Czeeeeść :)
Pospałam jak księżniczka, wypiłam kawę, pojadłam wczorajszych synkowourodzinowych słodkości, a teraz zajrzałam na forum i - jest co czytać :)
Ja teoretycznie mam bardzo określony typ męskiej urody - wysoki brunet, ale w gruncie rzeczy sprawa jest bardzo względna. Zwróciłam kiedyś, w podstawówce, uwagę na rudzielca, bo miał takie staroświeckie imię. Dziś wraca moda na stare imiona (zawsze je lubiłam), rózne Stasie i Jadzie, a wtedy, po przeprowadzce na Podkarpacie było dla mnie egzotyczne, niezwykłe i książkowe, że w moim pokoleniu są "Józki, Jaśki i Franki". Tam gdzie mieszkałam wcześniej, nie było takich imion wśród moich rówieśników. Poza tym ten "Józek, Jasiek i Franek" ;) wyróżniał się wśród postrzelonych klasowych kolegów powagą i spokojem. Taki się porządny wydawał i chyba zresztą jest, ale nie mam pojęcia, co się dziś z nim dzieje.
Z tym ostatnim, o wiadomych inicjałach tak się złożyło, że niezły przystojniak.
Adelu, przypomniałaś mi o czymś takim jak henna. Ja też mam delikatne i cienkie włosy, w dodatku, czy to przez chorobę, czy z racji wieku, od kilku lat tragicznie mi się przesuszają. Boję się traktować je zbyt brutalnie, myślałam właśnie o hennie, ale potem jakoś wyleciało mi to z głowy. Bardzo lubiłam być rudzielcem. Wprawdzie po zrezygnowaniu z farbowania, koleżanki powiedziały mi, że mój naturalny kolor jest fajny, ale czasami bierze mnie chętka, by się odmienić. Siwe włosy też już mam, syn osobiście kilka wytropił ;), ale w tym moim naturalnym "umaszczeniu" nieźle się kamuflują i gubią.
Sama tę hennę nakładasz? Ja czytałam instrukcję, wydała mi się bardzo trudna i kłopotliwa, więc odpuściłam.
Snake, kurczę, przez te całe święta na śmierć zapomniałam o Twoich urodzinach. Dwieście lat, człowieku! Szczęścia, zdrowia i czego tylko pragniesz!