netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Związek z chorym facetem

108 odpowiedzi6 138 wyświetleńzałożony przez aniia29, 25.09.2019

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Związek z chorym facetem

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 66 do 109 z 109 ]

66 Ostatnio edytowany przez niepodobna (2019-09-28 22:46:45)

Odp: Związek z chorym facetem
Peter4x napisał/a:
niepodobna napisał/a:
Peter4x napisał/a:

O ile ktoś chce... Jednak jeżeli depresja jest widoczna lub uzależnienie od używek silne to lepiej niech taka osoba się nie pcha do związków i nie zatruwa życia innym. Chyba że już jest w związku. Wtedy zrobiłbym wszystko co możliwe żeby wyciągnąć taką osobę z dołka.



Ja bym podziękował wszystkim. Nie lubię wyboru między "nowotworem" a "AIDS" tongue


A kiedy jest "depresja widoczna"? smile Jak ktoś nie wstaje z łóżka i się nie myje?

To już przykład ekstremalny smile Ja bym powiedział że wtedy kiedy non-stop, dzień w dzień, tygodniami słyszę same negatywne i dołujące wypowiedzi.

To możesz słyszeć i bez depresji smile
Zauważ, że w Polsce wieczne narzekanie jest w dobrym tonie.
Tylko bez konkretów. Gdy odpowiesz: ok, to mówisz, że masz kiepskie życie - więc wyobraź sobie, że do tych wszystkich problemów dochodzi ci jeszcze to, tamto, siamto i jeszcze co innego, i podasz wymierne wyznaczniki, i poprosisz, żeby ktoś teraz ocenił swoje życie - oj, konsternacja big_smile

67

Odp: Związek z chorym facetem

Droga Niepodobna pozwolę sobie odpowiedzieć na prywatę.
To nie jest kwestia czy inni te wady akceptują, ale czy ja je akceptuję? Mimo wszystko to moje życie i jego komfort zależy od tego, co ja postrzegam w nim jako szkodliwe, a nie inni.
Mogę rozwinąć myśl, ale to już na priv, bo nie chcę kontynuować offtopu, a takowy już się pojawił.

68

Odp: Związek z chorym facetem
niepodobna napisał/a:

Osobiście mam całkowicie "wywalone" na ludzi, którzy są skłonni oceniać mnie na podstawie tego, że miałam depresję, że mam czasami lęki - skreślę ich szybciej niż oni mnie...

Nie sądzę żeby tacy się znaleźli. Chyba każdy na pewnym etapie swojego życia może przechodzić załamanie porównywalne z lekką depresją. Ja też nie jestem wyjątkiem.


niepodobna napisał/a:

To możesz słyszeć i bez depresji smile
Zauważ, że w Polsce wieczne narzekanie jest w dobrym tonie.
Tylko bez konkretów. Gdy odpowiesz: ok, to mówisz, że masz kiepskie życie - więc wyobraź sobie, że do tych wszystkich problemów dochodzi ci jeszcze to, tamto, siamto i jeszcze co innego, i podasz wymierne wyznaczniki, i poprosisz, żeby ktoś teraz ocenił swoje życie - oj, konsternacja

No dobrze racja, ale chodziło mi o nastawienie potencjalnego partnera do związku. Chyba nawet pisałem o tym w wątku Rossanki. Jak ktoś ciągle widzi same negatywy i jego czarne wizje nie mają końca to lepiej od takiej osoby uciekać wink

69 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-09-28 23:08:57)

Odp: Związek z chorym facetem
niepodobna napisał/a:
bagienni_k napisał/a:

Depresja potrafi sie często objawiać niespodziewanie w widoczny sposób a jeśli nie, to nie zawsze łatwo poznać jej objawy. Nie wszyscy ludzie są w stanie poprostu udźwignąć taki ciężar. Patrząc z boku na to zupełnie neutralnie, każdy przypadek wywołuje współczucie i chęć pomocy, ale na jak długo można sobie pozwolić na życie u boku kogoś z takimi dolegliwościami?

Gdyby się objawiła u mojego partnera, już gdy jesteśmy w związku, to tym bardziej nie pomyślałabym, żeby go z tego powodu zostawić.

Po części dlatego, że znam problem - sama miałam, a pewne skłonności do tego raczej ma się już zawsze (co nie oznacza, że koniecznie się wpadnie w jakieś "widoczne" dla ogółu stany).

Ale po części dlatego, że wiem, jak płynna jest granica między "zdrowiem" a "zaburzeniem" i że sama obecność jakiegoś tam zaburzenia niewiele mówi o "jakości" danej osoby jako partnera do życia...
No i jak napisała SanTi, są zaburzenia które o wiele bardziej rzutują na relacje niż depresja czy nerwica.

Ważniejsze jest nastawienie do własnego problemu. Chęć poszerzania swojej przestrzeni, a nie celebrowanie choroby - bo tak, depresja może się też stać wygodnym wytłumaczeniem na każdą okoliczność.

Osobiście mam całkowicie "wywalone" na ludzi, którzy są skłonni oceniać mnie na podstawie tego, że miałam depresję, że mam czasami lęki - skreślę ich szybciej niż oni mnie...

Oczywiście, w takim wypadku nie ma wątpliwości. Tym bardziej, im po dłuższym czasie trwania związku nastęuje, kiedy nagle zauważamy u partnera problemy, z którymi sam sobie cięzko radzi. Wtedy wszelka pomoc i wyjście z kłopotów jest nieoceniona. Tutaj rozumiem, że sytuacja jest trochę inna, bo Autorka jest chyba przed oficjalnym wejsciem w związek, i robi niejako rachuenk zysków i strat, odnośnie swojego potencjalnego związku.Widać ma wątpliwości, czy będzie w stanei znieść to wszystko. Każdy ma tutaj niec o inne zaptrywanie.Widać, ze istnieje subiektywna granica tego ile można dać oraz ile można udźwignąc w takiej relacji.

70

Odp: Związek z chorym facetem
Peter4x napisał/a:
niepodobna napisał/a:

Osobiście mam całkowicie "wywalone" na ludzi, którzy są skłonni oceniać mnie na podstawie tego, że miałam depresję, że mam czasami lęki - skreślę ich szybciej niż oni mnie...

Nie sądzę żeby tacy się znaleźli. Chyba każdy na pewnym etapie swojego życia może przechodzić załamanie porównywalne z lekką depresją. Ja też nie jestem wyjątkiem.

Jesli mówię, że 'mam', a nie 'miałabym;' i 'są skłonni', a nie 'byliby', to pewnie znaczy, że podobne sytuacje miały już miejsce ; ) Więc tak, znaleźli się i pewnie jeszcze się znajdą. Nawet fajnie się ludzie wtedy plączą. Niektórym przyznawanie się do problemu myli się z usilnym poszukiwaniem akceptacji i jest pewne zaskoczenie, gdy się okazuje, że nikt o nich nie walczy.

71

Odp: Związek z chorym facetem
Lucyfer666 napisał/a:

Droga Niepodobna pozwolę sobie odpowiedzieć na prywatę.
To nie jest kwestia czy inni te wady akceptują, ale czy ja je akceptuję? Mimo wszystko to moje życie i jego komfort zależy od tego, co ja postrzegam w nim jako szkodliwe, a nie inni.
Mogę rozwinąć myśl, ale to już na priv, bo nie chcę kontynuować offtopu, a takowy już się pojawił.

Jeśli masz ochotę rozwinąć, to pewnie.

72

Odp: Związek z chorym facetem
niepodobna napisał/a:

Jesli mówię, że 'mam', a nie 'miałabym;' i 'są skłonni', a nie 'byliby', to pewnie znaczy, że podobne sytuacje miały już miejsce ; ) Więc tak, znaleźli się i pewnie jeszcze się znajdą. Nawet fajnie się ludzie wtedy plączą. Niektórym przyznawanie się do problemu myli się z usilnym poszukiwaniem akceptacji i jest pewne zaskoczenie, gdy się okazuje, że nikt o nich nie walczy.

Smutne. No i racja, bo o takich nie warto walczyć.

73

Odp: Związek z chorym facetem
Peter4x napisał/a:
niepodobna napisał/a:

Jesli mówię, że 'mam', a nie 'miałabym;' i 'są skłonni', a nie 'byliby', to pewnie znaczy, że podobne sytuacje miały już miejsce ; ) Więc tak, znaleźli się i pewnie jeszcze się znajdą. Nawet fajnie się ludzie wtedy plączą. Niektórym przyznawanie się do problemu myli się z usilnym poszukiwaniem akceptacji i jest pewne zaskoczenie, gdy się okazuje, że nikt o nich nie walczy.

Smutne. No i racja, bo o takich nie warto walczyć.

Nic w tym smutnego, nie chcę mieć w swoim bliskim otoczeniu osób, które oceniają na takich zasadach, więc gdy to wyczaję, to szybko się odcinam smile Nie ma nad czym płakać.

74

Odp: Związek z chorym facetem

W tym wątku dotyczącym rozterek Autorki, najstotniejsze i jednoczęsnie zastanawiające jest tylko to jedno zdanie na początku. Nie wiemy zbyt dużo, nie znamy szczegółów. Warto, żeby Autorka coś jeszcze dodała do tej historii...

75

Odp: Związek z chorym facetem
bagienni_k napisał/a:

W tym wątku dotyczącym rozterek Autorki, najstotniejsze i jednoczęsnie zastanawiające jest tylko to jedno zdanie na początku. Nie wiemy zbyt dużo, nie znamy szczegółów. Warto, żeby Autorka coś jeszcze dodała do tej historii...

Może jeszcze napisze, tym samym przerywając offtop wink

76 Ostatnio edytowany przez Jazzmine (2019-09-29 00:47:18)

Odp: Związek z chorym facetem

W dobie XXI wieku zdecydowana większość ludzi cierpi na nerwice bądź ma stany depresyjne/depresje. Najpewniej wielu waszych znajomych zmaga się z czymś takim, a wy nie macie o tym zielonego pojęcia. Idąc waszym tokiem rozumowania - znaczna cześć społeczeństwa nie powinna się wiązać. Przeszlo 2 lata temu zdiagnozowano u mnie nerwice. Znam w swoim otoczeniu wiele osób, które przejawiają jej symptomy. Pracuje, normalnie funkcjonuje, nie mam dzikich zjazdów, a kiedy czuje się gorzej - wiem co robić, żeby sobie pomoc. Ostatnie na co bym wpadła to to, ze mogłabym być dla kogoś balastem. No cóż, jeszcze wiele mogę się dowiedzieć z tego forum jak widać smile

77

Odp: Związek z chorym facetem
Jazzmine napisał/a:

W dobie XXI wieku zdecydowana większość ludzi cierpi na nerwice bądź ma stany depresyjne/depresje. Najpewniej wielu waszych znajomych zmaga się z czymś takim, a wy nie macie o tym zielonego pojęcia. Idąc waszym tokiem rozumowania - znaczna cześć społeczeństwa nie powinna się wiązać. Przeszlo 2 lata temu zdiagnozowano u mnie nerwice. Znam w swoim otoczeniu wiele osób, które przejawiają jej symptomy. Pracuje, normalnie funkcjonuje, nie mam dzikich zjazdów, a kiedy czuje się gorzej - wiem co robić, żeby sobie pomoc. Ostatnie na co bym wpadła to to, ze mogłabym być dla kogoś balastem. No cóż, jeszcze wiele mogę się dowiedzieć z tego forum jak widać smile

Wiedza jest zawsze w cenie ; )
Z tym, że to większą wiedzę daje o tych, którzy piszą.

78 Ostatnio edytowany przez paslawek (2019-09-29 00:58:53)

Odp: Związek z chorym facetem

To "wrzucanie wszystkich do jednego wora" przypomina mi mój pierwszy pobyt w szpitalu psychiatrycznym.
Zaraz po detoksykacji trafia się na oddział gdzie nie ma rozróżnienia na konkretne przypadki .
Na oddziale byli ludzie z depresjami,schizofrenicy,i różne nerwice ,alkoholicy i narkomani i osoby po zatruciach lub przedawkowaniu leków.
Byłem mocno oszołomiony tym doświadczeniem jedno było ciekawe każdy miał gorzej od innych we własnym mniemaniu .
Było tez coś takiego że na samym początku alkoholicy uważali się za lepszych od ćpunów, ćpuny uważali się za lepszych od "pijusów"
nerwicowcy uwarzyli się lepsi od psychotyków i tak dalej.
Pod koniec właściwie nie widziałem i to nie tylko ja zbyt wielkich różnic miedzy nami .Bardziej skomplikowane przypadki chorych były już na innych oddziałach.
Choroby często jakoś w szpitalu zbliżają ludzi do siebie ,a może miałem farta.
Nie raz jak ktoś postawiony na nogi wychodził "na wolność" to czułem wzruszenie.
Bardzo rzadko spotykałem potem tych ludzi ale zdarzało się niektórych nie poznawałem zaczepiali mnie i przypominali mi skąd się znamy .
Taka to nie raz jest różnica nie do poznania ,oczywiście warunkiem zdrowienia jest akceptacja,szacunek i pokora wobec swojej choroby problemu inaczej doopa blada.
Jakoś jeszcze wtedy to nie było decydujące dla mnie doznanie po krótkim czasie robiłem swoje i dalej piłem, ćpałem,ale kto wie
co by było gdybym tam nie był ?

79 Ostatnio edytowany przez niepodobna (2019-09-29 01:00:26)

Odp: Związek z chorym facetem
paslawek napisał/a:

To "wrzucanie wszystkich do jednego wora" przypomina mi mój pierwszy pobyt w szpitalu psychiatrycznym.
Zaraz po detoksykacji trafia się na odział gdzie nie ma rozróżnienia na konkretne przypadki .
Na oddziale byli ludzie z depresjami,schizofrenicy,i różne nerwice ,alkoholicy i narkomani i osoby po zatruciach lub przedawkowaniu leków.
Byłem mocno oszołomiony tym doświadczeniem jedno było ciekawe każdy miał gorzej od innych.
Było tez coś takiego że na samym początku alkoholicy uważali się za lepszych od ćpunów, ćpuny uważali się za lepszych od "pijusów"
nerwicowcy uwarzyli się lepsi od psychotyków i tak dalej.
Pod koniec właściwie nie widziałem i to nie tylko ja zbyt wielkich różnic miedzy nami .Bardziej skomplikowane przypadki chorych były już na innych oddziałach.
Choroby często jakoś w szpitalu zbliżają ludzi do siebie ,a może miałem farta.
Nie raz jak ktoś postawiony na nogi wychodził na wolność to czułem wzruszenie.
Bardzo rzadko spotykałem potem tych ludzi ale zdarzało się niektórych nie poznawałem zaczepiali mnie i przypominali mi skąd się znamy .
Taka to nie raz jest różnica nie do poznania ,oczywiście warunkiem zdrowienia jest akceptacja,szacunek i pokora wobec swojej choroby problemu inaczej doopa blada.
Jakoś jeszcze wtedy to nie było decydujące dla mnie doznanie po krótkim czasie robiłem swoje i dalej piłem, ćpałem,ale kto wie
co by było gdybym tam nie był ?

Cieszę się, że udało Ci się wyjść z uzależnień.

Doświadczenie psychiatryka pewnie było ciężkie, czasem, kiedy się czyta historie ludzi, którzy byli, to dopiero dół ogarnia człowieka.

80

Odp: Związek z chorym facetem

Niepodobna u mnie tylko najbliżsi wiedza jaka mam „dysfunkcje” i bez strachu o ocenę mogę powiedzieć, ze np „mam ostatnio nieco gorszy okres”. Jednak ktoś, kto nie wie.. nie ma szansy się domyślić wink Ba, jestem świecie przekonana, ze jestem wartościowa osoba i nikogo swoimi schizami nie zadręczam, wojna toczy się w mojej głowie po prostu, nauczyłam się jak sobie z tym radzić. Trochę szkoda, ze ludziom tak łatwo przychodzi skreślanie kogoś smile no i j/w od kiedy wzrosła moja świadomość w tym temacie, zaczelam zauważać jak dużo ludzi jest zaburzonych, zdecydowanie bardziej ode mnie, a nawet nie zdają sobie z tego sprawy wink wg ich oceny są „normalni” - a ja tym wszystkim bojącym się, właśnie ich bym życzyła w celu weryfikacji własnych poglądów big_smile czy lepszy zaburzony świadomy - czy może „zdrowy” popieprzony?:D

81 Ostatnio edytowany przez niepodobna (2019-09-29 01:04:15)

Odp: Związek z chorym facetem
Jazzmine napisał/a:

Niepodobna u mnie tylko najbliżsi wiedza jaka mam „dysfunkcje” i bez strachu o ocenę mogę powiedzieć, ze np „mam ostatnio nieco gorszy okres”. Jednak ktoś, kto nie wie.. nie ma szansy się domyślić wink Ba, jestem świecie przekonana, ze jestem wartościowa osoba i nikogo swoimi schizami nie zadręczam, wojna toczy się w mojej głowie po prostu, nauczyłam się jak sobie z tym radzić. Trochę szkoda, ze ludziom tak łatwo przychodzi skreślanie kogoś smile no i j/w od kiedy wzrosła moja świadomość w tym temacie, zaczelam zauważać jak dużo ludzi jest zaburzonych, zdecydowanie bardziej ode mnie, a nawet nie zdają sobie z tego sprawy wink wg ich oceny są „normalni” - a ja tym wszystkim bojącym się, właśnie ich bym życzyła w celu weryfikacji własnych poglądów big_smile czy lepszy zaburzony świadomy - czy może „zdrowy” popieprzony?:D


Pisałam w tym wątku dokładnie o tym samym. "Normalni" toksycy kontra "chorzy", którzy nikomu nie robią krzywdy.

Podoba mi się twoje podejście i w sumie je podzielam - moje problemy nie czynią mnie kimś gorszym, a jeśli ktoś tak uważa, ma prawo, jego sprawa, tylko konsekwentnie niech nie szuka ze mną kontaktu smile

82 Ostatnio edytowany przez Jazzmine (2019-09-29 01:07:56)

Odp: Związek z chorym facetem

Mam koleżankę, która uważa siebie za bardzo normalna. Żadnej diagnozy jej nikt nigdy nie postawił. Natręctwa dotyczące sprzątania już nie robią na mnie wrażenia. Ale zjazdy jakie ma ona to dopiero hardcore. Huśtawki emocjonalne - standard. Wybuchy złości - norma. Hydroxyzyne łyka jak cukierki, bo jej znajoma załatwiła. I ona jest „normalna” wg społeczeństwa, bo nikt jej nie zdiagnozował. Ja zdiagnozowana zostałam i od razu przypięto by mi łatkę. To nic, ze panuje nad sobą, nie jestem impulsywna, nie wybucham, traktuje ludzi dobrze, „serce na dłoni”, zero dziwnych zjazdów itp. Jestem „zaburzona”, wiec gorsza. Stygmatyzacja, jak już wyżej ktoś wspomniał. To przykre, ze w naszym kraju jest tak mała świadomość ale wierze, ze z czasem wzrośnie.

83

Odp: Związek z chorym facetem
Jazzmine napisał/a:

Mam koleżankę, która uważa siebie za bardzo normalna. Żadnej diagnozy jej nikt nigdy nie postawił. Natręctwa dotyczące sprzątania już nie robią na mnie wrażenia. Ale zjazdy jakie ma ona to dopiero hardcore. Huśtawki emocjonalne - standard. Wybuchy złości - norma. Hydroxyzyne łyka jak cukierki, bo jej znajoma załatwiła. I ona jest „normalna” wg społeczeństwa, bo nikt jej nie zdiagnozował. Ja zdiagnozowana zostałam i od razu przypięto by mi łatkę. To nic, ze panuje nad sobą, nie jestem impulsywna, nie wybucham, traktuje ludzi dobrze, „serce na dłoni”, zero dziwnych zjazdów itp. Jestem „zaburzona”, wiec gorsza. Stygmatyzacja, jak już wyżej ktoś wspomniał. To przykre, ze w naszym kraju jest tak mała świadomość ale wierze, ze z czasem wzrośnie.

No cóż, koleżanka to pewnie uciążliwy przypadek, ale sporo gorszych, niezdiagnozowanych odchyłów hasa po świecie i uważa się ich za zdrowych, bo w kontakcie powierzchownym świetnie się maskują.

Nawet spotkałam takiego, co brał się za leczenie innych...

Szkoda gadać.

84 Ostatnio edytowany przez Peter4x (2019-09-29 09:08:57)

Odp: Związek z chorym facetem
niepodobna napisał/a:
Peter4x napisał/a:

Smutne. No i racja, bo o takich nie warto walczyć.

Nic w tym smutnego, nie chcę mieć w swoim bliskim otoczeniu osób, które oceniają na takich zasadach, więc gdy to wyczaję, to szybko się odcinam smile Nie ma nad czym płakać.

Smutne nie dlatego że Ty tak postępujesz ale dlatego że tacy ludzie oceniający przez pryzmat choroby i niepowodzeń z przeszłości istnieją wink


niepodobna napisał/a:

No cóż, koleżanka to pewnie uciążliwy przypadek, ale sporo gorszych, niezdiagnozowanych odchyłów hasa po świecie i uważa się ich za zdrowych, bo w kontakcie powierzchownym świetnie się maskują.

Nawet spotkałam takiego, co brał się za leczenie innych...

Szkoda gadać.

Ja też i to nie raz. Nawet wśród znajomych znalazłyby się jeden smile

85

Odp: Związek z chorym facetem

Ja się nie spotkałam ze stygmatyzacją. Albo ludzie uważają pójście do psychologa/psychiatry jako fanaberię, albo wspierają.
Coraz więcej ludzi ma depresję, coraz więcej ludzi ma nerwice, które przeszkadzają w normalnym życiu. Im bardziej będzie się o tym mówić i im bardziej zrobi się to normalne, tym mniej tej stygmatyzacji będzie.

I ja też nie mówię, żeby diagnozować na siłę. Ale jeżeli ja widzę, że coś mi przeszkadza w normalnym życiu, to warto się skonsultować. Pierwszy raz poszłam na terapię, bo miałam ataki paniki jak wychodziłam z domu i bardzo mi to pomogło.

Człowiek niezdiagnozowany nie równa się człowiekowi zdrowemu. Jakbym zauważyła, że facet, z którym się spotykam ma jakieś dziwne odchyły, które są potencjalnie niebezpieczne, to bym uciekała zamiast pytać czy jest zdiagnozowany. Fakt, część się dobrze ukrywa, ale też warto być świadomym, że takie zjawisko istnieje i wyrobić sobie mocny kręgosłup, żeby w momencie, kiedy coś takiego wychodzi po miesiącach/latach związku mieć odwagę do tego, żeby przede wszystkim ratować siebie, a nie pozwalać się ściągnąć drugiej osobie w dół.

86 Ostatnio edytowany przez niepodobna (2019-09-29 09:35:40)

Odp: Związek z chorym facetem
Peter4x napisał/a:
niepodobna napisał/a:
Peter4x napisał/a:

Smutne. No i racja, bo o takich nie warto walczyć.

Nic w tym smutnego, nie chcę mieć w swoim bliskim otoczeniu osób, które oceniają na takich zasadach, więc gdy to wyczaję, to szybko się odcinam smile Nie ma nad czym płakać.

Smutne nie dlatego że Ty tak postępujesz ale dlatego że tacy ludzie oceniający przez pryzmat choroby i niepowodzeń z przeszłości istnieją wink

Wiem, ja też w tym znaczeniu pisałam, że to nie jest smutne - porządek w życiu jakby sam się robi smile

Choroba a niepowodzenia, to różne sprawy. Choroba nie jest tylko 'z przeszłości'. Co prawda pisałam o przeszłości z tym okresem silnej depresji (który nie był, jak nazywasz to wcześniej, 'chwilowym lekkim załamaniem', a poważnym epizodem choroby związanym z długotrwałym braniem leków, a nie związanym z żadnym 'załamaniem' ) i teraz nie czuję się tak jak wtedy, ale skłonność do stanów depresyjnych jest, czasem myślę, że jakąś lżejszą formę depresji mam przez większość życia, a okresowo się zaostrza.
Nerwicę też z pewnością mam, ale nie leczę tego, bo nie wierzę w leczenie nerwicy. Wiem, co zrobić, żeby sobie pomóc. Ale będę już z problemem żyć.

Tak trochę obok, błędnie sobie wyobrażasz depresję tylko jako skutek okoliczności (załamanie) i tylko jako dół i smutek. Depresja to przede wszystkim brak napędu, sił, bezwład, bezsens, a smutek może jej towarzyszyć, ale nie musi. Znasz określenie "uśmiechnięta depresja? No i to nie musi wynikać ze zdarzeń w życiu.

87

Odp: Związek z chorym facetem

Z pewnością „gorsze-normalne” przypadki można trafić. Ona przyszła mi do głowy jako pierwsza, bo z nią pracuje i uzeram się codziennie ;-)

Loka to masz szczęście. Ja nie obnoszę się ze swoim problemem, wiec mało kto wie, a ci co wiedza, mnie wspierają jak jest ciężej. Jednak różne opinie słyszę czasami na temat osób, które maja jakieś zaburzenie lub chodzą do specjalistów. Świadomość powoli rośnie, ale nadal dużo nam brakuje chociażby do Stanów, gdzie chodzenie na terapie/do psychiatry/itp. jest czymś zupełnie normalnym i na nikim nie robi wrażenia.

88 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-09-29 09:45:27)

Odp: Związek z chorym facetem

Ze swojej strony musze chyba coś sprostować, bo zostało to źle odebrane.

W całej tej dyskusji rozchodzi się nie o to, czy mamy kogoś oceniać pod względem "przydatności" do związku na podstawie potencjalnych przypadłości.
Raczej ważny jest tutaj INYDIDUALNY wybór, każdego z nas, czy jesteśmy w stanie komuś zaufać, kiedy nachodzą nas wątpliwości. Sama Autorka napisała tutaj jedno zdanie, gdzie nawet nie zaznaczyła jak długo się znają , nie wspomniała nawet od kogo i jak długo wie o potencjalnej chorobie tego gościa. Jeśli ma jasne przesłanki o tym, że jakiekolwiek przypadłości mogą być dla niej uciążliwe, to jej wahanie staje się zrozumiałe.
Warto odróżnić dwie zupełnie odmienne kwestie:

- pojawiająca się mniej lub bardziej regularnie rozmaite stany lęgowe, zaburzenia czy przypadłośći W TRAKCIE trwania związku dwojga ludzi, kiedy zrozumiała i oczywista staje się pomoc a także wspieranie partnera
  w trudniejszych chwilach. Jeśli zależy nam na drugiej osobie, łaczy nas silna więź pomimo istniejących problemów, to ciężko przecież tą osobę nagle zostawić, tłumacząc to sobie, że już nie jesteśmy w stanie
   udźwignąć  spadających na nas problemów

-  widoczne od początku pewne symptomy, które nas zniechecają czy budza obawy, kiedy NIE JESTEŚMY w oficjalnym związku, zastanawiając się czy warto takiej osobie zaufać. Z pewnością sporo osób jest w stanie
   podołać takiemu, zadaniu inne zaś nie mogą tego wziąc na swoje barki;

   Wiadomo, że każdy zasługuje na miłośc i uczucie, ale nie każdy jest w stanie każdego pokochać.


Nie wykluczam, że być może we mnei też coś siedzi, zatem dobry psycholog/psychiatra może by  coś wyłapał. Do tej pory samemu nie czułem nigdy potrzeby konsultacji ze specjalistą, bo raczej w codziennym życiu nei napotykałem takich problemów, które mogłyby sugerować o istnieniu poważniejszych zaburzeń. Brdziej chyba pasuje do mniw określenie zdrowy, ale "popie***ony" smile

89 Ostatnio edytowany przez Peter4x (2019-09-29 11:23:42)

Odp: Związek z chorym facetem
niepodobna napisał/a:

Choroba a niepowodzenia, to różne sprawy. Choroba nie jest tylko 'z przeszłości'. Co prawda pisałam o przeszłości z tym okresem silnej depresji (który nie był, jak nazywasz to wcześniej, 'chwilowym lekkim załamaniem', a poważnym epizodem choroby związanym z długotrwałym braniem leków, a nie związanym z żadnym 'załamaniem' ) i teraz nie czuję się tak jak wtedy, ale skłonność do stanów depresyjnych jest, czasem myślę, że jakąś lżejszą formę depresji mam przez większość życia, a okresowo się zaostrza.
Nerwicę też z pewnością mam, ale nie leczę tego, bo nie wierzę w leczenie nerwicy. Wiem, co zrobić, żeby sobie pomóc. Ale będę już z problemem żyć.

Faktycznie teraz po Twoich wypowiedziach trudno u Ciebie wyczuć jakiekolwiek pozostałości depresji. Chociażby niedawno, nie pamiętam w którym wątku, narzekałem że już jesteśmy starzy i nieatrakcyjni, a Ty fajnie to obróciłaś w żart zamiast zarazić się moim dobijającym nastawieniem wink W tamtym wątku chyba chodziło o to kiedy kobieta przestaje być atrakcyjna.

niepodobna napisał/a:

Tak trochę obok, błędnie sobie wyobrażasz depresję tylko jako skutek okoliczności (załamanie) i tylko jako dół i smutek. Depresja to przede wszystkim brak napędu, sił, bezwład, bezsens, a smutek może jej towarzyszyć, ale nie musi. Znasz określenie "uśmiechnięta depresja? No i to nie musi wynikać ze zdarzeń w życiu.

Jak ktoś żyje ponad 40 lat, to kilka miesięcy, a nawet rok może być dla niego chwilowym załamaniem. To tylko jakiś niewielki etap w naszym życiu. No dobrze, przyznam że ja też mam cały czas lekką formę depresji bo muszę nadrabiać zaległości z przeszłości i cały czas zastanawiam się czy to ma jeszcze sens...

Napisałem chwilowe załamanie bo ten stan nie trwa wiecznie, kiedyś musi przejść albo zmaleć na tyle żeby odzyskać radość z życia.

begienni_k napisał/a:

- pojawiająca się mniej lub bardziej regularnie rozmaite stany lęgowe, zaburzenia czy przypadłośći W TRAKCIE trwania związku dwojga ludzi, kiedy zrozumiała i oczywista staje się pomoc a także wspieranie partnera
  w trudniejszych chwilach. Jeśli zależy nam na drugiej osobie, łaczy nas silna więź pomimo istniejących problemów, to ciężko przecież tą osobę nagle zostawić, tłumacząc to sobie, że już nie jesteśmy w stanie
   udźwignąć  spadających na nas problemów

Ja sobie nie wyobrażam aby zostawić bliską osobę która jest z nami już jakiś czas i która akurat potrzebuje pomocy. Wyrzuty sumienia by mnie chyba gnębiły do końca życia. Dlatego jestem przeciwnikiem pochopnego wchodzenia w związki, bez dobrego poznania tej drugiej osoby.

90

Odp: Związek z chorym facetem
niepodobna napisał/a:
rossanka napisał/a:
niepodobna napisał/a:

W tym wątku wrzucono do jednego wora poważne choroby psychiczne i takie zaburzenia, które nie czynią innym krzywdy i nie powodują, że człowiek z nimi jest niezdolny do dobrych relacji.
.

Napisałam to samo.
Czyli co, pozamiatane?

Ale co, temat, czy życie osobiste osób z depresją albo nerwicą? Na temat gadać, to możnaby długo smile
Jeśli będziesz myśleć, że z tego powodu, że masz problemy, jest pozamiatane, to tak się pewnie stanie.
Wiesz, jeśli ktoś miałby Cię odrzucić dlatego, że masz lęki albo epizody depresyjne to chyba lepiej, że to się stanie od razu, niż gdy jego stosunek wyjdzie po jakimś czasie, gdy już będziecie bliżej a zaczniesz się gorzej czuć.
Ale wierz mi, że sensowne osoby tego nie zrobią. W pewnym sensie jest to dobry test.
Tylko jest pewna różnica między epatowaniem swoimi stanami, gdy ktoś jeszcze nie wie o Tobie nic innego, a tym, że w którymś tam momencie, którejś z kolejnych rozmów, wspominasz o swoich problemach. W pierwszym przypadku sugerujesz skupienie tylko na tym, to, że twoje życie się kręci tylko wokół tych problemów, a tego faktycznie nikt nie lubi.
Poza tym... myślenie, że jest pozamiatane, bo... jakby sugeruje innym, co mają myśleć. Skreślasz się z powodu swoich trudności - zamykasz sie - pokazujesz, że sama dla siebie jesteś mało warta - czemu kto inny miałby być otwarty i uważać inaczej? Fatalizm wpływa na ludzi. Bardziej niż nerwica.

Ale sama widzisz, że tu większość osób jest na nie co do zaburzeń nerwicowych.  Pamiętam, to było ze 20 lat temu, już wtedy bałam się, że mnie ktoś odrzuci ze względu na nerwicę. Może i coś w tym było .

@ Peter , piszesz, o nie właśniewej diagnozie: u mnie było inaczej. Na początku nikt nie stwierdził zaburzeń nerwicowych - mówili : córka jest nadwrażliwa (a już wtedy, w dzieciństwie należało to leczyć, może szanse na wyzdrowienie wtedy miałabym większe). A potem, już jak byłam pełnoletnia faszerowali mnie np lekami na serce, podczas gdy serce akurat było zdrowe jak się okazało, a dolegliwości były na tle nerwowym. Tu tez miałam żal do lekarzy, że leczyli mnie nie na to co trzeba, bo fizycznie byłam zdrowa.

91 Ostatnio edytowany przez Peter4x (2019-09-29 11:46:36)

Odp: Związek z chorym facetem
rossanka napisał/a:

Ale sama widzisz, że tu większość osób jest na nie co do zaburzeń nerwicowych.  Pamiętam, to było ze 20 lat temu, już wtedy bałam się, że mnie ktoś odrzuci ze względu na nerwicę. Może i coś w tym było .

No ale jesteś w stanie normalnie funkcjonować, masz pracę i potrafisz sobie radzić w życiu. Więc Twoje zaburzenia nerwicowe nie są wcale takie duże. Zresztą nerwica i depresja to dwie różne rzeczy. Depresja to stan permanentnego przygnębienia, a nerwicy towarzyszy przede wszystkim lęk, który pojawia się w różnej formie. Moim zdaniem łatwiej uporać się z nerwicą albo ją dobrze maskować. Ja bym nie odrzucał kogoś z umiarkowaną nerwicą.

rossanka napisał/a:

@ Peter , piszesz, o nie właśniewej diagnozie: u mnie było inaczej. Na początku nikt nie stwierdził zaburzeń nerwicowych - mówili : córka jest nadwrażliwa (a już wtedy, w dzieciństwie należało to leczyć, może szanse na wyzdrowienie wtedy miałabym większe). A potem, już jak byłam pełnoletnia faszerowali mnie np lekami na serce, podczas gdy serce akurat było zdrowe jak się okazało, a dolegliwości były na tle nerwowym. Tu tez miałam żal do lekarzy, że leczyli mnie nie na to co trzeba, bo fizycznie byłam zdrowa.

Najgorsze to niedouczeni lekarze. Wydaje mi się że akurat nerwicę można zminimalizować odpowiednią suplementacją (dobrej jakości) witaminy B Complex i łatwo przyswajalną formą magnezu.

92 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-09-29 11:45:38)

Odp: Związek z chorym facetem
bagienni_k napisał/a:

Ze swojej strony musze chyba coś sprostować, bo zostało to źle odebrane.

W całej tej dyskusji rozchodzi się nie o to, czy mamy kogoś oceniać pod względem "przydatności" do związku na podstawie potencjalnych przypadłości.
Raczej ważny jest tutaj INYDIDUALNY wybór, każdego z nas, czy jesteśmy w stanie komuś zaufać, kiedy nachodzą nas wątpliwości. Sama Autorka napisała tutaj jedno zdanie, gdzie nawet nie zaznaczyła jak długo się znają , nie wspomniała nawet od kogo i jak długo wie o potencjalnej chorobie tego gościa. Jeśli ma jasne przesłanki o tym, że jakiekolwiek przypadłości mogą być dla niej uciążliwe, to jej wahanie staje się zrozumiałe.
Warto odróżnić dwie zupełnie odmienne kwestie:

- pojawiająca się mniej lub bardziej regularnie rozmaite stany lęgowe, zaburzenia czy przypadłośći W TRAKCIE trwania związku dwojga ludzi, kiedy zrozumiała i oczywista staje się pomoc a także wspieranie partnera
  w trudniejszych chwilach. Jeśli zależy nam na drugiej osobie, łaczy nas silna więź pomimo istniejących problemów, to ciężko przecież tą osobę nagle zostawić, tłumacząc to sobie, że już nie jesteśmy w stanie
   udźwignąć  spadających na nas problemów

-  widoczne od początku pewne symptomy, które nas zniechecają czy budza obawy, kiedy NIE JESTEŚMY w oficjalnym związku, zastanawiając się czy warto takiej osobie zaufać. Z pewnością sporo osób jest w stanie
   podołać takiemu, zadaniu inne zaś nie mogą tego wziąc na swoje barki;

   Wiadomo, że każdy zasługuje na miłośc i uczucie, ale nie każdy jest w stanie każdego pokochać.

bagienny, przybijam Ci piątkę :-)
Wydaje mi się, że dyskusja poszła tutaj bardzo w stronę rozdrapywania osobistych ran i poczucia gorszości wynikającego z przeżywanych trudności.

A przecież chodzi o to, że ludzie są różni i są tylko ludźmi.
Ktoś po prostu może nie chcieć WCHODZIĆ W ZWIĄZEK z osobą, która przejawia zaburzenia chorobowe, bo teoretycznie łatwiej i mniej problemowo rozwija się związek i żyje w związku z osobą, która wydaje się zdrowa. Albo dana osoba może obawiać się, że na dłuższą metę nie podoła trudnościom wynikającym z choroby, więc może lepiej, że jest świadoma i nie rzuca się jak w ogień w coś, co może ją za chwilę przygnieść.
Czasami to nawet przyjrzałabym się osobom, które mimo oznak chorobowych, zacieśniają relację, podejrzewając takie osoby o skłonności masochistyczne albo inne deficyty, które pozwalają takiej osobie skupić się na problemach partnera zamiast być może na sobie.

A że zupełnie inaczej wygląda sytuacja, gdy zaburzenia pojawiają się W TRAKCIE ZWIĄZKU to dla mnie rozumie się samo przez siebie i zwykła ludzka przyzwoitość (jeśli nie uczucie) sugeruje, że należy zaopiekować się partnerem.

93

Odp: Związek z chorym facetem
Peter4x napisał/a:
rossanka napisał/a:

Ale sama widzisz, że tu większość osób jest na nie co do zaburzeń nerwicowych.  Pamiętam, to było ze 20 lat temu, już wtedy bałam się, że mnie ktoś odrzuci ze względu na nerwicę. Może i coś w tym było .

No ale jesteś w stanie normalnie funkcjonować, masz pracę i potrafisz sobie radzić w życiu. Więc Twoje zaburzenia nerwicowe nie są wcale takie duże. Zresztą nerwica i depresja to dwie różne rzeczy. Depresja to stan permanentnego przygnębienia, a nerwicy towarzyszy przede wszystkim lęk, który pojawia się w różnej formie. Moim zdaniem łatwiej uporać się z nerwicą albo ją dobrze maskować. Ja bym nie odrzucał kogoś z umiarkowaną nerwicą.

Tak, funkcjonuje, jak mówiłam w sumie jestem zdana na siebie, jak sama sobie nie pomogę to kto? Piszesz o maskowaniu - sęk w tym , że mam już dosyć. Ukrywałam to jak miałam 13 lat i 20 i 30... Zmęczyłam się, przez lata wiedziała o tym tylko najbliższa rodzina, bo nawet koleżanki nie, bałam się wyśmiani a i odrzucenia. Albo brania za wariatkę, która lata do psychiatry. Chciałabym tego nie ukrywać tym bardziej przed ewentualnym Partnerem, móc powiedzieć, słucha mam nerwicę, cierpię na to i na to, a nie udawać, że w czasie ataki lęku głowa mnie boli. W sumie zawsze mnie męczyło to udawanie.


Peter4x napisał/a:
rossanka napisał/a:

@ Peter , piszesz, o nie właśniewej diagnozie: u mnie było inaczej. Na początku nikt nie stwierdził zaburzeń nerwicowych - mówili : córka jest nadwrażliwa (a już wtedy, w dzieciństwie należało to leczyć, może szanse na wyzdrowienie wtedy miałabym większe). A potem, już jak byłam pełnoletnia faszerowali mnie np lekami na serce, podczas gdy serce akurat było zdrowe jak się okazało, a dolegliwości były na tle nerwowym. Tu tez miałam żal do lekarzy, że leczyli mnie nie na to co trzeba, bo fizycznie byłam zdrowa.

Najgorsze to niedouczeni lekarze. Wydaje mi się że akurat nerwicę można zminimalizować odpowiednią suplementacją (dobrej jakości) witaminy B Complex i łatwo przyswajalną formą magnezu.

Tak, wit b pomaga, okresowo biorę.

94 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-09-29 12:19:40)

Odp: Związek z chorym facetem
MagdaLena1111 napisał/a:
bagienni_k napisał/a:

Ze swojej strony musze chyba coś sprostować, bo zostało to źle odebrane.

W całej tej dyskusji rozchodzi się nie o to, czy mamy kogoś oceniać pod względem "przydatności" do związku na podstawie potencjalnych przypadłości.
Raczej ważny jest tutaj INYDIDUALNY wybór, każdego z nas, czy jesteśmy w stanie komuś zaufać, kiedy nachodzą nas wątpliwości. Sama Autorka napisała tutaj jedno zdanie, gdzie nawet nie zaznaczyła jak długo się znają , nie wspomniała nawet od kogo i jak długo wie o potencjalnej chorobie tego gościa. Jeśli ma jasne przesłanki o tym, że jakiekolwiek przypadłości mogą być dla niej uciążliwe, to jej wahanie staje się zrozumiałe.
Warto odróżnić dwie zupełnie odmienne kwestie:

- pojawiająca się mniej lub bardziej regularnie rozmaite stany lęgowe, zaburzenia czy przypadłośći W TRAKCIE trwania związku dwojga ludzi, kiedy zrozumiała i oczywista staje się pomoc a także wspieranie partnera
  w trudniejszych chwilach. Jeśli zależy nam na drugiej osobie, łaczy nas silna więź pomimo istniejących problemów, to ciężko przecież tą osobę nagle zostawić, tłumacząc to sobie, że już nie jesteśmy w stanie
   udźwignąć  spadających na nas problemów

-  widoczne od początku pewne symptomy, które nas zniechecają czy budza obawy, kiedy NIE JESTEŚMY w oficjalnym związku, zastanawiając się czy warto takiej osobie zaufać. Z pewnością sporo osób jest w stanie
   podołać takiemu, zadaniu inne zaś nie mogą tego wziąc na swoje barki;

   Wiadomo, że każdy zasługuje na miłośc i uczucie, ale nie każdy jest w stanie każdego pokochać.

bagienny, przybijam Ci piątkę :-)
Wydaje mi się, że dyskusja poszła tutaj bardzo w stronę rozdrapywania osobistych ran i poczucia gorszości wynikającego z przeżywanych trudności.

A przecież chodzi o to, że ludzie są różni i są tylko ludźmi.
Ktoś po prostu może nie chcieć WCHODZIĆ W ZWIĄZEK z osobą, która przejawia zaburzenia chorobowe, bo teoretycznie łatwiej i mniej problemowo rozwija się związek i żyje w związku z osobą, która wydaje się zdrowa. Albo dana osoba może obawiać się, że na dłuższą metę nie podoła trudnościom wynikającym z choroby, więc może lepiej, że jest świadoma i nie rzuca się jak w ogień w coś, co może ją za chwilę przygnieść.
Czasami to nawet przyjrzałabym się osobom, które mimo oznak chorobowych, zacieśniają relację, podejrzewając takie osoby o skłonności masochistyczne albo inne deficyty, które pozwalają takiej osobie skupić się na problemach partnera zamiast być może na sobie.

A że zupełnie inaczej wygląda sytuacja, gdy zaburzenia pojawiają się W TRAKCIE ZWIĄZKU to dla mnie rozumie się samo przez siebie i zwykła ludzka przyzwoitość (jeśli nie uczucie) sugeruje, że należy zaopiekować się partnerem.

To prawda, trochę temat zszedł na osobiste przeżycia smile

Całkowicie zrozumiałym jest fakt, że póki się NIE WIDZI żadnych oznak, wskazujących na najmniejsze problemy( nawet, jeśli one wystepują), nie ma powodów do niepokoju. Tutaj, na początku zostalo wyraźnie podane, że gość cierpi na jakieś przypadłości, które Autorka uznała za niepokojące. Mam teraz dylemat, co zrobić z tym fantem..Choć i tak napisała trochę za mało..

95

Odp: Związek z chorym facetem
rossanka napisał/a:

Tak, funkcjonuje, jak mówiłam w sumie jestem zdana na siebie, jak sama sobie nie pomogę to kto? Piszesz o maskowaniu - sęk w tym , że mam już dosyć. Ukrywałam to jak miałam 13 lat i 20 i 30... Zmęczyłam się, przez lata wiedziała o tym tylko najbliższa rodzina, bo nawet koleżanki nie, bałam się wyśmiani a i odrzucenia. Albo brania za wariatkę, która lata do psychiatry. Chciałabym tego nie ukrywać tym bardziej przed ewentualnym Partnerem, móc powiedzieć, słucha mam nerwicę, cierpię na to i na to, a nie udawać, że w czasie ataki lęku głowa mnie boli. W sumie zawsze mnie męczyło to udawanie.

Jak spotkasz normalnego faceta któremu będzie na Tobie zależało, to moim zdaniem nawet jak się dowie że masz nerwicę to z Ciebie nie zrezygnuje. Oczywiście nie ma co się takimi rzeczami chwalić na zapas. Najlepiej najpierw wybadać czy mu na Tobie zależy smile

Udawanie na dłuższą metę szczególnie przed bliską osobą nie ma najmniejszego sensu. Uważam że w ten sposób dopiero można nabawić się poważnych zaburzeń.

96

Odp: Związek z chorym facetem
Peter4x napisał/a:

Jak spotkasz normalnego faceta któremu będzie na Tobie zależało, to moim zdaniem nawet jak się dowie że masz nerwicę to z Ciebie nie zrezygnuje. Oczywiście nie ma co się takimi rzeczami chwalić na zapas. Najlepiej najpierw wybadać czy mu na Tobie zależy smile

Udawanie na dłuższą metę szczególnie przed bliską osobą nie ma najmniejszego sensu. Uważam że w ten sposób dopiero można nabawić się poważnych zaburzeń.

Szczerze, to jakoś ostatnio nie bardzo już w to wierzę.  Nie mogę sobie nawet tego wyobrazić.

97

Odp: Związek z chorym facetem
Peter4x napisał/a:
niepodobna napisał/a:

Choroba a niepowodzenia, to różne sprawy. Choroba nie jest tylko 'z przeszłości'. Co prawda pisałam o przeszłości z tym okresem silnej depresji (który nie był, jak nazywasz to wcześniej, 'chwilowym lekkim załamaniem', a poważnym epizodem choroby związanym z długotrwałym braniem leków, a nie związanym z żadnym 'załamaniem' ) i teraz nie czuję się tak jak wtedy, ale skłonność do stanów depresyjnych jest, czasem myślę, że jakąś lżejszą formę depresji mam przez większość życia, a okresowo się zaostrza.
Nerwicę też z pewnością mam, ale nie leczę tego, bo nie wierzę w leczenie nerwicy. Wiem, co zrobić, żeby sobie pomóc. Ale będę już z problemem żyć.

Faktycznie teraz po Twoich wypowiedziach trudno u Ciebie wyczuć jakiekolwiek pozostałości depresji. Chociażby niedawno, nie pamiętam w którym wątku, narzekałem że już jesteśmy starzy i nieatrakcyjni, a Ty fajnie to obróciłaś w żart zamiast zarazić się moim dobijającym nastawieniem wink W tamtym wątku chyba chodziło o to kiedy kobieta przestaje być atrakcyjna.

Bo wyobraź sobie, że nawet dla kobiety mogą istnieć inne przyczyny depresji niż przypuszczenie, że jest nieatrakcyjna :  D
Ciekawe, że automatycznie skojarzyły Ci się te dwa tematy.
Ups, chyba uderzyłam w stół wink

niepodobna napisał/a:

Tak trochę obok, błędnie sobie wyobrażasz depresję tylko jako skutek okoliczności (załamanie) i tylko jako dół i smutek. Depresja to przede wszystkim brak napędu, sił, bezwład, bezsens, a smutek może jej towarzyszyć, ale nie musi. Znasz określenie "uśmiechnięta depresja? No i to nie musi wynikać ze zdarzeń w życiu.

Jak ktoś żyje ponad 40 lat, to kilka miesięcy, a nawet rok może być dla niego chwilowym załamaniem. To tylko jakiś niewielki etap w naszym życiu.

Depresja to choroba, a nie załamanie.
Moje 'chwilowe załamanie' - rozumiane jako okres 'ostry' - to było na pewno więcej niż 2 lata, a większość życia mam jakąś lekką postać, do której przyzwyczaiłam się. Może dystymia czy coś...

No dobrze, przyznam że ja też mam cały czas lekką formę depresji bo muszę nadrabiać zaległości z przeszłości i cały czas zastanawiam się czy to ma jeszcze sens...

Masz raczej wątpliwości i przygnębienie, daleko temu do depresji. Zresztą to, jak ją rozumiesz, pokazuje, że nigdy nie miałeś, i oby tak dalej.

Napisałem chwilowe załamanie bo ten stan nie trwa wiecznie, kiedyś musi przejść albo zmaleć na tyle żeby odzyskać radość z życia.

Nie musi. Niektórzy cierpią całe życie.

98

Odp: Związek z chorym facetem

No dobrze,  mam pytanie do osob, które nie chciały by być z osobą cierpiącą na nerwice (nie depresja, e alkoholizm, schizofrenię itd). Dlaczego? Co by wam konkretnie przeszkadzało?

99 Ostatnio edytowany przez Peter4x (2019-09-29 13:56:30)

Odp: Związek z chorym facetem
rossanka napisał/a:
Peter4x napisał/a:

Jak spotkasz normalnego faceta któremu będzie na Tobie zależało, to moim zdaniem nawet jak się dowie że masz nerwicę to z Ciebie nie zrezygnuje. Oczywiście nie ma co się takimi rzeczami chwalić na zapas. Najlepiej najpierw wybadać czy mu na Tobie zależy smile

Udawanie na dłuższą metę szczególnie przed bliską osobą nie ma najmniejszego sensu. Uważam że w ten sposób dopiero można nabawić się poważnych zaburzeń.

Szczerze, to jakoś ostatnio nie bardzo już w to wierzę.  Nie mogę sobie nawet tego wyobrazić.

Dobrze, trochę pofantazjuję. Nie bez powodu istnieje teoria o bratniej duszy. Wierzę że każdy ma kogoś takiego na tym świecie i nawet w to że tych bratnich dusz może być więcej smile No cóż, można tylko mieć nadzieję że się taką osobę spotka przynajmniej raz w życiu. Wtedy wygląd czy nawet choroby nie będą miały znaczenia. Jeżeli ktoś ma wątpliwości czy się z kimś łączyć to na pewno nie są bratnimi duszami wink

To już jest dość duży off-topic więc przepraszam.


niepodobna napisał/a:

Bo wyobraź sobie, że nawet dla kobiety mogą istnieć inne przyczyny depresji niż przypuszczenie, że jest nieatrakcyjna :  D
Ciekawe, że automatycznie skojarzyły Ci się te dwa tematy.
Ups, chyba uderzyłam w stół wink

Oczywiście wiem o tym. To było tylko nawiązanie do tego że potrafisz dość przygnębiający fakt obrócić w żart. Ale widzę że coś jednak jest na rzeczy wink


niepodobna napisał/a:

Depresja to choroba, a nie załamanie.
Moje 'chwilowe załamanie' - rozumiane jako okres 'ostry' - to było na pewno więcej niż 2 lata, a większość życia mam jakąś lekką postać, do której przyzwyczaiłam się. Może dystymia czy coś...

Ja bym tak nie wierzył w te fachowe określenia Polskich lekarzy. Kiedy nie wiedzieli co mi jest to wymyślili tyle chorób łącznie z dystymią że pół strony bym zapełnił wink Mi się wydaje że nasz klimat z długą jesienią ma duży wpływ na to że lekkie objawy depresyjne przechodzą w stan przewlekły. Całe szczęście że ten okres ostry masz już za sobą i udało Ci się z tego wyjść.

100

Odp: Związek z chorym facetem
Peter4x napisał/a:


niepodobna napisał/a:

Bo wyobraź sobie, że nawet dla kobiety mogą istnieć inne przyczyny depresji niż przypuszczenie, że jest nieatrakcyjna :  D
Ciekawe, że automatycznie skojarzyły Ci się te dwa tematy.
Ups, chyba uderzyłam w stół wink

Oczywiście wiem o tym. To było tylko nawiązanie do tego że potrafisz dość przygnębiający fakt obrócić w żart. Ale widzę że coś jednak jest na rzeczy wink

Nie może być inaczej przecież  wink

niepodobna napisał/a:

Depresja to choroba, a nie załamanie.
Moje 'chwilowe załamanie' - rozumiane jako okres 'ostry' - to było na pewno więcej niż 2 lata, a większość życia mam jakąś lekką postać, do której przyzwyczaiłam się. Może dystymia czy coś...

Ja bym tak nie wierzył w te fachowe określenia Polskich lekarzy. Kiedy nie wiedzieli co mi jest to wymyślili tyle chorób łącznie z dystymią że pół strony bym zapełnił wink Mi się wydaje że nasz klimat z długą jesienią ma duży wpływ na to że lekkie objawy depresyjne przechodzą w stan przewlekły. Całe szczęście że ten okres ostry masz już za sobą i udało Ci się z tego wyjść.

Przypisywanie problemu klimatowi traktuję w kategoriach żartu.

O dystymii nie mówił mi żaden lekarz, po prostu moje samopoczucie dość pasuje do tego, co na jej temat czytałam.

Zdarza się przypisywanie chorób osobom zdrowym, nie przeczę. Każdy lekarz próbuje szukać problemu ze swojej 'działki'.
Pisałeś o boreliozie kiedyś, że przy okazji diagnostyki szukano u Ciebie chorób psychicznych. Ale borelioza to jest paskudztwo trudne do zdiagnozowania, nie dziwię się, że szukanie było w każdym kierunku.

101 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-09-29 14:22:02)

Odp: Związek z chorym facetem

Mnie to nawet specjalnie nie dziwi, że niektóre schorzenia czy zaburzenia psychiczne trudniej zdiagnozować niż większość somatycznych smile Co nie zmienia faktu, że te same objawy mogą świadczyć o wielu chorobach.

Co do pytania rossanki to samemu tak na czysto ciężko odpowiedzieć..Wydaje mi się że nagłe, nieprzewidywalne napady lęków czy ataki agresji, sprawiłyby, że nie mógłbym w jakikolwiek sposób kontrolować tego i być przygotowanym na nagły wybuch.

102

Odp: Związek z chorym facetem
bagienni_k napisał/a:

Mnie to nawet specjalnie nie dziwi, że niektóre schorzenia czy zaburzenia psychiczne trudniej zdiagnozować niż większość somatycznych smile Co nie zmienia faktu, że te same objawy mogą świadczyć o wielu chorobach.

Co do pytania rossanki to samemu tak na czysto ciężko odpowiedzieć..Wydaje mi się że nagłe, nieprzewidywalne napady lęków czy ataki agresji, sprawiłyby, że nie mógłbym w jakikolwiek sposób kontrolować tego i być przygotowanym na nagły wybuch.

Jakie ataki agresji?
A gdyby zdrowa psychicznie osoba miewała ataki agresji? To by było to samo?
Możesz sprecyzować zdanie o napadzie lekowym, o co chodzi z tym brakiem kontrolowania?

@Peter, ale gdzie te bratnią duszę są?  Ale też wierze, ze do każdego pasuje parę osob a bielizna tylko jedna, jedyna na świecie.

103 Ostatnio edytowany przez niepodobna (2019-09-29 14:35:29)

Odp: Związek z chorym facetem
rossanka napisał/a:

No dobrze,  mam pytanie do osob, które nie chciały by być z osobą cierpiącą na nerwice (nie depresja, e alkoholizm, schizofrenię itd). Dlaczego? Co by wam konkretnie przeszkadzało?

Napiszę Ci, jakie mogłabym widzieć zagrożenie w depresji.

Jeżeli depresja wiązałaby się z bardzo obniżoną samooceną, to miałabym obawy, jak ktoś taki postrzega mnie, bo schemat myślenia takich osób jest często taki: jestem do niczego i mam depresję - > on/ona mimo tego się mną interesuje - > musi być jeszcze gorszy/a niż ja, bo przecież inaczej by mnie odrzucił/a.
To jest coś do poobserwowania i przemyślenia.

Nie mogłabym, myślę, związać się z kimś, kogo depresja w ogóle wyłącza z  życia, mam na myśli stan ciężki i trwały, powodujący, że ktoś musi się taką osobą opiekować w codziennych sprawach, których ona nie jest w stanie 'ogarnąć' - bo zwyczajnie nie mam siły na myślenie i pracę za dwóch.

Edit: sorry, chodziło tylko o nerwicę, jakoś nieuważnie przeczytałam. Ale już zostawię.

104

Odp: Związek z chorym facetem
niepodobna napisał/a:

Przypisywanie problemu klimatowi traktuję w kategoriach żartu.

Całego problemu nie. Jednak np na mnie jesienna aura źle wpływa sad

niepodobna napisał/a:

O dystymii nie mówił mi żaden lekarz, po prostu moje samopoczucie dość pasuje do tego, co na jej temat czytałam.

Zdarza się przypisywanie chorób osobom zdrowym, nie przeczę. Każdy lekarz próbuje szukać problemu ze swojej 'działki'.
Pisałeś o boreliozie kiedyś, że przy okazji diagnostyki szukano u Ciebie chorób psychicznych. Ale borelioza to jest paskudztwo trudne do zdiagnozowania, nie dziwię się, że szukanie było w każdym kierunku.

To było prawie 20 lat temu. Wtedy jak morfologia wychodziła dobrze a pacjent źle się czuł to od razu zaczynali szukać chorób psychicznych. Teraz możliwe że jest inaczej. W każdym razie mam nadzieję że nie będę musiał już nigdy tego sprawdzać wink

rossanka napisał/a:

@Peter, ale gdzie te bratnią duszę są?  Ale też wierze, ze do każdego pasuje parę osob a bielizna tylko jedna, jedyna na świecie.

Znowu będzie off-topic ale nic nie poradzę.

Sam bym bardzo chciał wiedzieć smile Chociaż na youtubie jest pełno kilkugodzinnych filmików pomagających w medytacji i delikatnych dźwięków o określonej częstotliwości, mających na celu przyciągać bratnią duszę wink - hasło "attract soulmate". Można sobie cicho puszczać podczas snu. Czy to działa nie wiem. Może warto spróbować wink

105 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-09-29 14:58:45)

Odp: Związek z chorym facetem

Jeśli się mylę, to mnie poprawcie, ale dowiadywałem się z ciekawości o objawach różnych rodzajów nerwic. Wynika z tego, ze przy nerwicy często mogą następować  napady lękowe, prowadzące do frustracji i agresywnych napadów. Jak się okazuje, pod pojęciem "nerwica" kryje się sporo zaburzeń i ciężko tutaj dokądnei określić wszystkie objawy. Dodatkowo stres u chorej osoby, mógłby się udzielić i mnie. Jeśli osoba cierpi na jakiś rodzaj fobii, to zawsze można sobie powiedzieć, aby unikać sytuacji, w których lęki mogą się ujawnić.

W wypadku zdrowej osoby, też miałbym wątpliwości. Zresztą często, jak było już tutaj mówione, póki takie przypadki się nie ujawnią i nie zostaną zdiagnozowane( czysto z medycznego punktu widzenia),osoba pozostaje zdrową.

Peter Ogólnie na poprawę nastroju polecam medytację i relaksacyjną muzykę, jak również stały ruch i ćwiczenia fizyczne smile No i dla mnie absolutny nr 1: kontakt z przyrodą. Nie wiem, czy przez to, że pracowałem do tej pory w branży przyrodniczej, bardzo często na świeżym powietrzu, czułem się zawsze jak w skowronkach smile Pomagała w tym oczywiśćie sama ciekawość i zainteresowanie przyrodą smile

106

Odp: Związek z chorym facetem
MagdaLena1111 napisał/a:

Wydaje mi się, że dyskusja poszła tutaj bardzo w stronę rozdrapywania osobistych ran i poczucia gorszości wynikającego z przeżywanych trudności.

To normalne, że skoro pytanie jest o to, czy moglibyśmy się wiązać z osobą z problemami psychicznymi, to odpowiadając odwołujemy się do swoich wyobrażeń o chorobie, swoich doświadczeń - czy to jako partner osoby chorej, czy do własnych problemów. Bo to wszystko wpływa na odpowiedź.

A przecież chodzi o to, że ludzie są różni i są tylko ludźmi.
Ktoś po prostu może nie chcieć WCHODZIĆ W ZWIĄZEK z osobą, która przejawia zaburzenia chorobowe, bo teoretycznie łatwiej i mniej problemowo rozwija się związek i żyje w związku z osobą, która wydaje się zdrowa. Albo dana osoba może obawiać się, że na dłuższą metę nie podoła trudnościom wynikającym z choroby, więc może lepiej, że jest świadoma i nie rzuca się jak w ogień w coś, co może ją za chwilę przygnieść.

Jasne, że nikt nie musi się porywać na coś, co wydaje mu się za trudne. Każdy ma też prawo, zwyczajnie, nie chcieć osoby z jakimś problemem.

Ale parę osób próbowało tu zwrócić uwagę też na stereotypy i ich nieracjonalność, bo prawdą jest, że etykieta chorego często ma większe znaczenie w ocenach, niż faktyczna szkodliwość czy uciążliwość jego zaburzeń.
Podczas gdy zdecydowanie toksyczne zachowania osób niezdiagnozowanych jako chore, 'uchodzą' łatwiej, bo grunt, to że ktoś ma czyste papiery.
Zauważenie tego nie musi być przekonywaniem kogokolwiek do związków z chorymi.


Czasami to nawet przyjrzałabym się osobom, które mimo oznak chorobowych, zacieśniają relację, podejrzewając takie osoby o skłonności masochistyczne albo inne deficyty, które pozwalają takiej osobie skupić się na problemach partnera zamiast być może na sobie.

Pewnie tak się zdarza. Ale mam wrażenie, że trochę zbyt intensywnie szukasz w akceptacji jakichś problemów jedynie dowodu na własny deficyt, albo okazji do przepracowania czegoś w sobie.
Jak zauważyłaś, ludzie mają różny zakres tolerancji w konkretnych sprawach. To może być proste. Akceptuję nerwicę, ale np. nie akceptuję borderów, albo osób z określonymi poglądami, gdzie ktoś inny by powiedział, że jestem przewrażliwiona wink
A Ty możesz mieć odwrotnie...

A że zupełnie inaczej wygląda sytuacja, gdy zaburzenia pojawiają się W TRAKCIE ZWIĄZKU to dla mnie rozumie się samo przez siebie i zwykła ludzka przyzwoitość (jeśli nie uczucie) sugeruje, że należy zaopiekować się partnerem.

Jak w związku pojawiłaby się schizofrenia z urojeniami i agresją, to być może bym tego nie uniosła i poczucie obowiązku nie wystarczyłoby, bym została. Nie rozumuję w tym przypadku 'samo przez się', bo moje poczucie bezpieczeństwa jest jednak ważniejsze wink

107

Odp: Związek z chorym facetem
bagienni_k napisał/a:

Jeśli się mylę, to mnie poprawcie, ale dowiadywałem się z ciekawości o objawach różnych rodzajów nerwic. Wynika z tego, ze przy nerwicy często mogą następować  napady lękowe, prowadzące do frustracji i agresywnych napadów. smile

Agresywnych napadów?  Akurat nigdy nie miałam. A co, jak właśnie ktoś nie miewa agresywnych napadów?

108 Ostatnio edytowany przez bagienni_k (2019-09-29 15:37:15)

Odp: Związek z chorym facetem

Według jednego z opisów nerwicy lękowej- może mieć ona taki łańcuch objawów: lęki=> stres=> napady frustracji=>agresja. Nie jest pewne wystąpienie ich wszystkich, ale wyraźnie podkreślali, żę te symptomy sa wielce prawdopodobne.
Generalnie jestem dość opanowanym człowiekiem i ciężko mnie sprowokować. Dlatego też jakiekolwiek objawy agresji, czy to u zdrowych osób czy cierpiących na jakieś dolegliwości, stanowiłyby ciężkie wyzwanie do opanowania. Przy braku agresji zawsze bedzie więsza szansa na porozumienie smile

109 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-09-29 15:43:30)

Odp: Związek z chorym facetem
niepodobna napisał/a:

Ale parę osób próbowało tu zwrócić uwagę też na stereotypy i ich nieracjonalność, bo prawdą jest, że etykieta chorego często ma większe znaczenie w ocenach, niż faktyczna szkodliwość czy uciążliwość jego zaburzeń.
Podczas gdy zdecydowanie toksyczne zachowania osób niezdiagnozowanych jako chore, 'uchodzą' łatwiej, bo grunt, to że ktoś ma czyste papiery.

Mnie to zupełnie nie dziwi, że pojawiają się stereotypy, biorąc pod uwagę to, co sama napisałaś

niepodobna napisał/a:

To normalne, że skoro pytanie jest o to, czy moglibyśmy się wiązać z osobą z problemami psychicznymi, to odpowiadając odwołujemy się do swoich wyobrażeń o chorobie, swoich doświadczeń - czy to jako partner osoby chorej, czy do własnych problemów. Bo to wszystko wpływa na odpowiedź.



niepodobna napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:

] Czasami to nawet przyjrzałabym się osobom, które mimo oznak chorobowych, zacieśniają relację, podejrzewając takie osoby o skłonności masochistyczne albo inne deficyty, które pozwalają takiej osobie skupić się na problemach partnera zamiast być może na sobie.

Pewnie tak się zdarza. Ale mam wrażenie, że trochę zbyt intensywnie szukasz w akceptacji jakichś problemów jedynie dowodu na własny deficyt, albo okazji do przepracowania czegoś w sobie.
Jak zauważyłaś, ludzie mają różny zakres tolerancji w konkretnych sprawach. To może być proste. Akceptuję nerwicę, ale np. nie akceptuję borderów, albo osób z określonymi poglądami, gdzie ktoś inny by powiedział, że jestem przewrażliwiona wink
A Ty możesz mieć odwrotnie...

Nie wydaje mi się, że wskazywanie, że CZASAMI przydałoby się przyjrzeć intencjom osób wchodzących w związki z osobami z zaburzeniami życia psychicznego jest INTENSYWNYM poszukiwaniem czegoś tam. To Twoja luźna dywagacją, niczym zresztą nie uzasadniona. Po prostu ludzie dobierają się tak, żeby ich osobiste treści, które wnoszą do związku z sobą współgrały. Nic się nie dzieje przypadkiem ;-)


Przykład z agresją wydaje mi się skrajny. Jednak od razu przyszedł mi do głowy przykład z dalszej rodziny, gdzie guz mózgu powodował napady agresji i na szczęści nikt się wtedy nie zawinął w trosce o własne bezpieczeństwo, ale zaczęto szukać, a następnie leczyć przyczynę tychże wybuchów, czyli chorobę.

Posty [ 66 do 109 z 109 ]

Strony Poprzednia 1 2

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Związek z chorym facetem

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026