Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 1 do 38 z 95 ]

Temat: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

Witajcie,

Chciałbym się podzielić z Wami problemem, jaki mam w związkach z kobietami...

Do tej pory w swoim życiu miałem 3 poważne związki. Pierwszy zakończyłem po około 10 miesiącach. Na początku było super - spotkania, coraz większe pieszczoty, nocowania, wyjazdy. Dziewczyna była świetna zarówno w łóżku, jak i w życiu, wydawało mi się wręcz, że to ta jedyna. Ale tak po 8 miesiącach zacząłem czuć się dziwnie. Jakby jak weszliśmy na wysoki poziom znajomości i zamiast się z tego cieszyć, to mi zaczęło coś przeszkadzać. Spotkania zaczęły mi ciążyć, miałem wrażenie że jakby to wszystko się wypaliło i czas spędzany razem nie sprawiał mi juz takiej radości.

Kolejny związek zakończyłem jeszcze szybciej bo po pół roku. Mając doświadczenia z poprzedniego związku uważałem już z deklaracjami i obietnicami, ale jednak wszystko szło bardzo dobrze. Znów dziewczyna się mocno zaangażowała a mi się w końcu znudziła... Praktycznie taka sama sytuacja.

Potem odczekałem trochę i wszedłem w kolejny związek. Jesteśmy razem już ponad 7 miesięcy, ale mam wrażenie, że znowu zaczyna się to samo... Kurczę, zawsze chciałem mieć jakąś stabilizację, założyć rodzinę. A tu średnio trochę ponad pół roku i mi się dziewczyna nudzi. Na początku tłumaczyłem sobie, że to po prostu nie ta dziewczyna, ale jeśli wszystko w niej jest super, a po raz kolejny mam tą samą sytuację, to zaczynam się zastanawiać czy wszystko ze mną jest OK?

Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez Mordimer (2019-03-28 11:11:45)

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

Wiesz co ? Może ty lepiej daj spokój dziewczynom bo możesz je tylko zranić. Dajesz nadzieje a potem Ci się nudzi jak dziecku zabawka. Drugi człowiek to nie zabawka do zaspokajania swoich potrzeb wbrew temu co większość ludzi dzisiaj myśli.

Skoro powtarza się znowu ten sam schemat to warto się przyjrzeć samemu sobie. Masz spaprane wzorce albo przebodźcowany mózg. System nagrody u ciebie nie działa dlatego nie masz motywacji pracy nad związkiem. Dopamina spada i koniec wielkiej miłości. Idź się przebadaj pod tym kątem albo do psychologa.

U zdrowych i normalnych ludzi haj hormonalny trwa ok. 2-3 lata a u ciebie wypala się po kilku miesiącach.

"Świat jest teatrem, w którym nie grają zazwyczaj jednej sztuki naraz. Tutaj człowiek przychodzi, by obejrzeć groteskę lub komedię, by pośmiać się i odpocząć, a oto nagle komedia zamienia się w tragedię lub też komedia i tragedia toczą się jednocześnie, czasem nawet z tymi samymi bohaterami występującymi na scenie."
Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

Kobieta to nie zabawka, która ma ci życie uatrakcjniac. Co dajesz od siebie?

4 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-03-28 11:18:11)

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

Gregor, poczytaj sobie w internecie artykuły o lęku przed bliskością. Może tu tkwi problem?

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

5 Ostatnio edytowany przez gregor25 (2019-03-28 11:26:52)

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

Wiecie co, ale ja uważam, że dawałem sporo tym kobietom. One same mówiły wprost, że jest im ze mną dobrze. Starałem się dla nich jak najlepiej. Nie brakowało czułości, których kobieta potrzebuje oprócz seksu, często potrafiłem obdarować je kwiatami, chodziliśmy na fajne randki, jeździliśmy na różne wyjazdy, ale w końcu coś we mnie pęka. I one są zazwyczaj wręcz zszokowane tym co im mówię.

Może to ten lęk przed bliskością o którym wspomniała Piegowata. Znacie jakieś sposoby jak sobie z tym poradzić?

6

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

Ja bym się przeszla do psychologa. Skoro po raz kolejny masz praktycznie identyczna sytuację to prawdopodobnie problem leży w Twojej głowie, a nie po stronie dziewczyn. Może powielasz jakieś nieświadome schematy, albo masz nierealne oczekiwania do kobiet i gdy po paru miesiącach okazuje się że to ludzie a nie jakieś boginie to Cię przestają nakręcac?

7 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-03-28 11:47:09)

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

Gregor, w tych artykułach można poczytać również rady, jak sobie z tym radzić.
Gdy już się wie, o co chodzi, warto o tym rozmawiać. Ze mnie dzięki rozmowom "zeszła" połowa stresu wynikłego z lęku. Już sam fakt, że to z siebie wyrzuciłam sprawił mi wielką ulgę i było mi łatwiej stawiać dalsze kroki. A mądry partner wysłucha i zrozumie.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

8

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

Jakoś mnie to zastanawia, że "dziewczyna ci się nudzi". Jakby główną funkcją tej osoby było dostarczanie rozrywki, no a jak przestaje, to koniec, można grę odłożyć na półkę i poszukać nowej. Skoro masz takie przekonanie o drugim człowieku, że ma za zadanie dawać dobrą zabawę, to nie dziwne, że jak już poznasz bliżej, nie ma tego elementu nowości, ekscytacji, oczekiwania - to klapa. Tym się chyba powinieneś zająć - po co jest ci kobieta (bo na razie do rozrywki i założenia rodziny), po to ten związek. Może powinieneś zostać w takim trybie, pół roku znajomości i koniec, żeby komuś krzywdy nie zrobić nierealnymi obietnicami o miłości na zawsze.
Bo nie wiem, czy wiesz, ale związek to nie tylko zabawa i rozrywka, ale też właśnie te trudne momenty, które dzieli się z bliską osobą po dłuższym czasie znajomości. Być może to cię przerasta i jak robi się poważnie, to uciekasz, bo nie chcesz być wsparciem, brać czyichś problemów, wspierać, bo chcesz, żeby było ciekawie i fajnie. Ale że trudno przyznać się, że się ucieka przed problemami i trudem dnia codziennego, to nazywasz to nudą, bo to łatwiej zaakceptować.

W każdym razie jeśli cokolwiek chcesz zmienić, to czeka Cię spotkanie ze sobą i być może przyda się pomoc kogoś, kto pomoże to rozplątać i zobaczyć, co tak naprawdę się za tym kryje

people make mistakes
fathers mothers
people make mistakes
you are not alone

9

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

Nie wiem czy wpływ mogłaby mieć masturbacja i oglądanie pornografii. Kiedyś długo byłem sam i w ten sposób się zaspokajałem. Potem nawet pomiędzy spotkaniami potrafiłem sobie "zrobić dobrze", żeby się wyładować.
Może to jest przyczyną, że porno trochę wyidealizowało moje spojrzenie i mój mózg potrzebuje częstej zmiany...

Natomiast od jakiegoś czasu to mocno ograniczyłem, rzadko się masturbuję pomiędzy spotkaniami, a porno nie oglądam wcale, jeśli miałoby to pomóc to efektów na razie mało.

10

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
Monoceros napisał/a:

Jakoś mnie to zastanawia, że "dziewczyna ci się nudzi". Jakby główną funkcją tej osoby było dostarczanie rozrywki, no a jak przestaje, to koniec, można grę odłożyć na półkę i poszukać nowej. Skoro masz takie przekonanie o drugim człowieku, że ma za zadanie dawać dobrą zabawę, to nie dziwne, że jak już poznasz bliżej, nie ma tego elementu nowości, ekscytacji, oczekiwania - to klapa. Tym się chyba powinieneś zająć - po co jest ci kobieta (bo na razie do rozrywki i założenia rodziny), po to ten związek. Może powinieneś zostać w takim trybie, pół roku znajomości i koniec, żeby komuś krzywdy nie zrobić nierealnymi obietnicami o miłości na zawsze.
Bo nie wiem, czy wiesz, ale związek to nie tylko zabawa i rozrywka, ale też właśnie te trudne momenty, które dzieli się z bliską osobą po dłuższym czasie znajomości. Być może to cię przerasta i jak robi się poważnie, to uciekasz, bo nie chcesz być wsparciem, brać czyichś problemów, wspierać, bo chcesz, żeby było ciekawie i fajnie. Ale że trudno przyznać się, że się ucieka przed problemami i trudem dnia codziennego, to nazywasz to nudą, bo to łatwiej zaakceptować.

W każdym razie jeśli cokolwiek chcesz zmienić, to czeka Cię spotkanie ze sobą i być może przyda się pomoc kogoś, kto pomoże to rozplątać i zobaczyć, co tak naprawdę się za tym kryje

Dokładnie też o tym pomyślałem, dlatego póki jestem w związku, pomimo mijającej fascynacji, chcę w to dalej brnąć i może w końcu dojrzale się zachować, a jak przejdę ten kryzys samego siebie to znów poczuję się w tym związku szczęśliwy jak na początku.

11 Ostatnio edytowany przez Mordimer (2019-03-28 12:27:47)

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
gregor25 napisał/a:

Nie wiem czy wpływ mogłaby mieć masturbacja i oglądanie pornografii. Kiedyś długo byłem sam i w ten sposób się zaspokajałem. Potem nawet pomiędzy spotkaniami potrafiłem sobie "zrobić dobrze", żeby się wyładować.
Może to jest przyczyną, że porno trochę wyidealizowało moje spojrzenie i mój mózg potrzebuje częstej zmiany...

Natomiast od jakiegoś czasu to mocno ograniczyłem, rzadko się masturbuję pomiędzy spotkaniami, a porno nie oglądam wcale, jeśli miałoby to pomóc to efektów na razie mało.

Czyli miałem rację. Zjechane receptory dopaminowe. Zniszczony układ nagrody jest przyczyną braku motywacji do budowania głębszych więzi z dziewczynami.

Zrób sobie przerwę od związków i daj sobie czas na powrót do równowagi w mózgu. A wizyta u psychologa też nie zaszkodzi. Tak z rok czy dwa lata przerwy od związków powinno przynieść dobre rezultaty.

Ps. Aha i odstaw porno na zawsze. Tak samo fapanie. To bardziej uszkadza mózg jak zażywanie kokainy.

"Świat jest teatrem, w którym nie grają zazwyczaj jednej sztuki naraz. Tutaj człowiek przychodzi, by obejrzeć groteskę lub komedię, by pośmiać się i odpocząć, a oto nagle komedia zamienia się w tragedię lub też komedia i tragedia toczą się jednocześnie, czasem nawet z tymi samymi bohaterami występującymi na scenie."

12

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

A może po prostu stałe związki nie są dla Ciebie? Nie każdy musi żyć w taki sposób, zakładać rodzinę. Jeśli Ci to nie odpowiada, to nie ma sensu się zmuszać. A może po prostu jeszcze nie trafiłeś na tę właściwą.

13

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
Mordimer napisał/a:
gregor25 napisał/a:

Nie wiem czy wpływ mogłaby mieć masturbacja i oglądanie pornografii. Kiedyś długo byłem sam i w ten sposób się zaspokajałem. Potem nawet pomiędzy spotkaniami potrafiłem sobie "zrobić dobrze", żeby się wyładować.
Może to jest przyczyną, że porno trochę wyidealizowało moje spojrzenie i mój mózg potrzebuje częstej zmiany...

Natomiast od jakiegoś czasu to mocno ograniczyłem, rzadko się masturbuję pomiędzy spotkaniami, a porno nie oglądam wcale, jeśli miałoby to pomóc to efektów na razie mało.

Czyli miałem rację. Zjechane receptory dopaminowe. Zniszczony układ nagrody jest przyczyną braku motywacji do budowania głębszych więzi z dziewczynami.

Zrób sobie przerwę od związków i daj sobie czas na powrót do równowagi w mózgu. A wizyta u psychologa też nie zaszkodzi. Tak z rok czy dwa lata przerwy od związków powinno przynieść dobre rezultaty.

Ps. Aha i odstaw porno na zawsze. Tak samo fapanie. To bardziej uszkadza mózg jak zażywanie kokainy.

Ale to uważasz, że samo "fapanie" jest ok? I nie przeszkadza, jeśli nie za często? Generalnie porno nie oglądam już dłużej niż miesiąc.
Wiesz, ja na początku naprawdę czuję fascynację, zauroczenie. Po prostu bardzo szybko to się "wypala". Może powinienem zostać z nią i robić po prostu to, co powinien robić facet dla dziewczyny, pomimo tego "wypalenia"?

14 Ostatnio edytowany przez Mordimer (2019-03-28 13:01:17)

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
gregor25 napisał/a:
Mordimer napisał/a:
gregor25 napisał/a:

Nie wiem czy wpływ mogłaby mieć masturbacja i oglądanie pornografii. Kiedyś długo byłem sam i w ten sposób się zaspokajałem. Potem nawet pomiędzy spotkaniami potrafiłem sobie "zrobić dobrze", żeby się wyładować.
Może to jest przyczyną, że porno trochę wyidealizowało moje spojrzenie i mój mózg potrzebuje częstej zmiany...

Natomiast od jakiegoś czasu to mocno ograniczyłem, rzadko się masturbuję pomiędzy spotkaniami, a porno nie oglądam wcale, jeśli miałoby to pomóc to efektów na razie mało.

Czyli miałem rację. Zjechane receptory dopaminowe. Zniszczony układ nagrody jest przyczyną braku motywacji do budowania głębszych więzi z dziewczynami.

Zrób sobie przerwę od związków i daj sobie czas na powrót do równowagi w mózgu. A wizyta u psychologa też nie zaszkodzi. Tak z rok czy dwa lata przerwy od związków powinno przynieść dobre rezultaty.

Ps. Aha i odstaw porno na zawsze. Tak samo fapanie. To bardziej uszkadza mózg jak zażywanie kokainy.

Ale to uważasz, że samo "fapanie" jest ok? I nie przeszkadza, jeśli nie za często? Generalnie porno nie oglądam już dłużej niż miesiąc.
Wiesz, ja na początku naprawdę czuję fascynację, zauroczenie. Po prostu bardzo szybko to się "wypala". Może powinienem zostać z nią i robić po prostu to, co powinien robić facet dla dziewczyny, pomimo tego "wypalenia"?

To zależy jak długo byłeś sam i jak długo waliłeś do porno. Miesiąc to za mało aby powrócić do stanu równowagi. Minimum pół roku.
Fapanie jak jesteś singlem raz na tydzień do wyobraźni nie jest złe. Grunt aby nie bombardować swojego mózgu gołymi paniami ze stron erotycznych czy pornograficznych. Instagram też się w to wlicza. Wtedy mózg się przyzwyczaja i potrzeba wtedy silniejszych bodźców. A naga dziewczyna z reala już nie wystarcza.

Wypala się ponieważ masz duży chaos w neuroprzekaźnikach. Spadek dopaminy, zwiększona oksytocyno-odporność. Gdybyś cierpiał na lęk przed bliskością to nie wiem czy byś wytrzymał nawet te kilka miesięcy. Wszystkie nasze uczucia, emocje, myśli, osobowość i decyzje to kwestia chemii w mózgu. Chcesz mieć szczęśliwy związek i życie ? Najpierw zadbaj o podstawy a mianowicie o swój umysł/psychikę oraz chemię w mózgu.

"Świat jest teatrem, w którym nie grają zazwyczaj jednej sztuki naraz. Tutaj człowiek przychodzi, by obejrzeć groteskę lub komedię, by pośmiać się i odpocząć, a oto nagle komedia zamienia się w tragedię lub też komedia i tragedia toczą się jednocześnie, czasem nawet z tymi samymi bohaterami występującymi na scenie."

15

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

W sumie to i tak masz dobrze, bo gorzej byłoby, gdybyś ty nudził się dziewczynom po kilku miesiącach. Żartuje oczywiście.
Chyba nie masz żadnego leku przed bliskością, bo raz że inaczej byś o tym wszystkim pisał, a dwa nie wytrzymywalbys tak długo ani tym bardziej nie niepokoilbys się swoimi stanami.
Wydaje mi się, że masz po prostu rzadkie szczęście do normalnych dziewczyn, stabilnych i zrównoważonych. W związku z tym brakuje ci mocniejszych wrażeń. Gdybyś trafił na jakąś np borderke, wtedy na pewno byś się nie nudził. Borderka dostarczyłaby ci takich wrażeń, że mózg codziennie lasowalby ci się w poprzek. I na pewno nie byłbyś znudzony.
Też trochę sobie teraz żartuje i oczywiście nie życzę ci żadnej borderki.
A tak poważnie, to uważam, że nie trafiłeś po prostu na tę właściwą.

16

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

Z pierwszą dziewczyną którą byłem te 10 miesięcy było czasem ciekawie. Było faktycznie trochę tej niepewności. Miała takie dziwne fochy nie wiadomo o co. I to mnie jakby motywowało do działania. Nie byłem pewien, była adrenalina, walczyłem, bo widziałem w niej bardzo wartościową osobę. W końcu mi zaufała i się zrobiło stabilnie. Czyli dla mnie za nudno?

To z tą dopaminą to też ciekawa sprawa z tego względu, że jednak miałem cały czas ochotę na sex. Zdecydowanie wolałem zrobić to z nią niż samemu. Nie przeszkadzało mi nic w jej wyglądzie czy coś takiego, nie wyobrażałem sobie jej jako jakiejś panny z filmu XXX. Nie. Teraz też nie mam z tym problemów.

Ograniczam masturbację, odpuszczam totalnie porno. I spróbuję walczyć. Jeśli za 1-2 miesiące nie zobaczę jakiś najmniejszych efektów to może faktycznie znów "nie ta".

17

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
gregor25 napisał/a:

Wiecie co, ale ja uważam, że dawałem sporo tym kobietom. One same mówiły wprost, że jest im ze mną dobrze. Starałem się dla nich jak najlepiej. Nie brakowało czułości, których kobieta potrzebuje oprócz seksu, często potrafiłem obdarować je kwiatami, chodziliśmy na fajne randki, jeździliśmy na różne wyjazdy, ale w końcu coś we mnie pęka. I one są zazwyczaj wręcz zszokowane tym co im mówię.

Mam wrażenie że na początku znajomości po prostu dajesz za dużo z siebie. Chcesz dziewczynę zauroczyć zaimponować jesteś na haju zakochania i dajesz od siebie więcej niż wyjmujesz z tego związku. Dziewczynie jest z Tobą dobrze bo się starasz zużywasz swoje zasoby wymyślasz randki organizujesz czas ona nie może na Ciebie narzekać. Tylko że ona się tak nie stara jak Ty lub nie stara się tak bardzo jak Ty byś chciał. Przez to jak mija parę miesięcy to Ty zwyczajnie się wypalasz brakuje dopaminy gdy dawałeś więcej niż powinieneś to jesteś tym zmęczony.
Przyzwyczajasz partnerkę do tego że jest bardziej bierna niż Ty a ona myśli że to jest twój normalny stan. Na początku boisz się ją zawieść nie mówisz o tym że np nie masz dziś ochoty tylko udajesz że zawsze jesteś chętny. W końcu odkrywasz że tak dłużej nie może być że ona też powinna wychodzić z inicjatywą jakoś Cie zaskakiwać tak jak Ty ją ale ona tego nie robi pewnie nawet nie wie że tego po niej oczekujesz. Wtedy ona Ci się "nudzi" kumulują się wszystkie niedopowiedzenia więc z zaskoczenia dla niej zrywasz.

Co na to poradzić? Być sobą nie udawać robić tak aby związek działał dla Ciebie pozytywnie . Komunikować swoje potrzeby i oczekiwania od początku. Próbować znaleźć jakaś zdrową równowagę między tym co dajesz a tym co otrzymujesz. Ale nie wtedy gdy już praktycznie podjąłeś decyzję że ona jest "nudna" tylko dużo wcześniej .

Być może też za dużo z daną dziewczyną spędzasz czasu nie masz przestrzeni na ładowanie baterii bez niej. Nie umiesz postawić granic .

To tylko moje teorie na temat twojego problemu.

18

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
gregor25 napisał/a:

Z pierwszą dziewczyną którą byłem te 10 miesięcy było czasem ciekawie. Było faktycznie trochę tej niepewności. Miała takie dziwne fochy nie wiadomo o co. I to mnie jakby motywowało do działania. Nie byłem pewien, była adrenalina, walczyłem, bo widziałem w niej bardzo wartościową osobę. W końcu mi zaufała i się zrobiło stabilnie. Czyli dla mnie za nudno?

To z tą dopaminą to też ciekawa sprawa z tego względu, że jednak miałem cały czas ochotę na sex. Zdecydowanie wolałem zrobić to z nią niż samemu. Nie przeszkadzało mi nic w jej wyglądzie czy coś takiego, nie wyobrażałem sobie jej jako jakiejś panny z filmu XXX. Nie. Teraz też nie mam z tym problemów.

Ograniczam masturbację, odpuszczam totalnie porno. I spróbuję walczyć. Jeśli za 1-2 miesiące nie zobaczę jakiś najmniejszych efektów to może faktycznie znów "nie ta".

No widzisz, sam sobie więc swój problem rozjaśniłes.
Dopóki jesteś zdobywca, dopóty dana dziewczyna jest dla ciebie interesującą, jednak gdy zdobywasz jej zaufanie, zdobywasz ja, wtedy zaczynasz się nudzić.
W pewnym sensie nie ma w tym niczego dziwnego, nietypowego, bo przecież od wieków za mądre i sprytne uznaje się kobiety, które potrafią intrygować mężczyznę przez cały czas. Jeśli kobieta oddaje się cała i jest widoczna jak na patelni wtedy zwyczajnie powszednieje, bo nie ma w niej żadnej tajemnicy.
Ty jak na razie bawisz się związkami, ponieważ jesteś jeszcze młodym facetem i nie dojrzałeś do poważnych zyciowych ról. Być może pozostaniesz takim piotrusiem panem do końca życia albo na długie jeszcze lata- nie wiadomo, znane są różne przypadki. A może zdarzyć się i tak, że szybko trafisz na taką kobietę, która będąc z tobą pozostanie na tyle niezależna i tajemniczą, że nigdy nie będziesz nią znudzony.

19 Ostatnio edytowany przez gregor25 (2019-03-28 20:33:14)

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
uleshe napisał/a:
gregor25 napisał/a:

Wiecie co, ale ja uważam, że dawałem sporo tym kobietom. One same mówiły wprost, że jest im ze mną dobrze. Starałem się dla nich jak najlepiej. Nie brakowało czułości, których kobieta potrzebuje oprócz seksu, często potrafiłem obdarować je kwiatami, chodziliśmy na fajne randki, jeździliśmy na różne wyjazdy, ale w końcu coś we mnie pęka. I one są zazwyczaj wręcz zszokowane tym co im mówię.

Mam wrażenie że na początku znajomości po prostu dajesz za dużo z siebie. Chcesz dziewczynę zauroczyć zaimponować jesteś na haju zakochania i dajesz od siebie więcej niż wyjmujesz z tego związku. Dziewczynie jest z Tobą dobrze bo się starasz zużywasz swoje zasoby wymyślasz randki organizujesz czas ona nie może na Ciebie narzekać. Tylko że ona się tak nie stara jak Ty lub nie stara się tak bardzo jak Ty byś chciał. Przez to jak mija parę miesięcy to Ty zwyczajnie się wypalasz brakuje dopaminy gdy dawałeś więcej niż powinieneś to jesteś tym zmęczony.
Przyzwyczajasz partnerkę do tego że jest bardziej bierna niż Ty a ona myśli że to jest twój normalny stan. Na początku boisz się ją zawieść nie mówisz o tym że np nie masz dziś ochoty tylko udajesz że zawsze jesteś chętny. W końcu odkrywasz że tak dłużej nie może być że ona też powinna wychodzić z inicjatywą jakoś Cie zaskakiwać tak jak Ty ją ale ona tego nie robi pewnie nawet nie wie że tego po niej oczekujesz. Wtedy ona Ci się "nudzi" kumulują się wszystkie niedopowiedzenia więc z zaskoczenia dla niej zrywasz.

Co na to poradzić? Być sobą nie udawać robić tak aby związek działał dla Ciebie pozytywnie . Komunikować swoje potrzeby i oczekiwania od początku. Próbować znaleźć jakaś zdrową równowagę między tym co dajesz a tym co otrzymujesz. Ale nie wtedy gdy już praktycznie podjąłeś decyzję że ona jest "nudna" tylko dużo wcześniej .

Być może też za dużo z daną dziewczyną spędzasz czasu nie masz przestrzeni na ładowanie baterii bez niej. Nie umiesz postawić granic .

To tylko moje teorie na temat twojego problemu.


W tym też jest trochę racji. Pamiętam, że z tą pierwszą dziewczyną na początku ja głównie latałem. Byłem taki naładowany, nakręcony, idealnie trafiłaś - co chwila to wymyślałem nowe sposoby na randki. Ona po prostu przychodziła i dobrze się bawiła, ale zanim zaczęła dawać coś od siebie tak naprawdę, to trochę czasu minęło. A ja w tym czasie trochę odpuszczałem niektóre własne sprawy, nie czułem tej przestrzeni na ładowanie baterii jak to ujęłaś, bo cały czas myślałem o niej, po prostu chyba za bardzo mi zależało żeby było dobrze. No i w końcu gdy przyszedł moment, że byliśmy już jakiś czas razem, wdała się pewnego rodzaju rutyna i stagnacja, to ja już nie czułem motywacji i wszystko jakby siadło...


ulle napisał/a:
gregor25 napisał/a:

Z pierwszą dziewczyną którą byłem te 10 miesięcy było czasem ciekawie. Było faktycznie trochę tej niepewności. Miała takie dziwne fochy nie wiadomo o co. I to mnie jakby motywowało do działania. Nie byłem pewien, była adrenalina, walczyłem, bo widziałem w niej bardzo wartościową osobę. W końcu mi zaufała i się zrobiło stabilnie. Czyli dla mnie za nudno?

To z tą dopaminą to też ciekawa sprawa z tego względu, że jednak miałem cały czas ochotę na sex. Zdecydowanie wolałem zrobić to z nią niż samemu. Nie przeszkadzało mi nic w jej wyglądzie czy coś takiego, nie wyobrażałem sobie jej jako jakiejś panny z filmu XXX. Nie. Teraz też nie mam z tym problemów.

Ograniczam masturbację, odpuszczam totalnie porno. I spróbuję walczyć. Jeśli za 1-2 miesiące nie zobaczę jakiś najmniejszych efektów to może faktycznie znów "nie ta".

No widzisz, sam sobie więc swój problem rozjaśniłes.
Dopóki jesteś zdobywca, dopóty dana dziewczyna jest dla ciebie interesującą, jednak gdy zdobywasz jej zaufanie, zdobywasz ja, wtedy zaczynasz się nudzić.
W pewnym sensie nie ma w tym niczego dziwnego, nietypowego, bo przecież od wieków za mądre i sprytne uznaje się kobiety, które potrafią intrygować mężczyznę przez cały czas. Jeśli kobieta oddaje się cała i jest widoczna jak na patelni wtedy zwyczajnie powszednieje, bo nie ma w niej żadnej tajemnicy.
Ty jak na razie bawisz się związkami, ponieważ jesteś jeszcze młodym facetem i nie dojrzałeś do poważnych zyciowych ról. Być może pozostaniesz takim piotrusiem panem do końca życia albo na długie jeszcze lata- nie wiadomo, znane są różne przypadki. A może zdarzyć się i tak, że szybko trafisz na taką kobietę, która będąc z tobą pozostanie na tyle niezależna i tajemniczą, że nigdy nie będziesz nią znudzony.

I właśnie tego się boję. Ogólnie chciałbym stabilizacji i związku takiego już naprawdę na dłużej, ale boję się, że ja nie dojrzeję do poważnego związku już nigdy. A może faktycznie trafiam do tej pory na takie dziewczyny, które stają się w pewnym momencie dla mnie nudne, bo widzą, że ja się staram i jest im dobrze i pewnie na swój sposób wygodnie.

20

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

A jak z relacjami twoich rodziców? Wszystko ok?

gdykochamy

21 Ostatnio edytowany przez gregor25 (2019-03-28 20:34:54)

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
GabrielaKlym napisał/a:

A jak z relacjami twoich rodziców? Wszystko ok?

Akurat w rodzinie nie miałem żadnych problemów, z ojcem może mam gorszy kontakt jak z matką, bo ojciec jest dość chłodnym człowiekiem, ale nie można powiedzieć, że jest on zły.
Tym bardziej się dziwię problemami, które mnie spotykają...

22

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
gregor25 napisał/a:

(...)jak weszliśmy na wysoki poziom znajomości i zamiast się z tego cieszyć, to mi zaczęło coś przeszkadzać. Spotkania zaczęły mi ciążyć, miałem wrażenie że jakby to wszystko się wypaliło i czas spędzany razem nie sprawiał mi juz takiej radości.(...)

Sam się zdiagnozowałeś - nie umiesz, nie potrafisz czerpać radości z bliskich relacji. Pewnie blisko prawdy jest Mordimer, twierdząc, że problem związany jest z dopaminą, układem nagrody. Wyszukaj w przeglądarce „novelty seeking”

Ilustracja muzyczna:

23 Ostatnio edytowany przez ulle (2019-03-28 21:49:58)

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

Ile masz lat? Na pewno jesteś jeszcze bardzo młody, ale ciekawa jestem ile masz, jeśli miałabym wiedzieć o czym pisać i do kogo?
A jeśli chodzi o twoje leki, to słusznie się boisz, bo to jest trochę tak, jakbyś wywoływał wilka z lasu. Ostrożnie więc.

Napisałam wcześniej, że masz rzadkie szczęście do poznawania normalnych kobiet, czyli stabilnych i zrównoważonych nadających się po prostu do życia z drugim człowiekiem.
Dla ciebie jednak takie kobiety nie sa żadnym wyzwaniem i szybko ci się nudzą.

Wmawiając więc w siebie, że ty rzekomo cierpisz na jakąś dziwną przypadłość ( chodzi mi o to twoje szybkie nudzenie się) możesz zrobić sobie wielką krzywdę, gdyż podświadomie albo i świadomie będziesz szukał trudnych kobiet, przy czym używając tu określenia trudnych mam na myśli takich zdrowo trzepnietych np borderek itd sporo tego jest, można poczytać o różnych zaburzeniach w literaturze.
I wtedy będziesz miał do wiwatu, bo załóżmy, że zwiążesz się z taką, to wiadomo jak będzie wyglądało twoje życie rodzinne. Wykańczalnia za życia.

Tak więc ostrożnie z tym wmawianiem w siebie różnych ciągot.

Ja też przez całe lata uważałam, że stabilny, ciepły facet to przeżytek i nudziarz, że ja to jestem tak oryginalna, że mnie przeciętniak nie interesuje i nie pociąga.
Szukałam więc różnych dziwacznych typoli i byłam w swoim żywiole, ponieważ miałam te swoje wyzwania i chociaż wszystkie moje koleżanki na partnerów życiowych wybieraly normalnych facetów, zakładały rodziny, rodziły dzieci i czas pokazywał, że dobrze na tym powychodziły, to ja w tym czasie ciagalam się z różnymi świrami.
Oczywiście wyszłam za mąż i szczęśliwie mam dzisiaj super córkę, ale wybór męża okazał się porażką, rozwiodłam się.
Potem byli inni, jeden lepszy od drugiego, aż na koniec trafił mi się taki, że ci poprzedni przy tym facecie byli naprawdę normalni.
Dostałam taki wycisk, że nawet sobie nie wyobrażasz i wszystko to miałam na własne życzenie, bo w każdej chwili mogłam to przerwac, ale przez lata nie zrobiłam tego, bo nie chciałam. W końcu jednak to zrobiłam. Bilans strat jakiego dokonałam z dekad swojego życia jest porażający. Można powiedzieć, że zmadrzalam na stare lata.
To przykre, bo czasu już nie cofnę, a przecież moim największym marzeniem było zawsze mieć fajna rodzinę, normalnego męża, no normalne stabilne życie. Tymczasem zafundowałam sobie jakiś absurd. Próbuje odbudowywać swoje życie, ale czasem idzie mi to jak krew z nosa. No cóż.
Uważaj więc na siebie, bo czasem z czystej głupoty człowiek potrafi sam siebie zaprowadzic na manowce.
Trafisz na swoją dziewczynę. Spokojnie, tylko nie wymyślaj na swój temat głupot.

Mam nadzieję, że zrozumiałeś przesłanie mojej rady.

24

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

A jakbyś tak poświęcił czas na analizę? CO ci się nudzi w tych relacjach? seks, czy coś innego?
O czym z nimi rozmawiasz?

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

25

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
gregor25 napisał/a:

Witajcie,

Chciałbym się podzielić z Wami problemem, jaki mam w związkach z kobietami...

Do tej pory w swoim życiu miałem 3 poważne związki. Pierwszy zakończyłem po około 10 miesiącach. Na początku było super - spotkania, coraz większe pieszczoty, nocowania, wyjazdy. Dziewczyna była świetna zarówno w łóżku, jak i w życiu, wydawało mi się wręcz, że to ta jedyna. Ale tak po 8 miesiącach zacząłem czuć się dziwnie. Jakby jak weszliśmy na wysoki poziom znajomości i zamiast się z tego cieszyć, to mi zaczęło coś przeszkadzać. Spotkania zaczęły mi ciążyć, miałem wrażenie że jakby to wszystko się wypaliło i czas spędzany razem nie sprawiał mi juz takiej radości.

Kolejny związek zakończyłem jeszcze szybciej bo po pół roku. Mając doświadczenia z poprzedniego związku uważałem już z deklaracjami i obietnicami, ale jednak wszystko szło bardzo dobrze. Znów dziewczyna się mocno zaangażowała a mi się w końcu znudziła... Praktycznie taka sama sytuacja.

Potem odczekałem trochę i wszedłem w kolejny związek. Jesteśmy razem już ponad 7 miesięcy, ale mam wrażenie, że znowu zaczyna się to samo... Kurczę, zawsze chciałem mieć jakąś stabilizację, założyć rodzinę. A tu średnio trochę ponad pół roku i mi się dziewczyna nudzi. Na początku tłumaczyłem sobie, że to po prostu nie ta dziewczyna, ale jeśli wszystko w niej jest super, a po raz kolejny mam tą samą sytuację, to zaczynam się zastanawiać czy wszystko ze mną jest OK?


Pewnie się jeszcze prawdziwie nie zakochałeś. A może nie zdajesz sobie sprawy, że motyle odlatują i wtedy, jeśli trafiło sie na odpowiednią osobą, dość łatwo wynajdować w kimś inne rajcujące cechy.
A wg mnie 7 miesięcy to aż nadto czasu, by się kimś (byle kim) znudzić.

26

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
gregor25 napisał/a:

Do tej pory w swoim życiu miałem 3 poważne związki. Pierwszy zakończyłem po około 10 miesiącach. Na początku było super - spotkania, coraz większe pieszczoty, nocowania, wyjazdy. Dziewczyna była świetna zarówno w łóżku, jak i w życiu, wydawało mi się wręcz, że to ta jedyna.

Na początku zawsze jest super... a potem zauważasz problemy i okazuje się, że w sumie to wam nie po drodze, a zauroczenie/miłość/uczucia nie załatwiają sprawy.
Norma.


jak weszliśmy na wysoki poziom znajomości i zamiast się z tego cieszyć, to mi zaczęło coś przeszkadzać.

"wysoki poziom" czyli co?
"załóżmy rodzinę"? To, też bym się katapultował. Jako 25 (?) latek w pierwszym związku.

mi się w końcu znudziła... Praktycznie taka sama sytuacja.

A może one były nudne?

27 Ostatnio edytowany przez gregor25 (2019-03-29 10:39:36)

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
MagdaLena1111 napisał/a:
gregor25 napisał/a:

(...)jak weszliśmy na wysoki poziom znajomości i zamiast się z tego cieszyć, to mi zaczęło coś przeszkadzać. Spotkania zaczęły mi ciążyć, miałem wrażenie że jakby to wszystko się wypaliło i czas spędzany razem nie sprawiał mi juz takiej radości.(...)

Sam się zdiagnozowałeś - nie umiesz, nie potrafisz czerpać radości z bliskich relacji. Pewnie blisko prawdy jest Mordimer, twierdząc, że problem związany jest z dopaminą, układem nagrody. Wyszukaj w przeglądarce „novelty seeking”

Ilustracja muzyczna:


To teraz pytanie, może w sumie nie na to forum, ale spróbuję - jak można podnieść poziom dopaminy w organizmie? Poza nie oglądaniem porno, ograniczeniem masturbacji. Są jakieś środki, co pomagają w podniesieniu czy raczej zbalansowaniu dopaminy, żeby czerpać radość ze spotkań.



ulle napisał/a:

Ile masz lat? Na pewno jesteś jeszcze bardzo młody, ale ciekawa jestem ile masz, jeśli miałabym wiedzieć o czym pisać i do kogo?
A jeśli chodzi o twoje leki, to słusznie się boisz, bo to jest trochę tak, jakbyś wywoływał wilka z lasu. Ostrożnie więc.

Napisałam wcześniej, że masz rzadkie szczęście do poznawania normalnych kobiet, czyli stabilnych i zrównoważonych nadających się po prostu do życia z drugim człowiekiem.
Dla ciebie jednak takie kobiety nie sa żadnym wyzwaniem i szybko ci się nudzą.

Wmawiając więc w siebie, że ty rzekomo cierpisz na jakąś dziwną przypadłość ( chodzi mi o to twoje szybkie nudzenie się) możesz zrobić sobie wielką krzywdę, gdyż podświadomie albo i świadomie będziesz szukał trudnych kobiet, przy czym używając tu określenia trudnych mam na myśli takich zdrowo trzepnietych np borderek itd sporo tego jest, można poczytać o różnych zaburzeniach w literaturze.
I wtedy będziesz miał do wiwatu, bo załóżmy, że zwiążesz się z taką, to wiadomo jak będzie wyglądało twoje życie rodzinne. Wykańczalnia za życia.

Tak więc ostrożnie z tym wmawianiem w siebie różnych ciągot.

Ja też przez całe lata uważałam, że stabilny, ciepły facet to przeżytek i nudziarz, że ja to jestem tak oryginalna, że mnie przeciętniak nie interesuje i nie pociąga.
Szukałam więc różnych dziwacznych typoli i byłam w swoim żywiole, ponieważ miałam te swoje wyzwania i chociaż wszystkie moje koleżanki na partnerów życiowych wybieraly normalnych facetów, zakładały rodziny, rodziły dzieci i czas pokazywał, że dobrze na tym powychodziły, to ja w tym czasie ciagalam się z różnymi świrami.
Oczywiście wyszłam za mąż i szczęśliwie mam dzisiaj super córkę, ale wybór męża okazał się porażką, rozwiodłam się.
Potem byli inni, jeden lepszy od drugiego, aż na koniec trafił mi się taki, że ci poprzedni przy tym facecie byli naprawdę normalni.
Dostałam taki wycisk, że nawet sobie nie wyobrażasz i wszystko to miałam na własne życzenie, bo w każdej chwili mogłam to przerwac, ale przez lata nie zrobiłam tego, bo nie chciałam. W końcu jednak to zrobiłam. Bilans strat jakiego dokonałam z dekad swojego życia jest porażający. Można powiedzieć, że zmadrzalam na stare lata.
To przykre, bo czasu już nie cofnę, a przecież moim największym marzeniem było zawsze mieć fajna rodzinę, normalnego męża, no normalne stabilne życie. Tymczasem zafundowałam sobie jakiś absurd. Próbuje odbudowywać swoje życie, ale czasem idzie mi to jak krew z nosa. No cóż.
Uważaj więc na siebie, bo czasem z czystej głupoty człowiek potrafi sam siebie zaprowadzic na manowce.
Trafisz na swoją dziewczynę. Spokojnie, tylko nie wymyślaj na swój temat głupot.

Mam nadzieję, że zrozumiałeś przesłanie mojej rady.

Mam 25 lata, jak w nicku. Rozumiem. Że może się doszukuje nie wiadomo czego, a tak naprawdę mam dziewczynę skarb, którą każdy chciałby mieć. I teraz może szukam wrażeń, a w przyszłości będę żałował. Czuję, że tak może być... Tylko, że to jest takie dziwne uczucie... Na początku gdy się poznajemy każda nawet wiadomość wysłana z jej inicjatywy budzi u mnie radość. Potem w coraz bardziej czuję jakis taki ścisk, jakieś takie dziwne uczucie gdy sobie o niej pomyślę i już takiego funu z tego nie ma. Nie chciałbym tego czuć, chciałbym czuć radość tak jak na początku, ale nie mam na to wpływu.



Ela210 napisał/a:

A jakbyś tak poświęcił czas na analizę? CO ci się nudzi w tych relacjach? seks, czy coś innego?
O czym z nimi rozmawiasz?

Rozmawiamy o wszystkim. Seks mnie nakręca, nie chcę powiedzieć, że pod koniec poprzednich relacji trzymał mnie przy kobietach. Bardziej jakieś takie zwykłe zachowania, jakieś pierdoły zaczynają mi przeszkadzać i czas spędzany z nią zaczyna mi ciążyć. Nie mam pojęcia czemu tak mam. Na początku z przyjemnością się spotykam, a potem pach...



marakujka napisał/a:
gregor25 napisał/a:

Witajcie,

Chciałbym się podzielić z Wami problemem, jaki mam w związkach z kobietami...

Do tej pory w swoim życiu miałem 3 poważne związki. Pierwszy zakończyłem po około 10 miesiącach. Na początku było super - spotkania, coraz większe pieszczoty, nocowania, wyjazdy. Dziewczyna była świetna zarówno w łóżku, jak i w życiu, wydawało mi się wręcz, że to ta jedyna. Ale tak po 8 miesiącach zacząłem czuć się dziwnie. Jakby jak weszliśmy na wysoki poziom znajomości i zamiast się z tego cieszyć, to mi zaczęło coś przeszkadzać. Spotkania zaczęły mi ciążyć, miałem wrażenie że jakby to wszystko się wypaliło i czas spędzany razem nie sprawiał mi juz takiej radości.

Kolejny związek zakończyłem jeszcze szybciej bo po pół roku. Mając doświadczenia z poprzedniego związku uważałem już z deklaracjami i obietnicami, ale jednak wszystko szło bardzo dobrze. Znów dziewczyna się mocno zaangażowała a mi się w końcu znudziła... Praktycznie taka sama sytuacja.

Potem odczekałem trochę i wszedłem w kolejny związek. Jesteśmy razem już ponad 7 miesięcy, ale mam wrażenie, że znowu zaczyna się to samo... Kurczę, zawsze chciałem mieć jakąś stabilizację, założyć rodzinę. A tu średnio trochę ponad pół roku i mi się dziewczyna nudzi. Na początku tłumaczyłem sobie, że to po prostu nie ta dziewczyna, ale jeśli wszystko w niej jest super, a po raz kolejny mam tą samą sytuację, to zaczynam się zastanawiać czy wszystko ze mną jest OK?


Pewnie się jeszcze prawdziwie nie zakochałeś. A może nie zdajesz sobie sprawy, że motyle odlatują i wtedy, jeśli trafiło sie na odpowiednią osobą, dość łatwo wynajdować w kimś inne rajcujące cechy.
A wg mnie 7 miesięcy to aż nadto czasu, by się kimś (byle kim) znudzić.

No właśnie te motyle odlatują i ja wtedy nie mogę sobie poradzić. Wiadomo, że nie zawsze będzie fascynacja każdą chwilą. Może jednak wtedy wolę spędzać czas sam? Ale z drugiej strony jeśli to by była ta właściwa osoba, to nie myślałbym chyba będąc u niej, co będę robił w domu, gdy już wrócę i cieszyłbym się każdą wspólną chwilą?




Znerx napisał/a:
gregor25 napisał/a:

Do tej pory w swoim życiu miałem 3 poważne związki. Pierwszy zakończyłem po około 10 miesiącach. Na początku było super - spotkania, coraz większe pieszczoty, nocowania, wyjazdy. Dziewczyna była świetna zarówno w łóżku, jak i w życiu, wydawało mi się wręcz, że to ta jedyna.

Na początku zawsze jest super... a potem zauważasz problemy i okazuje się, że w sumie to wam nie po drodze, a zauroczenie/miłość/uczucia nie załatwiają sprawy.
Norma.


jak weszliśmy na wysoki poziom znajomości i zamiast się z tego cieszyć, to mi zaczęło coś przeszkadzać.

"wysoki poziom" czyli co?
"załóżmy rodzinę"? To, też bym się katapultował. Jako 25 (?) latek w pierwszym związku.

mi się w końcu znudziła... Praktycznie taka sama sytuacja.

A może one były nudne?

Wysoki poziom, czyli już zna sporo mojej rodziny i znajomych i ja jej. Chodzimy na wszystkie uroczystości rodzinne i towarzyskie wspólnie. Wszystko zaczynamy planować coraz bardziej wspólnie. Coraz więcej rozmawiamy o bardziej odległej przyszłości. Nie mówimy jeszcze wprost o ślubie itd ale jednak plany już mamy dość odległe, a to na wakacje, a to że zobaczymy to to czy tamto.

Czy nudne? No właśnie to jest dobre pytanie. Z moją jeszcze obecną dziewczyną mam tak, że jak idziemy gdzieś razem do kogoś czy na imprezkę, to cieszę się, że ją mam, bo wiem, że mi zawsze będzie towarzyszyć. Problemy pojawiają się w życiu codziennym. Gdy się spotykamy po pracy u niej czy u mnie to ona potrafi wejść do domu, walnąć się na łóżko i nie jest zbyt chętna żeby cokolwiek robić. A my nie pracujemy po 12-16h, więc wieczory można jeszcze aktywnie wykorzystać, no ale często jest ciężko...

28 Ostatnio edytowany przez Piegowata'76 (2019-03-29 10:58:10)

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
gregor25 napisał/a:

No właśnie te motyle odlatują i ja wtedy nie mogę sobie poradzić. Wiadomo, że nie zawsze będzie fascynacja każdą chwilą. Może jednak wtedy wolę spędzać czas sam? Ale z drugiej strony jeśli to by była ta właściwa osoba, to nie myślałbym chyba będąc u niej, co będę robił w domu, gdy już wrócę i cieszyłbym się każdą wspólną chwilą?


Ależ to zupełnie normalne, że czasami chce mieć człowiek święty spokój. Zwariowałabym, gdybym wszędzie miała prowadzać się z facetem i być permanentnie do niego przyklejoną. Potrzebuję czasu i przestrzeni dla siebie, mimo iż kocham przytulania i długie rozmowy.
Miałam niedawno takiego "amanta", który po wspólnym obiedzie lubił uciąć sobie drzemkę (podobno był niedospany po powrocie z zagranicznej pracy). Lubiłam zajmować się wtedy jakimiś swoimi sprawami, czując jego obecność w pobliżu, wiedząc, że po prostu jest.
"Nudny" związek ma dla mnie wiele uroku.

Budowałem na piasku/ I zawaliło się./ Budowałem na skale/ I zawaliło się./ Teraz budując, zacznę/ Od dymu z komina. (Leopold Staff)

29 Ostatnio edytowany przez gregor25 (2019-03-29 14:07:20)

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
Piegowata'76 napisał/a:
gregor25 napisał/a:

No właśnie te motyle odlatują i ja wtedy nie mogę sobie poradzić. Wiadomo, że nie zawsze będzie fascynacja każdą chwilą. Może jednak wtedy wolę spędzać czas sam? Ale z drugiej strony jeśli to by była ta właściwa osoba, to nie myślałbym chyba będąc u niej, co będę robił w domu, gdy już wrócę i cieszyłbym się każdą wspólną chwilą?


Ależ to zupełnie normalne, że czasami chce mieć człowiek święty spokój. Zwariowałabym, gdybym wszędzie miała prowadzać się z facetem i być permanentnie do niego przyklejoną. Potrzebuję czasu i przestrzeni dla siebie, mimo iż kocham przytulania i długie rozmowy.
Miałam niedawno takiego "amanta", który po wspólnym obiedzie lubił uciąć sobie drzemkę (podobno był niedospany po powrocie z zagranicznej pracy). Lubiłam zajmować się wtedy jakimiś swoimi sprawami, czując jego obecność w pobliżu, wiedząc, że po prostu jest.
"Nudny" związek ma dla mnie wiele uroku.

Tak, u mnie też tak było z początku. Ale później czułem wręcz taki dyskomfort będąc w jej towarzystwie. Nawet jeżeli każdy robił swoje. Generalnie kiepskie uczucie i nikomu nie polecam...

No i martwi taki ogólny brak motywacji - na początku myślę gdzie z nią iść, myślę, co kupić na urodziny/imieniny, chcę kupić jej nawet tak bez okazji kwiaty, później to wszystko siada... i nawet te prezenty z jakiejś okazji są bardziej koniecznością niż przyjemnością sad

30 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-03-29 14:30:12)

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
gregor25 napisał/a:

To teraz pytanie, może w sumie nie na to forum, ale spróbuję - jak można podnieść poziom dopaminy w organizmie? Poza nie oglądaniem porno, ograniczeniem masturbacji. Są jakieś środki, co pomagają w podniesieniu czy raczej zbalansowaniu dopaminy, żeby czerpać radość ze spotkań.

Nie mam pojęcia, ale wątpię, żeby można było podawać dopaminę bez szkody dla organizmu. W sumie trzeba byłoby sięgnąć na półkę z literaturą dotyczącą biochemicznych podstaw uzależnień i tak poszukać odpowiedzi, jak Ci się będzie chciało.
Według mnie prościej jest nauczyć się czerpać przyjemność z obcowania z bliskim człowiekiem. Może postawić na kogoś, z kim będzie Ci dobrze. Może skup się na kimś, kto będzie Cię umiał rozbawić, ale i smucić się z Tobą, przy kim będziesz czuł się wolny, ale przywiązany, ktoś, kto będzie Ciebie ciekawy a Ty tej drugiej osoby, ktoś, kto Cię nie będzie oceniał. No i niech to będzie ktoś, kto nie będzie z Tobą dla urody albo kasy ;-)

31 Ostatnio edytowany przez Mordimer (2019-03-29 14:33:36)

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

Jak ma zacząć uczyć się czerpać radość skoro będzie miał niedobór dopaminy ?

Gregor25 pisałem dzisiaj już kilka postów w innych tematach o uzależnieniu od porno jakie suple brać.

Gregor25 oto sposoby :

- dieta bogata w kwasy omega3, cynk, selen, magnez, witaminę d3, kompleks witamin B, witamina c
- aktywnośc fizyczna : basen, rower, siłownia.
- zaprzestanie oglądania i fapania przy porno
- rozwijanie swoich pasji, hobby
- unikanie stresów
- odpowiednia suplementacja.

Na regenerację receptorów dopaminowych najbezpieczniejsze są środki :
ALCAR, NALT, Agmatyna. Możesz takze pokusić sie o ziołowe adaptogeny : Tongkat Ali, Tribullus, Różeniec górski, Ashwagandha. Maca.

"Świat jest teatrem, w którym nie grają zazwyczaj jednej sztuki naraz. Tutaj człowiek przychodzi, by obejrzeć groteskę lub komedię, by pośmiać się i odpocząć, a oto nagle komedia zamienia się w tragedię lub też komedia i tragedia toczą się jednocześnie, czasem nawet z tymi samymi bohaterami występującymi na scenie."

32

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
Mordimer napisał/a:

Jak ma zacząć uczyć się czerpać radość skoro będzie miał niedobór dopaminy ?

Tak samo jak się uwarunkował i czerpie nagrodę (dopaminę) z jednej czynności (gonienie króliczka), tak samo może zostac uwarunkowany na czerpanie przyjemności z bycia z króliczkiem.

33 Ostatnio edytowany przez Mordimer (2019-03-29 14:37:12)

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
MagdaLena1111 napisał/a:
Mordimer napisał/a:

Jak ma zacząć uczyć się czerpać radość skoro będzie miał niedobór dopaminy ?

Tak samo jak się uwarunkował i czerpie nagrodę (dopaminę) z jednej czynności (gonienie króliczka), tak samo może zostac uwarunkowany na czerpanie przyjemności z bycia z króliczkiem.

Najpierw to niech uporząkuje sprawy w mózgu a dopiero potem niech się uczy odpowiednich nawyków i wzorców.
Sam przecież pisze, że ma problemy z motywacją. Ja również kiedyś bagatelizowałem sprawy chemii w mózgu.

"Świat jest teatrem, w którym nie grają zazwyczaj jednej sztuki naraz. Tutaj człowiek przychodzi, by obejrzeć groteskę lub komedię, by pośmiać się i odpocząć, a oto nagle komedia zamienia się w tragedię lub też komedia i tragedia toczą się jednocześnie, czasem nawet z tymi samymi bohaterami występującymi na scenie."

34 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-03-29 14:38:53)

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
Mordimer napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:
Mordimer napisał/a:

Jak ma zacząć uczyć się czerpać radość skoro będzie miał niedobór dopaminy ?

Tak samo jak się uwarunkował i czerpie nagrodę (dopaminę) z jednej czynności (gonienie króliczka), tak samo może zostac uwarunkowany na czerpanie przyjemności z bycia z króliczkiem.

Najpierw to niech uporząkuje sprawy w mózgu a dopiero potem niech się uczy odpowiednich nawyków i wzorców.
Sam przecież pisze, że ma problemy z motywacją. Ja również kiedyś bagatelizowałem sprawy chemi w mózgu.

OK, ale porządkować chemię mózgu można na różne sposoby.
Nie jestem przekonana, czy więcej chemii jest krokiem w dobrym kierunku, więc podsuwam inny pomysł.

35 Ostatnio edytowany przez Mordimer (2019-03-29 14:47:28)

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
MagdaLena1111 napisał/a:
Mordimer napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:

Tak samo jak się uwarunkował i czerpie nagrodę (dopaminę) z jednej czynności (gonienie króliczka), tak samo może zostac uwarunkowany na czerpanie przyjemności z bycia z króliczkiem.

Najpierw to niech uporząkuje sprawy w mózgu a dopiero potem niech się uczy odpowiednich nawyków i wzorców.
Sam przecież pisze, że ma problemy z motywacją. Ja również kiedyś bagatelizowałem sprawy chemi w mózgu.

OK, ale porządkować chemię mózgu można na różne sposoby.
Nie jestem przekonana, czy więcej chemii jest krokiem w dobrym kierunku, więc podsuwam inny pomysł.

Madzia wszystko jest chemią wink

No to powiedz mi jakie są te inne sposoby ?
Jak na przykład ktoś kto ma niskie libido albo niską motywację do zycia ma to zmienić ?

"Świat jest teatrem, w którym nie grają zazwyczaj jednej sztuki naraz. Tutaj człowiek przychodzi, by obejrzeć groteskę lub komedię, by pośmiać się i odpocząć, a oto nagle komedia zamienia się w tragedię lub też komedia i tragedia toczą się jednocześnie, czasem nawet z tymi samymi bohaterami występującymi na scenie."

36 Ostatnio edytowany przez MagdaLena1111 (2019-03-29 14:50:51)

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
Mordimer napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:
Mordimer napisał/a:

Najpierw to niech uporząkuje sprawy w mózgu a dopiero potem niech się uczy odpowiednich nawyków i wzorców.
Sam przecież pisze, że ma problemy z motywacją. Ja również kiedyś bagatelizowałem sprawy chemi w mózgu.

OK, ale porządkować chemię mózgu można na różne sposoby.
Nie jestem przekonana, czy więcej chemii jest krokiem w dobrym kierunku, więc podsuwam inny pomysł.

Madzia wszystko jest chemią wink

No to powiedz mi jakie są te inne sposoby ?
Jak na przykład ktoś kto ma niskie libido albo niską motywację do zycia ma to zmienić ?

Niby wszystko jest chemią, ale może być naturalną albo sztuczną.

Libido jest raczej cechą osobniczą trudną do zmiany, ale niska motywacja do życia to już schematy poznawcze, nad którymi można pracować.

37

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
MagdaLena1111 napisał/a:
Mordimer napisał/a:
MagdaLena1111 napisał/a:

OK, ale porządkować chemię mózgu można na różne sposoby.
Nie jestem przekonana, czy więcej chemii jest krokiem w dobrym kierunku, więc podsuwam inny pomysł.

Madzia wszystko jest chemią wink

No to powiedz mi jakie są te inne sposoby ?
Jak na przykład ktoś kto ma niskie libido albo niską motywację do zycia ma to zmienić ?

Niby wszystko jest chemią, ale może być naturalną albo sztuczną.

Libido jest raczej cechą osobniczą trudną do zmiany, ale niska motywacja do życia to już schematy poznawcze, nad którymi można pracować.

Niekoniecznie. To od chemii w mózgu zależy nasze odczuwanie, myślenie, podejmowanie decyzji. Emocje, uczucia to tylko skutek produkcji neuroprzekaźników. Wszystko zależy od stymulantów i bodźców zewnętrznych. Jak ma się chaos w głowie to procesy poznawcze będą zaburzone.

Znałem wiele oschłych dziewczyn z niskim libido. wink To tylko kwestia dotarcia to takich osób.
Libido można łatwo obniżyć jak i podbić. Tobie chyba chodzi o temperament.

No ale ja pytałem o te inne sposoby. wink

"Świat jest teatrem, w którym nie grają zazwyczaj jednej sztuki naraz. Tutaj człowiek przychodzi, by obejrzeć groteskę lub komedię, by pośmiać się i odpocząć, a oto nagle komedia zamienia się w tragedię lub też komedia i tragedia toczą się jednocześnie, czasem nawet z tymi samymi bohaterami występującymi na scenie."

38

Odp: Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku
gregor25 napisał/a:

No właśnie te motyle odlatują i ja wtedy nie mogę sobie poradzić. Wiadomo, że nie zawsze będzie fascynacja każdą chwilą. Może jednak wtedy wolę spędzać czas sam? Ale z drugiej strony jeśli to by była ta właściwa osoba, to nie myślałbym chyba będąc u niej, co będę robił w domu, gdy już wrócę i cieszyłbym się każdą wspólną chwilą?


Tak, u mnie też tak było z początku. Ale później czułem wręcz taki dyskomfort będąc w jej towarzystwie. Nawet jeżeli każdy robił swoje. Generalnie kiepskie uczucie i nikomu nie polecam...

No i martwi taki ogólny brak motywacji - na początku myślę gdzie z nią iść, myślę, co kupić na urodziny/imieniny, chcę kupić jej nawet tak bez okazji kwiaty, później to wszystko siada... i nawet te prezenty z jakiejś okazji są bardziej koniecznością niż przyjemnością sad

No raczej, nie myślałbyś wówczas z takim zaangażowaniem o powrocie do domciu. smile
Tak, jak pisałam - pewnie nie możesz sobie poradzić, ponieważ wiążesz się z niewłaściwymi na dłuższą metę osobami. Tutaj ważne jest, aby dobrze dobrać się osobowościowo, by wzajemnie niepotrzebnie się sobą nie irytować.

I np. właśnie o tym dopasowaniu świadczy też to, że miło ci się z kimś spędza czas; gdy czujesz się dobrze w czymś towarzystwie nawet gdy zajmujecie się każdy sobą czy odezwiecie się do się raz na godzinę czy dwie. To jest ten pełen komfort.
No, to tak w skrócie.
Ale ja ci się nie dziwię. Lepiej być samemu, niż się męczyć z kimś na siłę. Dużo lepiej.

Posty [ 1 do 38 z 95 ]

Strony 1 2 3 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Niechęć do kobiet wraz z rozwojem związku

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018