Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 39 do 76 z 95 ]

39 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-03-29 15:15:28)

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
Mordimer napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:
Mordimer napisał/a:

Madzia wszystko jest chemią wink

No to powiedz mi jakie są te inne sposoby ?
Jak na przykład ktoś kto ma niskie libido albo niską motywację do zycia ma to zmienić ?

Niby wszystko jest chemią, ale może być naturalną albo sztuczną.

Libido jest raczej cechą osobniczą trudną do zmiany, ale niska motywacja do życia to już schematy poznawcze, nad którymi można pracować.

Niekoniecznie. To od chemii w mózgu zależy nasze odczuwanie, myślenie, podejmowanie decyzji. Emocje, uczucia to tylko skutek produkcji neuroprzekaźników. Wszystko zależy od stymulantów i bodźców zewnętrznych. Jak ma się chaos w głowie to procesy poznawcze będą zaburzone.

Znałem wiele oschłych dziewczyn z niskim libido. wink To tylko kwestia dotarcia to takich osób.
Libido można łatwo obniżyć jak i podbić. Tobie chyba chodzi o temperament.

No ale ja pytałem o te inne sposoby. wink

Wszystko zależy od stymulatorów i bidźców zewnętrznych? Ależ skąd? Wszystko, co do nas dociera jest informacją.
Sęk w tym, że dla różnych "układów interpretacyjnych" pozornie ta sama informacja będzie czym innym i spowoduje inne konsekwencje. Ten sam bodziec spowoduje emocję u mnie, a u Ciebie nie musi, albo spowoduje zupełnie inna reakcję, także chemiczną w mózgu.
Ponadto to, że coś jest w ogóle bodźcem/stymulatorem/informacją decyduje przede wszystkim istnienie jakiegoś "interpretatora" a nie jej treść. Musi zostać zauważona, wyfiltrowana z otoczenia.

Wydaje mi się, że mylisz libido z rozbudzeniem seksualnym, ale nie ciągnijmy tego ;-)

Zobacz podobne tematy :

40

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
MagdaLena1111 napisał/a:
Mordimer napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:

Niby wszystko jest chemią, ale może być naturalną albo sztuczną.

Libido jest raczej cechą osobniczą trudną do zmiany, ale niska motywacja do życia to już schematy poznawcze, nad którymi można pracować.

Niekoniecznie. To od chemii w mózgu zależy nasze odczuwanie, myślenie, podejmowanie decyzji. Emocje, uczucia to tylko skutek produkcji neuroprzekaźników. Wszystko zależy od stymulantów i bodźców zewnętrznych. Jak ma się chaos w głowie to procesy poznawcze będą zaburzone.

Znałem wiele oschłych dziewczyn z niskim libido. wink To tylko kwestia dotarcia to takich osób.
Libido można łatwo obniżyć jak i podbić. Tobie chyba chodzi o temperament.

No ale ja pytałem o te inne sposoby. wink

Wszystko zależy od stymulatorów i bidźców zewnętrznych? Ależ skąd? Wszystko, co do nas dociera jest informacją.
Sęk w tym, że dla różnych "układów interpretacyjnych" pozornie ta sama informacja będzie czym innym i spowoduje inne konsekwencje. Ten sam bodziec spowoduje emocję u mnie, a u Ciebie nie musi, albo spowoduje zupełnie inna reakcję, także chemiczną w mózgu.
Ponadto to, że coś jest w ogóle bodźcem/stymulatorem/informacją decyduje przede wszystkim istnienie jakiegoś "interpretatora" a nie jej treść. Musi zostać zauważona, wyfiltrowana z otoczenia.

Wydaje mi się, że mylisz libido z rozbudzeniem seksualnym, ale nie ciągnijmy tego ;-)

Nie o to mi chodziło. Ty piszesz o informacji ogólnie a mi chodziło o wpływie stymulantów na dopaminę. Wiesz, że oglądanie porno bardziej uszkadza mózg niż ćpanie koki czy picie wódy ? Wyrzut dopaminy przy porno to ok. 250 jednostek a przy alko to 200. Przy amfetaminie jest to nawet 1000.

Ale w tej kwestii masz rację.

"Świat jest teatrem, w którym nie grają zazwyczaj jednej sztuki naraz. Tutaj człowiek przychodzi, by obejrzeć groteskę lub komedię, by pośmiać się i odpocząć, a oto nagle komedia zamienia się w tragedię lub też komedia i tragedia toczą się jednocześnie, czasem nawet z tymi samymi bohaterami występującymi na scenie."

41

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
Mordimer napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:
Mordimer napisał/a:

Niekoniecznie. To od chemii w mózgu zależy nasze odczuwanie, myślenie, podejmowanie decyzji. Emocje, uczucia to tylko skutek produkcji neuroprzekaźników. Wszystko zależy od stymulantów i bodźców zewnętrznych. Jak ma się chaos w głowie to procesy poznawcze będą zaburzone.

Znałem wiele oschłych dziewczyn z niskim libido. wink To tylko kwestia dotarcia to takich osób.
Libido można łatwo obniżyć jak i podbić. Tobie chyba chodzi o temperament.

No ale ja pytałem o te inne sposoby. wink

Wszystko zależy od stymulatorów i bidźców zewnętrznych? Ależ skąd? Wszystko, co do nas dociera jest informacją.
Sęk w tym, że dla różnych "układów interpretacyjnych" pozornie ta sama informacja będzie czym innym i spowoduje inne konsekwencje. Ten sam bodziec spowoduje emocję u mnie, a u Ciebie nie musi, albo spowoduje zupełnie inna reakcję, także chemiczną w mózgu.
Ponadto to, że coś jest w ogóle bodźcem/stymulatorem/informacją decyduje przede wszystkim istnienie jakiegoś "interpretatora" a nie jej treść. Musi zostać zauważona, wyfiltrowana z otoczenia.

Wydaje mi się, że mylisz libido z rozbudzeniem seksualnym, ale nie ciągnijmy tego ;-)

Nie o to mi chodziło. Ty piszesz o informacji ogólnie a mi chodziło o wpływie stymulantów na dopaminę. Wiesz, że oglądanie porno bardziej uszkadza mózg niż ćpanie koki czy picie wódy ? Wyrzut dopaminy przy porno to ok. 250 jednostek a przy alko to 200. Przy amfetaminie jest to nawet 1000.

Ale w tej kwestii masz rację.


Ale to nie jest wątek stricte o „grubym” uzależnieniu. Jak dla mnie wystarczyłby wgląd i zmiana.

42 Ostatnio edytowany przez gregor25 (2019-03-29 15:56:47)

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
marakujka napisał/a:
gregor25 napisał/a:

No właśnie te motyle odlatują i ja wtedy nie mogę sobie poradzić. Wiadomo, że nie zawsze będzie fascynacja każdą chwilą. Może jednak wtedy wolę spędzać czas sam? Ale z drugiej strony jeśli to by była ta właściwa osoba, to nie myślałbym chyba będąc u niej, co będę robił w domu, gdy już wrócę i cieszyłbym się każdą wspólną chwilą?


Tak, u mnie też tak było z początku. Ale później czułem wręcz taki dyskomfort będąc w jej towarzystwie. Nawet jeżeli każdy robił swoje. Generalnie kiepskie uczucie i nikomu nie polecam...

No i martwi taki ogólny brak motywacji - na początku myślę gdzie z nią iść, myślę, co kupić na urodziny/imieniny, chcę kupić jej nawet tak bez okazji kwiaty, później to wszystko siada... i nawet te prezenty z jakiejś okazji są bardziej koniecznością niż przyjemnością sad

No raczej, nie myślałbyś wówczas z takim zaangażowaniem o powrocie do domciu. smile
Tak, jak pisałam - pewnie nie możesz sobie poradzić, ponieważ wiążesz się z niewłaściwymi na dłuższą metę osobami. Tutaj ważne jest, aby dobrze dobrać się osobowościowo, by wzajemnie niepotrzebnie się sobą nie irytować.

I np. właśnie o tym dopasowaniu świadczy też to, że miło ci się z kimś spędza czas; gdy czujesz się dobrze w czymś towarzystwie nawet gdy zajmujecie się każdy sobą czy odezwiecie się do się raz na godzinę czy dwie. To jest ten pełen komfort.
No, to tak w skrócie.
Ale ja ci się nie dziwię. Lepiej być samemu, niż się męczyć z kimś na siłę. Dużo lepiej.


Tylko ja tego w sobie nie rozumiem. Bo początkowo, jest super, i radość mi sprawia to, że jesteśmy razem. Z tą pierwszą dziewczyną wyjechaliśmy na wakacje i po nich wydawało mi się, że wszystko pójdzie jeszcze lepiej. Obawiałem się wspólnego wyjazdu, a było super, nie mieliśmy żadnych problemów z decyzjami, co robimy, gdzie idziemy, co zjemy. Każdy umiał czasem ustąpić, każdy umiał czerpać jakąś radość z zobaczenia tego, co chciała druga osoba. A po powrocie jakaś stagnacja, ale jeszcze w miarę spoko i... kryzys, oczywiście mój, bo ona wtedy zaczęła się jeszcze bardziej angażować. Dlatego to wszystko dla mnie jest dziwne...
Masturbacja i porno? Hmm... W tamtym czasie nie robiłem tego tak dużo... Może to jednak była nie ta...






Mordimer napisał/a:

Jak ma zacząć uczyć się czerpać radość skoro będzie miał niedobór dopaminy ?

Gregor25 pisałem dzisiaj już kilka postów w innych tematach o uzależnieniu od porno jakie suple brać.

Gregor25 oto sposoby :

- dieta bogata w kwasy omega3, cynk, selen, magnez, witaminę d3, kompleks witamin B, witamina c
- aktywnośc fizyczna : basen, rower, siłownia.
- zaprzestanie oglądania i fapania przy porno
- rozwijanie swoich pasji, hobby
- unikanie stresów
- odpowiednia suplementacja.

Na regenerację receptorów dopaminowych najbezpieczniejsze są środki :
ALCAR, NALT, Agmatyna. Możesz takze pokusić sie o ziołowe adaptogeny : Tongkat Ali, Tribullus, Różeniec górski, Ashwagandha. Maca.

Dzięki. Zastanowię się nad tym co jem i co mogę dodać do swojej diety. Stresy to mam największe chyba wtedy, kiedy trzeba tej dziewczynie powiedzieć, że nic z tego nie będzie... I ogólnie kiedy jest czas mojego "kryzysu" a jeszcze jesteśmy razem. Pasje, hobby mniej lub bardziej staram się rozwijać. Fizycznie jestem aktywny - biegam, rower, piłka i inne sporty.
Podczas obecnego związku miałem przerwę w aktywnościach jakieś 3-4 miesiące, zima nie sprzyjała i sporadycznie ruszałem sie przebiec czy coś. Ale nie zwalajmy moich problemów na brak aktywności fizycznej.
I jeszcze pytanie, czyli według Ciebie samo "fapanie", ale nie do porno jest ok jak nie za często? Np. 2-3 razy w tygodniu.
Nie wiem czy to istotne, ale podczas pierwszego związku zdarzało mi się nawet może częsciej to zrobić (bardzo rzadko do porno), ale ochoty na seks nie traciłem i było to dla mnie zdecydowanie atrakcyjniejsze.

43

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

Gregor25 tak jest ok. Tylko po co skoro masz dziewczynę ? A wracając do tego wypalenia to faktycznie może coś tkwi w twojej psychice a nie tylko w chemii. A może jednak nie trafiłeś na odpowiednią dla ciebie ?

"Świat jest teatrem, w którym nie grają zazwyczaj jednej sztuki naraz. Tutaj człowiek przychodzi, by obejrzeć groteskę lub komedię, by pośmiać się i odpocząć, a oto nagle komedia zamienia się w tragedię lub też komedia i tragedia toczą się jednocześnie, czasem nawet z tymi samymi bohaterami występującymi na scenie."

44

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
Mordimer napisał/a:

Gregor25 tak jest ok. Tylko po co skoro masz dziewczynę ? A wracając do tego wypalenia to faktycznie może coś tkwi w twojej psychice a nie tylko w chemii. A może jednak nie trafiłeś na odpowiednią dla ciebie ?

A dlatego, że nie widzę się z nią codziennie. Zazwyczaj 3 razy w tygodniu, czasem 4, a potrzeby są. Pamiętam, że na początku przy pierwszej dziewczynie jakoś bardziej chciałem to kontrolować i już dzień przed spotkaniem tego nie robiłem. Później jakoś jak zaczynało się coś psuć, to już tak dobrze z tą kontrolą nie było. Teraz... jest różnie ale zdarzają mi się dni bez. Może faktycznie do tej pory nie było tej odpowiedniej...

Zastosuje się do Twoich porad i zobaczymy czy będą efekty. Jak nie, to powtórka z rozrywki...

45

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

Jeszcze psycholog/seksuolog. Jakby co to informuj o postępach.

Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie.
Idziesz do kobiet? Nie zapomnij bicza!

46

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

Zaraz.. Czyli żeby nie znudzić się kobietą, trzeba być non stop na nią napalonym?
Jak tylko do seksu, to po co związek?
Mi się wydaje, że Ciebie te dziewczyny nie bardzo interesują jako ludzie, a na siłę nic zbudować się nie da- bo ileż można wymyślać randek i niespodzianek?
I teraz nie wiem, czy Ty ich nie chcesz poznawać, czy wybierasz panny niepasujące.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

47

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

A co Cię łączy mentalnie z tymi kobietami? Co robicie na co dzień, ile dziennie ze sobą macie kontaktu ?

Zwykły Jan Kowalski, postać z brzegu pierwsza -
Prochu nie wymyślę, nie napiszę wiersza...

48 Ostatnio edytowany przez marakujka (2019-03-29 23:33:45)

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
gregor25 napisał/a:
marakujka napisał/a:
gregor25 napisał/a:

No właśnie te motyle odlatują i ja wtedy nie mogę sobie poradzić. Wiadomo, że nie zawsze będzie fascynacja każdą chwilą. Może jednak wtedy wolę spędzać czas sam? Ale z drugiej strony jeśli to by była ta właściwa osoba, to nie myślałbym chyba będąc u niej, co będę robił w domu, gdy już wrócę i cieszyłbym się każdą wspólną chwilą?


Tak, u mnie też tak było z początku. Ale później czułem wręcz taki dyskomfort będąc w jej towarzystwie. Nawet jeżeli każdy robił swoje. Generalnie kiepskie uczucie i nikomu nie polecam...

No i martwi taki ogólny brak motywacji - na początku myślę gdzie z nią iść, myślę, co kupić na urodziny/imieniny, chcę kupić jej nawet tak bez okazji kwiaty, później to wszystko siada... i nawet te prezenty z jakiejś okazji są bardziej koniecznością niż przyjemnością sad

No raczej, nie myślałbyś wówczas z takim zaangażowaniem o powrocie do domciu. smile
Tak, jak pisałam - pewnie nie możesz sobie poradzić, ponieważ wiążesz się z niewłaściwymi na dłuższą metę osobami. Tutaj ważne jest, aby dobrze dobrać się osobowościowo, by wzajemnie niepotrzebnie się sobą nie irytować.

I np. właśnie o tym dopasowaniu świadczy też to, że miło ci się z kimś spędza czas; gdy czujesz się dobrze w czymś towarzystwie nawet gdy zajmujecie się każdy sobą czy odezwiecie się do się raz na godzinę czy dwie. To jest ten pełen komfort.
No, to tak w skrócie.
Ale ja ci się nie dziwię. Lepiej być samemu, niż się męczyć z kimś na siłę. Dużo lepiej.


Tylko ja tego w sobie nie rozumiem. Bo początkowo, jest super, i radość mi sprawia to, że jesteśmy razem. Z tą pierwszą dziewczyną wyjechaliśmy na wakacje i po nich wydawało mi się, że wszystko pójdzie jeszcze lepiej. Obawiałem się wspólnego wyjazdu, a było super, nie mieliśmy żadnych problemów z decyzjami, co robimy, gdzie idziemy, co zjemy. Każdy umiał czasem ustąpić, każdy umiał czerpać jakąś radość z zobaczenia tego, co chciała druga osoba. A po powrocie jakaś stagnacja, ale jeszcze w miarę spoko i... kryzys, oczywiście mój, bo ona wtedy zaczęła się jeszcze bardziej angażować. Dlatego to wszystko dla mnie jest dziwne...
Masturbacja i porno? Hmm... W tamtym czasie nie robiłem tego tak dużo... Może to jednak była nie ta...

Wg mnie w ogóle to nie jest dziwne, i trzymam się dalej swojego zdania. smile Wiem, to brzmi jak takie wyświechtane, beznamiętne i drętwe frazesy w stylu "nie spotkałeś właściwej osoby", ale pewnie w twoim przypadku są one prawdziwe.

No tak, początkowo jest żar. Ale on ginie i pozostaje czysta proza i te inne rajcujące cechy partnerki, dzięki którym chcesz z nią dalej być, a jej towarzystwo nie męczy.
Czy w ogóle podejmowałeś się przemyślenia tych sytuacji, skoro jednak one cię niepokoją, analizy zachowań i emocji ludzkich?
Nie masz dobrego, udanego przykładu dot. ciebie samego więc możesz przyjrzeć się jakiejś znajomej szczęśliwej parze.  Może to twoi rodzice, może dziadkowie, może rodzeństwo czy przyjaciele.
Tak pomyśl na spokojnie - zauroczenia mija i co dalej, co trzyma tych ludzi dalej razem? Nawet tacy rodziny zakładają, plany dożywotnie robią - czyli chcą być ze sobą.

Nie czytałam dokładnie wątku, ale widziałam gdzieś, że ktoś już ci jakieś lęki przed bliskością wcisnął, a ktoś inny pisze coś o zniszczonym układzie nagrody czy tam depresyjnych nastrojach, czy co to tam było. A wg mnie nic ci nie dolega, bo gdybyś miał takie lęki, to kończyłbyś związki po tygodniu, a nie po paru miesiącach, a z twoim układem nagrody czy poczuciem satysfakcji i zadowolenia jest pewnie wszystko ok, bo chyba ten układ cieszy się na myśl, że zakończysz spotkanie i pójdziesz wreszcie  do domciu.  wink A poza tym kogo cieszyłoby na dłuższą towarzystwo człowieka nie do końca dopasowanego - przeż to męczące. A skoro cię ktoś drażni - to pewnie jednak nie jest tak do końca dopasowany.


Chyba że... A może to to, tylko za długo już się dusicie w swoim sosie. Gdybyś spróbował zrobić parę tygodni przerwy od niej? Tak dla zaczerpnięcia świeżego powietrza? O, i wtedy oceń, po tym czasie - czy się tak szczerze cieszysz że już jesteś przy niej czy nadal będziesz podirytowany. smile
Dobra, tyle, kończę. Powodzenia.

49

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

Żar nie mija po kilku miesiącach. To jest młody facet poza tym, a taki albo się przywiązuje, albo zalicza panienki. Tu jest na 100% jakaś dysfunkcja i kojarzy mi się to z jedną osobą, która robi podobnie. I jest właśnie z rodziny dysfunkcyjnej, gdzie ojciec też nie potrafi zbudować trwałej relacji.

Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie.
Idziesz do kobiet? Nie zapomnij bicza!

50

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
Burzowy napisał/a:

Żar nie mija po kilku miesiącach. To jest młody facet poza tym, a taki albo się przywiązuje, albo zalicza panienki. Tu jest na 100% jakaś dysfunkcja i kojarzy mi się to z jedną osobą, która robi podobnie. I jest właśnie z rodziny dysfunkcyjnej, gdzie ojciec też nie potrafi zbudować trwałej relacji.


Nie?
Jednemu czy jednej mija po kilku tygodniach, a innemu po dwóch latach - naprawdę różnie może być.

51

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

No to są dysfunkcje. Facet wybiera sobie kobiety, czyli bierze takie jakie mu pasują. I zaraz mu się zmienia. Tak nie działa zdrowy człek. I jego samego to martwi. Ja tu widzę poważne problemy.

Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie.
Idziesz do kobiet? Nie zapomnij bicza!

52 Ostatnio edytowany przez marakujka (2019-03-30 00:10:19)

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
Burzowy napisał/a:

No to są dysfunkcje. Facet wybiera sobie kobiety, czyli bierze takie jakie mu pasują. I zaraz mu się zmienia. Tak nie działa zdrowy człek. I jego samego to martwi. Ja tu widzę poważne problemy.

Ta, Burzowy, bez urazy, ale już zauważyłam, że Ty wszędzie widzisz same problemy. Przynajmniej w sprawach damsko-męskich. wink
Ale zobacz Burzowy - autor przynajmniej nie ma tego problemu, czy w ogóle podejść do dziewczyny. To zawsze coś.

A jakie ma brać? Te, które mu nie pasują?
Z tym, że to pasowanie, to wiesz - ktoś się chwilowo zafascynuje, a potem przemija. Przecież jak zaczynasz czuć do kogoś miętę, to często jeszcze go nie znasz bardzo. Są tylko jakieś wyobrażenia, które weryfikują się dopiero z biegiem czasu.
A i tak może być, że jakieś wady są od razy dostrzeżone, ale na dany moment bagatelizowane, bo  trza sobie uprzyjemnić życie motylkami, przynajmniej na chwilę... a co potem, co z tymi wadami, to się kiedyś tam na spokojnie zobaczy.
Ja się nie będę w tym doszukiwać żadnych dysfunkcji. W dodatku facet jest młody bo bodaj ma 25 lat dopiero.

Może autor ma wysoce rozwinięty instynkt samozachowawczy i szybciej dostrzega jakieś niepasujące mu rzeczy.

53

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

No... bo ludzie piszą tutaj o swoich problemach właśnie, to jak mam ich nie widzieć. Pisz co chcesz, związki nie sypią się po paru miesiącach. Autor sam WIDZI problem. Czyli CHCE raczej się ustatkować. A tu 1, 2, 3 mu nie pasuje. Sorry, jako facet mówię, że tak facet nie działa. Wielu rzeczy by trzeba było się dowiedzieć od autora, wypytać o dom/rodzinę. To o czym piszesz marakujka może mieć sens, ale po 2-3 latach raczej. Poza tym jak faceci nie są typowymi babiarzami, to bardzo rzadko w krótkim czasie rezygnują ze swoich kobiet, BARDZO rzadko.

Ten, który z demonami walczy, winien uważać, by samemu nie stać się jednym z nich. Kiedy spoglądasz w otchłań ona również patrzy na ciebie.
Idziesz do kobiet? Nie zapomnij bicza!

54

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
Burzowy napisał/a:

No... bo ludzie piszą tutaj o swoich problemach właśnie, to jak mam ich nie widzieć. Pisz co chcesz, związki nie sypią się po paru miesiącach. Autor sam WIDZI problem. Czyli CHCE raczej się ustatkować. A tu 1, 2, 3 mu nie pasuje. Sorry, jako facet mówię, że tak facet nie działa. Wielu rzeczy by trzeba było się dowiedzieć od autora, wypytać o dom/rodzinę. To o czym piszesz marakujka może mieć sens, ale po 2-3 latach raczej. Poza tym jak faceci nie są typowymi babiarzami, to bardzo rzadko w krótkim czasie rezygnują ze swoich kobiet, BARDZO rzadko.


Autor widzi, że go dziewczyna zaczyna drażnić. To na pewno. Autor raczej zastanawia się, czy w ogóle ma jakiś problem.
Owszem, mogą się sypać nawet po paru tygodniach.
Ok, skoro chce się na siłę ustatkować, niech się statkuje. Tylko będzie chodził rozdrażniony, bo baba nie dość, że ciągle śpi i jakaś taka wiecznie zmęczona, to w dodatku irytuje go takimi różnymi tam.

Mało jest takich (kobiet i mężczyzn), którym 1,2,3 nie pasuje i dopiero piąta już zapasuje?
On nie zrezygnował z kobiety, on się dopiero zastanawia czy nie zrezygnować. A może nie zrezygnował tylko dlatego, że lubi mieć towarzystwo do "imprezek"?

Naprawdę to wszystko takie dziwne?
Dybranoc.

55 Ostatnio edytowany przez gregor25 (2019-03-30 11:48:08)

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

Trochę się spróbuję odnieść do tego wszystkiego, co tu pisaliście, za te wszystkie porady bardzo dziękuję, myślę, że każdy ma po trochu racji. Ale najpierw powiem o jeszcze jednej rzeczy. Może w sumie porównywanie tych rzeczy jest nie na miejscu, ale z pracą miałem trochę podobnie. Ogólnie dość często zmieniałem pracę i też np. wszystko super, podobało mi się a potem zaczęło mi coś tam przeszkadzać. Znajomi mówili "nie masz źle, spróbuj, przecież możesz się przestawić na inne zadania". A mi to tak ciążyło, że nie byłem w stanie tam zostać. Właściwie teraz dopiero gdzieś w czwartej poważnej pracy w której jestem jest naprawdę dobrze i wszystko mi pasuje. Z pracą jest łatwiej - daje wypowiedzenie i właściwie wtedy już czuję ulgę, a ostatniego dnia po jestem już wolnym szczęśliwym człowiekiem.

Po rozstaniu z dziewczynami zawsze towarzyszyły mi wyrzuty sumienia, że ona na mnie liczyła, a ja ją zawiodłem. Moja pierwsza dziewczyna nawet mówiła, że ona ma zupełnie inaczej - że im dłużej coś trwa tym trudniej jest to zakończyć, a ja właściwie nagle ni skąd ni z owąd odszedłem.
Między spotkaniami teraz i kiedyś mamy kontakt praktycznie cały czas. Rozmawiamy, piszemy, kiedy mamy chwilę i chęć.
Ktoś tu pisał o wypaleniu po 2-3 latach, no ja nie powiem trochę też i o tym czytałem i z tego co wiem to zdarza się, że i po kilku miesiącach zauroczenie mija i wtedy jest albo koniec albo miłość, to oczywiście tak w skrócie.

Generalnie zawsze mi na tych dziewczynach zależy. Na obecnej również. Chciałbym dla niej jak najlepiej. Ja po prostu bardzo chciałbym z nią stworzyć coś trwałego na dłużej. Mimo że czuje w głowie jakiś zgrzyt, nie czuję tego co wcześniej, to staram się z nią rozmawiać normalnie, wykazywać zainteresowanie jej problemami. Nie uciekam od tego gdy chce się przytulić pocałować. Może to z powodu zwykłych ciągot fizycznych, natomiast sam się zastanawiam, czy osoba w której wszystko się już wypaliło w ogóle miała chęć z tą drugą na takie zbliżenia? I tak szczerze, to trochę się może i męczę, ale naprawdę liczę, że coś się zmieni, bo nie chciałbym znowu kończyć tego, bo mam świadomość, że z tą dziewczyną mógłbym mieć dobre, stabilne życie - takie jakie chciałem mieć, o jakim marzyłem.

A może ja po prostu źle interpretuje ten moment? Może nie dojrzałem do poważnego związku? I kiedy było fajnie, kiedy czułem radość, to się świetnie bawiłem. Ale się znudziło, więc odstawiam "zabawkę" na półkę. A może wtedy powinienem właśnie zacząć ten związek pielęgnować, rozwijać w inny sposób? Tylko jak to robić jak się czuję taką niechęć? Z drugiej strony jeśli to ta jedyna to nie powinna chyba się znudzić? A może ja nie umiem kochać? A może nie wiem, że to takie uczucie? Ale chyba też w takim stanie nie powinienem się nad tym zastanawiać?

56

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

gregor25, związek ma dodawać skrzydeł, być bezpieczną ostoją, do której chce się wracać i wraca się z czystą przyjemnością. Związek z założenia ma być synergią, wartością dodaną, czyli w związku czujesz się ogólnie bardziej szczęśliwy, niż bez związku. Pytanie teraz takie: czujesz się szczęśliwy czy nie; chcesz z nią spędzać czas, czy nie? Miło jest tam tobie z nią (ale TOBIE,a  nie jej), czy nie? Czy milej jest ci samemu?

To są proste rzeczy. Tak, jak pisałam - trafiając na właściwą osobę nie ma się takich myśli, jakie sam masz. Oczywiście nawet w najlepszych związkach kryzysiki mniejsze czy większe zdarzają się, to normalne, a jakieś drobne cechy mogą denerwować, dopóki się nie "przegryziecie" czy nie przyzwyczaicie się do nich. Jednak to wszystko nadal stanowi tylko drobnicę, która nie zaciemnia całości, a nie jakiś fundament do zastanawiania się o "być czy nie być".

Musisz o tym sobie pomyśleć, bo żeby nie było tak, że ty się zdeklarujesz, ona też się zdeklaruje bo zakochana, po czym będziesz coraz bardziej sfrustrowany i zmęczony. A ona będzie tracić tylko swój czas z niewłaściwą osobą.
Musisz też pomyśleć też nad swoimi intencjami, które tobą kierują przy chęci ustabilizowania się. Bo tylko robienie partnerce dobrze, aby ona była zadowolona, lub robienie tylko sobie dobrze (bo chcę się teraz zaraz ustabilizować, bo tak!) - nikomu na dobre nie wyjdzie w dłuższej perspektywie. To cżłowiek ze swoimi cechami, które powodują u ciebie to, zę się po prostu dobzre przy nim czujesz ma być motorem do tworzenia związku, a nie jakieś tam techniczne bardziej sprawy na jakich - mam wrażenie - ty się skupiasz.

Dużo osób jest w iluś związkach, zanim trafi na kogoś właściwego... obecnie statystycznie to manie ok 3-4 partnerów przed tym właściwym.

57 Ostatnio edytowany przez SamotnaWilczycaa (2019-04-01 01:39:29)

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
gregor25 napisał/a:

Witajcie,

Chciałbym się podzielić z Wami problemem, jaki mam w związkach z kobietami...

Do tej pory w swoim życiu miałem 3 poważne związki. Pierwszy zakończyłem po około 10 miesiącach. Na początku było super - spotkania, coraz większe pieszczoty, nocowania, wyjazdy. Dziewczyna była świetna zarówno w łóżku, jak i w życiu, wydawało mi się wręcz, że to ta jedyna. Ale tak po 8 miesiącach zacząłem czuć się dziwnie. Jakby jak weszliśmy na wysoki poziom znajomości i zamiast się z tego cieszyć, to mi zaczęło coś przeszkadzać. Spotkania zaczęły mi ciążyć, miałem wrażenie że jakby to wszystko się wypaliło i czas spędzany razem nie sprawiał mi juz takiej radości.

Kolejny związek zakończyłem jeszcze szybciej bo po pół roku. Mając doświadczenia z poprzedniego związku uważałem już z deklaracjami i obietnicami, ale jednak wszystko szło bardzo dobrze. Znów dziewczyna się mocno zaangażowała a mi się w końcu znudziła... Praktycznie taka sama sytuacja.

Potem odczekałem trochę i wszedłem w kolejny związek. Jesteśmy razem już ponad 7 miesięcy, ale mam wrażenie, że znowu zaczyna się to samo... Kurczę, zawsze chciałem mieć jakąś stabilizację, założyć rodzinę. A tu średnio trochę ponad pół roku i mi się dziewczyna nudzi. Na początku tłumaczyłem sobie, że to po prostu nie ta dziewczyna, ale jeśli wszystko w niej jest super, a po raz kolejny mam tą samą sytuację, to zaczynam się zastanawiać czy wszystko ze mną jest OK?

Może ktoś Ci nagadał głupot o związkach/kobietach- że nie warto, że  tylko problemy itp ,
i Ty im dalej, boisz się bardziej? Stąd negatywne nastawienie, rezygnacja?
Wolisz zrezygnować, niż wejść głębiej, z obawy przed nieznanym?

Nie znam Cie prywatnie, więc moge tylko gdybać jaki jesteś...
-Może nie potrafisz kochac, bo sam siebie nie kochasz? nie wiem... Ty znasz siebie lepiej.

"Seksapil to sprawa wnętrza kobiety. Gdyby chodziło o urodę, to wszystkie ładne kobiety byłyby seksowne,
a nie są"
"Wiem więcej niż powiem,
myślę więcej niż mówię, obserwuję więcej niż sądzisz"

58 Ostatnio edytowany przez gregor25 (2019-04-01 09:46:08)

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

Po ostatnich dniach mam też taką obserwację, że się za bardzo spinam. Po prostu chciałem, żeby było wszystko idealnie, różne super randki wymyślałem, żeby wszystko dla niej było super, a tak się zawsze nie da. I tak mi się wydaje, że przez te pierwsze pół roku taki jestem i jestem nakręcony na dziewczynę, podoba mi się i jej, czuję się świetnie że ją mam ale jestem jakoś chyba zmęczony psychicznie... i w końcu organizm nie wytrzymuje przez czuje totalne wypalenie.

Ostatnie dni trochę wyluzowałem... Po tych kilku postach tutaj jakby ciśnienie ze mnie zeszło i to pomogło. Może nie jest jeszcze idealnie ale czuję, że coś się w mojej głowie zmienia i zaczynam się znowu cieszyć związkiem, ale tak już jakoś inaczej.
Najciekawsze jest to, że na moją obecną dziewczynę patrzę przyszłościowo, widzę, że można by zbudować z nią coś trwałego i na ten moment zupełnie nie kręcą mnie inne, nie wyobrażam sobie życia z inną. A mimo to pojawiała się niechęć do spotkań, choć w ten weekend trochę mniej...

59

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

Ja tu widzę lęk przed bliskością, przed zaangażowaniem. Gdy emocje opadają, motylki w brzuchu ustają pojawia się zwykła codzienność i proza życia usnuta problemami, klotniami itd. Niestety to całkiem normalne i każdy przez to przechodzi wcześniej lub później. Jeśli w tym czasie nie pojawia się przyjaźń, bliskość, zaangażowanie to związek się nie utrzyma. Miałam to samo W drugą stronę... Przestawało mi tak jakby zależeć, ale potem tęskniłam. Mam wrażenie że masz Jak mój facet... uciekasz przed zaangażowaniem bo ktoś mógłby to wykorzystać. Łatwiej więc jest zmienić dziewczynę jak rekawiczke niż się zmierzyć z problemami życia codziennego. Nie dojrzałeś do tego po prostu...

60

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
gregor25 napisał/a:

Witajcie,

Chciałbym się podzielić z Wami problemem, jaki mam w związkach z kobietami...

Do tej pory w swoim życiu miałem 3 poważne związki. Pierwszy zakończyłem po około 10 miesiącach. Na początku było super - spotkania, coraz większe pieszczoty, nocowania, wyjazdy. Dziewczyna była świetna zarówno w łóżku, jak i w życiu, wydawało mi się wręcz, że to ta jedyna. Ale tak po 8 miesiącach zacząłem czuć się dziwnie. Jakby jak weszliśmy na wysoki poziom znajomości i zamiast się z tego cieszyć, to mi zaczęło coś przeszkadzać. Spotkania zaczęły mi ciążyć, miałem wrażenie że jakby to wszystko się wypaliło i czas spędzany razem nie sprawiał mi juz takiej radości.

Kolejny związek zakończyłem jeszcze szybciej bo po pół roku. Mając doświadczenia z poprzedniego związku uważałem już z deklaracjami i obietnicami, ale jednak wszystko szło bardzo dobrze. Znów dziewczyna się mocno zaangażowała a mi się w końcu znudziła... Praktycznie taka sama sytuacja.

Potem odczekałem trochę i wszedłem w kolejny związek. Jesteśmy razem już ponad 7 miesięcy, ale mam wrażenie, że znowu zaczyna się to samo... Kurczę, zawsze chciałem mieć jakąś stabilizację, założyć rodzinę. A tu średnio trochę ponad pół roku i mi się dziewczyna nudzi. Na początku tłumaczyłem sobie, że to po prostu nie ta dziewczyna, ale jeśli wszystko w niej jest super, a po raz kolejny mam tą samą sytuację, to zaczynam się zastanawiać czy wszystko ze mną jest OK?

Dam Ci dobrą i darmową poradę smile. Nie ma obowiązku bycia w związku. Ba, Twoje życie wcale nie musi być przez to gorsze czy mniej atrakcyjne. Zatem najzwyczajniej na świecie nie zawracaj dupy innym osobom (tracisz ich czas i w dłuższej perspektywie swój) i zajmij się po prostu sobą. Wierz mi, założenie rodziny, to nie jest żadna misja tylko wolny wybór.

61

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
Oen_242 napisał/a:
gregor25 napisał/a:

Witajcie,

Chciałbym się podzielić z Wami problemem, jaki mam w związkach z kobietami...

Do tej pory w swoim życiu miałem 3 poważne związki. Pierwszy zakończyłem po około 10 miesiącach. Na początku było super - spotkania, coraz większe pieszczoty, nocowania, wyjazdy. Dziewczyna była świetna zarówno w łóżku, jak i w życiu, wydawało mi się wręcz, że to ta jedyna. Ale tak po 8 miesiącach zacząłem czuć się dziwnie. Jakby jak weszliśmy na wysoki poziom znajomości i zamiast się z tego cieszyć, to mi zaczęło coś przeszkadzać. Spotkania zaczęły mi ciążyć, miałem wrażenie że jakby to wszystko się wypaliło i czas spędzany razem nie sprawiał mi juz takiej radości.

Kolejny związek zakończyłem jeszcze szybciej bo po pół roku. Mając doświadczenia z poprzedniego związku uważałem już z deklaracjami i obietnicami, ale jednak wszystko szło bardzo dobrze. Znów dziewczyna się mocno zaangażowała a mi się w końcu znudziła... Praktycznie taka sama sytuacja.

Potem odczekałem trochę i wszedłem w kolejny związek. Jesteśmy razem już ponad 7 miesięcy, ale mam wrażenie, że znowu zaczyna się to samo... Kurczę, zawsze chciałem mieć jakąś stabilizację, założyć rodzinę. A tu średnio trochę ponad pół roku i mi się dziewczyna nudzi. Na początku tłumaczyłem sobie, że to po prostu nie ta dziewczyna, ale jeśli wszystko w niej jest super, a po raz kolejny mam tą samą sytuację, to zaczynam się zastanawiać czy wszystko ze mną jest OK?

Dam Ci dobrą i darmową poradę smile. Nie ma obowiązku bycia w związku. Ba, Twoje życie wcale nie musi być przez to gorsze czy mniej atrakcyjne. Zatem najzwyczajniej na świecie nie zawracaj dupy innym osobom (tracisz ich czas i w dłuższej perspektywie swój) i zajmij się po prostu sobą. Wierz mi, założenie rodziny, to nie jest żadna misja tylko wolny wybór.


Masz rację. Tylko, że ja bym chciał... I po prostu póki co mi nie wychodzi, ale bardzo chciałbym w końcu mieć kogoś z kim mógłbym zamieszkać i spędzić całe życie.

62 Ostatnio edytowany przez teeom (2019-04-01 10:44:17)

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

gregor25 dodaj do siebie te dwie rzeczy:


gregor25 napisał/a:

...z ojcem może mam gorszy kontakt jak z matką, bo ojciec jest dość chłodnym człowiekiem...

+

gregor25 napisał/a:

...jak weszliśmy na wysoki poziom znajomości i zamiast się z tego cieszyć, to mi zaczęło coś przeszkadzać...

Przede wszystkim gorszy kontakt z jednym z rodziców to nie pomijalna kwestia. Jak wygląda relacja Waszych rodziców? Jakim mężem jest Twój ojciec dla Twojej mamy?

Z tego co opisujesz to wygląda jakbyś tkwił w związku do momentu aż przeminie Ci uczucie zakochania. W każdej relacji po 3-9 miesiącach motylki opadają i następuje zetknięcie z rzeczywistością. Związek to nie jest ciągły hype. To świadomy wybór, że chcemy dzielić codzienność z tą drugą osobą. Przeczytaj pierwszy lepszy artykuł, albo obejrzyj video nt. czym jest zauroczenie, czym zakochanie a czym miłość. Może znajdziesz odpowiedź na swoje pytanie.

Być może jest to związane z osobą Twojego ojca. Gdy związek dochodzi do momentu, w którym przemijają silne emocje zakochania i trzeba zbudować więź opartą na głębokim uczuciu to być może wychodzi Twój chłód emocjonalny, który masz po ojcu. Możesz nawet nie znać i nie rozumieć tych uczuć dlatego wydaje Ci się, że po tym pewnym okresie czasu zostaje pustka. Odczuwasz jednak pewien dyskomfort a to mogą być te emocje zakopane gdzieś głęboko, które powodują dyskomfort ponieważ nie wiesz czym one są, nie rozumiesz ich i nie wiesz jak się z nimi obchodzić.

63 Ostatnio edytowany przez madoja (2019-04-01 11:20:59)

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

A ja bym się aż tak strasznie tym nie zamartwiała.
Miałam to samo.
Każdy facet nudził mi się po paru miesiącach. Wszystkim dookoła udawało się budować trwałe związki, a dla mnie to było jakieś nieosiągalne.
Aż z jednym po prostu "pykło" i jesteśmy razem 10 lat.

Może jesteś typem faceta który potrzebuje wyzwań. Kobiety która wciąż będzie Cię fascynować, zaskakiwać. Może te 3 kobiety były nudne po prostu. Przewidywalne. Banalne. Typowe.

A może te kobiety zbyt Cię osaczały a jesteś typem samotnika/introwertyka i bardziej potrzebujesz swojej prywatni? Stąd niechęć do częstych spotkań.

Bez przesady, że autor się bawi dziewczynami, bo się nie bawi. Związki są i związki się kończą. Nikt nie ma obowiązku wchodzić w małżeństwo z pierwszą osobą którą tylko pozna. Niech facet szuka, poznaje i niech dobrze wybierze właściwą osobę.

64 Ostatnio edytowany przez gregor25 (2019-04-01 12:32:22)

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
teeom napisał/a:

gregor25 dodaj do siebie te dwie rzeczy:


gregor25 napisał/a:

...z ojcem może mam gorszy kontakt jak z matką, bo ojciec jest dość chłodnym człowiekiem...

+

gregor25 napisał/a:

...jak weszliśmy na wysoki poziom znajomości i zamiast się z tego cieszyć, to mi zaczęło coś przeszkadzać...

Przede wszystkim gorszy kontakt z jednym z rodziców to nie pomijalna kwestia. Jak wygląda relacja Waszych rodziców? Jakim mężem jest Twój ojciec dla Twojej mamy?

Z tego co opisujesz to wygląda jakbyś tkwił w związku do momentu aż przeminie Ci uczucie zakochania. W każdej relacji po 3-9 miesiącach motylki opadają i następuje zetknięcie z rzeczywistością. Związek to nie jest ciągły hype. To świadomy wybór, że chcemy dzielić codzienność z tą drugą osobą. Przeczytaj pierwszy lepszy artykuł, albo obejrzyj video nt. czym jest zauroczenie, czym zakochanie a czym miłość. Może znajdziesz odpowiedź na swoje pytanie.

Być może jest to związane z osobą Twojego ojca. Gdy związek dochodzi do momentu, w którym przemijają silne emocje zakochania i trzeba zbudować więź opartą na głębokim uczuciu to być może wychodzi Twój chłód emocjonalny, który masz po ojcu. Możesz nawet nie znać i nie rozumieć tych uczuć dlatego wydaje Ci się, że po tym pewnym okresie czasu zostaje pustka. Odczuwasz jednak pewien dyskomfort a to mogą być te emocje zakopane gdzieś głęboko, które powodują dyskomfort ponieważ nie wiesz czym one są, nie rozumiesz ich i nie wiesz jak się z nimi obchodzić.

Ojciec jest dość chłodnym człowiekiem, nie powiem. W stosunku do mamy bywał no trochę niemiły, jakieś głupie docinki, raczej mało jej mówił o uczuciach, przynajmniej przy mnie. Ale pokłócili się, mijało i było znowu dobrze. Ja miałem zawsze świadomość, że to nie jest dobre, co on robi. I nie lubiłem tego stanu, kiedy byli pokłóceni, próbowałem nawet trochę ich godzić.

A jak taki dyskomfort zwalczyć, mimo wszystko jestem inny niż mój ojciec, mam inne podejście do życia. Jak wydobyć te pozytywne emocje?



madoja napisał/a:

A ja bym się aż tak strasznie tym nie zamartwiała.
Miałam to samo.
Każdy facet nudził mi się po paru miesiącach. Wszystkim dookoła udawało się budować trwałe związki, a dla mnie to było jakieś nieosiągalne.
Aż z jednym po prostu "pykło" i jesteśmy razem 10 lat.

Może jesteś typem faceta który potrzebuje wyzwań. Kobiety która wciąż będzie Cię fascynować, zaskakiwać. Może te 3 kobiety były nudne po prostu. Przewidywalne. Banalne. Typowe.

A może te kobiety zbyt Cię osaczały a jesteś typem samotnika/introwertyka i bardziej potrzebujesz swojej prywatni? Stąd niechęć do częstych spotkań.

Bez przesady, że autor się bawi dziewczynami, bo się nie bawi. Związki są i związki się kończą. Nikt nie ma obowiązku wchodzić w małżeństwo z pierwszą osobą którą tylko pozna. Niech facet szuka, poznaje i niech dobrze wybierze właściwą osobę.

Nie bawię się, zawsze mam duże wyrzuty sumienia, kiedy muszę powiedzieć, że to nie to, że już nie dam rady.
I wewnątrz siebie czuję, że bardzo chcę z tą obecną iść dalej razem przez życie. Ale jakoś to wszystko nie trybi i czuję ten właśnie wspominany dyskomfort, chociaż jak mówiłem, w ostatnie trochę mniejszy, może uświadamiam sobie, że motylków już nie będzie i teraz czas na dojrzały związek, świadomie przez życie?

65

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
madoja napisał/a:

Każdy facet nudził mi się po paru miesiącach. Wszystkim dookoła udawało się budować trwałe związki, a dla mnie to było jakieś nieosiągalne.
Aż z jednym po prostu "pykło" i jesteśmy razem 10 lat.

Coś pykło? Myślę, że dobrze jest znać siebie i swoje potrzeby niż miotać się w życiu i czekać, aż coś może szczęśliwie pyknie.

Czy jak się relacja popsuje to też, nie będziesz wiedziała dlaczego tylko uznasz, że po prostu coś nie pykło i bezrefleksyjnie będziesz czekała na kolejną?

66

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
madoja napisał/a:

A ja bym się aż tak strasznie tym nie zamartwiała.
Miałam to samo.
Każdy facet nudził mi się po paru miesiącach. Wszystkim dookoła udawało się budować trwałe związki, a dla mnie to było jakieś nieosiągalne.
Aż z jednym po prostu "pykło" i jesteśmy razem 10 lat.

Może jesteś typem faceta który potrzebuje wyzwań. Kobiety która wciąż będzie Cię fascynować, zaskakiwać. Może te 3 kobiety były nudne po prostu. Przewidywalne. Banalne. Typowe.

A może te kobiety zbyt Cię osaczały a jesteś typem samotnika/introwertyka i bardziej potrzebujesz swojej prywatni? Stąd niechęć do częstych spotkań.

Bez przesady, że autor się bawi dziewczynami, bo się nie bawi. Związki są i związki się kończą. Nikt nie ma obowiązku wchodzić w małżeństwo z pierwszą osobą którą tylko pozna. Niech facet szuka, poznaje i niech dobrze wybierze właściwą osobę.

Ale wiedziałaś, co Ci w tamtych nie pasowało  czy kompletny brak refleksji? Bo u autora nie widać personalizacji tych związków- tak jakby- dziewczyna to dziewczyna i już.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

67

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
gregor25 napisał/a:

Ojciec jest dość chłodnym człowiekiem, nie powiem. W stosunku do mamy bywał no trochę niemiły, jakieś głupie docinki, raczej mało jej mówił o uczuciach, przynajmniej przy mnie. Ale pokłócili się, mijało i było znowu dobrze. Ja miałem zawsze świadomość, że to nie jest dobre, co on robi. I nie lubiłem tego stanu, kiedy byli pokłóceni, próbowałem nawet trochę ich godzić.

A jak taki dyskomfort zwalczyć, mimo wszystko jestem inny niż mój ojciec, mam inne podejście do życia. Jak wydobyć te pozytywne emocje?

Na początek musisz sobie uświadomić i przyjąć, że Twój ojciec jako najważniejszy mężczyzna w Twoim życiu wykształtował w Tobie takie a nie inne wzorce okazywania uczuć. Euforia, kwiaty i wspólne spędzanie czasu to są rzeczy bardzo powierzchowne. Twój ojciec pewnie w podobny sposób uwodził mamę na początku znajomości. Możesz się też zastanowić nad tym, jacy byli jego rodzice (Twoi dziadkowie) jeśli ich znałeś. Takie rzeczy przechodzą z rodziców na potomstwo.

Jestem w podobnej sytuacji do Twojej. Sytuację z ojcem można by rzecz mam bliźniaczą aczkolwiek pewnie różni się ona wieloma szczegółami. Dopiero jakiś czas temu uświadomiłem sobie z pomocą specjalisty jak silnie oddziałuje to na moje życie. Znajdę jutro czas i napiszę Ci trochę więcej o tym w wiadomości prywatnej.

Na ten moment mogę udzielić Ci krótkiej porady. Jeśli dziewczyna, z którą jesteś podoba Ci się, wyznaje podobne wartości i przede wszystkim macie podobne długoterminowe cele dotyczące kariery, zakładania rodziny i tego kiedy powinny się one wydarzyć to powinieneś dać szansę tej relacji. Przede wszystkim wiedz, że długotrwała relacja to nie jest po prostu samonapędzające nas silne uczucie. To jest coś co TY i ONA budujecie nieustannie. Na początku dostajecie zastrzyk energii (zauroczenie, zakochanie) aby zrobić podwaliny a potem jest już głównie praca z obu stron.

Przede wszystkim gdy odczuwasz ten dyskomfort o którym piszesz do nie uciekaj dosłownie i w przenośni. Dosłownie, czyli nie kończ relacji. W przenośni nie uciekaj emocjonalnie. Czyli po prostu skup się na nim i pozwól sobie aby Cię trochę pomęczył. Nie próbuj nagle uciekać w jakieś czynności - sprzątanie, jedzenie, sport, czytaine, telewizja albo np. myślenie o czymś przyjemnym albo fantazjowanie. Na początku nawet nie będziesz zauważał, że często pewnie tak robisz gdy nadciąga fala tego uczucia.

Gdy już to opanujesz i będziesz w stanie eksponować się na ten dyskomfort przez dłuższy czas spróbuj rozkładać to uczucie na części pierwsze. Analizuj jak ten dyskomfort łączy się z Twoimi myślami w danym momencie. Ten dyskomfort to jest pewnego rodzaju spektrum uczuć, które zlało się właśnie w takie jedno nieprzyjemne odczucie. Mózg się broni przed tym ponieważ tego nie rozumie. Jeśli będziesz się na to eksponował to po pewnym czasie zacznie się to rozpadać na kawałki, w którym powinieneś dostrzec części pierwsze. Niestety nie jest to przyjemne ani łatwe ani też krótkie przedsięwzięcie. Najpewniej przysporzy Ci bardzo dużo nieprzyjemnych doznań, od których wielokrotnie będziesz chciał uciec - łzy są niewykluczone. Zmiany widoczne są bardziej na przestrzeni tygodni i miesięcy aniżeli dni. Zastanów się czy chcesz się mierzyć z takim przedsięwzięciem. Może to być też trudny sprawdzian dla Twojej relacji.

68

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

Problem jest z tobą autorze, a nie z dziewczynami. Po ludzku nie dorosłeś do tego, że w każdym związku kiedys konczy sie fala pierwszych uniesień a zaczyna sie zwykla proza życia i "to juz nie to co na początku"

69 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2019-04-01 13:33:38)

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
Fijałka napisał/a:

Problem jest z tobą autorze, a nie z dziewczynami. Po ludzku nie dorosłeś do tego, że w każdym związku kiedys konczy sie fala pierwszych uniesień a zaczyna sie zwykla proza życia i "to juz nie to co na początku"

No nie do końca to tak wygląda- bo w tej prozie zycia powinna budować się bliskość i przywiązanie i motylki też są, tylko nie cały czas fruwają.
Powiedziałabym, że zyskujmy, a nie tracimy. Kolega wyżej może mieć rację, ale i Madoja też: bo nie każdy do każdego pasuje.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

70 Ostatnio edytowany przez gregor25 (2019-04-01 13:46:23)

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
teeom napisał/a:
gregor25 napisał/a:

Ojciec jest dość chłodnym człowiekiem, nie powiem. W stosunku do mamy bywał no trochę niemiły, jakieś głupie docinki, raczej mało jej mówił o uczuciach, przynajmniej przy mnie. Ale pokłócili się, mijało i było znowu dobrze. Ja miałem zawsze świadomość, że to nie jest dobre, co on robi. I nie lubiłem tego stanu, kiedy byli pokłóceni, próbowałem nawet trochę ich godzić.

A jak taki dyskomfort zwalczyć, mimo wszystko jestem inny niż mój ojciec, mam inne podejście do życia. Jak wydobyć te pozytywne emocje?

Na początek musisz sobie uświadomić i przyjąć, że Twój ojciec jako najważniejszy mężczyzna w Twoim życiu wykształtował w Tobie takie a nie inne wzorce okazywania uczuć. Euforia, kwiaty i wspólne spędzanie czasu to są rzeczy bardzo powierzchowne. Twój ojciec pewnie w podobny sposób uwodził mamę na początku znajomości. Możesz się też zastanowić nad tym, jacy byli jego rodzice (Twoi dziadkowie) jeśli ich znałeś. Takie rzeczy przechodzą z rodziców na potomstwo.

Jestem w podobnej sytuacji do Twojej. Sytuację z ojcem można by rzecz mam bliźniaczą aczkolwiek pewnie różni się ona wieloma szczegółami. Dopiero jakiś czas temu uświadomiłem sobie z pomocą specjalisty jak silnie oddziałuje to na moje życie. Znajdę jutro czas i napiszę Ci trochę więcej o tym w wiadomości prywatnej.

Na ten moment mogę udzielić Ci krótkiej porady. Jeśli dziewczyna, z którą jesteś podoba Ci się, wyznaje podobne wartości i przede wszystkim macie podobne długoterminowe cele dotyczące kariery, zakładania rodziny i tego kiedy powinny się one wydarzyć to powinieneś dać szansę tej relacji. Przede wszystkim wiedz, że długotrwała relacja to nie jest po prostu samonapędzające nas silne uczucie. To jest coś co TY i ONA budujecie nieustannie. Na początku dostajecie zastrzyk energii (zauroczenie, zakochanie) aby zrobić podwaliny a potem jest już głównie praca z obu stron.

Przede wszystkim gdy odczuwasz ten dyskomfort o którym piszesz do nie uciekaj dosłownie i w przenośni. Dosłownie, czyli nie kończ relacji. W przenośni nie uciekaj emocjonalnie. Czyli po prostu skup się na nim i pozwól sobie aby Cię trochę pomęczył. Nie próbuj nagle uciekać w jakieś czynności - sprzątanie, jedzenie, sport, czytaine, telewizja albo np. myślenie o czymś przyjemnym albo fantazjowanie. Na początku nawet nie będziesz zauważał, że często pewnie tak robisz gdy nadciąga fala tego uczucia.

Gdy już to opanujesz i będziesz w stanie eksponować się na ten dyskomfort przez dłuższy czas spróbuj rozkładać to uczucie na części pierwsze. Analizuj jak ten dyskomfort łączy się z Twoimi myślami w danym momencie. Ten dyskomfort to jest pewnego rodzaju spektrum uczuć, które zlało się właśnie w takie jedno nieprzyjemne odczucie. Mózg się broni przed tym ponieważ tego nie rozumie. Jeśli będziesz się na to eksponował to po pewnym czasie zacznie się to rozpadać na kawałki, w którym powinieneś dostrzec części pierwsze. Niestety nie jest to przyjemne ani łatwe ani też krótkie przedsięwzięcie. Najpewniej przysporzy Ci bardzo dużo nieprzyjemnych doznań, od których wielokrotnie będziesz chciał uciec - łzy są niewykluczone. Zmiany widoczne są bardziej na przestrzeni tygodni i miesięcy aniżeli dni. Zastanów się czy chcesz się mierzyć z takim przedsięwzięciem. Może to być też trudny sprawdzian dla Twojej relacji.


Patrząc na obecne zachowania mojego taty raczej ciężko sobie wyobrazić że kiedyś dawał mamie kwiaty itp. ale podobno tak było według mamy. Szczerze mówiąc, do tej pory traktowałem niektóre zachowania ojca jako takie, których raczej nigdy nie stosować w stosunku do swojej kobiety.

Jak u poprzednich kobiet pojawiały się pierwsze takie odczucia, to właśnie uciekałem, może nie dosłownie, ale zaczynałem być trochę olewczy w stosunku do dziewczyny, jakoś nieświadomie zaczynałem zachowywać się nie tak jak powinienem. Po drugim razie zadałem sobie pytanie, czemu to właściwie robiłem, czemu nie mogłem z nią porozmawiać. Myślę, że raczej dziewczyna nie chce usłyszeć od chłopaka, że coś się wypala, że czuje dyskomfort, ale może by spróbowała jakoś temu zaradzić razem ze mną.

I jeszcze co do reszty o czym mówiłeś, myślę że będę chciał z tym dyskomfortem powalczyć. Ostatnio jakby jakaś poprawa. Jak jestem z nią gdzieś to jest mi miło i fajnie, czuję się dobrze. Nie mieszkamy razem więc są dni, że się nie widzimy i wtedy chyba... za dużo myślę. A może jakbym z nią spędzał więcej czasu to to wszystko by się jakoś unormowało?
Jeśli chodzi o czas to myślę, że raczej w miesiącach trzeba by to liczyć... Od miesiąca znów mi się to pojawiło około, no i miesiąc minął a poprawę widzę, a raczej czuję minimalną.

71

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
gregor25 napisał/a:

Witajcie,

Chciałbym się podzielić z Wami problemem, jaki mam w związkach z kobietami...

Do tej pory w swoim życiu miałem 3 poważne związki. Pierwszy zakończyłem po około 10 miesiącach. Na początku było super - spotkania, coraz większe pieszczoty, nocowania, wyjazdy. Dziewczyna była świetna zarówno w łóżku, jak i w życiu, wydawało mi się wręcz, że to ta jedyna. Ale tak po 8 miesiącach zacząłem czuć się dziwnie. Jakby jak weszliśmy na wysoki poziom znajomości i zamiast się z tego cieszyć, to mi zaczęło coś przeszkadzać. Spotkania zaczęły mi ciążyć, miałem wrażenie że jakby to wszystko się wypaliło i czas spędzany razem nie sprawiał mi juz takiej radości.

Kolejny związek zakończyłem jeszcze szybciej bo po pół roku. Mając doświadczenia z poprzedniego związku uważałem już z deklaracjami i obietnicami, ale jednak wszystko szło bardzo dobrze. Znów dziewczyna się mocno zaangażowała a mi się w końcu znudziła... Praktycznie taka sama sytuacja.

Potem odczekałem trochę i wszedłem w kolejny związek. Jesteśmy razem już ponad 7 miesięcy, ale mam wrażenie, że znowu zaczyna się to samo... Kurczę, zawsze chciałem mieć jakąś stabilizację, założyć rodzinę. A tu średnio trochę ponad pół roku i mi się dziewczyna nudzi. Na początku tłumaczyłem sobie, że to po prostu nie ta dziewczyna, ale jeśli wszystko w niej jest super, a po raz kolejny mam tą samą sytuację, to zaczynam się zastanawiać czy wszystko ze mną jest OK?

Uważam, że wszystko z tobą ok. A nie jest tak, że po prostu po tym czasie zaczynasz dostrzegać drugą twarzy twojej kobiety? Ta wyidealizowana połówka po czasie zaczyna pokazywać swój prawdziwy charakter, a ty zwyczajnie zaczynasz się męczyć w związku, bo zauważasz, że to nie jest to czego oczekujesz?

72

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
Florem napisał/a:
gregor25 napisał/a:

Witajcie,

Chciałbym się podzielić z Wami problemem, jaki mam w związkach z kobietami...

Do tej pory w swoim życiu miałem 3 poważne związki. Pierwszy zakończyłem po około 10 miesiącach. Na początku było super - spotkania, coraz większe pieszczoty, nocowania, wyjazdy. Dziewczyna była świetna zarówno w łóżku, jak i w życiu, wydawało mi się wręcz, że to ta jedyna. Ale tak po 8 miesiącach zacząłem czuć się dziwnie. Jakby jak weszliśmy na wysoki poziom znajomości i zamiast się z tego cieszyć, to mi zaczęło coś przeszkadzać. Spotkania zaczęły mi ciążyć, miałem wrażenie że jakby to wszystko się wypaliło i czas spędzany razem nie sprawiał mi juz takiej radości.

Kolejny związek zakończyłem jeszcze szybciej bo po pół roku. Mając doświadczenia z poprzedniego związku uważałem już z deklaracjami i obietnicami, ale jednak wszystko szło bardzo dobrze. Znów dziewczyna się mocno zaangażowała a mi się w końcu znudziła... Praktycznie taka sama sytuacja.

Potem odczekałem trochę i wszedłem w kolejny związek. Jesteśmy razem już ponad 7 miesięcy, ale mam wrażenie, że znowu zaczyna się to samo... Kurczę, zawsze chciałem mieć jakąś stabilizację, założyć rodzinę. A tu średnio trochę ponad pół roku i mi się dziewczyna nudzi. Na początku tłumaczyłem sobie, że to po prostu nie ta dziewczyna, ale jeśli wszystko w niej jest super, a po raz kolejny mam tą samą sytuację, to zaczynam się zastanawiać czy wszystko ze mną jest OK?

Uważam, że wszystko z tobą ok. A nie jest tak, że po prostu po tym czasie zaczynasz dostrzegać drugą twarzy twojej kobiety? Ta wyidealizowana połówka po czasie zaczyna pokazywać swój prawdziwy charakter, a ty zwyczajnie zaczynasz się męczyć w związku, bo zauważasz, że to nie jest to czego oczekujesz?


No właśnie nie do końca tak jest. Przykładowo, moja pierwsza dziewczyna potrafiła dość często mnie wkurzała z różnych powodów na początku znajomości, a ja jednak cały czas z nią byłem bo widziałem w nieje wiele innych dobrych cech. I w końcu ona mi zaufała, zaczęło być naprawdę fajnie, a we mnie coś pękło... 2 razy odpuściłem, 3 raz na razie nie zamierzam...

73

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

W moim przypadku było tak, że po prostu zaczynali mnie irytować. Wady, których początkowo nie widziałam, lub na które przymykałam oko, stawały się nie do zniesienia. Nie wyobrażałam sobie dalszych kontaktów z kimś, kto mnie tak denerwuje.

I to mnie smuciło, bo wyobrażałam sobie swoje dalsze życie albo w samotności albo z kimś, ale nieszczęśliwa.
Potem poznałam mojego przyszłego męża, miesiące mijały, a on mnie nie irytował, nie nudził, nie kłóciliśmy się nawet za bardzo. Po prostu cały czas było fajnie. Miesiące zamieniły się w lata.

Mój mąż mówił czasami to samo - że z każdą dziewczyną nudził się po jakimś czasie, tzn. nie miał z nią o czym rozmawiać, a ze mną zawsze ma o czym.

Tak więc z mojego punktu widzenia chodzi o to, by spotkać właściwą osobę.
I rady "odpuść sobie i nie wiąż się z nikim, bo tylko ranisz" są głupie. Właśnie szukaj i wybierz właściwie.

74 Ostatnio edytowany przez teeom (2019-04-01 17:04:06)

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
madoja napisał/a:

W moim przypadku było tak, że po prostu zaczynali mnie irytować. Wady, których początkowo nie widziałam, lub na które przymykałam oko, stawały się nie do zniesienia. Nie wyobrażałam sobie dalszych kontaktów z kimś, kto mnie tak denerwuje.

I to mnie smuciło, bo wyobrażałam sobie swoje dalsze życie albo w samotności albo z kimś, ale nieszczęśliwa.
Potem poznałam mojego przyszłego męża, miesiące mijały, a on mnie nie irytował, nie nudził, nie kłóciliśmy się nawet za bardzo. Po prostu cały czas było fajnie. Miesiące zamieniły się w lata.

Mój mąż mówił czasami to samo - że z każdą dziewczyną nudził się po jakimś czasie, tzn. nie miał z nią o czym rozmawiać, a ze mną zawsze ma o czym.

Tak więc z mojego punktu widzenia chodzi o to, by spotkać właściwą osobę.
I rady "odpuść sobie i nie wiąż się z nikim, bo tylko ranisz" są głupie. Właśnie szukaj i wybierz właściwie.

Takimi wpisami wprowadzasz w błąd autora i osoby, które będą szukały pomocy czytające ten wątek. Nie ma czegoś takiego, że rzeczy dzieją się po prostu. Wszystko ma swój powód i o to chodzi, aby autor wątku i ludzie chcieli rozumieć te rzeczy i do nich dążyli. Ty poruszasz się po omacku. Spotkałaś faceta, przy którym dobrze się czujesz ale nie wiesz dlaczego i przypisujesz temu jakąś wyższą moc.

Nie będę się zagłębiał w Twoją historią po opisałaś samymi ogólnikami, ale posłużę się przykładem autora.

gregor25 ma dwa wyjścia. Jeżeli jego problem w relacjach jest związany z wzorcami jakie nabył od rodziców co jest najbardziej prawdopodobne, może:

1. Zrozumieć swój problem i zacząć nad nim pracować a potem tworzyć szczęśliwy udany, długoletni związek z prawie dowolnie wybraną kobietą bez problemów.
2. Może tkwić w swoim świecie i w pewnym momencie spotkać na swojej drodze kobietę z podobną dysfunkcją do swojej. Na pierwszy rzut oka normalną, ale głęboko prawdopodobnie bardziej oziębła, która po dłuższym czasie nie będzie pogłębiała ich relacji do takiego stopnia aby autor i ona sama nie musieli odczuwać opisywanego dyskomfortu. To jest coś co określasz mianem "coś pykło".

Jednak ścieżka numer dwa, pomimo tego że mniej pracowita niesie z sobą szereg problemów. Idąc nią przekaże tego typu wzorce swojemu potomstwu i ono będzie musiało mierzyć się z tymi problemami. Będąc także bardziej ograniczonym emocjonalnie, nie będzie zdolny do odnoszenia takich sukcesów na płaszczyźnie zawodowej i towarzyskiej jakby tych ograniczeń był pozbawiony.

75

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
gregor25 napisał/a:
Florem napisał/a:
gregor25 napisał/a:

Witajcie,

Chciałbym się podzielić z Wami problemem, jaki mam w związkach z kobietami...

Do tej pory w swoim życiu miałem 3 poważne związki. Pierwszy zakończyłem po około 10 miesiącach. Na początku było super - spotkania, coraz większe pieszczoty, nocowania, wyjazdy. Dziewczyna była świetna zarówno w łóżku, jak i w życiu, wydawało mi się wręcz, że to ta jedyna. Ale tak po 8 miesiącach zacząłem czuć się dziwnie. Jakby jak weszliśmy na wysoki poziom znajomości i zamiast się z tego cieszyć, to mi zaczęło coś przeszkadzać. Spotkania zaczęły mi ciążyć, miałem wrażenie że jakby to wszystko się wypaliło i czas spędzany razem nie sprawiał mi juz takiej radości.

Kolejny związek zakończyłem jeszcze szybciej bo po pół roku. Mając doświadczenia z poprzedniego związku uważałem już z deklaracjami i obietnicami, ale jednak wszystko szło bardzo dobrze. Znów dziewczyna się mocno zaangażowała a mi się w końcu znudziła... Praktycznie taka sama sytuacja.

Potem odczekałem trochę i wszedłem w kolejny związek. Jesteśmy razem już ponad 7 miesięcy, ale mam wrażenie, że znowu zaczyna się to samo... Kurczę, zawsze chciałem mieć jakąś stabilizację, założyć rodzinę. A tu średnio trochę ponad pół roku i mi się dziewczyna nudzi. Na początku tłumaczyłem sobie, że to po prostu nie ta dziewczyna, ale jeśli wszystko w niej jest super, a po raz kolejny mam tą samą sytuację, to zaczynam się zastanawiać czy wszystko ze mną jest OK?

Uważam, że wszystko z tobą ok. A nie jest tak, że po prostu po tym czasie zaczynasz dostrzegać drugą twarzy twojej kobiety? Ta wyidealizowana połówka po czasie zaczyna pokazywać swój prawdziwy charakter, a ty zwyczajnie zaczynasz się męczyć w związku, bo zauważasz, że to nie jest to czego oczekujesz?


No właśnie nie do końca tak jest. Przykładowo, moja pierwsza dziewczyna potrafiła dość często mnie wkurzała z różnych powodów na początku znajomości, a ja jednak cały czas z nią byłem bo widziałem w nieje wiele innych dobrych cech. I w końcu ona mi zaufała, zaczęło być naprawdę fajnie, a we mnie coś pękło... 2 razy odpuściłem, 3 raz na razie nie zamierzam...


Widziałeś wiele dobrych cech, a na te złe jednak przymykałeś oko. Tak jak pisze Madoja, wady, na które przymykałeś oko zaczęły stawać się nie do zniesienia i tak wychodziło. Jestem obecnie w podobnej sytuacji

76

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

Autorze chodzi o wady które dostrzegasz? Nic nie piszesz o dziewczynach związkach same ogolniki..

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

Posty [ 39 do 76 z 95 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018