Gosia, ale te rady są bardzo pomocne! Dlaczego twierdzisz inaczej?
197 2018-07-10 22:09:57 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-07-10 22:11:16)
Bardzo proszę podejrzliwych o powrót do merytoryki wątku.
Wszyscy, którzy mają wątpliwości co do intencji Autora, mogą je zgłosić poprzez raport do moderacji, zamiast produkować niekończące się strony off topu.
To miejsce na rzeczowe dyskusje, opinie i rady, a nie na uszczypliwe przepychanki, czy złośliwości.
Dziękuję/ IsaBella77
Kochana, to ze ja wiem ze to fake i dałam przykład. ..nie znaczy ze temat nie jest ciekawy. Kto chce niech dalej wypowiada.
Może Autorowi do czegoś to potrzebne. Moze nawet do doktoratu. ..W koncu to tylko forum ![]()
Żona mi dziś powiedziała, że jeszcze chce się zastanowić jak rozegrać tę terapię. Jeśli się ostatecznie zgodzi, to jak powinienem do tego podejść?
jeszcze chce się zastanowić jak rozegrać tę terapię
Nie rozumiem tego. Terapii się nie rozgrywa, w terapii się uczestniczy. Chyba że coś innego miałeś na myśli...
ACoMiTam91 napisał/a:jeszcze chce się zastanowić jak rozegrać tę terapię
Nie rozumiem tego. Terapii się nie rozgrywa, w terapii się uczestniczy. Chyba że coś innego miałeś na myśli...
Tak mi napisała:
"Apropo terapii
Biorę to na prawdę na poważnie
Tylko pytanie... Czy mogę to jeszcze przemyśleć na spokojnie?
Właśnie taki byłeś często... Chciałeś na już zgody na coś, bo jak jej nie było robiłeś smutna minę... Udawales obrazonego.
I ja czasem rezygnowałam z głębszych przemyśleń."
Żona mi dziś powiedziała, że jeszcze chce się zastanowić jak rozegrać tę terapię. Jeśli się ostatecznie zgodzi, to jak powinienem do tego podejść?
polecam zapoznać się z tym watkiem: https://www.netkobiety.pl/t87191.html
ACoMiTam91 napisał/a:Żona mi dziś powiedziała, że jeszcze chce się zastanowić jak rozegrać tę terapię. Jeśli się ostatecznie zgodzi, to jak powinienem do tego podejść?
polecam zapoznać się z tym watkiem: https://www.netkobiety.pl/t87191.html
Znam ten wątek, tylko poważnie pytam: czy w moim przypadku musi być tak samo? Sugerujesz tutaj jakiś nieuchronny rozwój sytuacji, czy chcesz, żebym wzbogacił swoją wiedzę i się ubezpieczył?
/.../
Znam ten wątek, tylko poważnie pytam: czy w moim przypadku musi być tak samo? Sugerujesz tutaj jakiś nieuchronny rozwój sytuacji, czy chcesz, żebym wzbogacił swoją wiedzę i się ubezpieczył?
Sugeruję tylko, że:
- zachowania zdradzających są schematyczne niczym "kopiuj-wklej"
- naprawiać powinien ten co popsuł, a nie ten któremu popsuto.
Tak mi napisała:
"Apropo terapii
Biorę to na prawdę na poważnie
Tylko pytanie... Czy mogę to jeszcze przemyśleć na spokojnie?
Właśnie taki byłeś często... Chciałeś na już zgody na coś, bo jak jej nie było robiłeś smutna minę... Udawales obrazonego.
I ja czasem rezygnowałam z głębszych przemyśleń."
Gdzie tu widzisz chęć naprawy?
204 2018-07-10 22:51:17 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-10 22:57:34)
Gdzie tu widzisz chęć naprawy?
A jak Twoim zdaniem ta chęć naprawy powinna się manifestować i czy u każdego musi być podobnie?
Moja żona broni się tym, że jest mega zmęczona. Od prawie 3 lat nie była na urlopie. Ani jednego L4 nie miała.
Ona się bardzo tej pracy trzymała i nie chciała jej zmieniać (dobra pensja, fajni ludzie i jednocześnie gach w jednym pokoju), ale gdy ostatnio postawiłem nasz związek na włosku, to złożyła wypowiedzenie.
Czy to nie jest akt, który wskazuje na to, że chce o nas walczyć?
Jak od początku mówiłam, że nie wiesz czego chcesz to się mnie czepialiście, teraz temat prawie od nowa walkowany.
starr napisał/a:Gdzie tu widzisz chęć naprawy?
A jak Twoim zdaniem ta chęć naprawy powinna się manifestować i czy u każdego musi być podobnie?
Moja żona broni się tym, że jest mega zmęczona. Od prawie 3 lat nie była na urlopie. Ani jednego L4 nie miała.
Ona się bardzo tej pracy trzymała i nie chciała jej zmieniać (dobra pensja, fajni ludzie i jednocześnie gach w jednym pokoju), ale gdy ostatnio postawiłem nasz związek na włosku, to złożyła wypowiedzenie.
Czy to nie jest akt, który wskazuje na to, że chce o nas walczyć?
To jest fakt, ze nie może patrzec na gościa, w ktorym się zauroczyla/zakochała, a który wybrał wygodne życie przy żonie zamiast jej.
207 2018-07-10 23:06:50 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-10 23:08:46)
Jak od początku mówiłam, że nie wiesz czego chcesz to się mnie czepialiście, teraz temat prawie od nowa walkowany.
Ech, gubię się już. Czy możesz w prostych, chłopskich słowach wyjaśnić, co masz na myśli?
To jest fakt, ze nie może patrzec na gościa, w ktorym się zauroczyla/zakochała, a który wybrał wygodne życie przy żonie zamiast jej.
To by wskazywało, że ich relacja faktycznie została zakończona, bo... no właśnie, bo co? Bo poszło to wszystko za daleko i małżonkowie zbyt wiele wiedzą?
To byłaby dla mnie super wiadomość! Przy czym nie wydaje mi się, że ona nie mogłaby na niego patrzeć.
A ja idę o zakład, że w schemacie: zdrada-- szukanie winnego-- błaganie o przebaczenie- jest powtórka z rozrywki, bo ktoś ratował ego kosztem szukania przyczyny. I fakt, że czasem przyczyną jest ukryta wada związku w założeniu- czyli nie po drodze nam..I o ile ktoś nie jest słaby i spacyfikowany to problem powróci. Więc lepiej nie z perspektywy winy ale przyczyny patrzeć.
Ech, ludzie, przestałem rozumieć, co do mnie piszecie... nie wiem, po całym dniu siedzenia na forum zaczęły mi się przegrzewać zwoje w mózgu? ![]()
Moja żona broni się tym, że jest mega zmęczona. Od prawie 3 lat nie była na urlopie.
No jak? Przecież finansiwaleś wycieczki...
Dobra już nic nie mówię ![]()
ACoMiTam91 napisał/a:Moja żona broni się tym, że jest mega zmęczona. Od prawie 3 lat nie była na urlopie.
No jak? Przecież finansiwaleś wycieczki...
Dobra już nic nie mówię
Wredna babo, dłuższe wyjazdy mieliśmy jeszcze w czasach, gdy nie pracowała w obecnej firmie. Jak do niej przeszła, to najwyżej gdzieś weekendowo udało się wyjechać albo na 4-5 dni i jak się teraz okazuje, jej to nie wystarczało. Tylko że nigdy nie walczyła o dłuższe urlopy. Często też wracaliśmy w rodzinne strony i tam rodzice oczekiwali, że będzie pomagać w domu, a to jej zdaniem nie był odpoczynek.
212 2018-07-10 23:29:40 Ostatnio edytowany przez Roxann (2018-07-10 23:33:40)
Roxann napisał/a:ACoMiTam91 napisał/a:Moja żona broni się tym, że jest mega zmęczona. Od prawie 3 lat nie była na urlopie.
No jak? Przecież finansiwaleś wycieczki...
Dobra już nic nie mówięWredna babo, dłuższe wyjazdy mieliśmy jeszcze w czasach, gdy nie pracowała w obecnej firmie. Jak do niej przeszła, to najwyżej gdzieś weekendowo udało się wyjechać albo na 4-5 dni i jak się teraz okazuje, jej to nie wystarczało. Tylko że nigdy nie walczyła o dłuższe urlopy. Często też wracaliśmy w rodzinne strony i tam rodzice oczekiwali, że będzie pomagać w domu, a to jej zdaniem nie był odpoczynek.
Jakiś Ty miły ![]()
Gimnystakuj dalej ![]()
Kto chce fałsz wyczuje na kilometr. ..
Choc podyskutować zawsze można. ..
213 2018-07-10 23:43:03 Ostatnio edytowany przez starr (2018-07-10 23:47:14)
[OT]
Ponieważ Autor ma dość na dziś, to odniosę się do Twoich słów Elu210
Starr. nikt nie kazał mu mocniej kochać, chyba nie czytałeś faktycznie uważnie.
No może niezbyt uważnie, ale takie to było zdanie:
Podstawa dla mnie jest jego milosc. Ona portafi uczynic cuda.
Związek w którym kocha tylko jedna strona, raczej trudno nazwać równowaznym. Kochanie za dwie osoby, tym bardziej równowagi nie przywraca, no chyba że rzeczywiście czeka się na cud... Tyle, ze to czekanie będzie do us***ej śmieci...
Zdrada - a nie jednorazowy skok w bok - ma swoją przyczynę.
Warto ją poszukać, bo czegoś się nauczymy, jeśli nawet będzie porażka, to coś na przyszłość.
Zdrada ma jedną tylko przyczynę - decyzję. Strona zdradzająca, aby sfinalizować zdradę, musi znaleźć powód i nie ma znaczenia czy jest on rzeczywisty, czy tylko urojony, ale jest podstawą do podjęcia DECYZJI.
Więc nawet jak terapia zakończy się jak przewidujesz, może warto się przekonać.?
Odpowiem w sposób, którego się pewnie nie Spodziewałaś po mnie
Cieszę się, ze po półtora roku od naszej dyskusji w tamtym wątku, dostrzegasz przynajmniej poznawczy sens terapii małżeńskiej. To jest tylko forum, a tam jest Autor i jego JŻ i realne zycie. Życzę im jak najlepiej, co wcale nie znaczy, że im, jako małżeństwo. Bo tu sensu trwania w tym związku nie widzę... Teraz pozostałą jedynie decyzja w głowie Autora.
I chyba nikt już nie sądzi, że wyjazd cudownie coś uzdrowi.
Cuda się zdarzają... aczkolwiek niezbyt często. Gdzieś, w zakamarkach tego forum przeczytałem, ze o cud trzeba się modlić...[/OT]
Roxan, chyba czytałem, że wyautowujesz się z tego wątku, czy coś źle doczytałem? ![]()
Coś takiego mi pisze:
"od 15 min się zastanawiam czy dla ciebie lepiej żebyś był rozwodnikiem czy wdowcem...?" ![]()
Może to już jest zaawansowana depresja, a nie żal za fagasem?
Szukać na gwałt psychologa/psychiatry? ![]()
215 2018-07-11 00:19:40 Ostatnio edytowany przez Ela210 (2018-07-11 00:23:00)
...
Napisz. ___rozwodnikiem. Dobranoc
..i idz spac.
To samo zrobiłem, ale ona na to, że to nie takie proste i łatwiej zostać wdowcem... ![]()
Magda Umer tak kiedyś śpiewała ![]()
Jedź na urlop, Romeo
Julia ma już kochanka
Dziś niemodna trucizna -
Zresztą, skądże ją brać?
Nikt nie błądzi ze szpadą
Po wysmukłych krużgankach
Jedź na urlop, Romeo
Jeśli na to cię stać
Po co, biedny Romeo
Pisywałeś canzony
Zabijałeś Tybalta
Mimo książęcych gróźb?
Jedź na urlop, Romeo
Opuść mury Werony
Przeżyj parę miłostek
Machnij ręką i wróć
Oj Autorze, główkujesz, rozmyślasz, zastanawiasz się, a tu jak na dłoni widać, że Twoja żona czeka na Twoją decyzję o rozstaniu. Ona jej nie podejmie, przynajmniej teraz. Chce to zrzucić na Ciebie. Teksty, że nie wie czy kocha, nie do końca chodzi o tęsknotę za tamtym, nie wie czy chce terapii, musi się zastanowić, to czysta manipulacja, byś się w końcu wk...wił i powiedział "koniec". Wtedy ona zrzuci kamień z serca, bo to Ty zakończyłeś Wasze małżeństwo.
A tak poza tym, powiedz mi, za co Ty ją kochasz?
Nie znałam tego
Piękne i w samo sedno
Normalnie lubię to!
Magda Umer tak kiedyś śpiewała
Jedź na urlop, Romeo
Julia ma już kochanka
Dziś niemodna trucizna -
Zresztą, skądże ją brać?
Nikt nie błądzi ze szpadą
Po wysmukłych krużgankach
Jedź na urlop, Romeo
Jeśli na to cię staćPo co, biedny Romeo
Pisywałeś canzony
Zabijałeś Tybalta
Mimo książęcych gróźb?
Jedź na urlop, Romeo
Opuść mury Werony
Przeżyj parę miłostek
Machnij ręką i wróć
Gimnystakuj dalej
Kto chce fałsz wyczuje na kilometr. ..
Choc podyskutować zawsze można. ..
Roxann, ze względu na regulamin forum, oraz ze względu na liczne raporty forumowiczów, PO RAZ OSTATNI proszę Cię o zaprzestanie off topowania.
Wszelkie osobiste wycieczki możesz omówić z Autorem w trybie prywatnym.
Dodatkowo proszę, abyś ponownie zapoznała się z regulaminem, z przestrzeganiem którego masz wyraźne kłopoty.
Uprzedzam, że w przypadku dalszego lekceważenia moich próśb - otrzymasz ostrzeżenie.
IsaBella77
222 2018-07-11 10:28:26 Ostatnio edytowany przez Gosia1962 (2018-07-11 10:37:09)
Drogi Autorze,
mialam tu juz nie pisac, bo powiedzialam wszystko, co o tym mysle.
Ale mnie korci.
Ciezki czas macie- niewatpliwie ty, ale takze i zona.
Nie wiem, czy tak jest, ze ona czeka na to, bys ja zostawil:(pokrecona owieczka tak twierdzi).
Co by z tego miala? Kochas jej nie chce, nigdy nie chcial.
Teraz nie wie, czy kocha ciebie, bo teskni do niego i zamknieta jest na wszelkie inne emocje. Ona byc moze czuje sie przez niego opuszczona, oszukana a ty tu wyjezdzasz z pytaniem: KOCHASZ MNIE? Nie uzyskasz TERAZ zadnej odpowiedzi.
Najgorsze, ze ona teraz uprawia szantaz emocjonalny z rzekomym samobojstwem. To paskudne. Nie daj sie w to wrobic.
Powiedz, ze jesli jeszcze raz taki tekst pusci, to skontaktujesz sie z jej rodzina i z psychiatrykiem.
Na terapie oczywiscie z nia idz, nawet wetdy, gdy ona podchodzi do tego bez entuzjazmu.
Bedziesz mial poczucie, ze zrobiles wszystko.
Moze sie wam uda, moze nie.
Tego nie wie nikt.
Ja bym miala tak a wielka chec posluchac twojej zony, co ona o tym wszystkim tak naprawde mysli!!!
czy ona ma jakas kolezanke, z ktora moze pogadac?
Zachowaj w tym trudnym czasie zimna krew, bo oszalejesz i gdy nerwy ci puszcza, wszystko popsujesz. Adrenalina jest bardzo zlym doradca w konfliktach....
Jedz na ten urlop, oboje potrzebujecie odpoczynku i moze nawet normalnej rozmowy.
PS. Filozoficznych i zaplatanych tekstow tu na Forum tez nie zrozumialam, mimo skonczonych 2 fakultetow.
Trzymajta sie oboje.
223 2018-07-11 11:48:51 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-11 11:54:33)
Oj Autorze, główkujesz, rozmyślasz, zastanawiasz się, a tu jak na dłoni widać, że Twoja żona czeka na Twoją decyzję o rozstaniu. Ona jej nie podejmie, przynajmniej teraz. Chce to zrzucić na Ciebie. Teksty, że nie wie czy kocha, nie do końca chodzi o tęsknotę za tamtym, nie wie czy chce terapii, musi się zastanowić, to czysta manipulacja, byś się w końcu wk...wił i powiedział "koniec". Wtedy ona zrzuci kamień z serca, bo to Ty zakończyłeś Wasze małżeństwo.
Z pewnością ja niczego nie zakończę. Ona musi podjąć tę decyzję. Już to pisałem.
A tak poza tym, powiedz mi, za co Ty ją kochasz?
Po prostu, bezwarunkowo. Była moją pierwszą prawdziwą miłością i to uczucie - mimo różnych perturbacji - trwa.
Spróbuję z tą terapią. Myślę, że oboje jej potrzebujemy po tym wszystkim.
Zaczniemy razem i może osobno skończymy.
Nie wiem, czy z samobójstwem to blef i szantaż.
To są zbyt poważne sprawy, żeby je bagatelizować.
Dlatego terapia tym bardziej potrzebna.
Nastawiam się psychicznie, że nie z mojej woli do końca roku nie będziemy już małżeństwem.
Potrzebujecie czasu i wyciszenia. Nie wiem czy ten wyjazd pomoże, bo nie chodzi o zamiatanie spraw pod dywan, lecz zdystansowanie się, ale o tym dobrze wiesz. Bez nacisków, presji, pytań, na to przyjdzie czas na terapii.
Ty znasz ją najlepiej. Wiesz, czy umie manipulować czy nie. Czy byłaby zdolna do takiego wrednego szantażu. Ja też drżałam, wariowałam, jak mój ex biegał z nożem, wiązał pętle, na które patrzył się godzinami. Po x razie dotarło do mnie, że to wredna manipulacja na zatrzymanie mnie przy sobie.
225 2018-07-11 12:30:28 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-11 12:37:35)
Potrzebujecie czasu i wyciszenia. Nie wiem czy ten wyjazd pomoże, bo nie chodzi o zamiatanie spraw pod dywan, lecz zdystansowanie się, ale o tym dobrze wiesz. Bez nacisków, presji, pytań, na to przyjdzie czas na terapii.
Ty znasz ją najlepiej. Wiesz, czy umie manipulować czy nie. Czy byłaby zdolna do takiego wrednego szantażu. Ja też drżałam, wariowałam, jak mój ex biegał z nożem, wiązał pętle, na które patrzył się godzinami. Po x razie dotarło do mnie, że to wredna manipulacja na zatrzymanie mnie przy sobie.
Tak, trochę czasu i wyciszenia. To podstawa.
Wyjazd to zdecydowanie zdystansowanie się. Zmiana otoczenia. Uspokojenie głowy. Może też odpoczynek fizyczny. Teraz jest straszny kocioł.
Presja i naciski - na to muszę uważać, bo zawsze moja dusza pragmatyka wszystko pchała w "podpisane szufladki" z konkretną datą realizacji.
Czy znam ją najlepiej? Wiesz co, już tego nie wiem. Jeszcze do ślubu byłem przekonany, że tak. Po tej spirali kłamstw ciągle nie mogę dojść do siebie, że ta zawsze cicha, ułożona, dobra, uczynna dziewczyna była zdolna do kłamania i manipulowania prosto w oczy. Faktem jest jednak to, że zawsze była introwertyczką i nie stroniła od przeżywania swoich smutków w samotności. Nie raz płakała w łazience i gdybym przez przypadek nie usłyszał, to o niczym bym nie wiedział. ![]()
Ona ma za złe swojej mamie, że tamta wymuszała na niej bycie "dobrą córeczką mamusi". Żona się przez lata temu poddawała. Dzięki temu ma u wszystkich nienaganną opinię.
Zastanawiam się, czy takie warunkowanie i presja sprawiły, że ona ostatecznie pękła i zrobiła coś wbrew temu wzorcowi?
A może tak naprawdę to odwlekanie zakończenia małżeństwa to jest właśnie chronienie tej nienagannej opinii i strach przed reakcją otoczenia?
A może jedno i drugie?
Czy ona przejmuje się jeszcze mną i naszym związkiem? Twierdzi, że tak. Powtarza, że jej zależy i ciągle przeprasza mnie o każdą głupotę. Tylko ile znaczą dziś te słowa? Chyba funt kłaków.
Przeprasza, bo może czuje się na cenzurowanym.
Ona potrzebuje terapii, nie tylko Waszej, ale takiej indywidualnej. Nie wiem czy jednocześnie można uczęszczać tu i tu, nie znam się. Ale dopóki ona nie dojdzie do ładu ze sobą, ze swoimi emocjami, wątpię czy Ta Wasza małżeńska coś pomoże.
Tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono. Nigdy nie możemy powiedzieć, że znamy kogoś bardzo dobrze, bo różne sytuacje zmuszają nas do różnych zachowań.
Może te jej kłamstwa i zdrada wynikały z tego, że czuła się bardzo samotna w Waszym związku. Do tego kiepskie relacje z matką.
Przed Wami długa droga, albo się polepszy, albo wiadomo. Od Was samych zależy Wasza przyszłość.
227 2018-07-11 14:24:26 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-11 14:26:30)
Ona potrzebuje terapii, nie tylko Waszej, ale takiej indywidualnej.
Przed Wami długa droga, albo się polepszy, albo wiadomo. Od Was samych zależy Wasza przyszłość.
2 x TAK.
Pytanie, czy znacie - także z tego forum - pary, którym udało się przetrwać zdradę i odbudować związek (lub zbudować go na nowo)?
Zastanawiam się też, na ile sensowne są popularne prawdy, że jak raz zdradził/a, to będzie dalej to robił/a i że to tylko kwestia czasu?
Ja jestem zupełnie zmielony tą sytuacją, bo przez te lata nie było z jej strony żadnych sygnałów, że może być do tego zdolna.
Wydaje mi się nawet, że chciała być dla nas wszystkich (dla mnie, rodziny, pracodawców etc.) zbyt dobra, a jednocześnie nie była wystarczająco nagradzana za swoje poświęcenia.
Może dlatego już nie wytrzymała tej całej sytuacji i znalazła emocjonalne ukojenie i wsparcie w koledze z pracy, który w sumie ma podobnie ciężką relację ze swoją żoną?
Byli w podobnej sytuacji, mieli podobne odczucia, mogli ze sobą o tym pogadać, podzielić się "smutkami". Do tego u tamtego szybka ciążka po ślubie, więc pewnie dodatkowe obciążenie.
Czy to wszystko może sprawić, że po czasie i terapii moja żona stanie się bardziej doświadczona i przez to bardziej odporna na takie sytuacje w przyszłości?
Czy ta niespełniona druga miłość może być okazją do docenienia tego, co się ma i kogo się ma, nawet, jeśli jest sporo do naprawy?
Pokręcona Owieczka napisał/a:Potrzebujecie czasu i wyciszenia. Nie wiem czy ten wyjazd pomoże, bo nie chodzi o zamiatanie spraw pod dywan, lecz zdystansowanie się, ale o tym dobrze wiesz. Bez nacisków, presji, pytań, na to przyjdzie czas na terapii.
Ty znasz ją najlepiej. Wiesz, czy umie manipulować czy nie. Czy byłaby zdolna do takiego wrednego szantażu. Ja też drżałam, wariowałam, jak mój ex biegał z nożem, wiązał pętle, na które patrzył się godzinami. Po x razie dotarło do mnie, że to wredna manipulacja na zatrzymanie mnie przy sobie.Tak, trochę czasu i wyciszenia. To podstawa.
Wyjazd to zdecydowanie zdystansowanie się. Zmiana otoczenia. Uspokojenie głowy. Może też odpoczynek fizyczny. Teraz jest straszny kocioł.
Presja i naciski - na to muszę uważać, bo zawsze moja dusza pragmatyka wszystko pchała w "podpisane szufladki" z konkretną datą realizacji.Czy znam ją najlepiej? Wiesz co, już tego nie wiem. Jeszcze do ślubu byłem przekonany, że tak. Po tej spirali kłamstw ciągle nie mogę dojść do siebie, że ta zawsze cicha, ułożona, dobra, uczynna dziewczyna była zdolna do kłamania i manipulowania prosto w oczy. Faktem jest jednak to, że zawsze była introwertyczką i nie stroniła od przeżywania swoich smutków w samotności. Nie raz płakała w łazience i gdybym przez przypadek nie usłyszał, to o niczym bym nie wiedział.
Ona ma za złe swojej mamie, że tamta wymuszała na niej bycie "dobrą córeczką mamusi". Żona się przez lata temu poddawała. Dzięki temu ma u wszystkich nienaganną opinię.
Zastanawiam się, czy takie warunkowanie i presja sprawiły, że ona ostatecznie pękła i zrobiła coś wbrew temu wzorcowi?
A może tak naprawdę to odwlekanie zakończenia małżeństwa to jest właśnie chronienie tej nienagannej opinii i strach przed reakcją otoczenia?
A może jedno i drugie?Czy ona przejmuje się jeszcze mną i naszym związkiem? Twierdzi, że tak. Powtarza, że jej zależy i ciągle przeprasza mnie o każdą głupotę. Tylko ile znaczą dziś te słowa? Chyba funt kłaków.
Przejmuje sie Toba, bo jest jej Ciebie zal.
Mimo ze Cie nie kocha, to martwi sie o Ciebie.
W to mozesz jej uwierzyc.
Cześć!
Jestem tu nowy. Mam - jak wynika z lektury innych wątków w tym dziale - typowy problem, z którym nie umiem sobie jednak poradzić. Liczę na Waszą pomoc i doświadczenia. Niestety mi samemu trochę ich brakuje.
Mam niespełna 28 lat, tyle samo ma moja żona. Jesteśmy małżeństwem od 3 miesięcy. (przechodzony związek?)
Nasza relacja to "licealna" miłość. Jesteśmy ze sobą ponad 10 lat i w zasadzie nie mieliśmy nikogo przed sobą.Wersja krótka: przez kilka miesięcy przed ślubem (i także po nim), byłem oszukiwany. Moja żona utrzymywała relację więcej niż koleżeńską ze swoim żonatym kolegą z pracy. Facet jest kilka lat starszy. Sam jest niedługo po ślubie i ma niespełna roczne dziecko. Wypisywali do siebie różne wiadomości, w których wyrażali do siebie miłość i przywiązanie. Podobno nigdy to wszystko nie wyszło poza "przytulanie się", ale mam dostęp jedynie do strzępek informacji (parę maili, kilka smsów etc.), więc nie mogę tego zweryfikować. Żona oszukała mnie przynajmniej trzy razy w tej sprawie (pierwsze tłumaczenie: to tylko kolega z pracy; drugie: bywało mi źle i potrzebowałam wsparcia emocjonalnego; trzecie już po ślubie: zakochałam się w nim). Na chwilę obecną twierdzi, że jest zagubiona, niepewna swoich uczuć. Wykonuje pewne gesty "pojednania": wreszcie zgodziła się na zmianę pracy (żeby nie spędzać z nim czasu) czy wyraziła gotowość pójścia na terapię dla par. Za tydzień wyjeżdżamy na 2 tygodnie do Grecji i nie wiem, co dalej z tym zrobić?
Wersja pełna:
Prolog:
Przez wiele lat nasz związek wyglądał tak, że moja partnerka mocno się poświęcała, znosiła moje humory czy niekiedy wybuchowe reakcje nawet w sprawach błahych. Niestety nie miałem łatwego dzieciństwa, nie miałem też dużego doświadczenia w budowaniu relacji w związku. Zaczęliśmy swoją znajomość w okresie nastoletnim, kiedy - jak wiadomo - różne głupoty przychodzą człowiekowi do głowy. Wtedy szybko przechodzi się do seksu, a mniej myśli o rozmowie czy wspólnych pasjach. Niestety byłem z moją partnerką zawsze szczery i o wszystkim jej mówiłem - także o własnych wybrykach. Co to były za sytuacje? Od razu napiszę, że nigdy nie zdradziłem jej fizycznie. Wiele lat temu (z 8) miałem kilkutygodniowe zauroczenie niespełnioną miłością z liceum. Zupełnie jak ona teraz, nie byłem pewny swoich uczuć, czułem wewnętrzną pustkę, chciałem zakończyć nasz związek. Ona wtedy błagała ze łzami w oczach, żebym jej nie zostawił. Nie zostawiłem. Z tamtą znajomą pogadałem zaledwie ze 2 razy na Messengerze i raz się spotkałem w kawiarni. Nic więcej. Nie żałuję. Druga sytuacja: przez kilka miesięcy pozwalałem sobie na cyberseks z koleżanką. Chodziło tylko o świntuszenie przez gadu-gadu. Nie było zaangażowania emocjonalnego z mojej strony i realnej chęci wejścia w relację fizyczną. O tym też się dowiedziała i ciężko to zniosła. Jednak mnie nie zostawiła. Po paru latach (dokładnie w ubiegłym roku, na paręnaście miesięcy przed naszym ślubem): pozwoliłem sobie na seks-czat z koleżanką ze studiów. Ja się jej nie pokazywałem, ale dziewczyna tak - dwa razy. Było mi z tym tak źle i czułem do siebie takie obrzydzenie, że i tym razem się przyznałem mojej narzeczonej. Oczywiście był płacz, kłótnie (zaznaczę, że NIGDY jej nie uderzyłem, nigdy jej nie przekląłem), pretensje, ale i tym razem nie odeszła. Ja natomiast dość szybko urwałem znajomość z tamtą koleżanką. Moja obecna żona miała więc przynajmniej trzy okazje do tego, żeby ode mnie odejść. Niestety (?) nie skorzystała z żadnej i jestem jej za to wdzięczny i mogę jej więcej wybaczyć - także to, co opisuję dalej.Sam mam od wielu lat problem z pornografią i masturbacją (psycholodzy nie pomogli, bardziej pomógł czas i powolne dojrzewanie). Być może dlatego, że moja partnerka od zawsze miała niższe libido ode mnie i z czasem (wraz z kolejnymi moimi wybrykami) było coraz gorzej. To zrozumiałe. Przy czym ja nigdy, poza tą pierwszą historią, nie angażowałem się z innymi kobietami w relacje emocjonalne. Chodziło tylko o sferę fizyczną (co zrozumiałe, w końcu w porno uczucia nie są istotne). Z czasem dojrzewałem i nabierałem przekonania, że moja partnerka to jest tą jedyną, którą faktycznie kocham i z którą chcę założyć rodzinę. Być może za późno to zrozumiałem.
Ona przez te wszystkie lata mocno się starała: robiła zakupy, poświęcała się finansowo, utrzymywała czystość w mieszkaniu etc (przy czym ja starałem się "nadrabiać" drogimi prezentami: kolejne smartfony, ultrabook, wyjazdy wakacyjne, samochód; mniej wydawałem, ale pieniądze odkładałem na nasze wspólne mieszkanie, co jej wiele razy bezskutecznie powtarzałem). Robi to do dzisiaj, ale zmieniło się coś innego. Okazało się, że może mnie perfidnie i prosto w oczy okłamywać. To był dla mnie potężny cios, tym bardziej, że ja do tej pory byłem z nią zupełnie szczery. Ufałem jej bardziej, niż własnej rodzinie...Niestety to moje zaufanie zostało brutalnie podeptane. Moja narzeczona od dawna wiedziała, co sam przeskrobałem. Na rok przed ślubem wiedziała, że oglądałem inne nago czy z nimi pisałem. Mimo tego nie odeszła. Okazało się jednak, że jej cierpliwość skończyła się na "ostatniej prostej" przed naszym ślubem.
Akt 1: na początku tego roku przypadkowo wpadam na smsa w jej telefonie. Pisze w nim, że jest jej strasznie ciężko, nie może wytrzymać w naszym mieszkaniu i potrzebuje spotkać się na weekendzie z pewnym kolegą z pracy (fizycznie bardzo przeciętnym, powiedziałbym, że pod tym względem ma mniej autów niż ja). Ja sam nie wytrzymuję do weekendu i zaczynam dyskusję o tym. Wyjaśnienia partnerki: jest mi źle, a z nim dobrze mi się gada i chciałam spotkać się na kawie. Przyjmuję, ale wrodzona nieufność stawia mnie w trybie alarmowym.
Kilka dni później okazuje się, że akurat z tym kolegą ma jechać na delegację z pracy. Oczywiście pojawia się konflikt na tym punkcie. Ostatecznie zgadzam się na ten wyjazd. Kilka miesięcy później - już po naszym ślubie - dowiem się, że to była fejkowa delegacja. Pojechali na dwa dni do jednego z kurortów. Podobno tylko po to, żeby sobie na spokojnie porozmawiać (dla niej nie było ważne u tego faceta to, co fizyczne, ale emocjonalne wsparcie i rozmowy - ze mną niestety nie chciała/nie umiała tak rozmawiać, chociaż sam chciałem i wielokrotnie podkreślałem znaczenie rozmowy w związku). Nie spędzili tam dwóch dni, bo żona tamtego zaczęła coś podejrzewać i musieli szybciej wrócić, aczkolwiek przez noc tam byli i ponoć facet wynajął dwa osobne pokoje (trochę nie chce mi się wierzyć, bo ze zdjęć wynika, że moja narzeczona miała w pokoju dwa pojedyncze łóżka). Moja kobieta twierdzi, że to wcale nie był udany wypad, bo cały czas miała "ściśnięty żołądek" i nie mogła się tym cieszyć. Ostatecznie okazało się, że w kłamstwa została wciągnięta też jej koleżanka z pracy, która rzekomo miała z nimi tam być. Pytałem ją o to, ale moja partnerka uprzedziła ją i poprosiła o przekazanie ustalonej wersji wydarzeń. Nigdy bym się nie spodziewał, że jest do czegoś takiego zdolna.Akt 2: mija jakieś dwa miesiące. Jesteśmy na 1,5-tygodnia przed naszym ślubem. Pochłonęły nas przygotowania etc. Mimo wszystko gdzieś z tyłu głowy męczy mnie to, co opisałem w "akcie pierwszym". Przypominam sobie o starym mailu narzeczonej. Ona oczywiście nie dba o zasady bezpieczeństwa, więc loguję się tam z hasłem, które pamiętałem z czasów "licealnych". Po wpisaniu nazwiska faceta, znajduję w koszu wiadomość sprzed kilku miesięcy, w której pojawiają się bardzo czułe słówka, takie typowe dla intymnej relacji dwojga ludzi. Wpadam w rozpacz i mocne zdenerwowanie. Przypominam sobie zapewnienia, że to tylko relacja koleżeńska. Domagam się kontaktu z tym gościem. Najpierw rozmowa telefoniczna narzeczonej z nim. To miało być "ustawione" przez nas. Tak z "zaskoczenia". Miała przy mnie z nim pogadać o tym wszystkim. Siedziałem i się przysłuchiwałem. Powiedzieli sobie wtedy przez telefon mw. coś takiego: "noo zauroczyłem się w Tobie, ale to było chwilowe i przecież do niczego nie doszło". Po jakimś czasie okazało się, że narzeczona zagrała wtedy razem z tym gościem. Ja stwierdziłem, że jeśli nasz ślub ma się odbyć za tydzień, to muszę pogadać z tym kolegą i jego żoną. Tamta kobieta nie zgodziła się spotkać. Udało nam się tylko przeprowadzić kilkuminutową wideokonferencję. On mnie zapewniał, że moja przyszła żona była w stosunku do mnie "fair", a to wszystko stanowi tylko jego głupi i szczeniacki wybryk, który ma już z sobą. Jednocześnie pytałem żony tamtego (stojącej obok z niemal noworodkiem na rękach): "wierzysz mu?", odpowiedziała, że tak.
Dzień później moja narzeczona leżała na podłodze zapłakana i błagała mnie, żebym się z nią ożenił. Przedstawiłem swoje oczekiwania i ostatecznie zgodziłem się na ten ślub. Po pierwsze dlatego, że ją kocham i chciałem z nią założyć rodzinę. Po drugie z powodu presji społecznej. Gdybyśmy odwołali ślub i wesele (na około 100 osób) na tydzień przed, to koszta tego byłyby dość duże (imprezę organizowali rodzice). Przy czym zwracałem uwagę na rolę presji otoczenia i "skandalu". Sugerowałem jej, że jeśli mnie nie kocha i wychodzi za mnie tylko z obawy przed konsekwencjami odwołania imprezy, to ja to wezmę na siebie i zapłacę ze swojej kasy (wniosłem do małżeństwa kilkadziesiąt tysięcy złotych, ona kilkaset...). Ona twierdziła jednak, że to nie jest dla niej istotne. Prosiłem ją jednak o zupełną szczerość. Obiecywałem, że to jest moment, kiedy może mi powiedzieć wszystko i ja jej to wybaczę. Stwierdziła patrząc mi w oczy, że wiem już o wszystkim i że kolejnych błędów już nie popełni. Niestety, zupełnie nie była wtedy szczera...Akt 3: mija drugi miesiąc od naszego ślubu. Pierwszy tydzień był cudowny. Spędziliśmy go w rodzinnych stronach. W międzyczasie zrobiliśmy fajną sesję zdjęciową. Po tygodniu wracamy do dużego miasta, gdzie mieszkamy od studiów (żona poszła rok wcześniej, więc przez ten czas nasz związek funkcjonował "na odległość"). Mija kilka dni i zauważam, że nasze relacje znów się ochłodziły. Ona wraca do mieszkania i do mnie (miała pracę od 8 do 16, ja natomiast rozwijam karierę naukową i bardzo często nie wychodzę przez kilka dni z mieszkania, pracując przy komputerze) jakby "za karę". Znika uśmiech z jej twarzy. Skupia się na "obowiązkach": obiad dla nas, zakupy czy sprzątanie mieszkania. Mało ze sobą rozmawiamy. Przestajemy się zbliżać fizycznie. Widzę to i zaczynam domagać się wyjaśnień. Przyznaję, że może moja postawa nie jest najlepsza (tak, mam trochę złych nawyków), ale próbuję jej uświadomić, że "nie jestem duchem świętym" i potrzebuję "rozmowy". Nie ma na to specjalnej ochoty. Wkurzam się i wracam do najgorszych nawyków sprzed lat. Zaczyna się kłótnia. Bez rękoczynów czy obrażania drugiej strony. Bardzo intensywna i pełna emocji (z mojej strony) dyskusja. Pełna emocji, bo ją kocham i mi na tym małżeństwie zależy. Wziąłem je na poważnie i liczę na nowy etap w życiu i szansę na poprawę własnej postawy. Wreszcie rzucam obrączką. Mówię, że żałuję tego ślubu. Od tej pory prawie przestajemy rozmawiać, chociaż tej samej nocy z żalem wkładam pierścionek na palec.
Po kilku dniach takiego życia obok siebie nie wytrzymuję. Zaczynam kłótnię z byle powodu. Pierwszy raz po tych wszystkich latach robię coś fizycznego: popchnąłem żonę na łóżko. Parę tygodni później dowiem się z smsa do ów kolegi z pracy, że liczyła wtedy, że ją uderzę. Nie wiem do dziś, dlaczego miała takie pragnienie.Akt 4: mija kilka dni. My dalej żyjemy obok siebie. Ona do 16-17 w pracy. Później trening czy wypad ze znajomymi na siatkówkę (sport i aktywność fizyczna były od zawsze dla niej bardzo ważne; teraz myślę, że pomagają jej poradzić sobie z trudnościami, bo nie umie ona otworzyć się przede innymi i rozmawiać o swoich rozterkach). Wieczorem powrót. Przygotowanie dla nas obiadu. Po całym dniu jest wyczerpana i po 2-3 minutach zasypia. Ja natomiast kończę przygotowywanie ważnego grantu i tylko gapię się w ekran. Pewnego dnia pisze do mnie na FB żona ów kolegi. Dostaję od niej kilka zdjęć smsów z telefonu jej męża. Te smsy mnie szokują. To są oczywiście urywki dłuższego i skasowanego już wątku. Wynika z nich, że moja żona odwiedzała kolegę na hali sportowej, kiedy tamten oddawał się grze w koszykówkę. Pojawia się też zagadnienie "3 lat". Z wiadomości wynikało, że na ten moment oni nie mogą być razem, bo dziecko kolegi jest za małe, ale za 3 lata będą mogli być wreszcie razem. Moja partnerka twierdzi, że to było powiedziane "w żartach" i jest "wyrwane z kontekstu". Żona kolegi stwierdza, że ma zamiar się rozwieść. Uświadamia mi też, że moja żona wyjechała z jej mężem na fejkową delegację, o której wspomniałem. Wyjawia także, że kilkukrotnie spotkali się oni pod galerią handlową (naciskana partnerka przyzna mi, że raz poszli na kawę w tejże galerii). Na pytanie, czy rzeczywiście między nimi doszło jedynie do "przytulania", żona kolegi odpowiada "nie wiem". Okazało się w trakcie tej rozmowy, że byłem manipulowany nie tylko przez własną partnerkę i jej "przyjaciela". Żona tego faceta nie powiedziała mi w trakcie tej wideokonferencji sprzed mojego ślubu o wszystkim, ponieważ "było jej to na rękę". Liczyła, że nasz ślub sprawi, że nie zostanie ona samotną matką z kilkumiesięcznym dzieckiem. Dla mnie jest to podstawa do unieważnienia małżeństwa, bo nie byłem świadom romansu mojej przyszłej żony w momencie ślubu.
Tego samego dnia wycisnąłem z żony, że ma ona drugi telefon z nieznaną mi kartą SIM. Zaczęła z niego korzystać na kilka dni przed naszym ślubem i przez około 3 miesiące wykorzystywała go do kontaktu z tamtym facetem. Wiedziała - bo to był jeden z moich przedślubnych warunków - że będę ją inwigilował. Oczywiście kazałem jej oddać ten smartfon. Niestety smsy były już w większości usunięte, ale z historii połączeń wynika, że intensywnie rozmawiali oni zaraz przed naszym ślubem, a także od czasu do czasu po ślubie. Przed końcem dnia, trochę za moją namową, napisała mu smsa z tego telefonu, że ich znajomość się kończy i się zwalnia z pracy, bo tak będzie lepiej.
To wszytko działo się w weekend. W poniedziałek budzę się i zauważam, że z telefonu została wyjęta karta SIM. Dziwię się i denerwuję. Po powrocie z pracy moja żona przyznaje, że ją wzięła. Daje mi do odsłuchania plik nagrany na dyktafon w jej codziennym telefonie. Jest to krótka rozmowa z jej kochankiem (???), z której wynika, że dała ona mu tę SIMkę. Stwierdza też, że już więcej się nie spotkają. Mówi mi ona, że w pracy przecięła kartę w pół i poszła mu ją dać na znak końca ich znajomości. On zdziwiony (pyta: "czyli co, już nigdy się nie spotkamy?") kończy palić papierosa przed wejściem do firmy i wrzuca resztki karty do kosza. W międzyczasie żona wreszcie spełnia obietnicę sprzed ślubu i składa wypowiedzenie. Od sierpnia będzie bezrobotna i mocno ją to obciąża psychicznie. Mam wyrzuty sumienia, że to na niej wymusiłem, ale po takiej spirali kłamstw nie wyobrażam sobie, że dalej miałaby siedzieć w jednym pokoju z tym facetem. Jednocześnie zaczęła dostrzegać, że on też manipuluje, okłamuje własną żonę. Przyznała, że rzeczywiście powinien skupić się na własnej rodzinie (jest to nawet napisane w jednej z tych wiadomości, których zdjęcia przesłała mi żona tamtego). Nie wiem jednak, czy to promyk opamiętania, czy kolejna (jeszcze bardziej wymyślna) manipulacja?Akt 5: kilka dni temu poświęciłem noc na odzyskanie skasowanych smsów z lewego telefonu mojej żony. Mam tylko kilka wiadomości z kwietnia, maja lub czerwca, ale w jednej wprost pisze ona, że "kocha" tamtego i że jest jej z nim cudownie. Postawiona przed tym faktem przyznała, że się w tamtym zakochała, że " nie wie" czy mnie jeszcze kocha, ale te 3 miesiące temu myślała tak i chciała za mnie wyjść (czyli co, kobieta rzeczywiście z miesiąca na miesiąc może kochać innego? kłamie, czy faktycznie jest strasznie pogubiona?). Mówi mi, że jest zagubiona. Że czuje wewnętrzną pustkę i nawet nie wie, czy kocha własnych rodziców. W to jej akurat wierzę i wrócę tu na moment do własnego "wyskoku", o którym piszę na początku postu. Pamiętam, że gdy zauroczyłem się w mojej licealnej miłości, to czułem coś bardzo podobnego. Przy czym na Boga! To było parę lat temu, gdy byłem jeszcze nastolatkiem, a nie świeżo upieczoną żoną na 3 lata przed trzydziestką!
Zgodziła się też pójść na terapię dla par. Z tego co wiem od żony tamtego, on łkał pod drzwiami i błagał o wybaczenie. Miał stwierdzić, że dziecko jest dla niego najważniejsze. U nich na razie rozwodu nie będzie. U nas chyba też nie, ale ja staram się być zawsze przezorny i zgromadziłem około 50 plików poświadczających opisaną tu historię (na wypadek konieczności unieważnienia małżeństwa). Moja żona nie ma nic na mnie, poza własnym słowem.Epilog:
Nasza terapia miałaby się zacząć w sierpniu, bo za tydzień wylatujemy na 2 tygodnie do Grecji. To ma być nasza spóźniona podróż poślubna. Czas "dla nas". Teraz jestem w kropce. Nie wiem jak do tego podejść? Czy ten wyjazd może być początkiem procesu naprawy, a może ostatnim "podrygiem" konającego związku? Ja ją kocham. Wybaczyłem jej i jestem gotów znów jej zaufać, bo ona przez lata znosiła opisane przeze mnie wybryki, a także poświęcała się dla mnie. Dwa dni temu zwierzyła się mi (dawno tego nie robiła!), że ma... myśli samobójcze od dłuższego czasu.Dziś napisała, że zależy jej na mnie i naszych rodzinach, że nie poczuła niczego szczególnego, gdy zobaczyła tego faceta w poniedziałek w pracy. Przy czym nie chce mi mówić na razie, że mnie "kocha", bo mogłaby mnie narazić na kolejne cierpienie. Po prostu nie jest pewna swoich uczuć. Widać też, że cierpi fizycznie i psychicznie. Ogarnął ją stan apatii, często nagle i bez wyraźnego powodu płacze. Jest bardzo przemęczona i marzy głównie o tym, żeby pójść spać. Okropnie się o nią martwię.
Drodzy, co mam robić? Spędzić możliwie blisko siebie te 2 tygodnie w Grecji? Wrócić i udać się na tę terapię? Stosować metodę 34 kroków? A może wnieść od razu o unieważnienie małżeństwa. W końcu jesteśmy młodzi i mamy jeszcze całe życie przed sobą. Kocham ją, chcę z nią mieć rodzinę i dzieci. Chcę naprawiać błędy z przeszłości i stawać się lepszym człowiekiem. Nie mam jednak zamiaru trzymać jej przy sobie na siłę. To nie ma sensu, tym bardziej, że nie mamy jeszcze dzieci czy kredytów.
Jak Wy to widzicie?
Uff... ale długo wyszło. Ciekawe, czy ktoś to przeczyta do końca? Za rady serdecznie dziękuję!
Nie wiem, ale każdy facet który wiedziałby to co Ty raz,że małżeństwo by rozwiązał,a dwa nie brał obłudnej kobiety ze sobą na "darmowe" dla niej wczasy.Nie wierzę,żę Tobie coś takiego odpowiada,ewidentnie kogoś ma,a Ty jesteś jakby tym zabezpieczeniem przed ewentualną wpadką i ludżmi.Opanuj się i odejdź,a jej nie zabieraj ze sobą,bo nie dosyć,żę robi Ciebie w konia,przyprawia rogi,to jeszcze będzie się wygrzewała na słoneczku na Twój właściwie koszt.
230 2018-07-11 17:12:49 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-11 17:14:13)
Ech, ale karuzela. ![]()
Od "to twoja wina nieudaczniku", przez "dajcie sobie czas i idźcie na terapie", po "pogoń to obłudne babsko".
To, co się najczęściej powtarza, to Wasze przekonanie, że ona mnie nie kocha.
Ale może jeszcze pokocha na nowo?
Ale co dalej?
Jest okropnie zagubiona, może w depresji? Wtedy trzeba jej pomóc i dać kolejną szansę. Może też szansę na dalsze wspólne życie.
Od miesięcy jedynie gra i manipuluje, a jej rozterki wewnętrzne to w dużej mierze ochrona statusu quo? Nie ma szans, kontynuowanie tego związku.
Tylko w którą wersję uwierzyć? Nikt nie ma wglądu w to, co jej siedzi w głowie.
231 2018-07-11 17:55:54 Ostatnio edytowany przez EeeTam (2018-07-11 17:57:31)
ACoMiTam91
Może i by Cię pokochała na nowo, ale na pewno nie w takich okolicznościach. Na razie upewniasz ją, że będziesz przy niej niezależnie od jej postawy, więc ona może sobie pielęgnować uczucie i żałobę po tamtym. Moim zdaniem, powinieneś dać sobie jakieś 3 miesiące samotności - ewentualnie jeśli potem się odezwie, coś sklejać. Chociaż po co sklejać z osobą ze skłonnościami do zdrad i kłamstw, nie pojmuję.
Jest okropnie zagubiona, może w depresji? Wtedy trzeba jej pomóc i dać kolejną szansę. Może też szansę na dalsze wspólne życie.
Pan ratownik? Uratujesz ją przed nią samą, ona z wdzięczności cię pokocha i będziecie żyć długo i szczęśliwie? Ale tak jest tylko w bajkach.
To, co się najczęściej powtarza, to Wasze przekonanie, że ona mnie nie kocha.
Ale może jeszcze pokocha na nowo?
Szczerze, to wątpię aby udało Ci się ją rozkochać na nowo. Może zostanie przy tobie, ale wtedy będziesz musiał liczyć na to że z biegiem czasu nie pojawi się nowy fagas, może tym razem wolny. Na razie nie będzie podejmować żadnych decyzji samodzielnie i będzie zgadzać się na to co zaproponujesz (jak ta terapia) bez wyrażania żadnej opinii. Jeśli odnowi kontakt z kochankiem, to wtedy przeskoczy pod jego komendę i będzie wykonywać jego polecenia.
Ale co dalej?
Jest okropnie zagubiona, może w depresji? Wtedy trzeba jej pomóc i dać kolejną szansę. Może też szansę na dalsze wspólne życie.
Żeby kobieta się w tobie zakochała nie wystarczy być rycerzem w lśniącej zbroi. Potrzebne jest jeszcze wiele innych rzeczy jak np. pożądanie i zrozumienie, które chyba u was najbardziej kulały. Nie powinieneś się zastanawiać "co ona teraz zrobi" tylko "co siedzi jej w głowie, w jaki sposób myśli". Naprawdę zalecam Ci zdystansowanie się od niej, małżeńską separacje, aby poukładała sobie wszystko w głowie. Na wyjazd do Grecji też bym jej nie zabierał.
Od miesięcy jedynie gra i manipuluje, a jej rozterki wewnętrzne to w dużej mierze ochrona statusu quo? Nie ma szans, kontynuowanie tego związku.
Tylko w którą wersję uwierzyć? Nikt nie ma wglądu w to, co jej siedzi w głowie.
Żeby się dowiedzieć co siedzi jej w głowie, musiałaby się przed tobą otworzyć, chcieć z tobą rozmawiać, a tego na razie nie chce. Nikt tu raczej nie powie Ci jak do tego doprowadzić, ale na pewno nie wystarczy gabinet psychologa, bo nie jest się w nim przypiętym do wariografu.
Przykro mi, ale raczej nie widzę tu za dużych szans na powrót. Popełniłeś błąd żeniąc się pod presją, kiedy były sygnały.
233 2018-07-11 20:49:19 Ostatnio edytowany przez cataga (2018-07-11 20:54:23)
Po latach olewania jej i traktowania jak seks maszynki, zauroczyla sie innym panem. No i zonk. Sam napisaleś, że masz tylko smnsy, że nie wiesz czy do zdrady doszlo, no ale już rozwód itd. No i oczywiście ona winna. To, że ty byles długo wobec niej nie fair, jakoś tak piszesz opłotkami. Dziwisz się? Nam napisaleś o dwu zauroczeniach , o seksczacie i twoich , haha " problemach" z porno i masturbacją, a dziwisz się, że zainteresowala sie panem, który okazał jej odrobine zainteresowania? Przecież to porno i onanizm, to tak, jakbyś za kazdym razem dawał jej w pysk jako kobiecie. Upokarzał ją. Serio, że jej winy rozwód?
Stuknij się w czółko.
Komunikacja u was kuleje, zona zauroczona innym.... przemyślcie oboje , czego chcecie i może w koncu porozmawiajcie ze sobą. Rozwieść się zdążycie. A co do winy z jej strony? hola! Zastanow sie, bo sam piszesz, że zdrady z jej strony pewien nie jestes. Mi to wygląda, że przeczytaleś smsy i nagle obudził się w Tobie pies ogrodnika. A gdyby nie to, to przecież ty byłeś takk zaabsorbowany soba...i porno
Autorze, jeśli chcesz wszystko przegrać i jeszcze mieć poczucie winy - zrób dokładnie to co doradza cataga. Chyba cataga zapomniała ci doradzić jedno - konieczna spowiedź i dobowe leżenie krzyżem przed ołtarzem ![]()
Przecież to porno i onanizm, to tak, jakbyś za kazdym razem dawał jej w pysk jako kobiecie. Upokarzał ją. Serio, że jej winy rozwód?
Stuknij się w czółko.
Nie będzie rozwodu. Nie chcę być rozwodnikiem i jej też będzie lepiej, jeśli nie będzie rozwódką. Ja będę wnosił o unieważnienie małżeństwa, bo zostałem wprowadzony w błąd w kluczowej sprawie (trwający romans narzeczonej). Przy unieważnieniu nie ma ogłaszania winy.
Po latach olewania jej i traktowania jak seks maszynki, zauroczyla sie innym panem. No i zonk. Sam napisaleś, że masz tylko smnsy, że nie wiesz czy do zdrady doszlo, no ale już rozwód itd. No i oczywiście ona winna. To, że ty byles długo wobec niej nie fair, jakoś tak piszesz opłotkami. Dziwisz się? Nam napisaleś o dwu zauroczeniach , o seksczacie i twoich , haha " problemach" z porno i masturbacją, a dziwisz się, że zainteresowala sie panem, który okazał jej odrobine zainteresowania? Przecież to porno i onanizm, to tak, jakbyś za kazdym razem dawał jej w pysk jako kobiecie. Upokarzał ją. Serio, że jej winy rozwód?
Stuknij się w czółko. Komunikacja u was kuleje, zona zauroczona innym.... przemyślcie oboje , czego chcecie i może w koncu porozmawiajcie ze sobą. Rozwieść się zdążycie. A co do winy z jej strony? hola! Zastanow sie, bo sam piszesz, że zdrady z jej strony pewien nie jestes. Mi to wygląda, że przeczytaleś smsy i nagle obudził się w Tobie pies ogrodnika. A gdyby nie to, to przecież ty byłeś takk zaabsorbowany soba...i porno
No co ty, zdradę emocjonalną widać tu jak najbardziej. Jego żona odpłynęła całkiem daleko. Na tyle daleko, aby odprawiać jakieś teatrzyki z niby delegacjami, w które wciąga również swoje koleżanki.
W łóżku temperamentami się nie dobrali fakt, nie każda para może, ale chyba porno jest lepszym wyjściem, aby sobie ulżyć niż chodzenie na prostytutki czy romanse z innymi. Ludzie mają potrzebę masturbacji, to normalne. Cyberseksy z koleżankami - owszem godne potępienia, rozumiem że ktoś może to stawiać na równi ze zdradą fizyczną, ale chyba nie doczytałem kiedy w tym 10 letnim związku miały miejsce. Bo jeśli to już trochę stara sprawa, żona mu ją wybaczyła, to trochę słabo z jej strony mścić za to teraz. Tym bardziej błagać go o ślub, mając zamiar prowadzić przez pewien czas podwójne życie.
Bo jeśli to już trochę stara sprawa, żona mu ją wybaczyła, to trochę słabo z jej strony mścić za to teraz. Tym bardziej błagać go o ślub, mając zamiar prowadzić przez pewien czas podwójne życie.
Stare, dwie pierwsze sprzed paru lat, a ostatnia to już ponad rok.
Tylko ona mi chyba tego nigdy nie wybaczyła. Tylko tak mówiła, a szczególnie jak zaczęły wypływać tematy z jej kolegą, to nagle zaczęła jakoś tak bardziej rozumieć, że nie może mieć do mnie o tamto żalu. Przypadek?
Właśnie najbardziej mnie to ostatnie boli. Przysięga małżeńska, a jednocześnie prowadziła podwójne życie. ![]()
cataga napisał/a:Przecież to porno i onanizm, to tak, jakbyś za kazdym razem dawał jej w pysk jako kobiecie. Upokarzał ją. Serio, że jej winy rozwód?
Stuknij się w czółko.Nie będzie rozwodu. Nie chcę być rozwodnikiem i jej też będzie lepiej, jeśli nie będzie rozwódką. Ja będę wnosił o unieważnienie małżeństwa, bo zostałem wprowadzony w błąd w kluczowej sprawie (trwający romans narzeczonej). Przy unieważnieniu nie ma ogłaszania winy.
Prawnie będziesz rozwodnikiem.
Kościelne stwierdzenie nieważności małżeństwa i tak musi być poprzedzone cywilnym rozwodem w sądzie.
Więc Twój prawny stan cywilny będzie "rozwiedziony"
Prawnie będziesz rozwodnikiem.
Bardziej mi zależy na tym, żebym kiedyś mógł jeszcze wziąć ślub kościelny.
Drogie i Drodzy,
trochę pod wpływem Waszych opinii, ale też biorąc pod uwagę własne przemyślenia i postawę mojej żony, zdecydowałem, że nie pojedziemy do Grecji na ten urlop.
Ja się tylko wybiorę na kilka dni na część zawodową i ona chce jechać tam ze mną. W sumie 4-5 dni, a miało być 14.
Wychodzi na to, że niepotrzebnie brała urlop. Jest mi tym źle, bo chciałem, aby sobie odpoczęła i pojechała w fajne miejsce. ![]()
Czy powinno mi być przykro i źle z tą decyzją? ![]()
241 2018-07-12 00:36:37 Ostatnio edytowany przez Myszeczka23 (2018-07-12 00:37:32)
Jak to brała urlop? Podobno zwolniła się z pracy. W nowej pracy już dostała pełen urlop?
W połowie czerwca żona tamtego wysypała ich (o tym pisze w pierwszym poście) i dopiero po tym fakcie i moich naciskach zaniosła wypowiedzenie (a że się zwolni obiecywała jeszcze przed ślubem, jak drugi raz wyszło, że ich relacja się utrzymuje). Okres wypowiedzenia ma do końca lipca, więc musiała wziąć urlop, bo szef chciał, żeby miała wypłacone za niewybrane dni, ale w pracy była.
To jest Twoja decyzja. podjąłeś ja po długim zastanowieniu, nie wynika z Twojej zemsty, ale z planu naprawy małżeństwa i konsekwencji w jego realizacji.
Czy powinno być Ci źle po jej podjęciu ?
Mniej ważne jest to czy Ci powinno być źle, ale to czy Ci jest źle po podjęciu takiej decyzji.
Z tego co piszesz , wolałbyś podjąć inną decyzje, czyli jest Ci źle po jej podjęciu . Wolałbyś żeby żona wypoczęła.
Postawiłeś swoją granice.
Ważne żeby swoich granic nie stawiać na czyimś terenie.
Ta granica była w obrębie Twojego terenu.
244 2018-07-12 01:18:40 Ostatnio edytowany przez Myszeczka23 (2018-07-12 01:20:37)
Czyli widuje się dalej z tym kochankiem w pracy?
Po drugie: skoro pracuje tam trzy lata (jak nie więcej), to okres wypowiedzenia nie powinien trwać 3 miesiące, a nie miesiąc?
Wolałbym, żeby wypoczęła. Tak bardzo chciałem tego wyjazdu. ![]()
Ale ona w niczym mnie nie wspiera. Nie pojedziemy? Ok. Pojedziemy? Super.
Ale żeby coś pomóc w organizacji... to tylko "ja jestem słabym organizatorem" i na tym pomoc się kończy.
Grecja nie ucieknie. Jak się nam ułoży, to nie raz pojedziemy w różne miejsca.
246 2018-07-12 01:25:41 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-12 01:26:50)
Czyli widuje się dalej z tym kochankiem w pracy?
Jeszcze dwa dni... (no bo ten urlop i niedoszły wyjazd)
A ile było oporu przed tą zmianą pracy. Cały czas tłumaczenia, że nie znajdzie nowej fajnej.
Ale żeby zwrócić uwagę na mnie i to, że ja musiałbym znosić fakt, że oni się codziennie widzą... niespecjalnie się tym przejmowała. ![]()
Po drugie: skoro pracuje tam trzy lata (jak nie więcej), to okres wypowiedzenia nie powinien trwać 3 miesiące, a nie miesiąc?
Do trzech lat zabrakło jej 2 miesiące. Poza tym w umowie miała wpisany miesiąc.
Po co Ty ją w ogóle zmuszałeś by z tej pracy zrezygnowała? Przecież jak będzie chciała się z nim widywać, to i tak znajdzie sposób. To po pierwsze. A po drugie: to czasem nie powinno być tak, że to ona sama powinna chcieć się zwolnić, w celu ratowania małżeństwa???
Po co Ty ją w ogóle zmuszałeś by z tej pracy zrezygnowała? Przecież jak będzie chciała się z nim widywać, to i tak znajdzie sposób. To po pierwsze. A po drugie: to czasem nie powinno być tak, że to ona sama powinna chcieć się zwolnić, w celu ratowania małżeństwa???
Ech, napisałem po co. Miałem się godzić, żeby widywała się z gachem codziennie, bo dzielą wspólny pokój?
Poza tym, to była decyzja w wielkich emocjach i stresie. Może nie najlepsza...
Tak, ona sama powinna, tylko ona sama z siebie to nigdy nic znaczącego nie zrobiła... poza zakupami.
No i poza decyzjami, żeby się zaangażować w relację z tamtym i mnie kilkukrotnie oszukać w tej sprawie.
Dziś mi powiedziała, że bardzo by chciała, żebym był w jej życiu obecny.
To jej odpowiedziałem, że spokojnie. Będę jeśli chce, ale jako kolega lub kiedyś przyjaciel, a nie mąż.
249 2018-07-12 01:37:47 Ostatnio edytowany przez Myszeczka23 (2018-07-12 01:39:06)
Miałem się godzić, żeby widywała się z gachem codziennie, bo dzielą wspólny pokój?
Właśnie tak! Twoja żona jest dorosłą kobietą i sama powinna odpowiadać za swoje czyny. Tak polecę religijną metaforą:
Ja Bóg zakazał Adamowi i Ewie jeść Owoc, to kazał go ściąć, czy specjalnie zostawił na pokusę i to na środku Raju?
Już wiesz gdzie popełniłeś pierwszy błąd w ratowaniu swojego małżeństwa?
250 2018-07-12 01:39:39 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-12 01:40:21)
ACoMiTam91 napisał/a:Miałem się godzić, żeby widywała się z gachem codziennie, bo dzielą wspólny pokój?
Właśnie tak! Twoja żona jest dorosłą kobietą i sama powinna odpowiadać za swoje czyny. Tak polecę religijną metaforą:
Ja Bóg zakazał Adamowi i Ewie jeść Owoc, to kazał go ściąć, czy specjalnie zostawił na pokusę i to na środku Raju?
Już wiesz gdzie popełniłeś błąd w ratowaniu swojego małżeństwa?
Ja mam wrażenie, że to ratowanie jeszcze się nie zaczęło.
A z pewnością nie z jej strony.
Zobaczymy, co przyniosą kolejne dni.
Poza tym, czy jest tu gdzieś miejsce na moją godność? (celowo nie piszę męską dumę, ale zwykłą ludzką godność)
Ale Twoja godnść została całkowicie zdeptana przez Twoją żonę. Teraz tylko Ty sam ją możesz odzyskać. Właśnie po to zadałam to pytanie. Zobacz: poznałeś, że żona ma kochanka i zabroniłeś jej tam pracować? Ja bym na Twoim miejscu pozwoliła jej robić co jej się podoba i w pewnym momencie złożyła bym podanie o unieważnienie małżeństwa. Bez pytania się żony o zgodę. A Ty sam zacząłeś wszystko naprawiać.
1) to Ty podjąłeś decyzje o zwolnieniu żony z pracy
2) to Ty zaproponowałeś terapię
3) to Ty napisałeś tutaj w celu porady co masz zrobić
4) to Ty próbowałeś z żoną rozmawiać, prosić by Ci powiedziała prawdę
5) to Ty sponsorujesz wyjazd
6) to Ty czekasz na konkretną, szczerą i długą rozmowę od żony
7) i to Ty cały czas walczysz.
Co robi żona? Żona najpierw Cię okłamała w tak kluczowej sprawie, a teraz ma doła. I tyle wiemy. Żona nie bardzo chce Ci wyjaśnić czemu go ma, nie bardzo Ci tłumaczy co czuje na chwile obecną do kochanka, co dalej chce zrobić.
Mam pytanie: czy ona chociaż martwi się jak Ty się czujesz? Pyta Ciebie o to? Robi coś w tym kierunku, abyś czuł się lepiej, aby mniej bolało?
Ja Bóg zakazał Adamowi i Ewie jeść Owoc, to kazał go ściąć, czy specjalnie zostawił na pokusę i to na środku Raju?
Myszka kula w płot ona już to jabłko zeżarła, dlaczego autor ma czekać aż sięgnie po raz kolejny do tego samego drzewa po kolejne jabłko?
ACoMiTam bardzo dobrze zrobiłeś każąc jej zrezygnować z pracy, no bo dlaczego masz się zastanawiać co oni tam robią?
Czy mogą się spiknąć po raz kolejny? mogą czy ta ich relacją może trwać nadal? może i być może dlatego tak się zachowuje bo nadal ma z nim kontakt a co on jej tam nawija to tego nie wiesz.
Nie sugeruj się zamieszczanymi opiniami, Ty masz z nich wyciągać to co jest dla Ciebie najlepsze.
Chcesz ratować małżeństwo, przynajmniej chcesz spróbować, to ratuj ale miej tą świadomość że może się nie udać i trzeba będzie powiedzieć stop kiedy jeszcze masz do siebie szacunek, szacunek do niej i jesteście wstanie ze sobą rozmawiać.
Ale pamiętaj że chęć ratowania małżeństwa nie oznacza całkowitej kapitulacji i godzenie się na wszystko żeby tylko ona została. Bo właśnie gdzie tu szacunek dla siebie samego?.
Jeśli nie jedziecie na wczasy to nie powinieneś jej zabierać, myślę że kilku dniowy z dala od siebie może wam odsapnąć od tej całej sytuacji.
253 2018-07-12 01:59:48 Ostatnio edytowany przez ACoMiTam91 (2018-07-12 02:02:30)
Mam pytanie: czy ona chociaż martwi się jak Ty się czujesz? Pyta Ciebie o to? Robi coś w tym kierunku, abyś czuł się lepiej, aby mniej bolało?
Od prawie tygodnia przebywamy w innych miejscach. Dziś napisała krótkiego smsa i pytała, jak ja się czuję. No i zadzwoniła po mojej wizycie u lekarza, z pytaniem, co tam doktor powiedział.
Całe nasze życie wyglądało tak, że jak ja czegoś nie zainicjuję, to ona niespecjalnie o to zadba. Wychodziło jej świetnie ogarnianie gospodarstwa domowego (zakupy, gotowanie, sprzątanie).
Nie piszę tego z pogardą, ja to doceniam i wiele razy jej o tym mówiłem.
No ale jakaś wizja wspólnej przyszłości, wyjazdy, wyjścia, seks - to wszystko było na mojej głowy i ona bardzo rzadko cokolwiek inicjowała.
Skoro do tej pory tak było, no to nauczony zacząłem ja walczyć o nasze małżeństwo i wszystko ogarniać. Ona może nie umie przejąć inicjatywy i zdecydować za nas? Nie umiała w błahych sprawach, to tym bardziej w wielkiej tego nie zrobi.
254 2018-07-12 02:04:53 Ostatnio edytowany przez IsaBella77 (2018-07-12 07:50:04)
Czy mogą się spiknąć po raz kolejny? mogą czy ta ich relacją może trwać nadal? może i być może dlatego tak się zachowuje bo nadal ma z nim kontakt a co on jej tam nawija to tego nie wiesz.
Dziś od niej wyciągnąłem, że dzień przed naszym ślubem rozmawiali przez telefon (to wiem z rejestru połączeń jej lewego telefonu) i on zniechęcał ją do naszego ślubu... wulgaryzm.
Czy ich relacja może się utrzymać? Cóż, to już będzie totalna konspiracja i nie wiem, czy tamten będzie miał ochotę.
Jego żona mi pisała, że leżał pod zamkniętymi drzwiami pokoju i łkał z błaganiami, żeby otworzyła i dała sobie wytłumaczyć, że "to nie tak". Trochę jak moja żona przed naszym ślubem...
Ona zaczęła już grozić rozwodem, a on miał stwierdzić, że do tego nie dopuści.
Ja wiem, czy będzie dalej ryzykował dla mojej żony? Moim zdaniem w jego oczach ona już jest spalona.
Poszuka sobie lepszy obiekt lokowania uczuć, których nie ma we własnym małżeństwie.
Oczywiście najbardziej na tym ucierpi moja ukochana. Nie będzie ani kochanka, ani męża (jeśli się nie ogarnie).
Myszeczka23 napisał/a:Mam pytanie: czy ona chociaż martwi się jak Ty się czujesz? Pyta Ciebie o to? Robi coś w tym kierunku, abyś czuł się lepiej, aby mniej bolało?
Od prawie tygodnia przebywamy w innych miejscach. Dziś napisała krótkiego smsa i pytała, jak ja się czuję. No i zadzwoniła po mojej wizycie u lekarza, z pytaniem, co tam doktor powiedział.
Całe nasze życie wyglądało tak, że jak ja czegoś nie zainicjuję, to ona niespecjalnie o to zadba. Wychodziło jej świetnie ogarnianie gospodarstwa domowego (zakupy, gotowanie, sprzątanie).
Nie piszę tego z pogardą, ja to doceniam i wiele razy jej o tym mówiłem.
No ale jakaś wizja wspólnej przyszłości, wyjazdy, wyjścia, seks - to wszystko było na mojej głowy i ona bardzo rzadko cokolwiek inicjowała.Skoro do tej pory tak było, no to nauczony zacząłem ja walczyć o nasze małżeństwo i wszystko ogarniać. Ona może nie umie przejąć inicjatywy i zdecydować za nas? Nie umiała w błahych sprawach, to tym bardziej w wielkiej tego nie zrobi.
No i to samo z siebie się nie zmieni.
256 2018-07-12 02:07:54 Ostatnio edytowany przez Myszeczka23 (2018-07-12 02:09:42)
Ja Bóg zakazał Adamowi i Ewie jeść Owoc, to kazał go ściąć, czy specjalnie zostawił na pokusę i to na środku Raju?
Myszka kula w płot ona już to jabłko zeżarła, dlaczego autor ma czekać aż sięgnie po raz kolejny do tego samego drzewa po kolejne jabłko?
To nie było jabłko, tylko owoc. ![]()
No, ale faktycznie, zostało już nadgryzione. Więc ACoMiTam powinien pozwolić jej je zjeść do końca, lepiej? ![]()
Jest takie przysłowie: jeżeli coś kochasz to puść to wolno. Nie rozumiecie tego? Ona została zmuszona do zerwania z nim kontaktu. Nawet jak by się im udało odbudować to małżeństwo to za te kilka lat autorowi zaczną chodzić po głowie myśli: "A co by było, gdyby ona została w tej pracy? Dalej by mnie zdradzała?"
Jeszcze raz napiszę: To ona powinna sama chcieć się od niego odciąć. I założę się, że na terapii to samo usłyszysz. ![]()
No i to samo z siebie się nie zmieni.
Dla mnie jedynym wiarygodnym znakiem tego, że to małżeństwo ma przyszłość będzie przemiana w zachowaniu mojej żony. Ona nigdy tego nie potrafiła dokonać. Nie uwierzę już w większość wypowiedzianych słów.
Tylko pytanie, co trzeba zrobić, żeby jej pomóc w wypracowaniu tych zmian, które jak wiemy nie są proste.
Jeszcze raz napiszę: To ona powinna sama chcieć się od niego odciąć. I założę się, że na terapii to samo usłyszysz.
Ja to rozumiem, ale ona chyba tego nie ogarnia. Może dlatego ta terapia jest niezbędna? Jak ja jej to powiem, to nic się nie zmieni. ![]()
maku2 napisał/a:Ja Bóg zakazał Adamowi i Ewie jeść Owoc, to kazał go ściąć, czy specjalnie zostawił na pokusę i to na środku Raju?
Myszka kula w płot ona już to jabłko zeżarła, dlaczego autor ma czekać aż sięgnie po raz kolejny do tego samego drzewa po kolejne jabłko?
To nie było jabłko, tylko owoc.
No, ale faktycznie, zostało już nadgryzione. Więc ACoMiTam powinien pozwolić jej je zjeść do końca, lepiej?Jest takie przysłowie: jeżeli coś kochasz to puść to wolno. Nie rozumiecie tego? Ona została zmuszona do zerwania z nim kontaktu. Nawet jak by się im udało odbudować to małżeństwo to za te kilka lat autorowi zaczną chodzić po głowie myśli: "A co by było, gdyby ona została w tej pracy? Dalej by mnie zdradzała?"
Jeszcze raz napiszę: To ona powinna sama chcieć się od niego odciąć. I założę się, że na terapii to samo usłyszysz.
Tu nie chodzi o to co ona zeżarła ( ta wiem owoc ale skąd wiesz że to nie było jabłko?
) tylko o komfort psychiczny autora żeby nie myślał np. co ona tam z nim i ile razy.
Zastanawia mnie jeszcze to ich uporczywe twierdzenie (a szczególnie żony), że nie doszło do niczego poza przytulaniem.
Ona w sumie nigdy nie była mocno zainteresowana seksem.
Twierdzi, że u tego faceta ważne dla niej było wsparcie, możliwość rozmowy, pobycia ze sobą.
Ostatecznie ze mną ciągle jest w stanie wejść w relację seksualną.
Czy to może świadczyć, że słowa o przytulaniu są prawdziwe?