Życie w trójkącie - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Życie w trójkącie

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 56 do 110 z 223 ]

56 Ostatnio edytowany przez Excop (2018-07-20 04:09:54)

Odp: Życie w trójkącie
_v_ napisał/a:

wiekszosc ludzi kosztuja zwiazki monogamiczne z ktorych nie moga sie wyrwac i nie sa szczesliwi
ale nikt im nie mowi: ej ty, sluchaj, nie wiaz sie monogamicznie, bo nawet jesli teraz bedziesz mial satysfakcje, to pozniej moze cie to duzo kosztowac

wiec dlaczego tak sie mowi osobom? ktore wybieraja inne zycie?

zwykle jak ktos wybiera inne zycie niz powszechnie przyjete, to ba pewno przemyslal sobie wiecej niz statystyczny monogamista ktory podaza za stadem i czasem nawet nie wie po co
ich nalezy przestrzegac przed konsekwencjami ich wyborow bo sa czesto nieswiadome i nieprzemyslane

Ale ci, "zwykli", wchodzą w to tak samo, jak Katarzynka w trójkąt.   A ostrzeżenia, rady i inne sugestie na dole z tyłu i tak mają.
Bo wychodzi na to, że większościowe związki, to skok bez spadochronu. Nieprzemyślany krok w tych wypadkach.
Na tym to polega, że nie wiadomo, jak potoczy się życie, a Ty na skutkach się opierasz się jednak. Takich, które wielokrotnie tu czytamy.  Nie na powodach wchodzenia w nieznane, że się tak wyrażę.
Inni bliscy Katarzynki nie znają formy jej związku. Tak przynajmniej wywnioskowałem z tego, co czytałem. Jeśli przegapiłem, przepraszam.
Mówiąc o kosztach, to również miałem na uwadze.

facet po przejściach
Zobacz podobne tematy :

57

Odp: Życie w trójkącie
Excop napisał/a:
_v_ napisał/a:

wiekszosc ludzi kosztuja zwiazki monogamiczne z ktorych nie moga sie wyrwac i nie sa szczesliwi
ale nikt im nie mowi: ej ty, sluchaj, nie wiaz sie monogamicznie, bo nawet jesli teraz bedziesz mial satysfakcje, to pozniej moze cie to duzo kosztowac

wiec dlaczego tak sie mowi osobom? ktore wybieraja inne zycie?

zwykle jak ktos wybiera inne zycie niz powszechnie przyjete, to ba pewno przemyslal sobie wiecej niz statystyczny monogamista ktory podaza za stadem i czasem nawet nie wie po co
ich nalezy przestrzegac przed konsekwencjami ich wyborow bo sa czesto nieswiadome i nieprzemyslane

Ale ci, "zwykli", wchodzą w to tak samo, jak Katarzynka w trójkąt.   A ostrzeżenia, rady i inne sugestie na dole z tyłu i tak mają.
Bo wychodzi na to, że większościowe związki, to skok bez spadochronu. Nieprzemyślany krok w tych wypadkach.
Na tym to polega, że nie wiadomo, jak potoczy się życie, a Ty na skutkach się opierasz się jednak. Takich, które wielokrotnie tu czytamy.  Nie na powodach wchodzenia w nieznane, że się tak wyrażę.
Inni bliscy Katarzynki nie znają formy jej związku. Tak przynajmniej wywnioskowałem z tego, co czytałem. Jeśli przegapiłem, przepraszam.
Mówiąc o kosztach, to również miałem na uwadze.


osoby, które wchodza w niestandardowe zwiazki zwykle przemyślały sobie duzo wiecej niz niejeden monogamista, który wchodzi w związek 1 na 1, bo tak trzeba i wszyscy tak robią. serio.
a to ze nie ma gwarancji powodzenia, to przecież truizm. nigdy nie masz gwarancji na powodzenie czegokolwiek, co tworzysz. I masz tylko część wpływu na to. Resztę mają pozostali partnerzy.

58

Odp: Życie w trójkącie
_v_ napisał/a:
Excop napisał/a:
_v_ napisał/a:

wiekszosc ludzi kosztuja zwiazki monogamiczne z ktorych nie moga sie wyrwac i nie sa szczesliwi
ale nikt im nie mowi: ej ty, sluchaj, nie wiaz sie monogamicznie, bo nawet jesli teraz bedziesz mial satysfakcje, to pozniej moze cie to duzo kosztowac

wiec dlaczego tak sie mowi osobom? ktore wybieraja inne zycie?

zwykle jak ktos wybiera inne zycie niz powszechnie przyjete, to ba pewno przemyslal sobie wiecej niz statystyczny monogamista ktory podaza za stadem i czasem nawet nie wie po co
ich nalezy przestrzegac przed konsekwencjami ich wyborow bo sa czesto nieswiadome i nieprzemyslane

Ale ci, "zwykli", wchodzą w to tak samo, jak Katarzynka w trójkąt.   A ostrzeżenia, rady i inne sugestie na dole z tyłu i tak mają.
Bo wychodzi na to, że większościowe związki, to skok bez spadochronu. Nieprzemyślany krok w tych wypadkach.
Na tym to polega, że nie wiadomo, jak potoczy się życie, a Ty na skutkach się opierasz się jednak. Takich, które wielokrotnie tu czytamy.  Nie na powodach wchodzenia w nieznane, że się tak wyrażę.
Inni bliscy Katarzynki nie znają formy jej związku. Tak przynajmniej wywnioskowałem z tego, co czytałem. Jeśli przegapiłem, przepraszam.
Mówiąc o kosztach, to również miałem na uwadze.


osoby, które wchodza w niestandardowe zwiazki zwykle przemyślały sobie duzo wiecej niz niejeden monogamista, który wchodzi w związek 1 na 1, bo tak trzeba i wszyscy tak robią. serio.
a to ze nie ma gwarancji powodzenia, to przecież truizm. nigdy nie masz gwarancji na powodzenie czegokolwiek, co tworzysz. I masz tylko część wpływu na to. Resztę mają pozostali partnerzy.

Wchodzimy w strefę off-topu, ale zauważę, że to, co piszesz o "zwykle więcej [...]niż niejeden itd.,, tyle samo warte jest, co moje przestrogi, którym oczywistość oczywistą zarzucasz.
Powtórzę, że decyzja o utworzeniu takiego związku, to sprawa tych trojga. I mnie nic do tego.
To, że ja, za żadne skarby nie pozwoliłbym na coś takiego, to zdanie moje. Wyłącznie.

facet po przejściach

59

Odp: Życie w trójkącie
Excop napisał/a:
_v_ napisał/a:
Excop napisał/a:

Ale ci, "zwykli", wchodzą w to tak samo, jak Katarzynka w trójkąt.   A ostrzeżenia, rady i inne sugestie na dole z tyłu i tak mają.
Bo wychodzi na to, że większościowe związki, to skok bez spadochronu. Nieprzemyślany krok w tych wypadkach.
Na tym to polega, że nie wiadomo, jak potoczy się życie, a Ty na skutkach się opierasz się jednak. Takich, które wielokrotnie tu czytamy.  Nie na powodach wchodzenia w nieznane, że się tak wyrażę.
Inni bliscy Katarzynki nie znają formy jej związku. Tak przynajmniej wywnioskowałem z tego, co czytałem. Jeśli przegapiłem, przepraszam.
Mówiąc o kosztach, to również miałem na uwadze.


osoby, które wchodza w niestandardowe zwiazki zwykle przemyślały sobie duzo wiecej niz niejeden monogamista, który wchodzi w związek 1 na 1, bo tak trzeba i wszyscy tak robią. serio.
a to ze nie ma gwarancji powodzenia, to przecież truizm. nigdy nie masz gwarancji na powodzenie czegokolwiek, co tworzysz. I masz tylko część wpływu na to. Resztę mają pozostali partnerzy.

Wchodzimy w strefę off-topu, ale zauważę, że to, co piszesz o "zwykle więcej [...]niż niejeden itd.,, tyle samo warte jest, co moje przestrogi, którym oczywistość oczywistą zarzucasz.
Powtórzę, że decyzja o utworzeniu takiego związku, to sprawa tych trojga. I mnie nic do tego.
To, że ja, za żadne skarby nie pozwoliłbym na coś takiego, to zdanie moje. Wyłącznie.


ale komu bys nie pozwolil? wink
bo nie pozwolic to mozesz chyba tyllo sobie, co nie? wink

60

Odp: Życie w trójkącie
_v_ napisał/a:

ale komu bys nie pozwolil? wink
bo nie pozwolic to mozesz chyba tyllo sobie, co nie? wink

Dobrze, uściślę, skoro to niezbędne.
Nie pozwoliłbym, gdybym miał być elementem takiego związku. Za żadne skarby. Zwłaszcza, z najlepszym przyjacielem(?)
Wyjście w takiej sytuacji, w moim przypadku byłoby tylko jedno. Jakie, tłumaczyć już nie będę.

facet po przejściach

61

Odp: Życie w trójkącie
Katarzynka88 napisał/a:

Faktycznie, patrząc  z boku można się zastanawiać "co do cholery ten mąż z tego ma?" S. łatwiej zrozumieć, bo on "zyskał", podczas gdy mąż podzielił się tym, co dotąd miał tylko dla siebie (nie tylko łóżkowo, ale przede wszystkim mój czas i uwagę). Gdy o to pytam męża, z bonusów wymienia zacieśnienie koleżeńskich więzi (serio, S. jest nam bliższy niż rodzina i wiemy, że dla nas wskoczyłby w ogień), urozmaicenia w łóżku, pomoc w domowych obowiązkach, osłabienie mojej zazdrości, a także… radość z naszego szczęścia.

No mąż przecież zyskał Blondynę i w przyszłości pewnie zyska jeszcze inne "urozmaicenia". Nie martw się o niego stratny nie jest, sam nie powiedział ci o wszystkich korzyściach jakie ma z tego układu.

Historia miła, życzę wam żebyście jakoś trwali bez wielkich burz i awantur. Mi cała sytuacja bardziej zalatuje swingiem niż trójkątem i jesteście nadal na etapie szukania osoby czwartej. Przynajmniej ty i mąż. Kochanek ma chyba trochę inne spojrzenie na ten układ niż wy. To jego najtrudniej mi zrozumieć, ale jak mówiłaś ma ciekawą przeszłość więc pewnie coś go tak ukształtowało. Powodzenia.

A co to byłaby za miłość, gdyby kochającego nie było stać na trochę poświęcenia.

62

Odp: Życie w trójkącie
Excop napisał/a:
_v_ napisał/a:

ale komu bys nie pozwolil? wink
bo nie pozwolic to mozesz chyba tyllo sobie, co nie? wink

Dobrze, uściślę, skoro to niezbędne.
Nie pozwoliłbym, gdybym miał być elementem takiego związku. Za żadne skarby. Zwłaszcza, z najlepszym przyjacielem(?)
Wyjście w takiej sytuacji, w moim przypadku byłoby tylko jedno. Jakie, tłumaczyć już nie będę.

a ktos Cie zmusza?
ogolnie jak sie czegos nie chce mozna zwyczajnie powiedziec "nie, dziekuje, mi to nie odpowiada" wink

63

Odp: Życie w trójkącie
_v_ napisał/a:

a ktos Cie zmusza?
ogolnie jak sie czegos nie chce mozna zwyczajnie powiedziec "nie, dziekuje, mi to nie odpowiada" wink

Nie wiem, co, ale coś Cię we mnie drażni, skoro udajesz, że nie rozumiesz moich wypowiedzi.
Odstępuję więc, szkoda klawiatury.
Katarzynce zaś, powodzenia życzę.
Mimo mojego, diametralnie innego podejścia do formy jej związku. smile

facet po przejściach

64 Ostatnio edytowany przez Katarzynka88 (2018-07-20 10:34:04)

Odp: Życie w trójkącie
_v_  napisał/a:

nigdy nie masz gwarancji na powodzenie czegokolwiek, co tworzysz. I masz tylko część wpływu na to. Resztę mają pozostali partnerzy.

Niezaprzeczalnie, też gdzieś wcześniej wspominałam, że nie znam recepty na wieczność jakiejkolwiek relacji, ale nawet jeśli coś okaże się nietrwałe, nie oznacza, że było bez wartości.

Poza tym Excop mogę się jedynie domyślać, jakie wyjście z sytuacji byś zaproponował i coś mi mówi, że nie byłoby ono zbyt przyjemne. Zerwanie trójkąta na etapie największych emocji, by zabezpieczyć nas przed przyszłymi większymi stratami, wydaje mi się nadmiernie asekuranckie i mogłoby okazać się finalnie szkodliwe. Nie ma bowiem gwarancji, że wzajemny żal czy wyrzuty sumienia nie zatrułyby związku lub że uczucie faktycznie umarłoby z braku kontaktu. Wszak mówi się że miłość niespełniona bywa najtrwalsza. To trochę jak skanie z mostu z obawy, że się z niego spadnie.

A nawet jeśli trójkąt się zakończy, niekoniecznie będzie to najczarniejszy scenariusz. Może się zwyczajnie okazać, że wszystko umrze śmiercią naturalną gdy największe emocje przygasną i np. S. znajdzie partnerkę, monogamistkę. Ciężko przewidzieć przyszłość, więc już nawet nie próbuję, tylko staram się czerpać radość z tego co mamy.

Poza tym obecnie możemy tylko gdybać, jak wyszedłbyś z całego ambarasu, bo skoro masz podejście do relacji takie jakie masz, to nigdy byś do takiej sytuacji nie doprowadził. Tym bardziej dzięki za dobre słowo i pozdrawiam smile

Bialy napisał/a:

No mąż przecież zyskał Blondynę i w przyszłości pewnie zyska jeszcze inne "urozmaicenia". Nie martw się o niego stratny nie jest

Odkąd znalazła się Blondyna to faktycznie martwię się zdecydowanie mniej smile

Bardzo mnie (pozytywnie) zaskakuje też Twoja opinia, że to kochanka najtrudniej zrozumieć. Dotąd ludzie, którzy słyszeli o naszym układzie, twierdzili, że dla S. to "bajka". Przyjaźń, fajny seks i to wszystko jeszcze bez większych zobowiązań. To jednak tylko powierzchowna ocenia sytuacji. W całej historii jest dla mnie bohaterem dość tragicznym i najczęściej miewałam wyrzuty właśnie z jego powodu. W skrócie powiem tylko, że z dzieciństwa i wczesnej młodości wyniósł niewiarę w trwałość miłości oraz silny lęk przed porzuceniem (to tylko moja opinia na podstawie analizy jego przeszłości). Dlatego później wchodził już wyłącznie w relacje powierzchowne, asekurancko nie pozwalając sobie na zaangażowanie. Deprecjonował miłość, gloryfikując za to przyjaźń, jako coś w jego przekonaniu stabilnego i trwałego. Stąd może dopiero przy nas "pozwolił sobie" na zakochanie, gdyż paradoksalnie poczuł się bezpiecznie (bo przecież przyjaciółmi w jego mniemaniu będziemy już zawsze). Nie chcę jednak wychodzić na domorosłego psychologa, taka tylko moja refleksja.

65

Odp: Życie w trójkącie

Jak Biały to napisał, to miałam taką refleksję jak Ty Katarzynka, na temat S.że znalazł u Was hmm.. ciepło rodzinne i że w tle jest brak ojca. Ale to takie tam refleksje.
A Ty? potrafisz dbać o siebie w tym układzie, czy po "kobiecemu" troszczysz się bardzo o obu Panów i serca masz 2 i smutki 2..?

Ja podlewam czystą wodą
Ziarno które będzie kwiatem
I uważam na zaklęcia
Każde słowo ma swój zapach

66

Odp: Życie w trójkącie

Ela, gratuluję intuicji, blisko. A dokładnie: w tle silna więź z rozchwianą emocjonalnie matką + zapracowany, nieobecny ojciec. W końcu matka odchodzi bez pożegnania, zostawiając z tym niezbyt bliskim, niezbyt ciepłym ojcem. Do tego dwie pierwsze próby budowania związku bardzo... smutne.

A co do mnie, znów ciepło. Miewam problemy z matkowaniem. I to raczej mąż mnie dyscyplinuje, żebym dbała o siebie. Teraz na przymusowym urlopie, więc sobie odpoczywam i umilam czas rozmową z Wami.

67

Odp: Życie w trójkącie
Katarzynka88 napisał/a:

Poza tym obecnie możemy tylko gdybać, jak wyszedłbyś z całego ambarasu, bo skoro masz podejście do relacji takie jakie masz, to nigdy byś do takiej sytuacji nie doprowadził. Tym bardziej dzięki za dobre słowo i pozdrawiam smile

Mądrego człowieka, miło posłuchać.
Nie oceniając, a jedynie, ostrzegając, własne doświadczenia podając za przykład , wyraziłem swój pogląd na Twój obecny etap życia. Twojego męża również, przyznaję.
Również i to, co konkludowałaś.
Nigdy nie pozwoliłbym, by doszło do sytuacji, gdy z innym miałbym dzielić moją partnerkę.
Bo jest tylko jeden. Ja.
Taki to, mój, staroświecki styl.
I naprawdę, życzę Wam powodzenia.
Całej trójce. Bez ironii. smile

facet po przejściach

68

Odp: Życie w trójkącie
Excop napisał/a:

własne doświadczenia podając za przykład

Czy o tych doświadczeniach można gdzieś więcej poczytać? Jeśli tak, poproszę o namiary na odpowiedni temat.

_v_ napisał/a:

osoby, które wchodza w niestandardowe zwiazki zwykle przemyślały sobie duzo wiecej niz niejeden monogamista

Faktycznie coś w tym jest, bo żaden mój wcześniejszy związek nie był poprzedzony tak długim i wnikliwym ważeniem za i przeciw. Nie była to beztroska decyzja, a na etapie jej podejmowania wszelkie porady powitałabym z miłą chęcią. Tylko skąd miałam taką poradę otrzymać, skoro nikt z zaufanych osób nie stał nigdy przed podobnym dylematem?

69

Odp: Życie w trójkącie
Katarzynka88 napisał/a:
Excop napisał/a:

własne doświadczenia podając za przykład

Czy o tych doświadczeniach można gdzieś więcej poczytać? Jeśli tak, poproszę o namiary na odpowiedni temat.
[

Niestety, Katarzynko. Osobnego tematu nie ma. Wspominałem o tym w kilku wątkach. U Kroteczki, Jahery i gdzieś tam jeszcze.
W skrócie, chciałem czegoś więcej, niż zwykły seks (na wszelkie, hetero - sposoby, oprócz "przemocy").
Jako wolny, a do tego z dzieciarnią, traktowałem moje kochanki przedmiotowo. I była to prawda, bo na związek kolejny nie miałem ani sił, ani ochoty wówczas.
Wiedziały o sobie. Z poczty pantoflowej.
Zaproponowałem trójkąt. Z nimi dwiema. Ta "druga" się zgodziła. Ta zaś, która sądziła, że się zwiążemy, odmówiła.
Zerwałem z nią, bo związek emocjonalny, z mężatką w dodatku, nie interesował mnie. Taka świnia wtedy ze mnie była.

facet po przejściach

70

Odp: Życie w trójkącie

Ta historia przypomina mi jedną z Ukrytej Prawdy. Taka reaktywacja tego odcinku big_smile

71

Odp: Życie w trójkącie
shqiptare napisał/a:

Ta historia przypomina mi jedną z Ukrytej Prawdy. Taka reaktywacja tego odcinku big_smile

Rzeczywiście, jak przeczytałem swój post jeszcze raz, również odniosłem takie wrażenie. Ale, tak moje życie sto lat temu, wyglądało. smile

facet po przejściach

72

Odp: Życie w trójkącie

Excop, skoro układ był od początku jasny dla obu Pań (to, że nie chcesz związku) + rozstanie, gdy zauważyłeś, że jedna oczekuje czegoś, czego nie możesz jej dać, to nie widzę wielkich "świństw". Ale już rozumiem spostrzeżenia z tematu hipokryty - skoro trójkąt zaproponowałeś kochankom, których nie traktowałeś poważnie, pewnie tak samo oceniłeś naszą relację. Mężczyźni są jednak widać różni, pomimo popularnego "każdy facet jest taki sam". Nie mam wątpliwości co do uczuć moich Panów.

73

Odp: Życie w trójkącie
Katarzynka88 napisał/a:

Ale już rozumiem spostrzeżenia z tematu hipokryty - skoro trójkąt zaproponowałeś kochankom, których nie traktowałeś poważnie, pewnie tak samo oceniłeś naszą relację. Mężczyźni są jednak widać różni, pomimo popularnego "każdy facet jest taki sam". Nie mam wątpliwości co do uczuć moich Panów.

To Twoje życie, Katarzynko. Dlatego, mimo obaw i zastrzeżeń, co do przekonania o trwałości takich relacji,
życzę Ci szczęścia. O jakości uczuć obu panów nie będę mówił, bo - jak już wspomniałem, jako mężczyzna,  nie rozumiem tego.

facet po przejściach

74

Odp: Życie w trójkącie

Słyszałam już o poliamorii i przypadkach miłości do niejednej osoby. Wydaje mi się to całkiem normalne, w końcu każdy ma do zaoferowania coś innego, można dawać wielu osobom to, czego akurat potrzebują i tak samo wiele czerpać. Jednak czy sama potrafiłabym tak żyć? Nie wiem, w tym momencie nie. Cenię to, co mam i dobrze mi tak, jak jest.
Podziwiam!
"Nie każdy rodzi się i umiera obyczajny", czy ja mogę to zdanie wykorzystywać w przyszłości? Bardzo mi się spodobało, jak najbardziej trafne. Wręcz powiedziałabym: nikt nie rodzi się obyczajny, obyczaj dzisiaj to pojęcie względne wink

75

Odp: Życie w trójkącie

Z wielką uwagą przeczytałem Katarzynko Twoją opowieść. Życzę Wam aby dalej układało się przynajmniej tak dobrze, jak do tej pory.
Nie zazdroszczę też Twojej sytuacji, bo głównie od Ciebie zależy powodzenie tego układu. Z tego co przeczytałem to Ty o tym bardzo dobrze wiesz. Odnoszę wrażenie, że jesteś bardzo mądrą kobietą.
Powodzeni

76

Odp: Życie w trójkącie

Arcy, dziękuję smile Na razie wciąż się układa. Więcej nawet, czujemy że z każdym miesiącem jest lepiej.

zuzeh napisał/a:

Słyszałam już o poliamorii i przypadkach miłości do niejednej osoby. Wydaje mi się to całkiem normalne, w końcu każdy ma do zaoferowania coś innego, można dawać wielu osobom to, czego akurat potrzebują i tak samo wiele czerpać.

Pełna zgoda. Z tym, że o ile zapas uczuć mam niewyczerpany, to jednak czasu i możliwości niekiedy brak. Oczekiwania ukochanych osób bywają ze sobą sprzeczne. Wyzwaniem jest wtedy pogodzenie tych oczekiwań i wyważone realizowanie potrzeb zarówno partnerów jak i własnych.

zuzeh napisał/a:

Jednak czy sama potrafiłabym tak żyć? Nie wiem, w tym momencie nie. Cenię to, co mam i dobrze mi tak, jak jest.

Też nie wiedziałam, dopóki życie mi nie pokazało, że jednak potrafię. Przyznam jednak, że musieliśmy się takiego związku nauczyć. Dopiero od pół roku mogę z czystym sumieniem stwierdzić, że się udało.

77 Ostatnio edytowany przez DoswiadczonyDaro (2018-10-19 08:43:17)

Odp: Życie w trójkącie

Tak jak deklarowałem postanowiłem tu napisać ale nie chcę się odnosić do sposobu życia autorki ani go oceniać. Chcę tylko pokazać skutki społeczne takiego życia i ogólnie z czego ono wynika. Nie uważam się też za wszechwiedzącego czy mądrzejszego, nawet jeśli ktoś ma takie wrażenie, jak operuję pewnymi sformułowaniami czy terminami, to dementuje, jest ono błędne. Proszę się też nie sugerować nickiem, choć rzeczywiście miałem wiele doświadczeń z obserwacji i przemyśleń na temat funkcjonowania tego typu związków w przeszłości.

Przede wszystkim trzeba zacząć od zdefiniowania pojęcia poliamoryzmu, które to nie jest tożsame z pojęciem poligamii. Poligamia to bowiem tworzenie trwałego związku, rodziny w sensie poligamicznym co wynika z konkretnego systemu społecznego i religijnego, przy czym poligamia dzieli się na poligymię i poliandrię. Natomiast poliamoryzm, to sposób życia polegający na tworzeniu związków, w którym stali partnerzy są otwarci na poznawanie nowych osób i wielokrotne zakochiwanie. Zdaniem poliamorystów nie ma nic złego w miłości do kilku osób i jawnym współżyciu z wieloma partnerami, jednak większość z nas traktuje to jako dewiację.

Tyle definicji i przykładowo z obrazem związku poligamicznego mamy do czynienia w serialu "Trzy na jednego", z przykładem układu poliamorycznego w filmie Woodego Alena "Vickie, Cristine, Barcelona".

Życie w związku poligamicznych lub monogamicznym wynika z kultury (wiary) oraz predyspozycji danej osoby. W przypadku badania kultur "otwartych" jedynie lub aż ok. 10% żyje w związkach poligamicznych. Reszta w monogamicznych. W kulturze chrześcijańskiej obowiązuje monogamiczność, w kulturze islamu i hinduizmu poligamiczność. W każdym z tych przypadków istnieją jednak osoby, które czują się "gorzej" żyjąc tak jak wszyscy. Jeśli to robią, przyczyniają się do zachowania spójności społeczeństwa w którym żyją, jeśli robią inaczej, rozbijają ją, do czego np. dąży dzisiejszy liberalizm ze swoim hedonizmem. Poliamoryzm jest właśnie przejawem ideologii hedonizmu w dzisiejszym świecie dążącym do rozbijania rodziny i oferowania życia rozwiązłego.

Jeśli skupimy się na kwestii związków poligamicznych vs. monogamicznych to każdy z nich niesie ze sobą określone wyzwania, problemy i sytuacje. Ale w sensie społecznym są one nastawione na tworzenie czegoś trwałego w sensie tworzenia  trwałej komórki społecznej - rodziny, zaistnienia i wychowania dzieci (demografia, kwestia istnienia społeczeństwa), natomiast poliamoryzm ma społecznie charakter przeciwny, nie tworzy niczego społecznie trwałego. Co więcej, w każdym niemal opracowaniu zachowania poliamoryczne i hedonistyczne wiązane są z okresem tzw. dekadencji i upadku danej cywilizacji, co już miało miejsce wiele razy w historii.

Jakie są bezpośrednie skutki społeczne poliamoryzmu w społeczeństwie np. naszym, konserwatywnym w większości? Otóż po pierwsze pomimo powszechnej tolerancji takich zachowań, budzą one zgorszenie, niezrozumienie, itp. dlatego też obnoszenie się z tym należy traktować jako rodzaj prowokacji, bo to jest to samo, jakby kobieta w bikini wyszła na ulicę arabskiego miasta. Po drugie pojawia się kwestia rozpowszechniania takich zjawisk w ogólności. Jeśli ludzie, a takich jest większość, szukają stałej miłości, realizacji swojego życia w postaci rodziny, dzieci, szacunku społecznego, to tego w wolnych związkach nie odnajdą a jednocześnie takie doświadczenia i takie doświadczenia u innych, będą przeszkadzały w realizacji, w praktyce takiego stałego związku w przyszłości. Po trzecie pojawia się kwestia namawiania innych do takiego życia, co jasno widać z wypowiedzi autorki i drugiego tematu poszukiwania dziewczyny, oferowania tego innym, co w przypadku wielu osób jest oferowaniem im w istocie traumatycznych doświadczeń, psuciem moralnym i jest dawaniem tzw. złego przykładu, to wciąganie w to innych "niewinnych" osób. Bo poliamoryzm nie zamyka się w poligamii, ale potrzebuje coraz to nowszych doświadczeń, partnerów, uczestników aby utrzymać w sobie ciągle ten sam poziom ekscytacji i emocji. Kolejnym czwartym negatywnym społecznie skutkiem poliamoryzmu jest jego wpływ na dzieci. W społeczeństwie konserwatywnym dzieci poliamorystów będą szykanowane, będą wytykane palcami a same będą mieć poważne problemy z tożsamością i zdefiniowaniem swojej roli społecznej  i rodzinnej. Ze społecznego punktu widzenia akceptacja takich zachowań jest swoistym działaniem samobójczym, prowadzącym do upadku cywilizacji i moralności.

Oczywiście autorka w ogóle nie skupia się na kwestiach społecznych a jedynie osobistych. Na te jednak się nie będę wypowiadał. Z drugiej strony warto sobie zdać sprawę, że dojrzałość i świadomość życia (życie świadome) sprowadza się również do tego, do świadomości, że nasze życie i postępowanie, jest, może być przykładem (dobrym lub złym) dla innych a społecznie ma wpływ na wszystkich.

78

Odp: Życie w trójkącie

jak dla mnie skonczy sie tak, ze bedziesz w zwiazku z s. a maz z ta laska z pracy i wszystko sie z czasem skonczy bo s. i maz juz nie beda przyjaciolmi wink

79

Odp: Życie w trójkącie

Daro, dziękuję za opinię. Wchodzisz jednak na temat grząski. Grząski, bo Tobie zupełnie nieznany – widzę, że wiedzę o poliamorii masz bardzo powierzchowną, bo zwyczajnie źle definiujesz to zjawisko. Błądzisz, pisząc o oferowaniu życia rozwiązłego, godzeniu w rodzinę, budowaniu relacji krótkotrwałych, hedonizmie.

Krótkie sprostowanie więc na początek. Poliamoria nie zakłada rozwiązłości i nie wiąże się z hiperseksualnością. Są więc w tej społeczności osoby, dla których seks jest normalną częścią relacji, są takie, które bez seksu nie potrafią żyć, a są również osoby aseksualne. Często osoby deklarujące się jako poliamoryczne, żyją de facto z jednym partnerem, a wyłącznie dopuszczają możliwość, że ten stan mógłby kiedyś ulec zmianie. Poliamoria ma raczej więcej wspólnego z wewnętrzną zgodą na to, by uczucie rozwijało się bez oczekiwań czy żądań, niż z liczbą osób w nie zaangażowanych.

Godzenie w rodzinę? Być może w tradycyjny model rodziny. Zdziwiłbyś się ile funkcjonuje szczęśliwych wielkich rodzin. I to są długoletnie, trwałe relacje. Poliamoria paradoksalnie zakłada właśnie stabilność więzi międzyludzkich. Sprzeciwia się wymienianiu ludzi „jak rękawiczki”, bo na horyzoncie pojawił się ktoś nowy. Stoi w opozycji do tzw. seryjnej monogamii. Trwałości tej jednocześnie nie buduje na przymusie, zakazach i ograniczeniach, a zgodnym i dobrowolnym współistnieniu kochających się, autonomicznych jednostek.

Hedonizm? W poliamorii nie chodzi o maksymalizację przyjemności fizycznych. Od tego są swingi, otwarte związki etc. W poliamorii zaś chodzi o… o miłość właśnie. To raczej próba znalezienia równowagi pomiędzy życiem moralnym, a naturą człowieka stworzonego do miłości. Poliamoryści nie piętnują tej „kochliwości”. Są zdania, że miłość jest piękna, dobra, naturalna. Czyni nas szczęśliwymi, lepszymi, poprawia naszą kondycję fizyczną i psychiczną, ubogaca, uwrażliwia, prowokuje w nas zmiany na lepsze. I chcą, by ludzie tę miłość mogli pielęgnować bez ograniczeń (a nie dławić w zarodku). Nie godzą się jednak na kłamstwo i zdradę. Dopuszczają wielomiłość, jednak wyłącznie za wiedzą i zgodą wszystkich zaangażowanych w ten układ.

Wszystko to pewnie byłoby zbędne, gdyby każdy z nas potrafił odnaleźć spokój i spełnienie w monogamii. Tak jednak nie jest: rozwody, kłamstwa, zdrady, seryjna monogamia, wieloletnie życie wolnego strzelca (byle się nie dać zakuć w małżeńskie kajdany!). Monogamia to ideał i jeśli ktoś do niego dorasta - chapeau bas. Jeśli jednak nie, czy powinien dorastać na siłę? W imię czego - dobrego przykładu - poświęcać swoje osobiste szczęście i komfort życia uczciwego, zgodnego z własnymi przekonaniami?

Co do mnie i złego przykładu, to akurat uważam, że filozofia poliamorii jest u swych założeń bardzo moralna. Gloryfikuje wartości takie jak: miłość, przyjaźń, uczciwość, odpowiedzialność i wzajemną troskę. Ma bardzo niewiele wspólnego z hedonizmem, o czym dowiesz się, jeśli uczciwie zgłębisz temat. Być może Twoja omyłka wynika z faktu, że słowo poliamoria bywa nadużywane, a w artykułach w prasie popularnej wręcz wypaczane pod tezę autorów (ma to nawet swoją nazwę „polyfakes”). Z rzetelnych opisów zjawiska, polecam np. artykuł „Poliamoria, inaczej wielomiłość” autorstwa Grzegorza Anrzejczyka Bruno, odpowiada on szerzej i z pewnością trafniej na Twoje zarzuty.

80 Ostatnio edytowany przez DoswiadczonyDaro (2018-10-21 17:20:25)

Odp: Życie w trójkącie
Katarzynka88 napisał/a:

Daro, dziękuję za opinię. Wchodzisz jednak na temat grząski. Grząski, bo Tobie zupełnie nieznany – widzę, że wiedzę o poliamorii masz bardzo powierzchowną, bo zwyczajnie źle definiujesz to zjawisko. Błądzisz, pisząc o oferowaniu życia rozwiązłego, godzeniu w rodzinę, budowaniu relacji krótkotrwałych, hedonizmie.

Krótkie sprostowanie więc na początek. Poliamoria nie zakłada rozwiązłości i nie wiąże się z hiperseksualnością. Są więc w tej społeczności osoby, dla których seks jest normalną częścią relacji, są takie, które bez seksu nie potrafią żyć, a są również osoby aseksualne. Często osoby deklarujące się jako poliamoryczne, żyją de facto z jednym partnerem, a wyłącznie dopuszczają możliwość, że ten stan mógłby kiedyś ulec zmianie. Poliamoria ma raczej więcej wspólnego z wewnętrzną zgodą na to, by uczucie rozwijało się bez oczekiwań czy żądań, niż z liczbą osób w nie zaangażowanych.

Godzenie w rodzinę? Być może w tradycyjny model rodziny. Zdziwiłbyś się ile funkcjonuje szczęśliwych wielkich rodzin. I to są długoletnie, trwałe relacje. Poliamoria paradoksalnie zakłada właśnie stabilność więzi międzyludzkich. Sprzeciwia się wymienianiu ludzi „jak rękawiczki”, bo na horyzoncie pojawił się ktoś nowy. Stoi w opozycji do tzw. seryjnej monogamii. Trwałości tej jednocześnie nie buduje na przymusie, zakazach i ograniczeniach, a zgodnym i dobrowolnym współistnieniu kochających się, autonomicznych jednostek.

Hedonizm? W poliamorii nie chodzi o maksymalizację przyjemności fizycznych. Od tego są swingi, otwarte związki etc. W poliamorii zaś chodzi o… o miłość właśnie. To raczej próba znalezienia równowagi pomiędzy życiem moralnym, a naturą człowieka stworzonego do miłości. Poliamoryści nie piętnują tej „kochliwości”. Są zdania, że miłość jest piękna, dobra, naturalna. Czyni nas szczęśliwymi, lepszymi, poprawia naszą kondycję fizyczną i psychiczną, ubogaca, uwrażliwia, prowokuje w nas zmiany na lepsze. I chcą, by ludzie tę miłość mogli pielęgnować bez ograniczeń (a nie dławić w zarodku). Nie godzą się jednak na kłamstwo i zdradę. Dopuszczają wielomiłość, jednak wyłącznie za wiedzą i zgodą wszystkich zaangażowanych w ten układ.

Wszystko to pewnie byłoby zbędne, gdyby każdy z nas potrafił odnaleźć spokój i spełnienie w monogamii. Tak jednak nie jest: rozwody, kłamstwa, zdrady, seryjna monogamia, wieloletnie życie wolnego strzelca (byle się nie dać zakuć w małżeńskie kajdany!). Monogamia to ideał i jeśli ktoś do niego dorasta - chapeau bas. Jeśli jednak nie, czy powinien dorastać na siłę? W imię czego - dobrego przykładu - poświęcać swoje osobiste szczęście i komfort życia uczciwego, zgodnego z własnymi przekonaniami?

Co do mnie i złego przykładu, to akurat uważam, że filozofia poliamorii jest u swych założeń bardzo moralna. Gloryfikuje wartości takie jak: miłość, przyjaźń, uczciwość, odpowiedzialność i wzajemną troskę. Ma bardzo niewiele wspólnego z hedonizmem, o czym dowiesz się, jeśli uczciwie zgłębisz temat. Być może Twoja omyłka wynika z faktu, że słowo poliamoria bywa nadużywane, a w artykułach w prasie popularnej wręcz wypaczane pod tezę autorów (ma to nawet swoją nazwę „polyfakes”). Z rzetelnych opisów zjawiska, polecam np. artykuł „Poliamoria, inaczej wielomiłość” autorstwa Grzegorza Anrzejczyka Bruno, odpowiada on szerzej i z pewnością trafniej na Twoje zarzuty.

Chociaż nie chciałem o tym pisać i odnosić się do strony "psychiczno-osobistej" uczestników tego "teatru" to jednak muszę to w tym momencie zrobić. Otóż, nie chciałem tego robić ponieważ w internecie istnieje mnóstwo wypowiedzi specjalistów od związków, którzy to w takich sytuacjach mówią, iż są one zawsze wynikiem jakiejś dysfunkcji w normalnym związku. Z tego co pamiętam, to dwie takie najbardziej typowe przyczyny to zbyt niska ocena siebie oraz strach przed utratą partnera (tu mam na myśli męża autorki). A skoro tak mówią specjaliści to z nimi trzeba dyskutować i nie łudzić się, że się samemu to dostrzeże, bo dopiero po rozmowie z psychologiem, to on dostrzega i definiuje przyczyny problemu. Zresztą ktoś już trafnie tutaj zauważył jedną z podawanych przez nich przyczyn.

W sumie dobrze, że autorka nie odnosi się do kwesti społecznych o których pisałem bo nie ma o nich pojęcia skupiając się na sobie. Jednak dla mnie są one o tyle ważne, że kiedy w coś złego wciąga się inne osoby to trzeba reagować. Sfera intymna jest sferą bardzo wrażliwą i złe przeżycia pozostawiają w niej ogromne ślady, a szczególnie tzw. "zły dotyk". W przypadku zapraszania do układów poliamorycznych osób, które zostały zupełnie inaczej wychowane, zaburza się nie tylko ich seksualność, ale jest właśnie takim "złym dotykiem" nawet jeśli są to osoby z pozoru dorosłe.

Temat nie jest grząski, grząskie są za to tłumaczenia autorki. Wiele tam jest manipulacji. Np. kiedy przytaczam ścisłe definicje poliamoryzmu i poligamii wg. autorki nie mam racji a temat jest dla mnie nieznany, bo źle definiuje to zjawisko? Błądzę? Oczywiście, przecież to ona ma racje a setki specjalistów, psychologów i seksuologów mylą się.

Dalej mamy do czynienia z ciekawą w sumie manipulacją, gdzie autorka polaryzuje swoje zachowanie wobec tzw. hiperseksualności, o co nikt jej nie posądza. Autorka co najwyżej wykazuje się wybujałą seksualnością ale jeszcze daleko jest jej do hiperseksualnej Agripiny.  To porównanie miało nas jednak utwierdzić w głównej myśli jej przesłania, że przecież nie robi ona nic złego, a nawet postępuje dobrze.

Przede wszystkim jednak wyszło tutaj JEDNO WIELKIE KŁAMSTWO autorki. Otóż pisze ona o stałości i wierności swojego układu, braku rozwiązłości a przecież jednocześnie, we wcześniejszych postach informuje nas o przygodnych kontaktach seksualnych męża z inną dziewczyną, do czego nawet go zachęca oraz również ich wszystkich z jeszcze inną dziewczyną wcześniej.

I teraz tak. Jeśli ktoś tak kłamie i tak w sumie umiejętnie manipuluje swoją wypowiedzią, to oczywiście ma w tym swój cel. Jest nim tutaj chyba akceptacja społeczna tego układu, sposobu postępowania oraz jak wiemy z drugiego tematu autorki, chęć znależienia kolejnej ofiary jej wybujałej seksualności (czy dla siebie, czy dla męża, co za różnica, ofiara to ofiara). Dziwię się też, że się pozwala zamienić NETKOBIETY w PORTAL OGŁOSZEŃ TOWARZYSKICH. Autorka faktycznie jest wygadana i potrafi "przegadać każdego", jednak tak manipuluje pojęciami, że "aż głowa boli". Niestety ale może i stety to bardzo chyba dobrze widoczne dla wszystkich kłamstwo dyskwalifikuje jej całą wypowiedź, a moralnie całą tę "historię".

81

Odp: Życie w trójkącie

Daro, sam chciałeś rozmawiać o ideach, a nie moich osobistych doświadczeniach, więc i mój post opisywał ideę poliamorii, bez odniesienia do naszego przykładu. Skoro jednak nie potrafisz oddzielić dyskusji o tych dwóch sferach, okej, będzie więc teraz o nas w kontekście idei poliamorii. Harmonijne związki poliamoryczne są wyższą szkołą jazdy dla ludzi świadomych, o specyficznych cechach charakteru. Ja sama się takiej relacji dopiero uczę. Uważam się za osobę poliamoryczną, mój mąż natomiast nie wie czy poliamorystą jest. Jemu w istocie chodziło o możliwość nawiązywania pobocznych relacji seksualnych (i to nie ma nic wspólnego z poliamorią, więc o jakim wielkim kłamstwie mówimy? chyba o Twoim wielkim umysłowym bąku). Poznał jednak jak to smakuje, okazało się że nie tak, jak sobie wyobrażał, więc obecnie kochanki nie ma. W dalszym ciągu jesteśmy jednak otwarci na poznanie kobiety, z którą połączyłoby nas coś innego niż łóżko.

Widzę lekko szafujesz epitetem kłamcy, tymczasem to z Ciebie wychodzi niezły manipulator. Ogłoszenie na netkobietach o treści "szukam przyjaciółki" oznaczało ni mniej ni więcej jak poszukiwanie przyjaciółki. Takich ogłoszeń w dziale poznajmy się są setki. Czytałeś w ogóle jego treść? Byłam wtedy na etapie, gdzie potrzebowałam wygadać się ze swojej sytuacji osobie z krwi i kości, poznać kobietę o otwartym umyśle, z którą będę mogła przy lampce wina przedyskutować za i przeciw mojego stylu życia. Dziewczyny do związku poszukiwaliśmy w zupełnie innych miejscach internetu.

Naprawdę lubię dyskutować zarówno o moim związku jak i o samej idei poliamorii. Wolałabym jednak, abyśmy trzymali się faktów a nie Twoich projekcji. Stawiasz chochoły, z którymi potem bohatersko walczysz. Oczywiście podpierając się "setkami psychologów", chociaż śladu źródeł nie widać. Nie mam ochoty rozmawiać o Twoim wyobrażeniu poliamorii, bo nie ma ono nic wspólnego ani z samą ideą ani moim życiem. Więc skoro Cię od rozmowy głowa boli, to zażyj apap i do napisania jak już Ci przejdzie.

82 Ostatnio edytowany przez DoswiadczonyDaro (2018-10-21 18:46:54)

Odp: Życie w trójkącie
Katarzynka88 napisał/a:

Daro, sam chciałeś rozmawiać o ideach, a nie moich osobistych doświadczeniach, więc i mój post opisywał ideę poliamorii, bez odniesienia do naszego przykładu. Skoro jednak nie potrafisz oddzielić dyskusji o tych dwóch sferach, okej, będzie więc teraz o nas w kontekście idei poliamorii. Harmonijne związki poliamoryczne są wyższą szkołą jazdy dla ludzi świadomych, o specyficznych cechach charakteru. Ja sama się takiej relacji dopiero uczę. Uważam się za osobę poliamoryczną, mój mąż natomiast nie wie czy poliamorystą jest. Jemu w istocie chodziło o możliwość nawiązywania pobocznych relacji seksualnych (i to nie ma nic wspólnego z poliamorią, więc o jakim wielkim kłamstwie mówimy? chyba o Twoim wielkim umysłowym bąku). Poznał jednak jak to smakuje, okazało się że nie tak, jak sobie wyobrażał, więc obecnie kochanki nie ma. W dalszym ciągu jesteśmy jednak otwarci na poznanie kobiety, z którą połączyłoby nas coś innego niż łóżko.

Widzę lekko szafujesz epitetem kłamcy, tymczasem to z Ciebie wychodzi niezły manipulator. Ogłoszenie na netkobietach o treści "szukam przyjaciółki" oznaczało ni mniej ni więcej jak poszukiwanie przyjaciółki. Takich ogłoszeń w dziale poznajmy się są setki. Czytałeś w ogóle jego treść? Byłam wtedy na etapie, gdzie potrzebowałam wygadać się ze swojej sytuacji osobie z krwi i kości, poznać kobietę o otwartym umyśle, z którą będę mogła przy lampce wina przedyskutować za i przeciw mojego stylu życia. Dziewczyny do związku poszukiwaliśmy w zupełnie innych miejscach internetu.

Naprawdę lubię dyskutować zarówno o moim związku jak i o samej idei poliamorii. Wolałabym jednak, abyśmy trzymali się faktów a nie Twoich projekcji. Stawiasz chochoły, z którymi potem bohatersko walczysz. Oczywiście podpierając się "setkami psychologów", chociaż śladu źródeł nie widać. Nie mam ochoty rozmawiać o Twoim wyobrażeniu poliamorii, bo nie ma ono nic wspólnego ani z samą ideą ani moim życiem. Więc skoro Cię od rozmowy głowa boli, to zażyj apap i do napisania jak już Ci przejdzie.

Definicji, które przytoczyłem nie będę powtarzał. Odpisuje bo chcę pokazać innym osobom tutaj twój sposób wywierania nacisku na to, aby przyjąć twój punkt widzenia. Piszesz np.: " ...temat Tobie zupełnie nieznany, ...wiedzę ... masz bardzo powierzchowną, ... źle definiujesz ... Błądzisz, potem używasz epitetów: "Twoim wielkim umysłowym bąku", kończąc kolejnym przytykiem: "skoro Cię od rozmowy głowa boli, to zażyj apap". To są twoje "merytoryczne argumenty". Po prostu ręce opadają.

Napisałem już, iż widzę, że jesteś osobą, której nie można przegadać, dlatego jedyne co mogę powiedzieć, to, że współczuje twojemu mężowi oraz tym wszystkim dziewczynom, które wciągacie w realizacje tego co robicie.

I jeszcze jedno. Dużo czytałem na temat rozwoju człowieka, tożsamości, dojrzałości np. w kontekście rozwoju duszy lub jak ktoś chce psychiki. I zawsze tam była jedna prawidłowość. Osoby, które określały siebie jako dojrzałe, jako stare, doświadczone dusze, bardziej świadome od innych, w istocie okazywały się osobami bardzo "początkującymi" na drodze rozwoju świadomości. Były oczywiście kryteria oceny a raczej "zobaczenia" tego bezpośrednio ale są również znane cechy, które są z tym związane. Może w uproszczeniu powiem, że osoba, która jest "dalej w rozwoju świadomości" bardziej służy innym, nie sobie, osoba, która jest "małoświadoma" bardziej służy sobie i jest skupiona na sobie. To apropo tego co napisałaś sama o sobie: "związki ... są wyższą szkołą jazdy dla ludzi świadomych".

Poza tym, pisząc już "prostszym językiem" ja tu nie widzę jakiejś "wyższej szkoły jazdy dla ludzi świadomych" a raczej sytuację rospasania seksualnego i wciąganie w to innych osób. Nie widzę też jakiejkolwiek podstawy dla uważania, się za kogoś bardziej świadomego czy za jakby na wyższym poziomie (a propo "wyższej szkoły jazdy") od innych, w tym prowadzących moralne życie monogamistów, czy nawet wg, ich natywnej kultury poligamistów. Co do monogamistów, to czasami w tego typu związkach widziałem tyle świadomości i relacje na takim poziomie, że daleko, daleko jesteś od tego, jeśli w ogóle można to porównywać.

83 Ostatnio edytowany przez Katarzynka88 (2018-10-22 21:40:14)

Odp: Życie w trójkącie

Ależ można mnie przegadać smile I udało się to już kilku forumowiczom. Np. Ela czy Excop nieco ostudzili mój entuzjazm neofitki i przyznałam im w paru kwestiach rację.

Aby jednak mnie „przegadać” trzeba najpierw uczciwie dyskutować - czytać ze zrozumieniem i sensownie pisać. Tymczasem, gdy próbowałam podjąć merytoryczną rozmowę z Tobą, w odpowiedzi otrzymałam serię epitetów i przeinaczeń/błędnych wniosków (np. piszę, że stworzenie harmonijnej relacji poli wymaga wysokiej samoświadomości, a ty z tego wnioskujesz, że neguję samoświadomość monogamistów). Albo więc nie jesteś tytanem intelektu, albo celowo przekręcasz sens moich wypowiedzi pod swoje tezy. Niezależnie od przyczyny, dyskusja takiej jakości mnie nie interesuje. Możesz więc uznać, że mnie przegadałeś, wywieszam białą flagę i gratuluję.

Osoby, które określały siebie jako dojrzałe, jako stare, doświadczone dusze, bardziej świadome od innych, w istocie okazywały się osobami bardzo "początkującymi" na drodze rozwoju świadomości.

Napisał doświadczony Daro big_smile Kurtyna!

Gdyby ktoś jednak chciał podjąć dyskusję na skądinąd ciekawe tematy zarzucone przez Dara, to chętnie podywaguję o poliamorii jako takiej i poznam Wasze zdanie na temat samej idei. Z racji, że Daro powiązał poliamorię z cechami, jakie nie mają z nią nic wspólnego (np. hedonizm, rozpasanie seksualne, rozbijanie rodziny), polecam na początek dla kontrastu dostępny w necie artykuł Grzegorza Andrzejczyka Bruno „Poliamoria, inaczej wielomiłość”.

I od razu uprzedzam nauczona przykładem Dara: nie uważam, że tworzę harmonijny związek poliamoryczny. Moja historia nie stanowi książkowego przykładu takiej relacji, ja zaś nie jestem „modelem poliamorysty”, bo też i taki nie istnieje. Mogę co najwyżej robić za przykład tego, jak wygląda próba wprowadzenia poliamorycznych ideałów w życie. I ta próba, dla mnie przynajmniej, wykazała parę zgrzytów:

- ciężko tak zupełnie wyzbyć się uczucia zazdrości,
- ciężko umiejętnie i sprawiedliwie zarządzać czasem,
- ciężko odróżnić, czy osoba, z którą chcemy wejść w poli-relację, robi to świadomie, czy też ulega naszym wpływom bo np. „nie chce nas stracić” (poliamoria u podstaw zakłada dobrowolność relacji nawiązywanej świadomie, a nie pod czyimkolwiek naciskiem, mniej czy bardziej bezpośrednim).

Czy to wszystko oznacza, że poliamoria się w prawdziwym życiu nie sprawdza? A może ja nie mam wystarczających predyspozycji do jej harmonijnego praktykowania? (żeby nie było: uważam nasz związek za bardzo udany, ale też właśnie niezupełnie dorastający do definicji poliamorii).

No i kolejny temat dawania „złego przykładu”. A co jeśli uważałabym poliamorię za „dobry przykład”? Alternatywę dla monogamii, nie gorszą od niej, a dla wielu nawet i lepszą? Skoro Daro poleca działać nie tylko dla siebie, ale i dla społeczności, czy więc wówczas nie jest moim moralnym obowiązkiem przyczyniać się do popularyzacji idei poliamorii, by ludzie mogli być świadomi alternatywy? wink Pytanie filozoficzne „pół żartem pół serio”. Daro – bądź ostrożny z zachęcaniem ludzi do służenia innym – możesz sprawić że tacy „dewianci” jak ja poczują misję i zaczną ewangelizować big_smile

Odp: Życie w trójkącie
Katarzynka88 napisał/a:

... w odpowiedzi otrzymałam serię epitetów ...

Proszę zacytuj je:

85

Odp: Życie w trójkącie
DoswiadczonyDaro napisał/a:
Katarzynka88 napisał/a:

... w odpowiedzi otrzymałam serię epitetów ...

Proszę zacytuj je:

A po co? Może niech Katarzynka zacytuje epitety, jakimi obrzuca lubiących jednak związki dwuosobowe.


Daruj sobie Daro:)

Z wiatrakami nie warto walczyć.

86

Odp: Życie w trójkącie
DoswiadczonyDaro napisał/a:

Proszę zacytuj je:

A chętnie: kłamczucha, manipulatorka o niskiej samoocenie, poszukująca niewinnych ofiar swej wybujałej seksulaności, małoświadoma (bo w końcu służąca tylko swojemu interesowi).

Ach stara dobra Salomonka smile Znów z teorią, że obrażam monogamistów i znów bez jakiegokolwiek przykładu! Mimo wielokrotnie w tym temacie powielanych próśb.

87

Odp: Życie w trójkącie

Katarzynko88

Olej ich. Żyj, jak chcesz, tak długo, jak nikogo nie krzywdzisz. Masz inny model rodziny, nie "prowadzisz się" jak reszta społeczeństwa, czyli nie masz męża-dzieci-ogródka-labradora-kredytu-wakacjiWTunezji, wzrusza fundamenty konserwatywnego społeczeństwa: bo jak to tak można inaczej niż my?

88 Ostatnio edytowany przez DoswiadczonyDaro (2018-10-23 11:02:42)

Odp: Życie w trójkącie
misiando napisał/a:

Katarzynko88

Olej ich. Żyj, jak chcesz, tak długo, jak nikogo nie krzywdzisz. Masz inny model rodziny, nie "prowadzisz się" jak reszta społeczeństwa, czyli nie masz męża-dzieci-ogródka-labradora-kredytu-wakacjiWTunezji, wzrusza fundamenty konserwatywnego społeczeństwa: bo jak to tak można inaczej niż my?

Trafiłeś w sedno z tym wyjątkiem, że można krzywdzić również siebie i "bliskie sobie" osoby. Jednak mylisz "model rodziny" z poliamoryzmem autorki, który wymaga zapraszania tam i psucia innych osób z zewnątrz, no chyba że za model rodziny, np. monogamicznej przedstawiasz sytuację związku dwojga ludzi, mężczyzny i kobiety, którzy co chwila zapraszą do swojej sypialni nowe osoby.

Prosiłem oczywiście autorkę o zacytowanie dosłowne epitetów, które niby w jej kierunku napisałem, nie doczekałem się jednak, za to przeczytałem jej kolejne PROJEKCJE. I mimo, że sugerowałem skończyć z używaniem epitetów to w kolejnym poście przeczytałem kolejne obraźliwe określenia jak np.:

"nie jesteś tytanem intelektu"

czy prześmiewcze, z nazwy nicka: "Napisał doświadczony Daro"

Co się jednak najbardziej rzuca w oczy. W ostatnim poście autorki jest tyle przypisywanych mi słów, których nie wypowiedziałem, albo rzeczy, które dotyczą kogoś innego (męża autorki a nie jej) że doszedłem do dość oczywistego wniosku, że mamy tutaj do czynienia z obrazem zachowania MEGALOMAŃSKIEGO, bajkopisarstwem i tworzeniem fikcyjnych figur, i ... i w tym możemy sobie wyobrazić pozycję "męża" autorki, który zasypany takim sposobem argumentowania nie mógł odmówić wprowadzenia do sypialni żony, jego przyjaciela (w sumie też sam jest sobie winien), a teraz musi się pocieszać dorywczymi kochankami na boku, rzeczywiście "piękny" obraz "miłości". No i kiedy autorka zmusiła się do zdefiniowania "wyzwań" jej układu spodziewałem się czegoś na poziomie (skoro jest tak świadoma, tak szybko pędzi, szybciej od innych) a wyszły bardzo podstawowe, jeśli nie wręcz "prymitywne" rzeczy, takie jak organizacja czasu, coś czego uczy się dziecko w szkole podstawowej dzieląc czas miedzy obowiązkami szkolnymi, zajęciami dodatkowymi i swoim hobby.

89

Odp: Życie w trójkącie

przypisywanych mi słów, których nie wypowiedziałem

vs

chęć znależienia kolejnej ofiary jej wybujałej seksualności
JEDNO WIELKIE KŁAMSTWO autorki
umiejętnie manipuluje swoją wypowiedzią



misiando, dziękuję, żyję żyję smile Lubię jednak czasem wyjrzeć ze swojego bąbelka i poznać opinie z zewnątrz. Bardzo mnie dotąd pozytywnie zaskakiwał poziom dyskusji, spodziewałam się raczej linczu, a było w sumie dużo tolerancji. A krytyka w większości na poziomie i konstruktywna.

90 Ostatnio edytowany przez DoswiadczonyDaro (2018-10-23 16:58:10)

Odp: Życie w trójkącie
Katarzynka88 napisał/a:

przypisywanych mi słów, których nie wypowiedziałem

vs

chęć znależienia kolejnej ofiary jej wybujałej seksualności
JEDNO WIELKIE KŁAMSTWO autorki
umiejętnie manipuluje swoją wypowiedzią



misiando, dziękuję, żyję żyję smile Lubię jednak czasem wyjrzeć ze swojego bąbelka i poznać opinie z zewnątrz. Bardzo mnie dotąd pozytywnie zaskakiwał poziom dyskusji, spodziewałam się raczej linczu, a było w sumie dużo tolerancji. A krytyka w większości na poziomie i konstruktywna.

Nie wiem czy warto "rozmieniać się na drobne" ale może warto pokazać i przypomnieć pewne rzeczy w tym wątku, bo być może tak jest, że one właśnie cię poruszyły i może właśnie one są tym "clue" w tej "historii".

"kłamczucha, manipulatorka o niskiej samoocenie, poszukująca niewinnych ofiar swej wybujałej seksulaności, małoświadoma (bo w końcu służąca tylko swojemu interesowi)."

Zacznijmy od pierwszego "kłamczucha", wg. net słownika oznacza to: Mitomanka, Zalewajka, Kabotynka, Manipulatorka, Komediantka, Hipokrytka, naciągaczka, krętaczka, Osoba, która kłamie, zwłaszcza w mało istotnych sprawach, Spryciara, Oszustka

> "Przede wszystkim jednak wyszło tutaj JEDNO WIELKIE KŁAMSTWO autorki. Otóż pisze ona o stałości i wierności swojego układu, braku rozwiązłości a przecież jednocześnie, we wcześniejszych postach informuje nas o przygodnych kontaktach seksualnych męża z inną dziewczyną, do czego nawet go zachęca oraz również ich wszystkich z jeszcze inną dziewczyną wcześniej."

Z powyższego nie wynika znaczenie, które "sobie" przypisujesz a po prostu, że skłamałaś w tej sprawie co jest jasno widoczne; dla mnie to słowo ma jeszcze zupełnie inne znaczenie, jeśli ktoś kłamie notorycznie, być może i tak jest w Twoim wypadku, tego nie wiem, no ale skoro kłamiesz w opisie w jakimś celu, to nie zmienia to faktu że jest to wielkie kłamstwo, na razie jedno które zauważyłem, czyli JEDNO WIELKIE KŁAMSTWO

"manipulatorka o niskiej samoocenie"

nie znalazłem takiego sformułowania

napisałem co innego: "umiejętnie manipuluje swoją wypowiedzią," co jest faktem, natomiast kwestia niskiej samooceny nie dotyczy ciebie ale Twojego męża ponieważ niska samoocena i strach przed utratą partnera dotyczy tej strony układu, która się godzi na coś, czego w jakimś stopniu nie akceptuje, to że przypisujesz sobie wszystko co jest w wypowiedzi, świadczy raczej o głębokim zapatrzeniu w siebie, zresztą z Twojego opisu to też jasno wynika, jesteś skupiona przede wszystkim na sobie, potem na swoim kochanku a mąż jest tam gdzieś daleko w tle

"poszukująca niewinnych ofiar swej wybujałej seksulaności" dokładnie, to zauważyłem w kontekscie tzw. "złego dotyku" bo nawet książki dla 12 letnich chłopców o dojrzewaniu o takich rzeczach mówią, tam np. o kontaktach ze starszą kobietą, tutaj jest to sytuacja kontaktu kogoś z poliamorycznym układem kilku osób, tak samo złe, tak samo niebezpieczne i tak samo zostawiające negatywne skutki na psychice i seksualności "osoby wykorzystanej"

"małoświadoma (bo w końcu służąca tylko swojemu interesowi)."

> "Osoby, które określały siebie jako dojrzałe, jako stare, doświadczone dusze, bardziej świadome od innych, w istocie okazywały się osobami bardzo "początkującymi" na drodze rozwoju świadomości. Były oczywiście kryteria oceny a raczej "zobaczenia" tego bezpośrednio ale są również znane cechy, które są z tym związane. Może w uproszczeniu powiem, że osoba, która jest "dalej w rozwoju świadomości" bardziej służy innym, nie sobie, osoba, która jest "małoświadoma" bardziej służy sobie i jest skupiona na sobie. To apropo tego co napisałaś sama o sobie: "związki ... są wyższą szkołą jazdy dla ludzi świadomych"."

Powyższe to prawda znana od lat. Jeżeli z tego opisu odczytujesz związek między tym co prezentujesz a więc służeniem sobie a małoświadomością, i jeśli imponuje ci bycie bardziej świadomą i prezentującą wyższą szkołę jazdy od innych, to zobaczenie tego w jakim punkcie w tej chwili jesteś naprawdę jest pierwszym krokiem do takiego postępowania w życiu, żeby tę świadomość w odpowiednim kierunku, również poprzez postępowanie, w sobie rozwijać

Także, podsumowując powyższe, są to merytoryczne odniesienia się do tego co sama napisałaś. Fakt, to co robisz nie wygląda dobrze, zwłaszcza w kontekscie wciągania w to innych osób. No bo przecież twój "harmonijny związek" z mężem i kochankiem do funkcjonowania potrzebuje kolejnych osób, w tej chwili kobiet dla twojego męża a dla ciebie kogoś, kto z wypiekami na twarzy będzie wysłuchiwał twojej historii.

Piszesz też coś takiego:


"podziewałam się raczej linczu, a było w sumie dużo tolerancji"


czyli co? napisanie historii było świadomą prowokacją w stosunku do osób normalnych i monogamicznych?


a tolerancja...,  jakby nie było wiadomo, że na netkobietach wypisują osoby pokrzywdzone i pokręcone, żaden więc to odnośnik do tolerancji w ujęciu społecznym


otrzymałaś też merytoryczne odpowiedzi, ale do tych krytycznych wobec twojego postępowania nie umiesz się w żaden sposób odnieść, ktoś tu pisze, że używasz epitetów w stosunku do monogamistów, nie chce mi się tego wyszukiwać, pewne jest tego wiele, może przypomnę te "merytoryczne" w stosunku do mnie:

"Twoim wielkim umysłowym bąku", ""nie jesteś tytanem intelektu"

Ważne jest jednak to, że w żaden sposób nie obaliłaś negatywnych skutków społecznych tego co robicie w kilka osób z mężem i z jego przyjacielem. Jedyna sensowna obrona tego to zdanie kogoś o niekrzywdzeniu innych ale wiemy, że jest to też nieprawdziwe. W kwestii skrzywdzenia siebie, męża i kochanka tym "wielkim szczęściem" to merytorycznie mogą zobaczyć to pewnie tylko osoby, które były w takich sytuacjach albo specjaliści od związków albo osoby trochę właśnie bardziej świadome w kwestiach relacji międzyludzkich.

Dyskwalifikuje cię również inna rzecz. Akcentowanie tego co opisujesz jako lepsze, wyższa szkoła jazdy, coś na wyższym poziomie. Przebija tu ogromna pycha, zarozumiałość i właściwie nic mądrego z tego nie wynika. Tak jak już wzmiankowałem, relacje między ludźmi mogą być na różnym poziomie, i z tego co obserwowałem tyle może być zrozumienia, głębi w związku monogamicznym, że to cię przerasta. Tak samo jak taki związek może i być w opłakanym stanie. Przykładem, który przedstawiasz jest jakiś mężczyzna, który żył z dwoma dziewczynami na raz i teraz szuka kolejnych. Bardzo "głębokie".

Ciekawe czemu tak boisz się porównania do związku monogamicznego? Może dlatego, że tam jest łatwiej zauważyć, że jeśli dwoje wiernych sobie ludzi żyje ze sobą w harmonii, to jest to związek harmonijny, stały i trwały. Jeśli natomiast tych dwoje ludzi zapraszałoby by inne osoby do swojej sypialni to byśmy mówili już o rozwiązłości seksualnej tych osób, związku "otwartym" i tego typu "kalekich konstrukcjach "monogamizmu"". Ty definiując poliamoryzm, który jest właśnie takim hedonistycznym przykładem rozwiązłości seksualnej łączysz to z "przykładną" monogamią w sensie podawania cech, które nie mają miejsca w twoim układzie, czyli harmonii, wierności i stałości.


***

[EDIT] Znalazłem ciekawą wypowiedź w kwestii "obsesji" lansowania tego typu układów:

"Jakże bowiem można nie dostrzegać społecznych uwarunkowań ( i efektów) rozprężenia moralnego? To jest właśnie obsesja....równie dobrze można do poziomu dozwolonych indywidualnych preferencji sprowadzić każda dewiacje z pedofilią na czele ( zresztą to już się dzieje). Czyli: " Wara innym od tego, co robię, nawet jeżeli deprawuję, krzywdzę, niszczę etc???? NO i kogo obchodzą np. dzieci , ich miejsce i kondycja psychiczna w związkach kilku " rodziców" czy partnerów rodziców. Ktoś kto zapomina,że człowiek nie jest samotną wyspą, że wszystkie jego wybory i, preferencje, ogół jego zachowań ma wpływ na innych ludzi, - ma ograniczony punkt widzenia. Społeczeństwo to nie zbiór niezależnych , niewpływających na siebie , jednostek - to delikatna tkanka wzajemnych relacji, Wszyscy się wzajemnie wychowujemy i .... deprawujemy. Historia zaś pokazuje,ze rozprzężenie moralne, libertynizm, rozpusta podniesiona do rangi " indywidualnych preferencji" są ZAWSZE symptomami początku końca tego społeczeństwa".

91 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2018-10-23 17:18:57)

Odp: Życie w trójkącie
Katarzynka88 napisał/a:
DoswiadczonyDaro napisał/a:

Proszę zacytuj je:

A chętnie: kłamczucha, manipulatorka o niskiej samoocenie, poszukująca niewinnych ofiar swej wybujałej seksulaności, małoświadoma (bo w końcu służąca tylko swojemu interesowi).

Ach stara dobra Salomonka smile Znów z teorią, że obrażam monogamistów i znów bez jakiegokolwiek przykładu! Mimo wielokrotnie w tym temacie powielanych próśb.


Katarzynka, nie wnikam w to jak żyjesz. Pchasz się na afisz tą swoją poliamorią, wszędzie gdzie tylko można, odsyłasz ludzi do swojego wątku i podajesz namiary na niego jakbyś jakąś misję tu odrabiała. Podobnie jak tekstem w stylu "stara dobra Salomonka", chcesz pokazać swoja  wyższość nad kimś, kto twoich poglądów nie popiera. Płytkie i płaskie to.

A teraz kilka z twoich tekstów, w których nawet nie próbujesz ukryć swojej pogardy dla "monogamistów";

1. Harmonijne związki poliamoryczne są wyższą szkołą jazdy dla ludzi świadomych, o specyficznych cechach charakteru. Ja sama się takiej relacji dopiero uczę. Uważam się za osobę poliamoryczną, mój mąż natomiast nie wie czy poliamorystą jest. Jemu w istocie chodziło o możliwość nawiązywania pobocznych relacji seksualnych .....


2. Haha, i to jest właśnie ta opresja monogamii. Nie przyznajemy się do takich rzeczy, bo chociaż setki osób przed nami i po nas będą czuć podobnie, mus nam udawać. Miłość nr 2 to grzech śmiertelny, więc trzeba dławić uczucia lub wybierać na siłę (aby Darowie tego świata nas nie posądzili o dawanie złych przykładów). I tak podziwiam autorkę, że nie zaczęła od razu szukać problemów w sobie lub w swoim małżeństwie. Tak przecież nakazywałby wpajany nam (wg mnie fałszywie) ideał jedynej prawdziwej miłości: skoro pokochałam innego, to albo prawdziwie nie kochałam męża, albo nie kocham przyjaciela, albo żadnego z nich.
Fakt, w okresie tzw. motylków, największego uderzenia, gdy chemia w mózgu robi totalne spustoszenie, jest u większości homo sapiens silne pragnienie wyłączności. I to w obie strony: człowiek nie tylko chce posiadać na wyłączność, ale jest przekonany że sam chce się na wyłączność oddać. Dojrzała miłość jednak niewiele ma z tym stanem wspólnego.

3. Ale nie upieram się przy swoim. To moje doświadczenia (a wraz ze mną wielomilionowej społeczności poli) - potrafiłam się wyzbyć pragnienia posiadania męża na wyłączność i sama umiałam pokochać innego.....

4. współczuje autorce, że potrafi otaczać się wyłącznie ludźmi o podobnych poglądach. Przecież właśnie te różnice między nami są tak ciekawe, poznawanie odmiennego spojrzenia na świat, emocje, relacje. Jak nudno byłoby mieć wokół siebie tylko własne kopie....

Zmusiłaś mnie do przebrnięcia przez twoje komentarze raz jeszcze, a nie jest to dla mnie żadna przyjemność.

92 Ostatnio edytowany przez DoswiadczonyDaro (2018-10-24 07:08:48)

Odp: Życie w trójkącie

Salomonka, możez poprawić i wziąść w cudzysłowia wypowiedzi autorki, żeby się odróżniały od Twoich bo połapać się nie mogę co kto napisał? Rozumiem, że 1 -4 to są wszystko komentarze autorki? W całości? No tak. Ale co mnie cały czas zastanawia to ta cała gadka o dojrzałości i wyjątkowości, kiedy wokół siebie widzę wiele osób dojrzałych i ten obraz, który widzę, jakoś mi nie współgra z tym co prezentuje autorka.

Myślę, że czas jest na małe podsumowanie kwestii poliamoryzmu. Co ciekawe, może to typowe dla mnie, ale przekopałem się wczoraj przez mnóstwo publikacji, wypowiedzi na ten temat, opinii i artykułów, pomijając już to, że jest to dla mnie kwestia znana. I jeśłi chodzi o kwestie społeczne to nie ma wątpliwości, że jest to rodzaj hedonimzu, wprowadzany, lansowany w celu niszczenia tradycyjnej rodziny i wartości relacji międzyludzkich opartych na określonych zasadach. Druga kwestia to ocena tego typu zjawisk, gdzie prowadzi się nawet badania socjologiczne w tym kierunku. Ocena, jak to ocena, jest ludzka. I tu najwyżej ludzie oceniają związki monogamiczne (które autorka uważa za coś gorszego), najgorzej zdradę a inne w stylu swingi, poliamoryzm, otwarte, gdzieś po środku. Trzecia kwestia to kwestie osobowościowo-psychiczne i tu specjaliści od klasycznych związków (to ważne) wymieniają różne dysfunkcję, które prowadzą do lub są obecne w poliamorii, o których dwóch już wspominałem. Natomiast oczywiście istnieje literatura wychwalająca poliamorię wpisująca, się moim zdaniem, w nurt celowego psucia społeczeństwa tradycyjnego i w sumie każdego, gdyż poliamoria jest wrogiem nie tylko tradycyjnej rodziny monogamicznej nastanowionej również przecież na obopólny rozwój małżonków ale i też"rodziny" poligamicznej w innych społeczeństwach. Jak ktoś w sumie fajnie gdzieś to skomentował, że jak już będziemy widzieli mocniej praktyczny rezultat tej "pseudorewolucji społecznej" w postaci islamizacji (bo taki kierunek obserwujemy na zachodzie), to ta cała poliamoria skończy się na poligamii w klasycznym wydaniu i te wszystkie poliamoryczne kobiety, w przeciwieństwie do mężczyzn, skończą w dole z kamieniami. Trochę to "mocne" ale w sumie prawdziwe, bo tam oni, w swoich krajach pochodzenia, tak się zachowują.

Inny społeczny aspekt sprawy to lansowanie takich zachowań. Ktoś słusznie zauważył (nie tutaj), że jest to tak samo jak w innych kwestiach wymuszanej "akceptacji", co nie kończy się na akceptacji ale na kolejnych żądaniach usankcjonowania prawnego tego czy tamtego, dania prawa wychowywania dzieci adopcyjnych, sformalizowania w dokumentach, itd.

W sumie jestem ciekawy jak zakończyła się sprawa aktu urodzenia dziecka, które na zachodzie miało wpisane 2 matki, i był problem z uzyskaniem dla niego obywatelstwa w Polsce (jedna matka była Polką), ze względu na problem wpisania matki do rubryki ojciec w polskim akcie urodzenia a może dwóch matek do rubryki matka, trudno się w tym połapać. W każdym razie sąd nakazał wydanie dokumentów opierając się na prawie do ich posiadania, ale jestem ciekawy czy wskazał również formę wpisania do aktu urodzenia, bo tej informacji w newsie nie było.

93

Odp: Życie w trójkącie

Haha, Salomonka, faktycznie same obelgi wobec osób monogamicznych big_smile Kopalas, kopalas i nic, nie dziwne, że nie znalazłaś w tym przyjemności.

Musiałaś też chyba bardzo mruzyc oczy, by nie zauważyć wielu moich nieklamanych zapewnień o szacunku dla osób, które żyją w monogamii i zrozumieniu, że jest to dla wielu jedyna akceptowana forma wyrażania miłości.

No ale jak się chce psa uderzyć, to kij sie znajdzie. Adiaphora dobrze Cię podsumowała.

Pojmijcie wreszcie (jako jedyni z forumowiczów macie z tym problem), że nie uważam monogamistow i monogamii za coś gorszego. Poliamoria to wg mnie alternatywa dla ludzi, którzy nie chcą/nie potrafią żyć w monogamii. To uczciwsze rozwiązanie niż zdrada. I tyle!

Podtrzymuję jednak, że jej rzetelne praktykowanie to wyższa szkoła jazdy - wymaga prawdomownosci, uwaznego wsluchiwania się w uczucia własne i partnerów, odrzucenie myślenia o parterze, jako naszej własności. Inaczej nie będzie to żadna poliamoria, a zasłona dymna dla chcących z czystym sumieniem romansować "na boku" .

A "opresja monogamii" to nie zarzut wobec ludzi mono, a wobec społecznej pogardy i wrogości dla odstępstw. Czy nie można stwierdzic: mono jest okej i poli jest okej?! Wg Dara nie, bo społeczne skutki poliamorii będą fatalne. Nie wiem, dla mnie fatalne w skutkach jest wciskanie każdego w ramy monogamii: plaga zdrad, rozwodow, seryjna monogamia, lęk przed związkami.

Za diagnozy na mój temat dziękuję, przemyślę. Szkoda tylko, że znów większość oparta na wnioskach z kosmosu typu "Katarzynka namówila męża na trójkąt", gdy wszak było odwrotnie, itp itd.

Właśnie zaczynam urlop z moimi ukochanymi, jak wrócę być może uda mi się odnieść szerzej do kwestii społecznych. Zdrówka!

94 Ostatnio edytowany przez DoswiadczonyDaro (2018-10-24 09:07:01)

Odp: Życie w trójkącie
Katarzynka88 napisał/a:

Haha, Salomonka, faktycznie same obelgi wobec osób monogamicznych big_smile Kopalas, kopalas i nic, nie dziwne, że nie znalazłaś w tym przyjemności.

Musiałaś też chyba bardzo mruzyc oczy, by nie zauważyć wielu moich nieklamanych zapewnień o szacunku dla osób, które żyją w monogamii i zrozumieniu, że jest to dla wielu jedyna akceptowana forma wyrażania miłości.

No ale jak się chce psa uderzyć, to kij sie znajdzie. Adiaphora dobrze Cię podsumowała.

Pojmijcie wreszcie (jako jedyni z forumowiczów macie z tym problem), że nie uważam monogamistow i monogamii za coś gorszego. Poliamoria to wg mnie alternatywa dla ludzi, którzy nie chcą/nie potrafią żyć w monogamii. To uczciwsze rozwiązanie niż zdrada. I tyle!

Podtrzymuję jednak, że jej rzetelne praktykowanie to wyższa szkoła jazdy - wymaga prawdomownosci, uwaznego wsluchiwania się w uczucia własne i partnerów, odrzucenie myślenia o parterze, jako naszej własności. Inaczej nie będzie to żadna poliamoria, a zasłona dymna dla chcących z czystym sumieniem romansować "na boku" .

A "opresja monogamii" to nie zarzut wobec ludzi mono, a wobec społecznej pogardy i wrogości dla odstępstw. Czy nie można stwierdzic: mono jest okej i poli jest okej?! Wg Dara nie, bo społeczne skutki poliamorii będą fatalne. Nie wiem, dla mnie fatalne w skutkach jest wciskanie każdego w ramy monogamii: plaga zdrad, rozwodow, seryjna monogamia, lęk przed związkami.

Za diagnozy na mój temat dziękuję, przemyślę. Szkoda tylko, że znów większość oparta na wnioskach z kosmosu typu "Katarzynka namówila męża na trójkąt", gdy wszak było odwrotnie, itp itd.

Właśnie zaczynam urlop z moimi ukochanymi, jak wrócę być może uda mi się odnieść szerzej do kwestii społecznych. Zdrówka!

Obawiam się tego "odniesienia do kwestii społecznych" po urlopie wink, bo to z czym w praktyce mamy do czynienia w sferze społecznej, to z forsowaniem różnego rodzaju "modeli", które nie są zgodne z naszą wielowiekową kulturą ani sposobem życia. Oczywiście, że społeczne skutki poliamorii są fatalne ale nie będą. Nie będą bo w momencie upowszechnienia się poliamorii (taka hipotetyczna sytuacja) następuje upadek kultury z różnych powodów (tu z poliamorią związanych), wypełnienie luki społecznej przez inną kulturę lub "najazd". Historia jasno to pokazuje a pierwsze oznaki dekadencji i okresu upadku cywilizacji widzimy już na zachodzie.

Obawiam sie też sposobu argumentacji autorki, która ciągle pisze rzeczy sprzeczne. Raz pisze np. o wyższości poliamorii nad innymi "formami" związków, jednocześnie pisze jakoby te monogamiczne nie uważała za coś gorszego. A przecież logicznie jeśli coś jest lepsze to coś jest gorsze. Pomieszanie z poplątaniem jednym słowem.

I w końcu przeczytaliśmy: "Poliamoria to wg mnie alternatywa dla ludzi, którzy nie chcą/nie potrafią żyć w monogamii. To uczciwsze rozwiązanie niż zdrada. I tyle!"

Przecież dokładnie o tym cały czas piszę, że poliamoria jest przejawem hedonistycznej filozofii życia oraz życia rozwiązłego a forma wynika z obecnego "przyzwolenia społecznego". 30 lat temu autorka po prostu zdradzałaby męża w ukryciu, a dziś może to robić inaczej. I tyle (bez wykrzyknika).

95 Ostatnio edytowany przez Salomonka (2018-10-24 18:23:41)

Odp: Życie w trójkącie
DoswiadczonyDaro napisał/a:

Salomonka, możez poprawić i wziąść w cudzysłowia wypowiedzi autorki, żeby się odróżniały od Twoich bo połapać się nie mogę co kto napisał? Rozumiem, że 1 -4 to są wszystko komentarze autorki? W całości? No tak.

Doświadczony Daro
Wyrażnie napisałam od jakiego momentu cutuję wypowiedzi Katarzynki. Nawet je oznaczyłam numerami porządkowymi.

Katarzynka.. Co znaczy; cyt;

"Kopalas, kopalas i nic, nie dziwne, że nie znalazłaś w tym przyjemności.

Musiałaś też chyba bardzo mruzyc oczy, by nie zauważyć wielu moich nieklamanych zapewnień o szacunku dla osób, które żyją w monogamii i zrozumieniu, że jest to dla wielu jedyna akceptowana forma wyrażania miłości"

Po pierwsze; Jedyna osobą która tu "kopie" jestes ty. Sama napisałaś swój wątek, więc spokojnie i z pokorą przyjmij  rewelacje, że ktoś się z tobą nie zgadza, ma inne poglądy, nie pochwala tego co robisz. Jak  ja napiszę swój, też nie będę oczekiwać, że wszyscy zachłysną się moim  sposobem na życie.
Twoje "niekłamane" zapewnienia o szacunku do osób mogamistycznych, to słowa które muszę jeszcze raz przytoczyć;

Cyt;

"Harmonijne związki poliamoryczne są wyższą szkołą jazdy dla ludzi świadomych, o specyficznych cechach charakteru. Ja sama się takiej relacji dopiero uczę."

Czyż  nie napisalas wprost, że monogamisci to niższa szkoła jazdy? Dla ludzi mocno nieświadoych? O pospolitych cechach charakteru?

Jak znam ciebie, to zaraz będziesz udowadniała, że to co wszyscy mogli przeczytać, nie jest tym, co napisałaś. smile

Przepraszam wszystkich za te nie na temat "wstawki" w tym wątku. Ja osobiście kończę duskusję z tobą Katarzynka i proszę, żyj jak chcesz, śpij z kim chcesz, ale nie twierdź że kto tego nie pochawla, nie zasługuje na minimum twojego szacunku. Czasem lepiej nie odbierać szacunku od ludzi, ktorzy ogólnie szacunku nie wzbudzają.

96 Ostatnio edytowany przez Secondo1 (2018-10-24 22:52:03)

Odp: Życie w trójkącie

Hm, ciekawe jak Katarzynka zareagowałaby na trojkat w którym panowie darzyliby się miłością nawzajem i ona z jednym z nich.

To by była dopiero wyższa forma poliamorii i poligamii.
Prawdziwy sprawdzian dla jej tolerancji smile

97

Odp: Życie w trójkącie

Będziecie teraz jeździć po katarzynie pod byle pretekstem, doszukiwać się wyimaginowanych obraz?
Bo co, bo nie pasuje do konserwatywnych ram?

98 Ostatnio edytowany przez DoswiadczonyDaro (2018-10-25 07:34:53)

Odp: Życie w trójkącie
Secondo1 napisał/a:

Hm, ciekawe jak Katarzynka zareagowałaby na trojkat w którym panowie darzyliby się miłością nawzajem i ona z jednym z nich.

To by była dopiero wyższa forma poliamorii i poligamii.
Prawdziwy sprawdzian dla jej tolerancji smile

To nie jest poligamia, tak samo jak rozwiązłe życie nie jest przejawem monogamii.

Salomonka, dziękuje za rozjaśnienie wątpliwości np cytujesz.:

""Harmonijne związki poliamoryczne są wyższą szkołą jazdy dla ludzi świadomych, o specyficznych cechach charakteru. Ja sama się takiej relacji dopiero uczę."
Czyż  nie napisalas wprost, że monogamisci to niższa szkoła jazdy? Dla ludzi mocno nieświadoych? O pospolitych cechach charakteru?"

nie napisała ale "powiedziała" bo to wynika z logiki wypowiedzi wink


Sam to zauważyłem:

"Obawiam sie też sposobu argumentacji autorki, która ciągle pisze rzeczy sprzeczne. Raz pisze np. o wyższości poliamorii nad innymi "formami" związków, jednocześnie pisze jakoby te monogamiczne nie uważała za coś gorszego. A przecież logicznie jeśli coś jest lepsze to coś jest gorsze. Pomieszanie z poplątaniem jednym słowem."

misiando napisał/a:

Będziecie teraz jeździć po katarzynie pod byle pretekstem, doszukiwać się wyimaginowanych obraz?
Bo co, bo nie pasuje do konserwatywnych ram?

Gratuluje "mądrości stulecia". Naprawdę. A tak serio uważasz, że jedyna kwestia jest w niedoposowaniu się hedonistycznego zachowania do konserwatywnych ram? Przecież to jest oczywistą oczywistością, że to nie pasuje. Tak samo ja koło od samochodu nie będzie pasowało do roweru. Tutaj chodzi o skutki a te społecznie ponosimy wszyscy.

99

Odp: Życie w trójkącie
DoswiadczonyDaro napisał/a:

Gratuluje "mądrości stulecia". Naprawdę. A tak serio uważasz, że jedyna kwestia jest w niedoposowaniu się hedonistycznego zachowania do konserwatywnych ram? Przecież to jest oczywistą oczywistością, że to nie pasuje. Tak samo ja koło od samochodu nie będzie pasowało do roweru. Tutaj chodzi o skutki a te społecznie ponosimy wszyscy.

Bardzo jestem ciekaw jakie to skutki społeczne wszyscy ponosimy z powodu tego jak żyje Katarzyna ?

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

100

Odp: Życie w trójkącie
Misinx napisał/a:
DoswiadczonyDaro napisał/a:

Gratuluje "mądrości stulecia". Naprawdę. A tak serio uważasz, że jedyna kwestia jest w niedoposowaniu się hedonistycznego zachowania do konserwatywnych ram? Przecież to jest oczywistą oczywistością, że to nie pasuje. Tak samo ja koło od samochodu nie będzie pasowało do roweru. Tutaj chodzi o skutki a te społecznie ponosimy wszyscy.

Bardzo jestem ciekaw jakie to skutki społeczne wszyscy ponosimy z powodu tego jak żyje Katarzyna ?

Takie jakie są opisane w moich wypowiedziach (kilka chyba nawet w mojej w pierwszej w tym wątku). Ale może przypomnę ogólnie pewną zasadę, iż w społecznym ujęciu (jest to też ujęcie statystyczne) rozpowszechnianie się pewnych sposobów postępowania, rodzi określone skutki (statystycznie). Np. im więcej osób będzie prowadzić rozwiązłe życie, tym statystycznie będziesz miał mniejsze szanse w znalezieniu wiernej żony. To jest oczywiście pewne uproszczenie ale jestem pewien, że jeśli będziesz chciał zgłębić problem, sam znajdziesz odpowiedzi, inaczej szkoda Twojego i mojego czasu.

101

Odp: Życie w trójkącie
DoswiadczonyDaro napisał/a:

Np. im więcej osób będzie prowadzić rozwiązłe życie, tym statystycznie będziesz miał mniejsze szanse w znalezieniu wiernej żony.




Masz swoje podejście do społeczeństwa, że powinno składać się z żon, mężów, dzieci, babć i dziadków. Super, good for you.

A jeśli ja nie mam ochoty na ten model? Jeśli Katarzyna nie ma ochoty na dzieci, domek, labradora, ogródek i jabłko prosto z drzewa?


DoswiadczonyDaro napisał/a:

Salomonka, dziękuje za rozjaśnienie wątpliwości np cytujesz.:

""Harmonijne związki poliamoryczne są wyższą szkołą jazdy dla ludzi świadomych, o specyficznych cechach charakteru. Ja sama się takiej relacji dopiero uczę."
Czyż  nie napisalas wprost, że monogamisci to niższa szkoła jazdy? Dla ludzi mocno nieświadoych? O pospolitych cechach charakteru?"

nie napisała ale "powiedziała" bo to wynika z logiki wypowiedzi wink

Przygania kocioł garnkowi:


DoswiadczonyDaro napisał/a:

mamy tutaj do czynienia z obrazem zachowania MEGALOMAŃSKIEGO, bajkopisarstwem i tworzeniem fikcyjnych figur, i ... i w tym możemy sobie wyobrazić pozycję "męża" autorki, który zasypany takim sposobem argumentowania nie mógł odmówić wprowadzenia do sypialni żony, jego przyjaciela (w sumie też sam jest sobie winien), a teraz musi się pocieszać dorywczymi kochankami na boku, rzeczywiście "piękny" obraz "miłości"



DoswiadczonyDaro napisał/a:

Trzecia kwestia to kwestie osobowościowo-psychiczne i tu specjaliści od klasycznych związków (to ważne) wymieniają różne dysfunkcję, które prowadzą do lub są obecne w poliamorii, o których dwóch już wspominałem.





DoswiadczonyDaro napisał/a:

poliamoria jest wrogiem nie tylko tradycyjnej rodziny monogamicznej nastanowionej również przecież na obopólny rozwój małżonków ale i też"rodziny" poligamicznej w innych społeczeństwach

102

Odp: Życie w trójkącie

misiando jaki jest sens twojej rozwlekłej wypowiedzi, z której poza pierwszych akapitem nic nie wynika? Przytaczasz jakies cytaty bez komentarza bo coś tam sobie zobaczyłeś ale chyba nikt tak naprawdę nie wie co.

103

Odp: Życie w trójkącie
DoswiadczonyDaro napisał/a:
Misinx napisał/a:
DoswiadczonyDaro napisał/a:

Gratuluje "mądrości stulecia". Naprawdę. A tak serio uważasz, że jedyna kwestia jest w niedoposowaniu się hedonistycznego zachowania do konserwatywnych ram? Przecież to jest oczywistą oczywistością, że to nie pasuje. Tak samo ja koło od samochodu nie będzie pasowało do roweru. Tutaj chodzi o skutki a te społecznie ponosimy wszyscy.

Bardzo jestem ciekaw jakie to skutki społeczne wszyscy ponosimy z powodu tego jak żyje Katarzyna ?

Takie jakie są opisane w moich wypowiedziach (kilka chyba nawet w mojej w pierwszej w tym wątku). Ale może przypomnę ogólnie pewną zasadę, iż w społecznym ujęciu (jest to też ujęcie statystyczne) rozpowszechnianie się pewnych sposobów postępowania, rodzi określone skutki (statystycznie). Np. im więcej osób będzie prowadzić rozwiązłe życie, tym statystycznie będziesz miał mniejsze szanse w znalezieniu wiernej żony. To jest oczywiście pewne uproszczenie ale jestem pewien, że jeśli będziesz chciał zgłębić problem, sam znajdziesz odpowiedzi, inaczej szkoda Twojego i mojego czasu.

Powinieneś się może zainteresować antropologią. Nasz obecny model społeczny nie jest czymś co można by nazwać jedyną drogą do szczęścia. W pewnym sensie wszyscy jesteśmy indoktrynowani do tej modelu. Od małego dziecka jesteśmy uczeni, że tak musi być, że to jest najlepsza droga, bo inna to patologia, albo grzech. Ale są kultury, cywilizacje gdzie było, jest inaczej niż u nas i to wcale nie oznacza, że jest gorzej. Jesteśmy trochę jak kanarki, które są wychowywane w klatkach i boją się tego co może być za kratami. Może jest tak, że ta cała wierność jest przereklamowana ? To utopia. Ludzie nigdy nie byli i nie będą sobie wierni. Nawet w krajach, gdzie cudzołóstwo jest karane śmiercią ludzie to robią. Konserwatyści od wieków próbują dostosować ludzkość i świat do swoich sztywnych ram, i wciąż nie potrafią zrozumieć tego, że jest to niewykonalne. Zawsze będą tacy ludzie, którzy wybiorą inną drogę. Tak jak Katarzyna. Jej droga nie jest ani lepsza, ani gorsza od innych. To jest po prostu jej droga. Żyjmy i pozwólmy żyć innym.
A tak na marginesie to nigdy nie masz gwarancji, że znajdziesz wierną żonę, albo męża. Nawet jeśli będziesz ją szukał na kółku różańcowym.

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

104

Odp: Życie w trójkącie
DoswiadczonyDaro napisał/a:

jeśli będziesz chciał zgłębić problem, sam znajdziesz odpowiedzi, inaczej szkoda Twojego i mojego czasu.

105

Odp: Życie w trójkącie
Misinx napisał/a:

...

Powiedz mi skąd to odniesienie do kółka różańcowego? Co to ma wspólnego z tematem? Moda jakaś czy słowo "wytrych"?

Wracając do skutków społecznych to przykładowe podałem w moim pierwszym poście w tym wątku. misiando skoro masz problem żeby to znależć, odczytać to może się ogarnij bo "pseudosyskusja" na tym poziomie staje się już nudna


Nie wiem czemu Misinx tak niezwykle uogólniasz? Np. jakich konserwatystów masz na myśli? Chrześcijańskich? Islamskich? Prawosławnych? Konkretnie, jaki nurt społeczny, kulturowy masz na myśli? Albo co takiego Ci się ogólnie nie podoba w zachowaniu zasad, które utrzymują społeczeństwo w całości. Przecież wiadomo, że cały ten rozwój i wolność to liberalna utopia i fikcja a będzie się to wiązało z upadkiem kultury i cywilizacji, nie teraz ale za 1-2 pokolenia. Socjologicznie to można przewidzieć. Albo co dobrego jest w wojnie, która będzie naturalnym skutkiem tego co się dzisiaj dzieje w różnych sferach, co już przewidują Niemcy, Rosjanie i Amerykanie?

Konserwatyzm ogólnie nie ma sztywnych ram ale ma ramy trwałe. Przykładowo może z kolei ty się zainteresuj historią. Jaka państwowość w naszej erze trwała ciągiem prawie 1000 lat, oparta na jakich zasadach? Było to Bizancjum oparte na tradycji i chrześcijaństwie. Wszelkie inne formy państwowości oparte na innych ideologiach trwały o wiele, o wiele krócej. Zastanów się też dlaczego nie uczą o tym w szkole, o najtrwalszym modelu nowożytnej państwowości, bo to jest przykład trwałości systemu opartego na zdrowych i trwałych zasadach?

Jakbyś się skupił to byś zauważył, że pisałem, przede wszystkim, w odniesieniu do naszego społeczeństwa. To jak żyje Katarzyna może mało mnie obchodzić i tak faktycznie jest. Ale obchodzą mnie społeczne skutki rozpowszechniania się niezdrowych ideologii. A jeśli uważasz, że dzisiaj wychowuje się ludzi jak w klatkach to tylko Ci współczuje ale nie wiem czego, szkoły, domu, rodziny?

i jeszcze:

"Zawsze będą tacy ludzie, którzy wybiorą inną drogę. Tak jak Katarzyna. Jej droga nie jest ani lepsza, ani gorsza od innych. To jest po prostu jej droga. Żyjmy i pozwólmy żyć innym. "

Powyższe stwierdzenie to manipulacja i przekłamywanie rzeczywistości, szczególnie w ujęciu społecznym. Bo tak samo można powiedzieć, o piciu, o nadużywaniu narkotyków, o hazardzie, że to jest droga tych ludzi i że nie jest
to ani lepsza ani gorsza od innych. Czy tak jest? A może nie rozumiesz czym jest sfera seksualności i jak łatwo jest w niej kogoś uwięzić, uzależnić? Może sam też jesteś uzależniony?

A może lepiej odnieść się do badań socjologicznych, bo skoro to wszystko jest takie samo (wierność, poliamoria, zdrady, swingi) to czemu ocena ludzi w badaniach jest tak skrajnie różna? I to pod różnymi kątami satysfakcji, poczucia bezpieczeństwa, możliwości osobistego rozwoju, itd. itd.

106

Odp: Życie w trójkącie
DoswiadczonyDaro napisał/a:
Misinx napisał/a:

...

Powiedz mi skąd to odniesienie do kółka różańcowego? Co to ma wspólnego z tematem? Moda jakaś czy słowo "wytrych"?

Wracając do skutków społecznych to przykładowe podałem w moim pierwszym poście w tym wątku. misiando skoro masz problem żeby to znależć, odczytać to może się ogarnij bo "pseudosyskusja" na tym poziomie staje się już nudna


Nie wiem czemu Misinx tak niezwykle uogólniasz? Np. jakich konserwatystów masz na myśli? Chrześcijańskich? Islamskich? Prawosławnych? Konkretnie, jaki nurt społeczny, kulturowy masz na myśli? Albo co takiego Ci się ogólnie nie podoba w zachowaniu zasad, które utrzymują społeczeństwo w całości. Przecież wiadomo, że cały ten rozwój i wolność to liberalna utopia i fikcja a będzie się to wiązało z upadkiem kultury i cywilizacji, nie teraz ale za 1-2 pokolenia. Socjologicznie to można przewidzieć. Albo co dobrego jest w wojnie, która będzie naturalnym skutkiem tego co się dzisiaj dzieje w różnych sferach, co już przewidują Niemcy, Rosjanie i Amerykanie?

Konserwatyzm ogólnie nie ma sztywnych ram ale ma ramy trwałe. Przykładowo może z kolei ty się zainteresuj historią. Jaka państwowość w naszej erze trwała ciągiem prawie 1000 lat, oparta na jakich zasadach? Było to Bizancjum oparte na tradycji i chrześcijaństwie. Wszelkie inne formy państwowości oparte na innych ideologiach trwały o wiele, o wiele krócej. Zastanów się też dlaczego nie uczą o tym w szkole, o najtrwalszym modelu nowożytnej państwowości, bo to jest przykład trwałości systemu opartego na zdrowych i trwałych zasadach?

Jakbyś się skupił to byś zauważył, że pisałem, przede wszystkim, w odniesieniu do naszego społeczeństwa. To jak żyje Katarzyna może mało mnie obchodzić i tak faktycznie jest. Ale obchodzą mnie społeczne skutki rozpowszechniania się niezdrowych ideologii. A jeśli uważasz, że dzisiaj wychowuje się ludzi jak w klatkach to tylko Ci współczuje ale nie wiem czego, szkoły, domu, rodziny?

i jeszcze:

"Zawsze będą tacy ludzie, którzy wybiorą inną drogę. Tak jak Katarzyna. Jej droga nie jest ani lepsza, ani gorsza od innych. To jest po prostu jej droga. Żyjmy i pozwólmy żyć innym. "

Powyższe stwierdzenie to manipulacja i przekłamywanie rzeczywistości, szczególnie w ujęciu społecznym. Bo tak samo można powiedzieć, o piciu, o nadużywaniu narkotyków, o hazardzie, że to jest droga tych ludzi i że nie jest
to ani lepsza ani gorsza od innych. Czy tak jest? A może nie rozumiesz czym jest sfera seksualności i jak łatwo jest w niej kogoś uwięzić, uzależnić? Może sam też jesteś uzależniony?

A może lepiej odnieść się do badań socjologicznych, bo skoro to wszystko jest takie samo (wierność, poliamoria, zdrady, swingi) to czemu ocena ludzi w badaniach jest tak skrajnie różna? I to pod różnymi kątami satysfakcji, poczucia bezpieczeństwa, możliwości osobistego rozwoju, itd. itd.

To kółko różańcowe jest "wytrychem" ?? big_smile Ciekawe.

Konserwatystów mam wszystkich na myśli, bo konserwatyzm jest wszędzie taki sam. Różnią się tylko pewne "wartości", których ci konserwatyści bronią, które uważają za "święte" i nienaruszalne. Aha... no i różnią się też niektórzy sposobem w jaki tych "wartości" bronią (tu uprzedzam Twoje ewentualne oburzenie, że jak można porównywać konserwatystów np. od Rydzyka z tymi z ISIS). Ale generalną cechą konserwatyzmu jest zawsze strach przed czymś nowym. Strach jest ulubionym narzędziem konserwatystów. Rozsiewają strach wokół np. w imię wyimaginowanych szkodliwości społecznych, które w przypadku zjawisk nowych można ewentualnie ocenić dopiero po długim czasie. Ale konserwatyści JUŻ WIEDZĄ. Oni w ogóle zawsze wszystko wiedzą najlepiej. Nadali sobie prawo do obrony "moralności". Lubisz historię ? Zawsze było tak, że im większy był wpływ konserwatyzmu, tym większy nad wszystkim unosił się "smród" hipokryzji.

DoswiadczonyDaro napisał/a:

Jaka państwowość w naszej erze trwała ciągiem prawie 1000 lat, oparta na jakich zasadach?

A czemu się ograniczasz tylko do naszej ery ? Bo tak Ci wygodnie ? Zasady to zasady. Mogą być różne. Nie tylko takie, które się Tobie podobają. Starożytny Egipt to cywilizacja, która trwała jakieś 3000 lat. Odrzucasz ją, bo jakoś nie pasuje do Twojego modelu ? Bo upadła ? Wszystkie cywilizacje w końcu upadają. Tak jest od zarania ludzkości. Cywilizacja zachodnia w takiej formie jak teraz też kiedyś upadnie. Tak samo z Bliskim Wschodem itd. Wszystko się zmienia i tego koła nie da się zatrzymać. Tylko konserwatyści nie potrafią tego przyjąć do wiadomości. Zawsze pozostają w tyle za zmianami. To konserwatyści mieli zawsze problem z wszelkimi Galileuszami, Kopernikami, Darwinami, Froydami itd.itd.

Zaryzykuję stwierdzenie, że gdyby wszyscy byli konserwatystami to nigdy nie zeszlibyśmy z drzewa smile W końcu jak to tak ? Jakaś "Katarzyna" zeszła z drzewa i odważyła się przejść po ziemi, a może jeszcze o zgrozo wstała na tylne nogi big_smile A przecież od wieków mieszkaliśmy na drzewach i komu to przeszkadzało ? To tylko sianie zgorszenia big_smile

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

107 Ostatnio edytowany przez DoswiadczonyDaro (2018-10-26 10:06:29)

Odp: Życie w trójkącie

Co do konserwatyzmu to całkowicie nie zgadzam się z tym co napisałeś. Sam bowiem element nowości nie oznacza, że ta nowość jest lepsza, bardziej światła, od tego co było. Widzimy to najlepiej w przypadku produkcji dóbr. Niby mamy postęp techniki ale co nowsze rzeczy to coraz mniej trwałe i szybciej się psujące. W ekonomi np. "postęp" oznacza wprowadzenie narzędzi finansowych, opartych na czymś czego nie ma, zniwelowaniu wartości tego co zarabiasz w długiej perspektywie czasu, itd., itd. Tutaj raczej według tego co obserwuje postęp=uwstecznianie się. Rzeczy coraz gorsze, jedzenie coraz gorsze, społeczeństwo coraz gorsze. Gdzie tu jest postęp? Natomiast dzisiaj obserwujemy co innego. Jest to demagogia liberalna, bo to liberalizm uważa, że wie wszystko najlepiej. Socjologowie nazywają to zjawisko marksizmem kulturowym. Wracając do konserwatyzmu. Jeśli coś jest dobre to nie zmieniamy tego. Czyż nie? Dalej piszesz jakieś kompletne bzdury o ISIS i historii. Czas się ogarnąć.

Czemu ograniczam się do naszej ery? Bo przyjąłem takie założenie. Tak się robi w dyskusji. Nie miałem zamiaru odrzucać czegokolwiek ale pokazać hipokryzję liberalizmu, który nie naucza o czymś co mu nie pasuje.

"Zaryzykuję stwierdzenie, że gdyby wszyscy byli konserwatystami to nigdy nie zeszlibyśmy z drzewa" to kolejna bzdura. Czas naprawdę się ogarnąć i odrobić lekcje.

108

Odp: Życie w trójkącie
DoswiadczonyDaro napisał/a:

Co do konserwatyzmu to całkowicie nie zgadzam się z tym co napisałeś. Sam bowiem element nowości nie oznacza, że ta nowość jest lepsza, bardziej światła, od tego co było. Widzimy to najlepiej w przypadku produkcji dóbr. Niby mamy postęp techniki ale co nowsze rzeczy to coraz mniej trwałe i szybciej się psujące. W ekonomi np. "postęp" oznacza wprowadzenie narzędzi finansowych, opartych na czymś czego nie ma, zniwelowaniu wartości tego co zarabiasz w długiej perspektywie czasu, itd., itd. Tutaj raczej według tego co obserwuje postęp=uwstecznianie się. Rzeczy coraz gorsze, jedzenie coraz gorsze, społeczeństwo coraz gorsze. Gdzie tu jest postęp? Natomiast dzisiaj obserwujemy co innego. Jest to demagogia liberalna, bo to liberalizm uważa, że wie wszystko najlepiej. Socjologowie nazywają to zjawisko marksizmem kulturowym. Wracając do konserwatyzmu. Jeśli coś jest dobre to nie zmieniamy tego. Czyż nie? Dalej piszesz jakieś kompletne bzdury o ISIS i historii. Czas się ogarnąć.

Czemu ograniczam się do naszej ery? Bo przyjąłem takie założenie. Tak się robi w dyskusji. Nie miałem zamiaru odrzucać czegokolwiek ale pokazać hipokryzję liberalizmu, który nie naucza o czymś co mu nie pasuje.

"Zaryzykuję stwierdzenie, że gdyby wszyscy byli konserwatystami to nigdy nie zeszlibyśmy z drzewa" to kolejna bzdura. Czas naprawdę się ogarnąć i odrobić lekcje.

I na tym zakończmy tą uroczą dyskusję, bo najwyraźniej nikt nikogo do niczego nie przekona. Ty przyjmujesz swoje wygodne założenia (jak z tą erą), a ja swoje. Znalazłeś sobie wygodny argument, że teraz wszystko jest mniej trwałe i szybciej psujące. Hmm... jestem pewien, że masz w domu telefon na tarczę, pralkę Franię i lodówkę Moskwa. Postęp technologiczny jest teraz tak szybki, że nie ma zapotrzebowania na produkty długotrwałe, bo po prostu ludzie chcą ciągle czegoś nowego. Nie wpadłeś na to ? Podaż się dostosowuje do popytu. Oczywiście w drugą stronę również to działa i kształtuje się nowe potrzeby, których wcześniej nie było. Czy to jest złe ? To zależy. Nie ma reguły. Poza tym coraz większe zaawansowanie technologiczne powoduje również to, że faktycznie awaryjność może być większa, niż w przypadku znacznie mniej skomplikowanych mechanizmów. Widać to choćby na przykładzie motoryzacji. Jak Ci to nie pasuje to jeździj ciągle starym Fiatem. Rzeczy są coraz gorsze ? Może Ty się takimi otaczasz. Masz teraz wybór. Możesz kupić rzecz lepszą i gorszą. Mam w domu telewizor kineskopowy i wieżę Technicsa, która ma ponad 20 lat. Dlaczego ? Bo taki jest mój wybór. Ale nie twierdzę, że nie ma teraz lepszych telewizorów, lepszego sprzętu audio. Po prostu nie mam potrzeby zmiany. Przynajmniej na razie.  Spójrz na postęp w medycynie, w informatyce. Gdyby nie ten straszny postęp to nie mógłbyś w ogóle wypisywać tego co wypisujesz w tym miejscu, bo nie byłoby internetu. Każda nowość na początku wzbudza czyjeś kontrowersje, wątpliwości. Tym większe im bardziej jest rewolucyjna. Konserwatyści też się kiedyś zżymali na wynalezienie samolotu, samochodu.

"Jeśli coś jest dobre to nie zmieniajmy tego". No i źle nam było na tym drzewie ? big_smile

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

109 Ostatnio edytowany przez DoswiadczonyDaro (2018-10-26 13:53:53)

Odp: Życie w trójkącie

Nie. To wszystko jest robione dla większego zysku koncernów i "zbieraczy" kapitału. Poczytaj "1% populacji ma w rękach tyle co pozostałe 99%". To nie jest postęp jeśli się robi rzeczy gorsze i mniej trwałe. Ludzie tego nie oczekują ale tak są wychowywani. Jaki postęp jest w tym, że co 2 lata muszę wymienić szpadel albo jechać do sklepu z reklamacją (nawet jak kupię najlepszy Friskara)? Tracę i czas i pieniądze. A co do konserwatyzmu to chyba całkowicie mylisz pojęcia, ze swoimi błędnymi wyobrażeniami. Nie jest on wrogiem poznawania i rozwijania nauki. Więc argumenty całkowicie chybione.

Poza tym ludzie potrzebują jasnych zasad, drogowskazów w swoim życiu. Hedonizm i liberalizm szczęścia im nie dają. Najnowszy sondaż w kwestii poziomu szczęścia młodych kobiet pokazuje drastyczny spadek!! poziomu odczuwanego szczęścia. Ktoś to skomentował: "Jak to? Kobiety są bardziej wyzwolone, niezależne, przebojowe, etc i są nieszczęśliwe?" W grupie młodych kobiet poziom szczęścia określany jako bardzo szczęśliwy spadł z 29% do 14%, natomiast % osób określających się jako nieszczęśliwe wzrósł z 11% do 27%.

110

Odp: Życie w trójkącie
DoswiadczonyDaro napisał/a:

Nie. To wszystko jest robione dla większego zysku koncernów i "zbieraczy" kapitału. Poczytaj "1% populacji ma w rękach tyle co pozostałe 99%". To nie jest postęp jeśli się robi rzeczy gorsze i mniej trwałe. Ludzie tego nie oczekują ale tak są wychowywani. Jaki postęp jest w tym, że co 2 lata muszę wymienić szpadel albo jechać do sklepu z reklamacją (nawet jak kupię najlepszy Friskara)? Tracę i czas i pieniądze. A co do konserwatyzmu to chyba całkowicie mylisz pojęcia, ze swoimi błędnymi wyobrażeniami. Nie jest on wrogiem poznawania i rozwijania nauki. Więc argumenty całkowicie chybione.

Poza tym ludzie potrzebują jasnych zasad, drogowskazów w swoim życiu. Hedonizm i liberalizm szczęścia im nie dają. Najnowszy sondaż w kwestii poziomu szczęścia młodych kobiet pokazuje drastyczny spadek!! poziomu odczuwanego szczęścia. Ktoś to skomentował: "Jak to? Kobiety są bardziej wyzwolone, niezależne, przebojowe, etc i są nieszczęśliwe?" W grupie młodych kobiet poziom szczęścia określany jako bardzo szczęśliwy spadł z 29% do 14%, natomiast % osób określających się jako nieszczęśliwe wzrósł z 11% do 27%.

Przykład gorszego szpadla mnie zmiażdżył big_smile Przejrzałem na oczy !!! Faktycznie wszystko jest gorsze.

Hedonizm nie jest w ogóle żadną ideologią tylko indywidualną postawą życiową. Co to w ogóle jest hedonizm ? Hedoniści są zarówno wśród konserwatystów jak i liberałów. Mało kto się do hedonizmu przyznaje.

Liberalizm powoduje brak szczęścia wśród kobiet ? To ciekawe. Może niech się kobiety na ten temat wypowiedzą. Zaryzykuję stwierdzenie, że dzisiejsze czasy m.in. też dzięki ogromnym zmianom społecznym jakie nastąpiły na przestrzeni ostatnich 100 lat są dla kobiet najlepsze w całej dotychczasowej historii. Chociaż oczywiście wciąż nie jest idealnie. Ale przynajmniej kobiety w stopniu nie porównywalnym z tym jak żyły nasze babki i prababki mają wpływ na swoje życie, i nie są uzależnione od mężczyzn. Ale to też były zmiany, które zawsze były krytykowane przez konserwatystów, zwłaszcza płci męskiej.

"Z gówna bata nie ukręci"  NieGall Anonim

Posty [ 56 do 110 z 223 ]

Strony Poprzednia 1 2 3 4 5 Następna

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MOJA NIESAMOWITA HISTORIA » Życie w trójkącie

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018