Witam Was...Ciężko mi pisać ...Niewiem jak zacząć...
Proszę pomóżcie bo jestem coraz bardziej na dnie...
Poznałam go...Hmmm....On w Niemczech ja w Polsce..On lat 42 ja lat 37,przyjechał do mnie...weekend cudowny...kolejny też...W końcu zaproponował ( przyjedź do mnie na dłużej) Więc wzięłam urlop i pojechałam...Byłam całe 23 dni...Jak one tam wyglądały? Bajka...poprostu bajka...Wróciłam do Polski oczywiście kwarantanna...No i kochani spóźniona miesiączka...Myślałam cóż...stres itd...Lecz za długo mi to było, zrobiłam test później kolejny i kolejny...Na wszystkich dwie kreski,pozytywny. A wcześniej rozmawialiśmy żadnych dzieci...bo oboje mamy już dorosłych.
Cholera no ale stało się...Gdy go powiadomilam szok...Trzeba coś zrobić, ja nie wyobrażam sobie mieć teraz dziecka ( jego słowa) Nie zrobię tego co on chce bo nie umiem...Minęły 2 tygodnie odkąd bo poinformowałam I zawsze gdy się kontaktujemy pyta mi się czy to przemyslałam...O niczym innym już nie rozmawiamy...Czasem zapyta się jak się czuję...czy mam z czego żyć...Brałam tabletki lecz tej jednej nie wzięłam, zapomniałam, cholera jasna!
Ostatnio mi napisał że to okłamałam że zapewnialam że jesteśmy bezpieczni...Cholera bo byłam pewna...ta jedna tabletka...Poprostu zapomniałam! Teraz sobie myśli...wiecie co...że specjalnie...rozumiecie? W dodatku nasza znajomość to 5 miesięcy...ja nie mam warunków...małe mieszkanie, chora matka,dorosły syn,finanse katastrofa....Czy on przemyśli...czy nie zostawi mnie samej....nie jem,nie śpię, palę papierochy jeden za drugim...nie funkcjonuje...niedługo znikne...Nie dam rady....Proszę doradzcie co robić...