netkobietyWszystkie działy
Nasza społeczność

30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

12 681 odpowiedzi387 501 wyświetleńzałożony przez Lucyfer666, 09.09.2020

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Strony Poprzednia 1 … 59 60 61 62 63 … 196 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 3 901 do 3 965 z 12 682 ]

3 901

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Piegowata'76 napisał/a:

Moje uczucia do PP już coraz bardziej chłodne, ale zadziwia mnie ten człowiek niczym osobliwe zjawisko przyrodnicze. Już nową panią sobie przysposobił, a co najdziwniejsze, nadal podtrzymuje kontakt ze mną. Na szczęście już na znacznie mniejszą skalę. Wczoraj sam się zaofiarował, że z nową boginką (nic do tej kobiety nie mam, złośliwości są pod adresem PP) przywiozą mi szczapki na rozpałkę do pieca, bo wczoraj o tym napomknęłam, a skład z opałem jest daleko. Przeszłabym się bez problemu, wiązki ze szczapkami ciężkie nie są, ale skoro się zaofiarował, to proszę bardzo, niech chociaż tak szczątkowo zrewanżuje się za nasze finansowe porachunki. Przywiózł mi drewienka pod same drzwi, za towar honorowo zapłaciłam, za fatygę podziękowałam i przy okazji pooglądałam se nową panią. Miły uśmiech ma, szkoda dziewczyny...

PP jest uczynny, dowartościowuje się tym, jak zauważyłam. Liczy na to, że kolejna naiwna zachwyci się tym i zauroczy, a on będzie czerpał profity, póki delikwentka nie przejrzy na oczy.

Ale Ty lubisz jednak się czarować Piegus ,mniej więcej zachowujesz się i myślisz oszukujesz się ,tak jak byś była w związku z PP 20 lat."Standardowa" żona alkoholika teraz po niby rozwodzie tak mówisz i i tak myślisz jak kobiety po odstawieniu męża .
Dla mnie to specjalnie nie nowina że wystarczy i pół roku żeby się współuzależnić,ale resztę sobie daruje wywodów i mądrości,bo przeczytałem Twój wątek ,gdzie nawet Wielokropek się poddała w konfrontacji z Twoją zdolnością do manipulowania sobą i racjonalizowania ,poza tym zaraz zaczniesz beczeć i się obrażać i nie pójdziesz do dentysty .
Niemal wszystkie  opisy PP to opisy Ciebie robisz to co on niestety w krzywym lustereczku,kompletnie nie jest dla Ciebie osobliwym zjawiskiem przyrodniczym,jest znany.Symbioza on uczynny Ty naiwna i  uczynna tylko jaka to symbioza jest .
Pora Piegusie zajrzeć w swoje ciemne strony inaczej kaplica ,nie ruszysz do przodu a cała praca nad sobą to zasłona dymna.
Następny i następny pan będą tacy sami jak nie gorsi wystawiasz się na tacy i udajesz Greka ,że masz dużo mniej z takich relacji.
Z góry przepraszam jeżeli poczułaś się dotknięta.Twoje życie to nie zabawa chyba że masz zapasowe .Sprawa z Tobą jest poważniejsza niż Ci się wydawało.

3 902 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-11-27 14:00:47)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Nie, Paslawek, obiecuję, że nie będę się obrażać i pójdę do tego dentysty.
Ale weź, mi, kurde, jakoś przystępniej to wszystko wytłumacz. Bo wciąż mi powtarzasz pewne rzeczy, a ja chyba zwyczajnie nie mogę załapać, gdzie jest pies pogrzebany.
Nie wiem, czy racjonalizuję, nie wiem, czy jestem współuzależniona. Nie wiem, co nie pozwala mi definitywnie wywalić tego PP. Wiem, że nie mogę na niego zrzucać winy, że to on mi nie pozwala, ale ilekroć już go wykopię, on wraca, ja ustępuję, bo robi się miły i uczynny (na chwilę), więc ja zaczynam mieć skrupuły, że jak to, on zachował się o.k., więc "nie wypada" (słabe określenie, ale czasem trudno dobrać słowa) mi go odrzucić. Już zauważyłam, że czekam na kolejny pretekst, bo sama czuję, że to głupota, że wpuściłam go za próg. Za chwilę on i tak wraca do starego repertuaru. Teorię znam, z boku to widzę, a i tak robię to, co robię.
Nie chcę z nim być i nie będę, a jednak pozwalam na tę dziwaczną sytuację.


Ciemne strony... nie bierz do siebie, ale dopadło mnie znane uczucie, że ja to jednak jestem do odstrzału, jeśli chodzi o normalne życie i rzeczy, które innym się po prostu dostają.
I że nic mi już nie pomoże, co się podniosę, to okazuje się, że tylko mi się zdawało.
Ale miałam nie beczeć.

3 903 Ostatnio edytowany przez paslawek (2020-11-27 14:14:26)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Piegowata'76 napisał/a:

Nie, Paslawek, obiecuję, że nie będę się obrażać i pójdę do tego dentysty.
Ale weź, mi, kurde, jakoś przystępniej to wszystko wytłumacz. Bo wciąż mi powtarzasz pewne rzeczy, a ja chyba zwyczajnie nie mogę załapać, gdzie jest pies pogrzebany.
Nie wiem, czy racjonalizuję, nie wiem, czy jestem współuzależniona. Nie wiem, co nie pozwala mi definitywnie wywalić tego PP. Wiem, że nie mogę na niego zrzucać winy, że to on mi nie pozwala, ale ilekroć już go wykopię, on wraca, ja ustępuję, bo robi się miły i uczynny (na chwilę), więc ja zaczynam mieć skrupuły, że jak to, on zachował się o.k., więc "nie wypada" (słabe określenie, ale czasem trudno dobrać słowa) mi go odrzucić. Już zauważyłam, że czekam na kolejny pretekst, bo sama czuję, że to głupota, że wpuściłam go za próg. Za chwilę on i tak wraca do starego repertuaru. Teorię znam, z boku to widzę, a i tak robię to, co robię.
Nie chcę z nim być i nie będę, a jednak pozwalam na tę dziwaczną sytuację.

Uff
Pytanie co Ty z tego masz ,ale odpowiedź wymaga mega wnikliwości a nie odpowiedzi ad hoc.
Do czego oprócz drobnych przysług potrzebujesz PP i emocji bo to się nie dzieje tylko dla emocji .
On wraca bo wie że Ty chcesz i nie chcesz żeby on wracał.
Objawem tego co z tobą jest nawet nie tyle wracanie do miłych wspomnień i obrazków,ale to stałe wyczuwalne nawet na forum analizowanie go ,diagnozowanie bardzo aktywne.Nie zajmujesz się sobą zajmujesz się nim w taki sposób żeby sobie z tego coś mieć ,ale gucio z tego masz i abarot od nowa .Radykalne ruch przed tobą inaczej będziesz reagować podświadomie jak wytresowana za swoją zgodą.Metoda zero kontaktu odstawienie - abstynencja od PP na początek bo dalej jesteś dopiero na starcie.
Ty też nie masz z nim absolutnie żadnych szans tak jak on jeżeli jest alkoholikiem nie ma szans wygrać walki z alkoholem.
Na Alanon droga koleżanko,albo na terapię pod tym kontem idź, z samych,książek,artykułów, czy na forum nie zbudujesz systemu skutecznego zdrowienia potrzebujesz kontraktu i żeby się zobowiązać dobrowolnie ,bo uciekasz jak alkoholik w program pod tytułem od jutra nie piję ,z intelektualną beztroską w znieczulaniu się powierzchownie.
Twoje sama "sucha " abstynencja może mieć jeszcze gorsze konsekwencje niż jak byś była w związku z PP .

3 904 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-11-27 14:29:42)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Jasny gwint, ale mnie z tym Al-Anon zastrzeliłeś. Ale to jest pomysł, bo to dostępna forma pomocy ; nie przeszło mi tylko nigdy przez myśl, że mogłaby mnie dotyczyć.
Nie było nigdy w moim rodzinnym domu problemu z alkoholizmem, więc skąd takie historie?
Choć faktem jest, że pod pewnymi względami miałam popierdzielone życie, więc pewnie są powody, że tak a nie inaczej teraz to wszystko wygląda. Niczego tak nie pragnę, jak mieć normalne, udane życie i poukładać się ze sobą. Próbuję sama, ale jak widać, nie bardzo wychodzi.

A co to znaczy "sucha" abstynencja?

3 905

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Piegowata'76 napisał/a:

Jasny gwint, ale mnie z tym Al-Anon zastrzeliłeś. Ale to jest pomysł, bo to dostępna forma pomocy ; nie przeszło mi tylko nigdy przez myśl, że mogłaby mnie dotyczyć.
Nie było nigdy w moim rodzinnym domu problemu z alkoholizmem, więc skąd takie historie?
Choć faktem jest, że pod pewnymi względami miałam popierdzielone życie, więc pewnie są powody, że tak a nie inaczej teraz to wszystko wygląda. Niczego tak nie pragnę, jak mieć normalne, udane życie i poukładać się ze sobą. Próbuję sama, ale jak widać, nie bardzo wychodzi.

Chyba wiem, co pomogło by Ci odciąć się psychicznie od PP. To nowa znajomość.  Nowy mężczyzna z którym nawzajem podpasujecie  sobie charakterami i fizycznie, oczywiście już nowy bez ciagot alkoholowych.  Tylko to jest trudne. Inaczej moim zdaniem będziesz to przepracowywac,  terapeutyzowac się,  rozkładać wszystko na czynniki pierwsze, a po prostu bratuje Ci drugiej osoby. To nic złego wbrew temu, co się ostatnio czyta jak to dobrze jest żyć samemu. Owszem, samotność jest dobra, po nieudanej relacji  fajnie jest pobyć samemu aby sobie wszystko poukładać,  tylko że to nie jest sposób życia na lata. I o to chodzi. Jesteś długo na forum. Zauważ ile tu było Użytkowniczek,  które pisały,  że do szczęścia nie potrzebny Im facet,  z chwilą gdy ten facet się pojawi żadna nie powiedziała nie, tylko ochoczo wchodziły w związki.  I to jest naturalny stan człowieka.  A przecież wystarczyłoby powiedzieć,  nie Jasiu  dobrze mi samej, nie chce wchodzić z Tobą w żadne relacje.  Jednak te słowa nie padły.
Człowiek nie jest stworóżnica do życia samemu, okresowo tak, bo różnie bywa. A to rozwód,  a to nieudana relacja, a to he ktoś chwilę pobyć sam aby się bycia żyć,  ale gdzieś z tyłu głowy ma myśl,  że kurcze, jeszcze koedys chciałby wejść w związek.

3 906

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Piegowata'76 napisał/a:

Jasny gwint, ale mnie z tym Al-Anon zastrzeliłeś. Ale to jest pomysł, bo to dostępna forma pomocy ; nie przeszło mi tylko nigdy przez myśl, że mogłaby mnie dotyczyć.
Nie było nigdy w moim rodzinnym domu problemu z alkoholizmem, więc skąd takie historie?
Choć faktem jest, że pod pewnymi względami miałam popierdzielone życie, więc pewnie są powody, że tak a nie inaczej teraz to wszystko wygląda. Niczego tak nie pragnę, jak mieć normalne, udane życie i poukładać się ze sobą. Próbuję sama, ale jak widać, nie bardzo wychodzi.

Alkohol,problemy z alkoholizmem jest bez specjalnego znaczenia tak jak sama dysfunkcja jej rodzaj,niuanse i specyfika również nie jest aż tak istotna .Możesz też identyfikować się na moje kaprawe oko z Dorosłymi Dziećmi Dysfunkcyjnymi masz wiele z tego syndromu tu mam na myśli Twoje relacje z matką.

3 907 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-11-27 14:55:33)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Oj, Ross, mnie jednak przekonuje poglad, że najpierw trzeba zrobić porządek ze sobą, bo inaczej zachodzi obawa, że znowu się w jakieś bagno wlezie.
I to nie o to wcale chodzi, że jak człowiek umie i nawet lubi być sam, to zaraz nie chce być z kimś. Ta chęć bycia z kimś - zgadzam się z Tobą - jest naturalna. Tylko jeśli się, póki co, nie zanosi na bycie z kimś, to niech to życie solo też będzie niepozbawione zadowolenia.

Paslawku, zawsze broniłam się przed etykietką jakiejś ofiary, skrzywdzonego biedactwa, chciałam sobie radzić sama, jak "normalni" ludzie sobie radzą, być dzielna i pogodna.
A jednak kuleję i to porządnie.
Napisałam wiadomość do Ciebie na Fb.
Bardzo zdrowe i udane życie ma właściwie tylko moja młodsza siostra, najmłodsza z rodzeństwa, oczko w głowie Taty.
Druga siostra też zawsze przyciągała dziwnych facetów, dziś jest samotną matką z dwójka dzieci, a brat... hmmm... niby nie alkoholik, nie taki stereotypowy, ale coś jest na rzeczy.

3 908 Ostatnio edytowany przez paslawek (2020-11-27 15:08:02)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

"Sucha abstynencją" to zadanie domowe do rozkminienia to to znaczy dla Ciebie na weekend smile.
Nie ma tak dobrze łatwizny też nie ma .
A tak w ogóle to moim zadaniem Ross ma trochę racji i Ty Piegusku też.
Dlatego że "singielstwo" bywa ucieczką przed związkiem ,natomiast w takim stanie w jakim jeszcze jest Piegus to za wcześnie na związek istnieje zdecydowanie większe prawdopodobieństwo zamiany siekierki na kijek i szukania plastra w ukrytej desperacji .

Piegowata'76 napisał/a:

Paslawku, zawsze broniłam się przed etykietką jakiejś ofiary, skrzywdzonego biedactwa, chciałam sobie radzić sama, jak "normalni" ludzie sobie radzą, być dzielna i pogodna.

Tu masz trochę odpowiedzi w tym.

3 909 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-11-27 15:10:52)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Latami uciekałam od związków. Potem zapragnęłam tego, co mają inni, ci "normalni" i poniosłam porażkę.
Coś mi się zdaje, że na potencjalnej terapii miałabym co opłakiwać. Brrrr!
Pamiętam, jak pisała jedna forumowiczka (mądra i rozgarnięta kobieta), że przez pierwsze sesje prawie non-stop wyła.
Boję się tego rozsypania sie, choć i mnie kiedyś terapeutka mówiła, że właśnie takie rozwalające sesje są najwartościowsze.
Próbowała zresztą ruszyć ze mną pewne sprawy, ale miałam tak ogromne opory, że nie doszło to do skutku.

3 910 Ostatnio edytowany przez paslawek (2020-11-27 16:01:00)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Obrazek dodany przez użytkowniczkę

Lucek jadłeś coś już ?

3 911

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Piegowata'76 napisał/a:

Oj, Ross, mnie jednak przekonuje poglad, że najpierw trzeba zrobić porządek ze sobą, bo inaczej zachodzi obawa, że znowu się w jakieś bagno wlezie.
I to nie o to wcale chodzi, że jak człowiek umie i nawet lubi być sam, to zaraz nie chce być z kimś. Ta chęć bycia z kimś - zgadzam się z Tobą - jest naturalna. Tylko jeśli się, póki co, nie zanosi na bycie z kimś, to niech to życie solo też będzie niepozbawione zadowolenia.

Nie o to chodzi. Porządek ze sobą fajnie zrobić jasne. Piszesz już tu parę lat i gdybyś pisała, że byłaś dajmy na to przez całe życie w 5 związkach, które były nieszczęśliwe i między tymi związkami byłaś miesiąc sama, to sama zaproponowałabym Ci , abyś na jakiś czas zupełnie dałą spbie spokój z relacjami i pobyła jakiś czas sama ze sobą. Powiedzmy rok, albo dwa.
A po drugie, myslę, że jakieś podwaliny już masz, jakieś przemyślenia, pracujesz nad sobą i to nie jest tak, że człowiek przepracuje sobie wszystko i dopiero będzie gotowy na związek. Nigdy wszystkiego nie przepracujesz, moim zdaniem dobrze przerobić najważniejsze rzeczy - to na pewno, a potem można się rozwijać razem z partnerem i przy nim. Przecież jak spotkasz mężczyznę, to on też nie będzie juz we wszystkim poukładany, bo to by życia mu się starczyło. Poza tym a co jeśli następne 5 lat będziesz robiła porządek ze sobą? Albo ten porządek nigdy nie nastąpi? Szkoda zamykać się na relacje- tak to widzę po latach.Zobacz mnie olśniło niedawno, zawsze starałam się pozbyć tej nerwicy i dopiero wejść w związek (i dlatego te relacje mi nie wychodziły, one nie miały prawa się rozwinąć). A co jeśli weszłabym z nerwicą w związek i w będąc w związku po prostu z nią walczyła? Albo przeciwnie, dała się niej ponieść i nie walczyć? Na terapie można chodzić, pewnie, ale żeby to moało potem przełożenie na życie a nie utknęło się na niej latami, a życie przepływało obok "bo przecież muszę się poukłądać".
Tak sobie tylko gdybam, bo jeśli chwilowo masz awersję do związków to też bez sensu abyś się w nie pchała. To wszystko mamy w głowach. A mało tego, to prawda z tym powiedzeniem, czego oczekujesz to to masz. Oczekujesz, że trafisz znowu na popaprańca, czy, że kolejny związek Ci nie wyjdzie - gwarantowane, że tak będzie, chociażbyś się rękoma i nogami zapierała, ze tak nie jest.
Co do samotności i tego stanu,. gdy lubi sie być samamu-myślę, ze to kompletnie też nie wyklucz związku. Przecież w relacji też nie zawsze i nie wszystko robicie razem. Czasem ktoś potrzebuje pojsc czy pojechać gdzieś solo - i to też jest w porządku. Trzeba dać sobie wytchnienie.
A jak się zechce być naprawdę samemu, to każdy związek można zawsze zakończyć, nawet jak jest już ślub j trójka dzieci. Jest to trudniejsze ale nie niewykonalne.
Z resztą życie w parze jest jakieś naturalniejsze, są i rozmowy i gesty, plany, seks i czułości, kłótnie, wspólne życie.

3 912 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2020-11-27 16:41:48)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Na początek to musisz sobie zdać sprawę że fajne uczucia które masz w związku z PP nie są przypisane do niego  Piegowata  ale do Ciebie jako osoby która doszła do jakiegoś etapu otwartości w związkach.
Więc może się  powtórzyć z kimś innym kogo wybierzesz.
Nie straciłaś tego z jego odejściem.

3 913 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-11-27 17:34:41)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Elu, zgadzam się z tym, co napisałaś, i co więcej, uważam mimo wszystko za krok naprzód, że potrafiłam się na kogoś otworzyć. Tylko chyba za bardzo chciałam, żeby coś się zadziało i zlekceważyłam przeciwwskazania, chociaż je widziałam. Łudziłam się, że - a, co tam! - w razie czego po prostu się wycofam, a chciałam spróbować i pobyć wreszcie z kimś, kto zdawał się mieć, a trochę też i miał naprawdę fajne cechy. No i nie przewidziałam, że wycofać się nie tak łatwo. Do tej pory gdy kogoś odrzucałam, odbywało się to bez dodatkowych kompilkacji, nikt mi życia nie utrudniał. Rzadko zresztą bywałam odrzucana, bo żeby odrzucić, to przecież trzeba mieć kogo odrzucić, a ja w relacje nie wchodziłam. No, więc historia z PP to był pewien akt odwagi i wyjścia ze swojej skorupy.

Ross, a co do Twojego postu... jeszcze pomyślę i dopiszę smile

Dopisuję, Ross smile
Dużo sensu jest w tym, co napisałaś, ale chyba prawda gdzieś po środku leży i sztuką jest rozpoznać sytuację, właściwie ocenić. Może rzeczywiście nie na co uciekać od związków, zasłaniać się nerwicą albo czymkolwiek innym. Ale wiem też, że gdy się wchodzi w nieodpowiednią relację, z nieodpowiednich pobudek, można sobie napytać biedy jeszcze gorszej niż poczucie samotności.

3 914

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Piegowata'76 napisał/a:

Dopisuję, Ross smile
Dużo sensu jest w tym, co napisałaś, ale chyba prawda gdzieś po środku leży i sztuką jest rozpoznać sytuację, właściwie ocenić. Może rzeczywiście nie na co uciekać od związków, zasłaniać się nerwicą albo czymkolwiek innym. Ale wiem też, że gdy się wchodzi w nieodpowiednią relację, z nieodpowiednich pobudek, można sobie napytać biedy jeszcze gorszej niż poczucie samotności.

Co do pobudek, to mam na myśli takie pobudki, że spotykasz kogoś, świetnie się Wam razem spędza czas, czujesz się przy tej osobie swobodnie, jednocześnie bardzo pociąga Cię fizycznie i chcesz się z nim nadal spotykać a On z Tobą (nie ma też ku temu przeszkód, on nie ma żony, nie jest alkoholikiem, złodziejem, mordercą, hazardzistą, narkomanem). Odrzucam opcje, że ktoś Ci się średnio podoba, albo kiepsko się z nim dogadujesz a na samą myśl o kontakcie fizycznym masz ochotę uciekać od niego, ale mimo to godzisz się na tą relację, bo nie chcesz być sama (jak to mówiła moja znajoma lepsze resztki niż nic), albo on jest milionerem z willą, albo chcesz mieć w domu złotą rączkę co kran naprawi, czy pokazać przed znajomymi, że tez Cie ktoś w końcu chciał - bo te pobudki są zupełnie nie właściwe.

3 915

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Tylko wiesz, Ross, często pobudki są ukryte. I dochodzi do takich sytuacji, że człowiek robi coś, co rozumowo uważa za idiotyczne, a jednak... Jak ja z PP, nie przymierzając. Płacze, że ma jakiegoś pecha, że mu z "pciom przeciwnom" nie wychodzi i nie wie, dlaczego. Póki się z tym nie rozprawi, problem będzie wracał.

3 916

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Piegowata'76 napisał/a:

Tylko wiesz, Ross, często pobudki są ukryte. I dochodzi do takich sytuacji, że człowiek robi coś, co rozumowo uważa za idiotyczne, a jednak... Jak ja z PP, nie przymierzając. Płacze, że ma jakiegoś pecha, że mu z "pciom przeciwnom" nie wychodzi i nie wie, dlaczego. Póki się z tym nie rozprawi, problem będzie wracał.

Z tym problemu nie masz inaczej nadal tkwiłabyś w tej relacji. A jakby trafił się ktoś taki sam aleby nie pił?

3 917 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-11-27 20:46:28)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Rossanko, on jednak krąży po orbicie, a ja zamiast wywalić go za burtę ostatecznie, pozwoliłam mu krążyć. Sytuacja stała się dziwaczna.
Gdyby był w porządku z piciem i skłonnością do "kombinacji alpejskich" (oj, lubi, lubi), brałabym, ale obawiam się, że jak się ma popaprane wnętrze i te ukryte pobudki, to ryzyko wpakowania się ponownie w tarapaty jest duże.
Już się sobie taką mądra wydawałam po "przerobieniu" nieudanego małżeństwa. Niby było trochę lepiej, ale tylko trochę, jak się okazało.
Boję się powtórki, ale nie chcę też uciekać od życia. Paslawek ze swoimi podpowiedziami dał mi dużo do myślenia.
Na pewno jedną naukę wyniosłam: od razu gdy się widzi, że coś nie tak, trzeba reagować. Nie przymykać oczu w nadziei, że może nie jest tak źle. Ale to teoria, a czy w praktyce coś znowu ze mnie nie wylezie?

3 918

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Piegowata'76 napisał/a:

Rossanko, on jednak krąży po orbicie, a ja zamiast wywalić go za burtę ostatecznie, pozwoliłam mu krążyć. Sytuacja stała się dziwaczna.
Gdyby był w porządku z piciem i skłonnością do "kombinacji alpejskich" (oj, lubi, lubi), brałabym, ale obawiam się, że jak się ma popaprane wnętrze i te ukryte pobudki, to ryzyko wpakowania się ponownie w tarapaty jest duże.
Już się sobie taką mądra wydawałam po "przerobieniu" nieudanego małżeństwa. Niby było trochę lepiej, ale tylko trochę, jak się okazało.
Boję się powtórki, ale nie chcę też uciekać od życia. Paslawek ze swoimi podpowiedziami dał mi dużo do myślenia.
Na pewno jedną naukę wyniosłam: od razu gdy się widzi, że coś nie tak, trzeba reagować. Nie przymykać oczu w nadziei, że może nie jest tak źle. Ale to teoria, a czy w praktyce coś znowu ze mnie nie wylezie?

Krąży wokół, ale ma już inną panią, czyli jest zajęty i nic z tego. Może tak do tego podejdz?

3 919

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Jakąś tam się chwali, ale czy to związek, czy szczeniacka demonstracja? Cokolwiek by to nie było, na pewno nie chcę już związku z PP i to bez względu na tę panią.
Szczapki przywiózł, niech tam, ale więcej niech już nic nie przywozi, muszę się pilnować, żeby nie dawać pretekstów.

3 920

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Piegowata'76 napisał/a:

Jakąś tam się chwali, ale czy to związek, czy szczeniacka demonstracja? Cokolwiek by to nie było, na pewno nie chcę już związku z PP i to bez względu na tę panią.
Szczapki przywiózł, niech tam, ale więcej niech już nic nie przywozi, muszę się pilnować, żeby nie dawać pretekstów.

Ale tak nie chcesz rozumowo a wewnetrznie chcesz?

3 921 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-11-27 21:25:21)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

No, kurde, Rossanko, ale trudne pytania zadajesz wink
Wiem, że nie chcę, że powinnam dać sobie zupełnie spokój, a kilka razy pozwoliłam mu znowu się pojawić, za każdym razem mówiąc sobie po czasie albo i od razu, że to bez sensu.
Za każdym razem łudząc się, że może tym razem będzie normalnie i z poszanowaniem moich granic.
Dołożę starań, żeby wreszcie to ukrócić i pomyślę jeszcze, o co mi chodzi.
Ale już się boję, żebym znowu nie okazała się gołosłowna.

3 922

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Piegowata'76 napisał/a:

No, kurde, Rossanko, ale trudne pytania zadajesz wink
Wiem, że nie chcę, że powinnam dać sobie zupełnie spokój, a kilka razy pozwoliłam mu znowu się pojawić, za każdym razem mówiąc sobie po czasie albo i od razu, że to bez sensu.
Za każdym razem łudząc się, że może tym razem będzie normalnie i z poszanowaniem moich granic.
Dołożę starań, żeby wreszcie to ukrócić i pomyślę jeszcze, o co mi chodzi.
Ale już się boję, żebym znowu nie okazała się gołosłowna.

Za BarDZO cI SIe on podoba, dlatego proponowałam inną znajomośc równie intensywną. Drugi sposób to całkiem uciąć kontakt jeżeli się da, bo czasem się nie da.
Ale on też dziwny, szybko sobie znalazł kogoś innego.

3 923 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-11-27 21:41:03)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

W nim też jakiś terapeuta niejedno by wygrzebał, on tez miał swoje nietypowe przeżycia, ale nie chcę o tym pisać i nie ma sensu.

Nie wiem, czy to takie dziwne, chociaż mnie razi. Dość powszechne zjawisko moim zdaniem. Koleżanka była z facetem 6 lat, napomykała o przyszłości, o ślubie, on unikał tematu, a gdy zaczeła wyraźniej sygnalizować swoje oczekiwania, wił się jak piskorz. W końcu przycisnęła go konkretnie, skłoniła, by się określił i gość wycofał się ze związku. A za chwilę już miał nową panią. Jakby nieważne było tych 6 lat.
Niektórzy nie umieją być sami.

3 924

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Piegowata'76 napisał/a:

W nim też jakiś terapeuta niejedno by wygrzebał, on tez miał swoje nietypowe przeżycia, ale nie chcę o tym pisać i nie ma sensu.

Nie wiem, czy to takie dziwne, chociaż mnie razi. Dość powszechne zjawisko moim zdaniem. Koleżanka była z facetem 6 lat, napomykała o przyszłości, o ślubie, on unikał tematu, a gdy zaczeła wyraźniej sygnalizować swoje oczekiwania, wił się jak piskorz. W końcu przycisnęła go konkretnie, skłoniła, by się określił i gość wycofał się ze związku. A za chwilę już miał nową panią. Jakby nieważne było tych 6 lat.
Niektórzy nie umieją być sami.

Bo ta twpja koleżanka to nie była Ta osoba dla niego. Był z nią bo był, może nie chciał być sam, inaczej już w przeciągu roku czy dwóch sam popędziłby do ołtarza bez nacisków. Też znam ten schemat.
Nowa kobieta widać to była Ta kobieta.
Myślę też , ze dużo małżeństw zawieranych jest z tego powodu, ze już czas, że kobieta się martwi, że nikogo innego nie znajdzie za z tym nie jest tak źle. Mężczyzna tak samo, lata lecą ona naciska, czasem więc on sie zgadza, bo w sumie nie ma na co narzekać.
A potem mamy wątki w działach Zdrady, że dobrzej jej było z mężem, ale tak jakoś od zawsze nijako aż poznała innego i nagle oczarowanie. Albo odwrotnie, pan poznaje panią i okazuje się, że to  to. Także niech się Twoja koleżanka cieszy, ze to przed ślubem wyszło a nie po.
Ja też byłam w związku, gdzie facet był bo był, a lepsze było dla niego to niż bycie samemu. W sumie pojęcia nie mam czy on kogoś teraz ma czy nie.
Dlatego dla mnie bycie na siłę to jest bez sensu.

3 925 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-11-27 21:59:42)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Jasne, że  bez sensu. A jednak się zdarza nierzadko.
Rekordzistami są moi znajomi - dwadzieścia lat z hakiem w niesformalizowanym związku, nawet nie mieszkają razem, choć on by chciał i wypomina jej, że mogliby już mieć dorosłe dziecko. On lubi wypić, choć ogólnie zły chłopina nie jest i wskoczyłby za nią w ogień. Ona się na niego wkurza, co jakiś czas go opuszcza, ale wraca jak bumerang. Nikt ze znajomych już nie traktuje poważnie jej zwierzeń i skarg. Z boku widzę to tak, że boi się z nim związać, ale i sama nie chce być. Jak już wraca, jest z nim, to żyje jego piciem i walką z jego skłonnościami. Kibicuje mu, wspiera, a on prędzej czy później wraca do swoich zwyczajów.
On gra w jej grę, a ona w jego. On chciałby normalnego związku, ale pozwala na ten układ.
Na własnej skórze poznaję teraz, jak silne to mogą być mechanizmy i już nie jestem skłonna się dziwić. Rozsądnie rzecz biorąc wie człowiek, że głupio robi - a robi.

3 926

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Piegowata'76 napisał/a:

Jasne, że  bez sensu. A jednak się zdarza nierzadko.
Rekordzistami są moi znajomi - dwadzieścia lat z hakiem w niesforalizowanym związku, nawet nie mieszkają razem, choć on wyraźnie by chciał i wypomina jej, że mogliby już mieć dorosłe dziecko. On lubi wypić, choć ogólnie zły chłopina nie jest i wskoczyłby za nią w ogień. Ona się na niego wkurza, co jakiś czas go opuszcza, ale wraca jak bumerang. Nikt ze znajomych już nie traktuje poważnie jej zwierzeń i skarg. Z boku widzę to tak, że boi się z nim związać, ale i sama nie chce być.
Na własnej skórze poznaję teraz, jak silne to mogą być mechanizmy i już nie jestem skłonna się dziwić. Rozsądnie rzecz biorąc wie człowiek, że głupio robi - a robi.

Różne sa poziomy desperacji.
Pamiętam miałam kiedyś okres, parę lat temu, że byłam tak zdesperowana aby nie byc samą, że umawiałam się z każdym z internetu, kto zaproponował mi spotkanie (za wyjątkiem żonatych mężczyzn).
W efekcie umówiłam się raz na "randkę " z facetem, który ze zdjęcia nie powalił mnie na kolana (ale co tam myślę, ja też nie jestem miss świata ai swoje lata już mam bo stuknęło mi 37 czy 38 nawet). Pisał do mnie parę dni i w posaniu nie iskrzyło nic a nic. W sumie cała rozmowa odbywała się na zasadzie: umów się ze mną, no ale co Ci szkodzi się spotkać , wez się ze mną spotkaj, to kiedy sie spotkamy? W końcu uległam i umówiłam się z nim na spotkanie. Potem na kolejne i kolejne i tak minęło kilka tych spotkań. wszystko w granicach niecałego miesiąca. Na spotkaniu nie zdziwiłam się, było poprawnie, był kulturalny, nie przeklinał, nie wyzywał, nie był agresywny, miał czyste paznokcie. Ale jakoś tak się drętwo rozmawiało. Z wyglądu przeciętny, ale nic a nic mnie nie pociągał. Na dodatek bez przerwy pchał sie z łapami, a to łapał mnie za dłoń, a to dotykań w ramię jak spacerowaliśmy, a to trącał w żartach. Pamiętam , ze męczyłam się, bo widziałam, ze nic z tego nie będzie, miałam ochotę iść do domu i poczytać książkę, albo posprzątac.  Ale - myślałam wtedy - nie wybrzydzaj, bo zaden Cię nie zechce, przecież nie chcesz być sama. Oczywiście cała znajomość umarła śmiercią naturalną. Do czego zmierzam. Do tego, że  nie można się zmuszać, jak czujesz, ze to nie to i to już nie ważne czy zwykła przyjażn, flirt, czy związek to nie wchodz w to nawet z desperacji, bo to niczego jeszcze dobrego nie przyniosło. To jest podobne zjawisko, jak jest małżeństwo ale są ze sobą bo jest żle ale jednak nie chcą być sami, albo kochanki, które boją sie zakończyć swoje układy z żonatymi. Nie chcą być same, tylko nie widzą, że i tak są same.

3 927 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-11-27 22:21:18)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Ja czasem daję szansę, ale nie wtedy, gdy ewidentnie od razu ktoś mi się nie podoba. Raz mi się zdarzyło, już bardzo dawno, umówić z facetem, z którym bardzo fajnie mi się pisało, ale nie znaliśmy swoich zdjęć (internet w moim mieście raczkował). Jak go zobaczyłam, nie spodobał mi się, ale wiesz, po paru chwilach rozmowy zauważyłam, że ma piękne oczy i że wcale nie jest brzydki. Ale i tak nic z tego nie wyszło, pan nie był zainteresowany dalszym ciągiem, chociaż pozostała nić sympatii i jeszcze jakiś czas się do siebie odzywaliśmy.

3 928

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
rossanka napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:

Jasne, że  bez sensu. A jednak się zdarza nierzadko.
Rekordzistami są moi znajomi - dwadzieścia lat z hakiem w niesforalizowanym związku, nawet nie mieszkają razem, choć on wyraźnie by chciał i wypomina jej, że mogliby już mieć dorosłe dziecko. On lubi wypić, choć ogólnie zły chłopina nie jest i wskoczyłby za nią w ogień. Ona się na niego wkurza, co jakiś czas go opuszcza, ale wraca jak bumerang. Nikt ze znajomych już nie traktuje poważnie jej zwierzeń i skarg. Z boku widzę to tak, że boi się z nim związać, ale i sama nie chce być.
Na własnej skórze poznaję teraz, jak silne to mogą być mechanizmy i już nie jestem skłonna się dziwić. Rozsądnie rzecz biorąc wie człowiek, że głupio robi - a robi.

Różne sa poziomy desperacji.
Pamiętam miałam kiedyś okres, parę lat temu, że byłam tak zdesperowana aby nie byc samą, że umawiałam się z każdym z internetu, kto zaproponował mi spotkanie (za wyjątkiem żonatych mężczyzn).
W efekcie umówiłam się raz na "randkę " z facetem, który ze zdjęcia nie powalił mnie na kolana (ale co tam myślę, ja też nie jestem miss świata ai swoje lata już mam bo stuknęło mi 37 czy 38 nawet). Pisał do mnie parę dni i w posaniu nie iskrzyło nic a nic. W sumie cała rozmowa odbywała się na zasadzie: umów się ze mną, no ale co Ci szkodzi się spotkać , wez się ze mną spotkaj, to kiedy sie spotkamy? W końcu uległam i umówiłam się z nim na spotkanie. Potem na kolejne i kolejne i tak minęło kilka tych spotkań. wszystko w granicach niecałego miesiąca. Na spotkaniu nie zdziwiłam się, było poprawnie, był kulturalny, nie przeklinał, nie wyzywał, nie był agresywny, miał czyste paznokcie. Ale jakoś tak się drętwo rozmawiało. Z wyglądu przeciętny, ale nic a nic mnie nie pociągał. Na dodatek bez przerwy pchał sie z łapami, a to łapał mnie za dłoń, a to dotykań w ramię jak spacerowaliśmy, a to trącał w żartach. Pamiętam , ze męczyłam się, bo widziałam, ze nic z tego nie będzie, miałam ochotę iść do domu i poczytać książkę, albo posprzątac.  Ale - myślałam wtedy - nie wybrzydzaj, bo zaden Cię nie zechce, przecież nie chcesz być sama. Oczywiście cała znajomość umarła śmiercią naturalną. Do czego zmierzam. Do tego, że  nie można się zmuszać, jak czujesz, ze to nie to i to już nie ważne czy zwykła przyjażn, flirt, czy związek to nie wchodz w to nawet z desperacji, bo to niczego jeszcze dobrego nie przyniosło. To jest podobne zjawisko, jak jest małżeństwo ale są ze sobą bo jest żle ale jednak nie chcą być sami, albo kochanki, które boją sie zakończyć swoje układy z żonatymi. Nie chcą być same, tylko nie widzą, że i tak są same.

Za takie randki to Cię kanonizują kiedyś. Zobaczysz big_smile

3 929

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Misinx napisał/a:
rossanka napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:

Jasne, że  bez sensu. A jednak się zdarza nierzadko.
Rekordzistami są moi znajomi - dwadzieścia lat z hakiem w niesforalizowanym związku, nawet nie mieszkają razem, choć on wyraźnie by chciał i wypomina jej, że mogliby już mieć dorosłe dziecko. On lubi wypić, choć ogólnie zły chłopina nie jest i wskoczyłby za nią w ogień. Ona się na niego wkurza, co jakiś czas go opuszcza, ale wraca jak bumerang. Nikt ze znajomych już nie traktuje poważnie jej zwierzeń i skarg. Z boku widzę to tak, że boi się z nim związać, ale i sama nie chce być.
Na własnej skórze poznaję teraz, jak silne to mogą być mechanizmy i już nie jestem skłonna się dziwić. Rozsądnie rzecz biorąc wie człowiek, że głupio robi - a robi.

Różne sa poziomy desperacji.
Pamiętam miałam kiedyś okres, parę lat temu, że byłam tak zdesperowana aby nie byc samą, że umawiałam się z każdym z internetu, kto zaproponował mi spotkanie (za wyjątkiem żonatych mężczyzn).
W efekcie umówiłam się raz na "randkę " z facetem, który ze zdjęcia nie powalił mnie na kolana (ale co tam myślę, ja też nie jestem miss świata ai swoje lata już mam bo stuknęło mi 37 czy 38 nawet). Pisał do mnie parę dni i w posaniu nie iskrzyło nic a nic. W sumie cała rozmowa odbywała się na zasadzie: umów się ze mną, no ale co Ci szkodzi się spotkać , wez się ze mną spotkaj, to kiedy sie spotkamy? W końcu uległam i umówiłam się z nim na spotkanie. Potem na kolejne i kolejne i tak minęło kilka tych spotkań. wszystko w granicach niecałego miesiąca. Na spotkaniu nie zdziwiłam się, było poprawnie, był kulturalny, nie przeklinał, nie wyzywał, nie był agresywny, miał czyste paznokcie. Ale jakoś tak się drętwo rozmawiało. Z wyglądu przeciętny, ale nic a nic mnie nie pociągał. Na dodatek bez przerwy pchał sie z łapami, a to łapał mnie za dłoń, a to dotykań w ramię jak spacerowaliśmy, a to trącał w żartach. Pamiętam , ze męczyłam się, bo widziałam, ze nic z tego nie będzie, miałam ochotę iść do domu i poczytać książkę, albo posprzątac.  Ale - myślałam wtedy - nie wybrzydzaj, bo zaden Cię nie zechce, przecież nie chcesz być sama. Oczywiście cała znajomość umarła śmiercią naturalną. Do czego zmierzam. Do tego, że  nie można się zmuszać, jak czujesz, ze to nie to i to już nie ważne czy zwykła przyjażn, flirt, czy związek to nie wchodz w to nawet z desperacji, bo to niczego jeszcze dobrego nie przyniosło. To jest podobne zjawisko, jak jest małżeństwo ale są ze sobą bo jest żle ale jednak nie chcą być sami, albo kochanki, które boją sie zakończyć swoje układy z żonatymi. Nie chcą być same, tylko nie widzą, że i tak są same.

Za takie randki to Cię kanonizują kiedyś. Zobaczysz big_smile

Ciebie też smile macie zdrowie ,do tych afektów big_smile

3 930

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
paslawek napisał/a:


Ciebie też smile macie zdrowie ,do tych afektów big_smile

Mnie też ? Eeee no ja miałem swojego czasu trochę różnych randek z internetu, ale aż tak hardcorowo nie było. Chociaż rozczarowań było bardzo dużo smile

3 931

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Misinx napisał/a:
paslawek napisał/a:


Ciebie też smile macie zdrowie ,do tych afektów big_smile

Mnie też ? Eeee no ja miałem swojego czasu trochę różnych randek z internetu, ale aż tak hardcorowo nie było. Chociaż rozczarowań było bardzo dużo smile

To już o krok dalej - nabyłeś cnoty cierpliwości.

3 932

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
paslawek napisał/a:
Misinx napisał/a:
paslawek napisał/a:


Ciebie też smile macie zdrowie ,do tych afektów big_smile

Mnie też ? Eeee no ja miałem swojego czasu trochę różnych randek z internetu, ale aż tak hardcorowo nie było. Chociaż rozczarowań było bardzo dużo smile

To już o krok dalej - nabyłeś cnoty cierpliwości.

Ale to było strasznie dawno temu. Prawie półtorej dekady temu big_smile

3 933

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Wszystko się podobno wlicza w procesie kanonizacji - podobnie jak do emerytury smile

3 934 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-11-27 22:48:23)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Chyba każdy ma jakiś swój hardcor, nie przeceniajmy tych swoich hmm


A ja mam dzisiejszej nocy wolną chatę! big_smile Syn do kumpla wybył. Będą się chichrać do rana i łupać na kompie.
A ja jutro do dentysty. Ale jakaś spokojniejsza jestem, gdy się wreszcie zapisałam.

3 935

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Misinx napisał/a:
rossanka napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:

Jasne, że  bez sensu. A jednak się zdarza nierzadko.
Rekordzistami są moi znajomi - dwadzieścia lat z hakiem w niesforalizowanym związku, nawet nie mieszkają razem, choć on wyraźnie by chciał i wypomina jej, że mogliby już mieć dorosłe dziecko. On lubi wypić, choć ogólnie zły chłopina nie jest i wskoczyłby za nią w ogień. Ona się na niego wkurza, co jakiś czas go opuszcza, ale wraca jak bumerang. Nikt ze znajomych już nie traktuje poważnie jej zwierzeń i skarg. Z boku widzę to tak, że boi się z nim związać, ale i sama nie chce być.
Na własnej skórze poznaję teraz, jak silne to mogą być mechanizmy i już nie jestem skłonna się dziwić. Rozsądnie rzecz biorąc wie człowiek, że głupio robi - a robi.

Różne sa poziomy desperacji.
Pamiętam miałam kiedyś okres, parę lat temu, że byłam tak zdesperowana aby nie byc samą, że umawiałam się z każdym z internetu, kto zaproponował mi spotkanie (za wyjątkiem żonatych mężczyzn).
W efekcie umówiłam się raz na "randkę " z facetem, który ze zdjęcia nie powalił mnie na kolana (ale co tam myślę, ja też nie jestem miss świata ai swoje lata już mam bo stuknęło mi 37 czy 38 nawet). Pisał do mnie parę dni i w posaniu nie iskrzyło nic a nic. W sumie cała rozmowa odbywała się na zasadzie: umów się ze mną, no ale co Ci szkodzi się spotkać , wez się ze mną spotkaj, to kiedy sie spotkamy? W końcu uległam i umówiłam się z nim na spotkanie. Potem na kolejne i kolejne i tak minęło kilka tych spotkań. wszystko w granicach niecałego miesiąca. Na spotkaniu nie zdziwiłam się, było poprawnie, był kulturalny, nie przeklinał, nie wyzywał, nie był agresywny, miał czyste paznokcie. Ale jakoś tak się drętwo rozmawiało. Z wyglądu przeciętny, ale nic a nic mnie nie pociągał. Na dodatek bez przerwy pchał sie z łapami, a to łapał mnie za dłoń, a to dotykań w ramię jak spacerowaliśmy, a to trącał w żartach. Pamiętam , ze męczyłam się, bo widziałam, ze nic z tego nie będzie, miałam ochotę iść do domu i poczytać książkę, albo posprzątac.  Ale - myślałam wtedy - nie wybrzydzaj, bo zaden Cię nie zechce, przecież nie chcesz być sama. Oczywiście cała znajomość umarła śmiercią naturalną. Do czego zmierzam. Do tego, że  nie można się zmuszać, jak czujesz, ze to nie to i to już nie ważne czy zwykła przyjażn, flirt, czy związek to nie wchodz w to nawet z desperacji, bo to niczego jeszcze dobrego nie przyniosło. To jest podobne zjawisko, jak jest małżeństwo ale są ze sobą bo jest żle ale jednak nie chcą być sami, albo kochanki, które boją sie zakończyć swoje układy z żonatymi. Nie chcą być same, tylko nie widzą, że i tak są same.

Za takie randki to Cię kanonizują kiedyś. Zobaczysz big_smile

Raczej będę się gotować w głównym kotle smile

3 936

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Piegowata'76 napisał/a:

Chyba każdy ma jakiś swój hardcor, nie przeceniajmy tych swoich hmm

Ty mnie  w ex związku nie widziałaś.  Powinnam napisać poradnik "Wszystkie błędy jakie mozna popełnić w relacjach" byłabym bogata.:o

3 937

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Rossanko, a więc nie błądziłaś na próżno smile

3 938

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
rossanka napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:

Chyba każdy ma jakiś swój hardcor, nie przeceniajmy tych swoich hmm

Ty mnie  w ex związku nie widziałaś.  Powinnam napisać poradnik "Wszystkie błędy jakie mozna popełnić w relacjach" byłabym bogata.:o

No to pisz big_smile Teraz wszyscy piszą książki smile Lipińską przebijesz.

3 939

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
rossanka napisał/a:

Raczej będę się gotować w głównym kotle smile

Znaczy że co ? smile

3 940

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Misinx napisał/a:
rossanka napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:

Chyba każdy ma jakiś swój hardcor, nie przeceniajmy tych swoich hmm

Ty mnie  w ex związku nie widziałaś.  Powinnam napisać poradnik "Wszystkie błędy jakie mozna popełnić w relacjach" byłabym bogata.:o

No to pisz big_smile Teraz wszyscy piszą książki smile Lipińską przebijesz.

O zgrozo, nie. yikes

3 941

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Misinx napisał/a:
rossanka napisał/a:
Piegowata'76 napisał/a:

Jasne, że  bez sensu. A jednak się zdarza nierzadko.
Rekordzistami są moi znajomi - dwadzieścia lat z hakiem w niesforalizowanym związku, nawet nie mieszkają razem, choć on wyraźnie by chciał i wypomina jej, że mogliby już mieć dorosłe dziecko. On lubi wypić, choć ogólnie zły chłopina nie jest i wskoczyłby za nią w ogień. Ona się na niego wkurza, co jakiś czas go opuszcza, ale wraca jak bumerang. Nikt ze znajomych już nie traktuje poważnie jej zwierzeń i skarg. Z boku widzę to tak, że boi się z nim związać, ale i sama nie chce być.
Na własnej skórze poznaję teraz, jak silne to mogą być mechanizmy i już nie jestem skłonna się dziwić. Rozsądnie rzecz biorąc wie człowiek, że głupio robi - a robi.

Różne sa poziomy desperacji.
Pamiętam miałam kiedyś okres, parę lat temu, że byłam tak zdesperowana aby nie byc samą, że umawiałam się z każdym z internetu, kto zaproponował mi spotkanie (za wyjątkiem żonatych mężczyzn).
W efekcie umówiłam się raz na "randkę " z facetem, który ze zdjęcia nie powalił mnie na kolana (ale co tam myślę, ja też nie jestem miss świata ai swoje lata już mam bo stuknęło mi 37 czy 38 nawet). Pisał do mnie parę dni i w posaniu nie iskrzyło nic a nic. W sumie cała rozmowa odbywała się na zasadzie: umów się ze mną, no ale co Ci szkodzi się spotkać , wez się ze mną spotkaj, to kiedy sie spotkamy? W końcu uległam i umówiłam się z nim na spotkanie. Potem na kolejne i kolejne i tak minęło kilka tych spotkań. wszystko w granicach niecałego miesiąca. Na spotkaniu nie zdziwiłam się, było poprawnie, był kulturalny, nie przeklinał, nie wyzywał, nie był agresywny, miał czyste paznokcie. Ale jakoś tak się drętwo rozmawiało. Z wyglądu przeciętny, ale nic a nic mnie nie pociągał. Na dodatek bez przerwy pchał sie z łapami, a to łapał mnie za dłoń, a to dotykań w ramię jak spacerowaliśmy, a to trącał w żartach. Pamiętam , ze męczyłam się, bo widziałam, ze nic z tego nie będzie, miałam ochotę iść do domu i poczytać książkę, albo posprzątac.  Ale - myślałam wtedy - nie wybrzydzaj, bo zaden Cię nie zechce, przecież nie chcesz być sama. Oczywiście cała znajomość umarła śmiercią naturalną. Do czego zmierzam. Do tego, że  nie można się zmuszać, jak czujesz, ze to nie to i to już nie ważne czy zwykła przyjażn, flirt, czy związek to nie wchodz w to nawet z desperacji, bo to niczego jeszcze dobrego nie przyniosło. To jest podobne zjawisko, jak jest małżeństwo ale są ze sobą bo jest żle ale jednak nie chcą być sami, albo kochanki, które boją sie zakończyć swoje układy z żonatymi. Nie chcą być same, tylko nie widzą, że i tak są same.

Za takie randki to Cię kanonizują kiedyś. Zobaczysz big_smile

Da się załatwić.

3 942

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
paslawek napisał/a:
rossanka napisał/a:

Raczej będę się gotować w głównym kotle smile

Znaczy że co ? smile

Za karę,  że się nie szanowalam  i  osiągnelam  wyżyny desperacji poziom 10.
Na szczęście to było ładnych parę lat temu. Uff.

3 943

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
rossanka napisał/a:
Misinx napisał/a:
rossanka napisał/a:

Ty mnie  w ex związku nie widziałaś.  Powinnam napisać poradnik "Wszystkie błędy jakie mozna popełnić w relacjach" byłabym bogata.:o

No to pisz big_smile Teraz wszyscy piszą książki smile Lipińską przebijesz.

O zgrozo, nie. yikes

No co Ty ? Kasa się liczy big_smile

3 944

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
rossanka napisał/a:
paslawek napisał/a:
rossanka napisał/a:

Raczej będę się gotować w głównym kotle smile

Znaczy że co ? smile

Za karę,  że się nie szanowalam  i  osiągnelam  wyżyny desperacji poziom 10.
Na szczęście to było ładnych parę lat temu. Uff.

Ja tam nigdzie Ciebie nie wysyłam. Oj nie. Żaden kocioł.

Sławek przedstawi temat
Sławku...

3 945

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
rossanka napisał/a:
paslawek napisał/a:
rossanka napisał/a:

Raczej będę się gotować w głównym kotle smile

Znaczy że co ? smile

Za karę,  że się nie szanowalam  i  osiągnelam  wyżyny desperacji poziom 10.
Na szczęście to było ładnych parę lat temu. Uff.

Żadnych orgii,libacji nic
jak hardcore to hardcore

3 946

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Pozdrawiam i pysznej kawusi życzę <3

3 947

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Pozdro!
Ja już w drodze na egzekucję.

3 948

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Piegusku zobaczysz. Szybko brum i będzie spokój smile
Trzymaj się dzielnie i się nie bój. smile

3 949

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Piegowata'76 napisał/a:

Pozdro!
Ja już w drodze na egzekucję.

To będzie krótki kaszel smile

3 950

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Ciekawe jak na Piegusa podziała podtlenek azotu smile

3 951

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Spotkał mnie dziś komplement lol Wyprowadzałem już żonę z lasu i pakowałem się do samochodu, a tu zatrzymuje się jakiś samochód i kierowca o coś pyta. Podchodzę o co chodzi, a tu się okazuje, że pan myślał, że jestem leśniczym lol
Jutro jadę sobie postrzelać, osobliwie tym razem na doczepkę do najmłodszego, bo zaprosił go kolega z klasy.

3 952 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-11-28 22:46:21)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Cześć.
Nie robiłam dzisiaj nic. Stchórzyłam. Okazało się, że do leczenia mam trochę więcej niż sądziłam, więc uzgodniliśmy, że zrobię to hurtem w narkozie. Zapożyczę się najwyżej i będę, jak to koleżanka mawiała, w dziurawych majtkach chodzić sad Za 2 tygodnie jestem umówiona na konsultację z anestezjologiem.
Jak nie wytrzymam z tym zębem, to i w moim mieście jest pogotowie stomatologiczne. Desperacja czyni cuda hmm

Z jednej strony mogłam bardziej dbać o zęby, a z drugiej - moje znajome Sjogrenki leczą, łatają, a i tak nie uratowały zębów. Pewnej kobiecie został tylko jeden i ona się śmieje, że dba o niego jak o relikwię.
Znajomy miał paradontozę, zarąbiste kłopoty i podobną fobię jak ja. W końcu w desperacji wszystko sobie usunął i wstawił implanty czy protezę, już nie pamiętam. Młody gość, bo kilka lat temu to było. Już go przynajmniej nic nie boli.

Nie macie pojęcia, jakim mam dziś cudowny, różowy humorek. hmm

3 953

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Mnie dentystka mówi, żeby jak najdłużej starać się mieć własne zęby, choćby były żółte i połatane. Ale co kto woli.

3 954 Ostatnio edytowany przez adiafora (2020-11-28 23:16:15)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

czekasz, aż - tak, jak znajomej - zostanie Ci jeden?
Za 2 tygodnie napiszesz, że z leczenia hurtem nici, bo koszty Cię przerosły...
Chyba szukasz sobie wymówki. Strach strachem, ale chyba bardziej powinnaś się bać zostania szczerbatą.

Implanty dobra rzecz, gdy brak własnych zębów, ale ceny to kosmos. I raczej należy zrobić je w miarę szybko po stracie zęba, bo z czasem kość zanika i odbudowa to dodatkowe koszty.
Proteza jest najtańsza. Ale nie każdy może nosić. Moja teściowa mówi, że ją uwiera i w ogole przeszkadza... I z tego powodu trzyma ją głównie w szklance  ;-)

A ceny usług dentystycznych to swoją drogą jakiś matrix.

3 955

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Piegowata'76 napisał/a:

Cześć.
Nie robiłam dzisiaj nic. Stchórzyłam. Okazało się, że do leczenia mam trochę więcej niż sądziłam, więc uzgodniliśmy, że zrobię to hurtem w narkozie. Zapożyczę się najwyżej i będę, jak to koleżanka mawiała, w dziurawych majtkach chodzić sad Za 2 tygodnie jestem umówiona na konsultację z anestezjologiem.
Jak nie wytrzymam z tym zębem, to i w moim mieście jest pogotowie stomatologiczne. Desperacja czyni cuda hmm

Z jednej strony mogłam bardziej dbać o zęby, a z drugiej - moje znajome Sjogrenki leczą, łatają, a i tak nie uratowały zębów. Pewnej kobiecie został tylko jeden i ona się śmieje, że dba o niego jak o relikwię.
Znajomy miał paradontozę, zarąbiste kłopoty i podobną fobię jak ja. W końcu w desperacji wszystko sobie usunął i wstawił implanty czy protezę, już nie pamiętam. Młody gość, bo kilka lat temu to było. Już go przynajmniej nic nie boli.

Nie macie pojęcia, jakim mam dziś cudowny, różowy humorek. hmm

Program mañana włączony ,Pogotowie w pogotowiu a nowy ketonal pod rączką.
Trochę samokrytyki i zasłaniania się innymi.Wystarczające pocieszenie
Pocieszasz się implantami to wiedz że to dopiero męka i koszty ,a proteza to nic bardziej upierdliwego, mój taka ją miał,dlatego na wszystkie sposoby namawiał mnie zawsze na dentystę.
No i ci anestezjolodzy może w Szwajcarii są lepsi nasi za słabi może się okazać.

3 956 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-11-28 23:47:02)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Już mnie tak nie ochrzaniajcie, bo i tak nie chce mi się dzisiaj żyć.
Paslawek, dwa razy leczyłam w narkozie i nie narzekam. Jedyny mankament to cena. Ale w ogóle leczenie zębów to horror dla kieszeni.
Poza tym mówią mi dentyści, że zmiany i tak się będą posuwać, mogę tylko je spowolnić. To naprawdę nie wiem czasami, czy warto się męczyć, skoro prędzej czy później i tak wszystko szlag trafi.
A poza tym już pisałam, że chociaż nigdy nie lubiłam, to kiedyś znosiłam zabiegi stomatologiczne w miarę normalnie, a teraz przy głupim badaniu cała się wzdrygam.
Myślicie, że sobie wymyśliłam problem?
Że to tak fajnie?

Czasami żałuję, że o czymś napisałam. Krytyka bywa przydatna, ale czasem po prostu upokarza i boli.

O tej z jednym zębem napisałam nie po to, by się pocieszać i głupio podbudowywać. To jest bardzo przykre, że kobieta robiła co mogła, a figę to dało.
I mnie też rozpacz bierze, że nawet po leczeniu kłopot wróci.

3 957 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2020-11-29 00:11:57)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Piegowata'76 napisał/a:

Już mnie tak nie ochrzaniajcie, bo i tak nie chce mi się dzisiaj żyć.
Paslawek, dwa razy leczyłam w narkozie i nie narzekam. Jedyny mankament to cena. Ale w ogóle leczenie zębów to horror dla kieszeni.
Poza tym mówią mi dentyści, że zmiany i tak się będą posuwać, mogę tylko je spowolnić. To naprawdę nie wiem czasami, czy warto się męczyć, skoro prędzej czy później i tak wszystko szlag trafi.
A poza tym już pisałam, że chociaż nigdy nie lubiłam, to kiedyś znosiłam zabiegi stomatologiczne w miarę normalnie, a teraz przy głupim badaniu cała się wzdrygam.
Myślicie, że sobie wymyśliłam problem?
Że to tak fajnie?

Czasami żałuję, że o czymś napisałam. Krytyka bywa przydatna, ale czasem po prostu upokarza i boli.

O tej z jednym zębem napisałam nie po to, by się pocieszać i głupio podbudowywać. To jest bardzo przykre, że kobieta robiła co mogła, a figę to dało.
I mnie też rozpacz bierze, że nawet po leczeniu kłopot wróci.

Wróci czy nie wróci..
Wiele rzeczy trzeba powtarzać ale to robimy.
Nie szkoda na narkozę i kasy i ryzyka medycznego?
Lampa Tiffany by była. Albo coś dla syna?
Albo że 3 pary super butów z 10 razy fryzjer wycieczka?  I to wszystko można zarobić za 7 sekund ukłucia?
Myślę że brakuje Ci świadomego zaufania do dentysty kogoś kto się zna na swojej pracy..

3 958

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Piegowata, ja nie z krytyki, chciałam przekazać dobrą radę. Zawsze warto dbać o zdrowie.

3 959

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
Piegowata'76 napisał/a:

Paslawek, dwa razy leczyłam w narkozie i nie narzekam. Jedyny mankament to cena. Ale w ogóle leczenie zębów to horror dla kieszeni.
Poza tym mówią mi dentyści, że zmiany i tak się będą posuwać, mogę tylko je spowolnić. To naprawdę nie wiem czasami, czy warto się męczyć, skoro prędzej czy później i tak wszystko szlag trafi.
.

To w czym problem skoro narkoza jest ok ?
Wydatek i tak Ciebie czeka ,chyba lepiej pomyśleć jak zorganizować pieniądze niż się zamartwiać.
Lekarze swoje Ty wiesz lepiej jak spowolnić postęp - myśleniem magicznym i uciekaniem przed problemem tym bieżącym, który dotyka ciebie najbardziej.Lepiej analizować pana PP to ci się przyda jak nic w leczeni zębów i Sjorgena.
Sjorgen ma takie skutki a te skutki też wpływają na Sjorgena i ogólnie na zdrowie i samopoczucie.
Uciekanie w magiczne myślenie tylko przyśpiesza postęp i pogarsza samopoczucie ,ale uciekanie jest widocznie fajne, jak użalanie się nad sobą i obrażanie .A forum zawiązało spisek na pannę Piegus i specjalnie to robi dla rozrywki pewnie.

3 960 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-11-29 00:46:07)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Ja pierdzielę, kto mówi o spisku?
Symbi, do Ciebie nic nie mam akurat.
Ja po prostu się pożalilam, bo mi wtedy lżej. A zrobię co sie da i jak się da.
I tyle. Nic mi nie mówicie, czego bym nie wiedziala, ale muszę stres z siebie wywalić.

Ela, jakie 7 sekund ukłucia? Nie wiem, jak długo wkłuwał mi się kiedyś chirurg, trwało dość długo i zastrzyk nie chciał zadziałać. Rwałam na żywca.
Drugie usuwanie nie bolało, ale chyba ze dwie godziny się ze mną mordowali, bo podobno mam bardzo twarde kości.
Umieram na samą myśl o kolejnych atrakcjach. Po prostu umieram.

Nieraz słucham, jaka to straszna rzecz gastroskopia. Miałam, przeżyłam - nic strasznego, nawet śmiesznie było. Mogę na gastroskopię co tydzień chodzic. O dentyście tego nie mogę powiedzieć.

3 961

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Tak szybko to się nie umiera od samego myślenia i straszenia się.
W ten sposób to raczej mnożysz stres i napięcie ,użalanie to nie wyrzucanie stresu tylko jego znieczulanie moim skromnym zdaniem.
I tak w kółko ,straszenie się ,uciekanie w "popierdółki" i użalanie się, wymyślnie  przeszkód i ich wzmacnianie,wspominanie tego co było nieprzyjemne, po to żeby uciec w ulgę w wyżalaniu się .
Jedyne co to widocznie jeszcze za mało Ciebie bolało ketonal działa cuda pies ganiał wątrobę, może na NFZ dadzą drugą albo Hepatil się będzie łykać  to odrośnie ale co tam wątrobą jeszcze nie boli .

3 962 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-11-29 00:55:34)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Ależ ja wiem, że sprawy nie załatwię żaleniem się, ale wróciłam z tej wyprawy maksymalnie rozemocjonowana. Ulało się.
Decyzję podjęłam świadomie: leczę w narkozie i konsekwencję poniosę z godnością. Finanse się znajdą, bo na raty rozłożę. Są takie rzeczy jak PIT czy wczasy pod gruszą. Pewnie że przyjemniej pojechać na wakacje, ale trudno, zawsze można pójśc na jakiś kompromis. Nieraz się bałam, że nie dam z finansami rady, a dawałam.
Ale emocje są, i to jakie. Oczywiście mogłabym o nich nie pisać, nikt mi nie każe. Ale napisałam. Nie jestem idealna.

A PP też przylazł wieczorem "poprawić" mi humor. Pogoniłam.

3 963

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

A ktoś tu jest idealny ? Takie zjawisko w przyrodzie nie występuje często to pisze - żadna wymówka inna jest fajniejsza nie byłem gotowy smile
Ach te emocje cała chmura albo chmara całe kominy.Czyli za dwa tygodnie tak.

Chociaż z tym PP to dobre,widzisz jak złość pomaga .
Nie ma tego złego .
Żeby się "zrehabilitować" to możesz pokazać aniołki od Symbi . smile

3 964 Ostatnio edytowany przez adiafora (2020-11-29 01:05:31)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

ja się boję pobierania krwi i też przeżywam jak mam iść. Nie raz pytają, czy dobrze się czuję, taka blada jestem i "zwiędnięta". Bo nawet nie mam siły ręki zacisnąć jak każą mi popracować. Ledwie palcami poruszam. Ale idę. Trzeba stawiać czoła swoim lękom  :-)  I nie rozczulam się nad sobą potem. Było, minęło...
Nie wiem, czy to jest dobra metoda, jaką Ty stosujesz, że tak piszesz o tym, czego się boisz i co Cię przeraża. Tylko chyba dajesz temu rosnąć w siłę. Bo powtarzanie x razy, że umierasz ze strachu to takie trochę programowanie siebie na odczuwanie tego strachu.  Stosujesz nieświadomie autosugestię :-)

3 965 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2020-11-29 01:19:37)

Odp: 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka
paslawek napisał/a:

A ktoś tu jest idealny ? Takie zjawisko w przyrodzie nie występuje często to pisze - żadna wymówka inna jest fajniejsza nie byłem gotowy smile
Ach te emocje cała chmura albo chmara całe kominy.Czyli za dwa tygodnie tak.

Chociaż z tym PP to dobre,widzisz jak złość pomaga .
Nie ma tego złego .
Żeby się "zrehabilitować" to możesz pokazać aniołki od Symbi . smile

Pokażę z przyjemnością, ale jeszcze nie przyszły. A raczej nie przyszedł.

A co do leczenia, to 12-ego grudnia wstępna konsultacja i umawiamy się na egzekucję.

Adiafora, jasne, że źle jest się nakręcać, ale trudno czasem się temu oprzeć.
Narkozy też się boję, ale nie do tego stopnia. Wiem, że będzie chwila, moment i po wszystkim.
Pamiętam, jak czekałam na przyjście syna na świat, a miała być cesarka. Nie mogłam spać z nerwów w nocy, łazilam po korytarzu, a personel kazał mi wracać na salę.
A na pobieranie krwi w ciąży chodziłam jak do kosmetyczki smile

Posty [ 3 901 do 3 965 z 12 682 ]

Strony Poprzednia 1 … 59 60 61 62 63 … 196 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » 30latek-, czyli gra małego palucha Paslawka

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026