Życie w trójkącie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Życie w trójkącie

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 221 do 233 z 233 ]

221

Odp: Życie w trójkącie
Excop napisał/a:

Przykro mi, Marajka, ale wygląda to dla mnie, jak pieprzenie psychoanalityka dla potrzeb zdurniałego pacjenta, który nic o świecie nie wiedział do tej pory według terapeuty.
Gdy się kogoś kocha, walczy się o tę miłość.
Są jednak granice. Z obu stron przekroczone.
Swing to się nazywa.

Przykro mi Excop, ale to brzmi dla mnie jak pieprzenie kogos, kto sobie zyc lubi we wlasnej nieswiadomosci i w swoich bajkach o szlachetnych rycerzach, nie majac pojecia o tym, co wlasciwie nim steruje. tongue

Zobacz podobne tematy :

222

Odp: Życie w trójkącie

To nie zazdrość jest wielkim problemem trójkątów czy otwartych związków. Ją można przepracować w  głowie.
Motywacja jest większym i tu zgadzam się  z Excopem.

Obejrzałam film..
może telewizja coś przekłamuje, ale jeżeli ktoś m w tym trójkącie pojęcie o miłości to S i Ty Katarzynko, nie mąż.
Natomiast Ty zrobisz dla męża chyba wiele za dużo..

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

223

Odp: Życie w trójkącie
Marajka napisał/a:

Przykro mi Excop, ale to brzmi dla mnie jak pieprzenie kogos, kto sobie zyc lubi we wlasnej nieswiadomosci i w swoich bajkach o szlachetnych rycerzach, nie majac pojecia o tym, co wlasciwie nim steruje. tongue

Behawioryzm teorie o zachowaniach ponoć opisuje.
Ja nie twierdzę, że robić tak się nie godzi.
Sam miałem ciągoty, pozbawione jednak emocjonalnego podtekstu.
Trójkąt, dla zapewnienia ciągłości związku, bo się kocha"
Bez jaj!

facet po przejściach

224

Odp: Życie w trójkącie

Ja nie zgodziła bym się na trójkąt

225

Odp: Życie w trójkącie

Wypowiedź Marajki, skądinąd ciekawa i sporo wnosząca do dyskusji, dotyczyła tylko wycinka tematu jakim jest zazdrość, jej przyczyny i możliwości poradzenia sobie z tym uczuciem. Excop, sam zacząłeś, rzucając hipotezę, że „nie można oswoić zazdrości” wink

Mnie samą temat naszych instynktownych odruchów zajmuje w ostatnim czasie dość mocno. Polecam lekturę książki Samolubny gen, wyjaśnia jak wiele z naszych obecnych „naturalnych” reakcji, to spuścizna genetyczna z zamierzchłych czasów. Niektóre z naszych genów pochodzą od odległych praprzodków i kiedyś pozwoliły im przetrwać. Np. arachnofobia, dziś już anachronizm w naszym klimacie, a tkwi w tak wielu z nas, w tym we mnie.

Skąd wzięły się zakusy na trójkąt? To wymaga wyjaśnienia!

Zaczęło się od czworokąta i tu akurat tłumaczenie wydaje się proste. Jak pisała Marajka, natura. Mąż jest młodszy, miał spore potrzeby i dużą ciekawość. Na dokładkę obok przyjaciel S. wpędzający w kompleksy swoim bujnym życiem łóżkowym. Mając więc chętnych, przyjaciela i przyjaciółkę, zdecydowaliśmy się na eksperyment. Co ciekawe, o nią zazdrości nie czułam w ogóle, bo znamy się od lat i sobie ufamy (co poniekąd potwierdza teorię Marajki, nie traktowałam jej jako zagrożenia, więc nie czułam zazdrości nawet o seks, gdzie jednocześnie potrafiłam czuć zazdrość o niewinny flirt z inną, obcą).

A dlaczego później potoczyło się jak się potoczyło? Że zacytuje samą siebie:

„parę tygodni później mąż przyznał się, że od tamtego czasu zupełnie inaczej patrzy na sprawę trójkąta z facetem. Okazało się, że widok mnie z innym wcale mu nie przeszkadza, a przeciwnie – może być nawet podniecający. Zaczął mnie namawiać, byśmy jeszcze kiedyś dali szansę S. Nie wiedziałam co z tym począć. Z jednej strony w fantazjach czasami pojawiały się takie wizje”

Możesz więc stwierdzić, że oboje jesteśmy sobie winni. Spróbowaliśmy zakazanego owocu, a apetyt rośnie w miarę jedzenia. Ja kompletnie nie czuję potrzeby szukania „winnego”, bo nie uważam, żeby w naszym małżeństwie był wcześniej problem. Przeciwnie. To właśnie pewność, że się kochamy i razem wszystko przetrwamy, dała nam odwagę do tych wszystkich eksperymentów. No chyba, że uważasz, iż sama chęć eksperymentowania świadczy o problemach? Moim zdaniem absolutnie nie, zaczynając byliśmy szczęśliwi i pewni swej miłości.

A problemy, owszem, pojawiły się z czasem. Miłość do S., duża presja męża na wyrównanie rachunków i moja zazdrość. I ta zazdrość prawie rozbiła nasz związek. W końcu jednak dotarło do mnie, że awanturować się nie ma sensu. Zazdrością i gniewem potrzeb męża nie zmienię, a rozstawać się z tego powodu nie zamierzam, bo kocham go i czuję się z nim szczęśliwa. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółmi i zgodnymi partnerami.

Zamiast więc teraz uparcie patrzeć w przeszłość i rozliczać winnych, wolę patrzeć w przyszłość. I co ciekawe, idzie mi coraz lepiej. Pomału odkrywam, że wszystkich nie zadowolę i muszę też zadbać o siebie. Mam za duże parcie, by wszystkich uszczęśliwiać i czasem sama zupełnie już nie wiem, czego ja bym w tym wszystkim chciała. Wreszcie zmęczenie szarpaniem na prawo i lewo przez obojga Panów i ich sprzeczne oczekiwania, dało o sobie znać.

W tym miejscu Elu, dzięki za Twoje zdanie i wszystkich innych, którzy kazali mi w całej sytuacji pamiętać też o sobie. Żałuję, że tak późno zaczęłam Was słuchać.

Obecnie trwa u nas mała rewolucja. Tydzień temu wyprowadziłam się tymczasowo z domu i zamieszkałam w pustym mieszkaniu przyjaciółki. Pierwszy raz od dawna mam czas na swoje pasje: moje książki, muzykę, filozofowanie i samotne spacery. Obu Panom kazałam tymczasowo dać mi czas i przestrzeń. I już parę dni wystarczyło, by odpowiedzi zaczęły przychodzić. Za jakiś czas opowiem, co z tego wynikło. Wszystkim zaś szczerze radzę: nigdy, przenigdy nie zaniedbujcie samych siebie, znajdźcie w codziennym biegu chociaż trochę czasu dla swoich pasji i rozrywek. Człowiek, który sam siebie zaniedba, i tak nie będzie potrafił w pełni zatroszczyć się o innych.

226

Odp: Życie w trójkącie

Nie będę szatkować Twojej wypowiedzi, Katarzynko, bo mój smartfonik małe możliwości ma. Albo ma, ale ja ich nie znam. smile
Po prostu, związek, który dotarł do granicy, że "coś za coś" się pojawia, niewiele ma wspólnego z emocjonalnym zaangażowaniem dotychczasowych partnerów.
Łączą Was inne aspekty, o które już pytał nie będę.
Przyznam, że pozbawione tła emocjonalnego seksualne eksperymenty, były moim udziałem.
Ale kochanej kobiety, nikomu bym nie oddał.
Prawdopodobnie powtórzyłem się, ale nie szkodzi.

facet po przejściach

227

Odp: Życie w trójkącie

U Katarzyny jest ich wiele- emocji.. Ty piszesz jak facet.

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

228

Odp: Życie w trójkącie
Ela210 napisał/a:

U Katarzyny jest ich wiele- emocji.. Ty piszesz jak facet.

W końcu mężczyzną jestem, Elu. smile

facet po przejściach

229 Ostatnio edytowany przez Katarzynka88 (2019-12-19 21:11:21)

Odp: Życie w trójkącie
Excop napisał/a:

Ale kochanej kobiety, nikomu bym nie oddał.

Rozumiem i wierzę. Wierzę, że jeśli kochałbyś kobietę, nie oddałbyś jej nikomu. Taki jesteś - Ty. I szanuję to.

Nie wnioskuję z tego jednak, że mój mąż, który postąpił inaczej, nie kocha mnie. Ludzie różnią się od siebie. Nie da się naszych doświadczeń i odczuć wprost przenosić na osoby trzecie.

Znam męża 11 lat, jestem z nim od 9, odkąd tylko wszedł w dorosłe życie. To racjonalny człowiek, bardzo inteligentny, niezbyt romantyczny i mało emocjonalny. Uczucie jakim mnie darzy, to jedyna możliwa i najprawdziwsza miłość jaką potrafi z siebie dać, nie taka z romantycznej komedii, ale nie wyobrażam sobie innej miłości w jego wykonaniu. Możesz uważać więc, że mąż kochać nie potrafi wcale, ale to nie będzie ważne. Ja się czuję kochana.

230

Odp: Życie w trójkącie

Bądź zdrowa, Katarzynko.
Nie rozumiem podstaw Twojego trójkąta, ale życzę Ci wszystkiego najlepszego, z okazji świąt. Byś była szczęśliwa. Do widzenia. smile

facet po przejściach

231

Odp: Życie w trójkącie

Excop, też nie wszystko rozumiem, a czasem im dalej idę w rozważaniach, tym trudniej wszystko pojąć. Łatwo też wpaść w pułapkę subiektywizmu.

Tobie również najlepszego.

232

Odp: Życie w trójkącie

Z opisu ja wnioskuję, że pan mąż jest raczej bardzo emocjonalny.
To już wróciliscie do siebie, czy ja nie doczytałam? I jeśli czujesz się kochana, to nikomu innemu opiniować w tej kwestii,

233 Ostatnio edytowany przez Lovelynn (2019-12-23 21:00:52)

Odp: Życie w trójkącie

Z dużym zainteresowaniem przeczytałam ten wątek, gdyż od dłuższego czasu interesuje mnie temat poliamorii jako pewnego rodzaju eksperyment, pole do eksploracji niezbyt dobrze dotychczas zbadanych terenów. Nie chodzi mi tu o fascynajcę erotyczną tym tematem, to akurat z mojej strony ma marginalne znaczenie.
Bardziej interesuje mnie kwesta, na ile w związku monogamicznym można mieć "wszystko", czyli czy mogą zostać zaspokojone w nim wszelkie potrzeby emocjonalne, psychiczne, intelektualne, cielesne, duchowe i inne. Odpowiedź nasuwa się raczej sama - nie, nie mogą. Stąd poliamoria wydaje się być rozwiązaniem idealnym, gdyż daje iluzję możności zaspokojenia tych potrzeb za pomocą osób trzecich (a nawet czwartych i kolejnych). Początkowo osoby w tego typu relacjach zazwyczaj są euforycznie nastawione do pomysłu i utrzymują, że znalazły receptę na szczęście w związku i nareszcie mają wszystko. Nie muszą okłamywać partnera w sytuacji, kiedy następuje (całkiem naturalne) zauroczenie inną osobą w związku. Zjedli ciastko, a tu się szczęśliwie okazuje, że nadal mają ciastko.

Jednak z długotrwałej obserwacji związków poliamorycznych (w moim przypadku: z relacji innych) wychodzi mi, że i tu powstają nowe luki i braki, może nawet jeszcze większe. Pewne potrzeby są wprawdzie zaspokajane, jednak dzieje się to na koszt innych. Choćby potrzeba ekskluzywności i wyłączności w związku: musi ona w poliamorycznej relacji zostać żmudnie "przepracowywana ze sobą" po to, aby zminimalizować lub nawet zabić w sobie uczucie zazdrości. Albo potrzeba spokoju głowy, czasu wolnego przeznaczonego tylko dla siebie (tak jak w tym wątku) bo co dużo tu tłumaczyć: zaspokajanie potrzeb osoby jednej i drugiej, a może jeszcze kolejnych to jednak spory wysiłek, który idzie na koszt własnych rezerw emocjonalnych i psychicznych. Czyli i tu, podobnie jak w związkach monogamicznych istnieje zasada: coś za coś.

Można by niby wyciągnąć taki uproszczony wniosek: niech każdy decyduje, co dla niego jest ważniejsze. Pewnie. Ale wydaje mi się, że mądrze jest także umieć korzystać z doświadczeń innych. Sama do tej pory nie słyszałam o przypadkach, aby ktoś w danej relacji poliamorycznej wytrwał dłużej, np. 10 lat i więcej. Natomiast znam wiele takich przypadków w relacjach monogamicznych. Dziwnym trafem zawsze ktoś się z relacji wieloosobowych prędzej czy później wycofuje, nie chcąc być tym/tą drugą/trzecią. Zawsze jest związek "główny" i "poboczne".

Poliamoria jest moim zdaniem wyjściem przejściowym, doraźnym, formą poznania samego siebie i partnera. Jednak to właśnie monogamia wykrystalizowała się (ewolucyjnie?) mimo wszystko jako najbardziej satysfakcjonująca forma partnerstwa - pomimo wszelkich ograniczeń i niedoskonałości. Trochę jak z tą demokracją, co to wszyscy na nią psioczą, ale jak do tej pory nikt nie wynalazł nic lepszego.

You've got to be all mine, all mine
Foxy lady
Here I come

Posty [ 221 do 233 z 233 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Życie w trójkącie

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018