Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 130 z 166 ]

66

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Rozum wie, że on mnie nie kocha, bo tak jak piszecie, gdyby kochał to zrobiłby wszystko żeby wrócić po tym jak dałam mu szansę.
Teściowie mieszkają 500 km od nas, czasem jeździł do nich sam, więc teraz też nie będzie to problemem. Pewnie powie, że ze względu na ciążę nie przyjechałam.
Nie potrafię zrozumieć jednego, jak to jest, że jeszcze miesiąc temu wybieralismy projekt domu, zdecydowaliśmy się na dziecko, by chwilę później zrobić coś takiego? Nie potrafię się z tym pogodzić... Może ktoś będzie w stanie mi to wyjaśnić... To wszystko stało się zbyt szybko, temu jestem zdezorientowana.
Wciąż nie mogę uwierzyć, że zna ją tak krótko a mimo tego zostawił dla niej żonę w ciąży.
Nie byliśmy idealnym małżeństwem. Niedawno obchodziliśmy rocznicę ślubu, na której mówił, że najgorsze za nami. Więc dlaczego?
Mam coraz więcej lepszych dni,ale i tak czasem dopadają mnie takie myśli

Zobacz podobne tematy :

67 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-12-05 13:18:49)

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Właśnie.Warto dać komuś szansę czy przynajmniej uwierzyć w czyjeś szczere intencje, jeśli za słowami idą CZYNY! A przy tym nie padają dodatkowo jakieś pokrętne tłumaczenia czy wymówki lub wręcz zaprzeczenia tego, co jeszcze wcześniej mówił o Waszym małżeństwie. Najgorsze co teraz można zrobic, to wiecznie rozpamiętywać to co było, zastanawiać się dlaczego czy przywoływać nieliczne dobre momenty, mimo całej krzywdy,  którą Ci wyrządził. Postąpił podle, rzucają stabilne życie dla jakiejś dziuni i krótkotrwałego porywu emocji. I właśnie dlatego powinnaś twardo stanąć na nogi  ipopatzeć w przyszłość. On nie jest wart żadnego zachodu...

68

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Zobacz..on chce ciągnąć ciebie 500 km by tylko uniknąć pytań rodziców o niewygodnej dla siebie sytuacji..
Z żoną w ciąży spędza się święta tam gdzie jest żona.
Liczysz na bożonarodzeniowy cud?
Szybciej doznasz upokorzenia.
Powiedz teściom, bo zostaniesz najgorszą w ich oczach zanim się obejrzysz..przebij ten balon, jak on kocha, to i tak wróci, a tak to tylko otrzymujesz go w przeświadczeniu, że wszystko gra.
Twoi rodzice wiedzą o kochance? Czy myślą że ma kryzys i wyprowadził się.?

69 Ostatnio edytowany przez feniks35 (2019-12-05 13:24:54)

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Autorko to co obecnie robisz to zapewnianie komfortu zdrady szanownemu malzonkowi. Plus wierzysz w jego zagubienie i psychiczne problemy, ktore pchnely go w obecnym kierunku. Nie wiem czy on oszukuje tylko Ciebie czy rowniez siebie bo jakze przyjemniej jest winic za robienie wielkiego swintwa żonie nie siebie samego tylko blizej nieokreslony kryzys psychiczny ktorego niby sie doswiadcza. Nie tylko zdejmuje w ten sposob ciezar winy z siebie ale baa stawia siebie wrecz w roli ofiary! A oprawcą kto jest? Trochę Ty, troche zycie, pech, nooo ogolnie cala ta sytuacja. On sie tylko w tym  pogubil biedny zuczek. Nie pogubil sie jednak na tyle zeby calkiem przytomnie ukladac sobie zycie z kochanka smile A Ty zamiast dziada pogonic jeszcze rozczulasz.

70

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku
feniks35 napisał/a:

Autorko to co obecnie robisz to zapewnianie komfortu zdrady szanownemu malzonkowi. Plus wierzysz w jego zagubienie i psychiczne problemy, ktore pchnely go w obecnym kierunku. Nie wiem czy on oszukuje tylko Ciebie czy rowniez siebie bo jakze przyjemniej jest winic za robienie wielkiego swintwa żonie nie siebie samego tylko blizej nieokreslony kryzys psychiczny ktorego niby sie doswiadcza. Nie tylko zdejmuje w ten sposob ciezar winy z siebie ale baa stawia siebie wrecz w roli ofiary! A oprawcą kto jest? Trochę Ty, troche zycie, pech, nooo ogolnie cala ta sytuacja. On sie tylko w tym  pogubil biedny zuczek. Nie pogubil sie jednak na tyle zeby calkiem przytomnie ukladac sobie zycie z kochanka smile A Ty zamiast dziada pogonic jeszcze rozczulasz.

Dokładnie.
Działanie jm jest na zmiękczanie,te jego płacze,niby "szczera samokrytyka" to element wywołania w Tobie Autorko poczucia winy i usprawiedliwiania go. Bierzesz odpowiedzialność za jego osobiste użalanie się i zakamuflowane obwinianie Ciebie.
Zaczęłaś gęsto go tłumaczyć bardzo częste zachowanie.
To co robi z Tobą  ma cel - Twoja uległość i zasłona dymna przed rodziną .
Porzucenie żony w ciąży to duży kaliber i gruba sprawa ciężko to wytłumaczyć rodzicom a tak Twoimi rękami zyskuje na czasie .
Mało brakuje a będziesz go bronić - coś jak znany syndrom.
Zagubienie dylematy kryzys - niezłe ale mało oryginalne tłumaczenia,kochanka w roli terapeutki też .

71

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Wasze porady i spostrzeżenia są lepsze niż sesje terapeutyczne smile dziękuję.
Moi rodzice znają całą prawdę. To dzięki nim jestem w stanie to przetrwać. Pomagają mi we wszystkim. I pomyśleć, że mąż próbował mnie kiedyś z nimi skłócić...to powinno mi dać do myślenia.
Długo myślałam nad tym, co napisaliście. Nie może być tak, że to on robi z siebie ofiarę. To nie ja zawiniłam, to nie ja rozwaliłam to małżeństwo, a zachowuję się tak, jakbym brała winę na siebie.
To on pozwolił mi myśleć, że wszystko jest ok. To on snuł ze mną plany na przyszłość, żeby po kilku tygodniach zrobić to co zrobić. To niedopuszczalne i karygodne. Mam prawo czuć się oszukana.
Wiem, że było mu źle mieszkając z moimi rodzicami, jednak za każdym razem powtarzałam, że w każdej chwili możemy się wynieść. Sporo czasu spędzaliśmy poza domem, żeby odpoczął.
Chociaż zawiniłam też ja... Zastanawiałam się, kiedy zaczęło się robić źle. I uzmysłowiłam sobie, że źle działo się już duuużo wcześniej - w momencie gdy mąż poznawał "koleżanki". Nie postawiłam wtedy jasno granicy. Łudziłam się, że skoro jest do mnie taki czuły i troskliwy, to do niczego nie dojdzie. A on z każdą kolejną akcją, dostawał ode mnie przyzwolenie... Nie chciałam, nie potrafiłam wierzyć, że mnie skrzywdzi. Głupota i naiwność nastolatki. Płacę za swoje.
Absolutnie nie mam zamiaru jechać na święta do jego rodziców. Faktycznie, czułabym się tylko upokorzona. Twierdził, że będzie interesować się dzieckiem, ale jakoś w to wątpię. Wiem, że dużo pracuje, ale nie przeszkadza mu to pisać do kochanki. Tymczasem ja w ciąży wysokiego ryzyka, dostałam od niego sms-a z 2 dni temu, że mam pić dużo soczków i dbać o siebie... Napisał też, jaka to ja dobra jestem. Prędzej głupia i naiwna.

72

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku
Ajrish napisał/a:

Wiem, że było mu źle mieszkając z moimi rodzicami, jednak za każdym razem powtarzałam, że w każdej chwili możemy się wynieść. Sporo czasu spędzaliśmy poza domem, żeby odpoczął.
Chociaż zawiniłam też ja... Zastanawiałam się, kiedy zaczęło się robić źle. I uzmysłowiłam sobie, że źle działo się już duuużo wcześniej - w momencie gdy mąż poznawał "koleżanki". Nie postawiłam wtedy jasno granicy. Łudziłam się, że skoro jest do mnie taki czuły i troskliwy, to do niczego nie dojdzie. A on z każdą kolejną akcją, dostawał ode mnie przyzwolenie... Nie chciałam, nie potrafiłam wierzyć, że mnie skrzywdzi. Głupota i naiwność nastolatki. Płacę za swoje.

Nie szukaj w sobie winy. Przynajmniej nie w tym momencie, przyjdzie na to czas później i to wyłącznie dla siebie i swojego własnego rozwoju, a nie po to aby usprawiedliwić jego. Zdrada i porzucenie w planowanej ciąży to absolutnie nie twoja wina. Zostałaś perfidnie oszukana tak jak ja. Jaka byś nie była wcześniej okropna, nie robi się takich numerów. Jeśli jest źle to się odchodzi lub w ostateczności wegetuje, a nie snuje się plany i robi dzieci. Nie ma usprawiedliwienia dla starania się o dziecko gdy się już "męczy w związku". To jest emocjonalne oszustwo na granicy okrucieństwa.

73

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Matko...co za dziadyga. Ciagnie cie do rodzicow, zeby uniknac niewygodnych pytan z ich strony. A ty? nic im nigdy nie powiesz? czemu?
I powala mnie, ze ty sie linczujesz i doszukujesz winy u siebie.
Ty nie ponosisz winy za ta sytuacje, ani troche.

Zrozum wreszcie, ze to jest kawal nieodpwiedzialnego drania. Zyj swoim zyciem, jest dla kogo.Nie uzalaj sie nad nim. To jest czlowiek bez charakteru.

74

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Wszyscy radzą Ci sensownie, zabezpiecz siebie i dziecko i wyciągnij z byłego ile się da. Tu już nie ma miejsca na sentymenty. Za to do teściów napisałabym na Twoim miejscu śliczną kartkę z życzeniami w stylu: Moi Drodzy, mam nadzieję, że Wasze święta będą pogodne i szczęśliwe, ja niestety nie mam na to szans dzięki koszmarowi , który zgotował mi Wasz syn. Chciałabym Was zapewnić , iż mimo faktu , że zdradził mnie w najgorszy możliwy sposób i to w tak ważnym dla mnie momencie, jak czas oczekiwania na nasze dziecko , to zawsze Was lubiłam i szanowałem i pragnę, abyście byli obecni w życiu Waszego wnuka lub wnuczki.  Musicie wiedzieć, że zawsze kochałam i kocham Waszego syna, choć nie pierwszy raz mnie zdradził, choć podobno pierwszy raz fizycznie, byłabym gotowa mu wybaczyć , ale przede wszystkim chcę aby był szczęśliwy, skoro to szczęście ma mu dać inna kobieta- trudno, zresztą chyba nie zniosłabym kolejnej zdrady z jego strony . Boli mnie , że już nie będziemy rodziną. Proszę módlcie się o zdrowie Waszego wnuka. I wybaczcie synowej, że już nie ma siły walczyć o Waszego syna.  Muszę się teraz skupić na dziecku i nauczyć się żyć na nowo - sama.

Tak wiem melodramatyczne, ale efekt da spektakularny, sprawdzone! No chyba, że jego rodzice to nieczułe dupki. W podobnej sytuacji koleżanka załatwiła podobnym listem sobie idealnych dziadków którzy synusia wydziedziczyli praktycznie wszystko zawczasu przepisując na wnuka .

75

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Dziękuję Wam wszystkim za pomoc i wsparcie. Jak się okazuje, łatwiej uzyskać to od obcych niż od najbliższej osoby.
Przez te kilka dni trochę się u mnie pozmieniało. Myślałam, analizowałam i zastanawiam się, co takiego we mnie wstąpiło, że chociaż przez chwilę próbowałam usprawiedliwić szanownego małżonka? Myślałam, co go skłoniło do zdrady. Zarabiam dobrze (on też), uprawiam sport, zdrowo się odżywiam, jestem zadbana, wolny czas to kino, wycieczki, kajaki, bilard czy seriale - wszystko miał. Owszem mąż głównie gotował, bo ja mam średni talent do tego, ale też w kuchni robiłam. Wiem, że było mu źle w domu moich rodziców, ale powtarzałam, że mogę się wyprowadzić choćby następnego dnia. Nie chciał. Zrobiłam wszystko, ale efekt nowości zrobił swoje.
Nowa kobieta, zero zmartwień, obowiązków, "starej" żony, nowy zestaw emocji. Tego chyba chciał ten Piotruś Pan.
Minął mi etap żalu, teraz jest wściekłość na niego, na to co mi zrobił. Nie ma ŻADNEGO usprawiedliwienia na to, że mówi się żonie, że się ją kocha, planuje się z nią dziecko, budowę domu, by chwilę później jedną decyzją rozwalić tej "kochanej" żonie życie.
Spał u mnie z soboty na niedzielę, by z samego rana spakować się i wynieść do kochanki. Dzisiaj zapytał się czy ktoś jest w domu, odpisałam że nie. Przyjechał pod nieobecność, żeby wziąć resztę rzeczy. Tchórz! Napisałam mu, że szkoda, że nie miał odwagi zjawić się, gdy ktoś jest w domu. Kazałam wrzucić klucze do skrzynki. Powiedział, że odda mi osobiście. Odpisałam, że tak szybko się nie zobaczymy i ma klucze do skrzynki wrzucić. Żal mi tego człowieka.
A najgorsze jest to, że będąc dzisiaj w domu, na samym wierzchu leżały zalecenia lekarza odnośnie ciąży. Ze względu na to, że choruję przewlekle, jest wypisane jakie ewentualne zagrożenia grożą dziecku. Nawet się o to nie zapytał - taki troskliwy tatuś.
Nie potrafię zrozumieć jednego - on kompletnie nie uważa się za winnego. Czy kiedykolwiek dotrze do niego, jakie świństwo zrobił?!
Podjęłam decyzję, że z rozwodem i telefonem do jego rodziców wstrzymam się do porodu. Za dużo stresu i nerwów zafundowałam dziecku i sobie. Biegam teraz od lekarza do lekarza, co chwilę robię kolejne badania, więc nie chcę dokładać stresu. Poza tym, do tego czasu niech on nakłamie teściom. Potem wyjawię im jak było, mając oczywiście dowody na to.
Ponadto mój szanowny małżonek nadal nie powiedział kochance o mnie i dziecku. Przepiękny jest to związek.
Boli tylko to, że ciężko będzie komukolwiek zaufać. Męża byłam pewna jak nikogo innego. Jak on potrafił tak perfidnie skrzywdzić, to co dopiero inni. Straciłam wiarę w człowieka.

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Z rozwodem możesz poczekać, ale poinformować wszystkich o zaistniałej sytuacji powinnaś teraz.
Nie ma sensu ukrywać tego i trzymać w sobie. Niepotrzebny stres. Wyczyść sobie przedpole.

77 Ostatnio edytowany przez Gosia1962 (2019-12-12 11:17:37)

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Powoli zaczynasz cos rozumiec- to dobrze.

Nie ukrywaj przed tesciami, znajomymi itp. tej sytuacji. Ty sie nie masz czego wstydzic. Ktos tu ci tak swietnie napisal tresc zyczen swiatecznych do tesciow- przepisz to i wyslij im. Czemu sie do tego tutaj  nie ustosunkowalas? czego sie boisz? czy oni sie nigdy nie dowiedza, co zrobil ich synalek?
Dbaj o siebie i TYLKO o siebie. Zasluzylas na to, skup sie na sobie i dzieciatku.

Ludzie nie sa zli, nie mysl tak. Zobacz: my cie wcale nie znamy, a interesujemy  sie twoim losem. Ja na ten przyklad czesto mysle o tobie:-). Nikt, kto ci tu odpisuje nie jest obojetny na twoja sytuacje, kazdy z nas zyczy ci wszystkiego, co najlepiej.
Trafilas na dziadyge bez charakteru, na tchorza i egoiste. Takich facetow nie spotyka sie czesto. Uwierz mi. Ty mialas pecha.

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

A ja bym nie czekała z rozwodem. Teraz masz na to czas, później będzie go jeszcze mniej. A widok ciężarnej kobiety przed sądem, którą mąż porzucił dla kochanki - bezcenny.

Boję się, że jednak wróci do Ciebie nadzieja na jego powrót, dlatego wszystko odkładasz w czasie.
List, który napisała tu Silesiana jest genialny.
Zacznij zamykać drzwi, a nie zostawiać uchylone furtki.

79

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Ja tez sie STRASZNIE obawiam, ze gdy kochanka go rzuci, to on bidulek przypelznie do ciebie jak zaskroniec i ty go przyjmiesz.

80

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Autorko cos mi sie wydaje, ze sama siebie oszukujesz. Niby piszesz trzezwo, ze widzisz swinstwa i wine meza ale mam wrazenie, ze mimo to caly czas pozostawiasz otwarta opcje powrotu do siebie. Dowodem na to jest podejscie do kwestii informowania tesciow. Niby sie tlumaczysz checia unikniecia stresu itp dlatego powiesz im dopiero po porodzie.... Nie wiem jak Ty ale ja szanse na zmniejszenie stresu widze tylko i wylacznie w oczyszczeniu atmosfery jasnym postawieniem sprawy jak wyglada wasza obecna sytuacja zwiazkowa rowniez przed rodzicami partnera. Zatajajac przed nimi prawde dopiero mialabym stres na maxa przy kazdej okazji rozmowy z tesciami (a takowych rozmow nie unikniesz bo zapewne beda chcieli wiedziec jak sie czujesz, jak ciaza itp) udajac ze wszystko jest ok, ze zyjecie jako kochajaca sie para ktora oczekuje dziecka.
Mysle wiec, ze odwlekajac rozmowe z tesciowa i tesciem robisz to z dwoch powodow:
1) nie chcesz wkurzyc niewiernego malzonka i do reszty pogrzebac szans na pogodzenie sie,
2) majac nadzieje na opamietanie sie meza albo fiasko relacji z kochanica wolisz nie informowac tesciow jak wyglada sytuacja bo w przypadku ewentualnego zejscia sie z mezem bedzie potem niezreczna sytuacja w rodzinie. A tak.. Moze jak dziecko sie urodzi to maz oszaleje ze szczescia, rzuci kochanke, wroci do Ciebie i cala sprawe tak sie ladnie zamiecie pod dywan ze poza Twoimi rodzicami (przed ktorymi sila rzeczy nie dalo sie ukryc prawdy bo razem mieszkaliscie) nikt inny sie nie dowie o tym malym "kryzysie".
Zastanow sie uczciwie czy to nie sa prawdziwe pobudki Twoich dzialan i czy nie robisz sobie sama wiekszej krzywdy.

81 Ostatnio edytowany przez bullet (2019-12-12 14:08:28)

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku
Ajrish napisał/a:

...Nie potrafię zrozumieć jednego - on kompletnie nie uważa się za winnego. Czy kiedykolwiek dotrze do niego, jakie świństwo zrobił?!...

Nie próbuj nawet zrozumieć.
On nie czuje się winny choć jak sama zauważyłaś na początku winę brał na siebie.
Tak na prawdę on nie czuje wielu rzeczy, o których mówi, a mówić będzie różne, tak by zrelatywizować sytuację, a na pewno część winy przerzucić na Ciebie.
Szybki pozew rozwodowy i szybkie uwolnienie się uratuje Ciebie, dopóki ciąża w fazie początkowej. Później będzie więcej emocji i mogą być kłopoty.
Jeśli będziesz czekać zmarnujesz wiele miesięcy bo potem stwierdzisz, że nie masz czasu, że poczekasz aż dziecko będzie miało roczek, potem jak przestanie sikać w pieluchy, pójdzie do przedszkola itp
Nie czas patrzeć co on myśli i czuje ani tego rozważać.
Często będzie mówił to co chcesz usłyszeć więc nie wierz już w nic.
Uważam, ze powinnaś zadzwonić do "teściów" z życzeniami, przeprosić i powiedzieć, że powinni zrozumieć, że nie przyjedziesz "w związku z tym co się stało".
Udawaj, że nie wiesz, że oni nic nie wiedzą. Na pytanie o co chodzi opowiedz wszystko szczerze. Uwierz, ze jeśli tego nie zrobisz Twój jm nie omieszka w czasie Świąt wyrobić Ci negatywnej opinii u swoich rodziców.
To już niestety działania na przetrwanie. Im szybciej tym lepiej. By wiedzieli już teraz, że to nie Świąteczny kaprys ciężarnej

82 Ostatnio edytowany przez Gosia1962 (2019-12-12 15:11:04)

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Ja tez sie obawiam, ze Autorka nie informuje tesciow, bo to jest dla niej mala furteczka w razie, gdyby szanowny malzonek sie opamietal, badz kochanica go wyrzucila. Jak dla mnie stresem bylaby obecna sytuacja- tesciowie nie wiedza, na razie cicho-sza, moze jakos sie...ulozy. Piszesz o telefonie do tesciow. Po co? to stres.
Napisz im kartke swiateczna: tekst  juz masz. Troche sciemniasz.

Na pozbycie stresu najlepsza metoda jest wyczyszczenie atmosfery, a to polega nie na ukrywaniu faktow czekajac, az malzonek sie odkocha i ponownie w zonie zakocha. On sie jasno okreslil, szkoda, ze ten tchorz nie umie wlasnej mamuni powiedziec prawdy, a ciezarnej zonie dowalic z kazdej strony.
Mozecie mowic, co chcecie- ja bym powiedziala i kochanicy, i jego rodzicom, odcielabym sie od tego durnia i ukladala wlasne zycie nie liczac na jego cudne przemienienie. Zakladalabym juz sprawe o rozwod, ktory dostanie z orzeczeniem winy w pare minut. Teraz masz czas- gdy pojawi sie maluch, nie bedziesz miala ani minuty na bieganie po urzedach. Wtedy bedziesz miala dopiero stres, pelnymi mleka piersiami albo z dzieciakiem po urzedach biegac.
Ja ci troche nie wierze, sorry....ty trzymasz sobie korytarzyk powrotu do malzenstwa, prawda? Liczysz na to, ze stanie sie cud i on wroci. Przyjmiesz go, no bo jak.
Dlatego nie podejmujesz radykalnych krokow.

Dzis nie interesuje sie dzieckiem- ma niby odgrywac role tatusia po porodzie? Nastapi cud i on bedzie wspanialym ojcem? nigdy w takie bajki nie uwierze.
Kobieta powinna zachowac twarz i dume do samego konca.
Ale niektore kobiety dzialaja dla mnie samounicestwiajaco: niewazne, jaki byl i jest. Niewazne, co mi uczynil: byleby przy mnie byl.

83 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-12-12 15:49:58)

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Dajcie jej spokój. Niech sobie zostawi furtki jakie chce.Rozwod może oddać potem adwokatowi.
Tylko go nie kryj i nie jedź na święta.
P...c to, co on tescio m powie.
Może autorka sama zdecyduje czy chce mieć na głowie te wszystkie dobre dusze, namawiające na to czy na co innego, w zależności co IM tam pasuje, bo wcale nie chcą ani nie umieją pomóc, a główną motywacją będzie ulżenie swojemu oburzeniu ,a Ty będziesz mieć stres.w ciąży.
Jak poczujesz kochana że tego chcesz, to zrób to, jak nie, to nic nie rób.
Jednak na męża patrz trzeźwo. A tu nic dobrego nie widać..

84

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Z teściami nigdy nie miałam super kontaktu. Owszem, jak tam jeździłam traktowali mnie dobrze, ale nigdy nie dzwonili do mnie. Może jedynie na moje urodziny z życzeniami. Świąt nie obchodzą, bo są innego wyznania. To przemili, mocno religijne osoby, ale dość hermetyczni. Po co zatem mam dzwonić ot tak ze skargą na ich syna? Mi to do szczęścia nie jest potrzebne. A sytuacja taka jaka jest, nie stresuje mnie.
Moi najbliżsi, część koleżanek wiedzą już, jak sprawa wygląda. Nie chcę po raz kolejny przechodzić przez to samo, opowiadać co i jak, słuchać rad itp. A pewnie jeszcze i pretensji męża, po co to zrobiłam. Nie chronię jego, chronię siebie. On ma świadomość, że u mojej rodziny i znajomych jest spalony. Teściom powiem, ale w swoim czasie.
Dzisiaj przyjechał do mnie do pracy, żeby oddać klucze. Nawet nie miał odwagi wejść do biura (powiedziałam, że koleżanka z pracy wie). To jest dla niego w jakiś sposób kara. Poprosiłam o pieniądze na badania, bo mam ich dużo i nie wyrabiam. Dał bez gadania i zaoferował pomoc w innych czynnościach. Na pożegnanie - buzi w policzek. Jak koleżance. Nie chcę na razie rozwodu, bo nie jest mi obojętny. Nie łudzę się, że do mnie wróci, nawet gdyby chciał, to nie wiem, czy będzie łatwo naprawić to, co się wydarzyło. A ja już zawsze będę pamiętać, więc czy warto?
Niestety na jego widok wspomnienia wciąż wracają, temu na rozprawie cierpiałabym jeszcze bardziej. Chcę, żeby stał mi się obojętny, wtedy łatwiej to przejdę. Po co mi pokaz w sądzie, że łajdak zostawił kobietę w ciąży? Nie jest mi to potrzebne. Będzie winny nawet gdy rozwiodę się z nim za kilka miesięcy czy rok.
Staram się z nadzieją patrzeć w przyszłość. Czasem jest łatwo, czasem strasznie smutno. Dzisiaj mam ten gorszy dzień, zobaczyłam go i niestety serce nie sługa. Mimo to jestem z siebie dumna, bo rozmawiałam rzeczowo na temat spraw związanych z dzieckiem. Zero pytań czy jakichkolwiek aluzji. Mimo tego w sercu bolało. Nie dam rady się teraz rozwieść. To moja decyzja, jednak dziękuję wam za te wszystkie rady.

85 Ostatnio edytowany przez Gosia1962 (2019-12-12 23:27:13)

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Droga Autorko, bardzo mi ciebie szkoda i ze wzgledu i przez wielki szacunek na twoj stan nie bede komentowac twojego ostatniego postu tak, jakbym chciala.
Powiem krotko i grzecznie: mysle calkiem inaczej, niz ty.

Piszesz, ze tesciowie sa innego wyznania, a na swieta maz cie do nich ciagnie. Hm......to obchodzone sa u nich swieta, czy nie?

Uwazaj na siebie i spisz tego czlowieka na straty. Nie dawaj sie calowac nawet w policzek.
To z jego strony ochlap, ktory ci rzuca pod nogi. Badz dumna, zachowaj twarz, kase na badania  niech ci przesyla na konto.

86 Ostatnio edytowany przez Pikupik2019 (2019-12-13 23:42:34)

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Ajrish - robisz to samo co ja.... chronisz go. Ale rozumiem cię, to jest silniejsze od ciebie, poza tym twoja sytuacja (ciąża) niełatwa. I tak jestem pod wrażeniem twojego opanowania no mi się nie udało tak spokojnie i rzeczowo...

Co do teściowej - też na mnie spadło poinformowanie bo synalek odwagi nie miał (swoją drogą to ciekawe, jak można mieć odwagę zostawić żonę w ciąży/z niemowlakiem, a nie mieć odwagi powiedzieć o tym mamusi to jakiś dla mnie paradoks). Ponieważ po tym zerwał kontakt z rodzicami cały żal teściowej, smutek i płacz skupił się na mnie. Nie dość, że samej mi było ciężko to jeszcze musiałam ją pocieszać.

Ale z drugiej strony mam teraz od nich spore wsparcie (przy niemowlaku bezcenne). Może warto jednak z nimi pogadać? A zawsze wydawało mi się, że teściowa za mną nie przepada...

87

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

To nie tak. Teściowie świąt nie obchodzą, jednak często jeździliśmy do nich na święta, bo wiadomo wolne od pracy itp. Teściowie mieszkają z 400 km od mojej miejscowości, dlatego często tam nie bywaliśmy. Oczywiście w te święta tam nie pojadę.
Rozumiem, że każdy może mieć inne zdanie odnośnie tego, jak postępuje. Pisząc tutaj liczyłam się z różnymi opiniami, są one dla mnie bardzo ważne, ponieważ umożliwiają spojrzenie na źródło problemu z różnych stron.
Tak jak wspomniałam i tego się trzymam - na razie rozwodu nie chcę. Zrobiłam jednak inną rzecz - zabroniłam mężowi do mnie pisać w jakiejkolwiek innej sprawie niż dziecko. Miał chyba jakieś wyrzuty sumienia czy coś, bo co jakiś czas oferował swoją pomoc np. w zawiezieniu paczki, kupieniu czegoś. Nie ułatwiało mi to niczego, a jedynie wprowadzało zamęt do głowy. Stwierdziłam, że odcięcie się od niego będzie dla mnie najlepsze, co mogę zrobić.
W dodatku, na początku nie wiedziałam jak, ale zauważyłam, że wpisując do google jakieś tam hasła, czasami wyskakiwały mi hasła, które mąż wpisywał. Nie muszę dodawać, że w chwilach słabości wprowadzałam przypadkowe słowa, żeby zobaczyć, co mąż wyszukiwał. Normalnie obsesja jakaś...Najciekawsze, że mąż jeszcze w listopadzie szukał w jaki sposób przeprowadzić separację...dziwne, że nie rozwód...
Na kolana powaliło mnie jednak to, że szukał tabletek "po" dla swojej nowej pani...To wszystko mnie niszczyło i nie ułatwiało "leczenia". Później odkryłam, że temu widzę te hasła, bo mąż na moim kompie był zalogowany do konta google. Teraz się wylogowałam i dzięki temu zyskam całkowity spokój.
Coraz więcej jest lepszych, spokojnych dni. Z nadzieją patrzę w przyszłość, skupiam się na tym co chcę osiągnąć, a także na dziecku. Czasem jednak zdarza się smutek i melancholia, wspomnienie dawnych chwil. Myślę jednak, że i tak poczyniłam spory postęp i mam nadzieję, że w perspektywie kilku lat, odbuduję siebie na nowo.

88

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku
Ajrish napisał/a:

To nie tak. Teściowie świąt nie obchodzą, jednak często jeździliśmy do nich na święta, bo wiadomo wolne od pracy itp. Teściowie mieszkają z 400 km od mojej miejscowości, dlatego często tam nie bywaliśmy. Oczywiście w te święta tam nie pojadę.
Rozumiem, że każdy może mieć inne zdanie odnośnie tego, jak postępuje. Pisząc tutaj liczyłam się z różnymi opiniami, są one dla mnie bardzo ważne, ponieważ umożliwiają spojrzenie na źródło problemu z różnych stron.
Tak jak wspomniałam i tego się trzymam - na razie rozwodu nie chcę. Zrobiłam jednak inną rzecz - zabroniłam mężowi do mnie pisać w jakiejkolwiek innej sprawie niż dziecko. Miał chyba jakieś wyrzuty sumienia czy coś, bo co jakiś czas oferował swoją pomoc np. w zawiezieniu paczki, kupieniu czegoś. Nie ułatwiało mi to niczego, a jedynie wprowadzało zamęt do głowy. Stwierdziłam, że odcięcie się od niego będzie dla mnie najlepsze, co mogę zrobić.
W dodatku, na początku nie wiedziałam jak, ale zauważyłam, że wpisując do google jakieś tam hasła, czasami wyskakiwały mi hasła, które mąż wpisywał. Nie muszę dodawać, że w chwilach słabości wprowadzałam przypadkowe słowa, żeby zobaczyć, co mąż wyszukiwał. Normalnie obsesja jakaś...Najciekawsze, że mąż jeszcze w listopadzie szukał w jaki sposób przeprowadzić separację...dziwne, że nie rozwód...
Na kolana powaliło mnie jednak to, że szukał tabletek "po" dla swojej nowej pani...To wszystko mnie niszczyło i nie ułatwiało "leczenia". Później odkryłam, że temu widzę te hasła, bo mąż na moim kompie był zalogowany do konta google. Teraz się wylogowałam i dzięki temu zyskam całkowity spokój.
Coraz więcej jest lepszych, spokojnych dni. Z nadzieją patrzę w przyszłość, skupiam się na tym co chcę osiągnąć, a także na dziecku. Czasem jednak zdarza się smutek i melancholia, wspomnienie dawnych chwil. Myślę jednak, że i tak poczyniłam spory postęp i mam nadzieję, że w perspektywie kilku lat, odbuduję siebie na nowo.

Widać jesteś silną i mądrą kobietą. Niejedna (niejeden) zatraciłaby się w tym przeglądaniu konta google, a ty wiedziałaś co powinnaś zrobić. Odcięcie się od męża to także duży krok naprzód jeżeli chodzi o uporanie się z tą sytuacją. Życzę ci powodzenia.

89

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Jestes silna i madra. Zycze ci wszystkiego najlepszego. Dasz rade. On ciebie nie jest wart. Naprawde tak mysle.
Pozdrawiam- Gosia.

90

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Po kilku miesiącach wróciłam. Pora na spowiedź i jednocześnie dobrze usłyszeć opinie i komentarze od osób postronnych.

Te miesiące minęły tak naprawdę na walce o siebie. Przetrwałam, jeszcze boli, ale staram się jak najmniej myśleć o tym wszystkim i co najważniejsze, raz na zawsze zapomnieć o mężu. Tak, myślę jeszcze o nim, mimo że robię to już coraz rzadziej, ale jednak potrafi mnie to podłamać.
Cieszę się jednak, że odkryłam nowe zainteresowania, które zajmują mi dużo czasu, a jednocześnie rozwijam stare. Ze względu na epidemię, jestem już na L4, nie pracuję, całe dnie spędzam w domu, co też nie ułatwia. Staram się jednak nie narzekać i cieszyć się tym, co mam. Przede wszystkim zdrowo rozwijającym się synem.

Odkryłam, że mąż powiedział o wszystkim swoim rodzicom. W jaki sposób to zrobił - nie wiem. Wiem tylko, że teściowie w pełni stanęli po jego stronie. Wykazali zrozumienie i co najważniejsze, zaakceptowali jego nową wybrankę. Możliwe, że nawet ją poznali. Mocno to zabolało. Przede wszystkim teściowie są mocno religijni, więc skrycie liczyłam, że jak się dowiedzą o wszystkim, przemówią mu do rozsądku. Sam fakt, tego że im powiedział świadczy jedynie o tym, że traktuje ją poważnie. Obstawiam, że ja wyszłam na najgorszą w ich oczach. Ja i moi rodzice zrobiliśmy z jego życia piekło, to temu był blisko depresji. Coś czuję, że to były jego słowa. Nawet jeśli, to formalnie wciąż jesteśmy małżeństwem. W dodatku za 3 miesiące urodzę mu syna. Teściowie chyba jednak mają to gdzieś. Nie oczekiwałam, że się go wyprą, to w końcu jego rodzice, jednak nie przypuszczałam też, że tak łatwo zaakceptują to wszystko. Jeszcze zaoferowali mu pomoc finansową i zaproponowali przeprowadzkę w jego rodzinne strony (mieszkają 500 km od nas).

Skoro rodzice wiedzą, to kochanka na pewno też. Nie wiem co jej powiedział i czy łaskawie wspomniał o dziecku. To znaczy na pewno zrobił z siebie pokrzywdzonego, a ze mnie zołzę, ale jakby nie było - małżeństwem jesteśmy. Kochanka czuje się pewnie, bo przecież mieszkają razem, jego rodzice o niej wiedzą, w dodatku kupili ostatnio psa. Tyle że ja też czułam się pewnie jeszcze miesiąc przed zdradą, kiedy to mówił, że mnie kocha i snuliśmy plany na przyszłość. Nie wnikam jednak w jej rozsądek, bo myślę, że jest w nim tak zaślepiona, jak byłam ja. Mąż potrafi być bardzo opiekuńczy, pomocny i czarujący.

Z mojej strony wygląda to tak, że kontaktowałam się z nim wyłącznie w sprawie dziecka. Wysyłałam mu zdjęcia syna - nie wiem, może liczyłam na to, że jak zobaczy jak dziecko się rozwija, opamięta się. Owszem pytał o niego, ale to wszystko. Z czasem odzywał się częściej. Nigdy nie poruszaliśmy naszego tematu. Rozmawialiśmy na tematy polityczne, gospodarcze, bo zawsze lubiliśmy prowadzić takie dyskusje. Czemu to robiłam? Pewnie temu, żeby pokazać, że jestem ponad to. Że pomimo iż mnie zostawił, nie jestem w rozpaczy i potrafię normalnie funkcjonować i rozmawiać. Co więcej, kilka razy podwoził mnie do pracy. W trakcie rozmawialiśmy jak starzy znajomi, ani słowa o nas. Pewnie też chciał mnie wybadać, co planuję.

A co ja planuję?
Otóż, przez ten cały początkowy stres dziecko rozwijało się bardzo powoli. Teraz na szczęście synek nadgonił i to z nawiązką, ale obiecałam sobie, że wszelkie kroki poczynię po porodzie. Teraz, jedyne co chcę zrobić to ustanowić rozdzielność majątkową. A co do rozwoju - myślałam najpierw, żeby rozstać się polubownie, bo po co mi batalia sądowa.
Teraz jednak zastanawiam się. Czuję się zła i oszukana. Wiem, że popełniłam błędy, przyznałam się do nich, ale to nie były takie błędy, które upoważniały go do podjęcia takich kroków. W momencie gdy ja sklejam swój świat na nowo, zastanawiam się, jak to będzie samej wychowywać dziecko, kombinuję, jak zapewnić sobie i dziecku komfort finansowy, mąż bawi się w najlepsze. Nie chcę być źle zrozumiana - nie oczekiwałam, że skoro odszedł, to będzie wiódł żywot pustelnika. Z łatwością jednak przekreślił nas i miał to w planach od dłuższego czasu. Chwycił najpierw jedną gałąź, żeby potem puścić drugą - tak to widzę. Jednocześnie nie puścił tak do końca, bo przecież rozwodu nie ma.
Koszty macierzyństwa mieliśmy ponosić wspólnie. Tymczasem będę ponosić je głównie ja. To ja będę musiała kombinować z pracą, żeby odebrać dziecko z przedszkola. Ja nie będę miała czasu na wiele rzeczy, ja będę przy dziecku jak zachoruje. Nie mam zamiaru utrudniać mu kontakt z synem, ale nie oszukuję się, to na mnie będzie spoczywać takie właśnie czynności.
Początkowo pisałam, że mąż na pewno pomoże przy dziecku. Teraz takiej pewności nie mam. Nie wiem nawet czy on cieszy się na niego. Dziecko wiążę się przecież z kosztami, a on nigdy nie lubił tracić pieniędzy. Mam nadzieję, że się mylę.
Teraz daje mi pieniądze na małego. Nie wołam od niego często, bo sama też pokrywam koszty lekarzy i leczenia. W przypadku rozwodu musiałby mi płacić co miesiąc.
Boli mnie to, że mąż kompletnie nie dostrzega swojej winy. Nie bierze odpowiedzialności za to co zrobił. Przedstawia siebie jako skrzywdzonego, a ja wyszłam na tę najgorszą. Bo przecież to przeze mnie stresował się i w ogóle.
A najbardziej się boję, że z czasem może mnie też oczerniać przy dziecku, mówiąc że to moja wina. Temu rozważam rozwój z orzekaniem o winie. Absolutnie, nie chcę dziecka angażować w sprawy między nami i mam nadzieję, że do tego nie dojdzie. Nie znam jednak męża tak, jak myślałam że znam i nie wiem do czego jest zdolny. Z drugiej strony obawiam się tej batalii sądowej, tego ile to będzie trwało. I co najgorsze, że mąż będzie wówczas robił mi na złość w przypadku wychowywania dziecka.

91

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Dobrze, że się odezwałaś byłam niedawno w podobnej co ty sytuacji więc doskonale rozumiem ciebie i twoje rozterki. Dodatkowo ten koronawirusowy czas jest bardzo trudny dla świeżo rozwalonych związków... bo nie można za bardzo rzucić się w wir zajęć, żeby nie myśleć o tym co nas spotkało i o tej samotności...nie ma jak budować sobie życia na nowo.
Nie licz na to, że on się przyzna do jakiejkolwiek winy. Porzucenie żony w planowanej ciąży czy tuż po porodzie dla innej kobiety jest moralnie naganne i oni muszą to wypierać, żeby dalej żyć. Nie mogliby rozpocząć swojego nowego cudownego życia, gdyby choć odrobinę wyrzutów sumienia dopuścili do głowy.
Jeśli chodzi o rozwód - to chyba jedyny punkt w którym można sobie trochę zadośćuczynić tę krzywdę. Nie rezygnuj z orzekania o winie. Uważam, że z punktu widzenia psychicznego dla ciebie będzie lepiej jeśli to z jego winy będzie rozwód. Bo nawet jeśli byłaś jakaś okropna żona - to nie robi się takiego numeru, że robi się dziecko i się odchodzi. Skoro się tak z tobą stresował to po co decydował się na dziecko? Przecież to jeszcze dodatkowy stres? Biorąc rozwód bez orzekania o winie facet utwierdzi się tylko w przekonaniu, że ze wszystkiego można się tak bez konsekwencji wypisać.
Dziecko to duża odpowiedzialność i nawet jeśli wiele osób twierdzi, że facet ma prawo do szczęścia i przecież dziecka nie krzywdzi to nie do końca tak jest, bo to ty zostaniesz z nim sama. Nawet jeśli będzie płacił alimenty, przychodził i pomagał dużo to i tak cała organizacja i odpowiedzialność będzie na twojej głowie. To ty będziesz musiała o wszystkim pamiętać co dotyczy dziecka i jeszcze dodatkowo sama zadbać o siebie i dom. Przy maleńkim dziecku brak wsparcia matki bardzo negatywnie wpływa niestety na relację z dzieckiem. Dziecko później też w pewien sposób może ucierpieć na tym, że ojciec odszedł i to jest niestety fakt (może czuć się w przyszłości gorsze, może myśleć, że to przez niego wasz związek się rozpadł i wiele innych rozmyślań czeka go w przyszłości) a przede wszystkim twoje zmęczenie i stres może odbijać się stale na relacji matka-dziecko. Dlatego uważam, że orzeczenie jego winy i alimenty ci się po prostu należą. Nie możesz też wykluczyć, że ta jego sympatyczność, polityczne rozmowy to czysta manipulacja właśnie po to abyś nie była zbyt roszczeniowa w trakcie rozwodu.
Jestem z tobą, czekają cię trudne chwile po porodzie. Wsparcie rodziny i przyjaciół to jednak nie to samo co wsparcie ojca dziecka. Życzę ci jednak, żeby ojciec dziecka uczestniczył w jego życiu jak najwięcej bo to jest bardzo bardzo ważne. Nawet jeśli będziesz czuła szczyptę zazdrości, że facet ma sielankę bo sobie tylko dziecko odwiedza i nic nie musi, nawet jeśli cię będzie wkurzała jego obecność, to z czasem docenisz tę chwilę dla siebie jak on będzie się zajmował dzieckiem. I od razu niech wszystko robi: przewija, zakupy, karmienie, usypianie. Nie tylko prezenty i odwiedziny na chwilę. To ważne i dla ciebie i dla dziecka.

92

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Kłamcy i manipulacji nigdy nie będą poczuwać się do winy. I nie okażą skruchy. Rodzice są po jego stronie, gdyż tylko on wie, co im na Twój temat powiedział i jaka podłą z Ciebie zrobił. Poza tym to jego rodzice, więc.... Jego obecna też zna tylko jego wersję a w Twoją i tak by nie uwierzyła. Współczuję sytuacji. Ale też poniekąd zazdroszczę: masz wspaniałych rodziców, będziesz wspaniała matką.
A rozwód tylko i wyłącznie z jego winy.
Może być tak, że będzie chciał się wybielić przed dzieckiem, ale na to już nie będziesz miała niestety wpływu.

93 Ostatnio edytowany przez bullet (2020-04-14 10:07:10)

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku
Ajrish napisał/a:

.... Czułam się bardzo odtrącona, więc umawiałam się z innymi mężczyznami. Stwierdziłam, że oboje zawiniliśmy, dajemy sobie szansę...

mnie akurat tknął ten fragment. Wg mnie tam zabrakło pracy. Wcale nie odbudowaliście więzi tylko przełożyliście katastrofę na później. Da facto gangrena rozwijała się w najlepsze, zamiast leczyć, fetor zgnilizny zakrywaliście perfumem, następowała destrukcja resztek małżeństwa.
Dalszym etapem były tego konsekwencje. Nie bronię go, dla jasności. Tak to widzę. Ajrish - on żył cały czas w równoległej rzeczywistości, nie rozpoznałaś tego, nie posiadałaś fachowej wiedzy by to rozpoznać. Pewnie rozstał/pokłócił się z "nią"więc znalazł czasowe ukojenie u Ciebie.

evalougo napisał/a:

Kłamcy i manipulacji nigdy nie będą poczuwać się do winy. I nie okażą skruchy..

oboje się zdradzili. To jak teraz układa sobie życie to konsekwencja tego co było wcześniej, nie przepracowanej zdrady

evalougo napisał/a:

.. rozwód tylko i wyłącznie z jego winy..

sam najczęściej do tego namawiam ale chyba w tym przypadku nie ma na to szans ...

94

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Ok, a więc:

1. Nigdy, przenigdy nie twierdziłam, że jestem bez winy. Wręcz przeciwnie, przepisywałam ją głównie sobie. Umawiałam się z facetami,
ale nie doszło do niczego poważnego. Ot zwyczajne spotkania, żeby pogadać, spędzić czas. Dlaczego tak robiłam? Mąż miał konta na
tinderze, badoo (ja nigdy tam kont nie zakładałam, nie mam nawet FB) - twierdził, że to dla hobby, że potrzebuje z kimś nieznajomym porozmawiać. Mówiłam, że mi to nie pasuje i rani, ale zawsze
powtarzał, że przecież mnie dobrze traktuje, zabiera mnie w różne miejsca, a ja w to uwierzyłam i zaczęłam sama siebie obwiniać, że niepotrzebnie
się czepiam.
Może powinnam bardziej stanowczo zareagować, zgadzam się. Faktycznie nie mam fachowej wiedzy i po prostu uwierzyłam, że jest tak jak mówi.
Nie mam się czego obawiać.
Nie chciałam go jednak zostawiać. Umawiając się, robiłam to temu, bo mąż gdzieś znikał, a ja nie chciałam znowu spędzać sama czasu. Nie czuję się
winna, że coś złego tym samym zrobiłam. Popełniłam błędy i tu zawsze będę to powtarzać, lecz nie takie, które usprawiedliwiałyby jego występek.

2. We wrześniu świętowaliśmy rocznicę ślubu, na której on sam powiedział, że najgorsze mamy za sobą, teraz będzie tylko lepiej i jak to docenia,
że mnie ma. Wszystko mam też w sms-ach. Po czym miesiąc później zmienia zdanie o 180 stopni. Poza tym tak jak ktoś wspomniał, skoro byłam
taka zła - po co decydował się na dziecko ze mną? Były błędy, że tego nie przegadaliśmy tego wszystkiego, jednak mimo wszystko jest dorosły
i liczyłam, że odpowiedzialny. Ja poza tym nie wyprowadziłam się ze wspólnego mieszkania, nie wymeldowałam się i mam dowody na to, że chciałam
to ratować. Naprawdę nie ma podstaw, żeby rozwód był z jego winy? Moim zdaniem jest. Pomimo, że oboje zawiniliśmy, wina nie jest po równo. I
ja miałam odwagę przyznać się do błędów, a on do tej pory nie.

3. Teraz walczę o ustalenie rozdzielności majątkowej i o dziwo, póki co mąż się zgadza. Po porodzie podejmę decyzję co dalej.

95 Ostatnio edytowany przez bullet (2020-04-14 11:03:46)

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku
Ajrish napisał/a:

... Teraz walczę o ustalenie rozdzielności majątkowej i o dziwo, póki co mąż się zgadza. Po porodzie podejmę decyzję co dalej.

idź tą drogą, tylko stanowcze działania, zabezpiecz siebie i dziecko. Na razie się nie martw mężem. Teraz im mniej agresji tym więcej osiągniesz.
Dlaczego się zgadza ? Bo jest zauroczony nową wybranką i chce jak najszybciej mieć "czyste pole"

Twoja słabość jest jego siłą, twoja siła jego słabością
jeśli zauwazysz jakieś kombinacje z jego strony natychmiast odpuść sprawę, totalnie przestań w nią angazowac siły i nie zgadzaj sie na nic. Pokaż zdecydowanie.
Teraz większośc czasu skieruj na zdrowie, nie na szukanie kompromisów. Na to przyjdzie czas później.

Żadnych łez przy nim, próśb, ten czas minął, bądź przy nim twarda. W domu w poduszkę wyj, rycz, skamlaj ale tak by nie dawać tego po sobie zauważyć.
Dla niego od teraz masz być stanowczą, masz mu za każdym razem dawać jasne sygnały, że Tobie chodzi wyłącznie o dziecko. Nagrywaj rozmowy choćby telefonem. Bedzie Ci łatwiej trzymac język za zębami i bedziesz miała dowody.

96

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Witam wszystkich po przerwie! Rok temu Wasze komentarze wiele mi pomogły, dlatego postanowiłam napisać raz jeszcze. Jeśli ktoś będzie miał chęć odpowiedzieć – dziękuję!
W ramach przypomnienia wątku: ślub cywilny w 2011 roku, początkowo mieszkaliśmy u moich rodziców, potem najem długoterminowy (mąż miał to mieszkanie jeszcze przed ślubem), zaszłam w ciążę – zamieszkaliśmy z powrotem u moich rodziców. Głównie ja chciałam, ale mąż przystał na to. Ciążę straciłam w 8 miesiącu. Zaszłam w kolejną – poronienie. Żyliśmy sobie ok, dochodziło do scysji między rodzicami, jednak wydawało mi się, że między nami jest dobrze. Sam mąż mi to mówił. W międzyczasie zakładał konta na Tinderze i innych, podawał się za kawalera, miał mnóstwo koleżanek i nie widział w tym nic złego. Później stwierdził, że to ja jestem najlepsza. Zaszłam w ciążę i wtedy mąż odszedł do innej.
To jest oczywiście bardzo duży skrót. Teraz do sedna: mam świetnego 10-miesięcznego synka. Żyję sobie spokojnie i szczęśliwie. Odkryłam nowe pasje i już dawno przestałam wszystko rozpamiętywać. Mąż po urodzeniu zakochał się z Małym i tu muszę przyznać, bardzo dbał o niego. Odwiedzał go u mnie, jeździł ze mną i z nim do lekarza itp. Do mnie też był miły i uprzejmy. Aż zanadto pytał czy może w czymś pomóc, czy czegoś nie potrzebuje itp, itd. Myślałam, że ma wyrzuty sumienia. Nasze relacje były poprawne. Ja stawałam się zdystansowana. Traktowałam go uprzejmie, lecz chłodno.
Później do akcji wkroczyła moja mama. Zapomniałam wspomnieć, że w trakcie małżeństwa mąż nie mógł znieść dłużej mieszkania z moimi rodzicami i kupiliśmy mieszkanie. Nalegał, żeby umowa była na niego. Mama przekazała mi darowiznę na częściowy zakup mieszkania. Ja tę darowiznę przelałam na jego konto.
I teraz, mama zwróciła się do niego, że mam jej oddać tę darowiznę, bo nie pozwoli, żeby on zgarnął to wszystko. I tu się zaczęło. Zaczęłam dostawać SMS-y, że to wszystko nie było jego winą (!), że został zmuszony, aby się wyprowadzić. Był bardzo gnębiony psychicznie i nie mógł tego znieść. Na moje pytanie dlaczego w takim razie jak kilkakrotnie proponowałam wyprowadzkę na wynajem nie skorzystał z tej opcji i nie wynieśliśmy się, nie odpowiedział. Zamiast tego dowiedziałam się, że tylko on zna prawdę, że tyle pracował, że wszyscy od niego chcieli tylko pieniędzy (w trakcie mieszkania z moimi rodzicami mama wyznała mi później, że kompletnie za nim nie płacił, nawet za jedzenie). Ponadto on żadnych pieniędzy nie będzie oddawał, bo to mieszkanie będzie majątkiem dziecka i tylko on zapewni mu start. Poza tym moi rodzice są winni temu, że zrezygnował z mieszkania w najmie długoterminowym i najlepiej, żeby zdychali, bo wszystko niszczą (dosłownie). Napisałam, żeby te sprawy wyjaśniał z mamą bo ja się od tego odcinam i dla mnie temat zamknięty. Dopisałam, że to on jest winny, bo gdyby chciał być ze mną, to nie uciekłby do kochanki, tylko wraz ze mną poszlibyśmy coś wynająć. To wówczas się dowiedziałam, że jego rodzice wiedzą, że chce być ze mną, ale nie ma do tego warunków (?). Mąż mieszka cały czas z kochanką. Potem jeszcze było wiele innych oskarżeń, o których mogłabym pisać godzinami. Nasza „rozmowa” wciąż trwa, dzisiaj pewnie będzie kontynuowana. Do czego jednak zmierzam:
Może ktoś z Was mi wyjaśni, jak to jest możliwe, że on nie widzi tego co zrobił? Ja wszystko rozumiem, że mogło mu być źle, chociaż czemu wtedy nie chciał się ze mną wyprowadzić? Czemu obwinia wszystkich wkoło, ale u siebie nie widzi nic złego? To nie jego wina, że do tego doszło… Serio?! Jak tak można! Nie mówię, że ja byłam bez winy. Tylko, że sama przyznałam się do nich. W przypadku męża padają głównie oskarżenia. Chociaż oddaję mu honor, przyznał, że nie powinien mnie uznawać za winną. Nie mam już chęci ponownie się w to wpakować, jednak zdaję sobie sprawę, że prędzej czy później byłoby tu nieuniknione. Mąż jest typowym toksykiem i manipulantem. Zachowałam wszystkie wiadomości sprzed roku i po prostu nie mogę uwierzyć, że byłam tak zaślepiona. Mąż jest pochłonięty nienawiścią, złością, butnością i brakiem pokory. A ja nie chcę tak żyć i nie chcę, żeby dziecko tego doświadczyło. Przyda mi się opinia osoby postronnej, bo może to ja się mylę?

97

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Ajrish, czy naprawde uwazasz, ze obecnie dla Ciebie jest zdrowe to wymienianie sie z nim wiadomosciami i proby nawrocenia go na to, ze to on zrobil zle? Niech obwinia, kogo chce. Kwestia darowizny jest do przegadania z jakims prawnikiem, a nie miedzy smsami miedzy Wami.
W ten sposob nie odetniesz sie od tego emocjonalnie, tylko ciagle siedzisz i rozmyslasz. Po co?

98

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Wow. Ci za gnojek.
Zdradził, zdradzal w przeszłości, bez uprzedzenia nie wraca na noc, pisze do kochanki lezac z zona.
Dziewczyno, Ty woesz za kogo on Cie ma??
Uciekaj!

99

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Czy jest to dla mnie dobre? Na pewno nie, jednak nie podchodzę do tego emocjonalnie. Robię screeny, zachowuję wszystkie rozmowy. Kto wie, może przydadzą mi się. Bardziej jestem w szoku tym, że przez tyle czasu nic do niego nie dotarło. Nic już tego nie naprawi, dopiero bez niego mam spokój i się nie denerwuję, jednak ze względu na dziecko zależało mi na poprawnych relacjach, ponieważ widzę, że jest za Młodym.
Jakoś tak doceniłabym gdyby powiedział "nawaliłem". Tymczasem słyszę, że nawalił, ale to nie jego wina. Wciąż mi wypisuje, że to jemu zniszczono życie. Moi rodzice go tak zniszczyli i poniżali, że szukał szacunku gdzieś indziej... ale ja tego nie rozumiem. A przecież on tyle dla nas robił, pracował po tyle godzin i nawet nie wiem jakie poświęcenia miał, żeby nam zapewnić wszystko. Po tym wszystkim odpisałam, że mam dość i to mój ostatni SMS - odpisałam, że jeśli było mu źle to 1. powinien wyprowadzić się albo ze mną albo beze mnie i tyle. Jeśli beze mnie to bez wcześniejszych zapowiedzi o miłości i wspólnej przyszłości. To już stało się żenujące, bo miał czelność pisać, że był bliski popełnienia samobójstwa a ja przymykałam na to oczy... Owszem widziałam, że bywało z nim źle, ale ile razy mówiłam, żebyśmy się wyprowadzili lub prosiłam, żeby porozmawiał ze mną. Odtrącał mnie za każdym razem, a nie miał problemu z koleżankami rozmawiać.
Co do darowizny, ehhh widząc jaki to jest człowiek, wolę machnąć na to ręką niż wyszarpywać się o nią. Owszem, nie było to mało pieniędzy i podejrzewam, że w sądzie bym wygrała, ale co zyskam? On jest mściwą osobą i może będzie początkowo mi grozić, jednak potem odbije się to na dziecko. Obstawiam, że będzie robić mi na złość i sprawiać problemy w opiece nad małym. Wolę spokój. Mama nie może się z tym pogodzić, ale wierzę, że człowiek pełen nienawiści i jadu, pełen braku pokory, odpowie za swoje. Nawiasem mówiąc - to mieszkanie jeszcze nie jest jego. Deweloper nie przepisał notarialnie. Sprawa ciągnie się od lat.
Powiedziałam mężowi, że nie będę wciągać dziecka w nasze sprawy. Na co on mi odpisał, że nie będzie Młodego oszukiwać, nawet kosztem zdania na jego temat. Tutaj moje przypuszczenie tylko, ale mam wrażenie, że bardziej chce dopiec moim rodzicom. Powiedzieć dziecku, że jego dziadkowie są be, bo zniszczyli tatusia. A że jest okropnym manipulantem... ehhh nawet nie chcę o tym myśleć.
Mamy teraz rozdzielność majątkową. Co do rozwodu chcę, żeby to z jego strony wyszło. Tak się obawiam jego manipulacji i kłamstw, że czuję, że gdybym to ja złożyła papiery to po latach powie dziecku, że to mamusia przecież się rozwiodła. Tatuś nie chciał... Nadmienię, że wciąż zapewnia, że zawsze mogę zamieszkać z nim w tym mieszkaniu. I przypomnę, że mieszka z kochanką. On nawet nie widzi, że robi teraz świństwo tej kochance, jednak to już nie moja sprawa. Niech sama się przekona.

100 Ostatnio edytowany przez Lady Loka (2021-04-28 10:20:15)

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Nie no wcale nie widac Twoich emocji smile przestan rozmyslac nad tym, czy dotarlo czy nie dotarlo. Zajmij sie dzieckiem:)

PS. Twoj temat nie jest jednym z pierwszych z opisana dokladnie taka sytuacja, ze pan maz sobie idzie w inne miejsce do kochanki, a zona zostaje z dzieckiem.
Za kazdym razem jest dokladnie tak samo, tj. kobieta czeka, az facet zlozy pozew rozwowody. Chcesz maly spoiler? On niczego nie zlozy. Jak chcesz rozwodu, to sie musisz o ten rozwod postarac sama.

101

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Droga autorko. Przeczytałam cały wątek. Ja rozstałam się z mężem w ciąży, to on był stroną chcącą dziecka bardziej sad Też pojawiła się inna kobieta. Czytałam historię Pikupik, czytałam inne fora- schematy gonią schematy. Brak słów.
Rozumiem żal i emocje. Te emocje może zrozumieć tylko osoba będąca w takiej sytuacji sad Przecież pisanie o czymś czy opowiadanie nie musi równać się emocjonalności. Mamy udawać, że czegoś nie ma, że coś nas nie boli by nie wyjść na emocjonalne? Możemy sobie stawiać pytania, mieć żal, wyrażać go głośno! Gratuluję cyborgom nie mającym dylematów czy gorszych momentów zwątpienia! Każdy przeżywa to na swój sposób. Ajrish, ja rozumiem Twoje dylematy, bo każda decyzja poniesie za sobą mniejszą lub większą burzę, trzeba myśleć nie pięć a dziesięć kroków do przodu i o dobru więcej osób na raz sad Sama zwlekam ze złożeniem pozwu rozwodowego. To za bardzo boli po prostu sad

102

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Ale ja nigdzie nie napisalam, ze emocje sa zle. Nie sa. I wiadomo, ze sie pojawiaja. Tylko po co jeszcze je nakrecac? Zwlaszcza, ze takie nakrecanie sie po prostu nie jest dla nas dobre.
Sorry Han, cyborgiem tez nie jestem, ale ja nie z tych co siedza i patrza w milczeniu jak ktos podejmuje serie zlych wyborow. Dla mnie takie odzywanie sie do ex meza i tlumaczenie mu, jak bardzo on skopal jest bez sensu. Kobieta ma swoja prawde, facet ma swoja i oczywiscie, ze to boli. Tylko czy jest sens analizowac to, ze on nie widzi swoich bledow? On ich nie zobaczy bo mu sie powie, ze one tam byly. Ba, za to zapewne przedstawi mase Waszych bledow i bedziecie sie z tym czuly jeszcze gorzej.

Najlepiej sie odciac i ograniczyc do rozmawiania tylko o sprawach zwiazanych z dzieckiem i wspolnym majatkiem, ktory zreszta wypadaloby szybko podzielic. Bo potem bedzie tak jak w innym watku, ze pan jeszcze maz wzial kredyt, a autorka sie zastanawia czy bedzie go musiala splacac czy nie.

103

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Emocje pewnie, że są, ale nie w takiej kategorii. Ja chyba faktycznie jestem naiwna, bo sądziłam, że jak człowiek coś spierdzieli, to się przyzna do tego. Nie mogę uwierzyć, że mimo tego wszystkiego on w dalszym ciągu uważa, że jest najbardziej pokrzywdzonym. Nie rozumiem dlaczego nie bierze odpowiedzialności za siebie i swoje życie. To tak jakbym ja miała być zła na niego, bo mną manipulował. Nie, pretensje mogę mieć do siebie, że dałam się zmanipulować.
Pod kątem emocjonalnym chodziło mi o to, że nawet przez sekundę nie pomyślałam, że może on jednak ma rację. A rok temu pewnie jeszcze troszkę bym mu uwierzyła. Uważam to za swoje drobne zwycięstwo.
Co do rozwodu - uważam, że każda kobieta chce postąpić tak jak dla niej jest dobrze. Jeśli złoży papiery - ok. Jeśli nie - też ok. Grunt, żeby dobrze czuła się ze swoją decyzją. I najważniejsze - nie oszukiwać się. Pod tym względem wiem już na 100%, że nie mogłabym już być z tym człowiekiem. Na rozwód póki co nie mam sił. Nie wiem jak on zareagowałby na to, a obawiałabym się kolejnych ataków. Nie mam, po prostu nie mam jeszcze sił, żeby się z tym zmierzyć. Mamy rozdzielność, więc czuję się pewniej smile

ps -> dzisiaj zmienił ton, bo nagle stwierdził, że wie, że popełnił błędy (oooo!), ale oczywiście moi rodzice są nadal winni. Dodał, że jestem super i wciąż coś do mnie czuje.
A wieczorem wróci do kochanki... no ludzie! większej hipokryzji nie ma. Przestałam odpisywać na te wiadomości. Mój spokój jest cenniejszy.
Han - bardzo współczuję! I tak, wszystkie te historie są bardzo schematyczne. Szkoda, że szybciej nie dostrzegłam, że moja się w to wpisuje, ale cóż... uważałam się za wyjątkową smile Duużo siły smile

104

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

On może czytać twoje posty stąd nagłe zmiany zachowania po tym jak do nas piszesz.

105

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Bardzo mało prawdopodobne. To jest po prostu człowiek o kilku obliczach. Stosuje ten, który może przynieść mu największą korzyść

106

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Jemu zależy tylko na kasie, a autorce na mężu.

On zrobi, powie wszystko, aby ona mu zostawiła kasę. A ona i tak nie będzie go miała, chyba że znowu za to zapłaci.

107

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Myślę, że Faja bardzo trafnie podsumowała zachowanie męża

108

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Ajrish z ciekawości spytam czy kochanka wie już o dziecku i żonie? Czy jeszcze szanowny mąż nie zdążył jej powiadomić? Dziecko ma prawie rok, Ty masz dowody zdrady gdy byłaś w ciąży, na co czekasz? Aż wróci do Ciebie? Ja bym na niego już nawet nie splunęła w Twojej sytuacji. Płaci chociaż alimenty na dziecko? Teściowie pewnie wiedzą tyle, że miś nie wytrzymał mieszkania z chorymi psychicznie teściami i musiał się wyprowadzić, ale jest szansa, że jak deweloper da Wam mieszkanie, to wrócicie do siebie. Masz pewność, że wiedzą o kochance? Przecież nie rozmawiałaś z nimi i nie wiesz co im powiedział. Twój mąż jest bardzo zaburzonym człowiekiem. Na Twoim miejscu zadzwoniłbym do kochanki i podziękowała, że go od Ciebie zabrała. Niech ona się męczy.

109

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Szczerze, to nie mam pojęcia czy wie czy nie wie. Nawet jeśli wie, to on przedstawił mnie w takim świetle, że pewnie zrobiło jej się żal tego bidulka. Jakiś czas temu gdy odwiedzał Małego, mignęło mi, że na tapecie ma ustawione zdjęcie syna, więc podejrzewam, że nie umknęło to kochance. Mąż ma tel na hasło, ale nie da się robić czegokolwiek na telefonie, żeby tapeta nie była widoczna. Serio, nie chcę się mieszać w te ich relacje. Co mi da, że skontaktuję się z kochanką? Znam te 2 oblicza męża i wiem, jaki potrafi być czarujący gdy grunt mu się pali pod nogami. To ja wyjdę na tą złą. W ostatnim SMS-ie napisałam mu, że życzę im szczęścia. I to było szczere.
Co do  teściów, to też nie mam pojęcia co wiedzą. O kochance wiedzą na pewno, ale nie wiem czy w kategorii, że są razem. Teście są ok, ale nie mam z nimi jakiegoś super kontaktu. Oni są wpatrzeni w męża jak w obrazek, więc cokolwiek by zrobił, to staną po jego stronie. Z teściową ostatni raz rozmawiałam w lipcu zeszłego roku. Wówczas stwierdziła jedynie, że "co on mi zrobił" i "że najlepiej jak pogodzimy się i zapomnimy o tym wszystkim". Na 100% nie wiedzą wszystkiego, a nawet gdy przedstawię im swoją wersję, to i tak uwierzą jemu.
Co do dziecka, to muszę przyznać, że zajmuję się nim i często odwiedza. Co prawda nie ma jakiegoś super podejścia, nie wie jak zareagować, gdy Młody zaczyna płakać, ale stara się. Kupuje synkowi to co mu mówię, więc pod tym kątem nie narzekam.
W ciąży jedynie co zrobiłam to nalegałam na rozdzielność majątkową. Aż się zdziwiłam, że mąż się zgodził. Co do rozwodu, chcę się odciąć od tego człowieka. Nie jestem jednak tak silna jak myślałam i nie mam wojowniczego usposobienia. Przyznam, że boję się jego zachowania. Boję się jego reakcji na pozew i skutki tego. Odzyskam wolność, jednak znając już jego charakter mocno obawiam się, że będzie utrudniać mi wychowywanie dziecka. Ewidentnie ma zaburzenia osobowości. Zastanawiam się, czy nie jest to osobowość narcystyczna. Chociaż czasem to pasuje mi na psychopatę. Możliwe, że przesadzona ocena, specjalistą nie jestem, aczkolwiek sam fakt, iż boję się jego reakcji dużo o tym świadczy

110

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Ajrish, jesteś odważną dziewczyną i bardzo rozsądną, ale dalej zakochaną w eks mężu. Ty NIE CHCESZ zakończyć tego małżeństwa, bo cały czas liczysz, ze on zrozumie swój błąd i będzie Cię przepraszał, błagał o wybaczenie albo chociaż porozmawia, i powie że zawinił i żałuje.
Nie dziwie się Twojej mamie, ze chce odzyskać pieniądze, bo pewnie ciężko na nie zapracowała, a Ty jesteś w stanie mu je podarować w imę "świętego spokoju"  i " dla dobra dziecka "
Nie chcesz składać pozwu o rozwód - bo przedstawi Cię dziecku w złym świetle ? Dziecko zrozumie sytuacje za 15-20 lat a póki co to musi nauczyć sie sikać do nocnika..
Nie chcesz powiedzieć mu w oczy, ze jest fałszywym dupiem, bo najpierw oszukiwał Ciebie, a teraz oszukuje kochankę, sugerując Ci powrót do mieszkania..
Ajrish dobrze piszesz, że każdy podejmuje decyzje takie, z którymi się dobrze czuje. Ty właśnie taką podjęłaś, będziesz tkwić w tym małżeństwie póki się da, bez względu na to co ex zrobi. To jest smutne, bo w efekcie sama sobie robisz krzywdę..
Trzymam jednak kciuki..

111

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Długo trawiłam te słowa i tak jak pisałam o byciu uczciwym głównie wobec siebie, tak muszę stwierdzić, że: nie jestem zakochana w mężu. Bardziej jestem skłonna stwierdzić, że jestem jeszcze pod wpływem jego dawnych manipulacji i wciąż uzależniona jestem od tego, jaki ma nastrój. Przez kilka lat czułam się w obowiązku (!) dbać o jego dobre samopoczucie, to pozostałości, już nie tak intensywne, wciąż mam. Nie umiem tego dokładnie wyjaśnić. Poza tym nie mam wojowniczego charakteru, dlatego głównym powodem dla którego nie dążę do rozwodu jest ten spokój. Wychodzi też na to, że jestem tchórzem.
I tak, chciałabym, żeby dostrzegł winę. Chyba jednak tylko dla zwykłej, ludzkiej przyzwoitości. Niestety, ale bywam też idealistką i bardzo bym chciała, żeby ze względu na to, co kiedyś było, umiał to zrobić. Absolutnie nie chcę błagania, bo już w jego słowa najzwyczajniej nie wierzę.
A co do darowizny - to nie ma sposobu na jej odzyskanie. Trzeba mieć honor, żeby ją zwrócić, a tego szanowny mąż nie posiada

112

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Oczywiście, że są sposoby na odwołanie darowizny.
Pierwszy lepszy prawnik może objaśnić Cię w tej kwestii, rozważ skorzystanie z takiej pomocy, zanim wielkodusznie podarujesz ex-mężowi pieniądze rodziców.

113

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Ajrish my wszystkie tu jesteśmy po przejściach. Nie oceniamy tylko staramy się dać "dobre" rady, które " maja pomóc" . Sama wybaczyłam mężowi zdradę, przyjęłam go po rozwodzie w imię "dobra dzieci" i zgodziłam się na podział majątku bardziej korzystny dla niego. Dziś żałuje. Nie majątku a dwóch lat życia, że zaufałam, że chciałam dobrze. Prawda jest taka, ze nie da się odbudować związku po takiej zdradzie. Jeśli ludzie przestają się kochać to nie ma czego ratować. Warto się otrząsnąć i iść dalej swoją ścieżką, beż oglądania się na to co czuje eks. Dziś jestem szczęśliwą mężatką, a moje dzieci nie tylko to akceptują, ale wręcz cieszą się, że jest u mego boku ktoś kto się mną zajmie, gdy one idą z imprezy na imprezę ;-) Tak Ajrish, dzieci dorosną szybko, zajmą się swoimi sprawami, a wtedy zrozumiesz co chcę Ci przekazać tym wpisem. Trzymaj się dziewczyno dzielnie :-)

114

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Darowizna została przekazana na mnie, na moje konto. Ja ją wpłaciłam na jego rachunek, żeby z jednego konta płacić za mieszkanie.
Pisząc tutaj spodziewałam się każdej oceny, nawet tej, która nie jest dla mnie przyjemna. Absolutnie nie obrażam się, ale rozważam niemal wszystko, co tu piszecie. Powiem więcej, gdybym ja czytała swoje posty jako osoba trzecia, napisałabym dokładnie to samo co Wy.
Na razie stoję w miejscu a wszystkie sprawy zamiatam pod dywan. Odczuwam bezsilność z powodu rozwodu, zaburzenie jakieś tam wypracowanej przeze mnie harmonii. Z perspektywy czasu coraz wyraźniej widzę, że to co mi kiedyś pisaliście, niemal wszystko się sprawdziło.
Takata bardzo się cieszę, że życie Ci się ułożyło. Bardzo lubię pozytywną motywację, dlatego aż uśmiechałam się, czytając Twój post. Nie wiem, co przyniesie przyszłość, jednak chcę popracować nad tym, żebym odważyła się na ostateczny krok nie patrząc na męża i nie bojąc się. Dziękuję!

115

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku
Ajrish napisał/a:

Zapomniałam wspomnieć, że w trakcie małżeństwa mąż nie mógł znieść dłużej mieszkania z moimi rodzicami i kupiliśmy mieszkanie. Nalegał, żeby umowa była na niego. Mama przekazała mi darowiznę na częściowy zakup mieszkania. Ja tę darowiznę przelałam na jego konto....

Ponadto on żadnych pieniędzy nie będzie oddawał, bo to mieszkanie będzie majątkiem dziecka i tylko on zapewni mu start.

Mąż mieszka cały czas z kochanką.

Dlaczego mąż nalegał, żeby umowa była tylko na niego? Jaki miał w tym cel? Aby w razie rozstania nie musieć się dzielić z Tobą majątkiem? Dlaczego się zgodziłaś na coś takiego, skoro byliście małżeństwem? Nie zastanawiało Cię to wtedy? Jeszcze rozumiem jakby on sponsorował to mieszkanie, ale nie.. On wyciągnął łapy po cudze pieniądze i jeszcze miał czelność proponować, żeby mieszkanie było tylko na niego. Kto się godzi na coś takiego w małżeństwie?

Mieszkanie będzie majątkiem dziecka? ... ale jakiego dziecka? Twojego czy Kochanki? Prędzej czy później pewnie pojawi się na tym świecie ich wspólne dziecko. I majątek będzie trzeba na stare lata podzielić pomiędzy wszystkie dzieci.
Jak będziecie zwlekać to może być za późno na odwołanie darowizny, bo lecą terminy. Nie dziwie się mamie, że jest zła. Ciebie może to nie boli, bo nie Ty na tę darowiznę zapracowałaś.

116

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Czemu się zgodziłam? Nazwij mnie głupią/łatwowierną - jak chcesz. Nie odpowiem na to pytanie. Pamiętam, że tłumaczenie męża wówczas miało sens. Coś w stylu, że ja odziedziczę dom po rodzicach a on nie będzie miał nic. A gdybym ja go rzuciła to zostanie z  niczym. Coś w ten deseń. On w ten dom też wpakował kasę -w jego remont, ale na pewno nie była to cała kwota tej darowizny. Dla niego jednak nie ma to znaczenia.
Pisałam kilka postów wcześniej jak wygląda sprawa darowizn - darowizna została na MNIE przekazana. To ja przelałam ją na konto męża. Temu pisałam, że oddałby ją (przynajmniej część po odliczeniu kosztów remontu) gdyby miał honor. Odwołanie darowizny oznaczałoby, że to ja musiałabym oddać. I nie, nie dziwię się mamie. Ja byłabym wściekła na jej miejscu.
Podczas rozwodu mam jednak prawo domagać się podziału mieszkania. Mąż twierdzi, że nie, bo niby ma udokumentowane, że to z jego pieniędzy szło, ale g... prawda. Część kapitału była moja

117

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku
Ajrish napisał/a:

Czemu się zgodziłam? Nazwij mnie głupią/łatwowierną - jak chcesz. Nie odpowiem na to pytanie. Pamiętam, że tłumaczenie męża wówczas miało sens. Coś w stylu, że ja odziedziczę dom po rodzicach a on nie będzie miał nic. A gdybym ja go rzuciła to zostanie z  niczym. Coś w ten deseń. On w ten dom też wpakował kasę -w jego remont, ale na pewno nie była to cała kwota tej darowizny. Dla niego jednak nie ma to znaczenia.
Pisałam kilka postów wcześniej jak wygląda sprawa darowizn - darowizna została na MNIE przekazana. To ja przelałam ją na konto męża. Temu pisałam, że oddałby ją (przynajmniej część po odliczeniu kosztów remontu) gdyby miał honor. Odwołanie darowizny oznaczałoby, że to ja musiałabym oddać. I nie, nie dziwię się mamie. Ja byłabym wściekła na jej miejscu.
Podczas rozwodu mam jednak prawo domagać się podziału mieszkania. Mąż twierdzi, że nie, bo niby ma udokumentowane, że to z jego pieniędzy szło, ale g... prawda. Część kapitału była moja

Nie widzę problemu. Ty przekazałaś darowiznę mężowi, więc i ty masz prawo ją odwołać. (o ile nie upłynął termin) nie jest istotne czy pieniądze, które mu przekazałaś były wcześniej darowizną od Twojej mamy czy były Twoje (zarobione). To jest mało istotne. Dałaś mu darowiznę i masz prawo ją odwołać.

Można też inaczej podejść do sprawy i uznać, że Twoja mama dała darowiznę wam obojgu po połowie, ale przelała ją na Twoje konto, ze świadomością na co pójdą pieniądze i że będą przekazane na rachunek męża. Twoja mama może chcieć odwołać darowiznę w części przysługującej mężowi. Sąd nie może wymagać od Twojej mamy, żeby odwołała całą darowiznę, więc Ty żadnych pieniędzy nie będziesz zwracać.

Także są dwa rozwiązania.
1) uznajesz, że to Ty przekazałaś darowiznę mężowi w całości i to Ty domagasz się od męża zwrotu całości
2) uznajecie z mamą, że Twoja mama przekazała wam po połowie tę sumę. Połowę Tobie i połowę mężowi. Mama może odwołać połowę darowizny, która jemu przypadała, i Ty możesz odwołać swoją część - czyli i tak wychodzi na to, że to on powinien oddać całość

118

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Dzięki za podpowiedź, nawet nie wiedziałam, że jest taka opcja. Nie chcę zaśmiecać tego forum, bo to są tematy strice prawne, jednak dorzucę kilka aspektów:
- gdybym to ja żądała zwrotu darowizny - może być problem, bo wówczas mogą przyczepić się, że nie zgłosiłam tego do US
- mama zgłasza - ok, ale gdyby robiła darowiznę dla męża, to wówczas ze względu na to, że jest nie wiem jaką grupą, trzeba byłoby zapłacić podatek. Ja jako córka jestem zwolniona, więc myślę, że ta opcja odpada.
Nie mniej, muszę to jeszcze posprawdzać i popytać.

119 Ostatnio edytowany przez noben (2021-05-06 19:58:19)

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Jeżeli mieszkanie nabyte w trakcie trwania małżeństwa i nie mieliście rozdzielności to nie ma znaczenia, czy kupione tylko na niego czy nie.
Wspólnota majątkowa i dysputy o darowiźnie są bezprzedmiotowe.
Poza tym, jeśli on taki porywczy i nieprzewidywalny to zebranie dowodów na jego winę jest dziecinną igraszką.
Poświęć kilka miesięcy na ich zebranie i on w sądzie nie ma szans.
Może świrować Tobie, bo go przyzwyczaiłaś, że lubisz być gnojona, ale jak rozważy sprawę z prawnikiem, który go uświadomi, że leży i kwiczy, to rozwód dostaniesz z palcem w zupie i bez żadnych cyrków.
To zawsze tak działa.

120 Ostatnio edytowany przez QuQu (2021-05-06 20:07:35)

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Autorko, jeśli macie wspólność małżeńską a darowiznę otrzymałaś tylko ty i przeznaczyłaś te pieniądze na zakup wspólnego mieszkania , to wartość mieszkania pomniejsza się o te kwotę a resztę dopiero się dzieli .
Darowizna na jednego z małżonków nie wchodzi do majątku wspólnego.
Sprawdź dokładnie jaka jest Twoja sytuacja , no chyba , że chcesz ex " wywianować " na nową drogę życia.

121

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku
Ajrish napisał/a:

Dzięki za podpowiedź, nawet nie wiedziałam, że jest taka opcja. Nie chcę zaśmiecać tego forum, bo to są tematy strice prawne, jednak dorzucę kilka aspektów:
- gdybym to ja żądała zwrotu darowizny - może być problem, bo wówczas mogą przyczepić się, że nie zgłosiłam tego do US
- mama zgłasza - ok, ale gdyby robiła darowiznę dla męża, to wówczas ze względu na to, że jest nie wiem jaką grupą, trzeba byłoby zapłacić podatek. Ja jako córka jestem zwolniona, więc myślę, że ta opcja odpada.
Nie mniej, muszę to jeszcze posprawdzać i popytać.

podatek od darowizny płaci osoba obdarowana czyli w tym przypadku Twój mąż.

122 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2021-05-18 09:05:20)

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Potrzebuję się wygadać, bo zaraz zwariuję.
Po tej całej akcji z żądaniem zwrotu kasy przez jakieś 2 tygodnie był spokój. Mąż nie odwiedzał Małego a i nasz kontakt był znikomy. Wczoraj przyjechał do dziecka, mama przypomniała o zwrocie darowizny i uprzedziła, że poczyni odpowiednie kroki i zaczęło się.
Nie jestem w stanie nawet wszystkiego wypisać, jakie wiadomości od niego dostałam. W dużym skrócie, żebyście mieli pogląd: moi rodzice to sprzedajne wulgaryzm i świnie do odrzutu. On nie ma sobie nic do zarzucenia, żałuje zdrady, ale poza tym to był ok. On jako jedyny ma honor, a każdy go doi na kasę, a tak w ogóle to wszystko moja wina, bo widziałam, że mu źle i nic nie zrobiłam. On nie da żadnych pieniędzy, bo nie ufa swoim oprawcom i nikt nie będzie okradać jego syna. Wtedy mnie coś tknęło i powiedziałam, że niech te darowiznę przeleje mi, założę lokatę i jak będzie chciał to mogę mu robić screeny, żeby widział, że ta kasa tam jest. Odpisał, że jedyne na co się zgodzi to założenie wspólnego konta, tak żeby zawsze miał podgląd w jego stan. Nie odpisałam od razu, bo musiałam zająć się dzieckiem. I znowu się zaczęło. Zaczął mnie wyzywać, że chce okraść własne dziecko, jestem nieuczciwa, marzy mi się, żeby nie pracować i temu chcę tą kasę, że od zawsze na nim pasożytowałam i że ogólnie to jest na skraju wytrzymałości i nie chciałby nam zrobić krzywdy i pozabijać… Wcześniej jeszcze było, że w sumie mnie kocha, kochanki nie i zawsze mi pomoże. Po tym jego wybuchu dowiedziałam się, że jeszcze będę skamleć o jego pomoc, jak będę miała trudności z pracą…
Przestałam mu odpisywać i zaczęłam dostawać mnóstwo sms-ów. Bałam się już sprawdzać telefon. Tego się właśnie obawiałam jak mama poruszyła ten temat i miałam rację. Nic już nie chcę od niego, tylko spokoju. Chcę się uwolnić. Na razie jestem rozbita, jednak zbiorę siły na to, żeby nic mnie już z nim nie łączyło. Nic poza dzieckiem. I tu właśnie nie wiem jak zrobić. On ma do niego prawo, ale jak wyglądają kontakty w przypadku takiego zachowania, takiej agresji, oskarżeń i gróźb skierowanych pod moim kątem? Mogę uzyskać rozwód o winie, będzie szarpanina, jednak co uda się zdziałać pod kątem opieki nad dzieckiem? Nie chcę od niego żadnych pieniędzy, tylko żeby już nie robił problemów. Kompletnie nie wiem jak postępować. Boję się jego nieobliczalności, ale też nie chcę, żeby cokolwiek mnie z nim łączyło.
Żeby było mało, przed chwilą dostałam od niego sms-a czy może jutro wpaść odwiedzić syna…dzień wcześniej groził, że nas pozabija i rozwali chatę. Nie mam zamiaru wpuszczać go do mieszkania, ani przebywać sam na sam. Podejrzewam jednak, że to odpali kolejny zapłon.

123

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Trzymaj te wszystkie smsy, zapisz, zebys nie wyrzucila i idz z tym do swojego prawnika.

124

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Od razu idz do prawnika Ty juz nie masz na co czekac, smsow nie wyrzucaj zgraj je najlepiej w razie co.

125

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Trzymam jego sms-y od roku, dodatkowo robię print screeny. Ten człowiek ma problemy i to poważne, ale sam ze sobą. Potrzebuję kilku dni, żeby wydobrzeć, bo niestety ta cała sytuacja spowodowała u mnie zaostrzenie choroby.
Nie mam zamiaru się z nim widzieć, jednak póki co nie mogę zabronić mu kontaktu z dzieckiem. Nie chcę go na razie oglądać, bo się go boję. Może za jakiś czas odwiedzi dziecko, ale w miejscu publicznym, np. plac zabaw. Czy jednak może mi sprawiać problemy i oskarżać, że utrudniam mu widzenie z dzieckiem? Jak postępować z kimś takim?

126

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku
Ajrish napisał/a:

Trzymam jego sms-y od roku, dodatkowo robię print screeny. Ten człowiek ma problemy i to poważne, ale sam ze sobą. Potrzebuję kilku dni, żeby wydobrzeć, bo niestety ta cała sytuacja spowodowała u mnie zaostrzenie choroby.
Nie mam zamiaru się z nim widzieć, jednak póki co nie mogę zabronić mu kontaktu z dzieckiem. Nie chcę go na razie oglądać, bo się go boję. Może za jakiś czas odwiedzi dziecko, ale w miejscu publicznym, np. plac zabaw. Czy jednak może mi sprawiać problemy i oskarżać, że utrudniam mu widzenie z dzieckiem? Jak postępować z kimś takim?

oczywiscie, ze moze to zrobic, dopoki nie ma praw rodzicielskich ograniczonych.
Jedynym rozwiazaniem tutaj jest kontakt Twoj z prawnikiem, zlozenie pozwu rozwodowego i przedyskutowanie z prawnikiem czy jestescie w jakis sposob w stanie ograniczyc mu prawa rodzicielskie, skoro on zachowuje sie jak zachowuje.
Bez tego to co bys nie zrobila, to on potem bedzie mogl to wykorzystac na swoja korzysc.

127

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Pomimo tego, że mam jego groźby skierowane w moją stronę? Podejrzewam, że specjalnie to wszystko robi, bo teraz będzie chciał pokazać, że utrudniam mu widzenie z dzieckiem.
Zaproponuję mu spotkanie w miejscu publicznym. Mam dowód, że groził zniszczeniem mojego domu, a tak przynajmniej nie będzie mógł powiedzieć, że nie mógł syna zobaczyć. Dobry prawnik to teraz konieczność.

128

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku
Ajrish napisał/a:

Pomimo tego, że mam jego groźby skierowane w moją stronę? Podejrzewam, że specjalnie to wszystko robi, bo teraz będzie chciał pokazać, że utrudniam mu widzenie z dzieckiem.
Zaproponuję mu spotkanie w miejscu publicznym. Mam dowód, że groził zniszczeniem mojego domu, a tak przynajmniej nie będzie mógł powiedzieć, że nie mógł syna zobaczyć. Dobry prawnik to teraz konieczność.

Tak, pomimo tych grozb, jezeli nie ogarniesz tego prawnie, to dolozysz mu do reki kolejne argumenty. Idz do prawnika.

129

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

ewidentnie tak będzie działał, bo może zdał sobie sprawę, że wczoraj przesadził z tymi sms-ami, więc pewnie będzie chciał pokazać, że ja to ta zła.
Nie chcę pozbawiać go dziecka, lecz w tym stanie psychicznym, to nawet o dziecko się obawiam. Cóż, najwyżej jutro wezmę gaz na spotkanie.

130

Odp: Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

No ale czemu Ty rozkminiasz to na forum zamiast isc do specjalisty ? Dlaczego z tym zwlekasz i robisz cos tak jak sobie sama wymyslisz zamiast zapytac kogos kto sie zna?

Posty [ 66 do 130 z 166 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Ja w ciąży, a małżeństwo wisi na włosku

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2024