx napisał/a:Ciekawe jakby to Freud zinterpretował
nie wiem ;-) ale tak serio to czasem przerażające, jak w wyniku niedopatrzenia, nieuwagi, bo jeden myślał, że drugi zrobi a drugi, że zrobił pierwszy...może legnąć w gruzach nie tylko budynek a życie wielu ludzi.
Zginęło 140 ludzi bo przy budowie hotelu projekt poszedł do poprawki, firma budowlana zaproponowała jakąś modyfikację wiszących pasaży, ale nie przeliczyła dokładnie obciążenia na m2 bo uważała, że to w gestii projaktantów leży. Ci założyli, że skoro im takie rozwiązanie techniczne zaproponowali to spełnia ono normy budowlane... No i w efekcie zbudowano z poważną wadą konstrukcyjną i tylko kwestią czasu było, kiedy to pier...nie.No niestety. Kiedyś oglądałem ciekawy dokument dotyczący zamachu na WTC i z niego jasno wynikało, że to, że budynki się zawaliły też było przyczyną ludzkich błędów przy projektowaniu, a także przy pracach wykończeniowych budynków. Żadne tam teorie spiskowe, tylko samo życie. Ludzkie błędy.
tu to jeszcze można by polemizować. Raczej przy projektowaniu nikt nie bierze pod uwagę, że w budunek pierdyknie wielki pasażerski samolot z tyloma tonami paliwa. O ile samo uderzenie nie spowodowałoby takiej katastrofy to już temperatura tak. Która konstrukcja stalowa to wytrzyma?