A swojego męża to ty lubisz? Zależy ci na nim? Ja mu współczuję takiej żony jak ty.
[treść obraźliwa, wyraźnie sprzeczna z zasadami forum]
66 2019-12-24 10:17:57 Ostatnio edytowany przez Olinka (2019-12-24 14:12:24)
67 2019-12-24 10:23:23 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2019-12-24 10:40:30)
Przecież on się źle czuje z tym. Rozmawiacie po polsku o innych ludziach których on nie zna 3 godziny. Gdyby siedział i oglądał np tv to wyszło by na to że ich lekceważy. Chciałabyś żeby do męża przyszedł kolega Niemiec i 3 godziny rozmawiali po niemiecku z dialektem bawarski o zderzaczu hadronów?
Hahahahha ❤️❤️❤️❤️
Moja rada na Twój problem : możesz przywiazac męża np. do kaloryfera w domu, grozić rozwodem, samobójstwem z tego powodu może się złamie. Albo zatańczyć w pawich piórach na stole przed nim na zachętę.
A mówiąc poważnie Ty w ogóle nie potrzebujesz pomocy tutaj tylko szukasz porady jak zmusić drugiego człowieka który jest osobną istotą i nawet jeśli jest Twoim mężem to nie jest Twoją własnością i może robić to co dla niego i w jego opinii jest dobre dla niego, do tego czego Ty chcesz.
Szkoda słów.
Po pierwsze po co się w ogóle tłumaczyć? Męża nie będzie, jeśli macie ochotę się zobaczyć tylko ze mną to zapraszam.
Męża zostaw w spokoju bo jak tak dalej będziesz się zachować bez pojęcia to zaraz możesz nie mieć męża. Także polecam się uspokoić i uszanować drugiego człowieka jego wolę i jego potrzeby. A tutaj mi zalatuje egoizmem Z Twojej strony bo wymagasz jego zrozumienia a sama nic nie rozumiesz.
Problem z odwłoka, tak to skwituję.
Ja tam nie lubię swojej bratowej, którą odwiedza się kilka razy na rok z grzeczności, jak i ze względu na bratanków. Od kiedy jej powiedziałam wprost, że jej nie trawię, na te wizyty jedzie wyłącznie mój Misio, i jakoś świat się nie zawalił. Daj mężowi luz i nie zmuszaj go do spotkań z kimś, z kim nie tylko ciężko mu się komunikować, ale za kim nie przepada. Korona z głowy Ci spadnie?
Na koleżance chyba bardziej, niż na własnym mężu...
Męża trzeba urobić, koleżankę nie. ![]()
Nie rozumię Twojego problemu, też mam męża z zagranicy i jak przychodzą do nas polscy znajomi, to siedzi z nami chwilkę, szczeli popisówkę po polsku, czasem wypije drinka czy kawkę, a potem zajmuję się swoimi sprawami i nikt nie ma mu tego za złe. Bo ja mam 3 godziny ze swoimi znajomymi i nie muszę z tego godziny czasu poświęcać na tłumaczenie.
Przynjamniej chwile z Wami posiedzi. Moj maz nie chce nawet patrzec na nich juz chocby 5 minut. Chce wyjsc zanim oni przyjda.
Przynjamniej chwile z Wami posiedzi. Moj maz nie chce nawet patrzec na nich juz chocby 5 minut. Chce wyjsc zanim oni przyjda.
Ale po co Ci, żeby z wami siedział? Nie musisz im mówić nic przykrego, nie musisz komunikować jego niechęci do nich- wystarczy, że wymyślisz jakąś wymówkę. W końcu nie odwiedzają was co tydzień.
klaudia20s napisał/a:Przynjamniej chwile z Wami posiedzi. Moj maz nie chce nawet patrzec na nich juz chocby 5 minut. Chce wyjsc zanim oni przyjda.
Ale po co Ci, żeby z wami siedział? Nie musisz im mówić nic przykrego, nie musisz komunikować jego niechęci do nich- wystarczy, że wymyślisz jakąś wymówkę. W końcu nie odwiedzają was co tydzień.
Autorka MUSI postawić na swoim, żadne rozwiązanie nie jest dobre, ma być tak, jak ona chce.
Moja rada na Twój problem : możesz przywiazac męża np. do kaloryfera w domu, grozić rozwodem, samobójstwem z tego powodu może się złamie. Albo zatańczyć w pawich piórach na stole przed nim na zachętę.
Zapomniałaś, aby dać liścia,najlepiej kilka razy od czego mężowie potulnieją. ![]()
Jak już jesteśmy przy przemocy fizycznej, to kiedyś tak ze złością rozsierdziłem zaślubioną, że wpadla w amok, podeszła do mnie i ... uszczypnęła mocno w rękę... czym rozładowała napiętą sytuację. Uśmiałem się, przytuliłem ją i przeprosiłem. Zaskoczona zwrotem akcji, zdezorientowana mamrotała pod nosem - powinnam była kopnąć w d... ,a nie szczypać ![]()
Tak że przemoc fizyczna nie zawsze jest taka zła. ![]()
Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że jak już twój mąż odejdzie od Ciebie, a to kwestia czasu, to będziesz oburzona i zrozpaczona jak to bydle mogło Ci to zrobić.
Rozpaczasz tutaj, że mąż nie może cię zrozumiec. Dla Ciebie jakieś dziwne, zupełnie niezrozumiałe wiejskie poczucie wstydu z uwagi na brak męża przy spotkaniu z TWOIMI znajomymi jest na tyle ważne, że zupełnie pomija aż odczucia swojego partnera, bijesz go z tego powodu i szantazujesz rozwodem (!)
Czas zacząć leczyć nogi.
Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że jak już twój mąż odejdzie od Ciebie, a to kwestia czasu, to będziesz oburzona i zrozpaczona jak to bydle mogło Ci to zrobić.
Rozpaczasz tutaj, że mąż nie może cię zrozumiec. Dla Ciebie jakieś dziwne, zupełnie niezrozumiałe wiejskie poczucie wstydu z uwagi na brak męża przy spotkaniu z TWOIMI znajomymi jest na tyle ważne, że zupełnie pomija aż odczucia swojego partnera, bijesz go z tego powodu i szantazujesz rozwodem (!)
Czas zacząć leczyć nogi.
To forum chyba nie jest od obrażania? czy się mylę?
Skoro tak wszyscy bronicie mojego męża i mówicie,ze MUSZĘ postawic na swoim, to nie. To nie ja musze postawic na swoim a mój mąż, bo nie chce pojsc na zaden kompromis. Nie zapraszam ich co tydzien , i to dla niego ograniczyłam spotkania, a dla niego 3h raz na 3 mies to i tak za duzo.
Ciekawa jestem czy Wy wszyscy wychodzicie z domu jak przychodzą znajomi Waszych parnerów/mezów/ zon.Nawet jak ich nie lubicie.
Mnie mąż nie zmusza, bym siedziała z jego znajomymi. Mamy wspólnych, ale mamy też każde swoje kręgi. No i nie ma u nas lania po twarzy.
W takich wypadkach stać by mnie było na CO NAJWYŻEJ przywitanie się i opuszczenie pokoju, jeśli rzeczywiście wzbudzaliby we mnie taką niechęć, jak ci znajomi w Twoim mężu. NIE MOGĘ się zmuszać do czegoś, co sprawia mi mocne nieprzyjemności a nie jest kwestią życia i śmierci..
Ciekawa jestem czy Wy wszyscy wychodzicie z domu jak przychodzą znajomi Waszych parnerów/mezów/ zon.Nawet jak ich nie lubicie.
To, że ktoś jest twoim mężem, to nie znaczy że stał się twoją własnością, kimś pozbawionym swoich praw. Dobrze, że chce tylko z domu wyjść, a nie zwyczajnie im powiedzieć wprost, że ich nie lubi i za co. Nie wyobrażam sobie, żebym musiała brać udzial w jakichś ponurych wizytach kolegów mojego partnera, gdy ich zwyczajnie nie lubię, brr... Poza tym, chyba bym się zastanowiła czy ten związek ma sens, gdyby partner zmuszał mnie do czegoś, czego nie chcę/nie lubię i mnie to drażni. Dlaczego tak nalegasz na tę jego obecność? Czy coś od tego zależy? Dla mnie to jakieś dziwne jest.
79 2019-12-26 20:12:26 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2019-12-26 20:13:27)
(...) Ciekawa jestem czy Wy wszyscy wychodzicie z domu jak przychodzą znajomi Waszych parnerów/mezów/ zon.Nawet jak ich nie lubicie.
Trudno odpowiedzieć na tak postawioną sprawę, bo nie mamy wśród bliższych i dalszych osób, o których choć jedno z nas ma tak negatywne zdanie jak Twój mąż o Twej koleżance z mężem. Nie mamy, bo zerwaliśmy kontakty, bo oboje nie chcemy mieć w swym kręgu ludzi o złej energii, ludzi żyjących życiem innych czy też spotykający się po to, zrobić tzw. dobre wrażenie.
Nasz dom jest naszym, czyli i męża, i moim, domem, dlatego też do naszego domu nie zapraszamy osób, które nie są lubiane przez drugą osobę, z takimi - nielicznymi - spotykamy się poza naszym domem.
Uprzedzając, gdybym nielubianą przez męża osobę zaprosiła do naszego domu, to jemu pozostawiłabym decyzję o tym, czy w domu będzie, czy na czas spotkania z domu wyjdzie. Mimo bycia w związku każde z nas jest wolnym człowiekiem, samo-stanowiącym o sobie, żadne z nas nie znosi obłudy, hipokryzji i ani nie poświęcamy się, ani tego od drugiej osoby nie oczekujemy.
80 2019-12-26 20:37:26 Ostatnio edytowany przez Janix2 (2019-12-26 20:38:08)
To nie ja musze postawic na swoim a mój mąż, bo nie chce pojsc na zaden kompromis.
Ciekawa jestem czy Wy wszyscy wychodzicie z domu jak przychodzą znajomi Waszych parnerów/mezów/ zon.Nawet jak ich nie lubicie.
No przecież jest kompromis: Ty ich zapraszasz a on wychodzi. O czym ma z nimi rozmawiać, o znajomych ich znajomych co mają dziecko i nie wiedzą z kim? Do mnie nikt nie przychodzi jeżeli go nie lubię a jeżeli zajrzy do żony to ja wychodzę i wyobraź sobie nie dostaję z liścia. Nawet żona jest za tym bo po co po domu ma roznosić się zła energia jak to ktoś napisał.
81 2019-12-27 11:30:59 Ostatnio edytowany przez Cyngli (2019-12-27 12:26:58)
Mnie mąż nie zmusza, bym siedziała z jego znajomymi. Mamy wspólnych, ale mamy też każde swoje kręgi. No i nie ma u nas lania po twarzy.
U mnie na porzdku dziennym tez nie ma, ten raz to bylo w akcie desperacji i przyznalam sie do tego bez bicia, a tu wychodzi na to,ze biję męża codziennie....
klaudia20s napisał/a:Ciekawa jestem czy Wy wszyscy wychodzicie z domu jak przychodzą znajomi Waszych parnerów/mezów/ zon.Nawet jak ich nie lubicie.
To, że ktoś jest twoim mężem, to nie znaczy że stał się twoją własnością, kimś pozbawionym swoich praw. Dobrze, że chce tylko z domu wyjść, a nie zwyczajnie im powiedzieć wprost, że ich nie lubi i za co. Nie wyobrażam sobie, żebym musiała brać udzial w jakichś ponurych wizytach kolegów mojego partnera, gdy ich zwyczajnie nie lubię, brr... Poza tym, chyba bym się zastanowiła czy ten związek ma sens, gdyby partner zmuszał mnie do czegoś, czego nie chcę/nie lubię i mnie to drażni. Dlaczego tak nalegasz na tę jego obecność? Czy coś od tego zależy? Dla mnie to jakieś dziwne jest.
Wlasnie kolegów. Do mnie nie przychodzi sama kolezanka, a z mężem i dlatego zalezy mi na tym,zeby moj mąz tez był obecny. Rozumiem,ze gdyby do Twojego parnera przyszli koledzy z żonami to równiez byś wyszła?
82 2019-12-27 11:50:54 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2019-12-27 12:00:04)
Salomonka napisał/a:klaudia20s napisał/a:Ciekawa jestem czy Wy wszyscy wychodzicie z domu jak przychodzą znajomi Waszych parnerów/mezów/ zon.Nawet jak ich nie lubicie.
To, że ktoś jest twoim mężem, to nie znaczy że stał się twoją własnością, kimś pozbawionym swoich praw. Dobrze, że chce tylko z domu wyjść, a nie zwyczajnie im powiedzieć wprost, że ich nie lubi i za co. Nie wyobrażam sobie, żebym musiała brać udzial w jakichś ponurych wizytach kolegów mojego partnera, gdy ich zwyczajnie nie lubię, brr... Poza tym, chyba bym się zastanowiła czy ten związek ma sens, gdyby partner zmuszał mnie do czegoś, czego nie chcę/nie lubię i mnie to drażni. Dlaczego tak nalegasz na tę jego obecność? Czy coś od tego zależy? Dla mnie to jakieś dziwne jest.
Wlasnie kolegów. Do mnie nie przychodzi sama kolezanka, a z mężem i dlatego zalezy mi na tym,zeby moj mąz tez był obecny. Rozumiem,ze gdyby do Twojego parnera przyszli koledzy z żonami to równiez byś wyszła?
Przecież twoj mąż nie lubi ich oboje, to co za różnica, czy są małżeństwem czy nie? Moja odpowiedź jest:TAK.
Co się tak uparłaś żeby mąż robił coś, czego nie chce? Czy ty w ogóle rozumiesz, na czym polega partnerstwo w związku? Twój mąż ma prawo do tego, aby decydować kogo lubi i z kim chce utrzymywać kontakty a z kim nie. To nie małe dziecko, które przełożysz na kolano i dasz klapsa gdy nie będzie chciało iść do nielubianej cioci na imieniny, potem zapłakane pociągniesz wbrew jego woli. A ty pewnie dziecku to właśnie byś zrobiła? Naprawdę zastanów się nad sobą.
Ciągle się to powtarza "Zależy mi". Ja chcę" - wszędzie tylko JA i JA...Nie potrafisz zrozumieć, że nie każdy się musi z każdym dogadywać? Partner ma prawo robić coś, czego Ty niekoniecznie musisz znosić..Traktujesz swojego męża jak dziecko, które chcesz wychwać wedłus swojego uznania.
84 2019-12-27 11:57:27 Ostatnio edytowany przez Janix2 (2019-12-27 11:59:16)
Wlasnie kolegów. Do mnie nie przychodzi sama kolezanka, a z mężem i dlatego zalezy mi na tym,zeby moj mąz tez był obecny. Rozumiem,ze gdyby do Twojego parnera przyszli koledzy z żonami to równiez byś wyszła?
Ściema jak nic. Mąż potrzebny jest Ci po to by się nim pochwalić jak to pięknie ułożyłaś sobie życie i jaki zajebisty los na loterii wygrałaś, do niczego więcej. Może przy okazji zobaczyć minę Twojej znajomej jak Ci zazdrości Twojego sukcesu światowego. Przy okazji fama na pewno pójdzie w świat jak to masz wspaniale i cudownie bo jak sama pisałaś znajomi są z takich co o życiu innych bardzo lubią dyskutować to pewnie i o Tobie newsa rozniosą. Tylko pamiętaj że tacy ludzie są z reguły dwu licowi, tyłek przy okazji też Ci obrobią. Jeszcze żeby można było rzeczywiście o czym pogadać ale do tego trzeba raczej dobrze znać język w którym się mówi aby głupich sytuacji uniknąć. BTW, skoro danie z liścia mężowi bez powodu to mały problem i nic nie znaczący incydent to podziwiam go-ma chłop niebiańską cierpliwość.
(...) To nie małe dziecko, które przełożysz na kolano i dasz klapsa gdy nie będzie chciało iść do nielubianej cioci na imieniny, potem zapłakane pociągniesz wbrew jego woli. (...)
Protestuję!
Zapominanie o godności drugiego człowieka, zwłaszcza zależnego od nas, niesie poważne skutki.
Salomonka napisał/a:(...) To nie małe dziecko, które przełożysz na kolano i dasz klapsa gdy nie będzie chciało iść do nielubianej cioci na imieniny, potem zapłakane pociągniesz wbrew jego woli. (...)
Protestuję!
Zapominanie o godności drugiego człowieka, zwłaszcza zależnego od nas, niesie poważne skutki.
Wielokropku, zdanie wyrwałas z kontekstu. Sens całości zupełnie inaczej brzmi.
Rozumiem, że Twe intencje były inne. ![]()
klaudia20s napisał/a:Wlasnie kolegów. Do mnie nie przychodzi sama kolezanka, a z mężem i dlatego zalezy mi na tym,zeby moj mąz tez był obecny. Rozumiem,ze gdyby do Twojego parnera przyszli koledzy z żonami to równiez byś wyszła?
Ściema jak nic. Mąż potrzebny jest Ci po to by się nim pochwalić jak to pięknie ułożyłaś sobie życie i jaki zajebisty los na loterii wygrałaś, do niczego więcej. Może przy okazji zobaczyć minę Twojej znajomej jak Ci zazdrości Twojego sukcesu światowego. Przy okazji fama na pewno pójdzie w świat jak to masz wspaniale i cudownie bo jak sama pisałaś znajomi są z takich co o życiu innych bardzo lubią dyskutować to pewnie i o Tobie newsa rozniosą. Tylko pamiętaj że tacy ludzie są z reguły dwu licowi, tyłek przy okazji też Ci obrobią. Jeszcze żeby można było rzeczywiście o czym pogadać ale do tego trzeba raczej dobrze znać język w którym się mówi aby głupich sytuacji uniknąć. BTW, skoro danie z liścia mężowi bez powodu to mały problem i nic nie znaczący incydent to podziwiam go-ma chłop niebiańską cierpliwość.
Sukcesu swiatowego? Prosze o rozwiniecie mysli, bo chyba nie rozumiem.
89 2019-12-27 12:28:26 Ostatnio edytowany przez Janix2 (2019-12-27 12:30:45)
Przepraszam, czy Panie Salomonka i Wielokropek rozmawiają o dopuszalnej ilości użycia "z liścia" w stosunku do męża w skali tygodnia, miesiąca, roku? ![]()
Sukcesu swiatowego? Prosze o rozwiniecie mysli, bo chyba nie rozumiem.
Dokładnie rozumiesz o co chodzi i co mam na myśli.
90 2019-12-27 12:34:21 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2019-12-27 12:35:22)
Przepraszam, czy Panie Salomonka i Wielokropek rozmawiają o dopuszalnej ilości użycia "z liścia" w stosunku do męża w skali tygodnia, miesiąca, roku?
Pewnie mąż autorki się jakoś tam na to godzi, w jakiej skali to tego już nie wiem.. Ale gdybym to ja dostała "z liścia" od partnera, bo nie mam ochoty zrobić czegoś, co on sobie tam wymyślił, to naprawdę partner widzialby mnie ostatni raz na swoje piękne oczy
Bylam już raz w życiu w związku z przemocowcem i bardzo dobrze odrobiłam lekcje.
91 2019-12-27 12:38:50 Ostatnio edytowany przez balin (2019-12-27 12:40:23)
Sukcesu swiatowego? Prosze o rozwiniecie mysli, bo chyba nie rozumiem.
Taki eufemizm. Znajomi przecież do czegoś są ci potrzebni. Wypełniają jakąś pustkę. A fajnie, że są z niższej ligi - można poszpanować, podlansować się. Gdyby tak nie było, to takie spotkania spokojnie odbyły by się bez męża.
Przepraszam, czy Panie Salomonka i Wielokropek rozmawiają o dopuszalnej ilości użycia "z liścia" w stosunku do męża w skali tygodnia, miesiąca, roku?
(...)
Przemoc jest przemocą niezależnie od tego, czy jest jednorazowa, czy wielokrotna, czy stosowana wobec dziecka, czy dorosłego; jej rodzaje są różne, fizyczna jest najbardziej widoczną.
Taki eufemizm. Znajomi przecież do czegoś są ci potrzebni. Wypełniają jakąś pustkę. A fajnie, że są z niższej ligi - można poszpanować, podlansować się. Gdyby tak nie było, to takie spotkania spokojnie odbyły by się bez męża.
Jak myślisz, dlaczego autorka zaznaczyła że " są z takich co żyją życiem innych"? Oni są ludźmi z powiedzenia: Wielka tajemnica, wie tylko Grześ...i cała wieś. Więcej chyba nie trzeba tłumaczyć.
Przepraszam, czy Panie Salomonka i Wielokropek rozmawiają o dopuszalnej ilości użycia "z liścia" w stosunku do męża w skali tygodnia, miesiąca, roku?
klaudia20s napisał/a:Sukcesu swiatowego? Prosze o rozwiniecie mysli, bo chyba nie rozumiem.
Dokładnie rozumiesz o co chodzi i co mam na myśli.
Nie , nie rozumiem.
95 2019-12-27 13:25:39 Ostatnio edytowany przez klaudia20s (2019-12-27 13:25:54)
klaudia20s napisał/a:Sukcesu swiatowego? Prosze o rozwiniecie mysli, bo chyba nie rozumiem.
Taki eufemizm. Znajomi przecież do czegoś są ci potrzebni. Wypełniają jakąś pustkę. A fajnie, że są z niższej ligi - można poszpanować, podlansować się. Gdyby tak nie było, to takie spotkania spokojnie odbyły by się bez męża.
Czy gdzies napisalam,ze dla mnie Ci znajomi sa z nizszej ligii? Czy serio mam sie czuc lepiej bo mi sie "trafił" zagraniczny mąż? Ludzie!
Janix2 napisał/a:Przepraszam, czy Panie Salomonka i Wielokropek rozmawiają o dopuszalnej ilości użycia "z liścia" w stosunku do męża w skali tygodnia, miesiąca, roku?
klaudia20s napisał/a:Sukcesu swiatowego? Prosze o rozwiniecie mysli, bo chyba nie rozumiem.
Dokładnie rozumiesz o co chodzi i co mam na myśli.
Nie , nie rozumiem.
No czego nie rozumiesz?! Chodzi o to, że mąż jest ci potrzebny do utrwalenia wizerunku przed koleżanką, a nie dlatego, że jest wspaniałym człowiekiem. Też zresztą takie wrażenie odnoszę czytając twoje posty. Ma być tak jak chcesz, a po drodze do tego celu może nawet płonąć świat... Szanuj lepiej męża, bo jak przekroczysz granicę, będziesz musiała tłumaczyć znajomej dlaczego wybył na stałe:)
klaudia20s napisał/a:Janix2 napisał/a:Przepraszam, czy Panie Salomonka i Wielokropek rozmawiają o dopuszalnej ilości użycia "z liścia" w stosunku do męża w skali tygodnia, miesiąca, roku?
Dokładnie rozumiesz o co chodzi i co mam na myśli.
Nie , nie rozumiem.
No czego nie rozumiesz?! Chodzi o to, że mąż jest ci potrzebny do utrwalenia wizerunku przed koleżanką, a nie dlatego, że jest wspaniałym człowiekiem. Też zresztą takie wrażenie odnoszę czytając twoje posty. Ma być tak jak chcesz, a po drodze do tego celu może nawet płonąć świat... Szanuj lepiej męża, bo jak przekroczysz granicę, będziesz musiała tłumaczyć znajomej dlaczego wybył na stałe:)
Dziękuję za rozwinięcie myśli. W życiu bym się nie domyśliła,ze to oznacza właśnie światowy sukces.
Nawet jak mąż się jakimś cudem zgodzi zostać ,nie boisz się że może narobić Ci wstydu? Dajmy na to,upije się i zacznie rozrabiać ? Z samej zemsty żeby Ciebie ukarać? Jesteś pewna że tak nie zrobi?
Uprzeć koleżankę ze Twojego męża nie będzie a ona sama zadecyduje czy przyjdzie sama czy w parze. Tylko go nie zmuszaj. Powinnaś go przeprosić serdecznie a może za jakiś czas zechce sam się spotkać z Twoimi znajomymi
Wlasnie kolegów. Do mnie nie przychodzi sama kolezanka, a z mężem i dlatego zalezy mi na tym,zeby moj mąz tez był obecny. Rozumiem,ze gdyby do Twojego parnera przyszli koledzy z żonami to równiez byś wyszła?
Czy Ty nie potrafisz zrozumieć, że on ich NIE LUBI? To nie są jego krewni jacyś, czy Twoi, to tylko Twoja jakaś tam koleżanka, z którą spotykasz się jakieś 4 razy w roku. Po co ona swojego męża zabiera, na doczepkę? Przecież on też siedzi i się patrzy jak cielę w malowane wrota, bo z Twoim mężem nie pogada z powodu bariery językowej...
Czy Ty naprawdę nie pojmujesz, że siedzieć z dwiema plotkarami i słuchać, jak bojcują, to jest żadna przyjemność dla mężczyzny? Żeby jeszcze chociaż rozumiał w pełni to, o czym gadacie... Przecież nawet nie może się do tego wszystkiego odnieść.
To tak, jakby Twój mąż zmuszał Cię do do siedzenia z jego kumplem, którego nie lubisz i jego upierdliwą żoną. Skakałabyś z radości? No chyba nie. Lepiej w tym czasie zrobić coś pożytecznego, zamiast siedzieć i gapić się w ścianę.
klaudia20s napisał/a:Wlasnie kolegów. Do mnie nie przychodzi sama kolezanka, a z mężem i dlatego zalezy mi na tym,zeby moj mąz tez był obecny. Rozumiem,ze gdyby do Twojego parnera przyszli koledzy z żonami to równiez byś wyszła?
Czy Ty nie potrafisz zrozumieć, że on ich NIE LUBI? To nie są jego krewni jacyś, czy Twoi, to tylko Twoja jakaś tam koleżanka, z którą spotykasz się jakieś 4 razy w roku. Po co ona swojego męża zabiera, na doczepkę? Przecież on też siedzi i się patrzy jak cielę w malowane wrota, bo z Twoim mężem nie pogada z powodu bariery językowej...
Czy Ty naprawdę nie pojmujesz, że siedzieć z dwiema plotkarami i słuchać, jak bojcują, to jest żadna przyjemność dla mężczyzny? Żeby jeszcze chociaż rozumiał w pełni to, o czym gadacie... Przecież nawet nie może się do tego wszystkiego odnieść.
To tak, jakby Twój mąż zmuszał Cię do do siedzenia z jego kumplem, którego nie lubisz i jego upierdliwą żoną. Skakałabyś z radości? No chyba nie. Lepiej w tym czasie zrobić coś pożytecznego, zamiast siedzieć i gapić się w ścianę.
Nie skakalabym z radosci,ale z wlasnego domu bym nie wyszla, tylko siedzialabym w innym pokoju. Jest tyle mozliwosci.
A maz kolezanki akurat chce z nia przyjezdzac.
Cyngli napisał/a:klaudia20s napisał/a:Wlasnie kolegów. Do mnie nie przychodzi sama kolezanka, a z mężem i dlatego zalezy mi na tym,zeby moj mąz tez był obecny. Rozumiem,ze gdyby do Twojego parnera przyszli koledzy z żonami to równiez byś wyszła?
Czy Ty nie potrafisz zrozumieć, że on ich NIE LUBI? To nie są jego krewni jacyś, czy Twoi, to tylko Twoja jakaś tam koleżanka, z którą spotykasz się jakieś 4 razy w roku. Po co ona swojego męża zabiera, na doczepkę? Przecież on też siedzi i się patrzy jak cielę w malowane wrota, bo z Twoim mężem nie pogada z powodu bariery językowej...
Czy Ty naprawdę nie pojmujesz, że siedzieć z dwiema plotkarami i słuchać, jak bojcują, to jest żadna przyjemność dla mężczyzny? Żeby jeszcze chociaż rozumiał w pełni to, o czym gadacie... Przecież nawet nie może się do tego wszystkiego odnieść.
To tak, jakby Twój mąż zmuszał Cię do do siedzenia z jego kumplem, którego nie lubisz i jego upierdliwą żoną. Skakałabyś z radości? No chyba nie. Lepiej w tym czasie zrobić coś pożytecznego, zamiast siedzieć i gapić się w ścianę.Nie skakalabym z radosci,ale z wlasnego domu bym nie wyszla, tylko siedzialabym w innym pokoju. Jest tyle mozliwosci.
A maz kolezanki akurat chce z nia przyjezdzac.
Ale Twój mąż nie chce siedzieć w domu, tylko z niego wyjść. Dlaczego chcesz za niego decydować?
Piąty dzień wątku, różni użytkownicy (ze mną włącznie) wyjaśniają autorce sytuację, jakiej jest współautorką. Argumenty były przeróżne, sposoby ich przedstawiania, słownictwo także, mimo tego autorka nie zmieniła swego myślenia o włos, dalej nie rozumie postawy swego męża i jego decyzji o wyjściu z domu przed wizytą bohaterki wątku i jej męża.
Jakie mogą być przyczyny takiego stanu rzeczy? Hm... .
Bawmy się dalej! ![]()
103 2019-12-27 14:01:27 Ostatnio edytowany przez Janix2 (2019-12-27 14:09:21)
Ale Twój mąż nie chce siedzieć w domu, tylko z niego wyjść. Dlaczego chcesz za niego decydować?
Może dla tego samego powodu co ja gdy wystawiam nowe porsche i harleya przed garaż gdy znajomi przychodzą z wizytą?
Przypomina mi się film jak Kargul i Pawlak zdjęcie robili sobie na podwórko przed wizytą u Johna w Ameryce.
Taki eufemizm. Znajomi przecież do czegoś są ci potrzebni. Wypełniają jakąś pustkę. .
Napiszę brutalnie: ta pustka nazywa się pycha (oby nie kroczyła przed upadkiem).
Wielokropku a Ty rozumiesz sytuację, w której piękny mebel, czy piękny ubiór - nie chce dać się zaprezentować?
Wszystko byłoby "cacy", gdyby nie maleńki szczegół: tzw. zdarta płyta stosowana przez autorkę. ![]()
106 2019-12-27 14:16:03 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2019-12-27 14:16:43)
Ale Twój mąż nie chce siedzieć w domu, tylko z niego wyjść. Dlaczego chcesz za niego decydować?
Autorka narzuca swoją wolę mężowi, jest apodyktyczna i zupełnie nie zauważa, że ma z tym problem. Generuje konflikt między nią a mężem i zachęca go by kłamał aby nie dostać "z liścia" następnym razem w podobnej sytuacji. Rownia pochyła dla związku, ale my tu strzępimy języki (klawiatury) a do niej i tak nic nie dociera.
Nie skakalabym z radosci,ale z wlasnego domu bym nie wyszla, tylko siedzialabym w innym pokoju. Jest tyle mozliwosci.
A maz kolezanki akurat chce z nia przyjezdzac.
Przecież to jest jakiś absurd. Po co mąż ma na siłę siedzieć w drugim pokoju i pewnie jeszcze się z niego nie wychylać? Pomijam przy tym, że jeśli obawiasz się, że znajomi poczują się urażeni, to mogłoby to zostać odebrane jeszcze gorzej niż wyjście z domu. Dlaczego? Bo jeśli masz usilną potrzebę tłumaczenia jego zachowania, to jego nieobecność jesteś w stanie jakoś wyjaśnić, a demonstracyjne przebywanie za ścianą?
Uważam, że tak się zakręciłaś w narzucaniu własnej wizji, że pewnych aspektów już zupełnie nie zauważasz.
Skoro mąż koleżanki chce przyjeżdżać, a Wam jego obecność nie przeszkadza w babskich pogaduchach, to jest to temat między Wami, Twój mąż nie musi w tym uczestniczyć, jeśli nie ma ochoty. Z drugiej strony mogłaś nie stawiać go przed faktem dokonanym i najpierw z nim o tym porozmawiać, pewne rzeczy ustalić, a dopiero potem umawiać się ze znajomymi.
Twierdzisz, że mógłby się poświęcić, ale czy bierzesz pod uwagę, że już i tak wystarczająco długo się poświęcał? Te spotkania w końcu odbywają się regularnie, a jednak po raz pierwszy tak wyraźnie dał do zrozumienia, że nie ma zamiaru po raz kolejny bawić się w bycie ładnym dodatkiem.
108 2019-12-27 17:16:16 Ostatnio edytowany przez Witek7 (2019-12-27 17:37:08)
Przecież to jest jakiś absurd. Po co mąż ma na siłę siedzieć w drugim pokoju i pewnie jeszcze się z niego nie wychylać? Pomijam przy tym, że jeśli obawiasz się, że znajomi poczują się urażeni, to mogłoby to zostać odebrane jeszcze gorzej niż wyjście z domu. Dlaczego? Bo jeśli masz usilną potrzebę tłumaczenia jego zachowania, to jego nieobecność jesteś w stanie jakoś wyjaśnić, a demonstracyjne przebywanie za ścianą?
Wreszcie ktoś napisał o absurdalnej sytuacji.
Goście w salonie. Gospodarz siedzi ostentacyjnie za ścianą.
Komiczna i kosmiczna sekwencja tragikomedii.
Nie ma takich gości, ktorzy by się nie obrazili. Może to dobry sposób na pozbycie się niechcianych gości? Na miejscu męża zrobiłbym tak!
Olinka napisał/a:Przecież to jest jakiś absurd. Po co mąż ma na siłę siedzieć w drugim pokoju i pewnie jeszcze się z niego nie wychylać? Pomijam przy tym, że jeśli obawiasz się, że znajomi poczują się urażeni, to mogłoby to zostać odebrane jeszcze gorzej niż wyjście z domu. Dlaczego? Bo jeśli masz usilną potrzebę tłumaczenia jego zachowania, to jego nieobecność jesteś w stanie jakoś wyjaśnić, a demonstracyjne przebywanie za ścianą?
Wreszcie ktoś napisał o absurdalnej sytuacji.
Goście w salonie. Gospodarz siedzi ostentacyjnie z ścianą.
Komiczna i kosmiczna sekwencja tragikomedii.
Nie ma takich gości, ktorzy by się nie obrazili. Może to dobry sposób na pozbycie się niechcianych gości? Na miejscu męża zrobiłbym tak!
Ale on nie chce się pozbyć gości, bo mu nie zależy na tym, by żonie ograniczać kontakty towarzyskie... On tylko nie chce w tych spotkaniach uczestniczyć...
Strasznie mi żal tego faceta, ale pociesza mnie myśl, że nie daje sobie w kaszę dmuchać i nie odpuszcza, mimo przemocy fizycznej ze strony żony.
110 2019-12-27 17:32:58 Ostatnio edytowany przez Witek7 (2019-12-27 17:34:51)
Mnie chodzi o to, że jeśli byłby przebiegły, to zrobiłby tak jak żona proponuje. Siedziałbym w drugim pokoju, w kuchni coś bym sobie zrobił. Chodziłbym po domu nie zaglądając do gości. więcej nie przyjdą. Jak bank.
Przecież żonusiu zrobiłem jak kazałaś.
Mnie chodzi o to, że jeśli byłby przebiegły, to zrobiłby tak jak żona proponuje. Siedziałbym w drugim pokoju, w kuchni coś bym sobie zrobił. Chodziłbym po domu nie zaglądając do gości. więcej nie przyjdą. Jak bank.
Ale on taki najwidoczniej nie jest. Nie chce nikogo obrazić, ani postawić pod ścianą.
112 2019-12-27 21:51:11 Ostatnio edytowany przez klaudia20s (2019-12-27 21:51:39)
klaudia20s napisał/a:Nie skakalabym z radosci,ale z wlasnego domu bym nie wyszla, tylko siedzialabym w innym pokoju. Jest tyle mozliwosci.
A maz kolezanki akurat chce z nia przyjezdzac.Przecież to jest jakiś absurd. Po co mąż ma na siłę siedzieć w drugim pokoju i pewnie jeszcze się z niego nie wychylać? Pomijam przy tym, że jeśli obawiasz się, że znajomi poczują się urażeni, to mogłoby to zostać odebrane jeszcze gorzej niż wyjście z domu. Dlaczego? Bo jeśli masz usilną potrzebę tłumaczenia jego zachowania, to jego nieobecność jesteś w stanie jakoś wyjaśnić, a demonstracyjne przebywanie za ścianą?
Uważam, że tak się zakręciłaś w narzucaniu własnej wizji, że pewnych aspektów już zupełnie nie zauważasz.Skoro mąż koleżanki chce przyjeżdżać, a Wam jego obecność nie przeszkadza w babskich pogaduchach, to jest to temat między Wami, Twój mąż nie musi w tym uczestniczyć, jeśli nie ma ochoty. Z drugiej strony mogłaś nie stawiać go przed faktem dokonanym i najpierw z nim o tym porozmawiać, pewne rzeczy ustalić, a dopiero potem umawiać się ze znajomymi.
Twierdzisz, że mógłby się poświęcić, ale czy bierzesz pod uwagę, że już i tak wystarczająco długo się poświęcał? Te spotkania w końcu odbywają się regularnie, a jednak po raz pierwszy tak wyraźnie dał do zrozumienia, że nie ma zamiaru po raz kolejny bawić się w bycie ładnym dodatkiem.
Miałam na mysli siedzenie w drugim pokoju i bawienie się z dziećmi, nasyzm synem i ich córką. Mąż ma bardzo dobry kontakt z dziecmi i uważam,ze tak byłoby super. Miałby "wymówke" zeby nie siedziec z nami, a ja byłabym szczęśliwa,ze nie wyszedł z domu.
Olinka napisał/a:klaudia20s napisał/a:Nie skakalabym z radosci,ale z wlasnego domu bym nie wyszla, tylko siedzialabym w innym pokoju. Jest tyle mozliwosci.
A maz kolezanki akurat chce z nia przyjezdzac.Przecież to jest jakiś absurd. Po co mąż ma na siłę siedzieć w drugim pokoju i pewnie jeszcze się z niego nie wychylać? Pomijam przy tym, że jeśli obawiasz się, że znajomi poczują się urażeni, to mogłoby to zostać odebrane jeszcze gorzej niż wyjście z domu. Dlaczego? Bo jeśli masz usilną potrzebę tłumaczenia jego zachowania, to jego nieobecność jesteś w stanie jakoś wyjaśnić, a demonstracyjne przebywanie za ścianą?
Uważam, że tak się zakręciłaś w narzucaniu własnej wizji, że pewnych aspektów już zupełnie nie zauważasz.Skoro mąż koleżanki chce przyjeżdżać, a Wam jego obecność nie przeszkadza w babskich pogaduchach, to jest to temat między Wami, Twój mąż nie musi w tym uczestniczyć, jeśli nie ma ochoty. Z drugiej strony mogłaś nie stawiać go przed faktem dokonanym i najpierw z nim o tym porozmawiać, pewne rzeczy ustalić, a dopiero potem umawiać się ze znajomymi.
Twierdzisz, że mógłby się poświęcić, ale czy bierzesz pod uwagę, że już i tak wystarczająco długo się poświęcał? Te spotkania w końcu odbywają się regularnie, a jednak po raz pierwszy tak wyraźnie dał do zrozumienia, że nie ma zamiaru po raz kolejny bawić się w bycie ładnym dodatkiem.Miałam na mysli siedzenie w drugim pokoju i bawienie się z dziećmi, nasyzm synem i ich córką. Mąż ma bardzo dobry kontakt z dziecmi i uważam,ze tak byłoby super. Miałby "wymówke" zeby nie siedziec z nami, a ja byłabym szczęśliwa,ze nie wyszedł z domu.
Coś a la darmowa opiekunka/animatorka dla bombelków? Sorry, ale... aż przykro to czytać, totalny brak szacunku dla męża i jego potrzeb...
Autorka:
Ja chcę się widywać z koleżanką i jej mężem - ważne
Ja chcę aby był przy tym mój mąż - ważne
Moja koleżanka chce się że mną widywać - ważne
Maz mojej koleżanki chce z nią przyjeżdżać do mnie - ważne
Koleżanka i jej mąż chcą aby mój mąż ze mną był na spotkaniach - mega ważne
Mój mąż ich nie lubi i nie chce mieć z nimi kontaktów - nic nie warte, jak on smie, dlaczego ten brutal ki to robi, wstyd na całą wies
Jak mówiłem, czas leczyć nogi
Autorko... brak słów.
Mąż powinien zabronić zapraszania ich do domu...
A tak wyrozumiały ale nie zrozumiany.
Powiedz, że wyjechał na szkolenie etc.
Żal mi go.
Ja na Twoim miejscu nie narzucałabym mężowi Twoich znajomych wiedząc,że ich nie cierpi.Wybrałabym męża,jeśli go kochasz i Ci na nim zależy,pomaga przy dziecku itp.Wielu facetów tego nie robi.
Szkoda, ze maz sie tutaj nie zglosil
Mozna by mu podac kontakty do osob, ktore by z nim porozmawialy o przemocy emocjonalnej w zwiazku.
Odnoszę nieodparte wrażenie Klaudia, że Twoja inteligencja emocjonalna "leży i kwiczy".Warto byłoby na tym popracować dla dobra własnego i najbliższych. To niesamowicie przykre, że Twoja wrażliwość na odczucia męża jest bliska zeru, tym bardziej, że Wasz "problem" naprawdę nie jest nie jest problemem ważkim. Nie chcę deprecjonować Twoich odczuć, ale gdybyś dobrze przemyślała temat, to sama doszłabyś do podobnego wniosku. Moim zdaniem aktualnie nie myślisz logicznie, bo zafiksowałaś się na tym, żeby przeforsować swój punkt widzenia. Mąż jak sama napisałaś jest dobrym człowiekiem, który generalnie nie stroni od innych znajomych, więc skoro unika jedynie tych, to może jednak ma ku temu poważny powód ? Nie bierzesz pod uwagę faktu, że skoro znasz koleżankę od wielu lat, to być może straciłaś wobec niej obiektywizm? Swoja drogą Ciebie to regularne wałkowanie plot nie męczy ? Ty przynajmniej znasz ludzi, których życiem podczas tych spotkań się ekscytujecie... ale Twój mąż ? Umarłabym z nudów i mdłości po 30 minutach takiej biesiady. Organicznie nie znoszę plotkarzy, więc może łatwiej mi męża zrozumieć. Swoją drogą ciekawa jestem, czy Twoi przyjaciele choć grzecznościowo i przez "tłumacza" potrafią wykazać choć minimalne zainteresowanie sprawami Twojego męża ? Znajomi zauważali go przy tym stole, czy generalnie byliście zajęci jedynie sobą ? Znajomi wykazali chęć bliższego poznania Twojego męża, kultury z której się wywodzi ?
Z jednej strony niby rozumiem, że z Twojego punktu widzenia mąż mógłby uczynić ten miły gest i się poświęcić dla Ciebie, z drugiej jednak strony on wie, że to naginanie nigdy się nie skończy, bo to nie jest jednorazowe ugięcie się. Czy on ma udawać całe życie ? Klaudia, no tak się nie da... Nie sądzisz, że w dłuższych relacjach lepszy jest szczery grymas na twarzy niż udawany uśmiech ? Twój mąż jest dorosłym człowiekiem i sam za swoje postępowanie odpowiada. Nie musisz się za niego "wstydzić". Znajomym powiedziałabym grzecznie, ale szczerze, ze mąż w tych spotkaniach uczestniczyć nie chce. Jeżeli przyjaciółka jest prawdziwą przyjaciółką, to na Wasze relacje ta sytuacja w żaden sposób nie wpłynie. Udawanie na dłuższą metę nie ma sensu, bo nikt nie jest aż tak głupi, żeby prostych faktów nie powiązać...
Volver, też uważam, że Autorka przesadza.
Przecież znajomi przychodzą do NIEJ, a nie do jej męża, z którym i tak ciężko jest się po polsku porozumieć. To trochę tak jakbym zmuszała własnego partnera, co po w naszym języku ani me ani be, do nasiadówek z kolegami ze studiów, z którymi wyłącznie rozkminiam wspominki z Wrocławia i naszych wspólnych tam lat. Nie tyle to dla niego byłoby nudne i męczące, co tak w zasadzie, obraźliwe.
Witaj Klaudio!
Doskonale Cię rozumiem i w pełni popieram. Myślę, że problem z którym musisz się zmierzyć zupełnie by nie istniał gdyby Twoim mężem był Polak /chociaż nie jest to obligatoryjne/. Chłop wyjął by porządną flaszkę, Ty przygotowała byś coś fajnego do jedzenia i rozmowy z Twoją koleżanką i jej mężem toczyły by się w "przyjemnej i serdecznej atmosferze". Temat absolutnie obojętny, ale wspólnie spędzony czas z pewnością byłby mile wspominany przez obie ze stron. Obecny mąż wielu spraw i naszych niuansów nie rozumie, nie rozumieją go również osoby biorące udział w dyskusji. To wszystko w ramach; "prawa człowieka", "należy mi się", "tzw. "poprawności politycznej" i tym podobnych rozmiękczających życie bzdur. Jak postąpisz nie wiem, ale brak męża na spotkaniu dotknie Cię bardzo i będzie miało wpływ na przyszłe życie. Pozdrawiam Cię serdecznie.
121 2019-12-28 19:18:38 Ostatnio edytowany przez Wielokropek (2019-12-28 19:18:55)
Oooo!
Finał niedługo: mąż zrozumie swój błąd, na kolanach poprosi autorkę o wybaczenia i odtąd... "żyli długo i szczęśliwie".
Tak się zastanawiam ile osób z Waszej czwórki lubi te wspólne potkania???
123 2019-12-28 21:56:31 Ostatnio edytowany przez klaudia20s (2019-12-28 21:57:10)
Volver, też uważam, że Autorka przesadza.
Przecież znajomi przychodzą do NIEJ, a nie do jej męża, z którym i tak ciężko jest się po polsku porozumieć. To trochę tak jakbym zmuszała własnego partnera, co po w naszym języku ani me ani be, do nasiadówek z kolegami ze studiów, z którymi wyłącznie rozkminiam wspominki z Wrocławia i naszych wspólnych tam lat. Nie tyle to dla niego byłoby nudne i męczące, co tak w zasadzie, obraźliwe.
Volver dziękuję za Twój komentarz i to,że pomyślałas również o moich uczuciach.
Chce podkreślić,że mój mąż duzo rozumie po polsku i porozumiewa się w stopniu podstawowym, wg mnnie sam mnógłby zacząć z nimi rozmowę a nie czekać,aż oni się odezwą.
Znajomi przychodzą do nas, nie tylko do mnie. Do tej pory zawsze spotykaliśmy się we 4 i padało hasło "przyjedźcie do nas" a nie "przyjedzcie do mnie". To duza roznica.
Beyondblackie napisał/a:Volver, też uważam, że Autorka przesadza.
Przecież znajomi przychodzą do NIEJ, a nie do jej męża, z którym i tak ciężko jest się po polsku porozumieć. To trochę tak jakbym zmuszała własnego partnera, co po w naszym języku ani me ani be, do nasiadówek z kolegami ze studiów, z którymi wyłącznie rozkminiam wspominki z Wrocławia i naszych wspólnych tam lat. Nie tyle to dla niego byłoby nudne i męczące, co tak w zasadzie, obraźliwe.
Volver dziękuję za Twój komentarz i to,że pomyślałas również o moich uczuciach.
Chce podkreślić,że mój mąż duzo rozumie po polsku i porozumiewa się w stopniu podstawowym, wg mnnie sam mnógłby zacząć z nimi rozmowę a nie czekać,aż oni się odezwą.
Znajomi przychodzą do nas, nie tylko do mnie. Do tej pory zawsze spotykaliśmy się we 4 i padało hasło "przyjedźcie do nas" a nie "przyjedzcie do mnie". To duza roznica.
Czyli nie ma zmiłuj się, twoje musi być na wierzchu? Zdajesz sobie sprawę, że twoje działanie jest jak kropla, która drąży skałę? Za kilka miesięcy/lat zapodasz na forum temat: "Mąż powiedział mi, że już mnie nie kocha, spakował się i wyjechał z kraju - CO MAM ROBIĆ?!".
klaudia20s napisał/a:Beyondblackie napisał/a:Volver, też uważam, że Autorka przesadza.
Przecież znajomi przychodzą do NIEJ, a nie do jej męża, z którym i tak ciężko jest się po polsku porozumieć. To trochę tak jakbym zmuszała własnego partnera, co po w naszym języku ani me ani be, do nasiadówek z kolegami ze studiów, z którymi wyłącznie rozkminiam wspominki z Wrocławia i naszych wspólnych tam lat. Nie tyle to dla niego byłoby nudne i męczące, co tak w zasadzie, obraźliwe.
Volver dziękuję za Twój komentarz i to,że pomyślałas również o moich uczuciach.
Chce podkreślić,że mój mąż duzo rozumie po polsku i porozumiewa się w stopniu podstawowym, wg mnnie sam mnógłby zacząć z nimi rozmowę a nie czekać,aż oni się odezwą.
Znajomi przychodzą do nas, nie tylko do mnie. Do tej pory zawsze spotykaliśmy się we 4 i padało hasło "przyjedźcie do nas" a nie "przyjedzcie do mnie". To duza roznica.Czyli nie ma zmiłuj się, twoje musi być na wierzchu? Zdajesz sobie sprawę, że twoje działanie jest jak kropla, która drąży skałę? Za kilka miesięcy/lat zapodasz na forum temat: "Mąż powiedział mi, że już mnie nie kocha, spakował się i wyjechał z kraju - CO MAM ROBIĆ?!".
Ja bym mężowi Autorki sugerowała zwijać manatki już teraz, w końcu niewolnictwo zniesiono już jakiś czas temu...
klaudia20s napisał/a:Beyondblackie napisał/a:Volver, też uważam, że Autorka przesadza.
Przecież znajomi przychodzą do NIEJ, a nie do jej męża, z którym i tak ciężko jest się po polsku porozumieć. To trochę tak jakbym zmuszała własnego partnera, co po w naszym języku ani me ani be, do nasiadówek z kolegami ze studiów, z którymi wyłącznie rozkminiam wspominki z Wrocławia i naszych wspólnych tam lat. Nie tyle to dla niego byłoby nudne i męczące, co tak w zasadzie, obraźliwe.
Volver dziękuję za Twój komentarz i to,że pomyślałas również o moich uczuciach.
Chce podkreślić,że mój mąż duzo rozumie po polsku i porozumiewa się w stopniu podstawowym, wg mnnie sam mnógłby zacząć z nimi rozmowę a nie czekać,aż oni się odezwą.
Znajomi przychodzą do nas, nie tylko do mnie. Do tej pory zawsze spotykaliśmy się we 4 i padało hasło "przyjedźcie do nas" a nie "przyjedzcie do mnie". To duza roznica.Czyli nie ma zmiłuj się, twoje musi być na wierzchu? Zdajesz sobie sprawę, że twoje działanie jest jak kropla, która drąży skałę? Za kilka miesięcy/lat zapodasz na forum temat: "Mąż powiedział mi, że już mnie nie kocha, spakował się i wyjechał z kraju - CO MAM ROBIĆ?!".
Nie, nie zawsze moje musi byc na wierzchu. Chciałam z mężem dojsc do kompromisu,ale dla niego zaden kompromis nie istnieje w tej sytuacji. I to jest moj problem.
BEKAśmiechu napisał/a:klaudia20s napisał/a:Volver dziękuję za Twój komentarz i to,że pomyślałas również o moich uczuciach.
Chce podkreślić,że mój mąż duzo rozumie po polsku i porozumiewa się w stopniu podstawowym, wg mnnie sam mnógłby zacząć z nimi rozmowę a nie czekać,aż oni się odezwą.
Znajomi przychodzą do nas, nie tylko do mnie. Do tej pory zawsze spotykaliśmy się we 4 i padało hasło "przyjedźcie do nas" a nie "przyjedzcie do mnie". To duza roznica.Czyli nie ma zmiłuj się, twoje musi być na wierzchu? Zdajesz sobie sprawę, że twoje działanie jest jak kropla, która drąży skałę? Za kilka miesięcy/lat zapodasz na forum temat: "Mąż powiedział mi, że już mnie nie kocha, spakował się i wyjechał z kraju - CO MAM ROBIĆ?!".
Nie, nie zawsze moje musi byc na wierzchu. Chciałam z mężem dojsc do kompromisu,ale dla niego zaden kompromis nie istnieje w tej sytuacji. I to jest moj problem.
Ty nie chcesz żadnego kompromisu, tylko wymusić na mężu, by było tak, jak Ty chcesz.
klaudia20s napisał/a:BEKAśmiechu napisał/a:Czyli nie ma zmiłuj się, twoje musi być na wierzchu? Zdajesz sobie sprawę, że twoje działanie jest jak kropla, która drąży skałę? Za kilka miesięcy/lat zapodasz na forum temat: "Mąż powiedział mi, że już mnie nie kocha, spakował się i wyjechał z kraju - CO MAM ROBIĆ?!".
Nie, nie zawsze moje musi byc na wierzchu. Chciałam z mężem dojsc do kompromisu,ale dla niego zaden kompromis nie istnieje w tej sytuacji. I to jest moj problem.
Ty nie chcesz żadnego kompromisu, tylko wymusić na mężu, by było tak, jak Ty chcesz.
Nie prawda, powiedziałam mu,że jesli nie chce to wcale nie musi do nich jezdzic,ale poprosiłam,zeby nie wychodził z domu na czas ich obecnosci,ale dla niego takie rozwiązanie nie istnieje. Nie będzie go i już. Żadnej ugody.
Cyngli napisał/a:klaudia20s napisał/a:Nie, nie zawsze moje musi byc na wierzchu. Chciałam z mężem dojsc do kompromisu,ale dla niego zaden kompromis nie istnieje w tej sytuacji. I to jest moj problem.
Ty nie chcesz żadnego kompromisu, tylko wymusić na mężu, by było tak, jak Ty chcesz.
Nie prawda, powiedziałam mu,że jesli nie chce to wcale nie musi do nich jezdzic,ale poprosiłam,zeby nie wychodził z domu na czas ich obecnosci,ale dla niego takie rozwiązanie nie istnieje. Nie będzie go i już. Żadnej ugody.
Jasne. Tak sobie tłumacz.
A kto zaprasza mówiąc "przyjedźcie do nas" twój mąż czy Ty ?
Wiesz w ogóle co znaczy słowo kompromis? Wiesz na czym polegają kompromisy? Nie na:
Moja żona chciała mieć kota, ja nie chciałem mieć kota to poszliśmy na kompromis i mamy kota.
O twoich prawdziwych intencjach już się dowiedzieliśmy wcześniej. Tobie nie przeszkadza, że go nie ma z wami przy rozmowach, tobie przeszkadza, że on chce wyjść z domu zostawiając cię z dziećmi, chcesz zrobić z niego niańkę kiedy ty się bawisz. Traktujesz go jak rzecz. Tworzysz teraz ideologię sądząc, że ktoś cię pogłaszcze po główce i przyzna rację. Oby ten Twój mąż szybko przejrzał na oczy.